czwartek, 19 stycznia 2017

UFO i broń masowego rażenia w Polsce



Broń jądrowa w Układzie Warszawskim wg CIA


Od pewnego czasu interesuje mnie zagadnienie UFO a BMR. Na to miała ważki wpływ lektura artykułów Roberta Duvalla, Nikołaja Jewgrafowa, Josha Harkinsona i Roberta Hastingsa, w której udowadniają oni, że ufozjawisko i stojąca za nimi Inteligencja interesuje się ziemskim potencjałem nuklearnym i jest on przez Nich pilnowany – mniej czy bardziej dyskretnie.[1]
 
Zadałem sobie pytanie, czy w Polsce – która w okresie Zimnej Wojny – dysponowała bronią jądrową i poza tym miała na swym terytorium składy bomb i głowic nuklearnych Północnej Grupy Wojsk Radzieckich – też miały miejsce obserwacje i incydenty z NOL-ami w okolicach baz i składowisk BMR tak jak w USA, UK czy ZSRR? Jeżeli obaj powołani tutaj autorzy mają rację, to tak właśnie powinno być. 

Tak na temat broni jądrowej w Polsce pisze Wikipedia:


Broń jądrowa w Polsce w latach 1960-1989

Polska podczas zimnej wojny posiadała aktywny program rozwoju broni masowego rażenia, a na potrzeby Wojska Polskiego zmagazynowano od 178 do 250 radzieckich ładunków nuklearnych. Od czasu, kiedy podpisano układ o nierozprzestrzenianiu broni jądrowej (NPT), ograniczono rozrost badań nuklearnych do niewojskowych celów. Polska i Rosja pracują nad wyeliminowaniem zapasów broni chemicznej i biologicznej stworzonej przez państwa Układu Warszawskiego. Poradzieckie magazyny broni nuklearnej w Polsce: obiekt Nr 3001 Podborsko, Nr 3002 Brzeźnica Kolonia, Nr 3003 Templewo

Na początku lat 60. na uzbrojeniu Wojska Polskiego znalazły się radzieckie rakiety taktyczno-operacyjne 8K11 (zestaw rakietowy 9K51) i taktyczne 3R10 (zestaw rakietowy Łuna z wyrzutnią 2P16). Z uwagi na ich niewielką celność mogły one być skutecznie użyte jedynie jako nośniki głowic nuklearnych 3N14. Do przenoszenia broni jądrowej przystosowanych było także 12 z dostarczonych Polsce samolotów MiG-21PFM. W połowie lat 60. rozpoczęły się rozmowy polsko-radzieckie, których wynikiem był program o kryptonimie Wisła. W jego ramach strona polska zbudowała na podstawie radzieckich planów trzy składy broni jądrowej. Były one zlokalizowane w okolicach: Podborska koło Białogardu (skład kryptonim 3001), Brzeźnicy-Kolonii koło Jastrowia (3002) i Templewa koło Trzemeszna Lubuskiego (3003). 

Każdy z tych składów wyposażony był w dwa magazyny broni jądrowej. Według początkowych planów miano w nich składować 178 głowic jądrowych, których nosicielami miały być rakiety 8K11 i 3R10. Budowę składów rozpoczęto w 1967 roku, zakończono w styczniu 1970. Następnie składy zostały przekazane Północnej Grupie Wojsk Radzieckich, która miała sprawować opiekę nad ładunkami do momentu przekazania ich Wojsku Polskiemu, co miało nastąpić po wybuchu konfliktu zbrojnego NATO-Układ Warszawski. Każdy ze składów zajmował blisko 300 hektarów i miał obsługę składającą się z 120 żołnierzy i 30 oficerów. Składy mogły pomieścić 192-288 ładunków jądrowych. Według ujawnionych danych w połowie lat 80. zmagazynowano w nich 14 głowic o mocy 500 kT, 83 głowice o mocy 10 kT, dwie bomby o mocy 200 kT, 24 bomby o mocy 15 kT i 10 bomb o mocy 0,5 kT. W połowie lat 70. w każdym składzie zbudowano dodatkowy magazyn broni jądrowej typu Granit. Przyczyna rozbudowy składów nie jest znana. Możliwe, że związana była z pojawieniem się na uzbrojeniu WP kolejnych nosicieli broni jądrowej takich jak samoloty Su-20 (połowa lat 70.), MiG-23 (1979), MiG-21bis (1980) i Su-22 (1984), zestawy rakiet operacyjno-taktycznych 9K52 (1983), armaty samobieżne 2S7 Pion i rakiety 9K72 zestawu Elbrus (Polska nie posiadała zestawu Oka. Czyniono przygotowania do jego wprowadzenia do 3 Brygady Artylerii w Biedrusku, jednak kryzys gospodarczy w jakim znajdował się PRL pod koniec lat 80. uniemożliwił wprowadzenie zestawu do tej "frontowej" jednostki nowej myśli technicznej mimo wyszkolenia w ZSRR specjalistów do obsługi w/w sprzętu).

Poza bronią jądrową przeznaczoną dla WP na terenie Polski znajdował się szereg składów broni jądrowej przeznaczonej dla Północnej Grupy Wojsk Radzieckich. Był to skład w pobliżu Szprotawy tzw. typ Monolit (około 40 bomb jądrowych 244N, a później 8U46, 8U47, RN-28, RN-40, a także głowic dla lotniczych pocisków rakietowych), obiekty typu Granit znajdujące się na lotniskach w Chojnie i Bagiczu (składy pogotowia mieszczące 10-20 bomb przeznaczonych dla radzieckiej 239 Dywizji Lotnictwa Myśliwskiego), oraz Kluczewie (dzielnica Stargardu).

W wyniku zmagazynowania na terenie PRL znacznej liczby ładunków jądrowych oraz faktu, iż Polska prowadziła badania nuklearne, NATO zakwalifikowało kraj jako posiadający aktywny program nad badaniem broni nuklearnej. Badania nuklearne rozpoczęły się na początku lat 60., głównym celem było doprowadzenie do reakcji nuklearnej do końca dekady. W późniejszych latach 60. udało się doprowadzić do kontrolowanej reakcji rozszczepienia jądra atomowego. Polska ratyfikowała NPT 12 czerwca 1969 roku. W latach 70. uzyskano fuzję neutronową (reakcja termojądrowa) przez koncentryczne fale uderzeniowe. W latach 80. badania skupiły się na opracowaniu i analizie reakcji mikronuklearnych przy utylizacji izotopu uranu-235. Po upadku Układu Warszawskiego oraz po upadku komunizmu badania nuklearne zostały przejęte przez Instytut Energii Atomowej. Polska dysponowała dwoma reaktorami nuklearnymi w Instytucie Badań Jądrowych w Otwocku-Świerku (obecnie Instytut Energii Atomowej), o nazwach: EWA i Maria. W 1995 reaktor EWA został wyłączony z braku uranu. Badania nuklearne były kontynuowane w reaktorze Maria w celach niewojskowych. Jako część porozumienia między Stanami Zjednoczonymi a Polską, wywieziono wzbogacony uran do zabezpieczonego składu atomowego w Rosji 10 sierpnia 2006 roku.[2]

Poza tutaj wymienionymi lokalizacjami polskich składowisk broni atomowej, na terytorium Polski znajdowały się składowiska należące do Północnej Grupy Wojsk Radzieckich w Polsce. Głowice i bomby składowano w następujących miejscowościach: Szprotawa, Borne-Sulinowo, Bagicz, Chojna, Pstrąże, Kluczewo, Templewo, Sypniewo i Jastrowie. Nie uwzględniono tutaj wojskowych instalacji jądrowych radzieckiej marynarki wojennej, której okręty nawodne i podwodne z napędem atomowym także wpływały do baz Floty Bałtyckiej w Polsce. 

Oczywistym jest, że jeżeli Ufiaści obserwują nasza składy broni jądrowej i termojądrowej to wynika z tego, że najwięcej obserwacji NOL-i powinniśmy rejestrować i odnotowywać w północno-zachodnim kącie Polski, gdzie tychże składów było najwięcej. W tym celu najlepszymi są opracowania Krzysztofa Piechoty i Bronisława Rzepeckiego, którzy zbierali informacje o Obserwacjach Dalekich i Bliskich Spotkaniach z NOL-ami właśnie w tym okresie, w którym na terytorium Polski znajdowały się rzeczone składowiska głowic i bomb A i H[3], a które miały być użyte ofensywnie – w przypadku uderzenia wojsk UW na kraje NATO lub defensywnie w przypadku przeciwnym – najprawdopodobniej jako fugasy nuklearne.[4] Wprawdzie nigdzie nie było o tym mowy, ze względów ideologicznych, ale musiały istnieć plany obronne zakładające użycie ładunków jądrowych w celu opóźnienia postępów wojsk NATO w głąb terytorium Polski. Wspomniane ładunki jądrowe mogłyby zostać zastosowane jako tzw. fugasy na głównych kierunkach uderzeń wojsk NATO. Podobne plany miała strona przeciwna, więc jest wysoce prawdopodobne, że tak właśnie by się stało w przypadku agresji ze strony NATO.

Wojna jądrowa w Polsce wg poglądów NATO

Widać to dokładnie na załączonej mapce Polski, na której ukazano planowane cele atomowych uderzeń NATO w przypadku agresji ze strony Rosji i Rosji w przypadku agresji ze strony NATO. W obu przypadkach Polska jest państwem frontowym, przez które odbyłby się masowy transfer wojsk lądowych, tak więc pierwszoplanowym celem byłyby linie komunikacyjne na trasie wschód – zachód. Następnie bomby i głowice nuklearne poleciałby na miasta i porty morskie i lotnicze a przede wszystkim na mosty i punkty przepraw na Wiśle. Rezultat byłby przerażający: znaczna część Polski zamieniona w skażoną radioaktywnie pustynię, zrujnowane miasta, zniszczona infra- i ultrastruktura kraju. Co najmniej połowa mieszkańców zabita lub napromieniowana. To właśnie jest w stanie zafundować nam „ograniczona” wojna jądrowa, której tak bardzo łakną waszyngtońscy „jastrzębie” i ich polscy podnóżki, którym marzy się powrót Zimnej Wojny i „gorąca” wojna na Wschodzie.   

Wracając do tematu, to potwierdzenia tezy postawionej przez wyżej wymienionych autorów należałoby poszukać w zestawieniach statystycznych z lat 50.-80. XX wieku. Jeżeli mają rację, to znalazłoby to odzwierciedlenie właśnie w statystyce. I tak:

 Na ogólną sumę 536 incydentów z NOL-ami 172 zdarzyło się na obszarze województwa: zachodniopomorskiego, wielkopolskiego, lubuskiego i dolnośląskiego. Stanowi to 32 % wszystkich odnotowanych przypadków na terenie całego kraju. Dużo to, czy mało?


Biorąc pod uwagę powierzchnię tych województw w stosunku do reszty kraju to stanowią one 27,7% powierzchni całego kraju. A zatem rozkład ilości obserwacji i Bliskich Spotkań w tych czterech województwach jest mniej więcej taki sam, jak na powierzchni reszty kraju. Mówiąc krótko – z tej statystyki nie wynika, by były jakieś anomalie w ilościach obserwacji w pobliżu polskich i radzieckich instalacji atomowych.

Jest jednak małe „ale”, a mianowicie: istnieje bardzo wysoka „ciemna liczba” obserwacji i Bliskich Spotkań, co spowodowane jest tym, że nawet w przypadku obserwacji UFO czy CE z Ufiastymi w rejonach składowania, informacje o nich zostały utajnione przez wojskowe służby kontrwywiadowcze z wiadomych względów – bezpieczeństwa narodowego i UW, a obecnie także NATO. Być może kiedyś zostaną one udostępnione, ale jak na razie spoczywają w kasach pancernych służb i nieprędko zostaną ujawnione… Dlatego też przedstawione przeze mnie rozważania mogą być obarczone wieloprocentowym błędem in minus i w rzeczywistości jest ich znacznie więcej, niż udało się to ustalić naszym ufologom w latach 80. i 90., kiedy zbierali oni informacje o incydentach z UFO.

Tak zatem sprawa wciąż pozostaje otwartą do czasu ujawnienia dokumentacji WSW, kontrwywiadu WSI i SKW, a na to się na razie nie zanosi, chociaż w tym kraju i pod tymi rządami każda rzecz jest możliwa…


Opinie z KKK


Robert, czy mogę ten artykuł wrzucić na mój profil FB? Dla mnie on jest ważny, gdyż poza samą smakowitością zestawienia tych 2 spraw, świadczy też o naszej pozycji w ówczesnych układach geopolityczno-militarnych - jakże nieporównywalnej z dzisiejszą. (Avicenna)

Myślę, że nie dość, że relacje typu CE są jednocześnie na minusie i na plusie (to znaczy czasem to UFO staje się IFO (zidentyfikowany), a tylko niewielkie odsetek UFO staje się TRUFO, w dodatku nie wszystkie tak IFO, jak i TRUFO, są przekazywane dalej, by trafiły do badaczy), to jeszcze dochodzić może do zatajania i dezinformacji.
Jedyne, co pozostaje, to studium przypadków, nie zaś analiza statystyczna, bowiem to jest przydatne, ale nie niezbędne do zrozumienia zagadnienia.
Myślę, że TRUFO pojawiało się w miejscach o największym aktywnym potencjale zagrożenia bezpieczeństwa, a czego, to już tylko się domyślać można. Ludzi, planety, przyszłości, struktur naszego materialnego świata? Przeloty nie zawsze muszą być zauważone, poza tym czasem TRUFO mogą specjalnie ujawniać swoją obecność, niby to na krawędzi naszej percepcji, także technicznej, a czasem w biały dzień, i w tym też mogą mieć cel. Ich zezwolenie lub brak zezwolenia na spostrzeżenie ich przez nas (także przyrządami) również zaburza zapewne statystykę, vide wniosek powyżej.
Poza tym, czy w czasach, gdy królował Portret Lenina, Proces Kafki, czyli Inny Świat, ktoś siliłby się na pozostanie męczennikiem w imię prawdy? Mam na myśli to, że najczęściej pozostawiono by sprawę odłogiem, a potem o niej zapomniano, prawie jak w przypadku świadka w Emilcinie, natomiast gdyby świadkiem był wojskowy, to chyba pewnym byłoby jego milczenie, i nie daj boże, by zmarło mu się za komuny - jego niewyjawione świadectwo skończyłoby swój żywot razem jego własnym życiem. Rodzina mogłaby bronić dobrego słowa po zmarłym, lub nie dowierzać, lub zapomnieć o wszystkim, tudzież bronić siebie przed śmiesznością lub kłopotami. Wszystkie scenariusze wydają się prawdopodobne, choć w różnym stopniu. Niemniej za pewnym relacjami musi stać przypadek, inaczej tajemnice giną.
Takie moje zdanie, choć zaznaczam, że mało wnoszące do sprawy. (Smok Ogniotrwały)

Materiał ciekawy, bo o ile wiem, to nikt nie pokusił sie o takie zestawienie. Niestety, w Polsce taki numer nie przejdzie, bo ludzie wciąż boją się - i wcale się im nie dziwię - mówić otwarcie o UFO, które tutaj uważane jest za pojazdy samego Lucyfera i Belzebuba - ergo są wcielonym Złem w najczystszej postaci. Do tego żeśmy doszli... Poza tym samo to, że Obserwacje Dalekie i Bliskie Spotkania miały miejsce na i nad terenami wojskowymi więc, jak słusznie zauważyłeś, podlegają szczególnej ochronie ze strony kontrwywiadu wojskowego i to ich należałoby w pierwszym rzędzie pytać o takie przypadki. Jednak w tej sytuacji, w jakiej znajduje się Polska - wszystkie te rzeczy są nadal utajnione – choćby w ramach NATO (może zmieniły miejsce składowania i teraz znajdują się w pancerszafach IPN) i trzeba będzie długo czekać na ich otwarcie, boż nie mają niczego wspólnego z komuną... (Daniel Laskowski)


... ja bym dorzuciła jeszcze nasz Szumirad. Jednostka (specjalnego znaczenia)  była budowana we wczesnych  latach siedemdziesiatych. Tam są silosy.  Odeszli Rosjanie, przyszli Amerykanie i  nadal wstęp ma kilka osób.  Są 3 strefy wstępu, fizycznie oznaczone (płoty). Za trzeci płot nikt nie wejdzie. W tamtym dziesięcioleciu (operacie) było to wydzielonym leśnictwem. Teraz jest "leśnictwem" w leśnictwie. Najciekawszą rzeczą jest to, że nie ma dokumentacji zbrojeniowej terenu, tzn. nikt nie wie,  którędy biegnie zasilanie do jednostki! Czujesz temat? Były kiedyś, kiedyś prowadzone prace drogowe, budowlane (czy coś takiego) od strony Ligoty Turawskiej. Jak spojrzysz na mapę to od tamtej strony jest taka budowa nielogiczna. Wykonawcy natrafili na kable i je przecięli. To, że nikt tam wtedy nie zginął to cud. W jednostce wszystko "dupło", czyli wg wojska - sabotaż i wojna! Antek by dziś powiedział że zamach  {#bigsmile} Robotników pozamykali na 48h. Z  Opola zjechały posiłki.  Długo jeszcze szukali "winnych". Wymienili całą obsadę. Tak się skończył "napad" na JW 2286 (Artemida)


Witajcie!
Jako że cywilizacja jest podobna aksjomatowi pod nazwą punkt (wszak i małą minojską zwie się cywilizacją), cywilizacja przetrwa III WW, ale nie tak zwana globalna. Przetrwają plemienia w ostępach, gdzie nawet Cejrowskiego i Tony'ego Halika jeszcze nie było, przetrwają ostatki naszej cywilizacji w postaci grup uprzywilejowanych technologicznie (notabene, czy to nie tak się nieraz stało, i czy nie dzięki temu, między innymi, widujemy ufoloty?), przetrwają ludzie w odległych krajach (wszak atomowe wojny bogów też przetrwali, jak można domniemywać), a jeśli przetrwa społeczność na tyle rozwinięta, by niedługo stworzyć państwo, lub też całe państwo przetrwa (np. Australia, itp.), przetrwa wiele cywilizacji.
W sumie nadal nie wiadomo, wyłączając scenariusze hollywoodzkie, jak wielkiego globalnego wymierania trzeba, byśmy zginęli wszyscy, ale wiadomo, że około 80 tysięcy lat (proszę poprawić, jeśli się mylę) temu było nas naprawdę mało w związku z katastrofą naturalną (superwulkan). Wtedy faktycznie ledwo przeżyliśmy, populacja światowa liczyła ledwie tysiące ludzi, pewnie mowa o wszystkich ówcześnie żyjących gatunkach.
Pozdrawiam 😊 (Smok Ogniotrwały)
 
 

[3] Wszystkie dane statystyczne  z pracy: K. Piechota & Br. Rzepecki – „UFO nad Polską”, NOLPRESS, Białystok 1996
[4] Fugas to improwizowany ładunek wybuchowy najczęściej działający jako mina czy bomba z opóźnionym zapłonem lub odpalana zdalnie.