František Kovár
Mariánska Čeľaď (Máriacsalád), ukryta w cichych lasach
pomiędzy Podhájską a Veľkými Łowcami, to jedna z najbardziej spektakularnych, a
zarazem najciemniejszych ruin na Słowacji. Niegdyś obfity klasztorny kompleks
zakonu Paulinów - jedyny oryginalny węgierski zakon - przekształcił się w ciche
rumowisko, który oddycha tajemnicą przez wieków. Opowieści o tym miejscu
poruszają się na cienkiej linii pomiędzy rzeczywistością historyczną, folklorem
i czystą mistyką, wciąż fascynują badaczy tajemniczości
Legenda
o białych mnichach i zaginionych dziewczynach
Najbardziej znana i najbardziej
przerażająca opowieść związana z Mariánską Czeladzią mówi o dziwnych zachowaniu
lokalnych mnichów. Paulini nosili charakterystyczne białe habity z kapturem,
przez co nazywano ich w okolicy „białymi mnichami”. Do tego zakonu często
wchodzili drugorzędni lub bastardowie z rodów szlacheckich, którzy wnieśli ze
sobą doczesne przyzwyczajenia i dumę. Według folkloru miejscowi mieszkańcy
mnichów nie byli zbyt pobożni. W okolicznych wsiach młode dziewczyny i kobiety
zaczęły tajemniczo znikać. Chýryas
powiedział, że biali mnisi byli poddani grzesznym namiętnościom, porywali
dziewczęta do klasztoru podziemnymi korytarzami.
Rzeczywistość historyczna daje
jednak też inne, nie mniej dramatyczne wyjaśnienie. Okoliczne gęste lasy pełne
były wówczas band wojowniczych - najbardziej znana była grupa przerażonego
wojownika Klokocza, po którym jeden
z pobliskich wąwozów nazywany jest jeszcze Klokočov jarok. Mówi się, że to były
oszołomy, którzy przebrali się w białe szaty klasztorne, aby ułatwić swoje
zbrodnie i obwiniać tych, których sami się bali lub chcieli skrzywdzić.
Labirynt
ukryty pod ziemią
Z obecnością wojowników i samych
zakonników ściśle związana jest największa zagadka archeologiczno-budowlana
Marianskiej Czelady - rozległa sieć podziemnych korytarzy. Klasztor miał
częściowo ufortyfikowany charakter, co było istotne zwłaszcza w czasie najazdów
osmańskich w XVI i XVII stuleciu, kiedy mnisi musieli chociaż na chwilę opuścić
kompleks.
Podziemne katakumby służyły jako
drogi ucieczki i kryjówki dla skarbów. Według legend korytarze te były tak
przestronne, że mógł przez nie przejechać jeździec, a nawet cały wóz, a mogły
prowadzić do pobliskich miejscowości lub bardziej odległych obozów. W
okolicznych lasach i polach do dziś pojawiają się tajemnicze dziury w ziemi, co
świadczy o tym, że pod powierzchnią znajdują się stare przejścia i korytarze,
choć ich dokładny zakres nigdy nie został w pełni poznany. Ponadto samych
mnichów trzeba było pochować pod ziemią, a po kasacie zakonu przez Józefa
II w 1786 roku, według ustnego podania, należało tu ukryć cenne archiwum
klasztorne.
Elitarny
cel dla łowców duchów
Mariánska Čeľaď przeszła do
historii po odejściu mnichów. Służyła jako polowy lazaret w czasie wojen napoleońskich, później
spłonęła po uderzeniu pioruna, a w XX wieku na przestrzeni stulecia jego lokale
zamieniły się w własność państwową, szkołę, a nawet mieszkania. Od lat 70.
przez lata pozostali ostatni stali mieszkańcy, miejsce zaczęło pustoszeć i
stało się poszukiwanym celem dla poszukiwaczy zjawisk paranormalnych (fenomenów
ψ).
Dziś to miejsce ma dość szczególny
status w społeczności łowców duchów i jest uważane za jedno z najbardziej
nawiedzonych miejsc na naszej mapie tajemnic. Ruiny klasztoru to dosłownie
magnes na nocne wyprawy. Różne zespoły śledcze zebrały tutaj przez lata wiele
materiałów, które budzą szacunek w kręgach miłośników nadprzyrodzonych. Na
terenie dawnego kościoła i ciemnych, w połowie rozłożonych piwnic
monitorowanych przez łowców duchów wrażliwymi urządzeniami, zaskakująco często
doświadczają nietypowych anomalii.
Naukowcy zdołali udokumentować
silne wahania elektromagnetyczne w miejscach, w których nie powstaje prąd,
anomalie te często odpowiadają bezpośrednio na zadawane pytania. Wiele ścieżek
dźwiękowych pozostało odizolowanych na nagraniach EVP – od szeptów i głębokich
męskich głosów komunikujących się w starych językach (głosy Jurgensona). Oprócz
klasycznych kul świetlnych (orbów) na zdjęciach udało się uchwycić również
różne mgliste zjawiska, niejasne zarysy przypominające sylwetki w siedliskach
mnichów czy dziwne cienie poruszające się niezależnie od prawdziwego źródła
światła.
Duchy
i dzwony o północy
Odwiedzający, którzy nocują w
ruinach często opisują intensywne, niewyjaśnione zjawiska akustyczne. Mówią o
odgłosach ciężkich kroków w miejscach, gdzie długo nie ma podłogi, ciche śpiewy
czy modlitwy unoszące się z miejsc, gdzie kiedyś znajdował się ołtarz
wspaniałego kościoła dwuwieżowego. Wśród najbardziej znanych współczesnych
zjawisk jest tzw. legenda o dzwonach północnych stycznia - choć wieże kościelne
już nie stoją i dzwony zostały im odebrane, to w ciche, mroźne noce, ich
odległe, cudowne bicie podobno słychać z głębi lasu.
Wniosek
Dla każdego, kto próbuje odsłonić
zasłonę pomiędzy naszym światem a tym, co nas przerasta, Mariánska Čeľaď to
miejsce, gdzie ta granica jest niesamowicie cienka. Atmosfera, która panuje tam
nocą, gdy otaczający las milczy, potwierdza tylko, że stare mury klasztoru
niosą mocny energetyczny ślad przeszłości. Każdy upadły kamień i tajemniczy
cień w ogrodzie Edenu opowiada historię, która wciąż czeka na pełne
zrozumienie.
Opracował
- ©R.K.Fr. Sas -
Leśniakiewicz






