Powered By Blogger
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Antarktyka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Antarktyka. Pokaż wszystkie posty

piątek, 19 kwietnia 2024

Największy sekret XX wieku

 


Wiktor Bumagin

 

W latach 1901-1904 Anglik Robert F. Scott przeprowadził swoją pierwszą wyprawę na Antarktydę. Eksplorował morze i lodowiec Rossa, zebrał obszerny materiał na temat geologii, flory i fauny oraz minerałów. Wyprawa podjęła także próbę penetracji głębi lądu. Podczas wypadu 40-50 kilometrów od wybrzeża Scott odkrył dużą skałę, na szczycie której znajdowała się dobrze wykonana dziura, starannie zamaskowana wyciętymi grubymi płytami lodu. Zaskoczeni tym, co zobaczyli, Scott i jego towarzysze odsunęli kilka płyt, po czym zobaczyli schody ze stalowych rur prowadzące w dół. Zdumienie Brytyjczyków rosło z każdą minutą. Długo wahali się, czy zejść na dół, ale w końcu podjęli ryzyko.

Na głębokości ponad 40 metrów odkryto pomieszczenia, w których nieznane osoby wyposażyły ​​bazę żywnościową w produkty mięsne, a w specjalnych pojemnikach leżała starannie złożona ocieplana odzież. Podczas dokładnych oględzin nieoczekiwanie znaleziono na jednej z kurtek naszytą metkę z napisem Artel krawiecki Jekaterynburga Elisey Matveev. Po obejrzeniu wszystkich ubrań Scott zdał sobie sprawę, że wszystkie metki zostały starannie odcięte, aby zachować incognito prawdziwych właścicieli. Jednak pozostawioną przez czyjeś zaniedbanie naklejkę i, co najważniejsze, napis z niej, Scott wpisał do swoich dokumentów.

Przybywając na kontynent, podróżnicy przez długi czas nie odważyli się opowiedzieć opinii publicznej o tajemniczej piwnicy, czyli krypcie, wyposażonej przez Rosjan na lodowatej pustyni; ale w swoim raporcie z prac wyprawy Scott szczegółowo opowiedział o znalezisku. Wkrótce materiały, które przekazał Brytyjskiemu Towarzystwu Geograficznemu, zniknęły. Co więcej, jego ostrożni towarzysze, nieustannie przesłuchiwani, wzruszali ramionami, twierdząc, że to wszystko to nic innego jak fikcja, legenda dla tych, którzy są zbyt ciekawi. Najwyraźniej dokumenty te zostały skradzione przez szpiegów tajnych służb Imperium Rosyjskiego.

Antarktyda, jak wiadomo, została odkryta w styczniu 1820 roku przez rosyjską wyprawę F. F. Bellingshausena i M. P. Łazariewa na żaglowcach Wostok i Mirny. W latach 1831–1833 angielski nawigator J. Biscoe opłynął Szósty Kontynent. W latach 1838–1842 zorganizowano trzy wyprawy do wybrzeży Antarktydy: francuską, amerykańską i angielską. Nowy statek pojawił się u wybrzeży lodowego kontynentu dopiero w 1873 roku. Wynikało to w dużej mierze z faktu, że podczas pierwszych wypraw żeglarze zetknęli się z tajemniczymi, nieznanymi dotąd zjawiskami na skrajnych południowych szerokościach geograficznych. Możliwe jednak, że Rosjanie nie przerwali badań na Antarktydzie.

Już na początku XX wieku szef wywiadu osobistego cesarza Mikołaja II, hrabia A.G. Kankrin, wraz z wiceadmirałem S.O. Makarowem, po przestudiowaniu wcześniej tajnego dokumentu Bellingshausen, sporządził notatkę naukową dla imperatora. Był właśnie w drodze do swojego kuzyna, cesarza niemieckiego Wilhelma II. Kuzyni wzięli udział w przeglądzie okrętów floty niemieckiej, a także okrętów rosyjskich, które przybyły z przyjacielską wizytą.

Po uroczystościach i wspólnej paradzie obu flot bracia królewscy przeszli na emeryturę, a cesarz Imperium Rosyjskiego zaproponował cesarzowi współpracę we wspólnej eksploracji Szóstego Kontynentu. Wilhelm II dokładnie przestudiował projekt wspólnej eksploracji lądu i budowy obiektów na Antarktydzie, po czym się zgodził na to. Jak pisze Olga Greig w swojej książce „Sekretna Antarktyda”, to historyczne porozumienie między obydwoma monarchami zapoczątkowało wzajemną współpracę w rozwoju Antarktydy. Współpraca, która nie ustała pomimo wszystkich trudności XX wieku. Nie zostało to przerwane nawet wtedy, gdy do władzy w Rosji doszli bolszewicy, a w Niemczech Führer. Nawet II wojna światowa nie zakłóciła tych relacji. To właśnie jest główna tajemnica XX wieku.

Sami Niemcy po raz pierwszy wyposażyli wyprawę na wybrzeża Antarktydy pod koniec XIX wieku, wysyłając tam statek Valdivia. Klęska Niemiec w I wojnie światowej na kilka lat wstrzymała wyprawy na lodowy kontynent. Ale już w 1925 roku przybył tam niemiecki statek Meteor. Dziesięć lat później Niemcy pojawili się ponownie na Antarktydzie. W 1938 roku lotnictwo niemieckie włączyło się w rozwój badań Szóstego Kontynentu. To właśnie wtedy niemieckie samoloty co 25 kilometrów zrzucały na Ziemię Królowej Maud metalowe tabliczki ogłaszające, że jest to własność Rzeszy zwana Nową Szwabią. Latem tego samego roku na wybrzeżu utworzono bazę Horsta Wessela, którą niemieccy polarnicy z szacunkiem nazywali Stacja Martina Bormanna, ponieważ towarzyszący im SS-Obergruppenführer spędzał dużo czasu na zamarzniętym brzegu morza.

Minie jeszcze trochę czasu, a Grossadmiral Dönitz powie: Moje okręty podwodne odkryły prawdziwy ziemski raj. Stworzyliśmy tam dla Führera fortecę nie do zdobycia, w której wyrośnie przyszła rasa „podziemnych Aryjczyków”. Na terenie Ziemi Królowej Maud odkryto system gigantycznych poziomych i pionowych jaskiń, galerii i tuneli, połączonych w ogromne miasto, w którym znajdował się życiodajny ozon, z jakim badacze nigdy wcześniej nie zetknęli się. Wszystko wskazuje na to, że konstrukcje te nie zostały wykonane rękami ludzkimi i były pochodzenia pozaziemskiego.[1]

Istnieją informacje, że admirał Byrd miał wówczas okazję odwiedzić ściśle tajną bazę na Antarktydzie i porozmawiać tam z generałem-pułkownikiem Luftwaffe Ernstem Udetem, który w 1941 roku został przywieziony na lodowy kontynent czterosilnikowym sowieckim bombowcem TB-7/Pe-8, na czele którego siedział wybitny stalinowski as Aleksander Gołowanow. Wymawiając angielskie słowa z lekkim akcentem, Udet nakazał zaskoczonemu admirałowi przekazać wiadomość rządowi amerykańskiemu. Niemiecki generał zażądał, aby Ameryka: ...zaprzestała testów atomowych i prób penetracji Antarktydy. W przeciwnym razie zaatakujemy terytorium USA bombami atomowymi i zniszczymy je.

Antarktyjczycy – mieszkańcy kolonii radziecko-niemieckiej – po opanowaniu pozaziemskich energii osiągnęli 100% funkcjonowanie mózgu. Byrd był wówczas zdumiony, że mężczyzna, który się przed nim pojawił, nie był ubrany w futro, ale wyszedł w niebieskim, przylegającym do ciała ubiorze, bez nakrycia głowy. I to pomimo tego, że wokół było aż  75°C na minusie. A wszystko dzięki temu, że ludzie, którzy w kontakcie ze światem równoległym przeszli zmiany psychofizjologiczne, zaczynają żyć w innych wymiarach. Mieszkańcy Antarktyki zaczęli myśleć innymi kategoriami. To w szczególności wyjaśnia, dlaczego w okresie najcięższej wojny między Niemcami a Związkiem Radzieckim niemieccy i radzieccy specjaliści na Antarktydzie nie odczuwali wobec siebie najmniejszej wrogości. Ich główną potrzebą było rozpowszechnianie unikalnej wiedzy dla dobra ludzkości. A Amerykanom udało się wówczas podpisać z nimi porozumienie w sprawie wymiany niemieckich technologii na amerykańskie surowce z gwarancjami wzajemnej nienaruszalności.

Według niektórych raportów tajemnicza kolonia antarktyczna nadal istnieje. Amerykanie w tajemnicy pomagają utrzymać jego istnienie, a sami w pełni korzystają z technologii opracowanych przez Antarktydę. Korzenie tych technologii sięgają gdzieś w równoległych światach, w przestrzeni pozaziemskiej...

Przekład z rosyjskiego - ©R.K.F. Sas – Leśniakiewicz



[1] Wedle innej wersji zaprezentowanej naszej w książce „Wunderland: Pozaziemskie technologie w III Rzeszy”, chodziło o Ziemię Peary’ego na Grenlandii, gdzie miała powstać tajna kwatera Hitlera.

środa, 5 kwietnia 2023

Magia lodowego świata



Igor Nikitin

 

W północnych lasach szpilkowych na gnijących liściach może się niekiedy uformować „włochaty lód” w formie pięknych włosów. Głównym warunkiem jego powstania jest pojawienie się na drewnie grzybka Exidiopsis effusa.

Przyroda jest doskonałym rzeźbiarzem. A materiału do stwarzania zadziwiających i niepowtarzalnych dzieł może jej posłużyć cokolwiek. Nawet taki kruchy i nietrwały materiał jakim jest śnieg i lód.

 


Penitentes

 

Czy wiecie, co to takiego penitentes? Najprędzej, to nie słyszeliście tego słowa, no chyba że mieszkacie na wysokich szerokościach południowych. Penitentes (albo kalgaspory) to są nadzwyczaj wysokie i cienkie ostrza, skierowane ku słońcu i składające się z lodu i śniegu, takie „jeżyki” skierowane w niebo. Najpierw penitentes zostały opisane przez Karola Darwina w 1839 roku. Znany podróżnik szedł z ekspedycją z Santiago de Chile do położonego w Argentynie miasta Mendoza. Ich droga wiodła poprzez przełęcz Picuenes w Andach i tam członkowie ekspedycji, w pełnym tego słowa znaczeniu, natknęli się na twarde i kruche, jakby sterczące z powierzchni skał, noże.

Nie tak dawno, gigantycznych rozmiarów kalgaspory zostały odkryte na lodowcu Khumbu na Mt. Everest. Wysokość niektórych sięgała do 30 m! uczeni uważają, że penitentes pojawiają się wskutek rozpadu lodowca, w czym swoją rolę grają tak promienie słoneczne jak i wiatr.

 


Błękitna rzeka

 

Myślicie, że to wszystko?  Mylicie się. Na lodach Grenlandii (powiedzieć „po ziemiach” jest eufemizmem) płynie zadziwiająca rzeka, zasilana wodami z lodowca Petermanna. Jej woda ma zadziwiający błękitny kolor i w każdy sezon zmienia ona swój bieg. Każdy szanujący się kajakarz uważa za swój obowiązek popłynąć po wodach tej rzeki. Jeśli zdecydujecie się przyjechać na Grenlandię, to obowiązkowo zwiedźcie lodowcowy kanion, którego głębina sięga 45 m, i lodowiec Słoniowa Noga. Kiedy go zobaczycie, to zrozumiecie, skąd się wzięła ta dziwna nazwa.


Archipelag Spitzbergen przykrywają wielkie lodowce, a największym z nich jest lodowiec Brosvellbreen. Na jednej z wysp zwanej Ziemią Północno-Wschodnią (z norw.: Nordaustlandet) lodowiec tworzy 20-metrowy obryw, z którego w ciepłym okresie roku (oczywiście ciepłym dla danej miejscowości) spada w dół setki wodospadów z roztopionej wody. Nie jest łatwo dostać się na Spitzbergen i to widowisko mogą oglądać nieliczni wybrani.

 


Kryształowa grota

 

Na Islandii też mamy niemało lodowców. I oto w jednym z nich, w rezultacie jego topnienia i ciągłego ściekania wody powstała zadziwiająca jaskinia, którą nazwano Krystaliczną, bądź Kryształową. Zazwyczaj z wierzchu lodowiec ma kolor biały, ale nie we wnętrzu. Pod nogami mamy grunt i lodowiec ma kolor ciemny, brudno-brązowy czy szary. Ale wystarczy tylko podnieść wzrok i ujrzycie, że sufit jest jaskrawo-błękitnego koloru. A idąc dalej szybko zrozumiecie, dlaczego jaskinia nazywa się Kryształową.

Jeżeli na Grenlandię i Spitzbergen należy udać się, kiedy jest tam ciepło, to do Kryształowej Jaskini wpuszczają wtedy, kiedy jest zimno. Lodowiec porusza się z prędkością 1 m/dzień, i w ciepłych okresach roku ściany jaskini mogą się oberwać.

 


Zamarznięta fala

 

Do następnego cudu Natury przyjdzie się nam wybrać o wiele dalej – do brzegów Antarktydy. Tam w 2007 roku amerykański uczony Tony Travoulion odkrył unikalną, jakby zastygłą w czasie falę z niebieskiego lodu.

Zgodzicie się z tym, że to co widzicie na zdjęciu jest rzeczywiście podobne do zastygłej wody. I tylko niebieski kolor lodu mówi o tym, że nie zastygała ona w jednej chwili, ale w długim okresie czasu. I tak właśnie powstała – co nie jest łatwo objaśnić, ale i nie będziemy. Po prostu cieszmy się jej pięknem!

 


Krwawy wodospad

 

Jak już jesteśmy na Antarktydzie, to jedźmy obejrzeć Krwawy Wodospad. Nazwa ta wydaje się być zbyt pompatyczna dla niewielkiego źródła wody rdzawoczerwonego koloru. I otrzymał swą nazwę dzięki kolorowi wód, a nie jakimś mistycznym wydarzeniom, tym niemniej ten strumyk zasłużył na tą nazwę.

Rzecz w tym, że woda unosi z głębin ziemi żywe mikroorganizmy, które znajdują się w wodnym zbiorniku od 1,5-2 mln lat. Analiza genetyczna wykazała, że pod warstwą lodowca Taylora żyje 17 różnych gatunków mikroorganizmów. W większości są to analogi naziemnych odpowiedników, ale w tym czasie odróżniają się od nich, co jest efektem długiego przebywania w odosobnieniu i surowych warunkach środowiskowych, oraz kompletnym braku tlenu. Jak one tam przeżyły – do dziś dniach niewyjaśniona tajemnica.

 


Pasiaste góry lodowe

 

U brzegów Antarktydy można napotkać takie niezwykłe zjawisko jak pasiaste góry lodowe. Zwykle te ogromne pływające kęsy lodu mają niebieskie lub zielone zabarwienie, ale czasami zdarzają się góry lodowe zabarwione warstwowo brązowymi, czarnymi czy żółtymi pasami. Dzieje się tak dlatego, że wierzchnia warstwa lodowca zawiera w sobie związki organiczne i minerały. Kiedy odeń odłamuje się góra lodowa i odprawia się w rejs, to wiatry i fale wymywają i wydmuchują górną warstwę, ale robią to nierównomiernie i tak powstają różnokolorowe pasy.

 

Źródło – „Tajny XX wieka” nr 11/2019, ss. 14-15

Przekład z rosyjskiego ©R.K.F. Sas-Leśniakiewicz   

piątek, 26 marca 2021

Tajemnice Antarktydy (4)


Wszystko niby OK., ale…

 

Przyznam się, że kiedy czytałem te artykuły, to wszystko brzmiało egzotycznie i niezwykle. No bo popatrzmy: wojna w Europie się skończyła, a na Pacyfiku dogorywała. Jej mocnym zakończeniem były dwa grzyby atomowe nad Japonią. Tymczasem na Antarktydzie działy się rzeczy, które były przedłużeniem tego, co działo się także w naszym kraju… A jak twierdzimy wraz z  dr Milošem Jesenským najciekawsze rzeczy działy się pod koniec i na końcu tej wojny! To one właśnie utworzyły świat, w którym teraz żyjemy.

Pisząc naszą wspólną z dr Jesenským książkę o pozaziemskich technologiach w III Rzeszy, zwróciłem uwagę na to, że na Dolnym Śląsku toczyły się różne prace nad uzbrojeniem – m.in. bombami od A do N, samolotami i dyskoplanami, przemieszczaniem się w Czasie, itd. itp. To było w Górach Sowich, co pokazano w odcinkowym policyjnym thrillerze pt. „Znaki”. Film jak film, ale to była pierwsza próba wyeksponowania tematu nazistowskiej działalności na tym terenie w filmie fabularnym. W takim kontekście staje się jasne, że to właśnie tam Rosjanie realizowali swój wariant amerykańskiej operacji Spinacz i wywozili do ZSRR wszystko co tylko się dało. To było oczywiste – nie chcieli, by maszyny i dokumentacja wpadła w ręce Aliantów Zachodnich.

Zwróciliśmy także uwagę na to, że w czeskich Karkonoszach znajdowała się… ćwiczebna stacja polarna, w której szkolono personel do prac na Spitzbergenie. Przypomnę to Czytelnikom:

 

Preludium do takiego dziwacznego wyjaśnienia tej zagadki były - według dr. Ludviga Součka - dziwne wydarzenia na Zlatem návrši w czeskich Karkonoszach, czyli w tajemniczym łańcuchu górskim, gdzie niejednokrotnie widziano latające dyski zmierzające ku polskiej stronie granicy. Nam zaś daje do myślenia zeznanie pewnego autochtona, który twierdzi, że po czeskiej stronie Karkonoszy pojawiła się w 1939 roku grupa niemieckich ekspertów. Jej kierownikowi, dr. Herdemertenowi, tak tam się spodobało, że zajął dla swej grupy wysokogórskie schronisko „Jestrabi bouda”, a całą okolicę otoczyło wojsko, broniące dostępu obcym osobom. Ciekawe również, że samo nazwisko naukowca brzmi nie niemiecko, ale skandynawsko.

Według wspomnień okolicznych mieszkańców, dr. Herdemerten długo tam nie zabawił i wkrótce zastąpił go dr. Hans Knoespel. Jego hobby była ornitologia - miejscowi ze zdziwieniem obserwowali jak Niemcy wnosili do schroniska jakieś ptaki w klatkach, które wyglądały jak białe sokoły. Niemcy sprowadzili również i zaprzęgali do sań dziwne, kudłate psy i uczyli je ciągnąć je po śniegu.

Na wiosnę 1940 roku żołnierze odeszli, ale w zimie pojawili się znowu z ptakami, psami i sankami. I tak było do wiosny 1945 roku. Wojna się powoli kończyła i po odejściu niemieckiej jednostki pozostał w Zlatem návrši tylko niejaki Anton Pohoschaly, który przekazał bazę pododdziałowi czeskich żołnierzy, którzy tam przyjechali terenowym jeepem.

Jeszcze w kilka dziesięcioleci po wojnie na Zlatem návrši turyści mogli spotkać ślady dziwnej, niemieckiej aktywności. Dr. Soucek, który był tam pod koniec lat ’60 zidentyfikował u pewnego górala poniemiecką czapkę polarnika, które jak się okazuje były na stanie Wehrmachtu. A żeby było jeszcze ciekawiej, na czapce zachowała się celuloidowa plakietka z drobnym napisem, który można było od biedy odczytać: PO-LA-RE VER-SUCHS-STA... Brakowało kilku liter, ale to i tak pozwala odtworzyć całość, która z pewnością brzmiała: POLARE VERSUCHSTATION GOLDHOHE (polarna stacja badawcza Złoty Wierch). Złoty Wierch jest szczytem położonym pomiędzy Harrachovem a Špindlerúv Mlýnem na grzbiecie Krkonoša.

Wydaje się, że to wyjaśnia bardzo wiele, a zwłaszcza w związku ze śmiercią dr. Herdemertena, o której czescy mieszkańcy tamtych stron mętnie wspominali. Jego nazwisko było dość znane wśród niemieckich naukowców. W 1938 roku pod auspicjami i egidą Reichsmarschala Hermanna Göringa zorganizował niemiecką ekspedycję polarną do zachodniej Grenlandii. Tam studiował w Umanaku roślinność, zwierzęta i Inuitów. Zgromadził setki opisów zaobserwowanych zjawisk i po powrocie do Rzeszy otrzymał od Reichsmarschala nowe zadanie: utworzyć na terenie Rzeszy obóz treningowy dla następnych wypraw. Tam miał on pracować nad możliwością adaptacji ludzi i zwierząt do twardych, surowych warunków klimatycznych Arktyki (a w perspektywie również Antarktydy). Reszta znana - dr. Herdemartenowi bardziej spodobały się Karkonosze niż Alpy Bawarskie.

Później zastąpił go na stanowisku dr. Knoespel, który jako zoolog uczestniczył w wyprawie do Umanaku. I tak właśnie zrodził się pomysł założenia sieci stacji meteo na Grenlandii, a że Grenlandia jest „kuźnią pogody” dla całego kontynentu europejskiego, więc owe stacje pracowały przede wszystkim dla Kriegsmarine i Luftwaffe.

Pierwszą taką próbą był rejs trawlera grenlandzkiego MS Sachsen, który przez kilka miesięcy krążył między lodami Morza Grenlandzkiego i trzy razy dziennie wysyłał meldunki meteorologiczne. Po jego rejsie zakończonym sukcesem, niemieckie dowództwo zapragnęło mieć stację na stałym lądzie, co powierzono dr. Knoespelowi. Ten w ramach akcji o kryptonimie Knoespe wylądował w 1941 roku wraz z czterema ludźmi z pokładu U-Boota w zatoce Liliefjord na Szpicbergenie, ok. 1100 km na południe od Bieguna Północnego. I tym razem przedsięwzięcie absolwentów obozu treningowego w Karkonoszach uwieńczyło powodzenie, ale zakończyła je śmierć dr. Knoespela w czerwcu 1944 roku, w czasie kiedy po jego grupę przypłynął U-Boot. Doktor zginął w nieszczęśliwym wypadku podczas rozminowywania terenu wokół bazy. Rozminowywanie było w zasadzie zacieraniem śladów po prowadzonej działalności. Ale stacja na Spicbergenie przydała się raz jeszcze w grudniu 1944 roku podczas słynnej „Bitwy o wyłom” w Ardenach, gdy Niemcy wbili potężny pancerny klin swych superczołgów Königstiger pomiędzy armie Pattona i Bradley’a. Wykorzystali wtedy pogodę, którą przepowiedziano dzięki pomiarom stacji szpicbergeńskiej.

Niewiele wiemy o wojennych działaniach w Antarktyce, z wyjątkiem tego, co czytamy u Liversidhe’a w jego „The Third Front”. Podaje on tam, że Amerykanie zniszczyli jedną z wielu niemieckich stacji meteorologicznych na Grenlandii.

Wydawałoby się, że w tym miejscu kończy się historia PVG. Jednakże wciąż bez odpowiedzi pozostało niepokojące pytanie, które przedłużyło nasze poszukiwania ad fontes. O jakim schronie dla Hitlera mówił Dönitz i co to wszystko ma wspólnego z jakimś łacińskim pergaminem, Karkonoszami, Grenlandią i hitlerowskim dyskoplanem?! [1]

 

A jednak – jak widać z tych rosyjskich tekstów – ma. Tylko patrzyliśmy w złym kierunku, bo na północ – ku Grenlandii i Spitzbergenowi, gdy tymczasem należało patrzeć ku południowi: Antarktyce i Antarktydzie. To tam mogła być kryjówka Hitlera po przegranej wojnie…

A tak jeszcze à propos Hitlerów i ich ucieczki z Berlina, to oczywiście sprawa jest jasna: Hitlerowie uciekli około 20.IV.1945 roku, ale nie samolotem czy dyskoplanem – bo to było zbyt oczywiste. Uciekali tam, gdzie jeszcze uciec mogli – szybką łodzią po Sprewie, a potem Łabą do Hamburga, a stamtąd U-bootem do Ameryki Południowej.

Nie sądzę, by uciekali na Antarktydę, to było bez sensu. Cała ta gadanina Großadmirala o Bobrowej Tamie to była jedna wielka zmyłka. Sześćdziesięcioparoletni Hitler nie byłby w stanie wytrzymać ostrego antarktycznego klimatu, natomiast łagodny klimat Argentyny czy Chile doskonale mu pasował. I tam właśnie się udał wystawiając antarktyczną bazę na ciosy Amerykanów, którzy z kolei złapali haczyk z wiadomymi efektami.

Niestety, żywię brzydkie podejrzenie, że adm. Byrd po prostu opowiadał bajki o antarktycznych bitwach z nazistami i Obcymi po to, by jakoś uatrakcyjnić swe opowieści i usprawiedliwić straty, które tam poniosła jego wyprawa. Przecież w końcu chodziło o pieniądze i te rewelacje musiały się dobrze sprzedać…

Nie jest jednak wykluczone, że doszło tam do starcia z… rosyjskimi Katiuszami, które storpedowały niszczyciel z jego wyprawy. Potem sprawę wyciszono i utajniono. Historia Zimnej Wojny zna nie takie przypadki…

I jeszcze jedna dziwna – moim zdaniem – zbieżność, otóż czy nie jest to przypadek, że ekspedycja Byrda ruszyła w Antarktykę, kiedy na skandynawskim niebie pojawiły się dziwne i tajemnicze ghost rockets, zwane także w językach skandynawskich spök raketen? Jeżeli to przypadek, to bardzo dziwny. W moim opracowaniu pt. „Powojenne losy poniemieckiej Wunderwaffe” (WiS2, Warszawa 2008) napisałem, że te tajemnicze obiekty były niemieckimi pociskami odrzutowymi V-1 i MRBM V-2, które testowano nad Morzem Bałtyckim. Kto mógł tego dokonać? Tylko Rosjanie i Amerykanie. No i teraz rozumiemy, dlaczego Amerykanie tak bardzo bali się radzieckiego ataku rakietowego ze strony Bieguna Północnego! – jednocześnie zdawali sobie sprawę, że podobny atak na USA może nadejść ze strony Bieguna Południowego. Żeby to sprawdzić, należało rozejrzeć się po Antarktyce i Antarktydzie – dlatego wyruszyła tam wyprawa adm. Byrda. Rosjanie jak widać też nie zasypiali gruszek w popiele i popłynęli na Antarktydę szukać nie dyskoplanów, jakiegoś fantastycznego V-7, ale realnych wyrzutni pocisków rakietowych z głowicami A, B, C…

I jak mi się wydaje, takie jest tło tej sprawy i o to właśnie chodziło w tej grze…    

 

Zob. także:

https://wszechocean.blogspot.com/2015/05/demony-lodowych-pustkowi.html,

http://wszechocean.blogspot.com/2013/11/zbrojne-starcie-na-antarktydzie.html, 

http://wszechocean.blogspot.com/2013/03/kod-antarktydy.html,  

http://wszechocean.blogspot.com/2014/04/pusta-ziemia.html,

http://wszechocean.blogspot.com/2013/03/baza-211.html    

https://wszechocean.blogspot.com/2019/04/wewnetrzna-strona-ziemi.html

 

Źródło: „Tajny i zagadki” nr 5/2019, ss.16-21

Przekład z rosyjskiego - ©R.K.F. Leśniakiewicz



[1] M. Jesenský, R. Leśniakiewicz – „Wunderland: Pozaziemskie technologie Trzeciej Rzeszy”, wyd. polskie WiS2, Warszawa 2001.


wtorek, 5 listopada 2019

STACJA ANTARKTYCZNA im. A. B. DOBROWOLSKIEGO


Lokalizacja polskich stacji antarktycznych


Andrzej Kotowiecki


W dniu 23 stycznia 2019  minęła 60-ta rocznica rozpoczęcia pracy polskiej stacji badawczej na Antarktydzie. W tym dniu podniesiono biało-czerwoną flagę w stacji im. A.B. Dobrowolskiego położonej na kontynencie Antarktydy w rejonie Oazy Bungera.

Zacznijmy jednak od omówienia regionu Antarktyki.


I . Informacje wstępne.


Nazwa Antarktyka pochodzi z języka greckiego „antarktikós” i oznacza obszar „położony naprzeciw północy”. Po raz pierwszy nazwy tej użył w 1840 roku polarnik Ch. Wilkes. Przy czym kreśli się różne granice Antarktyki i tak:
-          astronomiczną, której granicą jest koło podbiegunowe południowe,
-          zasięg zimowego zlodowacenia morza na podstawie zasięgu pływających gór lodowych,
-          na podstawie linii konwergencji antarktycznej, czyli granicy pomiędzy zimnymi wodami antarktycznymi a ciepłymi wodami na północy,
-          wreszcie granicami wynikającymi z Układu w sprawie Antarktyki podpisanego w Waszyngtonie dnia 1 grudnia 1959 roku , Artykuł VI „.....na południe od 60 równoleżnika szerokości geograficznej , włączając w to wszystkie szelfy lodowe .....”.

Mniej więcej tak pojęty obszar Antarktyki obejmuje obszar ponad 50 milionów km kwadratowych, w tym są zarówno lądy jak i obszary wodne, stanowiące polarną strefę na półkuli południowej. Centralną część Antarktyki zajmuje kontynent Antarktydy, który jest pokryty w przeważającej części lądolodem, otoczonym obszarem wodnym należącym do trzech Oceanów: Spokojnego, Atlantyckiego i Indyjskiego na których znajduje się wiele archipelagów i wysp.


II. Historia odkryć i podróży w rejonie Antarktyki


Już w starożytności wierzono w istnienie stałego lądu w tym regionie Ziemi, który nazywano „Terra Australis Incognita”. Zresztą kontynent ten, co jest niezwykle zastanawiające znajduje się na kilku średniowiecznych mapach, prawdopodobnie kopiach starszych map i to bez pokrywy lodowej. Można wnioskować, że mapy oryginały mogły być zrobione ze zdjęć lotniczych lub satelitarnych sprzed co najmniej 12.000 lat. Przykładem jest słynna mapa Piri Reisa z 1513 roku i mapa Oronteusza Fineusza z 1531 roku.

Powracają jednak do czasów nowożytnych to od XVII wieku dokonywano penetracji tych obszarów, początkowo odkrywając wyspy na obrzeżach Antarktydy. W latach 1772-1775 wyprawa Jamesa Cooka dotarła najdalej na południe do 71st.10min. S, odkrywając wyspę Georgia Południowa i grupę wysp Sandwich Południowy. Zaznaczyć należy, że w tej wyprawie brał udział badacz polskiego pochodzenia J.R. Forster wraz z synem J.A. Forsterem. Odkrycia kontynentu Antarktydy dokonała jednak rosyjska ekspedycja naukowa pod dowództwem F.F. Bellingshausena i M.P. Łazariewa, która odbyła się w latach 1819 – 1821 i dotarła w roku 1820 do Wybrzeża Księżniczki Marty.

Wiek XIX przyniósł wiele odkryć, których dokonali wielorybnicy i łowcy fok. W 1 płw. XIX wieku rozwinęły się także badania naukowe nad Antarktyką, w szczególności odbyły się trzy wielkie ekspedycje a to : J.S. Dumonta d`Urville’a - Francuza, Ch. Wilkesa - Amerykanina i J.C. Rossa – Anglika. Dopiero jednak wyprawa w latach 1872 – 1876 pod dowództwem G.S. Naresa potwierdziła istnienie kontynentu Antarktydy. Natomiast w latach 1897 – 1899 odbyła się słynna wyprawa statku „Belgica” pod dowództwem A. Gerlache’a de Gomery w której wzięli udział dwaj Polacy: Henryk Arctowski, który był kierownikiem naukowym wyprawy i Antoni Bolesław Dobrowolski. Wyprawa ta przezimowała na Antarktydzie. Na przełomie XIX i XX  wieku dzięki ustaleniom Międzynarodowych Kongresów Geograficznych w Londynie [1895] i w Berlinie [1899] w latach 1901 – 1905 zorganizowano pięć wielkich wypraw naukowych. Wyprawy te doprowadziły do zdobycia w dniu 14 grudnia 1911 roku przez R. Amundsena i w dniu 18 stycznia 1912 roku przez R. Scotta bieguna południowego. W latach 1928 – 1947 podjęto cztery wyprawy badawcze pod kierownictwem R.E. Byrda, które doprowadziły do założenia pierwszej stałej stacji amerykańskiej w 1946 roku – Mc Murdo. Do roku 1956 powstały stacje naukowe należące do Norwegii, Nowej Zelandii, Wielkiej Brytanii, Argentyny, Chile, Francji i Australii. Obecnie  istnieje 81 stacji w tym 40 całorocznych i 41 stacji czynnych tylko latem, a ponadto placówki dające bardziej ograniczone możliwości bytowe i mniej wygód, klasyfikowane jako obozy i schronienia należące do 28 państw (wg stanu w sezonie zimowym 2016 roku)  Powróćmy do historii i tak najnowszy etap badań rozpoczął się w związku z Międzynarodowym Rokiem Geofizycznym [1957 – 1958] i powołaniem w roku 1958 Komitetu Naukowego do Badań Antarktyki [SCAR] skupiającego 12 państw w tym: Argentynę, Australię, Chile, Francję, Japonię, Nową Zelandię, Norwegię, RPA, USA, Wielką Brytanię i Rosję [d. ZSSR]. W roku 1958 wyprawa V.E. Fuchsa i E. Hillary’ego dokonała pierwszego przejścia w poprzek całego kontynentu. Wyprawa radziecka w tym samym roku osiągnęła Biegun Względnej Niedostępności. W roku 1959 wyprawa Polskiej Akademii Nauk przejęła od ZSSR stację naukową Oasis w Oazie Bungera, która została nazwana im. Antoniego Bronisława Dobrowolskiego w której prowadziły badania w latach 1958 – 1959, 1966 – 1967  I i II Polska Wyprawa Antarktyczna, jak również w 1978 – 1979 ostatnia polska wyprawa w tej stacji. Badania Arktyki prowadzono również aktywnie w latach 1964 – 1974 w ramach Międzynarodowego Programu Biologicznego i są kontynuowane do dzisiaj w programie UNESCO „Człowiek i Biosfera”.


III. Polskie Stacje Antarktyczne i historia ich powstania


Dzięki inicjatywie Prof S. Rakusy-Suszczewskiego w 1977 roku na Wyspie Króla Jerzego położonej na terenie archipelagu Szetlandów Południowych założono polską stację im. Henryka Arctowskiego, dzięki której Polska stała się 13-tym krajem Porozumienia Antarktycznego. Stacja ta działa stale z załogą liczącą ok. 20 do 40 osób. Odwiedzają ją liczne wycieczki organizowane przez biura podróży w USA, Kanadzie i krajów Unii Europejskiej. Wycieczki takie są dosyć kosztowne.

Powróćmy jednak do początku, otóż w listopadzie 1956 roku radzieccy polarnicy założyli w Oazie Bungera stację, którą nazwano Oazis. W przeciągu dwóch lat prowadzili w niej badania naukowe. W sierpniu 1958 roku członkowie polskiej delegacji na Naradzie Roku Geofizycznego w Moskwie, dowiedzieli się, że końcem tego roku stacja przerwie swoją działalność, wtedy też zrodziła się myśl stworzenia polskiej stacji na Antarktydzie. W dniu 4 grudnia 1958 roku rząd ZSSR przekazał nieodpłatnie Polsce stację Oazis wraz z pełnym wyposażeniem.

Jak to zdarzenie opisują świadkowie tego wydarzenia – Alina i Czesław Centkiewiczowie w swoich książkach: „Tajemnice Szóstego Kontynentu” czy też „Kierunek Antarktyda”. Dowódca trzeciej radzieckiej ekspedycji w trakcie uroczystości mówił o pierwszych niełatwych chwilach powstawania stacji, o dwóch latach pracy „Oazis”, życząc Polakom powodzenia i owocnych wyników naukowych. Flaga ZSSR zostaje opuszczona i tak to opisują Centkiewiczowie:

- Opuścić flagę Związku Radzieckiego. Płótno chlaszcze na wietrze. Zapada cisza. Głos zabiera w imieniu Prezydium Polskiej Akademii Nauk profesor Różycki. Mówi krótko, zwięźle, nie kryjąc wzruszenia. Podkreśla, że dar umożliwi Polsce, po raz pierwszy w historii, rozpoczęcie prac naukowych na niedostępnej dotychczas dla nas Antarktydzie. Na jego rozkaz na szczyt masztu zaczyna piąć się biało-czerwona flaga. Placówka badawcza pod nazwą – Stacja im. A.B. Dobrowolskiego – rozpoczyna swą pracę.

Było to 23 stycznia 1959 roku, badania podjęła 7-mio osobowa grupa PAN pod kierownictwem Wojciecha Krzemińskiego. Stacja ta była czynna okresowo. Z czego składa się stacja A.B. Dobrowolski, otóż są to dwa budynki długości jedenaście metrów, szerokości prawie trzy i wysokości dwa i pół metra. Każdy z tych budynków składa się z dwu domków typu Szaposznikow. Domki ustawiono w odległości dwóch metrów od siebie a wolną przestrzeń między nimi obudowano otrzymując pośrodku dodatkowe pomieszczenie tzw. osłonkę. W pierwszym budynku mieści się: przedpokój, skład zapasowej odzieży i rozmaitego sprzętu, a dalej w izbie o wymiarach  4,6 x 2,8 m dwa dwupiętrowe łóżka metalowe. Każdy kawałek ściany i podłogi wykorzystany jest na umieszczenie potrzebnego sprzętu. Po drugiej stronie „słonki” znajduje się izba podzielona na dwie części. W pierwszej umieszczono specjalne urządzenia a w drugiej mieści się radiostacja i inne potrzebne do normalnego życia urządzenia i przybory toaletowe. Jak już wspomniałem na wstępie w roku 1977 na Wyspie Króla Jerzego założono polską stałą stację im. Henryka Arctowskiego. Informacje o tej stacji można znaleźć w Internecie. Dzięki tej stacji Polska stała się 13-tym członkiem Porozumienia Antarktycznego.

Warto podkreślić, że w roku 1995 do Bieguna Południowego na Antarktydzie dotarł samotnie Polak M. Kamiński, który w tym samym roku zdobył również biegun południowy. Jak również to, że badania polarne „rządowe” Polski datują się formalnie od 1931 roku, kiedy to ukazało się w Dzienniku Ustaw – Oświadczenie rządowe w sprawie przystąpienia Polski do traktatu dotyczącego Spitsbergu [Spitsbergenu], podpisanego w Paryżu dnia 9 lutego 1927 roku. W badaniach Spitsbergenu Polska posiada ogromne osiągnięcia naukowe.









IV. Sytuacja prawna Antarktyki


W latach 40-tych i 50-tych  XX wieku organizowano wojnę przedstawiając roszczenia do terenów Antarktydy. Przy czym w tej wojnie polegającej w szczególności na czczych deklaracjach oraz na przedstawianiu na znaczkach pocztowych map z zajętymi terenami antarktycznymi prym wiodły takie kraje jak: Argentyna, Australia i Chile. Kres tym roszczeniom położył Układ w sprawie Antarktyki podpisany w Waszyngtonie dnia 1 grudnia 1958 roku [zamieszczony w Dz.U. z dnia 21 października 1961 – Nr.46 poz.237], który Polska ratyfikowała w dniu 6 kwietnia 1961 roku.

W artykule IV tegoż Układu przewidziano, że żadne postanowienia nie będą interpretowane jako :
v zrzeczenie się przez jakąkolwiek z Umawiających się Stron zgłoszonych poprzednio praw lub pretensji do suwerenności terytorialnej na Antarktyce,
v całkowite lub częściowe zrzeczenie się przez jakąkolwiek z Umawiających się Stron jakiejkolwiek podstawy do pretensji suwerenności terytorialnej na Antarktyce, którą ta Strona może posiadać w wyniku swej działalności lub działalności swoich obywateli na Antarktyce lub na skutek innych przyczyn,
v narażające na szwank pozycję którejkolwiek z Umawiających się Stron odnośnie do uznawania lub nieuznawania przez nią prawa lub pretensji, lub podstawy do pretensji jakiegokolwiek innego państwa do suwerenności terytorialnej na Antarktyce,
v nadto w trakcie trwania Układu żadne posunięcia lub działalność nie stwarzają podstawy do zgłoszenia, podtrzymania lub negowania pretensji terytorialnej na Antarktyce,
v także żadnej nowej pretensji nie należy zgłaszać jak długo Układ pozostaje w mocy.

Nad wszystkimi uzgodnieniami czuwa SCAR, którego Konferencje odbywają się obecnie co dwa lata [od 1958 do 1964r. co rok], przeplatane są Spotkaniami Konsultacyjnymi. Konferencje i Spotkania organizowane są w krajach które są członkami stałymi tej organizacji. Póki co Antarktyka jest nadal wykorzystywana dla celów pokojowych, niemniej jednak dzięki naszemu wysiłkowi od 1959 do chwili obecnej zajmujemy dobre miejsce w badaniach tego regionu Ziemi. Od przyszłych władz będzie zależało  czy rządzą nami ludzie rozsądku dla dobra Polski i jej nauki czy też ludzie pozbawieni myślenia o naszej przyszłości. Inwestować w Antarktykę to dobry interes i zabezpieczenie bogactw naturalnych dla przyszłych pokoleń. Póki co nie ma tutaj kontroli paszportowej i celnej. Obecnie nie liczy się zysk, ale przewaga strategiczna. Nie chodzi tutaj również o kolonializm, gdyż teren ten nie jest zamieszkały. Warto tutaj przypomnieć mało znany epizod Ligi Morskiej i Kolonialnej, że mimo napięcia w Europie w 1939 roku to w marcu tegoż roku dr A. Zaychta z LMiK skierował do Ambasady w Waszyngtonie i Londynie tajne pisma z prośbą o przesłanie informacji jakie terytoria Antarktydy zostały poddane zwierzchnictwu tych krajów. Kontynuując to wstąpienie do Unii Europejskiej nie załatwi wszystkich naszych problemów i inne myślenie jest krótkowzroczne mogące pozbawić nas korzyści z których nie rezygnują inne kraje Unii  takie jak : Francja, Wielka Brytania, Belgia, Norwegia  czy od roku 1978 – Niemcy oraz takie kraje które od niedawna są stałymi  członkami SCAR np. Szwecja od 1988 r., Hiszpania, Holandia i Finlandia itd.


V.  Wnioski końcowe


Polska posiada już swoją infrastrukturę w postaci baz, sprzętu i wieloletniego doświadczenia, pozostaje to tylko utrzymać aby być aktywnym i zauważalnym. Należy przede wszystkim uruchomić ponownie stację im. A. B. Dobrowolskiego, która znajduje się na kontynencie Antarktydy gdyż stacja im. H. Arctowskiego znajduje się na peryferiach, poza kręgiem polarnym w pobliżu Argentyny i Chile tj. najbardziej spornych terenów i to na dodatek na wyspie. Jak długo Antarktyka będzie jeszcze dziewiczą krainą tego nie wiemy, ale obecnie na świecie widać coraz częściej polemikę wielkich Korporacji na temat bogactw naturalnych tego regionu, których włączenie do systemu energetycznego Ziemi już się powoli planuje. Do bogactw tych w szczególności należy zaliczyć ropę naftową, gaz ziemny, węgiel kamienny i wiele innych minerałów, na które przemysł posiada zapotrzebowanie a których ceny ciągle wzrastają. Stacja Dobrowolskiego znajduje się na brzegu Jeziora Figurowego w wolnej od lodu oazie antarktycznej, Oazie Bungera, położonej na Wybrzeżu Knoxa na Ziemi Wilkesa. Z południowego wschodu wzgórza tworzące oazę graniczą z lądolodem wnętrza kontynentu, a od północnego zachodu z Lodowcem Szelfowym Shackletona o szerokości ok. 100 km. Stacja im. Dobrowolskiego leży w odległości ok. 350 km od rosyjskiej (dawniej radzieckiej) stacji Mirnyj, z której można dotrzeć tu drogą powietrzną. Stacja została otwarta 15 października 1956 przez ZSRR i nazwana Oazis- „Oaza”. Stacja Dobrowolskiego została odwiedzona w antarktycznym lecie 1965–66 roku przez czteroosobową grupę polskich geofizyków, towarzyszących radzieckim polarnikom. W czasie tej ekspedycji został utracony samolot radzieckiego zespołu, który wylądował na lodzie zatoki Jeziora Figurowego; lód okazał się za słaby i maszyna zatonęła. Starania o wysłanie następnej grupy badawczej do stacji w sezonie 1973–74 nie doszły do skutku. Ostatnia wyprawa polska do stacji im. Dobrowolskiego miała miejsce w styczniu 1979 roku pod kierownictwem Wojciecha Krzemińskiego (który był również kierownikiem pierwszej wyprawy w 1959 roku). Prowadzono wtedy szeroki zakres badań a także wmurowano w skale piękny ryngraf z Orłem – Godłem Polski a na jego tle Matką Boską Częstochowską na pamiątkę I Rocznicy Pontyfikatu Jana Pawła II. Ten ryngraf powinien być wpisany na „Listę Pomników Historycznych”. W 2002 roku Profesor Jacek Machowski przygotował całą dokumentację na ten temat, niestety do chwili obecnej sprawa ta nie została załatwiona.

Należy podkreślić, że podpisane dodatkowe Układy powinny obowiązywać jeszcze kilkadziesiąt lat, ale czy tak będzie, czy np. taki kraj jak USA gdyby nastąpił kryzys energetyczny nie wypowie wszystkich Umów i Układów. Nawet gdyby do tego nie doszło to w przyszłości najbardziej aktywni na tych terenach i tak otrzymają je do wykorzystania i odpowiedniego zagospodarowania. Czy Polska będzie wśród tych najlepszych, czy też jak zwykle przez głupotę i prywatę straci wszystko co zostało tam zainwestowane, czy też zapewni sobie należyte miejsce na Antarktyce? Aktywności tej nie można porównywać do ambicji kolonialnych skoro tereny te nie są zamieszkałe przez ludzi , ale należy się do nich odnosić z szacunkiem i dbać o jego ekosystem. Oczywiście tereny te po odpowiednich terminach w większości winny być nadal pod ścisłą ochroną poprzez tworzenie odpowiednio dużych  Parków i Rezerwatów Przyrody. Umowa z Madrytu z 1991 roku "zamroziła" nowe roszczenia do 2041 roku, ale po tym czasie takie roszczenia mogą zgłosić inni sygnatariusze Układu Antarktycznego (m.in.  Rosja i USA) oraz część państw-stron układu madryckiego, wśród których jest także Polska.






VI. Podsumowanie


W listopadzie 2018 roku Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego ogłosiło, że przeznaczy dotację w wysokości 88 mln zł na przebudowę istniejącej infrastruktury stacji Stacji Antarktycznej im. H. Arctowskiego. Projekt obejmuje między innymi budowę nowego budynku głównego.

Natomiast w grudniu 2018 roku została podana dobra wiadomość o tym, że Polska Akademia Nauk oraz Instytut Geofizyki PAN zawarły z Geoscience Australia porozumienie dot. wspólnych badań w Antarktyce. Elementem kooperacji będzie rewitalizacja nieużywanej od ok. 40 lat polskiej stacji polarnej im. Antoniego B. Dobrowolskiego.  Moim zdaniem można również starać się również o dofinansowanie ze środków unijnych i dokooptować naukowców z innych krajów Unii Europejskiej. W ostateczności można zabrać na Antarktydę jakiegoś sponsora, który sfinansował by całą lub część wyprawy za udział w wyprawie. Tak jak robią to Rosjanie sprzedając „bilety” w Kosmos. Mój artykuł niech będzie inspiracją do ratowania dorobku polskiej nauki i polskich polarników. Polska nauka była obecnie niedofinansowana. Może ktoś pomyśli o Fundacji Antarktycznej, takie powstały w kilku krajach m.in. w USA, Australii czy też Nowej Zelandii. Fundacje te wspomagają naukę a jednocześnie zabezpieczają przyszłe interesy tych krajów na Antarktydzie.

Na koniec chciałbym dodać, że dzięki Panu Prof. dr hab. Andrzejowi Maneckiemu miałem możność poznania Człowieka, który stał się dla mnie wzorem do naśladowania i który zachęcił mnie do dalszej pracy publicystycznej o tematyce polarnej – był nim Profesor Jacek Machowski (ur 20.06.1923 zm. 26,03,2004 roku), wybitny prawnik i dyplomata (w latach 1945 – 1963). Od 1946 r. nauczyciel akademicki w takich uczelniach jak:, Szkoła Główna Służby Zagranicznej, Uniwersytet Warszawski, Wyższa Szkoła Humanistyczna w Pułtusku. Prowadził szereg wykładów (public lectures) na uczelniach amerykańskich i kanadyjskich (1956 – 1962). Jako zastępca Stałego Przedstawiciela Polski przy ONZ w Nowym Jorku, był obecny przy pracach nad Traktatem Antarktycznym. Wraz z drugim radcą ambasady Marianem Dobrosielskim, podjął w czasie trwania konferencji waszyngtońskiej nieoficjalne rozmowy kuluarowe z jej uczestnikami, zmierzające do umożliwienia Polsce podpisania Traktatu Antarktycznego w charakterze sygnatariusza pierwotnego, co dałoby jej prawo do uczestnictwa w Spotkaniach Konsultacyjnych Państw - Stron Traktatu od zarania. Od samego początku (tak jak i ja) był gorącym zwolennikiem utrzymania na stałym lądzie Stacji antarktycznej PAN im. A.B. Dobrowolskiego (w 2001 roku Polska Akademia Nauk przekazała zarządzanie Stacją, Instytutowi Geofizyki PAN) i przeciwnikiem jej likwidacji, wierząc, że dla nauki polskiej nadejdą lepsze czasy. Likwidacja tej stacji, jego zdaniem byłaby największym błędem i klęską polskich interesów w historii polskich badań Antarktyki. Pracował dosłownie do ostatnich chwil. Miałem zaszczyt być kilkakrotnie gościem Profesora i jego rodziny w jego domu w Legionowie.

Przekazał mi w trakcie naszych spotkań wiele materiałów prawniczych jak również kilka zdjęć ze Stacji Dobrowolski a także wiele materiałów na tematy polarne, dokumentów, rękopisów, notatek i prac które przekazałem w imieniu rodziny Profesora (żony Jolanty i syna Piotra) i swoim Pani Prof. Marii Olech do powstającego archiwum dokumentacji spraw polarnych. Jak zawsze Profesor podkreślał, że pod koniec swojego życia spotkał kogoś o podobnych zainteresowaniach. W jednym z listów do mnie (z 21.04.2003 r.) napisał: ...jest Pan chyba jedynym w Polsce obok mnie prawnikiem, łączącym problematykę prawa kosmicznego i prawa polarnego. Zachęcam do kontynuowania, bo z doświadczenia wiem, że to wdzięczne pole do działania. Łączenie prawa kosmicznego i prawa polarnego - Profesor miał na myśli moje zainteresowanie prawem do znalezionych meteorytów, którym zagadnieniem się wtedy zajmowałem również na obszarach polarnych. Do ostatnich chwil również miał ze mną kontakt telefoniczny, niespełna dwa tygodnie przed swoim odejściem przekazał mi jeszcze ostatnie wskazówki do moich publikacji jak również szereg rad i doświadczeń naukowych.

Wadowice, 2019-06-04


Post Scriptum:


Kilkanaście lat temu prowadziłem swoje prywatne śledztwo dot. oryginalnych dokumentów przekazania przez Rosjan Stacji Dobrowolskiego w 1959 roku, niestety gdzieś w którymś gabinecie, czy też biurku przepadły. Postanowiłem ponowić tę sprawę, może jednak ten dokument się odnajdzie?????

      Copyright © 2019 ANDRZEJ KOTOWIECKI. All rights reserved.
Wszelkie prawa zastrzeżone. Zabrania się kopiować i w jakikolwiek sposób wykorzystywać bez zgody autora tekstu jak i załączonych zdjęć i dokumentów.


Moje 3 grosze


Jak na razie nie widać żadnych zmian w tej materii. Polsce Ludowej zależało na utrzymaniu tych dwóch stacji i w latach 70. starano się o polski sektor antarktyczny. Niestety – późniejszy obłęd solidarnościowych władz i totalnego amoku legislacyjnego po 1989 roku pogrążył całą sprawę Polska w Antarktyce w niebycie.

A trzeba do niej wrócić. Tak samo jak trzeba wrócić do sprawy eksploatacji dna oceanicznego – na razie na Pacyfiku – i eksploracji Kosmosu. Niestety, na razie nie widać żadnych sygnałów wieszczących poprawę tego stanu rzeczy, a przecież byłby to potężny impuls dla polskiej nauki i techniki oraz rzecz jasna przemysłu. Podczas gdy inne kraje sięgają po bogactwa tam zalegające, Polskę ogarnął marazm i odwieczne przekleństwo niemożliwości i nieopłacalności. Dlatego nie widzę – przynajmniej teraz – żadnej możliwości ruszenia tych działań, które tak bardzo są potrzebne współczesnej Polsce i Narodowi Polskiemu.


LITERATURA


-   Henryk Arctowski  - „W sprawie współpracy międzynarodowej w badaniach obszarów podbiegunowych” – Nadbitka z czasopisma Kosmos , rocznik LV za rok 1930, Lwów 1931 a także „Polska a międzynarodowy rok polarny 1932-33,
- Andrzej Kotowiecki – „Pierwszy nad Arktyką” - BIULETYN POLARNY nr 11, str 61-64, wyd. przez Komisja Historii i Dokumentacji Badań Polarnych i Klub Polarny, 2003 rok,
- Andrzej Kotowiecki – „Status Prawny meteorytów znajdowanych na obszarach polarnych”” BIULETYN POLARNY , nr 11, str 76-84 wyd. przez Komisja Historii i Dokumentacji Badań Polarnych i Klub Polarny, 2006 rok
- Andrzej Kotowiecki – „Jacek Machowski” - BIULETYN POLARNY nr 12-13, str. 74-77, wyd. przez Komisja Historii i Dokumentacji Badań Polarnych i Klub Polarny, 2006 rok,
- Andrzej Kotowiecki – „International Arctic Social Sciences Association” - BIULETYN POLARNY nr 15-16, str 52-56 wyd. przez Komisja Historii i Dokumentacji Badań Polarnych i Klub Polarny, 2006 rok
-  Andrzej Kotowiecki XXIX Międzynarodowe Sympozjum Polarne – Kraków, 19-21 września 2003, Referat „The Legal Status Meteorites Found in Polar Regions”- „ Status prawny meteorytów znajdowanych na obszarach polarnych”- Materiały konferencyjne wydane nakładem Instytutu Botaniki UJ w Krakowie 2003, str. 295-303.
-  Andrzej Kotowiecki XXX Międzynarodowe Sympozjum Polarne – Gdynia, 23-25 września 2004, Referat „ Prawna kontrola ruchu osobowego na obszarze Traktatu Antarktycznego 1959” -  Materiały konferencyjne wydane nakładem Akademii Morskiej w Gdyni, 2004, str. 88-90.
-  Tadeusz Białas  -  „Liga Morska i Kolonialna 1930-1939”, Wydawnictwo Morskie Gdańsk, 1983, str. 187, także AAN, MSZ/9735, str. 25-26, Pisma A. Zarychty do Amb. RP w Waszyngtonie i Londynie, marzec 1939 rok,
- Jacek Machowski – „Funkcjonowanie Układu w sprawie Antarktyki” – Sprawy Międzynarodowe nr 2, str. 145-158, 1980 rok,
-  Jacek Machowski  - „Zdobywcy Białego Lądu”  - Państwowe Zakłady Wydawnictw Szkolnych, Warszawa 1959 rok, stron 494
-  Inernational Court of Justice, - Antarctica Cases, United Kingdom  v. Argentina, United Kingdom  v. Chile, Pleadings, Oral Arguments, Documents, Haga, str 114 plus mapa, 1956
Wojciech Krzemiński, Edward Wiśniewski. The Polish Expedition to the A. B. Dobrowolski Station on the Antarctic continent in 1978/1979. „Polish Polar Research”. 6 (3), s. 377–384, 1985. Polska Akademia Nauk


Opublikowano za uprzejmym zezwoleniem mgr Andrzeja Kotowieckiego