Powered By Blogger

piątek, 8 maja 2026

Las malowany: Kiedy rzeczywistość w Tribeču zamieniła się w kurtynę teatru

 


Franciszek Kovár

 

Ta historia oparta jest na prawdziwych wydarzeniach osób, które doświadczyły czegoś tajemniczego w górach Tribeč.

Wycieczki od Zlatnie do Czarnego Zamku to jedne z moich ulubionych, ale jedno szczególne doświadczenie z dziewczyną zmieniło nasz widok na tribeczskie lasy. Był taki moment, kiedy czuliśmy się, jakbyśmy przekroczyli niewidzialną granicę, a otaczający nas świat zamienił się w płaskie tło.

 

Lęk bez widocznej przyczyny

 

Spacerowaliśmy całkowicie spokojnie z moją dziewczyną i cieszyliśmy się ciszą lasu. Ale w pewnym momencie, gdy zbliżaliśmy się do pewnej części trasy, uderzył mnie nagły i niewytłumaczalny przypływ niepokoju. Nagle poczułem ogromny wewnętrzne zdenerwowanie i rozpacz. To nie był strach przed dzikim zwierzęciem czy burzą - to było głębokie, bezpośrednie fizyczne uczucie, że tam, gdzie chodzimy, jest coś bardzo nie tak.

 

Świat jakby na dużym ekranie

 

Kiedy patrzyłem na tę część lasu, do której się zbliżaliśmy, stałem w miejscu oszołomiony. To, co zobaczyłem, zaprzeczyło moim zmysłom. Las nagle stracił głębię i naturalną przestrzeń. Wyglądał jakby został namalowany na ogromnym płótnie. Cały krajobraz przed nami wydawał się płaski i nienaturalny. Porównałbym to do teatralnej kurtyny, która powinna dawać tylko iluzję rzeczywistości. To było coś niezwykle dziwnego i niepokojącego, jakby rzeczywistość się w tym momencie „utknęła”.

 

Bieg przed nieznanym

 

Na początku trzymałem swoje uczucia dla siebie, ale potem zauważyłem, że moja dziewczyna też zaczęła się dziwnie zachowywać. Nagle, na środku podejścia, stanęła blada, a w głosie nieskrywaną paniką, krzyknęła: „Wynośmy się stąd szybko! Nie będzie nas tu za jakiś czas!”

Odwróciła się i zaczęła biec z powrotem, a ja od razu podążałem za nią. Kiedy w końcu dotarliśmy do samochodu, po prostu po cichu patrzyliśmy na siebie. Weszliśmy bez słowa i natychmiast opuściliśmy to miejsce. Tą ciężką, niepokojącą atmosferę przetwarzaliśmy w ciszy przez długi czas w drodze do domu.

Byłem w tej części Tribeč, i w wielu innych, kilka razy przed i po, ale nic takiego mi się już nie przydarzyło. Moment, kiedy las zamienił się w płaskie płótno, pozostaje jednak w mojej pamięci jako mrożące przypomnienie, że w tych górach nie zawsze my rządzimy.

 

Macie podobne doświadczenie?

 

Jeśli masz podobne doświadczenie, którym chciałbyś się podzielić, napisz do nas w komentarzu lub skontaktuj się ze mną przez wiadomość prywatną. Sekrety Tribeczy zasługują na wysłuchanie.

 

Moje 3 grosze

 

Oczywiście, że miałem takie doświadczenie. To było w październiku 1973 roku, kiedy to wraz z kolegą zagubiliśmy się w lasach w okolicach Połomii, w Nadleśnictwie Brynek. Przez kilka godzin błąkaliśmy się przy kompletnej utracie orientacji przestrzennej i dopiero koło 16-tej udało się nam dotrzeć do drogi, którą wróciliśmy do Brynku.

Drugim przypadkiem był przypadek zabłąkania się mojego ojca Adama Leśniakiewicza, który poszedł do lasy na górze Kamionka (610 m n.p.m.) po choinkę. To był grudzień, niepewne światło pochmurnego dnia… Nagle Tata poczuł, że robi się słabo, a las wygląda jak dekoracja teatralna. Otaczały go potężne grube sosny i dęby. Stracił całkowicie orientację. Po kilku minutach wszystko wróciło do normy i Tato poczuł się lepiej – i już bez sensacji wrócił do domu…

Kolejny dziwny przypadek zdarzył mi się w lasach pomiędzy Podwilkiem a Sidziną. Tam też w piękny czerwcowy dzień wszedłem w strefę mgły, przez którą słabo przeświecało słońce. Otaczające mnie drzewa sprawiały wrażenie chorych. Uschnięte gałęzie zwisały bezwładnie, a z bagnistej gleby unosił się zgniły opar. To wszystko trwało parę sekund, a potem wszystko wróciło do normy. Mgła zniknęła, rozbłysło słońce. Zamiast zgniłych brzóz i wierzb pojawiły się świerki… Co to było? Inna rzeczywistość? Od tej pory wcale się nie dziwię romantycznym poetom, którzy opisywali takie mgły i oparzeliska w swych utworach…    

Opracował - ©R.K.Fr. Sas - Leśniakiewicz