czwartek, 30 kwietnia 2020

Na tropie zwierzęcia konodontowego




Stanisław Bednarz


Tak się złożyło że wszystko co ważne w geologii odkryto po zakończeniu moich studiów z geologii. Tak było z wymieraniem różnych organizmów, z tektoniką płyt, no i wreszcie ze zwierzęciem konodontowym.

Szczątki konodontów są jednymi z najpowszechniejszych skamieniałości. Jeśli kawałek skały wapiennej morskiej z okresu od późnego kambru do późnego triasu (500-200 min lat temu) rozpuścimy w kwasie octowym to w pozostałych resztkach prawie na pewno znajdziemy fragmenty konodontów, a być może nawet ich tysiące. Są to z reguły elementy o wielkości 0,1-3 mm, w kształcie, przypominające zęby kręgowców zbudowane z fosforanu wapnia. Już 50 lat temu zorientowano się że mogą służyć do datowania skał.

Pytanie o tożsamość zwierząt konodontowych długo dręczyło geologów. Na moich studiach profesor bezradnie rozkładał ręce i mówił. Tak naprawdę to nic nie wiadomo… Powszechne występowanie elementów konodontowych w osadach, tworzonych przez 300 milionów lat we wszystkich oceanach, świadczy, że konodonty były bardzo dobrze przystosowane do życia w różnych środowiskach morskich, słodkowodnych nie opanowały. Specjaliści nazywali takie zespoły ząbków aparatami. W latach 70-tych szwedzki profesor Mauritz Lindstorn próbował odtworzyć takie zwierzę, potem zapewne śmiał się z tego. Przedstawił coś zbliżonego do pękatej rolki papieru toaletowego ozdobionej od zewnątrz ząbkami, (czyli filtrator najeżony ząbkami.). Do prawdy było daleko.







W 1983 roku dwóch brytyjskich paleontologów Euan Clarkson i Derek Briggs badając krewetki w skałach karbonu Szkocji znaleźli w łupku dziwny odcisk. Zwierzę było wielkości małego palca od ręki, smukłe, a na jednym końcu miało koliście rozmieszczone ząbki konodontów. Czapki z głów - to zwierzę wielkości małej rybki pływające w ławicach miały aparat gębowy zbudowany z ząbków konodontowych. Nie było robakiem, ani filtratorem tylko prymitywnym strunowcem (coś jak minóg), jeszcze bez wykształconych szczęk. Jedynym elementem szkieletowym były te ząbki znajdowane wcześniej jako konodonty. Ponieważ zwierz nie miał szczęk, więc konodonty nie są tak naprawdę prawdziwymi zębami, tylko elementami chwytnymi otworu gębowego. Ta szczególna ostrość zębów sprawiała, że z pewnością częściej się uszkadzały i tępiły, stąd występujący u konodontów mechanizm regeneracji uszkodzeń, cechy, która (niestety) zanikła u pozostałych kręgowców. Ostre ząbki służyły także do wbijania się w ciało ofiary i mogło służyć do wstrzykiwania jej jadu. Złapana ofiara była szatkowana na części przesuwając się w aparacie gębowym. Tajemnica rozwiązana. Polecam moim kolegom geologom.

środa, 29 kwietnia 2020

NL/RV Zakopane 19790117




Prezentowany na FB przez Leszka Ostoję-Owsianego cykl wycinków prasowych z lat 70. i 80. na temat obserwacji UFO przypomniał mi o najbardziej widowiskowej obserwacji NOL-a na Podhalu i Tatrach. To był najbardziej spektakularny i bogaty w literaturę incydent z NOL-em, który na oczach dosłownie całego Zakopanego przedefilował po niebie i wywołał nawet elektryczny black-out tamtejszej elektrowni w Kuźnicach. Było to rankiem, dnia 17 stycznia 1979 roku. Nie będę się tu rozpisywał na ten temat, bo przypadek ten ma – jak tu już rzekłem – bogatą literaturę i był opisywany przez m.in. Lucjana Znicza-Sawickiego, a ja przypomnę tutaj to wydarzenie w opisie Krzysztofa Piechoty:

W środę, 17 stycznia 1979 roku, około godziny 06:10 rano, fotograf i dokumentalista z miejscowego Rejonowego Urzędu Spraw Wewnętrznych[1] - chor. MO Antoni Szreder wyszedł z domu udając się na Równię Krupową do pracy przy ul. Kościuszki, do RUSW Zakopane. W pewnej chwili patrząc w kierunku Tatr, na wysokości około 300 nad stacją IMGW na Kasprowym Wierchu ujrzał dwa jasno świecące  obiekty – jeden niemal idealnie nad drugim. Nagle ten, który tkwił nieco wyżej wykonał gwałtowny ruch w dół (...) i zawisł nad Kasprowym Wierchem. Wszystko trwało nie dłużej, niż trzy sekundy.
W tym samym czasie pełniący dyżur w elektrowni wodnej w Kuźnicach pan Józef Kois  przeżywa niesamowite CE2 z BOL-em , który:
... porusza się na niewielkiej wysokości i ryczy jak samolot odrzutowy na pasie startowym.
Spotkanie trwa kilkadziesiąt sekund i BOL świecący pomarańczowym światłem odlatuje w kierunku Polany Kalackiej i Kopy Kondrackiej.

Chor. Szreder w tym czasie wykonuje 36 zdjęć ze służbowego aparatu fotograficznego z teleobiektywem o f = 400 mm. Zdjęcia te poszły do analizy w WUSW w Krakowie. Także kilka innych osób obserwuje przelot NOL-a nad ulicami Zakopanego. Ich wypowiedzi odnotowano i pokazano w filmie „UFO nad Tatrami”.

W tej sprawie zabrali głos uczeni...


WYJAŚNIENIE ALTERNATYWNE:


... którzy oczywiście, a jakżeby inaczej, stwierdzili, iż wszyscy świadkowie widzieli i fotografowali planetę Wenus!!! Na łamach „Dziennika Polskiego” wypowiedzieli się dwaj fizycy i astronom, którzy w swym artykule krytycznym rozciągnęli czas przelotu NOL-a z kilku sekund na kilka minut, zignorowali fakt, że świadkowie widzieli wyraźnie DWA obiekty, nie mówiąc już o całkowitym zignorowaniu dowodów rzeczowych w postaci zdjęć NOL-a...

Żeby było śmieszniej, to wystąpili oni z hipotezą, że planeta Wenus świecąca nad szczytami o różnej wysokości zda się być raz bliżej, a raz dalej od obserwatora, w zależności od wysokości szczytu, nad którym aktualnie się znajduje!!! Nie ustosunkowuję się do tego – pożal się Boże – „wyjaśnienia”, boż tu potrzeba nie ufologa, ale psychiatry... Faktycznie, Wenus była obiektem na niebie – tym niższym. Wyżej od niej znajdował się NOL, który według zeznań świadków – i to zgodnych co do joty – poleciał w kierunku Kopy Kondrackiej, czyli najniższego i najbardziej wysuniętego na wschód szczytu Czerwonych Wierchów. Ta nazwa jeszcze nie raz przewinie się w tym Raporcie...[2]

Zdjęcia wykonane przez chor. Szredera są koronnym dowodem na to, że nie była to planeta Wenus, bowiem Wenus nawet przy swej największej jasności, czyli –4,2 mag. jest o wiele ciemniejsza od obiektu uchwyconego na zdjęciu, a który jest o wiele jaśniejszy od oświetlonego okna!

Jednym słowem, mimo obiekcji uczonych można stwierdzić, że wszyscy tego ranka widzieli i fotografowali TRUFO, tak prawdziwe, jak to z dnia 13 września 1973 roku.


* * *


Od opisywanych tu wydarzeń upłynęło już 41 lat, a my nadal nie wiemy, co widziano i sfotografowano nad Tatrami w ten zimny, styczniowy ranek. W latach 90., kiedy w Polsce był ufologiczny boom, z inicjatywy zakopiańskiego badacza i popularyzatora Nieznanego – śp. inż. Jerzego Łataka – został zrobiony przez TVP-3 Kraków film właśnie na temat tej obserwacji. W nim przeprowadzono wywiad ze wspomnianym tu śp. Antonim Szrederem, dr Magdaleną Rubiś i śp. Stanisławem Koisem, którzy byli świadkami tego przelotu. Na podstawie ich relacji jestem absolutnie przekonany, że to Nocne Światło nie mogło być samolotem czy czymś w tym rodzaju.

Od lewej: inż. Jerzy Łatak, dr Magdalena Rubiś i pan Józef Kois. Zdjęcie wykonano w dyżurce elektrowni wodnej w Kuźnicach. (Fot. R. Leśniakiewicz)

Poza tym zaobserwowane przez nich zjawiska towarzyszące obserwacji tego obiektu wpisują się w znane schematy Bliskich Spotkań z UFO i Ufiastymi, aczkolwiek do tego ostatniego nie doszło. Ale czy na pewno?

Realizując mój Projekt Tatry natknąłem się na relacje o Bliskich Spotkaniach z Istotami, które przenikały do domów i oddziaływały psychicznie na mieszkających tam ludzi. I nie była to tylko i jedynie gra rozhisteryzowanej wyobraźni, bo te Spotkania pozostawiły trwały ślad w psychice tych ludzi… Tak czy inaczej, incydent ten był tylko ogniwem z długiego łańcucha niewyjaśnionych zdarzeń w naszym regionie i kraju związanych z II Falą UFO z przełomu lat 70-tych i 80-tych ubiegłego stulecia.



[1] Dzisiaj Powiatowa Komenda Policji.
[2] R. Leśniakiewicz – „Projekt Tatry”, Kraków 2002.

wtorek, 28 kwietnia 2020

Bocznokołowce na Missisipi i Wiśle




Stanisław Bednarz


O parowcach rzecznych bocznokołowcach takich, które opisywał Mark Twain na Missisipi oraz tych na Wiśle.

Missisipi miała swojego Titanica ogromny bocznokołowiec zwany PS Sultana. W kwietniu 1865 zawinęła do Vicksburga w stanie Missisipi, gdzie zaokrętowano ok. 2100 żołnierzy wracających z obozów jenieckich po wojnie secesyjnej. Na pokładzie znajdowało się już ok. 200 pasażerów. Statek wyruszył z Vicksburga przeładowany, płynąc pod prąd Missisipi, która właśnie wylała. Do wybuchu kotłów doszło 27 kwietnia 1865 około godziny 2 rano, 11 km na północ od Memphis w stanie Tennessee. Po eksplozji skrajnego prawego kotła wybuchły dwa następne. Skutki były fatalne: część ludzi zginęła natychmiast w wyniku samej eksplozji inni wpadli lub wskoczyli do lodowatej rzeki i potonęli.




Według raportu władz wojskowych, śmierć poniosło 1238 osób, ale według danych z niezależnych źródeł – ponad 1700. Liczba niewyobrażalna. Uratowało się 765 osób. Przyczyną rozmiaru katastrofy był tłok na pokładach, gdzie żołnierze spali ściśnięci jeden obok drugiego.

Miała i Wisła swoje bocznokołowce…

Na Wiśle historia rozpoczęła się w maju 1851 r. gdy Spółka Żeglugi Parowej Andrzeja hr. Zamoyskiego uruchomiła pierwszą regularną linię pasażerską z Warszawy do Ciechocinka. W 1871 r. zakupił ją Maurycy Fajans. W 1875 r. założył Żeglugę Parową Maurycego Fajansa. Pod koniec XIX wieku zaczęła się rozwijać rekreacyjna żegluga parowa. Statki bocznokołowe o wysokim standardzie kursowały na linii z Warszawy do Gdańska. Jak już wspomniałem obrazy do wystroju malował Franciszek Kostrzewski.

W okresie międzywojennym z przystani obok mostu Kierbedzia odchodziły parowce na trasy: Warszawa – Płock – Włocławek – Toruń oraz Warszawa – Puławy – Sandomierz. W międzywojniu po Wiśle kursowało około 100 statków - niemal połowę z nich stanowiły „pasażery”. Pływały od Sandomierza do Gdyni. Niektóre mniejsze docierały nawet do Krakowa. PS Pan Tadeusz, najbardziej luksusowy statek tego okresu, nie ustępował swym standardem wycieczkowcom, pływającym po Sekwanie.






 W 1969 roku w eksploatacji było już tylko sześć statków bocznokołowych (PS Bałtyk, PS Racławice, PS Dzierżyński, PS Marchlewski, PS Gen. Świerczewski i PS Traugutt). Ostatnie dwa parowe bocznokołowce wiślane Traugutt i Gen. Świerczewski wycofano z eksploatacji w 1977 roku.

Władze Warszawy odbudowały w 2017 bocznokołowiec PS Lubecki. W 2012 r. spłonął zabytkowy dworzec wodny Żeglugi Parowej Maurycego Fajansa.

W Krakowie m.in. były statki bocznokołowe: PS Dunajec, PS Kopernik, PS Krystyna, PS Melsztyn, PS Tyniec, PS Wanda i PS Wawel.


Moje 3 grosze



Przypomniała mi się piosenka Jaremy Stępowskiego i Wojciecha Młynarskiego „Statek do Młocin”, który bez wątpienia był właśnie takim bocznokołowcem! Zobacz i posłuchaj - https://www.youtube.com/watch?v=MdMf6CTFRG8 oraz piosenka Krzysztofa Krawczyka i Tadeusza Drozdy - https://www.youtube.com/watch?v=f8gaMlsP-xs Stare i dobre! Wprawdzie grała tam śruba, ale na pewno chodziło o boczne koła…

poniedziałek, 27 kwietnia 2020

Agroznak w Rzezawie w 2004 roku




Gdzie to UFO?

Na polach w Rzezawie pojawiły się odciśnięte w zbożu kręgi o idealnych kształtach. Piktogramy wzbudziły ogromne zainteresowanie i szereg spekulacji. Dla jednych to znak obcej cywilizacji, dla innych efekt atmosferycznych wyładowań. Nie brakuje również sceptyków.

Sołtys Stanisław Pilch postanowił o sprawie zawiadomić urząd gminy, gdy na własne oczy zobaczył to, co inni mieszkańcy ujrzeli przed nim i co niektórym spędza teraz sen z powiek. - Piękne koła w zbożu powstały jakby grzebieniem równiuśko wyczesane. Potem dzieci próbowały wydeptać podobne kręgi, ale umierzwione to było i byle jakie. Sprawę próbuje tłumaczyć na chłopski rozum, ale w tym przypadku efekty są mizerne. - To jest dziwne zjawisko. Bardzo zagadkowe. Gdyby ktoś chciał samemu coś takiego zrobić to wątpię, żeby tak doskonałe uzyskał efekty, a i czasu potrzebowałby dużo. Tymczasem te znaki pojawiły się jednej nocy, a mieszkańcy nikogo na polu nie widzieli. Nie wiem czy to wybryk natury, czy wyładowania atmosferyczne, czy może jakaś siła wyższa?

Zofia Czesak kierująca referatem budownictwa i ochrony środowiska jest bardzo ostrożna w ferowaniu wyroków. - Te kręgi to z pewnością rzecz trudna do wykonania. Ja nie mówię, że niemożliwa, ale trudna. Wójt Maria Ewa Bigas również zachowuje rezerwę. - Wiem tyle, ile dowiedziałam się z raportu przygotowanego przez przedstawicieli Centrum Badań UFO i Zjawisk Anomalnych, którzy odwiedzili naszą gminę, by dokładnie przyjrzeć się piktogramowi.

Łuna, trzaski i mrowienie

W raporcie dokładnie opisano położenie kręgów, podano nawet wymiary i położenie ździebeł zboża. Otóż piktogram pojawił się na dwóch polach pszenicy przedzielonych szeroką na pół metra miedzą, którą biegnie ścieżka od drogi ku zabudowaniom wsi. Znajduje się tu linia średniego napięcia 15 kV, a budynki mieszkalne leżą w odległości 200-400 m od strony północnej i 200-500 m od strony południowej. Agrosymbol składa się z 9 kręgów, przy czym jeden z nich został wydeptany przez miejscowych chłopców i różni się wyraźnie od pozostałych jakością wykonania. - W rozmowie ze świadkami dowiedzieliśmy się, że piktogram ten powstał w nocy z 21 na 22 lipca 2004 roku. I tutaj rzecz dziwna - nikt nie zapamiętał lub nie zwrócił uwagi na godzinę obserwowanych zjawisk, a były one spektakularne - piszą autorzy raportu Robert K. Leśniakiewicz i Wiktoria Leśniakiewicz.

Otóż syn właściciela pola potwierdził, że w nocy widział z okna swego domu, jak na pole opuszcza się bardzo jasna, spadająca gwiazda. W chwile później doszło do krótkiego spięcia na słupie linii średniego napięcia, który znajdował się ok. 30 m na zachód od piktogramu. Do dziś widoczne są na nim okopcenia. Z kolei dwie kobiety wymienione w raporcie z imienia i nazwiska widziały nad polem, tej samej nocy, bardzo jasną, nietypową łunę światła w kolorze biało-żółtym. Po kilku dniach jedna z nich poszła obejrzeć piktogram. Na miejscu odczuła dziwne mrowienia i drętwienia mięśni nóg, a potem zrobiło się jej słabo. Tak też odczuło to kilka innych osób. - Niestety, my już tego nie odczuwaliśmy - przyznaje Robert Leśniakiewicz - chociaż filmując piktogram przy pomocy cyfrowego aparatu fotograficznego Olympus C-5050 Zoom stwierdziłem występowanie dziwnych trzasków na zapisie fonii, które ani wcześniej ani później nie występowały. Z kolei żadnych odchyleń od normy nie wykazały dwa owocniki grzybów z gatunku pieczarka polowa znalezione w największym kręgu zbożowym. Okazało się, że wyrosły już po powstaniu piktogramu.

Zdaniem specjalistów z Centrum Badania UFO i Znaków Anomalnych można domniemywać, że w Rzezawie mamy do czynienia z autentycznym agroznakiem. - Wskazuje na to szczególnie ułożenie zboża w kręgach tworzących piktogram, ich właściwości oraz fakt, że jego powstaniu towarzyszyły różne fenomeny. Oficjalnie wytłumaczono to tym, że agroznak powstał wskutek uderzenia pioruna, który uszkodził także słup linii przesyłowej prądu elektrycznego. Problem jednak tkwi w tym, że od dwóch tygodni w Rzezawie nie było burzy. Hipoteza nieznanych dowcipnisiów też upada, bowiem próbowano wykonać krąg zbożowy z mizernym skutkiem.

Wyższa inteligencja, czy tańce godowe jeży?

Piktogram to znak pisma obrazkowego. Historia piktogramów zbożowych sięga średniowiecza. Jeden z pierwszy zapisów dotyczy roku 1543, kiedy to w Zessenhausen o godzinie 4 po południu pojawić się miała gwiazda wielkości kamienia młyńskiego. - Wyleciał z niej ognisty smok do płynącej wody, którą wypił, a potem przeleciał ponad polem jęczmienia i na szerokości 15 stóp położył cały plon. W XX wieku pierwszy udokumentowany krąg zbożowy pojawił się 19 lutego 1960 r. Wtedy to Australijczyk G. Puddley usłyszał świst i ujrzał jak z bagniska unosi się przedmiot w kolorze stali, który wirując i migocząc zawisł na wysokości ok. 20m, po czym odleciał z wielką prędkością. Na miejscu startu obiektu znaleziono trzy kręgi utworzone z powalonej trzciny. Do dziś pojawianie się kręgów zbożowych nie zostało jednoznacznie wyjaśnione, mimo, że naukowe badania tego fenomenu rozpoczęły się w 1980 r.
W pracy zbiorowej poświęconej piktogramom, pod redakcją Adama Piekuta, autorzy wymieniają kilka teorii tłumaczących powstawanie tajemniczych znaków. Jedna z nich mówi, że tworzy je wyższa inteligencja, czyli UFO. Wielu innych badaczy przyczynę dostrzega w naturalnych zjawiskach. Są też tacy, którzy wierzą, że piktogramy powstały w wyniku: działania wiatru, wirów plazmy, tańców godowych jeży czy saren, rozrastających się promieniście grzybów, działalności dżdżownic, helikopterów latających śmigłami w dół czy mistyfikacji.

W zbożu, ryżu i na śniegu

Do dzisiaj pojawiło się około 10 tys. piktogramów w ponad 70 krajach świata w różnego rodzaju zbożach, kukurydzy, trawie, lucernie, rzepaku, ryżu, a także na śniegu, na pustyniach, w chmurach. Istnieją także doniesienia o układających się w podobne wzory ptakach i owadach. W Polsce piktogramy były zjawiskiem rzadkim. Pierwsze doniesienia zaczęły się pojawiać w latach 90. Natomiast prawdziwy wysyp piktogramów rozpoczął się w 2000 r. w Wylatowie (kujawsko-pomorskie). Dotychczas pojawiły się one kilkanaście razy na obszarze o promieniu kilkuset metrów, co jest unikatem w skali światowej. - Istnieją grupy wyspecjalizowane w fałszowaniu piktogramów - potwierdza Adam Piekut. Jednak grupy te szybko chwalą się, który z piktogramów jest ich dziełem, prezentując filmy z ich tworzenia. Mistyfikacje są też szybko wykluczane ze względu na połamane i zniszczone zboże, czego nie ma w autentycznych piktogramach. Najpowszechniejsza jest teoria o działalności obcej inteligencji i kul energii. Potwierdza ją ogromna liczba relacji świadków i fotografii wykonanych w pobliżu piktogramów. Ponadto wewnątrz autentycznych piktogramów zdarzają się różnego rodzaju anomalie; np. w Wylatowie stwierdzano odchylenie igły kompasu o 10-20 st. oraz zaburzenia czasowe (wewnątrz piktogramu czas biegł szybciej). W pobliżu autentycznych formacji często awariom ulega sprzęt elektroniczny, rozładowują się baterie i akumulatory.

Pod lupą

Centrum Badań UFO i Zjawisk Anomalnych powstało 1 września 1998 roku, od samego początku współpracując niemal ze wszystkimi ufologami w kraju. Obecnie stowarzyszenie posiada kilkudziesięciu członków i współpracowników zorganizowanych w oddziałach na terenie całego kraju. Aktywnie współpracuje z przedstawicielami nauki mając w swoich szeregach kilka osób z tytułami naukowymi. Centrum posiada największe w Polsce archiwum dokumentujące spotkania z niezidentyfikowanymi obiektami latającymi (jest to kilka tysięcy przypadków począwszy od roku 1898). Cały czas rozbudowywana komputerowa baza danych umożliwia szybkie poszukiwanie każdego rodzaju informacji o zgłoszonych obserwacjach UFO w Polsce.
Podstawowym celem stowarzyszenia jest rejestrowanie, weryfikowanie i wyjaśnianie doniesień dotyczących pojawienia się nieznanych obiektów latających. Dzięki współpracy i przychylności ekspertów z różnych dziedzin możliwe jest uzyskiwanie profesjonalnych konsultacji i analiz w zakresie badanych spraw.
CBUFOiZA ma na swoim koncie analizy i badania kilku spektakularnych przypadków, które uznane zostały za niewyjaśnione. - Być może w przyszłości będziemy w stanie wytłumaczyć te zjawiska lub przynajmniej część z nich... Jednak wciąż należy pamiętać, że uznanie istnienia niewyjaśnionych fenomenów wokół nas jest pierwszym krokiem do ich zrozumienia...[1]

A oto relacja z miejsca zdarzenia




RAPORT

Z miejsca oględzin piktogramu zbożowego PZ Rzezawa (KBC) 2004.



W dniu 27 lipca 2004 roku zostaliśmy powiadomieni przez Centralę o odkryciu kolejnego piktogramu zbożowego na terenie województwa małopolskiego. Piktogram ten miał znajdować się w m. Rzezawa, pow. Bochnia, woj. małopolskie, (49o59’28”N – 020o30’53”E), w ubiegłym tygodniu, co podała TVP-3 Kraków w programie „Kronika” o godzinie 18:25 w 2,5-minutowej migawce filmowej. Zatem postanowiliśmy w dniu następnym pojechać tam w celu dokonania oględzin rzeczonego piktogramu.

W dniu 28 lipca 2004 roku, w godzinach 13:00-14:00 dokonaliśmy oględzin tej agroformacji. Piktogram ten znajduje się na dwóch polach pszenicy przedzielonych szeroką na 0,5 m miedzą, którą biegnie ścieżka od drogi ku zabudowaniom wsi. Piktogram ten został umieszczony przy drodze biegnącej wzdłuż strumyka, pod linia średniego napięcia 15 kV. Agrosymbol składa się z 9 kręgów zbożowych, rozmieszczonych wzdłuż linii północ – południe. Wymiary i położenie ździebeł zboża obrazuje poniższa tabelka:

Lp. kręgu
Wymiar W-E
Wymiar N-S
Ułożenie
1
5,4
5,4
P
2
5,5
5,5
P
3
5,4
4,8
P
4
5,6
5,3
P
5
16,3
16,4
P
6
10,9
10,4
P
7
5,4
5,3
P
8 Fsd
3,4
3,3
W
9 Fsd
3,7
2,4
W
  
Gdzie P oznacza ułożenie zgodne z kierunkiem wskazówek zegara, zaś W oznacza kierunek przeciwny. Kręgi nr 8 i 9 oznaczono jako „Fsd”, bowiem zostały wydeptane przez miejscowych chłopców w celu podniesienia atrakcyjności piktogramu. Różnią się one wyraźnie od pozostałych kręgów zbożowych tworzących piktogram jakością wykonania i kierunkiem położenia zboża.

Piktogram ten jest otoczony budynkami, które znajdują się w odległości 200-400 m od strony północnej i 200-500 m od strony południowej. W rozmowie z świadkami, którzy mimo niesprzyjającej aury przybyli na miejsce dowiedzieliśmy się, że piktogram ten powstał w nocy 21/22 lipca 2004 roku. I tutaj rzecz dziwna – nikt nie zapamiętał lub nie zwrócił uwagi na godzinę obserwowanych zjawisk, a były one spektakularne.













Syn właściciela pola p. Marcin Dziadowicz [dane zastrzeżone] stwierdził, że w nocy widział on z okna swego domu, jak na pole opuszcza się „bardzo jasna spadająca gwiazda”. W chwile później doszło do krótkiego spięcia na słupie linii średniego napięcia, który znajdował się ok. 30 m na zachód od piktogramu. Do dziś dnia widoczne są na nim okopcenia. Słupy te są dość zniszczone przez czas, ale nie mogło to być powodem powstania krótkiego spięcia i łuku elektrycznego.

Z kolei dwie kobiety, pp. Bożena Chrząszcz i Aleksandra Czyżewska [dane zastrzeżone] tej nocy widziały nad polem bardzo jasną, nietypową łunę światła w kolorze biało-żółtym. Po kilku dniach p. Chrząszcz udała się do piktogramu i stwierdziła dziwne mrowienia i drętwienia mięśni nóg (podobnie było we wnętrzu PZ Pigża (CT) 1998) a potem zrobiło jej się słabo i musiała wyjść z piktogramu. Tak też odczuło to kilka innych osób. Niestety, my już tego nie odczuwaliśmy, chociaż filmując piktogram przy pomocy cyfrowego aparatu fotograficznego Olympus C-5050 Zoom stwierdzono występowanie dziwnych trzasków na zapisie fonii, które ani wcześniej ani później nie występowały.













Badanie przy pomocy kompasu nie wykazało żadnych odchyleń pola magnetycznego Ziemi na obszarze piktogramu.

W największym kręgu zbożowym piktogramu znaleziono dwa owocniki grzybów z gatunku pieczarka polowa – Agarica arvensis, które wyrosły już po powstaniu piktogramu. Nie wykazywały one odchyleń od normy.















W okolicach Rzezawy znajdują się dwa sanktuaria maryjne: Sanktuarium Matki Boskiej Okulickiej w Okulicach – 7 km i Sanktuarium Matki Boskiej Bocheńskiej w Bochni – 5 km. Poza tym na jesieni 2003 roku stwierdzono odpływ wody studziennej, co szczególnie dało się we znaki w m. Majkowice – 7 km, gdzie wyschły wszystkie studnie. Sprawa jest o tyle dziwna, że teren ten pocięty jest siecią potoków i jest on częściowo bagnisty i podmokły. W pobliżu znajduje się rz. Raba, a ok. 30 km na północ – rz. Wisła.


Wszystkie powyższe dane pozwalają domniemywać, że mamy do czynienia z autentycznym agroznakiem, na co wskazuje szczególnie ułożenie zboża w kręgach tworzących piktogram, ich właściwości oraz fakt, że jego powstaniu towarzyszyły różne fenomeny. Oficjalnie wytłumaczono to tym, że agroznak powstał wskutek uderzenia pioruna, który uszkodził także słup linii przesyłowej prądu elektrycznego. Problem jednak tkwi w tym, że od dwóch tygodni w Rzezawie nie było burzy. Hipoteza nieznanych dowcipnisiów też upada, bowiem próbowano wykonać krąg zbożowy z mizernym skutkiem. Poza tym piktogram ten powstał mniej więcej w tym samym czasie, co agroformacje w Brodach k./Kalwarii Zebrzydowskiej i Szreniawie k/Gajówki.

Robert K. Leśniakiewicz
Wiktoria Leśniakiewicz




[1] Źródło – Oficjalny Serwis Internetowy Miasta Tarnowa (AD).