Powered By Blogger

wtorek, 30 czerwca 2026

CE3 w Cheschire

 


Salil Rachid

 

Pewnego dnia w sierpniu 1976 roku trójka dzieci spędzała czas w lesistej krainie niedaleko linii kolejowych w spokojnej wiejskiej okolicy w angielskim hrabstwie Cheshire. Kiedyś dzieci bawiły się w malutkiej chacie zbudowanej przez sąsiada wśród trawy i drzew, a była to codzienna przystań ich przygód.

Tego dnia Suzanne wróciła do domku, aby zrobić koktajle, podczas gdy jej brat John i jego przyjaciel zostali poza domem. Gdy szli w pobliżu krzaków, ich uwagę przykuło nagłe błyskanie srebra, a następnie dziwny trzask, który wyglądał, jakby dochodził zza drzew. I nie szukali źródła dźwięku, dopóki nie zobaczyły, jak z gałęzi powoli wyłania się dziwna osoba.

Mężczyzna miał na sobie błyszczący srebrny garnitur, który pokrywał całe jego ciało, długi blond włosy i krótką siwą brodę. Ale najbardziej zaskoczyło dwójkę dzieci to to, że nie wydawało się, że normalnie stał na ziemi, ale unosił się nad nią na niewielkiej wysokości. Chłopcy stali w miejscu, oglądając scenę, nie mogąc przyjąć do wiadomości tego, co zobaczyli, zanim mężczyzna nagle zniknął im sprzed oczu bez żadnego ruchu i dźwięku.

Tymczasem Susan była w domku, nie wiedziała nic o tym, co się stało. Kiedy usłyszała lekki ruch za drewnianą ścianą, podeszła do okna, żeby spojrzeć na zewnątrz. Tam zobaczyła samego mężczyznę stojącego w bardzo krótkiej odległości od niej. Nie patrzył na nią bezpośrednio, ale wydawał się być zajęty czymś dziwnym. Wyjął zza paska małą łopatkę i pochylił się ku ziemi, następnie zaczął zbierać próbki ziemi i wkładać je do wielu przezroczystych woreczków.

Susan obserwowała go przez kilka sekund, gdy poczuła strach. Scena była tak dziwna, że nie mogła zrozumieć, co on robi i dlaczego tam jest. Kiedy jej napięcie wzrosło, usłyszała wołanie brata. Prawie w tym samym momencie mężczyzna po prostu zniknął, jakby nigdy nie istniał od samego początku.

Po tym, jak trójka dzieci zebrała się i wymieniła się tym, co zobaczyły, postanowiły poszukać Obcego. Ostrożnie przeszli przez pustą ziemię, spodziewając się znaleźć po niej jakikolwiek ślad, ale zaskoczeniem było to, że znów ujrzeli go na pobliskim polu. Wciąż wykonywał tę samą pracę, schylając się o ziemię, jakby zbierał więcej próbek.

Stopniowo dzieci zbliżyły się do niego bez zauważenia. Im mniejsza odległość między nimi, tym bardziej ciekawi były, kim on jest. Ale zanim zdążyli do niego dotrzeć, zdarzyło się coś dziwniejszego niż kiedykolwiek. Mężczyzna wyglądał, jakby ląduje wewnątrz samej ziemi, a następnie zniknął całkowicie w ciągu kilku sekund.

Kiedy dzieci gapiły się na miejsce, w którym zniknął, zobaczyły dziwny obiekt wynoszący się z miejsca. Opisano to jako szary metalowy korpus podobny do srebra, przypominający płytę lub płytę. Wyglądało na solidne i ciężkie, z ciemnymi, okrągłymi otworami wyglądającymi jak okna. Obiekt powoli wznosił się na szczyt, a następnie wspinał się dalej, aż znikł daleko w niebie.

Później dzieci podały podobne opisy tajemniczego człowieka. Obliczyły jego wzrost w porównaniu do wzrostu normalnego dorosłego mężczyzny, potwierdzając, że nosił srebrny jednoczęściowy garnitur w rękawiczkach i grube czarne buty. Opisali też jego skórę jako bardzo bladą, a jego oczy miały nietypowy wygląd jak kocie oczy.

Pomimo podobieństwa świadectw dzieci i dokładnych szczegółów, żadna strona nie mogła zweryfikować tożsamości mężczyzny ani zinterpretować obiektu widzianego opuszczającego miejsce zdarzenia. W ten sposób incydent zachował się wśród najdziwniejszych brytyjskich powieści o niewyjaśnionych obserwacjach w latach 70.

 

Moje 3 grosze

 

Od siebie chciałbym dodać tylko tyle, że Cheschire znajduje się u SW krańca łańcucha gór Pennine, które były swego czasu przedmiotem ufologicznego Projektu Pennine. Teren ten jest interesujący ze względu na dużą ilość obserwacji NOL-i, Bliskich Spotkań i niewyjaśnionych fenomenów φ (duchy, widma, istoty zmiennokształtne, itp.), a zatem historia ta wydaje się być wiarygodna.

Czy ma to coś wspólnego z Kotem z Cheschire z powieści Lewisa Carrola? On też tajemniczo pojawiał się i znikał…

Opracował - ©R.K.Fr. Sas - Leśniakiewicz

niedziela, 28 czerwca 2026

Ufokatastrofa nad Maury Island

 


Wg „Ovnis: Enquêtes & Révélations”

 

Incydent na Maury Island (1947): pierwsza wielka tajemnica współczesnej epoki UFO?

 

Na kilka dni przed aferą w Roswell, kolejne dziwne wydarzenie miało trwałe zapisać się w historii amerykańskiej ufologii. 21 czerwca 1947 roku Harold Dahl, członek Patrolu Portowego Tacoma w stanie Waszyngton, oświadczył, że zaobserwował sześć obiektów dyskoidalnych poruszających się nad Maury Island w Zatoce Puget Sound. Jego zeznanie jest dziś uważane za jedną z pierwszych wielkich opowieści współczesnej epoki UFO, ale również za jedną z najbardziej kontrowersyjnych.

Według Harolda Dahla, jeden z obiektów nagle napotkał problem mechaniczny. Urządzenie wyrzuciło znaczną ilość odłamków metalu, które spadły na jego łódź. Dahl twierdził, że te fragmenty uszkodziły jego łódź, zraniły jego małego syna i zabiły jego psa. Oświadczył również, że odzyskał kilka kawałków tego tajemniczego metalu, które następnie zwróciły uwagę władz wojskowych.

Sprawa nabrała jeszcze bardziej niepokojącego wymiaru, gdy Dahl powiedział, że następnego dnia odwiedził go mężczyzna ubrany w czarny garnitur. Bez pojawienia się, ten nieznajomy opisałby mu dokładnie to, co widział dzień wcześniej, zanim stanowczo zalecił mu, aby nigdy nie mówił o tej sprawie. Ta opowieść jest obecnie postrzegana przez wielu historyków ufologii jako jedna z pierwszych historii, która zainspirowała słynną legendę o MiB „Ludziach w Czerni”, ci tajemniczy mężczyźni w czerni, którzy rzekomo uciszyć świadków obserwacji UFO.

Armia Stanów Zjednoczonych postanowiła przyjrzeć się sprawie. Dwóch oficerów wywiadu, kapitan William Davidson i porucznik Frank Brown, zebrało kilka próbek przedstawionych jako szczątki Maury Island. Ale 1 sierpnia 1947 roku, gdy wracali do Kalifornii na pokładzie bombowca B-25, ich samolot rozbił się niedaleko Kelso w stanie Waszyngton, powodując śmierć obu śledczych. Ten dramatyczny wypadek przyczynił się do podsycenia spekulacji i trwałe wzmocnił tajemniczy charakter sprawy.

Jednakże śledztwo prowadzone przez FBI pod kierownictwem J. Edgar Hoover i armia amerykańska doszli do zupełnie innego wniosku. Śledczy uznali, że historia została ustawiona. Fragmenty metalu przekazane wojskowi zostały zidentyfikowane jako zwykłe pozostałości przemysłowe prawdopodobnie pochodzące z lokalnej odlewni. Wielu współczesnych naukowców uważa również, że Dahl i jego przełożony, Fred Crisman, stworzyli tę narrację w celu uzyskania nagrody finansowej lub zainteresowania mediów.

Pomimo tego oficjalnego wniosku, incydent na Maury Island zachowuje wyjątkowe miejsce w historii UFO. Łączy w nim wiele elementów współczesnej ufologii: obiekty dyskoidalne, domniemane szczątki, interwencja wojskowa, tragiczna śmierć śledczych i pojawienie się mitu „Ludzi w czerni” - MiB. Mimo, że większość historyków uważa dziś tę sprawę za oszustwo, jej wpływ na kulturę ufologiczną pozostaje znaczny i nadal podsyca debaty prawie osiemdziesiąt lat po faktach.

 

Moje 3 grosze

 

Sprawa nie jest taka prosta, jak podaje to autor tej notatki, bowiem po zbadaniu jej przez Johna A. Keela okazało się, że fakty wyglądały zupełnie inaczej. Otóż było tam 6 mniejszych pojazdów i 1 duży. Te sześć okrążyły większy, który eksplodował. Odłamki poleciały na łódź Dahla, raniły jego syna i zabiły psa. Potem Dahl był nawiedzany przez MiB-ów, którzy zmusili go do milczenie.

A potem było ciekawiej, bo okazało się, że to nie rozleciało się UFO, ale samolot transportowy Komisji Energii Atomowej (AEC) wożący radioaktywne popioły z zakładu przetwórstwa plutonu-240 w Hanford, WA nad Pacyfik, gdzie je zatapiano. Później okazało się, że topiono je w rejonie archipelagu Wysp Faralońskich (Faralon Is. CA), co podaję na odpowiedzialność dr. Jamesa Delgado, który zlokalizował tam także radioaktywny wrak lotniskowca USS Independence, który brał udział w operacji Crossroad na wyspach Bikini. Oczywiście to były lata Zimnej Wojny i na wszystko był  założony knebel i czapa.

Jak twierdzi John Keel, przewijający się w legendzie MiB-owie byli nikim innym jak agentami AEC usiłującymi zatrzeć ślady po tej katastrofie… I to wszystko. Prawdę powiedziawszy bardziej to przemawia do mnie, niż bajki o rozbitych UFO i tajemnicach w nich ukrytych. A jak wiadomo, nie ma lepszej przykrywki dla tajemnicy jak inna – jeszcze większa tajemnica. Taki jest jeden z aksjomatów działań wojny psychologicznej. NB, wpisuje się w to także ufokatastrofa w Roswell i na Spitzbergenie, o Laredo nawet nie wspominam, bo nie warto. Jestem zdania, że Amerykanie i Rosjanie wykorzystali każdą nadarzającą się okazję, by z byle niecodziennego wydarzenia zrobić światowy event z cyklu „Marsjanie lądują!”, no i o to właśnie im chodziło…

Opracował - ©R.K.Fr. Sas - Leśniakiewicz  

sobota, 27 czerwca 2026

CE0: Dwaj bracia i kosmiczni goście

 


Albert Rosales 

 

Lokalizacja: Lampientaipale, środkowa Finlandia,

Czas: lato 1975 roku.

Opis incydentu:

Kiedy mężczyzna (uczestniczący w innych spotkaniach) był dzieckiem, wraz z rodziną spędzał lato w swoim domku letniskowym niedaleko wioski Lampientaipale. Domek znajdował się na wsi niedaleko miasteczka Sounenjoki w środkowej Finlandii. W 2001 roku wspominał o kilku niewyjaśnionych zdarzeniach, których doświadczył wraz ze starszym bratem podczas wizyt na farmie w latach 70. XX wieku. Przez lata zapominał lub wypierał te wspomnienia, dotyczące UFO i spotkań z istotami z innych światów.

Tej konkretnej nocy, latem 1975 roku, spał z bratem w sypialni na piętrze ich domku letniskowego. Okno pokoju wychodziło na jez. Kolmisopen. Nagle obudził się w środku nocy. Nie wiedział, czy obudził go jakiś hałas, czy impuls elektryczny, ponieważ niebieskie światło (pruski błękit, bardzo intensywny niebieski kolor) wpadało do pokoju przez otwarte okno. W tym niebieskim świetle stał mężczyzna (!). Miał około 170 cm wzrostu (5,6 stopy), był bardzo szczupły i ciemnowłosy. Miał na sobie srebrno-niebieski mundur i prawdopodobnie również niebieski pas.

Tajemniczy mężczyzna zaczął unosić się z pokoju do pokoju na piętrze, niczym hologram. Chłopiec podążał za nim i rozumiał go telepatycznie, co oznaczało, że miał wewnętrzną wiedzę o tym, co mężczyzna mu powiedział. Mógł powiedzieć coś o „Orionie”. Pamiętał jednak również, że mężczyzna powiedział, że wymaże mu pamięć po tym, jak opowie mu o swojej rodzinnej planecie, i że pamięć chłopca będzie w „stanie uśpienia”, dopóki w pewnym momencie nie zostanie ponownie „aktywowana”.

Jego starszy brat siedział teraz na łóżku, patrząc na chłopca i mężczyznę. Nie był pewien, czy rozumie, co się dzieje. Mężczyzna powiedział im następnie, że inna grupa humanoidalna lub pozaziemska, którą widzieli w pobliżu srebrnego statku kosmicznego, dała mu pozwolenie na kontakt z dwoma braćmi i że wiele innych ras lub istot pozaziemskich również skontaktuje się z nimi później. Chłopiec szczególnie zapamiętał słowa mężczyzny „dzieci”, „edukacja” i „60.000”. Nie pamiętał, co oznaczało „60.000”. Mężczyzna i niebieskie światło zniknęli w ten sam sposób, w jaki się pojawili – z powrotem przez okno i w niebo nad stawem.

Mężczyzna później zrozumiał, że on i jego brat byli częścią grupy dzieci urodzonych w latach 60., które zostały wybrane do „wychowania”: podczas snu opowiadano im o różnych obcych rasach i życiu na innych planetach. Ich wspomnienia pozostawały w „uśpieniu”, aż nadszedł odpowiedni moment lub wydarzyło się coś, co spowodowało ich ujawnienie. Mężczyzna uważa, że ​​w jego przypadku w jakiś sposób przekonano go do podróży do Szwajcarii w listopadzie 2001 roku i wtedy właśnie niektóre z jego wspomnień zostały aktywowane.

Źródło: „Uforaportti” nr 15-16

Opracował - ©R.K.Fr. Sas - Leśniakiewicz

czwartek, 25 czerwca 2026

CE4X w Szkocji

 


Albert Rosales

 

Lokalizacja: Meigle, Strathmore, Szkocja

Data: Lato 1976

Godzina: 09:45 GMT

Opis incydentu:

Podczas gdy jej bracia i siostry poszli zbierać owoce, dziesięcioletnia Karen została w lesie. Idąc do lasu, obserwowała jasne, tęczowe światło na niebie, choć nie udowodniono żadnego związku z tym, co miało się wkrótce wydarzyć. Po wejściu do lasu Karen szła w dobrze jej znanym kierunku, aż dotarła do polany. Okolica była dziwnie cicha. Wszystkie odgłosy ptaków i zwierząt ucichły. Jedynym dźwiękiem, który odbijał się echem w lesie, był chrzęst suchych liści pod jej stopami. Nagle zobaczyła przed sobą grupę małych postaci, w sumie cztery, i w obliczu tej dziwnej grupy nie mogła się ruszyć. Była „zamrożona w miejscu”. Istoty zaczęły się do niej zbliżać, a kiedy to robiły, Karen zobaczyła nie tylko ich oczy, ale i, co bardziej niezwykłe, ich skóra miała niebieski kolor. Były małe, mniejsze nawet od 10-letniej Karen, prawdopodobnie nie sięgały jej nawet do ramion. A potem poczuła dotyk dłoni, zimnych i oślizgłych. Znikąd pojawiło się ogromne światło i następną rzeczą, jaką Karen mogła sobie wyobrazić, było leżenie na dużym, okrągłym stole, który wyglądał jak twardy metal, ale był miękki wokół niej, niemal jakby został dopasowany do konturów jej ciała. Istoty otaczały ją, zapewniając, że wszystko jest w porządku. Nie padło jednak ani jedno słowo.

Te istoty wyglądały jak ludzie, ale dostrzegła też wyższe istoty o niewiarygodnie cienkich ciałach, niczym patyczaki. Wierzy, że te małe istoty, które spotkała po raz pierwszy, mogły pracować dla tych wyższych kosmitów. Było ciemno, ale pamiętała światło świecące skądś. Do jej oczu wpuszczono krople, które na chwilę je sparaliżowały. Karen wspomina „urządzenie przypominające maszynę”, które okrywało ją od stóp do głów i wchodziło jej do ust. Mogło również badać jej nozdrza. W końcu Karen wróciła do miejsca, w którym rozpoczęła się jej tajemnicza podróż. Oszołomiona i wstrząśnięta, skierowała się do domu. Kiedy weszła do środka, doznała kolejnego szoku. Minęło ponad osiem godzin od jej wyjazdu na piknik. Jej przerażeni rodzice byli bliscy wezwania policji.

Dodatek HC

Źródło: Ron Halliday, UFO Scotland

Typ: G

Opracował - ©R.K.Fr. Sas – Leśniakiewicz

środa, 24 czerwca 2026

CE3 w Szwecji: Dziewczynka i Upiór

 

Albert Rosales

 

Nieujawnione miejsce w Szwecji, wiosna 1943 lub 1944.

W 1997 roku pewna kobieta zgłosiła zdarzenie, które miało miejsce, gdy miała trzy lub cztery lata. Nie była pewna, czy to był sen, czy wydarzyło się naprawdę, ale wspomnienie to towarzyszyło jej przez całe życie.

To była wojenna noc, spała na kanapie w kuchni, gdy obudził ją brzęczący dźwięk. Podciągnęła rolety do połowy i zobaczyła spadający na ziemię na dziedzińcu obiekt. Wyglądał jak wirujący bączek. Kiedy wylądował, otworzyła się klapa i wyszła z niej istota przypominająca komiksowego Upiora i pobiegła w stronę okna, przy którym siedziała.

Istota miała na sobie zielonkawo-szary kombinezon, kaptur i coś w rodzaju maski na oczach. Dziewczynka była przestraszona, zaczęła krzyczeć i musiała leżeć w łóżku z rodzicami przez resztę nocy. Opowiedziała o tym, co widziała, zaledwie kilka dni później. Pamiętała, że ​​mniej więcej w tym samym czasie, co incydent, oglądała komiksy o Upiorze. Czy wyobrażenie sobie tego lub marzenie o tym wpłynęło na nią, czy też wydarzyło się to naprawdę? Kobieta nie wie.

Źródło: Rapportnytt #3 1997

Opracował - ©R.K.Fr. Sas - Leśniakiewicz

wtorek, 23 czerwca 2026

Tajemnice Mariańskiej Czeladzi: Klasztor, w którym biali mnisi zniknęli pod ziemią

 


 

František Kovár

 

Mariánska Čeľaď  (Máriacsalád), ukryta w cichych lasach pomiędzy Podhájską a Veľkými Łowcami, to jedna z najbardziej spektakularnych, a zarazem najciemniejszych ruin na Słowacji. Niegdyś obfity klasztorny kompleks zakonu Paulinów - jedyny oryginalny węgierski zakon - przekształcił się w ciche rumowisko, który oddycha tajemnicą przez wieków. Opowieści o tym miejscu poruszają się na cienkiej linii pomiędzy rzeczywistością historyczną, folklorem i czystą mistyką, wciąż fascynują badaczy tajemniczości

 

Legenda o białych mnichach i zaginionych dziewczynach

 

Najbardziej znana i najbardziej przerażająca opowieść związana z Mariánską Czeladzią mówi o dziwnych zachowaniu lokalnych mnichów. Paulini nosili charakterystyczne białe habity z kapturem, przez co nazywano ich w okolicy „białymi mnichami”. Do tego zakonu często wchodzili drugorzędni lub bastardowie z rodów szlacheckich, którzy wnieśli ze sobą doczesne przyzwyczajenia i dumę. Według folkloru miejscowi mieszkańcy mnichów nie byli zbyt pobożni. W okolicznych wsiach młode dziewczyny i kobiety zaczęły tajemniczo znikać. Chýryas powiedział, że biali mnisi byli poddani grzesznym namiętnościom, porywali dziewczęta do klasztoru podziemnymi korytarzami.

Rzeczywistość historyczna daje jednak też inne, nie mniej dramatyczne wyjaśnienie. Okoliczne gęste lasy pełne były wówczas band wojowniczych - najbardziej znana była grupa przerażonego wojownika Klokocza, po którym jeden z pobliskich wąwozów nazywany jest jeszcze Klokočov jarok. Mówi się, że to były oszołomy, którzy przebrali się w białe szaty klasztorne, aby ułatwić swoje zbrodnie i obwiniać tych, których sami się bali lub chcieli skrzywdzić.

 

Labirynt ukryty pod ziemią

 

Z obecnością wojowników i samych zakonników ściśle związana jest największa zagadka archeologiczno-budowlana Marianskiej Czelady - rozległa sieć podziemnych korytarzy. Klasztor miał częściowo ufortyfikowany charakter, co było istotne zwłaszcza w czasie najazdów osmańskich w XVI i XVII stuleciu, kiedy mnisi musieli chociaż na chwilę opuścić kompleks.

Podziemne katakumby służyły jako drogi ucieczki i kryjówki dla skarbów. Według legend korytarze te były tak przestronne, że mógł przez nie przejechać jeździec, a nawet cały wóz, a mogły prowadzić do pobliskich miejscowości lub bardziej odległych obozów. W okolicznych lasach i polach do dziś pojawiają się tajemnicze dziury w ziemi, co świadczy o tym, że pod powierzchnią znajdują się stare przejścia i korytarze, choć ich dokładny zakres nigdy nie został w pełni poznany. Ponadto samych mnichów trzeba było pochować pod ziemią, a po kasacie zakonu przez  Józefa II w 1786 roku, według ustnego podania, należało tu ukryć cenne archiwum klasztorne.

 

Elitarny cel dla łowców duchów

 

Mariánska Čeľaď przeszła do historii po odejściu mnichów. Służyła jako polowy  lazaret w czasie wojen napoleońskich, później spłonęła po uderzeniu pioruna, a w XX wieku na przestrzeni stulecia jego lokale zamieniły się w własność państwową, szkołę, a nawet mieszkania. Od lat 70. przez lata pozostali ostatni stali mieszkańcy, miejsce zaczęło pustoszeć i stało się poszukiwanym celem dla poszukiwaczy zjawisk paranormalnych (fenomenów ψ).

Dziś to miejsce ma dość szczególny status w społeczności łowców duchów i jest uważane za jedno z najbardziej nawiedzonych miejsc na naszej mapie tajemnic. Ruiny klasztoru to dosłownie magnes na nocne wyprawy. Różne zespoły śledcze zebrały tutaj przez lata wiele materiałów, które budzą szacunek w kręgach miłośników nadprzyrodzonych. Na terenie dawnego kościoła i ciemnych, w połowie rozłożonych piwnic monitorowanych przez łowców duchów wrażliwymi urządzeniami, zaskakująco często doświadczają nietypowych anomalii.

Naukowcy zdołali udokumentować silne wahania elektromagnetyczne w miejscach, w których nie powstaje prąd, anomalie te często odpowiadają bezpośrednio na zadawane pytania. Wiele ścieżek dźwiękowych pozostało odizolowanych na nagraniach EVP – od szeptów i głębokich męskich głosów komunikujących się w starych językach (głosy Jurgensona). Oprócz klasycznych kul świetlnych (orbów) na zdjęciach udało się uchwycić również różne mgliste zjawiska, niejasne zarysy przypominające sylwetki w siedliskach mnichów czy dziwne cienie poruszające się niezależnie od prawdziwego źródła światła.

 

Duchy i dzwony o północy

 

Odwiedzający, którzy nocują w ruinach często opisują intensywne, niewyjaśnione zjawiska akustyczne. Mówią o odgłosach ciężkich kroków w miejscach, gdzie długo nie ma podłogi, ciche śpiewy czy modlitwy unoszące się z miejsc, gdzie kiedyś znajdował się ołtarz wspaniałego kościoła dwuwieżowego. Wśród najbardziej znanych współczesnych zjawisk jest tzw. legenda o dzwonach północnych stycznia - choć wieże kościelne już nie stoją i dzwony zostały im odebrane, to w ciche, mroźne noce, ich odległe, cudowne bicie podobno słychać z głębi lasu.

 

Wniosek

 

Dla każdego, kto próbuje odsłonić zasłonę pomiędzy naszym światem a tym, co nas przerasta, Mariánska Čeľaď to miejsce, gdzie ta granica jest niesamowicie cienka. Atmosfera, która panuje tam nocą, gdy otaczający las milczy, potwierdza tylko, że stare mury klasztoru niosą mocny energetyczny ślad przeszłości. Każdy upadły kamień i tajemniczy cień w ogrodzie Edenu opowiada historię, która wciąż czeka na pełne zrozumienie.

Opracował - ©R.K.Fr. Sas - Leśniakiewicz

poniedziałek, 22 czerwca 2026

CE4X w Larvik

 


Johan Harrison

 

Larvik, południowa Norwegia, zima 1984 lub 1985.

Świadek, który był dzieckiem zimą 1984 lub 1985 roku, pamiętał to zdarzenie, jakby wydarzyło się wczoraj. Jego rodzice budowali dom na obrzeżach Larviku. Byli tam i naprawiali różne rzeczy, a gdy zapadł wieczór, wracali do domu. Chłopiec chciał iść pieszo, ponieważ miał ze sobą swój skuter śnieżny, którym miał przejechać się w drodze powrotnej przez las. Rodzice wrócili samochodem do domu i pojechali inną, szerszą drogą.

Niebo było rozgwieżdżone, a wzdłuż drogi przez pierwsze 100 metrów stały latarnie uliczne, następnie droga skręciła w prawo i stała się kiepską leśną drogą, gdzie światła się skończyły. Kiedy chłopiec przeszedł kawałek ciemną, polną drogą, zauważył, że jasny promień światła podążał za nim tuż nad wierzchołkami drzew. Potem odwrócił się i zobaczył bardzo jasne, białe światło, które zbliżało się coraz bardziej. Poczuł też, jak robi się niesamowicie gorące. Zatrzymał się na środku drogi i nagle zobaczył metalowy dysk unoszący się bezpośrednio nad sobą. Miał jasne, białe światło od spodu i małą kopułę na górze. Światło prawie go oślepiło.

Chłopiec przypomniał sobie, jak obudził się w ciemnym pokoju z metalowym sufitem i podłogą. Leżał na gładkim i zimnym łóżku. Zauważył również, że nie jest sam i zobaczył trzy małe istoty stojące przy łóżku. Komunikowały się z nim za pomocą telepatii, czuł je w swojej głowie. W końcu jedna z nich powiedziała, że ​​czekają na Doktora. Wtedy przyszedł Doktor i wyglądał dokładnie tak samo jak pozostali trzej. Wkrótce miał metaliczny, błyszczący przedmiot nad twarzą/głową. Potem wszystko pociemniało.

Chłopiec nie miał pojęcia, jak dotarł do domu ani co się wydarzyło po drodze. Zazwyczaj droga przez las zajmowała mu około 20-25 minut, ale tym razem zajęło mu to 3 godziny. Jego rodzice martwili się, gdy przybył na miejsce i zastanawiali się, gdzie był, ale skłamał i nigdy nie powiedział im, co naprawdę się wydarzyło.

Źródło: UFO #1 /2020

Opracował - ©R.K.Fr. Sas - Leśniakiewicz

niedziela, 21 czerwca 2026

Zimowa pułapka Tribeču: Kiedy las zabierze Cię przez góry zamiast do domu

František Kovár

 

Sankowanie z dziećmi pod lasem brzmi jak idealna zimowa idylla. Jednak dla jednej rodziny z nitrianskiej Stredy ta niewinna podróż zamieniła się w koszmar, z którym musiała się zmierzyć nawet policja. Ta historia jest mrożącym świadectwem tego, jak Tribeč potrafi całkowicie przyćmić ludzki osąd i orientację.

 

Niezrozumiały kierunek

 

Kolega wybrał się z dwójką dzieci na sanki na łąki pod lasem koło Nitrianskiej Stredy. Jednak teren, który znał jak własną kieszeń, stał się dla niego fatalny w jednej chwili. Zamiast wrócić kilka metrów do domu do wioski, zrobił coś absolutnie niezrozumiałego. Zabrał dzieci i poszedł dokładnie w przeciwną stronę - głęboko w ciemny las, prosto w serce gór.

 

Noc pełna strachu

 

Kiedy nie wrócili i zrobiło się ciemno, jego przerażona żona natychmiast zaalarmowała władze i zgłosiła ich zaginięcie. Cała rodzina i przyjaciele obawiali się tego, co mogło się wydarzyć w mroźną noc. Godziny minęły a w lesie było cicho.

 


Rozmowa o północy ze Zlatna

 

Długo po północy nadszedł szokujący telefon. Dzwonił znajomy, ale nie z Nitrianskiej Stredy. Był we wsi Zlatno - po zupełnie przeciwnej stronie góry. Twierdził, że byli po prostu zbłądzeni. Nikt jednak nie potrafi zrozumieć, jak dorosły mężczyzna z dwójką małych dzieci mógł zimą przejść przez główny grzbiet Tribeča i przejść kilometrami w głębokim śniegu do zupełnie innej wsi, nie zdając sobie sprawy, że idzie w złym kierunku.

 

Czy Wy też doświadczyliście czegoś tajemniczego?

 

Ta historia napisana jest na podstawie prawdziwych świadectw osób, które doświadczyły niewyjaśnionych zjawisk w górach Tribeč.

Jeśli masz podobne doświadczenie, którym chciałbyś się podzielić, zapraszam do komentarza lub kontaktu na priv. Tajemnice Tribeca zasługują na wysłuchanie.

Opracował – ©R.K.Fr. Sas - Leśniakiewicz

sobota, 20 czerwca 2026

Martwa cisza pod Czarnym Zamkiem: Kiedy całe życie zniknęło z tribeckiego lasu

 


František Kovár

 

 Chodzę regularnie w góry a leśne dźwięki zazwyczaj mnie uspokajają. Szum liści, pękanie gałęzi czy śpiew ptaków dają poczucie bezpieczeństwa. Jednak to, czego doświadczyliśmy podczas wędrówki na Czarny Zamek, było ponad wszystko, co do tego czasu znałem w przyrodzie. Dzień, który miał być przyjemną podróżą, stał się jednym z najbardziej nieprzyjemnych doświadczeń w moim życiu.

 

Cisza, która boli w uszach

 

Ruszyliśmy od Zlatna w stronę ruin Czarnego Zamku. Początkowo wszystko było dobrze, ale po wejściu głębiej w las uderzyła mnie nagła i niespodziewana cisza. Nie była to jednak zwykła cisza, której doświadczasz, gdy się na chwilę zatrzymasz. To była absolutnie nienaturalna i ogłuszająca martwa cisza.

Po prostu nic. Ani jeden ptak nie śpiewał. Ani jeden jeleń nie przebiegł przez gęstwinę. Powietrze się nie poruszało, leśnej bestii nie pękła ani jedna gałązka. Cała góra wydawała się jakby w jednej sekundzie, całe życie się z niej wysysało i ktoś wcisnął przycisk "wycisz".

 

Dziwne znalezisko na leśnym szlaku

 

Im głębiej szliśmy, tym cięższe było uczucie. I wtedy zauważyliśmy. Na ziemi, bezpośrednio na leśnym szlaku i wokół leśnego leżały martwe robaki. To nie był jeden czy dwa kawałki. Były ich dziesiątki, rozrzuconych w kurzu.

Trochę dalej przyszedł jeszcze większy szok. Znaleźliśmy dwa martwe ptaki. Po prostu leżały w liściach, bez żadnych oznak zewnętrznych obrażeń i ataku drapieżników. Połączenie tej strasznej ciszy i martwej fauny wokół nas zaczęło mieć psychikę. W góry chodzę naprawdę często, ale tego jeszcze nie doświadczyłem. To było bardzo dziwne i nienaturalne. Potem powiedzieliśmy, że szybko wrócimy.

 

Ucieczka z martwej strefy

 

Od tamtej pory nie czuliśmy się dobrze. Z każdym krokiem, jaki robiliśmy, rósł lęk. Ta ogłuszająca cisza dosłownie popchnęła nas na ziemię i zmusiła do ciągłego rozglądania się dookoła. Choć nie działo się nic namacalnego, nasza podświadomość wyraźnie wskazywała nam, że coś jest nie tak z tym miejscem.

Gdyby chociaż ptaki śpiewały, to by się uspokoiło. Cóż, ta martwa strefa trwała zbyt długo. Cały czas podświadomie przyspieszaliśmy nasz krok, napędzany przez ciche wspólne lęki. Nie macie pojęcia, jak się cieszyłem, kiedy wreszcie wyszliśmy z tego lasu na otwartą przestrzeń i do cywilizacji. Nigdy nie zapomnę już wkrótce uczucia pustki w pobliżu Czarnego Zamku.

Czy Wy też doświadczyliście czegoś tajemniczego?

Ta historia napisana jest na podstawie prawdziwych świadectw osób, które doświadczyły niewyjaśnionych zjawisk w górach Tribeč.

Jeśli masz podobne doświadczenie, którym chciałbyś się podzielić, zapraszam do komentarza lub kontaktu na priv. Tajemnice Tribeca zasługują na wysłuchanie

-----------------------------------

Kochani, jeśli ten artykuł Was interesuje, zapraszam na moją platformę HeroHero (link w komentarzu). Znajdziecie tam wyjątkowy cykl artykułów "Tajemnicze plemię", oraz wiele więcej moich artykułów o zjawiskach paranormalnych, tajemnicach, duchowych, tajemnicach, legendach, historii, ale także o zdrowiu psychicznym czy Templariuszach na Słowacji Twoje wsparcie pozwala mi tworzyć te treści swobodnie i naprawdę dogłębnie. Dziękuję za wspólny spacer.

Opracował - ©R.K.Fr. Sas - Leśniakiewicz

piątek, 19 czerwca 2026

CE0X z dwiema BV w Wisconsin

 


 

Albert Rosales

 

Miejsce: Hartland, WI

Data: 1977

Godzina: 23:00 CDT

Opis incydentu:

Po dotarciu do domu, który znajdował się na osiedlu 1,5 mili za miastem, młody świadek udał się prosto do swojego pokoju, aby przygotować się do snu. Zaraz po tym, jak się położył, został nagle wciśnięty głęboko w materac, a głos nakazał mu „uspokoić się, a zostanie wypuszczony”. Po uwolnieniu usiadł i zobaczył dwie postacie stojące przed łóżkiem, odsłonięte jasnym światłem wpadającym przez okna. Wyglądały na kobiety, które bardzo spokojnie wyjaśniły, że jeśli nie będzie ich obserwował w świetle, „wszystko będzie dobrze”. Usiadły po obu stronach łóżka i zaczęły go uspokajać łagodnymi głosami i kojącymi pieszczotami pleców i ud. Łóżko było ustawione bokiem do okna, więc kobieta po jego lewej stronie była ciemną sylwetką, a ta po prawej była doskonale widoczna w świetle. Widział ich dłonie na swoich nogach i wydawały się one „sztuczne”, a nie typowe dla człowieka. Mógł bezpiecznie otworzyć oczy, patrząc w lewo, ale musiał je zamknąć, patrząc na kobietę po prawej stronie, zgodnie z instrukcją. Szybko zdał sobie sprawę, że ona go nie widzi, bo jego sylwetka rysowała się na tle światła, i spojrzał na nią. Pamięta, że ​​pomyślał, jaka jest piękna. Zdawała się nie zauważać, że ma otwarte oczy. Zapytał wtedy, czy może podejść do komody przy oknie i napić się wody ze stojącej tam szklanki, a one odpowiedziały, że może. Kiedy wyjrzał przez okno, zobaczył jasną kulę unoszącą się na zewnątrz. Wiedział, że nie ma żadnych źródeł światła, takich jak latarnie uliczne czy światła ogrodowe, ale wcale się tym nie przejął. Odwrócił się i zobaczył obie kobiety na swoim łóżku, obie piękne, ale jednocześnie jakoś nieznajome. Nagle ktoś złapał go za nogi, rzucił z powrotem na łóżko i ponownie wcisnął w materac. Rozgniewany męski głos powiedział im, że na nie patrzył, i nastąpiła jakaś sprzeczka. Najwyraźniej odeszli, a ciśnienie zostało uwolnione. Jego kot był obok niego, mrucząc, a światło zgasło. Radiobudzik wskazywał godzinę 04:30.

Dodatek do HC

Źródło: Bezpośrednia korespondencja ze świadkiem

Typ: E

Opracował - ©R.K.Fr. Sas - Leśniakiewicz

czwartek, 18 czerwca 2026

UFO-katastrofa w Kecksburgu, PA - cd.

 


Emile Kelly Gauthier  (THE UFO FILES GROUP)

 

Data: 9 grudnia 1965 r.

Lokalizacja: Kecksburg, Pensylwania, Stany Zjednoczone

„Obiekt wylądował w niewielkim miasteczku Kecksburg w Pensylwanii 9 grudnia 1965 r. Obserwowano go jako kulę ognia na niebie nad kilkoma stanami USA i Kanadą. Czterech świadków przedstawiło niezależne, potwierdzone opisy obiektu i jego lokalizacji w lasach Kecksburg. Dziesiątki innych opisują obecność wojska na miejscu katastrofy, odgrodzenie terenu oraz odzyskanie obiektu transportowanego przez wojskową ciężarówkę”.

Ilustracja autorstwa Charlesa Hanny (Stan Gordon Productions).

 

Klasyfikacja i cechy

 

Rodzaj sprawy/raportu: Sprawa główna

Klasyfikacja Hyneka:

Liczba świadków: Wielu

Cechy szczególne/Charakterystyka: Katastrofa/Odzyskanie

 

Więcej artykułów na temat tej sprawy

 

Kecksburg, 9 grudnia 1965 r.

Jenny Randles, „UFO: Odzyskiwanie informacji o katastrofach”, 1995

 

9 grudnia 1965 r. setki świadków w południowej Kanadzie, Michigan, Ohio i Pensylwanii obserwowało napowietrzną katastrofę UFO. W marcu 1966 r. naukowiec i badacz UFO Ivan Sanderson zebrał relacje różnych naocznych świadków.

 

Kontrowersje wokół katastrofy w Kecksburgu

 

Kim Opatka, „Latrobe Bulletin”, 6 maja 1989 r. (Latrobe, PA)

Niniejszy artykuł analizuje jeden z najgłośniejszych i najbardziej kontrowersyjnych incydentów w tym regionie, który przez niektórych nazywany jest meteorytem, ​​a przez innych statkiem kosmicznym, który rozbił się w Kecksburgu 9 grudnia 1965 r. Obiekt ten został po raz pierwszy zauważony, gdy przecinał niebo, a tysiące osób z Michigan i Nowego Jorku widziały jaskrawą kulę ognia, która pozostawiła za sobą smugę dymu widoczną przez około 20 minut po przelocie.

Badaczka wspierana przez kanał Sci Fi Channel pozywa NASA w związku z dokumentami dotyczącymi UFO

Associated Press, 6 grudnia 2003 r.

Badaczka wspierana przez kanał telewizji kablowej Sci Fi Channel planuje pozwać NASA o dokumenty, które – jak twierdzi – posiada agencja, dotyczące UFO, które rzekomo rozbiło się i zostało odzyskane przez pracowników rządowych w południowo-zachodniej Pensylwanii w 1965 roku.

 

Informacje o incydencie w Kecksburg

 

Leslie Kean, dyrektor ds. badań, Koalicja na rzecz Wolności Informacji

9 grudnia 1965 roku w pobliżu małego miasteczka Kecksburg w Pensylwanii wylądował obiekt. Został on zaobserwowany jako kula ognia na niebie nad kilkoma stanami USA i Kanadą.

Koalicja na rzecz Wolności Informacji – Wiadomości z kampanii

Informacje o pozwie CFI w sprawie uzyskania dokumentów rządowych dotyczących incydentu w Kecksburg.

 


„Incydent z UFO w Kecksburgu w Pensylwanii”

Stan Gordon

9 grudnia 1965 roku, około 64 kilometry od Pittsburgha, na terenach wiejskich w zachodniej Pensylwanii, miało miejsce zdarzenie, które do dziś pozostaje dla jednych kontrowersyjne, a dla innych tajemnicze. Wiele osób widziało wówczas świetlisty obiekt poruszający się po niebie. Media skupiły się na młodym chłopcu, który bawiąc się na dworze, powiedział, że widział obiekt spadający z nieba do pobliskiego lasu. Media śledziły jego historię, ponieważ pojawiły się liczne relacje innych osób, że obiekt latający był widziany nad dużym obszarem, w tym wiele relacji z okolic Pittsburgha. Oprócz policji, linie telefoniczne różnych gazet oraz stacji radiowych i telewizyjnych w Pittsburghu były zablokowane telefonami o obiekcie na niebie. Przypadkowo, autor Frank Edwards, autor popularnych książek o UFO, był gościem audycji radiowej KDKA w Pittsburghu tego wieczoru, prowadzonej przez nieżyjącego już Mike'a Levine'a. Podczas moich wieloletnich badań w tej sprawie, odnaleziono innych świadków, którzy widzieli, jak obiekt spadł do lasu tego dnia. Stwierdzono, że chwilę po upadku obiektu, niebieski dym uniósł się wśród drzew, ale szybko się rozwiał. Wiele osób twierdzi, że wojsko, w tym członkowie armii i sił powietrznych, zaczęło przybywać w okolice wioski Kecksburg w ciągu kilku godzin po zgłoszonym lądowaniu. Wieczorem reporterzy z licznych źródeł medialnych udali się do Kecksburg, aby zbadać zdarzenie. Teren wokół domniemanego miejsca uderzenia został ogrodzony, a w lesie prowadzono poszukiwania obiektu. Ani cywile, ani reporterzy nie byli w stanie zbliżyć się do miejsca, w którym obiekt rzekomo spadł. Setki widzów obserwowało zdarzenie z wąskiej wiejskiej drogi, która okrążała ten obszar, nieświadomych, że obiekt najwyraźniej spadł po przeciwnej stronie lasu.

W miarę upływu czasu tego wieczoru wiele osób wychodziło rozczarowanych, że nie widziało obiektu. Kilku ciekawskich próbowało zakraść się do lasu i później powiedziało mi, że zostali namierzeni przez wojsko. Późno w nocy inni twierdzą, że widzieli wojskowy ciągnik siodłowy z naczepą, przewożący duży, owinięty plandeką obiekt, który z dużą prędkością odjechał z tego miejsca. Reporterzy są jednymi z wielu świadków, którzy potwierdzają, że widzieli personel wojskowy w okolicy Kecksburga tej nocy. Na pierwszej stronie wydania okręgowego Greensburg, PA Tribune-Review z 10 grudnia 1965 roku widniały nagłówki „Niezidentyfikowany obiekt latający spada w pobliżu Kecksburga” i „Armia odcina się od terenu”. Jednak wydanie miejskie tej samej gazety tego samego dnia zamieściło nagłówek „Poszukiwacze nie znaleźli obiektu”. Oficjalnie poszukiwacze nie znaleźli żadnego obiektu w lesie. Sugerowano, że najbardziej prawdopodobnym wyjaśnieniem było to, że jasny obiekt na niebie był meteorem. Ale wieść, że wojsko zabrało coś z tego miejsca tej nocy, szybko rozeszła się po hrabstwie. Incydent w Kecksburgu przez lata pozostawał tematem lokalnych audycji radiowych, tak jak jest dziś. Z biegiem lat otrzymywałem różne relacje od źródeł, które twierdziły, że wiedzą o tym wydarzeniu. Wiele osób zaangażowanych w incydent, nawet dziś, pragnie pozostać anonimowych. Inni ujawnili się publicznie i podtrzymują swoje zeznania. Niektórzy spotkali się z atakami personalnymi i drwinami. Wielu ważnych świadków zmarło.

Teraz wiemy, że są osoby, które twierdzą, że poszły do ​​lasu tego grudniowego dnia w 1965 roku, przed przybyciem wojska, i natknęły się na duży metalowy obiekt w kształcie żołędzia, częściowo zakopany w ziemi. Urządzenie było na tyle duże, że mógł w nim stanąć mężczyzna. Obiekt miał brązowo-złoty kolor i wyglądał na jeden, solidny kawałek metalu, bez nitów ani szwów. Z tyłu żołędzia znajdowało się to, co świadek Jim Romansky nazywa strefą zderzenia.

W tym miejscu znajdowały się niezwykłe znaki, które według Romansky'ego przypominały starożytne egipskie hieroglify. Romansky, który przez wiele lat był mechanikiem, twierdzi, że sam obiekt wyglądał, jakby został wykonany z ciekłego metalu i wlany do dużej formy. Ponieważ obiekt został wbity w ziemię, jego dolna część była niewidoczna, ale to, co można było zobaczyć, wydawało się w pełni nienaruszone. Zmarły John Murphy był wówczas nowym dyrektorem radia WHJB w Greensburgu i prawdopodobnie był pierwszym reporterem na miejscu zdarzenia. Jego była żona twierdzi, że tego dnia utrzymywała z nim kontakt radiowy z miejsca zdarzenia i że powiedział jej, że zszedł do lasu i zobaczył obiekt. Różni informatorzy skontaktowali się ze mną z informacjami. Niektórzy z nich byli powiązani z wojskiem lub rządem i nie chcą na razie ujawniać swojej tożsamości. Oczekuje się, że niektóre informacje zostaną ujawnione w przyszłości, gdy te źródła uznają, że mogą bezpiecznie ujawnić to, co wiedzą. Otrzymałem również anonimowe wskazówki, które wskazały mi właściwy kierunek, co pomogło w odkryciu innych szczegółów. Zanim program „Unsolved Mysteries” opublikował swoją relację z Kecksburga w 1990 roku, skontaktował się ze mną były funkcjonariusz policji bezpieczeństwa Sił Powietrznych, który powiedział mi, że należał do jednostki ochraniającej obiekt z Pensylwanii, gdy dotarł on wczesnym rankiem 10 grudnia 1965 roku do Lockbourne AFB niedaleko Columbus w stanie Ohio. Pamięta on surowe środki bezpieczeństwa stosowane w tamtym czasie i mówi, że obiekt znajdował się w bazie tylko przez krótki czas, a następnie przemieścił się do Wright-Patterson AFB niedaleko Dayton w stanie Ohio. Później dowiedzieliśmy się, że obiekt został rzekomo zamknięty w budynku na terenie tej bazy. Po latach poszukiwań dokumentów rządowych dotyczących tego wydarzenia, jedynym oficjalnym dokumentem, jaki udało się znaleźć, były akta Projektu Błękitnej Księgi Sił Powietrznych. W raporcie stwierdzono: „Wykonano kolejny telefon do stanowiska radarowego Oakdale w Pensylwanii. Trzyosobowy zespół został wysłany do Acme [niektórzy mieszkańcy okolic stanowiska mają adres korespondencyjny Acme] w celu zbadania sprawy i odebrania obiektu, który spowodował pożar”. Chociaż raport wskazuje na duże zainteresowanie różnych agencji obiektem lotniczym, wskazuje również, że poszukiwania niczego nie dały. Przez lata dowiedziałem się wiele o sprawie Kecksburga, ale wciąż pozostaje wiele pytań bez odpowiedzi. Z pewnością nie znam wszystkich odpowiedzi.

Na podstawie relacji wielu naocznych świadków, z którymi rozmawiałem, jestem przekonany, że obiekt rzeczywiście spadł z nieba i najwyraźniej został usunięty przez wojsko. Inni świadkowie twierdzą, że widzieli personel NASA na miejscu zdarzenia tej nocy, również biorący udział w poszukiwaniach. Wielu pytało mnie, co moim zdaniem było tym obiektem, a moja odpowiedź brzmi: „Nie wiem”. Jak już wspominałem, dwie najbardziej prawdopodobne możliwości to (1) wysoce zaawansowana sonda kosmiczna zbudowana przez człowieka, z pewnymi możliwościami kontroli powrotu, oraz (2) pozaziemski statek kosmiczny. Potwierdzono, że wadliwa radziecka sonda Wenus, zidentyfikowana jako Kosmos 96, weszła w atmosferę Kanady tego samego dnia, ale około 3:18 nad ranem. Obserwacje w okolicach Kecksburga miały miejsce około 16:47 wiele godzin później. Rosjanie powiedzieli mi, że Kosmos 96 nie był źródłem tego, co spadło tego dnia. Inni badacze dostarczyli mi interesujących, ale nieweryfikowalnych informacji, że rozmawiali z byłymi źródłami z NASA, którzy twierdzili, że zbadali obiekt, który spadł w Pensylwanii, i ustalili, że ma on radzieckie pochodzenie. Rozmawiałem również z dwoma byłymi wojskowymi, którzy się nie znają, a którzy powiedzieli mi, że w różnych latach i w różnych bazach widzieli raport z odzyskania obiektu z Kecksburga i obaj stwierdzili, że raport wskazywał na to, że obiekt był pochodzenia pozaziemskiego. Z relacji obserwatorów wynika, że ​​obiekt, czymkolwiek był, zdawał się zwalniać kilka mil przed uderzeniem. Podczas lotu najwyraźniej wykonał kilka zwrotów, a ci, którzy widzieli, jak obiekt spadł z nieba, twierdzą, że poruszał się dość wolno w kierunku lasu. To może tłumaczyć dobry stan samego obiektu i niewielkie zniszczenia w miejscu uderzenia, z wyjątkiem drzew, które podobno zostały powalone. Musimy zadać sobie pytanie: co spadło tak mocno, że skłoniło wojsko do podjęcia takich, a nie innych działań na miejscu zdarzenia? Różni świadkowie ujawnili publicznie, że w pobliżu wioski przebywali uzbrojeni żołnierze, którzy uniemożliwiali komukolwiek wstęp w pobliże miejsca katastrofy. Jerry Betters, popularny muzyk jazzowy z Pittsburgha, ujawnił publicznie swoją historię, opowiadając, że żołnierze celowali do niego i jego przyjaciół z karabinów, wydając im rozkazy z bocznej drogi, gdy wojskowy ciągnik siodłowy z naczepą i przedmiotem w kształcie żołędzia zbliżał się z pola. Niedawno skontaktował się ze mną znany biznesmen i opowiedział, jak on i jego przyjaciele, wówczas nastolatkowie w 1965 roku, próbowali zbliżyć się do miejsca katastrofy i zostali zatrzymani przez moich żołnierzy. Był przestraszony w chwili zdarzenia, myślał, że żołnierz go zastrzeli. Czy uzbrojeni żołnierze zareagowaliby na miejsce upadku meteorytu? Kto wydał rozkaz przeprowadzenia takiej operacji?

Niektórzy z Was wiedzą, że na początku tego roku opublikowałem 92-minutowy film dokumentalny o tym incydencie zatytułowany „Kecksburg The Untold Story”, który wyprodukowałem na własny koszt. Wielu kluczowych świadków jest już w podeszłym wieku, a niektórzy nie cieszą się dobrym zdrowiem. Była to okazja dla osób zaangażowanych w sprawę do opowiedzenia o własnych doświadczeniach z tego, co się wydarzyło. Po raz pierwszy ujawniono nowe i zaskakujące informacje na temat tego, co rzekomo się wydarzyło. Niektóre z tych osób ujawniają szczegóły, które silnie sugerują tuszowanie. Na nagraniu znajdują się również fragmenty audio z oryginalnej audycji radiowej WHJB z 1965 roku „Obiekt w lesie”. Jeden z mężczyzn opisuje swoje zeznania o widzeniu częściowo zakrytego ciała wewnątrz budynku w Wright-Patterson, w tym samym czasie, gdy obiekt w Kecksburg był badany.

Ta sprawa jest zbyt skomplikowana, by omówić ją tutaj szczegółowo. Dobrym źródłem informacji na ten temat jest książka Kevina Randle'a „A History of UFO Crashes”. Tajemnica Kecksburga pozostaje nierozwiązana. Czy obiekt był sztucznym urządzeniem kosmicznym, czy też przybyliśmy z zewnątrz? Niedawno, odwiedzając lokalną firmę, pracownik rozpoznał mnie i zapytał o sprawę Kecksburga. Powiedział mi, że interesował się tym incydentem od lat, ponieważ miał krewnego, który pracował wówczas w Pentagonie, a ten krewny specjalnie przyjechał w te okolice, aby zbadać tę sprawę. Kiedy ten człowiek zapytał krewnego o to, co się stało, odmówił podania szczegółów, ale jego słowa zostały zapamiętane: „Było w tym coś więcej, niż kiedykolwiek się dowiesz”. Nie mam wątpliwości, że są inni ludzie, którzy posiadają ważne informacje w tej sprawie. Czas ujawnić prawdę, niezależnie od źródła pochodzenia obiektu. Minęło 33 lata, czas przerwać milczenie.

Zob. wideo: https://youtu.be/CVIKnA8cWak

 

Moje 3 grosze

 

Jest to kolejna relacja o incydencie w Kecksburgu, w którym najprawdopodobniej wziął udział NOL w kształcie żołędzia czy dzwonu. I tutaj nasuwa się ciekawa konstatacja, a mianowicie – dzwon, żołądź to jest forma czegoś, co kojarzy się nam z Nieznanymi Obiektami Latającymi w kształcie latającego talerza. Zachodzi więc pytanie, co było najpierw – die Glocke czy fliegende Untertasse? Dzwon czy latający talerz? A może obie konstrukcje pojawiły się równolegle? Wszak Niemcy lubili pracować nad kilkoma wersjami naraz, jak np. nad samolotami czy czołgami, więc mogli nad latającymi spodkami również? Poza tym wygląda na to, że Dzwon mógł być konstrukcją przeznaczoną do przemieszczania się także w Czasie – wszak jeden z programów prac nad niemieckim UFO nosił kryptonim Chronos…    

 

Opracował - ©R.K.Fr. Sas - Leśniakiewicz