sobota, 30 stycznia 2016

Zagadkowy świat Kaukazu

Wieś Zajukowo z orbity... (GoogleEarth)


Marek Altszuler


Dowodzący niemiecką 1. APanc, gen. Eberchard von Manstein w 1942 roku przeszedł na islam i odwiedzał meczet w Nalczyku. Potem zasłynął jako zbrodniarz wojenny i został skazany na śmierć.

[W 1942 roku Erich von Manstein był dowódcą GA „Don” w stopniu Feldmarszałka. Po wojnie został skazany na 18 lat więzienia, z czego odsiedział 12 – przyp. tłum.]

Góry i doliny Północnego Kaukazu są pełne zagadek. Nie ma roku, by miejscowi miłośnicy krajoznawstwa nie dokonali jakiegoś interesującego odkrycia. Niestety, nie wszystkie znaleziska daje się uchronić przed zniszczeniem do czasu przybycia profesjonalnych naukowców. Już to rozbijają je na pamiątki, już to na powierzchni dawnych inskrypcji pojawiają się napisy w rodzaju „Tu był…” – czemu nie nadaje się żadnej wagi. Ale kolejne znalezisko w okolicy wsi Zajukowo (N 43°36’25” – E 043°19’26”, 647 m n.p.m.) może zaćmić wszystkie poprzednie sensacje. Zwłaszcza, że ten zasiedlony punkt Kabardino-Bałkarii znajduje się w centrum szczególnej strefy anomalnej.

...i z sąsiedniej góry


Zamarznięty batalion


Niedawno na stoku jednej z gór Przyelbrusia miejscowi mieszkańcy odkryli dziwny i straszny grobowiec. Niemieccy żołnierze i oficerowie – wszystkiego około batalionu, leżało w wąskim wąwozie, przykryci warstwą zamienionego w lód śniegu. Na ich ciałach nie było widocznych ran czy obrażeń, żadnych śladów przemocy czy walki. Leżeli oni grupkami i pojedynczo, na plecach czy na boku. Niektórych niewiadoma siła przygwoździła na tym miejscu, na którym przebywali zajmując się jakimiś sprawami. Jeden trzyma w rękach mapę, inny – flagę, jeszcze inny szukał czegoś w plecaku. Wielu miało otwarte oczy, które patrzyły w niebo tak, jak 70 lat temu. Żaden z nich nie miał broni gotowej do użycia – wiadomo – nikt nie szykował się do boju. Przez warstwę przejrzystego lodu można było ujrzeć rysy twarzy i małe detale wyposażenia. Po nich można było się łatwo zorientować, że to pododdział jegrów – strzelców górskich.

Pierwsze, co miejscowym przyszło do głowy – śmierć w lawinie. Ale na pewno lawina rozrzuciłaby zwłoki, rozrzuciła i przemieściła broń i oporządzenie. No i wygląd tych, co zginęli pod śniegiem byłby zupełnie różny od tego, jaki był w tym przypadku. A po zabitych jegrach od razu widać było, że zginęli oni nagle, nie zdając sobie z tego sprawy.

Jeszcze bardziej dziwi to, że tak duży pododdział pozostał na miejscu swej zguby. Zazwyczaj dokładni Niemcy wyciągali z transzei i z pola walki nawet pojedyncze zwłoki – tak było przez pierwsze trzy lata wojny. A tutaj 200 ciał zapomniano i porzucono. Na niektórych z nich widać nienaruszone tzw. nieśmiertelniki (wojskowe personalne identyfikatory – przyp. tłum.)

Wychodzi na to, że pogrzebowe komanda nie znalazły całego zaginionego batalionu? Czy może ich nie szukali? Wiarygodnym jest to, że pogrzebana w wąwozie jednostka wypełniała tajną misję i o tym nic nie wiedziało miejscowe dowództwo Wehrmachtu.

Można znaleźć potwierdzenie na ten temat w opowiadaniach lokalnych staruszków, którzy przeżyli wojnę. Oni opowiadali, że do Zajukowa zaraz na początku okupacji wszedł dziwny niemiecki oddział wojskowy. Ci Niemcy nie kontaktowali się z miejscową ludnością i w ogóle nie uczestniczyli w walkach. Każdego dnia ładowali na ciężarówki jakieś skrzynie i toboły i odjeżdżali w nieznanym kierunku. Wieczorem przyjeżdżali, zmieniali wartę – i tak każdego dnia. Pewnego dnia żaden z nich nie powrócił. Następnego dnia oficer zebrał pozostałych na warcie i wyprawił w nieznanym kierunku.

Wehrmacht na Kaukazie


Wioska z historią


Należałoby tu zaznaczyć, że Zajukowo zawsze otaczały jakieś dziwne wydarzenia. Ludzie zamieszkiwali tam na kilka tysięcy lat p.n.e. Mówią o tym rysunki i napisy naskalne w okolicznych jaskiniach, dawnych aułach (wsiach – przyp. tłum.) i zabytki archeologiczne.

W XVII wieku tam właśnie przeniesiono rezydencję dawnych władców Kabardii. Sąsiedzi opowiadali, że książęcy ród Szogiemokowych podporządkował sobie inne klany i miał pewien sekret. Sam ów sekret miał być tajemniczym artefaktem, dającym wojownikom siły a rządzącym dar widzenia Przyszłości. Tak więc ten auł nosił drugą nazwę. W 1810 roku pojawiły się tam rosyjskie wojska uczestniczące w opanowywaniu Północnego Kaukazu. Po ciężkich walkach cały auł został przewrócony do góry nogami, jakby najeźdźcy czegoś tam szukali. Niczego nie znaleźli, a rosyjski oficer kazał wszystko rozwalić i podpalić.

Ta okolica była zawojowana i wcześniej. W XIV wieku przybył tutaj sam Tamerlan. Miejscowi wspierali w tej wojnie jego rywala – Tochtamysza. Groźnego zdobywcę postanowiono spotkać w jednym z górskich wąwozów. Jednak zatrzymać Tamerlana się nie udało – on rozproszył przeciwników, ale nie ścigał uciekających wojsk i pozostał na miejscu.

We wszystkie strony pognały niewielkie oddziały z tajnymi rozkazami. Poszukiwały one bizantyjskiego klasztoru katakumbowego, który funkcjonował gdzieś niedaleko od początku drugiego tysiąclecia naszej ery. Pozostałości po celach i studnie dotrwały do naszych dni, w półzasypanym stanie. Tak więc dowiedziawszy się o przybyciu ord Tamerlana, mnisi zabrali święte księgi, niebogate wyposażenie, nieliczne relikwie i zamurowali to wszystko w jednym z pomieszczeń. Oni obserwowali bitwę z wysokiego zbocza, a ujrzawszy klęskę miejscowego wojska oddalili się i więcej nie wrócili do swego klasztoru. Wedle podania oni albo zabrali ze sobą, albo gdzieś zamurowali jakąś bezcenną relikwię przedstawiającą ogromną wartość.

Szukali czegoś w wąwozach koło Zajukowa i książęta Atażkunowie, którym te ziemie dostały się w 1830 roku. Sąsiedzi uważali, ze interesował ich skarb Szogemokowych. Z biegiem czasu poszukiwania Atażkunów się zakończyły i przekształciły się w kolejną legendę.

W Zajukowie przebywał znany rosyjski mistyk Gieorgij Gurdżijew. On podróżował po świecie zwiedzając tzw. centra mocy. Przygotowali ekspedycję do Kabardii-Bałkarii także radzieccy okultyści – Barczenko i jego kompania. Na początku lat 20., czekiści zamęczali zajukowskich staruszków przesłuchaniami na temat okolicznych jaskiń i wąwozów. Ale nie powstała z tego jakaś większa ekspedycja – bo „mistyczny” oddział NKWD został rozformowany.

Po ustanowieniu przyjaznych stosunków ZSRR z Niemcami, do Przyelbrusia zaczęli przyjeżdżać i Niemcy: alpiniści, archeolodzy i zwyczajni turyści. Wreszcie z Moskwy przyszło polecenie zamknięcia dla ciekawskich dość dużego obszaru – w tym także Zajukowa.


Ahnenerbe w poszukiwania Graala


Niemcy wrócili w te miejsca w 1942 roku. Hitler nadał szczególne znaczenie zajęciu Kaukazu rzucając na tamtym kierunku całą GA „Süd”, która tak była potrzebna pod Stalingradem. Zaraz za Wehrmachtem szli pracownicy okultystycznego instytutu Ahnenerbe pod silną eskortą SS.

Wszystkie zajęte przez Niemców rejony Przyelbrusia zostały literalnie przeczesane przez różnego rodzaju ekspedycje z Berlina, specjalne oddziały SS, tajemnicze delegacje buddyjskich mnichów w towarzystwie wysokich dostojników Wehrmachtu. Były to planowe badania, z niemiecką pedanterią. I tak np. Wąwóz Baksański został przeczesany wzdłuż i wszerz kilka razy – o czym świadczą znalezione tam wizerunki swastyki wyryte na kamieniach w tych miejscach, które przykuły ich uwagę.

Według jednej z hipotez, naziści poszukiwali na Kaukazie kielicha Świętego Graala, który wedle niektórych badaczy, mógł się tam znaleźć po rozgromieniu zakonu Templariuszy.

[Zob. także - http://wszechocean.blogspot.com/2013/01/sw-graal-czy-tego-szuka-hitler-na_3.html ; R. Leśniakiewicz - referat na sympozjum naukowe pt. „Zakon Templariuszy w Europie, w kontekście historycznego rozwoju Żylińskiego Kraju”, Bytča 13.III.2013 roku - http://wszechocean.blogspot.com/2013/03/wedrowki-swietego-graala.html.  - przyp. tłum.]

Niemieccy „archeolodzy z pagonami” twierdzili, że Graal jest ukryty w jakiejś jaskini. Oni zbierali we wszystkich okolicznych wioskach wszelkie podania i przekopali się w czasie krótkiego czasu okupacji Północnego Kaukazu przez całą kupę informacji oraz obeszli wszystkie stoki gór.

Mało brakowało, a oni by się nie dobrali do pewnego zadziwiającego obiektu nieopodal Zajukowa. Jest to jaskinia, o głębokości 80 m, składająca się z kilku komór połączonych jedna z drugą. Do góry wychodzi szyb wentylacyjny zbudowany z ustawionych równolegle kamiennych płyt i ścianek bocznych, zbudowanych dokładnie z mniejszych kamieni.

Ściany i spąg ogromnej, 36-metrowej sali są wyszlifowane nieznanym sposobem – płyty w ogóle nie mają łączy i dosłownie jedna przechodzi w drugą. Zadziwiająca jest sama góra – ma ona kształt piramidy o dokładnym kształcie, zbudowana jakby z bloków tufu. Niektóre z nich mają idealnie równe krawędzie.

Tajemnicze kule kamienne tworzą obserwatorium astronomiczne sprzed tysiącleci...


Cmentarzysko Nartów


O istnieniu miejsca ostatniego spoczynku bohaterów Północnego Kaukazu – Nartów – mówi się w podaniach wszystkich narodów tego regionu. Przez długi czas uważano to za bajki, ale nie tak dawno, w okolicach Zajukowa rzeczywiście została odkryta ich nekropolia!

Jest to równa płaszczyzna na wierzchu wiszących nad Zajukowem skał. To plateau jest niedostępne z trzech stron, a od północy rozpościera się z niego widok na szeroką przestrzeń. Podstawę kompleksu cmentarnego stanowi kimmeryjska nekropolia, co wynika ze znalezisk. Ale po tym, jak legendarni Kimmeryjczycy (koloniści greccy na kaukaskim wybrzeżu Morza Czarnego – przyp. tłum.) odeszli w nieznanym kierunku, cmentarzysko wciąż wypełniały nowe groby.

Ale najdziwniejszym w tym wszystkim było to, że na tym plateau znajdowało się kamienne obserwatorium astronomiczne – jak nazwali je naukowcy. Na dość dużej przestrzeni zostały rozmieszczone kamienne kule (było ich tam znacznie więcej). Kiedy patrzy się na ich rozmieszczenie z góry, to odnosi się wrażenie, że tworzą zarys jakiegoś gwiazdozbioru. W ogromnym głazie wyrzeźbiono coś na kształt fotela. Siedzący w nim widzi Elbrus i może obserwować ruch Słońca ponad całym plateau.

W grze światłocieni są zaangażowane wszystkie kamienie, a niektóre z nich mają wyrzeźbione „wizjery” czy „szczerbinki” w których widać określone położenia Słońca i gwiazd. Są tam zafiksowane położenia Słońca w czasie przesileń i inne ważne dla ludzi zdarzenia astronomiczne. Rolę „muszki” stanowi widoczny z daleka szczyt Elbrusu. Wynika z tego, ze Zajkowskie obserwatorium stoi w jednym szeregu ze Stonehenge i Arkaim.

[Arkaim to miasto-mandala położone nieopodal Magnitogorska, na N 52°37’37” – E 059°33’40”, Czelabińska Obłast’, jest miastem zbudowanym na planie swastyki, a które powstało ok. 4000 lat p.n.e. prawdopodobnie przez Ariów. Zob. - https://treborok.wordpress.com/slowianszczyzna/arkaim-kolebka-slowianskiej-aryjskiej-cywilizacji  – przyp. tłum.]

Bardzo możliwe, że nekropolia, obserwatorium i centralny amfiteatr wykuty w skale stanowi jeden kompleks rytualny. Kto i kiedy go wykonał – tego nie wie nikt. Ale nie ma dymu bez ognia. Zbyt wiele wokół Zajukowa znaleziono dziwnych rzeczy, zbyt wiele dziwnych wydarzeń się tam rozegrało. Tak więc może się okazać, że mamy do czynienia z bardziej starą i niepokojącą tajemnicą, niż miejsce ukrycia kielicha Świętego Graala.


Tekst i ilustracje – „Tajny XX wieka” nr 28/2015, ss.32-33
Przekład z j. rosyjskiego – Robert K. Leśniakiewicz ©