piątek, 21 stycznia 2022

Zagadka zniknięcia Alfreda Lœwensteina

 


Margarita Kapskaja

 

Były kamerdyner Alfreda L. LœwensteinaFred Baxter w 1932 roku został znaleziony martwy z pistoletem w ręku. Istnieje hipoteza o inscenizacji samobójstwa z powodu współuczestnictwa służącego w zaginięciu multimilionera. W dniu 4.VII.1928 roku, w czasie lotu z Londynu do Brukseli technicznie sprawnym samolotem, doszło do tajemniczego zniknięcia multimilionera Alfreda L. Lœwensteina – jednego z najbogatszych ludzi swego czasu. Później jego ciało znaleziono w Kanale La Manche. Zagadka śmierci magnata finansowego jest nierozwiązana do dziś dnia, a hipotezy wysunięte przez badaczy stają się powoli całkowicie sprzeczne ze znanymi faktami.

 

Przedsiębiorstwa i kompanie pobożnego katolika

 

Według współczesnych ocen Alfred Lœwenstein był wart jakieś 1,5 mld $USA, a to stawiało tego biznesmena na trzecim miejscu w rankingu bogactwa na świecie – po Henrym Fordzie i Johnie Rockefellerze.

Przyszły multimilioner urodził się w 1877 roku w Brukseli, w rodzinie bankiera żydowskiego pochodzenia Bernarda Lœwensteina. Dorósłszy, Alfred założył własny koncern bankowy i zajął się inwestycyjnym biznesem. Podstawą rozkwitu jego interesów stanowiły udane projekty rozwoju sieci elektroenergetycznych i produkcji sztucznego jedwabiu.

Widomo też, że wiele operacji finansowych Lœwensteina przeprowadzał on na granicach i poza granicami prawa. Ten bogacz był znany z tworzenia ustawnych kompanii i sprzedaży ich akcji. Są także świadectwa o tym, że na krótko przed swą śmiercią Lœwenstein dogadał się z szefem jednej z rodzin mafijnych Nowego Jorku – Arnoldem Rotsteinem – aby rozszerzyć dostawy heroiny na USA i zrobić tam wielki rynek zbytu narkotyków z Europy. Do tego wszystkiego Lœwenstein był pobożnym katolikiem (jak każdy mafioso) a odpoczywał na wyścigach konnych. Miał on stajnię, a jego konie niejednokrotnie wygrywały międzynarodowe zawody.

Wedle informacji od niektórych badaczy, w lipcu 1928 roku, Arnold Lœwenstein odwiedził Londyn aby otrzymać solidny kredyt bankowy, bowiem zamierzał zakupić wielką kompanię w Brazylii. Ale brytyjskie banki dopatrzyły się czegoś nielegalnego i pieniędzy nie dały…

 

Awaryjne lądowanie

 

4.VII.1928 roku, Lœwenstein wracał do Brukseli samolotem Fokker F.VIIa (jednosilnikowa maszyna obliczona na 8 pasażerów i 2 tony frachtu). Biznesmenowi towarzyszył sekretarz, kamerdyner i dwie stenotypistki. W kabinie znajdowali się także członkowie załogi: I pilot i mechanik pokładowy.

Samolot wyleciał z londyńskiego portu lotniczego Croydon około godziny 18:30 GMT. W czasie przelotu nad Kanałem La Manche, Alfred wstał z fotela i udał się do toalety znajdującej się w ogonowej części statku powietrznego. Należy zaznaczyć, że w samolocie o tej konstrukcji, drzwi do toalety znajdowały się naprzeciw tylnego wejścia. Nie jest wykluczone, że ta okoliczność odegrała decydującą rolę w losach multimilionera.

Alfred długo nie wracał na swoje miejsce i jego towarzysze podróży zaczęli się niepokoić. Fred Baxter, kamerdyner Lœwensteina, zastukał w drzwi toalety by zapytać, czy nie potrzeba mu pomocy. Odpowiedzi nie było. Baxter otworzył drzwi – w toalecie nikogo nie było…  

Otrzymawszy powiadomienie o zniknięciu pasażera, kapitan Donald Drew zdecydował się na awaryjne lądowanie na plaży w okolicy francuskiego miasta Dunkierki, aby jak najszybciej powiadomić policję i służby ratunkowe. Wszyscy, którzy znajdowali się na pokładzie zeznali dokładnie to samo: Lœwenstein otworzył nie te drzwi, co trzeba i wypadł z samolotu.

 

W oddzielnej trumnie

 

Już następnego ranka ekipy rybaków zaczęły szukać doczesnych szczątków multimilionera. Zwłoki znaleziono w dniu 19 lipca nieopodal brzegu, na terytorium francuskiego miasta Boulogne. Ciało zostało dostarczone do Calais, gdzie nastąpiła sekcja zwłok.

Po dwóch tygodniach przebywania w wodzie ciało się już rozłożyło. Lœwensteina rozpoznano po naręcznym zegarku i odzieży. Ekspertyza wykazała, że biznesmen utonął. Był on jeszcze żywy, kiedy uderzył w wodę, spadł z wysokości 4000 ft/~1200 m. W tyle głowy był ogromny krwiak niewiadomego pochodzenia.

Dziennikarze wskazywali na możliwość, że Lœwenstein mógł skończyć z sobą, ale taki postępek nie pasował do jego reputacji bogobojnego i zagorzałego katolika. Poza tym sekretarz zapewniał solennie, że w ostatnie minuty Lœwenstein zajmował się zwyczajną papierkową robotą, której nie zakończył. A skoro zamierzał skończyć ze sobą, to po co zajmował się tym, co go tak bardzo zajmowało?





Żeby nie mieć kłopotów z Kościołem katolickim, kategorycznie zaprzeczano wersji samobójstwa, ale ciało pochowano w grobowcu znajdującym się poza terenem cmentarza. Grobowiec był bezimienny, nie umieszczono na nim żadnych napisów.

Madeleine – wdowa po Lœwensteinie – nie uczestniczyła w pogrzebie. Stąd też pojawiły się plotki o jej uczestnictwie z morderstwie męża. Ale Madeleine nie otrzymała żadnego finansowego wsparcia – i tak bez tego żyła dostatnio. Alfred nie miał nikogo na boku, a małżonkowie byli ze sobą w ciepłych stosunkach. Dwa miesiące przed wypadkiem, para odbyła morską podróż do Stanów Zjednoczonych. Gazety pisały o Madeleine, że jest ona „modna ale zamknięta”. Chociaż to lekko wyjaśniano, że pozostawała ona w cieniu swego jaśniejącego męża i zainteresowanie ze strony prasy i publiczności jej nie dotyczyło.

 

Rozwalone drzwi

 

Tak więc ciało Alfreda Lœwensteina zostało znalezione we francuskich wodach, zaś kapitan statku powietrznego Donald Drew posadził samolot nieopodal Dunkierki, śledztwem zajęli się specjaliści z tego kraju. Wedle oficjalnej wersji, śmierć magnata była zwyczajnym nieszczęśliwym wypadkiem: biznesmen przez pomyłkę otworzył nie te drzwi, co trzeba i wypadł z samolotu.

Jednakże eksperymenty wykazały, że niepodobieństwem jest otworzyć drzwi wejściowe w czasie lotu – do tego potrzeba przyłożenia do nich znacznej siły. I najważniejsze – nawet gdyby Lœwensteinowi udało się zrobić coś takiego, to drzwi zostałyby uszkodzone – wypadając z wysokości nie można by ich było zamknąć. Ale zgodnie z zeznaniami pasażerów i załogi, drzwi wejściowe do samolotu były zamknięte w ciągu całego lotu. Ponadto eksperci wskazywali na to, drzwi wejściowe i drzwi do WC bardzo różnią się pomiędzy sobą. Na tych pierwszych był napis informujący, na drugich nie, więc Alfred Lœwenstein, który często latał tym samolotem po prostu nie mógł się pomylić.

Tym niemniej ta wersja zadowoliła krewnych multimilionera. No i pozostała tylko jedna kwestia: co się tam naprawdę stało?

 

Kto mu pomógł odejść z życia?

 

Powstało zatem kilka wersji tragedii. Według jednej z nich, Lœwensteinowi pomogli opuścić samolot, a to oznacza, że było to morderstwo. Biznesmen prowadził swe interesy na granicy ryzyka i to bez jakichkolwiek hamulców – stąd miał wielu wrogów.

Wykończyć magnata mogli jego partnerzy do interesów i struktury mafijne z USA. W 1987 roku reporter William Norris napisał dużą pracę o Alfredzie Lœwensteinie, gdzie nazwał go „człowiekiem, który spadł z nieba”. Według tego dziennikarza, magnata wyrzucili z samolotu przekupieni członkowie załogi. Pozostałych pasażerów zastraszyli, a drzwi wejściowe, które rozleciały się po ich otwarciu wskutek uderzenia o kadłub samolotu, po prostu wymienili już na ziemi. Nowe drzwi mieli przywieźć ich pomocnicy czekający na lądowisku.

Hipoteza ta nie jest taka fantastyczna, jakby się to wydawało. Lœwenstein prowadził swe biznesy nie sam, ale z dwoma młodszymi partnerami. Mówiło się o tym, że w przypadku śmierci jednego z nich, jego dolą podzielą się dwaj pozostali. Tak więc przyczyną śmierci tego magnata mogły być ogromne pieniądze: 1.500.000.000 $USA.

Inni badacze skłaniają się do wersji samobójstwa: Lœwenstein z powodu ryzykownych operacji finansowych i związków z mafią, stanął na granicy bankructwa. Wierny kamerdyner pomógł mu otworzyć drzwi – a potem je zamknął. Ale kontrola finansowa wykazała, że finanse biznesmena były w najlepszym porządku. A poza tym – jak mówiło się powyżej – magnat był katolikiem i uważał samobójstwo za grzech śmiertelny.

 

Podłożone dowody

 

Dokładne badanie ostatnich dni Alfreda Lœwensteina podtrzymuje hipotezę nieszczęśliwego wypadku. U biznesmena silnie podniosło się ciśnienie krwi. Towarzysze podróży magnata mówili, że podchodząc do samolotu omal nie wszedł w strefę działania śmigła. Podwyższone ciśnienie często powoduje u człowieka uczucie dezorientacji przestrzennej, przez co Lœwenstein mógł pomylić drzwi w ogonie samolotu. A potem przerażeni załoganci i pasażerowie mogli zamknąć drzwi przerażeni, że nie pomogli choremu człowiekowi.

Istnieje także hipoteza głosząca, że Lœwenstein sam zainscenizował swoje zniknięcie. Przy pomocy swego kamerdynera wyskoczył ze spadochronem, a na dole już czekali nań jego ludzie w łodzi czy kutrze. Potem już tylko pozostało podłożyć zegarek i niektóre części garderoby jakiemuś bezimiennemu rozkładającemu się trupowi, a swym towarzyszom podróży zapłacić za milczenie. Jego możliwości finansowe pozwalały bez problemów załatwić to i coś innego.

Teoria ta pozwala na wyjaśnienie także nieobecności małżonki na pogrzebie i dziwne życzenie nie wyrycia żadnego napisu na nagrobku. No, ale dlaczego biznesmen zainscenizował swoją śmierć, pozostaje niejasne. Podobnie jak wiele innych rzeczy w tej tajemniczej historii.    

 

Moje 3 grosze

 

Z przypadkiem zaginięcia A.L. Lœwensteina zetknąłem się w latach 70. W książce Ralpha Bakera pt. „Tajemnicze katastrofy”, w której ten przypadek opisano dość dokładnie. Być może było to zmowa i morderstwo. Lœwenstein został wyrzucony przez drzwi wejściowe przez swego kamerdynera, który po prostu pierwej zdzielił go w głowę i wyrzucił na zewnątrz. Oczywiście nikt się do tego nie przyznał i przyjęto wersję nieszczęśliwego wypadku.

Bo drugim wyjściem jest nieszczęśliwy wypadek. Po prostu gość zmylił drzwi i wypadł z samolotu. I to wszystko, ale... – nie mógłby zamknąć drzwi. Drzwi zamknął kto inny.

Hipoteza inscenizacji swej śmierci dobrze się broni, a Lœwenstein miał powody, by udawać trupa – zadarł z mafią, a mafia nie wybacza nigdy. I jak uważam, był to powód wystarczający do odstawienia takiej szopki.

Pozostaje tylko jedno pytanie: co się stało z niebagatelnym majątkiem Lœwensteina? Bo tutaj być może kryje się klucz do tej tajemnicy. Co się z nim stało po jego „śmierci”? A na to pytanie już nie ma odpowiedzi – przynajmniej w materiale autorki. Myślę, że warto byłoby poszukać odpowiedzi na to pytanie!

 

Źródło – „Tajny XX wieka” nr 39/2021, ss. 26-27

Przekład z rosyjskiego - ©R.K.F. Leśniakiewicz