Powered By Blogger

środa, 17 maja 2023

Promieniowanie z Ukrainy dociera do Lublina!

Promieniowanie i trujący pył uranu dotarły do ​​Lublina ze składowiska amunicji, do którego doszło na Ukrainie w zeszły piątek. W tym składowisku amunicji znajdowało się warte około 500 milionów dolarów pociski ze zubożonym uranem dostarczonych Ukrainie przez Wielką Brytanię. Teraz promieniowanie i trujący pył dotarły do ​​Lublina w Polsce.

Poziomy radioaktywności pokazane na powyższym wykresie zostały zmierzone na Uniwersytecie Marii Curie Skłodowskiej w Lublinie (Polska). Wskazuje to, że pył z amunicji uranowej został przeniesiony przez wiatr z Chmielnickiego do Lublina.

W Chmielnickim znajduje się także elektrownia jądrowa... 

2 dni, 400 km stąd. . .

Ci, którzy przebywali na zewnątrz i wdychali trujący, radioaktywny pył, są bardzo narażeni na poważne choroby układu oddechowego, a później na raka płuc. Teraz, gdy pył przybył i prawdopodobnie część z niego osiadła na ziemi, deszcz przeniesie go do wód gruntowych, gdzie będzie po cichu ZATRUWAĆ wodę przez dziesięciolecia.

Kobiety, które piją wodę, zwłaszcza w czasie ciąży, prawdopodobnie poronią (stracą) dziecko lub zobaczą, jak rodzi się ono z ohydnymi wadami wrodzonymi.

Wszystko to dlatego, że NATO nie mogło zajmować się swoimi sprawami i trzymać się z dala od walki Ukraina-Rosja. NIC z tego nie musiało być.

 


Moje 3 grosze

 

A w naszych mediach ani słowa, jak w pamiętnym kwietniu i maju 1986 roku. Podobne skażenia uranem-238 miały miejsce na terenie Kosowa we wczesnych latach 90. XX wieku, kiedy to wojska NATO używały tej amunicji. Efekty zdrowotne są zatrważające – skok ilości zachorowań na nowotwory, o czym oczywiście nikt nie mówił poza ekologami, z których zrobiono oszołomów. Ciekawy jestem, kiedy dowiemy się czegoś na temat skażeń z Ukrainy…

Ostrzegaliśmy przed taką możliwością jeszcze w początkowej fazie wojny na Ukrainie. Czy ktoś coś zrobił? O ile wiem, to nic. Na razie u nas skażenie skoczyło do 0.21 mcSv/h w dniu 11 maja. Będziemy musieli obserwować ten parametr atmosfery. Na razie deszcz oczyścił powietrze, co jest nader pomyślną okolicznością. Na razie...

 

Źródło - https://halturnerradioshow.com/index.php/en/news-page/world/radiation-from-ukraine-reaches-lublin-poland


Następnego dnia, tj. 18.V, w Internecie pojawiło się sprostowanie tej informacji podane przez PAA. Otóż to nieprawda, nic się nie stało, to są tylko plotki rozsiewane przez Putlera i jego propagandzistów - zob. https://www.msn.com/pl-pl/wiadomosci/polska/fala-radioaktywna-zmierza-do-polski-pa%C5%84stwowa-agencja-atomistyki-wyda%C5%82a-komunikat/ar-AA1bjT9C?ocid=msedgntp&pc=U531&cvid=7c9b17359e25497a91bbf7f6c79e4170&ei=7. Jak sobie przypominam, w 1986 roku było tak samo - nie było żadnego wybuchu w Czarnobylu, a potem - kiedy już się nie dało tego ukryć podano, że reaktor jest bezpieczny. Po 1 Maja zaczęto podawać płyn Lugola i poszło ostrzeżenie przed radioaktywnym opadem. Czyżby historia się miała powtórzyć??? 


poniedziałek, 15 maja 2023

Nowy korytarz w Wielkiej Piramidzie

 


W prasie ukazały się newsy z Egiptu, np. :

Władze Egiptu poinformowały w czwartek o odkryciu w Wielkiej Piramidy w Gizie ukrytego, dziewięciometrowego korytarza — pierwszej tego rodzaju struktury, znalezionej po północnej stronie tej sławnej budowli.

A pamiętacie mój mail z 12.10.2022 roku ?

Pisałem :

Jakiś czas temu, a będzie to już parę dobrych lat doborowy zespół naukowców z Japonii, Francji, Wielkiej Brytanii oraz Egiptu po raz kolejny „badał” piramidę Cheopsa w pobliżu Gizy w Egipcie. Naukowcy korzystali z najnowocześniejszych urządzeń jakimi dysponuje nauka i prześwietlili piramidę korzystając z promieniowania kosmicznego. Jego aktywne cząstki , czyli miony, przenikają przez wszystko na swej drodze.  Oczywiście gdy natrafią na zbitą i gęstą materię to zwalniają nieco. Przez piramidę Cheopsa, ogromną bryłę głazów i kamieni, powinny odczuwalnie zwolnić. I tu naukowców spotkała niespodzianka, były takie strefy i rejony gdzie miony przyspieszały, co świadczyło, że natrafiono na przestrzenie puste ! Odkryto, że nad korytarzem prowadzącym do Komory Królewskiej znajduje się pusta przestrzeń. Po przekształceniu danych na obraz komputerowy odkryto puste pomieszczenie o powierzchni około 30 metrów kwadratowych.

Co odkryto ? Opinii jest wiele. Być może jest to jakiś korytarz, może inna  galeria, może pomieszczenie gdzie pochowano mumię faraona. A może jest to korytarz prowadzący do głębiej krytych pomieszczeń. Gdyby do środka wprowadzić sondę lub jakieś inne urządzenie penetrujące to kto wie co byśmy odkryli. Ale, choć minęło już parę lat to nic się nie dzieje. Podobnie jak z rewelacjami profesora Dobsona, który badał komorę grobową w dolinie grobowców i stwierdził, że obok komory grobowej Tutenchamona znajduje się zamurowane pośpiesznie przejście do dalszych korytarzy …

Lata biegną nieubłaganie i wygląda na to , że nie doczekam się odpowiedzi na pytania, których mam mnóstwo...

 

S.S.

 

Moje 3 grosze

 

Kiedy patrzę na te wszystkie „badania” i badania piramid i innych megalitów, to widzę, że komuś bardzo zależy na tym, by z tych badań nic nie wyszło… Dlaczego? Po prostu dlatego, że naukowy beton nie zamierza zejść z wieży z kości słoniowej, na który wylazł przed laty. Nie wyobraża on sobie sytuacji, w której musiałby pisać podręczniki historii od nowa i na dodatek wyrzucać z nich ukochane teorie i teoryjki.

Swoją drogą powinniśmy być wdzięczni dr. Zahi Hawassowi za to, że żelazną ręką trzyma w Egipcie skarby kultury starożytnej i nie pozwala na ich rabunek różnym Indiana Jonesom i im  podobnym. Pół biedy, gdy skarby te znajdą się w muzeum a nie w prywatnych kolekcjach.

Piramidy są zbadane w znikomym procencie i na razie lepiej, niech tak zostanie. Obawiam się bowiem, że nowe odkrycia mogą być spożytkowane nie na korzyść Ludzkości lecz przeciwko Niej. Nie wiem, co tam się kryje i obawiam się, że nic dobrego – np. przetrwalniki zarazków chorobotwórczych, które wyrwawszy się na wolność mogłyby wywołać kolejną pandemię jakiejś paskudnej infekcji – podobnie jest zresztą z mikrobami zamrożonymi w okolicach biegunów Ziemi. Wystarczy nam na razie COVID-19 δ

Już raz tak było w historii nauki, że mikrospory grzyba Aspergillus aureus zabiły kilkanaście osób, które naruszyły spokój władców Egiptu i… Polski! Swoją drogą zastanawiające jest to, czy starożytni Egipcjanie nie wprowadzali celowo do grobowców zarodniki tego kropidlaka w celu zabicia hien cmentarnych?

Przy ich wielkiej wiedzy medycznej to jest całkiem możliwe…   

sobota, 13 maja 2023

O prawie i sprawiedliwości jeszcze…

 

 

No i mamy kolejny kwiatek z naszej łączki. Nie mogłem sie powstrzymać, by nie dać na to odpowiedzi red. Cycholowi z "Faktów po mitach", a która brzmi tak:

 

Szanowny Autorze!

 

- właśnie przeczytałem Pańskiego wstępniaka do nru 18 z br na temat m.in. "miękkiego faszyzmu" w Polsce. Napisał tam Pan, że w ZSRR do GUŁAG-u posyłano ludzi z wyrokami, a w III Rzeszy - zarządzeniem administracyjnym, i że u na szykuje sie coś podobnego w kontekście utworzenia komisji sejmowej ds. działalności prorosyjskiej w Polsce. OK., to prawda, ale już raz w tym kraju coś takiego było - chodzi mi o haniebną i całkowicie bezprawną, neohitlerowską Ustawę deubekizacyjną z 2009 i 2016 roku, na mocy której kilkunastu tysięcy emerytów z MSW i MON pozbawiono od 2/3 do 3/4 należnych im emerytur uzasadniając to tym, że pracowali/służyli komunistycznej Polskiej Rzeczpospolitej Ludowej. Bez dochodzenia, bez procesu, bez prawomocnego wyroku. Zbrodni "komunistycznych" mi nie udowodnili, ale zabrali ok. 3000 PLN. Jednym z architektów tej zbrodni był obecnie wychwalany Donek Tusk i jego PO. Mógł się wtedy przeciwstawić, mógł powiedzieć NIE, ale nie powiedział. Dlatego też nigdy nie oddam głosu na PO, bo jak się okazuje, to jest taka sama banda solidaruchowska jak PiS i partia obrotowa jak PSL. Zresztą czego się można było spodziewać po kościółkowej prawicy?

 

Chciałbym bardzo wiedzieć, do kogo poszły te pieniądze? Najpewniej na rzecz Kościoła katolickiego, tak straszliwie "poszkodowanego" przez komunę. A może na fanaberie ojdyra z Torunia? Nie dociekam - ale jestem zdania, że ta rzecz powinna być zbadana. Kler nas nienawidzi, bo znamy ich przestępstwa, jakich dopuszczali się w czasie komuny. I dlatego właśnie chcą nas wykończyć - w białych rękawiczkach i ekonomicznie.

 

Skąd to wiem? Z granicy, gdzie służyłem. Pewnego dnia w 1990 roku odprawiałem abpa Orszulika, z którym uciąłem sobie rozmowę, a który oznajmił mi, że trzeba nam odebrać te "tłuste" emerytury za "wrogą, antypolską i antykościelną" działalność w czasie Polski Ludowej i współpracę z rosyjskim okupantem. Te same brednie słyszałem od członków ROP m.in. z Krakowa, Nowego Targu i Zakopanego - czyli można się domyślić, komu dano nasze pieniądze...

 

Kilku moich kolegów poszło do sądu szukać sprawiedliwości - żadnemu z nich nie udowodniono zbrodni, ale jak dotąd pieniędzy im nie zwrócono. Ja nie pójdę - nie mam siły na pieniaczenie się po sądach i udowodnianie, żem nie wielbłąd. I nie mam zamiaru. A Polska już nie jest moją ojczyzną, dla której zmarnowałem ćwierć wieku strzegąc jej granic. To jest tylko kraj, w którym mieszkam i płacę podatki.


czwartek, 4 maja 2023

Nowa książka o zagadkowych zaginięciach z terenu Polski: „Zaginieni 913”

 


Witajcie czytelnicy bloga. Dziś mam zaszczyt zaprezentować pozycję przyjaciela, który zadał sobie sporo pracy, aby udokumentować niewyjaśnione przypadki zaginięć z terenu Polski. Oto jego wprowadzenie w pracę o przypadkach, o których tu i tam pisano, jednak myślę, że każdy z nas czekał na pogłębienie tematu. Dlatego z radością mogę się podzielić z wprowadzeniem autora w incydenty, które nie tylko pokrywają się z przypadkami Paulidesa, ale również pokazują, że te same schematy występują na terenie Polski, tu gdzie nie każdy nosi broń i nie mamy tak rozległych połaci lasów, jak w Ameryce Północnej. Bo to właśnie takie punkty sceptyków, którzy chcą zabrać wiatru z żagli, jeśli chodzi o owe enigmatyczne zaginięcia. Jak widzimy też w innych przypadkach z Europy, nawet nie trzeba wielkich Parków, ludzie giną w Alpach, w małych miejscowościach. Mają telefony ze sobą, GPS, mają nawet kompanów do wędrówki, a pomimo tego zaczynają się zachowywać bardzo dziwnie, wprost nienaturalnie. Tak samo w przypadkach z Polski, opisanych w książce, już pierwszy incydent sprawił, że włosy dęba stają. Gdzie indziej młody chłopak kryje się przed .... nie wiadomo kim. Znajdowane są jego ubrania w miejscu, które zostało przeszukane wcześniej. Woda, głazy, ekipy poszukiwawcze są zdziwione odnalezieniem ubrań w miejscach wcześniej przeszukanych. Tajemnicze aspekty, ludzie mają telefony, lecz ich nie używają. Dokładnie to samo, o czym pisze Paulides, specyfika zaginięć powtarza się co do joty. Dlatego bardzo się cieszę że mogę tutaj zaprezentować wprowadzenie od autora do baaaardzo ciekawej książki:

 

Tak zwane „zjawiska z pogranicza” towarzyszyły mi od wielu lat. Już jako bardzo młody człowiek, który odkrył ogromny potencjał w umiejętności czytania, na ile mogłem zbierałem informacje na wyżej wymienione tematy. Czas mijał, młodzieńcza fascynacja nie wygasała, poglądy na różne tematy niewyjaśnione stopniowo krzepły prowadząc do kształtowania się światopoglądu. W pierwszej dekadzie lat dwutysięcznych miałem okazję współtworzyć redakcję jednego z największych tego typu portali i e-zinów tamtych lat – mianowicie „Strefy 51”. Czasy były to piękne, jeżeli chodzi o podejście i zaangażowanie różnych ludzi w tę tematykę – nieprzebrana ilość publikacji, specjalistycznych czasopism czy mniej lub bardziej formalnych grup badawczych tworzyła pewien, niestety miniony już klimat. Chociaż z czasem praktycznie wycofałem się z aktywnego działania w tym środowisku dawne zainteresowania i ciekawość pozostały.

 

Nadszedł rok 2021. Za pośrednictwem bloga Pana Arkadiusza Miazgi trafiłem do miejsca, w którym czytają Państwo niniejszy tekst. Przypadki zaginięć ludzi, które tak pieczołowicie dokumentuje i opisuje David Paulides, a które za sprawą publikacji Pana Arka Czai trafiły szerzej na polskie podwórko, były dla mnie swego rodzaju impulsem do maksymalnego, w miarę możliwości zgłębienia tematu. Pierwszą rzeczą, która uderzyła mnie podczas poszukiwań informacji na temat pracy Paulidesa był praktycznie brak jakichkolwiek informacji na ten temat w „polskim Internecie”. Wszystkiego należało szukać u źródeł, co jeszcze bardziej rozbudziło moją ciekawość. Kolejną rzeczą, nad którą zacząłem się zastanawiać w miarę zgłębiania tematyki poruszanej na blogu przez Pana Arka Czaję było to, czy fenomen znany jako Missing 411 ma miejsce także w Polsce. Jak wiadomo do mniej lub bardziej medialnych zaginięć dochodzi cały czas. Mnie jednak zależało na przeanalizowaniu dostępnych opinii publicznej spraw zaginięć przez pryzmat kryteriów jakimi w swojej wieloletniej pracy posługuje się David Paulides. Początkowo było to kilka „pierwszych lepszych” przypadków, które w miarę analizowania okazały się zawierać przynajmniej analogie do spraw wspomnianego wcześniej twórcy projektu CanAm Missing Project. W tym momencie postanowiłem pójść znów o krok dalej – spisałem kryteria cechujące zaginięcia M411 i z tego klucza zacząłem „przekopywać” Internet oraz publikacje prasowe dotyczące zaginięć. Początkowo planowałem napisać serię artykułów na temat kilku z nich, z myślą, że być może zainteresują Autora tego bloga i zechce je opublikować. W miarę postępu „poszukiwań” udało mi się zebrać około 70 przypadków zaginięć spełniających mniej lub bardziej kryteria Missing 411. Po dokonaniu ściślejszej selekcji zostało mi 54 przypadki z terenu całej Polski, co do których nie miałem wątpliwości, że wpisują się specyfikę nie dających wyjaśnić się w sposób standardowy zaginięć. Tak oto pomyślałem, że jest szansa na stworzenie bardziej obszernej publikacji.

 

Moja praca jako dokumentalisty tych przypadków opierała się na poszukiwaniu informacji prasowych dotyczących zaginięć i porównywaniu ich między sobą w zależności od źródła informacji. Następnie wszystkie pokrywające się informacje służyły mi za „konstrukcję” do opisu poszczególnych przypadków. Bardzo pomocnym, aczkolwiek trudnym do zweryfikowania okazywały się uwagi miejscowych, które można było znaleźć w sekcjach komentarzy serwisów czy social-mediów opisujących dokumentowane przypadki. Co zrozumiałe, najlepszym źródłem informacji, byłyby akta zamkniętych śledztw. Jednak inaczej niż w realiach amerykańskich „zwykły obywatel” nie może uzyskać do nich dostępu. Stąd moje źródła były mocno ograniczone, a często zdarzało się tak, że informacje wzajemnie się wykluczały. Niemniej była to bardzo ciekawa „praca”, która zaowocowała przynajmniej przybliżeniem fenomenu Missing 411 na terenie Polski.

 

Gdy ukończyłem „rękopis” postanowiłem na samym początku podzielić się nim, z człowiekiem, który „wprowadził mnie” w tę tematykę z prośbą o opinię. Od razu proszę wybaczyć mi tutaj, być może przesadną kurtuazję, jednak Pan Arek Czaja był pierwszą osobą, która z takim entuzjazmem przyjęła informację o książce „Zaginieni 913”. Do tego stopnia, że Jego opinia została przeze mnie wykorzystana jako przedmowa. Tak jak napisałem już wcześniej w naszej prywatnej korespondencji – wtedy upewniłem się, że moja przeszło półtoraroczna praca miała sens.

 

Na pytanie czym jest ta książka, mogę odpowiedzieć tak: jest ona syntezą 54 spraw do dzisiaj niewyjaśnionych zaginięć ludzi na terenie Polski. Wszystkie przypadki były dobierane poprzez pryzmat kryteriów jakimi kieruje się Paulides. Z racji tego (niezależnie jak górnolotnie to zabrzmi), że jest to bodaj pierwsza tego typu publikacja na rynku polskim, jest ona przyczynkiem do głębszej penetracji fenomenu Missing 411, który na zasadzie kalki językowej pozwoliłem sobie nazwać Zaginieni 913.

 

Korzystając z możliwości, jaką zaoferował mi Autor bloga „Poszukiwacze Nieznanego”, chciałbym serdecznie zaprosić Państwa do odwiedzenia strony www.zaginieni913.pl i zakupu niniejszej, 156 stronicowej publikacji. Książkę wydałem własnym sumptem w ograniczonej ilości egzemplarzy, a pierwsze 100 zamówień, po wpisaniu kodu ZAGINIENI913 jest objęte rabatem. Mam nadzieję, że przypadki, które opisałem spotkają się z Państwa zainteresowaniem i zachęcą do dalszej polemiki.

 

Jacek Obszyński

 

zaginieni913@icloud.com

środa, 3 maja 2023

Nibiru czy 9. Planeta?

 

Domniemana lokalizacja planety Nibiru na pograniczu konstelacji Byka, Barana i Wieloryba, czyli mniej więcej tam, gdzie teraz znajduje się Słońce...


Obiekt międzygwiezdny może udowodnić istnienie Dziewiątej Planety zwanej Nibiru.

Naukowcy coraz bardziej przekonani są, że w najodleglejszych zakątkach naszego Układu Słonecznego istnieje gigantyczna, nieodkryta planeta. Według nowych badań, ta olbrzymia planeta może wywierać przyciąganie grawitacyjne na obiekty transneptunowe (TNO) i międzygwiezdne przechodzące przez nasz Układ Słoneczny.

Hipotetyczny glob, pięć razy większy od Ziemi, prawdopodobnie krąży wokół Słońca po bardzo wydłużonej eliptycznej orbicie za orbitą Plutona. Choć naukowcy nie mają jeszcze bezpośrednich dowodów na istnienie tej planety, obiekt międzygwiezdny CNEOS 14, który zderzył się z Ziemią w 2014 roku, może dostarczyć kluczowych informacji.

Obiekt CNEOS 14 wpadł do Oceanu Spokojnego i został zidentyfikowany przez astrofizyka z Harvardu Abi (Avi) Loeba oraz jego ucznia Amira Siraja. Poruszał się z prędkością 60 km/s, co sugeruje, że mógł pochodzić z odległego układu gwiezdnego. Naukowcy muszą teraz zbadać, czy obiekt przyspieszył dzięki grawitacji nieznanej planety w Układzie Słonecznym.

Badacze Hector Socas-Navarro i Ignacio Trujillo Cabrera z Instytutu Astrofizyki Wysp Kanaryjskich przeprowadzili symulacje, aby odtworzyć trajektorię obiektu. Zauważyli, że prawdopodobieństwo istnienia gigantycznej planety w oddalonych regionach Układu Słonecznego wynosi aż 99,9%.

Naukowcy sądzą, że CNEOS 14 został skierowany w stronę Ziemi przez nieznany gigantyczny obiekt w zewnętrznym Układzie Słonecznym, prawdopodobnie hipotetyczną Dziewiątą Planetę, około 30 do 60 lat temu. Jeśli obliczenia są poprawne, analiza trajektorii CNEOS 14 może pomóc odnaleźć tajemniczą planetę.

Miejsce, w którym planeta powinna się znajdować, to obszar nieba, gdzie zbiegają się gwiazdozbiory Barana, Byka i Wieloryba. Jednak naukowcy podkreślają, że to wciąż tylko hipoteza, która wymaga dalszych badań. Jeśli okaże się prawdziwa, może to również dostarczyć więcej informacji na temat słynnej Nibiru, której istnienie również opiera się na teoriach i domysłach.

Nibiru, znane również jako Planeta X, to hipotetyczna planeta, która według niektórych teorii znajduje się w dalszych rejonach naszego Układu Słonecznego. Koncepcja Nibiru pojawiła się po raz pierwszy w latach 70. XX wieku w książkach Zecharii Sitchina, autora zajmującego się starożytną astronautyką. Sitchin twierdził, że Nibiru było planetą zamieszkaną przez zaawansowaną rasę pozaziemską zwaną Anunnaki, która odwiedziła Ziemię tysiące lat temu.

Nibiru miało być olbrzymią planetą o wydłużonej eliptycznej orbicie, która obiega Słońce co 3600 lat. Niektórzy zwolennicy teorii Nibiru spekulują, że planeta ta może wpłynąć na nasz Układ Słoneczny i powodować katastrofalne zdarzenia na Ziemi, takie jak trzęsienia ziemi, tsunami czy inne kataklizmy.

Należy jednak podkreślić, że większość naukowców uważa teorię Nibiru za pseudonaukową i nie ma żadnych naukowych dowodów na istnienie takiej planety. Współczesne badania astronomiczne i obserwacje jeszcze nie potwierdzają obecności takiego obiektu w naszym Układzie Słonecznym.

Czy hipotetyczna Planeta Dziewiąta i Nibiru są tym samym obiektem, czy to dwie odrębne planety? A może CNEOS 14 jest dowodem na istnienie pozaziemskiego życia? Na te pytania naukowcy będą próbowali znaleźć odpowiedzi w dalszych badaniach, które mają na celu rozwikłanie zagadki dotyczącej tajemniczych obiektów w naszym Układzie Słonecznym i poza nim.

 

Moje 3 grosze

 

Na razie nie ma żadnego dowodu na to, że istnieje Nibiru czy/oraz 9. Planeta vel Transpluton. Wszystko opiera się na hipotezach i niepewnych faktach obserwacyjnych. Ów tajemniczy CNEOS 14 może być, ale wcale nie jest to powiedziane, że jest obiektem pozaukładowym. To, że poruszał się z prędkością 60 km/s wcale nie dowodzi, że pochodzi spoza Układu Słonecznego – wszak w Układzie Słonecznym są ciała niebieskie poruszające się z v > 60 km/s, że wspomnę η-Akwarydy (65,5 km/s), Aurigidy (66,3 km/s), Orionidy (66,4 km/s), ε-Geminidy (69,4 km/s), Leo Minorydy (61,8 km/s), Leonidy (70,7 km/s) oraz Komaberenicydy (65 km/s).

Meteoryt CNEOS 2014-01-08 spadł na Ziemię w dniu 8.I.2014 r., a zatem w luce pomiędzy rojem Kwadrantydów (1-5.I) a rojem δ-Kancrydów (13-21.I) – tak więc nie mógł to być meteoryt z tych rojów. Być może jest to szczątek jakiejś komety, która przechodziła przez Układ Słoneczny czy fragment asteroidy z Pasa Planetoid, Pasa Kuipera czy Obłoku Oorta. Mam nadzieję, że zostanie on podniesiony z dna Pacyfiku i będzie można określić jego skład chemiczny.   

 

Źródło: https://innemedium.pl/wiadomosc/obiekt-miedzygwiezdny-moze-udowodnic-istnienie-dziewiatej-planety-zwanej-nibiru?utm_source=dlvr.it&utm_medium=facebook