Powered By Blogger

wtorek, 26 czerwca 2012

JORDANOWSKI KUBA PODPALACZ (1)




 

Afera kryminalna sprzed 77 lat z ogniem w tle!



Niedawno Pan dr Wit Wójtowicz przekazał mi ze swego domowego archiwum notatkę prasową sprzed II Wojny Światowej, w której to notatce znajduje się opis pewnego zajmującego epizodu z życia naszego miasta. Epizod ten dotyczy tajemniczych podpaleń, których seria wstrząsnęła naszym miastem na początku 1935 roku. Nie wiemy z cała pewnością, kto był tajemniczym sprawcą tych przestępstw, i przez analogię nazwałem tego osobnika Kubą Podpalaczem. Analogia ta jest najzupełniej na miejscu, a dlaczego – zaraz opowiedzą o tym wycinki z ówczesnych gazet. I tak oto w dniu 3 marca 1935 roku, popularny IKC[1] donosił:



Tajemnica pożarów w Jordanowie



Zbiorowa psychoza opanowana dzięki energii władz.



Jordanów, 28 lutego. (BJ). Ciche miasteczko podhalańskie, leżące z dala od utartych szlaków, na wzgórzu dominującym nad doliną Skawy ogarnęła w ostatnich dniach niezwykła psychoza.[2] Poczęły chodzić głuche wieści, że jakaś tajemnicza szajka podpalaczy postanowiła puścić…



…całe miasto z dymem.



Zaczęło się wszystko od pożaru, który nawiedził zabudowania niejakiego Gwiazdonika Michała przy ul. Malejowskiej[3] w dniu 20 lutego około godziny 18:45. Pożar zaczął się w rogu szopy w gęsto zabudowanym dziedzińcu, do którego dostęp był nadzwyczaj utrudniony. Z szopy Gwiazdonika przeniósł się ogień na magazyn papy i smarów Hermana Freidhabera, a stąd na stodołę niejakiego Leśniakiewicza.

Przybyła na miejsce Straż Pożarna miała nadzwyczaj trudne zadanie w zlokalizowaniu ognia, a to dlatego, że nie posiadając masek gazowych, nie mogła przedostać się na ciasne podwórko pomiędzy zabudowaniami, wypełnione gęstym, żółtym dławiącym dymem, pochodzącym z palącej się smoły, papy i wszelkiego gatunku smarów.

W ratowaniu miasta przed klęską ognia pomagała straży nadzwyczaj ofiarnie i



…wprost po bohatersku ludność miejscowa.



Jeszcze nie ostygły zgliszcza i popioły po pierwszym pożarze, kiedy dnia następnego, tj. 21 lutego o godz. 19:30…



…wybuchł pożar w drewutni Józefa Lilienthala,



- w zabudowaniach położonych w Rynku tuż obok Sądu.

Pewne szczegóły zebrane w czasie śledztwa, nasuwały przypuszczenie, że tym razem ogień został…



…podłożony zbrodniczą ręką.



Po porównaniu pewnych szczegółów wysunęła się teza, że i pierwszy pożar powstał z podpalenia.

Po mieście zaczęły kursować różne plotki i domysły na temat osoby ewentualnego podpalacza, czy też podpalaczy. Plotki te jednak nie miały najmniejszego uzasadnienia.

Następnego dnia po tym pożarze miejscowa Straż Pożarna otrzymała…



…anonimowy list.



Był to kawałek papieru pakunkowego, koloru białego, oddarty niedbale, zawinięty w podobny papier, zamiast koperty. Ten anonimowy list wrzucono do skrzynki pocztowej. Treść tego listu w autentycznej pisowni była następująca:



Szanowna Strasz z Jordanowie, Ratósz dowłasnych Rąk. Jordanów 21.II.1935. –

- Proszę zawiadomić Rabkę, Maków i Myślenice i prosić ich Omotorówki. Piszę do Państwa, żeśmy koledzy Kopcia i Pieczary zazemstę Kopcia musimy spalić cały Jordanów. (-) Spoważniem. Koledzy

Jeden z nas podpalił Gwiazdonika, bo Fredchaber dał 20 zł. Wczoraj miał się spalić Lilenthal.



Wiadomość o nadejściu listu do Straży rozeszła się w Jordanowie lotem błyskawicy i stała się przyczyną powstania



…ogólnej psychozy.



Przypomniano sobie znanego w tych okolicach przestępcę Pieczarę, za którym ubiegłej jesieni zarządzono obławę, a w czasie tej obławy zastrzelono wspólnika Pieczary niejakiego Kopcia. Pieczara sam został schwytany w pościgu na jednej z melin złodziejskich pod Nowym Targiem. – Aresztowanego przewieziono do więzienia śledczego w Wadowicach, skąd miano go odstawić do Jordanowa na rozprawę sądową.

Po mieście zaczęły krążyć wprost…



Fantastyczne wersje.



Mówiono o szajce podpalaczy, o zorganizowanej zemście bandytów, widywano w wybujałej fantazji podejrzanych osobników uwijających się po mieście, tajemnicze postacie skradające się w mrokach nocy, itd.

Ten rozgorączkowany nastrój zwiększył trzeci z rzędu pożar, który wybuchł w sobotę 23 lutego o godz. 18:30 w stodole Święchowicza Adama. Straż Pożarna czuwająca po ostatnim liście bez przerwy, przybyła wówczas na miejsce i pożar w zarodku zlikwidowała.

Zaalarmowana trzema tajemniczymi pożarami miasta…



…władze rozpoczęły energiczną akcję.



Na miejsce wyjechał delegowany do prowadzenia śledztwa prokurator dr Boryczko z Krakowa, przybyli też naczelnik wojew. wydz. polic. społ. mgr Małaszyński oraz komendant policji woj. insp. Walczak. Z ramienia komendy woj. wyjechał też wraz z 20-tu posterunkowymi służby mundurowej i śledczej zastępca nacz. Urzędu Śledczego kom. Wagner.

W poniedziałek 25 lutego odbyła się w Jordanowie rozprawa przeciwko Pieczarze, który za wiele czynów przestępczych został skazany na łączną karę 3 lat ciężkiego więzienia.

W dniu 26 lutego około godz. 18:45



…wybuchł nowy pożar czwarty z rzędu…



…w zabudowaniach Anieli Stolawskiej niszcząc kompletnie stodołę oraz przechowywane w niej narzędzia rolnicze i sprzęty. Szkoda wyrządzona ogniem była dość znaczna.

Policja krakowska zaraz po przybyciu miała pole do interwencji i to nawet poniekąd zbiorowej. Oto na rynku w Jordanowie…



…z racji wesela powstała bójka pomiędzy weselnikami…



…i to tak zacięta, że policja zdołała opanować rozognione temperamenty dopiero po użyciu pałek gumowych i poprzez sprowadzenie całego orszaku weselnego do aresztów.

Pojawienie się policji w mieście i energiczne wystąpienie władz położyło kres powstającej panice. Prowadzone energiczne śledztwo doprowadziło już częściowo do ustalenia przyczyny pożarów i ewentualnych sprawców. Rzecz jasna, że szczegóły śledztwa ze zrozumiałych względów…



…są trzymane w tajemnicy.



Pewne szczegóły przemawiają za tym – jak już to w swoim czasie wspominaliśmy – ostatnie pożary nie są dziełem zbrodniczej szajki, ale najprawdopodobniej pochodzą one…



…z ręki maniaka, człowieka na wpół obłąkanego.



Jak jest rzeczywiście, sprawę wyjaśni śledztwo.

Nadmienić jeszcze należy, że pożary nie wyrządziły większych szkód, że nie podpalono domów mieszkalnych, ani też obiektów rządowych, a tylko szopy, stodoły i drewutnie.

CDN.

[1] „Ilustrowany Kurier Codzienny” nr 62 z 3 marca 1935 roku, s. 15.
[2] Podkreślenia redakcji IKC.
[3] Dzisiaj ul. Piłsudskiego.

czwartek, 21 czerwca 2012

Aktywność solarna i kolejny Epizod?


Czy zwiększona aktywność solarna i przebiegunowanie Ziemi stanowi niebezpieczeństwo dla gatunku Homo sapiens sapiens?


Od dłuższego czasu śledzę medialną histerię związaną ze wzrostem aktywności słonecznej, która ma się przyczynić, jak głosi wieść hiobowa – jak nie do końca świata i generalnego Armagedonu, to do końca naszej cywilizacji. Od czasu do czasu pojawiają się rozmaici „eksperci” czy inni „specjaliści”, którzy epatują nas strasznymi wizjami opisującymi, co to będzie, kiedy Słońce „się wścieknie” i nas wykończy chmurami wyrzucanej z jego powierzchni plazmy wiatru słonecznego. Do tego akurat będzie miało miejsce przebiegunowanie, no i bieda gotowa! Upieczemy się w słonecznym żarze promieni UVA, UVB i UVC. Oczywiście dla niezorientowanych brzmi to przekonująco i wiarygodnie – a jakże! Przecież wypowiadają się uczeni, a zatem ktoś, kto wie.



Nie jestem naukowcem, ale wszystko to wydaje mi się ciągnięte za włosy. I to nawet bardzo! Pomijając już to samo podbijanie medialnego bębenka (co przekłada się tylko i wyłącznie na pieniądze, bo o nie w końcu w tym całym cyrku chodzi) jakoś nie widzę przygotowań czynionych do tegoż końca świata. W założeniu bowiem scenariusza plazmowego stoi jak byk, że podmuch wiatru słonecznego – przy osłabieniu czy całkowitym zaniku ziemskiej magnetosfery przy przebiegunowaniu – zniszczy całkowicie nasz, ziemski system produkcji i przesyłu energii elektrycznej. A zatem logicznym byłoby po prostu zabezpieczenie elektrowni, transformatorów, linii przesyłowych, itd. itp. przed uderzeniem wiatru słonecznego (porównywanego do efektu pulsu magnetycznego – EPM, po wybuchu nuklearnym). I to wszystko. Trochę to będzie kosztowało, ale straty w przypadku niezabezpieczenia tych urządzeń będą większe. Dość wspomnieć, że Słońce dwukrotnie pokazało nam swą moc: w roku 1859, kiedy to zorze polarne widziano na Kubie, a telegrafy kablowe oszalały od nawały impulsów generowanych przez pola elektromagnetyczne ze Słońca oraz w 1989 roku, kiedy to burze magnetyczne spowodowały zanik prądu elektrycznego w sieciach energetycznych USA i Kanady. Potężny „black-out” trwający nawet kilka dni zapanował w Quebeku. Ale znowu – ludziom udało się zapanować nad tym zjawiskiem i nic wielkiego się nie stało mimo ostrej zimy.



Jaki z tego wniosek? Wystarczy się dobrze zabezpieczyć i to zjawisko da się przeżyć.



Kombinacja przebiegunowania i zwiększonej aktywności słonecznej brzmi niebezpiecznie, ale… Pomyślmy na moment. W czasie ostatnich 5.000.000 lat nastąpiły 24 epizody przebiegunowania – jak podaje to „Wielka Encyklopedia Fizyki Współczesnej”. Wikipedia zaś podaje następujące fakty:



Zmiany biegunów Ziemi są zdarzeniami losowymi – następowały po sobie w odstępach od 10 tysięcy do nawet 50 milionów lat. Średnio zdarzają się co około 250 tysięcy lat, a ostatnie miało miejsce około 780 tysięcy lat temu. Podczas procesu przebiegunowania pole magnetyczne Ziemi nie zanika zupełnie, jednak staje się dużo bardziej skomplikowane niż to obserwowane obecnie. Umieszczony w nim kompas mógłby wskazywać różne kierunki geograficzne w zależności od jego położenia na powierzchni Ziemi, oraz od formy przejściowego pola magnetycznego w jego otoczeniu. Przebiegunowanie jest procesem trwającym od 1000 do 10 tysięcy lat, jednakże niektóre dane wskazują, że około 16 mln lat temu biegun północny przez krótki czas przemieszczał się z prędkością nawet 3° dziennie.



A zatem skąd te wszystkie enuncjacje stronników słonecznego Armagedonu o całkowitym zaniku ziemskiej magnetosfery? Magnetosfera nie zniknie.



 Silny spadek natężenia pola magnetycznego obserwuje się od czasu, od kiedy prowadzone są pomiary natężenia ziemskiego pola magnetycznego, czyli od przynajmniej 150 lat i uległ znacznemu przyspieszeniu w ostatnich latach. Badania pola w przeszłości wskazują, że natężenie pola magnetycznego zmniejsza się stopniowo od maksimum osiągniętego około 2000 lat temu. Przez ostatnie 150 lat natężenie pola magnetycznego zmalało o około 10-15%, a przez okres ostatnich 2000 o około 35%. Wcześniej też występowały wielokrotnie okresy zmniejszania się i zwiększania natężenia pola magnetycznego. Nie wiadomo jednak, czy obecnie notowany spadek natężenia będzie się utrzymywał w przyszłości; być może jest to tylko czasowy spadek, a nie długoterminowy trend.



Ano właśnie: NIE WIEMY. A wszelka niewiedza jest podstawą ciemnoty, na czym żerują różni hochsztaplerzy i oszuści. Spadek natężenia pola magnetycznego jest najprawdopodobniej związany z przebiegunowaniem Ziemi. Oznaczałoby to, ze Ziemia i Słońce będą teraz zwrócone do siebie jednoimiennymi biegunami, a co za tym idzie – Ziemia zostanie odepchnięta od Słońca – jak zakładają niektórzy ze stronników słonecznego Armagedonu. Kulą w płot, bo Ziemia przeszła już niejedną inwersje biegunów i wciąż obiega Słońce po stałej orbicie…  



Ponieważ proces przebiegunowania Ziemi nie był jeszcze nigdy bezpośrednio obserwowany, słabo zrozumiany jest także mechanizm i czynniki powodujące istnienie pola magnetycznego, nie można stwierdzić z całą pewnością, że obecnie obserwowane zmiany pola magnetycznego są zapowiedzią tego wydarzenia.



No właśnie – nasi uczeni nie są w stanie dokładnie opisać procesu przebiegunowania, ale tacy Majowie to przewidzieli dokładnie, że będzie to z pewnością koniec świata, co obliczyli co do sekundy. Oczywiście wiedzieli to od Kosmitów (a jakże!), którzy tam akurat wylądowali i im opowiedzieli – co głoszą co bardziej nawiedzeni ufolodzy i specjaliści od paleokontaktów. OK., niech im będzie. Tylko już tak nawiasem – jak to jest, że cywilizacja potrafiąca co do sekundy wyliczyć czas końca świata i mająca kontakty z Innymi, nie potrafiła się sama obronić przed końcem własnej cywilizacji, po której pozostały tylko artefakty? Jak to jest, że Majowie tacy ponoć mądrzy, doprowadzili swe imperium do klęski ekologicznej, której nie byli w stanie sprostać i poszli w rozsypkę? Czyli aż tak mądrzy nie byli, jak się ich maluje…? NB, nas też czeka klęska ekologiczna, której nie sprostamy, jak nie zaprzestaniemy naszych bezrozumnych działań. Ale wróćmy do Słońca i przebiegunowania:      



Glatzmaier we współpracy z Paulem Robertsem z UCLA wykonali model numeryczny elektromagnetyzmu płynnego jądra Ziemi. Rezultatem było pole magnetyczne przełączające kierunek co 40.000 lat, w okresach przełączania pole nie zanikało całkowicie, ale traciło swój dipolowy charakter. W okresie zaniku pole magnetyczne posiada różne kierunki.



To oznacza, że możemy w jednym czasie mieć kilka czy nawet kilkanaście biegunów magnetycznych Ziemi. Obawiam się, że poza pięknymi zorzami polarnymi nad Mt. Kibo, Mt. Everestem, Florydą i Karaibami oraz Mt. Cotopaxi i wyspami Oceanii nie będzie nic specjalnego do oglądania… Biura podróży mogą na tym zyskać, bowiem widok zorzy polarnej nad hawajskimi palmami będzie wart obejrzenia!



Według szeroko przyjętej teorii, która jest podparta symulacją komputerową, w przypadku czasowego zaniknięcia pola magnetycznego Ziemi, uderzający w jonosferę wiatr słoneczny wraz z ruchem obrotowym Ziemi wzbudzi w jonosferze pole magnetyczne, chroniące częściowo Ziemię przed dopływem do jej powierzchni promieniowania jonizującego. Zjawisko takie odkryto na Wenus nie posiadającej własnego pola magnetycznego.



No i gdzie będą te straszliwe wiązki promieniowania kosmicznego wypalającego do cna powierzchnię Ziemi?

 

Zanik pola magnetycznego dopuści do atmosfery cząstki zjonizowane wiatru słonecznego, atmosfera znacznie zmieni swe właściwości w rozchodzeniu się w niej fal radiowych, stanie się silnie zależna od burz słonecznych, zakłóceniu ulegnie działanie wielu urządzeń łączności.



Przejdziemy na łączność światłowodową, która nie ulega wpływom EM. Renesans przeżyje także normalna poczta. A radio i TV przejdzie na jakiś czas kablówkę. To wszystko da się obejść.   



Według niektórych opinii czasowe zaniknięcie pola magnetycznego w czasie zmiany polaryzacji biegunów może spowodować znaczny wzrost ilości bardzo szkodliwego promieniowania kosmicznego docierającego na powierzchnię Ziemi. Nie ma jednak żadnych nieodpartych naukowych dowodów na to, że odwrócenie pola magnetycznego miałoby prowadzić do jakiejkolwiek katastrofy ekologicznej czy wymierania organizmów żywych. Zarówno Homo erectus jak i jego przodkowie przeżyli kilka podobnych katastrof.



No właśnie – to jest ten najważniejszy argument. NIE MA dowodów kopalnych na to, że przebiegunowania oraz zwiększona aktywność słoneczna miały wpływ na masowe wymierania istot żywych na naszej planecie. Jeżeli mamy się czego obawiać, to tego, o czym już wielokrotnie pisałem, i przypomnę tu po raz któryś:

1.      Super trzęsienie ziemi w Apallachach i Uskoku św. Andrzeja, które może zmienić konfigurację wybrzeży Ameryki Północnej i może się zdarzyć w każdej chwili;

2.    Supertsunami, które może powstać w wyniku osunięcia się do Oceanu Atlantyckiego części wyspy La Palma de Canaria;

3.    Spadek asteroidy lub/i komety na powierzchnię Ziemi, czyli ukochany temat Hollywoodu – kosmiczna megakatastrofa…

4.    Uderzenie strumienia promieniowania gamma (γ) powstałego wskutek wybuchu gwiazdy Super- czy Hipernowej w odległości do 8000 ly od Układu Słonecznego. Ziemia już raz coś takiego przeszła w Ordowiku – to zagrożenie jest realne i nadejdzie bez ostrzeżenia;

5.     Erupcja superwulkanów – dwa najgroźniejsze z nich to superwulkan Yellowstone, którego wybuch może nastąpić w każdej chwili oraz geograficznie bliski nam superwulkan Campi Flegrei (Golfo di Pouzzoli) we Włoszech, którego erupcja zasypałaby Europę, część Afryki i Azji grubą na wiele metrów warstwą toksycznej tefry. 



Na tle tych kataklizmów przebiegunowanie jawi się, jako niewiele znaczący epizod – ot, jeden z wielu tego rodzaju w dziejach Ziemi. Ten pogląd podziela wielu trzeźwo myślących naukowców i badaczy. Oczywiście trzeba go obserwować i być przygotowanym na wszelkie ewentualności, bo zjawisko – jak napisałem powyżej – jest jeszcze NIEZNANE, ale to wcale nie oznacza, że musi być NIEBEZPIECZNE. Ale – jak już tu powiedziałem – strzeżonego Pan Bóg strzeże i lepiej zapobiegać, niż leczyć…   

środa, 20 czerwca 2012

Podróż uczona do Ludrovej, Martinczyka i Likavy



Pamiętam, jak jeszcze będąc w wieku szkolnym wraz z moimi rówieśnikami zaczytywałem się w powieściach Zbigniewa Nienackiego o przygodach Pana Samochodzika i jego nastoletnich przyjaciół, z którymi rozwiązywał najtrudniejsze zagadki historyczne.  Szczególnie pamiętam „Pana Samochodzika i Templariuszy” (1966), bo rozpropagował ją miniserial TV pod tym samym tytułem, w gwiazdorskiej obsadzie Stanisława Mikulskiego, Ewy Szykulskiej, Aliny Janowskiej i in. Akcja powieści toczy się na północy Polski na Warmii i Mazurach. W moim przypadku wyjazd w tamte strony raczej trudno wchodził w rachubę przy moich możliwościach. Dlatego poprzestałem na tym, co mogłem osiągnąć – książki i inne materiały na ten temat. A potem przyszły inne problemy i Templariusze odpłynęli na plan dalszy. Przypominali się od czasu do czasu, kiedy przyszło mi robić przekłady artykułów czy nawet książek. Ale wciąż byli gdzieś tam na marginesie mojej uwagi. Aż do maja tego roku.



W maju zadzwonił do mnie dr Miloš Jesenský, który zaproponował mi podjęcie się przekładu jego dwóch niedużych prac na temat Templariuszy i ich działalności na Słowacji: „Templári w Žilinskom kraji” (Żylina 2012) oraz „Kostol Všechsvätých v Ludrovej” (Żylina 2012), a wszystko w ramach projektu pt. „Žilinsky kraj Templárov” (Żyliński Kraj Templariuszy). Kraj w języku słowackim ma dwa znaczenia: jako kraj i z przymiotnikiem samosprávny jako jednostka administracyjna – odpowiednik naszego województwa. Pierwszą z nich przetłumaczyłem w dwa dni, nad drugą trzeba było mi trochę posiedzieć, i w rezultacie skończyłem ją w czasie miesiąca.



Warto było, bo dzięki nim dowiedziałem się, że kilkanaście kilometrów od naszej południowej granicy znajduje się kraj, w którym znajdują się zamki, warownie i kościoły, które były zbudowane lub obsadzone przez Braci Świątyni - Fratres Militiae Templi, Pauperes Commilitones Christi Templique Salomonie – Templariuszy! Nie musiałem jechać na Mazury czy do Francji, Hiszpanii albo Portugalii. Templariusze żyli i działali także tutaj – na Słowacji! A gdzie – pokazuje to mapa z innej pracy dr Jesenský’ego pt. „Po stopách Templárov na Slovensku” (Bratysława 2008), napisanej wraz z Pavolem Matulą.



Jak tu już rzekłem – zabrałem się do przekładu pracy na temat templaryjskiego kościoła pod wezwaniem Wszystkich Świętych w Ludrovej k./Rużemberoka, i tam właśnie skierowaliśmy swe kroki w pierwszej podróży uczonej, którą odbyliśmy w niedzielę, 17 czerwca roku Pańskiego 2012.



Tej niedzieli pogoda była cudowna! Niebieskie niebo bez ani jednej chmurki, absolutnie przejrzysta aeria, najdalsze szczyty widoczne jak na dłoni… Temperatura z rana +20˚C zapowiadała upalny dzień. Ciśnienie jednak zatrzymało się na 1014 hPa i nie zwiastowało to żadnych zmian – poza letnimi burzami termicznymi, których jednak nie było. A zatem idealna pogoda na wander. Pakujemy z Anią sprzęt i wsiadamy do naszego Caspera 2W. Odpalając silnik patrzę na zegarek – jest dokładnie 07:55.



Z Jordanowa jedziemy na Orawę, gdzie w przejściu granicznym Chyżne-Trstena przekraczamy granicę Słowacji. Droga jest doskonała, a my korzystając z objazdów docieramy do Ludrovej o godzinie 09:40. Nie spiesząc się zbytnio i spozierając po drodze na wspaniałe krajobrazy Fatry i Oravy.



Dlaczego akurat Ludrova, a nie np. Orawski Zamek w Oravskim Podehradzie? Ten sobie zostawiamy na deszczowe dni. Ludrova jest niezmiernie ciekawą miejscowością, a kościół – najciekawszym obiektem w okolicy. Dlaczego? Pisze o tym dr Jesenský w swej pracy „Templári w Žilinskom kraji”:



Kościół Wszystkich Świętych, który należy do najstarszych liptowskich budowli sakralnych znajduje się we wsi Ludrová, w jej części Kúty, po raz pierwszy wspomnianej w 1332 roku, i w tradycji ludowej nazywanej „Na púšti“. Tam też – według najstarszych słowackich historyków – miał być pochowany Johannes Gottfried von Herberstein, wizytator Templariuszy, który w czasie swej podróży po Węgrzech w 1230 roku nagle skonał w zagadkowych okolicznościach w klasztorze templariuszy na szczycie góry Mních. Według Štefana N. Hýroša pozostałości ziemskie Gottfrieda von Herbersteina wraz z ogromnym skarbem znajdują się gdzieś przed, albo pod, ołtarzem kościoła Wszystkich Świętych w Ludrovej, o czym jeszcze w XIX wieku miał świadczyć jego nagrobny kamień z całkowicie startymi literami.

Bryła kościoła jest czworokątna, z niskim krzyżowym sklepieniem i masywnym ożebrowaniem, zaś na kluczowym kamieniu jest widoczny Mandylion – głowa Chrystusa. Jest ona oświetlona jednym okrągłym świetlikiem i dwoma romańskimi oknami. Na ścianach i suficie pod warstwą wapna zostały odkryte kolorowe freski z XIII wieku, które są najcenniejszą ozdobą kościoła. Sufit jest podzielony na cztery części. Na wschodnim jest przedstawiony bardzo sugestywnie Sąd Ostateczny. Na północnym i południowym polu ukazani zostali Apostołowie, zaś na zachodnim koronacja Marii Panny dokonana przez Zbawiciela, a dookoła grający na różnych instrumentach muzycznych Aniołowie. Wokół zwornika są umieszczone symbole czterech Ewangelistów: anioł, orzeł, lew i wół.

Ściany świątyni zdobią sceny z narodzenia, życia, męki i zmartwychwstania Jezusa, znajdują się tam także napisy korespondujące z cytatami tekstów biblijnych, przy gotyckim wejściu do zakrystii znajduje się w murze pastroforium (diakonikon) z okratowanymi drzwiczkami. Sama zakrystia znajduje się na północnej ścianie kościoła i jest nowszej daty, z trzema podłużnymi oknami i z namalowaną datą A.D. 1712. Pod nią znajduje się krypta, a na ówczesnym południowym murze jest fresk wyobrażający św. Krzysztofa (motyw ulubiony przez członków wielu tajnych stowarzyszeń) i ślady po innych obrazach.

Na zachodniej stronie kościoła znajduje się czworokątna wieża, do której się można dostać tylko z chóru. Na jej pierwszej kondygnacji znajdują się otwory strzelnicze, natomiast normalne okna są na wyższej kondygnacji. Świątynia jest zadaszona prostym dachem, a na południowej ścianie widoczna jest wpółzatarta rzymska data ukazująca najwidoczniej rok renowacji. Krawędzie wieży są ozdobione dzisiaj słabo widzialnymi kwadratami. Pod kościołem miał zaczynać się podziemny chodnik wiodący do ówczesnego klasztoru na Mnichu, a drugi skierowany był na południe, ku Čerenej na granicy pomiędzy Liptowską Szczawnicą a Ludrovą, gdzie się ma znajdować wejście do podziemia.



Tyle dr Jesenský. I to właśnie chcieliśmy sobie obejrzeć. Właśnie dlatego, że robiąc przekład pracy na temat tego kościoła, musiałem go sobie dobrze obejrzeć, by mieć niejakie pojęcie o jej przedmiocie. Stoimy przed bramą. Pachnie czarny bez, a od pól dochodzi zapach rzepaku i kukurydzy. Słowacy nie rozwiązali swych spółdzielni rolniczych i doskonale na tym wyszli, w przeciwieństwie do Polaków, którzy w bezrozumnym szale walki z poprzednim ustrojem, podpuszczeni przez pseudonaukowców i „ekspertów” realizujących wytyczne z Waszyngtonu doprowadzili do upadku PGR i PGRyb. ze skutkami opłakanymi. Czekamy jeszcze do dziesiątej i bramę otwiera nam starszy pan.

- Państwo z Polski? – rozpromienia się na widok tablic naszego samochodu.

Potwierdzamy. Przedstawiam mu się i wyłuszczam powód naszego przybycia.

- Zapraszam zatem – okrągłym gestem wskazuje nam wejście do kruchty. Zagłębiliśmy się w chłodne wnętrze kościoła.



Są budowle, w których czuje się sacrum bez względu na ich wystrój. Kościół w Ludrovej należy właśnie do takich. Powietrze pachnie czasem. Atmosfera skupienia i modlitewnego czuwania unosi się wokół nas i wypełnia. Wycisza i pozwala na refleksję. Tego nie ma w nowoczesnych molochach sakralnych budowanych ze szkła, stali i betonu. I chociaż nie ma tam właściwie żadnego artefaktu, panuje uduchowiona, skupiona atmosfera. Nasz Cicerone opowiada nam, jak ludzie reagują na wejście do tej świątyni – jedni padają na kolana w cichej adoracji, inni wykrzykują z zachwytu. Pewna studentka powiedziała, że jest tu jak w piramidzie! I owszem, miała w pewnym sensie rację. I tu i tam namacalnie czuje się przepaście czasu oddzielające nas żywych od tych, co minęli pozostawiając nam świadectwo swego istnienia i wiary…



Powoli idziemy wzdłuż ścian budowli podziwiając freski, które dr Jesenský porównuje do relacji o życiu, śmierci i zmartwychwstaniu Jezusa Chrystusa. Nam kojarzy się to z pojedynczymi kadrami z jakiegoś filmu, które zostały wycięte i rzucone na ścianę. Mimo upływu 800 lat kolory są wciąż żywe, a treść zrozumiała. Niestety, najniższe kadry filmu są niekiedy zaświetlone i niewiele na nich widać.



Pytamy o skarb. Starszy pan śmieje się.

- Można poszukać, jest gdzieś pod podstawą ołtarza!

- Jeszcze go nie znaleziono? – dziwię się.

- Nie, to jest chyba tylko legenda, chociaż… - starszy pan zawiesza głos.

Rozumiemy – szukano i niczego nie znaleziono. A może i znaleziono, tylko nikt (ze zrozumiałych względów) się tym nie pochwalił…? 800 lat to szmat czasu i niejedno się mogło wydarzyć.



Żegnamy przemiłego staruszka i opuszczamy chłodne wnętrze kościółka Wszystkich Świętych. Upał uderza w nas jak młotem. Pokładowy termometr w kokpicie samochodu pokazuje temperaturę +50˚C, ale to jest górna granica pomiaru. Na zewnątrz jest +30˚C. Słońce praży bezlitośnie. Chcemy jeszcze zaliczyć kościółek w Martinczyku i ruiny komandorii w Zamku Likava, ale trzeba podejść tam co najmniej kilometr ostro pod górę. Pasujemy, nie to zdrowie. Pstrykam tylko kilka fotek i jedziemy w kierunku Dolnego Kubina. Po drodze decydujemy się na obiad w Valaskiej Dubovej.



Jedziemy tedy do tamecznej knajpy – Janosikowej Karczmy. Wedle legendy, to tutaj właśnie w roku 1713 hajducy dopadli Juraja Janosika, który został zdradzony przez starą bachorkę i jej córkę Żofkę. Nie wiem, co to takiego owa bachorka, ale domyślam się, że nic dobrego.



Zamawiamy dwa razy wyprażany ser – przysmak, za który Słowakom powinno się odpuścić wszystkie grzechy: teraźniejsze, przeszłe i przyszłe – sic! Do tego ziemniaki opiekane po amerykańsku i surówki + sos tatarski. W sumie dwie porcje obiadowe – 15 euro. Jedzenie na Słowacji jest tanie i dobre. Odpoczywamy potem jeszcze czas jakiś przy kawie i wyprawiamy się w drogę dalszą, uprzednio schłodziwszy wnętrze Caspera do temperatury otoczenia, która wynosi tymczasem +32˚C!



Wracamy do domu znów podziwiając krajobrazy Fatry – Małej i Wielkiej, które widać od zachodu, a od wschodu i północy widzimy zębatą piłę górskich szczytów Tatr Zachodnich i Rohaczy. Przed granicą krótkie zakupy tradycyjnego rumu tuzemczaka do ciast i „ziemniaczków” a potem szybki skok z Orawy w Beskidy i przybycie do domu. W ciągu pół dnia zrobiliśmy 220 km w przestrzeni i co najmniej 800 lat w czasie. Warto było.



I na tym zakończyliśmy pierwszą podróż uczoną po śladach Templariuszy na Słowacji.   

INFORMACJA TURYSTYCZNA

Kościół p.w. Wszystkich Świętych jest udostępniony do zwiedzania w następujacych terminach:
1.V - 30.VI  - w poniedziałki - NIECZYNNE
Od wtorku do niedzieli czynne w g. 10:00 - 16:00
1.VII - 30.IX - czynne codziennie w g. 09:00 - 17:00
1.X - 31.X - w poniedziałki NIECZYNNE
Od wtorku do niedzieli czynne w g. 10:00 - 16:00
CENY:
Dorosli - 1,0 EUR
Dzieci, młodzież szkolna - 0,5 EUR
Zezwolenie na fotografowanie - 1,0 EUR
Zezwolenie na filmowanie - 1,66 EUR.
    

niedziela, 17 czerwca 2012

Wyprawa na Babią Górę – cz. II

Babia Góra od strony Orawy - to gdzieś tutaj znajduje się tajemnicze wejście do systemu podziemych tuneli i korytarzy (Fot. R.Leśniakiewicz)

Zofia Piepiórka “Eleonora”

PASMA KOSMICZNE, UFO- tunele i diabelskie kamienie…

Motto: „Zastanawiałam się czy dotyczy to również pasm Złotych i Platynowych? Do tej pory nigdy tego nie badałam, więc byłam bardzo ciekawa jak to wygląda na Babiej Górze.”

Gdy skończyłam pisać sprawozdanie z drugiego dnia wyprawy na Babią Górę, sprawdziłam literówki, zapisałam tekst, włączyłam Internet, aby wysłać tekst i nagle ... okazało się, że wszystko znikło, Pozostały tylko te dwa zdania wyrwane z kontekstu i w dodatku z pogrubioną czcionką, jakbym miała coś zrozumieć...?! Co mam zrozumieć?

„Zastanawiałam się czy dotyczy to również pasm Złotych i Platynowych? Do tej pory nigdy tego nie badałam, więc byłam bardzo ciekawa jak to wygląda na Babiej Górze.”

Zrozumiałam o co chodzi… Te pasma są na obrazie zat. „Jezu ufam Tobie” i pisałam na ten temat wielokrotnie, ale w sprawozdaniu o tym nie napisałam… Przede wszystkim jestem wizjonerką, a dopiero potem badaczką pasm kosmicznych i Baz Kosmicznych oraz kamiennych kręgów.

                                               ************

 Drugi dzień naszej wyprawy na Babią Górę zaczął się ok. godz. 09.00 rano od wypicia kawy i rozmowy na tarasie naszych gospodarzy m.in. na temat obserwacji UFO na pobliskiej górze „Kiełek”. Co robi tutaj UFO i co to za UFO? Czy mają tutaj swoją Bazę Kosmiczną? Rozmowa zeszła na temat pasm kosmicznych i ustaliliśmy, że będę badała pasma kosmiczne Złote i Platynowe i tzw. siatkę szwajcarską wokół Babiej Góry. Może uda się nam odszukać jakieś zasypane UFO- tunele? Zaproponowałam, aby w planie również uwzględnić najbliższy legendarny diabelski kamień. Ale gdzie tutaj jest najbliższy legendarny kamień? Pani Danuta wiedziała – na Zakamionku.

 Pasam kosmiczne Złote i Platynowe  badałam w kamiennych kręgach  w Odrach (oraz w wielu innych k.k.), a wyniki  badań przedstawiłam podczas sympozjum naukowego w Sulęczynie woj. pomorskie - w kwietniu 1997 roku. Przed laty na badania tych pasm poświęciłam setki godzin i teraz była pora na ujawienie ich prawdziwego przeznaczenia.

Jeżeli w Babiej Górze są Bazy Kosmiczne – Hiad oraz Obwodowa Baza Kosmiczna dla „Radioźródła 3C 123” na Kaszubach, to te pasma kosmiczne muszą tutaj być zwielokrotnione. Podobne badania przed laty wykonał inż. Mirosław Wilk na Półwyspie Helskim w miejscu lądowania UFO szaraków - w ich siatce kosmicznej, czyli tzw. pasmach „siatki szwajcarskiej”. O badaniach tej siatki radiestezyjnej  wiedzą wszyscy radiesteci oraz ufolodzy. Przed laty na ten temat były liczne publikacje. „Zastanawiałam się czy dotyczy to również pasm Złotych i Platynowych? Do tej pory nigdy tego nie badałam, więc byłam bardzo ciekawa jak to wygląda na Babiej Górze.”

Z moich badań wynika iż w kamiennych kręgach w Odrach ( i innych) pasma kosmiczne Złote w widmie światła białego mają kolor czerwony i szer. 4,7 m, a kierunek  poł. zach. – pół. wsch. W tym paśmie są fale radiowe. Pasma Platynowe  w widmie światła białego mają kolor niebiesko -  fioletowy i szer. 5,7 m, a kierunek poł. wsch. – pół. zach. W tym paśmie są promieniowania gamma, które dochodzą z centrum naszej galaktyki. Rozstaw oczek w tej sieci wynosił 12 x 15 m. Te pasma w symbolu są pokazane na obrazie zat. „Jezu ufam Tobie”! DLACZEGO?? Odpowiedzcie sobie sami…

Wg radiestetów tzw. „siatka szwajcarska” układa się jak południki i równoleżniki, ale jest mniejsza i gęściejsza, gdyż podstawowy rozstaw oczek wynosi 2 x 2,5 m, a szer. pasm wynosi 22 cm. Pasma te mają kolor czarny. Wg badań inż. Wilka w miejscach lądowań UFO ta siatka kosmiczna poszerza się wielokrotnie w zależności od wielkości obiektu.

Są to więc dwie zupełnie różne siatki kosmiczne, które otaczają całą Ziemię, a wykorzystują je różne NOL-e. Tzw. siatkę szwajcarską lub jak kto woli „sieć Wilka” wykorzystują m.in. „szaraki”, a pasma Złoto-Platynowe cywilizacje człowieka, które posługują się tymi pasmami jak samoloty kanałami powietrznymi. Kształty i napędy UFO zależą od rodzaju pasm kosmicznych.

 Na podstawie badań kamiennych kręgów w Zaskoczynie k/Gdańska wiem, że są inne „siatki kosmiczne”.

Gdy to wyjaśniłam, zainteresowali się czym i jak chcę badać te pasma? Aby wyczuć i badać te pasma nie potrzebuję różdżek ani wahadeł, gdyż przy odpowiedniej koncentracji wyczuwam je dłońmi. Czy jestem radiestetką? Jestem wizjonerką, a więc mam większe możliwości i percepcję niż radiesteci, dlatego że czuję i widzę energie. Dyskusja na temat promieniowania pasm kosmicznych zachęciła ich do próby swoich możliwości, więc postanowili zrobić sobie różdżki z gałęzi leszczyny, ale gdzie w Sidzinie rośnie jakaś leszczyna? Pani Danuta wiedziała więc poszli po gałęzie. Gdy wrócili zapakowaliśmy plecaki i o godz. 11.30 ruszyliśmy na kolejną przygodę, ale tym razem dołączył do nas Wiesław Lipiński.

Jadąc na Krowiarki po drodze zatrzymaliśmy się w Muzeum Etnograficznym, gdzie Wiesław zapytał zaprzyjaźnionego etnografa o diabelski kamień w Zakamionku. Okazało się, że naukowiec nic nie wiedział o istnieniu tego legendarnego kamienia. Przy okazji obejrzeliśmy kilka drewnianych 200-letnich chat góralskich. Wspomniałam, że na Kaszubach we Wdzydzach Kiszewskich nad jez. Wdzydze jest również Skansen Etnograficzny, gdzie można zobaczyć  200-letnie drewniane chaty kaszubskie, lecz są one o wiele skromniejsze.  Dziwne… ale podobnie jak tutaj etnografowie nic nie wiedzieli o diabelskich kamieniach, tak jakby nie miały one znaczenia w tradycji i kulturze ludowej (?!).

Była godz. 12.00 gdy zatrzymaliśmy się na tym samym parkingu na Krowiarkach u podnóża Babiej Góry. Zabraliśmy plecaki i ruszyliśmy w prawo ścieżką wokół Babiej Góry do Mokrego Stawu oddalonego ok. 20 minut drogi, ale nam to zajęło dużo więcej czasu.

Pasma Kosmiczne

Nastawiłam się na pasma kosmiczne i ledwie weszłam na ścieżkę poczułam mrowienie w dłoniach, ale po jakimś czasie przeszło. Co jakiś czas powtarzało się pieczenie w brzuchu. Co to jest? Zrozumiałam, że ma to związek z promieniowaniem pasm kosmicznych. Ale których?

Gdy promieniowanie w dłoniach nie było odczuwalne zaznaczyłam linię na ścieżce i zawróciłam, aby sprawdzić  krokami ile metrów ma to pasmo kosmiczne. Okazało się, że jest to pasmo Złote i jego szer. w tym miejscu wynosiła 60 m. Po przejściu ok. 50 m powtórzyło się to samo promieniowanie pasma kosmicznego.

Wyczuwałam tam inne pasma, więc nastawiłam się na pasma Platynowe. To były inne odczucia promieniowana. Postąpiłam tak samo jak poprzednio - po przejściu pewnego odcinka zaznaczyłam linie na ścieżce i zawróciłam, aby sprawdzić odległość krokami. Okazało się, że to pasmo miało ok. 45 m. Pasma te były wielokrotnością dla wzorcowych pasm w kamiennych kręgach, a to oznaczało, że jest tutaj Baza Kosmiczna, co potwierdzały moje wnioski z poprzedniego dnia.

Skupiłam się na pasmach siatki szwajcarskiej i okazało się, że jej szerokość wynosi 22 m czyli jest również wielokrotnością. W czasie badania tego pasma czułam w brzuchu pieczenie jak zgagę i to „zgagowate” pasmo powtarzało się co ok. 80 m.

Szłam powoli sprawdzając te pasma kosmiczne, a w  tym czasie moi towarzysze usiłowali badać  swoimi „różdżkami” zaznaczone pasma na ścieżce. Nic im jednak nie wychodziło, gdyż nie mieli  doświadczenia ani odpowiedniej wiedzy na temat tych niewidzialnych, ale wyczuwalnych pasm kosmicznych. Można te pasma badać również za pomocą odpowiedniego sprzętu technicznego.

Zasypany UFO-tunel

Zniechęceni efektami swoich badań szli za mną rozmawiając, a przy okazji rozglądali się za jakąś dziurą przy ścieżce.  Gdy już byłam w pobliżu Mokrego Stawu zawołali mnie, abym koniecznie coś zobaczyła. Zawróciłam do miejsca gdzie stali patrząc na usypisko kamieni. Ewa wyjaśniła, że Kasia zobaczyła dziurę pomiędzy kamieniami i w tym miejscu krzyknęła, a odpowiedziało jej echo co ich bardzo zdziwiło, bo w zwykłej dziurze nie powstaje echo. Włożyłam dłoń w otwór i poczułam przeciąg, co mnie zaskoczyło. Czyżby tutaj był zasypany UFO-tunel?? Wiesław zaczął odkładać kamienie na bok, ale pod nimi była gruba warstwa kamieni nie wiadomo jak głęboko i dokopywanie się do tunelu było bez sensu. No i niech by to zobaczyli strażnicy Babiej Góry! „Co wy tutaj robicie?  A odkopujemy sobie UFO-tunel…” Wiesław położył kamienie na swoje  miejsce i spojrzał w górę. Wskazał na ok. 100 letni świerk rosnący na usypisku kamieni powyżej. Popatrzeliśmy w górę… To usypisko kamieni wyraźnie odcinało się na tle góry. Doszliśmy do wniosku, że jeżeli tutaj był jeden z  UFO-tuneli o których pisał prof. Jan Pająk, to został zasypany ok. 100 lat temu, bo o tym świadczyło rosnące na nim drzewo.

Zastanawiałam się czy w tym miejscu jest pasmo kosmiczne? Zaczęłam to sprawdzać i okazało się, że było tam pasmo Platynowe, które wskazywało wlot tunelu. Pasma Platynowe na odcinku który badałam, były mniejsze niż pasma Złote, co mnie zastanowiło, gdyż wydawało mi się, że powinny być proporcjonalnie szersze. To mogło oznaczać jedno - w tym miejscu te pasma dawno nie były wykorzystane w obrębie Bazy Kosmicznej Hiad.

Czy w okolicy Obwodowej Bazy Kosmicznej dla Radioźródła 3c 123 na wysokości szczytu Babiej Góry  pasma Platynowe są szersze? Aby to sprawdzić musiałbym obejść i badać cały masyw Babiej Góry, a to potrwałoby tydzień lub miesiąc... Byliśmy jednak usatysfakcjonowani tym, że udało się zlokalizować jeden z wielu zasypanych UFO-tuneli na Babiej Górze.

Mokry Staw

Poszliśmy dalej do Mokrego Stawu o którym pisał prof. Jan Pająk w swoim traktacie naukowym „UFO- tunele spod Babiej Góry”. Janusz w tym czasie zszedł po drewnianych schodkach nad brzeg stawu, a my zatrzymaliśmy się na ścieżce patrząc z góry na staw, na dnie którego w czystej wodzie leżały  kamienie. Prof. Pająk pisał, że tym stawie był UFO-tunel więc chciałam to jakoś sprawdzić. Zaproponowałam abyśmy wykonali  proste ćwiczenie. Stanęliśmy w skupieniu w pozycji na baczność poddając się energii tego miejsca w czasie 1 minuty. Nasze ciała mimowolnie poruszały się w lewo lub w prawo. Okazało się, że ja z Ewą wirowałyśmy w prawo, a Kasia i Wiesław w lewo. Zastanawiałam się co to znaczy? Najpierw sprawdziłam jakie są tam pasma kosmiczne. Okazało się, że jest tam pasmo Platynowe o szer. ok. 60 m. To potwierdzało się z tym co napisał prof. Pająk, iż w stawie jest UFO-tunel, ale już dawno został zasypany kamieniami. Dlatego na dnie stawu widzieliśmy kamienie, ale bez typowych namuleń z opadających liści i szpilek drzew iglastych. Dlaczego? Wyjaśnień jest kilka… COŚ je oczyszcza…

Analizowałam nasze ćwiczenie z wirowaniem. Wir lewy oznacza iż było to wejście do Obwodowej Bazy Kosmicznej Radioźródła 3C 123 w głębi góry, ale zostało odcięte… zablokowane prawą energią – blokującą, którą ja i Ewa odczułyśmy. Jest tam również wielokrotność  pasma „siatki szwajcarskiej” o szer. ok. 40 m przechodzące w poprzek ścieżki i stawu, a więc to jest dowód na typowe lądowisko czyli UFO- tunel.  Wyjaśniłam, iż Ziemia wiruje w lewo i dla mnie ten wir jest pozytywny – otwierający, natomiast wir prawy jest blokujący i przeciwny do obrotu Ziemi wokół własnej osi i wokół Słońca. Kto blokuje to wejście i dlaczego? Z boku stawu jest Baza Kosmiczna… cywilizacji Smoka i szaraków. Dla mnie to urokliwe miejsce i czysty staw okazał się b. niebezpieczny pod względem ufologicznym… jak pułapka na „myszy”. Obeszliśmy staw wokoło i zawróciliśmy na ścieżkę wiodącą na parking.

Byliśmy w połowie drogi, gdy ścieżkę zablokował nam wielki czarny koń mokry od potu i dyszący z wysiłku. Obok konia stał drwal trzymając lejce i wyjaśnił nam, że koń wspinał się pod górę i dlatego musi odpocząć. Ewa zapytała, czy słyszał o tunelach w Babiej Górze? Odpowiedział, że od dziecka słyszał o tych tunelach, ale one już dawno zostały zasypane przez ludzi. Mieszka w Lipnicy i wie, że tam też jest zasypany tunel niedaleko w Zakamionku. Zbójnicy tam się ukrywali i dlatego zasypali te tunele, coby ludzie nie znaleźli ich skarbów. Odpowiedzieliśmy - A my właśnie tam się wybieramy, aby odszukać  legendarny diabelski kamień. Czy może nam coś o tym powiedzieć i jak tam dojechać? Odpowiedział - Wiem gdzie jest ten kamień. Na nim są znaki, ale wam będzie trudno go znaleźć… Wyjaśnił jak mamy tam dojechać najkrótszą drogą. W tym czasie nadszedł  drugi drwal z brązowym koniem i góral nic już nie chciał nam powiedzieć, więc podziękowaliśmy i poszliśmy drogą na parking.

Była już godz. 15.00 i czas najwyższy jechać na Zakamionek, jednak chciałam sprawdzić chociaż 100 m ścieżki wiodącej w lewo wokół masywu tej góry. Okazało się, że pasma mają tę samą szerokość, ale coś tam jeszcze było… Pochodziłam po parkingu i wyczułam promieniowanie dużego DYSKU oczywiście w ziemi. Oni szli już do samochodu, gdy ja stałam i analizowałam co to za dysk? A może to jakaś mała Baza Kosmiczna? Okazało się, że jest to Baza Kosmiczna LWA, która jest jedną z wielu jakie otaczają te dwie główne Bazy Kosmiczne. Ile tutaj może być Baz Kosmicznych?? Wg mnie jest tutaj 37 różnych Baz Kosmicznych. Co ONI tutaj robią?? Pomyślałam o górze Olimp i bogach w starożytnej Grecji…

„W mitologii greckiej góra Olimp uważana była za siedzibę bogów greckich, w tym najważniejszego – Zeusa. Z tego miejsca bogowie mieli kierować ludzkimi losami. Każde bóstwo mieszkające na Olimpie ma tutaj własną świątynię (siedzibę). Stara śpiewka ludowa mówi, że chcą utrzymać swoją siłę gotową w przypadku, gdyby musieli przeciwstawić się innemu prawdziwie monumentalnemu wyznaniu - czymś w rodzaju przewrotu Tytanów. Mityczny Olimp nie ma dróg prowadzących do Planów Wyższych, a wszystkie jego jaskinie są dokładnie opisane na mapach. Wierzono, że ilekroć jakiś człowiek próbował tam wejść, ginął.”

Tutaj… na Babiej Górze jest Plan Wyższy dla naszej cywilizacji… bo tutaj jest jedna z wielu odwiecznych i monumentalnych Obwodowych Baz Kosmicznych dla Radioźródła 3c 123 na Kaszubach z czasów Pierwszej Cywilizacji. Dlatego wszystkie jaskinie zostały zasypane, aby żaden człowiek nie zginął w czasie przelotu UFO – szklistymi tunelami wiodącymi do pozostałych Obwodowych Baz Kosmicznych w Polsce i w Europie. Z pewnością mają też połączenia podziemnymi tunelami z innymi Bazami Kosmicznymi na całej Ziemi. Wokół tej Bazy Kosmicznej są inne, które współpracują – tak jak  Baza Kosmiczna Hiad (gwiazdozbiór BYKA) na wysokości Sokolicy lub wrogie, które blokują działania tych pierwszych. Ci „bogowie” nie mają Planów Wyższych wobec naszej cywilizacji tak samo jak bogowie Olimpu i dlatego nigdy dobrowolnie nie ujawnią nam prawdy o swoich bazach kosmicznych na Ziemi. Dlatego wcześniejsze cywilizacje musiały zginąć… W przeciwieństwie do nich Bóg i Król naszej cywilizacji  - Jahwe ujawnia nam swoje Bazy Kosmiczne „Radioźródła 3C 123” oraz Bazy Kosmiczne Hiad których PLAN WYŻSZY jest w odwzorowaniu kamiennych kręgów w Odrach. Przedstawicielem Hiad jest Jezus Chrystus – o czym pisałam wielokrotnie. W ten sposób realizuje się Wyższy Plan Boga Jahwe  i Syna Jezusa Chrystusa wobec naszej cywilizacji, aby spełniły się proroctwa o „królestwie z nieba” o które  prosimy w modlitwie „Ojcze nasz” „przyjdź Królestwo Twoje…” Dlatego to co tutaj odkrywałam ma tak wielkie znaczenie dla wszystkich ludzi wierzących i myślących, dla wszystkich ludzi Izraela oraz wszystkich Chrześcijan na Ziemi. Tak spełnia się proroctwo Jezusa Chrystusa przekazane  św. Faustynie Kowalskiej… „Z Polski wyjdzie Iskra, która przygotuje świat na moje przyjście”. Iskra symbol światła, wiedzy, zrozumienia o Bazach Kosmicznych na Ziemi…

Babia Góra znajduje się na granicy Polsko –Słowackiej i jej Bazy Kosmiczne sięgają daleko na tereny  Słowacji. Gdy 12 lat temu byłam tutaj z Izą i Tomkiem z Krakowa objechaliśmy górę od strony Słowackiej wokół jeziora, aż do Ropczyc szukając UFO tuneli –  wg wskazówek w traktacie prof. Pająka.

Zakamionek

Była godz. 16.00 gdy w końcu ruszyliśmy w dalszą drogę w poszukiwaniu legendarnego kamienia. Wyjechaliśmy na główną drogę, którą przyjechaliśmy i po kilku kilometrach skręciliśmy w wąską asfaltową drogę wiodącą do lasu, a dalej leśną drogą wg wskazówek napotkanego górala. Dojeżdżaliśmy do skrzyżowania dróg i zastanawialiśmy się jak jechać dalej, gdy dostrzegłam pośród drzew postać w białej koszulce. Skręciliśmy w lewo i zatrzymaliśmy się, aby zapytać o drogę. Patrzył na nas młody mężczyzna w gęstwinie ciemnych loków, trzymając długi kij w ręce jak pasterz. Zapytaliśmy czy tędy dojedziemy na Zakamionek. Odpowiedział z uśmiechem: Tak, jeszcze ok. dwa kilometry i przy końcu tego lasu będzie droga wyłożona betonowymi płytami prowadząca prosto na Zakamionek. Wciąż się uśmiechał i po chwili dodał: „Niedługo się spotkamy”.

Nie mogliśmy go zabrać, bo był komplet pasażerów. Ruszyliśmy dalej pod wrażeniem jego słów i niezwykłych oczu! Czyżby wiedział, gdzie i po co jedziemy? Przy końcu lasu skręciliśmy w krętą drogę wyłożoną betonowymi płytami, po której jechaliśmy jak po tarce prosto do niewielkiej górskiej osady  Zakamionek. Pierwszą napotkaną osobę zapytaliśmy czy wie gdzie jest legendarny kamień? Młoda kobieta nic nie wiedziała o legendarnym kamieniu. Pojechaliśmy drogą w górę i zatrzymaliśmy się przy ostatniej drewnianej chacie na skraju lasu. Nikogo nie było, więc zostawiliśmy samochód i ruszyliśmy na poszukiwania legendarnego kamienia o którym opowiadał góral oraz pisał prof. Pająk w swoim traktacie. Ten traktat naukowy trzymałam pod pachą idąc z Januszem, a reszta towarzystwa daleko za nami. Gdy mijałam pierwsze świerki poczułam muśnięcie jakby gorącym prętem na prawym przedramieniu. Popatrzyłam na rękę, ale nie było śladu oparzenia, zatrzymałam się i zastanawiałam co to było. Powiedziałam o tym Januszowi i dodałam, że to jest wskazówka… Ten kamień musi być na tej wysokości w górze. Patrzył na mnie przez chwilę bez słowa, nagle odwrócił się i ruszył w górę, a ja za nim. Doszliśmy do poprzecznej drogi, gdzie był gąszcz młodych drzew liściastych. Tam poczekaliśmy na Ewę, Kasię i Wiesława. Gdy dotarli do nas opowiedziałam im co mi się przydarzyło i że jest to wskazówka, gdzie jest legendarny kamień. Weszliśmy kawałek w górę, ale gęste młode krzewy całkowicie zasłaniały widok na cokolwiek. Krążyliśmy tam ok. godziny i zrozumieliśmy co miał na myśli góral mówiąc do nas: „Wiem gdzie jest ten kamień. Na nim są znaki, ale wam będzie trudno go znaleźć…”

 Stwierdziliśmy, że jest zbyt późno na dalsze poszukiwania kamienia w tej gęstwinie, gdyż musielibyśmy iść „tyralierą”, aby na niego trafić. Była godz. 18.00 i w lesie robiło się coraz ciemniej więc z żalem ruszyliśmy z powrotem do samochodu. Zanim odeszliśmy sprawdziłam jaki jest wir energii tego miejsca. Wir był prawy… i dlatego poczułam symboliczny palący dotyk jego energii na prawej ręce? W wizji pojawił się Smok… a więc tutaj też jest Baza Smoka? Szłam tym razem na końcu myśląc o tym wszystkim. Gdy zbliżałam się do domu gdzie zostawiliśmy samochód zobaczyłam, że Janusz patrzy na mnie i z uśmiechem coś pokazuje ręką. Przed domem na ławie siedział… ten sam młody mężczyzna i uśmiechał się serdecznie patrząc na nasze zaskoczone twarze.  Stało się jak powiedział na drodze: „Niedługo się spotkamy”. Staliśmy w  szoku, bo to był niesamowity przypadek, że zatrzymaliśmy się akurat przy domu gdzie mieszkał (?). Skąd wiedział, że tam będziemy?

Z uśmiechem wyjaśnił, że przebywa tutaj od dziecka, ale mieszka w Krakowie. W Krakowie jest największy  czakram w Polsce.

- Tak… w Krakowie na Wawelu jest czakram Smoka – odpowiedziałam i dodałam: Mówi o tym również legenda o smoku wawelskim. W sanskrycie czakram znaczy „koło, krąg, DYSK”. Największy czakram  w Polsce nie jest w Krakowie, ale na Kaszubach… gdzie jest największa Baza Kosmiczna w Polsce. Czy pan jest psychotronikiem? Mówi pan tak jak psychotronicy…

Po chwili odp. - Nie, dziennikarzem.

- Jeżeli pan tutaj mieszka od dziecka, to z pewnością słyszał pan o diabelskim kamieniu na Zakomionku?

Pokręcił głową z uśmiechem na twarzy.

- A słyszał pan o UFO- tunelach na Babiej Górze? Pokazałam na majestatyczną górę.

Znowu pokręcił głową i z uśmiechem na twarzy powiedział: To piękna góra.

 Patrzyliśmy wszyscy jak za szczytem „królowej Beskidu” zachodziło słonce.

- Tak to piękna góra… Tam wczoraj o tej porze byliśmy… A czy słyszał pan o prof. Janie Pająku, który napisał traktat naukowy na temat tej góry i jej UFO- tunelach?

Nasz tajemniczy gospodarz znowu pokręcił głową, więc podałam jemu dużą księgę. Patrzył chwilę na foliową okładkę z napisem „ UFO – Tunele spod Babiej Góry”. Po chwili zwrócił  traktat mówiąc - nie czytałem.

- Ten traktat naukowy jest dostępny w Internecie. Prof. Pająk jest fizykiem i informatykiem, absolwentem Politechniki Wrocławskiej. Po stanie wojennym wyjechał na stałe do Nowej Zelandii. Przed wyjazdem opublikował w miesięczniku „Przegląd Techniczny”  cykl art. na temat opisu technologii magnokraftu czyli dysku wg własnych przemyśleń, dlatego badał tę górę i szukał jej szklistych tuneli o których tutejsi górale opowiadają od wieków. My dzisiaj byliśmy na Krowiarkach przy Babiej Górze i znaleźliśmy jeden z zasypanych UFO- tuneli. Badałam tam pasma kosmiczne… Przyjechaliśmy tutaj, aby zobaczyć legendarny kamień, gdyż o nim wspomina prof. Pająk w swoim traktacie. Był tutaj i widział go…

Młody mężczyzna z uśmiechem wyciągnął rękę i wskazał na stojącą za nami starszą kobietę z małą dziewczynką, która przysłuchiwała się naszej rozmowie.

- Ona wam powie…

Zwróciliśmy się w kierunku starszej kobiety, która mogła być jego babcią. Po chwili zaczęła mówić.

- Ten kamień jest prawie na szczycie góry. Byłam tam… Tam jest jaskinia zasypana kamieniami, a z przodu są ustawione dwa duże kamienie. Jak był stary las łatwo było go znaleźć, ale parę lat temu zrobili wycinkę i posadzili młody las. Teraz tam trudno go znaleźć. Jest już wieczór, ale rano można tam trafić…

- Tak… ale jutro będziemy w Jordanowie. Może kiedyś tutaj przyjedziemy, aby go odszukać. Ja jestem z Gdyni, a oni z Gliwic i z Sidziny. Podziękowaliśmy za cenne informacje i na koniec podałam dziennikarzowi wizytówkę mówiąc , że interesuję się legendarnymi kamieniami od 1993 roku, gdyż  badam kamienne kręgi. Kamienne kręgi to Plan Baz Kosmicznych i są one m.in.  właśnie tutaj w Babiej Górze.

Pożegnaliśmy sympatycznych gospodarzy i ruszyliśmy w drogę powrotną do Sidziny. Byliśmy wciąż pod silnym wrażeniem niezwykłego spotkania z tym młodym tajemniczym człowiekiem.

Jechaliśmy trasą przez Lipnicę wśród kwitnących łąk, podziwiając masyw Babiej Góry na tle zachodzącego słońca. Widok był tak niezwykły, że musieliśmy się zatrzymać, aby zrobić zdjęcia i zapamiętać to zjawisko na zawsze. Tak wspaniale i ciepło pożegnała nas Babia Góra… że żadne słowa ani zdjęcia tego nie oddają…

Wróciliśmy do Sidziny i znowu późno w nocy poszliśmy spać…

Wiedziałam, że nic co działo się tego dnia nie było przypadkiem i wszystko miało swoje znaczenie, które zrozumiem później.  Spotkanie z młodym mężczyzną było dla mnie wskazówką, abym zainteresowała się Bazą Kosmiczną SMOKA na Wawelu. Może wybiorę się tam jesienią…

Już wiem, że wokół Babiej Góry jest kilka mniejszych Baz Kosmicznych Smoka. Co teraz zrobią smoki w ludzkiej skórze?  Tylko patrzeć jak przywleką się na Babią Górę z gongami tybetańskimi, mantrami… bo „Oni już tu są!”… tylko, że ich plan nie jest Wyższym Planem dla Polski ani dla naszej cywilizacji. I o tym pamiętajcie widząc takich gości …

CDN.