Powered By Blogger

wtorek, 3 lutego 2026

UFO kontra pociąg

 


Emile Kelly Gauthier

 

Incydent z UFO w pociągu MONON w 1958 roku

Załoga pociągu MONON zgłosiła obserwację UFO w północno-środkowej Indianie. Było około 3:20 nad ranem w piątek, 3 października 1958 roku… pociąg towarowy nr 91 jechał na południe z MONON do Indianapolis.

W kabinie lokomotywy spalinowej znajdowało się trzech mężczyzn – maszynista Harry Eckman, palacz Cecil Bridge i główny hamulcowy Morris Ott. Konduktor Ed Robinson i pilot Paul Sosbey byli w wagonie. Palacz Cecil Bridge, były żołnierz sił powietrznych z 450 godzinami nalotu na ciężkich bombowcach, rozpoczyna historię następująco…

…właśnie minęliśmy małą miejscowość o nazwie Wasco. Nie ma tam żadnego miasta – tylko skrzyżowanie. To właśnie tam po raz pierwszy zauważyliśmy przed sobą cztery światła na niebie. To były poruszające się światła. Na początku wyglądały jak gwiazdy, ale zorientowaliśmy się, że to nie gwiazdy, bo się poruszały – to było widać”. „Poruszały się w czymś w rodzaju otwartej formacji V. Mam na myśli to, że nie było światła w przedniej części samolotu, tylko dwa „skrzydła” z dwoma światłami w każdym „skrzydle” – ustawione pod kątem około 45 stopni względem siebie. Musiałem je zauważyć pierwszy. Po około 15 sekundach obserwacji zwróciłem na nie uwagę pozostałych mężczyzn w kabinie. Oni też obserwowali światła…

Mniej więcej w tym czasie światła skręciły na zachód. Przecięły tory przed pociągiem – około pół mili przed nami, jak oszacowaliśmy. Poruszały się też dość wolno, z prędkością nie większą niż około 80 kilometrów na godzinę, cztery duże, białe, ciemne światła.

Tylko my trzej w lokomotywie widzieliśmy w tym momencie światła. Ciągnęliśmy 56 wagonów – to nieco ponad pół mili – i ze względu na kąt, pod jakim te rzeczy się zbliżały i ponieważ były wtedy tak nisko, chłopcy w wagonie prawdopodobnie ich nie widzieli. Po tym, jak światła przecięły tory przed nami, zatrzymali się i zawrócili. Tym razem kierowali się na wschód. Pomknęli na wschód i zniknęli na kilka minut – zniknęli z pola widzenia – ale kiedy wrócili i wszyscy znowu ich zobaczyliśmy, włączyłem mikrofon. Mamy radio między lokomotywą a wagonem. Powiedziałem chłopakom w wagonie, co oglądamy.

…Rozmawiałem z Robinsonem (konduktorem) i opowiedziałem mu, co widzieliśmy. Podczas gdy obserwowaliśmy te rzeczy, od Wasco do Kirklin, dużo rozmawialiśmy przez to radio. Dyspozytor w Lafayette oczywiście nas słyszał, ale nigdy się nie wtrącił. Chłopaki w wagonie mieli najlepszy widok na te rzeczy. Zwłaszcza, gdy spadały prosto na cały pociąg. Konduktor Robinson kontynuuje opowieść.

Siedziałem w kopule, patrząc przed siebie, ponad pociągiem, kiedy Bridge zawołał mnie przez radio. Już wcześniej zauważyłem cztery świetliste plamy, ale nie mogłem dostrzec, co to jest. Były pół mili przed wagonem – na całej długości pociągu. Chwilę po tym, jak mnie zawołał, zniknęły i nie widzieliśmy ich przez kilka minut… a potem nagle wróciły. Tym razem zleciały nad pociągiem, nieco z tyłu lokomotywy. Zbliżały się do wagonu. To znaczy, jechały na północ, a pociąg jechał prosto na południe.

Powiedziałbym, że były zaledwie kilkaset stóp nad pociągiem, zbliżając się do wagonu. I nie poruszały się zbyt szybko – może 30 lub 40 mil na godzinę. Trudno było to stwierdzić – człowiek po prostu nie zauważa takich szczegółów w takich okolicznościach.

Pociąg towarowy jest oczywiście dość głośny, ale nie słyszałem żadnego innego dźwięku, takiego jak ryk samolotu. Myślę, że były ciche, a przynajmniej prawie bezgłośne.

Przelatywały nad nami jeden po drugim – duże, okrągłe, białe obiekty, które wyglądały mniej więcej na kolor świetlówek, z rozmytymi krawędziami. Nie oślepiały i nie rozświetlały niczego podczas lotu. Po prostu wracały w naszym kierunku, nad wagonami, jeden po drugim. Potem pojechały torami może jeszcze pół mili i zdawały się zatrzymać.

Sosbey i ja wyszliśmy na tylny peron, gdzie mogliśmy je lepiej widzieć, ale były dość daleko za nami. Widzieliśmy ich światła, ale nie pamiętam, czy były zbite w grupę, czy nie. Po prostu tam były, to wiemy. Widzieliśmy je za nami, tuż nad torami. Potem odbiły od torów i poleciały szybko – bardzo szybko – na wschód. Gdy nabrały prędkości, ich światło znacznie się rozjaśniło. Stały się naprawdę jasne i białe – jak gwiazdy, ale znacznie większe i poruszające się bardzo szybko.

Cecil Bridge, obserwując te same obiekty z lokomotywy, opisuje to, co on, maszynista i główny hamulcowy zobaczyli.

 

Kiedy te obiekty przeleciały z powrotem na wschód od nas, rozświetliły się znacznie jaśniej niż wcześniej. Skręciły w linii, kierując się na północ lub północny wschód, i zauważyliśmy, że rozświetlały się po kolei – najpierw pierwszy, potem drugi, trzeci i czwarty. Zmieniły kurs i minęły pociąg. Poruszały się w przeciwnym kierunku niż my, kiedy mijały pociąg. Myślę, że były co najmniej milę lub dwie na wschód od nas, kiedy to robiły”. „Zapaliły się dwa razy (jak opisano powyżej). Najpierw zapalała się pierwsza, potem druga i tak dalej. Zrobiły to dwa razy, gdy mijały nas w przeciwnym kierunku. Zauważyliśmy również, że zmienił się ich kolor. Kiedy się zapaliły, były jasnobiałe, ale kiedy zwolniły, kolor zmienił się na coś w rodzaju żółtego, a potem na pomarańczowy, gdy zwolniły – na coś w rodzaju brudnej pomarańczy.

Konduktor, Ed Robinson, zgodził się z tym opisem. Dodał:

Nie widzieliśmy ich z tyłu pociągu przez kilka minut, po tym jak odjechali na wschód i zawrócili. Ale chłopaki w lokomotywie nadal je widzieli. Ponownie nawiązałem kontakt radiowy z Bridge'em. Obserwował je właśnie wtedy. Musiały okrążyć pociąg i polecieć na północ od nas, bardzo nisko, ponieważ następnym razem, gdy je zobaczyliśmy, pędziły po torach tuż za nami. Tym razem nadjeżdżały znacznie szybciej – znacznie szybciej niż za pierwszym razem, gdy wróciły nad pociąg.

Były tuż nad wierzchołkami drzew wzdłuż pasa ruchu i zmieniły swój sposób lotu – formację. Tym razem leciały jakby na krawędzi. Dwie były na krawędzi – dwie w środku. Dwie na zewnątrz były pochylone pod kątem, obie w tym samym kierunku. Wszystkie cztery leciały w ten sposób po torach za pociągiem – jedna pochylona na wschodzie, dwie prosto w górę i w dół, a ta na zachodzie pochylona dokładnie tak samo jak ta na wschodzie.

Kiedy po raz pierwszy wróciły nad pociąg, zobaczyliśmy, że były okrągłe – o okrągłym kształcie u dołu. Potem, kiedy leciały po torach za nami, zobaczyliśmy – Sosbey i ja – że miały około 12 metrów średnicy i może 3 metry grubości. Dwie lecące prosto w górę i w dół były mniej więcej nad krawędziami pasa ruchu i około 180 metrów za wagonem. Gdyby leciały płasko w dół, a nie na boki. Dotknęli się krawędzi, więc musieli widzieć coś na głębokość około 40 stóp na dnie.

Strażak Cecil Bridge kontynuuje:

Mieliśmy latarki w lokomotywie i w wagonie bagażowym. Na przodzie pociągu – w lokomotywie, w której ja byłem – mrugaliśmy latarkami do tych obiektów i machaliśmy nimi. Myśleliśmy, że może uda nam się je zwabić bliżej. Kilka minut później rzeczywiście zeszły na dół, jak opowiadał Robinson, ale oczywiście nie mogę powiedzieć, że zrobiły to dlatego, że mrugnęliśmy do nich latarkami. W każdym razie one nie odpowiedziały nam żadnymi latarkami. Robinson kontynuuje:

W wagonie towarowym mieliśmy latarkę z pięcioma komorami, która rzucała całkiem niezły strumień światła na dużą odległość. Kiedy te stworzenia spadły i poleciały prosto na tory za wagonem towarowym, chwyciłem tę latarkę i poświeciłem na nie. Gdy tylko światło w nie uderzyło, odskoczyły bokiem od wiązki. Kiedy wróciły na tory, zrobiłem to jeszcze raz i rozpierzchły się. Zachowywały się, jakby w ogóle nie przejmowały się tym światłem.

Od momentu, gdy Bridge po raz pierwszy skontaktował się z nami przez radio, do ostatniego razu, kiedy widzieliśmy je w pobliżu Kirklin (61 km na północny zachód od Indianapolis), minęło w sumie około godziny i 10 minut. Kręciły się z tyłu pociągu, ale po tym, jak je poświeciliśmy, już się do nas nie zbliżyły. Podczas przesiadki we Frankfurcie trzymały się z dala od torów, po prostu krążyły tam, dopóki nie ruszyliśmy dalej. Potem znowu nas śledziły. Kiedy w końcu odjechali z Kirklin, po prostu pomknęli na północny wschód i jechali dalej, a my już ich nie widzieliśmy.

Wpis na blogu Megan MacDonald.

Jeśli chodzi o informacje, osobiście znałem tych ludzi i z nimi pracowałem, i wierzę, że ich historia jest prawdziwa. Wszyscy byli dobrymi, porządnymi kolejarzami i nie ulegali fantazjom.

Ron Marquardt, emerytowany pracownik Monon, Spencer, In.

 

Komentarz:

O podobnych przypadkach pisaliśmy w książce pt. „Pociągi widma i widma w pociągach” (Jordanów 2025, Honolulu 2025), gdzie piszemy o interakcjach UFO z ziemskimi środkami transportu kolejowego w USA, Kanadzie i Rosji/ZSRR.

Opracował: ©R.K.Fr. Sas - Leśniakiewicz

poniedziałek, 2 lutego 2026

CE3 i CE4 w Ekwadorze

 

Wieczorem 3 września 1966 roku, gdy nad górami otaczającymi miasto Latacunga w Ekwadorze zapadła cisza, dwaj nastolatkowie, 15-letni Manuel Pereira i 14-letni José Sotuyo, szli wąską górską ścieżką. Idąc naprzód, zauważyli niezwykłe światła poruszające się w uporządkowany sposób na niebie nad nimi.

Kierowany strachem i pragnieniem zrozumienia tego, czego byli świadkami, Manuel użył latarki, aby wysłać sygnały alfabetem Morse’a w kierunku jednego z obiektów, wielokrotnie nadając krótką wiadomość: „Przyjacielu, proszę wyląduj”. Chwilę później powietrze wypełnił cichy szum, a niezidentyfikowany obiekt latający powoli opadł, zatrzymując się zaledwie kilka metrów nad ziemią.

Statek był podtrzymywany przez trzy długie, przypominające trójnóg podpory lądowania, które rozszerzały się na zewnątrz, gdy jego intensywna, biała poświata przygasała. Fragment kadłuba otworzył się, tworząc rampę sięgającą powierzchni. Z wnętrza wyłoniły się trzy małe humanoidalne istoty, ubrane w lśniące, brązowe kombinezony i noszące dziwne, gruszkowate hełmy. Gęsta, mglista para przesłaniała ich rysy twarzy.

Chłopcy zamarli w strachu, ale metaliczny głos, dochodzący zdawało się ze wszystkich stron naraz, uspokoił ich, mówiąc: „Nie bójcie się. Zostańcie i rozmawiajcie”. Przez prawie godzinę istoty zadawały serię pytań, na które nastolatki odpowiadały. Jednak za każdym razem, gdy chłopcy próbowali zadać własne pytania, nie otrzymywali odpowiedzi.

Później istoty zaprosiły nastolatków do wejścia na pokład statku, ale oboje odmówili, zaniepokojeni, że ich nieobecność przysporzy zmartwień ich rodzinom. Przed odlotem jedna z istot wręczyła Manuelowi mały, świecący cylinder, wyjaśniając, że jest to ręczne urządzenie oświetleniowe aktywowane naciskiem.

Pojazd wzniósł się bezszelestnie i zniknął w powietrzu. Wkrótce potem na miejsce przybyły jednostki wojskowe, w tym helikoptery i wojskowe jeepy. Nastolatków przesłuchano, a urządzenie oświetleniowe skonfiskowano.

Kilka miesięcy później, tuż przed wakacjami kończącymi rok w 1966 roku, Manuel Pereira i José Sotuyo zniknęli z domów bez śladu. Nigdy więcej ich nie widziano ani nie słyszano, co sprawiło, że incydent w Latacunga stał się jedną z najbardziej niepokojących i nierozwiązanych zagadek w historii spotkań z niezidentyfikowanymi obiektami latającymi.

 

Komentarze:

John Mudford: Fantastyczne dzięki za udostępnienie 👍

Mark Spielman: Każde z tych spotkań jest wyjątkowe i niesamowite, dzięki.

Andrzej Borg: Bardzo miłe spotkanie, może na koniec wyszli z nimi!!!!

Sunday Weekusk: Powinien oddać przedmiot, który został im dany.

Daniel Laskowski: Ciekawe, co wojsko zrobiło z tym artefaktem? Co do porwania chłopców, to jest oczywiste, że Obcy ich porwali do siebie. Alternatywą jest uprowadzenie przez wojsko.

Opracował: ©R.K.Fr. Sas - Leśniakiewicz

niedziela, 1 lutego 2026

CE0 z BV w Kalifornii

 


Albert Rosales

 

Miejsce: Palms, CA

Data: styczeń 1987

Godzina: 03:00 PST

Opis incydentu:

Świadek nagle się obudziła i zobaczyła w swoim pokoju dwa niskie, szare humanoidy z dużymi głowami i ogromnymi, czarnymi, owalnymi oczami. Oba miały na sobie ciemne kombinezony i szerokie pasy. Nie zwracali na nią uwagi, zamiast tego najwyraźniej oglądali jej książki, meble, a zwłaszcza jej węża. Dziewczynka krzyknęła, przez co jej rodzice wbiegli do jej pokoju. Rodzice na chwilę zobaczyli niskie humanoidy, gdy oba dotknęły środka swoich pasów i zniknęły w błysku światła.

Dodatek HC nr 1296

Źródło: Barry Taff, UFO Magazine (Kalifornia) tom 4 nr 1

Typ: E

Opracował - ©R.K.Fr. Sas - Leśniakiewicz

sobota, 31 stycznia 2026

CE3/NOTSUB w okolicach Rio de Janeiro

 


UFO Files Group

 

Rankiem 27 czerwca 1970 roku, dokładnie o godzinie 11:40 BRT, nad wodami u wybrzeży dzielnicy Leblon w Rio de Janeiro doszło do dziwnego zdarzenia. Pan Aristeu Machado, w towarzystwie pięciu córek i pana João Aguiara, zaobserwował niezwykły obiekt schodzący z nieba w kierunku morza, około 700 do 1000 metrów od brzegu, powodując ogromne wzburzenie wody i rozpryskując mgłę we wszystkich kierunkach.

Po wylądowaniu obiekt przesunął się o około 100 metrów w kierunku plaży, umożliwiając świadkom bliższe i bardziej szczegółowe przyjrzenie się. Zgłosili, że obiekt był prawie całkowicie przezroczysty, odsłaniając w środku dwie humanoidalne postacie, niskiego wzrostu i krępej budowy, ubrane w ciemne, metaliczne kombinezony i hełmy.

Obiekt unosił się na wodzie przez około 30 do 40 minut, po czym ponownie wzniósł się w powietrze pod niemal poziomym kątem, a podczas startu widoczne były czerwone, zielone i żółte światła na jego spodzie.

Po odlocie na wodzie pozostały dwa małe obiekty: biały pierścień i żółta kula, oba unoszące się w kierunku brzegu, ale zniknęły z pola widzenia, zanim ktokolwiek mógł nawiązać kontakt.

 

Uwagi i komentarze:

 

Gedi Minus: Przychodzą mi na myśl tylko takie rzeczy, które rozpraszały uwagę, jak zabawki, które zabiera się na plażę, a one rozpuściły się… ale dlaczego?

Mark Huntington: Kaski i sprzęt bezpieczeństwa były wymagane podczas testowania projektów naukowych.

Doug Smith: Może zbieranie wody? Nie jestem pewien co do pierścienia i kuli… brzmi jak nadmuchiwana piłka plażowa i koło ratunkowe, haha

Steven L Tartt: Fajna historia 👌

Steven Toal: Zostawili kupę w piłce i nasikali w pierścieniu, a potem rozpuścili się w wodzie. Plaża była ich toaletą. 🤣😅🤣

Daniel Laskowski: A dlaczegożby nie? Jeżeli Oni nie są robotami, to muszą jeść, trawić i wydalać. Kto wie, czy nie zostawili tam po sobie pwdre ser?

Opracował: ©R.K.Fr. Sas - Leśniakiewicz

piątek, 30 stycznia 2026

CE3 dziewczynek z Nordykami

 


Albert Rosales

 

Lokalizacja: Suziemka, obwód briański, Rosja

Data: 26.VII.1995

Godzina: południe

Opis incydentu:

Trzy miejscowe dziewczynki, w tym 13-letnia Jelena, wracały ze szkoły i szły przez pole w pobliżu jeziora, gdy nagle zauważyły ​​bardzo dziwny samochód podobny do karetki, ale szary, z ostrymi końcami i czerwoną poświatą emanującą z wnętrza. Nieco przestraszone dziewczynki ruszyły w dalszą drogę. Nagle Jelena poczuła się, jakby była w jakimś transie, wszystkie normalne dźwięki wokół niej ucichły, czuła się jak w próżni (czynnik Oz), panowała całkowita cisza. Nagle z dziwnego „samochodu” wyszło pięć humanoidalnych istot. Trzy z nich przeszły na przeciwną stronę, ale dwie szły prosto w stronę świadków. Jedną z istot była kobieta, z nałożoną na głowę srebrzystą chustką, druga istota ubrana była w srebrzysty metaliczny „skafander kosmiczny”. Obie humanoidy były bardzo wysokie, prawdopodobnie około 2,5 do 3 metrów, ponieważ górowały nad roślinami na dojrzałym polu żyta. Troje świadków odważyło się zbliżyć do istot, a jedna z nich zaczęła mówić dziwacznym, piskliwym, bardzo wysokim głosem. Głos brzmiał, jakby wydobywał się z rury. Istoty wyjaśniły dziewczynom, że są tam, aby zmierzyć poziom promieniowania w okolicy i pokazały im urządzenie przypominające pistolet z szeroką lufą. Według Eleny jeden z kosmitów nacisnął spust „pistoletu” i poinformował, że poziom promieniowania jest normalny, podczas gdy w niektórych pobliskich wioskach położonych bardzo blisko elektrowni w Czarnobylu był bardzo wysoki. Co dziwne, według Eleny, nie czuła strachu w obecności istot, a nawet dotknęła jednej z nich. Kombinezon kosmity był wykonany z materiału przypominającego miękką, metaliczną folię, która się nie gniotła. Następnie kosmici weszli do swojego dziwnego pojazdu, który zaczął bezszelestnie odlatywać nad pola. Po powrocie do domu dziewczynki opowiedziały rodzicom, co się wydarzyło, ale nikt im nie uwierzył. Następnego dnia dziewczęta poszły na pole, mając nadzieję na odnalezienie śladów zdarzenia, ale ich nie znalazły i stopniowo zaczęły zapominać o całym zdarzeniu. Trzy dni później przybyła kobieta z pobliskiej wioski Ziemowo i opowiedziała o dziwnym incydencie, który niedawno tam miał miejsce. Podobno miejscowy mężczyzna wybrał się na polowanie do lasu, gdy zobaczył srebrnoszary statek powietrzny przelatujący nad drzewami. Próbował do niego strzelić, ale nie udało mu się nacisnąć spustu i obiekt zniknął. Co niewiarygodne, po tym incydencie Jelena najwyraźniej uzyskała zdolności pozazmysłowe i zaczęła „leczyć” miejscowych. Zyskała również zdolność widzenia narządów wewnętrznych ludzi, jakby miała ona rentgenowski wzrok. Obecnie pracuje w miejscowym szpitalu.

Dodatek HC

Źródło: „Interesting Newspaper” Kijów D+ nr 216 2005

Typ: B

Opracował - ©R.K.Fr. Sas - Leśniakiewicz