piątek, 30 lipca 2021

Ewolucja i Kontakt

 


Ciągniemy dalej tematykę, którą zawarłem w artykule: „Obcy z Kosmosu: żywi czy martwi” i komentarzu do artykułów „Obcy we Wszechoceanie” i „Ośmiornice – Przybysze z Kosmosu?” – w których postawiłem pytanie, czy mamy do czynienia z istotami z krwi i kości czy też z rozumnymi ale ex definitio martwymi maszynami.

Oglądając programy z cyklu „Jak działa Wszechświat” dochodzę powoli do wniosku, że na przeszkodzie w podboju Kosmosu stoi nam nasza konstrukcja biologiczna, która ogranicza czas naszego istnienia. Jak na razie prędkość światła jest prędkością progową, której przekroczyć się nie da ze względu na trzy ograniczenia nakładane przez Ogólną i Szczególną Teorię Względności, a której nikt jeszcze nie obalił – nawet na papierze… Długość życia człowieka ogranicza jego możliwości poznawcze i nawet sztafeta pokoleń niewiele tutaj pomoże. Także mrożenie astronautów. Nie mówiąc już o tym, że jak na razie nie mamy możliwości osiągania prędkości relatywistycznych, które umożliwiłyby nam podróże chociażby do najbliższych układów planetarnych najbliższych gwiazd stałych.

Czy nie ma wyjścia? Myślę, że jest. Zamiast wysyłania ludzi – wysyłajmy w Kosmos maszyny. Maszyna się nie zestarzeje, maszyna może być cały czas na stand by i się nie zmęczy. Maszyna może wykonywać wszystkie czynności, jakie wykonywałby człowiek, a nawet więcej! Maszyna wreszcie jest w stanie podejmować decyzje i dzięki AI – sztucznej inteligencji, działać wedle własnego uznania i rozeznania.

Przede wszystkim musimy wreszcie powiedzieć sobie to, jak będzie wyglądał taki Kontakt? Oni przylecą do nas czy my do Nich i co? Czy będzie to wyglądało tak, jak opisywał to Krzysztof Boruń z Andrzejem Trepką i Stanisław Lem? A może tak, jak Carl Sagan albo Arthur C. Clark? I cały legion innych autorów sci-fi. Osobiście zakładam, że jeżeli Oni istnieją i potrafią latać pomiędzy gwiazdami, to już tu są i przygotowują się do Kontaktu wykorzystując przede wszystkim nasze sieci informacyjne – np. kanały łączności telefonicznej, radiowej i/albo Internet. Szczególnie ten ostatni jest szczególnie obiecujący.

W ogóle w książkach naszych fantastów i fantastyków istnieje kilka poziomów Kontaktu i są to:

a.     Kontakt ludzi współczesnych z ludźmi z innego Czasu – z Przeszłości lub Przyszłości (np. ludzie z końca XX wieku z ludźmi z XXV wieku);

b.    Kontakt pomiędzy cywilizacją ludzką a cywilizacją humanoidalną na wyższym poziomie rozwoju;

c.     Jw. z cywilizacją na niższym poziomie rozwoju;

d.    Kontakt cywilizacji ludzkiej z cywilizacją ahumanoidalną;

e.     Kontakt z istotami humanoidalnymi na różnym poziomie rozwoju zamieszkującymi na jednej planecie.

f.       Kontakt ludzi mających możliwość podróży w czasie z istotami odwiedzającymi nas w Przeszłości lub Przyszłości – to już mój pomysł, i….

g.     …wszystkie tu wymienione kontakty ludzi z obcymi maszynami dysponującymi AI i z tego względu traktowanymi jako istoty żywe i równorzędni partnerzy w Kontakcie… - to też mój pomysł.  

Jak widzimy, możliwości jest sporo i każda z nich jest równie prawdopodobna.

Mnie interesują dwie ostatnie. O pierwszej z nich mówiłem w wywiadzie dla Radia Kraków w dniu 10.VII.2021 r. w największym skrócie wygląda to następująco: w nieokreślonej Przyszłości ludzie uzyskają możliwość chronomocji – poruszania się także w wymiarze Czasu i to we wszystkie strony. I teraz zakładam, że w którymś z punktów czasowych dochodzi na Ziemi do lądowania Kosmitów – i to w takim punkcie, w którym na Ziemi królują dinozaury i nie ma żadnej istoty rozumnej (no chyba że Dinozauroidy) i nie ma kto z Nimi rozmawiać.

Co robić?

Wiemy, że Oni na pewno wylądowali i zaczęli badać florę i faunę naszej planety, jak Obcy z noweli „Gwiezdne okręty” Iwana Jefriemowa, w poszukiwaniu istot rozumnych. I pozostawili ślady swej działalności, a to jakiś artefakt, a to zużyte baterie, a to ubitego dinozaura – słowem coś nietypowego, nie pasującego do epoki. I to coś zostaje odkryte, jego czas przebywania zostaje określony, ergo wiadomo kiedy to coś znalazło się na Ziemi… I ludzie wysyłają ekspedycję w Czasie by zbadać okoliczności znalezienia się tegoż artefaktu na naszej planecie wiedząc już a priori, że na pewno nie byli to ludzie. W rezultacie dochodzi do Kontaktu – a może raczej Paleokontaktu jakieś 70 mln lat temu. A że to niemożliwe? Czyżby? A co w takim razie znaczą artefakty znajdywane w skałach pochodzących z różnych czasów geologicznych naszej Ziemi? Zainteresowanych odsyłam do prac Michaela Cremo, gdzie są one wymienione.

Drugi pomysł jest równie ciekawy, bowiem zakładam kontakt z superinteligentnymi robotami, które stanowią – uwaga – kolejny stopień ewolucji biologicznej. Jak to możliwe? Ano tak:

Mamy etapy rozwoju życia w ogóle, w Kosmosie:

a.     Materia nieożywiona stanowiąca bazę do powstania życia;

b.    Materia ożywiona – rośliny wykorzystujące proces fotosyntezy lub inny proces chemiczny do uzyskiwania energii;

c.     Zwierzęta wykorzystujące rośliny i inne zwierzęta do uzyskiwania energii;

d.    Istoty rozumne I Generacji – znamy na razie tylko jeden rodzaj takich istot – samych siebie. Istoty te wytwarzają prymitywne maszyny rozumne, które będą podstawą do rozruchu ewolucji martwych istot rozumnych;

e.    Istoty rozumne II Generacji – coraz doskonalsze i rozumniejsze maszyny, których nie imają się ograniczenia będące udziałem istot żywych;

f.      Kolejne generacje maszyn rozumnych, które powoli będą opanowywały Galaktykę.

A zatem – jak z tego widać – można obejść ograniczenia nałożone nam – istotom żywym – przez biologię. Maszyny będą w stanie podróżować przez eony po Galaktyce i nawet poza nią, bowiem są one praktycznie nieśmiertelne, a co za tym idzie – egzystujące niemal wiecznie. I to właśnie miał na myśli Stanisław Lem pisząc „Bajki robotów” i „Cyberiadę” oraz „Niezwyciężonego”. 

Zakładam bowiem, że ewolucja biologiczna wyczerpie swe wszystkie możliwości twórcze i każda jej nowinka będzie coraz gorsza. Czy nawet już jest zważywszy to, co się dzieje na świecie: epidemie różnych dziwnych chorób w rodzaju SARS, COVID, Ebola, i innych, epidemia chorób nowotworowych, itd. itp. Człowiek może stworzyć maszyny wyposażone w AI i po prostu wymrzeć. A wtedy stanie się to, co przewidział Stanisław Lem w „Niezwyciężonym” – zacznie się nekroewolucja robotów. Jak na Regis III. A że roboty będą miały wszczepione w psychikę ducha eksploracji, nie będą ograniczone biologią i Czasem, więc ruszą w Galaktykę… - jak Niszczyciele i Zływrogi w powieści Siergieja Sniegowa – „Dalekie szlaki”. Tylko mam nadzieję, że będą bardziej pokojowe! – chociaż niektórym wariatom marzą się drony-mordercy i roboty militarne służące do wojen i podbojów. Dlatego boję się, że wizja Sniegowa sprawdzi się szybciej, niż się tego spodziewamy…

czwartek, 29 lipca 2021

Projekt Galileo: polowanie na pozaukładowce

 


Daniel Clery

 

Projekt rozpoczęty w celu poszukiwania pozaziemskich gości naszego Układu Słonecznego.

Dziwnie ukształtowany obiekt, który przeleciał obok Słońca i Ziemi w 2017 roku na trajektorii spoza naszego Układu Słonecznego, wywołał dzikie spekulacje. Większość naukowców uważa, że gość w kształcie cygara, o długości poniżej 1 kilometra, był kometą lub asteroidą z pobliskiej gwiazdy lub jakiegoś innego kosmicznego szczątku. Ale astrofizyk teoretyczny Avi Loeb z Uniwersytetu Harvarda twierdził, że:

- ’Oumuamua, po hawajsku „zwiadowca”, był obcym tworem – lekkim żaglem, anteną, a nawet statkiem kosmicznym.

Dziś ogłosił plan poszukiwania kolejnych takich obiektów: wspierany przez filantropię projekt Galileo Project.

Wysiłek ten będzie wykorzystywał istniejące stare i nowe teleskopy do systematycznego poszukiwania tajemniczych artefaktów, którymi mogą być satelity ukrywające się na orbicie Ziemi, obiekty międzygwiezdne – naturalne lub wyprodukowane – a nawet nieznane obiekty w ziemskiej atmosferze.

- Nie ma znaczenia, czy to naturalny artefakt, czy relikt. Jeśli spojrzymy, znajdziemy coś nowego – mówi Loeb.

Po tym, jak Loeb opublikował książkę „Extraterrestrial: The First Sign of Intelligent Life Beyond Earth”, w której twierdził, że ’Oumuamua jest jakąś obcą technologią, jak mówi, kilka bogatych osób skontaktowało się – nieproszone – oferując fundusze na takie badania. Czterech z nich ostatecznie przekazało 1,75 miliona dolarów, co wystarczyło, aby mógł zrealizować swoje plany. Zebrał zespół badawczy składający się z kilku znanych astronomów i badaczy z innych dziedzin, choć przyznaje, że nie wszyscy, do których się zbliżył, byli otwarci. Społeczność naukowa powinna być otwarta. W ten sposób robimy postępy – mówi Loeb.

Projekt proponuje wykorzystanie danych z istniejących i przyszłych teleskopów przeglądowych, takich jak 8-metrowe obserwatorium Vera C. Rubin budowane w Chile, do poszukiwania kolejnych obiektów, takich jak ‘Oumuamua. Wczesne wykrywanie nadlatujących obiektów da naukowcom więcej czasu na ich zbadanie niż 2 miesiące, które zajęły, zanim ‘Oumuamua wyszedł poza zasięg teleskopów. Loeb ma również nadzieję zaprojektować – we współpracy z agencjami lub firmami kosmicznymi – gotową do startu misję kosmiczną, aby zbadać przybysza z bliskiej odległości.

Niektórzy badacze zaangażowani w poszukiwanie inteligencji pozaziemskiej (SETI) z zadowoleniem przyjmują takie badania.

- Wszyscy byliby zachwyceni, gdyby przyjrzeli się z bliska czegoś takiego jak ‘Oumuamua - mówi astronom Jason Wright, dyrektor Centrum Wywiadu Pozaziemskiego w Penn State.

- Zdecydowanie powinniśmy być gotowi na następną ‘Oumuamua - mówi astrofizyk Adam Frank z University of Rochester. - Dowiemy się wiele o tych rzeczach, czymkolwiek one są.

Inni zastanawiają się, co Projekt Galileo wniesie do trwających poszukiwań obiektów międzygwiezdnych. Alan Fitzsimmons z Queen’s University Belfast, współkierownik zespołu badawczego ‘Oumuamua zorganizowanego przez Międzynarodowy Instytut Nauk Kosmicznych, zauważa, że istniejące sieci alarmowe już co godzinę przeszukują dane teleskopu w poszukiwaniu nadchodzących obiektów międzygwiezdnych. Fitzsimmons dodaje, że Europejska Agencja Kosmiczna pracuje nad misją Comet Interceptor, która ma wystartować w 2028 roku, która będzie wisieć na orbicie, czekając na odpowiedni cel, czy to kometę, czy obiekt międzygwiezdny, zanim ruszy na jego spotkanie.

- Społeczność nie może się doczekać uruchomienia obserwatorium Vera Rubin – mówi.

Wykrycie w 2017 r. dziwnego obiektu międzygwiezdnego nazwanego ‘Oumuamua (wizja artysty powyżej) skłoniło do uruchomienia w tym tygodniu projektu poszukiwania obcej technologii na Ziemi lub w jej pobliżu.

 

Rozpoczęto Projekt w celu poszukiwania pozaziemskich gości naszego Układu Słonecznego

 

Dziwnie ukształtowany obiekt, który przeleciał obok Słońca i Ziemi w 2017 roku na trajektorii spoza naszego Układu Słonecznego, wywołał dzikie spekulacje. Większość naukowców uważa, że gość w kształcie cygara, o długości poniżej 1 kilometra, był kometą lub asteroidą z pobliskiej gwiazdy lub jakiegoś innego kosmicznego układu. Ale astrofizyk teoretyczny Avi Loeb z Uniwersytetu Harvarda twierdził, że ‘Oumuamua, po hawajsku „zwiadowca”, był obcym tworem – lekkim żaglem, anteną, a nawet statkiem kosmicznym. Dziś ogłosił plan poszukiwania kolejnych takich obiektów: wspierany przez filantropię projekt Galileo Project.

Wysiłek ten będzie wykorzystywał istniejące i nowe teleskopy do systematycznego poszukiwania tajemniczych artefaktów, którymi mogą być satelity ukrywające się na orbicie Ziemi, obiekty międzygwiezdne – naturalne lub wyprodukowane – a nawet niewyjaśnione statki latające w ziemskiej atmosferze.

- Nie ma znaczenia, czy to naturalny artefakt, czy relikt. Jeśli spojrzymy, znajdziemy coś nowego – mówi Loeb.

Projekt proponuje wykorzystanie danych z istniejących i przyszłych teleskopów astronomicznych, takich jak 8-metrowy w obserwatorium Vera C. Rubin budowane w Chile, do poszukiwania kolejnych obiektów, takich jak ‘Oumuamua. Wczesne wykrywanie nadlatujących obiektów da naukowcom więcej czasu na ich zbadanie niż 2 miesiące, które zajęły, zanim ‘Oumuamua wyszedł poza zasięg teleskopów. Loeb ma również nadzieję zaprojektować – we współpracy z agencjami lub firmami kosmicznymi – gotową do startu misję kosmiczną, aby zbadać przybysza z bliskiej odległości...

Niektórzy badacze zaangażowani w poszukiwanie cywilizacji pozaziemskiej (SETI) z zadowoleniem przyjmują takie badania.

- Wszyscy byliby zachwyceni, gdyby przyjrzeli się z bliska czemuś takiemu jak ‘Oumuamua - mówi astronom Jason Wright, dyrektor Centrum Wywiadu Pozaziemskiego w Penn State.

- Zdecydowanie powinniśmy być gotowi na następną ‘Oumuamua - mówi astrofizyk Adam Frank z University of Rochester. - Dowiemy się wiele o tych rzeczach, czymkolwiek one są.

Inni zastanawiają się, co Projekt Galileo wniesie do trwających poszukiwań obiektów międzygwiezdnych. Alan Fitzsimmons z Queen’s University Belfast, współkierownik zespołu badawczego ‘Oumuamua zorganizowanego przez Międzynarodowy Instytut Nauk Kosmicznych, zauważa, że istniejące sieci alarmowe już co godzinę przeszukują dane teleskopu w poszukiwaniu nadchodzących obiektów międzygwiezdnych. Fitzsimmons dodaje, że Europejska Agencja Kosmiczna pracuje nad misją Comet Interceptor, która ma wystartować w 2028 roku, która będzie siedzieć na orbicie, czekając na odpowiedni cel, czy to kometę, czy obiekt międzygwiezdny, zanim ruszy na jego spotkanie.

- Społeczność nie może się doczekać odkrycia obserwatorium Vera Rubin – mówi.

Projekt Galileo planuje również poszukiwanie obcych artefaktów bliżej domu. Amerykański dyrektor CIA opublikował raport dla Kongresu w zeszłym miesiącu, w którym przedstawił informacje o 144 raportach ze źródeł wojskowych i wywiadowczych o niezidentyfikowanych zjawiskach lotniczych (UAP), czyli niezidentyfikowanych obiektach latających - UFO. W raporcie stwierdzono, że większość UAP to prawdopodobnie obiekty fizyczne – w przeciwieństwie do zjawisk optycznych lub atmosferycznych – ale dane były tak ubogie, że nie można było określić, czy stanowią one „bałagan”, taki jak balony pogodowe i drony, wciąż tajne programy amerykańskie lub zagraniczne. agencje lub coś innego.

- Rząd jest najbardziej konserwatywną organizacją, o jakiej można pomyśleć – mówi Loeb. Przyznanie, że nie wie, czym są UAP, jest - bardzo ważnym stwierdzeniem.

Celem Projektu Galileo będzie uzyskanie wysokiej jakości obrazów UAP, aby odkryć ich naturę. Jak mówi Loeb, 1-metrowy teleskop z nowoczesnym czujnikiem może zobaczyć detale o wielkości zaledwie 1 milimetra na obiekcie oddalonym o 1 kilometr, a taki przyrząd można zamówić z półki za 500.000 dolarów. Jeśli pozwolą na to fundusze, umieściłby dziesiątki teleskopów w strategicznych pozycjach na całym świecie, skanując niebo w poszukiwaniu UAP, być może z pomocą czujników radarowych i podczerwieni.

- To rozsądne pytanie, czy Ziemia była odwiedzana w swojej 4,5-miliardowej historii – mówi Frank. - Gdybyśmy odkryli oczywiste oznaki życia na pobliskich egzoplanetach, wysłalibyśmy sondy – mówi on. -Poszukiwanie artefaktów [blisko domu] to rozsądne podejście. Ale inni badacze sprzeciwiają się pomysłowi, że UAP mają coś wspólnego z SETI. - Wydaje się, że nie mają żadnego oczywistego związku – mówi Wright. Fitzsimmons był mniej dyplomatyczny. – OK., to bzdury - mówi on.

Trzecia część projektu obejmowałaby poszukiwanie satelitów pozaziemskich na orbicie okołoziemskiej przy użyciu technik sztucznej inteligencji do przetwarzania danych z istniejących teleskopów badawczych. Ponownie naukowcy podkreślają, że agencje rządowe już mają wyrafinowany nadzór nad wszystkim na orbicie wokół Ziemi o wielkości większej niż 10 centymetrów.

- Wojsko jest w tym bardzo dobre — mówi Wright.

Podczas promocji swojej książki Loeb scharakteryzował swoich współpracowników jako mających oczy na swoim miejscu i nie uprzedzonych wobec poszukiwań obcych reliktów i sygnałów, znanych jako technosygnatury. Nie pozyskał też fanów za złośliwą wymianę zdań w lutym z pionierką SETI, Jill Tarter. Ale teraz jest bardziej dyplomatyczny, przyznając, że jego poszukiwanie „wyprowadza ludzi z ich strefy komfortu”.

- Ale to jest „ekscytująca okazja” - mówi. - Znajdziemy wszystko, co znajdziemy i przyjrzymy się dowodom.

 

Moje 3 grosze

 

No, nareszcie ktoś powiedział coś mądrego i przedstawił zarys planu poszukiwań Obcych w Układzie Słonecznym. Rzecz jest kosztowna, ale myślę, że gra jest warta świeczki. Przebadanie wszystkich anomalii znalezionych na Księżycu i Marsie (sławetne głowy i piramidy) przynajmniej dadzą nam odpowiedzi na pytania: kto, kiedy i po co je zbudował.

Badanie wszelkich UOO też może dać finalną odpowiedź na pytania o Czarnego/Ciemnego Księcia/Barona/Rycerza orbitującego od lat 50-tych wokół Ziemi. Obiektów krążących od 1908 roku i związanych z Tunguskim Ciałem Kosmicznym vel Meteorytem Tunguskim czy tajemniczej sondy z gwiazdy al-Izar (ε-Wolarza, ε-Boo), która lata nad nami już 13.000 lat!

Czy wreszcie objęcie nadzorem przestrzeni Układu Słonecznego i stworzenie centralnego obserwatorium obiektów się w nim poruszających w celu odkrywania obiektów interstelarnych. Onegdaj tak pisał o tym Daniel Laskowski w swym opowiadaniu „Biała ciemność”:

Faktycznie, kiedy wyleciałem z Reykjaviku było nawet całkiem ładnie i mroźno. Grenlandzka lodówka wionęła chłodem, więc do Sztokholmu leciałem w słońcu i mrozie. Dolatując do Krakowa widziałem zbierające się na południu chmury, a siadając na Jana Pawła II, samolot przeganiał się z białymi płatkami. A potem im dalej na południe, tym gorzej. Rozejrzałem się po rynku i miejskim parku. Znów ubyło kilka drzew. Miejscowy burmistrz z proboszczem znowu potrzebowali drewna do kominków, więc cięli kolejne drzewa z zieleni miejskiej. Nie było już żadnych hamulców, a głosy opozycji były zagłuszane i to skutecznie. Polska niepowstrzymanie cofała się w mroki Średniowiecza, krajem rządziły sitwy lokalnych kacyków wspieranych przez kler. Aż się dziwiłem, że Polska przystąpiła do międzynarodowego projektu WAEWACS.

No właśnie – WAEWACS. Po angielsku brzmiało to: World Asteroids Early Warning and Control System – Światowy System Kontroli i Wczesnego Ostrzegania przed Asteroidami, a przy okazji kometami i meteorytami. To było coś, w co ONZ wpakowały kilkaset miliardów dolarów, jenów, juanów i euro. Był to ogromny system stacji i anten radarowych, których ogromny zasięg pozwalał na penetrowanie przestrzeni kosmicznej w promieniu dziesięciu sekund biegu światła. Było to wystarczające by ostrzec Ziemian przed grożącym im niebezpieczeństwem z Kosmosu. Trzydzieści z nich znajdowało się na Ziemi i statkach pływających po Wszechoceanie naszej planety, sześć pozostałych znajdowały się na stacjonarnej orbicie odległe o czterdzieści tysięcy kilometrów od równika. Jedna z naziemnych stacji znajdowała się na szczycie Koskowej Góry w Beskidzie Makowskim. Wybrano ją ze względu na wysokość, ponad ośmiuset metrów nad poziomem morza, i łatwy dojazd od strony „zakopianki”. W okolicznych miejscowościach ulokowano całą infrastrukturę Osiemnastej Stacji WAEWACS.[1]

Pomysł uroczy i wzięty z „Obłoku Magellana” Stanisława Lema, ale czy taki trudny w realizacji? Nie sądzę – przy udziale całej Ludzkości jest do zrobienia w ciągu – maksymalnie - 20 lat. Problem w tym, czy Ludzkość będzie chciała realizować ten projekt. Już widzę, jak palą się do tego talibowie i inni wariaci, którzy nie widzą niczego poza swymi nosami. Może to kiedyś przejdzie, ale nie wcześniej nim Ludzkość zintegruje się politycznie i technicznie – a do tego mamy lata świetlne. No chyba że Ludzkość poczuje mrożący oddech kosmicznej śmierci na karku i uruchomi się jej instynkt samozachowawczy, ale oby nie za późno…  

 

Opinie z KKK

 

Zawsze żałuję, kiedy mówi się o tym przybyszu, że nie spróbowano namierzyć go z jakiegoś satelity i dobrze sfotografować. Przecież nikt nie widział, że była to skała, nikt nie widział żadnych szczegółów mogących świadczyć o technologii - to wszystko są wyobrażenia plastyków a jak naprawdę to wyglądało nawet pojęcia nie mamy. A może, sądząc po pewnym zwrocie w ocenie zjawisk UFO, są tacy, którzy pojęcie mają... (Avicenna)

 

Źródło: https://www.sciencemag.org/news/2021/07/project-launched-look-extraterrestrial-visitors-our-solar-system?utm_campaign=ScienceNow&utm_source=Social&utm_medium=Facebook

Przekład z angielskiego - ©R.K.F. Leśniakiewicz

środa, 28 lipca 2021

Kolejne tajemnice praskiego Oroloja

 


Kateřina Rakúsová

 

Kilkanaście lat temu na łamach „Nieznanego Świata” i w Internecie zamieściłem artykuł dr. Miloša Jesenský’ego na temat słynnego praskiego Zegara Astronomicznego – vel Zegara Końca Świata – czyli Oroloja.[1] Nazwa ta jest sczechizowaną formą łacińskiej nazwy Horologium. Oroloj jest jednym z najciekawszych zabytków czeskiej Pragi i stanowił natchnienie nie dla jednego artysty. A oto notatka prasowa o kolejnych tajemnicach tej niezwykłej maszyny do odmierzania Czasu:

 

Konserwatorzy znaleźli tajny list ukryty w posągu z zegara astronomicznego - Oroloja. Nie byli tym zachwyceni.

Podczas odbudowy Ratusza Staromiejskiego w 2018 roku eksperci odkryli, że drewniana figura św. Lucerna przechowywana w zegarze astronomicznym przez dziesięciolecia skrywała tajemnice. Konserwatorom udało się znaleźć tajną wiadomość napisaną przez rzeźbiarza Vojtěcha Suchardę. I to nie jedyna tajemnica, jaką ujawnił Staromiejski Zegar Astronomiczny. Znaleziono także tajemnicze posągi zwierząt.

Od kwietnia 2017 r. do 28 września 2018 r. w Pradze zrekonstruowano jeden z naszych najsłynniejszych zabytków, Staromiejski Zegar Astronomiczny. Był kilkakrotnie restaurowany, więc nikt nie spodziewał się, że znajdzie się w nim coś nowego. Jednak w 2018 roku konserwatorzy natrafili na dwie ciekawe rzeczy.

 

Praski zegar astronomiczny na Rynku Starego Miasta jest zwykle oblegany przez turystów

 

Tajemnica Apostoła Tomasza

 

Pierwszym odkryciem była tajna wiadomość od rzeźbiarza Vojtěcha Suchardy w posągu św. Apostoła Tomasza.

- Po usunięciu wszystkich 12 apostołów i umieszczeniu ich w warsztatach konserwatorskich, przeszli oni dokładne badanie, prześwietlenie, pełną strukturę i mapowanie. Po postawieniu na wadze jeden posąg ważył inaczej niż pozostałe - powiedział o odkryciu radny ds. kultury Jan Wolf.

- Podczas manipulacji posąg św. Tomasza okazał się być lżejszy zaczęliśmy go przewracać na różne sposoby, bo to było dla nas dziwne, a potem usłyszeliśmy kliknięcie w środku… - dodaje konserwator Jiří Matějíček. Posąg został następnie poddany prześwietleniu rentgenowskiemu, po którym stwierdzono, że wewnątrz znajduje się duża wnęka z aluminiową obudową. Zawierał egzemplarz ówczesnej gazety i 18-stronicowy list.[2]

W liście znajdowała się informacja o modyfikacjach zegara astronomicznego w 1948 roku.

- Ponadto rzeźbiarz Sucharda zaprojektował, jak wyobraża sobie nowy zegar astronomiczny – opisał Matějíček.

Autor listu był także twórcą nowych drewnianych rzeźb apostołów i innych posągów, które po pożarze w maju 1945 r. zainstalowano w zegarze astronomicznym. Nie pozwolono mu jednak przerobić Oroloja według swoich wyobrażeń, kiedy chciał pominąć posągi w turbanie.

Václav Vojtíšek skrytykował swoją koncepcję wyglądu posągów:

- Nadaje to Judaszowi wyrazu twarzy przypominającego Spejbla, mówi się, że jest zdradzieckim ministrem protektoratu Czech i Moraw.[3] Pod koniec swojego długiego listu Suchard dokończył nawet satyryczną bajkę przedstawiającą jego i konserwatora zabytków, który zabronił mu renowacji. Opisał go jako „syna małego, słabego i z głową łysą jak ziemniak”.[4]

 




Tajemnice posągów zwierząt

 

Posągi zwierząt pojawiły się wówczas na zegarze astronomicznym w obszarze Oroloja za leżącymi półpostaciami. Pomieszczenia, w których się znajdowały, zostały z niewyjaśnionych przyczyn zamurowane.

– Podobno są tam od momentu powstania Ratusza Staromiejskiego – skomentował odkrycie Jan Wolf.

Posągi mogły znajdować się tu już od XIV, a prawdopodobnie od początku XV wieku. Wśród nich jest pies, drapieżnik z opadającą głową, a nad nimi sowa z gołębiem. Według średniowiecznych symboli ostatnia grupa rzeźbiarska może przedstawiać przeciwieństwo światła i ciemności. Gołąb jest symbolem Ducha Świętego.

- Kiedy wydaje nam się, że wiemy już wszystko o takim zabytku jak Ratusz Staromiejski, będziemy zaskoczeni nowym znaleziskiem – powiedział zadowolony Wolf. - Byłem bardzo zadowolony. To ekscytujące, że wciąż jest coś do odkrycia i poszerzenia naszej wiedzy historycznej. Kto wie, co jeszcze odkryjemy - dodał na końcu.[5]

Teraz w posągu jest nowa wiadomość. Konserwatorzy umieścili w nim list przeznaczony na późniejszą regenerację. Oceniali obecny stan kraju i społeczeństwo.

 

Źródło - https://www.msn.com/cs-cz/zpravy/historie/restaur%c3%a1to%c5%99i-na%c5%a1li-v-jedn%c3%a9-so%c5%a1e-orloje-ukryt%c3%bd-tajn%c3%bd-dopis-nebyli-z-n%c4%9bj-nad%c5%a1eni/ar-AAMBiRk?ocid=sf

Przekład z czeskiego - ©R.K.F. Leśniakiewicz

wtorek, 27 lipca 2021

Obcy we Wszechoceanie?

 


Robby Berman

 

Pozaziemskie ET mogą być wokół nas o czym możemy nawet nie wiedzieć – twierdzi NASA. Obce życie może być tak różne od naszego, że nie jesteśmy nawet w stanie rozpoznać go jako życie.

W 146 odcinku serialu „Star Trek – The Next Generation” jego autorzy w końcu odnieśli się do oczywistego problemu ze science fiction: jak to się dzieje, że bez względu na to, gdzie tam wychodzimy, obcy wyglądają mniej więcej tak jak my? Oczywiście, prawdziwą odpowiedzią jest to, że grają je ludzie, ale science fiction pomogło nam zaszczepić w nas powszechne oczekiwanie, że istoty pozaziemskie będą miały ręce, nogi, głowy, nie wspominając o kręgosłupach, skórze i tak dalej. W końcu małe, zielone ludziki - LGM to wciąż mężczyźni.

Ale nawet na Ziemi nie reprezentujemy normy. Jest o wiele więcej owadów niż ludzi, a w oceanach? Ojej! Zobacz gigantyczne robaki rurowe.

Dlaczego na Ziemi (przepraszam) istoty pozaziemskie miałyby wyglądać jak my, a nawet być rozpoznawalne jako żywe istoty dla naszej ograniczonej wyobraźni? Skąd wiemy, że nie mieszkają już wśród nas, unoszą się, pełzają, nie latają w pobliżu?

Dyrektorka Instytutu Astrobiologicznego NASA, dr Penelope Boston, wygłosiła niedawno przemówienie programowe na sympozjum Zaawansowanych Innowacyjnych Koncepcji NASA.

- To nie tak, że możesz wejść do nowego środowiska ze swoim uroczym robotem na jakiejś innej planecie, spojrzeć na ziemię i iść w jej życie! Zamiast tego jest: „O rany, coś niebieskiego i ma miedziany sygnał, a nie wiem” – a potem musisz to zbadać.

Dr Boston pokazała tłumowi galerię ziemskich stworzeń znalezionych w jaskiniach, stworzoną przez jej własnego syna.

Boston określa to jako wielkie wyzwanie astrobiologii: po prostu umiejętność rozpoznawania życia, kiedy je widzimy. Nasze narzędzia genetyczne zawodzą, jeśli chodzi o badanie nieznanych form, a z jej poczuciem, że życie poza światem może być dziwne i mikrobiologiczne, nie będziemy mieli pojęcia, z kim się spotykamy. To nie jest tak, że z naszą ograniczoną wiedzą możemy z całą pewnością ustalić warunki podtrzymujące życie. W trudnych warunkach na całym świecie znajdujemy żywe stworzenia, o których nasze obecne rozumienie mówi nam, że nie może ich być.

Astrobiolożka zakończyła swoją rozmowę ostrzeżeniem, że lepiej wymyślmy technologię rozpoznawania życia w jakiejkolwiek formie, zanim faktycznie spotkamy się z Kosmitami. Bo jeszcze tego nie zrobiliśmy.

 

Moje 3 grosze

 

Już od pewnego czasu śledzę dyskusję toczącą się w gronie oceanologów, egzobiologów i astronomów na temat możliwości zasiedlenia Ziemi przez Kosmitów, ale nie na ziemi czy pod ziemią, ale we Wszechoceanie naszej planety. Problem w tym, że my nie znamy nawet 10% powierzchni dna Wszechoceanu, co wychodzi właśnie w czasie takich akcji poszukiwawczo-ratowniczych jak choćby wraka francuskiego Airbusa z lotu AF447 w 2009 czy malezyjskiego Boeinga 777 z lotu MH-370 w 2014 roku, kiedy to nieznajomość reliefu dna oceanicznego utrudniła znacznie poszukiwania…  

Myśl jest zdrowa – wszak 71% powierzchni naszej planety stanowi Wszechocean kipiący życiem. Dlatego nie dziwię się, że Obcy przejawiają większe zainteresowanie naszymi wodami niż lądami… A z drugiej strony Oni już nie są Obcymi, skoro tu mieszkają, czyż nie? Ale to już kwestia filozoficzna. Bo to, że Oni tutaj mieszkają i nawet działają wydaje się być pewnym. Być może są to rozumne głowonogi czy inne istoty, które my postrzegamy jako zwierzęta, a w rzeczywistości są one kimś zupełnie innym. Wszak nie dociekliśmy jeszcze natury Nieznanych Obiektów Podmorskich - USO, które same w sobie mogą być (ale oczywiście nie muszą) istotami rozumnymi.

A zatem badania powinny być prowadzone, bowiem ich kontynuacja ma głęboki sens. Możliwość istnienia obcego życia w wodach Wszechoceanu jest bardziej realna niż się to nam wydaje!   

 

Źródło - https://bigthink.com/robby-berman/et-could-already-be-among-us-and-we-wouldnt-know-says-nasa

Przekład z angielskiego - ©R.K.F. Leśniakiewicz

piątek, 23 lipca 2021

Letnie przymrozki w Czechach – padły rekordy!

 


W dniu 21.VII w kilku miejscach Republiki Czeskiej w nocy słabo przymroziło, a gdzieniegdzie padły rekordy temperatury. I tak np. w Jizerce k./Korenova (N 50°48′57″ - E 015°22′14″) na Jablonecku meteorolodzy rankiem odnotowali -0,5°C, przy czym został pobity rekord chłodu na tym terenie wynoszący +0,5°C w 2013 roku. Nowy rekord ma także płaskowyż Rokytska (N 49°00’ – E 013°24’) na Szumawie, gdzie temperatura spadła do -0,2°C. Podobny mrozik był i na innych stacjach meteo – Kvilda-Perla i Březníku – jak podaje Czeski Urząd Hydrometeorologiczny – ČHMÚ.

Jednakże poprzednie rekordy nie zostały pobite w Kvilda-Perle (N 49°1′55,82″ - E 013°34′15,81″) i Březníku (N 49°9′2″ - E 013°25′30″). 21 lipca największy mróz w Kvildzie miał miejsce w 1996 roku, kiedy termometr wskazywał -7°C. Na Březníku w 2002 roku było -0,5°C. Na Rokytsku dzisiejsza temperatura pobiła ośmioletni rekord o dwie dziesiąte stopnia.

Według meteorologów we wtorek rano w kraju było stosunkowo zimno, jednak na Jizerce było o dwa stopnie cieplej niż dziś rano. Meteorolodzy ogłosili we wtorek, że dzisiejszej nocy temperatury w dolinach mogą być znacznie niższe, a niektóre zmrozowiska zasłużą na swoją nazwę, i temperatury spadną poniżej zera. Najniższa jak dotąd temperatura lipca w Czechach jest od 20 lipca 1996 r., kiedy to stacja Kvilda-Perla odnotowała temperaturę -7,6°C, dodał ČHMÚ.

W dzień będą w Czechach daleko wyższe temperatury i wyniosą wg prognoz 20-24°C, a na południu Moraw +26°C. Gorąco ma być w czwartek (22.VII), a w weekend temperatura ma dojść znów do tropikalnej trzydziestki.

 

Źródło: https://www.seznamzpravy.cz/clanek/na-nekolika-mistech-v-cesku-dnes-mrzlo-padly-teplotni-rekordy

Przekład z czeskiego - ©R.K.F. Leśniakiewicz

wtorek, 20 lipca 2021

System Alfy Centaura ma dobre warunki do życia

 

Alfa Centaura (Toliman) i jego słońca A i B.

Amber Jorgenson

 

Promieniowanie rentgenowskie nie sprawia zagrożenia dla planet orbitujących obie gwiazdy Tolimana, które są podobne do Słońca.

Alfa Centaura czyli Toliman jest systemem gwiezdnym najbliższym Ziemi i składa się z dwóch słońcopodobnych gwiazd. Znajduje się on nieco ponad 4 ly, albo 25 trylionów mil lub 40 trylionów kilometrów, satelita Chandra odkrył, że obie gwiazdy mogą mieć warunki do podtrzymania życia na tamtejszych egzoplanetach.

Poszukiwania egzoplanet nadających się do zamieszkania rozciągają się daleko i szeroko, przesuwając granice tego, do czego zdolne są nasze nowoczesne teleskopy. Zapewniamy jednak, że nie ignorujemy tego, co jest na naszym własnym podwórku. Naukowcy uważnie przyglądają się Alfa Centaura, najbliższemu Ziemi systemowi, w którym znajdują się gwiazdy podobne do Słońca. A teraz obszerne badanie opublikowane w Research Notes of the AAS oczyszcza dwie najjaśniejsze gwiazdy Alpha Centauri z kluczowego czynnika sprzyjającego zamieszkiwaniu: niebezpiecznego promieniowania X – czyli rentgenowskiego.

W ramach badania, Obserwatorium Rentgenowskie Chandra (NASA) obserwowało trzy gwiazdy Alfa Centaura, które znajdują się zaledwie 4 lata świetlne od Ziemi, dwa razy w roku od 2005 roku. W celu określenia, czy planety znajdujące się na ich orbitach mogą być zamieszkiwane, Chandra monitorował ilość promieniowania rentgenowskiego, które każda gwiazda wyemitowała do swojej strefy nadającej się do zamieszkania - ekosfery. Nadmiar promieniowania rentgenowskiego może siać spustoszenie na planecie, zdmuchując jej atmosferę, powodując szkodliwe skutki dla potencjalnych mieszkańców i tworząc niszczycielską pogodę kosmiczną, która może zepsuć każdą używaną technologię. Ale na szczęście potencjalne planety krążące wokół dwóch z trzech gwiazd nie muszą się tym martwić. W rzeczywistości te gwiazdy mogą faktycznie stworzyć lepsze warunki planetarne niż nasze własne Słońce.

- Jako że jest ona relatywnie blisko, system Alfy Centaura jest przez wielu postrzegany jako najlepszy kandydat do poszukiwania znaków życia – mówi Tom Ayers z Uniwersytetu Kolorado w Boulder, CO w czasie konferencji prasowej. – Kwestią jest czy odkryjemy planety z warunkami sprzyjającymi życiu jakie znamy?

Trzy gwiazdy tworzące system α Centauri  nie są dokładnie sobie równe, niektóre są bardziej przyjazne dla życia niż inne. Dwie najjaśniejsze gwiazdy w układzie to para znana jako α Cen A i α Cen B (w skrócie Toliman AB), które krążą tak blisko siebie, że Chandra jest jedynym obserwatorium wystarczająco precyzyjnym, aby rozróżnić ich promieniowanie rentgenowskie. Dalej w układzie znajduje się α Cen C, znana jako Proxima, która jest najbliższą Ziemi gwiazdą niepodobną do Słońca. Obie pary AB są niezwykle podobne do naszego Słońca, z Tolimanem A prawie identyczną pod względem wielkości, jasności i wieku, a Toliman  B tylko nieco mniejsza i ciemniejsza.

Toliman A i Toliman B mogą wyglądać odmiennie na tym zdjęciu wykonanym przez Kosmiczny Teleskop Hubble'a, ale bez bardzo precyzyjnych instrumentów, dwie podobne do Słońca gwiazdy wydają się być pojedynczym jasnym obiektem na niebie. (ESA/NASA)

Jeśli chodzi o promieniowanie rentgenowskie, α Cen A w rzeczywistości zapewnia bezpieczniejsze środowisko planetarne niż Słońce, emitując niższe dawki promieniowania rentgenowskiego do swojej ekosfery; α Cen B tworzy środowisko, które jest tylko nieznacznie gorsze od Słońca, uwalniając tylko pięciokrotnie większe ilości promieni rentgenowskich.

- To bardzo dobra wiadomość dla α Cen AB, jeśli chodzi o zdolność możliwego życia na dowolnej z ich planet do przetrwania ataków promieniowania z gwiazd – powiedział Ayres. - Chandra pokazuje nam, że życie powinno mieć szansę na egzystencję na planetach wokół którejkolwiek z tych gwiazd.

Toliman A i Toliman B

Proxima to już osobna historia. Jest to znacznie mniejszy czerwony karzeł, który emituje około 500 razy więcej promieniowania rentgenowskiego do swojej ekosfery niż Ziemia otrzymuje od Słońca i może promieniować 50.000 razy więcej podczas masywnych rozbłysków rentgenowskich, o których wiadomo, że rzucają w kosmos. O ile promieniowanie rentgenowskie duetu AB nie jest zagrożeniem dla życia, o tyle ogromna dawka wyrzucana przez Proximę zdecydowanie nim jest.[1]

I na szczęście jedyna egzoplaneta zidentyfikowana w Alpha Centauri krąży wokół niezamieszkałej Proximy.[2] Jednak naukowcy nie tracą nadziei. Kontynuują poszukiwania egzoplanet wokół pary AB, chociaż ich ciasna orbita utrudnia dostrzeżenie czegokolwiek pomiędzy nimi. Ale nawet jeśli poszukiwania nadal będą puste, szeroko zakrojone badania Chandry pomogą naukowcom zbadać wzorce promieniowania rentgenowskiego gwiazd podobnych do naszego Słońca, co pozwoli nam zidentyfikować potencjalne zagrożenia dla Ziemi. A jeśli natkniemy się na planety krążące wokół tych dwóch gwiazd, możemy po prostu znaleźć ślady życia na naszym własnym podwórku. 

 

Moje 3 grosze

 

Wygląda na to, że mamy trudny orzech do zgryzienia. W ogóle sprawa istnienia układów planetarnych wokół podwójnych i w ogóle wielokrotnych gwiazd jest mocno problematyczna. Obawiam się, że większych planet w układzie Tolimana AB po prostu nie ma, bo dwie bliskie sobie gwiazdy wyłapały grawitacyjnie wszystkie grudki materii leżące wewnątrz ich orbity.

Co innego z ciałami niebieskimi będącymi poza ich orbitą, takimi jak Toliman C Proxima. Owszem, mogą mieś trwałe orbity, ale daleko od obu słońc i co za tym idzie daleko poza ekosferą Tolimana. Planety mogą być tak wymrożone jak nasz Pluton i życia białkowego na nim nie uświadczysz. Ale nie znaczy to, że nie mogło tam się rozwinąć życie w oparciu o inny chemizm. Mogą istnieć jacyś Kryonidzi czy Krynoidzi już nawet u nas, w Układzie Słonecznym, na lodowych pustkowiach Plutona czy Sedny…

Jest jeszcze druga strona medalu – życie może się rozwijać i prosperować w jakichś planetarnych podziemiach Proximy b, gdzie nie zagrozi mu ani promieniowanie X rodzimej gwiazdy ani kosmiczny mróz. Jest jeszcze trzecia możliwość – to, co zabija nas, dla Nich może być źródłem energii i życia. Im więcej zabójczego promieniowania X, tym lepiej dla Nich. Tak więc nie przekreślałbym możliwości istnienia życia na Proximie b i Proximie c – którą już ponoć odkryto…

I jeszcze z drugiej beczki.

A może jest tak, że są to rozumne maszyny stworzone przez cywilizację, która dawno wygasła, a co genialnie prorokował Stanisław Lem w swych dziełach? Kosmos jest tak wielki, a przepaście Czasu tak głębokie, że może w nim istnieć dosłownie wszystko. Stanisław Lem doskonale to rozumiał, dlatego uważam, że jego „Bajki robotów” nie są wcale takimi bajkami, jakimi się być wydają…

Ale czy takie „życie robocie” można nazwać życiem…? Uważam, że tak.


Komentarze Czytelników

 

Drogi Platonie – czyżbyś zapomniał już o swym artykule „Przybysze z Kosmosu – żywi czy martwi”. Bo wiesz – być może jest tak, że my, żywe organizmy, jesteśmy tylko formą przejściową pomiędzy światem żywego intelektu a światem maszyn rozumnych, o czym wspominał cytowany przez Ciebie Stanisław Lem. Co więcej – być może Kosmos jest pełen takich właśnie maszyn rozumnych, które ewoluują dalej, aż do stadium Kosmicznego AC z nowelki A.C. Clarka.

A zatem być może mamy a na pewno będziemy mieli do czynienia z Rozumem, ale nie w postaci żywych istot, ale rozumnych lecz martwych maszyn. Lem to właśnie przewidział i przekazał w swych powieściach i opowiadaniach takich jak: „Niezwyciężony”, „Księga robotów”, „Bajki robotów”, „Cyberiada” i in. (Daniel Laskowski) 


Źródło:  https://astronomy.com/news/2018/06/alpha-centauri-system-could-have-favorable-conditions-for-life?utm_source=asyfb&utm_medium=social&utm_campaign=asyfb&fbclid=IwAR3jxh53M6kxtHmN8XqT-jZxc3Skju75ohm9ax_jkpeIk31TbMN4ASjgTw0  

Przekład z angielskiego - ©R.K.F. Leśniakiewicz

 

 



[1] Proxima jest gwiazdą zmienną rozbłyskową, która potrafi rozbłysnąć nawet o całe 2 magnitudy…

[2] Proxima b.