Powered By Blogger

czwartek, 19 lutego 2026

Odeszłaś Siostrusiu...

 



Byłaś jak Wołodyjowski - z mizerną postacią ale wielkim duchem prawdziwej wojowniczki! 
Nigdy Cię nie zapomnimy... 

Każdy dzień jest kawałkiem historii, nikt nie jest w stanie opowiedzieć jej do końca

 

My również nie jesteśmy w stanie zgłębić całej historii drogiej WIKTORII, która pierwsze karty swej osobistej powieści rozpoczęła zapisywać 14 kwietnia 1961 roku w JORDANOWIE. Przyjściem na świat wlała wiele radości w serca rodziców- ADAMA i ALEKSANDRY. Okres lat dziecięcych, wychowania w domu rodzinnym u boku zawsze ważnego w życiu brata ROBERTA, jak i wczesnej młodości był czasem, który z pewnością nie pozostawał bez wpływu na dalsze losy, osobiste wybory oraz ukształtowanie postawy i charakteru małej jeszcze wówczas WISI. Kolejne karty Jej powieści ukazywały silną bohaterkę, kierująca się szacunkiem do ludzi i otaczającego świata, która umiejętnie dostrzegała potrzeby innych.

Wszyscy, którzy mieli możliwość spotkać Waszą WISIĘ na swojej drodze, zapamiętają Ją jako kobietę konkretną w działaniu i zdecydowaną, a przy tym uśmiechniętą, pełną życzliwości i szczerych intencji. Dobra energia jaką emanowała i roztaczała wokół siebie, współgrała z empatią i wrażliwością na ludzką krzywdę, dzięki czemu rodzina, przyjaciele i znajomi, stale mogli liczyć na zainteresowanie oraz bezinteresowne wsparcie niesione przez swego KRÓLICZKA. Pozytywnym spojrzeniem na świat i dobrocią zjednywała sobie serca osób, które spotykała na swej drodze. Zawsze z chęcią służyła innym pomocą, nie oglądając się na przeszkody, nie patrząc na siebie i nie oczekując wzajemności. Nigdy też nie klasyfikowała ludzi, wykazując się tolerancją wobec każdego. Pozostając otwartą i kontaktową potrafiła nawiązywać doskonałe relacje z każdym, nie zwracając uwagi na pierwsze cyfry zawarte w numerze pesel. Człowiek był bowiem dla niej najważniejszy. To nasuwa mi na myśl słowa zawarte w znanym utworze Stanisława Soyki:

Życie nie tylko po to jest by brać.

Życie nie po to by bezczynnie trwać

i aby żyć siebie samego trzeba dać.

Taką właśnie była WISIA, która gdy w coś się angażowała robiła to na 100%, całą sobą i dając całą siebie, pozostając przy tym wierną swym przekonaniom, ugruntowanym poglądom i zasadom jakimi się kierowała. Oczytana, inteligentna, o szerokich horyzontach i chłonnym umyśle była znakomitym kompanem w dysputach. Czas spędzany z WISIĄ na rozmowie był wartościowy i ważny dla każdego- nie tylko przyjaciół, rodziny, czy znajomych, ale także dla uczniów, którym na przestrzeni lat swej pracy zawodowej przekazywała wiedzę i doświadczenie.

Związana na stałe ze szkolnictwem, spełniała się w misji nauczania będąc sprawiedliwym pedagogiem i docierając do wrażliwości młodych ludzi. Idąc w ślad za swą mamą przez zgoła 40 lat pracowała w Szkole Podstawowej im.Wojska Polskiego w Wysokiej. W pełni poświęcała się temu co robiła, nawiązując piękne relacje z podopiecznymi. Była nauczycielką z prawdziwego powołania, a charyzma i naturalnie wzbudzany autorytet szedł w parze z szacunkiem i zaufaniem uczniów. WIKTORIA kształtowała młode umysły z pasją i odpowiedzialnością, a wdzięczność uczniów- wyrażana niejednokrotnie podczas spotkań po latach- stawała się wymownym świadectwem Jej pracy. Historia była Jej pasją, ale też moralnym zobowiązaniem. Uczyła nie tylko faktów, lecz także niezależnego myślenia, odpowiedzialności i odwagi w stawaniu po stronie prawdy. WISIA dzieliła się z młodym pokoleniem także swymi zdolnościami plastycznymi, wszak bycie humanistką przenikało się z olbrzymią wewnętrzna wrażliwością i artystycznym zacięciem. Bliscy pamiętaj chwile gdy zasiadała do pianina grając ulubione melodie, a tajemnicą poliszynela były urlopy wybierane na żądanie, gdy trwał Konkurs Chopinowski i Polacy grali w czasie gdy akurat miała prowadzić zajęcia lekcyjne.

Wspominając Waszą WISIĘ nie sposób bowiem pominąć Jej zainteresowań, pasji, czy małych przyjemności i codziennych rytuałów, które również tworzyły Jej nietuzinkowość. W Jej świecie było więc miejsce na sztukę, na muzykę i na literaturę w najróżniejszych odsłonach- od pasji czytelniczej, po osobistą twórczość. Jako autorka Legend i historii przydrożnych kapliczek Ziemi Jordanowskiej mogła być dumna, że Jej praca stała się podwaliną pod wiele późniejszych opracowań. WISIA- jako kronikarz swojej małej ojczyzny- stworzyła także praktyczny Przewodnik po Jordanowie, oraz ściśle współpracowała z Towarzystwem Miłośników Ziemi Jordanowskiej. Jednak przywiązanie do regionu w niczym nie ograniczało WISI, która napisała i planowała wydać książkę będąca zapiskami z podóży po świecie. W swych odkryciach zawędrowała praktycznie na każdy kontynent, odwiedzając zarówno Brazylię i Meksyk, jak i Chiny, Kenię, czy ukochany Egipt, do którego powracała wielokrotnie. Ciekawość historii niosła za sobą poznawanie kultur, zabytków, ludzi, zwyczajów oraz nowych smaków, które później przenikały do Jej kuchni.

A gościnności nie można odmówić Waszemu KRÓLICZKOWI. Gdy tylko widziała kogoś znajomego przez okno, natychmiast zapraszała na słynną herbatkę. Zaś dom, prócz ciepła które sama tworzyła, wypełniała pozytywna energia czworonogów i skrzydlatych przyjaciół. Pewnie nie wszyscy wiecie, że WISIA jako mała dziewczynka wcale nie chciała zostać nauczycielką, a lekarzem weterynarii i później swą fascynację oraz wiedzę wykorzystywała ratując zwierzaki będące w potrzebie. Obok przygarniętego psiaka pod Jej dachem było miejsce  nawet dla sokoła, a myszki potrafiły żyć w zgodzie z kotami, do których WISIA- zdaje się- miała najwięcej słabości. 

Dlatego pozwólcie, że w tym miejscu przytoczę wersy pięknego wiersza Wisławy Szymborskiej, która również otwierała dzisiejszą uroczystość. Te wersy najlepiej oddają pustkę jaką pozostawiamy po sobie, odchodząc z tego świata.


Umrzeć - tego się nie robi kotu.

Bo co ma począć kot w pustym mieszkaniu.

Wdrapywać się na ściany. Ocierać między meblami.

Nic niby tu nie zmienione, a jednak pozamieniane.

Niby nie przesunięte, a jednak porozsuwane.

I wieczorami lampa już nie świeci.

Słychać kroki na schodach, ale to nie te.

Ręka, co kładzie rybę na talerzyk, także nie ta, co kładła.

Coś sie tu nie zaczyna w swojej zwykłej porze.

Coś się tu nie odbywa jak powinno.

Ktoś tutaj był i był, a potem nagle zniknął i uporczywie go nie ma.

Do wszystkich szaf sie zajrzało. Przez półki przebiegło.

Wcisnęło się pod dywan i sprawdziło.

Nawet złamało zakaz i rozrzuciło papiery.

Co więcej jest do zrobienia.

Spać i czekać.

Niech no on tylko wróci, niech no się pokaże.

Już on się dowie, że tak z kotem nie można.

Będzie się szło w jego stronę jakby się wcale nie chciało,

pomalutku, na bardzo obrażonych łapach.

O żadnych skoków pisków na początek


Ponieważ odejście WIKTORII jest stratą nie tylko dla najbliższych lecz także dla byłych uczniów, wychowanków i przyjaciół z grona pedagogicznego, chciałby teraz oddać głos Pani Dyrektor Szkoły Podstawowej w Wysokiej.

…………………..

 Stając w obliczu pożegnania, pewnie każdy z nas zadaje sobie wiele różnorodnych pytań. Pytań nie zawsze łatwych, pytań na które nie sposób też znaleźć prostą i jednoznaczną odpowiedź. Pośród nich wszystkich być może przewijają się te dotyczące sensu naszego życia, jego istoty i tego co po nas pozostaje. A jedną z najważniejszych rzeczy, jaką pozostawiamy po sobie są wspomnienia, będące niezatartym śladem naszego istnienia. Jak powiedziała jedna ze znanych polskich aktorek Magdalena Zawadzka:              

Istota wspomnień polega na tym, że nic nie przemija.

 Czas zaciera w pamięci drobne, nieistotne sprawy, a zostawia esencję dobra,

tego, dzięki któremu nasze życie było piękne.

I nie przeminą także wspomnienia o Waszej WISI, dlatego też w Waszym imieniu:

     brata ROBERTA z żoną ANIĄ

     kuzyna MARKA z żoną, dziećmi i wnukami

     kuzynów TADEUSZA i BOGDANA z bliskimi i rodzinami

jak również w imieniu całej bliższej i dalszej rodziny, pozostałych krewnych, przyjaciół i znajomych, sąsiadów, uczniów i wychowanków, społeczności pedagogicznej, a także wszystkich osób, które WIKTORIA spotykała na swej drodze pragnę Ją pożegnać i jednocześnie zapewnić, że pamięć o niej nie zginie, bo nie umiera ten, kto pozostaje w sercu i pamięci swych najbliższych.

 

(Mowa pożegnalna Mistrza Ceremonii Pana Michała Musioła)


środa, 18 lutego 2026

CE0: Żabiszon w Brazylii

 


Bruce F. Oliver z „Enigmas Fantásticos”

 

Lokalizacja: Serra do Cafezal – Rodovia Régis Bittencourt, SP, Brazylia

Data: 2020

Opis incydentu:   

Raport od Luciane Marin Lehmkuhl:

    Wracałam z Florianópolis, w okolicach São Paulo. Trasa obejmowała drogę Serra do Cafezal. Było zdecydowanie za późno, po północy. Samochód miał kilku pasażerów i do czasu wszyscy zasnęli. Tylko ja nie spałam i prowadziłam.

Na pewnej górze, byłam świadkiem czegoś, czego nigdy nie zapomnę.

Na środku autostrady stał humanoid. Twarz wyraźnie przypominała żabę, o widocznych oczach i szerokich ustach, ale ciało przypominało gada, wysoki jak dorosły mężczyzna. Był całkowicie nagi i trzymała nogi w połowie ugięte, w pozycji gotowej do skoku.

    Oczy były brązowym odcieniem i odbijały światło świateł. Istota stała w miejscu.

    Strasznie się bałam, ale nie mogłam krzyczeć, bo to obudziłoby resztę pasażerów. Cisza wewnątrz samochodu kontrastowała z napięciem, które czułam w tamtym momencie. Jechałam dalej, próbując utrzymać kontrolę. Podczas gdy moje serce wydawało się łomotać.

    Po tamtym dniu przestałam jeździć po autostradach w nocy.

    Obraz stojącego na torze, w ciemności w Serra do Cafezal, pozostaje żywy w mojej pamięci do dziś.

    Raport udostępniony bezpośrednio za stroną „Enigmas Fantásticos” © 2026 — Bruce F. Oliver

Opracował - ©R.K.Fr. Sas - Leśniakiewicz

wtorek, 17 lutego 2026

CE2: Przerażona dziewczynka w Kanadzie

  


Lokalizacja: Duncan, Kolumbia Brytyjska

Data: 5.X.1959

Opis incydentu:

Duncan - 14-letnia dziewczynka jadąca konno po polu w pobliżu była przerażona, gdy tajemniczy obiekt unosił się nad jej głową. Gaynor Wilson z Glenory powiedział, że ​​obiekt był tak jasny, że oświetlał ziemię wokół niej. Pobiegła do domu, a jej ojciec był zachwycony jej rozpaczliwymi krzykami.

Wybiegł na zewnątrz i również zobaczył obiekt, który opisał jako pomarańczowy. Wysoki, piskliwy szum obiektu został opisany jako bolesny dla uszu. Wilson powiedział, że widziała dwa dziwne obiekty. „Nie powiem, że to latające spodki, ale to coś, czego nie potrafię wyjaśnić i nikt najwyraźniej nie jest w stanie mi tego wyjaśnić” – powiedział Wilson.

Ponieważ nikt nie wydaje się na tyle odważny, by nazwać te obiekty latającymi spodkami, redaktor naczelny twierdzi teraz, że właśnie tym były. Jak je można nazwać inaczej?

Źródła:

FSR, Tom 6. Nr 1. Styczeń-luty 1960 r., s. 15.

„The Vancouver Sun”, 5 października 1959 r.

Opracował - ©R.K.Fr. Sas - Leśniakiewicz

poniedziałek, 16 lutego 2026

RV/CE0 – z małymi istotami w świetlistym pierścieniu

  


Lokalizacja: Blokhus, północno-zachodnia Dania,

Data: sierpień 1962

Czas: 22:30 – 23:00 CET

Opis incydentu:

Mężczyzna (inicjały: K.Ø.) z Aalborg miał letni domek nad morzem w północnej Danii. O 22:30, w pogodny i spokojny letni wieczór, wszedł na niewielkie wzgórze w pobliżu swojego domu i spojrzał na płaski krajobraz w kierunku morza na północnym zachodzie. Wtedy zobaczył niezwykłą poświatę wśród wydm na długiej plaży. Wyglądało to jak nieruchomy fosforyzujący pierścień. Wewnątrz niego panowała duża aktywność, coś, co wyglądało na małe istoty. Wyglądało na to, że zajęte były podnoszeniem czegoś z ziemi po jednej stronie pierścienia i przenoszeniem tego na drugą stronę.

K.Ø. przyprowadził żonę i córkę, które również widziały to dziwne widowisko. Nie widziały, skąd pochodził oświetlony pierścień, który wydawał się wielkości areny cyrkowej. Rodzina obserwowała zjawisko przez 30 minut, a o 23:00 Wrócili do domu. Po powrocie omówili to, co widzieli, i zasugerowali, że to mogło być wojsko, ale wątpili w to. Niestety, nie wiadomo, czy to, co zobaczyli, pozostawiło ślady na piasku, ponieważ K.Ø. nie udał się na miejsce następnego dnia, aby je przeszukać. Odległość obserwatorów od obiektu oszacowano na 2 km (1,25 mili).

Źródło: UFO Nyt #5 1972

Opracował - ©R.K.Fr. Sas - Leśniakiewicz

niedziela, 15 lutego 2026

CE0 z trollem w Kanadzie

 


Albert Rosales

 

Lokalizacja: Lac St Jean, Quebec, Kanada

Data: sierpień 1980

Godzina: wieczór

Opis incydentu:

Młody chłopiec i jego jeszcze młodsza siostra zobaczyli małą istotę stojącą na pobliskim moście. Istota zdawała się patrzeć na młodych świadków. Przestraszony chłopiec zaczął krzyczeć, więc istota natychmiast rzuciła się „sama” do rzeki, ale świadkowie nie usłyszeli żadnego „plusku”. Dwoje dzieci opisało istotę jako mającą około metra wzrostu, długie włosy i uszy, ogromne zielone oczy z czerwonymi tęczówkami. Jego/jej? skóra była zielona i ubrany był w jednoczęściowy kombinezon w kolorze złotym i srebrnym, a istota trzymała w ręku przedmiot przypominający „suszarkę do włosów”, którą wskazywała w stronę rzeki. Dwa dni później inny członek rodziny zobaczył 4 identyczne istoty w tym samym miejscu.

Dodatek HC

Źródło: Christian Lamay, UFO Quebec

Typ: E

Opracował - ©R.K.Fr. Sas - Leśniakiewicz