Powered By Blogger
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą choroby tropikalne. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą choroby tropikalne. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 5 listopada 2024

EGO, migranci i choroby tropikalne w Polsce - czyli przyczynek do naszej narodowej głupoty

 

Sernegalczyk wali kloca do jeziora będącego kąpieliskiem.

Wciąż powiększający się efekt globalnego ocieplenia – EGO przynosi różne skutki, a to topnienie lodowców, a to porażenia termiczne, a to oparzenia słonecznym ultrafioletem… jednym słowem EGO nie jest tak idylliczne, jakby się to komu wydawało. W samej tylko Europie corocznie umiera kilka tysięcy osób z przegrzania czy porażenia słonecznego.

Podwyższenie temperatury powietrza, wody i lądu owocuje także różnymi skutkami biologicznymi: jedne gatunki giną wskutek rwania się łańcuchów pokarmowych, inne zmieniają swoje menu i jakoś wegetują. Rośliny zmieniają zasięg swego występowania. Zwierzęta lądowe i morskie migrują na wyższe szerokości geograficzne. Mamy w Polsce inwazyjne ślimaki i owady. Ostatnio walenie prowadzą intensywne rozpoznanie basenu Morza Bałtyckiego, bowiem ten akwen jest jeszcze w miarę chłodny, ale ubogi i zatruty – nic dobrego ich tam nie czeka, czego nie można powiedzieć o parzydełkowcach, które już zadomowiły się w zachodnich sektorach Bałtyku…

No i wreszcie infekcje bakteryjne i wirusowe. Jeszcze na początku lat 90-tych ubiegłego stulecia ostrzegałem przed zawleczeniem do Polski (i w ogóle Europy) chorób, o których u nas prawie zapomniano: błonica, czerwonka, cholera, dżuma dymieniczna, HIV, gruźlica, syfilis, tryper czy nawet ospa czarna, które przechowały się w zapadłych kątach Azji Centralnej na terytoriach byłych republik ZSRR. Nasza odporność zbiorowa na ospę czarną skończyła się parę lat temu, a nowych szczepień nie przeprowadza się, bo uznano, że ospa czarna została pokonana. Jak się okazuje – przedwcześnie. Poza ospą czarną najbardziej niebezpieczną jest gruźlica, bowiem wywołujące ją patogeny wykształciły odporność na antybiotyki i właściwie nie ma jej czym leczyć…

Pamiętam, jak po operetkowym puczu Jazowa-Kriuczkowa-Janajewa w sierpniu 1991 roku w Moskwie, wystosowałem memo w sprawie możliwości zawleczenia do Polski przez „migrantów” z krajów b. ZSRR tych właśnie groźnych infekcji. Z tego, co wiem – poszło do Warszawy i… słuch po nim zaginął. Oczywiście poszedł ad kosz jak wszystkie dokumenty tego rodzaju, bowiem w tym czasie panowało idiotyczne przekonanie, że trzeba utrzymywać kontakty z obywatelami WNP, żeby wiedzieli, jak się żyje u nas. Tak właśnie powiedział nam (red. Zalewskiemu i mnie) pewien minister spraw zagranicznych z tych czasów. Oczywiście jak każdą głupotę naszych rządów, zostało to wykorzystane przez tameczne służby przeciwko Polsce. Pokłosie tego mamy teraz, kiedy nasze służby (zdziesiątkowane przez Macierewicza) odkrywają coraz to innych „śpiochów” i „nielegałów”, co już jest atoli inną sprawą.

Od paru lat obserwuję transfer chorób subtropikalnych i tropikalnych do naszych krajów. Pojawiły się tedy u nas takie infekcje jak denga, gorączka Zachodniego Nilu czy mniej szkodliwe infekcje, o których się nie mówi. Do tego grypopodobne COVID-19 czy odzwierzęce grypy, które od czasu do czasu dziesiątkują populacje zwierząt w naszym kraju. Godzi się wspomnieć infekcję AFS i związaną z tym masakrę dzików, które uciekają do miast, gdzie czują się względnie bezpiecznie.

Ale to jeszcze nic, bowiem w strefie równikowej czają się gorączki krwotoczne w rodzaju ebola, które cechują się letalnością powyżej 90%! Na ten temat mówił dziś (16.VIII) na antenie PR1 Główny Inspektor Sanitarny dr Paweł Grzesiowski. Nie jestem w stanie sobie wyobrazić tego, co by się działo, gdyby to przybyło do nas – a przybyć może wraz z nieproszonymi gośćmi z Afryki. Przy naszej niewydolnej, niedofinansowanej i zadłużonej służbie zdrowia ebola zebrałaby u nas krwawe żniwo! Zabraknie nam 92 mld PLN na służbę zdrowia – i to jest wariant optymistyczny!

W DR Konga pojawił się paskudny wirus małpiej ospy – mpox. Na razie nie został zawleczony do Europy, ale to tylko kwestia czasu. Migranci przywloką go na pewno, to jest oczywiste. Jak na razie występuje on w Burundi, Mali i Kenii. Odnotowano już jeden przypadek w Szwecji. Ogółem choruje 17.000 osób, zmarło już kilkanaście.

Indie. W tym kraju pojawiła się tzw. bakteria New Delhi - NDM. Aktualnie mamy już 10 przypadków w Polsce (dane z dnia 5.VIII), oczywiście ktoś to zawlókł z Indii, bo same nie mogły pokonać taki kawał drogi. Problem polega na tym, że jest to tzw. superodporna bakteria Klebsiella pneumoniae NDM (New Delhi) w szpitalach w Poznaniu i Warszawie. Bakteria New Delhi to niedawno odkryta superbakteria, która jest oporna na praktycznie wszystkie antybiotyki. Placówki medyczne wprowadziły pierwsze ograniczenia.

W Bałtyku mamy mięsożerne bakterie, które atakują ludzi. W tym sezonie padły już dwie ofiary tych groźnych patogenów.

Tymczasem w Strefie Gazy wróciła po 25 latach ponoć wyeliminowana choroba Heinego – Medina wywoływana przez wirusa polio, co podało WHO. Polio pojawia się zawsze tam, gdzie dochodzi do klęsk humanitarnych.

W USA pojawiła się odmiana grypy SARS CoV-2 FLiRT, równie niebezpieczna jak COVID. Na dobitkę pokazała się tam także EEE – końskie zapalenie mózgu. Oczywiście u nas nie ma nad tym żadnej kontroli. Dawniej przyjezdnych wysyłało się do kwarantanny – dziś jest to niemożliwe. Szczególnie dotyczy to „migrantów” koczujących w przygranicznych lasach. Już wyobrażam sobie ten wrzask, jaki podnieśliby różni „aktywiści” i im podobne (głównie lewicowe) oszołomy bredzący jakieś androny o prawach człowieka. Owszem prawa człowieka są dla ludzi, a nie dla band rozwydrzonych „migrantów” i „uciekinierów”, którym zachciało się łatwego życia w UE i którzy łamią wszystkie prawa, byle tylko postawić na swoim. To nie są ludzie ubodzy – wszak sam koszt przerzutu 5 – 10 a nawet 30 tys. USD od łebka to kupa kasy. I dlatego przerzut ludzi przez granice to dzisiaj dochodowy biznes – nawet kilka tysięcy dolarów czy euro od łebka, więc nie dziwię się temu, że tym wszystkim „bojownikom” o „prawa człowieka” tak zależy na tym, by na granicy było niespokojnie. Jak nie wiadomo o co chodzi, to chodzi o pieniądze i to niemałe. O tym pisał ongi Ferdynand Antoni Ossendowski w swych książkach. Przewidziana przezeń wojna hybrydowa stała się faktem w 85 lat po publikacji jego dzieł. Putin z Łukaszenką realizują to, co Lenin zapowiedział po przegranej wojnie z Polską w 1920 roku.

Mnie taka biodywersja nie dziwi – bo jakiś murzyn walący kloca do strumienia czy jeziora jest chodzącą bombą biologiczną. Ostatnie przypadki zatruć wodą z górskiego strumienia tylko potwierdzają tą tezę. Jakiś idiota sobie ulżył do górskiego potoku i bieda gotowa. Właściwie to cud, że jeszcze nie doszło do wybuchu jakiejś afrykańskiej infekcji…

Poza tym nie zapominajmy, że większość z migrantów to mahometanie, ci zaś w swą religię wpisane mają panowanie nad światem i rozszerzanie islamu na wszystkie terytoria. To jest strategia islamskiej ummy czyli wspólnoty. Początkowo wszystko jest OK., oni są uprzejmi, uśmiechnięci póki jest ich mało. Potem przestaje być miło. Islamiści zaczynają żądać praw dla siebie – a to zamknąć puby i knajpy z wyszynkiem – bo to uderza w ich wiarę, a to założyć kobietom burki na grzbiety i czarczafy, bo to zgodne z ich religią, itd. itp. A że w Polsce mamy idiotyczne prawo o obrazie uczuć religijnych, to oni będą z niego korzystali i to jeszcze jak! Skończy się piwko, skończą się mocniejsze alkohole. Skończy się plażowanie w bikini czy nago i grille z boczusiem. I coś takiego przejdzie, a przejdzie, bo umma islamska będzie miała większość, bo oni mnożą się jak króliki nawet bez 800+, które w swej głupocie te rządy zaofiarowały cudzoziemskim nierobom…

Kolejny stopień ummy jest marsz po władzę. Islamiści wystartują w wyborach samorządowych, a potem parlamentarnych. I zacznie się przesuwanie granic  tego, co będzie im wolno. Wreszcie, kiedy już będą mieli władzę, realną władzę w rękach, zaczną domagać się płacenia im haraczu – dżizji czyli podatku za życie płaconego przez giaurów (niewiernych) synom Allacha! Tak właśnie jest już od Średniowiecza do dziś dnia. Ciekawy jestem czy wiedzą o tym „pożyteczne idiotki” i „aktywistki” pomagające migrantom przekraczać zieloną granicę, jak we wrednie antypolskim filmie p. Holland? NB, p. Holland zapomniała o jednym drobiazgu: kiedy muzułmańscy migranci znajdą się w odpowiedniej liczbie w jakimś kraju, to przede wszystkim zabiorą się za żydów, swych odwiecznych wrogów. W tym kontekście zrozumiała jest przepowiednia Nostradamusa o drugim Holokauście…

Jak widać, nasi parlamentarzyści z PO i KO niewiele pamiętają z najbliższej przeszłości. A co z nożownikami, którzy atakują spokojnych ludzi na ulicach w imię Allacha? Co z wariatami za kierownicą wjeżdżającymi w spokojnych ludzi? Co z młodzieżowymi i dorosłymi gangami zasilającymi europejskie podziemie kryminalne? I wreszcie co ze „śpiochami” pracującymi dla ISIS i innych ugrupowań terrorystycznych na Bliskim Wschodzie? Czy aż tak bardzo nam tego trzeba? – zwracam się z tym pytaniem do polityków PO i KO, PSL oraz Lewicy złaknionych pobytu kolorowców w naszym kraju.  

I w ten sposób powstanie Kalifat Polski i skończą się mity i rojenia o demokracji i zapanuje okrutne dla nas prawo dżihadu.

Ale wróćmy do zagrożenia bronią B – czyli biologiczną w triadzie broni masowego rażenia - BMR. Niepokój wzbudzają loty dziwnych balonów „meteorologicznych” wypuszczanych w Rosji, których celem jest terytorium naszego kraju. W powiązaniu z informacjami o pojawianiu się egzotycznych infekcji w Polsce brzmi to co najmniej niepokojąco i kojarzy się z poczynaniami japońskiego zbrodniarza wojennego gen. dr. n. med. Ishii Shiro, który w ramach programu balonowego ataku na USA (oraz Chiny i ZSRR) pod kryptonimem Fu-Go zamierzał użyć lekkich konstrukcji z papieru füsen bakudan (dosł.: bomba balonowa) do zrzucania na wrogie terytoria ładunków wybuchowych, zapalających, chemicznych i właśnie biologicznych. Czynnikiem rażącym miały być wirusy ospy czarnej, bakterie wąglika i dżumy płucnej. W dzisiejszych warunkach EGO wystarczą wyżej wymienione infekcje, na które jak na razie nie ma szczepionek. To można załatwić właśnie transportem balonowym czy dronami albo podsyłając chorych ludzi i zwierzęta na wrogie terytorium. Nie bez kozery ASF (afrykański pomór świń) zjawił się w Polsce we wschodnich województwach... Tego też – jak widać – nie pojmują (czytaj: nie chcą pojąć) różni (p)osłowie na Sejm, którym bardziej zależy na dobrostanie różnych leserów, obiboków, dzieciorobów i nierobów z Afryki i Bliskiego Wschodu. Co więcej, to teraz Polska ma ich przyjmować lub płacić 20.000 € za każdego „inżyniera” czy „doktora” nie przyjętego do naszego kraju.

Notabene, Niemcy to cwanie sobie wymyślili (a niektórzy pseudo-Polacy ochoczo podchwycili): sami wezmą sobie najlepszych fachmanów, którzy są coś warci, a nam odeślą margines społeczny i wszelkiej maści terrorystów. Na tym właśnie polega unijna hipokryzja. Przypominam, że Polska nie ma spapranych papierów kolonializmem – to Anglicy, Francuzi, Belgowie, Niderlandczycy, Niemcy, Włosi, Portugalczycy, Hiszpanie i kto tam jeszcze, którzy kolonizowali Afrykę i obie Ameryki, zabijali krajowców, rabowali ich mienie i zasoby, dokonywali rabunku na niespotykaną skalę – a my mamy teraz za to płacić? Przyjęliśmy parę milionów Greków, Czeczeńców, Ukraińców, Rosjan, Chińczyków i Wietnamczyków i jeszcze mało?  

Oczywiście zdaję sobie sprawę, że zaraz zawyją nawiedzone ½-mózgi z PO i KO, i rzucą mi na głowę najcięższe oskarżenia: żem rasista, faszysta, ksenofob, itd. itp. – tym odpowiem: mieszkam w przeciętnym polskim mieście, obok nas mieszkają Anglicy, Irlandczycy, Hindusi, Rosjanie, Rumuni a ostatnio i Ukraińcy… Ale oni (no może poza wiecznie roszczeniowymi Ukraińcami) powoli zaczynają się wtapiać w nasz krajobraz stanowiąc jego integralną część. Sól tej ziemi. Pracują, uczą się, robią interesy, zakładają mieszane rodziny, mówią po polsku i płacą podatki – i na tych nie powiem złego słowa, i nie pozwolę nikomu. Takie jest moje credo

A jeszcze à propos chorób, gdyby – czego nie daj nam Panie Boże – w Polsce wybuchła jakaś epidemia czy epizootia w rodzaju ASF, to będą jej winni ci, którzy pomogą nielegalnie wjechać nosicielom na terytorium kraju i to ich w pierwszym rzędzie należy wziąć za pysk. Nawet jeżeli mają immunitety. A wszystkim innym przypominam: LEPIEJ ZAPOBIEGAĆ NIŻ LECZYĆ! Uważam, że każdy migrant przekraczający granicę Polski i UE powinien obligatoryjnie być poddany badaniu lekarskiemu i kwarantannie. A że to niezgodne z prawami człowieka? – jak twierdzą różne nawiedzone oszołomy. A niby zarażenie ludzi jakimiś infekcjami jest zgodne? Podrzynanie i rozjeżdżanie, wysadzanie bombami jest zgodne z prawami człowieka? W tym przypadku powiem każdemu lewackiemu mędrkowi – Najpierw Polska, głupcze!

Tylko kto się do tego zastosuje w tym chorym kraju?

 

Robert Leśniakiewicz

Kpt. w st. spocz. WOP i SG

     

sobota, 17 sierpnia 2024

Choroby tropikalne w Polsce

 


Wciąż powiększający się efekt globalnego ocieplenia – EGO przynosi różne skutki, a to topnienie lodowców, a to porażenia termiczne, a to oparzenia słonecznym ultrafioletem… jednym słowem EGO nie jest tak idylliczne, jakby się to komu wydawało. W samej tylko Europie corocznie umiera kilka tysięcy osób z przegrzania czy porażenia słonecznego.

Podwyższenie temperatury powietrza, wody i lądu owocuje także różnymi skutkami biologicznymi: jedne gatunki giną wskutek rwania się łańcuchów pokarmowych, inne zmieniają swoje menu i jakoś wegetują. Rośliny zmieniają zasięg swego występowania. Zwierzęta lądowe i morskie migrują na wyższe szerokości geograficzne. Mamy w Polsce inwazyjne ślimaki i owady. Ostatnio walenie prowadzą intensywne rozpoznanie basenu Morza Bałtyckiego, bowiem ten akwen jest jeszcze w miarę chłodny, ale ubogi i zatruty – nic dobrego ich tam nie czeka.

No i wreszcie infekcje bakteryjne i wirusowe. Jeszcze na początku lat 90-tych ubiegłego stulecia ostrzegałem przed zawleczeniem do Polski (i w ogóle Europy) chorób, o których u nas prawie zapomniano: błonica, czerwonka, cholera, dżuma dymieniczna, gruźlica, syfilis, tryper czy nawet ospa czarna, która przechowała się w zapadłych kątach Azji Centralnej na terytoriach byłych republik ZSRR. Nasza odporność zbiorowa na ospę czarną skończyła się parę lat temu, a nowych szczepień nie przeprowadza się, bo uznano, że ospa czarna została pokonana. Jak się okazuje – przedwcześnie. Poza ospą czarną najbardziej niebezpieczną jest gruźlica, bowiem wywołujące ją patogeny wykształciły odporność na antybiotyki i właściwie nie ma jej czym leczyć…

Pamiętam, jak po operetkowym puczu Jazowa-Kriuczkowa-Janajewa w sierpniu 1991 roku w Moskwie, wystosowałem memo w sprawie możliwości zawleczenia do Polski przez „migrantów” z krajów b. ZSRR tych właśnie groźnych infekcji. Z tego, co wiem – poszło do Warszawy i… słuch po nim zaginął. Oczywiście poszedł ad kosz jak wszystkie dokumenty tego rodzaju, bowiem w tym czasie panowało idiotyczne przekonanie, że trzeba utrzymywać kontakty z obywatelami WNP, żeby wiedzieli, jak się żyje u nas. Tak właśnie powiedział nam (red. Zalewskiemu i mnie) pewien minister spraw zagranicznych z tych czasów. Oczywiście jak każdą głupotę naszych rządów, zostało to wykorzystane przez tameczne służby przeciwko Polsce. Pokłosie tego mamy teraz, kiedy nasze służby (zdziesiątkowane przez Macierewicza) odkrywają coraz to innych „śpiochów” i „nielegałów”, co już jest atoli inną sprawą.

Od paru lat obserwuję transfer chorób subtropikalnych i tropikalnych do naszych krajów. Pojawiły się u nas takie infekcje jak denga, gorączka Zachodniego Nilu czy mniej szkodliwe infekcje, o których się nie mówi. Do tego grypopodobne COVID-19 czy odzwierzęce grypy, które od czasu do czasu dziesiątkują populacje zwierząt w naszym kraju. Godzi się wspomnieć infekcję AFS i związaną z tym masakrę dzików, które uciekają do miast, gdzie czują się względnie bezpiecznie.

Ale to jeszcze nic, bowiem w strefie równikowej czają się gorączki krwotoczne w rodzaju ebola, które cechują się letalnością powyżej 90%! Na ten temat mówił dziś (16.VIII) na antenie PR1 Główny Inspektor Sanitarny dr Paweł Grzesiowski. Nie jestem w stanie sobie wyobrazić tego, co by się działo, gdyby to przybyło do nas – a przybyć może wraz z nieproszonymi gośćmi z Afryki. Przy naszej niewydolnej, niedofinansowanej i zadłużonej służbie zdrowia ebola zebrałaby u nas krwawe żniwo! Zabraknie nam 92 mld PLN na służbę zdrowia – i to jest wariant optymistyczny!

W DR Konga pojawił się paskudny wirus małpiej ospy – mpox. Na razie nie został zawleczony do Europy, ale to tylko kwestia czasu. Migranci przywloką go na pewno, to jest oczywiste. Jak na razie występuje on w Burundi, Mali i Kenii. Odnotowano już jeden przypadek w Szwecji. Ogółem choruje 17.000 osób, zmarło już kilkanaście.

Indie. W tym kraju pojawiła się tzw. bakteria New Delhi - NDM. Aktualnie mamy już 10 przypadków w Polsce (dane z dnia 5.VIII), oczywiście ktoś to zawlókł z Indii, bo same nie mogły pokonać taki kawał drogi. Problem polega na tym, że jest to tzw. superodporna bakteria Klebsiella pneumoniae NDM (New Delhi) w szpitalach w Poznaniu i Warszawie. Bakteria New Delhi to niedawno odkryta superbakteria, która jest oporna na praktycznie wszystkie antybiotyki. Placówki medyczne wprowadziły pierwsze ograniczenia.

Tymczasem w Strefie Gazy wróciła po 25 latach ponoć wyeliminowana choroba Heine – Medina wywoływana przez wirusa polio, co podało WHO. Polio pojawia się zawsze tam, gdzie dochodzi do klęsk humanitarnych.

W USA pojawiła się odmiana grypy SARS CoV-2 FLiRT, równie niebezpieczna jak COVID. Oczywiście u nas nie ma nad tym żadnej kontroli. Dawniej przyjezdnych wysyłało się do kwarantanny – dziś jest to niemożliwe. Szczególnie dotyczy to „migrantów” koczujących w przygranicznych lasach. Już wyobrażam sobie ten wrzask, jaki podnieśliby różni „aktywiści” i im podobne oszołomy bredzący jakieś androny o prawach człowieka. Owszem prawa człowieka są dla ludzi, a nie dla band rozwydrzonych „migrantów” i „uciekinierów”, którym zachciało się łatwego życia w UE i którzy łamią wszystkie prawa, byle tylko postawić na swoim. To nie są ludzie ubodzy – wszak sam koszt przerzutu 5 – 10 tys. USD to kupa kasy. I dlatego przerzut ludzi przez granice to dzisiaj dochodowy biznes – nawet kilka tysięcy dolarów czy euro od łebka, więc nie dziwię się temu, że tym wszystkim „bojownikom” o „prawa człowieka” tak zależy na tym, by na granicy było niespokojnie. Jak nie wiadomo o co chodzi, to chodzi o pieniądze i to niemałe.

Gdyby – czego nie daj nam Panie Boże – w Polsce wybuchła jakaś epidemia czy epizootia, to będą jej winni ci, którzy przemycą jej nosicieli na terytorium kraju i to ich w pierwszym rzędzie należy wziąć za pysk. Nawet jeżeli mają immunitety. A wszystkim innym przypominam: LEPIEJ ZAPOBIEGAĆ NIŻ LECZYĆ!

Tylko kto się do tego stosuje w tym chorym kraju?

sobota, 2 kwietnia 2022

Wiosenne zimy

 


Wszyscy po zimie wypatrujemy wiosny jak – nomen-omen – kania dżdżu. Taka jest już nasza konstrukcja psychofizyczna, że mamy dość chłodów, palenia w piecach, ciężkich ubrań i pierzyn, wysokokalorycznego jedzenia. Tęsknimy do słońca, ciepła, lekkiego przewiewnego ubrania i nowalijek na stole. Tak było i jest od wieków. I będzie.

Wraz z nadejściem marca przychodzi do nas wiosna klimatyczna, co jednak wcale nie przesądza o tym, że kończy się zima – wręcz na odwrót! Niejednokrotnie odnotowywano właśnie w marcu opady śniegu i mrozy z rosyjskiej lodówki czy wręcz biegunowej zamrażarki, jak mawiał nieodżałowany red. Andrzej Zalewski. Tak właśnie mamy w tym roku. Wprawdzie znany polski jasnowidz Krzysztof Jackowski zapowiedział wczesną wiosnę – której ciepłe powiewy mieliśmy w II i III dekadzie marca, ale ten miesiąc pożegnał nas podmuchem chłodu i opadami, najpierw deszczu potem śniegu. Na dodatek przez Małopolskę przeszedł słaby front burzowy, który pożegnał marzec grzmotami. A jak to mówią – jak grzmi na suchy las, to na ciężki czas. No i coś w tym jest – zważywszy długotrwałą suszę, w czasie której powietrze osiągało <20% wilgotności a czasem i <10%! Nie dziwota, że łąki i lasy paliły się jak proch… Na szczęście nie u nas.

Tradycją się stało, że w czasie Świąt Wielkanocnych, które w tym roku są późne i przypadają na 16 i 17.IV, szło się do kościoła w puchatce, a święconkę chroniło się przed opadami śniegu. Tak było wiele razy i tylko kilkukrotnie było ciepło i słonecznie, a w Lany Poniedziałek można się było polewać do woli i bezkarnie…










Po takich zimowych Świętach najczęściej panowała sucha, słoneczna, wyżowa pogoda, która już wprowadzała nas w prawdziwą wiosnę, a od kilkunastu lat właściwie w lato, bowiem obie pory przejściowe uległy skróceniu. Mamy tedy długą zimę, krótką wiosnę, długie lat i krótką jesień. Wydaje się, że jest to właśnie działanie EGO – efektu globalnego ocieplenia. I jak pójdzie tak dalej, to będziemy mieli tylko dwie pory: suchą i deszczową – jak w niższych szerokościach geograficznych!

Przy okazji chciałbym przypomnieć Czytelnikom ostrzeżenie lekarzy-epidemiologów o tym, że w związku z ruchami migracyjnymi w Europie – a osobliwie w Polsce – należy się spodziewać także inwazji wcześniej nieznanych lub zapomnianych w Polsce infekcji w rodzaju duru brzusznego, cholery, błonicy, żółtej febry, dżumy, polio, ospy czarnej czy syfilisu, rzeżączki oraz AIDS. A do tego dochodzą nowe szczepy SARS CoV-2 COVID-19(δ+ο) i odkleszczowego wirusa Heartland – jeszcze gorszego od boreliozy. To zagrożenie wciąż istnieje i jest realne, szczególnie kiedy mamy niemalże niekontrolowany napływ emigrantów z Ukrainy i „migrantów” z Afryki oraz Bliskiego i Środkowego Wschodu, którzy mogą przywlec tutaj wirusy gorączek krwotocznych, jak Ebola czy Lassa. Wypadki, które miały miejsce w Niemczech parę lat temu potwierdzają tylko, że zagrożenie istnieje i jest realne. Służby ostrzegały przed takimi zagrożeniami, ale „pożyteczni idioci”  wyśmiewali je. Zarazki mogą także spadać z nieba wraz z afrykańskim pyłem z Sahary. Obawiam się, że wkrótce, bo już w lecie, staniemy twarzą w twarz z tymi zagrożeniami. Obym się mylił!  


Od eksperta

 

Kwietniowe nawroty  i kontynuacje zimy.

 Przysłowie mówi kwiecień plecień to przeplata trochę zimy trochę lata. Kwietniowe nawroty zimy nie są anomalią tylko normą  Czyli atak zimy jest możliwy każdego roku. Zacznę najpierw od śniegu bo obfite opady śniegu w kwietniu nie muszą przekładać się na średnia najniższą temperaturę. Obfite opady  śniegu w kwietniu zdarzają się gdy deszczowy niż z południa  spotka się z arktycznym wyżowym spływem mas chłodnych. Najczęściej dzieje się tak w okresie od 1 do 20 kwietnia…

Zacznę od pamiętnego 1969 roku, gdy rozbił się 2 kwietnia samolot na Policy. Kwietniowego ataku śniegu nie było, ale ilość śniegu marcowego w paśmie Policy przekraczała 1 metr i utrudniała dotarcie do miejsca katastrofy  na Policy.

Paskudny pod względem ataku mokrego śniegu  był rok 1975. W dniu 13 kwietnia spadło w Jordanowie 50 cm mokrego śniegu. Połamało 50 % drzewostanu w lesie na tzw. Końskich Ugorach.

Potem lata 1977-1982 przyniosły każdorazowy atak mokrego śniegu, który zawsze pokrywał się ze świętami Wielkanocnymi, które były białe.

Szczególnie dotkliwy był atak mokrego śniegu w okolicach 13 kwietnia 1982 roku. 

Potem był spokój do 1990 roku, po bardzo ciepłym marcu i początku kwietnia, 11 kwietnia zaczęły puszczać liście kasztanowca i było bardzo zielono i gorąco.

W 1999 była powtórka mokrego śniegu około Wielkanocy, ale trwała tylko 2 dni. Nagle 12 kwietnia spadło 60 cm mokrego śniegu , a po ustaniu opadów 14 kwietnia przyszedł  mróz -12°C, zwarzyło wszystko, na chwilę wiosna zamieniła się w jesień brązową i dopiero koło 1 maja drzewa zaczęły puszczać nowe liście. A mówimy o jednym z najcieplejszych kwietniów.

W 1991 była powtórka mokrego śniegu około Wielkanocy ale trwała tylko 2 dni.

W 1994 roku, 12 kwietnia cała Polska  pokryta została warstwą mokrego śniegu.

Fatalny był rok 1996,  8 kwietnia w Zakopanem było 30 cm śniegu stale sypał i odbywały się spóźnione MP w skokach narciarskich, śnieg zaczął tajać dopiero po 17 kwietnia.

Jeszcze gorszy był rok 1997, gdzie tajanie pokrywy zaczęło się dopiero 18 kwietnia i trwało bardzo długo, gdyż jak spadł śnieg 4 listopada to trzymał i przyrastał do 18 kwietnia. 

Potem był względny spokój do 2003 roku. 6 kwietnia spadło około 80 cm śniegi i tajało przez tydzień, atak podobny był w 2006 roku śnieg w zaułkach był jeszcze 26 kwietnia.

Także w 2013 r. Wielkanoc była prawdziwie zimowa – 1 kwietnia z południa na północ przemieszczał się aktywny front z opadami śniegu, a słupki rtęci nie przekroczyły miejscami 0 st. C. W ciągu zaledwie kilku godzin spadło 15 cm białego puchu – na drogach utworzyły się gigantyczne korki, zwłaszcza w dzielnicach centralnych.

Fatalny był rok 2017. Prawdziwy  kryzys który nazwę śniegowy rozpoczął się 18 kwietnia. Płytki wilgotny niż karpacki w zetknięciu z powietrzem arktycznym zaczął spuszczać ogromne ilości mokrego śniegu. Śnieg obficie padał 18, 19 i 20  kwietnia. Szczególnie złą sytuację spowodował on koło Częstochowy gdzie spadło 30-60 cm śniegu i tysiące ludzi były bez prądu bo łamały się gałęzie, przewody energetyczne ulegały zerwaniu. W Jordanowie największa ilość śniegu spadła w nocy z 19 na 20 kwietnia gdyż uformowała się pokrywa śnieżna około 15 cm. 22 kwietnia opady ustały ale nastał rano mróz w Jordanowie na ul. Komunalnej odnotowano -5°C. Regularna zima. Topnienie pokrywy śnieżnej trwało przez 22 i 23 kwietnia gdy śnieg się wyniósł powyżej 850 m. 1

5 kwietnia 2021 roku spadło zaledwie 5 cm, ale na Hali Krupowej gdzie dzieci miały ślub 17 kwietnia był 1 metr śniegu.

No i przywitanie śniegu w tym roku. Z kolei jeśli chodzi o temperaturę średnią kwietnia to bardzo zimne kwietnie były w latach 1954-1958 gdzie apogeum chłodu było w 1958 roku i temperatura była niższa od średniej wieloletniej około -2,7 stopnia, następny chłodny okres kwietniowy to lata 1977 -1982  z maksimum 1982 r., -2°C od normy.

Następny to dopiero feralny 1997 z maksimum -2,5°C od normy.

Potem chłodny kwiecień 2003 , 2017 , 2021 z anomalią -2,6°C.

Jaki będzie ten okaże się ale prognozy są nie najlepsze. Dla przypomnienia najcieplejsze kwietnie 1983, 1986, 1989, lata 1998-2018 z wyjątkiem 2003, 2017.

Przypomnę dwa ekstremalnie ciepłe lata 2000 i 2018 z anomalia dodatnia 4-4,5 stopnia C. Średnia obszarowa temperatura kwietnia to około +8,5°C  Najwyższą średnią temperaturą charakteryzował się kwiecień 2018 roku – 12,6 st. C, a najniższą kwiecień 1958 roku – 4,3 st. C.

Stanisław Bednarz


sobota, 16 grudnia 2017

Problem migrantów – aspekt medyczny



Wstrząsający apel lekarki z Niemiec! Ta relacja mrozi krew w żyłach…


Wczoraj w szpitalu mieliśmy spotkanie o tym jak tutaj i w innych monachijskich szpitalach sytuacja jest niezadowalająca. Kliniki nie mogą sobie poradzić z liczbą  wypadków medycznych wśród imigrantów.

Wielu muzułmanów nie chce by pomagał im żeński personel medyczny, i my kobiety teraz odmawiamy chodzenia wśród imigrantów! Relacje między personelem i imigrantami przechodzą ze złych na gorsze. Od ostatniego weekendu migrantom idącym do szpitali muszą towarzyszyć jednostki K-9.

Wielu imigrantów ma AIDS, syfilis i prątkującą gruźlicę i wiele innych egzotycznych chorób które my w Europie nie wiemy jak leczyć.

Jeśli dostaną receptę do apteki, to nagle dowiadują się, że muszą płacić gotówką. To prowadzi do niewyobrażalnych wybuchów, zwłaszcza kiedy to są leki dla dzieci. Zostawiają dzieci z personelem apteki ze słowami: Więc leczcie je tutaj sami!

Dlatego policja nie tylko chroni kliniki i szpitale, ale też duże apteki.

Otwarcie pytamy gdzie są ci którzy witali imigrantów przed kamerami TV  z plakatami na dworcach kolejowych? Tak, w tej chwili granicę zamknięto, ale milion ich już tu jest i na pewno nie będziemy mogli się ich pozbyć.

* * *

Przerażające. Ale w Polsce są jeszcze pożyteczni idioci, którzy nawołują do przyjmowania „migrantów” do naszego kraju. Owszem – ludziom trzeba pomagać w biedzie i potrzebie. Trzeba pomagać słabszym, chorym, osamotnionym, ofiarom zbrodniczego szaleństwa wojny. Trzeba dać im wsparcie duchowe i materialne. Niestety, Niemcy wybrali najgorsze i najgłupsze rozwiązanie, dzięki któremu w Europie podnoszą czarnobrunatne łby upiory faszyzmu i hitleryzmu.

„Migranci” przenoszą różne choroby, które mogą zdziesiątkować ludność Europy. To oczywista oczywistość, przed którą ostrzegałem na łamach m.in. „Polski Zbrojnej” we wczesnych latach 90. XX wieku, choć sam problem był na naszych granicach już wcześniej. Ja się z nim spotkałem w latach 80., kiedy to przez Polskę wiódł szlak z Turcji i Kurdystanu do Szwecji. Po pewnym czasie Szwedzi zwęszyli pismo nosem i po prostu zamknęli dla nich swe granice. I nikt nie mówił o humanitaryzmie, o pomocy, o prześladowaniach, itp. bzdetach serwowanych nam przez polskich quasi-Europejczyków. Szwedzi po prostu powiedzieli „dość”. I pozostawili problem nam. NRD ich nie przyjmowało, inne kraje socjalistyczne też nie, bo i z jakiej racji? Wiadomo było, że są to potencjalni terroryści i nikt nie chciał mieć kłopotów. Dopiero przyjął ich Berlin Zachodni.

Druga fala migracji zaczęła się, kiedy Polska otworzyła granice po przewrocie w 1989 roku. Przede wszystkim ściągali do nas rumuńscy Cyganie – pardon - Romowie, którzy masowo pchali się do Niemiec i oblegali naszą zachodnią granicę.

Jak tylko sięgam pamięcią, z Romami zawsze były kłopoty na granicach. Próby - udane i nieudane - nielegalnego przekroczenia granicy, przemyt, kradzieże dokumentów, wszelkiego rodzaju fałszerstwa, to była normalna codzienność, jeżeli idzie o tą kategorię osób przekraczających granicę. W rumuńskimi Romami problem polegał na tym, że wyjeżdżali z Rumunii i przybywali do Polski legalnie. Rumuni mieli ich dosyć, więc wydawali im paszporty bez problemów. Problem z nimi miała cała Europa, o czym się nie mówiło, bo obowiązywała poprawność polityczna.

Osobny problem stanowili Czeczeńcy i inne narody Kaukazu. Ci od razu zasilili polskie podziemie przestępcze i szczególnie wprawili się w kradzieżach i przemycie luksusowych samochodów (i nie tylko) z Niemiec via Polska do krajów byłego ZSRR. Wytworzyła się ciekawa sytuacja, bo walczący ze sobą Czeczeńcy i Rosjanie poza Rosja i Czeczenią doskonale współpracowali ze sobą w przestępczym procederze, o czym się nie mówiło z politycznych względów – wszak Czeczeńcy to byli ci „dobrzy” walczący ze „złymi” Rosjanami…

Jeszcze wtedy, w latach 90., przestrzegałem przed możliwym zawleczeniem do Polski chorób, które występowały na terytorium b. ZSRR – z dżumą włącznie. Oczywiście nasze meldunki w tej sprawie poszły do kosza, i dopiero kilkanaście zachorowań na gruźlicę, błonicę i inne tego rodzaju choroby zawleczone zza wschodniej granicy sprawiły, że personel GPK został zaszczepiony przeciwko nim. Do Polski znów zajrzało widmo gruźlicy, które w tak teraz pogardzanej Polsce Ludowej zostało praktycznie rzecz biorąc, wyeliminowane. Podobnie z innym dopustem bożym w postaci dżumy i ospy czarnej. Niby są wyeliminowane z Europy, ale wcale nie jest powiedziane, że nie występują w jakichś zapadłych kątach naszej planety? Czarna Śmierć pojawiła się kilka razy w Azji Środkowej, więc może zawitać także i do nas…

Aktualnie zaczęło się w Niemczech to, czego się można było spodziewać. Zawleczono groźne infekcje i wcale się nie zdziwię, kiedy gdzieś tam dojdzie do wybuchu epidemii którejś z gorączek krwotocznych, na które jak na razie nie ma szczepionek ani lekarstw.

Pozwolę sobie postawić pytanie: czy stać nas na przyjmowanie uchodźców ekonomicznych, którymi de facto i de iure są ci „migranci”? Czy stać nas na ich bezpłatne leczenie i ochronę Polaków przed potencjalnymi groźnymi infekcjami? Czy stać nas na utrzymywanie potencjalnie wrogich elementów w naszym kraju? We wszystkich trzech przypadkach odpowiedź brzmi – NIE.

Nie mówiąc już o tym, że aktualnie panuje krucjata przeciwszczepionkowa – szczególnej urody głupota lansowana przez niektóre kręgi „uczonych”, którzy chyba czują się niedowartościowani i sieją zamęt w głowach polskich (i innych) wykształciuchów. Ich czołowa argumentacja, że szczepionka zaszkodziła jakiemuś dziecku, które po zaszczepieniu zachorowało i umarło działa na wyobraźnię, owszem – ale ci zwolennicy krucjaty antyszczepionkowej już nie mówią o tym, że umarło czy zachorowało jedno dziecko, ale 100.000 żyje i się uodporniło! Goebbels byłby z nich dumny!

Jako ateista mam gdzieś cały ten religijny badziew, którym tak niektórzy się podniecają, i nie życzę sobie by ktoś siłą nawracał mnie na jakieś majaczenia chorego mózgu. Jednak jako (przeklęty przez PO i PiS-owskie władze) żołnierz WOP i funkcjonariusz SG, mimo wszystko czuję się odpowiedzialny za losy Ojczyzny. Nie jestem stronnikiem PiS, ale w tym jednym jedynym przypadku przyznaję im rację: żadnych „migrantów” na polskiej ziemi dla naszego własnego bezpieczeństwa medycznego! Pomagać im – proszę bardzo, zawsze i wszędzie – ale na ich ziemi, bo to jest jedyne sensowne działanie w naszym własnym, dobrze pojętym interesie.   



poniedziałek, 15 sierpnia 2016

Czarna śmierć czy z… Kosmosu?





Jednym z najciekawszych zagadnień w historii naszej cywilizacji są epidemie i pandemie Czarnej czy Czerwonej Śmierci, które dziesiątkowały populację Europy i reszty świata w tzw. „ciemnym millenium chorób” w latach 700 – 1700 n.e. Dowiedziałem się o nich w obszernej pracy dr Miloša Jesenský’ego pt. „Bogowie atomowych wojen” (AOS Publishing, Ústi n./Labem 1998), którą polecam Czytelnikowi – zob. na http://hyboriana.blogspot.com/2012/07/bogowie-atomowych-wojen-1.html i dalsze. Osobiście widziałem w tym możliwość interwencji z Kosmosu – albo Kosmitów, albo… naszych odległych przodków z poprzednich cywilizacji, co u nas sugerował Aleksander Mora w serii artykułów pt. „Atomowa wojna bogów” w lubelskiej „Kamenie” w 1978 roku (zob.  http://hyboriana.blogspot.com/2012/08/bogowie-atomowych-wojen-14_5.html i dalsze). Moje wątpliwości i spostrzeżenia zawarłem w artykule pt. „Czarna zaraza spadła z nieba?” w „Wizjach Peryferyjnych” nr 4/1996, ss. 16-19, zob. http://hyboriana.blogspot.com/2016/05/wizje-peryferyjne-nr-41997.html.  
  
Moje zainteresowanie tematem przeżyło swój nawrót, kiedy przygotowywałem materiał fotograficzny do pracy Wiktorii Leśniakiewicz & Katarzyny Wilczak pt. „Jordanowskie miejsca pamięci – mały przewodnik”, (TMZJ, Jordanów 2016) w którym udokumentowano m.in. dwa cmentarze ofiar epidemii cholery w 1831, 1949, 1855 i 1873 – łącznie 107 ofiar, epidemii tyfusu głodowego w 1847 roku – łącznie 300 ofiar oraz grypy „hiszpanki” w latach 1918-1919 – ilość ofiar nieustalona. Znów powróciła myśl o pozaziemskim pochodzeniu tych plag, przy czym znajdowane jest coraz to więcej dowodów wprost na to, że mikroorganizmy chorobotwórcze spadają na nas wprost z nieba, a ich ślady znajdujemy na meteorytach…   

Ostatnio w magazynie „Świat wiedzy - Historia” nr 4/2016, ss. 80-85, znalazłem bardzo ciekawy artykuł Zygmunta Gołąba & Miłosza A. Gerlicha pt. „Horror czarnej śmierci”. W powołanym artykule pisze się o pojawieniu się w Europie wszelkich zaraz, z których cztery były najgorszymi „terminatorami” jej ludności: czarna ospa (Variola vera - 40 mln ofiar), dżuma dymieniczna, płucna i posocznicowa (Yersinia pestis - te dwie ostatnie mają letalność 100%, a zabiły 200 mln ofiar), dżuma Justyniana (prawdopodobnie była to dżuma dymieniczna, która zabiła 100 mln ofiar), cholera (Vibrio cholerae - 40 mln ofiar) oraz grypa „hiszpanka” (Influenza, szczep H1N1 ok. 50-100 mln)[1]

Te dopusty boże mogły spadać z nieba – i to dosłownie: wraz z meteorytami, pyłem kosmicznym, a także w biologicznych bombach pozostałych po konfliktach bogów-astronautów za czasów panowania Imperium Atlantydy. Założyłem bowiem, że w czasach panowania Atlantydów doszło do jednego lub kilku konfliktów ogólnoświatowych z masowym użyciem broni masowego rażenia – w tym A, B, C i D oraz wszystkich innych, które znamy, a które doprowadziły do upadku cywilizacji i cofnięcia się Ludzkości do czasów jaskiniowych. Tak powstał świat, w którym żyjemy my. 

Tym niemniej w tym zrujnowanym świecie pozostały i być może wciąż są aktywne mordercze artefakty – BMR, które od czasu do czasu uaktywniają swe działanie. Jeżeli idzie o bronie B i C, to jak podają obaj autorzy:

Średniowieczni Europejczycy dopatrywali się zapowiedzi epidemii w wielu zjawiskach. Trwogę budziły nietypowe konstelacje (układy) bądź koniunkcje (ułożenie w jednej linii) wybranych planet. Mór wieściły też deszcze meteorów, zorze, zaćmienia Słońca czy Księżyca oraz inne zjawiska optyczne czy przyrodnicze.
Również silny wiatr, burze, gradobicia czy upalne lato „przepowiadały” dżumę.
Szczególną  grozę budziły mgły. Zabójczych właściwości dopatrywano się tez w „miazmatach” – wyziewach wydobywających się  z jaskiń, rozpadlin, bagien, wysypisk śmieci czy cmentarzy.
Zwiastunami nieszczęścia miały być także nagle więdnące kwiaty, psująca się szybko żywność, trująca dla zwierząt domowych rosa oraz tajemnicze głosy i omamy wzrokowe.

Tak właśnie to wyglądało. Dżuma swój pochód w latach 1338-1339 rozpoczęła w rejonie jeziora Issyk-kul (dzisiaj Kirgistan). A Issyk-kul to jedno z najbardziej tajemniczych jezior na świecie. Wystarczy przeczytać o jego tajemnicach na moim blogu - http://wszechocean.blogspot.com/2011/06/tajemnice-jeziora-issyk-kul.html, http://wszechocean.blogspot.com/2013/01/tajemnice-jeziora-issyk-kul.html. Wygląda na to, że w okolicy jeziora znajdują się pozostałości po starożytnej cywilizacji. Jaki to ma znaczenie dla sprawy, zaraz powiem.

W czasie spotkania z nieżyjącym już niestety inż. Ivanem Mackerlem, które wraz z dr Jesenským mieliśmy w dniu 1.V.1998 roku w hotelu Pyramida w czeskiej Pradze, przedyskutowaliśmy problem pozostałości po poprzednich cywilizacjach w Ameryce Południowej. Chodziło m.in. o Mato Grosso i Złote Miasto – Eldorado, które chciał odszukać inż. Mackerle. Wtedy właśnie przyszło nam do głów, że wszystkie ekspedycje, które poszły na poszukiwania tych złotych miast mogły zginąć z prozaicznego powodu – właśnie dzięki aktywności powojennych pozostałości sprzed 12.000 lat, z czasów Wielkiej Wojny Bogów – Astronautów, o której pisał Aleksander Mora w „Atomowych wojnach bogów” czy obecnie Daniel Laskowski w swej powieści „Bractwo Zielonego Smoka”. 

Co takiego mogło spotkać te ekspedycje, poza dżunglą, krajowcami, ognistymi mrówkami, jaguarami, krokodylami i innymi tego rodzaju „atrakcjami” Amazonii? Nasza hipoteza brzmi – przede wszystkim pozostałości atlantydzkiej broni B. Broń jądrową, termojądrową, dezintegracyjną czy neutronową oraz chemiczną wykluczam – dawno już eksplodowała czy rozsypała się w trujący, radioaktywny pył, który gdzieś tam może znajdować się w warstwach rzecznych osadów… - natomiast wirusy, bakterie, riketsje i inne drobnoustroje chorobotwórcze wcale nie zginęły, a wręcz odwrotnie – przetrwały i niczego nie straciły ze swych morderczych właściwości. Na tym właśnie polega niebezpieczeństwo użycia tej broni – na jej możliwościach przystosowawczych do każdych warunków i długofalowości działania. Poza tym szczepy drobnoustrojów potrafią się przystosować do nowych warunków bytowania i w rezultacie zmieniać swe właściwości, ale jeżeli miały wszczepiony gen powodujący ich agresywność w stosunku do komórek organizmów roślinnych, zwierzęcych czy ludzkich, to ów gen mógł cały czas być przekazywany w ich materiale genetycznym, jak było to właśnie z bakteriami dżumy, przy której ktoś kombinował jakieś 2-20 tys. lat temu. A kto? – tego możemy się tylko domyślić… 2000 lat temu nikt nie miał takich możliwości, ale 20.000 lat temu istniało jeszcze Imperium Atlantydzkie z jego nauką i techniką.  

Ktoś powie, że to mało prawdopodobne. OK., w takim razie niech sobie przejrzy ostatnie newsy z Syberii, gdzie trwa właśnie tzw. „zombie epidemia” wąglika – Anthrax wywołaną przez laseczkę wąglika – Bacillus anthracis. Wąglik zdziesiątkował kilka lat temu stada reniferów, których zwłoki zamarzły na długi okres czasu, a teraz – przez EGO odtajały i uwolniły do środowiska morderczą zawartość. Stąd właśnie wzięła się nazwa „zombie epidemia”… Dokładnie coś takiego mogło mieć miejsce w rejonie Issyk-kul czy w Ameryce Południowej. 

Ograniczamy się tylko do ludzi, a przecież poza nami są zwierzęta i rośliny, które też chorują. Istnieją epizootie, które dziesiątkują czy wybijają całe populacje różnych zwierząt. Nie zwracamy na nie zbytnio uwagi, póki nie zagrożą bezpośrednio nam i/albo zwierzętom hodowlanym – że wspomnę tutaj wirusy grypy ptasiej – H5N1, świńskiej – A/H1N1 czy SARS, priony BSE/nCJD, a także wirusy HIV/AIDS… Wojna biologiczna trwała od początku naszego istnienia, to prawda, ale komuś bardzo zależało, by drobnoustroje były szybsze niż nasze systemy odpornościowe. Pytanie: czy te choroby początkowo miały atakować tylko zwierzęta czy także i ludzi? 

Jaki jest związek pomiędzy Ufiastymi a epi- i pandemiami różnych chorób? Związek ten istnieje i z całą pewnością nie jest przypadkowy. Czyżby Ufiaści zarażali nas różnymi chorobami w celu eksterminacji ludzkiej populacji na tej planecie? Wydaje mi się, że nie – byłoby to działanie bez sensu. Wystarczyłoby po prostu wywołać jakąś wojnę i wszystko załatwilibyśmy sami. 

Nasunęła mi się dziwna myśl, a mianowicie: być może Ufiaści zakażali nas przypadkowo – chorobami, które pochodzą z innych planet, albo z Przyszłości lub Przeszłości naszej planety. Taka możliwość zakłada Ich niefrasobliwość. My zawsze odkażamy nasze aparaty kosmiczne tak, by ziemskie mikroorganizmy nie skaziły innych światów… 

W drugim przypadku może być tak, że Ufiaści celowo zakażają nas drobnoustrojami, które dopiero mogą pojawić się na Ziemi w Przyszłości. Nie zapominajmy, że nie wszystkie Wielkie Wymierania mają swe wyjaśnienia w wielkich katastrofach. Cicha śmierć mogła spaść z Kosmosu i razić gadzią i ssaczą megafaunę, której systemy odpornościowe nie były w stanie dogonić możliwości małych agresorów i w rezultacie wymarły – dając ewolucyjne zielone światło tym lepiej przystosowanym. Jednakże sądzę, że Ufiaści poprzestają jedynie na obserwacjach tego, co się dzieje na Ziemi nie interweniując, a jeżeli nawet, to subtelnie, w sposób bardzo delikatny i dla Ziemian niezauważalny… - a raczej zauważalnym już post factum – kiedy widzimy efekty tych działań. 

Jeżeli jest tak, jak przypuszczam, a dowodów wprost na to nie mam, bo z oczywistych powodów mieć nie mogę, to może oznaczać tylko jedno, a mianowicie – nasze życie na naszej planecie jest regulowane przez mikroskopijne biologiczne regulatory…

W Kosmosie życie może powstawać samoczynnie wszędzie tam, gdzie są po temu warunki: na planetach i w przestrzeni, na asteroidach i kometach, wszędzie i zawsze życie zawsze znajdzie sposób, by obejść wszystkie warunki niesprzyjające jego powstaniu i istnieniu. Ta myśl wyrażona przez Michaela Crightona cały czas pozostaje w mocy i należy się z nią liczyć. Obawiam się, że trzeba będzie się z tym liczyć bardziej, niż z możliwością bombardowania Ziemi przez asteroidy i komety. Zauważmy, że zawsze po przejściu przez Układ Słoneczny jasnych (a zatem przelatujących blisko Ziemi) komet, mieliśmy zazwyczaj jakiś straszliwy „dopust Boży” w postaci epidemii czy pandemii albo masowego pomoru. To oznaczałoby, że komety rozsiewają prymitywne mikroorganizmy, które spadając na planety po znalezieniu dogodnych dla siebie warunków – opanowują nisze korzystne dla siebie. W taki sposób można wytłumaczyć obecność mikroorganizmów pod lodami Antarktyki. W ten sposób też da się wyjaśnić obecność bakterii siarkolubnych w pobliżu śródoceanicznych kominów „palaczy” na dnie Wszechoceanu. Te ekstremofilne bakterie wcale nie musiały powstać na Ziemi- one mogły spaść wraz z meteorytami w głąb wód Wszechoceanu, a napotkawszy sprzyjające dla siebie warunki – związki siarki i wysoką temperaturę – zaczęły się rozmnażać. To dzięki nim w okolicach „palaczy” utworzyły się unikalne ekosystemy, bowiem są one podstawą łańcuchów troficznych.

Tak więc istnieje możliwość, że życie na naszej planecie zostało w ogóle „zasiane”, kiedy tylko powstały na niej odpowiednie warunki do jego przetrwania i rozwoju. Nie zapominajmy, że Ziemia istnieje ok. 4,5 mld lat, a życie – jakie znamy – istnieje dopiero 650 mln lat, po Kriogenie i epizodzie Ziemi-śnieżki. Co było przed tym największym znanym zlodowaceniem – tego możemy się tylko domyślać. Mówi się powszechnie o bakteriach i sinicach. Ale czy tylko one? A może istniały jakieś bardziej zaawansowane organizmy, które zginęły pod białym wiekiem lodowcowej trumny? To tylko takie pytania, które narodziły się w kontekście poruszonego tutaj tematu. Wydaje się, że życie w postaci drobnoustrojów mogło powstać gdzieś w Kosmosie, a potem zostało rozwleczone po całym Wszechświecie przez meteory, komety czy ciśnienie światła – to nazywa się panspermią, a twórcą tej hipotezy jest Svante Arrhenius

Panspermia kierowana zakłada, że Ziemia została celowo „zakażona” życiem, które rozwinęło się od kilku bakterii, które wpadły do gotowego, czekającego na pierwszy impuls „chemicznego bulionu”. A potem już poszło. Kiedy to się stało? – a wtedy, kiedy powstały pierwsze oceany – czyli jakieś 4,2-3,8 mld lat temu. Jeżeli tak właśnie było, to można by założyć, że przed Kriogenem na Ziemi mogła istnieć nawet cywilizacja istot rozumnych. Wnioski wyciągnij sobie Czytelniku sam.


Komentarze z KKK


Od 30-35 lat jest tego pewien - fajny tekst! (Avicenna)
*
*
Właściwie jestem bankowo przekonany o tym, że życie na Ziemię zostało zawleczone i to nieprzypadkowo! Powiedziałbym wprost, że to była celowa robota Kogoś rozumnego, kto teraz ma nas na muszce i cały czas nas obserwuje. Nie muszę chyba nawet mówić, jak bacznie…? (Daniel Laskowski) 


[1] Dane niekompletne ze względu na chaos panujący w Europie po zakończeniu I Wojny Światowej.