Powered By Blogger

wtorek, 28 stycznia 2014

SŁUP DYMU NAD ROSJĄ


Najpierw była sensacyjna informacja w głównym wydaniu Wiadomości TVP-1 z dnia 13 marca 2001 roku, którą potem powtórzył Super Express w dniu 14 marca. Otóż wieczorem, dnia 12 marca 2001 roku, o godzinie 18:30 czasu moskiewskiego (czyli 20:30 CŚE), załoga polskiego samolotu typu Boeing 737-500, oznaczony jako SP-LKF lecącego z Moskwy (SVO) do Warszawy (WAW) lot nr LO 678, w kilka minut po starcie z lotniska, w odległości 200-250 km (rozbieżności w relacjach świadków) na zachód od Moskwy, zauważyła ogromny, bijący w niebo na 11 km słup ciemnego dymu. Słup ten widziało jeszcze kilkanaście załóg innych maszyn lecących z lub do Moskwy z kierunku zachodniego. Po wylądowaniu w Warszawie na Okęciu, Boeinga poddano kontrolnym testom na radioaktywność - obawiano się bowiem tego, że był to grzyb po wybuchu jądrowym lub po awarii reaktora jądrowego elektrowni nuklearnej w Smoleńsku. Na szczęście nie stwierdzono podwyższonej radiacji. Nie stwierdzono także żadnych silniejszych wstrząsów podziemnych dobiegających z tamtego rejonu, jedynie stacja sejsmograficzna w Helsinkach odnotowała słabe wstrząsy w okolicach Moskwy.


Ludzie gubili się w domysłach, sądzono m.in., że samolot wszedł w strefę działania jakiegoś niezbyt dobrze znanego zjawiska atmosferycznego - wersja lansowana przez rosyjskie Ministerstwo ds. Sytuacji Nadzwyczajnych; wybuch w składzie amunicji, wybuch międzykontynentalnej rakiety balistycznej ICBM w silosie, wybuch składowanego w silosach paliwa rakietowego... Jedno jest absolutnie pewne i uspokajające - to nie reaktor w Smoleńskiej EJ. Wybuch wulkanu? - w rejonie Moskwy nie ma wulkanów, chociaż obraz silnego wybuchu typu Wezuwiusza czy Mt. Pele daje wysokie słupy lekkich frakcji tefry sięgających do kilku kilometrów wysokości. Ale erupcje wulkaniczne dają zupełnie inny obraz zjawiska, gdyż towarzyszą im wstrząsy tektoniczne i wydzielanie się trujących gazów, głównie: dwutlenku i tlenku węgla, tlenków siarki i siarkowodoru oraz związków chloru i innych halogenów. Tego nie stwierdzono.

15  marca Rosjanie podali oficjalnie, że słup dymu powstał w wyniku pożaru zachodniej nitki gazociągu biegnącego z Tweru w kierunku zachodnim - vide mapa - i że nic niezwykłego poza zwykłym pożarem tam nie zaszło... Pożar zniszczył ponoć 70 m gazociągu w okolicach Tweru leżącego 160 km na północ od Moskwy.

Takie wyjaśnienie jeszcze bardziej pogłębiło zagadkę, boż słup dymu widziano przecież 200-250 km na zachód od Moskwy. To po pierwsze.

Po drugie: widziano potężny słup dymu, a nie ognia. W przypadku pożaru gazociągu czy ropociągu - te ostatnie przebiegają na zachód od Moskwy, ale w jeszcze większej odległości - widziano by na tle ciemnej ziemi jasne pomarańczowo-czerwone płomienie i podświetlone nimi kłęby dymu, i byłoby oczywiste, że chodzi o zwykły pożar...  Gaz ziemny pali się słabo kopcącym płomieniem, więc nie mógł to być pożar gazu. Wybuch gazociągu mógłby spowodować wytrysk fontanny ognia na 1.500 - 2.000 metrów, jak to miało miejsce w Azerbejdżanie, Armenii i USA, ale potem słup płomieni byłby znacznie wyższy i nie wydzielałby on tak wiele dymu...

Po trzecie: nie mógł to być zwykły pożar, bowiem nawet gwałtowna burza ogniowa nie spowodowałaby powstania słupa dymu wysokiego na 11 km, a grzyba dymu, który przypominałby grzyb po wybuchu jądrowym.

To nie mógł być także wybuch jądrowy, bo w takim przypadku stwierdzono by silne wstrząsy podziemne o nietypowej charakterystyce pozwalającej na błyskawiczne zidentyfikowanie wstrząsu jako efektu wybuchu nuklearnego. No i rzecz jasna skażenia radioaktywne samolotów. Tego nie stwierdzono. Nie stwierdzono także typowej w takich przypadkach kuli ognistej i fal uderzeniowych eksplozji. Nie stwierdzono także wystąpienia EPM - czyli efektu pulsu magnetycznego eksplozji jądrowej. Synergiczne działanie błysku neutronowego, błysku termicznego i EPM wybuchu jądrowego spowodowałoby śmierć ludzi na pokładzie polskiego samolotu, o ile nie zostałby wcześniej sprasowany na placek uderzeniem naddźwiękowej fali eksplozji...

Co to być mogło? W niedzielnej audycji z cyklu „Nautilius Radia Zet” w dniu 18 marca 2001 roku będący gościem programu Igor Witkowski stwierdził, że obraz tego zdarzenia przypomina mu dość dokładnie powietrzny wybuch jądrowy, aliści nim na pewno nie był ze względu na to, że jak już podałem wyżej - nie stwierdzono wystąpienia zjawisk świetlnych, akustycznych i magneto-elektrycznych towarzyszących tego rodzaju eksplozjom. W swoim wejściu antenowym z kolei skojarzyłem ten dziwny incydent z wydarzeniem z 30 czerwca 1908 roku, jakim był spadek tzw. Meteorytu Tunguskiego w syberyjską tajgę. Wtedy też zaobserwowano chmurę ciemnego dymu, która uniosła się do stratosfery - czyli na co najmniej 10 km nad Ziemię. Ale w przypadku podmoskiewskim nie było innych efektów fizycznych tego wydarzenia, a zatem...

Jest jeszcze jedno wytłumaczenia - w rejonie Moskwy spadł jakiś masywny sztuczny satelita Ziemi, który pozostawił po sobie smugę dymu, która potem słabe wiatry „rozmazały” w kolumnę, zaś silne stratosferyczne wiatry „jet streams” rozwiały ją całkowicie powyżej 11.000 metrów. To też jest jakieś wytłumaczenie, ale moim zdaniem też ciągnięte za włosy...

A zatem mamy znowu zagadkę i to techniczną, przez to groźną dla ekosystemu planety. Bo jestem pewien, że była to robota człowieka. Mam nadzieję, że nie był to wybuch jakiegoś składu broni biologicznej czy chemicznej, których na terenach byłego Związku Radzieckiego jest bardzo dużo, a wszystkie SOWIERSZIENNO SIEKRIETNO, a w dzisiejszej Rosji nie ma środków na ich utrzymanie, więc siłą rzeczy takie wypadki mogą się zdarzyć... i to w każdej dosłownie chwili. Przykład wzięcia przez rosyjski OPL norweskiej rakiety meteorologicznej za amerykański ICBM i postawienie rosyjskich sił rakietowych w stan najwyższej gotowości bojowej w 1995 roku, czy ostatnie wydarzenia związane z zatonięciem okrętu podwodnego K-141 Kursk w sierpniu 2000 roku wskazują na to, że wystarczy jeden impuls, jeden bit fałszywej informacji wklepanej na dysk komputera, jeden nieopatrzny ruch joysticka czy jeden przedmiot wrzucony do silosu albo składu i bieda gotowa, i to taka, w porównaniu z którą katastrofa czarnobylska wydawać się będzie wiosennym deszczykiem... Obym się mylił! - ale niestety, wszystko wskazuje na to, że to my, ekolodzy mamy rację. Tylko, że nikt nas nie słucha.[1]


---oooOooo---


A teraz będzie najciekawsze. W grudniu 2013 roku zapytałem o ten właśnie incydent mojego rosyjskiego korespondenta Pana Wadima Ilina. Okazało się, że Rosjanie w ogóle nic nie wiedzą na ten temat! Co więcej – byłem pierwszym, który cośkolwiek im powiedział o tym wydarzeniu! Nie wie o tym nic także Michaił Gersztejn i ufolodzy z jego grupy. Czyli co? – oznacza to, że  tajemniczy słup dymu nad Rosją pozostaje zagadką!




[1] Źródła: 1. Telewizja Polska Program Pierwszy (TVP-1) w programie "Wiadomosci" z dnia 13.III.2001 roku, 2. Gazeta "SuperExpress" nr z dnia 14.III.2001 roku - materiał odredakcyjny.

niedziela, 26 stycznia 2014

Nocne Światła nad Toruniem



Ta informacja napłynęła do mnie od Kolegów z IRG Toruń, a dotyczy ciekawej obserwacji UFO. Wieczorem, dnia 7.I.2014 roku, w godzinach 18:31 – 18:33 CET, mieszkaniec Torunia Pan Tadeusz Misiaszek wykonał serię zdjęć architektury Starego Miasta. Posługiwał się aparatem fotograficznym Nikon d700, o parametrach zdjęć: f = 4, t = 1/25 s, ISO 3200 i nieznanej ogniskowej.




Na zdjęciach widoczna jest grupa światełek wyglądających jak światła obrysowe jakiegoś obiektu latającego, bądź jak grupa indywidualnych świateł poruszających się na niebie. Należy dodać, że światełka te zostały dostrzeżone dopiero na wykonanych zdjęciach i Pan Misiaszek robiąc zdjęcia ich nie wiedział. Jeżeli było to autentyczne UFO, to incydent ten powinno się zakwalifikować jako NL/RV.



Wygląda na to, że jeżeli nie jest to żaden refleks świateł na soczewkach aparatu fotograficznego, i że jest to rzeczywiście jakiś NOL, to mógł on mieć kształt trójkąta – co wynika ze zdjęć, podobnie jak NOL-e zaobserwowane nad Beneluksem w latach 90., co widać na zdjęciach od Patricka Vidala z SOBEPS. Czyżby więc czarne latające trójkąty znów pojawiły się nad Europą? I następne pytanie: czy mogą one mieć związek z sytuacją za naszą wschodnią granicą – na Ukrainie? Ciekawy jestem, czy podobne obiekty zaobserwowano jeszcze gdzieś w Polsce?     

sobota, 25 stycznia 2014

Próba rozwiązania zagadki UFO nad Szwecją



John Granlund


Przeprowadzono badanie filmu z 1997 roku. Przez 16 lat nikt nie był w stanie wyjaśni tajemnicy tego filmu. Teraz „UFO-Nyt” twierdzi, że możliwe jest wreszcie jej rozwiązanie.
- Wiele wskazuje, że tak własnie jest. Ale nie możemy być tego stuprocentowo pewni – twierdzi Clas Svahn, wiceprezes UFO Sverige.


Tajemniczy film


Ten 27-sekundowy film został nagrany w dniu 23.VIII.1997 roku. Pan Jarmo Alamartimo właśnie usiadł na fotelu na balkonie w Venersborg, i zaczął kręcić swoje video. Wtedy to właśnie na niebie pojawił się obiekt latający.
- Miałem w wizjerze samolot, ale nie dało się go dalej sfilmować, bo przeszkadzał filar balkonu z lewej, kiedy pojawił się jasny obiekt i wisiał tam, więc mogłem go filmować – mówi Jarmo Amalartimo dla „UFO-Nyt”.



Na filmie widzimy świecący, punktowy obiekt. Po 14 sekundach wyskakuje inny obiekt i pozornie podlatuje do pierwszego – zanim znikły za filarem balkonu.  

Z biegiem lat namnożyło się hipotez, co do natury tego, co Pan Jarmo Alamartimo uchwycił na swym filmie.

Po dochodzeniu przeprowadzonym przez „UFO-Nyt” można odrzucić kilka spekulacji na temat tego, że były to zjawiska meteorologiczne, owady, pyły czy oświetlone słońcem balony.

Zamiast nich można założyć, że były to dwa ptaki, które poruszały się niesione wiatrem:
- Jest najzupełniej prawdopodobne, że to były ptaki. Ich ruch i wygląd przemawia za tą hipotezą. Ale nie możemy tego udowodnić całkowicie i na 100 procent – mówi Clas Svahn.


Radar nie widział


„UFO-Nyt” wykonał kilka eksperymentów naśladujących lot i wygląd tych obiektów, i rozesłał materiał filmowy do 30 badaczy ze stowarzyszenia UFO-Sverige w celu stwierdzenia poprawności swych wniosków. Konsultowano to także z trzema ornitologami, którzy jednak nie zgodzili się z końcowym wnioskiem, że były to jakieś ptaki.

Ale pomimo tego, Clas Svahn nie wyklucza że może to być coś innego, niż ptaki utrwalone na filmie. Jedno co jest oczywiste, to to, że to „coś” jest niewidoczne na radarze.

- Albo dlatego, że obiekt jest zbyt mały, albo dlatego, że leci za nisko. Może też dlatego, że jest wykonany z materiału, który jest w stanie „ogłupić” radar – mówi Clas Svahn.


Moje 3 grosze


Osobiście jestem zdania, że we wszystkich wypadkach mamy do czynienia z małymi obiektami, które przelatują przed obiektywem kamery – w tym przypadku mogą to być nasiona mniszka  pospolitego względnie lekarskiego (Taraxcum officinale) albo ostu (Carduus sp.), których biały kolor i zdolność odbijania promieni słonecznych daje wrażenie solidnego obiektu latającego na zdjęciach czy ujęciach filmowych. Dyskutowałem na ten temat z Panem Svahnem i zgodził się on ze mną, że mogły to być jakieś latające nasiona, szczególniej, że autor filmu nie widział tych NOL-i w czasie kręcenia filmu, a zobaczył je dopiero w czasie odtwarzania.

Z tą zagadką koresponduje inna, która także dotyczy NOL-a sfotografowanego nad Toruniem w tym roku, o czym będzie w następnej notce.


Źródło - "Aftonbladet" TV
Przekład z j. szwedzkiego –

Robert K. Leśniakiewicz ©      

piątek, 24 stycznia 2014

ZIELONE JABŁKO NA CELOWNIKU (4)

 
Samolot-pocisk trafia w Południową Wieżę



Domki z kart


W pierwsze dni przedstawiciel biura projektującego wieże WTC – inż. Frank de Martini – oświadczył, że wieże WTC nie mogły zostać zrujnowane przez zderzenie samolotem: te drapacze chmur budowano z ogromnym zapasem bezpieczeństwa. Komisja rządowa twierdziła, że impakt stał się pierwszym impulsem do rujnacji – resztę załatwił szalejący pożar. Ale stal zaczyna się topić przy temperaturze >1500°C. Nafta lotnicza płonie wydzielając o wiele niższą temperaturę. Wychodzi na to, że w Nowym Jorku zbudowano jakieś domki z kart – w rezultacie pożaru wewnętrzny szkielet nośny budowli osłabł i 110 pięter zleciało jedno na drugie.

Ale pożar szalał tylko na trafionych piętrach i rozprzestrzeniał się powyżej nich. Naoczni świadkowie zauważyli, że języki płomieni były jaskrawoczerwone i że walił czarny dym – a to wskazuje na palenie się materiałów palnych przy deficycie tlenu. Wszyscy, którzy zdołali uciec twierdzą, że na 74. piętrze pracowały elektryczne urządzenia, wentylatory, windy, a pożar w rażonej strefie był słabym.

Ponadto zrujnowanie każdej z ponad czterystumetrowych wież nie trwało dłużej niż 10 sekund. One złożyły się do środka, jak w przypadku wybuchu kierunkowego. Zauważmy przy tym, że z wysokości 400 m każdy przedmiot spadający swobodnie potrzebuje na to 10 sekund.





Pożar, fragmentacja i rujnacja wież WTC




Tylko biznes?


Zrozumiałe jest to, że zrujnowanie trzech z siedmiu budynków kompleksu WTC z prędkością swobodnego spadania zrodziło masę teorii spiskowych. Mówiło się o tym, że amerykańskie służby specjalne otrzymały ostrzeżenia o szykującym się akcie terroru – z Niemiec, Rosji, Izraela a nawet z Pakistanu!

Izraelczycy na ten przykład uprzedzili przedstawicieli swoich firm i biur rozmieszczonych w wieżach. Ta właśnie informacja przedostała się do prasy. Ale wersja, wedle której pracownicy CIA po prostu trwali bezczynnie, mało kogo usatysfakcjonowała. Tak właśnie narodziła się teoria o kontrolowanym, kompleksowym wyburzeniu budynków WTC.

Pod koniec lat 90., kompleks ten stał się zbytecznym i na kilka miesięcy przed zamachem zmienili się jego właściciele. Była to firma związana w ex-prezydentem George Bushem Sn. i współpracowała ona z CIA.

Zmodernizowano tedy konstrukcje nośne obu wież i ich ochronę przeciwogniową. Nowa ognioodporna warstwa zawierała termit, co w przypadku pożaru powodowało stopienie konstrukcji nośnych. Wielu pracowników biur WTC słyszało jakieś dziwne szumy i stuki na piętrach technicznych.

[Termit jest to mieszanina glinu (Al) i tlenku żelaza (Fe2O3 i Fe3O4), która spala się wydzielając ogromną ilość ciepła. Temperatura reakcji sięga nawet +3000°C, co tłumaczy osłabienie nośnej struktury stalowej budynków WTC – uwaga tłum.]

W czasie pożaru ludzie słyszeli jakieś wybuchy, które miały miejsce w wieżach. Wybuchy te odpowiadały dynamice rozpadania się budynków. Obraz katastrofy przede wszystkim przypomina kontrolowane wyburzenie, kiedy to ukierunkowanymi wybuchami „dobija się” osłabioną konstrukcję nośną budynku i konstrukcja składa się do wewnątrz.

A co, jeżeli te tajemnicze stuki na technicznych piętrach były odgłosami zakładanych ładunków wybuchowych? A po uderzeniach samolotów i powstałego pożaru, uruchomiono tylko mechanizm detonacyjny.

Ponadto w budynkach WTC znajdowało się wiele kosztowności – zarówno w pieniądzach jak i w szlachetnych kruszcach. Wszystkie one „wyparowały” w tajemniczy sposób. Właściciel kompleksu i właściciele przepadłych aktywów otrzymali odszkodowania, zaś rząd USA pretekst do wtargnięcia do Afganistanu.


Próba przewrotu


Będący w rezerwie wojskowi odnotowali dziwne rzeczy w resortach siłowych w dniu 11 września. Zamach był przeprowadzony jako atak z powietrza, ale alarm podniesiono taki, jak w przypadku odparcia jakiejś wrogiej operacji desantowej. Busha Jn. przez pół dnia wożono od jednej bazy wojskowej do drugiej, przedłużano postoje prezydenckiego samolotu ze względu na niebezpieczeństwo ataku naziemnymi środkami PLOT. Było to co najmniej dziwne i dziwne były środki bezpieczeństwa.

Sam Bush oświadczył, że dowiedział się o ataku na Południową Wieżę, kiedy widział zapis ze staranowania Północnej. Jednakże taki zapis oficjalnie nie istnieje. Czy oznacza to, że służby specjalne filmowały cały przebieg wydarzeń od samego początku??? – i mogły one pokazać ten „horrorek” prezydentowi, żeby zabrać go z miejsca pobytu (w tym czasie był on na Florydzie – przyp. tłum.) I nie wiedzieć czemu, Air Force One leci na małej wysokości od bazy do bazy, zaś w tym czasie Bush przemieszcza się w opancerzonym samochodzie, obawiając się ognia snajperów. I w rezultacie czego nie znajduje się on w jednym ze sztabów antykryzysowych, ale w bazie Offute, skąd prowadzi się koordynację nuklearnych sił strategicznych USA.

Cała ta dziwna sytuacja i nienormalne środki ostrożności wskazywałyby na to, że zamachy 11 września nie obeszły się bez uczestnictwa amerykańskich służb specjalnych i wojskowych. Tenże Thierry Meissan twierdzi, że miała miejsce próba dokonania przewrotu i wyeliminowania Busha Jn., który zamierzał ciąć wydatki na armię. I oczywiście jest czymś logicznym, że taka próba się nie powiodła – w USA jest sporo siłowych struktur i dogadać się wszystkim ze sobą jest niemożliwe. Wygląda na to, że jedni chcieli pozbyć się Busha młodszego, a zaś inni go ratowali, a ofiarami tej politycznej awantury – jak zwykle – stali się zwykli, niewinni ludzie.


Moje 3 grosze


Wszystko to brzmi nierealnie, ale kiedy bliżej przyjrzymy się faktom, to już to takie nierealne nie jest. Faktycznie – istnieje wiele znaków zapytania i wydaje się, że ten francuski dziennikarz ma sporo racji. Dlatego wcale się nie dziwię czytając takie informacje, jak te zawarte w materiale Pana Marcina Szerenosa - http://wszechocean.blogspot.com/2014/01/co-sie-dzieje-w-usa.html - a w którym opisuje się niektóre dziwne działania organizacji FEMA. Być może FEMA stanowi coś w rodzaju gwardii prezydenckiej, która ma za zadanie bronić go w przypadku jakiegoś rozgałęzionego spisku czy puczu wojskowego? Wydaje się, że teorie spiskowe zaczynają się realizować na zasadzie samospełnienia, tak jak stało się w przypadku ataku na Nowy Jork w dniu 11 września 2001 roku…   


Źródło – „Tajny XX wieka” nr 36/2013, ss. 20-21

Przekład z j. rosyjskiego – Robert K. Leśniakiewicz ©   

czwartek, 23 stycznia 2014

ZIELONE JABŁKO NA CELOWNIKU (3)

Kontynuację tego tematu stanowi ciekawy materiał Borysa Szarowa o tajemnicach zamachu na WTC i Pentagon, który ukazał się na łamach rosyjskiego czasopisma „Tajny XX wieka”, a z którym chciałbym zapoznać moich Czytelników:                   

Atak na Południową Wieżę WTC


Swobodne spadanie Ameryki


Borys Szarow


Po tym ataku niektórzy naoczni świadkowie, żeby nie wracać do strasznych wspomnień, wyprowadzili się z Nowego Jorku. Wyjaśniło się, że wielu pracowników WTC nie wypuszczono z pracy nawet wtedy, kiedy zawaliła się Południowa Wieża…

Rankiem, dnia 11.IX.2001 roku, 19 islamskich terrorystów najprawdopodobniej związanych z Al-Kaidą (Al-Quaedą) porwali cztery pasażerskie stratolinery nad terytorium USA. Oni przejęli sterowanie boeingami i skierowali je na wyznaczone obiekty. Ofiarami ataku stało się 2977 osób – obywateli USA i jeszcze 91 krajów. W odwet prezydent USA George W. Bush Jr. ogłosił krucjatę przeciwko islamskim terrorystom. Afganistan, Irak, a potem Libia, Egipt i Syria – akcje odwetowe przyniosły dziesiątki jak nie tysiące ludzkich ofiar.


Terrorysta # 1


Dwa samoloty zostały skierowane w dwie bliźniacze wieże WTC – World Trade Center - Światowego Centrum Handlu w Nowym Jorku. WTC był kompleksem z rodziny najwyższych budynków świata, otwartym w 1973 roku. Jego dominantami były dwa 110-piętrowe wieżowce: Północna Wieża o wysokości 417 m i Południowa Wieża o wysokości 415 m. Pierwszy „pocisk” uderzył w Północną Wieżę o godzinie 08:46 EST, pomiędzy 94. a 98. piętrem. Ona rozpadła się po pożarze, który trwał 102 minuty. Drugi samolot uderzył w Południową Wieżę o godzinie 09:02 EST, a po 56 minutach ona także runęła. Już wieczorem rozpadł się jeszcze jeden budynek kompleksu. Trzeci samolot uderzył w budynek Pentagonu, zaś czwarty spadł na pola Pensylwanii…

Schemat ataku na wieże WTC i rozlot szczątków samolotów-pocisków

Kompleks WTC i jego zniszczenia

Schemat trafień obu wież WTC przez samoloty-pociski

W kontekście oficjalnego śledztwa mówi się, że ognioodporna ochrona stalowej konstrukcji nośnej wieżowców została uszkodzona w wyniku pierwszego uderzenia samolotów. Pożary osłabiły konstrukcję utrzymującą podłogi, w rezultacie czego wygięły się i zapadły do wewnątrz. Osiadające piętra stały się zbyt wielkim ciężarem dla wewnętrznych kolumn, które wygięły się do środka. Tak jak kolumny nośne były nadwątlone pożarem i w rezultacie tego nie były w stanie utrzymać konstrukcji budynku.

Po tragedii rząd amerykański obwołał przywódcę Al-Kaidy – Usamę ben-Ladena terrorystą nr 1. Prawdę powiedziawszy, po śmierci z rąk amerykańskich komandosów, nie został on zamordowany w odwecie za 9/11, ale za późniejsze zamachy. Także sam ben-Laden przyznał się do zamachu w 2005 roku, i nie odwołał swoich słów.


Atak cieni


Bez dowodów sprawa jest nieważna. Jeden z nich to „instrukcja dla terrorysty” znaleziona przez specsłużby USA w walizce z rzeczami należącymi do Mohameda Atty – przywódcy grupy terrorystów, w samochodzie pozostawionym na lotnisku im. Dullesa przez Naufa Alfazmiego i wśród szczątków samolotu, który spadł w Pensylwanii.

Oczywiście jeden terrorysta mógł zapomnieć swej instrukcji w całym zamieszaniu – wszak szedł on na pewną śmierć, ale jak wytłumaczyć to, że kartka papieru nie spłonęła w katastrofie lotniczej? I po co Atta w misję samobójczą wlókł ze sobą walizkę z rzeczami? I co już jest zupełnie niezrozumiałe, jakim sposobem w ruinach wieży pozostał nietknięty paszport Atty?

Tekst instrukcji jest pełen amerykanizmów i wygląda na fałszywkę. Muzułmanie nie wzniecają „powstań” „w imię Boga, moim i mojej rodziny” i nie mają nadziei „twarzą w twarz spotkać się z nimi i zrozumieć go na 100%”. Jeżeli już coś to było, to protestacyjna agitka dla Zielonych Beretów.

Ale najdziwniejszy ślad fałszowania prawdy odkrył francuski badacz Thierry Meissan. Dowiódł on, że Abuaziz Alamari, Mohamed Alsheri, Salem Alhazmii i Said Alghamri przez kilka lat po tragedii mieszkali w Arabii Saudyjskiej, a Valid Alsheri – w Maroku!

Wielu nie jest w stanie pojąć tego, jak można było przygotować przyszłych terrorystów do przeprowadzenia tak skomplikowanej operacji. Żeby porwać ogromny samolot i poprowadzić go do stosunkowo niewielkiego celu w centrum miasta trzeba być wykwalifikowanym pilotem.

Meissan przypuszcza, że samoloty, które uderzyły w wieże WTC, były naprowadzane przez radiolatarnie, które rozmieszczono tam wcześniej. Rozpiętość skrzydeł Boeinga 737 wynosi 47 m, zaś szerokość wieży – 63 m. Lecąc z prędkością 700 km/h, przy naprowadzaniu ręcznym samolotu łatwo o nietrafienie w cel. A tymczasem niektórzy nowojorscy radioamatorzy odnotowali w momencie katastrofy dziwne sygnały, które mogły być wysłane przez radiolatarnie.

[Obydwa samoloty trafiły niemal idealnie w cel uderzając w środek ściany tak, by spowodować jak najwięcej zniszczeń mechanicznych powstałych w czasie impaktu i następnie wlanie się oraz zapłon paliwa lotniczego, którego były pełne zbiorniki tych samolotów. Głównym czynnikiem rażenia był przede wszystkim ogień, który spowodował osłabienie konstrukcji i zawalenie się obydwu wież – uwaga tłum.]

Ale co się stało z gmachem Pentagonu? Uderzenie poszło w fasadę pomiędzy I a II kondygnacją. Jednak terroryści powinni rozumieć, że trafienie samolotem w dach o powierzchni >100.000 m² jest nie tylko prostsze, ale i efektywniejsze w skutkach niszczących, niż taranowanie fasady.

Zniszczenia wywołane uderzeniem samolotu-pocisku w gmach Pentagonu. Jak widać z rysunku, uszkodzeniu i częściowemu zniszczeniu uległy pierścienie D i E Dowództwa US Navy. Zniszczenia te zostały wywołane poprzez: 1 - bezpośrednie uderzenie samolotu, które skosiło kolumny na 1. i 2. piętrze; 2 - pożar spowodowany przez zapłon paliwa lotniczego samolotu oraz 3 - zniszczenia spowodowane przez wodę, której użyto do gaszenia pożaru.


[Pentagon ma kształt pięciokąta – stąd nazwa – który jest pusty w środku – vide foto i składa się tak naprawdę z pięciu pierścieni, a uderzenie w dach samolotem Boeing 757 spowodowałoby jedynie zniszczenie w najgorszym wypadku jednego z pięciu bloków, pięciu pierścieni go tworzących, więc efekt byłby podobny do osiągniętego przez terrorystów. Faktycznie zostały zniszczone impaktem jedynie fragmenty pierścienia D i E w sekcji Dowództwa Marynarki Wojennej. Pojawiła się dziwna hipoteza głosząca, że to nie był samolot, ale pocisk odrzutowy AGM-129 ACM Cruise, który uderzył w ścianę Pentagonu. Hipoteza ta ma ten mankament, że nie wyjaśnia, co stało się z czwartym porwanym samolotem i nie wyjaśnia, dlaczego nie doszło do eksplozji konwencjonalnej głowicy bojowej pocisku, zawierającej 130 kg konwencjonalnego materiału wybuchowego, albo głowicę nuklearną W80 o mocy 5 – 150 kt TNT, pomijając już rozmiary samych zniszczeń budynku Pentagonu spowodowane przez samolot, które musiałyby być mniejsze w przypadku trafienia go Cruise’em…  – uwaga tłum.] 


CDN.