Powered By Blogger

piątek, 15 stycznia 2016

Broń klimatyczna przeciwko Ludzkości

Czy broń meteorologiczna albo klimatyczna będzie stosowana w przyszłych wojnach?


Oleg Fejg


W kongresie USA zaczęły się przesłuchiwania w sprawie ograniczenia konwencji o zakazie wpływania na Przyrodę. Pretekstem jest plan zastosowania przez Amerykę broni klimatycznej przeciwko kolumbijskim uprawom i plantacjom koki.


Człowiek zazwyczaj próbuje związać trudno wyjaśniane zjawiska z machinacjami innych ludzi, a nie próbuje poszukać logicznych wyjaśnień. Broń klimatyczna w tym sensie to dowolnie zwycięski temat właśnie dlatego, że ciągła zmienność i nieprzewidywalność pogody oraz prostota zachodzących w niej zmian przywodzi na myśl możliwość zawładnięcia nią poprzez sakralną wiedzę, dzięki której wedle zasad szamanów można kierować pogodą.
Płk dr W. A. Drabienko
– dyrektor Wojskowej Katedry
Rosyjskiego Państwowego Uniwersytetu Hydro-Meteorologicznego (РГГМУ),
doktor nauk ekonomicznych,
zasłużony meteorolog Federacji Rosyjskiej


Wiarygodność tego, że te anomalie [pogodowe] są wyzwolone przez naturalną zmienność jest niewiarygodnie mała. I powoływanie się na tą wiarygodność byłoby krótkowzrocznością taką, jak porzucenie pracy i każdego ranka kupowanie losów na loterię licząc na wygraną.
Dr James Hansen
– „Zmiany klimatu już się zaczęły – jest gorzej niż myślimy”


Sensacyjne oświadczenie prof. Robocka


Można śmiało powiedzieć, że ani jeden rok w naszym stuleciu nie mija bez jakiejś ekologicznej czy klimatycznej sensacji. Oto całkiem niedawno, prof. Alan Robock z Uniwersytetu Rotgersa w New Jersey wystąpił przed dziennikarzami „Daily Mail”, „The Washington Post” i „The Sun” z sensacyjnym oświadczeniem. Opowiadając o problemach sterowania pogodą i anomalii klimatycznych, nieoczekiwanie powiedział on o swych kontaktach z Centralną Agencją Wywiadowczą. Wedle słów prof. Robocka istnieje specjalna rządowa misja, w którą zaangażowano kilka amerykańskich uniwersytetów pod patronatem Departamentu Stanu i CIA. W toku tego programu przygotowano analityczne badania anomalii klimatycznych i klęsk żywiołowych z punktu widzenia zastosowania nieznanych technologii wywołujących huragany, tajfuny i tornada.

Prof. Alan Robock

Prof. Robock opowiedział dziennikarzom, że na bazie komputerowych modeli klimatu – opracowanych przez niego i jego kolektywy dla CIA i NSA – leży zasada „klimatycznej gry w kości”, wprowadzona jeszcze 30 lat temu przez ówczesnego dyrektora Instytutu Goddarda – dr Jamesa Hansena.

[Było to w 1985 roku, w samym najgorętszym okresie Zimnej Wojny, w której USA zamierzały wprowadzić w życie obłąkańcze plany masowej zagłady przy pomocy niekonwencjonalnych środków prowadzenia wojny takich jak: zmiany klimatyczne, katakliktyczne wybuchy wulkanów, tytaniczne trzęsienia ziemi, mega tsunami, itd. itp., a także programy zbrojeń kosmicznych SDI – uwaga tłum.]

Dr Hansen w swoim czasie zajmował się problemem opracowania kryteriów, wedle których można by było obliczać długoterminowe odstępstwa anomalnych zmian klimatycznych od naturalnej zmienności pogody. Na podstawie dużej analizy statystycznej przeprowadzanych przez „superkomputery” Pentagonu udało się wyjaśnić, kiedy naturalna zmienność sezonów Przyrody nieoczekiwanie zmienia się w dziwaczny sposób.


Klimatyczne kości dr Hansena


„Klimatyczna gra w kości” dr Hansena zawiera w sobie komputerowe algorytmy z wirtualnymi kubikami kości do gry, w których dwie ścianki przedstawiają pogodę chłodniejszą od normalnej, dwie inne normalną pogodę, zaś dwie pozostałe – cieplejszą. „Maszynowy wyścig” miliardów wirtualnych rzutów „klimatycznych kubików kości Hansena” w końcowym rezultacie daje stałe kryteria szeregowania „naturalnych” warunków pogodowych.

Teraz wystarczy tylko porównać otrzymane grafiki z realnym stanem rzeczy i można raportować Pentagonowi o zastosowaniu tajemniczej klimatycznej czy geofizycznej broni. Rozumie się, że w rzeczywistości wszystko wygląda zupełnie inaczej, wszak istnieje także kosmiczna pogoda…

I tak np. jeżeli potoki słonecznej plazmy omiatającej Ziemię plazmowego wiatru, wywołają choćby krótkoterminowe ocieplenie klimatu, to „kości Hansena” także zmienią swój wygląd. Programy komputerowe będą budować rzuty wirtualnych kostek z jednej strony chłodniejszej pogody, z drugiej normalnej, a z czterech pozostałych – cieplejszej. Chociaż i tutaj będą wypadały „warianty gry” z mniej-bardziej surowymi zimami i całkiem chłodnymi miesiącami letnimi.

Na zakończenie konferencji prasowej, prof. Robock zagadkowo zauważył, że do niezwyczajnej współpracy z rządowymi służbami specjalnymi i Pentagonem zmusiły go pewne „nadzwyczajne okoliczności”. Na precyzujące pytania uczony odpowiedział, że elektroniczne modelowanie pogodowo-klimatycznych sezonów nieoczekiwanie wyjawiło coś na tyle anomalnego, że eksperci doszli do jednego poglądu.

Podobne „awarie Przyrody” można by było objaśnić i nieznanymi związkami Ziemi i Słońca, zagadkowymi cyklami ziemskich okresów ciepłych i zimnych, sztucznym efektem szklarniowym (EGO) i oczywiście zastosowaniem jakichś specjalnych technologii. Szczególnie ta ostatnia możliwość interesuje amerykańskie służby specjalne, no bo wiadomo – jak ktoś w „globalnym kasynie” wciąż rozbija bank, to należy szukać magnesów pod każdym stołem. Tylko w takim przypadku „kości Hansena” będą padać w szczególny sposób pokazując sztuczny charakter takich klęsk żywiołowych, takich jak susze czy powodzie w USA.

Ciekawe jest to, że prof. Robock oznajmił o tym, że CIA interesowała się rosyjskimi i chińskimi grupy badawcze, które rozpracowywały identyczne modele pogody. Szczególne zainteresowanie służb była możliwość „alternatywnej kontr-gry”, kiedy to potencjalnemu przeciwnikowi (np. Rosji) udałoby się obwinić USA o użycie broni geofizycznej. Jednakże odgadnąć zagadkę na temat wmieszania się w pogodę innych państw nie udało się ani uniwersyteckim uczonym, ani analitykom z CIA…


Pogoda może być groźniejsza dla ludzi od całego ich arsenału nuklearnego i konwencjonalnego...


Uderzenia pogodowe


Jeszcze ponad sto lat temu zauważono, że w czasie walk z użyciem dział i muszkietów na czarny proch dymny, nad głowami przeciwników pojawiały się deszczowe chmury. Podobnie dymy z salw setek dział, pyły i dymy z pożarów, stwarzały w jakiś sposób w atmosferze warunki do niepogody. W ubiegłym wieku dokonano wielu prób wpłynięcia na warunki pogodowe. Tak więc próbowano kierować w zenit strugi rozgrzanego powietrza z silników odrzutowych, „opylać” obłoki różnymi związkami chemicznymi, rozmieszczać na orbicie kosmiczne zwierciadła i ekrany, podgrzewające słonecznymi „zajączkami” czy ochładzające swymi cieniami określone obszary powierzchni ziemskiej.

Ujawnione przez hakerów dane pokazują, że służby specjalne Departamentu Stanu i Pentagonu już od dawna badają możliwość wpływania na zmiany klimatyczne z możliwością powodowania lokalnych kataklizmów pogodowych. Jedną z pierwszych prób zastosowania prawdziwej broni klimatycznej stało się wykorzystanie przez Amerykanów specjalnych środków chemicznych w czasie wojny w Wietnamie.

Wiadomym jest, że specjalny pododdział USAF szeroko stosował jodek srebra (AgI), suchego lodu (CO2) i rozdrobnionej folii nad wierzchowiną Mekongu w celu spowodowania zatopienia przez jego wody Szlaku Ho Shi Mina. I chociaż Amerykanom udało się wywołać ulewne deszcze, i na pewien czas uszkodzić system dróg, którymi poruszali się partyzanci Vietcongu w Wietnamie Południowym, to nie osiągnięto większych sukcesów. Rzecz w tym, że potrzebne było zgranie ze sobą trzech elementów: dużej ilości drogich materiałów do zasiewu chmur, lotnictwa bombowego i odpowiedniej techniki. Wszystko to mogło dać tylko krótkotrwały efekt, którego Wietnamczycy na tle pory deszczowej nawet nie zauważyli.

Analogicznie było z kubańskimi chłopami i ich uprawami trzciny cukrowej. Bez względu na wielokrotne „zasiewy pokrywy chmur” nad Zatoką Meksykańską i Morzem Karaibskim, specjalistom z „sektora klimatycznego” Pentagonu nie udało się spowodować powstania niszczących tajfunów i tornad, ale nawet zwyczajnej tropikalnej ulewy…

Najautentyczniejsze chemtrails - defolianty i środki wywołujące deszcze rozpylane przez Amerykanów nad Wietnamem 


Zapalnik dla Bomby P


W swoim czasie pierwsi „oswoili” globalne generatory pogody – klimatronów – pisarze-fantastycy. O tym właśnie są powieści „Idę na burzę” Daniiła Granina, „Władcy pogody” Bena Bovie, „Państwo strachu” Michaela Crightona, no i oczywiście niedawny bestseller Sidneya Sheltona – „Boisz się ciemności?”

W powieściach odważni badacze z łatwością przenikają do „oka cyklonu” i uciszają każdą „idealną burzę”, tym niemniej synoptykom przychodzi mieć do czynienia z kolosalnymi obiektami o rozmiarach wielu set, a czasami nawet i tysięcy kilometrów. To są tajfuny, cyklony, antycyklony i fronty atmosferyczne, wpływających na pogodę od kilku godzin do wielu dni. Zrozumiałe, że jedynym realnym sposobem zapanować nad tymi zjawiskami jest zdusić proces w samym zarodku, ale i w takim przypadku są potrzebne gigantyczne zasoby materialno-techniczne. Do tego rezultaty tego nie będą przewidywalne i nie gwarantujące rozwinięcia się tego procesu po naszej myśli.

Energetyczna moc tych burz jest wprost kolosalna! Wszak w chmurze kłębiasto-deszczowej średnich rozmiarów może znajdować się energia wybuchu kilku bomb termojądrowych!  Jak wykorzystać tą ogromną ilość energii, potrzebną do zmieniania normalnego toku zjawisk pogodowych?

Nie ma w tym niczego dziwnego, że zwyczajnemu człowiekowi jest bardzo trudno połapać się w meandrach klimatologii, ekologii i polityki w sporach na temat zmian klimatycznych. Takim więc sposobem, teoria klimatycznej i geofizycznej broni wciąż znajduje się w strefie Spiskowej Teorii Dziejów – STD.  Opowieści o hipotetycznych zagrożeniach – od przebiegunowania Ziemi, kolosalnych „sztormów słonecznych” i zaktywizowania się superwulkanów, wciąż obrastają w coraz to nowsze „legendy miejskie”.

Tak więc, co w rzeczywistości dzieje się z pogodą i klimatem? Czy to skutki EGO, globalnego ochłodzenia przed nową Epoką Lodową czy periodyczne użycie fantastycznej broni klimatycznej?

Najprędzej – jak mawiają bohaterowie kultowego serialu „Z Archiwum X” agenci Mulder i Scully – prawda jest gdzieś obok…


Komentarze z KKK


Na początek nadmienię, że już sam styl, czyli podanie cytatów zmiękczających czytelnika i wprowadzających go w ton poważnej dywagacji przy użyciu tytułów naukowych, nie grał mi na tyle, by znowu podejrzewać „Tajny XX wieka”. Czytałem dalej, aż dobrnąwszy do końca, stwierdziłem to, co tylko Juliusz Cezar by potrafił powiedzieć. Veni, legi, vici.
Ad. cytat Hansena
Nie rzucałbym jeszcze kamieniami. Nawet jeśli pewne zmiany są wywoływane choćby działami orgonowymi (nadal pod znakiem zapytania i jakoby ściemą była cała feta, lecz i ponoć sam orgon został obroniony w pracy doktorskiej, acz pamięć mi nie sięga szczegółów), metapsychicznymi wpływami, ELF-ami, maserami, laserami, bombami kobaltowymi, węglowymi, czy tylko zimowe krasnale wiedzą czym jeszcze, to najlepiej podsumowuje wszystko analogia zaprezentowana przez Dänikena, tj. o cywilizacji krasnali właśnie, która żyła tak szybko, iż jedno pokolenie trwało ledwie kilka minut, a ponieważ żyło na zalewisku, nie było świadome istnienia fal pływowych o częstotliwości występowania wykraczającej znacznie poza ramy percepcji całych rodów. Jedynie w legendach i mitach zachowały się podania i relacje o jakichś potopach, o bohaterach, o ucieczce, o katastrofach światowych... Co zatem takie krasnale powiedziałyby o pływach syzygijnych, skoro o kwadraturowych biedzić by nie chciały, a dwanaście godzin to dla nich nie obejmowalny koncepcyjnie okres? Dziś wykraczamy empirycznie ledwie poza heliosferę, co więcej – raz po raz doznajemy szoku, zatem kamienie odłóżmy na bok – jeszcze mogą się przydać.
Pozdrawiam i proszę o więcej ciekawostek. (Smok Ogniotrwały)

*

Cała ta gadka o broniach klimatycznych, bombach P czy K jest zasłoną dymną dla oczywistego faktu, a mianowicie takiego, że klimat Ziemi zmienia się w tempie zastraszającym i nie jest to bajeczka ekologów czy mrzonka wizjonerów – takie są fakty. Wystarczy wejść na stronę internetową prof. Robocka i obejrzeć tylko materiał zawarty w opracowanych przezeń prezentacjach PPT. Jest on naprawdę niepokojący. A powinienem napisać przerażający, ale nie zrobiłem tego tylko przez litość… Choć z drugiej strony nad kim się litować? Nad bandą idiotów, która w imię swoich zysków nadal podcina gałęzie na których siedzimy? Nad politykami-kretynami, którzy siedzą u nich w kieszeni, czy sprzedajnymi jak cwane zdziry tzw. „uczonymi”, którzy za parę dolców czy euro wypisują „uczone” – a jakże – „ekspertyzy” mówiące, że EGO nie było i nie ma. I w Polsce i na świecie wielu jest takich sprzedajnych półmózgów i przyklaskujących im rozmaitych patriotów-idiotów czy nawiedzonych przychlastów, których myślenie ogranicza się do żucia medialnej papki dla mózgów. I to jest straszne, bo ten mur głupoty, ignorancji i zaślepienia jest nie do przebicia. Niestety.
A czasu mamy mało i coraz mniej.  (Arystokles)

*

Włócząc się po świecie widziałem wiele rzeczy strasznych, które człowiek – rozumny ponoć – wyrządził tej planecie. I wcale mnie nie zdziwi, jak nasza planeta odpowie nam tym samym. Tylko że Ziemia to przetrwa, a my nie. A szkoda, bo świat jest naprawdę cudowny, tylko że my go zabijamy swym cuchnącym oddechem… (Daniel Laskowski)



Tekst i ilustracje – „Tajny XX wieka”, nr 27/2015, ss. 6-7

Przekład z j. rosyjskiego – Robert K. Leśniakiewicz ©