Powered By Blogger
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą anomalie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą anomalie. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 5 maja 2020

Mniszkowe potwory




W 2011 roku pisałem o znacznym pojawie mniszka lekarskiego (Taraxacum officiale) w okolicach Jordanowa, który przypominał jakieś spotworniałe formy tej rośliny. Nie dość, że liście jej mierzyły do 40 cm długości, to jeszcze wielokrotne kwiaty były umieszczone na bardzo grubych łodygach. Uznałem to wtedy za jakieś mutacje radiogenne czy coś w tym rodzaju. Jednakże to może wynikać z samej natury mniszka, a dokładniej z jego rozrodu.




Rzecz opisałem dokładnie w jednym z moich artykułów o kłamstwach anty-ekologii, gdzie odsyłam Czytelnika - https://wszechocean.blogspot.com/2011/10/o-kamstwach-anty-ekologii-2.html.
Teraz spacerując po jordanowskich łąkach znów odkryłem poliploidalne osobniki z tego gatunku. Czyżby miały jakiś związek z jakąś awarią atomową? Tego nie wiem, ale…



W marcu 2011 roku miała miejsce katastrofa w Daiichi-Fukushima I EJ, po której tysiące litrów skażonej wody dostało się do Pacyfiku, a tony produktów reakcji do atmosfery, która rozwlokła je na całą północną hemisferę naszej planety. Ostatnio płonęły lasy wokół Czarnobylskiej EJ i być może jakieś skażenia zostały przywleczone i tutaj. Wedle różnych źródeł są to tereny skażone do 30 mSv/h. Moje pomiary jak na razie nie przekroczyły poziomu naturalnego promieniowania tła – 0,04-0,20 μSv/h, jednakże nie zapominajmy, że opady deszczu, które (na szczęście) nie były zbyt intensywne, mogły spowodować powstanie radioaktywnych plam, których promieniowanie mogłoby oddziaływać na rośliny. A może jest jeszcze jakiś inny czynnik działający tak na rośliny, np. grzyb, wirus czy bakteria? Tego niestety nie wiem…

wtorek, 28 marca 2017

Podziemne sygnały od Obcych



Dr Bruce Cornet i autor


George A. Filer III (MUFON)


Dr Bruce Cornet pisze o swych dowodach na istnienie Podziemnego Systemu Ogniskowania Magnetycznego Pogrzebanej Trójkątnej Sondy Kosmicznej Obcych w Pine Bush, NY (N 41°36’29,53” – W 074°17’56,94”, 118 m n.p.m. – przyp. tłum.). Wielka liczba statków pozaziemskich była obserwowana nad południowym stanem Nowy Jork przez setki ludzi, którzy widzieli te anomalie. Dr Cornet próbował znaleźć oznaki istnienia korytarza UFO przebiegającego nieopodal Stewart AFB. Dr Ellen Crystall twierdzi w swej książce pt. „Silent Invasion” z 1991 roku, że wykryła dowód na istnienie podziemnej bazy Obcych w okolicy Pine Bush, NY. 

Góry Mt. Adam i Mt. Eve maja kształt granitowych piramid...

W 1992 roku, rozpocząłem trzyletnie mapowanie pola magnetycznego na obszarze 24 mi²/62,16 km² w dolinie Wallkill River Valley, NY, w celu zweryfikowania jej hipotezy. Pomiary magnetyzmu wykonano w 1800 miejscach wewnątrz zmapowanego obszaru. Kilkanaście map wykonano z ukazaniem wewnętrznej budowy geologicznej i różnymi typami anomalii magnetycznych. Niektóre z tych anomalii wydaje się być nienaturalnymi i pochodzenia technologicznego.

Mapy magnetyzmu, które sporządziłem dla hrabstw Orange i Ulster są pokazane poniżej. Ukazują one położenie ponad 15 anomalii magnetycznych rozmieszczonych wzdłuż dłuższej osi doliny. Anomalie te są pogrzebane i większość z nich jest niewidoczna na powierzchni. Są to granity bogate w żelazo i metawulkaniczne skały, które były częścią starego systemu wysp archipelagu. Góry Mt. Adam i Mt. Eve są największymi wyniosłościami na południe pomiędzy Pine Island a Warwick, NY. Tutaj mamy panoramiczne zdjęcie obszaru wzdłuż Wallkill River, gdzie występują anomalie.

[Rzecz ciekawa – podobną anomalię grawimagnetyczną mamy pod powiatem suskim, w woj. małopolskim. Anomalia ta znajduje się na głębokości ok. 7 km, pod warstwami młodych skał z Kenozoiku, głęboko w skałach z Kredy. Także i w tym przypadku pojawiła się hipoteza ukrytego pod ziemią kosmolotu Obcych. Szczegóły zob. - http://wszechocean.blogspot.com/2012/01/jag-wrak-kosmolotu-pod-beskidami.html - uwaga tłum.]

Dawne piramidalne struktury Mt. Adam i Mt. Eve są niemal kompletnie odsłonięte przez erozję sąsiednich miękkich gleb. Jedna wyspa na zmapowanym obszarze jest reprezentowana przez anomalię magnetyczną, i nie jest całkiem pogrzebaną. Znajduje się ona na północnym końcu drogi Red Top, na zachód od miasta Wallkill. Brązowa, zwietrzała skała metawulkaniczna wyskakuje z morza otaczającej ją czarnej formacji skalnej z Ordowiku (formacja Austin Glenn). Szyby poszukiwawcze w skale są wciąż widoczne i najprawdopodobniej poszukiwano tam rud żelaza.

Żydowski cmentarz z uwidocznionymi anomaliami magnetycznymi
Wykres aktywności jednego z emiterów magnetycznych
Anomalie magnetyczne na obszarze doliny Wallkill River

[Piramidalne formacje znajdują się także w Polsce i ich badaniami zajmuje się Zofia „Eleonora” Piepiórka, która znalazła jedną m.in. w Gdyni, o czym pisze na blogu KKK i swoim własnym - http://legendarnemegality.blogspot.com/, który polecam Czytelnikom.  Niestety, z powodu braku środków nie udało się zbadać ich magnetyzmu, co byłoby doskonałym potwierdzeniem lub zanegowaniem, stawianych przez nią hipotez dotyczących baz Obcych w naszym kraju – uwaga tłum.]

Stawało się jasne w czasie moich wstępnych badań geologicznych, że te wyspy zostały ukazane na mapie poniżej tych anomalii magnetycznych. Większość z tych anomalii jest stacjonarna, co oznacza, że ich wartości magnetyczne są stałe i niezmienne. Kiedy moje badania nad UFO w dolinie się przedłużały, i po tym jak wykreśliłem moją pierwszą mapę anomalii magnetycznych na obszarze 24 mil kwadratowych, to zauważyłem iż zdecydowana większość jak nie wszystkie obserwacje UFO miały miejsce nad tymi anomaliami magnetycznymi lub w ich bezpośrednim sąsiedztwie.

Trójkątne UFO widziane nad cmentarzem Beth Hillel (rys. świadka)

Ta myśl, że Goście używali naturalnych podziemnych anomalii magnetycznych w celu zamaskowania Ich technologii pod ziemią, była moim pierwszym podejrzeniem. To wyjaśnienie potwierdzałoby hipotezę dr Ellen Crystall o istnieniu podziemnej bazy Obcych. Jako geolog wiedziałem, że skały powodujące anomalie magnetyczne są pochodzenia ogniowego (wylewnego, wulkanicznego) i jako takie byłyby bardziej odporne i silniejsze strukturalnie niż otaczające je morskie skały osadowe, utworzone z iłołupków i piaskowców. Dawne wyspy, jak pokazują to skały Mt. Adam i Mt. Eve dalej na południe, zostały utworzone z granitów i zmetamorfizowanych skał wulkanicznych, gdzie krystaliczne minerały byłyby zablokowane i bardziej twarde od piaskowców i łupków ilastych. Te właśnie wyspy byłyby lepszymi obszarami do stworzenia podziemnych baz, które mogłyby być wydrążone i uformowałyby tym sposobem sztuczne jaskinie. Dr Crystall gromadzi dowody na kopalnianą aktywność w lasach, które wspierają jej hipotezy o podziemnych tunelach i jaskiniach. Nie było tego dopóki odkryłem podziemną sondę Obcych poniżej żydowskiego cmentarza Beth Hillel, kiedy inne wyjaśnienie wyszło na światło dzienne. Jako że sonda ta wysłała trzy magnetyczne wiązki sygnałów w kosmos, byłem w stanie zlokalizować przy pomocy mojego magnetometru miejsce, z którego te wiązki wyleciały, kiedy opuściły one Ziemię. Trójkątna konfiguracja trzech podobnych do siebie wiązek określiła trójkątny kształt i wielkość zakopanego obiektu. Jako że ta sonda spoczywa na szczycie większej i bardziej intensywnej anomalii magnetycznej, możliwość iż sygnały lecą z dawnego kosmicznego próbnika Obcych, który wylądował na wyspie, kiedy ten obszar stanowił ocean wydaje się być bardziej racjonalnym niż podziemna działalność w tunelach i jaskiniach. No i kwestia, dlaczego sygnały te są wykrywane tylko i wyłącznie w czasie górowania gwiazdozbioru Wolarza, musi być wyjaśniona.

[Autor sugeruje tutaj związek domniemanego próbnika ze znaną Aferą ε-Wolarza (Bootesa, Boo) czyli Izara albo Zagadką Radioech Strömera, co z kolei ma związek z innym obiektem krążącym wokół Ziemi znanym pod nazwą Czarnego/Ciemnego Księcia/Barona/Rycerza i… Tunguskim Ciałem Kosmicznym, o czym wielokrotnie już pisałem w blogu KKK oraz na łamach „Nieznanego Świata” – uwaga tłum.]

Jak wstępne i początkowe kwestie zostały wyjaśnione, więcej pytań narosło jako konsekwencja tego odkrycia:
1.      Dlaczego nasi Goście wysyłają sygnały w Kosmos spod ziemi, jak mogą opuścić swoją podziemną bazę i wysyłać sygnały tylko poprzez naszą atmosferę (lub nawet spoza niej – dop. tłum.)?
2.    Jak mogą wiązki magnetyczne przenikać poprzez solidną, twardą skałę, jeżeli sonda znajduje się w czarnym, oceanicznym łupku ilastym?
3.    Czy były także inne formy energii (nie magnetycznej) wypromieniowywane poprzez grunt, ale co takiego obserwowali ludzie, co generowało światło?
4.    Czy na innych terenach, gdzie wykryłem podobne sygnały emitowane z ziemi nieopodal, także były wysyłane przez sondy Obcych, które lądowały na innych wyspach tego zamierzchłego archipelagu?
5.     Co ta sonda usiłowała zasygnalizować lub zakomunikować komus w Kosmosie?
6.    Czy te sygnały mogłyby być przechwycone przez inne statki kosmiczne Obcych, i dlaczego ten właśnie obszar tak przyciąga Gości przybywających na Ziemie w celu zbadania źródła tych sygnałów? Czy to ET usiłuje dodzwonić się do domu?
7.     Jak to jest możliwe, że te sondy funkcjonują już od 420.000.000 lat (granica Sylur/Dewon), odkąd zostały zakopane czy głęboko ukryte w skorupie ziemskiej w jednym Czasie? 

Trzy największe anomalie były obserwowane ponad i wokół trójkątnego obszaru magnetycznego:
1.      Bardzo regularny, trójkątny pojazd był widziany jak wisiał nad tym obszarem (i cmentarzem) pewnego wieczoru.
2.    Dziwne odgłosy i gwałtowne skoki temperatury powietrza były obserwowane na cmentarzu i w rejonie nadajników sygnałów magnetycznych.
a)    Autor doświadczył takich właśnie skoków temperatury i słyszał dźwięki jakby trzaskającego popcornu, dobiegających z nadajnika magnetycznego, znajdującego się przy wejściu na cmentarz;
b)   Sue Mann doniosła o wibracjach i szumach, które wydobywały się z gruntu na cmentarzu w pewną noc;
c)    Rośliny i zwierzęta rosną i dziwnie się zachowują wokół cmentarza i źródeł magnetycznych – w tym roślin, które rosną do dołu – w kierunku źródła magnetycznego oraz owadów i robaków, które świecą w ciemnościach.
3.    Poza tym grunt w pobliżu źródeł magnetycznych jest czasem rozgrzany: szybko topnieje tam śnieg tylko wzdłuż drogi i u wejścia na cmentarz.
4.    Świadkowie: Phil i Lynn Martinowie zaobserwowali szperający promień światła, który pojawił się w środku, pomiędzy trzema źródłami magnetycznymi, który śledził nisko lecący komercjalny samolot pasażerski, kiedy przelatywał nad cmentarzem, i znikł tak szybko jak się pokazał.

Inż. Scot L. Sride z JPL w Pasadenie, CA, wskazał na bardzo ważne punkty, kiedy podzieliłem się z nim moimi odkryciami. Scot opracował i wykonał system łączności z pierwszym marsjańskim łazikiem (Mars Rover), więc zna się na falach elektromagnetycznych. 

  • Tak więc na potrzeby komunikacji kosmicznej i międzyplanetarnej potrzebne są fale elektromagnetyczne.
  • SETI definiuje sygnał jako bardzo wąskie pasmo – 1 Hz czy mniej – jako każdy sygnał nadany na mikrofalach.
  • Pulsujące pola magnetyczne mogą być użyte do skupiania wiązek promieniowania magnetycznego lub elektromagnetycznego, i ta teoria jest bardziej możliwa niż magnetyczny nadajnik.
  • Moc wykrytych sygnałów wskazuje na ich sztuczne pochodzenie, w odróżnieniu od naturalnych pulsów magnetycznych.

Te trzy regularnie rozmieszczone źródła magnetyczne mogą być fragmentami systemu ogniskowania strumieni magnetycznych. Z trzema magnesami strumień naładowanych cząstek może być sterowany i skierowany w Kosmos. Można użyć cztery i więcej magnesów, ale sterowanie nimi będzie bardziej skomplikowane. (Dzięki dr Bruce Cornetowi, który zbiera dowody na istnienie obcych lub antycznych cywilizacji)


Opinie z KKK


Robert, serdecznie dziękuję za przetłumaczenie tego artykułu. Jest dla mnie super ważny w kontekście moich poszukiwań baz kosmicznych w Polsce - na podstawie planu KAMIENNYCH KRĘGÓW, które badałam 16 lat. Tego typu badania wymagają zespołu specjalistów oraz  sprzętu m.in. do pomiarów pola elektromagnetycznego. Jak do tej pory jestem osamotniona gdyż naukowcy do których sie zwracałam przed laty o pomoc, nie są zainteresowani ze względu na TEORIE o pochodzeniu Człowieka oraz pochodzeniu kamiennych kręgów. A ja właśnie na podstawie PLANU kamiennych kręgów w odpowiedniej skali nałożonej na plan Polski, zlokalizowałam jedną z baz kosmicznych na Babiej Górze i... na Koskowej Górze k/Jordanowa. http://wszechocean.blogspot.com/2012/01/jag-wrak-kosmolotu-pod-beskidami.html
"Wyprawa w poszukiwaniu Baz Kosmicznych na Babiej Górze w Beskidach!" cz.I i II.
"Bazy kosmiczne UFO na dnie jeziora Wdzydze w Polsce"
Wielu ufologów twierdzi, że żadnych baz kosmicznych OBCYCH nie ma, a już w Polsce w szczególności. Najważniejsze dla nich jest to, że fotografują lub filmują UFO, ale "po co to tam lata?" - tego nie rozumieją. Oczywiście tego typu miejsc jest wiele, ale nie mam z kim pracować. Każdy logicznie myślący ufolog powinien widzieć związek z miejscem nad którym się pojawia UFO - tak jak w powyższym artykule, który przetłumaczył Robert.
Napisałam wiele artykułów i książkę zat. "Święta tajemnica Gdyni" oraz mówiłam w wywiadach (filmy YT) na temat zasypanych piramid na terenie Gdyni oraz Kaszub. Sądzę, że zasypane piramidy są również w górach i w wielu miejscach na terenie Polski...
Napisałam tez artykuł,  gdzie podałam "na talerzu" to co powinno być już dawno zbadane w tako sposób jak w powyższym artykule... "Tajemnica pustyni i jeziora Łebsko k/Łeby - PUCHAR dla Zwycięzcy."

Robert dziękuję za Twoją pracę - tłumacza, który doskonale rozumie czym jest ufologia. Dzięki temu moja praca może doczeka się zrozumienia i....
Pozdrawiam serdecznie – Eleonora


Przekład z angielskiego – ©Robert K. F. Leśniakiewicz   

piątek, 10 czerwca 2016

W lesie przyczaił się portal?





Swietłana Waleriewna Korszuk (Moskwa) 


Mieszkam wraz z mężem w Moskwie i każde lato przynajmniej raz na miesiąc wyjeżdżamy na wieś, by pomóc rodzicom, którzy mieszkają tam na stałe. Wioska ta znajduje się w Szaturskim Rejonie, jakieś 100 km od stolicy. Nieopodal znajduje się miasteczko i stanica Kurowskaja (N 55°34’16” – E 039°32’03”, 123 m n.p.m.), zaś sama miejscowość jest gęsto zabudowana daczami. 

Taki wyjazd u nas przebiega stereotypowo. W pierwszej połowie dnia połazimy trochę po wiosce, a po obiedzie idziemy na spacer do lasu. Zabłądzić w nim wprost nie można i gdziekolwiek byś nie poszedł, to wyjdziesz albo na tory kolejowe, albo na kolejny sad. Nie można tam być samemu – wielu grzybiarzy, zbieraczy jagód i po prostu spacerowiczów. Przyjemność – jakby nie patrzyć – poniżej średniej, ale jak się nie ma co się lubi, to się lubi, co się ma… Często powracaliśmy do domu ze zdobyczą w postaci jagód i grzybów.
Pewnego dnia poszliśmy jak zwykle naszą spacerową trasą po naszych znanych ścieżkach, na których znane nam było każde drzewo, każdy krzak. Przez czas jakiś nie zajmując się rozważaniami o topografii okolicy naraz skonstatowałam, że nie wiem, gdzie się znajduję.

Las jakoś się zmienił, zrobił się gęstszy i niedostępny, pojawiły się wykroty, zaś same drzewa od północy obrosły mchem. Ale najdziwniejsze – gdzieś znikły wszystkie śmieci. Nie ma żadnego opakowania, nawet żadnej okruszyny, nie ma żadnej ścieżki czy dróżki. Początkowo nie przywiązałam do tego żadnej wagi. Zdecydowaliśmy się pójść w stronę ludzi.
Poszliśmy w kierunku hałasu: gdzieś w oddali słyszeliśmy silniki samochodowe i szczekanie psów. Ale im bardziej zbliżaliśmy się do nich, tym te dźwięki były cichsze, aż wreszcie nastała całkowita cisza, w jakiejś izolacji od świata. Nawet ptaki milczały. 

Rozumiałam, że coś takiego jest po prostu niemożliwe, ale fakt pozostawał faktem: jakbyśmy wpadli do jakiegoś innego wymiaru. Szliśmy razem jakieś dwie godziny – i bezowocnie. Założyłam nawet, że kręcimy się w kółko, ale krajobraz wokół nas nie powtórzył się ani razu zaczęło zmierzchać. Zrobiło się nam nieco strasznie i nie rozumieliśmy niczego – co robić?

I naraz… - przelazłam przez jakieś przewrócone drzewo i jakbym wróciła do swego czasu i miejsca: śmieci, głosy, szum silników, i idąca nam na spotkania para młodych ludzi. 

Potem z mężem niejednokrotnie usiłowaliśmy znaleźć to dziwne miejsce przeczesaliśmy wzdłuż i w poprzek cały las, ale i tak go nie znaleźliśmy…

Źródło – „Tajny XX wieka” nr 36/2015, s. 25
Przekład z j. rosyjskiego – ©Robert K. Leśniakiewicz

niedziela, 15 lutego 2015

Migający horror

Wejście do Jaskini Niedźwiedziej na Uralu


Michaił Burlieszyn


W Kostromskiej Obłasti na miejscu dawnej kapliczki leży wielki gorący kamień, wokół którego w zimie zawsze nie ma śniegu. Jeżeli wstąpi się na niego, w stopach czuje się silne ciepło, chociaż jego powierzchnia jest zawsze chłodna.

Wiele dziwnych i niewiarygodnych rzeczy można napotkać podróżując po tajdze czy w górach. A przecież nie trzeba wybierać się aż tak daleko, by przeżyć nieoczekiwany i z niczym nie porównywalny strach.


Pod Moskwą


Zdarzyło się to w podmoskiewskich lasach, nieopodal starej rosyjskiej wsi Sofrino. To tutaj – według relacji otrzymanych od ufologów – znajduje się niewielka, ale bardzo aktywna strefa anomalna. Nie miałem zamiaru jej badać, ale wraz z dwoma przyjaciółmi zdecydowaliśmy przejść w poprzek ten rejon i porównać swe odczucia z oficjalnym stanowiskiem Szkoły Przetrwania prowadzonej wtedy przez znanego podróżnika Witalija Sundakowa.

W pewnym momencie, każdy z nas otrzymał niemal w dokładnym tego słowa znaczeniu uderzenie w głowę. Wołodia – najsilniejszy z nas, ważący prawie 90 kg – nieoczekiwanie zaczął przedzierać się przez krzaki, pozostawiając za sobą „przesiekę” połamanej leszczyny. Oleg wykonał jakiś dziwny unik i pobiegł za Wołodią, opędzając się w biedu od czegoś, co wisiało w powietrzu. Mnie z kolei rozbolała głowa tak, jakby ktoś ujął ja w potężne kleszcze, i pobiegłem w stronę moich kolegów, którzy znikli w zaroślach, niczego sobie nie wyobrażając i nie pojmując, co właściwie z nami się działo.

Po jakichś 20 minutach wszyscy trzej wróciliśmy do siebie, uspokoiliśmy się i podzieliliśmy się wrażeniami o tym, co się zdarzyło. Mogłem tylko opisać stojące mi przed oczami niebiesko-malinowe kręgi. Wołodia opowiedział, że był przekonanym iż za kilka chwil las wybuchnie, i że jedynym ratunkiem jest ucieczka do przodu. Olegowi z kolei wydawało się, że zaatakował go jakiś „ptak”. Wprost z krzaków wyleciała nań jakaś szara „szmata”, z której wyrosły łachmanowate skrzydła. „Szmata” rzuciła się na niego, a Oleg opędzając się od „wroga” pospieszył za Wołodią. Z czym takim spotkaliśmy się w doskonale przez nas znanych podmoskiewskich lasach…?


Okolice Wołogdy


Wiele lat temu, student Moskiewskiego Instytutu Zwiadu Geologicznego o imieniu Paweł opublikował opowiadanie w młodzieżowej gazecie o swej podróży wraz z kolegami po lesistej rzece w Wołogdzkiej Obłasti. Idąc w górę rzeki, studenci ujrzeli na brzegu rzeki opuszczony chutor. Dom mieszkalny i stojąca obok stodoła dobrze się zachowały. Miejsce było doskonałym do postoju. Turyści się rozdzielili: dwoje postanowiło kontynuować podróż, a Paweł i jego kolega Michaił zamierzali odpocząć właśnie w tym opuszczonym chutorze.

O tym, co stało się w chutorze, następnego dnia Paweł i Michaił opowiadali z przerażeniem. Prześladowało ich odczucie, jakoby ktoś nieustannie ich obserwował. Dwie noce oni spędzili… na brzegu. Obaj byli przekonani, ze to jest jedyne bezpieczne miejsce. Paweł napisał w artykule:

Tam, na brzegu, w szeleszczącym listowiu zrodził się nam plan. Na drugi dzień postanowiliśmy stamtąd uciec, bo nie mogliśmy wytrzymać tego mocowania się ze strachem. Strach nas skuwał, zmienił nasze postacie w jakieś mumie…
Nazajutrz rankiem zabraliśmy swe rzeczy i trochę żywności, literalnie wyrwaliśmy się stamtąd z tego miejsca. Na miejscu pozostał namiot, śpiwory, naczynia i główna część produktów żywnościowych…
I na dodatek notatka w której informowaliśmy przyjaciół, że zdecydowaliśmy się odjechać.

Podróż Pawła zakończyła się niezbyt szczęśliwie Ale czasami w lasach, w tzw. strefach anomalnych maja miejsce jeszcze bardziej nieszczęśliwe zdarzenia.

Wejście do Jaskini Niedźwiedziej


Ural: jaskinia Miedwieżaja Pieszczera  


Na Północnym Uralu można się znaleźć w „zakazanych” miejscach. Można się w nich spotkać z zupełnie niewiarygodnymi rzeczami, w których istnienie po powrocie do domu zupełnie nie wierzysz. Jedno z nich znajduje się w górnym biegu rzeki Peczora, gdzie Uralskie góry przechodzą w pogórze. Tam właśnie znajduje się znana wielu rosyjskim  archeologom jaskinia Miedwieżaja Pieszczera (Jaskinia Niedźwiedzia – przyp. tłum.), w których pogrzebano kości wielu wymarłych zwierząt. Zaczyna się ona ogromną grotą skierowaną ku południowi. Jest w niej zawsze cieplej, niż w niewielkim wąwozie, na dnie którego znajduje się wejście do jaskini i dlatego właśnie grota ta stanowi od dawna ciepłe i bezpieczne miejsce do nocowania. To właśnie tam znajdowało się najbardziej wysunięte na północ stanowisko człowieka pierwotnego z Paleolitu.

Ale mnie nie przywiodły tam archeologiczne znaleziska, ale jej zadziwiający kształt. Owalne, wygładzone do błysku tunele, którymi można było spacerować przecinały się z wąskimi szczelinami, przez które z trudem przychodziło się przeciskać, a które nieoczekiwanie wychodziły na szerokie, dobre do nocowania i biwakowania sale.

Żeby zorientować się w przebiegu tego labiryntu, wraz z dwoma studentami geologii postanowiliśmy nie żałować czasu i poczołgać się korytarzami tej jaskini.

W tym czasie już przebywałem niejednokrotnie w setkach jaskiń Krymu, Kaukazu, Tiań-Szania i Kopet-Dagu. Dlatego też zbadanie, na pierwszy rzut oka „prościutkiej” jaskini, wydawało mi się odpoczynkiem od geologicznych tras. Do jaskini weszliśmy wczesnym rankiem, a na obiad nie chcieliśmy wyjść na powierzchnię, a tylko przekąsić coś na dole. Po posiłku zdecydowaliśmy się na wypoczynek.

Zgasiliśmy latarnię… i w absolutnej ciemności ja doskonale zobaczyłem swe ręce. Obok mnie jeden ze studentów wykrzyknął cicho. Okazało się, że on też doskonale widział w kompletnej ciemności. Upłynęła jeszcze chwila i poczuliśmy, że poza naszą trójką w jaskini jeszcze ktoś jest. Odczucie było takie, jakby ktoś stał nam za plecami patrząc ciężkim wzrokiem w potylicę. Uczucie obecności przeszło w strach. Zdecydowaliśmy się na przerwanie prac i wyjście na górę.

Plan jaskiniowych korytarzy pamiętałem doskonale. Wyszliśmy na Galerię Archeologów, przez 10 minut szliśmy owalnym korytarzem i… znaleźliśmy się na miejscu naszego obiadu. Ponownie, tym razem powoli ruszyliśmy do wyjścia i… znów wróciliśmy do tego samego miejsca! Nasze samopoczucie przybliżało się powoli do paniki, światło latarek zaczęło słabnąć, nacisk psychiczny narastał.

Dopiero za trzecim razem udało się nam wyjść z „zakazanej” galerii na powierzchnię.

Jedno z ostatnich zdjęć grupy Diatłowa


Otorten: góra śmierci


Góra Otorten (1234,2 m n.p.m.) to najwyższy punkt Północnego Uralu. Pod koniec stycznia 1959 roku, zginęła tutaj doskonale przygotowana grupa turystów-narciarzy z Uralskiego Instytutu Politechnicznego. Kierował nią doświadczony turysta, doskonały narciarz, który niejednokrotnie brał udział w długotrwałych zimowych górskich wyprawach – Igor Diatłow. Studenci poszli w góry, minął okres kontrolny (czas, w którym grupa powinna zjawić się na punkcie końcowym trasy – przyp. tłum.), ale grupa nie doszła do końcowego punktu trasy.

[Materiały o losach grupy Diatłowa zamieściłem tutaj także na stronach: http://wszechocean.blogspot.com/2012/04/zmasakrowani-przez-ufo-czy-pocisk.html i dalszych - uwaga tłum.]

Ratownicy, którzy udali się na poszukiwanie turystów, znaleźli namiot z rozciętą tylną ścianką i ciała uczestników wyprawy w głębokim śniegu. Na twarzach zmarłych zastygł wyraz okropnego strachu. Wedle danych sądowej ekspertyzy patologicznej, jedni turyści zmarli z przechłodzenia organizmu (hipotermia), inni zaś wskutek zawału serca.

Istnieje kilka hipotez, co do tego, dlaczego oni zmarli. Swego czasu najbardziej popularną była tzw. wersja szamańska. Zgodnie z nią, turyści zostali ukarani za to, że wstąpili na poświęconą ziemię stanowiącą tabu. Szamani jakoby wykłuli im oczy i tak okaleczonych wyrzucili na śnieg, by tam zmarli.

Drugą – bardziej modną – hipotezą była wersja nuklearno-reakcyjna. Według niej, turystów jakoby nakrył radioaktywny obłok, który powstał po teście jądrowym na Nowej Ziemi.

Trzecia hipoteza mówi o przelocie nad uralskimi grzbietami górskimi, w momencie obozowania tam grupy turystów, dużej wojskowej rakiety, która wymknęła się spod kontroli i poleciała samopas. Jej lot był poprzedzony silnym pulsem infradźwiękowym, który na początku spowodował u ludzi wybuch niekontrolowanego strachu, a potem przy wzrastającym wpływie infradźwięku wewnętrzne krwotoki i w rezultacie śmierć.

Stronnicy tej trzeciej wersji zamierzając potwierdzić jej prawdziwość przytaczali fakt, że w 10 lat po tragedii znaleźli oni pasy zwęglonego lasu, które powstały wskutek działania nań fali infradźwiękowej.

[Autorom tej hipotezy najprawdopodobniej chodziło o falę ultradźwiękową o wysokiej częstotliwości a zatem i o wysokiej energii, która istotnie może nawet zwęglić materię organiczną – uwaga tłum.]

Od 1969 do 1973 roku, pracowałem w grupie geologów opracowujących mapę geologiczną górnego biegu rzeki Peczora. W centrum tego rejonu znajdowała się góra Otorten. Ale ani pasów zwęglonego lasu, ani śladów skażenia radioaktywnego miejscowości wokół miejsca tragedii tych narciarzy nie znaleźliśmy.

Według słów myśliwych mansyjskich, którzy nierzadko zachodzili do naszego obozowiska „na dymka” żadnych szamanów napadających na turystów czy geologów w rejonie góry Otorten nigdy nie było.

Schemat zagłady grupy Diatłowa


Migocące strefy


Co mogło się stać przyczyną zagłady grupy Diatłowa? Wszyscy oczywiście słyszeli o strefach geopatycznych. Czasami ludzie stykają się tam z niezwykłymi zdarzeniami. Ogarnia ich tam uczucie strachu, czasami zdarza się utrata pamięci i doświadczają oni halucynacji. Przypomnijmy nasze odczucia w czasie naszej podmoskiewskiej wycieczki, od której rozpocząłem ten artykuł, przerażenia Pawła i Miszy w Wołgodskiej Obłasti, które kazało im uciekać z tego „gościnnie wyglądającego” domu i przerażenie, jakie zdjęło nas w Niedźwiedziej Jaskini.

Sądząc z dziwnego zachowania się kompasu, od czasu do czasu w tych strefach dochodzi do wzrostu intensywności pól geofizycznych. Ludzie, którzy znaleźli się na terenie takich „migocących” stref i ich pól geofizycznych w czasie ich wzmożonej aktywności, mogą zachowywać się różnie, w a skomplikowanych sytuacjach może doprowadzić nawet do katastrofy!

O tym, że w skorupie ziemskiej istnieją struktury mające możliwości zmiany intensywności pól fizycznych, geolodzy wiedzą już od dawna. Znany geofizyk i hydrogeolog doktor geologiczno-mineralogicznych nauk G. S. Wartanian badając takie strefy nazwał je „migocącymi strukturami”. W odróżnieniu od ogółu, „migocące struktury” wpływają na właściwości cieczy, a wszak wiadomo, że człowiek prawie w 90% składa się z wody.

Z taką „migocącą strukturą” spotkaliśmy się w Niedźwiedziej jaskini, a grupa Diatłowa podobnie na górze Otorten. Zgubienie orientacji i bezsensowna chęć do ucieczki biegiem – szczególnie jak to ma miejsce w nocy – mogły przywieść uczestników wypadu do spadku ze stromego skłonu i w rezultacie do śmierci.


Tekst i ilustracje – „Tajny XX wieka” nr 31/2014, ss. 30-31

Przekład z j. rosyjskiego – Robert K. Leśniakiewicz ©