Powered By Blogger

niedziela, 28 czerwca 2026

Ufokatastrofa nad Maury Island

 


Wg „Ovnis: Enquêtes & Révélations”

 

Incydent na Maury Island (1947): pierwsza wielka tajemnica współczesnej epoki UFO?

 

Na kilka dni przed aferą w Roswell, kolejne dziwne wydarzenie miało trwałe zapisać się w historii amerykańskiej ufologii. 21 czerwca 1947 roku Harold Dahl, członek Patrolu Portowego Tacoma w stanie Waszyngton, oświadczył, że zaobserwował sześć obiektów dyskoidalnych poruszających się nad Maury Island w Zatoce Puget Sound. Jego zeznanie jest dziś uważane za jedną z pierwszych wielkich opowieści współczesnej epoki UFO, ale również za jedną z najbardziej kontrowersyjnych.

Według Harolda Dahla, jeden z obiektów nagle napotkał problem mechaniczny. Urządzenie wyrzuciło znaczną ilość odłamków metalu, które spadły na jego łódź. Dahl twierdził, że te fragmenty uszkodziły jego łódź, zraniły jego małego syna i zabiły jego psa. Oświadczył również, że odzyskał kilka kawałków tego tajemniczego metalu, które następnie zwróciły uwagę władz wojskowych.

Sprawa nabrała jeszcze bardziej niepokojącego wymiaru, gdy Dahl powiedział, że następnego dnia odwiedził go mężczyzna ubrany w czarny garnitur. Bez pojawienia się, ten nieznajomy opisałby mu dokładnie to, co widział dzień wcześniej, zanim stanowczo zalecił mu, aby nigdy nie mówił o tej sprawie. Ta opowieść jest obecnie postrzegana przez wielu historyków ufologii jako jedna z pierwszych historii, która zainspirowała słynną legendę o MiB „Ludziach w Czerni”, ci tajemniczy mężczyźni w czerni, którzy rzekomo uciszyć świadków obserwacji UFO.

Armia Stanów Zjednoczonych postanowiła przyjrzeć się sprawie. Dwóch oficerów wywiadu, kapitan William Davidson i porucznik Frank Brown, zebrało kilka próbek przedstawionych jako szczątki Maury Island. Ale 1 sierpnia 1947 roku, gdy wracali do Kalifornii na pokładzie bombowca B-25, ich samolot rozbił się niedaleko Kelso w stanie Waszyngton, powodując śmierć obu śledczych. Ten dramatyczny wypadek przyczynił się do podsycenia spekulacji i trwałe wzmocnił tajemniczy charakter sprawy.

Jednakże śledztwo prowadzone przez FBI pod kierownictwem J. Edgar Hoover i armia amerykańska doszli do zupełnie innego wniosku. Śledczy uznali, że historia została ustawiona. Fragmenty metalu przekazane wojskowi zostały zidentyfikowane jako zwykłe pozostałości przemysłowe prawdopodobnie pochodzące z lokalnej odlewni. Wielu współczesnych naukowców uważa również, że Dahl i jego przełożony, Fred Crisman, stworzyli tę narrację w celu uzyskania nagrody finansowej lub zainteresowania mediów.

Pomimo tego oficjalnego wniosku, incydent na Maury Island zachowuje wyjątkowe miejsce w historii UFO. Łączy w nim wiele elementów współczesnej ufologii: obiekty dyskoidalne, domniemane szczątki, interwencja wojskowa, tragiczna śmierć śledczych i pojawienie się mitu „Ludzi w czerni” - MiB. Mimo, że większość historyków uważa dziś tę sprawę za oszustwo, jej wpływ na kulturę ufologiczną pozostaje znaczny i nadal podsyca debaty prawie osiemdziesiąt lat po faktach.

 

Moje 3 grosze

 

Sprawa nie jest taka prosta, jak podaje to autor tej notatki, bowiem po zbadaniu jej przez Johna A. Keela okazało się, że fakty wyglądały zupełnie inaczej. Otóż było tam 6 mniejszych pojazdów i 1 duży. Te sześć okrążyły większy, który eksplodował. Odłamki poleciały na łódź Dahla, raniły jego syna i zabiły psa. Potem Dahl był nawiedzany przez MiB-ów, którzy zmusili go do milczenie.

A potem było ciekawiej, bo okazało się, że to nie rozleciało się UFO, ale samolot transportowy Komisji Energii Atomowej (AEC) wożący radioaktywne popioły z zakładu przetwórstwa plutonu-240 w Hanford, WA nad Pacyfik, gdzie je zatapiano. Później okazało się, że topiono je w rejonie archipelagu Wysp Faralońskich (Faralon Is. CA), co podaję na odpowiedzialność dr. Jamesa Delgado, który zlokalizował tam także radioaktywny wrak lotniskowca USS Independence, który brał udział w operacji Crossroad na wyspach Bikini. Oczywiście to były lata Zimnej Wojny i na wszystko był  założony knebel i czapa.

Jak twierdzi John Keel, przewijający się w legendzie MiB-owie byli nikim innym jak agentami AEC usiłującymi zatrzeć ślady po tej katastrofie… I to wszystko. Prawdę powiedziawszy bardziej to przemawia do mnie, niż bajki o rozbitych UFO i tajemnicach w nich ukrytych. A jak wiadomo, nie ma lepszej przykrywki dla tajemnicy jak inna – jeszcze większa tajemnica. Taki jest jeden z aksjomatów działań wojny psychologicznej. NB, wpisuje się w to także ufokatastrofa w Roswell i na Spitzbergenie, o Laredo nawet nie wspominam, bo nie warto. Jestem zdania, że Amerykanie i Rosjanie wykorzystali każdą nadarzającą się okazję, by z byle niecodziennego wydarzenia zrobić światowy event z cyklu „Marsjanie lądują!”, no i o to właśnie im chodziło…

Opracował - ©R.K.Fr. Sas - Leśniakiewicz