Franciszek Kovár
Ta historia oparta jest na
prawdziwych wydarzeniach osób, które doświadczyły czegoś tajemniczego w górach
Tribeč.
Wycieczki od Zlatnie do Czarnego
Zamku to jedne z moich ulubionych, ale jedno szczególne doświadczenie z
dziewczyną zmieniło nasz widok na tribeczskie lasy. Był taki moment, kiedy
czuliśmy się, jakbyśmy przekroczyli niewidzialną granicę, a otaczający nas
świat zamienił się w płaskie tło.
Lęk
bez widocznej przyczyny
Spacerowaliśmy całkowicie
spokojnie z moją dziewczyną i cieszyliśmy się ciszą lasu. Ale w pewnym
momencie, gdy zbliżaliśmy się do pewnej części trasy, uderzył mnie nagły i
niewytłumaczalny przypływ niepokoju. Nagle poczułem ogromny wewnętrzne zdenerwowanie
i rozpacz. To nie był strach przed dzikim zwierzęciem czy burzą - to było
głębokie, bezpośrednie fizyczne uczucie, że tam, gdzie chodzimy, jest coś
bardzo nie tak.
Świat
jakby na dużym ekranie
Kiedy patrzyłem na tę część lasu,
do której się zbliżaliśmy, stałem w miejscu oszołomiony. To, co zobaczyłem,
zaprzeczyło moim zmysłom. Las nagle stracił głębię i naturalną przestrzeń.
Wyglądał jakby został namalowany na ogromnym płótnie. Cały krajobraz przed nami
wydawał się płaski i nienaturalny. Porównałbym to do teatralnej kurtyny, która
powinna dawać tylko iluzję rzeczywistości. To było coś niezwykle dziwnego i
niepokojącego, jakby rzeczywistość się w tym momencie „utknęła”.
Bieg
przed nieznanym
Na początku trzymałem swoje
uczucia dla siebie, ale potem zauważyłem, że moja dziewczyna też zaczęła się
dziwnie zachowywać. Nagle, na środku podejścia, stanęła blada, a w głosie
nieskrywaną paniką, krzyknęła: „Wynośmy się stąd szybko! Nie będzie nas tu za
jakiś czas!”
Odwróciła się i zaczęła biec z
powrotem, a ja od razu podążałem za nią. Kiedy w końcu dotarliśmy do samochodu,
po prostu po cichu patrzyliśmy na siebie. Weszliśmy bez słowa i natychmiast
opuściliśmy to miejsce. Tą ciężką, niepokojącą atmosferę przetwarzaliśmy w
ciszy przez długi czas w drodze do domu.
Byłem w tej części Tribeč, i w
wielu innych, kilka razy przed i po, ale nic takiego mi się już nie
przydarzyło. Moment, kiedy las zamienił się w płaskie płótno, pozostaje jednak
w mojej pamięci jako mrożące przypomnienie, że w tych górach nie zawsze my
rządzimy.
Macie
podobne doświadczenie?
Jeśli masz podobne doświadczenie,
którym chciałbyś się podzielić, napisz do nas w komentarzu lub skontaktuj się
ze mną przez wiadomość prywatną. Sekrety Tribeczy zasługują na wysłuchanie.
Moje
3 grosze
Oczywiście, że miałem takie
doświadczenie. To było w październiku 1973 roku, kiedy to wraz z kolegą
zagubiliśmy się w lasach w okolicach Połomii, w Nadleśnictwie Brynek. Przez
kilka godzin błąkaliśmy się przy kompletnej utracie orientacji przestrzennej i
dopiero koło 16-tej udało się nam dotrzeć do drogi, którą wróciliśmy do Brynku.
Drugim przypadkiem był przypadek
zabłąkania się mojego ojca Adama Leśniakiewicza, który poszedł do lasy na górze
Kamionka (610 m n.p.m.) po choinkę. To był grudzień, niepewne światło
pochmurnego dnia… Nagle Tata poczuł, że robi się słabo, a las wygląda jak
dekoracja teatralna. Otaczały go potężne grube sosny i dęby. Stracił całkowicie
orientację. Po kilku minutach wszystko wróciło do normy i Tato poczuł się
lepiej – i już bez sensacji wrócił do domu…
Kolejny dziwny przypadek zdarzył mi
się w lasach pomiędzy Podwilkiem a Sidziną. Tam też w piękny czerwcowy dzień
wszedłem w strefę mgły, przez którą słabo przeświecało słońce. Otaczające mnie
drzewa sprawiały wrażenie chorych. Uschnięte gałęzie zwisały bezwładnie, a z
bagnistej gleby unosił się zgniły opar. To wszystko trwało parę sekund, a potem
wszystko wróciło do normy. Mgła zniknęła, rozbłysło słońce. Zamiast zgniłych
brzóz i wierzb pojawiły się świerki… Co to było? Inna rzeczywistość? Od tej pory
wcale się nie dziwię romantycznym poetom, którzy opisywali takie mgły i
oparzeliska w swych utworach…
Opracował
- ©R.K.Fr. Sas -
Leśniakiewicz










