Powered By Blogger

czwartek, 11 czerwca 2026

CE2 w Hiszpanii: znów Dzwony…

 


Albert Rosales

 

Lokalizacja: Okolice Mediany, Saragossa, Hiszpania

Data: Lato 1980

Godzina: 03:00 CEST

Opis incydentu:

Luis Gonzalez Pellicer i jego żona Bienvenida Lopez jechali swoim mikrobusem na pobliski targ, aby sprzedać swoje produkty rolne, gdy nagle na obrzeżach wioski spotkali dwa świecące, dzwonkowate statki, które eskortowały ich pojazd, jeden z każdej strony. Byli przerażeni i nie mogli zareagować. Mogli tylko iść naprzód i wpatrywać się w dziwne obiekty, które opisali jako srebrzysto-świecące i emitujące piękne, „dziwne” kolory. Obiekty były całkowicie bezgłośne i wkrótce nagle zniknęły, gdy świadkowie byli już blisko celu. Wydawało się, że właśnie przeżyli straszliwy strach, ale w styczniu 1987 roku oboje małżonkowie zostali dotknięci piorunującą postacią raka, która spowodowała narośle guzów na całym ich ciele. Najpierw zmarł Bienvenida, a potem Luis. Do dziś rodzina jest przekonana, że ​​tajemnicze srebrzysto-świecące obiekty w jakiś sposób spowodowały ich przedwczesną śmierć (choć 7 lat później).

Dodatek HC

Źródło: Javier Garcia Blanco, www.mundomisterioso.com

Typ: F

Opracował: (C)R.K.Fr. Sas - Leśniakiewicz

Komentarz:

Jest to kolejny incydent z UFO bell-jar znanego jako die Glocke. Wygląda zatem na to, że pojazdy te nie dość że istnieją, to jeszcze się pojawiają. Szczególnie ciekawe jest to, że wskutek napromieniowania świadkowie zapadli na turbo-raka i zmarli. (R. Leśniakiewicz)  

środa, 10 czerwca 2026

CE2 i Missing Time w RFN

 


Albert Rosales

 

Miejsce: Otterfing, Miesbach, Bawaria, Niemcy

Data: lato 1954

Godzina: popołudnie

Opis incydentu:

Świadek, Sepp B., miał wówczas 10 lat i mieszkał z rodzicami w gospodarstwie rolnym – kupionym przez gminę w latach 60. W dniu zdarzenia wrócił ze szkoły i zjadł obiad. Ponieważ tego dnia dostał dobrą ocenę w szkole, pozwolono mu spędzić popołudnie na grach, zamiast pomagać w gospodarstwie. Wtedy wolał bawić się w lesie, na polanie, gdzie dzieci zbudowały „bunkier”. Tego dnia poszedł tam i zdał sobie sprawę, że będzie musiał bawić się tam sam – nie było widać żadnych jego przyjaciół. Jednak gdy dotarł do „bunkra”, oczom jego ukazał się zupełnie dziwny widok.

Nad nim, na wysokości około czterech lub pięciu metrów, unosił się i opadał owalny obiekt, jakby ciągnięty za sznurek, niczym jojo. Górna część była przezroczysta, dolna metaliczna i wyglądała jak „lustrzane odbicie”. W przezroczystej kabinie zauważył mężczyznę w mundurze, który mu się przyglądał. Mężczyzna uśmiechnął się do niego, a obiekt natychmiast wzbił się w powietrze z niewiarygodną prędkością. Wówczas Sepp B. mógł tylko wymyślić wytłumaczenie, że obiektem był „amerykański samolot”. Szybko pobiegł do domu, aby opowiedzieć rodzicom o tym zdarzeniu, ale zamiast uważnego słuchacza, zastał tylko rozgniewaną matkę, która go biła, zwracając uwagę, że jest już 19:00 i zastanawiała się, gdzie się podział. Kiedy opowiedział historię o „amerykańskim” samolocie, ponownie został pobity, ponieważ jego matka przeszukała polanę i nikogo tam nie znalazła – ani jego, ani niebiańskiego intruza. Ponieważ obiad w rodzinie zawsze podawano punktualnie o 13:00, a polana była oddalona o zaledwie 20 minut spacerem, z niewyjaśnionych przyczyn zniknęło kilka godzin. Dodatek HC

Źródło: Wladislav Raab, https://ufoscriptorium.blogspot.com

Typ: A i G?

Komentarze:

Niezbadane zdarzenie porwania? (Al. Rosales)

Szczególnie ciekawym jest właśnie ów missing time – w tym przypadku kilka godzin, w czasie których mogło wydarzyć się wszystko – porwanie, badanie pobranie próbek, itd. itp. Niestety, tego już nie jesteśmy w stanie sprawdzić… (Daniel Laskowski)

Opracował - ©R.K.Fr. Sas - Leśniakiewicz

wtorek, 9 czerwca 2026

Deszyfrowanie przemilczanej historii



František Kovár

 

PROLOG: Cienie na krawędzi mapy

 

Historia nie kończy się na ułożeniu wielkiej mozaiki. Kiedy połączyliśmy ze sobą główne twierdze, ośrodki polityczne i ukryte krypty mężczyzn z czerwonym krzyżem, wydawało się, że niewidzialna mapa naszego kraju nabrała wyraźnych konturów. Jednak prawdziwy szyfr ma o wiele subtelniejszą strukturę. Historia, którą inkwizycja, a później cenzura kościelna próbowała zatrzeć, pozostawiła ślady nawet tam, gdzie oficjalna nauka nigdy by ich nie szukała.

Wkraczamy w przestrzeń, którą, podążając śladami wieloletnich badań pisarza i misteriologa Miloša Jesenskiego, nazywamy „białymi miejscami”. Są to miejsca rozsiane na peryferiach średniowiecznego królestwa, gdzie lubił działać nie poprzez monumentalne zamki, ale poprzez ciche, niepozorne, ale tym bardziej wymowne kodowanie krajobrazu.

W nowej serii rozdziałów udamy się w miejsca, gdzie wielka historia przecina się z ciszą wiejskich murów i górniczymi sekretami:

* Rozszyfrujemy geometrię koła, która przekazuje święty kod Jerozolimy z Bazyliki Grobu Pańskiego wprost w głąb słowackich gór.

* Odkryjemy średniowieczną propagandę wizualną, w której broń i walka z poganami, namalowane na murach, stanowiły wyraźny ideologiczny podpis elitarnych rycerzy.

* Poszukamy klasztorów, które dosłownie zniknęły z powierzchni ziemi, ale ich niewidzialna obecność wciąż pulsuje w najmocniejszych podaniach ludowych.

* Przyjrzymy się wieżom strażniczym nad ważnymi rzekami, gdzie ochrona bogactwa kraju mieszała się z wysoką dyplomacją i wpływem wpływowych kobiet średniowiecza.

* Przenikniemy do stref przygranicznych, gdzie samotne sanktuaria poświęcone świętym patronom rycerzy służyły za zaawansowane punkty kontrolne niewidzialnej sieci.

* Podążamy śladami w głębokich dolinach, gdzie ścigani wojownicy połączyli swoje tajne operacje bankowe z tajemnicą i technologią bractw górniczych.

 

Te rozdziały stanowią wyzwanie dla każdego z duchem prawdziwego odkrywcy. Pokażą nam, że sieć mężczyzn w białych fartuchach była o wiele gęstsza, bardziej wyrafinowana i bardziej rozbudowana, niż kiedykolwiek sobie wyobrażaliśmy.

Przygotuj się na podróż w mrok, gdzie detale w kamieniu i wapieniu skrywają prawdę, która czekała na odszyfrowanie przez wieki. Prawdziwe poszukiwania trwają właśnie teraz.

--------------------------------------

Ten specjalny materiał, analiza i kompletne rozwikłanie słowackiego szyfru templariuszy dostępne są wyłącznie w społeczności subskrybentów na moim HeroHero. Dołącz do grona osób z wewnątrz, wesprzyj moją pracę i rozszyfruj ukryte historie razem ze mną. Dziękuję za wsparcie.


poniedziałek, 8 czerwca 2026

CE3 – UFO Lądowanie przy torach

 


Albert Rosales

 

Incydent z cyklu UFO na torach:

Lokalizacja: obwód połtawski, Ukraina (wtedy Ukraińska SRR)

Data: lato 1952

Godzina: noc

Opis incydentu:

Pracownik kolei pełniący nocny dyżur w pobliżu wiejskiego odcinka torów w obwodzie połtawskim zobaczył metalowy dysk opadający i lądujący (lub prawie lądujący) obok torów. Na zewnątrz statku widziano wysoką, szczupłą postać humanoidalną ubraną w świecący kombinezon. Istota pozostawała widoczna przez około 15-20 sekund. Następnie statek wzniósł się pionowo i bezszelestnie odleciał. Statek został dodatkowo opisany jako metalowy o gładkiej powierzchni, o okrągłym lub lekko owalnym kształcie i niskiej kopule na szczycie. Emitował delikatną białą lub niebieskawą poświatę wokół podstawy. Szacunki średnicy wahają się od 6 do 10 metrów. Według doniesień statek wylądował lub zawisł na wysokości mniejszej niż 1 metr nad ziemią. Humanoid był konsekwentnie opisywany jako wysoki, około 1,8-2,0 m, szczupłej budowy, ubrany w obcisły, świecący kombinezon, prawdopodobnie w kolorze białym lub srebrnym. Nie odnotowano żadnych szczegółów twarzy – świadek widział jedynie ogólny kształt i jasność. Stał nieruchomo zwrócony twarzą do statku. Pracownik kolei podobno zamarł w miejscu, niepewny, czy ze strachu, czy z szoku. Nie podszedł do statku. Później poinformował o tym współpracowników, ale nie złożył oficjalnego raportu.

Dodatek do HC

Źródło: Wspomniane we wczesnych wykładach Feliksa Ażaży, wybitnego badacza UFO z czasów ZSRR. Później wspomniane w notatkach Kijowskiego Klubu UFO (koniec lat 70.).

Typ: B

Opracował - ©R.K.Fr. Sas - Leśniakiewicz

piątek, 5 czerwca 2026

Tajemnice zamku Šášov

 


Franciszek Kovár

 

Po opublikowaniu Sekrety zamku Šášov: Prolog do niewidzialnego życia zamku - udostępniam wszystkim z mojej platformy HeroHero kontynuację...

 

Złowieszcze echa w murach zamku

 

Zamek Šášov to dziś przyjemny dla większości osób kierunek turystyczny, ale pod powierzchnią tej malowniczej ruiny kryła się zakręcona, ciemna strona. Jako ktoś, kto przez trzy lata pracował bezpośrednio przy zamku podczas jego renowacji, miałem okazję poznać to miejsce bardzo blisko. Wbrew powszechnemu przekonaniu, najdziwniejsze rzeczy nie działo się w nocy – rzadko bywałem tam w nocy, w zasadzie tylko wtedy, gdy towarzyszyłem łowcom duchów.

Najsilniejsze anomalie dopadły mnie w ciągu dnia, w pracowitych godzinach pracy, kiedy czegoś takiego się wcale nie spodziewał. Na podstawie własnego doświadczenia mogę potwierdzić, że Šášov niósł w sobie głęboką, ciemną i demoniczną energię, która została wykryta na miejscu i nie potrzebowała ciemności do manifestowania.

 

Krwawa historia zamku

 

Historia Šášowa już od początków tkana jest wydarzeniami, które pozostawiły na miejscu trwałą pieczęć. W archiwum muzeum zamkowego udowodniono, że w tym samym czasie mieszkała tu królowa Barbara Cylejska, żona cesarza Zygmunda Luksemburczyka. Była wtedy wyjątkową kobietą - jako jedna z niewielu poświęciła się zielarstwie, alchemii i magii. Może to jej sekretne eksperymenty pozostawiły tu pierwsze ślady energetyczne.

Zamek nie cieszył się jednak również w późniejszych stuleciach dobrą reputacją. Mieszkali tu kasztelanie i rycerze rozbójnicy, którzy terroryzowali całą okolicę aż do Brzezna. II wojna światowa pozostawiła swój ostatni krwawy ślad w tym miejscu. Pod koniec wojny niemiecki oddział ufortyfikował się w ruinach zamku. Przechodząc przez front, ich pozycje zostały całkowicie ostrzelane, zamek został "zajęty" i wszyscy w nim żołnierze zginęli. To była ostatnia bitwa w historii, jaką doświadczył zamek. Tyle przelanej krwi i nagłe cierpienie w jednym miejscu musiało pozostawić głęboką ranę w przestrzeni.

 

Tragedia odizolowanej rodziny na Górnym Zamku

 

Ze znajomymi, którzy znają się na tych rzeczach udało się odkryć głęboką ranę przeszłości, która była przywiązana bezpośrednio do murów zamku. Według naszych ustaleń, byli tu około XV stulecia członkowie jednej rodziny biologicznej - małżeństwa z małym dzieckiem - przetrzymywani w ścisłej izolacji lekarskiej. Zachorowali na przeraźliwą wtedy chorobę zakaźną, najprawdopodobniej była to plaga, czyli tzw. włoska plaga (dżuma), która dręczyła wówczas Europę. Aby nie zarazić pozostałej części zamkowej osady zamknęli ich w swoich komnatach bezpośrednio nad zamkiem, gdzie ostatecznie zginęli w agonii. Nawet ich strażnik, który strzegł ich przed drzwiami i umierał wraz z nimi, nie uciekł przed zarazą. Skoro chodziło o szlachtę, to ich dusze nadal mają swój stały "dom" tuż na terenie górnego zamku.

Później udało mi się uchwycić mrożącą wiadomość bezpośrednio od tej zaginionej rodziny za pośrednictwem specjalnej aplikacji. Poprosili mnie, żebym znalazł ich groby gdzieś pod murami i poświęcił to miejsce. Ponieważ zmarli na wysoce zakaźną plagę, ludzie pewnie szybko pochowali ich pod murami bez żadnego właściwego chrześcijańskiego pogrzebu ze strachu. Miałem później kilka prób zlokalizowania ich grobów, ale pod murami to było jak szukanie igły w stogu siana.

Ta ciężka obecność czegoś nieznanego potwierdził kolejny wstrząsający moment. Raz dziennie włączam aplikację komunikacyjną bezpośrednio na zamku. Podmioty, z którymi się wtedy kontaktowałam interpretowały jasno po angielsku (aplikacja komunikowała się tylko po angielsku) swój własny horror Powiedzieli mi, że sami boją się tego, co tam jest. Ostrzegali mnie przed jakimś duchem w lesie, albo leśnym duchem, który mieszkał na grubym stoku pod nami. Nawet same zamkowe duchy potwierdziły mi, że pod zamkiem kryje się coś naprawdę złego i przewrotnego, czego same się bardzo bali.

Opracował - ©R.K.Fr. Sas - Leśniakiewicz