Powered By Blogger

niedziela, 14 czerwca 2020

Rosja buduje „morskiego potwora”


Ekranoplan A-050 (wizja artysty)

Rosja pracuje nad nowym „morskim potworem” – ekranoplanem A-050, pisze amerykański portal „We Are the Mighty”. A-50 to kontynuacja eksperymentalnego Kaspijskiego potwora, który był bazą do powstania ekranoplanu Łuń.

Jak podkreślono w publikacji, statek na dynamicznej poduszce powietrznej ma zostać oddany do eksploatacji w 2020 roku.

Najbardziej znane i udane ekranoplany ZSRR to właśnie projekty Łuń i Orlionok. Pojazdy z wykorzystaniem efektu przypowierzchniowego typu Łuń rozpędzały się do 500 km/h, przenosiły rakiety przeciwokrętowe i były praktycznie nie do wykrycia dla radarów. Mniejszy Orlionok mieścił na pokładzie do 150 żołnierzy i kilka bojowych wozów piechoty.

Teraz inżynierowie przedstawili Ministerstwu Obrony nową generację ekranoplanów. Dzięki zastosowaniu nowoczesnych technologii A-050 Czajka-2 waży około 50 ton i może zabrać na pokład 100 żołnierzy lub dziewięć ton ładunku.

Przy pomocy silników lotniczych maszyna będzie osiągać prędkość do 450 km/h, przy czym nie tylko na wodzie, ale również na lodzie czy w stepie, pokonując odległość do 5 tys. km.

Wcześniej minister przemysłu i handlu kraju Denis Manturow poinformował, że Rosja prowadzi prace nad perspektywicznym ekranoplanem z uzbrojeniem rakietowym na pokładzie.

Jak podkreślił, ekranoplan będzie wykorzystywany do patrolowania Północnej Drogi Morskiej, Morza Czarnego i Kaspijskiego.


Moje 3 grosze


Na temat ekranoplanów już pisano na tym blogu, zob.:


Wydaje się, że Rosjanie powracają do budowania tego rodzaju pojazdów, które byłyby szybkie, wygodne i opłacalne. No i można je łatwo uzbroić w broń rakietową – pociski klasy woda – woda i woda – głębina wodna a także woda – przestrzeń kosmiczna czyli ASAT… Byłaby to broń przeciwko lotniskowcom, które stanowią trzon sił uderzeniowych US Navy. Obawiam się, że Rosjanie wreszcie znaleźli sposób na te pływające lotniska i zamierzają stworzyć własne siły odstraszające – w końcu lotniskowiec kosztuje kilkadziesiąt miliardów dolarów, a pocisk przeciwokrętowy tylko kilka tysięcy. Rachunek zatem jest prosty.

Obawiam się, że tego rodzaju jednostki będą wykorzystane do ochrony i obrony rosyjskich obszarów polarnych w Arktyce i Antarktyce, na które ostrzy sobie zęby amerykański i kanadyjski kapitał. Dla takich pojazdów nie trzeba lodołamaczy, bo lecą nad taflą wodną czy lodową i to z prędkością samolotu. I to właśnie jest bardzo możliwe, bo Rosjanie skierowali swą uwagę na Daleką Północ i Najdalsze Południe, gdzie wciąż znajdują się niezmierzone bogactwa surowcowe Arktyki i Szóstego Kontynentu…

I o to chyba chodzi w tej grze.  



czwartek, 11 czerwca 2020

Radiosygnały z głębin Wszechświata





Z głębin Kosmosu przyleciał zagadkowy, powtarzający się sygnał radiowy. Astronomowie ustalili jego pochodzenie.


Sygnały od EBE?


Astronomowie odkryli zagadkowy, szybko się powtarzający radiosygnał i to z bardzo odległej galaktyki spiralnej podobnej do tej naszej. Sygnały te pomógł zlokalizować 8-metrowy teleskop Gemini North z amerykańskiego Obserwatorium Astronomicznego Gemini na Hawajach.  Po drugie określając chronologicznie pochodzenie powtarzalnych sygnałów, naukowcy zakwestionowali teorie dotyczące nieznanego źródła tych impulsów.


Źródło sygnałów oznaczone jako FRB 180916.J01558+65 w Kasjopei (REC = 01h 58m00,7502s, DEC = +65°43’00.3152”) znajduje się w tej galaktyce, a konkretnie w jej spiralnym ramieniu. FRB oznacza szybkie radiosygnały – z ang. Fast Radio Burst, FRB – są to błyski mikrofal radiowych w Kosmosie. FRB z oddalonej galaktyki trwają tylko kilka milisekund – ms, ale są w stanie wydzielić więcej energii niż 500 mln naszych Słońc. W przypadku FRB 180916 opuściły one macierzystą galaktykę, kiedy Ziemia była jeszcze w Ordowiku…

Pierwsze FRB były wykryte już 80 lat temu. Już kilka oddzielnych szybkich wyładowań radiowych z ostatnich lat zostało pośrednio przypisanych do ich źródeł w innych galaktykach, chociaż nie jest jeszcze jasne, co dokładnie je spowodowało.
Jest on najbliżej Ziemi i jest to drugi jak dotąd zlokalizowany szybki sygnał radiowy z Kosmosu. Jednak nowo odkryta powracająca FRB ma inne źródło niż pierwsza z innej galaktyki, która została ustalona w ubiegłym roku, co pogłębia tajemnicę powstawania tych błysków radiofal.


Pół miliarda ly od nas


Źródło szybkich powtarzających się fal radiowych oznaczonych jako 180916.J0158+65 był obserwowany przez osiem teleskopów, które zlokalizowały je w galaktyce spiralnej, znajdującej się w odległości ok. 500 (dokładniej 486±2,9) Mly od Ziemi.  I chociaż jest to bardzo daleko, to i tak jest 7-krotnie bliżej, niż inne powtarzalne sygnały radiowe i ponad dziesięć razy bliżej do nie powtarzających się FRB, które zostały dotychczas nagrane.

Galaktyki spiralne mogą osiągać rozmiary 30-200 kly. Maja one kuliste jądra, z których wychodzą ramiona. Centra zawierają gwiazdy starsze, najczęściej czerwone olbrzymy jak w galaktykach eliptycznych. Spiralne ramiona zawierają gwiazdy młode, powstające, międzygwiezdny pył, gaz, gromady gwiazd czy mgławice. Nasza Droga Mleczna należy do galaktyk spiralnych z poprzeczką.

- Chodzi tutaj o najbliższy Ziemi, a dopiero drugi zlokalizowany obiekt FRB – potwierdził na stronie internetowej Obserwatorium Gemini astronom Benito Marcote z niderlandzkiego projektu VLBI ERIC dla instytutu badawczego, który ten projekt koordynuje. Jest jednym ze znanych pięciu źródeł, bowiem zaliczamy do nich także pojedyncze rozbłyski o znanej lokalizacji. O takich FRB mówi się, że są zlokalizowane. Fakt, że po raz drugi zlokalizowaliśmy powtarzające się FRB, jest wyzwaniem, aby zidentyfikować konkretne źródło tych wybuchów - wyjaśnił Marcote. - Pierwszym zlokalizowanym powtarzalnym wyładowaniem była FRB 121102, galaktyka karłowata oddalona o trzy miliardy lat świetlnych, w rejonie formowania się dużych gwiazd. Witryna została potwierdzona w zeszłym roku, sam sygnał został zidentyfikowany zgodnie ze stroną internetową Science Alert w 2012 roku.

- Aktualna pozycja obiektu 180916.J0158+65 różni się nie tylko od poprzedniego powtarzalnego sygnału, ale także wszystkich wcześniej badanych FRB. Możliwe jest, że fale radiowe powstają w wielu miejscach Wszechświata i wymagają tylko określonych warunków widoczności - powiedział współautor badań Kenzie Nimmo z Uniwersytetu w Amsterdamie.

- Początkowo spekulowaliśmy nawet, że może to być obiekt na obrzeżach naszej galaktyki - dodał inny współpracownik, Mohit Bhardwaj z McGill University w Montrealu, Kanada, według CNN.

Dalsze obserwacje jej wykazały, że to się dzieje w stosunkowo nieodległej galaktyce, co jednak sygnałów nie wyjaśnia, jednak z kosmicznego punktu widzenia jest na tyle blisko, że można je badać przy pomocy naszych radioteleskopów.


Analiza kanadyjskiego odkrycia


Sygnał 180916.J0158+65 został najpierw wykryty w 2018 roku przez kanadyjski teleskop CHIME z obserwatorium w Kolumbii Brytyjskiej. Nowe odkrycie zainspirowało europejską sieć VLBI do dokładnego określenia lokalizacji obiektu go wysyłającego. Określenie odległości i przestrzennej lokalizacji tego radioźródła było możliwe przy pomocy obserwacji przyrządowych z Gemini North. Tak to Kanadyjczycy wychwycili tajemnice sygnały z Kosmosu.
- Kamery i spektrografy teleskopu Gemini wykorzystywaliśmy od lipca do października do zobrazowania spiralnych struktur tej galaktyki. Badania wykazały, że sygnały pochodzą z jej spiralnego ramienia, a także w sektorze, w którym szybko wytworzą się gwiazdy (tzw. gwiezdny żłobek) – wyjaśnił Shriharsh Tendulkar z Uniwersytetu McGilla.


Dwa typy radiosygnałów?


Przyszłe lepsze zrozumienie FRB, na którym koncentrują się astronomowie, może pomóc dowiedzieć się więcej o Wszechświecie jako takim. Im więcej błysków można zaobserwować, tym lepiej jesteśmy w stanie wykorzystać je do mapowania, w jaki sposób materia „rozprowadza” się w Kosmosie.

Jednak proces generowania sygnału jest nadal owiany tajemnicą. Wybuchy w przestrzeni radiowej mogą nie być związane z określonym rodzajem galaktyki lub środowiska. Ponadto mogą istnieć dwa różne typy - istnieje znacząca różnica między pochodzeniem pojedynczego i szybkiego powtarzającego się sygnału oraz że mogą one nie mieć ze sobą nic wspólnego.

Trzy jednorazowe zlokalizowane sygnały zostały wykryte w masywnych galaktykach. I nie wydają się być związane z obszarami gwiazdotwórczymi.


Astronomowie ponownie wychwycili tajemnicze fale radiowe - powtarzają się regularnie


Astronomom znów udało się wykryć tajemnicze radiosygnały pochodzące z głębin Wszechświata, które mają dziwną, prawidłową charakterystykę. Konkretnie, badacze poszukujący tzw. FRB stwierdzili, że jeden z nich oznaczony jako FRB 121102, cyklicznie rozbłyska radiowo – donosi „The Independent”. […] Już kilka oddzielnych szybkich wyładowań radiowych z ostatnich lat zostało pośrednio przypisanych do ich źródeł w innych galaktykach, chociaż nie jest jeszcze jasne, co dokładnie je spowodowało.



Cykl 157-dniowy


Same sygnały z obiektu oznaczonego jako FRB 121102 dolatują do nas z konstelacji Woźnicy – REC = 05h32m09,60s DEC = +33°05’13,4”, i to wg portalu Phys.org z miejsca oddalonego o 3 Gly w innej galaktyce.  Wybuchy aktywności radiowej nadchodzą w ok. 90-dniowym oknie, po którym następuje okres ciszy na okres 67 dni. To się potem powtarza i zanika tworząc wedle ekspertów 157 dniowy cykl. Naukowcy obserwowali to przez kilka lat, by się upewnić.

Tak długi cykl może sugerować, że te wybuchy są związane z wirowym, orbitalnym ruchem jakiejś masywnej gwiazdy – neutronowej czy czarnej dziury.
- To jest radosne wydarzenie, bowiem chodzi tutaj o drugi system, o którym wiemy, że ma taką modulację w aktywności emisji – cieszy się prowadzący nowe studium Kaustubh Rajwande z brytyjskiego Manchester University. - Wykrywanie okresowości stanowi ważny przewodnik w poszukiwaniu źródła wybuchów. Cykle aktywności mogą kłócić się z poruszającą się gwiazdą neutronową – dodał on, według „The Independent”.

Naukowcy mają nadzieję wykorzystać tę formułę, aby lepiej zrozumieć te sygnały w przyszłości. Nie byliśmy jeszcze w stanie odkryć, jak mogą powstawać wybuchy, więc nie znamy dokładnego źródła. Jedyną pewnością jest to, że bardzo krótkie, ale bardzo silne fale muszą pochodzić z nieznanej, raczej skrajnej części przeszłości Kosmosu. (Proszę nie zapominać, że widzimy te obiekty takimi, jakimi były w momencie kiedy opuszczało je światło, które widzimy teraz – przyp. tłum.)


FRB było wcześniej uważane za wydarzenie jednorazowe


Zjawiska FRB zostały odkryte po raz pierwszy w 2007 roku i początkowo były uważane za wydarzenia jednorazowe. Jednak w 2016 r. astronomowie stwierdzili, że właśnie te FRB 121102 zostały w rzeczywistości powtórzone. Wiadomości pisały także o tych błyskach w przeszłości - spekulowano nawet, czy to niespodziewanie powtarzające się promieniowanie kosmiczne ma sztuczne pochodzenie.

W najnowszych badaniach, których wyniki zostały już opublikowane, badacze zbadali źródło FRB za pomocą teleskopów w obserwatorium brytyjskiego obserwatorium w Jodrell Bank, zwłaszcza za pomocą radioteleskopu Lovell, co pozwoliło na ciągłe długoterminowe monitorowanie, które właśnie ujawniło ten regularny długi okres powtarzania.

FRB 121102 jest drugim znanym źródłem FRB, które jest w ten sposób powtarzane. Pierwszy z nich, oznaczony jako nieco skomplikowany jako FRB 180916.J0158 + 65, robił to, zgodnie z portalem Space.com, w krótszym, 16-dniowym cyklu. Ponadto, było to „tylko” 0,5 Gly stąd, podczas gdy inne zarejestrowane FRB - w tym ta w niniejszym artykule - pochodziły ze znacznie większej odległości.


Co na to „Urania”?


Naukowcy długo zastanawiali się, skąd wzięły się te dziwaczne, powtarzające się impulsy energii. Niektórzy zadawali sobie nawet pytanie, czy to nie próby kontaktu - dowód na istnienie obcego życia we Wszechświecie.

Nowe badania dowodzą jednak, że tajemniczy sygnał odebrany niedawno na falach radiowych pochodzi w rzeczywistości z młodego obszaru formowania się gwiazd. Leży on daleko - w odległości aż 2,4 Gly od nas. Te szybkie rozbłyski radiowe, z których każdy trwał zaledwie kilka milisekund, zdają się być powiązane z dużymi gwiazdami neutronowymi o średnicy rzędu zaledwie 20 kilometrów, leżących w granicach konstelacji Woźnicy.

To prawdopodobnie młode gwiazdy odległe o 6200 lat świetlnych od centrum niewielkiej galaktyki FRB 121102. Badacze z Dwingeloo w Holandii zaobserwowali ją ostatnio dokładniej przy pomocy Kosmicznego Teleskopu Hubble’a. Teleskop ten daje nam bardzo wyraźny obraz - pokazał między innymi, w galaktyce tej znajduje się jasny obszar formowania się gwiazd, a punkt, z którego dochodziły do nas błyski radiowe, zdaje się być zlokalizowany w jego centrum. Astronomowie uważają, że ów żłobek gwiazdowy o średnicy 4400 ly leży na krawędzi galaktyki, która sama ma średnicę około 20.000 ly.

Błyski radiowe (FRB) mogą być więc wywoływane przez aktywność gęstego jądra młodej gwiazdy (gwiazd?) neutronowej - zwartego i ciężkiego obiektu, który powstaje po wybuchu gwiazdy będącej u schyłku ewolucji. Astronom Paul Scholz twierdzi, że ostatnimi czasy wykryto sześć dodatkowych rozbłysków radiowych dochodzących do nas z tego źródła: pięć przy pomocy radioteleskopu w Green Bank Telescope na częstotliwości 2 GHz oraz jeden za pomocą anteny z Arecibo, na 1.4 GHz. Łącznie jednak zarejestrowano aż 17 błysków pochodzących z tego obszaru nieba.

Niektórzy wciąż jednak wierzą, że te tajemnicze powtórzenia mogą być czymś innym - na przykład łącznością radiową Kosmitów lub też lub czymś znacznie wykraczającym poza naszą współczesną wiedzę.


Źródła:
·        Wikipedia

Opracował - ©R.K.F. Leśniakiewicz

wtorek, 9 czerwca 2020

Mitologia UFO w Japonii: Jaskinia Tajemniczych Ogni


Rakieta z półwyspu Uto

Kiyoshi Amamiya


Czy jakaś cywilizacja kosmiczna wchodziła w interakcję z nami drogą kosmicznej wymiany kulturalnej? Dnia 2.III.1969 roku, członek International Sky Scouts Pan Yatsushiro znalazł tajemniczy kamień ok. 100 m od kurhanu Katsurahara, w okręgu Mastsubasi na półwyspie Uto w prefekturze Kumamoto na Kiusiu – N 32°38’17” – E 130°38’17”, 46 m n.p.m. Kamień pokryty był dziwnymi rysunkami.

Narysowano na nim coś przypominającego nowoczesne rysunki rakiet i bardzo do nich podobnymi. Rodzaj kamienia różni się od terenu w najbliższej okolicy, ale był to ten sam andezyt, jaki zastosowano w kamiennej komorze kopca pogrzebowego Katsurahara.

Technika malarska była podobna do obrazów wielu żaglowców znalezionych na kopcu pogrzebowym, a odkrywcy powiedzieli: „Czy to nie jest obraz przedstawiający rakietę rysowaną w starożytności?”

Lokalizacja kurhanu Katsurahara

Moje 3 grosze


Jaskinia Tajemniczych Ogni – tak pisał o tym Mistrz Lucjan. Ale obawiam się, że chodzi o coś innego – o komorę grobową, jak wynika to z tekstu Kiyoshi’ego Amamiya. Powiem jedno – to rzeczywiście jest rakieta, bo jak nie to co??? Tylko że kiedy sporządzono ten rysunek, a było to bardzo dawno, to nikomu się jeszcze nie śniło o skrzydlatych rakietach. Owszem – wypuszczano bambusowe rakiety i rakietowe pociski zapalające używane przez armie Czyngiza Chana, wojska chińskie i japońskie, ale jak już powiedziałem tutaj – to nie były takie rakiety. Takie rakiety powstały i latały dopiero w latach 40. XX wieku!


Oryginalna płyta kamienna z rysunkiem rakiety

Dla mnie jest to tylko kolejny dowód na to, że w pamięci ówczesnych Japończyków przechowała się informacja o statkach latających z dalekiej Przeszłości. No i nie muszę przypominać, że w zapisie historycznym i mitologii japońskiej jest wiele wzmianek o statkach latających, którymi podróżowali bogowie – jak zresztą to było na całym świecie. Chyba że…

Chyba, że jest to jakiś współczesny – no powiedzmy – rysunek z czasów II Wojny Światowej, który narysował jakiś Japończyk, który tak wyobrażał sobie nazistowskie rakiety A-4/V-2. Ale obawiam się, że jest to jeszcze większa fantazja niż przypuszczenia ufologów i paleokontaktowców.  


Zdjęcia - Kiyoshi Amamiya
Opracował – ©R.K.F. Leśniakiewicz  

niedziela, 31 maja 2020

Zimne maje


Zimny maj nad Europą Środkową

Stanisław Bednarz


Rozważania o zimnych majach w historii. Zimny maj zimny kraj - mówi przysłowie. Tegoroczny maj jest jednym z najzimniejszych w ostatnich stu latach. Dotychczasowa średnia temperatura nad dzień 28 maja wynosi zaledwie +11°C. Dni z temperaturą ponad +20°C były zaledwie 2…

Z pewnością każdy pamięta śpiewany przez Manaam w 1991 utwór „Wyjątkowo zimny maj”. Pamiętam jak w 1991 roku podczas wizyty na wysypisku śmieci w Jordanowie złapała nas wielka śnieżyca. Średnia temperatura dla Krakowa wyniosła +11,3°C. Jednak tegoroczny maj może otrzeć się o rekordy zimnych majów.

W ostatnich dniach średnia temperatura dobowa w niektórych regionach kraju była nawet o 8 stopni niższa od normy wieloletniej. Przyczyną były poranne przymrozki, nawet do -3°C, a także zimne popołudnia z temperaturą poniżej 10°C, a miejscami nawet nie większą niż 5 stopni.

Poczekajmy na podsumowania. W 1991 roku druga połowa nie przyniosła ocieplenia, koniec miesiąca był równie zimny, co jego początek. Maj przypominał z tego powodu kwiecień, a dzisiaj powiedzielibyśmy, że nawet koniec marca. Jeśli dodać do tego jeszcze bardzo częste deszcze, o których Kora śpiewa: „Dzień za dniem pada deszcz”, rysuje nam się obraz drugiego najzimniejszego maja w powojennej historii Polski. Tylko maj 1980 roku okazał się zimniejszy. Średnia temperatura dla Krakowa wyniosła +11,0°C.


Maj 1980 - byłem wtedy na III roku studiów koledzy pojechali na wycieczkę wydziałową nad Bajkał było tam bardzo ciepło i mówili, że przyroda jest bardziej rozwinięta jak w Polsce. W Polsce 20 maja dopiero listki puszczały, jak przyjechałem 18 czerwca do Jordanowa to lipy dopiero liście puszczały…

W 1980 r. śnieg w Polsce padał jeszcze 22 maja m.in. w Małopolsce. Normalny maj charakteryzuje się ciepłym początkiem, zimnym środkiem i ciepłym końcem. Teraz cały czas jest zimno. Aż dziwne że kwitły jabłonie, kwitną bzy, piwonie mimo zimna w 1980 i 1991 tak nie było. Być może wpływa na to duża ilość opadów pobudzająca wegetację, w 1980 tak nie było. Średnia temperatura dla maja z wielolecia 1951-2020 wynosi +13°C. Nie wiem czy w tym roku osiągnie 11 stopni.

O dziwo jak w 1980 roku, niebywałe ciepła panują na Syberii i Grenlandii, po prostu zimne powietrze jest spychane na południe. I jeszcze o najzimniejszym maju XXI wieku było to rok 2004, 25 maja Babia Góra wyglądała jak holenderka tyle było śniegu, grzyb sypał masowo od 18 maja, ale tak zimny jak tego roczny nie był, średnia temperatura dla Krakowa +12,2°C.

Jeżeli sięgniemy do głębokiej historii to okaże się że w Krakowie gdzie jest ciągłość pomiarów od 1780 roku najzimniejsze były maje 1919 ze średnią +9,8°C i 1864 ze średnią +9,0°C. Ale dodajmy, że w najcieplejszym maju 2002 temperatura średnia wynosiła +17 stopni dla Krakowa i +16°C dla całej Polski.


Moje 3 grosze


W ostatnim (czerwcowym) numerze „Nieznanego Świata” ukazał się list do redakcji od Romana Warszewskiego z Gdyni, w którym stwierdza on wprost, że m.in. pandemia COVID-19 to nie jest przypadek, a celowe działanie naszej Matki-Ziemi, która broni się przed nami.  W tenże schemat wpisują się także obserwowane teraz zmiany klimatyczne i katastrofy przez nie wywołane. Także i nasz zimny maj.



Układ pola barycznego w maju 2020 r.

Zimny maj to wynik rozkładu pola barycznego, który powoduje na wschodzie niż (N – o imieniu IZOLDA) na zachodzie wyże (W – jeden o imieniu STEFFEN). Oba te układy wirując zgodnie ściągają znad Arktyki rzekę chłodnego powietrza - stąd takie niskie temperatury i zagon chłodnego i wilgotnego powietrza aż do granic Grecji. Z drugiej strony nawet dobrze, bo mamy opady deszczu – już ok. 100 mm, które trochę skompensowały marcową i kwietniową suszę... Suszę, która była także jednym ze skutków EGO.

Tak czy owak jest to kolejny – dawno przewidziany, jeszcze w latach 60. XX wieku – efekt globalnego ocieplenia klimatu – tegoż EGO. U nas są chłody, a np. w Indiach temperatury dobijają do +50°C, Grenlandzkie, islandzkie i arktyczne lodowce topią się na gwałt, bo temperatury poszły tam ostro w górę, na Antarktydzie plusowe temperatury (co ongi było nie do pomyślenia), zaś tu i ówdzie potężne powodzie, cyklony, trąby powietrzne itp. atrakcje dziesiątkują ludność i niszczą ich dobytek. Straty idą w miliardy USD.

Jak widać rozregulowany klimat Gai plus koronawirus plus inne klęski żywiołowe to zemsta naszej planety na jej głównym szkodniku – Homo sapiens sapiens. Co do tego nie ma dwóch zdań. Za długo pracowaliśmy na to i za długo uchodziło nam to płazem, czego nie rozumieją tylko idioci albo ludzie o złej woli, którzy z rabunkowej gospodarki zrobili sobie sposób na życie…

Trzebienie puszcz, likwidacja lasów, przekopywanie Mierzei Wiślanej itp. idiotyzmy naszych rządów po 1989 roku, w tzw. „wolnej Polsce”: eksterminacja lasów w Beskidach, zakusy niektórych oszołomów na lasy TPN i innych Parków Narodowych, spalenie 600 ha w BbPN – to wszystko woła o pomstę do nieba i za co wcześniej czy później zapłacimy. Bardzo drogo zapłacimy. Już zaczynamy – a to wszystko to dopiero początek.

sobota, 30 maja 2020

Chilijskie terremoto



Stanisław Bednarz


Jak silne może być trzęsienie ziemi? Dziś o tym najsilniejszym w historii pomiarów.

Trzęsienie ziemi w Chile, zwane też wielkim trzęsieniem chilijskim – o magnitudzie 9,5 które nawiedziło południowe Chile 22 maja 1960 roku o 15:11 czasu lokalnego trwało 11 minut. Dzień wcześniej poprzedziło je trzęsienie ziemi o magnitudzie dochodzącej do 8,1 stopnia. Epicentrum wstrząsów znajdowało się w pobliżu miejscowości Lumaco i Valdivia około 570 km na południe od Santiago, ale wstrząsy odczuwalne były na obszarze o powierzchni 400.000 km².

Pierwsze wstrząsy z 21 maja sprawiły, że wielu mieszkańców uciekło z swoich domów. Kulminacyjne wstrząsy doprowadziły do zniszczenia głównie niższej, gorszej jakości zabudowy, zwłaszcza ceglanych i betonowych domów. Co ciekawe, wiele drewnianych konstrukcji wytrzymało, podobnie jak solidnie zaprojektowane obiekty. Największe zniszczenia zanotowano w miejscowości Valdivia. W wyniku wstrząsów doszło do licznych osuwisk, które zablokowały koryto rzeki z jeziora Riñihue. Wstrząsy doprowadziły także do powstania potężnej fali tsunami, która u wybrzeży Chile osiągnęła wysokość dochodzącą do 24 m.

Fale o wysokości 10 m dotarły również m.in. do wybrzeży Hawajów, Japonii, Nowej Zelandii oraz Filipin. Bardzo poważnie ucierpiała miejscowość Hilo na Hawajach, gdzie zginęło 61 osób w wyniku uderzenia fali tsunami. Wśród ofiar znalazło się również wiele osób, które po pierwszych wstrząsach schroniły się na łodziach zacumowanych przy brzegu… Łącznie na skutek wstrząsu i fal tsunami zginęło 1655 osób Ponad 2 mln osób zostało bez dachu nad głową.

Jak na tak silne trzęsienie liczba ofiar nie była zbyt wielka. Np. podczas trzęsienia na Haiti o magnitudzie „tylko” 7,0 zginęło ponad 300 tys. osób.





Nie był to koniec kataklizmów, zaledwie 38 godzin po najsilniejszych wstrząsach, 24 maja doszło do erupcji wulkanu Cordón Caulle. Naukowcy przewidują, że doszło do niej wskutek trzęsienia ziemi.

Trzęsienie ziemi z 22 maja 1960 roku pozostaje najsilniejszym jakie zanotowano (drugie na liście trzęsienie, z 27 marca 1964 roku na Alasce roku miało magnitudę 9,2 stopnia). W Obserwatorium Sejsmologicznym w Pałacu Kazimierzowskim w Warszawie nagle wariują sejsmografy. O godzinie 14.30 drobniutkie zygzaki wykresu, przypominające niemal linię prostą, zamieniają się w dzikie bohomazy. Sejsmolodzy od razu wiedzą, co się stało. Po 18 minutach podróży przez wnętrze Ziemi do Polski dotarło czoło fali sejsmicznej z Chile. Takie trzęsienie ziemi jest okazja do zbadania wnętrza ziemi gdyż po prędkości rozchodzenia się fal możemy określić gęstość jadra, warstw płaszcza i skorupy.


Moje 3 grosze


Pamiętam straszliwe trzęsienie ziemi w Iranie z dnia 1.IX.1962 roku, które zrujnowało znaczną połać tego kraju. To było niewielkie – w porównaniu z Chile trzęsienie ziemi – wszystkiego M7,1.  Terremoto z Chile umknęło mej pamięci, ale Iran zapamiętałem. Zginęło wtedy 12.225 osób, a gazety długo się rozpisywały na ten temat.

Potem było Skopje – 26.VII.1963 roku – całe miasto zrujnowane przez wstrząs o sile tylko M5,9-6,1. Zginęło wtedy 1070 osób, a najgorsze jest to, że takich wstrząsów się tam nikt nie spodziewał. Mieszkańcy Jordanowa mieli to w pamięci, kiedy powstało osuwisko na zboczu Przykca po ulewnych deszczach, wtedy też obawialiśmy się trzęsienia ziemi…

Wszyscy mamy w pamięci wrzesień i listopad 2004 roku i trzęsienia ziemi na Pomorzu o sile M5,3 oraz w PPS, które miało w szczycie M4,7, a odczuto je na całym Podhalu. Nie było to wprawdzie terremoto, ale ludzie znów bali się takiego kataklizmu. Jego skutki opisaliśmy na łamach „EKO Świata” i blogu na stronie https://wszechocean.blogspot.com/2013/03/trzesienia-ziemi-na-podhalu-1.html i dalszej.

To chilijskie terremoto, opisał w swej pierwszej książce pt. „Alarm pod Andami” (1961) polski pisarz i podróżnik związany m.in. z „Nieznanym Światem” Maciej Kuczyński (1929-2019).

Po wydarzeniach w Japonii z dnia 11.III.2011 należy się spodziewać kolejnych silnych, dewastujących trzęsień ziemi o sile >M9,0 w obrębie Pacyficznego Pierścienia Ognia i – co niewykluczone – Karaibów. Nadmieniam także, że trzęsienia ziemi w rejonie Hawajów i Wysp Kanaryjskich mogą spowodować osuwiska ziemi do oceanu, a co za tym idzie powstania ogromnych fal tsunami, co atoli jest już tematem z innej ballady…