Powered By Blogger
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą agrosymbol. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą agrosymbol. Pokaż wszystkie posty

sobota, 27 maja 2017

Piktogram w Węgierkach k./Wrześni




Mimo, że nie dostałem zgody na publikację, to jednak uważam, że sprawa jest tak ważna, że trzeba ją upublicznić. Pisze do mnie Leszek Ostoja-Owsiany:


Dostałem dzisiaj wiadomość od Adama Piekuta o piktolu. Oto treść:

Cześć wszystkim!
Dzisiaj dostałem informację o piktogramie. Znaleziony dzisiaj na polu żyta. Wielkość można ocenić po zdjęciach. Kręgi 4-7m średnicy, długość do 15m.
Jakość jest jaka jest, znacie mój sceptycyzm. Nie mam możliwości zweryfikowania tego. Miejscowość Węgierka k. Wrześni... Nic więcej nie wiem.
Pozdrawiam
Adam Piekut
Pozdrawiam
Leszek Ostoja-Owsiany










 Foto - Adam Piekut


Mój komentarz: 

Chyba chodzi o wieś Węgierki, 7,5 km na wschód od Wrześni, znajdującej się na N 52°19'19,26" - E 017°40'33,47", 101 m n.p.m.? Na fotkach rzeczywiście wygląda to na wygniotkę, ale może to potwierdzić tylko dokładne zbadanie tego AS w terenie....


Komentarze z KKK:

Tak, to jest właśnie ta miejscowość.
 (Leszek Ostoja-Owsiany)

Według mnie sztuczny twór inwencji lokalnej. Argumenty (wedle jakości zdjęć):
- jakość położenia łodyg: nieregularność, niedokładność;
- widoczna etapowość wykonania;
- bliskość krawędzi użytku, dostęp śladami technicznymi.
Ponadto:
- brak wyrafinowania;
- spęcznienie kolankowe nie świadczy o niczym w takiej ilości, jak pokazano.
Przydałaby się historia odkrycia i pół litra dla właściciela pola na pocieszenie.
Pozdrawiam 😊 (Smok Ogniotrwały)

Smoku,
- mnie to też dziwnie wygląda na twór lokalny. Jednakże dziwnie mi się to kojarzy z Twymi przygodami dziwnie nieliniowymi, jakieś przeżył ostatnio. Chodzi mi o obserwacje BOL-i i innych latadeł... Wprawdzie Wieluń od Wrześni dzieli 140 km w linii prostej, to jednak kierunek N-NW - S-SE by się z grubsza zgadzał... Może jednak widziałeś obiekty, które miały jakiś związek z tym agroglifem? (Platon)

W przypadki nie wierzę, w zbieżności już tak. Z racji wystawienia się na niejaką śmieszność (wszak ludzie ludziom słusznie nie wierzą), wolę stosować drogową ostrożność - można przyjąć, że jest powiązanie, ale brak możliwości zaufania, podsycony wymienionymi argumentami, nie skłania mnie osobiście do uznania tego tworu jako skorelowanego z moimi obserwacjami.
Moi Koleżcy poruszają się bardziej po równoleżnikowej linii - wczoraj prosto po linii zachód-na-wschód. Ostatnio z odchyleniem w przeciwną stronę do kierunku obrotu wskazówek zegara. Ładnych parę lat temu jednak, muszę przyznać, że widziano w mojej okolicy BOLe lecące bardziej po linii S-E, jednak relację zdała osoba starsza, a dokładniejsze pytania trafiały na jej powtórzenia lakonicznych stwierdzeń (co paradoksalnie utwierdziło mnie w przekonaniu, że mówiła prawdę - tak pracował jej nieskażony naszą literaturą umysł. Co więcej, wyjaśniałoby to zainteresowanie NOL-ami jej wnuczki, której nawet raz pożyczyłem kwartalnik UFO [notabene brawo jej za odwagę], ale brak werwy w czytaniu pozwolił umieścić ją w kategorii nie-świadków [w końcu który wnuczek czy wnuczka do końca wierzy starym ludziom, prawda..?]). 
Wracając do kręgu, trzeba uważać - zaraz wejdzie tam jakiś oświecony i wyczuje kosmiczną energię (nie obrażając prawdziwie obdarzonych podobnym czuciem). Medytujący postawią buddyjski meczet, a gospodarz zacznie odcinać kupony za dostęp do neu-Medjugorie. Z kręgami... lepiej mocno uważać (ale niech wypowie się ktoś kompetentny, bowiem sam jestem ciekaw, co można wokół tego piktu znaleźć). Jak dla mnie, najlepszym wydaje się zrealizowanie planu wysnutego parę lat temu razem ze Smoczkunią naszą - jak się uda, obwieszczę jego zamiar, przebieg, i wynik, a wówczas zobaczymy, kto i co powie.
P.S.
...po linii S-E*
...po linii S-N.
Mea culpa.
Pozdrówki 😀 (Smok Ogniotrwały)

Jeszcze 3 lata temu jeździłam u siebie 4 razy w roku na oglądanie i nasycanie się energią kręgów powstałych w zbożu lub w trawie. Mój kolega był bardzo dobrze czujący i razem czuliśmy (teraz powiem: wymyślaliśmy) cuda na kiju.
Aż do czasu, kiedy zwątpiłam w te kręgi jako wytworu kosmicznego. Wierzę, że się naprawdę pojawiały, lecz był to wynik działalności mózgu pewnego sensytywa (osoby czującej energie), jego plazmy czy coś w tym sensie.
To Robert van den Broeke. Podaję jego stronę internetową, gdyby ktoś chciał zobaczyć kręgi, zdjęcia plazmy przyjmującej rysy znanych zmarłych osób. Właśnie ta uwidoczniona na zdjęciach plazma dala mi dużo do myślenia: www.robbertvandenbroeke.nl/graancirkelarchief
Pozdrawiam (Basia z Holandii)

Niestety, muszę się zgodzić z Basią - ta cała otoczka tajemniczości i mistycyzmu jest śmieszna i jedynie działa na ludzi łaknących cudowności i sensacji. O tym też pisałem.  Dlatego zawsze byłem za dokładnym przebadaniem tych agroformacji przy użyciu wszelkich możliwych i dostępnych środków. Ale nade wszystko należy w miarę możliwości rozpytać wszystkich świadków na okoliczność pojawiania się obcych, nieznanych osób w okolicy ukazania się agroznaku, w celu wyeliminowania możliwości jego sfałszowania. Nie jest tajemnicą, że w poprzednich latach w Polsce działały dwie grupy cropmakersów, które podobnież sfałszowały agroznaki w okolicach Wylatowa. Czy zadziałali oni teraz - oto jest pytanie? 😞 (Platon)

Obecnie ponownie zastanawiam się, ile wartości jest w CE V wg Greera. Według tego, co wyczyniła moja matka, wydaje się być realną możliwością. Ciekawe, czy moja ostatnia obserwacja nie była wynikiem czegoś na kształt tego procesu. Jakkolwiek by było, zachęcam do zapoznania się z tematem, jeśli jeszcze nie jest znany, i w miarę chęci do eksperymentowania. I do dzielenia się doświadczeniami.
Pozdrawiam 😊 (Smok Ogniotrwały)

Nie wiem, ale Greerowi to ja niezbyt dowierzam. Może nie tak - Amerykanie z byle czego robią wielkie halo, gdy tymczasem sprawę da się wyjaśnić...
Co do CE5, to opisałem w moim „Projekcie Tatry” i właściwie na tym mógłbym skończyć. Jest to w Netcie na stronie:  http://hyboriana.blogspot.com/2014/06/projekt-tatry-15.html. Powiem więcej - nadal nie wiem, z kim wtedy mieliśmy te CE5, w czasie których nie porozumiewaliśmy się telepatycznie. Ale za to było bardzo ciekawie!
Pozdrawiam wreszcie słonecznie! 😀 (Platon)

Od tygodnia nie zaglądałam na pocztę dlatego dopiero teraz włączam się do Waszej dyskusji. Przypomnę że kręgi zbożowe wg źródeł historycznych - ufologicznych pojawiały się od wieków lub tysięcy lat w Europie i Azji i na pewno nie tworzyły ich lokalne społeczności. Z moich badań wynika iż w takich miejscach są BAZY KOSMICZNE, które w taki sposób manifestują swoją cudowną obecność - co poniekąd potwierdzili swoimi 13 letnimi badaniami Janusz Zagórski i Robert Bernatowicz ze swoimi grupami. Szkoda, że nie doszli do porozumienia i wspólnych wniosków. Szkoda, że tak inteligentni ludzie i ufolodzy tego nie zrozumieli. Tu potwierdza się to, o czym pisałam przed laty - brak KOORDYNATORA GRUP BADAŃ NOL!!
Druga sprawa to kamienne kręgi w Polsce oraz w całej Europie i Azji. Mają one dużo wspólnego z kręgami zbożowymi... Doszłam do wniosku, że ich Twórcy są bardzo inteligentni  w przeciwieństwie do naszej inteligencji i w ten sposób pozostawiają nam wskazówki - dla każdego myślącego i poszukującego CZŁOWIEKA.  "Żartownisie" jak zwykle odwracają uwagę od tych spraw aby wszystko ośmieszyć - jak w każdej innej ważnej sprawie nie tylko ufologicznej! Wszak wg TEORII NUKOWYCH pochodzimy od małp... 
Od 1993 roku  badałam różne k. kręgi i doszłam do arcyciekawych wniosków o których pisałam i mówiłam wielokrotnie, lecz nieliczni ufolodzy (!) na to zwracali uwagę - co potwierdza się w tej dyskusji.
Pozdrawiam serdecznie (Eleonora


Kręgi, to folklor, temat równie wciągający, co przygody Ant - mena. Pozdrawiam (Arystoteles)

Jestem w stanie wiele przyjąć do świadomości, ale z wielkim trudem przyszłoby mi zaakceptowanie, że bardzo inteligentna cywilizacja nie potrafi ułożyć kręgów lepiej niż żartownisie. Szukałbym tu, dla potwierdzenia tezy o ich (kręgów) ekstra-rodowodzie, argumentów w jakości wykonanej pracy, w czymś nie do załatwienia deską na sznurku ani wałkiem do ugniatania ziemi pod trawnik. Samo zaistnienie kręgu nie czyni go wartościowym. Wartość musi reprezentować na poziomie reprezentacji i prezentacji, a ten krąg po raz kolejny dowodzi, jak trudno o takich sprawach rozmawiać - w końcu czy nie uciekamy, każdy z nas po trochu, od tego, co wyrwałoby nam z ksiąg opisu świata to, co tworzy dla nas jego większe znaczenie? Ten zmanierowany pogromca kart to rozczarowanie, i osobiście niejedno z nim obgadałem przy wielu okazjach - tak naprawdę to bardzo kulturalny i mądry Stwór 😀

Sedno w tym, czym jest dany przypadek, nie czym ogół zjawiska, ponieważ ten wniosek właśnie dzięki badaniom można stworzyć, ale i zmienić. Ograniczając opinię do tego przypadku uważam, że wiele raczej nie wniesie do sprawy (lecz to opinia bez wizyty w nim).
Patrząc z zewnątrz, osoby postronne faktycznie nie muszą dopatrywać się szczególnej wartości w tym, co pojawia się na polach - nie szukają odpowiedzi na niepostawione pytania. Jeśli jednak rozdmucha się sensację o kręgach, a potem ktoś wyskakuje jak Filip z deską na sznurku, jasne staje się, jaką stygmę ściąga na siebie i na cały temat kręgów chociażby, i na badaczy, którzy powinni być doceniani, nie ośmieszani, lecz tak działa ludzka psychika - szuka pretekstów, by swoje udowodnić, a najlepiej i przy okazji zrobić sobie z czegoś żarty. To dlatego lepiej być ostrożnym - gdy znajdziemy wielki ważki dowód na choćby i te bazy (jeśli już jest odkryty - pardon), zostaniemy zasłużenie potraktowani jak ów bajkowy żartowniś na dnie studni, który prawdziwie woła, lecz nikt mu już nie wierzy.
Nieco z innej beczki - od lat wiadomo, że ludzie nie pochodzą od małp. Prawda najpewniej wygląda tak (wedle obecnych teorii), że i my, i małpy, oraz wiele innych gatunków hominidów, mamy wspólnego przodka na rozwidleniu/rozwidleniach gałęzi tak zwanej ewolucji. Jeśli jednak stworzono nas na podstawie jakiegoś materiału genetycznego, to wydarzenia na świecie oraz na scenie politycznej stanowią najdobitniejszy argument za tym, że to jednak małpy wszystkiemu winne (w swej nieświadomości). Nie obrażając małp, oczywiście.
Osobiście kamiennych (tym razem) kręgów bym nie lekceważył - może to być ślad po czymś, co kiedyś miało sens, lecz obecnie stanowi okruch dawnej wiedzy, technologii, czy praktyk innego rodzaju niż obecnie przewidywane, i choćby jako symbol może coś jeszcze znaczyć, być jakąś wskazówką (przy odsunięciu możliwości niezależnego powstania w wielu oddalonych kulturach). Rozważmy chociaż możliwość, że dawniejsza cywilizacja była i wysoko rozwinięta, i budowała z kamienia (wręcz go tworzyła od zera) - wówczas to, co przetrwało niejako we wspólnej nieświadomości może wypływać na poziom naszej świadomości właśnie w postaci obelisków i kręgów - niejako pamiątek z czasów, gdy kręgi służyły np. jakiejś technologii, podobnie piramidy, obeliski, itp. Ta teoria jest niefalsyfikowalna, jednak warta rozważenia.
Pozdrawiam i życzę bardzo udanej niedzieli  😀 (Smok Ogniotrwały)

No nie wiem co mi jest, ale te wszystkie wszystkie szukania MOCY poza nami, ludźmi, pokazuje mi tylko jak bardzo chcemy znaleźc KOGOŚ LUB COŚ co nas stworzylo.
No, a jeśli tym CZYMŚ jest tylko zwyczajna EWOLUCJA, która ma do dyspozycji miliony, miliardy, biliony lat i nie dba o to co się z tej chemicznej zupy stworzy (gdy się tworzą galaktyki) byle coś się stworzyło, bo to i tak jest tylko tymczasowe.
Kręgi czy to kamienne czy zbożowe..... hm.... wierzę, że mogą powstac przy udziale 'zwyczajnej' ( w przyszlości) ale teraz jeszcze nam nieznanej energii lub powodów, dla których ktoś coś chce udziwnic, spowodowac abyśmy jak grupa do czegos byli przekonani, w cos wierzyli.
Muszę tu myślec o elektryczności, nie widac jej, a jednak jest. (Basia)


Pozwólcie, że odpowiem Wam en bloc:
  • Arystotelesie - oczywiście, że kręgi to folklor, zgadzam się z tym, aliści pod jednym warunkiem, a mianowicie - jaki jest sens ich wytwarzania? Może mają one coś wspólnego z kultem cargo uprawianym na całym świecie po katastrofie Atlantydy czy Wielkiej Wojnie Bogów Astronautów, kiedy na zrujnowanej Ziemi tylko oni byli w stanie pomóc rozbitkom z katastrofalnej wojny np. jądrowej czy super kataklizmu?
  • Smoku - oczywiście, że kręgi są bardzo stare, pierwsze były odnotowane w europejskich kronikach bodaj czy nie w 1490 roku w Niderlandach. Najważniejszym pytaniem jest: co legło u ich podstaw? Osobiście jestem zdania, że mógł to być kult cargo uprawiany na całym świecie. A odpowiedź najprawdopodobniej znają masoni, o czym wspomina sir Brinsley le Poer-Trench w "Temple of the Stars" i "Operation Earth".
  • Basiu - masz rację. Osobiście jestem zdania, że być może ma to coś wspólnego z Przeszłością lub Przyszłością naszej planety i cywilizacji. Opisałem to w "UFO i Czas", więc nie będę się tu rozpisywał. Czy agroznaki mają coś wspólnego z chronomocją i pojawiają się na miejscach, w których coś się wydarzyło lub dopiero wydarzy? 👽💢 Bardziej to do mnie przemawia niż jakieś "igraszki Kosmitów" czy wygłupy cropmakersów... (Platon)

poniedziałek, 2 kwietnia 2012

WYLATOWO i Baza Kosmiczna „Małego Psa”… (1)

Zofia Piepiórka “Eleonora”

W Wylatowie nigdy nie byłam i raczej nie będę. Dlaczego? Dlatego, że nie jestem typowym ufologiem, który musi zaliczyć tego typu miejsca „święte” dla tej grupy badaczy. Przede wszystkim jestem badaczką megalitów oraz wizjonerką. W przeciwieństwie do mnie - ufolodzy nie są zainteresowani badaniami kamiennych kręgów, gdyż nie widzą w ich ustawieniu żadnego związku z UFO. Naukowcy twierdzą, że jest to tylko cmentarzysko Gotów, a więc ufolodzy szukają odpowiedzi na tego typu zjawisko gdzie indziej. Czy znajdą? Mam wątpliwości, gdyż obserwacje UFO to jeszcze nie dowód, a naukowcy poszukują i oczekują od nich namacalnych dowodów. I tak wygląda obecnie nasza nauka i ufologia - jak  błędne koło, z którego nie ma wyjścia.
Oczywiście czasami słuchałam w Wiadomościach TVP lub czytałam artykuły w prasie o Wylatowie i ufologach, którzy zajmowali się sprawą piktogramów i obserwacjami UFO. Nie wzbudzało to we mnie dreszczyku emocji ponieważ wielokrotnie obserwowałam UFO m.in. w Gdyni, w Małych Stawiskach lub w różnych kamiennych kręgach. Jedynie co mnie w tej sprawie zainteresowało to dwa zdjęcia z okolic Wylatowa oraz krótka informacja pana Leszka Ostoi – Owsianego zamieszczona w lipcu 2008 roku na Blogu Centrum Badań Zjawisk Anomalnych - Roberta Leśniakiewicza. Widoczny był na nich tajemniczy, różowy obiekt stojący na ziemi. Patrząc na zdjęcie „różowego UFO” pomyślałam: ja już to gdzieś widziałam! Przypomniałam sobie obserwację różowego UFO we wrześniu 1993 roku w Gdyni… a konsekwencją tej obserwacji było zdjęcie, które wykonałam dwa lata później w kamiennych kręgach w Odrach, pod koniec sierpnia ok. godz. 12.00. Widoczna na nim jest taka sama różowa „chmurka”, ale nad kamiennym kręgiem. Okazało się, że wykonane przeze mnie zdjęcie ma ścisły związek ze zdjęciami przesłanymi przez pana Leszka. (Opis tej obserwacji i snu znajduje się w książce pt. „Święta tajemnica Gdyni”)
Czy ma to jakieś znaczenie dla sprawy Wylatowa? Owszem! Jest to bardzo ważna wskazówka, ale o co chodzi wyjaśnię po kolei.
Wylatowo!
*Położenie geograficzne 17°48 E - 52°48 N
Wylatowo – wieś w Polsce, położona w województwie kujawsko-pomorskim, w powiecie mogileńskim, w gminie Mogilno. Ma powierzchnię ok. 52 km i zamieszkuje tę wioskę 581 mieszkańców. W latach 1975-1998 miejscowość administracyjnie należała do województwa bydgoskiego. We wsi jest zabytkowy kościół drewniany pod wezwaniem św. Piotra i Pawła z 1761 - herb Wylatowa. Wioska ta znajduje się pośrodku trasy Inowrocław - Gniezno (droga krajowa nr 15) nad Jeziorem Szydłowieckim.
Wieś ta stała się znana, gdy w latach 2000-2005 na okolicznych polach pojawiały się kręgi zbożowe.
Na temat fenomenu ufologicznego w Wylatowie przed laty napisano dziesiątki artykułów i zrobiono tyleż samo filmów. Idąc na skróty wystukałam w Googlach hasło: Wylatowo i pojawiła się cała masa informacji.  Niejako podsumowaniem tego wszystkiego co tam się działo jest art.:  http://www.pomorska.pl/apps/pbcs.dll/article?AID=/20100717/INNEMIASTA13/314614214
„Do Wylatowa ufolodzy i badacze obcych cywilizacji przyjeżdżają już od 10 lat”
17 lipca 2010, Autor: Roman Laudański
„Świat wchodził w trzecie tysiąclecie, kiedy mieszkańcy Wylatowa rozpoczynali swoją przygodę z nieznanym. Trwa ona do dziś.
Zdarzyło się to jeszcze przed Piotrem i Pawłem. W niedzielne przedpołudnie Tadeusz Filipczak z Wylatowa, wsi pod Mogilnem, oglądał właśnie w telewizji magazyn "Tydzień", kiedy zadzwonił do niego były dyrektor szkoły i zapytał: - Tadek, czy ty wiesz, co masz na polu? - A co mam nie wiedzieć, pszenicę - odpowiedział. - Coś dziwnego z nią się stało, przyjdź i sam zobacz.
No to obejrzał program do końca, a na polu, na własne oczy zobaczył pierwszy piktogram wygnieciony w pszenicy. Wtedy nie bardzo wiedzieli, kogo zawiadomić. Córka Filipczaka zadzwoniła do "Gazety Pomorskiej", a on sam poszedł na policję. - Nie dlatego, że rościłem pretensję o straty, ale chciałem sprawę urzędowo załatwić - opowiada o zdarzeniu z 2000 roku.
Wtedy, pod koniec czerwca Jerzy Szpulecki budował w Wylatowie dom. Nie bardzo dziś potrafi powiedzieć, dlaczego zbudował taki duży, ale jakby przewidział, że stanie się on bazą badaczy zjawisk paranormalnych i ufologów z całego świata. Drugie piętro nie miało jeszcze dachu i okien, kiedy nad Wylatowo przyszła niezwykła światłość. Nieoczekiwanie po północy zgasła elektryka i zapadła przejmująca cisza. Czerwono-żółto-pomarańczowe światło zbliżyło się nad bazę i Szpulecki poczuł, że otrzymuje przekaz energii. - Nie wiedziałem, co to jest - opowiada Jerzy Szpulecki. - Światło się rozstąpiło i ujrzałem zamglony, kulisty kształt statku o średnicy ok. 20 metrów. Ocierając się o szczyt dachu, światło poprowadziło mnie dalej. Obiekt podniósł się w górę. Pomyślałem, jak nic zahaczy o druty, a on przeszedł przez nie jak dym z papierosa. Miał niebieskie macki, kuliście zakończone. Zniżył się, nastąpiło wyładowanie, jakby ktoś włączył spawarkę. Wtedy jeszcze nie wiedziałem, że w tym miejscu powstał piktogram. Podniósł się i odleciał w kierunku Poznania. To było - uważnie dobiera słowa - przesłanie. Przyzwolenie na częstsze spotkanie z tymi obiektami. Trwało to pięć - siedem minut. Nie chciał być niewiarygodny, przez pierwsze lata o tym milczał.
- Z roku na rok piktogramy stawały się większe - wspomina Bolesław Kula, który chętnie, jako nieformalny rzecznik, rozmawia z dziennikarzami przyjeżdżającymi do Wylatowa. Spotykamy się przy wlocie drogi z Mogilna w "piętnastkę", na polach terytorialnie należących do wsi Żalno. Niedawno ktoś tu wydeptał piktogram, ale Bolesław Kula mówi o tym, lekceważąco: fałszywka. I pokazuje segregator pełny historycznych już zdjęć z lat 2000 - 2005. Kwiatek lotosu, dwie elipsy i trzy kółka - to piktogramy z 2003 roku. W 2005 roku na wylatowskich polach pokazał się ostatni piktogram. Na wprost bazy, pod okiem wielu kamer, kiedy dwudziestu-trzydziestu entuzjastów kontaktów pozaziemskich patrolowało okolicę i czuwało nad specjalistycznymi czujnikami. Olbrzymi. Można by na nim nawet w piłkę pograć.
Wyliczyli, że wylatowskie piktogramy obejrzało ok. 40 tys. miejscowych i przyjezdnych.
- Ludzie, uzbrojeni w kamery i aparaty czuwali, a tu - proszę - fenomen. I tak powstał - opowiada Bronisław Kula. - Nawet gdyby wykonało to kilku ludzi, to zajęłoby im to kilka godzin. A było niemożliwością, żeby ktoś ich nie zauważył. Tam non-stop ktoś chodził. To jeden z argumentów, które do nas przemawiają.
Kiedy powstał pierwszy piktogram miał piętnaście lat. Kolejnych dziesięć przeżył w cieniu czegoś dziwnego, co dzieje się w Wylatowie. Dołączył do poszukiwaczy. Zapewnia, że było warto, bo uczestniczy w czymś fajnym i rzadko spotykanym. Fenomen w skali kraju.
- Na polu Filipczaka zawsze powstawały piktogramy - opowiada Kula. - Może dwieście metrów od bazy powstało trzydzieści kręgów różnej wielkości. Wcześniej na tym polu doktor Jan Szymański rozstawił czujniki. Żaden krąg nie trafił w czujnik, ale jeden, prawie otarł się o piktogram i odnotował przedziwne anomalie. Ostatnia osoba przechodziła tam około godz. 2.30 w nocy, a zarys największego kręgu zobaczyliśmy w kamerach o 4 - 5 rano. Jeśli znalazłby się sceptyk, który twierdziłby, że zrobiono je ludzką ręką, to czy w dwie godziny ktoś by sobie z tym poradził? Nie wierzę.
"My jesteśmy ufoludki, hop-sa-sa!"
Bywało, że piktogramy odnajdywano dopiero po kilku dniach od ich powstania. Do dziś nie wiedzą, co oznaczają. Kula pokazuje zdjęcia kręgów zbożowych wykonanych ludzką ręką. Zero symetrii. Kolejne zdjęcia, to już rysunki okolicznych dzieci, które na konkurs rysowały ufoludki i latające talerze.
Doktora Jana Szymańskiego Wylatowo wchłonęło i trzyma już siedem lat. Pamięta moment, kiedy dziewczynki przywitały go piosenką: "My jesteśmy ufoludki". - A przecież wcześniej wszystkie dzieci śpiewały: "My jesteśmy krasnoludki" - uśmiecha się. - Widać, że pokolenie młodych wylatowian ukształtowało się w innej atmosferze.
Dziś wszędzie tu jest Internet, anteny telewizyjne i promieniowanie elektromagnetyczne z masztów telefonii komórkowej. Polska w pigułce. A do tego kamery, noktowizory i czujniki elektromagnetyczne i promieniowania jonizującego, z którymi pasjonaci biegają po polach. A jeśli jeszcze dodać do tego wojskowe śmigłowce i samoloty, które wyjątkowo często i nisko patrolowały ten teren, to widać, że nie tylko ufolodzy interesowali się Wylatowem.
Jan Szymański wcześniej zajmował się biologią i bioelektroniką we Wrocławiu, Krakowie i Warszawie. W Wylatowie zetknął się ze zjawiskami, które nie są ani kulistymi piorunami, ani tornadem, ani zorzą polarną. Kiedy te niezwykłości zaczęły się pojawiać nad wsią, budziły sensacje. Dziś mieszkańcy traktują je zwyczajnie. Jest jednym z tych, którzy mają odwagę szerzej spojrzeć na świat i kosmos.
Deska w zbożu
Przez pięć lat powstawały coraz wymyślniejsze piktogramy, które w niczym nie ustępowały tym, które pojawiają się na Zachodzie. Choć tam - Bolesław Kula pokazuje kolejne zdjęcia - wymyślają już prawdziwe arcydzieła. Koronkowa robota, ale ludzka. Hobbyści robią je na zamówienie. - Trzeba mieć świadomość, że ludzie też je robią, to jest możliwe do zrobienia - podkreśla Kula. Zboże wygniata się deską. Dwie osoby przewiązują się sznurkiem, dzięki czemu można uzyskać okrąg. Są też wałki gniotące zboże. Pot z czoła leci. Bolesław Kula wie, co mówi, bo sam próbował swoich sił przy piktogramie. W tym roku, dla celów badawczych, wygnietli piktogram w okolicy bazy.
Przez dwa lata badali pola termowizją. Nic nie pokazała. Modelami zdalnie sterowanych samolotów z kamerami filmowali piktogramy z góry.
Bronisław Kula wymienia niezwykłe zjawiska, które można zobaczyć nad Wylatowem. Obiekty latające - świetliste kule, które mogą być jakąś formą inteligentnej energii. Dziesiątki osób je widziało nad wsią.
Następnie relacje osób, które widziały tu duże spodki. Jedna z wylatowskich rodzin przeżyła bliski kontakt. Przez dwie godziny przejechali siedmiokilometrowy odcinek drogi samochodem. Ogromny, jajowaty obiekt przemieszczał się nad nimi. Byli przerażeni. Na to są emocjonalne relacje całej rodziny.
Jeden ze znajomych Bolesława Kuli wykonał przypadkowe zdjęcie śmigłowca nad pobliskim Kwieciszewem. Za maszyną leci niezidentyfikowany obiekt. Myśleli, że może to rysa na kliszy, ale na powiększeniach widać strukturę obiektu. Takich obiektów było tu sporo. W tym roku coś dziwnego widzieli mieszkańcy Kątna. Świetlistą kulę, która - zdaniem Bolesława Kuli - może reagować na ludzkie myśli. W 2003 roku przeprowadzili eksperyment z medytacją na jednym z pól. Koncentrowali myśli i na ich prośbę na niebie pojawiła się pomarańczowa kula. Widziało ją dziesięć osób.
Jan Szymański wraz z synem Jerzym już pierwszej nocy w Wylatowie zobaczyli niezidentyfikowany obiekt, który przez sześć sekund kołysał się nad bazą. Po tak mocnym powitaniu przyjeżdża tu już siedem lat i rozstawia czujniki. Jeden z nich odnotował silne promieniowanie rentgenowskie w pobliżu piktogramu. - A to szczere pole, a nie sąsiedztwo naukowego instytutu, przy którym mogłoby wystąpić - zauważa.
Wielokrotnie zastanawiał się, kto komu robi kuku wygniatając zboże? Tadeusz Filipczak przypomina, że chcieli nawet kilkutysięczną nagrodą ustalić sprawców, ale to nic nie dało. - Kilka niezależnych grup patrzyło tu sobie na ręce, jedni pilnowali drugich i nic. Sądzę, że niektóre wykonano ludzką ręką. A inne? Podkreśla, że fenomen tej miejscowości polegał m.in. na długotrwałości i lokalizacji piktogramów, które pojawiały się w niewielkiej odległości od bazy - domu. I dalej coś się dzieje. Ostatni, największy pojawił się w 2005 roku. Później już nie było żadnego, ale przecież działy się inne rzeczy. Podkreśla zainteresowanie wojska tymi zjawiskami. Zastanawiali się nawet, czy ktoś nie testuje tu jakiejś nowej broni.
No i jest kwestia nazwania tych, którzy przelatują nad głowami wylatowian. Tzw. Kosmici? Obcy? Ufoludki? - Ja wolę mówić: przybysze - podkreśla Szymański. - Skądś przybywają, czego chcą? Jesteśmy na początku drogi poznania. Czy piktogramy są ich sztuką?  Są tu wreszcie transmisje elektromagnetyczne, których nie potrafią odebrać. Może to był; wstęp do kontaktu? A może to tylko załoga wojskowego AWACS-a drażniła się z nimi?
- Jeśli w telewizorze widzimy naukowców z NASA, którzy mówią o obcych cywilizacjach, to takie informacje wpuszczamy jednym uchem i wypuszczamy drugim - opowiada Jan Szymański. - A jeśli dzieje się to tam, gdzie człowiek mieszka, to robi to na mieszkańcach większe wrażenie.
A może piktogramy przyciągają przedstawicieli obcych cywilizacji? - trzeba na to spojrzeć i z tej strony.
Jerzy Szpulecki zapewnia, że dzięki przekazowi energii wyczuwa moment wykonania piktogramów. A tę energią, której ma w nadmiarze, musi dzielić się z poszukiwaczami. A wszystko to po to, żeby był przekaz dla ludzi, że nie są sami. Wspomina opowieść dziadka, że już sto lat temu pojawiały się tu tzw. Świetliki. Trzeba było się pomodlić i coś im zostawić: buty lub część garderoby. Wtedy dawały ludziom spokój.
- Nie można powiedzieć, że piktogramy znikły wraz z monitoringiem - podkreśla Bolesław Kula. - Monitoring był, piktogramy też były. A że znikły? Może źle to wykorzystaliśmy? - zastanawia się. - Jedno jest pewne, to jest coś niezwykłego. Tu był konkretny obszar, na którym co roku wiedzieliśmy, że coś powstanie. Oni się z nami bawili. My chodziliśmy po polach, a oni i tak nam zrobili piktogramy. Mogliśmy doświadczyć na sobie, że nie jesteśmy w stanie tego upilnować.
Trzecie tysiąclecie
Tadeusz Filipczak zgromadził w garażu zdjęcia i artykuły o Wylatowie. Nadal zaglądają tu turyści, którzy chcą się czegoś dowiedzieć. To jedyna izba - a raczej garaż pamięci.
- Piktogramy zawsze powstawały w dojrzałym zbożu - opowiada Tadeusz Filipczak. - Ze zboża jest chleb. Może to upomnienie, że idziemy w złą stronę? Sygnał dla ludzkości? Trzecie tysiąclecie pełne jest katastrof, także u nas w kraju. Myślę sobie, że to ostrzeżenie. Na pewno nie jesteśmy sami we wszechświecie. Czy ja albo pan mamy taką moc, żeby coś zmienić? Kręci głową. - Ktoś tym światem rządzi, Stwórca, Bóg. Staliśmy się sławni na całą Europę, ale nadal żyliśmy tu jak żyjemy. Można było wykorzystać to turystycznie. Był pomysł, żeby przystanek autobusowy postawić w kształcie spodka. Nie powstał. Świat jest niezbadany i chyba po prostu nie da się wszystkiego wytłumaczyć.”
 Piktogramy w Wylatowie. Ufolodzy wykluczyli udział przybyszów z innej galaktyki
 13 lipca 2010, Dariusz Nawrocki, dariusz.nawrocki@pomorska.pl

Zamieszczę tutaj fragment jeszcze innego art., gdyż moim zdaniem ma zasadnicze znaczenie dla całej sprawy, a zatem:

CDN. 

niedziela, 25 marca 2012

Dziury na pustym miejscu

 Tajemniczy wykop ("Tajny XX wieka")
Czy UFO, tajemnicze wykopy i agroznaki są trzema przejawami tej samej tajemnicy? 
("Tajny XX wieka")


Igor Wołozniew

Najwcześniejsza informacja o kręgach zbożowych – dalej agroformacjach czy agroznakach – pojawiła się na grawiurze zatytułowanej „Diabeł z kosą” z roku 1687. Dzisiaj w Wielkiej Brytanii zarejestrowano ponad 2000 agroznaków. Szacuje się, że około 30% z nich zostały wykonane przez ludzi.

Ostatnio w mediach coraz częściej pisze się o tajemniczych dziurach w ziemi. Jak podają, chodzi o cylindryczne, rzadziej – owalne albo prostokątne ubytki w glebie albo w skale – jeżeli rzecz ma miejsce w górach. Od normalnych wykopów odróżniają je przede wszystkim szybkość i nagłość ich pojawienia się, niemal idealny kształt i bardzo często – zniknięcie wyjętej gleby z tajemniczego wykopu. Zazwyczaj pojawiają się one nocami i na polach

Zagadka w rejonie Grande Coulee

Największym z tajemniczych otworów w ziemi jest ta, która pojawiła się w 1984 roku nieopodal amerykańskiego miasteczka Grande Coulee, WA.
18 października 1984 roku bracia Rick i Peter Timm zaganiali bydło w rejonie Grand Coulee w stanie Waszyngton. Nagle dostrzegli na łące dziurę o średnicy i głębokości 3 m.
- Ziemia wydobyta z dziury leżała 22,5 metra dalej na północny-wschód i to w jednym kawałku – relacjonował swoją przygodę dziennikarzom Peter Timm. – Na całym tym terenie nie było śladów wskazujących na to, w jaki sposób ten wielki blok ziemi został wydobyty i przemieszczony.
Dziurę z wyrzuconą z niej ziemią łączył cienki pas drobno przemielonej gleby. I nie było jakiegokolwiek śladu tajemniczych kopaczy!

Kowboje zadzwonili do Dona Obertine’a – dyrektora firmy Calville Indians, na terenie której znajdywała się ta jama. Ten z kolei wysłał tam swego geologa Billa Atterbacha. Według niego, jama ta mogła powstać tylko pod wpływem wertykalnego podniesienia całej bryły ziemi – o czym mówi płaskie dno i pionowe ściany jamy.

Bardziej dokładne badania fenomenu dokonali specjaliści ze Smithsonian Institute. Szczególnie zdumiało ich to, że korzenie roślin na ścianach jamy pozostały zupełnie nieuszkodzone! Takiego efektu nie da się osiągnąć przy kopaniu łopatą czy przy użyciu bardziej wyrafinowanej techniki.

Tak zatem specjalistom nie pozostało nic innego, jak zgodzić się z tym, że cała wybrana stamtąd ziemia została przemieszczona w powietrzu. Jednak we wnioskach wykazali oni, że niepodobna jest wyobrazić sobie tą siłę, która byłaby w stanie wyciąć z gleby warstwę ziemi o wadze trzech ton i przenieść ja w jednym kawałku 22,5 metra!

Czyżby ogromna koparka?

Do dziś dnia pozostaje zagadką powstanie ogromnego wykopu w argentyńskiej prowincji Rio Negro. Średnica wykopu wynosi ok. 35 m, zaś głębokość – 14,5 m. Pojawił się on w 1902 roku, w czasie nocnej burzy z grado- i gromobiciem. Ściany wykopu już osypały się do dnia dzisiejszego, dno porosło krzakami, ale do dziś dnia jest on jeszcze widocznym. Specjaliści zdecydowanie odrzucili hipotezę o meteorytowym czy krasowym pochodzeniu fenomenu.

Jeżeli idzie o Rosję, to za największą anomalną jamę uważa się tą, która powstała w nocy 28 kwietnia 1961 roku na brzegu Korboziera. Jej rozmiary wynosiły 25 x 18,6 x 3,5 m. Jeden z jej końców znajdował się w jeziorze. Lód w tym miejscu był załamany i widać było dużą płonię.[1] Wyglądało to tak, jakby ogromna łyżka koparki wgryzła się w zamarznięty jeszcze brzeg jeziora, wydarła z niego spory blok gleby, którą wyrzuciła diabli wiedzą gdzie…

Przybyli na miejsce eksperci nie znaleźli żadnych śladów jakichkolwiek urządzeń technicznych, co nie jest dziwnym: okolice jeziora są tak dzikie, że badacze mogli się tam dostać tylko pieszo.

Nurkowie obejrzeli dno w rejonie jamy i znaleźli tam część wydartego z brzegu gruntu, a pod nimi kęsy lodu, szczególnie dziwnego jasnozielonego koloru. Przesłano je do Leningradu. Ale do uczonych lód przyszedł już w postaci wody… Analiza jej nie pozwoliła na ustalenie, co było przyczyną jego niezwykłej barwy, na którą zwrócili uwagę badacze.

Zbadanie samej jamy na brzegu Korboziera też niczego nie dało. Specjaliści z kilku instytutów doszli do wniosku, że nie był to wybuch, nie był to astroblem i nie było to zjawisko krasowe. W rezultacie czego o niezwykłej jamie szybko zapomniano.

Związki z UFO

Fenomen zagadkowych wykopów i jam nie jest nowy, a pierwsze informacje pojawiły się w mediach w połowie XX wieku – jednocześnie z doniesieniami o obserwacjach UFO.

I tak w roku 1954, francuskie gazety doniosły o dziwnych jamach w kształcie jaja, które powstały w nocy na polu w departamencie Poncey-sur-Lignon.[2] Badająca je grupa geologów jednogłośnie i zdecydowanie odrzuciła możliwość, że zostały one po prostu wykopane łopatami. Wyglądało to jakby ziemia – uwaga! – została z nich wyssana jakąś nieprawdopodobnie silną ssawą!

W roku 1981, anomalna jama pojawiła się w RFN prawie na środku pasa startowego lotniska wojskowego. Znaleziono ja rankiem. Jej okrągłe ściany były absolutnie równe i precyzyjnie wycięte w ziemi, a głębokość sięgała do 7 m. Nie znaleziono brakującej ziemi…

Ostatnimi czasy doniesienia o takich przypadkach powtarzają się regularnie. Na polach Rosji i krajów WNP anomalne jamy pojawiają się nie rzadziej, niż znane agroformacje w Anglii. Takie ubytki w glebie znajdowano na polach w Woroneżskiej, Kurskiej, Saratowskiej, Kiemierowskiej i innych Obłastiach, w Krasnojarskim i Chabarowskim Kraju, na Północnym Kaukazie i Przymorskim Kraju. W 1990 roku dziesiątki cylindrycznych otworów o ogromnych rozmiarach pojawiło się na polach i w stepach Kazachstanu. Jeden z nich został znaleziony w rejonie Bajkonuru, i został on zbadany przez specjalistów z Wojsk Kosmicznych Federacji Rosyjskiej. Obejrzeli je dokładnie, zbadali swoimi maszynkami i orzekli, że: „przedmiot badań nie ma żadnego związku ze spadkiem aparatów kosmicznych czy eksperymentami z bronią.” Eksperci odrzucili także hipotezę meteorytową: „po upadku na ziemię kosmicznego kamienia nie jest możliwe pojawienie się takiego cylindrycznego otworu. W takim przypadku powstałby krater i wyrzut materii z jego wnętrza, a tego nie było.”

Okoliczni mieszkańcy jest przekonane o związku powstania tych jam z obecnością NOL-i. W roku 2002, na polu w okolicy wsi Wołowogo w Kałużskiej Obłasti, nie wiadomo jakim sposobem powstała cylindryczna dziura z płaskim dnem, o średnicy 6 m i o takiejże głębokości. Ciekawym jest to, że przedstawiciel miejscowego samorządu N. Ziemczienkow widział w nocy nad tym miejscem świecącą czerwonym światłem kulę, która potem zmieniła swój kolor na pomarańczowy. Kula powisiała nad tym miejscem jakieś 15 minut i znikła. Według słów miejscowych, przywykli oni do widoku takich BOL.

W 1995 roku, mieszkańcy wsi Apakowo w Uljanowskiej Obłasti obserwowali na nocnym niebie dziwny, świecący się krąg, a na drugi dzień koło ptaszarni pojawiła się okrągła dziura z równymi, dosłownie nadtopionymi krawędziami. W miesiąc później takie samo niepojęte zjawisko widzieli mieszkańcy innej wsi tego regionu – Biekietowki. Na drugi dzień w ogromną jamę omal nie wpadł z traktorem tamtejszy traktorzysta. Potem znaleziono jeszcze jedną taka jamę, ale nieco mniejszych rozmiarów.

Pokazują nam, że nie jesteśmy sami

Ufolodzy już dawno zwrócili uwagę na zbieżność tych dwóch fenomenów – agroformacji i dziur w ziemi. I jedne i drugie pojawiają się nocą, na polach, całkowicie bezdźwięcznie, zupełnie nieoczekiwanie dla okolicznych mieszkańców. I jedne i drugie mają związek z UFO, chociaż nie ma przekonywującego dowodu na to, że są one robione przez Latające Spodki, których in flagranti na tym nie przyłapano. Jednak jak dotąd nie znaleziono ludzi, którzy byliby w stanie wykonać coś podobnego. Sporządzenie agroznaku ze ździebeł zboża jest o wiele trudniejsze, niż się sądzi. Jeszcze trudniejsze do wykonania [a zatem ich sfałszowania – dop. tłum.] są anomalne jamy. Trzeba by je było kopać w nocy, czasami w bardzo twardym gruncie, poza tym sprzątnąć całą wykopaną ziemię – a do tego nie pozostawić żadnego śladu!

Najbardziej popularna wersja: Kosmici biorą próbki ziemskiego gruntu. No, ale skoro tak, to dlaczego Przybysze chcąc pokazać ten proces w jak najbardziej zagadkowym świetle, kopią po nocach i skrycie? Jeżeli Goście nie chcą „bałamucić” ziemskich Aborygenów, to trzeba w tej tajności pójść do samego końca: nie zostawiać w ziemi takich geometrycznie prawidłowych wykopów, a pozostawiać bardziej „zwyczajne” jamy – np. podobne do krateru po spadłym meteorycie. No i sam meteoryt też mogliby podrzucić dla niepoznaki. A najważniejsze – nie pobierać próbek na polach, gdzie ubytki można łatwo odkryć. Można by to było zrobić w bardziej odludnych miejscach, których nie brak na naszej planecie. Przecież Przybysze mogliby się tego domyśleć sami…

Tajemniczość, z jaką tworzy się te jamy, ich regularność od razu mówiąca, nie sugerująca, ale wprost mówiąca o tym, że jest to twór sztuczny, zbijają z pantałyku. Dlatego też wielu ufologów uważa, że te wszystkie agroznaki, doły i same UFO to nic innego, jak demonstracja siły jakiejś cywilizacji. Znaki przekazywane przez nią ludziom w ostatnich latach pojawiają się coraz częściej i najwidoczniej maja moralnie przygotować Ludzkość do prawdziwego Kontaktu, a jeszcze – jak uważają ezoterycy – przejściu Ludzkości do innego stanu fizycznego.

Nie wiemy także, jakie to jeszcze niespodzianki zgotuje nam ta tajemnicza siła w przyszłości. Należy być gotowym na nieoczekiwane zdarzenia, w tym włączając wmieszanie się Przybyszów wprost w tok życia Ludzkości, a nawet w biologiczny ustrój człowieka.

Moje trzy grosze

Oczywistym jest, że podobnie jak agroznaki, tajemnicze jamy w ziemi mogli wykonać Kosmici czy inne Istoty, które chciały przyciągnąć naszą uwagę swą obecnością na Ziemi. To jest poza wszelką dyskusją.

Osobiście jestem zdania, że jeżeli za pojawianiem się agroformacji i tajemniczych otworów w ziemi stoją Obcy (kimkolwiek Oni są) to mają Oni w tym jakiś swój cel. Kiedyś założyłem, że celem powstania agroformacji było zwrócenie naszej uwagi na Ich obecność, czy ważne wydarzenia w naszej historii – zakładając, że Oni są przybyszami spoza Czasu. Oczywiście to się Im udało, ale jak zwykle w takich przypadkach, pojawili się także w Polsce tzw. cropmakerzy, którzy zaczęli robić „konkurencyjne” agroznaki na naszych polach.

Była to ewidentna głupota, ale w sumie wyszło to nam na dobre, boż opracowano metody badania agroznaków i odróżniania prawdziwych od fałszywek. Jestem zdania, że z Ich strony doszło do eskalacji działań. Tok Ich rozumowania był taki: skoro Ziemianie podrabiają nasze agroznaki, to niech teraz spróbują czegoś trudniejszego… No i pojawiły się otwory i wykopy…

Dlaczego? To proste – takich regularnych wykopów czy dziur NIE DA SIĘ  podrobić przy pomocy dwóch sznurków i deski – jak agroznaki, czy w tym przypadku łopaty, i to w ciągu jednej nocy. Co więcej – tego nie da się zrobić nawet przy pomocy koparki, bo to natychmiast zwróciłoby czyjąś uwagę. Poza tym co z wydobytą ziemią? Trzeba ją wydobyć i gdzieś upłynnić, i to bez jakiegokolwiek śladu. Takiej mistyfikacji nie da się zrobić bez śladów, to jest po prostu i ewidentnie niemożliwe – chyba że jest to jakaś zmowa rolników pragnących medialnego rozgłosu i reklamy ich wioski. To też jest możliwe, ale czy wykonalne? Czy parowierszowa wzmianka w jakiejś gazecie – nawet ogólnokrajowej – która po miesiącu zostanie zapomniana, jest warta podjęcia takiego trudu? Chyba nie… Popatrzmy, co było z Wylatowem – Wylatowo stało się sławne w latach 2000-2004, potem o nim było w mediach coraz mniej. Sensacja spowszedniała, reklama się opatrzyła. Ciekawskich coraz mniej.  

Czyli co? Czyli był to kolejny test dla ludzi i ich pomysłowości i inteligencji? Była to zarazem i demonstracja możliwości Przybyszów? Oczywiście. I właśnie dlatego Oni ukazują nam swe możliwości tam, gdzie je najlepiej zobaczyć, I NIE DA SIĘ ICH UKRYĆ – na polach, które stanowią warunek sine qua non naszego istnienia. Zlikwidujmy nasze pola i długo nie pożyjemy, bowiem niemal cała żywność na tej planecie jest produkowana właśnie tam – na polach, a niewielka jej część we Wszechoceanie, który jest coraz bardziej pustoszony przez człowieka.

Czy jest to zatem jakieś ostrzeżenie pod naszym adresem?

Źródło – „Tajny XX wieka” nr 50/2011, ss. 24-25

Przekład z j. rosyjskiego i komentarz –
Robert K. Leśniakiewicz ©


[1] Miejsce wolne od lodu, przerębel.
[2] Jest to wieś, a nie departament, a znajduje się ona w departamencie Côte d’Or w Burgundii. 

piątek, 26 sierpnia 2011

Trawiasty AS w Kaliskim?



W dniu wczorajszym – 25.VIII – otrzymałem email od redakcji „Nieznanego Świata” z informacja na temat agrosymbolu znalezionego w trawie w Kaliskim. A oto treść tej info:

Witam,

Przesyłam ślady czegoś, fotki zrobiła córka, tel. kom. powstały wg opowiadań koleżanki w 33 tyg. właściciel zostawił z wrażenia nie wykoszoną łakę żeby ludzie mogli zobaczyc, a koleżanka się o tym dowiedziała w 34 tyg po powrocie z zagranicy i pojechałem z nią to zobaczyć. Jest to jakby świecznik kończy się przygniecionym kołem trawy, co widać na fotkach, trochę tego okręgu właściciel pewno przykosił kosiarką. Miejsce jest osłonięte laskiem i innymi drzewami, łączka ma wymiary ok. 100x 100m,a ślady są w prostokącie ok.5x15m. Podaję miejsce; Pietrzyków k/Kalisza między miejscowościami Opatówek i Koźminek mój tel. Xxxxxxxxx, Marek K.[1]

Ze zdjęć niewiele wynika, trudno powiedzieć, czy był to agrosymbol czy też przypadkowe legi trawy. A oto moja odpowiedź:

Witam Was,

- obejrzałem sobie te zdjęcia. Wyglądają one bardzo ciekawie, ale na podstawie samych zdjęć trudno powiedzieć, czy były one wygniecione przez zwierzęta czy zrobione w inny sposób: przy pomocy desek, stóp czy jakichś urządzeń technicznych. Osobiście nie spotkałem się z takimi agroformacjami, ale słyszałem o nich od wielu ludzi. Wykonano je podobnie jak agroznaki w zbożu, z tym że trawa podnosiła się szybciej niż źdźbła pszenicy czy żyta, co jest oczywiste, bowiem słoma jest bardzo podatna na trzy czynniki: nacisk, wilgotność i temperaturę - dzięki czemu można ją bardzo łatwo prasować i to do tego stopnia, że wygnieciona powierzchnia przypomina zwierciadło i odbija promienie słoneczne, które na nią padają. Tak więc BYĆ MOŻE jest to agrosymbol.

Waszą informację przekazuję do naszych Kolegów z IRG w Toruniu i Pana Adama Piekuta, którzy mogliby dokonać dokładniejszych oględzin tego agroznaku.

Dziękuję za sygnał i serdecznie pozdrawiam!

Robert K. Leśniakiewicz

I jak na razie sprawa ta jest w zawieszeniu.


[1] Imię, nazwisko i numer telefonu znane.