Powered By Blogger
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Area 51. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Area 51. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 20 sierpnia 2013

CIA potwierdza: słynna Area 51 jest prawdziwa!

Okładka książki poświęconej lotom szpiegowskim samolotów U-2 nad ZSRR i innymi krajami


Aaron Souppouris, Victor Whizzard


CIA potwierdza istnienie najgorzej strzeżonego sekretu: Area 51 istnieje naprawdę! 407-stronicowy dokument wyjaśnia, że to miejsce jest bazą dla tajnych samolotów szpiegowskich.

Po niemal 60 latach i mając negatywne konotacje w popkulturze, CIA wreszcie przyznaje, że Area 51 jest czymś realnym. Jak donosi „The Atlantic Wire”, te rewelacje pochodzą z ostatnio odtajnionych dokumentów na temat tego miejsca. 407-stronicowy dokument ukazuje Czytelnikowi badania, odkrycia i rozwój tej rządowej bazy, która była spopularyzowana w świecie jako tajne miejsce badań nad Obcymi i ich technologiami dzięki serialowi „Z Archiwum X” i filmowi „Dzień Niepodległości”.

Oczywiście dokument CIA niczego nie mówi o Obcych. Zamiast tego określa on Area 51 jako podstawę rządowego programu szpiegowskich samolotów U-2. Miejsce to było używane w czasie II Wojny Światowej jako poligon broni lotniczych przez Army Air Corps[1], i poprzednio miało ono gruntowe lotnisko. Anegdota zamieszczona w dokumentach opowiada historię o niemal zaprzepaszczonym zainteresowaniu ważnych osobistości tym programem:
Z góry to lotnisko wydaje się być pokryte płytami, ale bliższe przyjrzenie się temu pozwala na stwierdzenie, że pasy startowe są zrobione po prostu z wysuszonego gruntu pustynnego kurzu. Gdyby LeVier próbował tam wylądować na tym lotnisku, to samolot mógłby tam zaryć nosem, kiedy koła zapadłyby się w miałkiej ziemi, co mogłoby zabić wszystkich VIP-ów z Projektu U-2.

Proponowana nazwa brzmiała „Paradise Ranch”[2], ale popkultura chciała inaczej.

Mapka stanu Newada z zaznaczonym terenem Groom Lake i Area 51

Jedno z pierwszych zdjęć Area 51

Schemat lotów szpiegowskich CIA w ramach operacji Soft Touch w sierpniu 1957 roku

Ale dlaczego akurat Area 51?[3] Nie było żadnej nazwy dla tego miejsca, ale wzięto ją ze schematu na mapie największego poligonu w Newadzie – Nevada Test Site. Po tym, jak prezydent D. Eisenhower zaaprobował dodanie tego pustkowia do poligonu, wybrano dlań nazwę „Paradise Ranch”, ale nigdy jej nie używano.

Odtajnione dokumenty są pierwszymi rządowymi dokumentami dotyczącymi bazy lotniczej w Area 51 – chociaż wspominano o niej w innych rządowych dokumentach, to odnośniki do tej bazy były redagowane z dokumentów wywiadu dotyczących większego poligonu  Nevada Test Site już odtajnionych.


Reportaż z The Atlantic Wire, z 18.VIII.2013 roku


Rząd USA potwierdza istnienie Area 51, ale bez Obcych Rezydentów. Są tam tylko najnowocześniejsze samoloty szpiegowskie![4]

Archiwum Bezpieczeństwa Narodowego/AP

Ostatnio odtajnione dokumenty, będące w posiadaniu Archiwum Bezpieczeństwa Narodowego na Uniwersytecie im. George’a Waszyngtona wydają się na pierwszy rzut oka potwierdzać istnienie Area 51. Na setkach stron znajduje się opis powstania poligonu w Newadzie, gdzie przez dziesięciolecia znajdowała się także baza dla tajnych samolotów szpiegowskich. Jednakże w dokumentach tych nie ma żadnych wzmianek o Obcych.

Projekt zaczął się skromnie. W czasach przed-dronowych w jakieś 10 lat po zakończeniu II Wojny Światowej, prezydent Eisenhower podpisał projekt mający na celu zbudowanie załogowych, wysokościowych samolotów o dalekim zasięgu, które byłyby w stanie fotografować odległe cele. Pracując wspólnie USAF i Lockheed opracowali samolot, który mógł nosić kamery o wysokiej rozdzielczości i samolot ten nazwano U-2. Dlaczego U-2?
Zdecydowano, że nie mogą typu tego samolotu określić jako bombowiec, myśliwiec, transporter – i oni nie chcieli, by ktokolwiek orientował się, że ta maszyna służy do rozpoznania, tak więc [oficerowie USAF] Geary i Culbertson zadecydowali, że będzie to umieszczone w typie użytecznych[5] samolotów. A że w tym czasie były dwa użyteczne typy samolotów: U-1 i U-3, tak więc samolot rozpoznawczy Lockheed CL-282 dostał wolne oznaczenie U-2.
Kolejnym krokiem było znalezienie miejsca, w którym mogłyby się odbywać próby tych ultra-sekretnych samolotów.  W dniu 12.IV.1955 roku, funkcjonariusz CIA Richard Bissell i płk Osmund Ritland (starszy oficer USAF ze sztabu Projektu) lecieli nad Newadą wraz z pracownikiem Lockheeda Kellym Johnsonem małym samolotem Beechraft  pilotowanym przez szefa pilotów doświadczalnych Lockheeda Tony’ego LeViera. Zobaczyli oni coś, co przypominało pas startowy na słonej płaszczyźnie znanej jako Groom Lake, w pobliżu północno-wschodniego rogu terenu doświadczalnego należącego do Komisji Energii Atomowej (AEC)[6]. Po naradzie o możliwości lądowania na starym pasie, LeVier zniżył samolot w kierunku dna jeziora, i cała czwórka wyjrzała z niego zbadać stary pas. Ta baza była wykorzystywana w czasie II Wojny Światowej jako poligon strzelecki przez pilotów AAC. Z powietrza ten pas wydawał się być wyłożony płytami, ale z mniejszej wysokości okazało się, że to były płyty takyrowej ziemi i miękki grunt, a pas nie nadawał się do użytku. Gdyby LeVier próbował na nim wylądować, to samolot zaryłby nosem w ziemi, a jego pasażerowie – czołowe postaci Projektu U-2 - zostaliby zabici lub ciężko ranni. […]







Samolot SR-71 Blackbird

Archiwum Bezpieczeństwa Narodowego zarysowuje także inne nowe rewelacje z tych dokumentów, a oto nowe szczegóły:
Ponad trzy strony (ss. 153-157) mówią o brytyjskim udziale w Programie U-2. Autorzy wskazują na to, że prezydent Dwight Eisenhower widział brytyjski udział „jako sposób na zdezorientowanie Sowietów i jako też sponsorowanie tych szczególnych przelotów” i także rozszerza ryzyko wpadki.
Raport (ss. 231-233) o operacjach U-2 z Indii, w latach 1962-1967, spowodowanych przez wojnę chińsko-indyjską w 1962 roku.
Raport (ss. 222-230 i dalsze) o amerykańskich – sponsorowanych przez chińskich nacjonalistów[7] – operacjach U-2, w tym tabele z ilością przelotów i misjach peryferyjnych misjach każdego roku.
Zbiór zawiera także notatkę mówiącą o najsłynniejszym locie U-2 z dnia 1.V.1960 roku, kpt. pil. Francisa Gary Powersa, który skończył się, kiedy jego samolot został zestrzelony przez radziecki pocisk ziemia-powietrze. W innym dokumencie mówi się o starcie Powersa z lotniska w pakistańskim mieście Peshawar.


Moje 3 grosze


To wszystko brzmi bardzo fajnie i nawet przekonująco. Jednak w tej beczce miodu – wszak CIA coś odtajniła (!!!) jest łyżka dziegciu. Dla mnie jest to akademicki, wręcz kliniczny przykład na goebbelsowską ściemę, która mija się o włos z prawdą.

CIA odtajniła. No, to brzmi ekstra! Proszę! – panowie z CIA w swej dobroci pokazali światu, co znajduje się w najbardziej tajemniczym kącie USA. Ale co CIA tak naprawdę odtajniła? To, co od lat było tajemnicą Poliszynela i wiedzieli o tym wszyscy, że w tej bazie testuje się najnowocześniejsze konstrukcje lotnicze i samoloty szpiegowskie? To też wiedział każdy jako tako rozgarnięty „badacz”, więc co to za odtajnienie? Żadne.  

Nie ma dokumentów o pobycie Obcych w Groom Lake. Nie ma i nie będzie, bo jeżeli nawet Obcy tam się w ogóle znajdowali czy znajdują (w co wątpię), to dlaczego nie dali Amerykanom przepisu na Ich najnowocześniejsze technologie kosmiczne, a wciąż wciskają im coś, co u Nich nie używa się już może od tysiącleci? No, chyba że Obcy postępują z Amerykanami jak oni z Polakami i wciskają im najgorsze barachło, z przeterminowaną gwarancją i bez off-set’u

Podsumowując – nie ma się z czego cieszyć. CIA rzuciła nieco żeru dziennikarskim hienom i to wszystko. A co do Obcych i Ich kontaktom z rządem USA, to żaden dokument (o ile w ogóle istnieją) nie ujrzy światła dziennego. Mogę tu tylko zacytować Hermana Zdzisława Scheuringaistnieją archiwa tajne, niedostępne profanom, których tajemnice nigdy nie tracą na aktualności. Bo tak właśnie jest, a jak ktoś ma wątpliwości, to niech przypomni sobie tzw. „katastrofę” w Gibraltarze. To jest właśnie taki bardzo dobry przykład na powyższe.         


Przekład z j. angielskiego –
Robert K. Leśniakiewicz ©




[1] AAC - lotnictwo wojsk lądowych. W siłach zbrojnych USA każdy rodzaj wojsk ma na stanie swe własne samoloty i helikoptery. 
[2] Dosł.: „Rajskie Ranczo”.
[3] Obszar.
[5] W j. ang.: utility.
[6] W tym czasie AEC była organizacją mającą właściwie nieograniczone uprawnienia i prerogatywy.
[7] Chodzi o Chińczyków od Czang Kai-szeka

sobota, 25 sierpnia 2012

Gwiezdne Wrota czy Gwiezdne Wojny? (1)




Każda broń i jej użycie tworzy fakty dokonane i nieodwracalne…

Robert K. Leśniakiewicz


Brytyjski ufolog Darren Perks pisze: Od około 1980 roku, tajna flota kosmiczna nazwana kodowo „Solar Warden”[1] działa bez wiedzy opinii publicznej. Czy jest to nonsens, konspiracja, czy po prostu tak niezwykłe, że może wywołać zamieszki na całym świecie?

To są moje własne słowa po ukończeniu badań tego sekretnego programu. Korzystając z FOIA[2] zapytałem o to DoD[3] w 2010 roku i ku memu zdumieniu otrzymałem via email odpowiedź, w której czytamy:

Jakąś godzinę temu zapytałem rzecznika NASA, który potwierdził, że rzeczywiście istniał taki program i został on zakończony przez prezydenta. On także poinformował mnie, że nie był to połączony program z DoD. Rzecznik NASA powiedział mi, że powinien się Pan skierować w tej sprawie do dyrektora ds. FOIA w Johnson Space Center.   
  
Przesłałem Pańskie pytanie do jednego z naszych oddziałów zajmujących się kosmosem i czekam na odpowiedź z wydziału Dowództwa. Skontaktuję się z Panem, jak tylko dostanę odpowiedź z innego wydziału. Czy NASA odesłała Pana do nas?

Program ten rzeczywiście działa pod osłoną tajności rządu Stanów Zjednoczonych, ale także jest utajniony przez ONZ. Zapewne może się dziwicie, skąd mam takie informacje?

Mamy tutaj także kilku ludzi, którzy bardzo starają się odkryć prawdę i osiągnęli pewne powodzenie wyciągając informacje czy pytając wprost agencji rządowych tak, jak zrobił to Darren Perks z DoD. Jednym z najbardziej znanych jest Garry McKinnon.

Kiedy Garry McKinnon kilka lat temu shakował komputery US Space Command[4], to dowiedział się m.in. o „nieziemskich oficerach” i transferach „z floty do floty” oraz o ultra-sekretnym programie „Solar Warden” – został oskarżony przez bushowski Departament Sprawiedliwości o „największy komputerowy haking wszech czasów” i stanął w obliczu możliwości trafienia do więzienia na 70 lat po ekstradycji z Wielkiej Brytanii.
Ale proces sądowy McKinnona przy otwartych drzwiach mógłby doprowadzić do ujawnienia utajnionych faktów, bo prokurator byłby w stanie przesłuchiwać rządowych oficjeli na temat Kosmicznej Floty. Data ekstradycji McKinnona z Wielkiej Brytanii przesunęła się ad calendas Graecas…

Ponoć McKinnon także znalazł informacje i statkach i pojazdach należących do „Solar Warden”. Mowi się, że mają oni 8 statków-matek[5] (każdy z nich długi jak dwa boiska futbolowe od końca do końca)[6] i 43 mniejsze „statki wypadowe”. Cała ta Solar Warden Space Fleet jest dowodzona przez US Naval Network oraz Space Operations Command (NNSOC) [dawniejsze Naval Space Command]. W bazie tej pracuje ponad 300 osób i ich liczba wzrasta.
Mówi się też, że „Solar Warden” zostały stworzone przez amerykańskie przedsiębiorstwa czarno-projektowe, które kooperują ze swymi analogami z kanady, UK, Włoch, Austrii, Rosji i Australii. Poza tym mówi się, że program ten jest testowany i sterowany z tajnych baz wojskowych takich jak słynny poligon Area 51, NV, USA.

Czy to, o czym napisałem jest zupełnym nonsensem? Nie, nie jest I prawda powoli bo powoli, ale zawsze wyjdzie na wierzch. Wielu ludzi na całym świecie widziało te pojazdy poruszające się w powietrzu czy na pograniczu kosmosu, jakby nie obowiązywały je prawa grawitacji. Czy były one częścią programu „Solar Warden”, wojskowymi pojazdami atmosferycznymi i/albo kosmicznymi, to tysiące ludzi wie, że je widziało.

Moim zdaniem „Solar Warden” jest bardzo prawdziwym i bardzo prawdopodobnym. Tak zatem nie możemy go odrzucić jako kompletnego nonsensu. Oczywiście wszystkie fakty na temat programu i kontrowersje wokół nich są utrzymane w sekrecie.

John Sensitive to doskonale rozumie. Ten program mógłby zmienić świat i nasze poglądy na eksplorację Kosmosu i podróże w nim, tak więc nie ma się co dziwić, że wszystko jest utrzymane w „głębokiej tajemnicy”. Wszystko to powinniśmy trzymać w zakamarkach naszej pamięci. Dziękuję Sheryl Dingman, która przeczytała wywiad z Darrenem Perksem ze strony www.ufoshropshire.co.uk.





  
Od Edytora:

Słyszałem podobne historie, które jak się wydaje, mają ziarno prawdy. Komandor Graham Bethune, który był przełożonym pilotów kilku admirałów opowiedział mi podobną historię i dodał, że mamy swe bazy na Księżycu i na Marsie. Historia ta była podobna do serialu TV pt. „Stargate SG-1” i jego sequeli. Kilka typów statków kosmicznych wyprawiono w późniejszych sezonach z misjami od Ludzkości na inne planety właśnie poprzez Stargate – Gwiezdne Wrota. Przypominam, że Gwiezdne Wrota są narzędziem Obcych, które znaleziono na Ziemi, a które umożliwia podróżowanie poprzez Uniwersum do innych planet na których znajdują się takie same Gwiezdne Wrota połączone ze sobą kontrolowanymi korytarzami poza-przestrzennymi zwanymi wormholes. Część z tych kosmicznych ras jest wroga wobec Ziemian i zamierza osiągnąć galaktyczną dominację, ale wybudowane kosztem bilionów dolarów amerykańskie statki kosmiczne są odpowiedzią na to możliwe zagrożenie.

Ziemianie budują swoje myśliwce kosmiczne i ogromne statki-matki (zwane awiomatkami) w oparciu o technologie Obcych. Planami tych pojazdów podzielono się z Rosjanami. Pierwszym takim statkiem latającym zbudowanym przez Ziemię jest F-302, niewielki, dwumiejscowy pojazd podobny do zwykłego ziemskiego samolotu. Później Ziemianie skonstruowali międzygwiezdne krążowniki bojowe, takie jak krążownik Daedalus.

Czy możliwe jest, że seria ta jest oparta o tajemnicze informacje? Takie filmy jak „Hangar nr 18” i seriale TV były finansowane przez rząd w celu edukowania Ludzkości. Dyrektor od „skunksiej roboty” koncernu Lockheed  - Ben Rich twierdzi, że zbudowaliśmy pojazd, który może zawieźć ET do domu. Oczywiście pytanie brzmi, dlaczego wydano biliony na siły zbrojne w Kosmosie?

Serial „Stargate” ma swe podobieństwa do systemów Wojen Gwiezdnych zaproponowanych przez prezydenta Ronalda Reagana. W jego mowie z dnia 23 marca 1983 roku, ogłosił on:


Wzywam naszą społeczność naukową, która dała nam bronie jądrowe, by zwróciła swe wielkie talenty by doprowadzić Ludzkość do światowego pokoju: by dała nam środki które spowodują to, że te bronie jądrowe staną się bezsilne i nieszkodliwe. I do tego zdumiewające oświadczenie – on także zaproponował podzielenie się technologią z Sowietami. 
  
Program Wojen Gwiezdnych stał się największym i najdroższym programem badawczo-rozwojowym nad bronią i pochłaniał 8,5 mld USD z Budżetu Państwa w ciągu roku. Chociaż, jak to się mówiło, SDI/NMD był zaprojektowany by niszczyć nadlatujące głowice jądrowe, byłby to jednak efektywny system ochrony Stanów Zjednoczonych przed UFO, co Reagan nadmienił kilkakrotnie przy wielu okazjach. W 1984 roku, SDIO[7] została powołana do życia, w celu wprowadzenia do realizacji programu SDI, który był prowadzony przez gen.-por. Jamesa Alana Abrahamsona[8] z USAF, w przeszłości dyrektor programu NASA Space Shuttle. Początkowo program był nastawiony tylko i wyłącznie na przełamanie radzieckiego kontruderzenia nuklearnego. Jest możliwe, że dawni wrogowie stali się ponownie aliantami. Oświadczenie prasowe US Navy twierdzi, że 10. Flota jest oskarżana o „planowanie i wykonywanie operacji kosmicznych” i „misje krzyżujące działania w domenach cybernetycznej, elektromagnetycznej i kosmicznej”.





Czy siły zbrojne Obcych nie są już wśród nas?                 

Prezydent Reagan oświadczył w swym wystąpieniu na 42. Sesji Zgromadzenia Ogólnego ONZ w dniu 21 września 1987 roku, co następuje: W naszych obsesyjnych antagonizmach w pewnym momencie, często zapominamy o tym, jak bardzo łączy nas to, ze jesteśmy członkami Ludzkości. Być może potrzebujemy pewnego uniwersalnego zagrożenia, które zmusi nas do zrealizowania powiązania nas wszystkich i jedności. Czasami myślę sobie, jak szybko zniknęłyby wszystkie różnice pomiędzy nami, gdyby Ludzkość stanęła w obliczu obcego zagrożenia spoza Ziemi. I teraz chcę was zapytać: CZY SIŁY ZBROJNE OBCYCH NIE SĄ JUŻ POMIĘDZY NAMI?

Tylko kilka osób zna odpowiedź twierdzącą, że siły zbrojne Obcych są już na naszej planecie. Reagan otrzymywał regularne meldunki wywiadów o obserwacjach i aktywności UFO, w tym o lądowaniach NOL-i.
Tymczasem Michaił Gorbaczow oświadczył w audycji radiowej „Che Tempo Che Fa” w Kanale RAI 3 Włoskiego Radia, w dniu 29 października 2006, co następuje:

Pamiętam, jak w czasie spaceru po ogrodzie willi, gdzie się spotkaliśmy, prezydent Reagan zatrzymał się i rzekł – „Ale niech mnie pan posłucha, panie przewodniczący Gorbaczow. GDYBYŚMY ZOSTALI ZAATAKOWANI Z KOSMOSU, CZY POSZLIBYSMY WALCZYĆ RAZEM? CZY POŁĄCZYLIBYŚMY SWE SIŁY?
A ja odpowiedziałem mu – „Nie wiem, o czy pan myśli o tym, ale proponuję pójść razem, i połączyć siły.
[Aplauz słuchaczy]

Tymczasem USAF ogłosiły, że X-37B usiadł na pasie w Vanderberg AFB po wykonaniu swej operacji w kosmosie. Wylądował on w dniu 15 czerwca 2012 roku, po rocznym pobycie na orbicie. X-37B zszedł z orbity i wylądował kończąc fazę demonstracyjną swego programu i zaczynając fazę przeglądowo-naprawczą swej misji.

CDN.



[1] Dosł. „Słoneczny Inspektor”.
[2] Freedom of Information Act – Ustawa o wolności informacji.
[3] Departament of Defence – Departament Obrony USA.
[4] Dowództwo Sił Kosmicznych USA.
[5] Mothership.
[6] Czyli ok. 220 m.
[7] Strategic Defense Initiative Organization – Organizacja Inicjatywy Obrony Strategicznej.  
[8] Polski odpowiednik: generał broni. 

piątek, 18 listopada 2011

Nowe technologie z Trzeciej Rzeszy?







Henry Stevens

Wszyscy znamy sprawę istnienia słynnej Area 51 i wszyscy słyszeliśmy pogłoski o rządowych „czarnych projektach”, ale czy chodzi tutaj naprawdę o obce technologie? Obce w znaczeniu pozaziemskie. Czyż to nie jest możliwe, że Ziemianie byli w stanie opracować, zaplanować i wyprodukować tak skomplikowane maszyny i uzyskać tak silne źródła energii do ich napędzania? To oczywiste, że nikt nie jest w stanie dowieść istnienia Obcego Życia. Pytanie brzmi: czy to Oni przybywszy na Ziemię powodują „falę” obserwacji NOL-i i rządowe „czarne” projekty badawcze? – tak w USA jak i za granicą? Czy powinniśmy bardziej rozważyć nasze własne możliwości, zanim zabierzemy się za możliwość istnienia i możliwości techniczne Obcych?

Pochodzenie „czarnych” projektów

Poszukując źródeł „czarnych” projektów musimy cofnąć się do lat 50. Jeden z „talerzowych projektów” zaczął swą działalność w 1955 roku – to jest właśnie w tym roku został on odtajniony, a informacje o nim wyszły na światło dzienne dzięki FOIA.[1] Ów latający talerz miał kryptoni9m Silver Bug, a potem Project Y-2. Zbudowano wtedy odrzutowy latający spodek mogący poruszać się z prędkością 3,4 Ma na wysokości 26.670 m. Zgodnie z doniesieniami zza Atlantyku, zbudowały go zakłady lotnicze AVRO Co. of Canada. Pochodzenie tego programu jest nieznane i nie zostało odkryte nawet po przejrzeniu personelu i danych technicznych po przekwalifikowaniu Silver Buga w Project Y-2. jedyna poszlaka stał się tajemniczy dopisek o treści: Miethe – Projektant 1950 r. I to wszystko.

Notatka mówi oczywiście o dr Heinrichu Richardzie Miethe, który w czasie wojny był projektantem hitlerowskiego latającego spodka V-7. Dr Miethe pracował w czasie wojny w niemieckich zakładach lotniczych we Wrocławiu (ówczesnym Breslau)[2], zaś po wojnie został zabrany przez Amerykanów i Kanadyjczyków do Ameryki, gdzie podobnie jak inny znamienity niemiecki uczony SS-Sturmbanführer dr Wernher von Braun pracował dla Amerykanów.[3]

Od 1950 roku w wielu miejscach na świecie zaobserwowano nowy typ UFO. Były one ciche, poruszały się z fantastycznymi prędkościami i ostro zygzakując oraz wyłączały one silniki samochodom. Wiele z nich widziano nad Antarktyką i Ameryką Południową, a także nad południowo-zachodnimi stanami USA, gdzie w wielu bazach wojskowych otwarcie pracowano nad technologiami przywiezionymi z Europy.

Obserwacje NOL-i w tych latach rozlały się tymczasem z południowego-zachodu nad wszystkie bazy wojskowo-naukowe. Pewien badacz pochodzenia niemieckiego – Bill Lyne jako dziecko widział taki talerz wraz z wieloma członkami swej rodziny.
- Bez wątpienia – twierdzi Lyne – ów NOL był niemieckiego pochodzenia, co zainspirowało mnie do napisania książki pt. „Space Aliens from the Pentagon”.

Zanim jednak ukazała się książka Lyne’a istniała inna szkoła badaczy, którzy głosili, że niemieckie NOL-e miały napęd elektromagnetyczny. Informacja ta pojawiła się już po zburzeniu Muru Berlińskiego, a jako pierwsi podali ją dwaj austriaccy pisarze: Norbert Jürgen-Ratthofer i Ralf Ettl.

W moim artykule chciałbym podać Wam kilka nowych pomysłów, które wzięły się z rozwinięcia naszej wiedzy na temat tego, co wiedzieli Niemcy w czasie II Wojny Światowej.

Co wiedzieli okultyści?

Obydwaj pisarze – Norbert i Ralf mieli kontakty z grupami okultystycznymi w Niemczech i Austrii.[4] Ettl będący tzw. „wolnym strzelcem” napisał artykuł na temat rozwoju technologicznego Trzeciej Rzeszy, i naraz zaczął on dostawać anonimowe listy i paczki z informacjami, zdjęciami i rysunkami technicznymi dotyczącymi latających dysków budowanych w III Rzeszy. Wiele z nich bazowało na diamagnetycznych eksperymentach dr Victora Schaubergera i czegoś, co nazywało się Stowarzyszeniem Vril.

Aktualnie mamy dwa wyjaśnienia systemów napędowych używanych w Niemczech w tych latach. Wyjaśnienie Etlla – Ratthofera opiera się na elektrostatyce. Wewnątrz latającego spodka wytwarza się supersilny ładunek elektrostatyczny przy pomocy generatora van der Graffa (w talerzach Haunebu lub/i Vril), który jest transferowany na pancerz pojazdu i generuje antypole elektromagnetyczne, co z kolei powoduje lewitację całego pojazdu w ziemskim polu magnetycznym. Istnieją poszlaki, że tego właśnie używał dr Schauberger w swych diamagnetycznych eksperymentach w latach 30. XX wieku. Substancje diamagnetyczne są przyciągane lub odpychane przez bieguny magnetyczne.[5] Ostatnio Tom Brown z Borderland Sciences sugeruje istnienie diamagnetycznego pola wokół tych urządzeń. Twierdzenie to popiera także Callum Coats w swej najnowszej książce pt. „Living Energies” w której twierdzi on, że owszem, być może jest to napęd diamagnetyczny, ale raczej biomagnetyczny (???). Mówiono o tym wiele w kontekście katastrofy UFO w Roswell.

Drugim wyjaśnieniem jest – według Billa Lyne’a – elektrodynamika i technologie Nikolaja Tesli. Lyne widzi użycie prądu o wysokim napięciu i o wysokiej częstotliwości w pędnikach Tesli, co powoduje powstanie sił Lorenza, wielokrotnie silniejszej od grawitacji.[6] NOL w tym układzie porusza się w atmosferze i poza nią wykorzystując pola elektryczne i magnetyczne Ziemi.

Nowe informacje napłynęły z Niemiec od ludzi związanych z Towarzystwem Vril. W swej dobrze opracowanej książce pt. „Der Vril-Mythos” autorzy Peter Bahn i Heiner Gehring podają, że w czasie wojny istniała sponsorowana przez państwo organizacja, która miała za zadanie odkrycie nowych źródeł energii. Energię tą zwano popularnie vrilem, ale sama organizacja nazywała się Reichsarbeitsgemeinschaft czyli Towarzystwo Pracy dla Rzeszy. Ich generatory pracowały w oparciu o teorie głoszone przez austriackiego wynalazcę Karla Shappellera. Jego sferyczny generator przypomina kształtem sferyczne silniki z rysunków technicznych latających spodków Vril[7] 

Superpojazd V-4

Weryfikacja tych informacji ujawniło także na światło dzienne prawdziwą niemiecką bombę neutronową – znaną pod kryptonimem V-4.[8] Bill Lyne twierdzi, że Niemcy cały czas ja udoskonalali w czasie wojny. Angielscy badacze: Geoffrey Brookes i Philips Henshall w swej książce „Hitler’s Nuklear Weapon” oraz „Vengeance – Hitler’s Nuclear Weapon Fact or Fiction?” przedstawiają dowody na to, że Niemcy dysponowali bronią radiologiczną. To była bomba powodująca ogromne skażenia radioaktywne, detonowana przy użyciu konwencjonalnych ładunków materiałów wybuchowych. Bomby te miały zmienić Nowy Jork w radioaktywną pustynię, niemożliwą do zamieszkania przez setki lat.[9] Danny Parker w swej książce „Word War II” pokazuje niemieckie plany takiego bombardowania. Miało się ono odbyć przy pomocy pocisków V-2 wystrzeliwanych spod wody, oczywiście z pokładów U-bootów. Zgodnie z tym, co pisze Brookes, broń ta znana jako V-4 była budowana w Dora-Northausen nawet po zakończeniu wojny![10]

Pewien niemiecki uczony poinformował obu autorów o dwóch systemach hitlerowskiej broni jądrowej i ich wektorach[11] - w tym broni podwodnej. Na dodatek okazuje się, że Niemcy produkowali o wiele więcej materiałów radioaktywnych, niż wyliczyli to specjaliści Sprzymierzonych. Czy Alianci pominęli jakieś reaktory jądrowe? Czy Niemcy posiadali jeszcze jakieś tajne instalacje nuklearne?

Tutaj przychodzi na myśl coś, co stanowi najgorętszy punkt na mapie niemieckich osiągnięć technologicznych – znany pod kolektywnym kryptonimem JONASTAL.

Zanim skończyła się wojna, w Turyngii plotkowało się o dziwnych światłach, które wynurzały się ze skał i lasów. Widziały je tysiące ludzi tam zamieszkałych. Turyngia to mały kraik we wschodnich landach Niemiec.[12] Leży on w samym sercu (dzisiejszych) Niemiec, nieco na południowy-zachód od miasta Weimar. Jego centrum stanowi dolina Jonas – po niemiecku Jonastal, zaś informacje o tych wydarzeniach otrzymałem od Heinera Gehringa i Thomasa Menera[13] – redaktora naczelnego magazynu „Wissenschaft ohne Grenzen”.

Nowoodkryte supernowoczesne bunkry

W ostatnich dniach wojny w Europie stała się dziwna rzecz. 3 A. USA dowodzona przez gen. Pattona wykonała ostry skręt w prawo i pomaszerowała na południe w nadziei przechwycenia i zatrzymania wysokich oficerów SS. To wystraszyło grupę SS-manów, którzy przygotowywali się do obrony w Alpach. Gen. Patton znalazł to, czego był szukał – jednostki SS i SS-Gebirgsjäger w rejonie Jonastalu. Gebirgsjägern to byli strzelcy górscy, którzy byli potencjalnie niebezpieczni dla wojsk Sprzymierzonych.

Ciężkie walki zaczęły się 3 kwietnia 1945 roku, ale z taktycznego punktu widzenia, obrona Jonastalu była bez sensu. Dlaczego więc Niemcy się tam tak zajadle bronili? Później się okazało, że Niemcy do ostatnich chwil pracowali w górach Thüringer Wald – Lasu Turyńskiego przy budowie potężnych podziemnych fabryk i innych budowli, Chojnie szafując materiałami wybuchowymi. Kiedy zrozumieli, że nie powstrzymają Amerykanów, umieścili setki ładunków wybuchowych w tunelach i sztolniach, a potem je odpalili wysadzając wszystko w powietrze. Zrobili to do skutku. Potem tereny te przejęli Sowieci jako część ich Zony. Dopiero Amerykanie po zjednoczeniu się Niemiec zajęli się eksploracją tych podziemi, bowiem Rosjanie nigdy nie starali się dostać do nich – chociaż o nich doskonale wiedzieli.[14] Wiedzieli też o dziwnych latających światłach, które miejscowi obserwowali po nocach przez całe pół stulecia.[15]  

Kiedy wreszcie padł Mur Berliński i Rosjanie wynieśli się do domu, Niemcy mogli dowiedzieć się więcej o swojej przeszłości, i prawda o Jonastal mogła ujrzeć światło dzienne. W ostatnich dniach wojny, górzysta Turyngia umieszczona w środku Niemiec, stała się centrum dowodzenia siłami hitlerowskimi, które jeszcze chciały walczyć.[16] Dowodzono z podziemnych bunkrów, w których produkowano „cudowne bronie”.

Turyngia słynie z kilku takich miejsc. W północnej części Turyngii znajduje się Northausen, gdzie w Mittelwek [Dora] produkowano V-1, V-2 i V-4.

Na południe od Kahla, w fabryce o kryptonimie „Lachs” produkowano masowo samoloty Me-262. lotniska dla tych maszyn znajdowały się na płaskowyżach Lasu Turyńskiego.

Także w Kahla znaleziono jeden egzemplarz samolotu Gotha-229 albo Horton-9. Był to odrzutowiec o bardzo dobrych osiągach, bardzo szybki i przypominający samoloty Northrop F-117 czy bombowiec B-2 – a to wszystko bez komputerów i wspomagania pilota. Ocalały egzemplarz przesłano do USA i znajduje się on dzisiaj na zapleczu Air and Space Museum w Waszyngtonie.[17] Czyż nie jest to dziwne, że konstrukcje takie istniały już zanim wydarzyła się katastrofa w Roswell w lecie 1947 roku?[18]

Kahla jest właśnie tym miejscem, w którym produkowano latające dyski Hitlera. Włoski inżynier Renato Vesco, który pracował z Niemcami w czasie wojny stwierdza m.in., że w Kahla produkowano latające dyski z napędem turboodrzutowym i to właśnie tam V-7 wystartował w swój dziewiczy lot w lutym 1945 roku. Inż. Vesco napisał potem o tym książkę pt. „Intercept But Don’t Shoot”, która stanowiła część późniejszej pracy pt. „Man-made UFOs 1945 – 1995”, która powstała przy współudziale Davida H. Childressa. I okazuje się, że w Kahla wyprodukowano jeszcze dziwniejszy pojazd!

Bardzo blisko Jonastalu, w Stadtiln znajdowało się tajne hitlerowskie laboratorium naukowe pracujące pod kierunkiem dr Kurta Diebnera. Do tegoż laboratorium został wysłany także prof. Stuchlinger – jak podaje to Urlich Brunzel w swej książce „Hitler’s Treasures and Wander Weapons”. Uczony ten był on współpracownikiem dr Wrnhera von Brauna… Ten ostatni nie był fizykiem jądrowym, więc dlatego potrzebny mu był ekspert od broni radiologicznych, w które to głowice zamierzano uzbroić pociski V-1 i V-2 oraz inne niemieckie rakiety.

Z rejonu Jonastalu wciąż nadchodzą dziwne wieści. Znaleziono tam mianowicie aż cztery kompleksy podziemnych budowli – są to: „Jasmin”, „Wolfsturm”, „Siegfried” i „Olga”, które są rozbudowane w głąb skał aż na 5 kondygnacji! Dieter Meining w swym artykule zatytułowanym „X-akte Jonastal – die Rätsel das letzten Führerhauptquatiers” zamieszcza zdjęcia wielu wielkich szybów wentylacyjnych wciąż znajdujących się na powierzchni, a które są wciąż niezbadane.

Istniał plan przeniesienia hitlerowskiego rządu z Berlina do Jonastalu na wiosnę 1945 roku, ale bez wątpienia przebieg wojny pokrzyżował te plany. Przeznaczenie niektórych z podziemnych budowli pozostaje wciąż okryte tajemnicą. „Wolfsturm” wydaje się być czymś w rodzaju centrum dowodzenia i kierowania. „Olga” to była kwatera Hitlera, centrum wywiadu, łączności, itd. – jednakże nie możemy tego stwierdzić na pewno, bowiem wszystko jest przykryte tysiącami ton skały…

Statek Obcych spadł z nieba!

Wielu ludzi zamieszkujących te tereny mieszkało tam także w czasie wojny. Wielu pracowało w podziemiach. Wiadomo, ze w podziemiach pracowały urządzenia wytwarzające bardzo silne pola elektromagnetyczne. Mieszkańcy mówili o nich Motorstoppmittel, bowiem wyłączały one zapłon silników spalinowych na odległość.[19] Mogła to być bardzo skuteczna broń przeciwko samolotom z tłokowymi silnikami lotniczymi. I rzeczywiście – tereny Jonastalu i doń przyległe nie zostały nigdy zbombardowane!

Tak samo teren ten nigdy nie został sfotografowany z powietrza w toku działań wojennych. Ludzie wspominają, że szwankowały silniki spalinowe samochodów w czasie tych prób. Zasięg działania tej broni był uzależniony od źródeł energii elektrycznej. Czym była ona napędzana? Rzecz w tym, że znalezione tam generatory energii elektrycznej mogłyby oświetlić i ogrzać cały Berlin! Jednakże nie były one podłączone i znaleziono je zapakowane w magazynie.

Elektryczność z nieznanego źródła

Zgodnie z Dieterem Meiningiem, już po wojnie Amerykanie wykonali serię zdjęć powietrznych tego terenu i odkryli na nich dowody na istnienie podziemnych budowli wyglądających jak szprychy olbrzymiego koła. Budowle te zostały wysadzone w powietrze, mimo tego że były one osadzone głęboko w ziemi i skale. Nikt nie badał tego na miejscu. Budowle te były najprawdopodobniej źródłem tajemniczych ogni w lasach, na niebie i skałach. A to oznaczałoby, że wciąż pracują generatory jakiejś energii i to co najmniej od pół wieku!

Meining przytacza historię o tym, że kiedy padł Mur Berliński i Rosjanie pojechali do siebie, Bundeswehra znalazła coś dziwnego na tym terenie. Były to ogromne czarne kable do przesyłu energii elektrycznej wydobywające się spod ziemi z jednej z tych podziemnych budowli. Kable te były wciąż pod napięciem, tak samo jak podczas rządów komunistów i wcześniej nazistów.[20] Skoro jednak mamy elektrownię, to musi być także i odbiorca tego prądu – doszli do wniosku specjaliści z Bundeswehry. Zdecydowali się obciąć kable i zobaczyć, co z tego wyjdzie. Niczego nie zarejestrowano…!

Generator samonapędny

Okazało się, że był to generator samonapędzający się – elektryczne perpetuum mobile – wynalezione w Trzeciej Rzeszy i pracujące nieprzerwanie przez 60 lat. Implikacje tego faktu są nie do pomyślenia! Jak to zrobiono??? Czy te okrągłe, toroidalne właściwie, konstrukcje są reaktorami jądrowymi? Czy jest to cyklotron czy inny akcelerator cząsteczek elementarnych?[21]

Ten gigantyczny krąg może być urządzeniem do przeprowadzania reakcji syntezy jąder atomowych.[22] Wynaleziono je dopiero po wojnie. Czy było to urządzenie stanowiące źródło energii Vril? Czy urządzenie to pracuje na zasadzie istnienia czegoś pomiędzy magnetyzmem a grawitacją? Być może generator ten pracuje w oparciu o wynalazki Nikoli Tesli, który nie został zniszczony wybuchami min założonych przez strzelców górskich SS.

Wielu autorów piszących o Jonastal dostrzega powiązania pomiędzy tego rodzaju energią, a niemieckimi dyskoplanami wynalezionymi pod koniec wojny. Udowodniono, że te podziemne fabryki produkowały latające spodki, ale technologia na której oparto ich produkcję jest nam nadal nieznana.

Należy dodać tutaj jeszcze jedną uwagę, a mianowicie – Jonastal to nie kryjówka Bigfoota. Nie trzeba poddawać mieszkańców Jonastalu recesji hipnotycznej. Tę dolinę można dokładnie zbadać. Można dostać się do podziemi i je eksplorować jak jaskinie i przez to dojść wreszcie do prawdy. Niestety, jesteśmy dokładnie w takiej samej sytuacji jak Graham Hancock, Robert Buval czy Anthony West, którzy odkryli tajemną komnatę pomiędzy łapami Sfinksa – a istnieją siły, które uniemożliwiają jej zbadanie…[23]

NEW WORLD ORDER mówi „nie”!

Tak właśnie w Średniowieczu istniejącym wtedy strukturom władzy i nauki wygodne było trzymanie niektórych faktów w tajemnicy, tak jest właśnie teraz z Jonastalem. W ostatnich 60 latach wydano setki milionów dolarów na druk, radiowe i telewizyjne debaty mające na celu zatarcie w ludziach pamięci o III Rzeszy, w imię Nowego Porządku Świata – New Word Order, NWO.

Ów NWO kontroluje wszystko, co ma związek z technologiami nazistowskich Niemiec i nie pozwala, by zbyt wiele o nich wiedziano.[24] Ale pamięć o Jonastal wciąż żyje w pokoleniu Niemców i bez przerwy ktoś penetruje stare szyby i sztolnie tego zadziwiającego cudu architektonicznego. Wielu z nich znikło bez śladu…

Czyż nie przypomina to wszystko historii Jonestown czy Monatauk Project? Czyżby niewyczerpalne źródło energii wciąż pracowało pod turyńskimi lasami? Pozostawiam Czytelnika w przekonaniu, że jeżeli idzie o Jonastal, to prawda jest wciąż pod stopami…

Przekład z j. angielskiego i opracowanie –
Robert K. Leśniakiewicz ©

         

  


[1] Freedom of Information Act – Ustawa o Wolności Informacji.
[2] Dokładniej we Wrocławiu – Psie Pole.
[3] Jest jeszcze jedna możliwość, a mianowicie taka, że inż. Miethe pracował nad produkcją… złota! Teoretycznie możliwe jest sporządzenie krótkotrwałego radioizotopu złota Au-198 o T1/2  = 2d,693 lub Au-199 o T1/2 = 3d,14 z reakcji bombardowania neutronami izotopu rtęci Hg-197 lub elektronami. Reakcje te są oczywiście możliwe tylko w reaktorach jądrowych.  
[4] Już po publikacji naszej książki „Wunderland – pozaziemskie technologie Trzeciej Rzeszy” (Usti nad Labem 1998, Warszawa 2001) odezwało się kilka grup okultystycznych z Austrii, Niemiec i USA, które potwierdziły fakt istnienia V-7 Vril i Haunebu w czasie wojny.
[5] Diamagnetyzm polega na magnesowaniu się materiału diamagnetycznego odwrotnie w stosunku do materiału magnesującego.
[6] Teorie te dość dokładnie przypominają teorię magnokraftu prof. dr inż. Jana Pająka.
[7] Być może nie stosowano tam pola magnetycznego, ale antymaterię?
[8] Według naszej wiedzy V-4 był samolotem odrzutowym wyposażonym w głowicę bojową – radiacyjną lub konwencjonalną, a który oblatała słynna kpt. pil. Hanne Reitsch. To właśnie informacje wywiadowcze o V-4 z głowicą radiacyjną (tzw. dirty bomb – brudną bombą) spowodowały powołanie do życia misji ALSOS.
[9] Do tej „brudnej bomby” miano zastosować radioizotop Co-60 o T1/2 = 5,27 roku, który rozpada się wydzielając promieniowanie beta – czyli szybkie elektrony.
[10] V-4 Urzel miały być użyte przeciwko Nowemu Jorkowi przez wilcze stado U-bootów w kwietniu 1945 roku w ramach Operation Seewolf, która zakończyła się zatopieniem 5 i przechwyceniem 2 U-bootów przez 44 jednostki amerykańskie, które były naprowadzane na cel przez wywiad radiowy. Był to tryumf tzw. 10. Floty dowodzonej przez adm. Richarda Knowlesa. W rzeczywistości była to centrala wywiadu radiowego i radio-kontrwywiadu mająca za zadania podsłuchiwać transmisje radiowe niemieckich okrętów podwodnych na Atlantyku.    
[11] Systemach przenoszenia.
[12] Po wojnie była to radziecka Zona Okupacyjna Niemiec, a potem Niemiecka Republika Demokratyczna, do 1990 roku.
[13] Thomas Mehner jest znany polskiemu Czytelnikowi z artykułów na temat obserwacji UFO w byłej NRD, opublikowanych w „UFO” nr 4/1990.
[14] Niemożliwe. Właśnie Rosjanie w poszukiwaniu niemieckich technologii nie cofali się przed niczym, jak dowodzą tego wypadki na polskich Ziemiach Odzyskanych w latach 1945 – 56, dlatego stwierdzenie to wkładam miedzy bajki.
[15] To też jest oczywiste, bowiem w latach 1945 – 90 stacjonowały tam radzieckie jednostki uderzeniowe gotowe do podjęcia działań wojennych na terytorium RFN.
[16] Autorowi chodzi prawdopodobnie o armie generałów Wencka i Steinera, które miały przyjść na odsiecz płonącemu Berlinowi…
[17] Zob. także Clive Cussler – „Smok”, Warszawa 1995.
[18] Nie, to nie jest dziwne, jako że latający talerz z Roswell mógł być – jak udowadniamy to z dr Jesenskym – niczym innym, jak takim właśnie hitlerowskim dyskoplanem znalezionym przez Amerykanów w Niemczech i testowanym w Nowym Meksyku.
[19] Przypomina to wynalazek jednego z polskich uczonych pokazanych na filmie pt. „Szpieg w masce” (reż. Mieczysław Krawicz, 1933), który wynalazł urządzenie pozwalające na wyłączenie silników lotniczych na duże odległości. Czyżby więc Niemcy ukradli pomysł z tego filmu, albo nasz reżyser wykradł Niemcom ich tajemnicę i pokazał na filmie w formie ostrzeżenia? Tego chyba nie dowiemy się nigdy…
[20] Podobne urządzenia ponoć pracują także na terenie czeskiej Šumavy i w Górach Sowich w Polsce.
[21] Być może właśnie w tego rodzaju urządzeniach Niemcy trzymali i przechowywali antymaterię, którą mogli uzyskiwać przez rozpad beta plus następujących radioizotopów: Sb-122, As-74, Br-77, Cl-36, Zn-65, F-18, Al-26, Y-88, Co-56, Co-58, Cu-64, Na-22, V-48, C-11 i Fe-52. Zebrane antyelektrony następnie umieszczano w pułapkach magnetycznych w kształcie torusa i tam „zamrażano”. Niestety „zamrożenie” antymaterii jest zabiegiem nieprawdopodobnie energochłonnym, co można było jednak skompensować prądnicami Tesli. Wydaje się więc, że takie rozwiązanie tego problemu zastosowali Niemcy w tych kompleksach.
[22] Być może był to jakiś system energetyczny oparty na otrzymywaniu i wykorzystaniu wysokotemperaturowej plazmy?
[23] U nas także nie nadaje się temu zbytniego rozgłosu, a prace które ukazały się na ten temat w naszym kraju zawierają niejasne i często sprzeczne ze sobą informacje.
[24] To jest raczej oczywiste, bowiem twórcom legendy o UFO potrzebna była taka „maskirowka” do dalszych prac nad ich ulepszaniem i przystosowaniem do współczesnych warunków atomowego pola walki. Nietrudno się domyślić, kto stoi za NWO. Dokładnie ci sami ludzie, którzy rozpuścili bajkę o istnieniu Obcych z Kosmosu inwigilujących Ziemian i wtrącających się w naszą Rzeczywistość. Tym także można wytłumaczyć popularność Spiskowej Teorii Dziejów.