Powered By Blogger
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Yellowstone. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Yellowstone. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 14 lipca 2014

Za gorąco: topią się drogi w Yellowstone

Yellowstone: odliczanie wsteczne zaczęte...


Trevor Hughes

Podziemne gorąco z podziemnego Superwulkanu w Yellowstone wraz z gorącem skwarnego lata stopiły odcinek drogi w Parku Narodowym Yellowstone, zmuszając do jej zamknięcia.
- Odcinek Firehole Lake Drive długi na 3,3 mi/6,11 km został zamknięty, bowiem droga przekształciła się w paskudną maśtykę – powiedział rzecznik YNP Dan Hottle. YNP rozpościera się na część stanów Idaho, Montana i Wyoming.

Droga ta jest wyłączona z Grand Loop Road pomiędzy Olf Faithful i Madison Junction w parkowym Lower Geyser Basin, i w przeszłości prowadziła zwiedzających do Great Fountain Geyser, White Dome Geyser i jeziora Firehole Lake. To samo ciepło, które napędza gejzery, zmiękczył także asfaltowy chodnik, który nie nadaje się do użytkowania.
- W rzeczywistości to przemieniło asfalt w zupę – mówił Hottle – i zamieniło drogowy żwir w owsiankę.

Droga została zamknięta w poniedziałek (7.VII) i będzie zamknięta dla użytkowników póki pracownicy nie zdrapią uszkodzonej warstwy i nie zamienią jej na nową. Zwiedzający YNP są uprzedzani doraźnie. Urzędnicy parkowi proszą turystów o nie wchodzenie na ten teren.

Yellowstone znajduje się na czubku kaldery starego Superwulkanu i Hottle powiedział, że problemy z drogą są spowodowane przez ciepło wydobywające się z podziemnych zbiorników magmy i przesuwanie się Ziemi (???) są wspólne.
- My widzimy tylko część tego problemu – powiedział on.  
          


Przekład z j. angielskiego – Robert K. Leśniakiewicz ©

Zob. także: https://www.youtube.com/watch?v=vc4B2OMhQSU&feature=youtu.be 

niedziela, 26 sierpnia 2012

Gwiezdne Wrota czy Gwiezdne Wojny? (2)



Misja 10. Floty polega na służeniu Cyber Command i przetestowaniu kontroli operacyjnej US Navy, koordynacji współdziałania z innymi flotami, współpraca Połączonych Sił w zakresie pełnego spektrum cybernetycznego, elektronicznego uzbrojenia i wyposażenia, informacji operacyjnych i możliwości wywiadowczych łączności oraz misji zwalczających cybernetyczne, elektromagnetyczne i kosmiczne zagrożenia.

SBIRS: Kosmiczny System Podczerwonego Naprowadzania

Rzecznik firmy Lockheed Martin z Cape Canaveral AFB oznajmił, że satelita SBIRS GEO-1 zaczął nową erę trwałej odgórnej inwigilacji – POS. Statki kosmiczne wyposażone w skanery mogą zapewnić stały dozór w podczerwieni powierzchni Ziemi Stanom Zjednoczonym i ich sprzymierzeńcom.
SBIRS dostarczy pełnych danych z obserwacji w podczerwieni do dowództwa połączonych sił i innych użytkowników, a w szczególności planistów operacji militarnych, misji bojowych, zwiadowczych, dywersyjnych, i innych. Ekipa SBIRS jest kierowana przez Infrafed Space Systems Directorate przy USAF i Missile Systems Centre. Pierwszym kontraktorem SBIRS jest firma Lockheed Martin, a wykorzystuje go Air Force Space Command – Dowództwo Sił Kosmicznych. Architektura SBIRS zawiera wysokoczułe detektory promieniowania podczerwonego umieszczone na satelitach na HEO[1] oraz GEO[2] w celu wykrycia, przetworzenia i przesłania informacji o promieniowaniu podczerwonym do centrów decyzyjnych.   
     




Uwaga Edytora:

Wysoce interesującymi obiektami w przestrzeni kosmicznej mogłyby być międzykontynentalne pociski balistyczne (ICBM) jak i UFO należące do Obcych. Proszę zwrócić uwagę na dyski na rysunkach z Lockheeda. Proszę pamiętać, że samoloty stealth były trzymane w najściślejszej tajemnicy przez ponad 10 lat. SBIRS będzie pracował na HEO, czyli orbicie o bardzo wysłużonej elipsie idącej głęboko w przestrzeń kosmiczną. Te różne nieszczelności systemu rysują nieciekawy obraz zaawansowanych technicznie możliwości ochrony Ziemi.

Komentarz tłumacza

We wrześniu 1996 roku, miałem okazję spotkać się w Debreczynie w czasie II Międzynarodowej Konferencji Ufologicznej z jednym z orędowników programu SDI/NMD – płk dr Kolomanem S. von Keviczkym (1909-1998), który uważał ów program jako coś wymierzonego nie tylko przeciwko ZSRR i Układowi Warszawskiemu, ale nade wszystko przeciwko eskadrom UFO, które któregoś dnia mogłyby zaatakować Ziemię. Von Keviczky wygłosił wtedy niezwykle ciekawy niemal dwugodzinny wykład na temat możliwości odparcia ataku ze strony Obcych przy pomocy SDI, który to wykład ilustrował bogatym materiałem filmowym. Jego wykład jest dostępny w Internecie na YT - http://www.youtube.com/watch?v=kEL-3BN1jNg&feature=related oraz http://www.youtube.com/watch?v=bYSIfpkI1SE&feature=relmfu – w języku węgierskim, ale sądzę, że ilustracje do tego wykładu są wystarczająco wymowne.[3]

Jako dinozaura Zimnej Wojny zaciekawiły mnie dwie rzeczy. Nie wiem, czy zwróciłeś Czytelniku uwagę na wystąpienia Ronalda Reagana, w których daje on do zrozumienia, że Obcy są wśród nas i trzeba się szykować do „gorącej” wojny z Nimi. Interesujące jest pokłosie tego wystąpienia w czasie ZO ONZ w 1987 roku. Od wczesnych lat 80. Hollywood przygotowywał do niego grunt i oczyszczał przedpole wypuszczając kolejne filmy, w których Ziemia była wystawiana na ataki krwiożerczych Kosmitów, że wspomnę tylko takie tytuły jak zakazany przez cenzurę PRL „Z jak Zwycięstwo” (1983), kultowe horrory s-f: „Predator” (1987), „Coś” (1982), „Blob” (1988) i inne. Poza nimi furorę zrobiły dwa filmy o „dobrych” kosmitach: „Bliskie Spotkania Trzeciego Stopnia” (1977) oraz „ET” (1982). No i nade wszystko „Star Wars” (1977, 1980, 1983), kultowa saga, od której wszystko się zaczęło. A tak naprawdę, to „Gwiezdne wojny” zostały zainspirowane postępami astronautyki amerykańskiej, bowiem nad wyprowadzeniem wojny w Kosmos pracowano już od samego początku, czyli połowy lat 40. XX wieku. Odkąd Niemcy udowodnili, że stworzenie broni rakietowej jest możliwe i tego dokonali!

Dawniej cieszył mnie każdy krok człowieka w Kosmos. Cieszyłem się z radzieckich i amerykańskich osiągnięć w tej dziedzinie. Marzyłem o tym, że kiedyś – taka cezurą był rok 2000 – zaczniemy kolonizować Księżyc, który będzie punktem wypadowym na inne planety, a potem i inne układy gwiezdne. Patrzyłem w niebo i płonące na nim gwiazdy jak na światła dalekich miast, które trzeba było w przyszłości zwiedzić…


Druga sprawa, to te wszystkie cudowności ze statkami-awiomatkami. Amerykanie (i najprawdopodobniej też Rosjanie) wykorzystują ogromne sterowce jako platformy startowe dla jednostopniowych stateczków kosmicznych, które są najpierw podnoszone na wysokość 40-100 km nad Ziemię, a potem umieszczane na LEO – niskiej orbicie wokółziemskiej. Prawdopodobnie nad tą techniką wystrzeliwania pocisków rakietowych V-1 i V-2 pracowali Niemcy w czasie II Wojny Światowej. Na szczęście im to udaremniono.  Rzecz w tym, że sterowiec jest bardzo skutecznym i tanim – o wiele tańszym od satelity (!!!) środkiem przenoszenia dużego payloadu na duże odległości i na dużej wysokości. Jego użyteczność doceniła przede wszystkim US Navy i… CIA. Sterowiec jest w stanie dozorować poligony konwencjonalne i testowe nieprzyjaciela, uprawiać wywiad radiowy czy służyć jako ruchoma platforma startowa dla samolotów konwencjonalnych i kosmicznych.    

Dzisiaj, kiedy ze słowem Kosmos wiązane są przerażające słowa-klucze: „masowa zagłada”, „dominacja”, „militaryzacja”, „wojna kosmiczna”, patrzę w niebo z obawą, bo kto wie, co umieścili na orbitach wokółziemskich jacyś szaleńcy i czy nie spełni się ponura wizja Johna Wyndhama, jaką zawarł w swej powieści „Dzień tryfidów” (1975).

Historia ma to do siebie, że powtarza się tyle razy, ile tylko może. W blogu „Xięgi niewydane” przypomniałem ostatnio pracę dr Miloša Jesenský’ego pt. „Bogowie atomowych wojen” (Ústi n./Labem, 1998), w której autor znajduje kolejne argumenty za prawdziwością hipotezy o tym, że poprzednie cywilizacje zginęły wskutek serii globalnych konfliktów, które miały miejsce jakieś 50-12 tys. lat temu i które zakończyły się ich definitywnym upadkiem, a w przypadku Atlantydy – katastrofą o skali planetarnej. 

W tej chwili straszy się nas wizjami końca świata, który przewidują różni oszuści i hochsztaplerzy zbijający kasę na naiwności „lemingów” i różnych „pożytecznych idiotów”… Tak naprawdę Przyroda może nas zgładzić w każdej chwili – wystarczy że wybuchnie superwulkan pod Yellowstone N. P. i już po cywilizacji – przynajmniej po cywilizacji białego człowieka. Być może ocaleją jacyś ludzie zamieszkujący lasy Brazylii i wyspy Pacyfiku. Po pierwszym szoku zaczną walkę o przetrwanie w powulkanicznym świecie, a kiedy opadną pyły i znów błyśnie słońce, będą szukać lepszych siedlisk dla siebie i swych zwierząt.

I wszystko zacznie się od nowa…                 

Zebrał: George A. Filer III
Przekład z j. angielskiego i komentarz – Robert K. Leśniakiewicz ©



[1] Highly Elliptical Orbit – wysoka eliptyczna orbita.
[2] Geosynchronous Earth Orbit – geosynchroniczna orbita wokółziemska.
[3] Filmy te zostały zrobione nieco wcześniej, bo w 1994 roku na HUFOCON-ie

poniedziałek, 21 maja 2012

Przeprowadzka misia Yogi?

 Gorące punkty pióropuszy magmowych
Yellowstone N.P. - większość obszaru zajmuje ukryty pod ziemią superwulkan... (BBC)




Kilka polskich kolorowych magazynów [=> np. „Forum” z 10 stycznia 2005 roku, „Metro” z 11 marca 2005 br., „Gwiazdy mówią” z dnia 21 kwietnia br.], podniosło ostatnio alarm w związku z doniesieniami z Azji Południowo-Wschodniej, gdzie potężne trzęsienia ziemi i powstałe w ich wyniku tsunami zabiły bez mała 300 tys. osób i spowodowały straszliwe zniszczenia. Polska na razie wykpiła się tylko lekkimi trzęsieniami ziemi na Warmii, Mazurach i Pomorzu Gdańskim oraz na Podhalu... Uczeni ostrzegają o kolejnym potencjalnym kataklizmie, który nie grozi nam z kosmosu, ale spod ziemi. Jest nią – według wyżej wymienionych pism...



...superwulkan Yellowstone



Jako dziecko lubiłem oglądać kreskówki z dziwnym psem Huckelburrym, kotem Jinxem i jego myszkami Pixie i Dixie no i oczywiście z mieszkańcami Yellowstone National Park (WY) – misiami Yogi i Booboo oraz ich strażnikiem Smithem. Wygląda zatem na to, że misie wraz ze strażnikiem będą musiały zmienić swe miejsce zamieszkania...



Stan Wyoming i część Idaho zagrożone są wybuchem olbrzymiego wulkanu, który może powstać wskutek przebicia się na powierzchnię Ziemi pęcherza magmy o średnicy 60 km, a który aktualnie znajduje się na głębokości 6 km pod ziemią. Zdaniem dr Billa McGuire’a z University College w Londynie, wulkan ten byłby w stanie wyemitować do atmosfery 1.000 km³ magmy w postaci materiałów piroklastycznych na wysokość nawet 50 km! Skutki ekologiczne takiej erupcji byłyby wręcz niewyobrażalne i można by je porównać tylko do skutków wojny nuklearnej czy spadku planetoidy Chicxulub, który to impakt zabił dinozaury 64,8 MA temu.



Poraża liczba 1.000 km³ - to jest ogromna ilość. To jest sześcian o długości krawędzi równej 10 km – tj. 10 km długości, 10 km szerokości i 10 km wysokości – już w stratosferze!... Wyżej, niż Mt. Everest! Dla porównania:

wybuch wulkanu Tambora (1815) wyrzucił w atmosferę 80 - 160 km³ (szacunki są rozbieżne)  popiołów wulkanicznych,

v    Mt. Mazama (4.600 p.n.e.) – 42 km³;

v    Krakatau (1883) – 18 km³;

v    Mt. Katmai (1912) – 12 km³;

v    Wezuwiusz (79 p.n.e.) – 3 km³.

v    Wybuchy Mt. St. Helens (1900 p.n.e.) dały 4 km³, w roku 1500  – 1 km³ i w 1980 roku – też 1 km³.

(=> Wiktor Niedzicki – „Tajemnice Ziemi”, Warszawa 1985)



Jest się czego bać. Jakie mogą być efekty ekologiczne takiego wybuchu – a właściwie to mega-wybuchu? Przede wszystkim zmiana stałej słonecznej i co za tym idzie – ochłodzenie klimatu – czyli zima poerupcyjna, podobna do zimy poimpaktowej czy zimy po wojnie nuklearnej. Ale czy w ogóle do niej dojdzie? Czy dojdzie do erupcji superwulkanu Yellowstone?



Pióropusze i plamy gorąca



Możliwość tego rodzaju erupcji zawdzięczamy istnieniu tzw. pióropuszy magmy w płaszczu Ziemi i istniejącymi nad nimi tzw. plamom gorąca. Pióropusze magmy są transporterami ciepła z wnętrza Ziemi do jej powierzchni. Ruch materii powoduje także generowanie i przesuwanie się płyt oceanicznych względem siebie (spreading)  i powstawanie różnych konfiguracji mas kontynentalnych względem siebie, a co za tym idzie – całą maszynę klimatyczną na planecie. Poza tym dzięki temu ruchowi, we Wszechoceanie nie ma osadów starszych, niż 140-160 MA (Środkowa Jura) czy maksymalnie 190 MA (Dolna Jura [Lias]), bowiem wszystkie starsze osady zostały wchłonięte (subdukowane) pod płyty kontynentalne i właśnie ulegają przetopieniu w wewnętrznych warstwach płaszcza Ziemi. Materia, którą teraz wyrzucają wulkany, pochodzi z przetopionych osadów triasowych i paleozoicznych... Szkoda, bo zniszczone zostały w ten sposób najstarsze karty zapisu kopalnego życia na naszej planecie.



Obecnie znamy kilkanaście takich pióropuszy i plam gorąca – vide mapka (=> Steven M. Stanley – „Historia Ziemi”, Warszawa 2002). Większość z nich występuje na krawędziach płyt oceanicznych i jest odpowiedzialna za istnienie całych łańcuchów górskich na dnie Wszechoceanu. Kilka z nich występuje pod płytami oceanicznymi, a jedna jedyna – pod kontynentalną i jest to plama gorąca pod Yellowstone National Park... Wprawdzie plamy gorąca znajdują się pod Islandią, wyspą Hawai czy Afarem, ale lądy te de facto są jedynie wyniesionymi nad poziom wody obszarami dna oceanicznego, i gdyby pióropusze magmy naraz znikły, lądy te z powrotem pogrążyłyby się w wodnych toniach. Tak być mogło 12.000 lat temu z Atlantydą czy Mu albo Lanką... To właśnie w tym fakcie, że plama ta leży pod płytą kontynentalną uczeni dopatrują się największego zagrożenia dla naszej egzystencji.



Jak wykazują to zdjęcia satelitarne, Yellowstone NP znajduje się na miejscu ogromnej kaldery wulkanicznej o rozmiarach 80 x 50 km, która powstała wskutek erupcji mających miejsce 650.000, 1,3 MA i 2 MA lat temu, co oznacza, że wybucha on co 600-700 tys. lat. Uczeni twierdzą, że w każdej chwili grozi nam potężna erupcja wulkaniczna, w czasie której materiały piroklastyczne zostaną wystrzelone do atmosfery na wysokość 50 km; z wulkanu wyleje się kilka tysięcy kilometrów sześciennych lawy, a pyły spowodują obniżenie średniej temperatury na całej Ziemi – a przynajmniej na jej północnej hemisferze. Erupcja ta może zdarzyć się jeszcze za naszego życia!



Zagadkowe bazalty



Wszystko to brzmi nader alarmistycznie i groźnie, a dotychczasowy meteorytowy, kometarny i asteroidalny Armageddon został zastąpiony nowym zagrożeniem. Jednakże nie sądzę, by mogło być aż tak źle, jak się zakłada. Owszem – wybuch tego superwulkanu Yellowstone jest możliwy, ale jego przebieg wcale nie musi być gwałtowny. Gdyby trzy znane nam wybuchy były tak gwałtowne – jak się zakłada, to po prostu nie istnielibyśmy jako gatunek, podobnie jak wiele innych zwierząt. Być może te wybuchy mają związek z Epokami Lodowymi i brakiem ludzi w Ameryce przed 10.000 lat, ale...



Zlodowacenia w Europie i Ameryce zaczęły się 1,7 MA temu (I glacjał Brügen/Donau), potem 1 MA temu (II glacjał Menap-Eburon/Günz), 500.000 lat temu (III glacjał Elster/Mindel), 200.000 lat temu (IV glacjał Sal/Ris) i ostatni najmłodszy – 70.000 lat temu (V glacjał Vislan/Würm), który skończył się 10-12 tys. lat temu. Jak widać – nie pasuje to do hipotezy wulkanicznej...



Czas tych glacjałów jest mierzony w tysiącleciach, więc zimy poerupcyjnej nie było. A zatem erupcja superwulkanu Yellowstone musiała mieć spokojny charakter, w innym przypadku pozostałyby ślady w zapisie kopalnym na całym świecie, a przynajmniej na północnej hemisferze. I rzeczywiście – ślady takie istnieją – są to trapy wulkaniczne (ogromne pola lawowe) Columbia-Snake Plateau powstałe na terenach dzisiejszych stanów Oregon, Idaho, Montana i Wyoming na przełomie Paleogenu i Neogenu – czyli 1,8 – 2 MA temu. O ile jednak bazalty Snake River można uznać za ślad przejścia kontynentu amerykańskiego nad plamą gorąca Yellowstone (plama gorąca przesuwa się ruchem odwrotnym w stosunku do ruchu kontynentu, a zatem z kierunku SW-W na NE-E z prędkością ok. 2 cm rocznie), to bazalty Columbii River mogą mieć, ale wcale nie muszą mieć z nią związek i ich pochodzenie może być inne – np. mogły powstać wskutek impaktu asteroidy na antypodach, jak to miało miejsce w przypadku trapów Dekanu, które powstały wskutek impaktu asteroidy Chicxulub...



Bazalty Columbia River powstały wskutek silnych wylewów lawy poprzez szczeliny w warstwach nadkładu już 16-13 MA temu. Grubość potoków lawowych sięga tam 30-150 m, zaś miąższość skał wulkanicznych sięga miejscami 5 km! Uczeni wiążą to z przejściem plamy gorąca Yellowstone na południe od tego regionu, ale pytanie pozostaje: co spowodowało powstanie tej sieci spękań? Być może to był właśnie impakt asteroidy na południową część Oceanu Indyjskiego... A zatem nic nie wskazuje na to, że wybuch superwulkanu teraz będzie miał jakiś gwałtowny przebieg.



A w Polsce?



W Polsce też istniały superwulkany, oczywiście w dawnych epokach geologicznych. Wiktor Niedzicki wymienia kilka lokalizacji struktur powulkanicznych w naszym kraju. Pierwszą z nich jest góra Wżar k./Czorsztyna. Tamtejszy wulkan był aktywny 30-40 MA temu. Jeszcze dzisiaj możemy podziwiać skały wylewne w tamtejszych kamieniołomach oraz na Zamku Czorsztynskim, gdzie pokłady kredy z zachowanymi w nich muszlami zwierząt morskich sąsiadują z czerwonymi i czarnymi skałami ogniowymi.



Drugim miejsce, gdzie wulkany pozostawiły ślad swej aktywności jest południowy region Jury Krakowsko-Wieluńskiej, położony na zachód od Krakowa. Chodzi o Tenczyn i Alwernię, gdzie wydobywa się dzisiaj tufy i melafiry.



Trzecie miejsce, to Mikołajowice k./Legnicy na Dolnym Śląsku, gdzie występuje się bazalt w kształcie sześciokątnych słupów. Wiktor Niedzicki tłumaczy to powolnym zastyganiem jeziora płynnej lawy bazaltowej, co pozwoliło na niemalże idealną krystalizację bazaltu. Podobne pokłady bazaltu znajdują się w Strzegomiu k./Lubania Śląskiego. Te wulkany zostały zniszczone przez erozję – są bowiem bardzo stare i ich wiek sięga Ery Paleozoicznej.



Podobnie stare wulkany znajdowały się pomiędzy Krakowem a Katowicami. Około 280-240 MA temu w dzisiejszej Miękini k./Krzeszowic powstała olbrzymia kaldera. Była ona efektem potężnego wybuchu wulkanicznego, który wyrzucił ogromne ilości lawy i materiałów piroklastycznych. Jej średnica wynosiła 20 km, ale dzisiaj pozostały po niej jedynie pokłady porfiru i pokrywy lawowe o grubości 20 m! Podziwiać je można jadąc z Krzeszowic do Paryża i Nowej Góry. Tam był naprawdę superwulkan!



Drugim super-kraterem jest formacja o średnicy 25 km, która znajduje się pomiędzy miejscowościami Jaworem, Bolkowem a Złotoryją. Nie jest ona jednak pochodzenia wulkanicznego, a kosmicznego i stanowi astroblem wybity uderzeniem jakiegoś dużego meteoroidu czy może nawet komety około 200 MA temu... Tak czy owak, impakt ten był kataklizmem wcale nie mniejszym od wybuchu wulkanu!



Najlepiej zachowanymi stożkami wulkanicznymi w Polsce są Góry Wałbrzyskie – pomiędzy Wałbrzychem a Mieroszowem, następnie Góra św. Anny na Opolszczyźnie i góra Ostrzyca k./Lwówka Śląskiego oraz sopki z okolic Niemodlina.



Ze strony tych wulkanów nie grozi nam żadne niebezpieczeństwo, więc możemy spać spokojnie. A misie Yogi & Booboo? No cóż, wygląda na to, że będą musiały spakować swe walizki i udać się do Meksyku albo Kanady, bo w Yellowstone może być dla nich nieco za gorąco...



Jordanów, dn. 2005-04-24



* * *



Jak na razie to nie grozi nam supererupcja Yellowstone. Natomiast grozi nam supererupcja innego groźnego superwulkanu – a jest nim niedawno odkryty superwulkan Pozzuoli we Włoszech. Ten superwulkan czai się pod Golfo di Pozzuoli – Zatoką Pozzuoli i Campi di Flegrei – Polami Flegrejskimi. Pisałem już o tym na tym blogu. Ostatnie trzęsienia ziemi w północnych Włoszech – region Bolonii, gdzie siła wstrząsu sięgnęła 6,5°R – mogą stanowić sygnały ostrzegawcze jakiejś przemiany mającej miejsce pod Półwyspem Apenińskim.



Jak twierdzą wulkanolodzy – supererupcja superwulkanu Pozzuoli mogłaby obrócić w perzynę cały nasz kontynent – dość wspomnieć, że po supererupcji superwulkanu Toba grubość warstwy tefry sięgnęła 200 m w najbliższym sąsiedztwie wulkanu, a w odległych o kilka tysięcy kilometrów Indiach opad popiołu wulkanicznego osiągnął grubość kilku metrów… To samo czeka także i nas. Opad toksycznego popiołu wulkanicznego zlikwiduje wszelkie życia w promieniu kilku tysięcy kilometrów od superwulkanu. Popiół wulkaniczny jest żyzny, to prawda, ale dopiero po jego odgazowaniu i zdekontamitowaniu, a to trochę trwa…