Powered By Blogger

sobota, 11 kwietnia 2026

CE0 w duńskim lesie

 


Lokalizacja: Moesgaard Strand, zachodnia Dania,

Data: 5.V.1967

Opis incydentu:

Świadek mieszkał na wybrzeżu Aarhus i w ten piątkowy wieczór wyszedł z domu około 22:45, aby cieszyć się ciszą lasu i zaczerpnąć świeżego, nocnego powietrza przed snem. Pogoda była spokojna, niebo było rozgwieżdżone, a na nim tylko kilka chmur. Minął tzw. „Orle Gniazdo”, a następnie zszedł ze wzgórza w kierunku plaży, po czym skręcił w prawo na drogę, która prowadziła łukiem w górę, mijając kamień pamiątkowy Hansa Petera Ingersleva (polityka). 50 metrów od kamienia droga zakręcała, tak że można było zobaczyć mały, otwarty trójkąt przed kamieniem. Mężczyzna miał na sobie buty w kształcie stóp i na grubych, miękkich gumowych podeszwach szedł dość cicho drogą.

Zatrzymał się, bo przed kamieniem dostrzegł światło, a raczej błysk światła, którego nie mógł dokładnie rozróżnić. Początkowo pomyślał, że zatrzymał się tam samochód, ale nie było widać żadnych reflektorów, a na pewno żadnych czerwonych tylnych świateł. Światło, które teraz było bardzo jasne, było lekko niebieskawe i przypominało coś pomiędzy światłem księżyca a światłem elektrycznym. Padało na ziemię wzdłuż ścieżki, tworząc okrąg o średnicy 2 x 2 metry. Nie mógł dostrzec źródła światła, ale znajdowało się ono około 1 metra nad ziemią. Mężczyzna był zaciekawiony i zatrzymał się na drodze, aby sprawdzić, czy coś się jeszcze wydarzy. I wydarzyło się! Z krawędzi światła poruszały się ciemnoszare, półcieniste postacie, a raczej kształty. Miały zaledwie 1 metr (3,3 stopy) długości i nie miały widocznych ani rąk, ani nóg. Delikatnie falowały tam i z powrotem, a potem zniknęły, unosząc się w mroku lasu. Potem światło na chwilę zamilkło, ale bardzo szybko i w nieregularnych odstępach czasu zaczęły się z niego wyłaniać nowe kształty. Podczas całej obserwacji nie słychać było żadnego dźwięku, panowała całkowita cisza. Świadek dostał gęsiej skórki i stał, obserwując zjawisko przez 3-4 minuty. Nagle świadek zobaczył, że jeden z cieni zbliża się do niego i zdawał się unosić nad ziemią, jednocześnie nieco powiększony. To było zbyt wiele dla mężczyzny, który teraz się przestraszył i uciekł w przeciwnym kierunku. Mężczyzna, który mieszkał z matką, wrócił do domu kompletnie zdyszany i z bladą twarzą. Matka, która właśnie miała iść spać, gdy wszedł jej syn, z niepokojem zapytała, co się stało. Opowiedział jej, co widział i poprosił matkę, aby poszła z nim i zobaczyła to. Pojechali samochodem z powrotem pod pomnik. Matka prowadziła, ponieważ jej syn był w stanie silnego pobudzenia. Ale kiedy dotarli na miejsce zdarzenia, wszystko było spokojne i jak zwykle. Ani śladu światła i cieni. Następnego ranka o godzinie 11:00 mężczyzna wrócił na miejsce zdarzenia, ale nie zauważył niczego niezwykłego. Był tam również w sobotę wieczorem, dokładnie o tej samej porze, o której doszło do zdarzenia poprzedniej nocy (około 23:25), ale wtedy również nic się nie wydarzyło.

Źródło: „UFO Nyt” #6 1969

Opracował - ©R.K.Fr. Sas - Leśniakiewicz

piątek, 10 kwietnia 2026

CE4 na Wyspie Wielkanocnej

 


Albert Rosales

Lokalizacja: W pobliżu Hanga Roa, Wyspa Wielkanocna, Chile

Data: 1950

Godzina: wieczór

Opis incydentu:

Veri Ica, znana pisarka i poetka języka rapanui, wspominała dziwne zdarzenie, którego doświadczyła jako mała dziewczynka. W tamtym czasie każdego wieczoru spacerowała tą samą ścieżką, aby spotkać się z ojcem, który pracował na pobliskim lotnisku.[1] Tego wieczoru oboje wracali do domu i wspomina, że ​​słońce jeszcze nie zaszło. Nagle usłyszała głośny hałas i odwróciła się, aby zobaczyć dziwny obiekt w kształcie dysku, który unosił się nad pobliskim wzgórzem. Chwilę później obiekt przeleciał nad ścieżką, na której się znajdowali, i wylądował na polu przy pobliskim domu. Podczas lądowania zobaczyła, jak trawa się porusza, a ziemia jest mocno poruszona, najwyraźniej przez jakiś rodzaj napędu. Obiekt miał około 5 metrów średnicy i mniej więcej taką samą wysokość. Jednak najbardziej dziwaczna część spotkania miała dopiero nastąpić. Statek wylądował w pobliżu mężczyzny lub tubylca Rapanui, ubranego w białą koszulę i „normalne” spodnie, co sprawiało wrażenie, jakby „czekał” na przybycie statku. W statku otworzył się właz i z obiektu wyszła wysoka, szczupła istota, około 2 metrów wzrostu. Istota miała na sobie srebrzysty, metaliczny, jednoczęściowy, obcisły kombinezon. Kombinezon zakrywał dłonie i uszy istoty, twarz „jak u nurka” pozostała odsłonięta, ale pamiętała jedynie, że była bardzo blada i nie mogła sobie przypomnieć żadnych innych rysów. Teraz, gdy właz się otworzył, świadek mogła zajrzeć do środka i zobaczyć coś, co wyglądało na „srebrzyste zasłony”, najwyraźniej wykonane z tego samego materiału co kombinezon istoty. Kilka sekund później druga istota, bardzo podobna do pierwszej, wyszła z obiektu i wpatrywała się prosto w Veri i jej ojca. Ignorując ich, dwie istoty i lokalny mężczyzna Rapanui zaczęli rozmawiać między sobą. Chwilę później cała trójka weszła do obiektu, który następnie uniósł się w powietrze i zniknął w oddali z dużą prędkością.

Dodatek do HC

Źródło: Miguel Pedrero i Fran Contreras, Año Cero # 252

Typ: B


Komentarze:

Kim był mężczyzna, którego dwaj kosmici zabrali na swój statek kosmiczny? (Albert Rosales)

Zdumiewające (Victor Rogers)

Zdumiewająca lokalizacja i interesujący jest ten facet zabrany przez Ufiastych. (Kath MacCarthe-Johnson)

Wygląda na to, że pani Veri i jej ojciec byli świadkami zabrania z Ziemi agenta Obcych, który został wycofany z naszej planety. Obawiam się, że może mieć to związek z ziemskim programem kosmicznym z lat 80. XX wieku – port lotniczy Mataveri był zapasowym lądowiskiem dla amerykańskich promów kosmicznych, a w odległości 2681 km znajduje się tzw. Punkt Nemo – zrzutowisko dla zdeorbitowanych sztucznych satelitów Ziemi. I nie ma tu znaczenia, że to CE miało miejsce w 1950 roku – bo UFO poruszają się równie dobrze w Czasie jak i Przestrzeni. Należałoby sprawdzić, czy podobne obserwacje wydarzyły się na drugiej pobliskiej wyspie Duice (Ducie) odległej także o 2681 km od Punktu Nemo. Niestety, jest ona niezamieszkała… (Robert Leśniakiewicz)

Też chciałbym żeby tak było (Albert Rosales)

Opracował - ©R.K.Fr. Sas – Leśniakiewicz



[1] Lotnisko Mataveri zostało zbudowane dopiero w latach 80. na mocy porozumienia Chile – USA i miało służyć jako awaryjne lądowisko dla promów kosmicznych. Pas startowy liczy sobie 3318 m długości. Autorowi prawdopodobnie chodzi o inne lotnisko. 

czwartek, 9 kwietnia 2026

CE3/CE4 z USO: Spotkanie na oceanie

 


 

Emile Kelly Gauthier

 

Lokalizacja: Ocean Spokojny

Data: 1936 (data przybliżona)

Czas: dzień

Opis incydentu:

Rosyjski cywilny parowiec transportowy, SS Maria z Leningradu, przemierzał Ocean Spokojny. Pewnego dnia oficer wachtowy zauważył nagle na wodzie dziwny obiekt, który z daleka przypominał statek wynurzający się z oceanu. Nie było na nim żadnych oznak życia, a dziwny statek nie reagował na sygnały radiowe Marii. Po krótkiej obserwacji kapitan Marii nakazał spuszczenie na wodę małej łodzi, aby dowiedzieć się, czym jest ten obiekt. Pięciu marynarzy zbliżyło się do obiektu w łodzi wiosłowej, a reszta załogi obserwowała, jak łódź zbliża się do obiektu, a marynarze wsiadają na jego pokład. W krótkim czasie dziwny statek zaczął oddalać się z bardzo dużą prędkością i wkrótce zniknął w chmurze mgły. Próba śledzenia go i przechwycenia statku okazała się daremna i po kilku godzinach poszukiwań i oczekiwania kapitan Marii nakazał statkowi kontynuować podróż pierwotnym kursem. Gdy statek powrócił w to miejsce kilka dni później, kapitan nakazał [sic-rozkazał] załodze podążać tą samą trasą. Zbliżając się do miejsca poprzedniego, niespodziewanego spotkania, oficer wachtowy dostrzegł dziwną łódź, niepodobną do żadnej normalnej łodzi, jaką kiedykolwiek widział. Łódź ta była wykonana z przezroczystego materiału. Wewnątrz łodzi znajdowało się trzech z pięciu marynarzy, którzy pierwotnie [sic-pierwotnie] wyruszyli, aby zbadać anomalię. Kiedy Maria zbliżyła się do łodzi, jeden z marynarzy krzyknął i skoczył do wody. Pomimo natychmiastowych poszukiwań, jego ciało nigdy nie zostało [sic-odnalezione] w całości, najwyraźniej zanurzając się w otchłani. Pozostała dwójka została zabrana na pokład; wydawali się szczęśliwi, że znów spotkali swoich towarzyszy. Potem opowiedzieli niesamowitą historię. Kiedy zostali zabrani na pokład dziwnego statku, zostali otoczeni przez dziwne istoty, ubrane w ciemne, lśniące kombinezony, wyglądające [sic-podobnie] jak płetwonurkowie. Ich kończyny były jedynie podobne do ludzkich, z małymi błonami między palcami. Obcy wymieniali między sobą spojrzenia (oczywiście komunikując się telepatycznie), a nie werbalnie. Czasami wymieniali gesty. Obcy powiedzieli wtedy ludziom, że nie ma drogi powrotnej i poprosili, aby zostali z nimi. Dwóch marynarzy natychmiast się zgodziło; zostali wtedy oddzieleni od reszty i nigdy więcej ich nie widziano. Pozostała trójka została uwięziona w odizolowanym pomieszczeniu, gdzie według ich szacunków spędzili około dwóch dni. Wkrótce, w nieznany sposób, trzej mężczyźni znaleźli się na pokładzie dziwnego statku, z zapasem dziwnego pożywienia przypominającego tabletki w przezroczystych kieszeniach, które obcy również im oferowali na pokładzie. Wystarczyło zjeść jedną lub dwie takie tabletki, aby nie czuć głodu. Jeden z mężczyzn (ten, który później wskoczył do wody) odmówił zjedzenia tabletek, a gdy reszta spała, zmęczył się bezowocnymi obserwacjami oceanu i chwycił zapasy obcego jedzenia, wrzucając je do wody. Pozostali bez jedzenia przez jeden dzień, ale nie czuli głodu. Następnie zauważyli zbliżającą się Marię. Kiedy „rozbitków” zabrano na pokład, a Maria zaczęła oddalać się od tego miejsca, dziwny statek został nagle otoczony falami i zatonął. ocean. Załoga na pokładzie nie mogła zabrać na pokład dziwnego statku, ponieważ nie miał on żadnego punktu zaczepienia. Po powrocie do Leningradu kapitan Marii wysłał raport do Ministerstwa. Kapitan i dwóch pozostałych marynarzy zostali wezwani do Ministerstwa i przesłuchani. Jednego z marynarzy uznano za psychotyka, drugi odmówił dalszej współpracy. Kapitan bardzo uparcie twierdził w swoich zeznaniach, powołując się na dziennik wachtowy i stwierdzając, że wszystko zostało dokładnie udokumentowane. Jednak później został zmuszony do wycofania się i przyznania, że ​​nic się nie stało. Wkrótce kapitan został przeniesiony na inny statek.

Opracował - ©R.K.Fr. Sas - Leśniakiewicz

środa, 8 kwietnia 2026

CE4X i Missing Time w Kelowna

 


Miejsce: Kelowna, BC, Kanada

Data: 31.VII.2003

Opis incydentu:

Raport Briana Vike'a, dyrektora ds. UFO w HBCC

„Dziś, w poniedziałek, 18 sierpnia 2003 roku, odebrałem telefon od Pat, mieszkanki Kelowna w Kolumbii Brytyjskiej. Kobieta była bardzo zdenerwowana i z trudem mówiła o zdarzeniu, które miało miejsce między nią a jej bliską przyjaciółką. Powiedziała mi dzisiaj, że znajoma przyniosła artykuł z gazety „Kelowna Capital”. Nagłówek brzmiał: „Poszukiwani świadkowie UFO”. Gazeta nosiła datę 15 sierpnia 2003 roku”.

Oto jej historia:

„Około 00:05 DST, 31 lipca 2003 roku, obie panie bawiły się komputerem, gdy Linda powiedziała: „Dawno nie obserwowałyśmy gwiazd”, więc Pat (kobieta, która się ze mną skontaktowała) powiedziała: „Masz rację, chodźmy poobserwować gwiazdy”. Wyszły z domu o 00:05 , kierując się w miejsce, gdzie mogłyby podziwiać czyste nocne niebo bez świateł, które mogłyby zasłaniać im widok. Pat pojechała do Glenmore, które leży na północ od jej miejsca zamieszkania i leży przy bocznej drodze prowadzącej do Winfield z Kelowna w Kolumbii Brytyjskiej.

Jechały i Pat powiedziała, że ​​jak na tę porę nocy jest spory ruch, ale kiedy postanowiły zatrzymać się na poboczu, żeby zobaczyć, co mogą zauważyć, ruch ustał. Nie było żadnych świateł pojazdów, nic poza bardzo ciemnym odcinkiem drogi. Pat chwyciła latarkę i poświeciła nią w niebo, Robiła to już wcześniej. Jej przyjaciółka Linda ma lornetkę po drugiej stronie samochodu, obserwując rozgwieżdżone niebo. Byli tam zaledwie minutę po wyjściu z samochodu, kiedy Linda powiedziała: „To naprawdę dziwne. Na niebie widniały trzy gwiazdy, tworząc trójkątny kształt. Wszystkie trzy światła w tym momencie były jednolicie białe. Obie panie obserwowały, jak trzy białe światła zaczęły się poruszać, ale poruszały się razem. Świadek z lornetką powiedział: „Gwiazdy tak nie robią”, a Pat odpowiedziała: „Oczywiście, że nie”, ponieważ pomyślała, że ​​to mógł być samolot lub coś w tym rodzaju. Linda odpowiedziała: Nie, to nie jest samolot, ponieważ światła zmieniły kolor na neonowozielony, a obiekt zatrzymał się i zawisł tuż przed ich samochodem.

Pat zgasiła światła i poświeciła latarką wzdłuż drogi przed samochodem. Martwiły się, że w tym odludnym miejscu mogą znajdować się zwierzęta, takie jak niedźwiedź, pumy itp. Kiedy poświeciła latarką wzdłuż drogi, obie kobiety zauważyły ​​coś, co je bardzo przestraszyło. Pięć par oczu wpatrujących się w nie z odległości około 12 metrów. Choć były przestraszone, ich pierwsze myśli dotyczyły kojotów lub innego dzikiego zwierzęcia, ale powiedziała, że ​​jak się naprawdę przyjrzysz, mózg ci to wyłapie.

Pat opisuje stworzenia jako mające około 120 cm wzrostu, ciemnoszare barki i zbliżające się do kobiet. Pat powiedziała: „Byłam tak przerażona, że ​​ledwo mogłam mówić i ledwo mogłam oddychać”. Krzyknęła do swojej przyjaciółki Lindy: Wsiadaj do samochodu, wsiadaj do samochodu. Pat powiedziała, że ​​obie próbowały wskoczyć z powrotem do pojazdu, ale powiedziała, że ​​to było jak jazda po grząskim piasku i było okropne. Były tak przerażone i próbowały poruszać się tak szybko, jak to możliwe, że czuły, jakby wszystko wokół nich zwalniało.

Kiedy obie wróciły do ​​samochodu, Pat próbowała włączyć zapłon, żeby móc otworzyć elektryczne szyby. Ale cała elektryka w samochodzie szwankowała. Lampa w suficie i reflektory same się włączały i wyłączały, i, jak powiedziała, wszystko szalało!

W końcu samochód odpalił, zawrócili na środku drogi i pomknęli w kierunku domu. Jadąc, zauważyli sporo ruchu nadjeżdżającego w ich kierunku. (Pat skomentowała mi: „Gdzie był cały ruch, kiedy to wszystko się działo?”) (Co się działo?) Jadąc drogą, Pat powiedziała do Lindy: „To jest najdziwniejsze. Czuję się, jakby mnie poraził prąd, całe moje ciało mrowi, jakbym została porażona prądem z akumulatora”. Kiedy Linda to usłyszała, powiedziała: „Nie chciałam ci nic mówić, bo mogłabyś pomyśleć, że zwariowałam, ale czuję to samo. Jakby poraził mnie prąd”. Kiedy Linda opowiadała, co czuje, stojąc twarzą do Pat, spojrzała na zegarek w samochodzie i powiedziała: „Jezu, Pat, spójrz na godzinę!”. Pat zapytała: „O czym ty mówisz?”. Linda odpowiedziała: „Staliśmy i wyszliśmy z samochodu tylko na kilka minut, a zegar w samochodzie wskazywał dodatkowe 25 minut”.

Jadąc dalej i zbliżając się do domu, rozmawiali o tym i zastanawiali się, czy im się to wszystko nie przywidziało. Gdy byli już prawie w domu, skręcili w Baker Street, pogrążoną w ciemności, obok pola. Nagle zobaczyli jasną, świecącą, neonowozieloną kulę nisko na niebie. Obiekt zaczął się poruszać w prawo, „stop”, w lewo, „stop”, w prawo, „stop”, w lewo, „stop”, a potem zaczął się oddalać, aż samochód kobiet się zatrzymał, podobnie jak obiekt. Zanim się zorientowali, kula zielonego światła ruszyła w ich stronę z dużą prędkością i zawisła wysoko nad ich samochodem. W tym momencie chciały po prostu dotrzeć do domu i być jak najdalej od tego, cokolwiek to było. Kierowca ponownie szybko ruszył i skierowali się do sadu, który był bardzo blisko. Myśleli, że nikt ich nie zobaczy, ukrywających się między drzewami, a poza tym w okolicy nie było oświetlenia, które by ujawniło ich pozycję. Pat spojrzała na swoją przyjaciółkę i powiedziała: „Nigdy nas tu nie znajdą”. Obie kobiety siedziały w samochodzie, próbując się pozbierać, ponieważ kierowca powiedział, że w tym momencie traci nad sobą kontrolę. Dopiero po krótkim czasie od przybycia do sadu Linda powiedziała: „Pat, lepiej spójrz przez przednią szybę i lekko w górę. Nie mamy tylko jednej zielonej kuli światła, teraz są trzy, świecące na zielono obiekty”. Sposób, w jaki zielone światła wyglądały na niebie, sprawiał wrażenie, jakby tworzyły trójkątną formację i wszystkie poruszały się razem. Po krótkim czasie każde z zielonych świateł odsunęło się w innym kierunku.

(HBCC UFO zapytało świadka, czy mógłby podać jakieś przybliżone rozmiary zielonych świateł. Świadek powiedział mi, że każde z nich miało rozmiar mniej więcej połowy księżyca w pełni).

Po zobaczeniu świateł odlatujących w różnych kierunkach, kobiety pobiegły do ​​domu tak szybko, jak tylko mogły.

Gdy były już bezpieczne w domu, obie wstrząśnięte, próbowały znaleźć jakieś rozsądne wytłumaczenie tego, co się właśnie wydarzyło. Starały się o tym zapomnieć, ale to było niemożliwe!!!!

Później obie panie położyły się spać, a kiedy obudziły się rano, Pat odkryła dużego siniaka na lewej piersi i kolejnego na podeszwie stopy. Nie wiedziała, skąd się wzięły, ale wiedziała, że ​​są niezwykle bolesne.

Kiedy siedziała i piła kawę, Linda w końcu wstała i szła korytarzem w kierunku kuchni, kiedy powiedziała: „Boże, dzień dobry – czuję się dziś okropnie”. Kiedy Linda skończyła mówić, Pat zobaczyła krew lejącą się z nosa Lindy. Pat podskoczyła. Wstała, pobiegła i chwyciła ręcznik. Linda również powiedziała, że ​​odczuwa silny ból w dolnej części pleców. Poprosiła Pat, żeby zajrzała i sprawdziła, czy coś widać. Spojrzała więc i aż zamarła, a na jej skórze widniał duży, wypalony okrąg, zlokalizowany w środkowej, dolnej części pleców (kość ogonowa). Na ciele Lindy znaleziono również siniaki, niektóre z nich wyglądały jak odciski palców, a na każdym udzie było ich po trzy. Obie kobiety były w tym momencie zszokowane, zdenerwowane i bardzo przestraszone.

Linda, która przyjechała z wizytą z okolic Abbotsford, zakończyła urlop i wróciła do domu. Dwa dni po powrocie do Abbotsford w Kolumbii Brytyjskiej udała się do lekarza rodzinnego z powodu silnego bólu dolnej części pleców, którego wciąż doświadczała. Lekarz zbadał ją i ranę pleców. Powiedział: „Gdybym nie wiedział lepiej, powiedziałbym, że ma pani oparzenie popromienne”. Oczywiście miał na myśli ślad po oparzeniu na plecach Lindy. Lekarz wciąż próbuje wyleczyć ten ślad na jej plecach, ponieważ coś przebiło zewnętrzną warstwę skóry tej kobiety.

(Uwaga HBCC UFO: Będę w kontakcie ze świadkiem tego zdarzenia i mam nadzieję, że będę mógł pomóc w jakiś drobny sposób).

Aktualizacja tej historii:

„W noc, kiedy miało miejsce to przerażające zdarzenie, inna para, która nie mogła spać, postanowiła wyjść na spacer w ciepły wieczór. Spojrzeli od czasu do czasu w nocne niebo i nagle zauważyli jasne, świecące, neonowe światło. Para dodała również, że światło poruszało się w najdziwniejszy sposób – zatrzymywało się całkowicie, poruszało ponownie, zatrzymywało, a następnie bardzo szybko odchodziło. Światło widziano w tej samej okolicy, gdzie kobiety zatrzymały się na poboczu drogi.

Wygląda to na potwierdzenie tego, co kobiety widziały tamtej nocy.

Przypis do raportu HBCC UFO Research: „Zalecałbym każdemu, kto znajdzie takie ślady, jak opisane w tym raporcie, skonsultowanie się ze specjalistą, takim jak lekarz rodzinny. Należy pamiętać, że nie trzeba udawać się do gabinetu lekarskiego i twierdzić, że doszło do zaginięcia lub porwania. Niech lekarz udzieli odpowiedzi. Ponadto, są bardzo dobrzy specjaliści zajmujący się porwaniami i z przyjemnością skontaktuję Państwa z takimi osobami, jeśli zechcą Państwo je poznać. Wystarczy do mnie napisać z prośbą o kontakt i wyrazić zgodę na przekazanie Państwa danych osobowych.

Chciałbym również dodać, że to zdarzenie związane z zaginięciem miało miejsce mniej więcej w tym samym czasie, kiedy 147 świadków było świadkami niezwykłego wydarzenia w południowo-wschodniej Kolumbii Brytyjskiej. Otrzymałem również mnóstwo raportów o obserwacjach, również z tego obszaru. Od 27/28 lipca do 18 sierpnia 2003 r.

Opracował - ©R.K.Fr. Sas - Leśniakiewicz

wtorek, 7 kwietnia 2026

CE0 humanoidów z lwami morskimi

 


Albert Rosales

Lokalizacja: Las Grutas, Rio Negro, Argentyna

Data: 1997

Godzina: noc

Opis incydedntu:

Na nadmorskich klifach Punta Bermeja pan Edgardo Intrieri zgłosił osuwisko do wody w okresie godowym miejscowych lwów morskich. Następnego dnia słychać było krzyki rannych i umierających lwów morskich, w tym wielu młodych. Wiele młodych lwów morskich leżało obok swoich martwych matek, co było ogólnie rzecz biorąc druzgocącą sytuacją. Następnej nocy głodne lwy morskie kontynuowały swój krzyk, a pan Intrieri postanowił udać się na pomost nad klifami w towarzystwie swoich dzieci. Obserwując, nie wiedząc, co robić, nagle zobaczył kilka świetlistych kul wyłaniających się z wody. Oszacował, że jest ich co najmniej 50 i wskazał je swoim dzieciom.

Wszyscy obserwowali, jak kule lądują na wybrzeżu, a z nich wyłoniły się liczne humanoidalne postacie o wysokości około 2 metrów. Postacie te zbliżyły się do rannych i martwych lwów morskich. Pan Intrieri i jego dzieci znajdowali się na klifie, około 50 metrów dalej. Wysokie postacie były zbudowane ze światła i widoczne były jedynie ich sylwetki. Według Intrieriego, świetliste istoty pozostawały w rezerwacie od około 21:00 do około 4:00 rano. W tym czasie zdawały się pomagać i być może leczyć ranne lwy morskie. Postacie te zaczęły również zbierać osierocone młode lwy morskie. Ranne matki lwów morskich zostały uzdrowione przez świetliste istoty, a wkrótce przeraźliwe krzyki ustały. O świcie istoty powróciły do ​​swoich sfer i zanurzyły się w morzu. Rano Intrieri potwierdził, że wszystkie osierocone młode lwów morskich zostały „uratowane” lub zabrane przez istoty, pozostawiając jedynie te z matkami.

Dodatek HC

Źródło: „Los extraterrestres” (eugeniotait.info)

Typ: B

 

Komentarze:

·        Triaż (selekcja pacjentów) ekologiczny i leczenie: Istoty nie tylko obserwowały, ale bezpośrednio interweniowały. Konkretne działania – zbliżanie się do rannych lwów morskich, leczenie ich („ucichł przeraźliwy krzyk”) i zbieranie sierot – sugerują doktrynę proaktywnej dobroczynności lub systematycznego zarządzania środowiskiem. W niektórych ramach teoretycznych działania te można interpretować jako formę „zarządzania zasobami” lub wysokiego poziomu empatii ekologicznej ze strony inteligencji pozaludzkiej.

·        Cała ta zadziwiająca relacja brzmi dosyć niezwykle i jest kontrowersyjna, aliści pracując nad morzem spotkałem się z bliznami na skórze zwierząt po ranach, które teoretycznie powinny być śmiertelne – a nie były. Czyli coś w tym jednak jest. Niestety, te Istoty nie zajmują się ratowaniem wyrzuconych na plaże czy mielizny waleniowatych – a jeżeli nawet, to robią to tak, by nikt Ich nie zauważył… U nas raczej dobijano by ranne i chore zwierzęta niż by je ratowano. Na szczęście dla nich (i dla nas) istnieją w Polsce organizacje pomagające zwierzętom i dbające o ich dobrostan – jak helskie Fokarium im. prof. dr. Krzysztofa Skóry, które skutecznie odradza populację fok na polskim wybrzeżu Bałtyku.     

Opracował - ©R.K.Fr. Sas - Leśniakiewicz