Powered By Blogger
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Argentyna. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Argentyna. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 16 czerwca 2026

CE0 w Argentynie

 


Albert Rosales

 

Miejsce: General La Madrid, Buenos Aires, Argentyna

Data: luty 1974

Godzina: wieczór

Opis incydentu:

Świadek, Alexa, wówczas 9-letnia dziewczynka, przebywała na wakacjach z rodziną na lokalnym ranczu. Pewnego wieczoru, po zjedzeniu grilla (asado), poszła bawić się z trójką innych dzieci w pobliskim lesie. Postanowili bawić się w chowanego, więc Alexa wybiegła z lasu ścieżką, aby się ukryć. Towarzyszył jej teraz jeden z młodszych chłopców. Biegnąc, nagle zauważyli coś, co wyglądało na „burzę piaskową”, która emitowała czerwone błyski światła, unoszące się tuż nad ziemią przed nimi na ścieżce. Nagle z wiru wyłoniły się dwie małe, humanoidalne postacie w obcisłych, zielonych kombinezonach. Postacie miały na sobie okrągłe hełmy z dwiema srebrzystymi antenami na każdym. Ich twarze były prawie całkowicie zielone, ale poza tym wyglądały jak ludzkie. Jej młodszy przyjaciel natychmiast uciekł z krzykiem, a ona sama stanęła przed dwoma dziwnymi stworzeniami, które również wydawały się być nieco zaskoczone jej obecnością. W końcu również pobiegła z powrotem do domu na ranczu i opowiedziała rodzicom, co widzieli, ale jej nie uwierzyli. Jej młodszy brat również doniósł, że widział „smugę światła” w tym samym miejscu, gdzie pojawiły się istoty. Później, gdy Alexa i inne dzieci kąpały się w zbiorniku z wodą na ranczu, ktoś lub coś rzuciło w nich czymś, co wyglądało na mały kamień, który wpadł do wody. Nikogo nie widzieli w pobliżu. Alexa zanurkowała i zobaczyła coś, co opisała jako kilka „błyszczących świateł przypominających gwiazdy” latających pod wodą. Później ojciec Alexy, jadąc w kierunku stosu drewna, zauważył, że wszystkie zwierzęta gospodarskie wydawały się być bardzo pobudzone, a niektóre biegały w panice. Później znalazł również okrągły kawałek spalonej ziemi na polu.

Dodatek HC

Źródło: Luis Burgos, „Ovnis Siglo XXI” na kanale YouTube OVNI.2.0,

Typ: E?

Opracował - ©R.K.Fr. Sas - Leśniakiewicz

sobota, 23 maja 2026

CE0 z wycieczkami szkolnymi Obcych

 


Albert Rosales

 

Lokalizacja: Payogasta, Salta, Argentyna

Data: wrzesień 2014

Godzina: 13:30 ART

Opis incydentu:

Na wzgórzach Payogasta rodzina zauważyła pojawienie się około 20 niskich humanoidów w srebrzystych kombinezonach, podzielonych na dwie grupy. Najpierw zobaczyli dwa dziwne obiekty nadlatujące z zachodu, jeden czerwony, a drugi niebieski. Następnego dnia z dachu swojego domu mąż w towarzystwie innych członków rodziny zobaczył 10 niskich postaci w srebrnych strojach, którym towarzyszyła wysoka blondynka, również ubrana w srebrzyste ubranie i buty z odblaskowym światłem. Widział również inną grupę około 10 niskich humanoidów w innym miejscu. Grupa ta miała na sobie niebiesko-czarne ubrania i towarzyszyła jej wysoka postać przypominająca mężczyznę, ubrana w srebrzysty kombinezon. Postać ta miała czarne włosy. Niscy humanoidzi byli zadziwiająco podobni z wyglądu, najwyraźniej przypominali ludzi. Na polu znaleziono ślady stóp. Podobno małe dzieci doznały szoku po incydencie.

Dodatek HC

Źródło: Codigo Ovni, 2 maja 2015 r., Radio Ovni i Carlos Albert Iurchuk cytują Antonio Zuletę, Cachi, Salta.

Typ: D(?)

Opracował - ©R.K.Fr. Sas - Leśniakiewicz

piątek, 13 lutego 2026

CE0 z BV w Argentynie

Albert Rosales

 

Miejsce: La Plata, Buenos Aires, Argentyna

Data: 9.VII.1968 r.

Godzina: 02:30 ART

Estelę Boquin, lat 10, obudził intensywny dźwięk buczenia. Wstała i zobaczyła w niewielkiej odległości od siebie humanoidalną postać o wzroście około 2 metrów, długich blond włosach i dużych niebieskich oczach, która próbowała do niej przemówić, powtarzając bez przerwy niezrozumiałe słowo. Miał bardzo długie nogi i ręce oraz spiczaste uszy. Miał na sobie coś w rodzaju świecącego skafandra nurka, pokrytego rodzajem obracającej się zielonej kapsuły, która emitowała czerwone, fioletowe i liliowe światło. Postać następnie zniknęła.

Dodatek HC

Źródła:

Carlos Ferguson - „Aterrizajes de Ovnis en la Argentina”, s. 332–333, cytując „Gente y la Actualidad”, nr 11, s. 1–11. 157, 25 lipca 1968

Oscar Uriondo – „Nuevo Catalago de Avistamientos de Tipo 1 en Argentina”, Centro de Estudios Ufologicos nr. 3, 1976 oraz osobista komunikacja ze świadkiem.

Typ: E

Opracował: ©R.K.Fr. Sas - Leśniakiewicz


środa, 17 grudnia 2025

CE0 lub CE1 z obcą kobietą z dziećmi

 


 

Albert Rosales

 

Lokalizacja: Rafaela, Santa Fé, Argentyna

Data: 28.VI.1980 r.

Godzina: rano

Opis incydentu:

Poprzedniej nocy (27 czerwca 1980 r.) członkowie rodziny Carelli byli już w łóżkach z powodu ekstremalnie niskich temperatur, gdy jedna z nich, Malvina, usłyszała hałasy dochodzące zza okna. Obudziła panią Carelli i obie usłyszały coś, co przypominało „powolne, ciężkie kroki” dochodzące z klatki schodowej na patio, a później z tarasu. Kilka minut później Malvina zobaczyła jasne światło poruszające się za oknem, które przenikało przez zasłony w sypialni. Pani Carelli również zauważyła to światło. Nie wyszli na zewnątrz, aby to sprawdzić. Rankiem 28 czerwca pani Carelli wieszała pranie na zewnątrz i zauważyła, że ​​jest bardzo zimno. Towarzyszył jej pies Esteban. Podczas pracy zauważyła, że ​​około 20 metrów dalej kobieta, której towarzyszyło dwoje dzieci, jest w towarzystwie. Dwoje dzieci, opisane jako blondynki i ubrane w bardzo lekkie ubrania jak na tę pogodę, bawiło się wokół ogromnego kaktusa. Kobieta miała na sobie obcisły, brązowy strój, również dość jasny jak na tę pogodę. Miała długie blond-platynowe włosy i duże, piękne, przenikliwe, niebiesko-zielone oczy. Podeszła do nieznajomej i ostrzegła ją przed psem, ale kobieta wydawała się niewzruszona i powiedziała: „On nas nie ugryzie”. Świadek opisuje kobietę jako bardzo delikatną i „piękną”, o szczupłej, zmysłowej sylwetce. Pani Carelli zapytała kobietę, czy jest jej zimno, ale ta odpowiedziała przecząco.

Chwilę później pani Carelli, nieco zakłopotana, wróciła do kuchni; z tego miejsca nie mogła już dostrzec nieznajomej kobiety i dzieci. Godzinę później Malvina wyszła na zewnątrz, żeby sprawdzić, co się dzieje, i zobaczyła kobietę, tym razem karmiącą piersią dziecko, siedzącą obok kaktusa, podczas gdy dwójka pozostałych dzieci bawiła się w pobliżu. W pobliżu nie było widocznego środka transportu (pojazdów itp.). Malwina podeszła i również zaczęła rozmawiać z kobietą, która spojrzała na nią przenikliwym wzrokiem z nutą pogardy. Pies krążył wokół nieznajomych, szczekając, ale nie odważył się podejść. (Pies został później zauważony w kuchni, a następnie najwyraźniej zniknął i nigdy więcej go tam nie widziano). Tego samego ranka na pobliskim boisku sportowym świadkowie znaleźli dziwne ślady na ziemi, przypominające trójkąt równoramienny. Co więcej, w niewytłumaczalny sposób poziom wody w basenie sportowym znacznie się obniżył.

Dodatek HC

Źródło: Eduardo Adrian Ficaretti FAECE-ONIFE

Typ: E albo C?

Opracował - ©R.K.Fr. Sas - Leśniakiewicz

sobota, 13 grudnia 2025

CE3 z PROSSUB w Argentynie

 


Albert Rosales

 

Miejsce: Punta Indio, Buenos Aires, Argentyna

Data: lipiec 1994

Godzina: popołudnie

Opis incydentu:

Na plaży para ze zdziwieniem zobaczyła obiekt przypominający okręt podwodny wyłaniający się z wody. Na nim i wokół obiektu mogli dostrzec poruszające się humanoidalne postacie. Przerażeni pobiegli na pobliski komisariat policji, aby powiadomić policję o tym, co zobaczyli. Później para odmówiła współpracy ze śledczymi.

Dodatek do HC

Źródło: Carlos Ferguson, „Aterrizajes de Ovnis en la Argentina”, s. 847, cytujący FAO.

Typ: A

Opracował - ©R.K.Fr. Sas - Leśniakiewicz

środa, 2 kwietnia 2025

CE0/CE-III-E z wilkołakiem w Argentynie

 


 

Albert Rosales

 

Lokalizacja: Parque Urquiza, Parana, Argentyna

Data: lipiec 1989

Czas: noc

Opis incydentu:

Pewnej zimnej lipcowej nocy (zima jest odwrócona na półkuli południowej) student inżynierii Juan Carlos S. i jego dziewczyna Lorena zaparkowali na ciemnej ulicy tuż pod mostem zwanym „Puente de los Suspiros” (Most Westchnień). Juan Carlos siedział tyłem do drzwi kierowcy zwrócony twarzą do swojej Loreny, gdy nagle „poczuł”, że ktoś lub coś ich obserwuje i poczuł czyjąś obecność za sobą, odwrócił się nagle i zobaczył dziwne stworzenie oddzielone od niego tylko szybą okna samochodu. Na początku pomyślał, że patrzy na bardzo dziwnego psa. Stworzenie miało długi pysk i było całkowicie pokryte sierścią z dwoma dużymi oczami, które wpatrywały się w świadka przenikliwym spojrzeniem. Jego jedyną reakcją było naciśnięcie klaksonu i jednoczesne uświadomienie sobie, że to nie był duży pies, ponieważ stworzenie nagle stanęło na dwóch tylnych łapach i pobiegło w górę pobliskiego wzgórza w kierunku centralnej części parku.

Mimo przerażenia Juan Carlos postanowił pójść za stworzeniem i zbadać, co to było (nie chciał, aby Lorena uznała go za tchórza). Wjechał samochodem pod górę. Podjechał na parking obok pomnika Justo Jose de Urquiza i był zaskoczony, widząc mężczyznę świecącego latarką na czubek pobliskiego drzewa, podczas gdy kobieta w samochodzie następnym razem krzyczała z przerażenia. Podszedł do mężczyzny, który przedstawił się jako Pedro P., podczas gdy jego dziewczyna zajmowała się przyjacielem Pedra w samochodzie. Pedro mówi Juanowi Carlosowi, że gdy parkowali przy nasypie, wyraźnie zobaczyli, jak dziwne stworzenie biegnie w górę wzgórza w ich kierunku, przeskakując maskę ich Fiata 128, a następnie wdrapując się na wspomniane drzewo. Pedro natychmiast chwycił latarkę i próbował zlokalizować stworzenie, ale najwyraźniej zniknęło.

Według Pedra stworzenie miało około 2 m wysokości, biegało na dwóch dużych tylnych nogach i przednich kończynach podobnych do ludzkich, przypominało dwunożnego wilka całkowicie pokrytego sierścią i bardzo zwinnego, wpatrywało się również w Pedra i jego dziewczynę przenikliwym wzrokiem, zanim zniknęło na drzewie. Późniejsza inspekcja karoserii samochodu ujawniła to, co wyglądało na głębokie zadrapania i małe wgniecenie.

Dodatek HC

Źródło: „Enigmas” (http://www.enigmas.com.ar/investigaciones)  

Typ: E

Komentarze: Uważa się, że był to mityczny Lobizon lub wilkołak z Ameryki Południowej.

Przekład z angielskiego - ©R.K.Fr. Sas - Leśniakiewicz

czwartek, 12 grudnia 2024

CE0/CE-III-E z Nordykami w Argentynie

 


Albert Rosales

 

Lokalizacja: pomiędzy Winifredą i Santa Rosą, La Pampa, Argentyna

Data: Luty 1997

Godzina: 02:00 ART

Opis incydentu:

Oscar F., 45-latek wracał do Santa Rosa drogą krajową nr 35 swoim samochodem ciężarowym, gdy na odizolowanym obszarze między obiema społecznościami zauważył jasne, białe światło na poboczu drogi. Gdy zbliżył się do światła, zauważył, że była to odwrócona stożkowata wiązka światła umieszczona około 6 do 7 metrów nad ziemią, u podstawy stożka światła mógł zobaczyć 3 humanoidalne postacie stojące obok drogi. Humanoidalne postacie miały ponad 2 metry wzrostu, z wyglądu były to 2 mężczyzn i 1 kobieta. Nosili obcisłe, jednoczęściowe szare kombinezony, a na rękawach mieli coś, co wyglądało na fluorescencyjne pomarańczowe paski, tego samego koloru co ich 7-centymetrowe paski i buty. Oscar zauważył również, że mieli białą skórę, blond włosy sięgające ramion i wyrzeźbione nordyckie rysy twarzy. Doświadczenie to potwierdził drugi świadek, który przejeżdżał obok tego samego miejsca swoim pojazdem i również widział światło i humanoidy.

Dodatek HC

Źródło: Raul Oscar Chaves, „Ciufoslapampa” Argentyna

Typ: E

 

Przekład z angielskiego - ©R.K.Fr. Sas - Leśniakiewicz

czwartek, 11 lipca 2024

CE0 z „Nordykami” w Argentynie

 


Albert Rosales

 

Lokalizacja: Los Molinos, Bahia San Blas, Buenos Aires, Argentyna

Data: listopad 2016

Godzina: popołudnie

Opis incydentu:

Główny świadek, Miguel, miejscowy rybak, jego matka i żona łowili ryby na odosobnionym odcinku brzegu, byli po kolana w morskiej wodzie, wszyscy troje stali blisko brzegu. Było bardzo wietrzne popołudnie, odpływ, a oni stali około 1500 m od latarni morskiej. Nagle, gdy cała trójka łowiła ryby, matka Miguela zawołała, wskazała na brzeg po lewej stronie i powiedziała: „Skąd oni przybyli!” Miguel spojrzał i zobaczył wychodzącą z wody parę, mężczyznę i kobietę, oboje bardzo wysocy i „bardzo blond”, oboje trzymający się za ręce. Za nimi podążała para blond dzieci, również trzymająca się za ręce. Cała czwórka miała na sobie stroje kąpielowe i znajdowała się w odległości około 150 metrów od świadków. Wszyscy świadkowie byli bardzo zaskoczeni, ponieważ nie widzieli nikogo wchodzącego do wody ani nikogo innego w pobliżu plaży, poza nimi była ona całkowicie pusta.

Świadkowie wpatrywali się w nieznajomych, gdy wychodzili z wody i stali, jakby na kogoś czekali, całkowicie ignorowali świadków. Nagle w oddali Miguel zobaczył biały SUV lub ciężarówkę zbliżającą się wzdłuż brzegu. Dziwna „rodzina” dała znak SUVowi, który zatrzymał się obok nich. Następnie cała czwórka wsiadła na tył SUV-a, który następnie szybko odjechał. Świadkowie twierdzą, że dziwny kwartet nie miał przy sobie żadnych toreb, sprzętu plażowego ani sprzętu do nurkowania. Później, przeszukując Mapy Googli, świadek znalazł dziwną podwodną konstrukcję o średnicy około 70 m i około 1400 m od brzegu. Obiekt ten wydaje się świecić w środku i ma wokół siebie cztery występy przypominające platformy.

Dodatek HC

Źródło: „Una Experiencia Paranormal” https://www.youtube.com/watch?v=MhIW3VNW1E0

Typ: E

Przekład z angielskiego - ©R.K.Fr. Sas – Leśniakiewicz

piątek, 5 stycznia 2018

Tajemnica ARA „San Juan”: porwanie?

SS ARA San Juan 

W dniu 18.XI.2016 roku, argentyńska marynarka wojenna utraciła kontakt z okrętem podwodnym ARA San Juan (A-42), który prawdopodobnie zatonął w Oceanie Atlantyckim gdzieś na wysokości portu Comodoro Rivadavia w zatoce Golfo de San Jorge. Ostatni kontakt radiowy z jednostką miał miejsce w dniu 15 listopada o godzinie 07:30 ART/10:30 GMT. Od tej pory po okręcie zaginął wszelki ślad.

Mimo intensywnych poszukiwań, okrętu nie odnaleziono. Portal Defence 24 podaje rozmaite warianty wydarzeń, który to materiał podaję w całości:


Dlaczego nie udaje się odszukać okrętu podwodnego
ARA „San Juan”?
[ANALIZA]

Brak sukcesów w poszukiwaniach zaginionego argentyńskiego okrętu podwodnego ARA „San Juan” budzi zdziwienie tylko wśród osób, które nie wiedzą jak przebiega proces odnajdywania wraków w głębinach oceanów. Należy mieć jednak świadomość, że dna mórz i oceanów są mniej znane niż powierzchnia Księżyca. Dlatego też zaginione okręty podwodne najczęściej odszukuje się „przy okazji”, a nie w ramach specjalnie zakrojonej w tym celu akcji.

Operacja poszukiwawcza zaginionego, argentyńskiego okrętu podwodnego ARA „San Juan” trwa już ponad półtora miesiąca i wszystko wskazuje na to, że może zostać przerwana lub przynajmniej ograniczona do niewielkich sił – wyznaczonych bardziej dla uspokojenia opinii publicznej niż z powodu wiary w sukces ich pracy. Pomimo, że o tym się oficjalnie nie mówi, ilość jednostek pływających biorących udział w całej akcji została już zmniejszona do trzech okrętów i wycofano już całkowicie siły ratownicze. Nie ma bowiem szans by na powierzchnię udało się wyciągnąć kogokolwiek żywego z załogi okrętu.

Dla wyjaśnienia tragedii niezbędne jest jednak odnalezienie wraku. W realizacji tego celu ekipy poszukiwawcze napotykają na kilka poważnych problemów. Po pierwsze okręty podwodne są budowane w taki sposób, aby bez wiedzy załogi było je jak najtrudniej znaleźć: i to zarówno z wody, jak i z powietrza. Po drugie woda jest środowiskiem, w którym jak na razie najskuteczniejszym środkiem wykrywania obiektów podwodnych są systemy hydroakustyczne – ze wszystkimi, związanymi z tym ograniczeniami.

Po trzecie, ze względu na samo środowisko (w tym m.in.: ogromne ciśnienia na dużych głębokościach, niską temperaturę, zmienne parametry wody, całkowitą ciemność oraz trudne warunki atmosferyczne na powierzchni) nie istnieje tak naprawdę dokładna mapa dna oceanów. Tak więc bez zrobienia zdjęć nie można najczęściej określić, czy to co znaleziono na dnie, znajduje się tam od dawna, czy też zatonęło w przeciągu kilku ostatnich miesięcy. I to właśnie dlatego najgłębsze części oceanów są mniej znane niż powierzchnia Księżyca, a na dużych głębokościach są organizmy oraz obiekty, o których ludzie nic jeszcze nie wiedzą.

To również z tego powodu dopiero teraz są odnajdywane wraki okrętów podwodnych, które zaginęły ponad 100 lat temu, a przedwojenny okręt podwodny ORP „Orzeł” pomimo kilkakrotnie prowadzonych poszukiwań jest nadal określany jako „zaginiony” - gdzieś na Morzu Północnym.

Wykrywanie wraków okrętów podwodnych

Rozwój technik sonarowych powoduje jednak, że wiedza o morzach i ocenach jest coraz większa, a ze światowych map dna morskiego powoli zaczynają znikać białe plany. Jest to szczególnie ważny okres dla archeologii podwodnej i historyków, ponieważ praktycznie co miesiąc odszukiwane jest coś, czego wcześniej nie można było zlokalizować – i to nawet w bardzo płytkich oraz podobno już przebadanych miejscach.

Dzięki tym nowym technikom odszukiwane (a właściwie lokalizowane) są również wraki okrętów podwodnych - chociaż najczęściej nie w czasie dedykowanej akcji poszukiwawczej, ale niejako przy okazji prowadzenia innych badań. Tylko w ciągu ostatnich czterech miesięcy 2017 roku odnaleziono pięć takich historycznych jednostek - dwie pochodzące jeszcze z czasów I wojny światowej i trzy z okresu II wojny światowej. O tym, jak niewiele wiemy o dnie mórz świadczy szczególnie przypadek wykrycia pozostałości po niemieckim okręcie podwodnym SM „UC-69” przez holenderski niszczyciel min HNLMS „Makkum” (typu Tripartite).

Jak się bowiem okazało nieznany wrak został znaleziony pod koniec października 2017 r. w odległości 8,5 Mm od francuskiego portu Barfleur w Normandii. Holendrzy wykryli więc okręt podwodny mniejszy (o długości 50,35 m, szerokości 5,22 m i wyporności podwodnej 500 ton) od argentyńskiego ARA „San Juan”, ale za to na wodach terytorialnych Francji, a więc akwenie teoretycznie bardzo dobrze znanym.

Sam proces identyfikacji wraku nastąpił dopiero pod koniec listopada 2017 r., ponieważ początkowo rejestry zaginionych jednostek nie wskazywały, by coś w tym miejscu mogło się w ogóle znajdować. Dopiero, gdy porównano zdjęcia odnalezionego obiektu z materiałami historycznymi okazało się, że są to pozostałości niemieckiego, podwodnego stawiacza min SM „UC-69” typu UC-II, który 6 grudnia 1917 r. zatonął podczas kolizji z innym niemieckim okrętem podwodnym U-96. Jednostka zanurzyła się po 10 minutach od zderzenia, zabierając ze sobą na dno jedenastu członków załogi. Uratowany dowódca (Hugo Thielmann) oraz osiemnastu pozostałych marynarzy zostało zabranych do Niemiec na pokładzie okrętu podwodnego U-96.

Znamienne są przy tym okoliczności odnalezienia wraku. Nastąpiło to bowiem przypadkowo, podczas kolejnej już operacji przeszukiwania wybrzeży Normandii przez siły NATO – operacji, która była realizowana od 20 października do 7 listopada 2017 r. Warto przy tym zaznaczyć, że nadal niepowodzeniem kończą się ciągle ponawiane próby odszukania przez Holendrów swojego okrętu podwodnego HNLMS „O 13”, który zaginął na Morzu Północnym w czerwcu 1940 r., a więc w czasie II wojny światowej.

Jeszcze dłużej od SM „UC-69”, zaginiony pod wodą pozostawał pierwszy wprowadzony do służby w australijskiej marynarce wojennej okręt podwodny HMS „AE1”. I ta jednostka była mniejsza od ARA „San Juan” (o długości 50,35 m, szerokości 5,22 m i wyporności podwodnej 500 ton). Wcześniej było wiadomo jedynie, że HMS „AE1” zatonął 14 września 1914 r. wraz z całą, 35-osobową załogą. Była to pierwsza strata australijskiej marynarki wojennej i pierwszy okręt podwodny utracony przez siły alianckie w czasie I wojny światowej.

Wrak HMAS „AE1” został ostatecznie zlokalizowany u wybrzeżu Papui Nowej Gwinei (na wodach otaczających grupę wysp Duke of York Island) dopiero w trakcie trzynastej wyprawy poszukiwawczej w grudniu 2017 r. Zadanie realizował cywilny statek badawczy pływający pod banderą Bahamów „Fugro Equator” (o wyporności około 2000 ton). Początkowo wykryto tylko nieznany obiekt leżący na głębokości 300 m, który po przeprowadzonej identyfikacji fotograficznej okazał się być zaginionym okrętem podwodnym HMAS „AE1”.

Sprawa była pozornie o tyle łatwa, że wrak jest wyjątkowo dobrze zachowany i znajduje się najprawdopodobniej w jednym kawałku. Pomimo tego odnaleziono go dopiero po kilkunastu ekspedycjach, w których połączono siły australijskiej marynarki wojennej, australijskiego instytutu okrętów podwodnych, australijskiego narodowego muzeum morskiego, holenderskiej firmy Fugro Survey oraz rządu Papui-Nowej Gwinei. Kluczem do sukcesu okazał się statek badawczy „Fugro Equator” - wyposażony w najnowocześniejsze systemy obserwacji podwodnej (w tym przede wszystkim w wielowiązkową echosondę Kongsberg EM710 i bezzałogowy, głębokowodny pojazd podwodny).

Pomimo stosunkowo dokładnych zdjęć i widocznych na nim uszkodzeniach kadłuba jest za wcześnie na określenie rzeczywistych przyczyn zatonięcia okrętu podwodnego HMAS „AE1”. Przyczyny te być może uda się określić po dokładnym przebadaniu wraku w kolejnej ekspedycji badawczej. Podobnie długotrwały proces dochodzenia do przyczyn wypadku rozpocznie się na pewno po odnalezieniu okrętu podwodnego ARA „San Juan”.

O tym, jak trudno jest zlokalizować wrak leżący bardzo głęboko świadczy trzeci przypadek: tym razem amerykańskiego okrętu podwodnego USS „S-28” (SS-133) - odnalezionego w wodach okalających wyspę Oahu na Hawajach. W tym przypadku znano potencjalny rejon, gdzie ta jednostka mogła się znajdować, zaś jego poszukiwania trwały od momentu zatonięcia, czyli od 4 lipca 1944 roku.

Okręt z 49 członkami na pokładzie zaginął podczas ćwiczenia ZOP współdziałając z kutrem amerykańskiej Straży Przybrzeżnej „Reliance”. Znano więc rejon manewrów, który potwierdziła wykryta dwa dni później plama ropy. Jak się okazało w 2017 r. wrak leżał jednak na głębokości 2650 metrów, a więc długo nie było technicznych środków, by go namierzyć. USS „S-28” zlokalizowano dopiero wykonując sondaże batymetryczne (tworzące dokładny rozkład głębokości) za pomocą echosondy. To wtedy zauważono nierównomierność w dnie, wskazującą na jakiś podłużny obiekt.

Do jego dokładnej lokalizacji wykorzystano bezzałogowy, autonomiczny pojazd podwodny (AUV) z sonarem bocznym HISAS firmy Kongbserg z syntetyczną aperturą (taki sam sonar jest wykorzystywany na AUV Hugin 1000 będącym na wyposażeniu nowego, polskiego niszczyciela min ORP „Kormoran”), natomiast do wykonania zdjęć – głębokowodnych użyto zdalnie sterowanego pojazdu podwodnego.

Typowym przykładem znalezienia wraku „przy okazji’ jest sukces polskiej ekspedycji Santi Odnaleźć „Orła”. Polacy próbując odnaleźć zaginiony 11 czerwca 1940 roku okręt podwodny ORP „Orzeł” zlokalizowali bowiem coś innego - utracony miesiąc później na tym samym akwenie brytyjski okręt podwodny HMS „Narwhal”. Samej identyfikacji dokonano jedynie na podstawie zdjęć sonarowych, ponieważ znajdujący się w pobliżu gazociąg nie pozwalał na użycie sonaru holowanego i pojazdu podwodnego.

Sektor poszukiwań ARA San Juan

Analiza uzyskanego materiału zdjęciowego i materiałów historycznych (w tym określenie np. rozmiarów znalezionego okrętu podwodnego) pozwoliły z dużym prawdopodobieństwem stwierdzić, że jest to HMS „Narwhal”. Wyczyn Polaków odbił się ogromnym echem w Wielkiej Brytanii, ponieważ na wyspach żyją jeszcze rodziny zaginionej 58-osobowej załogi. Natomiast Royal Navy do dzisiaj nie miała żadnych informacji co do rzeczywistych losów okrętu i swoich marynarzy. Teraz Polacy wyjaśnili tą nieznaną kartę II wojny światowej.

Tymczasem sprawa teoretycznie nie powinna być taka trudna. HMS „Narwhal” znajdował się bowiem „tylko” w odległości 140 Mm na wschód od wybrzeży Szkocji i „jedynie” na głębokości 94 m. Co więcej była to jednostka stosunkowo duża: o długości 89 m, szerokości 7,77 m i wyporności podwodnej 2157 ton. Pomimo tego nie można było go znaleźć. Dla porównania zaginiony, argentyński okręt podwodny ARA „San Juan” ma długość 66 m, szerokość 7,3 m i wyporność podwodną 2264 tony.

Piątą jednostką znalezioną w ciągu ostatnich czterech miesięcy był niemiecki okręt podwodny z czasów I wojny światowej. Znajduje się on na głębokości tylko 30 m niedaleko wybrzeży Belgii (koło portu Ostenda). Kadłub jednostki jest w bardzo dobrym stanie i dlatego na podstawie zdjęć można było ocenić od razu, że jest to prawdopodobnie jeden z niemieckich okrętów podwodnych typu UB-II. Zamknięte włazy wskazują, że w środku mogą się znajdować ciała całej – 23-osobowej załogi.

Pozycja okrętu jest jednak ukrywana, chcąc go uchronić przed łowcami pamiątek, którzy mogą zbezcześcić ten podwodny cmentarz.

Jak odszukano wraki okrętów podwodnych?

Zasadniczo proces wykrywania każdego wraku odbywa się w bardzo podobny sposób. Najpierw lokalizuje się jakiś obiekt pod wodą za pomocą sonaru. Przy mniejszych głębokościach stosuje się urządzenia zamontowane na jednostkach pływających na powierzchni (z antenami umieszczonymi pod kadłubem). Tak było w przypadku wykrycia przez Polaków okrętu podwodnego HMS „Narwhal”.

Przy dużych głębokościach musi to być już stacja hydroakustyczna z antenami umieszczonymi na bezzałogowym, autonomicznym pojeździe podwodnym (np. typu Hugin lub Remus), przewodowo sterowanym pojeździe podwodnym (np. wykorzystywanym m.in. przez polski niszczyciel min systemie PVDS - Self Propelled Variable Depth Sonar) lub opływniku holowanym za okrętem na wskazanej głębokości.

W tym drugim przypadku sytuacja jest o tyle dobra, że na opuszczanych pojazdach stosuje się najczęściej sonary z syntetyczną aperturą, a wiec dające obraz dna o bardzo dużej rozdzielczości. Można więc łatwiej stwierdzić, z jakiej klasy obiektem podwodnym mamy do czynienia. Tak było np. podczas odszukania australijskiego okrętu podwodnego HMAS „AE1”.

Do ostatecznej identyfikacji wykorzystuje się natomiast przewodowo sterowany pojazd podwodny wyposażony w silne źródło światła oraz kamerę telewizyjną światła szczątkowego. Operacja opuszczania takiego pojazdu jest jednak czasochłonna i możliwa tylko przy odpowiednich warunkach pogodowych). Dodatkowo samo operowanie robotem jest o tyle niebezpieczne, że wraki są najczęściej pokryte sieciami i linami. Przy silnych prądach zawsze więc istnieje możliwość zaplątania się pojazdu i jego utracenia.

Tak właśnie przebiegała operacja odszukania niemieckiego okrętu podwodnego UC-69 u wybrzeży Normandii. Wykrycia dokonano za pomocą sonaru, natomiast zdjęcia pozwalające na przeprowadzenie procesu identyfikacji uzyskano dzięki kamerom zainstalowanym na pojeździe systemu sonarowego o zmiennej głębokości SPVDS. W ten sam sposób weryfikuje się również obiekty wykrywane z powierzchni podczas poszukiwania okrętu ARA „San Juan”.

Dlaczego wykrycie zatopionych wraków jest takie trudne?

Jak na razie jedynym środkiem obserwacji technicznej, który pozwala na prowadzenie skutecznej obserwacji podwodnej jest sonar (Sound Navigation And Ranging). Jest to urządzenie bardzo przypominające zasadą pracy radary - służące do wykrywania celów powietrznych i naziemnych. Główna różnica polega na tym, że stacje radiolokacyjne wykorzystują falę elektromagnetyczną, a urządzenia hydroakustyczne falę mechaniczną (w większości przypadków – akustyczną).

O ile więc sygnały radarowe zasadniczo poruszają się w powietrzu prostoliniowo i z prędkością światła, to sygnały sonarowe w wodzie poruszają się prostoliniowo i z prędkością około 1400 m/s. ale tylko w idealnym (a wiec nieistniejącym) środowisku wodnym. Sygnały te rządzą się podobnymi prawami, a więc mają m.in. wyraźną zależność rozdzielczości od częstotliwości (co również przekłada się na zasięg). W obu przypadkach chcąc widzieć dalej wybiera się więc niższą częstotliwość sygnału (który jest wtedy mniej tłumiony), ale uzyskuje się mniejszą rozdzielczość (czyli mniejszą rozróżnialność szczegółów). I odwrotnie chcąc mieć większą rozdzielczość wykorzystuje się wyższą częstotliwość, ale ma się wtedy mniejszą odległość wykrycia (ponieważ jest większe tłumienie).

O wiele większa różnica jest natomiast jeżeli chodzi o sposób rozchodzenia się fal. Po pierwsze fala elektromagnetyczna jest kilkaset razy mniej tłumiona w powietrzu niż fala akustyczna w wodzie. Radary wykrywają więc małe obiekty w odległości kilkuset (a nawet więcej) kilometrów, natomiast sonary w odległości maksymalnie kilku tysięcy metrów.

Większą odległość wykrycia mają oczywiście specjalistyczne, duże sonary (na niższe częstotliwości) do zwalczania okrętów podwodnych, ale ich zadaniem jest tylko wykrycie i zlokalizowanie dużego obiektu w toni wodnej, a nie jego identyfikacja. Do tego służą już sonary pasywne (które tylko nasłuchują), ale one są bezużyteczne w przypadku wykrywania „niemych” wraków.

Bardziej przydatne do szukania obiektów dennych są podkilowe sonary do wykrywania min, które pracują na wyższych częstotliwościach (najczęściej kilkudziesięciu – kilkuset kHz). Dają one już bowiem pewną możliwość identyfikacji obiektu, ale przy zasięgu nie większym niż tysiąc metrów. Przykładem może być wykorzystywany na niszczycielach min typu Tripartite sonar podkilowy typu 2193 (koncernu Thales). Pozwala on na wykrywania obiektów podwodnych do odległości 1000 m i głębokości 80 m.

Po drugie zarówno w przypadku sonarów jak i radarów dochodzi do załamania się fali, jednak w przypadku sygnałów radiolokacyjnych jest to proces mało odczuwalny i najczęściej tratowany jako anomalia. W przypadku sonarów, z powodu nierównomierność środowiska wodnego, tor przebiegu sygnału jest już bardzo mocno odchylony od prostoliniowego i jest to reguła, którą trzeba uwzględniać w całym procesie wykrywania obiektów podwodnych.

Uwzględnia się przy tym przede wszystkim zarówno pionowy jak i poziomy rozkład temperatur i zasolenia, których zmiany powodują duże załamania fal akustycznych, a nawet ich odbicie - bez dotarcia do dna. Wykorzystują to m.in. okręty podwodne, które schodząc poniżej takiej „nieprzepuszczalnej” warstwy (tzw. poziomu SLD) stają się niewidoczne dla sonarów z antenami umieszczonymi na jednostkach nawodnych. Stąd bojowe okręty nawodne są praktycznie nieprzydatne przy poszukiwaniu leżących na dnie wraków.

Zupełnie inaczej jest w przypadku specjalistycznych, badawczych jednostek pływających. Stosują one bardziej przydatne do tego celu urządzenia hydroakustyczne - nie „patrzące” do przodu, ale w dół i na boki. W podobny sposób pracują również sonary boczne zainstalowane na autonomicznych pojazdach podwodnych i umieszczone w holowanych opływnikach. Większość z sonarów ma zresztą syntetyczną aperturę, co oznacza, że dzięki cyfrowej obróbce sygnału zwiększa się wirtualnie rozmiar anteny (a więc również rozróżnialność szczegółów).

W ten sposób jednostka poszukiwawcza „widzi” pas dna morskiego o szerokości najczęściej kilkuset metrów. Szerokość ta zależy od głębokości morza w danym miejscu i od częstotliwości wykorzystywanej przez sonar (najczęściej: im ta częstotliwość jest większa tym ta szerokość pasa poszukiwań jest mniejsza).

Przykładowo w przypadku wielowiązkowej echosondy Kongsberg EM710 zamontowanej na statku badawczym RV „Fugro Equator” (znalazcy australijskiego okrętu podwodnego HMAS „AE1”), wykorzystuje się dwie częstotliwości. Na wodach płytkich jest to sygnał akustyczny w paśmie częstotliwości od 65 do 100 kHz dający obraz o tzw. bardzo wysokiej rozdzielczości. Na wodach głębszych wykorzystuje się już sygnał z pasmo częstotliwości poniżej 40 kHz - dający obraz o tzw. wysokiej rozdzielczości.

Zgodnie z danymi producenta echosonda pozwala na prowadzenie obserwacji na głębokościach od 3 do 2800 m - zależnie od rozmiaru anteny. Antena ta pozwala na jednoczesną obserwację pasa o szerokości będącej najczęściej 5,5 krotnością głębokości, ale nie większej niż 3000 m.

W przypadku sonaru bocznego HISAS firmy Kongbserg (wykorzystywanego m.in. na autonomicznym pojeździe podwodnym Hugin 1000) użytego przy poszukiwaniu amerykańskiego okrętu podwodnego USS „S-28” pas dna przeszukiwanego z każdej strony to 200 m (przy prędkości 2 m/s i 260 m przy prędkości pojazdu 1,5 m/s). Teoretycznie pozwala to sprawdzić w ciągu sekundy 730 m² dna morskiego dając jego obraz o rozdzielczości od 2x2 cm do 5x5 m.

Podobne ograniczenia mają holowane sonary obserwacji bocznej. Przykładowo stacja DF-1000 wykorzystywana przez polskie okręty hydrograficzne może być zanurzana do głębokości 1000 m, ale ma zasięg nie większy niż 300 m z każdej strony (pracując na częstotliwościach 100 i 400 kHz). Daje to pas przeszukiwania o maksymalnej szerokości 600 m. Przy koniecznej do dodania zakładce ten pas ogranicza się więc do maksymalnie 500 m.

Pas obserwacji nie jest więc szeroki, prędkość poszukiwania jest niewielka, a dodatkowo istnieje duża trudność z utrzymaniem podczas ruchu dokładnej pozycji pojazdu lub holowanego opływnika z sonarem. Oczywiście dzięki transponderowi znana jest jego pozycja, ale nie zmienia to faktu, że ruch nie odbywa się dokładnie po linii prostej i na tej samej głębokosci. Im większe są odchylenia od założonego toru – tym większą trzeba stosować „zakładkę” przy przeszukiwaniu sąsiedniego pasa – co wydłuża i utrudnia czas operacji.

Niekiedy więc przeszukuje się ten sam pas, a niekiedy pewne obszary mogą zostać ominięte. Dodatkowo sytuacja się komplikuje, gdy dno morskie nie jest płaskie i jednolite. Wtedy obraz staje się mało czytelny i trzeba go weryfikować za pomocą kamery na robocie podwodnym. By jednak go opuścić, trzeba przerwać poszukiwania sonarem, opuścić pojazd i go podnieść. A to wydłuża operację.

Jaki to może być problem świadczy fakt, że podczas poszukiwania argentyńskiego okrętu podwodnego ARA „San Juan” tylko do 27 grudnia br. wykryto 30 kontaktów, które trzeba było zweryfikować robotami podwodnymi. Za każdym razem trzeba było wezwać jednostkę z pojazdem i czekać na efekty weryfikacji.

Niestety dla Argentyńczyków jednolitość dna nie wpływa tylko na jakość obrazu sonarowego, ale również w ogóle na możliwość  prowadzenia poszukiwań. Tymczasem przedstawiciele argentyńskich sił morskich już ujawnili, że okręt podwodny ARA „San Juan” zatonął prawdopodobnie poza szelfem kontynentalnym - na obszarze występowania w dnie systemu siedmiu długich, skalistych kanionów wraz z „dopływami” o głębokości nawet do 1000 m (system nazwany Almirante Brown). Jeżeli okręt podwodny właśnie tam zatonął to jego odnalezienie jest na obecnym poziomie techniki bardzo mało prawdopodobne, albo przynajmniej niezwykle czasochłonne i… kosztowne.

Jak przebiegają obecnie poszukiwania ARA „San Juan”?

Poszukiwaniu okrętu ARA „San Juan” są obecnie realizowane tylko przez trzy jednostki pływające: niszczyciel ARA „Sarandí”, który stanowi głównie zabezpieczenie i ochronę, rosyjski statek oceanograficzny RV „Jantar”, który próbuje znaleźć wrak okrętu podwodnego i argentyński holownik oceaniczny ARA „Islas Malvinas” z dużym pokładem zadaniowym. Zadaniem tej jednostki jest sprawdzanie obiektów pod wodą wykrytych głównie przez „Jantara” za pomocą robota podwodnego „Pantier Plius”, którego wypożyczyli Rosjanie.

Oznacza to, że z akcji mógł już zostać wycofany należący do amerykańskiej marynarki wojennej statek poszukiwawczy RV „Atlantis” wyposażony w robota podwodnego DSV CURV 21 – zdolnego do opuszczania się na głębokość 6000 m. Ma go teraz zastąpić rosyjski okręt „Jantar” na pokładzie którego znajduje się jednoosobowy batyskaf DSV AS-39 „Konsul”, którego również można opuszczać do głębokości 6000 m.

Rosjanie działają wspólnie z Argentyńczykami po decyzji prezydenta Władimira Putina i rozmowie telefonicznej ministra obrony Federacji Rosyjskiej Siergieja Szojgu ze swoim argentyńskim odpowiednikiem. Zadecydowano wtedy o wysłaniu drogą lotniczą do Argentyny ekspertów z 328. ekspedycyjnego oddziału ratowniczego rosyjskiej marynarki wojennej, aby pomóc w poszukiwaniu ARA „San Juan”. Razem z nimi wyekspediowano robota podwodnego „Pantier Plus”.

Jednocześnie w kierunku Argentyny wypłynął nowy – wprowadzony do służby w 2015 r. okręt oceanograficzny „Jantar” (o wyporności 5230 ton), który pojawił się w rejonie poszukiwań około 6 grudnia br. Siły te są intensywnie wykorzystywane o czym świadczy komunikat rosyjskiego ministerstwa obrony z 5 grudnia 2017 r. Wynika z niego, że tylko do 4 grudnia br. robot „Pantier Plius” był opuszczany sześciokrotnie na głębokości od 125 do 970 metrów. Niestety odnaleziono jedynie wrak starego trawlera oraz duży blok betonu.

Ograniczone do trzech jednostek siły poszukiwawcze nie wykryły w ciągu ostatniego tygodnia żadnych sygnałów mogących sygnalizować obecność zaginionej jednostki na dnie morza. Może to oznaczać, że utracony okręt podwodny znajduje się w zupełnie innym rejonie, lub co gorsza – w trakcie wcześniejszych poszukiwań wrak ARA „San Juan” został przeoczony. W tym przypadku jego odnalezienie może nastąpić za wiele lat i to też jedynie „przy okazji”. (M. Dura)


Tajemnicza łódź podwodna


Doskonały materiał, świetna analiza. Osobiście jednak uważam, że sprawy mogą się przedstawiać zgoła inaczej i ARA San Juan nie zatonął, ale został porwany. Aby zrozumieć, co się z nim stać mogło, należy wziąć pod lupę informację z dnia 18.XII.2017 roku, którą podały niektóre polskie media, a która brzmi tak:


Ekwador: znaleziono tajemniczą łódź podwodną


Ekwadorska marynarka poinformowała o znalezieniu porzuconej tajemniczej łodzi, zdolnej do pływania w prawie całkowitym zanurzeniu. Jednostka tonęła. Nie wiadomo do kogo należy, ani co znajduje się na jej pokładzie.

Tonącą tajemniczą łódź, ok. 16 mil od półwyspu Santa Elena, zauważył w czwartek po południu łowiący tam rybak. Natychmiast wezwał straż przybrzeżną.



Tajemnicza łódź podwodna znaleziona na wodach Ekwadoru...

Jak się okazało jednostka ta, mierząca ok. 10 metrów długości, to rodzaj łodzi podwodnej. Może ona pływać w niemal całkowitym zanurzeniu. Tego typu łodzie, jak informuje ekwadorska prasa, tego typu jednostek używają między innymi przemytnicy narkotyków, by uniknąć namierzenia przez radar.

Czy odnaleziona łódź rzeczywiście do nich należała? Tego na razie nie wiadomo. W pobliżu nie znaleziono załogi jednostki. Jej członkowie opuścili ją z powodu poważnej awarii, która sprawiła, że łódź zaczęła tonąć.

Statek jest holowany do bazy marynarki w Salinas. Dopiero tam zostanie przeszukany.(WP.pl)  


Faktycznie. Używano ich już w USA w czasach prohibicji do szmuglowania gorzały z Kanady. Takie łodzie podwodne były i są wykorzystywane na akwenach Trójkąta Świętego Jerzego i Trójkąta Bermudzkiego przez wszelkiego rodzaju przemytników – głównie prochów do USA i towarów atrakcyjnych i luksusowych z USA. O tym wiadomo od czasów słynnego procesu „8A” – gen. Arnaldo Ochoa Sancheza, który odbył się na przełomie lat 80. i 90. ubiegłego wieku w Hawanie. Jednym z zarzutów w tym dziwnym procesie był szmugiel narkotyków z Ameryki Południowej do USA.


Ale nie tylko, bo mówił mi o tym dowódca i załoganci okrętu patrolowego amerykańskiej Straży Przybrzeżnej USCGC Gallatin, który w czerwcu 1993 roku był z kurtuazyjną wizytą w Gdańsku. Otóż kmdr Paul M. Regan stwierdził wprost, że w użyciu są m.in. stare radzieckie bezzałogowe midgety, które regularnie kursują pomiędzy wybrzeżami Wenezueli, Kuby i USA z ładunkami kokainy na pokładach.[1]




...i łodzie podwodne przechwycone przez amerykańską Straż Przybrzeżną oraz ich narkotykowy ładunek

A teraz stawiam pytanie: czy ktoś nie mógłby uprowadzić okręt podwodny, zlikwidować czy przekabacić załogę i przekształcić go w podwodny transportowiec koki? Kto mógłby mieć siły i środki na realizację takiej skomplikowanej operacji?

Istnieje kilka możliwości, a mianowicie:
·        Narkotykowi baronowie z Ameryki Południowej;
·        Terroryści z ISIS;
·        Przemytnicy „migrantów” z Afryki do Europy;
·        Lewaccy partyzanci z Ameryki Południowej;
·        Neohitlerowcy z IV Rzeszy i…
·        …inni wywrotowcy w nieznanym jeszcze celu.

Jak widać, spektrum możliwości jest dość szerokie. Wymieniłem je wedle stopnia ich prawdopodobieństwa. Trzy ostatnie możliwości odrzucam, natomiast trzy pierwsze wydaja się być najbardziej prawdopodobne.

Czego potrzeba, by porwać okręt podwodny? Trzech rzeczy: pieniędzy, pieniędzy i jeszcze raz pieniędzy. A kto ma pieniądze? Kartele narkotykowe, terroryści z ISIS i przemytnicy „migrantów”. Oczywiście kilkunastu milionerów i miliarderów, ale ci nie pakują kasy w niepewny interes, dlatego stawiam na przestępców.

W tym kontekście zagadkowo brzmi następująca informacja:


Brytyjczycy ścigali zaginiony okręt? Tajemnica losu San Juan

Śmigłowiec Wielkiej Brytanii tropił okręt podwodny Argentyny zanim ten zaginął - twierdzi rodzina jednego z marynarzy. Londyn stanowczo zaprzecza i zapewnia, że tragedia nie ma żadnego związku ze sporem o Falklandy. Jednostka zaginęła na południowym Atlantyku w połowie listopada - na jej pokładzie były 44 osoby.

Brytyjczyków oskarżyła siostra Roberto Daniela Mediny, który znajdował się na pokładzie okrętu San Juan. Kobieta twierdzi, że informacja o śmigłowcu była ostatnią, jaką otrzymała przez Internet od brata.

- To był dziwny komunikat. Pisał też o chilijskim ścigaczu, który miał znajdować się ich w pobliżu - powiedziała argentyńskim mediom Jessica Medina. Dodała, że w tym czasie jednostka płynęła w kierunku Falklandów, wysp, o które od lat toczą spory rządy Argentyny i Wielkiej Brytanii.

Podobne wiadomości na początku listopada mieli otrzymywać też członkowie rodzin innych marynarzy z San Juan - zauważa Fox News.

Na te doniesienia natychmiast zareagowała brytyjska marynarka. "To całkowita nieprawda. Nie mamy żadnych helikopterów do zwalczania sił podwodnych, które rozlokowane są w rejonie Falklandów" - głosi oświadczenie Royal Navy. Tak samo zareagowało dowództwo marynarki wojennej Argentyny.

Argentyna: przed zaginięciem okrętu doszło do przecieku wody

Nie uspokoiło to jednak rodzin marynarzy z San Juan. W piątek zapowiadają demonstracje na Plaza de Mayo w Buenos Aires i przed bazą morską w Mar del Plata, podczas których będą domagać się wyjaśnienia przyczyn tragedii. Rodziny zaginionych chcą też powołania w tej sprawie komisji śledczej w parlamencie.

Poszukiwania trwają

Argentyński okręt podwodny zaginął w połowie listopada podczas rejsu patrolowego z Ushuaia do Mar del Plata. Do tej pory go nie odnaleziono. Marynarze mieli zapas tlenu, który mógł starczyć tylko na 10 dni.
W ubiegłym tygodniu w akcję poszukiwawczą włączyły się statki USA i Rosji, które mają sprzęt pozwalający prowadzić poszukiwania na dużej głębokości. (WP.pl)


Brytyjski helikopter? Chilijski ścigacz? A może to tylko false flag, a tak naprawdę to były jednostki mające za zadanie przechwycenie okrętu i jego opanowanie w celu przeistoczenia go w podwodny transportowiec prochów?

Oczywiście jest to tylko hipoteza, ale ma pewne cechy prawdopodobieństwa. Porwać okręt to żaden problem – Hollywood pokazał to na kilku filmach w rodzaju „Liberator” ze Stevenem Seagalem, gdzie porwano pancernik Missouri, czy „Nuklearny szantaż” z Michaelem Dudikoffem, w którym porwano SSBN USS Ulyssess z pociskami jądrowymi na pokładzie. Tak nawiasem, to reżyser tego ostatniego umieścił akcję swego filmu na Południowym Atlantyku!

A zatem gotowy scenariusz już jest. W takim kontekście poważnie brzmi ostrzeżenie brytyjskiego marynarza:


Terroryści przejmą kontrolę nad okrętem podwodnym? Ostrzeżenia marynarzy

Brytyjski marynarz oskarża Royal Navy, że atomowe okręty podwodne z głowicami nuklearnymi nie są odporne na atak terrorystyczny. Jego zdaniem, islamiści mogliby nawet przejąć kontrolę nad jednostką i odpalić jej pociski. Za opublikowanie tych informacji w Internecie, został aresztowany przez żandarmerię wojskową.

Brytyjska żandarmeria wojskowa aresztowała marynarza z bazy Marynarki Królewskiej w Szkocji, który opublikował w Internecie katalog zaniedbań na atomowych okrętach podwodnych. Marynarz najpierw zbiegł za granicę, ale po namyśle oddał się w ręce władz.

Starszy marynarz William McNeilly opublikował listę 30 zaniedbań w bazie brytyjskiej flotylli atomowej pod Glasgow i na czterech okrętach z rakietami nuklearnymi Trident. Jego zdaniem, łatwość dostępu do bazy i na okręty wystawia kraj na niebezpieczeństwo. Jak ocenia, terroryści mogliby dokonać zamachu na pokładzie jednego z okrętów atomowych powodując kolosalne skażenie radioaktywne. McNeilly przewiduje nawet możliwość ataku na Wielką Brytanię przy pomocy jej własnych rakiet strategicznych. 25-letni marynarz służy dopiero od roku i był na jednym, 4-miesięcznym patrolu okrętu podwodnego "Victorious".

Po jego zakończeniu udał się na urlop i 7 maja opublikował listę zaniedbań. Kilka dni później odleciał za granicę. Jak pisał na swojej stronie na Facebooku, ukrywał się w kilku krajach, ale wrócił, aby dać się aresztować, gdyż dokonał już tego co zamierzył, ostrzegając rząd i społeczeństwo. Brytyjska admiralicja twierdzi, że marynarz nie znał i nie zdradził żadnych tajemnic wojskowych, nie grozi mu więc surowa kara. (Dziennik.pl)

Pytanie zatem brzmi: czy taki właśnie scenariusz zrealizowano w stosunku do ARA San Juan w listopadzie 2017 roku?


Opracował – ©R.K.F. Leśniakiewicz
   
 




[1] Zob. M. Jesenský, R. Leśniakiewicz – „Lode mrtvych: Bermudský Trojuholnik, UFO, USO a narkotikovi baróni”, wyd. Ikar, Bratysława 2018,  dostępne w Internecie na stronie - http://hyboriana.blogspot.com/2013/11/milosjesensky-robertk.html i dalsze.