Albert Rosales
Miejsce: wiejska
droga, prowincja Ontario, Kanada
Data: 1982
Godzina: noc
Opis
incydentu:
Młody świadek był w domu
rodzinnym, stojąc przy drzwiach wejściowych, przy ganku, gdy nagle pojawiło się
światło, wyglądające jak jasne światło dzienne, ale nie pasowało do żadnej
normalnej pory. Czuł się jak „samo południe o północy”. Wokół niego nie było
żadnego ruchu, żadnych ludzi, żadnych dźwięków otoczenia. Wszystko było
całkowicie nieruchome. Jasność zdawała się pochodzić z góry i z otoczenia domu,
a nie z żadnego widocznego źródła. Nie bał się, czuł spokój, ukojenie i
ciekawość. Otworzył drzwi wejściowe. Na ganku stały trzy postacie, wszystkie
mniej więcej jego wzrostu, jakby celowo ustawione od lewej do prawej.
Po lewej stronie stała figurka
„Misia Teddy Bear”. Nie był to jego miś, ale wydawał się znajomy i wyraźnie
żywy. Stał wyprostowany i wyglądał na ubrany w dopasowany strój lub mundur,
który sugerował coś innego, a nie zabawę. Pośrodku stała mała, zielona istota w
prostym, srebrnym garniturze. Nie miała hełmu. Jej obecność wydawała się
neutralna, wręcz ciepła… nie kliniczna, nie natarczywa. Po prawej stronie stał
robot o klasycznym, retro designie… zaokrąglone ciało, segmentowane ramiona i
nogi, z widocznymi czerwonymi stawami. Nie wydawał żadnego dźwięku i ledwo się
poruszał, a jednak świadek od razu zrozumiał, że to on jest przywódcą. Jego
twarz wydawała się wówczas normalna, być może z subtelnym, klaunowskim rysem…
znajoma, niegroźna. Świadek instynktownie i bez lęku zrozumiał jego autorytet.
Czuł się, jakby to on dowodził, a nie wydawał rozkazy.
Nie było mowy. Komunikacja była
telepatyczna… pełne zrozumienie bez słów. Nie było żadnych instrukcji,
ostrzeżeń ani próśb, które mógłby sobie przypomnieć. Wymiana zdań przypominała
powitanie i pożegnanie, odbywające się jednocześnie. Świadek zrozumiał, że byli
tam dla niego, w pomocny sposób, i że spotkanie było celowe i ograniczone.
Świadek nie czuł się mały ani gorszy. Czuł się jak „równy sobie”. Nie było
żadnych dźwięków. Cisza wydawała się celowa. W pewnym momencie zniknęli. Nie
pamiętał, kiedy odeszli. Nie pamiętał, kiedy zamknął drzwi, ani co wydarzyło
się zaraz potem. Brakowało czasu, ale nie było to przerażające… ani wtedy, ani
teraz. Nie zauważył niczego od razu. Ale z czasem zaczęło mu dzwonić w uszach…
nie boleśnie, raczej z częstotliwością. Teraz jest to bardzo zauważalne.
Dodatek
HC
Źródło: MUFON
CMS
Typ: E czy G?
Komentarz: No cóż, to wszystko brzmi dziwnie,
ale… Przypomnijmy sobie książkę „Communion” pióra Whitley Striebera, w której autor pisze o stosowaniu przez Nich
wspomnień osłonowych, które mają na celu zdezorientowanie świadka i zarazem
wymazanie drastycznych szczegółów z jego pamięci, być może także pewnych informacji
na Ich temat. Wydaje się, że w tym przypadku także zastosowano tego rodzaju
kamuflaż ukazując się świadkowi jako ulubione postaci i zabawek, które znał i
lubił. A coś takiego sugeruje, że Oni mogli to zastosować nieraz w stosunku do
każdego z nas. Implikacją tego faktu jest to, że – jak już kiedyś to napisałem –
każdy z nas zaliczył w swym życiu bliskie spotkanie z Nimi będąc dzieckiem,
które nie jest w stanie odróżnić fikcji od rzeczywistości.
Opracował - ©R.K.Fr. Sas - Leśniakiewicz

