niedziela, 8 grudnia 2013

Nessie – przybysz z Kosmosu?

Nessie - "zdjęcie akuszera"  z dnia 19.IV.1934 roku


Wadim Ilin


W czerwcu bieżącego roku, na Międzynarodowym Festiwalu Nauki w Edynburgu ekolog dr Charles Paxton z St. Angel University  zademonstrował zebranym katalog ponad 1000 zdarzeń zaobserwowania Nessie.

Legenda o tym, że z szkockim jeziorze Loch Ness zamieszkuje zagadkowe duże zwierzę, rozprzestrzenia się po świecie już od ponad 100 lat. W mediach niejednokrotnie mówiło się o tym, jak to już to śmiałek-samotnik, już to doskonale wyekwipowana ekspedycja usiłuje zaznajomić się istotą, której nadano imię Nessie – od tego poszła nazwa łacińska Nessiteras rhombopteryx. No i póki co, do tego zaznajomienia się nie doszło. Są zdjęcia, ujęcia filmowe i na video ukazujące Nessie w miejscu jej bytowania i dowodzące jej istnienia.


Pierwsze zdjęcie potwora


Pierwsze zdjęcie Nessie, które obiegło cały świat, została nazwana zdjęciem akuszera, zostało wykonane w dniu 19.IV.1934 roku przez londyńskiego ginekologa dr Roberta Wilsona. Widzimy na niej wychylającą się zwody część ciała potwora z długą szyją zakończoną stosunkowo małągłową.

Jednakże w marcu 1994 roku, dwaj uczeni badający fenomen Nessie – David Martin i Alistair Boude zdemaskowali to zdjęcie jako fałszywkę sfabrykowaną przez Wilsona wraz ze specjalistą od konstrukcji modeli-zabawek Christianem Sparlingiem i jego dwoma kolegami. Ta cała „trójca” jakoby skonstruowała z drewna i plastyku makietę szyi i głowy Nessie o wysokości jakichś 35 cm i postawiła swą konstrukcję na zabawkowej łódce podwodnej z silnikiem na sprężone powietrze. Konstrukcję spuszczono na wodę a potem sfotografowano. Jednakże wielu nie dało wiary temu wyjaśnieniu, szczególnie w tej części historii, gdzie mówiło się o tym, że fałszerze po zrobieniu zdjęcia zatopili całą instalację w jeziorze. Wedle krytyków wspomnianego wyjaśnienia – wychodzi na to, że dowodów na fałszerstwo zdjęcia jest tyle samo, ile dowodów na jego prawdziwość i autentyczność istnienia Nessie.

Nessie na obrazie Gino d'Achille


Nowe dowody na video


Kolejny news pojawił się dnia 23.IV.1960 roku w postaci filmu dokumentalnego Tima Dinsdale’a. Na nim widzimy duży, podobny do garbu obiekt, w szarobrązowym kolorze szybko przemieszczający się na wodzie i zmieniający kierunek ruchu, a następnie pogrążający się w głębinę.

W Połączonym Centrum Wywiadu Powietrznego RAF obejrzeli ten film i doszli do wniosku, że pokazany na nim obiekt – jest najwidoczniej żywym stworzeniem o długości 4-5 m i poruszającym się z prędkością 12-15 km/h. Film ten na dzień dzisiejszy jest najbardziej przekonywującym dowodem na istnienie Nessie.

I jeszcze jeden argument za istnieniem Nessie. W węgierskim czasopiśmie „Szines UFO” nr 10/2004 została opublikowana notatka pt. „Najświeższe zdjęcie potwora z Loch Ness” i także sama fotografia potwora, wykonana z pokładu statku MS Suzan Hawk, w dniu 12.VIII.2004 roku. Z nototki wynika, że w czasie robienia zdjęcia Nessie znajdowała się w odległości około 300 m od brzegu. Innych relacji o okolicznościach zrobienia zdjęcia nie było. Na zdjęciu widzimy nad spokojną wodą część szyi, głowę i część grzbietu zagadkowego stworzenia. A w dali – porosły gęstym lasem brzeg jeziora.


Dziwne spotkanie na brzegu


Jednakże historii badań fenomenu Nessie i terenów wokół jeziora Loch Ness zarejestrowano także inne wydarzenia, które pozwalają zaliczyć ten akwen do stref anomalnych i także potwierdzających fizyczną obecność dziwnego stworzenia w jeziorze.

Wieczorem, dnia 16.VIII.1971 roku, szwedzki pisarz Jan-Ole Sundberg, który przyjechał tu na kilka dni, by podziwiać urodę legendarnego jeziora, w czasie jednej z przechadzek zabłądził z przybrzeżnym lesie. Przebijając się przez gęstwinę, naraz ujrzał naprzodzie, w odległości około 60 m „jakiś dziwny aparat” – była to dziesięciometrowa, cygarokształtna konstrukcja, z niewielkim zgrubieniem w środkowej części. Kiedy Sundberg ze zdumieniem przyglądał się dziwnemu obiektowi, z lasu wyszło trzech ludzi, ubrani w skafandry nurkowe i z hełmami na głowach. Sundberg pomyślał, że są to na pewno pracownicy znajdującej się nieopodal elektrowni. Ale ci „ludzie” skierowali się wprost do tego dziwnego aparatu, a kiedy doń podeszli, na zgrubieniu otworzyła się pokrywa luku i wszyscy trzej zniknęli w środku. W ciągu kilku sekund aparat nie wydając ani jednego dźwięku podniósł sie pionowo do góry na wysokość 15 m, a potem szybko odleciał w nieznanym kierunku.


Stworzenie z innego świata?


O tej dziwnej historii, która się przydarzyła Sundbergowi, usłyszał drugi pisarz – Anglik Ted Holiday, który przez długi czas badał fenomen Nessie i spędził na brzegach jeziora Loch Ness niejeden rok. Potem w swej książce pt. „The Dragon and the Disc” opublikowanej w 1973 roku, Holiday podważył pogląd o biologicznej naturze tego nieuchwytnego i egzotycznego stworzenia i wysłowił on myśl o jego przynależności do paranormalnego świata.

A co się tyczy wydarzenia z uczestnictwem Sundberga, to Holiday niemal z całkowitym niedowierzaniem przyjmujący informacje o Bliskich Spotkaniach z NOL-ami (a Sundberg zaliczył przecież CE3 – albo jeszcze precyzyjniej CE-III-B – przyp. tłum.), tym razem był nastawiony mniej sceptycznie - a to dlatego, że wcześniej słyszał już opowiadania o tym, że w sierpniu 1971 roku ludzie niejednokrotnie widzieli UFO w pobliżu brzegów jeziora Loch Ness. Jednakże w historii, która przydarzyła się Sundbergowi była jedna zagwozdka, a mianowicie – okazało się, że na tym miejscu, gdzie- według jego oświadczenia – znajdowało się na ziemi UFO, drzewa rosły tak gęsto, że żaden aparat o wielkości trzech dorosłych ludzi czy podobnych im istot, tam po prostu nie mógłby się znajdować! Ale były także pewne detale potwierdzające prawdomówność Sundberga. Oznacza to, że w rzeczy samej wszystko nie przebiegło tak, jak się to wydawało ciekawskiemu Szwedowi. Przede wszystkim stał się on świadkiem i uczestnikiem jakiegoś tajemniczego zjawiska.

Punkt widzenia o możliwości „pozawymiarowego” pochodzenia Nessie podzielił także… doktor teologii, wielebny Donald Omande, anglikański duchowny, władający sztuką egzorcyzmowania, czyli sztuką wypędzania złych duchów i sił nieczystych. Wielebny Omande wierzył nie tylko w istnienie Nessie, ale był przekonanym, że jest ona zarazem zwierzęciem oraz emanacją sił nieczystych jednocześnie.


Rytuał egzorcyzmowania


Jak wiadomo – „rybak widzi rybaka z daleka” jak mawia rosyjskie przysłowie – i Holiday szybko spotkał się z dr Omandem. Przekonawszy się, że ich poglądy są do siebie zbieżne, w dniu 2.VI.1973 roku obaj wyprawili się na jezioro Loch Ness, żeby pędzić z jego wód czarta, tj. … Nessie!

Obrząd egzorcyzmów składający się ze specjalnych modlitw i inkantacji wielebny odprawił przy brzegu jeziora, w odległości 5 m odeń.
- O Najwyższy! – zawołał on piorunowym głosem. – Daj siłę Twemu niegodnemu słudze przejawić przekazany przez Ciebie dar i wygnać z tych wód tego błogosławionego jeziora i z jego brzegów wszystkie ciemne siły, wszystkie duchy nieczyste, wszystkie widma zrodzone przez chytrość i przebiegłość Szatana! Wszechmogący Boże! – pozwól pokonać te szatańskie knowania Twemu słudze, by nie czyniły one zła ani człowiekowi, ani zwierzęciu, i niech się oddala tam, gdzie ich miejsce – by przebywały tam od dziś aż po wieki wieków!


Przejawy sił nieczystych


Po upływie dwóch dni, Holiday zdecydował sie zamieszkać na tym samym miejscu, w którym Sundberg zaobserwował lądowanie UFO i widział jego załogantów oraz ich odlot. Ale najpierw udał się on do Winifred Kerry, która mieszkała niedaleko tego miejsca i była miejscową psychotroniczną. Kiedy Holiday w rozmowie napomknął o incydencie Sundberga z Obcymi, to Kerry i jej mąż – podpułkownik RAF – odrzekła, że też kilka razy widzieli oni UFO w tych miejscach. A na dodatek poradziła ona Holidayowi nie chodzić tam, gdzie Sundberg spotkał NOL-a.
- Przecież nieraz musiał pan słyszeć o tym – powiedziała – że niejednokrotnie ludzie znikają w takich miejscach...?

Holiday zastanowił się: wszak podobne rzeczy słyszał od wielebnego Omande’a.
I właśnie w tym samym momencie – pisał potem Holiday w swej następnej książce „The Goblin Universe” – z ulicy usłyszeliśmy dobiegający narastający huk, jak od zbliżającego się tornado. W sadzie za oknem wszystko zaczęło się ruszać. Rozległy się ciężkie, głuche uderzenia, jakby ktoś czymś ciężkim uderzał w drzwi i ściany werandy. A potem ujrzałem w oknie, jak koło domu wściekle się kręcąc przeleciał stożkowaty wir o wysokości jakichś 2,5 m. Kiedy na jego drodze znalazł sie krzew róży, to omal nie wyrwał go z ziemi wraz z korzeniami. Wszystko to trwało jakieś 10 sekund, nie więcej, a potem równie szybko się skończyło jak zaczęło.

Po tym wydarzeniu, Holiday zrezygnował z pójścia na miejsce lądowania tego NOL-a, którego widział Sundberg. Drugiego dnia rankiem, ujrzał on w odległości jakichś 10 m od swej tymczasowej siedziby nieruchomo stojącego człowieka, odzianego w całkowicie czarne ubranie – typowego MiB.
Dosłownie powiało na mnie mrozem – wspominał on później. – W powietrzu wisiało złowrogie poczucie jakiejś wrogości. Nie bacząc na nieprzyjemne uczucie zrobiłem kilka kroków do przodu, by się lepiej przyjrzeć dziwnemu, nieznanemu osobnikowi. Miał on jakieś 2 m wzrostu i był ubrany w czarny kombinezon ze skóry czy tez plastyku. Na rękach miał rękawiczki, na głowie kask, którego przednia część stanowiła ciemna maska zakrywająca twarz aż do podbródka. Przyszło mi do głowy, że jest on ubrany jak Niewidzialny Człowiek ze znanej powieści Herberta George’a Wellsa. „Może u niego pod odzieżą jest tylko pustka?” – pomyślałem.

I naraz za Holidayem rozległ się głośny dźwięk podobny do szypienia albo ochrypłego gwizdu. Odwrócił się, ale nie ujrzał za sobą niczego, więc odwrócił się znów. MiB znikł. Holiday wybiegł na przebiegającą obok drogę, i rozejrzał siew obie strony. Ona była pusta. Tak szybko zniknąć bez śladu z widoku czy ukryć się, tego nie potrafiłby żaden człowiek.

Dr Donald Omande dowiedziawszy się o tym dziwnym zajściu  zamyślił się, a potem powiedział, że niestety nie udało mu się za pierwszym razem przegnać wszystkie siły nieczyste z brzegów jeziora, i że one powrócą tutaj na nowo.

A Ted Holiday, pragnąc odgadnąć wszystkie tajemnice Nessie, w następnym roku znów przyjechał nad jezioro do znanych miejsc. Ale w ciągu kilku dni, ten całkiem zdrowego człowieka dopadł zawał serca i odwieziono go ciupasem do Londynu. W 1979 roku Holidaya dopadł drugi zawał, którego on już nie przeżył…



Sonarowy obraz Nessie, jej płetwa i rekonstrukcja wyglądu


3 grosze od tłumacza


Tajemnica Loch Ness nadal pozostaje tajemnicą, nad którą biedzą się  najtęższe umysły XX i XXI wieku. W opracowaniu „UFO i Czas” (Tolkmicko 2011) zwróciłem uwagę na to, że wszystkie tego rodzaju zwierzęta mogą stanowić chronoklazmiczny efekt podróży w Czasie i zawieruszyły się przypadkowo w nasze czasy. Oczywiście to ma sens, bo wyjaśnia pokazywanie się u nas zwierząt z dalekiej Przeszłości – np. dinozaury oraz dalekiej Przyszłości – np. chupacabra czy rau… Niektóre choroby, jak np. Ebola, Legionella czy Hanta też mogą być zawlekane do nas z innego Czasu. Tym można także wyjaśnić pojawianie się takich samych epidemii w różnych miejscach świata w tym samym czasie – jak to było np. w przypadku grypy hiszpanki H1N1 w latach 1918-1920.

Jest jeszcze jedna możliwość, a mianowicie taka, że Wędrowcy w Czasie prowadzą jakieś eksperymenty ze zwierzętami – w tym przypadku z Przeszłości w naszej Teraźniejszości.  Pozostaje tylko odpowiedzieć na pytanie o cel tego eksperymentu.

Wariantem tej hipotezy jest eksperyment prowadzony przez Wędrowców w Czasie, który to eksperyment jest obserwowany przez Obcych z Kosmosu – co tłumaczy obecność UFO nad terenami otaczającymi akwen Loch Ness i samym akwenem.  To doskonale tłumaczy przypadek Sundberga i Holidaya. Ale i w tym przypadku automatycznie nasuwającym się pytaniem jest to o cel takiego eksperymentu…

Przypadek odwrotny – eksperyment Obcych przeprowadzany w naszej Teraźniejszości i obserwowany przez Wędrowców w Czasie jest też w zasadzie możliwy, ale i w takim przypadku jego cel pozostaje niejasnym.  Tak czy inaczej – jestem przekonany, że Nessie i inne dziwne zwierzęta mają związek nie tyle z Kosmosem, ile z Czasem i możliwościami chronomocji. Zakładając bowiem, że znikanie m.in. ludzi czy różnych artefaktów ma związek z UFO – czego doszukiwałem się m.in. realizując Projekt Tatry  - to ludzie ci znikali właśnie na pokładach NOL-i, które były pojazdami nie przestrzennymi, ale temporalnymi, i te osoby dalej żyją, tylko w innym Czasie… I to w Przyszłości, bowiem wysłanie ich w Przeszłość stanowiłoby chronoklazm zmieniający naszą Rzeczywistość, której istniejemy i ma niewielki wpływ na Rzeczywistość, która dopiero się stanie.

Ale to już jest temat z innej ballady…


Tekst i ilustracje – „Tajny XX wieka” nr 33/2013, ss. 20-21

Przekład z j. rosyjskiego –Robert K. Leśniakiewicz ©