Każdy dzień jest kawałkiem historii,
nikt nie jest w stanie opowiedzieć jej do końca
My również nie jesteśmy w stanie
zgłębić całej historii drogiej WIKTORII, która pierwsze karty swej osobistej
powieści rozpoczęła zapisywać 14 kwietnia 1961 roku w JORDANOWIE. Przyjściem
na świat wlała wiele radości w serca rodziców- ADAMA i ALEKSANDRY. Okres
lat dziecięcych, wychowania w domu rodzinnym u boku zawsze ważnego w życiu brata
ROBERTA, jak i wczesnej młodości był czasem, który z pewnością nie
pozostawał bez wpływu na dalsze losy, osobiste wybory oraz ukształtowanie
postawy i charakteru małej jeszcze wówczas WISI. Kolejne karty Jej powieści
ukazywały silną bohaterkę, kierująca się szacunkiem do ludzi i otaczającego
świata, która umiejętnie dostrzegała potrzeby innych.
Wszyscy, którzy mieli możliwość
spotkać Waszą WISIĘ na swojej drodze, zapamiętają Ją jako kobietę konkretną w
działaniu i zdecydowaną, a przy tym uśmiechniętą, pełną życzliwości i szczerych
intencji. Dobra energia jaką emanowała i roztaczała wokół siebie, współgrała z
empatią i wrażliwością na ludzką krzywdę, dzięki czemu rodzina, przyjaciele i
znajomi, stale mogli liczyć na zainteresowanie oraz bezinteresowne wsparcie
niesione przez swego KRÓLICZKA. Pozytywnym spojrzeniem na świat i dobrocią
zjednywała sobie serca osób, które spotykała na swej drodze. Zawsze z chęcią
służyła innym pomocą, nie oglądając się na przeszkody, nie patrząc na siebie i
nie oczekując wzajemności. Nigdy też nie klasyfikowała ludzi, wykazując się tolerancją
wobec każdego. Pozostając otwartą i kontaktową potrafiła nawiązywać doskonałe
relacje z każdym, nie zwracając uwagi na pierwsze cyfry zawarte w numerze
pesel. Człowiek był bowiem dla niej najważniejszy. To nasuwa mi na myśl słowa
zawarte w znanym utworze Stanisława Soyki:
Życie nie tylko po to jest by brać.
Życie nie po to by bezczynnie trwać
i aby żyć siebie samego trzeba dać.
Taką właśnie była WISIA, która gdy w
coś się angażowała robiła to na 100%, całą sobą i dając całą siebie, pozostając
przy tym wierną swym przekonaniom, ugruntowanym poglądom i zasadom jakimi się
kierowała. Oczytana, inteligentna, o szerokich horyzontach i chłonnym umyśle
była znakomitym kompanem w dysputach. Czas spędzany z WISIĄ na rozmowie był
wartościowy i ważny dla każdego- nie tylko przyjaciół, rodziny, czy znajomych,
ale także dla uczniów, którym na przestrzeni lat swej pracy zawodowej
przekazywała wiedzę i doświadczenie.
Związana na stałe ze szkolnictwem,
spełniała się w misji nauczania będąc sprawiedliwym pedagogiem i docierając do
wrażliwości młodych ludzi. Idąc w ślad za swą mamą przez zgoła 40 lat pracowała
w Szkole Podstawowej im.Wojska Polskiego w Wysokiej. W pełni poświęcała się
temu co robiła, nawiązując piękne relacje z podopiecznymi. Była nauczycielką z
prawdziwego powołania, a charyzma i naturalnie wzbudzany autorytet szedł w
parze z szacunkiem i zaufaniem uczniów. WIKTORIA kształtowała młode umysły z
pasją i odpowiedzialnością, a wdzięczność uczniów- wyrażana niejednokrotnie
podczas spotkań po latach- stawała się wymownym świadectwem Jej pracy. Historia
była Jej pasją, ale też moralnym zobowiązaniem. Uczyła nie tylko faktów, lecz
także niezależnego myślenia, odpowiedzialności i odwagi w stawaniu po stronie
prawdy. WISIA dzieliła się z młodym pokoleniem także swymi zdolnościami
plastycznymi, wszak bycie humanistką przenikało się z olbrzymią wewnętrzna
wrażliwością i artystycznym zacięciem. Bliscy pamiętaj chwile gdy zasiadała do
pianina grając ulubione melodie, a tajemnicą poliszynela były urlopy wybierane
na żądanie, gdy trwał Konkurs Chopinowski i Polacy grali w czasie gdy akurat
miała prowadzić zajęcia lekcyjne.
Wspominając Waszą WISIĘ nie sposób
bowiem pominąć Jej zainteresowań, pasji, czy małych przyjemności i codziennych
rytuałów, które również tworzyły Jej nietuzinkowość. W Jej świecie było więc
miejsce na sztukę, na muzykę i na literaturę w najróżniejszych odsłonach- od
pasji czytelniczej, po osobistą twórczość. Jako autorka Legend i historii
przydrożnych kapliczek Ziemi Jordanowskiej mogła być dumna, że Jej praca
stała się podwaliną pod wiele późniejszych opracowań. WISIA- jako kronikarz
swojej małej ojczyzny- stworzyła także praktyczny Przewodnik po Jordanowie,
oraz ściśle współpracowała z Towarzystwem Miłośników Ziemi Jordanowskiej.
Jednak przywiązanie do regionu w niczym nie ograniczało WISI, która napisała i
planowała wydać książkę będąca zapiskami z podóży po świecie. W swych
odkryciach zawędrowała praktycznie na każdy kontynent, odwiedzając zarówno
Brazylię i Meksyk, jak i Chiny, Kenię, czy ukochany Egipt, do którego powracała
wielokrotnie. Ciekawość historii niosła za sobą poznawanie kultur, zabytków,
ludzi, zwyczajów oraz nowych smaków, które później przenikały do Jej kuchni.
A gościnności nie można odmówić
Waszemu KRÓLICZKOWI. Gdy tylko widziała kogoś znajomego przez okno, natychmiast
zapraszała na słynną herbatkę. Zaś dom, prócz ciepła które sama tworzyła,
wypełniała pozytywna energia czworonogów i skrzydlatych przyjaciół. Pewnie nie
wszyscy wiecie, że WISIA jako mała dziewczynka wcale nie chciała zostać
nauczycielką, a lekarzem weterynarii i później swą fascynację oraz wiedzę
wykorzystywała ratując zwierzaki będące w potrzebie. Obok przygarniętego psiaka
pod Jej dachem było miejsce nawet dla
sokoła, a myszki potrafiły żyć w zgodzie z kotami, do których WISIA- zdaje się-
miała najwięcej słabości.
Dlatego pozwólcie, że w tym miejscu
przytoczę wersy pięknego wiersza Wisławy Szymborskiej, która również otwierała
dzisiejszą uroczystość. Te wersy najlepiej oddają pustkę jaką pozostawiamy po
sobie, odchodząc z tego świata.
Umrzeć - tego
się nie robi kotu.
Bo co ma począć
kot w pustym mieszkaniu.
Wdrapywać się na
ściany. Ocierać między meblami.
Nic niby tu nie
zmienione, a jednak pozamieniane.
Niby nie
przesunięte, a jednak porozsuwane.
I wieczorami
lampa już nie świeci.
Słychać kroki na
schodach, ale to nie te.
Ręka, co kładzie
rybę na talerzyk, także nie ta, co kładła.
Coś sie tu nie
zaczyna w swojej zwykłej porze.
Coś się tu nie
odbywa jak powinno.
Ktoś tutaj był i
był, a potem nagle zniknął i uporczywie go nie ma.
Do wszystkich
szaf sie zajrzało. Przez półki przebiegło.
Wcisnęło się pod
dywan i sprawdziło.
Nawet złamało
zakaz i rozrzuciło papiery.
Co więcej jest
do zrobienia.
Spać i czekać.
Niech no on
tylko wróci, niech no się pokaże.
Już on się
dowie, że tak z kotem nie można.
Będzie się szło
w jego stronę jakby się wcale nie chciało,
pomalutku, na
bardzo obrażonych łapach.
O żadnych skoków
pisków na początek
Ponieważ odejście WIKTORII jest
stratą nie tylko dla najbliższych lecz także dla byłych uczniów, wychowanków i
przyjaciół z grona pedagogicznego, chciałby teraz oddać głos Pani Dyrektor
Szkoły Podstawowej w Wysokiej.
…………………..
Stając w obliczu pożegnania, pewnie każdy z nas zadaje
sobie wiele różnorodnych pytań. Pytań nie zawsze łatwych, pytań na które nie
sposób też znaleźć prostą i jednoznaczną odpowiedź. Pośród nich wszystkich być
może przewijają się te dotyczące sensu naszego życia, jego istoty i tego co po
nas pozostaje. A jedną z najważniejszych rzeczy, jaką pozostawiamy po sobie są
wspomnienia, będące niezatartym śladem naszego istnienia. Jak powiedziała jedna
ze znanych polskich aktorek Magdalena Zawadzka:
Istota wspomnień polega na tym, że
nic nie przemija.
Czas zaciera w pamięci drobne, nieistotne
sprawy, a zostawia esencję dobra,
tego, dzięki któremu nasze życie było
piękne.
I nie przeminą także wspomnienia o
Waszej WISI, dlatego też w Waszym imieniu:
●
brata ROBERTA z żoną ANIĄ
●
kuzyna MARKA z żoną, dziećmi i wnukami
●
kuzynów TADEUSZA i BOGDANA z bliskimi i rodzinami
jak również w imieniu całej bliższej
i dalszej rodziny, pozostałych krewnych, przyjaciół i znajomych, sąsiadów,
uczniów i wychowanków, społeczności pedagogicznej, a także wszystkich osób,
które WIKTORIA spotykała na swej drodze pragnę Ją pożegnać i jednocześnie
zapewnić, że pamięć o niej nie zginie, bo nie umiera ten, kto pozostaje w sercu
i pamięci swych najbliższych.
(Mowa pożegnalna Mistrza Ceremonii
Pana Michała Musioła)






