Powered By Blogger
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Tu-95. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Tu-95. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 1 marca 2012

Tajemnica atomowych samolotów (3)

 Samolot atomowy Tu-119 - widoczny "garb" zawierający reaktor jądrowy
 Tu-95 Bear
Silnik NK-12 samolotu Tu-95 Bear

Tu-119: Atomowy samolot Chruszczowa

Alex Kierstein

Czy to właśnie ten eksplodujący atomowy toster w przestrzeni kosmicznej przyprawił cię o przerażenie? Weź swój ołowianą kurtkę ochronną i dozymetr – przeklęte komuchy włożyły reaktor jądrowy w kadłub bombowca Tupolewa w swingujących latach 60.! Wyłącz światła i przeczytaj tą mrożącą krew w żyłach historię o tym chorym epizodzie Zimnej Wojny.

Jest rok 1955. Stalin jest martwy od dwóch lat, zaś Sowieci szukają sposobu na uzyskanie przewagi nad Zachodem, a także trzymać w ukryciu wszystkie rozwiązania typu „naciśnij guzik”, których rozwój mógł doprowadzić do tego, że Ziemia mogłaby stać się niezamieszkała. Całkiem możliwe, że dowiedziawszy się o samolocie Convair X-6, o którego silnikach napiszę krótko, Sowieci szybko ogłosili rozpoczęcie swego programu budowy atomowego samolotu. Tupolewowi zlecono zadanie wykonania tego projektu, który on oszacował na 20 lat. Uzyskawszy dane z eksperymentów, Tupolew zdecydował się na zamonttowanie reaktora do samolotu.

Zdecydowano się wmontować reaktor do istniejącego już zdumiewającego bombowca Tupolewa – Tu-95 Bear – który zasługuje na to miano, ale bawi mnie to, że ten głośny turbośmigłowiec wciąż służy w rosyjskim lotnictwie i to aż do 2040 roku. To i tak nie był zły początek. Tak czy owak, Bear został zmodyfikowany przez Tupolewa i tak powstał Tu-119, który miał reaktor jądrowy w komorze bombowej – stąd nazwa w kodzie NATO – Atomic Pirogi… - oczywiście nieoficjalna i żartobliwa. Sto dziewiętnastka była długa i miała dodatkowy garb na grzbiecie, w którym mieściła się aparatura reaktora. Poza tym samolot musiał jeszcze unieść masywne osłony biologiczne, aparaturę chłodzenia reaktora i ogromną ilość stalowych płyt i mniejsze ilości ciekłego sodu, tlenku berylu, kadmu i wosku parafinowego. Było to całkiem zrozumiałe, bowiem zakładano, że jego załoga mogła latać 48 godzin non-stop póki się nie upiekła na frytki, albo nie ugotowała.

Ale są tutaj rzeczy, które przyprawiają o dreszcz: Tu-95 chociaż używał silników Kuzniecow NK-12 obracających w dwie strony dwa śmigła, to stworzono jeszcze mocniejszy silnik turbośmigłowy. Jego ostatnia wersja miała 15.000 KM mocy, ale to wcale nie był koniec. W samolocie Tu-119 dwa silniki NK-12 zostały zastąpione przez silniki NK-14, które były eksperymentalnymi silnikami atomowymi o „brudnym cyklu”, mającymi minimalne osłony biologiczne, zasilane bezpośrednio z reaktora. Porównując to z amerykańskim programem X-6 wygląda na to, że nuklearny silnik odrzutowy używa ciepła z reaktora via wymiennik ciepła do adiabatycznego rozprężania wpadającego doń powietrza, zamiast spalać w nim węglowodorowe paliwo dla osiągnięcia tego samego efektu. To wszystko było „ekstra!” i „ach!” i „ojej!”, jednakże samo to, ze silniki te pracowały w „brudnym cyklu” powodowało, że silniki te były zdumiewające i przerażające  - przerażająco nieodpowiedzialne.

Tu-119 wykonał 34 loty w 1961 roku, póki ktoś w odpowiednim ministerstwie nie doszedł do wniosku, że to jest przerażająca idea. I także ICBM wydawały się być o wiele tańszym, łatwiejszym i bardziej skutecznym sposobem zdmuchnięcia amerykańskich miast z powierzchni Ziemi. Tak więc program został anulowany i radzieccy piloci bombowi zostali mało napromieniowani wskutek tej decyzji. Teraz już znacie połowę prawdy o tej bitwie (w której na szczęście nie doszło do starcia!).


17 listopada 2010 r.

* * *

Przekład ten jest przybliżony, bowiem pisał to ktoś, dla kogo angielski nie jest językiem ojczystym. Ale tak czy inaczej, dane te są przerażające – chociaż z drugiej strony znając lekkomyślność radzieckich atomistów nie jest ona znów taka dziwna.

Kończąc ten przegląd materiałów chciałbym jeszcze raz wspomnieć o tym, że właśnie te wszystkie pomysły przelali na karty swej trylogii Krzysztof Boruń i Andrzej Trepka, których kosmoloty i samoloty latały pędzone energią jądrową! Opisują oni ni mniej ni więcej, a właśnie rozwiniecie tych projektów – amerykańskich i radzieckich. Ta ich „trylogia proximiańska” pisana była we wczesnych latach 50., a więc w czasach, kiedy modna była „space opera” w fantastyce naukowej i autorzy skupiali się na technice, dzięki której bohaterowie mogli przeżywać różne przygody na innych światach.

Do pomysłu atomowych samolotów zapewne się powróci, jak już się nie powróciło. I tu jako mamut i dinozaur Zimnej Wojny zgodzę się z Andriejem Bystrowem – do tych pomysłów i idei się wróci choćby ze względu na coraz większy problem z paliwem do samolotów, które przecież pochłaniają tysiące hektolitrów węglowodorów. Jak długo jeszcze? – a zatem trzeba będzie poszukać czegoś bardziej efektywnego – a zaprzęgnięcie do latania w atmosferze i poza nią energii jądrowej jest wielką pokusą…

Oczywiście jest i ciemna strona tego zagadnienia. Katastrofa takiego samolotu byłaby jeszcze groźniejsza od katastrofy okrętu czy statku z napędem nuklearnym. Jej ekologiczne skutki – od wielkiej plamy radioaktywnie skażonego terenu czy akwenu do wybuchu jądrowego – stałyby się czymś na miarę Czarnobyla. Gdyby rzecz dotyczyła poligonu, to czort z tym. Ale te samoloty nie latały nad poligonami…?

Ciekawy jestem, czy pojawienie się tych konstrukcji wywołało falę UFO, czyli mówiąc prosto – czy doświadczalne loty samolotów atomowych nie spowodowały tego, że Obcy zainteresowali się nimi powodując zjawisko UFO-flap’u? Tego niestety nie wiem, i mogę tylko snuć przypuszczenia.  

Przekład z j. angielskiego i komentarz –
Robert K. Leśniakiewicz © 

środa, 29 lutego 2012

Tajemnica atomowych samolotów (2)

Tu-95 Bear w eskorcie amerykańskiego Horneta nad Arktyką

818-tka nie odpowiada…

Andriej Bystrow

W latach 30. w ZSRR istniał projekt zbudowania latającego okrętu podwodnego. Amerykanie w latach 60. zbudowali samolot, będący w stanie zanurzać się w wodę. Jednak nie mógł on startować spod wody…

Drodzy Czytelnicy – niektóre imiona, daty i miejsca wydarzeń w naszym materiale są zmienione, a to dlatego, że wiele danych na ten temat jest wciąż utajnionych. Szereg niejasności w tym doniesieniu jest niezamierzony…

Zniknięcie 818-tki

Wiadomo, ze w roku 1976 lotnik Wiktor Bielenko uciekł do Japonii sekretnym radzieckim samolotem MiG-25P.[1] Jednakże jeszcze wcześniej istniał i znikł inny ultrasekretny samolot. W odróżnieniu od tego MiG-a, jego los nie jest znany do końca. Było to latające laboratorium Kometa na bazie samolotu Tu-95, o numerze taktycznym 818. Maszyna ta wystartowała w dniu 20 września 1962 roku, z wojskowego lotniska w okolicach Jakucka i skierowała się na jezioro Bajkał. Na pokładzie znajdowało się 12 ludzi – załogantów i specjalistów. Celem lotu było zbadanie sprawności nowego rodzaju napędu. Na zachód od Irkucka w rejonie góry Biełucha, samolot nagle skręcił na wschód, gwałtownie się zniżył i znikł z ekranów radarowych. Nie było żadnych komunikatów radiowych od załogi. Poszukiwania w górach nie dały żadnego rezultatu.

Historia zagadnienia

Lata 60. XX stulecia charakteryzowały się opanowywaniem lotów na największych prędkościach (rekord 1961 roku wynosił 5832 km/h) i wielkich wysokości (rekordowa wysokość – 107.906 m, a zatem powyżej oficjalnej granicy kosmosu - 100 km, i osiągnięto ją w 1963 roku). Postawiono lotnictwu trzeci rekord do pobicia – rekord odległości lotu przy użyciu… energii atomowej.

Jeszcze w latach 60. w LIPAN[2] - dzisiaj Instytut Badań Atomowych im. Akademika I. W. Kurczatowa pod kierownictwem Igora Wasilewicza Kurczatowa rozpoczęto badania nad reaktorami jądrowymi dla Radzieckiej Floty Wojennej. Wkrótce podobny kierunek prac dla lotnictwa obrał Anatolij Pietrowicz Aleksandrow. Uczonym zlecono opracowanie lekkiego i kompaktowego reaktora jądrowego zamieszczonego w samolocie; atomowego silnika zapewniającego bezpieczny lot samolotu i biologicznych osłon dla załogi i pasażerów.  W 1955 roku wyszła Rozporządzenie Rady Ministrów, w którym zlecono opracowanie i utworzenie Latającego Atomowego Laboratorium (ŁAŁ) na bazie samolotu Tu-95. Konstruktor lotniczy Archip Michałowicz Łjułka pracował nad atomowym silnikiem, w którym w miejscu komory spalania znajdował się reaktor jądrowy. Natomiast Nikołaj Dimitrowicz Kuzniecow pracował nad tajnymi planami silnika, w którym ciepło reaktora atomowego przekazywano poprzez medium, którym był ciekły sód, do wymiennika ciepła znajdującego się w komorze spalania.

Prace nad atomowym napędem

Podobną tematyką zajmował się kolektyw Perspektywicznego Oddziału Biura Doświadczalno-Konstruktorskiego (OKB) Kuzniecowa, którym kierował W. D. Radczenko. Pracował tam także Gienrich Moisiejewicz Goriełow. A oto fragmenty jego wspomnień:

Sformowano grupę wysokiej klasy specjalistów, doskonale znanych ze swych prac w OKB. Zaczynali od zera. W celu nabrania praktyki, grupa ta została skierowana do Instytutu Fizyko-Energetycznego. Przeszkodą była najwyższa tajność doprowadzona do paranoi. Do pracy w OKB przyjęto fizyków absolwentów Uniwersytetu Moskiewskiego i Leningradzkiego Instytutu Politechnicznego. Rezultatem ich pracy był projekt atomowego silnika NK-14A, na bazie silnika NK-12. Poza tym zaprojektowali oni oryginalny turbokompresor z wymiennikiem ciepła. Ostro postawiono pytanie o czynnik roboczy. Zaprojektowano, że będzie nim ciekły sód pod niewielkim ciśnieniem roboczym albo hel. W rezultacie dokładnej analizy, do rozpracowania przyjęto wariant z ciekłym sodem. Zaprojektowano reaktor jądrowy. Szczególne zainteresowanie Aleksandrowa wzbudziła konstrukcja sterów kierunkowych N. A. Markuszina i system TWEL konstrukcji W. P. Malgina. Powstał więc kompaktowy wodno-wodny reaktor (WWER) o mocy 100 kW, który wywołał zachwyt Aleksandrowa. Nie mógł on uwierzyć, że to działające urządzenie, a nie makieta. Przygotowano trzy reaktory. Jeden od razu zamontowano na samolocie, drugi przygotowano do prób na hamowni w Semipałatyńsku, gdzie badano albedo (odrzut). Z reaktora zdejmowano część osłony biologicznej i montowano go w coraz to inne części samolotu (skrzydła, część ogonowa, itd.) na różnych wysokościach lotu. W roku 1959 udał się pierwszy rozruch reaktora na hamowni. Udało się osiągnąć zadany stopień mocy. Samolot 818 Kometa z trzecim trakcyjnym reaktorem jądrowym zaliczył 22 udane loty doświadczalne, zanim znikł w tajemniczych okolicznościach.

Niema scena

Według mniemania prowadzących głównych instytutów, w OKB Kuzniecowa w tym czasie skoncentrowano wszystkich najlepszych fizyków wśród lotników i najlepszych awiatorów pośród fizyków z całego kraju. Rezultaty badań natychmiast analizowano i wysyłano do Moskwy.

(…)
Mikroreaktor jądrowy do samolotu Tu-119

Anglicy i Amerykanie

Analogicznie jak Tu-95 (w kodzie NATO Bear), Amerykanie wykorzystywali swe latające laboratorium z jądrową jednostką napędową zamontowana w samolocie bombowcu B-36. W tym czasie w „Daily Mail” pojawił się artykuł o tym, że przy lądowaniu został uszkodzony angielski samolot z napędem atomowym. Wypadek ten mogli widzieć członkowie przebywającej w Wielkiej Brytanii delegacji radzieckiej, w której składzie znajdował się fizyk – I. W. Kurczatow. Poproszono go o skomentowanie sytuacji, i uczony odpowiedział, że nie był on świadkiem katastrofy, ale zwrócił uwagę na to, ze delegacja została bardzo szybko wywieziona z lotniska, a o detale należy zapytać służby specjalne.

W czasie dopracowywania naszego ŁAŁ udoskonalono system osłony biologicznej, co pozwalało na loty o długości 48 godzin! Jednakże idea atomowego samolotu była zbyt dziwna dla ministra lotnictwa P. W. Dimitriewa, którego słowa długo wspominano na jednym z zebrań: „Samoloty spadają, a na dodatek jeszcze wokoło będą latać neutrony!”

Chruszczow się miesza

W Kubince miała miejsce wystawa techniki lotniczej, na którą zaproszono N. S. Chruszczowa. Pierwsze ŁAŁ z Semipałatyńska została błyskawicznie dostarczona do Kubinki. Przed demonstracją naszych osiągnięć, do Kuzniecowa podszedł zastępca Przewodniczącego Rady Ministrów ZSRR marszałek D. F. Ustinow:
- Powiedz, że nie da się zrobić atomowego samolotu.
I na to usłyszał:
- Ja tak nie powiem – odrzekł Kuzniecow.
Ustinow nic się nie odezwał. Potem przyprowadzili Chruszczowa. Dowiedziawszy się, że moc silnika NK-12 wynosi 12.000 KM, gensek wykrzyknął” – Toż to cały tabun koni! Pote,m w dalszej rozmowie z Chruszczowem Kuzniecow stwierdził, że można zbudować silnik atomowy, który pozwoli samolotowi na nieprzerwany lot przez 48 godzin, dzięki czemu taka maszyna będzie w stanie przerwać przerzut wojsk nieprzyjaciela z każdego kierunku.

Wkrótce potem, wskutek w rezultacie ścisłej współpracy dwóch znakomitych konstruktorów – N. D. Kuzniecowa i R. E. Aleksiejewa – zrodziła się idea wyposażenia w atomowe silniki ekranoplanu.[3] Analiza wykazała, że taka zmiana pozwoli na osiągnięcie przez nie ogromnych prędkości przy praktycznie nieograniczonym zasięgu. No i byłby to pojazd o wiele bezpieczniejszy w przypadku poważnych awarii. Niestety, Aleksiejew wkrótce zmarł, a w raz z nim idea atomowego silnika.

To stało się także grobem dla lotnictwa strategicznego, bowiem Chruszczow dał zielone światło dla rozwijania technik rakietowych, co zlecono OKB. Temat nuklearnych samolotów zamknięto także w USA.

Jednakże w roku 2003, w Ameryce sfinansowano prace nad atomowym silnikiem dla bezpilotowego samolotu szpiegowskiego, który mógłby utrzymywać się w powietrzu przez kilka miesięcy. (!!!)

Los Komety

A co właściwie stało się z 818-tym? Odpowiedzi na to pytanie nie ma do dziś dnia. Bez wątpliwości, gdziekolwiek by się on nie rozbił, to wcześniej czy później zostałby on namierzony (a raczej jego szczątki) dzięki zmianie tła radioaktywnego Ziemi. Jednakże – nie stwierdzono żadnych śladów tego rodzaju. Uciekł za granicę? Mało prawdopodobne – na jego pokładzie był nie jeden lotnik – jak w przypadku Bielenki – ale aż 12 osób. Gdyby to była ucieczka, to prędzej czy później informacja o niej pojawiłaby się tu i ówdzie. Ale informacji o niej nie było i nie ma do dziś dnia. Być może jest tak, jak w przypadku Kurczatowa: „o detale trzeba zapytać służby specjalne…”

I już na ostatek:

Mój komentarz

Poszperałem w Wikipedii na temat Tu-119 i oto, co znalazłem:

Tu-119 (Tu-95LAL), zmodyfikowana wersja bombowca Tu-95 Bear posiadająca na pokładzie reaktor jądrowy. Pierwsze testy sprawdzające praktyczność napędu jądrowego w bombowcach dalekiego zasięgu rozpoczęły się w roku 1965.

Niektóre źródła mówią że samolot wyposażony był w zewnętrzne silniki Kuzniecow NK-12 oraz wewnętrzne elektryczne silniki Kuzniecow NK-14 zasilane energia z reaktora. Sam reaktor nie pomagał w faktycznym locie samolotu.

Najprawdopodobniej samolot był w stanie utrzymywać się w locie około 48 godzin, lub tak długo jak załoga była w stanie wytrzymywać promieniowanie.

Niektóre zachodnie agencje podawały że próby Tu-119 zakończyły się pomyślnie jednak sam samolot nigdy nie wszedł do produkcji seryjnej. (Wikipedia)

Los Komety jest rzeczywiście interesujący, bo wygląda na to, że lecąc z Jakucka w okolice Bajkału – a dokładniej to chyba do Irkucka, znalazł się w okolicy góry Biełucha (4506 m n.p.m.) w byłej Tuwinskiej ASRR, przy granicy z Kazachstanem, a to oznacza, że samolot zboczył z drogi o 1100 km! Dziwne – prawda? Potem, w okolicach Biełuchy – to najwyższy szczyt w okolicy, więc doskonały punkt nawigacyjny – samolot wykonuje skręt na wschód i leci wzdłuż 50°N w kierunku Bajkału, przy okazji wlatując nad terytorium Mongolii.

Ten ostatni fakt jest bez znaczenia, bo Mongołowie i tak nie mieli tu nic do gadania… Samolot potem zaczął szybko obniżać lot i znikł z radarów. A teraz coś dla miłośników równoległych cywilizacji na Ziemi. Gdyby samolot leciał nieprzerwanie wzdłuż 50. równoleżnika, to przeleciałby nad południowymi brzegami Bajkału – tam, gdzie znajduje się górskie pasmo Arszanów. Według polskiego pisarza Antoniego Ferdynanda Ossendowskiego – to właśnie tam znajduje się jedno z wejść do podziemnego państwa Agharty…
Założona i hipotetyczna trasa lotu 818-tki...
...i domniemane miejsce katastrofy w rejonie jeziora Bajkał. W oznaczonym obszarze ma znajdować się wejście do mitycznego, podziemnego państwa Agharty...

CDN.     

Źródło – „Tajny XX wieka” nr 48/2011, ss.26-27

Przekład z j. rosyjskiego –
Robert K. Leśniakiewicz ©       


[1] Zob. „Tajny XX wieka” nr 42/2010.
[2] Laboratorium Przyrządów Mierniczych Akademii Nauk ZSRR.
[3] Rodzaj pojazdu poruszającego się na niewielkiej wysokości nad powierzchnią wody. Szczegóły na - http://wszechocean.blogspot.com/2011/05/ekranoplan-prawdziwy-potwor-morza.html