Wg „Ovnis: Enquêtes &
Révélations”
Incydent
na Maury Island (1947): pierwsza wielka tajemnica współczesnej epoki UFO?
Na kilka dni przed aferą w
Roswell, kolejne dziwne wydarzenie miało trwałe zapisać się w historii
amerykańskiej ufologii. 21 czerwca 1947 roku Harold Dahl, członek Patrolu Portowego Tacoma w stanie Waszyngton,
oświadczył, że zaobserwował sześć obiektów dyskoidalnych poruszających się nad
Maury Island w Zatoce Puget Sound. Jego zeznanie jest dziś uważane za jedną z
pierwszych wielkich opowieści współczesnej epoki UFO, ale również za jedną z
najbardziej kontrowersyjnych.
Według Harolda Dahla, jeden z
obiektów nagle napotkał problem mechaniczny. Urządzenie wyrzuciło znaczną ilość
odłamków metalu, które spadły na jego łódź. Dahl twierdził, że te fragmenty
uszkodziły jego łódź, zraniły jego małego syna i zabiły jego psa. Oświadczył
również, że odzyskał kilka kawałków tego tajemniczego metalu, które następnie
zwróciły uwagę władz wojskowych.
Sprawa nabrała jeszcze bardziej
niepokojącego wymiaru, gdy Dahl powiedział, że następnego dnia odwiedził go
mężczyzna ubrany w czarny garnitur. Bez pojawienia się, ten nieznajomy opisałby
mu dokładnie to, co widział dzień wcześniej, zanim stanowczo zalecił mu, aby
nigdy nie mówił o tej sprawie. Ta opowieść jest obecnie postrzegana przez wielu
historyków ufologii jako jedna z pierwszych historii, która zainspirowała
słynną legendę o MiB „Ludziach w Czerni”, ci tajemniczy mężczyźni w czerni,
którzy rzekomo uciszyć świadków obserwacji UFO.
Armia Stanów Zjednoczonych
postanowiła przyjrzeć się sprawie. Dwóch oficerów wywiadu, kapitan William Davidson i porucznik Frank Brown, zebrało kilka próbek
przedstawionych jako szczątki Maury Island. Ale 1 sierpnia 1947 roku, gdy
wracali do Kalifornii na pokładzie bombowca B-25, ich samolot rozbił
się niedaleko Kelso w stanie Waszyngton, powodując śmierć obu śledczych. Ten
dramatyczny wypadek przyczynił się do podsycenia spekulacji i trwałe wzmocnił
tajemniczy charakter sprawy.
Jednakże śledztwo prowadzone
przez FBI pod kierownictwem J. Edgar
Hoover i armia amerykańska doszli do zupełnie innego wniosku. Śledczy
uznali, że historia została ustawiona. Fragmenty metalu przekazane wojskowi
zostały zidentyfikowane jako zwykłe pozostałości przemysłowe prawdopodobnie
pochodzące z lokalnej odlewni. Wielu współczesnych naukowców uważa również, że
Dahl i jego przełożony, Fred Crisman,
stworzyli tę narrację w celu uzyskania nagrody finansowej lub zainteresowania
mediów.
Pomimo tego oficjalnego wniosku,
incydent na Maury Island zachowuje wyjątkowe miejsce w historii UFO. Łączy w
nim wiele elementów współczesnej ufologii: obiekty dyskoidalne, domniemane
szczątki, interwencja wojskowa, tragiczna śmierć śledczych i pojawienie się
mitu „Ludzi w czerni” - MiB. Mimo, że większość historyków uważa dziś tę sprawę
za oszustwo, jej wpływ na kulturę ufologiczną pozostaje znaczny i nadal podsyca
debaty prawie osiemdziesiąt lat po faktach.
Moje
3 grosze
Sprawa nie jest taka prosta, jak
podaje to autor tej notatki, bowiem po zbadaniu jej przez Johna A. Keela okazało się, że fakty wyglądały zupełnie inaczej. Otóż
było tam 6 mniejszych pojazdów i 1 duży. Te sześć okrążyły większy, który
eksplodował. Odłamki poleciały na łódź Dahla, raniły jego syna i zabiły psa. Potem
Dahl był nawiedzany przez MiB-ów, którzy zmusili go do milczenie.
A potem było ciekawiej, bo okazało
się, że to nie rozleciało się UFO, ale samolot transportowy Komisji Energii
Atomowej (AEC) wożący radioaktywne popioły z zakładu przetwórstwa plutonu-240 w
Hanford, WA nad Pacyfik, gdzie je zatapiano. Później okazało się, że topiono je
w rejonie archipelagu Wysp Faralońskich (Faralon Is. CA), co podaję na
odpowiedzialność dr. Jamesa Delgado,
który zlokalizował tam także radioaktywny wrak lotniskowca USS Independence,
który brał udział w operacji Crossroad
na wyspach Bikini. Oczywiście to były lata Zimnej Wojny i na wszystko był założony knebel i czapa.
Jak twierdzi John Keel, przewijający
się w legendzie MiB-owie byli nikim innym jak agentami AEC usiłującymi zatrzeć
ślady po tej katastrofie… I to wszystko. Prawdę powiedziawszy bardziej to
przemawia do mnie, niż bajki o rozbitych UFO i tajemnicach w nich ukrytych. A
jak wiadomo, nie ma lepszej przykrywki dla tajemnicy jak inna – jeszcze większa
tajemnica. Taki jest jeden z aksjomatów działań wojny psychologicznej. NB,
wpisuje się w to także ufokatastrofa w Roswell i na Spitzbergenie, o Laredo
nawet nie wspominam, bo nie warto. Jestem zdania, że Amerykanie i Rosjanie
wykorzystali każdą nadarzającą się okazję, by z byle niecodziennego wydarzenia
zrobić światowy event z cyklu „Marsjanie lądują!”, no i o to właśnie im
chodziło…
Opracował
- ©R.K.Fr. Sas -
Leśniakiewicz

