Powered By Blogger

niedziela, 24 maja 2026

Wąwóz Stolarza - Labirynt strachu czy prehistoryczne sanktuarium?


 

Franciszek Kovár

 

Są miejsca, które natura zrobiła jakby na zamówienie dla tych, którzy muszą zniknąć ze świata. Wąwóz Stolarza pod Krupiną to jednak nie tylko geologiczny unikat. To miejsce, gdzie zapierająca dech w piersiach moc wody spotyka się z niestrudzonym dziełem ludzkich rąk, które wyrzeźbiły tajemniczą „Dúpencję” w miękkim wulkanicznym tufie.

 

Zagadka rolnika w pyle wulkanicznym

 

Kiedy Andrzej Kmet’ poznawał to miejsce, zafascynował go kontrast między dziką przyrodą a śladami ludzkiego osadnictwa. Sam wąwóz zachowuje się jak wąska blizna w ziemi, gdzie ściany rozciągają się do kilku metrów wysokości. Prawdziwa tajemnica zaczyna się jednak w skalnych kryjówce zwanych Dúpence. Burmistrz zadał sobie pytanie, które zadałby sobie każdy odwiedzający: Kto miał tyle cierpliwości, żeby wnieść dom bezpośrednio w trzy ściany i kiedy to się stało?

 

Czy oficjalna historia to tylko wierzchołek góry lodowej?

 

Chociaż podręczniki mówią głównie o antytureckich kryjówce z XVI wieku, patrząc na precyzję i atmosferę tego miejsca, wyłania się bardziej śmiała teoria. Wiele wskazówek sugeruje, że historia wąwozu Tesary jest znacznie starsza niż nam się wydaje.

Miękki tuf wulkaniczny był idealnym materiałem dla osób z epoki brązu lub żelaza. Możliwe, że to, co teraz uważamy za średniowieczne kryjówki, to właściwie fundamenty prehistorycznych sanktuariów lub miejsc kultu, które wykorzystywali nasi przodkowie przez tysiące lat przed przybyciem Ottomanów. Podobnie jak w skalistych miastach świata, tutaj kamień mógłby służyć również jako brama między światami.

 

Tajemnica zalanego pałacu: Gdzie jest Dwunasta dziura?

 

Oprócz trzech znanych obiektów (Jednodziura, dwudziura, ósemka) wśród mieszkańców wędruje fascynująca legenda. Mówi się o istnieniu innej, znacznie większej przestrzeni - podobno aż 12-komorowego pałacu skalnego, który miał być sercem całego kompleksu.

Plotka głosi, że to wejście było:

• Celowo zasypane przez samych mieszkańców, aby chronić swoje największe sekrety przed wrogami.

• Zakopane pod gruzami przy potężnym zawaleniu się skały, które na zawsze wymazało wejście z mapy.

Również Andrzej Kmet’ zauważył w swoim czasie pewne luki terenowe, które wskazywały na ubytki głęboko pod powierzchnią, ale zagadka pozostała nierozwiązana.

 

Atmosfera, która trwa od wieków

 

Wejście do wąwozu Tesary oznacza spacer po linii czasu, której początek nie jest znany. Jeśli Dupence to naprawdę tysiącletnie sanktuaria, to ta zalana „wielodziura” może być najważniejszym świadectwem, czekającym jeszcze na swe odrodzenie. Być może jesteśmy kolejnym pokoleniem próbującym wyjaśnić coś, co było tu długo przed nami – dziedzictwo kultury, które lepiej niż my rozumiało skałę i ciszę.

Opracował - ©R.K.Fr. Sas - Leśniakiewicz

sobota, 23 maja 2026

CE0 z wycieczkami szkolnymi Obcych

 


Albert Rosales

 

Lokalizacja: Payogasta, Salta, Argentyna

Data: wrzesień 2014

Godzina: 13:30 ART

Opis incydentu:

Na wzgórzach Payogasta rodzina zauważyła pojawienie się około 20 niskich humanoidów w srebrzystych kombinezonach, podzielonych na dwie grupy. Najpierw zobaczyli dwa dziwne obiekty nadlatujące z zachodu, jeden czerwony, a drugi niebieski. Następnego dnia z dachu swojego domu mąż w towarzystwie innych członków rodziny zobaczył 10 niskich postaci w srebrnych strojach, którym towarzyszyła wysoka blondynka, również ubrana w srebrzyste ubranie i buty z odblaskowym światłem. Widział również inną grupę około 10 niskich humanoidów w innym miejscu. Grupa ta miała na sobie niebiesko-czarne ubrania i towarzyszyła jej wysoka postać przypominająca mężczyznę, ubrana w srebrzysty kombinezon. Postać ta miała czarne włosy. Niscy humanoidzi byli zadziwiająco podobni z wyglądu, najwyraźniej przypominali ludzi. Na polu znaleziono ślady stóp. Podobno małe dzieci doznały szoku po incydencie.

Dodatek HC

Źródło: Codigo Ovni, 2 maja 2015 r., Radio Ovni i Carlos Albert Iurchuk cytują Antonio Zuletę, Cachi, Salta.

Typ: D(?)

Opracował - ©R.K.Fr. Sas - Leśniakiewicz

piątek, 22 maja 2026

CE5/BV z Gadoidką na Florydzie



Albert Rosales


Lokalizacja: Miami, FL

Data: 1983

Godzina: późna noc

Opis incydentu:

O niezwykłym przypadku pozornie „zmiennokształtnej” lub metamorficznej istoty, świadek pamiętał, że obudził się w środku nocy i stanął twarzą w twarz z wysoką istotą, która przypominała krzepką, czarną kobietę o ludzkich rysach. Istota komunikowała się ze świadkiem za pomocą telepatii. Gdy istota stanęła przed świadkiem, zdawała się przekształcać w gadzią istotę o jaskrawoczerwonych oczach i żółtych źrenicach. Istota zdawała się przekazywać świadkowi jakieś informacje, których nie była w stanie sobie przypomnieć. W pewnym momencie stała przy oknie z małym synkiem i zeznała, że ​​widziała ogromny, unoszący się w powietrzu, jasny obiekt.

Dodatek HC nr 2016

Źródło: Komunikacja osobista

Typ: C

Moje 3 grosze:

Czy byłby o kolejny dowód na to, że jesteśmy nawiedzani przez Aghartyjczyków (zob.: F. Montyhert – „Atlantyda i Agharta) czy zmiennokształtne, międzywymiarowe istoty z innych wymiarów i continuów Rzeczywistości, których nie ogarniamy? Tutaj odsyłam Czytelnika do prac Pana Krzysztofa Dreczkowskiego, który para się w/w zagadnieniem.  

Opracował: ©R.K.Fr. Sas - Leśniakiewicz

czwartek, 21 maja 2026

Vrchhora: Świątynia bez dachu na progu nieznanego Tribeča

 


Franciszek Kovár

 

    Są miejsca, gdzie niebo wydaje się być w zasięgu ręki, ale ziemia pod twoimi stopami wydaje się skrywać starożytne sekrety. Pomiędzy trybeckimi lasami a górami Vtáčnik stoi Vrchhora. Niegdyś słynne miejsce pielgrzymkowe z majestatycznym kościołem św. Michała i klasztorem to dziś cicha ruina niosąca pokój świętych, ale też niewytłumaczalne zamieszanie gór, w których gubi się ludzie bez śladu.

 

    Wysokość w środku nicości i dziedzictwo Kmet’a

 

    Pierwsze pytanie, które przychodzi mi do głowy na Vrchhora brzmi: Dlaczego tutaj? Po co budować tak wielką i obfitą świątynię na opuszczonym górskim grzbiecie, z dala od cywilizacji? Andrzej Kmet’ również znacząco przyczynił się do tej mozaiki tajemnic. Dla niego to miejsce nie było tylko barokową ruiną.

    Burmistrz jako doświadczony obserwator kraju zauważył, że Vrchhora leży w strategicznym punkcie, który przyciągnął ludzi jak sięgają pamięcią. Podejrzewał obecność tu przedchrześcijańskiej osady i zasugerował, że fundamenty kościoła mogłyby stać bezpośrednio na miejscu, gdzie starożytne narody czczą swoje bóstwa. Zafascynowano go, jak „uczona” historia klasztoru spotyka się z najśmielszą relacją ludową. Burmistrz zrozumiał, że jeśli gdzieś przez tysiąclecia ludzie zbierają się na modlitwę, to nie przypadek - to powołanie samego miejsca.

 

    Fenomen Tribeč: Kiedy góra zaczyna Cię „wodzić”

 

    Vrchhora leży na skraju gór Tribeč, które wspierają legendy o ludzkim zniknięciu i anomalii czasowych. Miejscowi, a szczególnie wrażliwi turyści – w tym najbardziej doświadczeni alpiniści – opisują tu dziwne zjawisko. Nie chodzi o zły stan czy nie znajomość mapy, ale o postrzeganie czegoś, za czym tęskni pospolite oko. Człowiek nagle czuje, że góra zaczyna go tu "prowadzać".

    • Zmysły zdezorientowane: Nawet otwarty chodzik nagle znajduje się w znanym mu miejscu, ale traci orientację. Drogi które mają prowadzić prosto nagle wystarczą i wracają człowieka z powrotem do ruin kościoła jakby Vrchhora nie chciała wypuścić go w głąb lasów.

    • Nagła cisza: Ci, którzy są bardziej otwarci na energie miejsca, opisują „ciężkie powietrze” lub nagłą ciszę, która wydaje się pochłaniać nawet najmniejszy szum lasu. To właśnie wtedy, według legend, otwierają się niewidzialne bramy Tribeča.

 

    Co mówią spekulacje i legendy?

 

    • Biali mnisi: W ruinach klasztoru ludzie wciąż czasem widzą białe postacie. Oto duchowe ślady mnichów, którzy znaleźli tu swój spokój i odmówili opuszczenia tego miejsca nawet po jego śmierci.

    • Cud studnia: Tuż pod szczytem znajduje się studnia. Legenda głosi, że woda z Vrchhory ma moc zmyć z człowieka zmęczenie duszy, ale jednocześnie ostrzega: Kto pije ze źródła ze złą intencją, nie znajdzie drogi do domu w tribeczskich lasach.

 

    Miejsce, gdzie niebo dotyka ziemi

 

    Szczyt to fascynujący paradoks. To oaza ciszy i uzdrawiającej energii, ale wystarczy zrobić kilka kroków w gęsty las i poczujesz moc góry, która żyje własnym życiem. Być może dlatego świątynia stoi tutaj - jako latarnia światła na skraju miejsca, w którym czasem przestają obowiązywać prawa naszego świata.

    Informacje turystyczne o tej lokalizacji przeczytacie w moim artykule: https://www.inovinky.sk/vrchhora-a-michalov-vrch-v.../

Opracował - ©R.K.Fr. Sas - Leśniakiewicz

poniedziałek, 18 maja 2026

Ślady Templariuszy na Słowacji? (2)

 


Frantisek Kovár

 

   Martinček: Święty Graal słowackiej templarologii i napisy na kamieniach

   

Po władzy politycznej w Klasztorze pod Zniewem wracamy na Liptów, do miejsca, które wielu uważa za ostateczny dowód. Kościół św. Marcina w Marcinku stoi samotnie na wysokości, jakby do dziś pilnowała okolicznego regionu. Według Milosza Jesenskégo znajdowało się tu główne centrum duchowo-administracyjne świątyń, których sekrety wpisane są bezpośrednio w jego mury.

 

    Architektoniczny „podpis” porządku

 

    Kościół w Marcinčku powstał około 1260 roku, a jego konstrukcja pokazuje elementy, które są nietypowe dla zwykłej wiejskiej świątyni w tym czasie. Bardziej przypomina obiekt wojskowy niż miejsce cichej modlitwy:

    • Wieża twierdzy i strzelnice: Wieża kościelna ma nadal wąskie otwory przypominające strzelnice. Jesenský wskazuje, że wieża nie była zbudowana tylko dla dzwonów, ale jako punkt warty z jasnym przeznaczeniem fortyfikacji.

    • Mistyczny dzwon: Dzwon lokalny jest jednym z najstarszych na Słowacji. Mówi się, że jego dźwięk miał specjalną częstotliwość zdolną do rozpędu burz – czyli umiejętność, którą średniowieczny lud kojarzył z „magiczną” znajomością rycerskich rozkazów.

    • Napisy w kamieniu: We wnętrzu znaleziono fragmenty napisów i symboli, które badacze uważają za szyfrowane wiadomości i hasła rad identyfikujące właściciela świątyni przed braćmi konsekrowanymi.

 

    Tajemnica fresków i rytualnych gestów

    Wyjątkowe murale odkryto w kościele w 1999 roku. Niektóre postacie na nich pokazują specyficzną symbolikę rąk i postaw, które nie wpisują się w zwykłą chrześcijańską ikonografię. Jesenský łączy ich z tajną liturgią zakonu. W przeciwieństwie do innych kościołów nacisk kładzie się nie tylko na pokorę, ale również na rycerskość i ochronę wiary mieczami.

 

    Cisi Strażnicy: Kiedy sekret chroni śmierć

 

    Podobnie jak w innych lokalizacjach, w Marcinčku znajdziemy mocny "protokół bezpieczeństwa" w postaci legend:

    • Niewidzialny kordon: Mówi się, że rycerze, którzy polegli w jego obronie, są pochowani w fundamentach kościoła. Według plotek ci "cisi strażnicy" nadal tworzą niewidzialną ochronę świątyni. Intruzi, którzy chcieliby dotrzeć do tajemnic podziemia, mają nagle poczuć niewyjaśniony niepokój i przerażenie, które ich przegoni.

    • Procesje z głębin: Stare podania przywołują wysokie postacie w białych szatach, które nie wychodziły w nocy z drzwi, ale jakby pojawiły się bezpośrednio z ziemi w pobliżu wieży. To jasne nawiązanie do istnienia podziemnych korytarzy połączonych z pobliską górą Mnichem, które rycerze wykorzystywali do tajnych transferów.

 

    Wniosek: Punkt, w którym kończy się zgadywanie

 

    Marcinček to nie tylko zabytek historyczny, to otwarta księga historii Templariuszy na naszym terenie. Jeśli mówiliśmy o indeksach w poprzednich lokalizacjach, to w Martinčku mówimy o dowodach wyrytych w kamieniu. To miejsce potwierdza nam, że "czerwoni mnisi" byli nie tylko legendą z daleka, ale solidną częścią ziemi liptowskiej, którą kształtowali swoją wiarą i mieczem.

 

    Następnym razem: Ochtiná - Krwawa gwiazda i rytuały na Gemeri

 

    Opuszczamy Liptov i kierujemy się na wschód. Co kryje tajemniczy fresk w Ochtinie i dlaczego mówi się, że pozostałości zakonu zamieszkały tu po jego oficjalnym zniesieniu?

    

Komentarze:

Inka Pavlovičová: Z wielkim zainteresowaniem czytam Pańskie materiały.😀

František Kovár: Inka Pavlovičová - To mnie cieszy.

Tomáš Martinček: Dzięki za info.

Robert Leśniakiewicz: Byłem tam, i chociaż nie spotkałem żadnego widma Templariuszy, to jednak Ich obecność się tam czuje…

Opracował ©R.K.Fr. Sas - Leśniakiewicz