Powered By Blogger

czwartek, 19 grudnia 2013

Czy Asgard to Agharta? (2)


Rzecz ciekawa, bo o dziwnych istotach na Islandii pisał także swego czasu słynny czeski pisarz-fantasta dr Ludvik Souček (1926-1978) w swej kultowej powieści sci-fi pt. „Tajemnica ślepych ptaków” (Warszawa 1968), w której pisze on m.in. o czarownicach i czarach na Islandii. I chociaż znajduje on dla tego racjonalne wyjaśnienie w postaci Przybyszów z Kosmosu, to po przeczytaniu tej powieści (i dwóch następnych) czar niezgłębionej tajemnicy pozostaje…


O osobliwościach Islandii pisze także Brad Steiger w swej książce „Alien Meetings”, (Nowy Jork 1978), a szczególnie na temat islandzkich tajemnic Ukrytego Ludu. W oryginale tytuł tego podrozdziału brzmi „The Hidden Ones: Puck and the Wee People”. A rzecz będzie o tych, którzy towarzyszyli nam od dzieciństwa w bajkach i legendach opowiadanych nam przez naszych dziadków, rodziców i opiekunów…


W roku 1962, kilku przedsiębiorczych Islandczyków zamieszkałych w małej wiosce postanowiło zbudować przetwórnię rybną. Zgodnie z islandzkimi tradycjami, każdy właściciel musi złożyć część swych dóbr materialnych jako ofiarę przeznaczona dla tajemniczego Hidden lub Gömmde Folket - Ukrytego Ludu, i dlatego kilku wieśniaków wytknęło przedsiębiorcom to, że każda część powinna być budowana zgodnie z tradycjami. Biznesmeni odpowiedzieli śmiechem. Sprowadzili najnowsze maszyny, materiały budowlane, materiały wybuchowe i specjalistów do operowania nimi. Sadzili, że jakieś tam głupie wsiowe zabobony nie zatrzymają postępu. Aliści do czasu. Super-wytrzymałe świdry łamały się jeden po drugim jak zapałki. Pewien stary farmer twierdził i ostrzegał, że wtargnęli na terytorium Ukrytego Ludu, ale robotnicy wykształceni i oświeceni zbyli go śmiechem. Nie mogli zrozumieć, skąd na nowoczesnej Islandii wziął się taki stary głupiec. A świdry wciąż się łamały. W końcu dyrektor przedsiębiorstwa, chociaż niewierzący w te opowieści, zgodził się z sugestią starego farmera i udał się do miejscowego jasnowidza (a dokładniej „widzącego”) w celu nawiązania kontaktu z Ukrytym Ludem i dojścia z nim do porozumienia. Jasnowidz w transie oznajmił dyrektorowi, że na miejscu tym znajduje się jedna, ale super-silna Istota, która wybrała to miejsce na swe mieszkanie. Jednakże Istota ta nie była nieprzejednana. Gdy jasnowidz wyjaśnił jej, że biznesmen potrzebuje tego terenu, zgodziła się przenieść się na inne miejsce. Ów troll poprosił o pewien czas na znalezienie sobie nowego miejsca. Po 5 dniach znów zapuszczono świdry w grunt i okazało się, że interes został ubity. Żaden ze świdrów się już nie złamał...

W wielu tradycjach – szczególnie na Wyspach Brytyjskich i w Skandynawii – brzmią echa starych legend o istotach zamieszkujących magiczne królestwo, znajdujące się pod powierzchnią ziemi – Asgard lub Asgård, Asgaard, Asgarðr, Osgeard. Legendy te wskazują na istnienie Istot będących pośrednim ogniwem pomiędzy człowiekiem a Aniołem. Ten dziwny lud wciąż miesza się w nasze ludzkie sprawy, czasami nam szkodząc, czasami pomagając...

Kilku specjalistów-biblistów doszukuje się w tych Istotach zbuntowanych aniołów, których wyrzucono z Nieba po próbie rebelii Lucyfera. Ci „zdegradowani” aniołowie, czy jak kto woli – demony – obrali sobie nowe miejsce życia na Ziemi, zmieszali się z ludźmi i utworzyli nowy gatunek – coś pośredniego pomiędzy ludźmi a aniołami. Czymś takim – a bardzo interesującym przykładem wspólnym dla wielu kultur – może być słowo Pukwadżin. Jest to słowo wspólne dla wszystkich kultur amerykańskich, a oznacza dosłownie mali znikający ludzie. Europejczycy maja swoje elfy, które można porównać właśnie do Pukwadżinów. „Słodki Puck” Williama Szekspira kpiąco śmieje się z naszej głupoty. Słowo Puke jest znane w dialektach teutońskich i skandynawskich – w tych ostatnich występuje również słowo Spok – a oznacza to małego duszka, coś w rodzaju polskiego krasnoludka (bożątka) albo ducha (widmo). Puke kojarzy się z niemieckim słowem Spuck – zły i brzydki demon, kobold, i holenderskim Spook – duch, a także z irlandzkim Pooke i kornwalijskim chochlikiem Pixie. Sufiks -dżin w słowie Pukwadżin kojarzy się automatycznie z arabskim słowem al-ginn albo dżin – baśniową istotą zamieszkującą magiczne lampy... Zadziwiające jest rozpowszechnienie występowania tego słowa czy jego fragmentów. Wygląda na to, że zjawisko małych znikających ludzików jest uniwersalne dla całego świata.

W ciągu stuleci wielu ludzi usiłowało udowodnić ich istnienie, no i nazywano Ich różnie. Pomawiano o różne brzydkie rzeczy, takie jak m.in. namawianie i kuszenie ludzi do złego, porywanie dzieci i dorosłych do podziemnego królestwa, i wiele innych różnych psot. Z drugiej strony duszki te czasem były posłuszne woli ludzi i nawet pomocne. Ochraniały dzieci, przy których porodzie asystowały.

Najciekawszym jest to, że wszystko wskazuje na niewątpliwy związek pomiędzy Ufitami a tymi Istotami. Co więcej – Oni wchodzą w nasze najintymniejsze sprawy. Wiele przykładów CE3 i CE4 wskazuje na to, że Oni chcą dokonać skrzyżowania naszych gatunków – stąd często mówi się o porywaniu mężczyzn, kobiet i dzieci przez NOL-e. Opowieści i relacje wspominają też, że widziano NOL-e nad pokładami różnych minerałów. LGM kopią dziury w ziemi w ich poszukiwaniu. A co się dzieje z ludźmi, którzy nieopatrznie wejdą Im w paradę? Ano właśnie – opowiem teraz historię, która jeszcze 400 lat temu uchodziłaby za bajkę:

17 sierpnia 1962 roku, Rivalino da Silva – górnik z Diamantiny w Brazylii, „nakrył” dwóch dziwnych ludzików na kopaniu dołu. Ludziki te miały około 120 cm wzrostu, a widząc nadchodzącego da Silvę uciekły w krzaki. Zanim górnik otrząsnął się ze zdumienia, obiekt w kształcie kapelusza uleciał z dużą prędkością w niebo. Gdy następnego dnia opowiedział o tym kolegom z kopalni – ci wyśmiali go. Ale na tym się wcale nie skończyło!

Wczesnego ranka, dnia 20 sierpnia, jego 12-letni syn Raimunda został obudzony przez obce głosy. Przysięgał potem, że słyszał wyraźnie kogoś, kto mówił: Rivalino jest tutaj – musi być zniszczony! Raimunda zobaczył cień kogoś, kto nie wyglądał jak istota ludzka, niewysokiego, kto raczej wpłynął a nie wszedł do pokoju. Nagle jego ojciec zaczął poruszać się jak w transie. Otworzył drzwi i poszedł w kierunku dwóch wielkich kul światła, które unosiły się około 2 metry nad ziemią. Obiekty buczały i błyskały światełkami. Raimunda krzyknął do ojca, by ten wracał, ale on wciąż szedł w kierunku świecących obiektów. Zanim chłopiec zdążył podbiec i pociągnąć ojca za rękę do tyłu, jedna z kul wyemitowała ciężki, żółty obłok dymu, który dokładnie zakrył jego postać. Gdy obłok rozwiał się, świecące kule znikły tak, jak i Rivalino da Silva...

Raimunda wraz ze swymi braćmi Fatimo i Dircen pobiegli na policję i tam złożyli sensacyjne i niewiarygodne oświadczenie. Policja natychmiast zaczęła śledztwo. W pobliżu domu da Silvy znaleziono dziwną, wymiecioną z pyłu i kurzu przestrzeń o średnicy 5,5 metra. Nie znaleziono żadnych śladów stóp, czy pojazdu kołowego. Policjanci znaleźli jedynie kilka kropli krwi w odległości 55 m od domu, ale nie udało się jej zidentyfikować. Później usiłowano udowodnić chłopcu, że to on zamordował ojca, ale rychło okazało się, że był on psychicznie niezdolny do mordu. W dodatku pewien rybak oświadczył, że widział kule świetlne okrążające dom da Silvy wieczorem, 19 sierpnia. Tymczasem jego koledzy opowiedzieli policji o jego spotkaniu z dwoma LGM... No cóż – sprawę jak w takich przypadkach – umorzono i odłożono ad acta.



* * *


Tyle Brad Steiger. Zwróć proszę swą uwagę Czytelniku na jedną rzecz, a mianowicie – jak bardzo nazwa podziemnego, magicznego królestwa Asgard przypomina nazwę innego podziemnego państwa: Agharta, Aggartha lub Agharti! Jak dotąd, to wszyscy szukali i nadal szukają wejścia do niej w Azji Środkowej i Tybecie, a tymczasem może się ono znajdować wśród wulkanicznych pustkowi i bezdroży Islandii i śnieżnych górach Skandynawii!



Wikipedia podaje:

Asgard (as – „bóg”, garth – „dwór”, „ogromna przestrzeń”) – w mitologii nordyckiej jedna z Dziewięciu Krain zamieszkana przez dwa szczepy bogów: Asów i (po zawarciu z nimi pokoju) Wanów. Do Asgardu prowadzi tylko jedna droga – Tęczowy Most Bifrost. Schodząc z Tęczowego Mostu, wchodzi się na zieloną równinę Idawall, natomiast najbardziej wysunięte na południe jest Gimle. Siedziba bogów podtrzymywana jest przez czterech krasnoludów: Austriego, Westiego, Nordiego i Sudriego. Inna teoria mówi, że Asgard był rajem wojowników i miejscem, gdzie przebywali bogowie. Prowadziły do niego setki drzwi. Belkami były włócznie, a dachówkami tarcze. Wojownicy opuszczali pałac zmarłych tylko po to, by ćwiczyć się w sztuce wojennej.
Asgard został wybudowany na wschód od Wanaheimu. Mury obronne wybudował pewien Olbrzym, który w zamian chciał pojąć za żonę Freję, zażądał również Słońca i Księżyca. Jednak dzięki sile Thora i sprycie Lokiego, Freja nie została żoną owego Olbrzyma.

Mimo iż Wanaheim jest starszy, większość bogów ma swoje siedziby w Asgardzie – z wyjątkiem Njörðra, Frei, Hel oraz Agir i Ran. Trzy najwspanialsze pałace należą do Odyna: Walaskjalf, Gladsheim oraz Walhalla. Żona Odyna, Frigg obrała za swój pałac Fensalir, gdzie tka chmury. Mianem największego pałacu szczyci się siedziba Thora Bilskirnir, która znajduje się w rejonie Thrudheim. Pałac Baldura zwie się Breidablik, natomiast siedziba Ullra to Ydalir. Himinbjörg strzeże Heimdall, a wszystkie sądy rozstrzyga Forseti w Glitnir. A w krainie Folkvang w pałacu Sessrumnir zasiada Freja.

O ile jednak Asgard jest siedzibą skandynawskich bogów, o tyle Agharta jest siedzibą tylko Władcy Świata oraz mędrców religii Bön i innych religii Wschodu (był w niej m.in. Jezus z Nazaretu), którzy z ukrycia mają wpływ na nasz świat. Nie ma to większego znaczenia. Tak czy inaczej – są to siedziby Wyższych Istot mających ważki wpływ na to, co się dzieje w podmiesięcznym świecie. I wpływ ten jest widzialny i co więcej – odczuwalny przez nasze zmysły.



To właśnie tutaj - w tych dziwacznych formacjach lawowych i nadmorskich klifach, według Islandczyków, mieszkają Alfurowie i Huludfolkowie

Będąc na Islandii odczuwa się namacalnie obecność tych wszystkich istot, podobnie jak odczuwa się ogniste pulsowanie wnętrza Ziemi. Czy jest to tylko wrażenie? Bynajmniej – Islandia stoi na pióropuszu gorąca, który podnosi fragment dna Atlantyku na wysokość 3000 m i ponad 2000 m ponad poziom morza. Gdyby ów pióropusz ognistopłynnej magmy znikł, to Islandia – podobnie jak antyczna, platońska Atlantyda – rychło pogrążyłaby się w wodach Atlantyku. Kto wie, czy istoty zamieszkujące Atlantydę przeniosły się na Islandię? A dlaczegóżby nie? Wszak warunki naturalne są identyczne poza tym, że Islandia leży pod kołem podbiegunowym, ale to dla nich jest absolutnie bez znaczenia, wszak są to istoty chtoniczne, dla których pogoda nie ma najmniejszego znaczenia, skoro ich królestwo jest we wnętrzu naszej planety. Istot, które istnieją realnie i które wytwarzają realne artefakty – jak np. słynny „Naszyjnik Trolli”, który stanowi prawdziwą zagadkę dla uczonych do dziś dnia!  Czy to właśnie zasygnalizował nam Jules Verne pisząc swą „Podróż do wnętrza Ziemi”???


Mapy Asgardu - Agharti sporządzone przez okultystów i psychotroników pracujących dla 
SS-Reichsfuhrera Heinricha Himmlera i Towarzystwa Thule 


Przekład z j. angielskiego – Robert K. Leśniakiewicz ©

Zdjęcia – Wiktoria Leśniakiewicz ©      

środa, 18 grudnia 2013

Czy Asgard to Agharta? (1)



Od dawna zadaję sobie pytanie o to, czy jesteśmy tutaj sami na Ziemi. W czasie moich ufologicznych poszukiwań niejednokrotnie napotykałem na relacje o chtonicznych istotach, których istnienie jest jedną z wszechświatowych legend obok relacji o potopie powszechnym, tajemniczych zjawiskach na niebie, zlodowaceniach, wielkich powodziach, wulkanizmie, gwiazdach spadłych z nieba, przybyszach zza morza czy wreszcie zatopionych wyspach czy nawet kontynentach.


Na temat Agharty i Atlantydy pisałem już na łamach „Nieznanego Świata” i na moim blogu w cyklu „Atlantyda i Agharta”[1], gdzie rozpracowywałem temat ewentualnego istnienia tej mitycznej podziemnej krainy. Tym razem zmieniłem kierunek poszukiwań, o czym poniżej.


W 2002 roku ukazał się w Internecie ciekawy artykuł o Ukrytych Ludziach i innych tajemniczych istotach na Islandii. Pisze Octavia Randolph w artykule pt. „Huldufolk – Ukryty Lud i trolle”[2]:

Islandia jest krajem geologicznie bardzo młodym, ciągle tworzonym przez siły wulkanicznego ognia i lodu, słabo zaludnionym i jednocześnie spektakularnie i dziwnie pięknym. Jest ona niemal całkowicie dziewicza i nieskażona. Dlatego nie jestem zaskoczona, że wysoki procent Islandczyków – jeden z najbardziej zaawansowanych technicznie i wykształconych narodów świata – wierzy w istnienie duchów Przyrody, która to wiara od wieków kwitła w takim środowisku. 53% populacji albo w nie wierzy, albo nie zaprzecza ich istnieniu. Niektóre z nich są bardzo szkodliwe – np. afturganga – czyli zombie powracające po śmierci i próbujące zabrać żyjących ludzi ze sobą. Niektóre są piękne, świetliste istoty, które wyglądają jak anioły czy ogromne, płomienne duchy górskie, które mogą mierzyć nawet kilka metrów wzrostu. Ale najbardziej interesujące są Huldufolk i trolle.


Huldufolk oznacza Ludzie Ukryci i jedna opowieść o nich pochodzeniu dotyczy Ewy – matki ludzkiego stworzenia. Ewa miała wiele dzieci, a kiedy Bóg wyraził wolę jej odwiedzenia, to miała wiele pracy by je umyć i oczyścić przed Jego wizytą. Niestety, nie miała wiele czasu i pewna ilość jej dzieci nie została umyta. Ewa zamiast przedstawić je Bogu – ukryła je przed Nim. Bóg przybył, obejrzał dzieciaki i zapytał Ewę, czy poza nimi miała jakieś inne. Obawiając się, Ewa zaprzeczyła ich istnieniu. W rezultacie tego, dzieci te na zawsze pozostały w ukryciu. To znaczy, póki one nie chcą być widoczne. Z całego świata duchów, tylko Huldufolki są najbardziej ludzkie, z tym są one o wiele bardziej piękni, utalentowani i uroczy. Poza tym wchodzą w stosunki z ludźmi, kiedy i gdzie tylko chcą. Na ogół są one łagodne, ale straszne rzeczy działy się z tymi, którzy zakłócili spokój ich mieszkań, czy je zniszczyli – co doprowadzało do ogromnych przekroczeń kosztów budów, do wypadków i czasami nawet do śmierci.

Nasza przewodniczka Soffia Alice opowiedziała mi tą historię pochodzenia Ukrytych Ludzi, a także – kiedy minęłyśmy duży głaz poza Reykjavikiem – to powiedziała mi, że to był dom jakiegoś Huldufolka. Przypomniałam sobie o tym czytając kilka lat temu opowiadanie Soffii, która odbiła się echem w mediach kiedy to w 1999 roku były trudności w budowie drogi łączącej drogę do tunelu pod Hvalfjordur (Wielorybi Fiord) do miasta Akranes. Maszyny budowlane zawsze psuły się, kiedy zbliżały się do głazu, który miał być przemieszczony. Wezwano zatem miejscową kobietę „widzącą”, która potrafiła dogadywać się w Huldufolkami. Ona poinformowała konsorcjum drogowe, że duchy były przygotowane do opuszczenia tego miejsca, ale potrzebują więcej czasu. Roboty zostały wstrzymane, a po pewnym czasie „widząca” oświadczyła, że budowę można wznowić. Podobnie było w przypadku centrum handlowego Smaralind, które zostało zbudowane w pobliżu siedzib gnomów, więc kable elektryczne i inne podziemne urządzenia zostały przekierowane w celu uniknięcia zakłóceń i zatargów z nimi.

Ale Huldufolki potrafią być bardzo towarzyskie i aktywnie szukają naszego towarzystwa. Czasami pojawiają się w potrzebie. Przywódca związkowy Tryggvi Emilsson jako młody człowiek spadł z urwiska i został wyratowany przez dziewczynę-Huldufolka. Nigdy nie zapomniał jej ujmującego piękna. Czasami to Huldufolkowie potrzebują naszej pomocy. W ostatnich czasach Huldufolkowie prosili ludzkie kobiety o pomoc ich żonom w czasie trudnych porodów. I od czasu do czasu Huldufolkowie obu płci wiążą się z ludźmi… - mówi się, że jest to absolutnie wspaniałe doświadczenie i jest to wielkie szczęście być przez nich wybraną czy wybranym.

Niektóre duchy są ściśle sezonowe. Podobnie jak w innych krajach skandynawskich, Islandczycy mają św. Mikołaja – Jólasveinar. Na Islandii jest to 13 synów złego ogra Gryla, znanego z tego, ze porywa niegrzeczne dzieci do swego garnka z kipiącym gulaszem., (Nawet Soffia Alice została ostrzeżona, by być grzeczną, bo dziewczynki też mogą być porwane przez Gryla.) […] W ostatnich czasach poziom wybryków Jólasverinar obniżyły się ze złości do złośliwości i teraz nie okradają oni rodzin, a często pozostawiają drobne upominki w bucikach dziecięcych.

Następnymi istotami są trolle. Jest to rasa olbrzymów, które budują swe skaliste domostwa na powierzchni Islandii. Ale są to przede wszystkim istoty Nocy, obawiające się Słońca. W zimowych ciemnościach mogą szaleć bez obawy o to, że o świtaniu muszą zmienić się w kamienie oświetlone promieniami Słońca. Stąd właśnie wiele dziwnych formacji skalnych wznosi się nad równinami z lawy. Mówi się o nich, że to są skamieniałe trolle. […]       


I jeszcze jeden ciekawy materiał o Obcych na Islandii. Oto artykuł Coliny Nickerson z „Boston Globe”:


Na Islandii, duchy są w świecie materialnym
Wielu wyspiarzy wierzy w istoty z innego świata


HAFNARFJORDUR, Islandia – To jest trudny kraj do stawiania budynków czy budowy dróg. Nie chodzi tutaj o wrzące gejzery, wściekle dmące wiatry i mrozy na pustkowiach. Tu nie chodzi o ostre lawowe skały, bo to, co przeszkadza budowniczym jest ukryte poniżej nich.
- Istnieje wiele istot pod naszymi kamieniami – powiedział Brynjolfur Snorrason – folklorysta często proszony do wykonawców o poradę, jak uniknąć miejsc zamieszkałych przez islandzkie Alfury czyli Elfy i inne rzadko spotykane istoty, których obecność wciąż wydaje się przenikać naród zamieszkujący tą północną wyspę.


Inżynierowie budujący autostradę w ostatnich latach, zostali zmuszeni do zmiany trasy drogi wokół rzekomych miejsc zamieszkanych przez Elfy. Podobnie jak budowniczowie pierwszego w tym kraju centrum handlowego zadbali o układanie kabli elektrycznych oraz innych instalacji z dala od miejsc podejrzanych o to, iż są to siedziby Krasnali i Wróżek. Pary małżeńskie planujące budowę nowego domu muszą zatrudniać „widzących Elfy”, aby zapewnić sobie spokój ducha.


Na Islandii takie środki ostrożności są postrzegane jako coś normalnego i oczywistego!  

- To jest dziwny kraj – powiedział Arni Bjornsson, szef badań etnologicznych w Narodowym Muzeum Islandii. – Nawet wykształceni inżynierowie, którzy mówią, że nie należy trzymać się przesądów, nie zbuduje drogi wokół jakiegoś wzgórza czy głazu, by nie podejmować ryzyka obrażając Elfy.

Islandczycy uwielbiają się chwalić, jak ich ukochana wyspa i republika maszeruje w pierwszym szeregu najbardziej rozwiniętych państw we współczesnych czasach. Umiejętność czytania i pisania wynosi 100%. Ubóstwo wynosi 0%. Wysoka technologia jest wszechobecna.

Islandia jest jednym z najbardziej oddalonych geograficznie krajów Europy – słabo zaludniona kraina ognia i lodu wyrasta z północnego Atlantyku, tuż pod kołem podbiegunowym – ale jest doskonale połączona z resztą świata.

A także przepełniona elfami, gnomami, trollami, wróżkami, i unikalnymi istotami zwanymi Huldufolkami lub Ukrytymi Ludźmi. Islandia ma także przesyt Świętych Mikołajów, których jest aż 13! […]
Prezydent Islandii – Olafur Ragnar Grimsson  -  teoretyzuje, że przesyt istotami duchowymi u Islandczyków wynika z poczucia samotności i izolacji.
- Islandczycy są nieliczni od dawnych czasów, ale i tak ilość mieszkańców podwoiła się z opowieści o elfach i wróżkach – powiedział on w wywiadzie w swej rezydencji Bessastadir, która znajduje się na odległym wrzosowisku, gdzie wieją wiatry zimowe, a dale morza pienią się na dziwnie ukształtowanych formacjach lawy.

Nawet dzisiaj, 273.000 osób zamieszkuje ląd o wielkości mniej więcej stanów Maine i Massachusetts. A Islandczycy nadal na serio biorą ludowe podania od duchach: badania opinii publicznej i badania naukowe wskazują, że ponad połowa twierdzi, że one istnieją, 10% twierdzi że jest to „możliwe” i „prawdopodobne”, że dzielą oni swoją wyspę z „innymi” – od zrzędliwego trolla mieszkającego na lodowcu do Ukrytego Ludu.

Ta wiedza staje się sporadycznie zmorą inżynierów budowlanych i deweloperów. W latach wcześniejszych musiano zmienić na Islandii bieg autostrady prowadzącej z Reykjaviku, bowiem uważano, że będzie ona przeszkadzała Elfom, które tam zamieszkują.
- Są ludzie, którzy wierzą w Elfy, a my staramy się okazywać szacunek dla wierzeń ludowych – powiedział Victor Ingolfsson – urzędnik z Wydziału Dróg i Autostrad. – Jeżeli to oznacza budowanie drogi wokół kamienia Elfów, to staramy się do tego dostosować.

Taka otwartość może być tylko samoobroną. Opowieści obfitują w przypadki złamanych kończyn, zepsutych urządzeń i innych nieszczęść, które ponieśli budowniczowie, którzy ośmielili się iść tam, gdzie wedle tradycji zamieszkują Elfy.
- W większości przypadków Huldufolkowie są nieszkodliwi, a nawet delikatnymi istotami – powiedział Magnus Skarpenhedisson – nauczyciel i ekspert od Elfów. – Ale jeżeli się je okłamuje czy ogłupia, to mogą wydarzyć się złe rzeczy. Może skończyć się na tym, że projekt będzie miał przekroczenia kosztów. Ale też mogą się zdarzyć choroby. Albo śmierć. Przeszkadzanie Elfom może być bardzo niebezpieczne.

Są oczywiście i sceptycy – wśród nich jest pracownik Muzeum Narodowego Bjornsson.
- Ukryty Lud zapewnił wspaniałą wymówkę dla wszelkiego rodzaju  pracowników niezdarnych: „ja nie zniszczyłem szefie tego spychacza, to zrobił Elf”!

Bjornsson jest jednym z czołowych ekspertów od folkloru na Islandii, nazywa siebie niewierzącym, dodaje szybko:
- Ale nie całkowicie, nie na 100%. Trudno być naukowcem w kraju tak spektakularnie dziwnym, jak nasz.

Islandia została po raz pierwszy zaludniona pod koniec IX wieku n.e. przez Wikingów z Norwegii i w mniejszej liczbie Gaelitów z Wysp Brytyjskich. Ukazało się im niesamowite, bezdrzewne pustkowie, jeszcze w pierwotnym ferworze tworzenia – z rozległymi kłębami pary i jej syczeniem z otworów geotermalnych, wulkany tryskające ogniem i nowe wysepki tworzące się tuż przy brzegach wyspy… […]

Te rzadko spotykane rasy zamieszkujące Islandię nazywane są różnie, m.in. gnomy, elfy, świetliste wróżki (siostry disneyowskiego Dzwoneczka), krasnoludy, krasnoludki i duchy górskie. Większość z nich ma swe odpowiedniki w innych krajach i ich folklorze. Ale Huldufolkowie lub Ukryci Ludzie na Islandii to jest unikalna rasa: bardzo towarzyscy, ubrani w bajecznie kolorowe stroje i zamieszkują coś w rodzaju wszechświata równoległego do naszego.

- Ale czasami zapraszają ludzi do swych domów na klifie na pogawędkę i naleśniki – mówi Skarpenhedisson.

Nieuchronnie dojdzie do próby skomercjalizowania i tego zjawiska. Niektórzy Islandczycy już chcą zarabiać na Elfach. Agencja turystyczne już wydają mapy Ukrytego Świata w celu pokazania lokalizacji siedzib Elfów. W ofercie jest również zwiedzanie Krainy Elfów. Wszystko to jest jednak mniej kłopotliwe dla purystów folklorystycznych, niż próby wmawianie Islandczykom, że duchów nie ma… […][3]                       


CDN.

poniedziałek, 16 grudnia 2013

Tegoroczna Gwiazda Wigilijna



Gdzie wzejdzie Gwiazdka? w niebie.
Gdzie są dziewczyny? w sklepie.
Dziewczyny ciastka sprzedają.
W sklepie jest lepiej niż w niebie…

K. I. Gałczyński

No właśnie – co w tym roku będzie Gwiazdą Wigilijną, która jako pierwsza błyśnie na niebie? Odpowiedź brzmi: planeta Wenus, którą zobaczymy nad południowo-zachodnim horyzontem. Przy odrobinie szczęścia będziemy mogli zobaczyć przelot ISS albo błysk od ogromnych paneli któregoś z satelitów Iridium.







Niestety – zawiodła nas kometa C/2012 S1 (ISON), która w tej chwili już oddala się od Słońca i punktu przysłonecznego z prędkością ponad 50 km/s i zbliża się do perygeum, które osiągnie na przełomie lat. Oczywiście już odezwały się głosy katastrofistów, że dojdzie do impaktu i – jakże by inaczej – Armagedonu i końca świata. Ręce i nogi opadają. Osobiście wole planetę Wenus, która zawsze świeci jasnozłotym blaskiem, od niepewnych, chimerycznych i efemerycznych komet… 

A tak można zrobić całkiem udane UFO/NL ze zwykłej latarni ulicznej... 

sobota, 14 grudnia 2013

Problemy światowej pogody, HAARP i Fukushima



George S. Filer III (MUFON)


Wiadomości w Stanach Zjednoczonych są kontrolowane przez 6 kompanii, które wybierają i ograniczają twoją wiedzę o wydarzeniach na świecie i bardzo często serwują nam informacje dobre dla nich, a szkodliwe dla nas. Wydarzyła się seria niesprzyjających wydarzeń, które powinny być ujawnione. Istnieją twarde dowody na to, że nasza pagoda jest manipulowana lub sterowana przez tzw. GeoEngineering. Ekstremalne warunki pogodowe od 50 lat, które obserwujemy ostatnio, a których przejawem jest wczesny mróz i opady śniegu w grudniu, są właśnie wynikiem modyfikacji pogody. Wygląda na to, że są one zaprojektowane tak, by jak najbardziej zaszkodzić USA, Kanadzie i krajom Zachodniej Europy.

Jet streams to są szybko przemieszczające się, wąskie prądy powietrzne, silne stratosferyczne wiatry zachodnie – wiejące z zachodu na wschód. Są one spowodowane przez rotacje dzienną naszej planety i nagrzewaniem się atmosfery przez promieniowanie słoneczne. Tworzą się one w pobliżu granic mas powietrznych o różnych temperaturach.

Synoptycy i meteorolodzy używają lokalizacji tych wysokościowych prądów atmosferycznych jako pomocy w prognozowaniu pogody. Komercyjnie wiedza ta jest wykorzystywana przede wszystkim w żegludze powietrznej, bowiem czas lotu samolotów może się dramatycznie zmienić, jeżeli lecą one z prądem lub pod prąd powietrza.

Wygląda na to, że instalacja podgrzewająca jonosferę znana jako HAARP, znajdująca się wokół naszego globu, rutynowo manipuluje jet streamem. Dr Nick Begich pisze:

HAARP będzie strzelać w górną atmosferę zogniskowanymi i kierowanymi strumieniami fal elektromagnetycznych. To jest zaawansowany model „podgrzewacza jonosfery”. Jonosfera jest elektrycznie naładowaną warstwą otaczającą ziemską atmosferę. Rozciąga się ona na przestrzeni 40 – 60 mi/64 – 96 km ponad powierzchnią Ziemi.

Mówiąc prosto: aparatura HAARP jest odwrotnością radioteleskopu; antena wysyła sygnały, zamiast je przyjmować. HAARP jest wypróbowywany w ramach emitowania potężnych snopów fal radiowych o wysokiej energii, które podnoszą obszary jonosfery poprzez skupianie wiązki i podgrzewanie tychże obszarów.

Modyfikacje pogody są możliwe poprzez zmianę układu prądów powietrznych w górnej atmosferze, konstruując jeden lub więcej pióropuszy cząstek atmosferycznych, które mogą działać tak jak soczewka lub kolimator. (Z „Angels Don’t Play this HAARP” – http://haarp.net.)

USA posiada instalację HAARP na Alasce, ale wątpliwe jest, że jedna taka stacja może być szkodliwa dla Stanów Zjednoczonych. Jet stream był na pewno zamieszany w dziesiątki silnych tornad i powodzi w USA w tym roku.
Specjaliści-analitycy od jet streamu próbują określić lokalizacje i siłę tych prądów wysokościowych. Ta mapa pokazuje obszary tych wiatrów na niebiesko w górnej troposferze, przy ciśnieniu 300 hPa na powierzchni, co koresponduje z ciśnieniem na wysokości 32.000 ft/10.667 m, na której ogólnie wylatałem 5000 godzin i zyskiwałem dzięki temu nawet do 100 mph/160 km/h.

Rosja ma więcej instalacji podgrzewaczy jonosfery typu HAARP, niż jakikolwiek inny kraj i jest w stanie manipulować jet streamem, który opływa cały świat. Pchając jet stream nieopodal Moskwy i półwyspu Kamczatka powoduje zafalowanie tego prądu nad Alaska i co za tym idzie, ściągnięcie zimnego powietrza na południe – nad USA.

Chiny przyznały do spowodowania opadów śniegu w wielu punktach swojego kraju. Większość zachodnich stanów USA zostało sparaliżowane opadami mokrego śniegu o grubości 10-12 in/25-28 cm i temperaturami o 20-30°F niższymi niż zazwyczaj. Tymczasem Anglia ma najgorsze przybrzeżne pływy od 60 lat.

Istnieje cała góra danych włączając już prowadzone eksperymenty, obrazy satelitarne, laboratoryjne badania śniegu, obserwacje na ziemi, i mnogie istniejące patenty, które bezspornie dowodzą, że te wszystkie opady i burze śnieżne zostały wywołane sztucznie przez dobrze rozwinięte procesy modyfikacji pogody. Potężne tornada zaobserwowane i odnotowane w ciągu paru ostatnich lat były także spowodowane przez jet stream.



Modyfikacje pogody


Istnieją dwa znane sposoby procesu „sztucznego zarodkowania lodu do modyfikacji pogody”. Rząd chiński wprost przyznał, że to oni właśnie stworzyli „sztuczne burze śnieżne”, ale później wycofał się z tego z powodu miliardowych (w dolarach) zniszczeń w Pekinie. Jeżeli chiński rząd może rutynowo spowodować burze śnieżne i deszcze, to o ile nasz rząd musi być bardziej zaawansowany w tych procesach?



Radioaktywny gruz o rozmiarach Teksasu wypłynął na Zachodnie Wybrzeże


Początkowo radioaktywność w Fukushima była 100-krotnie wyższa, niż w Czarnobylu. Innym oczywistym sygnałem jest ostatnio masowa migracja radioaktywnego gruzu o sumarycznej powierzchni stanu Teksas, który płynie po Oceanie Spokojnym oraz skażone radioaktywnie wody morskie. BBC News w Wielkiej Brytanii donosiło w tym roku, że dosłownie miliony ton radioaktywnych szczątków zaczęło swą podróż poprzez Pacyfik i że wiele z nich dotarło do Hawajów, Alaski i nawet na Zachodnie Wybrzeże.

Zdarzyła się tam ostatnio seria zagadkowych masowych zgonów zwierząt, w tym lwów morskich (uchatek kalifornijskich), łososi i innych zwierząt morskich wyrzuconych na brzeg. Wiele niedźwiedzi polarnych, fok i morsów obserwowanych wzdłuż alaskańskiej linii brzegowej miało problemy ze utratą futra i otwartymi wrzodziejącymi ranami, co wskazywało na skażenie radioaktywne i chorobę popromienną.

Posiadamy naukowe raporty głoszące, że radioaktywna woda wciąż kontynuuje wpływanie na Zachodnie Wybrzeże USA przez wiele przyszłych lat, potencjalnie podwajając swą ilość w ciągu następnych 5-6 lat! Plankton, tuńczyki błękitnopłetwe i inne morskie zwierzęta wyłowione pomiędzy Hawajami a Kalifornią wykazały w czasie testów wysokie skażenie radioaktywne, którego poziom wciąż sukcesywnie wzrasta.
- Patrzcie, co się teraz dzieje: oni wrzucili ogromną ilość radioaktywnych śmieci w ocean – tego nikt nie przewidział w 2011 roku – oświadczył Daniel Hirsch, specjalista od polityki nuklearnej na Uniwersytecie Kalifornijskim w ostatnim wywiadzie dla Global Security Newswire. – My możemy mieć wielką ilość przypadków raka spowodowanych przez jedzenie ryb.   


Moje 3 grosze


Przerażająca jest ludzka bezmyślność. Ale przestałem się przerażać, kiedy przeczytałem powieść Dana Browna pt. „Inferno” (Katowice 2013) w której w jasny i przejrzysty sposób wyłożono filozofię działania NWO: zmniejszyć ludzką populację do nieprzekraczalnego progu ok. 4 mld ludzi. Czysty neomaltuzjanizm! W powieści czynnikiem redukującym ludzkie populacje miały być bakterie dżumy-super. Niebezpieczeństwo polega tylko na tym, że dżuma może się okazać zbyt super i wybije ludzi co do nogi. Broń i wojna meteorologiczna jest o wiele bardziej „humanitarna” i działa bardziej selektywnie – wszak ludzie będą ginąć śmiercią naturalną: z zimna, z głodu, od osuwisk, w wodach powodzi, w falach tsunami i tylko na ściśle określonych obszarach…  

Nie wierzyłem w te wszystkie enuncjacje i mętne wywody stronników STD, które wydawały mi się panikarskie i na wyrost. Ale kiedy widzę to, co się dzieje, kiedy widzę politykę naszego rządu, który ma obywateli naszego kraju dokładnie sami-wiecie-gdzie. Który traktuje nas jak bydło – z tym, że o bydło się dba – a o nas tylko co 4 lata, kiedy zbliża się farsa zwana wyborami, to daje wiarę piewcom STD. Tylko że z ich pień nic nie wynika, bo mijają wybory i nowa-stara ekipa znów zostaje przy korycie.

To u nas, a na świecie? Podobnie. Wystarczy spojrzeć na Fukushimę: krzyczy się, że skażenie, że mutacje, że to i tamto – i rzecz ciekawa – nie ma żadnych cyfr. Pamiętam, co było po Czarnobylu – medialny wrzask na Zachodzie i zasypywano ludzi cyframi i liczbami, wynikami badań skażeń i możliwymi scenariuszami rozwoju sytuacji. No, ale to dotyczyło komunistycznego reaktora, komunistycznej katastrofy i to był przede wszystkim propagandowy sukces Zachodu. A teraz rząd Japonii zachowuje się dokładnie, jak rząd radziecki w 1986 roku. Cicho-sza i nikt nic nie wie! Jest w tym coś niezrozumiałego. Przecież Japonia, kraj położony na wulkanach jak Islandia ma do bólu gorących źródeł, które można przekształcić na źródła taniej energii, więc po co im reaktory? To jest oczywiste: te 20 elektrowni jądrowych zostało wtrynione Japończykom przez Amerykanów, którzy mieli poligon jądrowy z dala od swych granic, za oceanem – a więc wydawałoby się – całkowicie bezpieczny! A jednak Przyroda pokazała im swoją moc – radioaktywny gruz i radioaktywna woda płyną przez ocean i skażają słoneczne plaże Kalifornii i malownicze brzegi Oregonu i Alaski. Żal mi zwierząt, które cierpią na tym najbardziej!

Co do HAARP, to bardzo to wszystko ciekawie brzmi i dość prawdopodobnie – o wiele bardziej, niż bełkot nawiedzonych i kompletnie zwariowanych entuzjastów STD, którzy opowiadają jakieś androny o „podgrzewaniu jonosfery”! Litości! Jak można podgrzać coś, czego praktycznie nie ma? Bo czy może być czymś coś, czego gęstość wynosi kilka do kilkunastu jonów na kilometr sześcienny próżni??? Dlatego prędzej uwierzę w to, że HAARP jest albo bronią ASAT, albo jest przeznaczony do manipulowania pogodą w stratosferze. I tylko takie zastosowania mają jakiś sens, a nie brednie o „podgrzewaniu jonosfery”. Temperatura jonosfery wynosi 1000 K i podgrzewanie jej byłoby dolewaniem do oceanu wody łyżeczką do herbaty.

Źle się dzieje na świecie i wszystko wskazuje na to, że będzie gorzej, ale nie wskutek działania jakiegoś mitycznego NWO, ale realnej chciwości, głupoty i chorych ambicji biznesmenów i polityków, którym z butów tylko słoma i brudne onuce. Ohyda.



Przekład z j. angielskiego – Robert K. Leśniakiewicz © 

piątek, 13 grudnia 2013

Siła złego na… dinozaury!

Uśmiech allozaura


Aleksandr Łukin


Artykuł pod tytułem „Stolica dinozaurów” ukazał się w „Tajnach XX wieka” nr 23/2013. Autor opisuje w nim historię odkrywania szkieletów dinozaurów w Kanadzie i historię powstania Królewskiego Muzeum Tyrrella w kanadyjskiej Albercie. O tym jednak można poczytać sobie w Internecie. Nas jednak najbardziej zainteresują ostatnie cztery akapity tego artykułu poświęcone ważkiej kwestii:






Kiedy one żyły i dlaczego wymarły


Dinozaury – najbardziej liczna, różnorodna i najbardziej znana grupa wymarłych gadów. Długość ich ciała wynosiła od 20 cm do 30 m. żyły one na Ziemi w Erze Mezozoicznej. Dinozaury pojawiły się 228-225 MA temu, w środkowym Triasie i wymarły nieopodal granicy Kredy i Paleogenu (K/Pg) mniej więcej 65 MA temu. O przyczynach ich całkowitej i szybkiej ekstynkcji uczeni spierają się do dziś dnia. Wielu z nich widzi w ich tragedii jakąś wielką, globalną katastrofę.

Rozpatruje się następujące możliwości takich katastrof:
·        gwałtowne ochłodzenie się klimatu;
·        impakt asteroidy;
·        wybuch aktywności wulkanicznej;
·        totalne zatrucie atmosfery ziemskiej;
·        wirusowa epizootia (np. ptasiej grypy);
·        wybuch gwiazdy supernowej;
·        obniżenie się poziomu morza;
·        przegrana dinozaurów w rywalizacji biologicznej ze ssakami.

Najbardziej wiarygodną jest hipoteza wyginięcia dinozaurów wskutek efektów impaktu asteroidy. Jest to o tyle uzasadnione, że w historii Ziemi takie kataklizmy miały miejsce i to niejednokrotnie. Tak zatem asteroid Chicxulub o średnicy ok. 10 km spadł na Ziemię w rejonie półwyspu Jukatan około 65 MA temu. Pozostały po tym impakcie krater – astroblem – jest widoczny do dziś dnia. A przecież poza takimi kraterami, wskutek impaktu pojawiają się gigantyczne fale morskie – mega tsunami, atmosfera nasyca się gęstym pyłem w następstwie czego następuje ochłodzenia klimatu aż do wystąpienia epoki lodowcowej.

I wciąż wielu uczonych-paleontologów sądzi, że ich masowe wymieranie miało miejsce wskutek przegrania rywalizacji z ssakami. Te ostatnie zaczęły się żywić jajami dinozaurów i ich pisklętami, które nie mogły się obronić przed takimi napastnikami.






Moje 3 grosze


Ta zagadka – jak się wydaje – została wreszcie rozwiązana. Rzecz w tym, że świat Kredy był światem schyłkowym i wąska specjalizacja dinozaurów obróciła się w ostatecznym rachunku przeciwko nim samym. Pod koniec Kredy zaczęła się Alpejska Faza Górotwórcza, która zapoczątkowała kolejny epizod wulkaniczny w dziejach naszej planety. Atmosfera nasycona gazami wulkanicznymi – a przede wszystkim tlenkami węgla, siarki i halogenami (chlor, fluor, brom) stawała się coraz bardziej toksyczna i nieprzyjazna dla dinozaurów. Ich organizmy były coraz słabsze i bombardowanie Ziemi przez asteroidy – bo wtedy na Ziemię spadło o wiele więcej meteoroidów, niż tylko jedna asteroida Chicxulub i znamy co najmniej 4 inne astroblemy, które powstały w tym samym czasie – zadało im tylko coup de grace – cios litości, które je dobił, a jednocześnie otworzył drogę ewolucyjną ssakom. A tak BTW, to czy dinozaury przegrały starcie z ssakami, które wyjadały im jaja i zagryzały młode? Trudno powiedzieć, ale to też jest możliwe – zgodnie z zasadą nec Hercules contra plures… To akurat można sobie wyobrazić.
Ale przede wszystkim najgorsze były efekty wtórne impaktów. Najsilniejszy z nich spowodował wytrysk magmy na wyspie Dekanu, która prawie przepływała na antypodach impaktu Chicxulub. Dzisiaj mamy tam słynne trapy dekańskie, wielokilometrowej grubości skały magmowe, które utworzyły się z magmy, która wytrysnęła wskutek skruszenia skał przez mega-trzęsienie ziemi spowodowanego kumulacją fal sejsmicznych na antypodach miejsca impaktu. Otworzył się wtedy gigantyczny superwulkan, który skaził atmosferę ekshalacjami wulkanicznymi i pyłem z drobnej tefry, co spowodowało wybicie dinozaurów z okolic Bieguna Południowego… Przede wszystkim zniszczona została roślinność, wskutek czego zostały zerwane łańcuchy pokarmowe.






Była to jedna z największych katastrof ekologicznych w historii naszej planety. Jedna z największych, bo jeszcze większą była katastrofa spowodowana przez impakty asteroidów w Permie – 250-245 MA temu, co spowodowało wybicie 95% gatunków zwierząt na Ziemi i gigantyczne trapy lawowe na Syberii! Katastrofa ta została spowodowana nie poprzez superpióropusz magmy, ale poprzez wytrysk płynnej lawy spowodowany impaktem asteroidy, która trafiła w Ziemię gdzieś w okolicach dzisiejszego Morza Bellingshausena – u wybrzeży Antarktydy Zachodniej. I faktycznie – ślady tego impaktu, w postaci astroblemu o średnicy 500 km znaleziono w na Ziemi Wilkesa na Antaktydzie! Poza tym odkryto równie potężny krater uderzeniowy Bedout o średnicy 195 km, u północno-zachodnich brzegów Australii. W obu przypadkach te Epizody Wielkich Wymierań spowodowały zderzenia z Ziemią różnych przybłędów z Kosmosu.







Czy mogły to być komety? Owszem – tak, bo w obu przypadkach odnotowano  nie jedno uderzenia, ale całą serię uderzeń! Przypomina mi to dość dokładnie wydarzenia z lipca 1994 roku, kiedy to w Jowisza uderzyła seria odłamków pozostałych po rozpadzie komety Shoemaker-Levy 9 albo D/1993 F2. Właśnie wtedy Jowisz został trafiony przez 21 dużych asteroidów, które spowodowały powstanie w jego atmosferze plam widocznych przez kilka następnych tygodni. Być może to właśnie seria takich skalno-metalicznych odłamów nie spowodowała kataklizmów, w wyniku których zginęły permskie płazy, gady ssakokształtne nie mogły wejść na wyższy stopień ewolucji, zaś dinozaury mogły rozwinąć się i osiągnąć sukces ewolucyjny. Paradoksalnie to, co je wyniosło na piedestał, z tego piedestału je bezlitośnie zrzuciło.





Czyżby historia miała powtórzyć się teraz, kiedy może zagrozić nam kosmiczny agresor w postaci serii skalnych odłamów, na które rozleciało się jądro komety C/2012 S1 (ISON)? Nie sądzę, by groziło to nam teraz. Jeżeli nawet, to będzie to raczej deszcz meteorów – jak np. Leonidów, a nie bombardowanie, jak w przypadku Jowisza w 1994 roku. Ale…





No właśnie – jeżeli nic nie stanie na przeszkodzie, to gruz po jądrze ISON po prostu poleci na peryferia Układu Słonecznego, albo nawet odleci w przestrzeń międzygwiezdną. Jednakże na drodze może mu stanąć jakaś masywna planeta, która tak przekabaci jego orbitę tak, że będzie ona nieprzewidywalna, a wtedy istnieje możliwość, że ISON powróci w kierunku Słońca… Pożyjemy – zobaczymy.


Rozpad komety Shoemaker-Levy 9 w lipcu 1994 roku


Poza tym spadek na Ziemię komety mógł dobić ocalałe dinozaury jakąś wredna chorobą w rodzaju ptasiej czy może raczej gadziej grypy. Taka możliwość tez istnieje, jako że komety od najwcześniejszych czasów zwiastowały Morowe Powietrze – czyli epi- i pandemie niezwykle groźnych i niebezpiecznych chorób o dużej letalności, które były w stanie przetrzebić populację od 2/3 do nawet ¾ wyjściowej liczby ludności. Komety mogą być siewcami życia – w tym przypadki drobnoustrojów – i ta hipoteza coraz bardziej przebija się w rankingu hipotez mówiących o naturze i pochodzeniu komet. A zatem pilnie patrzmy w niebo!  



Opracował – Robert K. Leśniakiewicz ©