Powered By Blogger

piątek, 4 marca 2016

Gwiazda o imieniu Słońce



Mgławica Orła, M-16 - Filary Stworzenia - NGC 6611 oddalona o 7000 ly - typowa gwiezdna kolebka, w której z gazu i pyłu tworzą się nowe, jasne i gorące gwiazdy

Olga Strogowa


Największe zapasy wody w Układzie Słonecznym znajdują się na Słońcu. Molekuły wody w postaci pary koncentrują się w plamach słonecznych, gdzie temperatura jest o 1500°C niższa, niż poza plamami. 

Na lekcji astronomii:
- Panie profesorze, kiedy jak pan mówił, wybuchnie Słońce? Za trzy miliony czy trzy miliardy lat?
- Za trzy miliardy.
- Chwała Bogu, a ja już zacząłem się martwić.

 Mgławica Carina - zwana mgławicą Kila, NGC3372 - jeszcze jedna gwiezdna kolebka oddalona o 7500 ly od Ziemi

Kosmiczna kolebka


Gwiazdy są jak ludzie, rodzą się, żyją i umierają. I jeżeli rodzą się mniej więcej w jednakowy sposób, to swoją drogę życiową przechodzą i umierają zupełnie różnym sposobem.

Zdecydowana większość dzisiejszych badań astrofizycznych podpowiada nam, że gwiazdy rodzą się z gazowych obłoków. 

Taki obłok nazywany jest „gwiezdną kolebką” dziesiątki tysięcy razy większą od naszego Układu Słonecznego i tysiące razy masywniejszą od Słońca. 

„Gwiezdna kolebka” może przez miliardy lat kręcić się wokół jakiejkolwiek galaktyki, póki nie nastąpi konieczne do rozpoczęcia „fazy porodowej” wydarzenie. Może to być zderzenie z drugą „kołyską”, przejście przez gęste ramię galaktyki spiralnej, albo fala uderzeniowa wybuchu pobliskiej gwiazdy super- czy hipernowej.

I właśnie wtedy, w „gwiezdnej kołysce” zachodzi grawitacyjny kolaps, to znaczy gwałtowny skurcz. Pyłowo-gazowy obłok rozpada się na mniejsze fragmenty, zgęstki, z których część zachowuje obłoczną strukturę, ale niektóre – te najmniejsze o masie <100 mS (mas słonecznych) mogą uformować się w gwiazdy. Gaz w tych najmniejszych zgęstkach  nagrzewa się w miarę skurczania się i rezultacie zamienia się w protogwiazdę o dużej gęstości.

 Diagram H-R

I co dalej?


Przekształcenie się protogwiazdy w gwiazdę zależy od tego, jak wysoką będzie temperatura w jej jądrze. Jeżeli temperatura dosięgnie np. 10.000.000 K, to w jej jądrze rozpocznie się synteza termojądrowa – przekształcenia się wodoru w hel. W środku nowonarodzonej gwiazdy panuje hydrostatyczna równowaga i przerwany jest dalszy skurcz grawitacyjny. Gwiazda stanie się stabilną i zacznie świecić.

[Reakcja syntezy termojądrowej w gwiezdnym „piecu” następuje według następujących schematów (wg Wikipedii):
1.    n + νe => 1H + e-
Gdzie n to neutron, νe to neutrino, 1H to proton (jądro atomu wodoru), a e- to elektron. Proces ten jest konsekwencją oddziaływań słabych (wymiany bozonu W). Podczas syntezy następuje odwrotny rozpad β (szybki antyelektron czyli pozytron):
2.    1H => n + e+ + νe
Reakcja ta, jako konsekwencja oddziaływań słabych, jest bardzo powolna. Powoduje to, że gwiazdy świecą długo, a nie spalają się w jednej chwili, lecz w ciągu milionów czy miliardów lat. W wyniku tej reakcji i w wyniku oddziaływania jądrowego tworzy się deuter czyli 2H lub D – izotop wodoru z dwoma nukleonami w jądrze:
3.    1H + 1H => 2H + e+ + νe
Reakcja ta jest niezmiernie wolna. Następna reakcja:
4.    1H + 2H => 3He + γ
prowadzi do powstania izotopu helu i kwantu gamma, po którym następuje fuzja dwóch jąder helu:
5.    3He + 3He => 4He + 2p
Opisany powyżej ciąg reakcji jądrowych zwany jest cyklem wodorowym. W pojedynczym cyklu tworzenia 1 jądra helu z 4 protonów emitowane jest 26,7 MeV energii i jest to główne źródło energii gwiazd. Część energii jest tracona przez uchodzące neutrina (1,6 MeV) – uwaga tłum.] 

Z biegiem czasu wokół gwiazdy powstaną planety, a na planetach może powstać życie. 

Ale bywa inaczej. Bywają także gwiazdy, które narodziły się „martwe”. Jeżeli temperatura w jadrze nie „dociągnie” do temperatury syntezy termojądrowej, to gwiazda stanie się brązowym karłem (o klasie widmowej M (ciemnoczerwony), L, T i Y (ciemnobrązowy, niemal czarny) – przyp. tłum.) i bardzo szybko – w ciągu kilkudziesięciu milionów lat – umierają. Gasną, zanim zdążą się rozpalić… na szczęście nasze Słońce należy do pierwszej grupy i jemu jest sądzone długie (choć nie nieskończone) gwiezdne życie. 

[Kwestia istnienia brązowych karłów jest niezmiernie interesująca i w najbliższym czasie zapoznam Czytelników z artykułem Iana ONeilla o najzimniejszym z nich, na którym być może już istnieje życie organiczne – a przynajmniej termofilne bakterie znane nam z terenów wulkanicznych oraz abysalnych „kominów palaczy” w głębinach Wszechoceanu – uwaga tłum.]

Eksplozja Supernowej i...


„Inżynier” w fabryce?


Astrofizycy oceniają wiek Słońca na 5 mld lat. według analogii z życiem człowieka, Słońce już wyszło z wieku młodzieńczego, ale do starości mu jeszcze daleko. Jest już w wieku dojrzałym. 

Należy powiedzieć, że w światowej „gwiezdnej hierarchii” Słońce zajmuje położenie całkowicie średnie – już to ze względu na masę, już to ze względu na światło siłę, już to ze względu na położenie. I znów korzystając z analogii z ludzkim życiem – można powiedzieć, że pracuje on jako zwykły inżynier w jakiej tam zwyczajnej rosyjskiej fabryce.

Mówiąc nawiasem, podobnie jest z analogia do położenia Słońca pomiędzy dwoma ramionami: Strzelca (dokładniej w Ramieniu Lokalnym zwanym Ramieniem Oriona – przyp. tłum.) i Ramieniem Perseusza w Galaktyce Mlecznej Drogi w odległości 32.660 ly (25-28 tys. ly – przyp. tłum.) od jej Centrum.

„Gwiezdna hierarchia” dla astrofizyków to jest Diagram Hertzsprunga-Russela (Diagram H-R), ukazujący zależność jasności gwiazdy od jej koloru i temperatury powierzchni. Jak widzimy, Słońce znajduje się gdzieś pośrodku tzw. „ciągu głównego” gwiazd, w którym znajduje się większość znanych nam gwiazd. Ot, takie sobie zwyczajne, szeregowe świecidełko o klasie widmowej G, nie całkiem karzeł, ale i nie gigant.


Plamy na twarzy Słońca


5 mld lat nieprzerwanej syntezy termojądrowej doprowadziło do tego, że 40% wodoru we wnętrzu Słońca już przekształciło się w hel. Powierzchnia słońca powoli, ale stopniowo ostyga – dzisiaj jej temperatura wynosi ok. 6000 K, co stanowi tysiące razy mniejszą temperaturę od temperatury jego jądra i tysiące razy większą od temperatury najcieplejszych zakątków Ziemi. I podobnie jak skóra na twarzy człowieka z czasem pokrywa się plamami i zmarszczkami, tak „twarz” Słońca pokrywa się plamami. Natura słonecznych plam nie jest do końca zbadana, zakłada się, że są to strefy o niższej temperaturze w fotosferze Słońca i własnymi polami magnetycznymi. 

Co stanie się ze Słońcem i Układem Słonecznym, kiedy w jego wnętrzu wypali się cały wodór? Czy skończy ono swe dni w czarnym mrozie kosmicznym, czy na odwrót – skończy w błysku niewyobrażalnie jasnego płomienia? I co najważniejsze dla nas, żyjących teraz – kiedy to może się stać?

...jej efekt - Mgławica Krab, M-1, po SN-1054

Starość i śmierć


Uspokoimy Czytelników – zgodnie z wszystkimi astrofizycznymi teoriami, nastąpi to bardzo, ale to bardzo późno. Za setki milionów, a może nawet miliardy lat, które oddziałają nas od tego wydarzenia, wiec Ludzkość bez wątpienia znajdzie sposób ratunku. Dlatego te wszystkie pytania o przyszłość Słońca mają jedynie wartość akademickiego ćwiczenia. 

Teraz rozpatrzymy najpopularniejsze wśród astrofizyków scenariusze końca świata.

W ciągu 1-2 mld lat Słońce zacznie się „starzeć”. Głównego „paliwa” termojądrowego – wodoru – będzie stawało się coraz mniej, i Słońce wskutek naruszenia równowagi hydrostatycznej będzie początkowo się powiększać w swych rozmiarach. Z przeciętnego świecidełka z Głównego Ciągu przekształci się w czerwonego olbrzyma o rozmiarach równych orbicie Merkurego. 

Pozostałe bliskie Słońcu planety: Wenus, Ziemia, Mars przekształcą się w bezwodne i pozbawione życia kamienne kule. Języki korono sfery będą lizać powierzchnię Ziemi, a jego plazma będzie hamować jej ruch, co z kolei spowoduje, że jej orbita z kołowej zmieni się w spiralną. Być może, Ziemia w końcu wpadnie na Słońce, a być może nie, bowiem czerwone olbrzymy żyją bardzo krótko – jakieś 100-200 mln lat. W tym czasie ostatnie atomy wodoru zamienia się w hel, ten cykl przemian termojądrowych się zakończy i rozdęte Słońce zacznie powoli klęsnąć – zapadać się w głąb siebie… 

Kolaps grawitacyjny przebiega bardzo szybko, i w czasie kilku miesięcy Słońce zamieni się w gwiazdkę o rozmiarach Ziemi, ale bardzo jasnego białego karła. Zaś po kilkunastu milionach lat, stanie się on czarnym karłem – supergęstym i ostatecznie „martwym” obiektem kosmicznym, które tylko swą masą i siłą grawitacji przypominające dawne źródło światła.
 

Inny scenariusz


Jednakże wszystko może przebiegać inaczej. Jak człowiek umiera czasami przed czasem z powodu choroby czy wypadku, tak i nasze Słońce może nie dożyć do odmierzonej dla niego granicy. Takim tragicznym dla gwiazdy wydarzeniem może stać się wybuch jej jako Supernowej.    

Przekształcenie Słońca w Supernową nie jest możliwe ze względu na jego małą masę ale tym niemniej jest to możliwe. (Słońce znajduje się poza tzw. granicą Chandrasekhara, która wynosi 1,44 Ms – a zatem nie grozi mu przemiana w Supernową – przyp. tłum.)

Rzecz w tym, że pomimo wypalenia się wodoru w hel, we wnętrzu gwiazdy mogą mieć miejsce kolejne reakcje termojądrowe. Kiedy (i jeżeli!) zgromadzona w jądrze masa helu stanie się dostatecznie duża, to jądro nie wytrzyma swej masy i zaczyna się kurczyć grawitacyjnie, a temperatura i ciśnienie mogą zapoczątkować kolejna przemianę – helu w węgiel. Ciąg przemian termojądrowych będzie wyglądał tak:

H => He => C => O => Si => Fe

Oczywiście każda przemiana będzie wydzielać kolosalne ilości energii.

Podobnie jak w przypadku nowotworu, we wnętrzu takiej gwiazdy pojawia się nowe żelazne jądro. I będzie ono rosło do tego czasu, aż rosnąca grawitacja nie załamie struktur wszystkich atomów. Powłoki elektronowe atomów runą na ich jądra, przekształcając protony w neutrony. Samo jadro gwiazdy zmniejszy się milion razy, a pomiędzy nim a atmosferą gwiazdy pojawi się strefa próżni, do której wpadną warstwy zewnętrzne rozgrzewając się do superwysokich temperatur. 

Tylko nie będzie gdzie spadać, bo neutronowe jądro odrzuci zewnętrzne warstwy jak rakieta tenisisty odbija piłeczkę. 

I wtedy odbite warstwy eksplodują, a gwiazda przekształci się w Supernową.
Jeżeli coś takiego stanie się z naszym Słońcem, to w czasie kilku miesięcy będzie ono wypromieniowało w każdej sekundzie tyle energii, ile wyemitowałoby ono w czasie 10.000 lat. I jakieś istoty rozumne obserwujące Układ Słoneczny z bezpiecznej odległości – gdzieś w Mgławicy Andromedy – będą obserwować pojawienie się jasno świecącego obiektu na ich niebie. 

[Należy tutaj dodać, że w tym czasie M-31 będzie coraz bliżej Galaktyki i w czasie 2-3 mld lat zderzy się z Drogą Mleczną, dlatego to widowisko byłoby jeszcze bardziej spektakularne! – uwaga tłum.]

A być może, będą to nie tylko istoty rozumne, ale nasi potomkowie. No bo w przypadku mało wiarygodnego zdarzenia przekształcenia się Słońca w Supernową, to będą mieli oni dostatecznie dużo czasu, całe dziesiątki milionów lat, żeby znaleźć dla siebie nowe światy i dotrzeć do nich.


Tekst i ilustracje – „Tajny XX wieka” nr 32/2015, ss. 4-5
Przekład z j. rosyjskiego – Robert K. Leśniakiewicz © 

czwartek, 3 marca 2016

Wieści z foczej porodówki




Oceanografia Ani


 Elżbieta Kowalska


Uprzejmie donoszę - to wpisy strony "fokarium" z FB wraz ze zdjęciami:

                                                            Omułek, ciekawiec świata

1.Starsze tegoroczne szczenięta również mają się bardzo dobrze. Omułek jest bardzo ciekawy świata. Już dwukrotnie uciekł z porodówki. Natomiast Ostoja dba o masę - od dnia urodzin (28.02) do dziś przytyła 4,1 kg (z 14,8 do 18,9 kg).

                                                                   Oceanografia

2.Przedstawiamy Wam Oceanografię - córkę Ani. Przyszła na świat 2.03.2016 o 0:27. Waży 16,3 kg i mierzy 117 cm. Poród był sprawny i szybki. Oceanografia od pierwszych chwil życia jest bardzo żywotna i ciekawa otaczającego świata.

                                                              Ostoja i Ewa

A tego uciekiniera osobiście widziałam jak przełaził przez kamienne ogrodzenie. Raz z porodówki do porodówki, a drugi poza, na "otwarty" rewir. Mało tego cały czas kombinuje jakby tu dać dyla...


Fot. Paulina Bednarek

środa, 2 marca 2016

Trzeci foczy szczeniaczek na Helu!




Do Omułka i Ostoi w dniu dzisiejszym dołączył kolejny foczy szczeniaczek. Jego szczęśliwą mamą jest foka Ania. W tej chwili czekamy na kolejne narodziny, których autorką będzie foka Agata.

Życzymy maluchom samych tłustych śledzi!  

Pogodowe podsumowanie zimy 2015/2016




Pogoda, Przyroda & Jordanoviana: Pogodowe podsumowanie zimy 2015/2016: Zima z przełomu lat 2015/16 charakteryzowała się dużą dynamiką pogody i – zgodnie z zapowiedziami – była raczej łagodna.Omówienie pogody w czasie trzech miesięcy klimatologicznej zimy.

wtorek, 1 marca 2016

Hyperborea – Raj na Biegunie Północnym





Wadim Ilin


W latach 50., uczeni wyjaśnili, że około 10.000 lat temu przodkowie Inuitów naraz „przejechali” do Grenlandii z Azji Środkowej, Mongolii i Cejlonu. Według legendy, przewiozły ich tam ogromne żelazne ptaki. 

Daleka Północ, Zapolarie. Wieczna zmarzlina, żadnej roślinności, okrutne mrozy w zimie w długie polarne noce, kiedy to przez długie dni Słońce w ogóle nie pojawia się na niebie… Czy w takich niesprzyjających warunkach powstać mogła jakaś cywilizacja, nawet w bardzo dawnych czasach? Na pierwszy rzut oka wydawałoby się, że nie. Ale nie spieszmy się z wywodami i wnioskami.


Mieszkający za Boreą


W mitologii greckiej Hyperborea/Hiperborea, to ziemia na północnym skraju świata, w której zamieszkiwali Hyperborejowie (czy też Hyperborejczycy), naród, który pozostawał pod szczególna opieką i błogosławieństwem boga Apollina – opiekuna i patrona jasnowidztwa, wróżb i sztuk wszelakich, który przybywał do nich w czasie zimy ze swego sanktuarium w Delfach. 

Wiele mitów mówi o prorokach i jasnowidzach z Hyperborei założycielach świątyń i wyroczni Apolla. Spośród nich szczególnie wyróżniał się Abaris, odróżniający się od swoich „kolegów” tym, że nie potrzebował jedzenia i latała magicznej strzale, którą dostał był od samego Apollona. 

A co się zaś tyczy nazwy tego dziwnego narodu – Hyperborejczycy – to w dowolnym przekładzie z greki oznacza to „mieszkający dalej niż Boreasz”, no a Boreasz to w greckiej mitologii był bogiem północnego wiatru. 

Należy zauważyć, że poza mitami Antycznej Grecji, opisy północnej praojczyzny, z charakterystycznymi dla niej zorzami polarnymi, nocą polarną i polarnym dniem – co można znaleźć w takich tekstach, jak indyjska „Rigweda” i irańska „Avesta”, w tybetańskich i chińskich kronikach historycznych, w germańskich eposach i rosyjskich „bylinach”, a także w wielu mitach wszystkich narodów świata.


Ciepła Arktyka


Jednym z pierwszych uczonych, który spróbował dać naukowe uzasadnienie dla polarnej koncepcji powstania cywilizacji i światowych kultur był Jean Sylvain Bailly (1736-1793) znany francuski astronom i działacz społeczny w XVIII wieku. zbadawszy wszystkie dostępne dla niego informacje, doszedł on do wniosku, że podstawą dla wszystkich dawnych cywilizacji była jeszcze dawniejszy, nieznany bliżej (zagubiony) naród o wysokim poziomie cywilizacyjnym. I jeszcze Bailly wyraził pogląd, że te narody, które w jego czasach należały do południowych narodów, pierwotnie zamieszkiwały wyższe północne szerokości geograficzne.

W końcu XIX wieku, poglądy Bailly’ego podzielał rektor Uniwersytetu w Bostonie William Warren. W swej książce „Raj znaleziony na Biegunie Północnym” [“Paradise Found: the Cradle of the Human Race at the North Pole” (1885) – przyp. tłum.] na podstawie analizy obszernego materiału udowadnia, że wszystkie dawne opowieści o Edenie – ziemskim Raju – okazują się być jeno smutnymi wspomnieniami o istniejącej onegdaj błogosławionej ziemi, która znajdowała się na Dalekiej Północy.

[Należy tu wspomnieć także nasze małe polonicum tej dziwnej sprawy, a mianowicie opowiadanie J. J. Sękowskiego (1800-1858) pt. „Podróż uczona na Wyspę Niedźwiedzia” (1833), w którym opisuje on odkrycie istniejącej 11.000 lat temu supercywilizacji, która została starta z powierzchni Ziemi przez… - uwaga! - upadek komety! – który z kolei spowodował Potop Powszechny! Relacja ta była spisana na ścianach zrujnowanej budowli, która znajdować się miała na Wyspie Niedźwiedzia – gdzieś na N 73°03’ – E 126°07’. Analogia do Hyperborei czy nawet Atlantydy nasuwa się od razu… - uwaga tłum.]

Do współczesnych uczonych, wierzących w realne istnienie w dalekiej Przeszłości tak samej Hyperborei jak i wysokorozwiniętej cywilizacji w tym kraju, należy nasz rodak zmarły w 2006 roku, badacz Północy, dr Walerij Nikiticz Diemin Ph.D. Wedle jego poglądów, Hyperborea znajdowała się na tych ziemiach, które przyjęto nazywać Rosyjską Północą i być może jeszcze dalej – na Biegunie Północnym. Ponadto uczony ten był przekonanym, że Hyperborea była praojczyzną całej Ludzkości.

Podstawą do tych stwierdzeń były wspomniane tutaj mity i kroniki pisane wszystkich narodów świata, w tym i źródła ruskie.

- Mam podstawę sądzić pisał on – że wcześniej za Kręgiem Polarnym było o wiele cieplej. Rosyjscy oceanografowie ustalili, że 17-30 tys. lat temu klimat Arktyki był łagodny, zaś Północny Ocean Lodowaty był o wiele cieplejszy. Takie także są wnioski uczonych kanadyjskich i amerykańskich. Według nich, w czasie tzw. Zlodowacenia Wisconsin, około 70.000 lat temu, w centrum Północnego Oceanu Lodowatego znajdowała się strefa umiarkowanego klimatu.

Według poglądów Walerija Diemina okres istnienia wysokorozwiniętej cywilizacji Hyperborei był 15-20 tys. lat temu i miała ona aparaty latające. I właśnie dlatego święte księgi wielu narodów opowiadają o kontaktach z „niebieskimi przybyszami”. Tubylcy przyjmowali latających Hyperborejczyków jako bogów czy półbogów. 

 

Nieudane ekspedycje

 

Zrozumiałym jest, że kierując się podanymi wyżej przesłankami, poszukiwanie śladów Hyperborei miało sens na rosyjskiej i amerykańskiej Północy, na wyspach i archipelagach Północnego Oceanu Lodowatego, na szelfie oceanicznym, na dnie niektórych mórz i jezior. Większość takich stref poszukiwań znajduje się na terytorium Rosji. Istnieje założenie, że część lądu (być może ta największa) na której rozpościerała się Hyperborea, poszła pod wodę. Na to właśnie wskazuje następujący fakt:

Na jednej ze swych map, znany flamandzki kartograf Gerald Mercator (1512-1594), pokazał w rejonie Bieguna Północnego ogromny kontynent – archipelag kilku wysp przedzielonych rzekami. Przede wszystkim ów ląd odrysował on z jeszcze dawniejszej mapy, o czym napisał w jednym ze swych listów z 1580 roku.

[Podobnie rzecz się miała ze słynnymi mapami tureckiego admirała Piri – właściwie Piriego Ibn Hadżi Memmeta (1465-1553), który w 1513 roku wydał atlas map, które ponoć były przerysowane z starych map z czasów Aleksandra Macedońskiego – uwaga tłum.]

W Rosji w czasach Michaiła Łomonosowa (1711-1765) i carycy Katarzyny II (1729-1796) zorganizowano dwie ekspedycje na Północ z tajnym zadaniem dotarcia w rejon Bieguna Północnego i znalezienia tam Hyperborei. Obie ekspedycje były zatrzymane przez nieprzebyte lody. 

 




 

„Szpieg” zlikwidowany!

 

W czasach ZSRR, w 1922 roku na poszukiwania śladów Hyperborei w głuchych rejonach Półwyspu Kolskiego poszła ekspedycja pod kierownictwem Aleksandra Wasiliewicza Barczenki – okultysty, badacza telepatii i hipnotyzera, a tak nawiasem mówiąc – współpracownika Szczególnego Oddziału Specjalnego OGPU. 

 

[Losy tej ekspedycji opisano w artykule D. Sokołowa – „Północna Szamballa: ziemia nieznana” – zob. http://wszechocean.blogspot.com/2013/01/ponocna-szamballa-ziemia-nieznana.htm - uwaga tłum.]

Uczestnicy ekspedycji przebadali rejon Siejdoziera – N 67°27’03” – E 034°35’40”, znajdującego się w tundrze Łowozierskiej, pośrodku masywu górskiego na wysokości 189 m n.p.m. Miejsce to nazywa się tradycyjnie Rosyjską Laplandią. 

 

Jezioro to otoczone jest z trzech stron stromymi skałami i wierzchołkami. Jego nazwa w języku Saamów – rdzennych mieszkańców tego regionu – oznacza tyle co „jezioro górskich duchów” i było ono święte dla okolicznych mieszkańców.

 

 No i na brzegu jeziora, członkowie ekspedycji znaleźli naskalny rysunek człowieka z rozkrzyżowanymi rękami. Tam tez znaleziono ociosane granitowe bałwany, a także wybrukowane odcinki brzegu, podobne do dawnej drogi. A jeszcze było tam tajemnicze wejście, prowadzące do wnętrza ziemi, ale tam żaden z badaczy się nie spuścił, bo wszystkich ogarnął jakiś nieuzasadniony niczym strach.

Tak mówi oficjalna wersja. Jednakże jest domniemanie, że Barczenko odważył się zejść pod ziemię i znalazł tam coś bardzo ważnego. Tak czy inaczej, informacje o tej ekspedycji zostały utajnione, a potem zniszczone. Samego Barczenkę zlikwidowano jeszcze wcześniej: w kwietniu 1923 roku rozstrzelano go „za szpiegostwo”…

 

Zagadkowe znaleziska

 

Niejednokrotnie potem organizowano ekspedycje do Hyperborei i w naszych czasach dziewięć z nich prowadził Walerij Diemin. Szczególnie owocna stała się ekspedycja z 2001 roku, która udała się w rejon tegoż Siejdoziera. Pod dnem tego jeziora odkryto tunel zapchany iłem, a w przybrzeżnych górach po obu jego końcach – wewnętrzne pustki. Według poglądów geologów – naturalne powstanie takiej formacji jest niemożliwe. A bita droga znaleziona jeszcze przez Barczenkę okazała się być kamienna kładką, która zanurzała się na półtora metra pod ziemię. Nie jest wykluczone, że było to coś w rodzaju instalacji obronnych. A na dodatek znaleziono tam także kilka piramid, które były podobne do kurhanów, które do tego miały zupełnie płaskie wierzchołki – na których znajdowały się zupełnie płaskie powierzchnie. Znaleziono tam także resztki fundamentów, kamienne bloki o regularnych kształtach i przewrócone kolumny. Badając próbki odbite od bloków oceniono, że obrabiano je co najmniej 12.000 lat temu.

[Do tychże znalezisk należałoby dodać także niezwykły kamienny dysk znajdujący się w głębinach Bałtyku w Zatoce Botnickiej – na N 60°49’33” – E 019°47’45”. zob. - http://wszechocean.blogspot.com/2015/09/tajemnice-monumentu-z-morza-batyckiego.html. Hipoteza o jego „ziemskim” pochodzeniu jest o wiele bardziej wiarygodna, niż majaczenia co bardziej nawiedzonych „ufologów” i innych mistyków - uwaga tłum.]

Wszystkie te znaleziska pasują do przekazów zawartych w starych tekstach mówiących o takich wydarzeniach, które mają związek z Hyperboreą i potwierdzają hipotezę o tym, że Dalekiej Północy, szczególnie na terytorium Rosji, jakieś 12-14 tys. lat temu, rzeczywiście istniała wysokorozwinięta cywilizacja.

[A czemuż by nie? Rosyjska Północ jest wciąż mało spenetrowana i poszukiwania powinny być prowadzone. A tak nawiasem, to godzi się tu wspomnieć, że Hiperborejczyków poszukiwali także niemieccy pseudonaukowcy z SS, należący do stowarzyszenia Ahnenerbe, którzy współpracowali w tym zakresie także z naukowcami radzieckimi – że wspomnę tylko wspólny lot niemieckim sterowcem LZ-127 nad radziecką Północą. Teraz jest zupełnie zrozumiałe, czego naprawdę szukali Niemcy z Rosjanami w 1931 roku nad radziecką Arktyką… (zob. - http://wszechocean.blogspot.com/2013/10/fantomy-bieguna-ponocnego.html). Poza tym do radzieckiej Arktyki Niemcy chcieli się dobrać jeszcze w sierpniu 1942 roku w ramach Operacji Wunderland. Jej oficjalnym celem było topienie alianckich konwojów na Morzu Barentsa i Karskim oraz paraliżowanie tam radzieckiej żeglugi. Operacja ta zakończyła się fiaskiem. Zatopiono jedynie radziecki lodołamacz SS Aleksandr Sibiriakow. Niemiecki rajder - krążownik Admirał Scheer został uszkodzony w czasie pojedynku artyleryjskiego z radziecką baterią nabrzeżną (zainkasował kilka pocisków kalibru 152 mm) i uszkodzony musiał przerwać operację. Interesujące jest pytanie, czy Admirał Scheer miał do wykonania tylko to zadanie, czy nie było ono przykrywką dla jeszcze jednego – mającego związek z poszukiwaniem Hiperborejczyków? Samo kodowe nazwanie tej operacji – Wundeland Kraina Cudów sugeruje założoną przeze mnie możliwość, że szukano Hyperborei oraz drogi do Agharty i Hiperborejczyków-Arartyjczyków, którzy pomogliby Hitlerowi wygrać II Wojnę Światową - uwaga tłum.]  

 

Tekst i ilustracje – „Tajny XX wieka”, nr 32/2015, ss. 18-19

Przekład z j. rosyjskiego – Robert K. Leśniakiewicz ©