Powered By Blogger

środa, 31 grudnia 2025

CE0 z Krasnoludem w ZSRR

 


Albert Rosales

 

Lokalizacja: Omsk, ZSRR

Data: 1938

Czas: różny

Opis incydentu:

Nina Ksenofontowna Niepomniaszczaja pamięta, że ​​gdy miała około 5 lub 6 lat i mieszkała z matką i babcią, przeżyła kilka dziwnych spotkań. Podczas pierwszego spotkania została sama w domu i szła z kuchni do sypialni, gdy zobaczyła małe stworzenie zbliżające się z kąta w jej kierunku. Opisała stworzenie jako wyglądające jak „staruszek”, około metra wzrostu, może trochę większy (wydawał się wyższy od niej). Nieznajomy miał jasną brodę sięgającą poniżej pasa, blond włosy i był ubrany w lekkie ubranie. Szedł w jej kierunku z pobliskiej szafki nocnej w rogu. To ją przestraszyło i wybiegła z domu. Kiedy wróciła, małego mężczyzny już nie było.

Jej drugie spotkanie miało miejsce kilka dni później, gdy szła sama ciemnym korytarzem prowadzącym do ogrodu, gdy pojawił się ten sam staruszek, idący w jej kierunku. Przerażona, wyskoczyła do ogrodu z krzykiem. Z domu sąsiadki wybiegła dziewczyna i zapytała ją, co się stało. Opowiedziała jej, co widziała, i obie weszły do ​​środka, by poszukać stworzenia, ale w ciemnym korytarzu nic nie było widać. To był ostatni raz, kiedy widziała stworzenie.

Dodatek HC

Źródło: Michaił Gersztejn, Rosja

Typ: E

Opracował - ©R.K.Fr. Sas - Leśniakiewicz

poniedziałek, 29 grudnia 2025

CE3 na Balearach

 


 Albert Rosales

 

Miejsce: Wyspa Formentera, Baleary, Hiszpania

Data: 4.III.1977

Godzina: 14:30 CET

Opis incydentu:

Dwie kobiety spacerowały po wydmach na wyspie Formentera, gdy zbliżył się do nich metalowy obiekt w kształcie dysku. Obiekt miał około 15 metrów średnicy i zbliżał się do miejsca, w którym przebywali świadkowie, z ogromną prędkością. Następnie powoli opadł, emitując jaskrawą poświatę, zmieniając kolor z białego na pomarańczowy i emitując silną falę gorąca. Pięć minut po lądowaniu kobiety zobaczyły, że z tyłu obiektu wyłoniło się trzech mężczyzn ubranych w białe kombinezony. Mężczyźni mieli jasne włosy sięgające do ramion. Mężczyźni chodzili wokół obiektu przez około 15 minut, rozmawiali między sobą, a następnie wrócili na tył obiektu. Natychmiast po tym obiekt zmienił kolor z pomarańczowego na biały i wzniósł się pod kątem 45 stopni, znikając na zachodzie bezszelestnie.

Dodatek HC

Źródło: Proyecto CUCO - project.cuco@gmail.com 

Typ: C

Opracował - ©R.K.Fr. Sas - Leśniakiewicz

niedziela, 28 grudnia 2025

CE0/CE6/X z wampirami w Brazylii

 


Tłumaczenie Alberta S. Rosalesa

 

Lokalizacja: Obszar rzeki Solimoes, na północny zachód od Manaus, Amazonas, Brazylia

Data: 1977

Czas: różny

Opis incydentu:

Dwóch braci mieszkających na pływającej platformie rybackiej na rzece wróciło pewnego dnia do domu po długim i wyczerpującym dniu, spotykając dwie młode kobiety, które poprosiły o pomoc, twierdząc, że ich łódź zatonęła z powodu silnych wiatrów (częstych w tym regionie) i że utknęli na mieliźnie. Bracia przyjęli je następnie w swoim pływającym domu. Młode kobiety były bardzo piękne i przyjazne, a o ich względy zabiegali dwaj samotni bracia. Obaj mężczyźni najwyraźniej zakochali się w jednej z kobiet. Po kilku tygodniach jeden z braci obudził się w środku nocy i zauważył, że jego „dziewczyny” nie ma przy nim. Wtedy usłyszał dziwny hałas dochodzący z parteru. Kiedy spojrzał w dół przez otwór w drewnianej podłodze, aby zlokalizować źródło hałasu, z przerażeniem zobaczył makabryczny widok, który zmroził mu krew w żyłach. Zobaczył bezwładne ciało swojego brata leżące na klepisku i jedną z kobiet najwyraźniej wysysającą krew z jego szyi. Oszołomiony mężczyzna początkowo sparaliżował strach, ale szybko otrząsnął się, pobiegł, wskoczył do wody i poszedł szukać pomocy u oddalonego o około 1 km sąsiada. Kiedy wrócił, przyprowadził sąsiada uzbrojonego w karabin. Zobaczyli jedną z kobiet schodzącą z platformy. Wydawała się dziwnie przemieniona, jej ciało było teraz pokryte łuskami przypominającymi gada, jej dłonie przypominały szpony, i skrzydła. Nagle wzbiła się w powietrze i zniknęła nad ciemnym lasem, by nigdy więcej jej nie zobaczyć. Miejsce pobytu drugiej kobiety, która z pewnością należała do tego samego gatunku, nie było znane. Mężczyzna i jego sąsiad znaleźli jednak martwe ciało brata z blizną na szyi i bez ani jednej kropli krwi w ciele. (Brak innych informacji na temat tej interesującej historii, ale pamiętam, że wydarzyła się ona w tym samym obszarze, gdzie liczni brazylijscy rybacy i miejscowi byli codziennie atakowani przez tzw. Chupa-lighty, a spotkania z UFO były na porządku dziennym)

Dodatek do HC

Źródło: Francisco Rasp, Manaus w „Enigmas on line.com Brazylia”

Typ: E

Komentarze:

·        Ten domniemany incydent miał również miejsce podczas operacji brazylijskiego rządu, również w tym samym obszarze, zwanej „Operacją Prato”.

·        Według ufologów rosyjskich istnieje niepisana zasada postępowania z nieznajomymi: wampira NIGDY i pod żadnym pozorem nie wolno wpuścić do domu! Obaj bracia popełnili ten fatalny błąd i wpuścili upiora do swego domu, za co jeden z nich zapłacił życiem.

Opracował - ©R.K.Fr. Sas - Leśniakiewicz

sobota, 27 grudnia 2025

CE0X w Kolorado

 


Albert Rosales

 

Lokalizacja: Kolorado, dokładna lokalizacja nie została podana.

Data: luty 1982

Godzina: wieczór

Opis incydentu:

Strażnik leśny o imieniu Rick, stacjonujący w bardzo odległym i odludnym rejonie w górach Kolorado, zgłosił, że odebrał radiowy komunikat o zauważeniu migających świateł wzdłuż mało uczęszczanej drogi w górach i że może to być duża ciężarówka, która wpadła w poślizg na śniegu. Ponieważ nie otrzymał żadnego komunikatu radiowego od kierowcy ciężarówki, Rick obawiał się najgorszego. W lutowych temperaturach poniżej zera kierowca ciężarówki, nieprzytomny, osunął się w kabinie i wkrótce zamarzł na śmierć.

Rick pojechał skuterem śnieżnym w miejsce, gdzie poprzedniej nocy helikopter zauważył coś, co wyglądało na migające światła. Trzy dni przed rzekomym wypadkiem ciężarówki padał obfity śnieg. Podróż była niebezpieczna dla doświadczonych kierowców. Rick spędził ponad godzinę, przemierzając teren, z którego helikopter zgłosił coś, co mogło być światłami ciężarówki. Nie było żadnych śladów, żadnych oznak, że jakiś pojazd mógł zjechać z prymitywnej wiejskiej drogi i znaleźć się gdzieś w dużej zaspie. Rick przekazał przez radio negatywne wyniki poszukiwań i zasugerował, że jeśli ciężarówka utknęła w tym rejonie, to w jakiś sposób udało jej się rozwiązać problem.

Wracał na swój posterunek, odludną chatę, którą utrzymywał z innym strażnikiem, gdy zobaczył dziwne ślady stóp prowadzące na fragment lasu. Wyglądały na ślady kogoś idącego boso. Obok śladu znajdował się niewielki, niemal spiczasty, odcisk buta. Zaskoczony tymi śladami, Rick zsiadł ze skutera śnieżnego i ruszył w kierunku kępy drzew, do której prowadziły dziwne ślady. Miał właśnie wkroczyć w gęsto zalesiony teren, gdy wyszedł z niego niewielki mężczyzna z uniesioną dłonią w uniwersalnym geście pokoju. Rick ze zdumieniem ujrzał istotę o wzroście około półtora metra, z bardzo dużą głową, ogromnymi oczami i pustą, pozbawioną wyrazu twarzą. Zdumiał się również, widząc, że w temperaturach poniżej zera ten drobny mężczyzna miał na sobie jedynie obcisły, zielonkawy kombinezon.

Jeśli Rick obawiał się o wygodę tego drobnego mężczyzny, to był kompletnie zaskoczony, gdy z lasu wyłoniła się blondynka o olśniewających niebieskich oczach, ubrana jedynie w cienką, prześwitującą suknię. Lekki materiał jej ubrania zdawał się wirować wokół niej, jakby tworzył własne pole energetyczne. Rick nie mógł się powstrzymać od podążania wzrokiem za całą linią ciała tej uroczej damy aż do stóp. Bez widocznego dyskomfortu stała boso w śniegu. Rick kazał im wsiąść na jego skuter śnieżny, zanim zamarzną na śmierć. Rickowi przeszło wtedy przez myśl, że natknął się na parę dziwaków z jakiegoś objazdowego wesołego miasteczka. Może przeoczył unieruchomioną ciężarówkę. Być może wóz karnawałowy zsunął się w głęboki śnieg, a dziwny, bulwiastogłowy krasnolud i ta piękna tancerka wędrowali oszołomieni po śniegu.

Kiedy przygotowywał skuter śnieżny do podróży do domku, przerwał mu dziwny, trzaskający dźwięk, niemal jak elektryczność statyczna. Kiedy spojrzał w stronę dziwnego duetu, pozostała tam tylko kobieta. Mały mężczyzna zdawał się zniknąć. Kiedy zapytał kobietę, co stało się z jej towarzyszem, uśmiechnęła się tylko. Rick chciał wyruszyć na poszukiwania krasnoludzkiego mężczyzny, ale przekonujące oczy tajemniczej kobiety zdawały się poruszać w jego głowie. Nie mógł myśleć o niczym innym, jak tylko o tym, by bezpiecznie dowieźć ją do domku i z nieprofesjonalną nonszalancją wobec bezpieczeństwa drugiej osoby, wskazał kobiecie, żeby wsiadła na jego skuter śnieżny. Razem odjechali w noc, która szybko robiła się coraz zimniejsza. Kiedy Rick dotarł do domku, okazało się, że jego partnerka wciąż jest na zleceniu. Zrobił kobiecie kawę. Powoli popijała kawę, patrząc na jej zawartość, jakby nigdy wcześniej jej nie widziała. Rick przyłapał ją na włożeniu palca do filiżanki, żeby sprawdzić napar, jakby mogła w jakiś sposób podnieść płyn opuszkami palców i wypić go w ten sposób.

W tym samym czasie Rick zaczął się zastanawiać, co stało się z jego partnerem. Obok kubka z kawą przyjaciela znalazł nabazgraną notatkę, że jego partner wrócił. Zastał Ricka pogrążonego w głębokim śnie, dotknął jego czoła, poczuł, że musi mieć gorączkę i postanowił pozwolić mu spać. Rick był na innym zleceniu, a data go zaskoczyła, bo minęły już dwa dni. Rick zaczął się naprawdę wstydzić swojego czynu. Wykorzystał zagubioną i niemal bezbronną kobietę, a spał przez dwa dni. Wróciło mu wspomnienie, całe doświadczenie wydawało się coraz bardziej dziwaczne z każdym kolejnym wspomnieniem. Przede wszystkim zaczął sobie wyraźnie uświadamiać, że wcale nie wykorzystał zagubionej kobiety. Co więcej, była bezpośrednia i bardzo stanowcza w tym, czego od niego chciała. Ciężarówki nigdy nie odnaleziono, podobnie jak, ku jego wielkiej uldze, zamarzniętych ciał kobiety i małego mężczyzny.

Rick prawie zapomniał o tym incydencie. Potem, jakieś osiemnaście miesięcy później, zmywał naczynia w swojej chacie w jasne wiosenne popołudnie i przypadkiem spojrzał w górę. Ku swojemu zdumieniu zobaczył kobietę stojącą obok dużej sosny rosnącej przed jego chatą. Uśmiechała się i była ubrana w tę samą zwiewną, prześwitującą suknię. W ramionach trzymała małe, złocistowłose dziecko. Rick pamięta, że ​​wskazała na niego, potem na dziecko, a potem na swój brzuch. Uśmiechnęła się do niego ponownie i wróciła do lasu. Rick powiedział, że przez kilka minut nie mógł się ruszyć, ale kiedy w końcu się udało, wybiegł za drzwi i próbował znaleźć tajemniczą kobietę. Nie mógł znaleźć po niej śladu, ale było dla niego jasne, że mówiła mu, że jest ojcem dziecka, które nosiła w ramionach. To była kobieta, która wydawała się odporna na zimno, potrafiła chodzić boso po śniegu w temperaturach poniżej zera i najwyraźniej mogła przychodzić i odchodzić, kiedy chciała – czy to z innego świata, czy z innego wymiaru, Rick nie twierdzi, że wie. Wciąż niepokoi go przekonanie, że spłodził dziecko kosmity.

Za każdym razem, gdy patrzy w nocne niebo, Rick mówi, że zastanawia się, czy jego dziecko żyje na jakimś innym świecie. A może dorasta w jakiejś obcej bazie, by pewnego dnia powrócić i odzyskać swoje ziemskie dziedzictwo.

Dodatek HC nr 1097

Źródło: Brad Steiger - „Porywacze z UFO”

Typ: E

Komentarze:

Kevin Wood: Zmroziło mnie od samego czytania.

Bryan White: Czyta się bardziej jak spotkanie z Królową Wróżek niż z kosmitą. Wszystkie te historie są takie tajemnicze! Sprawiają wrażenie, jakby miały nieograniczoną głębię!

Mój koment: Jakkolwiek dziwnie by to nie brzmiało, to opowieść Ricka nie jest wcale odosobnionym przypadkiem. Jest ich wiele i przypominają doświadczenia Antonia Villas-Boas i Eugene’a Browna. Takie przypadki doskonale wpisują się w schemat odnowy Ludzkości nakreślony przeze mnie w III tomie cyklu „UFO i …” pt. „UFO i Czas”.

Poza tym ciekawy jest fakt, że te Istoty chodziły boso po śniegu. W chrześcijańskiej ikonografii bose stopy są symbolem niewinności, ale także Najwyższego Wtajemniczenia. Czyżbyśmy mieli do czynienia z Istotami kojarzonymi z bogami z panteonu bóstw wszystkich cywilizacji Ziemi?

Opracował - ©R.K.Fr. Sas - Leśniakiewicz

piątek, 26 grudnia 2025

CE0 z UMH w Arizonie

 


Albert Rosales

 

Miejsce: Tucson, AZ

Data: 6.XI.2003 r.

Godzina: wieczór

Opis incydentu:

Gdy świadek (nastolatka) i jej matka wychodziły przez drzwi wejściowe, matka odwróciła się, by zamknąć drzwi, a młoda świadkowa, Sarah A., ruszyła w stronę samochodu. Zbliżając się do samochodu, zaskoczył ją widok ciemnej postaci przypominającej połączenie człowieka i małpy. Stwór kucał, niczym żaba, i skoczył w kierunku świadka, jakby ten go spłoszył. Następnie wydał głośny syk. Ze strachu młoda dziewczyna zamknęła oczy i nie poruszyła się, dopóki nie usłyszała, jak matka ją woła. Matka dostrzegła kątem prawego oka coś uciekającego, ale było zbyt szybkie, by dostrzec jakiekolwiek szczegóły. Świadek opisała dalej stworzenie jako mające ogromne tylne nogi i wygięty, kolczasty grzbiet oraz bardzo duże, przenikliwe oczy.

Dodatek HC

Źródło: Paranormalabout.com. Twoje prawdziwe opowieści, grudzień 2003

Typ: E

Opracował - ©R.K.Fr. Sas - Leśniakiewicz

czwartek, 25 grudnia 2025

CE0X(?) z Białą Damą w Wyoming

 


Albert Rosales

 

Lokalizacja: w pobliżu Pinedale, WY

Data: lato 1979

Godzina: noc

Opis incydentu:

Świadek przebywał w domku w górach Wind River, gdy w stanie przypominającym sen zobaczył piękną kobietę, mierzącą około 2,4 metra wzrostu. Miała białe włosy i bardzo duże oczy, ale idealnie proporcjonalne do twarzy i lśniące spojrzenie. Miała na sobie sukienkę, która była cała biała i wykonana z materiału przypominającego pióra. Świadek był tak zachwycony jej urodą, że zaczął z nią flirtować. Poczuł od niej współczucie i miłość. Dzień po tym zdarzeniu świadek zobaczył nad górą Wind River srebrny obiekt w kształcie soczewki.

Dodatek HC nr 2915

Źródło: Bezpośrednio od świadka na forum ISUR

Typ: E czy D?

Opracował - ©R.K.Fr. Sas - Leśniakiewicz

środa, 24 grudnia 2025

CE0 z Reptilianami w Wyoming

 


Albert Rosales

 

Lokalizacja: w pobliżu Casper, WY

Data: lato 1979

Godzina: popołudnie

Opis incydentu:

Pewnego dnia kobieta spacerowała po lesie, gdy natknęła się na dziwną scenę. Powiedziała, że ​​weszła na polanę, a na ziemi leżał martwy jeleń. Wokół niego stali mężczyźni w mundurach, które jej zdaniem były mundurami Sił Powietrznych (USAF). Prawdziwym szokiem był widok kilku humanoidalnych/gadzich istot w towarzystwie prawdopodobnie personelu Sił Powietrznych. Zaczęła biec, ale po krótkim dystansie upadła i poważnie się zraniła. Została opatrzona przez te istoty ludzkie i gadzie i ostrzeżona, aby nigdy nie opowiadała o tym, co widziała.

Te gady były widziane wystarczająco często, więc mamy bardzo dobre pojęcie, jak wyglądają. Ludzie, którzy je spotkali, mówią, że są mniej więcej tej samej wielkości co my, ale mają skórę bardzo podobną do węża z łuskami, które zazwyczaj mają kształt diamentu lub trójkąta. Ich oczy są duże, okrągłe i gadzie, z pionową źrenicą, bardzo podobną do kocich oczu.

Dodatek do HC

Źródło: http://thechurchofufology.blogspot.com/

Typ: E

Opracował - ©R.K.Fr. Sas - Leśniakiewicz

poniedziałek, 22 grudnia 2025

CE0X(?) z nastolatką w Brazylii

 


Albert Rosales

 

Lokalizacja: Sobral, Ceara, Brazylia

Data: 17.II.1982

Godzina: noc

Opis incydentu:

Była ciepła, bezwietrzna noc w wiejskim ośrodku Ceará w Brazylii. Gwiazdy migotały nad rzadkimi polami, a jedynymi dźwiękami były odległe ćwierkania owadów i sporadyczny szelest suchej trawy. Nastolatka, nie starsza niż piętnaście lat, wyszła przed swój skromny dom, aby nabrać wody z cysterny na podwórku. Księżyc rzucał srebrzystą poświatę na krajobraz, oświetlając pole za jej domem.

Wtedy je zobaczyła.

Dwie postacie stały nieruchomo na skraju pola, skąpane w blasku księżyca. Były wysokie – co najmniej metr osiemdziesiąt – i niewątpliwie humanoidalne, a jednak coś w nich było głęboko obce. Ich skóra miała różowawy odcień, niemal opalizujący, a długie, rudawe włosy mieniły się nienaturalnie, jakby łapały światło z nieistniejącego źródła.

Nosiły dziwne, minimalistyczne stroje – stroje przypominające bikini, które przylegały do ​​ich kształtów, w połączeniu z prostymi, białymi butami sięgającymi do połowy łydki. Strój był zarówno futurystyczny, jak i dziwnie niepasujący do wiejskiego otoczenia. Ich oczy, duże i błyszczące, zdawały się lekko świecić, a one obserwowały dziewczynę z nieodgadnionym wyrazem twarzy.

Zamarła w miejscu, dziewczyna czuła mieszaninę podziwu i strachu. Powietrze wokół niej stało się nieruchome, cięższe, jakby czas zwolnił. Potem, bezszelestnie, istoty odwróciły się i zamiast iść, poszybowały w wysoką trawę, znikając w ciemności równie tajemniczo, jak się pojawiły. Poczuła wtedy potrzebę zdjęcia ubrania i położenia się na trawie. Kilka godzin później rodzice znaleźli ją wciąż w tym samym miejscu.

Dodatek HC

Źródło: Revista Brasileira OVNI

Typ: G?

Opracował - ©R.K.Fr. Sas - Leśniakiewicz

niedziela, 21 grudnia 2025

Zagadki Made in Slovakia

 


Jana Čavojská

 

Dr Miloš Jesenský rozwiązuje rebusy Przeszłości.

Czy byli na Słowacji Templariusze, którzy zakopali tutaj wraz ze swym Wielkim Mistrzem także swój skarb? Czy udało się alchemikom z Bratysławy wyprodukować złoto? Odwiedźmy z nami miejsca słowackich zagadek.

Wojownicy, którzy byli także mnichami. Rycerze Czerwonego Krzyża, których zwano także Rycerzami Chrystusa i Świątyni Salomona – z czego zostali oni znani jako Templariusze. Czy jest także prawdą, że tajemniczy kościółek w liptowskiej wsi Martinček jest dziełem ich rąk? I czy parę kilometrów dalej, w krypcie kościoła w Ludrovej, spoczywa ich Mistrz – Johannes Gottfried von Herberstein, którego podczas odwiedzin Węgier w roku 1230 zamordowali (albo zbóje czy jego właśni ludzie – zdrajcy)? A wraz z nim mieli oni do grobu pod ołtarzem włożyć skarb o ogromnej wartości…

 

Zabawa w muzeum

 

- Niestety nie pozwolono nam na archeologiczne badania – mówi dyrektor Kysuckiego Muzeum  i badacz historycznych zagadek, który już od lat szuka rozwiązania dla największych rebusów z Przeszłości. Na koncie ma ponad 40 książek i porównują go do Dänikena. Miloš Jesenský jest przekonany, że Templariusze przebywali na terytorium Słowacji. Wyczytał to głównie ze źródeł pisanych i różnych zdarzeń historycznych. Z wielu średniowiecznych twierdz zostały tylko ruiny i trudno jest powiedzieć, czy jakie jeszcze są w nich tajemnice.

- Ale dlaczego mielibyśmy się mylić w kwestii Templariuszy? – pyta Miloš Jesenský i oczy zabłysły mu tak, kiedy mówi o jakiejś zagadce.

Naczelny propagator historii studiował – dziwuj się świecie! – medycynę weterynaryjną. Jednakże nigdy nie był weterynarzem. Od dziecka przyciągały go zagadki, pytania z Przeszłości na które nie było odpowiedzi, zjawiska paranormalne, polemiki o Pozaziemianach i Ich odwiedzinach na Ziemi. Tematem jego pracy doktorskiej były dzieje alchemii. Według jego poglądów, historia nie powinna pokrywać się kurzem. Nie możemy zamknąć jej w nudnych, pachnących naftaliną eksponatach. Wręcz na odwrót – muzea powinny być żywymi miejscami spotkań, w których Przeszłość prezentuje swoją prawdziwą formę. Za tym przemawia ten fakt, że dzieci poznają twórczość Leonarda da Vinciego w centrach handlowych a nie w muzeach.

 

148 Ojczenaszów i banki

 

Wojskowy zakon Templariuszy założyło w latach 1118-1119 ośmiu francuskich rycerzy – członków I Krucjaty. Zakon miał ochraniać święte miejsca i pielgrzymów na drodze do Jerozolimy. Już w 10 lat później nieli ubodzy rycerze swoją siedzibę blisko Świątyni Salomona w Jerozolimie – 300 rycerzy i ponad 1000 piechocińców. Musieli oni przestrzegać następujących zasad: nosić białe habity, zmówić modlitwę „Ojcze nasz” 148 razy dziennie, milczeć przy wspólnych posiłkach, starać się o swój sprzęt i uzbrojenie, mieszkać w skromnie urządzonych celach, przestrzegać ścisłego celibatu. Nikt niczego nie miał na własność – wszystko było wspólne. Także tajemnice – osobiste listy każdego brata czytano na głos. Jeszcze ściślejsze reguły obowiązywały podczas walki. Nie mogli ustąpić, póki łopotała nad nimi flaga. Za templaryjskich jeńców nie dawano okupu.

Ubodzy bracia stopniowo się bogacili. Byli uwolnieni od płacenia świeckich i kościelnych podatków i danin. Na swych terenach mogli być wybierani. Dokonywali oni jak na ten czas rewolucyjne transakcje i operacje finansowe, podobne do dzisiejszych. Pod ich ochroną na drogach zbójcy mieli ciężki problem i ponosili wielkie ryzyko. Podróżny mógł wpłacić pieniądze w jednej templaryjskiej komandorii i wypłacić w innej u celu swej podróży, albo tam, gdzie akurat przebywał. Jednakże niektórzy myśleli, że templariuszowscy alchemicy znaleźli sposób jak zamienić ołów w złoto i dlatego byli tacy bogaci.

 

Czerwoni mnisi i zagadkowa śmierć

 

Na górze we wsi Martinček, zaledwie kilka kilometrów od Rużemberoka, stoi średniowieczny kościół ozdobiony pięknymi freskami. Góra ta w źródłach pisanych nosi nazwę Mnich. I historycy z XIX wieku zgadzają się w tym, że stał tam templariuszowski klasztor. Historyk Damian Fuxhoffer w swym dziele „Monasteriologia Regni Hungariae” wydanym w Ostrzyhomiu[1] w 1803 roku, pisze tak:

Dokumenty potwierdzające te wydarzenia dostały się do naszych rąk z archiwum słynnego rodu Herbersteinów z rozkwitającego Sztajerska[2] i stoi w nich dosłownie tak: Johannes Gottfried Herberstein – wielki wizytator i przedstawiciel Zakonu Templariuszy, zmarł w czasie wizyty w roku 1230 na Węgrzech, na skraju Liptowa, na górze Mnich przy Świętym Marcinie.

Śmierć wizytatora stanowi cały czas tajemnicę. Nie wiadomo, czy zginął w potyczce, kiedy przyszedł na pomoc kupcom napadniętym przez rozbójników czy został zamordowany przez zdrajcę. Tak czy inaczej, skonał on na górze Mnich w klasztorze, kiedy nie było tam jeszcze kościoła (wg dostępnych źródeł został on zbudowany w 300 lat później) więc pochowano go w najbliższej świątyni. Miał to być kościół p.w. Wszystkich Świętych w Ludrowej k./Rużemberoka, w którym (uwaga polonicum!) wg Jána Kalinčakaz wyprawy przeciwko Turkom wracający się Jan III Sobieski, król polski, służby Boże wykonał.

Skarb, czyli jakiś wóz wyładowany skrzyniami z kosztownościami, wspominają także legendy. A także tajny, podziemny tunel pomiędzy tamplariuszowskim klasztorem na szczycie Mnicha a Likawskim Hradem. Historycy do dziś dnia się spierają o to, czy Czerwoni Rycerze byli na naszej ziemi czy nie. O ich obecności bardziej mówią miejscowe podania, niż konkretne dokumenty. Ale co jeśli tak…?

 

Alchemik Kempelen

 

Poszukiwali kamienia filozoficznego czyli tynktury potrzebnej do przemiany zwykłych metali w złoto, próbowali stworzyć eliksir życia, rekonstruować żywe organizmy z ich popiołu czy stworzyć homunkulusa – żywą istotę w laboratorium. Alchemicy działali także w Bratysławie. Stefan de Liszty ma nawet rzeźbę i pamiątkową tablicę na ulicy Laurinskiej, na ścianie jednej z restauracji, ale w rzeczywistości na początki XVII wieku udało mu się wyprodukować złoto nieco dalej, bo na Uršulinskiej 11. Najbardziej znanym z bratysławskich alchemików był baron Jan Wolfgang von Kempelen (1734-1804). Ten sekretarz i radca dworu zajmował się fizyką i mechaniką. Studiował prawo i filozofię w Bratysławie, Györ, Wiedniu i Rzymie, władał 6 językami. Jego dom rodzinny stale stoi na rogu ulic Dunajskiej i Klemensovej w Bratysławie.  Chociaż fasada została zrekonstruowana, to jednak widać na nim starą architekturę.

Wynalazca skonstruował czerpadło, które na bratysławski Zamek dostarczało wodę z Dunaju, armatkę wodną dla wiedeńskiego Schönbrunn, a także instalację nawadniającą na Žitnom Ostrove. Skonstruował on jeszcze więcej interesujących maszyn, które nie przestawały zadziwiać jego współczesnych. Tak np. mówiącą maszynę, która miała nos i usta, miechy na miejscu płuc i imitację strun głosowych. Albo też specjalną maszynę do pisania dla niewidomych.

 

Turek, który wygrywał w szachy

 

Ale na cały świat Kempelena rozsławił inny wynalazek: legendarna maszyna do grania w szachy zwana Turkiem. Figura podobna do Turka siedziała ze skrzyżowanymi nogami. Siedziała przed skrzynką z jaworowego drewna z szachownicą. Turek pokonał w szachowych rozgrywkach największych szachistów swoich czasów, a to: Benjamina Franklina, Fryderyka II i Napoleona Bonapartego. Kempelen przedstawił Turka na wiedeńskim dworze królewskim, a potem odbył z nim tournée po Europie. Potem przedziwną maszynę sprzedał znanemu mechanikowi Johannesowi Nepomucenowi Maelzelowi za 30.000 franków. Ten z nim występował w Paryżu, Londynie i USA. Turek przyniósł mu sławę i pieniądze. I wbrew temu, legendarny automat skończył zapomniany w jakimś muzeum osobliwości i w końcu zniszczył go pożar. Ale jaka była tajemnica tego urządzenia? W rzeczywistości w jego wnętrzu siedział szachista, świecił sobie świeczką, a ruchy na szachownicy śledził dzięki magnesikom w figurkach. I chociaż w ten sposób jego zagadkę wyjaśniło amerykańskie czasopismo „The Chess Monthly”z 1857 roku, to nikt już nie mógł tego sprawdzić. Urządzenie spłonęło trzy lata wcześniej.

Kempelen w Wiedniu poznał słynnego włoskiego anatoma Giovanniego Spalanzaniego i się z nim zaprzyjaźnił. Spalanzani często odwiedzał swego nowego przyjaciela w Bratysławie i w końcu postawił pałac na przedmieściu Zuckermandel. Tam mógł całkowicie się oddać swoim badaniom. Próbował zrobić syntetyczną krew z roślin. Hodował je w wielkim ogrodzie w inspektach i szklarniach, a otrzymane związki chemiczne aplikował do żył zwierzętom doświadczalnym. Miejscowi zaczęli nazywać jego pałac Blutfabrik – fabryką krwi. Krążyły o nim straszne opowieści.

 

Czy inspirowaliśmy Juliusza Verne’a?

 

Czy Słowację odwiedził słynny pisarz fantasta i wizjoner Jules Verne i czy stąd czerpał pomysły na swe powieści? Miloš Jesenský jest przekonanym, że tak. Twierdzi on, że te odwiedziny Słowacji zainspirowały go do napisania powieści „Tajemniczy zamek w Karpatach” – a tym inspirował się także Bram Stoker, kiedy pisał swego „Drakulę”. Wedle Jesenský’ego Jules Verne przyjechał na Słowację w 1892 roku. Spędził tam parę dni, a oprowadzał go student Janko – a dokładniej Ján Maliarik – późniejszy pastor ewangelicki, pisarz, filozof i publicysta. O odwiedzinach naszej krainy Verne rzeczywiście opowiedział w wywiadzie dla pewnego duńskiego dziennikarza. Kiedy już zwiedziłem dwie stolice Monarchii[3], udałem się do mniejszego, ale bardzo starego miasta Prešporka[4]. Tam miałem się spotkać z pewnym węgierskim pisarzem[5], który miał mnie zaprowadzić po karpackich gór. Niestety, przez sprawy rodzinne nie mógł on przyjechać do Prešporka, tak że zostałem w hotelu zupełnie sam. Wszyscy obok mnie mówili po słowacku, niemiecku i węgiersku tak że nie rozumiałem ani słowa. Na próżno prosiłem hotelarza, by mi sprowadził jakiegoś przewodnika. Kogoś takiego tam nie mieli. Ale w pewnej kawiarni napotkałem młodego człowieka, który czytał francuską gazetę. Zagadałem do niego i poprosiłem, by za pewne honorarium oprowadził po tutejszych drogach. Zgodził się. Był to Słowak, student teologii. Miał na imię Ján, ale jego przyjaciele wołali Janko. Powiedział mi, że to jest zdrobnienie imienia, a ja pomyślałem, że gdybym był Słowakiem, to by na mnie wołali Julko.

Wraz ze studentem Jankiem Jules Verne zwiedził zamek Devin, podróżował górami i dolinami, zobaczył słowacką wieś. Powieść „Tajemniczy zamek w Karpatach” dokończył już po powrocie.

*** 

Godzi się w kontekście dokonań barona von Kempelena wspomnieć o polonicach i filmowych parantelach. Pierwszym polonicum jest nowela Ludwika Niemojewskiego (1823-1892) w której opisuje on dzieje niezwykłego wynalazku von Kempelena. Nowela ta została sfilmowana przez Andrzeja Zakrzewskiego i jako „Szach i mat” ukazała się na ekranach TV w 1967 roku w cyklu „Opowieści niezwykłe”.

Drugą parantelą filmową jest film „Szachista”  (1972) w serialu „Słynne ucieczki” w reżyserii Christiana Janque’a.

Oba te filmy są dostępne w Internecie.

Trzecią – tym razem literacką – jest książka Waldemara Łysiaka pt. „Operacja Szachista” (PAX, 1980), w której opisuje on fikcyjną operację wywiadu brytyjskiego mającą na celu porwanie Napoleona Bonapartego. Akcja miała na celu porwanie Napoleona Bonaparte i podstawienie na jego miejsce sobowtóra. Zadanie to byłoby wykonane za pomocą sławnego pseudoautomatu Mechaniczny Turek, który został sprowadzony do zamku w Szamotułach i tam nastąpił kulminacyjny punkt tej operacji.[6]   

I jeszcze à propos alchemików, to należy tu przypomnieć postać króla adeptów a jednocześnie twórcy nowoczesnej farmacji. Był nim Phillippus Aueolus Teophrastus Bombastus książę von Hohenheim zwany Paracelsusem (1493-1541), który przez pewien czas mieszkał w Bratysławie i Banskej Bystricy, gdzie miał nadzór nad wydobyciem złota w tamecznych kopalniach. Oczywiście uprawiał on alchemię i usiłował uzyskać złoto z podlejszych metali. Nie udało mu się, jak wszystkim innym. Dopiero stało się to możliwe pod koniec XX wieku, ale to już inna bajka…    

 

Źródło – „Nota Bene” nr 157, ss. 8-10

Przekład ze słowackiego - ©R.K.Fr. Sas - Leśniakiewicz    

 



[1] Dziś Esztergom, Węgry.

[2] Styrii.             

[3] Chodzi o Wiedeń i Budapeszt.

[4] Dawna nazwa Bratysławy.

[5] Był to Maurycy (Mór) Jokai.

[6] Wikipedia.

sobota, 20 grudnia 2025

CE3 ze skautami w Hiszpanii

 


Lokalizacja: Los Tornos, Kadyks, Hiszpania

Data: lipiec 1981

Godzina: noc

Opis incydentu:

Grupa harcerzy obozowała w okolicy i pewnej nocy, w trakcie pełni księżyca, wyruszyli na marsz. Było ich około 12-14 harcerzy, wszyscy mężczyźni w wieku od 14 do 16 lat. Ich opiekun (lub przewodnik) prowadził ich starą lokalną drogą. Nagle kilku chłopców krzyknęło i wskazało na pobliskie wzgórza. Cztery jasne światła w formacji pojedynczej wyłoniły się zza wzgórz. Kilkakrotnie przelatywały za wzgórzami, w zasięgu wzroku świadków. Opisali światła jako „w kształcie dzwonu” i leciały gęsiego. Gdy grupa je obserwowała, jedno ze świateł nagle zerwało formację i poleciało w kierunku świadków. Miały pomarańczowy kolor. Grupa kontynuowała marsz, cały czas będąc ich świadoma. Nagle za nimi pojawiły się dwa kolejne światła, ale początkowo myśleli, że to samochód, ale szybko zdali sobie sprawę, że lecą zbyt wysoko, aby mogły to być samochody. Niektórzy chłopcy myśleli, że mają do czynienia z UFO, ale większość zignorowała światła. Nagle stożek światła z góry ogarnął grupę. Było to bardzo intensywne, białe światło. Wszyscy zatrzymali się i wpatrywali w nie w milczeniu.

Światło znajdowało się około 20-30 metrów nad grupą i miało około 9 metrów średnicy. Nie było słychać żadnego hałasu. Nagle, gdy światło padało na grupę, jeden z chłopców (główny świadek, z którym rozmawiało źródło) twierdzi, że zobaczył w świetle sceny ze swojego „życia”, ułożone w kolejności, aż do tej daty. (Coś podobnego do tego, czego niektórzy doświadczają podczas doświadczeń bliskich śmierci). Sceny były wyraźne, a dwie się wyróżniały, ale był pewien, że było ich więcej. Później obraz zniknął, a światło zniknęło. Bardzo zdezorientowana grupa poszła dalej. Zapytana, czy ktoś inny w grupie również widział sceny z ich życia, świadek zeznał, że nikt nie skomentował tego i do dziś główny świadek nie zna odpowiedzi.

Dodatek HC

Źródło: J. J. Benitez - „Solo para tus ojos: Cuarenta y Cuatro años devestigacion OVNI” (Tylko dla twoich oczu: 44 lata badania UFO).

Typ: F lub X

Opracował - ©R.K.Fr. Sas – Leśniakiewicz