Powered By Blogger
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą katastrofa nuklearna. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą katastrofa nuklearna. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 25 stycznia 2024

Katastrofa nuklearna w Goldsboro (NC)

 


Stanisław Bednarz

 

Świat otarł się o katastrofę nuklearną w Goldsboro w Karolinie Północnej. W nocy z 23 na 24 stycznia 1961 r. bombowiec B-52H przenoszący dwie bomby wodorowe MK39 o łącznej mocy 3,8 megatony (Mt), w wyniku wycieku paliwa ze skrzydła stał się niesterowalny i zaczął opadać. Ośmioosobowa załoga opuściła spadający samolot, pięciu członkom udało się przeżyć.

Przenoszone przez samolot bomby, w wyniku rozpadu opadającego samolotu, rozpoczęły procedurę uzbrajania, prowadzącą do detonacji. Splot szczęśliwych zbiegów okoliczności zapobiegł katastrofie nuklearnej. W jednej z bomb nie otworzył się spadochron, w wyniku czego uderzyła ona w ziemię, co wstrzymało proces uzbrajania. W drugiej spadochron otworzył się, jednak utraciła ona źródło zasilania, co wstrzymało proces. Bomba zawisła na drzewie wraz ze spadochronem. Wojsko amerykańskie wykupiło grunt, w który wbiła się pierwsza bomba, by zapobiec wykopaniu jej przez osoby niepowołane.

Sprawa została ujawniona w 2013 roku przez Erica Schlossera w książce „Command and Control”. W czerwcu 2014 roku armia USA odtajniła raport w tej sprawie. Gdyby choć jedna z bomb wybuchła, doszłoby do katastrofy na niespotykaną skalę. Dla porównania bomby zrzucone na Hiroszimę i Nagasaki miały moc 0,015 i 0,02 Mt.

Samoloty miały trasę lotu, która prowadziła z USA nad Arktykę i z powrotem. W razie wykrycia wrogiej agresji samoloty miały być gotowe do natychmiastowego uderzenia w cele na terytorium ZSRR. Jedną z baz, z których startowały samoloty Chrome Dome, było lotnisko Seymour Johnson w pobliżu Goldsboro w Karolinie Północnej. Niepozorna i ukryta za lasami, baza była cichym i spokojnym miejscem, gdzie pracowali i żyli żołnierze i ich rodziny.

 





Moje 3 grosze

 

Od siebie dodam tylko tyle, że w przypadku detonacji tych ładunków termojądrowych (H) radioaktywne obłoki rozproszyłyby się na całą północną hemisferę Ziemi i radioaktywny opad mógłby sięgnąć także Polski.

Ale to i tak byłoby niczym w porównaniu z eksplozją którejś z bomb H przewożonych przez B-52H, który rozbił się w hiszpańskim, Palomares. W tym przypadku mogły eksplodować cztery bomby H i prawdopodobnie dwa pociski klasy powietrze – ziemia. Ten kataklizm mógłby wyludnić Półwysep Iberyjski i terytoria przyległe oraz doprowadzić do skażenia połaci Atlantyku i Morza Śródziemnego w zachodniej jego części. Na szczęście do tego nie doszło…

wtorek, 23 maja 2023

Jeszcze o radioaktywnej chmurze znad Ukrainy

 


Iglice promieniowania w powietrzu pojawiły się we wschodniej Polsce. Wczoraj w Lublinie przyrządy pomiarowe zarejestrowały 6-7-krotny wzrost poziomu bizmutu.

Wcześniej, 14 maja, w pobliżu ukraińskich miast Chmielnickiego i Tarnopola zdetonowano składy pocisków NATO, w tym zawierających zubożony uran. W Chmielnickim poziomy promieniowania skoczyły z 80 do 160 nSv/h[1], co nie jest poziomem krytycznym dla ludzi, ale sygnalizuje zdarzenie. 14 i 15 maja warunki wietrzne w Europie Wschodniej przyczyniły się do przemieszczania się mas powietrza ze wschodu na zachód.

https://www.theinteldrop.org/2023/05/17/falling-into-a-nuclear-trap-in-ukraine/

 

W ostatnich dniach w Internecie pojawiły się niepokojące doniesienia o podwyższonym stopniu promieniowania w Polsce. Państwowa Agencja Atomistyki uspokaja - to naturalne zjawisko.

Eksperci PAA wydali oświadczenie, w którym odnieśli się do alarmujących informacji dotyczących promieniowania w Polsce i w Europie. W ostatnich dniach na wykresach pokazujących skalę promieniowania jonizującego zaobserwowano tzw. "piki", czyli wzrosty wartości odnotowywanych przez stacje wczesnego wykrywania skażeń promieniotwórczych.

Niemal natychmiast w Internecie pojawiły się spekulacje dotyczące zagrożenia bezpieczeństwa Polski. W obliczu trwającej wojny na Ukrainie i pojawiających się co jakiś czas nuklearnych gróźb ze strony Kremla, takie doniesienia mogły wydawać się prawdopodobne.

 

PAA uspokaja

 

Z tego względu Państwowa Agencja Atomistyki wydała komunikat, w którym wyjaśnia, skąd wzięły się wzrosty promieniowania w Polsce i na całym kontynencie. Jak stwierdzili eksperci, zjawisko ma naturalne przyczyny i związane jest z występującymi w ostatnich dniach opadami.

"Regularne podwyższenia mocy dawki są zjawiskiem naturalnym i występują np. w przypadku opadów atmosferycznych. Przez kontynent, w tym przez Polskę przechodzi front atmosferyczny, który przynosi niekiedy znaczne opady deszczu. To one właśnie powodują «skoki» na wykresach" – czytamy w komunikacie.

Jednocześnie PAA podkreśla, że ostatnie odczyty to "standardowa sytuacja i w żaden sposób nie zagrażająca zdrowiu czy życiu ludzi oraz środowisku".

Eksperci skomentowali także dane ze stacji Uniwersytetu Marii Skłodowskiej-Curie monitorującej radioaktywność w Lublinie, na których zaobserwowano podwyższone wartości bizmutu-214. Pierwiastek ten jest jednym z radionuklidów z szeregu uranowo-radowego (w tym pochodnym naturalnego, promieniotwórczego gazu Radonu-222). Naturalnie występuje on na powierzchni ziemi oraz w atmosferze w postaci aerozoli. Za jego podwyższone wartości w atmosferze również odpowiadają ostatnie fale opadów, jakie zaobserwowano w Polsce.

https://www.msn.com/pl-pl/wiadomosci/polska/alarmuj%C4%85ce-odczyty-promieniowania-w-polsce-paa-wyja%C5%9Bnia/ar-AA1blq7P?ocid=winp1taskbar&cvid=ec19b394f4e04fdb90c4a29eaa3d8b30&ei=22

 

Patruszew: Radioaktywna chmura zmierza w stronę Europy. Wykrywają ją w Polsce

 

Nikołaj Patruszew, sekretarz Rady Bezpieczeństwa Federacji Rosyjskiej, na spotkaniu w Syktywarze mówił, że "w stronę Europy zmierza radioaktywna chmura".

Patruszew mówił, że pojawienie się radioaktywnej chmury jest efektem "niszczenia na Ukrainie amunicji ze zubożonym uranem, dostarczanej przez Zachód Ukrainie".

O tym, że Wielka Brytania będzie przekazywać Ukrainie pociski ze zubożonym uranem, poinformowała w marcu Annabel Goldie, wiceminister obrony, w odpowiedzi na pytanie do Ministerstwa Obrony Wielkiej Brytanii skierowane przez członka Izba Lordów, Raymonda Jolliffe'a.

 

Amunicja ze zubożonym uranem dla Ukrainy. Ławrow martwi się o produkcję żywności

 

Po protestach Rosji w tej sprawie i sugerowanie, że zbliża to świat do "nuklearnego starcia" między Rosją a Zachodem. kwestię dostarczenia Ukrainie pocisków ze zubożonym uranem wyjaśnił rzecznik brytyjskiego resortu obrony. Zubożony uran umieszczany jest w pociskach, by ułatwić im penetrację grubego pancerza. - Brytyjska armia używa zubożonego uranu w swoich pociskach przeciwpancernych od dekad. To standardowy komponent i nie ma nic wspólnego  z bronią atomową - dodał. - Rosja wie o tym, ale celowo próbuje dezinformować - podkreślił.

Teraz Patruszew - nie przedstawiając żadnych dowodów na swoje słowa - stwierdził, że w stronę Europy zmierza "radioaktywna chmura" w wyniku zniszczenia na Ukrainie amunicji ze zubożonym uranem.

- (USA) także "pomogły" Ukrainie - wywarli presję na swoich satelitów, by dostarczyli amunicję ze zubożonym uranem. Jej zniszczenie poskutkowało pojawieniem się radioaktywnej chmury, zmierzającej do zachodniej Europy. Zwiększona radiacja jest już wykrywana w Polsce - mówił sekretarz Rady Bezpieczeństwa Federacji Rosyjskiej nie wskazując jednak źródła takiej informacji.

Patruszew oskarżał też - znów nie przedstawiając dowodów - USA o użycie broni chemicznej i biologicznej, w tym na terytorium Ukrainy.

Pod koniec marca dyrektor generalny Międzynarodowej Agencji Energii Atomowej (MAEA) mówił dziennikarzom, że zubożony uran w pociskach nie stanowi zagrożenia radioaktywnego.[2]

https://www.msn.com/pl-pl/wiadomosci/polska/patruszew-radioaktywna-chmura-zmierza-w-stron%C4%99-europy-wykrywaj%C4%85-j%C4%85-w-polsce/ar-AA1bp7DM?rc=1&ocid=winp1taskbar&cvid=db8f6d1480f84706a77db7d8cc630037&ei=11

 

Na YT - https://www.youtube.com/watch?v=ExA_GZ2Gs70&t=2s

 

*

 

Przypominam tylko Czytelnikom, że wszystkie izotopy uranu są toksyczne i radioaktywne tak jak produkty ich rozpadu, z tego też względu nie ma mowy o nieszkodliwym zubożonym uranie używanym w pociskach ppanc. DU/ZU[3].

Użycie amunicji DU/ZU w krajach b. Jugosławii doprowadziło do uranowego skażenia ziemi i co za tym idzie odbiło się na zdrowiu tamecznych mieszkańców. Podobnie było w Iraku i Afganistanie, gdzie też używano pocisków DU/ZU.

 

*

 

Promieniowanie jonizujące

 

Na temat zagrożeń pochodzących od zubożonego uranu wydano wiele opinii, zarówno potwierdzających szkodliwość, jak i ją negujących. Promieniotwórczość uranu zubożonego wynosi około połowy aktywności naturalnego uranu. Według danych szacunkowych, promieniowanie amunicji bojowej zawierającej uran zubożony (zarówno magazynowanej, transportowanej, jak i zalegającej w glebie) jest zaledwie 4-krotnie większe od promieniowania naturalnego, pochodzącego ze źródeł naturalnych, stąd nie może wpływać na zdrowie człowieka.[4]

To jest bzdura – nie tylko może wpływać, ale wpływa na zdrowie człowieka, zwłaszcza wskutek masowego jej użycia. Poza tym nie zapominajmy o tym, że uran rozpada się i choć jego T1/2 wynosi nawet 4,5 mld lat, to jednak ten proces jest niepowstrzymywalny i przekazuje do środowiska takie produkty, jak: 234Th*, 234Pa*, 234U*, 230Th*, 226Ra*, 222Rn*, 218Po*, 214Pb*, 214Bi*, 214Po*, 210Tl*, 210Pb*, 210Bi*, 210Po* i 206Pb (nieaktywny).

Wprawdzie u nas, w Beskidzie Średnim nie odnotowano skoków radioaktywności po deszczach, a jedynie podniesienie się poziomu skażenia do 210 nSv/h, co miało miejsce w dniu 11 maja. Być może był to wynik wysadzenia w powietrze jakiegoś składu amunicji DU/ZU, czego wykluczyć się nie da – wszak trwa wojna także w mediach…

Niestety, po Czarnobylu nauczyłem się nie wierzyć w zapewnienia atomistów o tym, jak bardzo nieszkodliwe jest promieniowanie atomowe. Zbyt wielu ludzi umarło na nowotwory i nadal umiera. Ale nie tylko ludzie, bo zwierzęta też. I rośliny – o czym się nie mówi z oczywistych względów… - a o czym pisałem na łamach m.in. „Eko świata” i „Nieznanego Świata”. Lody muszą się kręcić i politycy muszą mieć atomową wisienkę na wyborczym torcie, a i atomiści też chcą urwać z tegoż tortu coś dla siebie.      

 

Toksyczność

 

Wysoką toksyczność wykazują pyły uranu i pyły tlenków uranu, wydzielające się podczas spalania penetratora kinetycznego z pocisku kinetycznego podczas przebijania się przez pancerz (wydzielone w wyniku tarcia ciepło zapala piroforyczny uran). Mogą one wniknąć do organizmu z wdychanym powietrzem lub poprzez kontakt ze skórą i połknięcie z posiłkami. Związki chemiczne uranu kumulują się między innymi w kościach, gdzie zarówno efekty trujące (charakterystyczne dla metali ciężkich), jak i pochodzące od promieniowania, są dużo bardziej szkodliwe.[5] Nie zapominajmy o tym, że KGB truło swych przeciwników polonem-210, zaś Securitate używało radu-226.

Podobnie zresztą działa pluton i inne „mocne” pierwiastki. One i ich związki są toksyczne i radioaktywne. Ten idiotyzm będzie nas drogo kosztował i jesteśmy coraz bliżej paskudnej wizji, którą zarysowałem w mojej książce pt. „UFO i Czas”. Niestety, nie widać jakiejkolwiek możliwości uniknięcia zmiany na gorsze, jaka nas czeka – Ludzkość jako gatunek biologiczny. Ale to już osobna sprawa, zaś zainteresowanych odsyłam do w/w pracy.

 

Opracował – R.K.F. Sas - Leśniakiewicz


[1] Czyli  0.16 μSv/h.

[2] Autor - Artur Bartkiewicz

[3] Od słów Depleted Uranium – Zubożony Uran.

[4] Wikipedia.

[5] Ibidem.

środa, 17 maja 2023

Promieniowanie z Ukrainy dociera do Lublina!

Promieniowanie i trujący pył uranu dotarły do ​​Lublina ze składowiska amunicji, do którego doszło na Ukrainie w zeszły piątek. W tym składowisku amunicji znajdowało się warte około 500 milionów dolarów pociski ze zubożonym uranem dostarczonych Ukrainie przez Wielką Brytanię. Teraz promieniowanie i trujący pył dotarły do ​​Lublina w Polsce.

Poziomy radioaktywności pokazane na powyższym wykresie zostały zmierzone na Uniwersytecie Marii Curie Skłodowskiej w Lublinie (Polska). Wskazuje to, że pył z amunicji uranowej został przeniesiony przez wiatr z Chmielnickiego do Lublina.

W Chmielnickim znajduje się także elektrownia jądrowa... 

2 dni, 400 km stąd. . .

Ci, którzy przebywali na zewnątrz i wdychali trujący, radioaktywny pył, są bardzo narażeni na poważne choroby układu oddechowego, a później na raka płuc. Teraz, gdy pył przybył i prawdopodobnie część z niego osiadła na ziemi, deszcz przeniesie go do wód gruntowych, gdzie będzie po cichu ZATRUWAĆ wodę przez dziesięciolecia.

Kobiety, które piją wodę, zwłaszcza w czasie ciąży, prawdopodobnie poronią (stracą) dziecko lub zobaczą, jak rodzi się ono z ohydnymi wadami wrodzonymi.

Wszystko to dlatego, że NATO nie mogło zajmować się swoimi sprawami i trzymać się z dala od walki Ukraina-Rosja. NIC z tego nie musiało być.

 


Moje 3 grosze

 

A w naszych mediach ani słowa, jak w pamiętnym kwietniu i maju 1986 roku. Podobne skażenia uranem-238 miały miejsce na terenie Kosowa we wczesnych latach 90. XX wieku, kiedy to wojska NATO używały tej amunicji. Efekty zdrowotne są zatrważające – skok ilości zachorowań na nowotwory, o czym oczywiście nikt nie mówił poza ekologami, z których zrobiono oszołomów. Ciekawy jestem, kiedy dowiemy się czegoś na temat skażeń z Ukrainy…

Ostrzegaliśmy przed taką możliwością jeszcze w początkowej fazie wojny na Ukrainie. Czy ktoś coś zrobił? O ile wiem, to nic. Na razie u nas skażenie skoczyło do 0.21 mcSv/h w dniu 11 maja. Będziemy musieli obserwować ten parametr atmosfery. Na razie deszcz oczyścił powietrze, co jest nader pomyślną okolicznością. Na razie...

 

Źródło - https://halturnerradioshow.com/index.php/en/news-page/world/radiation-from-ukraine-reaches-lublin-poland


Następnego dnia, tj. 18.V, w Internecie pojawiło się sprostowanie tej informacji podane przez PAA. Otóż to nieprawda, nic się nie stało, to są tylko plotki rozsiewane przez Putlera i jego propagandzistów - zob. https://www.msn.com/pl-pl/wiadomosci/polska/fala-radioaktywna-zmierza-do-polski-pa%C5%84stwowa-agencja-atomistyki-wyda%C5%82a-komunikat/ar-AA1bjT9C?ocid=msedgntp&pc=U531&cvid=7c9b17359e25497a91bbf7f6c79e4170&ei=7. Jak sobie przypominam, w 1986 roku było tak samo - nie było żadnego wybuchu w Czarnobylu, a potem - kiedy już się nie dało tego ukryć podano, że reaktor jest bezpieczny. Po 1 Maja zaczęto podawać płyn Lugola i poszło ostrzeżenie przed radioaktywnym opadem. Czyżby historia się miała powtórzyć??? 


sobota, 7 grudnia 2019

Mapa skażeń Fukushimy - nareszcie po angielsku


Anglojęzyczna mapa skażeń wschodniej Japonii po katastrofie w Daiichi-Fukushima 1 EJ


Shinichi Sekine


Obywatelska grupa mieszkańców Fukushimy opublikowała angielską wersję mapy ukazującej poziom radioaktywności we wschodniej Japonii, stworzonej przez 4000 wolontariuszy w odpowiedzi na pytania w związku z XXXII Letnimi Igrzyskami Olimpijskimi w Tokio. 

- Chcemy, by ludzie spoza Japonii zrozumieli realność radioaktywnego skażenia, którą pociągnęła za sobą ta nuklearna katastrofa – powiedział Nahoko Nakamura, przewodniczący Minna-No Data Site[1] - EDS, które opublikowało tą mapę.

Daiichi-Fukushima 1 EJ doświadczyła trzykrotnego stopienia rdzenia reaktorów w marcu 2011 roku, po tym jak tsunami uderzyło w ich systemy chłodzenia w czasie Wielkiego Trzęsienia Ziemi we wschodniej Japonii.

Zatytułowana „Obywatelska mapa radioaktywnego skażenia Japonii” stanowi 16-stronicową broszurę stanowiącą kompilację oryginalnych japońskich map, opublikowaną w listopadzie br. Ukazuje ona także spodziewany spadek poziomu promieniowania do 2041 roku.

Mapka skażeń w dniu 29.IV.2011 r. Wartości skażeń w mcSv/h.

Mapka skażeń z dnia 17.VI.2011 r.
Mapka skażeń gleby w dniu 15.III.2012 r.

Japońska wersja została oparta na wynikach badań skażenia gruntu prowadzonych przez ponad 3 lata na prośbę EDS.

Prawie 4000 wolontariuszy pobierało próbki gleby w 3400 miejscach w 17 prefekturach wschodniej Japonii, w tym Fukushima i Tokio, i mierzyli radioaktywność. Mapa ta została skompilowana i przejrzana przez ekspertów.
Grupa zebrała 6,23 mln ¥ (57.500,- $USA) od 1288 osób w czasie kampanii crowdfundingowej. Sprzedano 15.000 egzemplarzy tej mapy.

 Wartości skażeń na terenie Daiichi Fukushima 1 EJ w marcu 2011 r.
 Poziomy skażenia jodem-131 zmierzone w oczyszczalni wody w prefekturze Fukushima w marcu i kwietniu 2011 r.
Wartości skażeń w Tokio w porównaniu z innymi katastrofami nuklearnymi

Nakamura powiedział, że grupa zdecydowała się na produkcję angielskiej wersji po tym, jak dostali wiele próśb o taką mapę Japonii od naukowców i tych, którzy zamierzają przybyć na XXXII LIO w Tokio w 2020 roku.

EDS poświęciła 4 miesiące na stworzenie tej angielskojęzycznej mapy, pracując poprzez emaile i czaty z pięcioma zamorskimi wolontariuszami-tłumaczami w tym z Amerykaninem i Kanadyjczykiem.

Ta anglojęzyczna mapa jest sprzedawana po 500 ¥ + VAT.[2] Zainteresowani mogą uzyskać więcej informacji pod emailowym adresem EDS:  minnanods@gmail.com.  


Przekład z angielskiego - ©R.K.F. Leśniakiewicz


[1] Dane dla Wszystkich.
[2] Czyli ok. 18,- PLN

środa, 16 października 2019

Dziwne losy USS „Independence” (CVL-22)


USS Independence zdewastowany wybuchem atomowym Able w porcie San Francisco

Na ten okręt zwrócili moją uwagę realizatorzy serialu „Wyprawa na dno - 2”, którzy w odcinku szóstym traktującym o atomowych tajemnicach Zimnej Wojny opisali dziwne losy amerykańskiego lotniskowca USS Independence (CVL-22), który został zatopiony u zachodnich wybrzeży Kalifornii. Poszukałem o nim informacji w Internecie, i na stronie Wikipedii znalazłem, co następuje:


 USS Independence (CVL-22) – amerykański lotniskowiec typu Independence.
Stępkę okrętu położono jako krążownika lekkiego Amsterdam (CL-59) (typ Cleveland) 1 maja 1941. Zwodowano go już po decyzji ukończenia go jako lotniskowiec 22 sierpnia 1942 w stoczni New York Shipbuilding, matką chrzestną była pani Warner. Jednostka weszła do służby w US Navy 14 stycznia 1943, jej pierwszym dowódcą był komandor G. R. Fairlamb Jr.
Okręt był w służbie w czasie II wojny światowej. Brał udział w wielu operacjach.
Mocno uszkodzony i skażony w czasie operacji Crossroads został przebadany w Pearl Harbor. Zatopiony w pobliżu San Francisco 29 stycznia 1951.

Dlaczego to zrobiono? Były po temu dwa powody:

Powód pierwszy – w czasie Operation Crossroads okręt został silnie napromieniowany. To oczywiste – znajdował się on w odległości 560 m od PUNKTU ZERO wybuchu nuklearnego o mocy 23 kt, który znajdował się 150 m nad lustrem oceanu.

Szkic rozmieszczenia okrętów-celów w czasie Operation Crossroads próbnej eksplozji nuklearnej Able

Drugim powodem była chęć ukrycia przez Amerykanów niepotrzebnych już przyrządów i narzędzi służących do prac nad atomem w amerykańskich ośrodkach badań atomowych, by nie wpadły w niepowołane ręce – własnego społeczeństwa i radzieckiego wywiadu KGB i/albo GRU.

Promieniujący z zdewastowany wrak lotniskowca został wyładowany beczkami z niepotrzebną już aparaturą i innymi przedmiotami. Ładunek w metalowych beczkach został zalany betonem i załadowany na pokład lotniskowca, którego odholowano w pobliże wysp Farallon Islands – i tamże zatopiono. Dzisiaj wrak spoczywa w północnym sektorze zatoki Monterrey  w Monterrey Bay Marine Sanctuary, na wysokości Half Moon Bay, na pozycji: N 37°30’00” – W 123°05’00”, na głębokości 790 m.  

Lokalizacja wraku USS Independence

Ostatnie badania wraku USS Independence wskazują na to, że promieniujący lotniskowiec powoli niszczeje na dnie. Najgorsze jednak jest to, że z przerdzewiałych beczek zaczynają powoli przenikać do środowiska radioaktywne związki chemiczne. Pacyfik jest ogromny, ale niektóre izotopy do połowicznego rozpadu potrzebują milionów lat…

A co do tego mają UFO czy USO?

Obawiam się, że władze USA postąpiły równie nieroztropnie, jak we wczesnych latach 40., kiedy to doszło do słynnego incydentu nad Maury Island  położonej na N 47°22’40” – W 122°25’51”, w okolicach portu Tacoma, WA. Przypadek ten został opisany przez Johna A. Keela i przedstawiłem go następująco na stronie - https://wszechocean.blogspot.com/2013/10/23vi1947-r-prawda-o-incydencie-nad.html. Widać z tego, że w latach 40. i 50. nikt w USA nie przejmował się dalekosiężnymi skutkami takich działań. Nic mnie tak nie irytuje i jednocześnie śmieszy jak Amerykanie oskarżają Rosjan o zanieczyszczanie środowiska odpadami radioaktywnymi. To tak jakby złodziej krzyczał „łapać złodzieja!” I straszno i smieszno

Stąd właśnie ta histeria po katastrofie w Czarnobylskiej EJ, a teraz po nieudanej próbie z Buriewiestnikiem. (Opisano to w następujących materiałach: http://wszechocean.blogspot.com/2019/09/tajemnica-morza-biaego-buriewiestnik.html, http://wszechocean.blogspot.com/2019/08/may-czarnobyl-nad-morzem-biaym.html oraz http://wszechocean.blogspot.com/2019/08/nuklearnego-lata-ciag-dalszy.html)  Przy okazji marginalizuje się katastrofę w Daiichi-Fukushima 1 EJ. W końcu tam wyleciały w powietrze reaktory produkcji amerykańskiej… Do dziś nie podano żadnych wyników pomiarów skażeń do wiadomości publicznej. Wiadomo jedynie, że skażono wielkie połacie Pacyfiku radionuklidami połowy (tej gorszej) Tablicy Mendelejewa, a sama katastrofa jest oceniania jako INES 7…

Zaobserwowano ponoć szczególną aktywność Obcych w rejonach skażonych, co nie powinno dziwić. Oni interesują się naszymi nuklearnymi poczynaniami i właśnie przekroczyliśmy kolejny stopień zagrożenia, bowiem rosyjskie pociski typu Buriewiestnik oraz system Posejdon oraz ich amerykańskie odpowiedniki stanowią straszliwe zagrożenie dla planety i ich mieszkańców, a radioaktywna trucizna nie respektuje żadnych granic. Użycie tych broni, nawet w ograniczonym stopniu (np. w ograniczonej wojnie jądrowej), będzie stwarzało zagrożenie dla wszystkich sąsiadów obszaru dotkniętego takim konfliktem, a broń jądrowa ma to do siebie, że poza krótkookresowymi skutkami ma ona także swe skutki długofalowe – rozłożone na wiele pokoleń – o czym niemal niczego się nie mówi. Efekty tego opisałem w trzecim tomie tryptyku o UFO - „UFO i Czas”, więc tam odsyłam Czytelników.



Na mapkach widzimy stopień skażenia wód Wszechoceanu produktami reakcji jądrowych i termojądrowych. Pokazano tam także lokalizacje kilku podwodnych mogilników, które wraz z wrakami atomowych okrętów podwodnych stanowią zagrożenie dla środowiska.

Aktualna sytuacja polityczna na świecie grozi wybuchem i eskalacją wojny, która może przejść w wojnę nuklearną z wiadomymi skutkami. Najgorsze jest to, że obojętnie z którego kierunku będą się toczyły działania wojenne – Polska wraz ze swą infra- i ultrastrukturą transportową znajduje się w strefie pierwszego uderzenia BMR i jako pierwsza odniesie tego skutki.

Tak niestety będzie i do tego nie potrzeba żadnych wizjonerów czy wróżbitów.    

sobota, 13 lipca 2019

Dawno temu w Czernobylu…




Katastrofa w CzEJ wydarzyła się w ponad trzy dekady temu i wciąż wokół nie stoją znaki zapytania i coraz to nowsze tajemnice wychodzą na światło dzienne. Jedną z nich ujawniła niedawno lubelska witryna internetowa „Się myśli”, która opublikowała wspomnienia Jacka Wałdowskiego – artysty-plastyka z Lublina. A oto ten zdumiewający materiał:


Ta przygoda zaczęła się trzy dni wcześniej, przed 26. kwietnia 1986. Poszedłem do wojska, gdzie powołano mnie na stanowisko plastyka. Najpierw 3-miesięczne szkolenie w Warszawie. Było nas 12 osób. Potem przydzielono wszystkich do różnych okręgów wojskowych, mnie trafił się pomorski, ze sztabem dywizji w Koszalinie. Zostałem plastykiem dywizyjnym na czas pokoju. W czasie wojny natomiast wyznaczono mnie jako dowódcę wozu chemicznego, o czym nie miałem zielonego pojęcia. Wóz ukryty w garażu widywał jedynie mechanik, ja się na tym nie znałem.

Którejś pięknej nocy (była akurat przysięga młodego rocznika) miałem 3-dniowy okres pracy, bo trzeba było przygotować uroczystość. Zbudził mnie mój dowódca, którego zobaczyłem pierwszy raz na oczy, choć służyłem już rok. Zakomunikował mi, że czym prędzej muszę przeszkolić się w obsłudze wozu chemicznego. Gdy spytałem, co się stało, okazało się, iż sam nie wiedział, o co chodzi. Szkoliłem się półtora dnia, o godzinie 22:00 w nocy –  wyjazd. Ogólny rozkaz: w stronę Elbląga. Kazali mi badać powietrze, grunt, oczywiście numery taktyczne ukryte, w dzień musieliśmy kryć się w lesie, pracowaliśmy tylko w nocy. Zastanawiały mnie te dziwne ćwiczenia, bo promieniowanie było 10 razy większe, niż normalnie. Na nasze pytania dowódcy nie odpowiadali, podejrzewam, że nie znali prawdy, sami uważali, iż to kolejne szkolenie. Mój bezpośredni przełożony był w panice, bo szkolenie dowódców takich wozów trwa ok. pół roku. W ciągu 2 nocy dojechaliśmy do Elbląga, pod Elblągiem chciała nas zatrzymać policja[1], bo pobieraliśmy próbki przy drodze (całkowicie zmechanizowanym sposobem, bez wychodzenia z maszyny pobiera się próbki gleby itp.). Policja kazała nam wychodzić. Zadzwoniłem do dowódcy: co mam zrobić, bo policja chce nas spisać. Polecił zignorować ich i odjechać. Z Elbląga jechałem w kierunku Białegostoku. Promieniowanie było coraz większe. Człowiek, odpowiedzialny za stronę chemiczną, był przerażony. Wyglądało to według niego, jakby gdzieś wybuchła bomba atomowa.

 Dojechaliśmy do miejscowości, gdzie była baza przeładunkowa w głębokim lesie, nie pamiętam jej nazwy. Czekaliśmy tam jeden dzień, w międzyczasie nasz wóz załadowano na eszelon. W nocy ruszyliśmy, ale nie miałem zielonego pojęcia – dokąd. Jeśli staliśmy, to w szczerym polu, bez kontaktu z ludźmi. Rosjanie pilnowali nas, jakbyśmy jechali na Sybir. Na miejsce dojechaliśmy w nocy. Mieszkaliśmy w szkole, spaliśmy w sali lekcyjnej.

Na drugi dzień przyjechał łazik, zawieźli nas do jakiegoś miasteczka. Podszedł do nas facet w dziwnym mundurze – okazało się, że Francuz. Francuskie oddziały chemiczne były tam od samego początku – słodka tajemnica Układu Warszawskiego. Opiekowali się nami, dopiero od Francuzów dowiedziałem się, gdzie jestem i że w ogóle w Czernobylu jest elektrownia atomowa i że to jest na Ukrainie, czyli wówczas w Związku Radzieckim.

 Mieliśmy wszystko, czego potrzebowaliśmy. Głównie dzięki Francuzom, bo przez cały czas, gdy tam byłem, rzadko widywałem rosyjskich żołnierzy. Na drugi dzień samochód zawiózł nas na teren elektrowni. Dwóch naukowców pojechało z nami, by wziąć próbki gleby, powietrza, zrobić zdjęcia. Na samochodzie bojowym zainstalowana była kamera. Byliśmy w najbardziej zagrożonej strefie ok. pół godziny. Później w książkach opisywali tych samobójców – komsomolców, którzy w samych fartuchach, bez żadnego zabezpieczenia, wynosili stamtąd gruz. Było takich trochę. A przecież 3 dni tam to śmierć. My odkażaliśmy się i badano nas po każdym pobycie. Dostaliśmy francuskie mundury. Musieliśmy codziennie zjeść tabliczkę czekolady i 2 pomarańcze, obowiązkowo. I tak 50 km od Czernobyla, gdzie była baza, też było potężne promieniowanie, ale żeby zachorować – trzeba by było siedzieć tam pół roku. Ja byłem tam 4 dni, nie wiem jednak, czy moje obecne dolegliwości nie są powiązane z pobytem w Czernobylu. Ale żaden medyk nie umie tego na 100% potwierdzić. Każdego dnia po powrocie z wypadu, procedura się powtarzała. Przyszedł jakiś pułkownik rosyjski i zrobił straszną awanturę, że polski żołnierz ubrany jest we francuski mundur. Na drugi dzień znalazły się polskie mundury.

Na miejsce katastrofy dotarła jeszcze inna jednostka chemiczna z Polski, ale tak załogą manewrowano, że nie wiedziałem o tym, nie spotkaliśmy się. Przyjechali też Holendrzy, ale ich nie widziałem. Razem zrobiłem 7 wypadów, najbliżej od silosa[2] byłem ok. 10 metrów. Wóz był bezpieczny, ten typ wytrzymuje wybuch bomby atomowej, jest szczelny nawet przy fali uderzeniowej. W Układzie Warszawskim były 4 takie, przygotowane, wozy. Pewnej nocy załadowali nas, dostaliśmy prowiant od Francuzów na 3 dni i któregoś pięknego dnia obudziliśmy się w Elblągu. Przyjechał po nas samochód z Koszalina i pojechaliśmy tam. Szkolono nas przez 3 dni, co mamy mówić, a czego nie, jakie obowiązują nas tajemnice. Jeszcze z tydzień posiedzieliśmy w jednostce i wysłano nas na urlop. W Polsce nie interesowano się nami, żadnych badań lekarskich, nic, choć wszyscy – lekarze, wojskowi, a po nagłośnieniu wypadku przez Szwedów i opinia publiczna – wiedzieli, co wydarzyło się w Czernobylu. Ale to jeszcze czasy, kiedy wszystko było podszyte polityką, więcej do powiedzenia miał oficer polityczny, niż fachowiec. Połowa mojego szkolenia to tyrady jakiegoś pana od polityki.

Po ok. 10 latach zapomniałem o ukraińskim epizodzie. W rok po wojsku szwagier robił mi badania lekarskie i nie wykrył żadnych dziwnych nieprawidłowości. Ale po 10 latach, w 1995 chyba, miałem wezwanie do WKU. Była jakaś dziwna rozmowa, pytali się o mój stan zdrowia, co teraz robię. Zdenerwowałem się, ale nie chcieli do końca powiedzieć czy chcą mnie brać do wojska, o co im w ogóle chodzi. Więc wyszedłem, nie chciałem mieć z nimi nic wspólnego. Poza tym nie interesowali się mną już później. Utrzymuję kontakt z ludźmi, którzy ze mną tam byli. Różnie się ich losy potoczyły: jeden jest alkoholikiem (czy to wpływ promieniowana?), inny jeździ wywrotką (zawsze lubił duże samochody). Nimi też państwo się nie interesuje i raczej nie mają problemów zdrowotnych, związanym z promieniowaniem.

O naszej przygodzie nigdy nie próbowaliśmy informować mediów. To był tylko epizod, jedynie 3 osoby. Druga grupa chemiczna z Polski składała się 7 osób. Może był ktoś jeszcze. Nasza trójka chyba pierwsza dotarła do silosa. Widok był zatrważający, silos miał kolor siny – siny beton, porozrywany i wszędzie ludzie kręcący się tam bez zabezpieczeń. Widziałem też tego słynnego reportera z Moskwy, którego zdjęcia jako pierwsze obiegły świat, bo Moskwa je puściła. Był bardzo sympatyczny. Pół roku później zmarł na chorobę popromienną. On też chodził tam bez zabezpieczeń, jego kierowca powiedział mu, że nie ma potrzeby. Widziałem akcję wywożenia miejscowej ludności, autobusy na okrągło ich wywoziły, ale tylko z najbliższej, tzw. drugiej strefy. A powinny wywozić też mieszkańców 3. strefy (30 km od centrum wybuchu). Mieliśmy szczęście, bo po awarii spadły deszcze i chmura była mniejsza, w jeziorach mazurskich rybki pewnie ładnie by świeciły. W Polsce podawano chociaż jod, ale w Związku Radzieckim nie było żadnej opieki medycznej. Wiem to od naukowców francuskich. Francuski sierżant Kowalski – pięknie po polsku mówił – był naszym tłumaczem i opiekunem (pochodził z rodziny emigrantów).

Cały czas były polityczne naciski, by odizolować nas od Francuzów. Ale Rosjanie nie mogli nam niczego zaoferować, sami ściągnęli z całym sprzętem dopiero 2 tygodnie po wybuchu, wcześniej było tylko ich wojsko. Nasz sprzęt? Wóz bojowy: BWP (Bojowy Wóz Piechoty) – to taki lekki czołg, który również podobno pływa, choć pewnie poszedłby na dno pod ciężarem  przywiezionej  aparatury.

Po powrocie do jednostki – sprzęt też wrócił, umyty pięknie – zobaczyłem jak stał z powrotem w specjalnym garażu, zamknęliśmy go i do końca służby go nie widziałem. Nawet, gdy ogłaszano alarmy, ćwiczenia, tego wozu nie używano. A ja jeździłem jako adiutant mojego dowódcy politycznego, człowiek od grania w szachy. Potem „Dziadek” nie zabierał mnie już na poligony.

W wojsku nas, niepoprawnych moralnie plastyków, uczono musztry, by taki brudny pacyfista jakoś wyglądał i wpajano nam myśl marksistowsko-leninistowską. Często były zabawne awantury. Olewaliśmy to, jak mogliśmy, byliśmy tam jak za karę. W wojsku zarabiałem więcej niż wcześniej, w teatrze, ale nie było warto.

 Jeszcze rok służyłem „ku chwale Ojczyzny”. Nikt już nie zajmował się naszym BWP-em.

Chemik zaczął pić już w wojsku. A ja dostałem awans na starszego kaprala, byłem podobno strasznie zaawansowany wojskowo. Przyszła moda, żeby każda żona oficera prowadziła własny modny butik, robiłem im reklamy, ale nie za darmo. Wróciłem do funkcji wojskowego plastyka. Trochę kasy się ukręciło.

Potem cywil i tyle. Czernobyl dawno wymazałem z pamięci. Chociaż…[3]

Jacek J. Wałdowski


Moje 3 grosze


Pamiętam, jak służąc w GPK WOP Świnoujście, w pierwszych dniach kryzysu czarnobylskiego, mieliśmy polecenie zbierania wszelkich informacji na temat zasięgu i poziomu radiacji, bowiem – jak się okazało – nie mieliśmy żadnych swoich źródeł, a te, które były w PRL podawały różne dane. A to było tak: pamiętam, jak zaraz pierwszego dnia nadjechała z Ystad wycieczka dzieci z Goeteborga czy Malmö i ich opiekunki zaskoczyły mnie pytaniem o poziom promieniowania w Polsce. Powiedziałem, że nic mi o tym nie wiadomo, na co ona pokazała mi „Expressen” i „Svenska Dagbladet” z mapką skażeń na terenie Europy Środkowej i Północnej. Oczywiście zrobiłem fotokopię tej mapki i powiadomiłem o wszystkim przełożonych. Jeszcze tego samego dnia przyszło z Warszawy to właśnie polecenie.

Przebąkiwano także o tym, że do Czarnobyla pojechali polscy specjaliści wojskowi z Wojsk Chemicznych z Krakowa, a zatem była to jakaś część prawdy. Ciekawa jest wzmianka o żołnierzach francuskich i holenderskich, jako że w żadnej książce na temat katastrofy w CzEJ nie było o tym żadnej wzmianki – nawet po 1989 roku…

Potem przez jakiś czas myto wszystkie wagony przyjeżdżające na Bazę Promów Morskich PŻB ze wschodniej granicy i były ładowane na MF Mikołaj Kopernik i MF Jan Heweliusz, które je woziły do Szwecji. Niektóre z nich wypromieniowywały nawet 300 mR/h – i te były myte silnym strumieniem wody, która szła do kanału portowego i do Bałtyku... Podobnie robiono w Ystad. Obawiam się, że było to robione tylko dla uspokojenia ludności, bo w sumie radioaktywne paskudztwa i tak wchodziły do ekosystemu…    


Opinie Czytelników


Robert, że też wygrzebałeś taką perełkę! Wątek z wojskiem francuskim zupełnie mnie zaskoczył, przynajmniej ja nigdy nie słyszałem o czymś takim. Okazuje się, że z polityką jest jak z duszą - ciało swoje, dusza swoje... a wojsko jeszcze swoje (Avicenna)

Także "służyłem "w tym czasie w wojsku, a dokładnie w Lublinie w jednostce na Majdanku i podobnie jak autor wspomnień byłem plastykiem w jednostce choć na takie wycieczki mnie nie zabierano, wspomnień oczywiści moc ale to na inny post, może ... (Bogusław Nosidlak)


Proszę o więcej takich wiadomości. (Atena)

Udostępniłam u siebie. Bardzo ciekawe wspomnienia i z "pierwszej ręki". Nikt takich jeszcze nie publikował. Dzięki Robercie, Twoje wiadomości z wielką uwagą czytam. (Elżbieta Slubowska)


Rewelacyjne wspomnienia, bez niepotrzebnych ozdobników, robi wrażenie ! (Zofia Dudek)  

Przed 2000 rokiem czytałem w polskiej prasie artykuł na temat katastrofy w Czarnobylu. Podzielę się z Panem, o tym co pamiętam z tego artykułu. W ZSRR w 1986 roku w pełni rozkwitała Głasnost’ i Pierestrojka. Gorbaczow pozwolił  na współpracę i wymianę myśli technicznej z Zachodem instytutom w ZSRR. Około 99% artykułów opisuje skutki katastrofy a nie przyczynę. Przyczyną był eksperyment-jak zachowuje się reaktor w ekstremalnych warunkach tj. przy wyłączonym chłodzeniu. Jakie ilości plutonu można wtedy wyprodukować? Może fizyk jądrowy wypowie się na ten temat,  a nie dyletanci w Twoim artykule. Owe eksperymenty były zlecone przez USA w ramach wymiany naukowej. ZSRR akademik który zlecił ten eksperyment (nie pamiętam imienia) popełnił samobójstwo. Taki sam reaktor jak w Czernobylu pracuje w Chmielnickim. Ale w 1986 roku dyrektor Chmielnickiej Elektrowni odmówił wykonania tego rodzaju eksperymentu. Niech Pan sprawdzi - są takie same reaktory w obydwu elektrowniach. Ten w Chmielnickiej pracuje do dzisiaj.
Katastrofa w Czernobylu nie była przyczyną rozpadu ZSRR. Koszt katastrofy ok 30mln $ był do udźwignięcia przez gospodarkę ZSRR. Po prostu ryba psuje się od głowy tj. Gorbaczowa - anarchia, załamanie struktur państwowych i rozpad.
Mathias Rust nie doleciałby do Moskwy bez międzylądowania i tankowania paliwa w 1987 oraz protekcji że nie zostanie zestrzelony. Czy Pan wierzy ze Rust wylądował na polu i z pobliskiego traktora zatankował naftę lotnicza??? Konsekwencja lądowania Rusta na Placu Czerwonym była czystka w armii – tj. 3tys dowódców w armii zostało zdymisjonowanych. Podobnie jak w 1936-1937 za Stalina.
Próby odzyskania kontroli nad Rosja przez patriotów w 1993 roku zakończyły się fiaskiem. Słynne strzelanie z czołgu do Parlamentu. Wtedy to „demokraci z USA” walizkami dolarów przekupywali  dowódców rosyjskiej armii. Dzięki tym działaniom ograbiona Rosja zbankrutowała w 1998. Emeryci przez 6 m-cy nie otrzymywali emerytur czy rent. Taka jest prawda. (Mariander





[1] Wtedy jeszcze Milicja Obywatelska (MO).
[2] Chodzi o budynek reaktora nr 4, który uległ katastrofie.