Powered By Blogger
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Karelia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Karelia. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 14 stycznia 2016

Kula zamiast głowy

Karelskie petroglify - księga tajemnic tych, co przed nami?

Petroglify – to dawne, wyciosane w kamieniach wyobrażenia zwierząt, ptaków, ryb, łodzi, ludzi, a także szczególnie zagadkowych i fantastycznych znaków. Archeolodzy twierdzą, że karelskie petroglify zostały wykonane jeszcze w IV tysiącleciu p.n.e. A to oznacza, że na terytorium Rosji istniała dawna cywilizacja.

[Zob. także – „Karelia: zagadka kamiennej księgi” -  http://wszechocean.blogspot.com/2013/02/karelia-zagadka-kamiennej-ksiegi.html, „Czerwona księga dla wszystkich” - http://wszechocean.blogspot.com/2011/10/czerwona-ksiega-dla-wszystkich.html, „Tajemnica karelskich kamieni diabelskich” - http://wszechocean.blogspot.com/2013/02/tajemnica-karelskich-kamieni-diabelskich.html - przyp. tłum.]

Liczne ślady tej cywilizacji pozostały w wielu miejscach Karelii, ale niektóre z nich znaleziono zupełnie niedawno – w odróżnieniu od dawno znalezionych, zbadanych i opisanych naskalnych rysunków na terytorium innych krajów.

W Karelii petroglify znaleziono w dwóch miejscach: na brzegu jeziora Onega i w dolnym biegu rzeki Wyg. Terytorium na brzegu Onegi, gdzie można znaleźć petroglify, zajmuje obszar 20 km²! Jest także znaczna część petroglifów, które są zupełnie niezrozumiałe. Oczywiście, w tamtych dawnych czasach ludzie przedstawiali w pełni realistyczne obrazy – sceny polowania, połowu ryb, walk, figurki zwierząt, ptaków i ludzi. ale nad niektórymi obrazami badacze łamią sobie głowy – nieznane znaki, ludzie z dwoma kulami zamiast głowy, ludzie-zwierzęta. Co znaczą te dziwne wyobrażenia, uczeni nie potrafią wyjaśnić…

Źródło – „Tajny XX wieka”, nr 25/2015, s. 17

Przekład z j. rosyjskiego – Robert K. Leśniakiewicz ©

środa, 3 grudnia 2014

Latający torus nad Karelią

Obserwacja typu DD latającego torusa nad Karelią - rysunek świadka


Paweł Azmatow z Suojarvi, Karelia


To się wydarzyło w 2003 lub 2004 roku. W jasny, słoneczny letni dzień jechałem samochodem drogą z miasta powiatowego Suojarvi (62°05’13,47” N - 032°00’33” E) – w którym mieszkam – do daczy w mojej rodzinnej wsi. Mniej więcej na 8 km od punktu docelowego, naraz zobaczyłem, że na przedzie po lewej stronie nad lasem wisi coś wielkiego. To „coś” powoli podnosiło się do góry i wkrótce całkiem przemieściło się przede mnie.

Na niebie wisiał dziwny obiekt o metalicznym kolorze i w kształcie torusa (czyli bubliczka, obwarzanka lub amerykańskiego pączka) o średnicy ok. 100 m. Nie przerywałem jazdy, i po lewej stronie drogi znajdowała się niewielka zalesiona górka, za którą obiekt skrył się na chwilę. Zobaczyłem go ponownie po jakichś 10-15 sekundach. Teraz widziałem go w bocznym lusterku, ale musiałem lekko pochylić głowę. Był on już mniejszy (najwidoczniej oddalał się) jego kontury stały się mniej ostre, a jego kolor – białym. Obiekt leciał w kierunku mojej jazdy, na południowy-wschód (drogą A-133), do tego był bezdźwięcznym, choć ze względu na odgłos pracy silnika mojego samochodu nie mogłem go słyszeć. Obserwowałem ten torus przez pozostałe kilometry mojej podróży. On cały czas wznosił się do góry i zmniejszały się jego rozmiary.

Kiedy dojechałem do wsi, to UFO było już całkiem małe – i jak mi się wydawało – znajdowało się wyraźnie wyżej od chmur. Przyjechawszy do daczy, pokazałem go moim domownikom. Jeszcze obserwowaliśmy przez minutę, a potem znikł nam z widoku.


Moje 3 grosze


Relacja jak każda inna tego rodzaju. Czytałem dziesiątki takich, więc to mnie nie zaskakuje ani nie dziwi. Ale chciałem zwrócić uwagę Czytelnika na pewien drobiazg, otóż miejsce obserwacji znajduje się na w okolicy drogi A-133 z Suojarvi w kierunku południowo-wschodnim – do… Pietrozawodzka! No, a wszyscy interesujący się ufologią pamiętają, co się działo w Pietrozawodzku w dniu 20.IX.1977 roku – zob. http://wszechocean.blogspot.com/2011/06/misterium-nad-pietrozawodskiem.htmlhttp://wszechocean.blogspot.com/2011/06/pietrozawodski-fenomen-czy-byo-to-ufo.html i inne.

I to właśnie jest najciekawsze w tej relacji.   


Tekst i ilustracja – „Tajny XX wieka”, nr 23/2014, s. 24

Przekład z j. rosyjskiego – Robert K. Leśniakiewicz ©  

poniedziałek, 4 lutego 2013

KARELIA: Zagadka kamiennej księgi




Wiosną 1960 roku, pracownik jednego z karelskich kołchozów odkrył na gładkich przybrzeżnych kamieniach Jeziora Onega, zagadkowe rysunki. Zainteresowany swym znaleziskiem, w najbliższy wolny od pracy dzień udał się na wycieczkę wokół jeziora. Okazało się, że takich rysunków znajduje się tam ogromna ilość. Dziwna „galeria rysunków” ciągnie się na 20 km! Szczególnie dużo rysunków znajduje się na dwóch wybiegających w wody jeziora przylądkach: Biesow Nos i Pieri Nos. O odkryciu tym mówi artykuł Jurija Ljubimowa, który ukazał się na łamach tygodnika Калейдоскоп НЛО nr 24 (291)/2003 z dnia 6 czerwca 2003 roku.

Po pewnym czasie nad brzegi Onegi przybyła ekspedycja archeologiczna. Rychło okazało się, że rysunki naskalne (petroglify) takie, jak na brzegach tego jeziora, znajdują się także na brzegach i niektórych wyspach Morza Białego. (!!!) Z biegiem czasu, archeolodzy odkrywali coraz to nowe rysunki. Aktualnie na brzegach Onegi odkryto ponad 1.000 zagadkowych malunków, a na wybrzeżach Morza Białego – ponad 2.000! Archeolodzy nazwali je stronicami kamiennej księgi albo galerią dzieł sztuki. I w samej rzeczy, kamienne obrazy dawnych mistrzów przedstawiają nam nie tylko życie, ale i myśli tych dawno żyjących ludzi z epoki Mezolitu.  Wydaje się czasem, że w tych rysunkach znajdują się jakieś zaszyfrowane przekazy, jednakże jeszcze nie jesteśmy w stanie ich odczytać, z powodu nieznajomości kodu, czy klucza szyfru... Uczeni uważają, że petroglify Karelii okazują się być złożonymi symbolami, które zawierają wyobrażenia i wiedzę dawnych Karelczyków o otaczającym ich świecie.



Z tego wszystkiego wynika, że dawni artyści tworzyli swe obrazy na powierzchni głazów uderzając w nie kawałkami kwarcu. Uzyskiwano niezbyt głębokie linie – około 2 mm. Razem ze scenami myśliwskimi i połowów ryb odnotowano tamże i dziwne epizody: jakieś stworzenia z grubsza tylko przypominające ludzi, trzymające w rękach jakieś rytualne przybory, których przeznaczenie jest dla uczonych zupełnie niezrozumiałe. Rysunki figurek ludzkich i zwierzęcych są małe – ich długość wynosi 5 cm, chociaż zdarzają się i ogromne – do 4 m wysokości! Najciekawszym jest jednak to, że figurki te widać najlepiej, kiedy oświetlają je ukośne promienie wschodzącego lub zachodzącego Słońca! Szczególnie widać w takie momenty zagadkowe rzeźby i znaki lunarne oraz solarne.



Zwierzęta morskie i leśne, ptaki wodne, ludzie, łodzie, łuk, strzały, harpuny – to wszystko dawni artyści zaczęli utrwalać w kamieniu około 6.000 lat temu. Jednakowoż praca w tej „karelskiej galerii sztuki” szła już od bardzo dawna, co najmniej od kilkudziesięciu stuleci. Archeolodzy - którzy prowadzą tam wykopaliska - twierdzą, iż petroglify pojawiły się tam wraz z pierwszymi śladami osadnictwa. Być może, rysunki te były robione początkowo w miejscach kultu. Nieprzypadkowo znajdują się one w ustronnych miejscach wybrzeża. Znajdują się tak blisko wody, że wydaje się, iż istoty na nich przedstawione właśnie wyszły z głębin lub w nie się zapuszczają. Niektóre obrazy są ukryte pod wodą. Jak się podejdzie do kamieni z największą liczbą petroglifów i popatrzeć na strony, to staje się jasne – są one punktami styku trzech światów: powietrznego, ziemnego i podwodnego. To właśnie w tych miejscach szczególnie odczuwa się wielkość wiedzy, czuje się konieczność obcowania z siłami wyższymi i mitycznymi postaciami niewidzialnego świata. Człowiek, który znajdzie się tutaj, odczuwa pobudzenie sił witalnych i mentalnych. Archeolodzy ustalili, że dawne świątynie znajdowały się tutaj na długo przed pojawieniem się petroglifów!

Radiesteci przy pomocy swych przyrządów ustalili, że na tym terenie znajdują się silnie promieniujące strefy energetyczne – stąd pobudzenie sił witalnych u ludzi – które wpływają dodatnio na ludzkie organizmy. Być może dlatego dawni Karelczycy, którzy nie oddalili się zbytnio od Przyrody i wyczuwali energetyczne rytmy Ziemi, właśnie te miejsca wybierali na swe świątynie. Z początku na kamieniach pojawiały się niedołężne rysunki wykonane węglem drzewnym czy krwią, ale pierwsza ulewa zmywała je. Dlatego więc artyści zaczęli rzeźbić je w kamieniach, by pozostały w nich na wieki. Ukazane na stronicach „kamiennej księgi” zwierzęta, ludzie i zagadkowe, fantastyczne stworzenia stały się nieśmiertelnymi i oglądały je następne pokolenia, aż do dziś dnia. To tutaj z wiosna zaczynały się obrzędy kultu płodności, rytuały łowieckie, inicjacje, składanie ofiar duchom Przodków...



Może być, że zagadkowe istoty przedstawione na kamieniach, tylko z grubsza przypominające ludzi – stanowią li tylko wymysł fantazji dawnych Karelczyków? Nie można wykluczyć, że przed nami znajdują się realne przedstawienia wydarzeń z odległych tysiącleci. Kogo one przedstawiają? Jak dotąd, to na to pytanie nikt nie był w stanie odpowiedzieć do dziś dnia...

Uczeni przyznają, że sens karelskich petroglifów do dziś dnia pozostaje dla nich zagadką. Niestety, współczesny człowiek nie może spojrzeć na te rysunki oczami swych dawnych przodków. Dlatego właśnie streszczenie treści tej „kamiennej księgi” pozostaje dla nas niedostępnym.

* * *

Tyle Jurij Ljubimow. 1 sierpnia 2003 roku, skontaktował się ze mną w tej sprawie rosyjski tłumacz, dziennikarz i literat Wadim Konstantynowicz Ilin z Sankt Petersburga, który zwrócił mi uwagę na to, że w świetle posiadanych przezeń materiałów sprawa karelskich petroglifów była badana przez uczonych rosyjskich już w pierwszej połowie XIX wieku! – i przesłał mi e-mailem kopię artykułu Władimira Lewina pt. Рисунки эпохи каменного века на скалах Карелии, który w Polsce ukazał się na łamach czasopisma „Dookoła świata” nr 29/1975, ss. 5-6 pod polskim tytułem „Pracownie świadomości”.

W artykule W. Lewina pisze się, że sprawą petroglifów zajęto się już w roku 1848, kiedy to konserwator Muzeum Mineralogii K. Grewingk został wysłany przez Akademię Nauk i Towarzystwo Ekonomiczne z Sankt Petersburga do Archangielskiej i Ołonieckiej Guberni w celu zbadania stanu ludności w tych regionach Imperium Carów. I oto w jednej z wsi nad Onegą usłyszał on historię o „diabelskich znakach” na przylądku Biesow Nos. Udał się tam i zobaczył właśnie karelskie petroglify, o których następnie wygłosił prelekcję w Sankt Petersburgu. Niemalże w tym samym czasie na skałę na Biesow Nosie natknął się nauczyciel gimnazjalny P. Szwed, który opisał swe spostrzeżenia.



Następne odkrycie miało miejsce już po przewrocie listopadowym, w 1925 roku. Studentowi geografii z Sankt Petersburga – Aleksandrowi Liniejewowi – pokazano we wsi Wygostron na brzegu Morza Białego ogromną skałę pokrytą petroglifami. To właśnie Liniewskij jako pierwszy bada te rysunki – zarówno znad Morza Białego, jak i znad Onegi. W ciągu 10 lat przerysowuje i porównuje ze sobą petroglify. Benedyktyńska to praca!
Według uczonego radzieckiego – akademika A. P. Okładnikowa – rysunki te powstały w czasie zmiany gospodarowania z myśliwsko-zbierackiej na rolno-hodowlaną. Tymczasem Liniewskij wysunął hipotezę, że mają charakter sakralno-magiczny.



Inny uczony – W. I. Rawdonikas – sądzi, że petroglify te oddają nie tylko rzeczywistość z epoki kamiennej, ale także odtwarzają one nierzeczywisty, fantastyczny świat baśni i legend ludu, który je stworzył. Dało to pole do szerokich spekulacji na temat treści poszczególnych „stronic” tej „kamiennej kroniki”. Myśl rzuconą przez Rawdonikasa rozszerzył inny badacz K. D. Lauszkin, który podniósł ją do rangi naukowej hipotezy. Twierdzi on przy tym, że mamy do czynienia z gigantyczną świątynią Boga-Słońca, gdzie kopułą jest samo niebo, ołtarzem - horyzont, a Słońce – żywym bogiem...
Petroglify odkryto także na wyspach Szojrukszin i Erpin Pudas na Onedze oraz w okolicach miejscowości Załawruga i Nowaja Załawruga na wyspie Bolszoj Malinin na Morzu Białym. Odkryto ogółem 1176 nowych petroglifów, czyli dwukrotnie więcej, niż na Onedze. Wśród nich było aż 428 rysunków łodzi.



Według badacza petroglifów karelskich A. D. Stolara – petroglify te okazują się być nie tylko „kroniką” czy „encyklopedią” dawnego życia, ale nade wszystko swoistą „pracownią świadomości”, w której przez tysiąclecia gromadziły się i uświadamiane były wartości duchowe człowieczeństwa. 
Problem karelskich petroglifów jest wciąż badany.

* * *

To było napisane w latach 70. XX wieku.

A co możemy powiedzieć teraz, na początku XXI wieku? Osobiście jestem przekonany o tym, że karelska „kamienna kronika” przedstawiała obraz tego, z czym zetknęli się ocaleni z upadku ludzie z poprzedniej cywilizacji, która zakończyła się wraz z zalaniem Atlantydy wodami Potopu generalnego – czy jak kto woli - gigantycznego tsunami. Dla mnie jest to kolejne ogniwo w długim łańcuchu dowodów na to, że nie jesteśmy tutaj pierwsi...

No bo spójrzmy na kilka ogniwek, które znaleziono tylko na terytorium Federacji Rosyjskiej: kamienna „mapa bogów” z Ufy, „uralskie pisanice” dr W. I. Tjurina-Awińskiego, rysunki naskalne z sajańskiego kanionu Jenisieju przedstawiające „ludzi-grzybów”, rysunki naskalne z Jakucji... – a teraz „kamienna księga” z Karelii. I wszystkie one datowane są na 10-6 tys. lat p.n.e. Czy to jest tylko przypadek? Nie, takich przypadków nie ma i być   n i e   może!

A teraz spójrzmy, jakim wizjonerem był XIX-wieczny polski uczony, orientalista i pisarz Jan Józef Sękowski (1800-1858), który pisał po rosyjsku i wydawał swe utwory w Sankt Petersburgu, a który w swym opowiadaniu pt. „Podróż uczona na Wyspę Niedźwiedzia” opisuje odkrycie poczynione w delcie Leny, a mianowicie – jaskini-schronu, której ściany pokryto pismem hieroglificznym – relacją o Potopie i zagładzie cywilizacji nas poprzedzającej, który spowodował impakt ogromnej komety!!! Sękowski czyni to w formie humorystyczno-satyrycznej, ale myśl jest zdrowa. W swym nowatorstwie wyprzedził on atlantologów i uczonych pokroju Alvarezów, którzy w zderzeniach Ziemi z drobnymi ciałami niebieskimi upatrują przyczyn Wielkich Wymierań, ale także motoru ewolucji! Rodzi się uzasadnione pytanie: skąd Sękowski wytrzasnął pomysł na swe opowiadanie i hieroglify egipskie na niegościnnych brzegach mórz rosyjskiej Dalekiej Północy? Odpowiedź na to   t e r a z   jest już prosta. Podróżując po Rosji mógł zobaczyć pokryte zagadkowymi petroglifami skały nad brzegami Morza Białego, która potem zamienia się w Писанную Комнатъ w delcie Leny, na Wyspie Niedźwiedziej... Przynajmniej ta zagadka znalazła swe rozwiązanie! Jaka szkoda, że jest on pisarzem zupełnie u nas zapomnianym...

A zatem mamy do czynienia z kolejnym tropem wiodącym ku zaginionym kontynentom i cywilizacjom zagubionym w otchłaniach czasu...

Przekład z j. rosyjskiego i opracowanie -
Robert K. Leśniakiewicz ©

niedziela, 3 lutego 2013

Tajemnica karelskich „kamieni diabelskich”


Aleksiej Popow


Dimitrij Sokołow

W 1988 roku, mieszkaniec stanu Północna Karolina w USA znalazł duży kamień. Przez długi czas używał go jako naturalną ozdobę, póki się nie wyjaśniło, że to jest szafir wart kilka milionów dolarów.

Na terytorium Europy znajduje się duża ilość tzw. kamieni diabelskich (w oryginale sliedowiki – dosł.: kamienie ze śladami, ale w polskiej literaturze ufologicznej nazywa się je diabelskimi kamieniami i dlatego używam tutaj tej nazwy – przyp. tłum.) noszących na sobie ślady ludzkich rąk i nóg. Te ślady legendy przypisują świętym lub bóstwom (pogańskim). One są zróżnicowane wedle rozmiarów, i według związanych z nimi etnograficznymi świadectwami, a także charakterem samych wyobrażeń. Ciekawe, czym naprawdę są te dziwne kamienie? O tym mówi naszemu pismu znany karelski etnograf, wiceprzewodniczący Towarzystwa Rasieja Aleksiej Popow w wywiadzie specjalnie dla „Tajn XX wieka”:


Kamienie na rosyjskiej Północy


·        Aleksieju, dlaczego dla swych badań wybraliście właśnie Karelię?
- Rzecz w tym, że Karelię, która jest położona na północnym-zachodzie Rosji można nazwać pełnoprawnym megalitycznym regionem, bowiem kult kamienia na tych terytoriach w głębokiej przeszłości miał nie tylko swe specyficzne cechy, ale zawsze był on ważna częścią krajobrazu kulturowego. Nosił on symbole żywych tradycji i więzi człowieka i Przyrody, idących z głębin tysiącleci.

Karelia to piękny kraj mający wiele tajemnic...


·        Czy oficjalna nauka potwierdza niezwykłe właściwości tych głazów?
- Dzisiejsze odnoszenie się oficjalnej nauki do tych świętych kamieni brzmi mniej więcej jak kpina: Przy aktualnym stanie źródeł naukowej bazy, znaczna część tych tzw. „świętych” kamieni powinna być zdjęta z naukowego zainteresowania z powodu niejednoznaczności świadectw, nie umożliwiającej kompleksowego badania obiektów.

Wiele z tych „świętych” kamieni już nie istnieje: zostały rozbite, zakopane czy zatopione. Robi się to także dzisiaj. Entuzjaści ratują je, jak żywe zwierzęta, tworząc całe ogrody i muzea takich kamieni. Ale wyrwane ze swych miejsc „święte” kamienie tracą swoją moc, swoją świętość, swe legendy…


Kształcenie dawnych narodów


·        Skąd się wziął kult kamieni?
- W II wieku naszej ery, starorzymski filozof Abel Korneliusz Cels pisał: Istnieje dawna wiedza, którą uprawiały dawne narody, państwa i mądrzy ludzie – Egipcjanie, Asyryjczycy, Hyperborejczycy, Celtyccy druidzi i Goci… Bardzo mało z tej „antycznej wiedzy” uchowało się do naszych dni. Jest ona jedną z największych zagadek  tego rodzaju reliktów – megalityczne budowle pełniące religijne, astronomiczno-astrologiczne i magiczne funkcje – i służące, jak pokazują to współczesne badania, do wykorzystywania potężnych i nieznanych współczesnej nauce sił Przyrody.

·        O jakich megalitach mowa?
- Najbardziej rozpowszechnione są kamienie z widocznymi na nich odciskami, które w Rosji nazywa się sliedowiki. Odciski te przedstawiają szeroki diapazon kształtów – od ewidentnie wytworzonych ręką człowieka z czystymi i wyraźnymi konturami aż do ledwie co widocznych, wyglądających na igraszkę Natury. Ich cechą wspólną jest to, że są to zawsze ślady – „boże”, „diabelskie”, „czartowskie”, ślady Bogarodzicy, różnych świętych, itd. – także w tych przypadkach, kiedy odcisk ledwie co przypomina ślad.


Ślad indoeuropejski


·        Z czym ludziom kojarzą się one częściej: z diabłami czy ze świętymi?
- „Diabelskie kamienie” są bardzo różnorodne. Odróżniają się od siebie rozmiarami wykutych w nich śladów – od zwykłych do ogromnych, i ich naturą – od ludzkich, do niedźwiedzich, ptasich i innych oraz ich ilością na jednym kamieniu, a także techniką ich wykonania. Także wiek tych śladów jest bardzo zróżnicowany. Istnieje niemało świadectw o jeszcze żywej tradycji wykuwania śladów na kamieniach, zaś samo pojawienie się tej tradycji wskazuje na Epokę Neolitu. Za tym datowaniem przemawia do badaczy materialny związek „diabelskich kamieni” z archeologicznymi artefaktami Epok Neolitu i Brązu.

Typowy "diabelski kamień" z wyraźnym odciskiem ludzkiej stopy


Dzisiaj nikt nie może powiedzieć dokładnie, jakie znaczenie miały te kamienie tym bardziej, że nie ma żadnych pisemnych źródeł, które by o nich mówiły. Chociaż cały szereg poważnych badaczy wiąże ich pojawienie się z dawnymi aryjskimi wierzeniami,  a dokładniej z legenda o trzech krokach Wisznu, symbolizującej ruch słońca na niebie – od wschodu poprzez zenit aż do zachodu. „Diabelskie kamienie” to niemi świadkowie przemieszczania się z północy na południe archaicznej powszechnej indoeuropejskiej kultury, wierzeń i kultów.


Świadkowie dawnej wiedzy


·        Na czym polegał sens tych kultów?
- Na przestrzeni wieków wiele z tych pomników obrosło w legendy mówiących o pochodzeniu kamieni albo znaków na nich, a także innych ogromnych budowli megalitycznych. Większość z tych „diabelskich kamieni” leży obok szlaków czy dróg. W starodawnych czasach, kiedy na Ziemi żyli magowie i czarodzieje, ludzie nie tylko znali język zwierząt i roślin, ale przy pomocy magii mogli zmienić strukturę kamieni, robiąc je miękkimi jak świeża glina. Takie legendy do dziś dnia krążą w Karelii. Miejscowi pieczołowicie chronią stronice dawnych dziejów i epok. Oczywiście nie ma to żadnego związku z nauką, ale jak mówią starcy – ma związek z życiem.

Istnieje wiele świadectw o dziwnych właściwościach „diabelskich kamieni”. Według słów miejscowych, wilgoć skraplająca się we wgłębieniach wyleczyła wielu ludzi z chorób skórnych. Wieśniacy z Karelii święcie wierzą w magiczna moc tych zagadkowych kamieni.


Cienie przeszłości na skałach Morza Białego


·        Jakie „diabelskie kamienie” są najbardziej znane w Karelii?
- Mamy dostatecznie dużo oficjalnie zarejestrowanych „diabelskich kamieni”, ale najbardziej znanymi można uważać słynne petroglify (na temat karelskich petroglifów znad jeziora Onega jeszcze będzie na tym blogu – przyp. tłum.) na brzegach Morza Białego. Tak np. na skałach u ujścia rzeki Byg znajduje się około 300 wyobrażeń datowanych na przełom III/II tysiąclecia p.n.e. Są to tzw. „ślady diabelskie”, w większej części związane z tematyka polowań na łosie, foki, niedźwiedzie czy ryby. Na tym tle interesująco wygląda łańcuch śladów idących w kierunku wielkiej figury człowieka, która zda się być symbolem jakiegoś bóstwa.

Bóstwo czy demon?


Na rysunku widzimy człowieka stojącego na jednej nodze, z podniesioną lewą ręką i zakrytym jednym okiem. Ta specyficzna poza, nie patrząc na to, że jest ona znana w historii europejskiego szamanizmu, w środowisku radzieckich/rosyjskich badaczy nie cieszyła się dostatecznym zainteresowaniem. I tak jak np. u celtyckich narodów nazywa się to „pozą Luga” (Lugh - jedno z celtyckich bóstw – przyp. tłum.) albo „pozą Kuchulina” (Cú Chulainn - bohater z mitologii iryjskiej – przyp. tłum.). Symboliczna jednonogość człowieka (szamana, maga, czarownika) stojącego na jednej nodze jest wprost związana z archaicznymi kultami bogów śmierci i magii (por. jednookiego Odyna ze skandynawskiej mitologii z jednonogą Babą-Jagą – z mitologii słowiańskiej, jednonogich strażników wejścia do innego świata, itd. itp. – przyp. aut.)


W przeszłości zdarzało się, że mag przyjmujący „pozę Luga” znajdował się od razu w dwóch światach (realnym i innym) i widział świat realny – okiem otwartym, i inny (świat duchów) – okiem zamkniętym.


A zatem to wyobrażenie – jak mi się wydaje – jest wyobrażeniem szamana czy czarownika w sakralnej pozie i ma ono związek z północnorosyjskim szamanizmem. (Ta figura wyobrażona na skale – jest symbolicznym przedstawieniem jakiegoś bóstwa – zob. D. Sokołow – „Północna Szamballa: ziemia nieznana” w „Tajny XX wieka” nr 37/2012 – gdzie opisano podobną, lub tą samą figurę znajdującą się w masywie Łujawrurt/Łowozierskije Tundry na Półwyspie Kolskim, zob. także http://wszechocean.blogspot.com/2013/01/ponocna-szamballa-ziemia-nieznana.html – przyp. tłum.) Obraz ten stanowi klucz do sakralnych tajemnic Morza Białego dawnej hiperborejskiej przeszłości Rosyjskiego Północnego-Zachodu. Dlatego też wykuty w skałach łańcuch ludzkich śladów ma swój głęboki magiczny sens i pełni swoją w pełni uzasadnioną rolę niezrozumiała dla uczonych, ale doskonale zrozumiałą dla rdzennych mieszkańców Karelii: dolmeny, głazy narzutowe, kamienne labirynty, „diabelskie kamienie” – to wszystko są wejścia do niewidzialnego świata tajemnych sił, którym kłaniali się nasi przodkowie… 


Moje 3 grosze


Sprawa „diabelskich kamieni” ma swoją tradycję także i u nas, ale związana jest ona przede wszystkim z pojawianiem się fenomenu UFO. Zainteresowanych odsyłam do prac dr Jana Pająka, Kazimierza Bzowskiego, inż. Miłosława Wilka i Bronisława Rzepeckiego, którzy dostrzegli związek pomiędzy obserwacjami UFO a obecnością w ich okolicy „diabelskich kamieni” stanowiących znaki nawigacyjne dla Nieznanych Obiektów Latających. Ciekawy jestem, czy NOL-e pojawiają się także w okolicach czy wprost nad megalitami Karelii i Północnej Rosji?


Źródło – „Tajny XX wieka” nr 39/2012, ss. 16-17
Przekład z j. rosyjskiego –
Robert K. Leśniakiewicz ©