Powered By Blogger
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą miasta-widma. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą miasta-widma. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 19 marca 2026

O tajnych projektach i miastach-widmach w ZSRR

 


Patrząc na to, co się dzieje na świecie, wspominam wczesne lata 80. ubiegłego stulecia, kiedy to peerelowska propaganda karmiła nas wizjami Armagedonu spowodowanego przez Amerykę i jej sojuszników przy pomocy BMR – oczywiście triady ABC a także bardziej egzotycznymi D, N, DEW, RFDEW, LBR, MWW, ADS, etc. etc. no i oczywiście kosmiczne ASAT i te z programu High Frontier, którym straszył nas Ronald Reagan. Natomiast niczego się nie mówiło o broniach i bazach stworzonych przez ZSRR. Temat był zakazany jako że Rosjanie i w ogóle Sowieci mieli być gołąbkami pokoju powstrzymującymi szaleńców z Zachodu straszących nas wojną i totalnym końcem świata. Na temat radzieckich środków prowadzenia wojny nie mówiło się i nie pisało w krajach demokracji ludowej, bo rzecz była ŚCIŚLE TAJNE/POUFNE/PRZED ODCZYTANIEM SPALIĆ – sic! Tylko kilkunastu wtajemniczonych wiedziało co tam, w ZSRR się znajdowało i co gotowano do walnej rozprawy z Zachodem. I tak na temat radzieckich/rosyjskich broni kosmicznego bazowania zaczęło się pisać pod koniec lat 80-tych.

Nie tak dawno, dzięki Krzysztofowi Piechocie, miałem okazję zaznajomić się z niezwykle ciekawą pracą pt. „ZATO – Miasta zamknięte w Związku Radzieckim i w Rosji” (wyd. Czarne, Wołowiec 2025) autorstwa Alice Lugen. A nad czym się tam pracowało, to pokazuje lista 20 tajnych oczywiście, projektów broni i technologii:

v Car Tank z czasów I Wojny Światowej to projekt z lat 1914-1915. W czasie prób utknął w bagnie i projekt ten zarzucono. Poza tym był technicznie niemożliwy do wprowadzenia go na pole walki.

v Samolot z projektu Zweno z lat 30. Konstrukcja nawet ciekawa, ale nieużyteczna. Jeden duży samolot miał podwieszone 3 myśliwce I-16. Wypróbowano je w 1941 roku w Rumunii, ale pod względem taktycznym był to niezbyt udany projekt i go porzucono.

v Transportowiec morski A-90 Orionok – był to ekranoplan transportowy z lat 1972-1979. Zob. także: https://wszechocean.blogspot.com/2013/07/wodoloty-i-ekranoplany.html

v Samolot z projektu Ekip – radzieckie UFO z lat 1970-1990. Pisze szerzej o tym na stronie: https://wszechocean.blogspot.com/2011/07/ekip-czy-ufo-startuja-z-newady.html

v Latająca twierdza K-7 Kalinin. Projekt z lat 30-tych ub. stulecia. Ogromny wielosilnikowy bombowiec, którego prototyp uległ katastrofie, w której zginęło 12 z 16 osób i projekt zarzucono.

v Statki i okręty porzucone na cmentarzysku jednostek pływających w okolicach osady Teriberka – 130 km od Murmańska.

v Kolejny ekranoplan i samolot VVA-14 De Bartini Berriew. Była to maszyna do zwalczania okrętów podwodnych. Projekt z lat 80-tych upadł z powodów ekonomicznych.

v Superciężki ekranoplan MD-160 Łuń. Szybki i uzbrojony w 6 pocisków przeciwokrętowych. Wykończyła go ekonomia. Opisany na stronie: https://wszechocean.blogspot.com/2013/07/wodoloty-i-ekranoplany.html oraz https://wszechocean.blogspot.com/2020/02/co-sie-stao-z-radzieckimi-potworami.html. 

v Odrzutowy dwupłatowiec M-15 Belphegore. Samolot rolniczy kompletnie nieprzystosowany do tych zadań. Jako polonicum dodam, że produkowano go też w Polsce. Zachłystywała się nim propaganda z czasów E. Gierka.  

v Lotniskowiec Mińsk – kompletnie nieprzydatny dziś lotniskowiec i helikopterowiec. Sprzedano go Chińczykom i teraz rdzewieje gdzieś w okolicach Nantongu k./Szanghaju u ujścia Jangcy-kiang. Chińczycy ponoć go zezłmowali.

v Kolejny przykład LBR – laserowej broni radiacyjnej: działo laserowe na podwoziu czołgowym 1K17 Szapik. Służyło ono do oślepiania i niszczenia wrogich instalacji optycznych wykrywania i naprowadzania broni. Użyto go w czasie wojny radziecko – chińskiej nad Amurem we wczesnych latach 70-tych. Na ten temat pisano na stronie: https://wszechocean.blogspot.com/2011/07/strzay-nad-ussuri-i-radziecka-lbr-2.html

v Baza samolotów myśliwskich w Smirnym na Sachalinie. Była to wysunięta rubież obronna ZSRR chroniąca przed atakiem bombowym ze strony USA i Japonii. Dziś jest to rozpadająca się ruina…

v Porzucone helikopterowiska w europejskiej części ZSRR – m.in. w miejscowości Goriełowo k./Sankt Petersburga.

v Super haubica atomowa 2B1 Oka strzelająca pociskami jądrowymi o kalibrze 420 mm. Opisy na stronie: https://wszechocean.blogspot.com/2017/01/atomowe-dziao-w-sowackich-koszycach.html

v Okręt podwodny SSBN K-84 Jekaterynburg klasy Delta IV uzbrojony w wielogłowicowe pociski rakietowe. Okręt końca świata à la SSGN Czerwony Październik z powieści Toma Clancy’ego. 

v Latający dźwig MIL Mi-10 do przenoszenia ciężkich pojazdów lub elementów konstrukcyjnych.  

v Radiolokator DUGA w Czarnobylu na Ukrainie i na Dalekim Wschodzie ZSRR, zwany „rosyjskim dzięciołem”. Miał on za zadanie podhoryzontalne wykrywanie odpaleń wrogich ICBM. Aktualnie rozsypuje się w rdzę… Pisze się o tym na stronie: https://wszechocean.blogspot.com/2012/12/czarnobyl-2-albo-rosyjski-dziecio.html

v Cmentarzysko radzieckich atomowych okrętów podwodnych w okolicy Murmańska – m.in. Zatoka Andriejewa.

v Krążownik Murmańsk – uzbrojony w 10 dział kalibru 152 mm miał bronić radzieckiej Arktyki przed zakusami NATO. Dzisiaj rdzewieje od 1994 roku w Morzu Barentsa.

v Promy kosmiczne Burań – jeden z nich odbył bezzałogowy lot orbitalny 2-krotnie okrążając Ziemię w 1987 roku. Aktualnie 2 egzemplarze rdzewieją w muzeum i nie ma środków na ich konserwację.[1]

No i do tego należałoby dodać dwie najnowsze konstrukcje morskie i jedną lotniczą:

v Okręt podwodny AS-12 Łoszarik, który uległ katastrofie w Morzu Barentsa – zob.: https://wszechocean.blogspot.com/2019/07/atom-na-dnie-morza.html   

v Jądrowy podwodny super dron z projektu Posejdon – zob.: https://wszechocean.blogspot.com/2022/05/maszyny-konca-swiata-ai-moze-wywoac-iii.html i https://wszechocean.blogspot.com/2018/08/posejdon-bron-sadu-ostatecznego.html oraz: https://wszechocean.blogspot.com/2016/05/nowa-rosyjska-bron-podwodna.html;       https://wszechocean.blogspot.com/2018/02/icnt-miedzykontynentalna-torpeda-atomowa.html;

 https://wszechocean.blogspot.com/2018/02/odkrycie-rosyjska-ultratajna-torpeda.html;  https://wszechocean.blogspot.com/2018/02/gebokowodny-problem-radzieckarosyjska.html.

v Jądrowy pocisk rakietowy z atomowym napędem – zob.: https://wszechocean.blogspot.com/2019/09/buriewiestnik-tajemnica-morza-biaego.html  https://wszechocean.blogspot.com/2019/09/tajemnica-morza-biaego-buriewiestnik.html i   https://wszechocean.blogspot.com/2024/09/gdzie-jest-buriewiestnik.html   

       

Supersoniczny pocisk balistyczny "Oriesznik" 

To zaledwie kilka przykładów tego obłędnego pragnienia dominacji. Kiedyś wraz z kolegami próbowaliśmy obliczyć (a to były wczesne lata 80-te XX wieku) ile przypada ton trotylu na głowę Ziemianina. Wyszło nam wtedy jakieś 2 tony na osobę. 2 tony! A przecież wystarczy 75-gramowy nabój wiertniczy, by pozbawić życia człowieka… I nad takimi broniami i środkami (wektorami) ich przenoszenia pracowano w ZATO. Skrótowiec ten oznacza tyle, co Zakryto Administratiwno-Territorialno Obrazowanije czyli zamknięta jednostka administracyjno-terytorialna albo bardziej adekwatnie zamknięty wydzielony administracyjnie teren bez swobodnego dostępu. Krótko mówiąc – zona.  

Autorka wylicza ponad 30 takich zon i obszarów zamkniętych. To właśnie tam wykuwane są bronie i technologie wojenne ZSRR i Rosji. Najstarszą i najbardziej złowrogą z nich jest zona na Wyspie Odrodzenia na Jeziorze Aralskim - N 45°0930 - E 59°1747. Pracowano tam nad bronią B z triady BMR ABC. Najbardziej ucierpiały na tym zwierzęta doświadczalne, które konały w niewysłowionych mękach w tamecznych laboratoriach. Pracowano tam nad najbardziej zjadliwymi patogenami: ospą czarną, wąglikiem i dżumą, no i oczywiście różnymi innymi paskudztwami w rodzaju wirusa ebola. Być może to właśnie z ruin na Wyspie Odrodzenia pochodzą różne infekcje grypopodobne w tym COVID-19…

Jest książka autorstwa Roberta Jungka pt. „Państwo atomowe” (Warszawa 1982), w której opisuje on implikacje prac i posiadania broni i technologii jądrowych. Wszystkie te znalazły swe dokładne odzwierciedlenie w radzieckich/rosyjskich ZATO. Szpiegomania, paranoiczna podejrzliwość, kontrola dokumentów, przekonań, korespondencji, rozmów, itd. itp. – to wszystko miało i ma miejsce w miastach zamkniętych. Obłęd wprowadzony do realnej rzeczywistości w ZSRR. Obłęd ten trwał do czasy rozpadu Związku Radzieckiego. Pamiętam, jak w 1995 roku zaprosiliśmy do nas naszego znajomego z Federacji Rosyjskiej. Był zdumiony tym, że w sklepach można było dostać wszystko bez kartek, że ludzie mogli chodzić do kościoła bez problemów i że mieliśmy paszporty w domu a nie w urzędzie i mogliśmy wyjechać za granicą w każdej chwili… I cóż z tego, że latali w kosmos, jak nie można było kupić czy załatwić towarów zwyczajnych nawet nie luksusowych. Zdumiewał go nasz – przecież nie tak znów wysoki – standard życia. Nie mówiąc już o łączności telefonicznej i rozwijającej się sieci połączeń komórkowych. Tak właśnie było. A dla niego skończyło się fatalnie – odwołano go do Matuszki Rossiji i tyleśmy go widzieli. Nie odezwał się już nigdy. Takie są realia przyjaźni rosyjsko – polskiej jakby kto pytał… Patrząc na to wszystko daję wiarę opowieściom z Ukraińskich frontów, gdzie Rosjanie rabują wszystko co popadnie. Po prostu tego, co znajdowali na Ukrainie w ich kraju nie ma. Głód towarów luksusowych i głód pieniądza odpowiada za takie, a nie inne ich zachowania. 

W 1991 roku ZATO, które doskonale prosperowały za czasów czerwonych rządów, naraz podupadły. Skończyły się zamówienia, skończył się run na broń i loty kosmiczne… Mieszkańcy ZATO zostali zrównani i biedującą resztą ludzi radzieckich. I to ich bardzo zabolało. Skończyły się przywileje, skończyły się specjalne prawa, a zaczęła się szara rzeczywistość i bezrobocie. Zaczęły się wyjazdy za chlebem. Pamiętam doskonale ten okres lat 90., kiedy to zza wschodniej granicy ciągnęły masy „turystów” z asortymentem towarów – od szpilek po samochody, od kałasznika do różnego rodzaju wiatrówek i pistoletów. Za milion ówczesnych (dziś 100) złotych można było kupić na bazarze kałacha i wiadro amunicji. Oczywiście meldowaliśmy o tym komu trzeba, ale nikt się tym nie przejmował. „Co wy tam-wicie rozumicie na granicy” – przekonywał mnie pewien pułkownik z KG SG – „my tu w Warszawie wiemy najlepiej…” Akurat wiedzieli. Nie wiedzieli czy nie przyjmowali do wiadomości, że przybysze zza wschodniej granicy wymieniali złotówki na twardą walutę i tym sposobem wywozili nam co najmniej 16 mln US$ rocznie, a nasze zakłady przemysłu lekkiego padały jeden po drugim. Ale to był najmniejszy problem. Niektórym wreszcie oczy się otworzyły po kilkugodzinnej strzelaninie w Magdalence w 2003 roku, kiedy to dwóch bandytów szachowało pluton AT – zabijając dwóch i raniąc 17 funkcjonariuszy. Niestety – było już za późno, bo…

…kiedy skończyły się rządy Borysa Jelcyna na jego miejscu pojawił się tandem Władimir Putin – Dymitrij Miedwiediew. Ci doskonale wiedzieli czego chcą. Przede wszystkim restauracji ZATO i przywrócenia Rosji dawnej mocarstwowości oraz granic status quo ante 1914 a.D.,  a do tego potrzebna im była kolejna wojna, którą rozpętali w 2022 roku na Ukrainie. I taka jest geneza tego, co doprowadzi świat do III Wojny Światowej. I dlatego znów powrócono do tworzenia ZATO i kolejnych generacji broni – w tym BMR. Jak dotąd wojna rozlała się z Ukrainy na Izrael, Zachodni Brzeg, Strefę Gazy, Iran, Irak, Arabię Saudyjską, ZEA i inne kraje regionu. W Europie cały czas są niespokojne wschodnie granice UE i NATO, gdzie Rosja i Białoruś prowadzi szarpaną wojnę hybrydową realizowaną przez tzw. migrantów, a tak naprawdę to męty i szumowiny z całego świata, którym zachciało się lekkiego oraz łatwego życia w Unii. Oczywiście sprzyjają im różne śmieszne figury ze świata kultury, którym marzy się multi-kulti, mieszanie genów i inne idiotyzmy wymyślone przez różnych pseudofilozofów od siedmiu boleści i zdziwaczałe stare panny. To, co się wyrabia w Europie Zachodniej jest ostrzeżeniem. W pierwszym rzędzie należy wyeliminować takich oszołomów z życia publicznego, bo to oni wspierają rzeczywistych szkodników z rządu i parlamentu, którzy łakną napływu migrantów do Polski, nie zdając sobie sprawy z konsekwencji.

A to jest właśnie plan na przywrócenie Imperium Rosyjskiego kosztem terytoriów Polski (i nie tylko Polski) o którym pisał już Lenin w 1922 roku po laniu jakie dostał w Polsce. I tak właśnie będzie, do tego dojdzie jeśli się nie opamiętamy.       



[1] Na podstawie filmu „20 radzieckich maszyn, które Rosja ukrywa przed światem”.

niedziela, 23 sierpnia 2015

Ludzie porzucili te miejsca



Margarita Troicyna


Najbardziej znanym miastem duchów z obszaru postsowieckiego jest Prypeć (Kijowski Obwód, Ukraina). W dniu 27.IV.1986 roku, po katastrofie w Czarnobylskiej Elektrowni Jądrowej całą populację Prypeci ewakuowano.
Miasta duchów, miasta-widma, to są zamieszkałe punkty porzucone przez ludzi. One nie mają żadnego odniesienia do zasiedlenia ich przez dawne cywilizacje, w niektórych z nich jeszcze kilka dekad temu kipiało życie. Ale z różnych przyczyn one okazały się nie do zamieszkania i dzisiaj przyciągają tylko turystów…



Craco (N  40°23 - E  016°26, Włochy)


Miasto znajduje się na południu kraju, nieopodal Matery. Z jednej strony przypomina on ogromną górę, zabudowana domami i różnymi konstrukcjami. Są tam także dziwne budowle, a w szczególności normandzka wieża i zamek zbudowane w XVIII wieku. Ale ulice miasta porosły trawą i burzanem.

W 1963 roku miało tam miejsce silne trzęsienie ziemi, które spowodowało wiele ofiar w ludziach i zniszczenie budynków. Miejsca te uznano za niebezpieczne i mieszkańcy porzucili miasto. Trzeba dodać, że na terenie tego miasta nakręcono niektóre epizody znanego filmu „Pasja” i kilku innych.




Dudleytown (N 41°48’28” – W 073°21’08”, CT, USA)


To porzucone miasto jest położone u podnóża trzech gór: Mt. Bald, Mt. Budberry i Mt. Coldfoot-Triplets i ze wszystkich stron jest otoczone lasami. W ciągu kilku wieków mieszkali w nim ludzie, ale z wieloma mieszkańcami zdarzały się różne nieszczęścia. Ma to ponoć związek z wykonaniem onegdaj wyroku śmierci na księciu sir Edmundzie Dudleyu, który próbował obalić króla (Henryka VII Tudora – przyp. tłum.).


Potem, już w późniejszych czasach, jeden z miejscowych farmerów zaczął twierdzić, że w Dudleytown zamieszkuje siła nieczysta, i właśnie tam na niego napadł jakiś potwór. Wielki oddźwięk wywołała tragedia w rodzinie gen. Swifta. Jego żona zginęła od uderzenia pioruna w czasie burzy, zaś jej mąż zwariował zanim zmarł… Także w tym mieście umierały lub ginęły bez wieści całe rodziny. I tak np. u niejakiego Johna zmarła żona, a po pewnym czasie jego dwie córki zaginęły w lesie. Potem spalił się dom, który należał do jego rodziny. Ciała gospodarza nie znaleziono do dziś dnia… Przerażeni pogłoskami o diabelskiej działalności ludzie zaczęli uciekać z miasta i powoli zostało ono całkowicie opuszczone.

[W USA znajduje się jeszcze jedno miasto-widmo o podobnej nazwie Doodletown w stanie Nowy Jork, ale nie związane są z nim tak straszne legendy… – przyp. tłum.]


Bodie (N  38°1244 - W  119°0044″, CA, USA)


Miasto zbudowano na miejscu pokładu złota, który odkryto w 1859 roku przez niejakiego Williama S. Bodie w górach Sierra Nevada, w okolicach jeziora Mono. Z samym Bodiem jest związane nieszczęśliwe wydarzenie – zamarzł on w czasie burzy śnieżnej i osadę nazwano tak na jego cześć. W 1876 roku znaleziono tutaj jeszcze jeden pokład złota i tutaj zaczęły masowo przybywać ofiary gorączki złota. Ilość mieszkańców miasteczka w tym czasie wzrosła dziesięciokrotnie.
Ale stopniowo złota bonanza się wyczerpała i ludzie zaczęli wyjeżdżać. A na koniec dwuletni dzieciak bawił się zapałkami i zaprószył ogień. Pożar strawił większą część miasta. Potem miało w nim miejsce kilka zbrodni, po których wyjechała z miasta reszta mieszkańców.
Mówi się, że w Bodie pojawia się teraz duch trzyletniego chłopca, który zginał w kopalni, gdzie zabrał go ze sobą jego ojciec. W tym miejscu, w którym pochowano chłopca, stoi pomnik w kształcie anioła. Niejednokrotnie zdarza się, że małe dzieci turystów przechodząc koło tego pomnika zaczynają biegać i się śmiać, jakby z nimi się ktoś bawił…


Bannack (N  45°0940 - W  112°5944″, MO, USA)


To miasto także powstało w czasie gorączki złota. Wszystko zaczęło się w połowie pozaprzeszłego wieku, kiedy to w potoku Grashopper znaleziono złoty samorodek niewielkich rozmiarów. Po tym wydarzeniu zaczęli się tu zjeżdżać poszukiwacze złota i nad strumieniem powstało osiedle, które nazwano Bannack – na cześć zamieszkującego kiedyś te tereny indiańskiego plemienia. Na początku lat 80. XIX wieku, Bannack zaczął upadać, wydobycie złota się kończyło i ludzie zaczęli stamtąd uciekać. Dzisiaj miasto ma status pomnika historii. Kilkadziesiąt domów, które się ostały w mieście,  są w stanie zakonserwowania.
I tutaj także jakoby pojawiają się duchy i widma. I tak na zdjęciach wykonanych przez turystów na miejscu spalonego drewnianego saloonu jest widoczna rozmyta postać męska… Mówi się, że jest to szeryf opuszczonego miasta nazwiskiem Henry Plummer, powieszony w lutym 1865 roku, na zasadzie sądu Lyncha. Obwiniono go o współpracę z miejscowymi bandytami.
I jeszcze jeden znany duch z Bannack – fantom 12-letniej Dorothy Dunn, która utonęła w strumieniu w dniu 4.VIII.1916 roku. Wkrótce po tym wydarzeniu, widmo dziewczyny w niebieskiej sukience zaczęło objawiać się jej przyjaciółkom, a potem i innym ludziom. Najczęściej widziano ją w okolicy ruczaju, gdzie stał dom Dunnów, a także nie wiadomo czemu w hallu miejscowego hotelu. Psychotronik Greg Burchfield twierdzi, że udało mu się nawiązać kontakt z widmem i zapisać głos zmarłej.


Centralia (N  40°4812- W  076°2030, PA, USA)


To górnicze miasteczko zostało założone w 1854 roku, przez wielką kompanie węglową Locust Mountain Coal and Iron Co. Początkoweo miasteczko kwitło, ale w 1868 roku miało tam miejsce słynne zabójstwo inż. Alexandra Raya, autora projektu Centralii. Poszły plotki, że przed śmiercią Raya przeklął mieszkańców, życząc im wszystkim by „płonęli w ogniu piekielnym”. Przekleństwo to zaczęło zbierać żniwo dopiero po upływie stulecia. W maju 1962 roku w mieście palono śmieci. Strażacy zauważyli, że ogień rozprzestrzenił się pod ziemią. Zgasić tego podziemnego pożaru się nie udało i w czasie kilku lat ogień przeniknął do podziemi kopalni… Miało stało się nieprzyjazne dla mieszkańców i większość z nich przeniosła się w inne miejsca. Chociaż niektórzy zostali – pośród nich był burmistrz i miejscowy duchowny. Ponadto historia Centralii natchnęła reżysera Christophe’a Gansa do nakręcenia filmu „Silent Hill” w 2006 roku (a także Michaela J. Basetta do nakręcenia „Silent Hill: Apocalypsis” w 2012 roku oraz autorów gier do stworzenia serii 21 gier komputerowych na ten temat  – przyp. tłum.)


Bluffton (N 30°4915 - W 098°2929, TX, USA)


Miasto powstało w II połowie XIX wieku. W 1940 roku zostało zatopione, a wszystkich mieszkańców przeniesiono gdzie indziej. Nowy Bluffton jest położony o 40 km od starego. Jakieś 3 lata temu, w Teksasie miała miejsce katastrofalna susza. Wiele jezior wyschło, i na dnie jeziora Buchanan „pojawiły się” ruiny budynków. Pomiędzy nimi fundament dwupiętrowego hotelu, ruiny fabryki bawełny i pozostałości po stacji benzynowej…   




Sanzhi (N  25°1539,45 - E  121°2839,63, Tajwan)


To miasto-widmo zbudowano na północnym wybrzeżu wyspy, nieopodal Taipei. Sanzhi zaplanowano jako „miasto przyszłości”, „łupinowe miasto”, „UFO miasto” przez elitę budowniczych. Ale przy jego budowie zaczęły się nieszczęścia przytrafiające się robotnikom. Poszedł chyr, że miejsce to jest nawiedzane przez duchy… Pomimo tego, że budowę udało się zakończyć, opowieści o diabelstwach tam grasujących odstraszyły skutecznie chętnych do zamieszkania w tym mieście. Tak więc postanowiono Sanzhi przekształcić w strefę kulturową, ale turyści też nie kwapili się przyjeżdżać. Kiedy władze postanowiły wyburzyć te nikomu niepotrzebne budynki, Tajwańczycy wyrazili masowy protest – byli oni przekonani, że miasto stało się miejscem pobytu duchów zmarłych. Tak więc futurystyczny „projekt wieku” powoli przekształca się w ruiny.



Mołoga (N  58°1159 - E 038°2628, Rosja)


To miasto onegdaj znajdowało się w pobliżu Rybińska. Mołogę zatopiono pod koniec lat 30. XX wieku, w procesie budowy nowej hydroelektrowni, by podwyższyć jej moc. Mieszkańców przesiedlono na inne miejsce, ale niektórzy woleli pozostać tam i zginąć, nie chcąc opuszczać rodzinnego miasta. Teraz oni przekształcili się w widma. Od czasu do czasu spod wody pokazują się dachy domów i kopuła cerkwi… Ostatnimi czasy organizuje się tam podwodne wycieczki po Mołodze – tej rosyjskiej Atlantydzie.


Tekst i ilustracje – „Tajny XX wieka” nr 8/2015, ss. 32-33

Przekład z j. rosyjskiego – Robert K. Leśniakiewicz © 

poniedziałek, 3 grudnia 2012

Bieczewninka – zapomniana baza okrętów podwodnych




Konstantin Fiedotow


Rosyjski okręt podwodny Pantera, zbudowana w 1916 roku, stał się jedynym w świecie OP, który uczestniczył w trzech wojnach: I Wojnie Światowej, Wojnie domowej i Wielkiej Wojnie Ojczyźnianej (II Wojnie Światowej).

Żeby potencjalny nieprzyjaciel nie dowiedział się o miejscu znajdowania się zatoki Bieczewińskiej (Bieczewinki), w oficjalnych dokumentach ona nazywała się Finwal. Zwyczajna pocztę przesyłano na adres Pietropawłowsk Kamczacki -54, co częściowo odkrywało położenie tego supertajnego obiektu wojskowego.


Komórka dla Gławkoma[1]


Pierwszą budowlą, która pojawiła się tam u końca lat 60. na urwistym brzegu zatoki Bieczewińskiej była zwykła drewniana komórka. Ale nie zamieszkał w niej rybak-samotnik, czy nie był to schron przeciwdeszczowy dla pograniczników, tylko była to… komórka zastępcy ministra obrony ZSRR, głównodowodzącego marynarką wojenną, admirała floty Związku Radzieckiego[2] Siergieja Gieorgiewicza Gorszkowa. Zbadawszy okolicę i oceniwszy walory strategiczne zatoki, admirał floty ZSRR rozkazał wybudować tutaj pirsy dla OP, wznieść wojskowe miasteczko, zabezpieczyć ochronę i tajność tego obiektu.

W maksymalnie krótkim czasie, w sąsiedztwie admiralskiej szopy pojawiły się trzy domy dla ekipy oficerów: dwa trzypiętrowe i jeden dwupiętrowy, zbudowano sklepy, żołnierskie koszary, kotłownia, magazyny, dieslowska elektrownia i garaże. Przeznaczenie tego ostatniego wzbudzało zdumienie, bowiem drogi lądowej do zatoki nie było wcale. Dostać się tam można było albo śmigłowcem albo niewielkim stateczkiem, który przypływał tutaj raz na tydzień. Poza ludźmi wielki, oceaniczny holownik przywoził tam wszelkie produkty, które trafiały do sklepów i były natychmiast rozchwytywane. W oczekiwaniu na przybycie kolejnej dostawy, miejscowi żywili się konserwami i chlebem, który wypiekano w naprędce zbudowanej piekarni. Oczywiście mieszkańcy buchty chcieli mieć więcej życiowych udogodnień, ale wszyscy rozumieli, że tajny obiekt był przeznaczony do bazowania radzieckich okrętów podwodnych. Wszystko było podporządkowane temu zadaniu.

Na początku w Bieczewince bazowało 5 OP projektu 641[3], przeniesionych tutaj z Floty Północnej przez Północną Drogę Morską. Potem w sierpniu 1971 roku, przybyła z Kamczatki 182. Brygada Dieslowskich OP, pod dowództwem komandora Walentina Beca. Część z niej została przeformowana. Od tego czasu była ona samodzielną jednostką i miała na swym stanie 10 OP projektu 641 i jeden projektu 640[4], wyposażony w bardzo silna stację radiolokacyjną do wykrywania celów powietrznych. W skład brygady wszedł także szkolny OP projektu 690 Kefal.[5]


Z kałasznikami na jagody


Zatoka broniła się. Wraz ze składem głowic torpedowych postawiono dwie baterie zenitówek, wprawdzie starych, pamiętających jeszcze ostatnią wojnę, ale sprawnych i z nowym wyposażeniem. Artylerzyści-przeciwlotnicy mieli dyżury całodobowe i od czasu do czasu mieli ćwiczebne strzelania. Ale to nie było wszystko. Na przeciwległym brzegu buchty na, przylądku Szipunskim rozmieszczono baterię rakiet plot. Zatoka Bieczewinskaja była dziurą zabitą deskami, ale osiedle Szipunskij, to było miejsce, gdzie diabeł powiedział „dobranoc”. O życiu mieszkających tam ludzi opowiadał nam służący tam w tych czasach Jurij Zawrażnyj:
- Przez zatokę widać było na wulkanicznym stożku zenitowo-rakietowy dywizjon; w porównaniu z nimi to my mieszkaliśmy w Paryżu. Oni świeżą wodę wytapiali ze śniegu, a na jagody to ich kobiety wybierały się z kałachem na plecach – niedźwiedzi tutaj od groma. W czasie świąt oni od czasu do czasu wybierali się do nas i już przywykliśmy do wibramowych buciorów dopełniających welurowych i szyfonowych kreacji „rakietówek”.


Koreański „szpieg”


Rakietowy dywizjon na przylądku Szipunskim okazał się być mało przydatnym do walki z wysoko latającymi celami. Pokazały to dobitnie wydarzenia z 1983 roku. Zawrażnyj wspomina:
- Byłem wtedy dowódcą odcinka. Pewnej nocy dzwoni do mnie dowódca POWT[6] i chrypi:
- Dowódca POWT nr 2, starszy marynarz Kirpikow melduje, że na posterunku bez wydarzeń. – potem zamilkł… i – w zamyśleniu: – Nad strefą właśnie leci samolot.
- jaki samolot?
- A… nie widzę. Ciemno. Wysoko leci.
- A na słuch to jaki? Odrzutowy czy tłokowy?
- A diabli wiedzą towarzyszu poruczniku, nie orientuję się za bardzo? Mówię, że leci wysoko.
- Pozycyjne widać?
- Nie, nie widać. Prawdę powiedziawszy już odleciał… gdzieś tam… – najwidoczniej pokazywał mi palcem skąd dokąd, ale ja przecież nie mogłem tego zobaczyć, bo dzieliło nas co najmniej dwieście metrów nieprzeniknionej nocnej ćmy, ja w pomieszczeniu, a on na zewnątrz.
- No dobrze – położyłem słuchawkę. A co? Leci? No to niech leci dalej. Tym lepiej, bo już poleciał. Leciał wysoko, i tak nie miałem go czym zestrzelić. Przeleciał i nic się nie stało. Zatelefonowałem do dyżurnego dywizjonu i powiedziałem mu o samolocie (no i do diabła z nim), a potem przytrenowałem oko na tapczanie i kontynuowałem służbę. Następnego dnia zdałem służbę zmiennikowi. I jeszcze w ciągu tego dnia cały świat dowiedział się, że koreański Boeing zszedł z kursu, przeleciał nad Kamczatką, i to akurat nad nami, a nasi przeciwlotnicy zestrzelili go gdzieś nad Sachalinem biorąc go za amerykański samolot zwiadowczy RC-135.

Rakietowcy z Szipunskiego dostali wtedy popalić od przełożonych, chociaż mieli za zadanie ochraniać nie przestrzeń powietrzną kraju, ale bazę okrętów podwodnych – i to od wtargnięcia nad nią od strony morza…[7]  


Nieoczekiwany finał


Wojskowe miasteczko rosło i się rozwijało. Wkrótce pojawiła się szkoła 10-latka z hala sportową, klub, przedszkole, przybywało i domów mieszkalnych. Przy pirsach cumowały nowe okręty. Ale w 1996 roku, garnizon podpadł pod redukcję. OP, które wtedy nie były tu przypisane, zostały detaszowane do innych baz, zaś ludzi i ich dobytek wywieziono okrętami do Pietropawłowska Kamczackiego. Opustoszały domy żołnierskich rodzin, przestały być potrzebne wpółzatopione pirsy, a w przysiółku Szipunskij zostało porzuconych dziesiątki beczek z toksycznym paliwem rakietowym. Nie mogli go wywieźć, albo nie chcieli. Pewnego dnia przyleciał helikopter i… rozwalił beczki seriami z kaemu…

Od tego czasu ziemia w tym miejscu jest martwa. Nawet niedźwiedzie i rosomaki, które znowu stały się gospodarzami buchty, nie chodzą na teren byłego dywizjonu rakietowego…


3 grosze od tłumacza: miasto-widmo


Historia tej bazy zainteresowała mnie, bowiem dziwnym się wydawało porzucenie jej mimo doskonałego strategicznego położenia na Kamczatce. Choć Zimna Wojna się skończyła, to jednak Rosjanie nie zamierzają zrezygnować ze swego udziału w grze o dominację w basenie Oceanu Spokojnego, która będzie się rozgrywać w XXI wieku. Właśnie tam przeniesie się światowe centrum handlu, przemysłu i biznesu i o gospodarce świata będą decydowały indeksy giełd w Tokio, Taipei, Pekinu i Szanghaju, Singapurze, Sydney, Wellington czy Manili.

Szukając materiału graficznego dokopałem się do informacji o tym, że baza i miasto o nazwie Rybaczij zostało porzucone wskutek skażenia, ale nie tyle chemicznego, a promienistego. A oto, co pisze na ten temat Wikimapia.org:


Kamczatka, Ribaczij (52°55’09” N - 158°29’32” E) – rosyjska baza okrętów podwodnych Floty Pacyfiku znajduje się na południowym brzegu Półwyspu Kraszennikowa, nad Zatoką Kraszennikowa w okolicach Pietropawłowska Kamczackiego.


Okręty podwodne z napędem atomowym operowały z bazy w Ribaczim od połowy lat 60. Od wczesnych lat 80. Rybaczij stał się największą rosyjską bazą nuklearnych OP obsługująca 14 radzieckich SSBN.[8] Jednakże w dekadę później, w marcu 1998 roku, liczba ta spadła do 9 pozostających w służbie OP klasy Delta (a dokładniej Delta III) – po wycofaniu ze służby 3 okrętów klasy Delta I i 3 okrętów Yankee I pomiędzy 1993 a 1997 rokiem. Od roku 1999 ilość aktywnych SSBN spadła do 4, wraz z 1 skasowanym SSBN (prawdopodobnie klasy Yankee) pozostały na Kamczatce. […]


Najgorszym problemem wiążącym się z tą bazą jest duża ilość skasowanych, wycofanych ze służby OP, które w niej zadokowano. W roku 2000 znajdowało się tam aż 17 [!!!] OP w Zatoce Kraszennikowa, z których tylko trzy zostały pozbawione reaktorów jądrowych. […]


Radioaktywność nie przekracza zadanych norm na większości akwenu Zatoki Kraszennikowa. Pomiary dokonane w pobliżu bazy Ribaczij wykazały dość niski poziom promieniowania wynoszący 8 Bq/kg. (Źródło - http://wikimapia.org/118355/Kamchatka-Rybachiy-Nuclear-Submarine-Base, przekład mój uwaga tłum.)


Według innych źródeł, w bazie i mieście doszło do skażenia radioaktywnego, którego źródłem były nierozbrojone okręty podwodne oraz wcześniejszy problem ze skradzionym katalizatorem platynowym, co stało się przyczyną opuszczenia bazy (i to w ciągu jednej nocy) i powstania kolejnego miasta-widma… (Zob. http://webecoist.momtastic.com/2010/04/15/ghost-towns-places-abandoned-due-to-disasters-pics/ - uwaga tłum.)

Co do zestrzelenia koreańskiego Boeinga z lotu KAL-007, to jestem przekonany, że doszło do fatalnej pomyłki i Rosjanie chcieli zestrzelić nie „pasażera”, ale śledzący całą operację wywiadowczą latający radar i stanowisko dowodzenia – samolot E2A Sentry AWACS – a dokładniej chodziło im o jego elektroniczny „miąższ” którym był nafaszerowany od dziobu do ogona, a które to samoloty stanowiły jedno z najważniejszych ogniw amerykańskiego systemu obronnego oraz programu SDI/NMD. 


Wygląda na to, że dopiero teraz zaczynamy poznawać tajemnice radzieckich (i nie tylko) miast-widm, które są niemymi świadkami szaleństwa Zimnej Wojny. Póki co jest w nich miejsce na wszystko – począwszy od tajemnic sztabów dywizji i flot Az do tajemnic UFO i USO, bo jestem pewien, ze w niejednym z nich pracowano także nad nimi…


Źródło – „Tajny XX wieka” nr 29/2012, ss.20-21
Przekład z j. rosyjskiego i angielskiego –
Robert K. Leśniakiewicz ©                      



[1] Od „gławnyj komandir” - głównodowodzący.
[2] Stopień wojskowy nie mający odpowiednika w polskiej Marynarce Wojennej.
[3] W kodzie NATO – klasa Foxtrott – SS czyli myśliwski lub torpedowy OP.
[4] W kodzie NATO – klasa Whiskey – SSK czyli tzw. patrolowy lub radarowy OP.
[5] W kodzie NATO – klasa Bravo – SS.
[6] Punkt Obserwacji Wzrokowo-Technicznej.
[7] W opisywanym przypadku KAL-007 leciał od strony lądu, więc przeciwlotnicy nie otwierali ognia do samolotu, który opuszczał przestrzeń powietrzną Związku Radzieckiego.
[8] Rakietowy okręt podwodny z napędem atomowym.