niedziela, 3 czerwca 2018

ARA „San Juan” – tajemnicy ciąg dalszy… (1)




Jako że mija już ponad pół roku od tragicznej daty 15.XI.2017 roku, kiedy to w nieznanych okolicznościach zaginął na Południowym Atlantyku argentyński dieslowski torpedowy okręt podwodny ARA San Juan (S-42). Przypomnijmy tą tragedię:

Okręt zaginął na południowym Atlantyku 15 listopada 2017 roku podczas rejsu do Mar del Plata. Jego ostatnia znana pozycja to S 46°44′ - W 060°08′; okręt szedł wówczas z prędkością 5 węzłów kursem 15° (N-NE). Na pokładzie okrętu znajdowały się 44 osoby. Jednostką dowodził capitán de fragata (komandor porucznik) Pedro Martín Fernández, w składzie załogi znajdowała się również pierwsza Argentynka służąca na pokładzie okrętu podwodnego – teniente de navío (kapitan) Eliana María Krawczyk, zajmująca stanowisko dowódcy działu uzbrojenia.
Władze argentyńskie rozpoczęły akcję poszukiwawczo-ratowniczą, do której zaangażowano okręty nawodne i lotnictwo, a wsparcia udzieliły także inne kraje, między innymi Stany Zjednoczone (samolot Lockheed P-3 Orion należący do NASA) i Wielka Brytania. Akcję skupiono na obszarze na wschód od Zatoki San Jorge, a następnie dalej na północ i wschód. W początkowym okresie poszukiwania odbywały się w bardzo trudnych warunkach pogodowych.
17 listopada Argentyna skierowała do akcji ratowniczej wszystkie dostępne jednostki i ogłosiła, że przyjmie pomoc ze strony kolejnych państw. W sobotę 18 listopada odebrano sygnały, które początkowo uznano za dowód, że San Juan jest na powierzchni i próbuje nawiązać łączność satelitarną z lądem, lecz ostatecznie okazało się, że sygnały te nie pochodziły z zaginionej jednostki.
20 listopada pojawiły się informacje, że amerykański samolot patrolowy P-8 Poseidon zaangażowany w akcję ratowniczą oraz dwa argentyńskie okręty nawodne wychwyciły odgłosy, które mogą pochodzić z okrętu podwodnego. Wkrótce stwierdzono jednak, że odgłosy te nie pochodzą z San Juana i że są one najprawdopodobniej „dźwiękiem biologicznym”. Fałszywymi tropami okazały się też flary dostrzeżone 21 listopada.
23 listopada okręt uznano za utracony, a rodziny marynarzy poinformowano o śmierci krewnych. Jako prawdopodobny moment jego utraty wskazano 15 listopada, krótko po wykryciu podwodnej eksplozji, która – jak oceniono – nastąpiła na pokładzie San Juana.

Tyle podaje Wikipedia. Zobacz także - http://wszechocean.blogspot.com/2017/11/ara-san-juan-s-42-zatona.html. Postanowiłem popytać moich znajomych o dalsze losy akcji poszukiwawczo-ratowniczej, którą to wydarzenie spowodowało. Odpowiedzieli mi Pani Liliana Nuñez Orellana z Chile i Pan Kiyoshi Amamiya z Japonii, którzy przesłali mi materiały prasowe:



Argentyna oferuje 4 mln USD nagrody…


…temu, kto zlokalizuje zaginiony okręt podwodny San Juan

(Alix Culberson – News Reporter) Nagroda w wysokości 4 mln USD (2,9 GBP) czeka na tego, kto zlokalizuje argentyński okręt podwodny, który zaginął w listopadzie 2017 roku. Prezydent Argentyny Mauricio Macri podał to do wiadomości grupie członków rodzin 44 załogantów ARA San Juan w czasie spotkania w jego rezydencji.

Jak dotąd w poszukiwania było zaangażowanych 13 krajów, ale bezskutecznie.
Pewna nadzieja pojawiła się na Wigilię Bożego Narodzenia, kiedy sonar ze zdalnie sterowanego rosyjskiego DSV Panther Plus wykrył nowy kontakt w wodach Południowego Atlantyku. Niestety, nic z tego nie wyszło.

Pod koniec listopada, rodzinom załogantów powiedziano, że marynarka porzuciła nadzieję na odnalezienie ich żywych po ostatniej wiadomości kapitana okrętu mówiącej o tym, że woda zaburtowa wdarła się do systemu wentylacji powodując krótkie spięcie w akumulatorowni i wybuch pożaru. Oficjele powiedzieli także iż w oceanie wykryto jakieś niezwykłe dźwięki w okolicy ostatniej znanej pozycji okrętu – w jakieś trzy godziny po nadaniu ostatniego meldunku z pokładu ARA San Juan. Oni stwierdzili, że przypominało to odgłosy eksplozji.

Poprzednio wychwycone kontakty sonarowe były fałszywymi alarmami, z których jeden miał związek z zatopionym kutrem rybackim.



Rosjanie zakończyli swą pomoc w poszukiwaniach ARA San Juan


Argentyńska Marynarka Wojenna potwierdziła, że Rosjanie zakończyli swoją pomoc w poszukiwaniu zaginionego ARA San Juan, który zaginął bez wieści w Południowym Atlantyku z 44 załogantami na pokładzie w listopadzie 2017 roku.

Rosja była ostatnim krajem z tuzina innych krajów, która wzięła udział w poszukiwaniach na akwenie liczącym co najmniej 4000 km³ ARA San Juana. Wielonarodowe poszukiwania tego okrętu podwodnego zatrudniło najlepszych ekspertów i najnowocześniejsze technologie w jednej z największych operacji tego rodzaju.

Eksplozja wydarzyła się nieopodal miejsca i czasu, w którym zaginął okręt w dniu 15.XI.2017 roku i argentyńska marynarka porzuciła nadzieję na znalezienie rozbitków, ale kontynuowano poszukiwania wraku okrętu.
Rzecznik prasowy Argentyńskiej Marynarki Wojennej – Enrique Balbi potwierdził, że rosyjska współpraca skończyła się. Potwierdził także iż miejscowe jednostki z Malwinów/Falklandów będą nadal prowadziły poszukiwania.

Jednostka rosyjską zaangażowana w poszukiwania był statek oceanograficzny RV Jantar. Balbi potwierdził, że statek ten wpłynął do Buenos Aires w dniu 7.IV.2018 roku.
- Powiedziano nam, że statek popłynął do Urugwaju i tylko wszedł na chwilę do Buenos Aires, i że nie powróci na akwen poszukiwań – powiedziała siostra jednego z zaginionych członków załogi państwowej agencji prasowej Télam.

Członkowie rodzin załogantów zebrali się przed Ambasadą Rosji w Buenos Aires także wcześniej w tym roku, prosząc Rosjan o kontynuowanie poszukiwań ich krewnych przy pomocy statków, które mogą operować zdalnie sterowanymi pojazdami podwodnymi zdolnymi do prowadzenia poszukiwań na dnie morskim.
- Rosjanie się wycofali… a argentyńskie okręty nie mają technologii umożliwiających znalezienie ich – powiedział Luis Tagliapietra – ojciec 27-letniego marynarza Alejandro Tagliapietra.

Tagliapietra dołączył do śledztwa w sprawie zaginięcia tego okrętu podwodnego jako powód. On powiedział, że inni krewni członków załogi także prosili rząd Argentyny o wynajęcie w USA prywatnej firmy w celu kontynuowania poszukiwań.

Prezydent Mauricio Macri obiecał dokładne śledztwo w tej sprawie i nagrodę w wysokości 5 mln USD za informacje pozwalające znalezienie okrętu. Ale krewni załogantów powiedzieli, że to nie wszystko.
- Nasz rząd się wykręca – powiedział Tagliapietra – a my jesteśmy w stanie apatii.

ARA San Juan – dieslowski, torpedowy okręt podwodny klasy TR-1700 zbudowany w Niemczech, znikł kiedy płynął z portu Ushuaia (S 54°48’18” – W 068°18’10”; 20 m n.p.m.) do Mar del Plata po patrolu. Marynarka mówi, że dowódca okrętu meldował w dniu 15 listopada, że woda zaburtowa przedostała się przez chrapy i spowodowała krótkie spięcie baterii akumulatorów. Kapitan poinformował później, że przedział został  zamknięty. W kilka godzin później, usłyszano odgłos eksplozji w okolicy i czasie, w którym okręt był słyszany po raz ostatni. Marynarka twierdzi, że wybuch mógł być spowodowany przez „nadmierną koncentrację wodoru” wywołana przez problem z akumulatorami, o czym sygnalizował dowódca.


- Doniesienia prasowe z Argentyny nie mówią niczego nowego w sprawie katastrofy tego okrętu, bo w przeciwnym wypadku międzynarodowe media podjęłyby natychmiast ten temat – pisze Liliana Nuñez-Orellana w swym emailu i dlatego nie jestem w stanie napisać ci o tym nic więcej.  


A zatem zagadka pozostaje zagadką. Z drugiej jednak strony taki okręt, to nie szpilka: masa metalu powinna dawać jakieś odchylenia pola magnetycznego, które przecież można namierzyć z powierzchni oceanu. Znana jest pozycja okrętu, więc drogą ekstrapolacji można by go znaleźć na dnie. Chyba że…

Przypomina mi się tu katastrofa chińskiego okrętu podwodnego O-361. 4.V.2002 roku, media przyniosły wiadomość o kolejnej podwodnej tragedii, która rozegrała się tym razem w głębinach Morza Żółtego. Ofiarami stali się chińscy marynarze – w liczbie 70 osób - z konwencjonalnego okrętu podwodnego, zbliżonego do radzieckiego typu Romeo – NB, zerżniętego z hitlerowskiego U-boota typu XX czy XXIII - źródła mówią o tym rozmaicie, którzy zginęli w niewyjaśnionych okolicznościach. Co ciekawe – okręt został odnaleziony i odholowany do bazy! Jak podały media, śmierć 70 marynarzy z chińskiego okrętu podwodnego jest w dalszym ciągu niewyjaśniona i wypadek ten bada specjalna rządowa komisja. Przyczyną ich śmierci były „problemy mechaniczne” – jak enigmatycznie podała agencja Xinhua. Mówi się, że załoga zatruła się albo gazem trującym, albo czadem powstałym w wyniku pożaru na pokładzie.


Mamy całą masę danych z amerykańskich mediów, m.in. „Miami Heralda” i z „Tokyo Timesa”. W świetle tego, co napisano na temat tej katastrofy, sprawa przedstawiała się następująco: Na początku maja, dokładna data nie jest znana – jak podała japońska  agencja Kyodo za chińską agencją prasową Xinhua – na Morzu Żółtym doszło w czasie ćwiczeń do awarii okrętu podwodnego chińskiej marynarki wojennej, w wyniku «problemów technicznych» zginęło 70 załogantów. Okręt został odholowany do swego macierzystego portu. Następnego dnia, czyli 4 maja, Reuters podaje następne informacje, z których wynika, że awarii uległ okręt podwodny typu Ming o numerze taktycznym O-361 u północno-wschodnich wybrzeży Chin. Chińczycy mają 13 tego typu okrętów, które budowano wzorując się na jednostkach radzieckich. Według „Jane’s Defence Weekly” chińska marynarka posiada 90 okrętów podwodnych w ogóle, z czego większość, to konstrukcje radzieckie. W przyszłości marynarka ta wejdzie w posiadanie 8 okrętów podwodnych klasy Kilo – też poradzieckich – jak twierdzą specjaliści z JDW. Okręt O-361 jest jednym ze starszych okrętów podwodnych w służbie chińskiej marynarki wojennej i strata jego załogi jest największą katastrofą podwodną w Chinach od 1949 roku. Ciekawym jest to, że na tego typu okrętach podwodnych znajduje się 9 oficerów i 46 marynarzy – a zatem 55 osób załogi – kim zatem było pozostałych 15 osób na pokładzie O-361? Czyżby powtórzyła się historia z 1968 roku i świat znów stanął na krawędzi wojny jądrowej???

W dniu 6 maja chińska CCTV nadała reportaż z wizyty na pokładzie okrętu O-361 dwóch najwyższych rangą dygnitarzy Komunistycznej Partii Chin i rządu: prezydent Chin Hu Jintao i przewodniczący Centralnej Komisji Obrony Narodowej Jiang Zemin, którzy zwiedzili go przedział po przedziale w bazie morskiej Floty Północnej w Dalian. Tymczasem rosyjska agencja prasowa Interfax, cytując wysokich wojskowych w Pekinie pisze, że miedzy innymi na pokładzie okrętu O-361 wybuchł pożar spowodowany krótkim zwarciem w instalacji elektrycznej. Jednakże nie było widać żadnych śladów ognia w czasie transmisji CCTV z wizyty obydwóch chińskich dostojników w Dalian... Pod koniec tej korespondencji, agencja Kyodo podała, że strona chińska nie podała daty tego wypadku, ale gazeta „Mingbao” wychodząca w Hong-Kongu stwierdziła, że katastrofa ta miała miejsce gdzieś pomiędzy 20 a 26 kwietnia 2003 roku.

Tego samego dnia, agencja Associated Press w swej korespondencji z Pekinu podała, że: stan zastany na pokładzie okrętu podwodnego pozwala na stwierdzenie, że załoga zatruła się jakimś toksycznym gazem albo dymem, lub ewentualnie wskutek wadliwego działania instalacji oczyszczania powietrza i klimatyzacji.  Zagraniczni eksperci stwierdzili, że jest to bardzo dziwne, iż nie przeżył nikt z załogi okrętu O-361, i że nikt nie opuścił go, mimo tego, iż okręt ten był płytko zanurzony w wodzie. Potwierdzałoby to tezę, że załoga udusiła się lub zatruła. Jedna z teorii sugeruje, że to woda morska dostała się do akumulatorni okrętu podwodnego i w reakcji z kwasem siarkowym z baterii akumulatorów wytworzył się chlorowodór, który spowodował śmiertelne zatrucie załogi. Inni specjaliści wojskowi twierdzą, że winę za śmierć załogi ponosi nieszczelna instalacja wydechowa silników dieslowskich, wskutek czego załoga zatruła się tlenkiem węgla. W takim przypadku musiałoby dojść do zatkania tzw. «chrap» i wydmuchu spalin do wnętrza okrętu. Tymczasem dzienniki „Boston Globe” i fiński „Helsingin Sanomat” opublikowały wiadomość, że wypadek ten miał miejsce w dniu 16 kwietnia, ale okręt z martwą załogą zlokalizowano dopiero 26 kwietnia 2003 roku! Okręt ten brał udział w ćwiczeniach, których celem było unikanie wykrycia przez jednostki nawodne, podwodne i helikoptery ZOP, dlatego też załoga miała zakaz podawania swej pozycji. Z tego powodu nie można było zlokalizować jej od razu. Śmierć załogi musiała nastąpić nagle, bowiem wszystkich ludzi znaleziono na ich stanowiskach.

Japońska gazeta „The Hoshijima Daily Report” powołując się na prasę z Hong-Kongu twierdzi, że tragedia załogi okrętu O-361 nastąpiła następująco: załoga udusiła się wskutek skokowego obniżenia się zawartości tlenu w powietrzu wewnątrz okrętu podwodnego, o czym poinformowały wysoko postawione osobistości z chińskiego Sztabu Generalnego. Okręt ten brał udział w 13-dniowych ćwiczeniach połączonych sił marynarki wojennej i lotnictwa wojskowego na akwenach zatoki Bo-Hai, Zatoki Koreańskiej i Morza Żółtego. Miał on za zadanie przepłynąć z Dalian do bazy morskiej w Wei na półwyspie Shandong tak, by nie został namierzony. Dochodzenie w sprawie śmierci załogi wykazało, że mogło dojść do zatrucia spalinami pochodzącymi z silnika dieslowskiego, który napędzał okręt idący na małej głębokości pod wodą. Potem sprawa ucichła, ale dzięki CIA wiemy, że nałożono na nią „knebel” i nawet osławiony izraelski MOSSAD nic na ten temat nie wie, co potwierdza hipotezę o próbie rozpętania Trzeciej Wojny Światowej przez militarystów chińskich…

To ostatnie stwierdzenie jest aluzją do katastrofy radzieckiego SSB K-129, która miała miejsce niedaleko Hawajów. Okręt przenosił trzy ICBM typu R-21 o mocy 1 Mt każda. Badanie jego wraka udowodniło, że jedna z rakiet była gotowa do odpalenia, co dało asumpt stwierdzeniu – szczególnie hołubionemu przez stronników STD, że okręt ten miał za zadanie wywołanie III Wojny Światowej – czego nie udowodniono.



A zatem co się stało z ARA San Juan? Obawiam się, że okręt nie poszedł od razu na dno, ani nie został porwany – jak to wcześniej sugerowałem -  http://wszechocean.blogspot.com/2018/01/tajemnica-ara-san-juan-porwanie.html, ale – podobnie jak O-361 – dryfował na pewnej głębokości po śmierci załogi. Prądy zniosły go być może na środek Atlantyku albo w kierunku lądu i teraz znajduje się na jakiejś płyciźnie, albo na południowoatlantyckim abysalu. Ale nie tam, gdzie go szukano – gdyby zatonął wskutek eksplozji, to zostałby znaleziony prędzej czy później. Osobiście obstawiam za tym, że San Juan został uniesiony przez chłodny Prąd Falklandzki płynący na N-NE wzdłuż wybrzeży Argentyny i albo zatonął w jego nurcie, albo został potem na wysokości ujścia La Platy porwany przez ciepły Prąd Brazylijski i popłynął w jego nurcie na S-SE na Atlantyk, gdzie albo zatonął, albo jeszcze kręci się pomiędzy Ameryką Pd. a Afryką wraz z milionem ton plastykowych śmieci...  

I tam właśnie należałoby go szukać. 4 miliony baksów jest wciąż do wzięcia!                    


Źródła:
Przekład z angielskiego i hiszpańskiego - ©R.K.F. Leśniakiewicz