Powered By Blogger
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kosmonautyka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kosmonautyka. Pokaż wszystkie posty

środa, 17 stycznia 2024

I znów o „Czarnym Baronie”

 


Enigmatyczny obiekt w orbicie Ziemi: kosmiczny obserwator. Tajemnice starożytne. W rozległej przestrzeni Kosmosu, gdzie tajemnice wszechświata często przyćmiewają nasze zrozumienie, istnieje niebiańska zagadka, która zaintrygowała naukowców i zwolenników teorii spiskowych.

Swoisty obiekt, zauważony przez astronautów podczas misji promu kosmicznego w grudniu 1998 roku, nadal przeciwstawia się konwencjonalnemu wyjaśnieniu. W świecie pełnym sferycznych satelitów i statków kosmicznych, ten nieregularny cień w kosmosie sprawił, że obserwatorzy byli zdumieni. Ta kosmiczna anomalia po raz pierwszy weszła w świadomość publiczną, gdy załoga promu kosmicznego Endeavor, z misją budowy Międzynarodowej Stacji Kosmicznej, natknęła się na obiekt, który nie pasował do niczego. Jego ciemny kolor i niekonwencjonalny kształt natychmiast odróżniają go od oczekiwanych szczątków, które wypełnia kosmiczną pustkę. To było prawie tak, jakby obiekt ten został celowo zaprojektowany, aby płynnie wtopić się w atramentowe tło przestrzeni. Uchwycony na zdjęciach wykonanych przez astronautów, ten enigmatyczny obiekt wywołał burzę spekulacji. Niektórzy obserwatorzy, podsycani swoją fascynacją życiem pozaziemskim, szybko zrobili z tego obcy statek kosmiczny lub latający spodek. Jednak sama natura tej niebiańskiego przedmiotu przeciwstawiła się konwencjonalnej mądrości.

 

Dark Knight Satellite

 

Satelity, jak je znamy, zazwyczaj mają kuliste lub stworzone przez człowieka projekty. Przedmiotem, o którym mowa, stanowił jednak kłopotliwy zestaw dziwnych kątów i zakrzywionych krawędzi, które wydawały się wykraczać poza zakres inżynierii ludzkiej. Kiedy NASA w końcu rozważyła tę sprawę, zaoferowali bardziej prozaiczne wyjaśnienie. Według agencji kosmicznej ten tajemniczy obiekt był niczym więcej niż osłoną termiczną, która nieumyślnie wyłamała się od stacji kosmicznej podczas jej budowy. Podczas gdy to wyjaśnienie stanowiło proste rozwiązanie zagadki, wielu z nich pozostało sceptycznymi. W końcu, czy zwykła osłona termiczna może spowodować tak niezwykłą i kłopotliwą sylwetkę z kosmicznego płótna? Satelita Czarny Rycerz, termin, który stał się synonimem tej niewyjaśnionej obecności na orbicie Ziemi.[1]

Początki tej nazwy pozostają owiane tajemnicą. Pomimo szeroko zakrojonych badań, nikt nie był w stanie wskazać dokładnego momentu lub źródła terminu Czarny Rycerz. Jednak w 1954 roku wybitna amerykańska gazeta zawierała historię o znanym śledczym UFO o imieniu Donald Kehoe. Kehoe twierdził, że obiekt pozaziemskiego pochodzenia przemierza orbitę Ziemi, nie został stworzony przez ludzkie ręce. Satelita Czarny Rycerz pod wieloma względami ucieleśnia jedną z najtrwalszych kosmicznych tajemnic. Dominująca teoria sugeruje, że służy on jako cichy strażnik w przestrzeni, kosmiczny obserwator o nieznanym celu.

Ale jaki ten cel może być? Niektórzy sugerują, że może to być monitorowanie naszej planety, podobnie jak filmy dokumentalne o dzikiej przyrodzie przechwytują zwierzęta w ich naturalnych siedliskach, nieświadomych spojrzenia kamery. Jeśli Ziemia rzeczywiście jest pod obserwacją, to ten satelita może mieć za zadanie nagrywanie, zbieranie i przekazywanie informacji o nas z powrotem do obcej cywilizacji. Co ciekawe, nasze własne przedsięwzięcia kosmiczne oferują równoległą perspektywę. Gdy ludzie wysyłają misje do eksploracji Marsa i wysyłania sond do najdalszych zakątków naszego Układu Słonecznego, to my również angażujemy się w kosmiczną obserwację.

Czy w istocie nie naśladujemy działań hipotetycznej pozaziemskiej cywilizacji? Czy to możliwe, że w naszym dążeniu do zrozumienia Wszechświata, nieumyślnie naśladujemy zachowanie, w jakie spekulujemy, że istoty pozaziemskie mogą się zaangażować? Niektórzy naukowcy zaproponowali alternatywną strategię obserwacji kosmosu – taką, która polega na obserwowaniu Ziemi ze znacznie większej odległości. Odległe asteroidy, znane jako obiekty koordynalne, zapewniają dyskretny punkt widokowy. Te koorbitalne[2] obiekty przypominają satelity Ziemi, takie jak nasz Księżyc, ale są umieszczone znacznie dalej. Odkryto je zaledwie dwie dekady temu, a ich prawdziwa natura pozostaje przedmiotem badań. Z najbliższym obiektem koorbitalnym około 3 milionów mil od Ziemi, oferuje punkt widokowy, który jest zarówno odległy, jak i niepozorny, idealny do tajnej obserwacji.

W końcu zagadka satelity Czarnego Rycerza nadal trwa, jego prawdziwa natura i cel zasłonięty w kosmiczną niepewność. Chociaż nigdy nie możemy definitywnie rozwikłać tajemnicy tej niebiańskiej osobliwości, służy ona jako przypomnienie głębokich tajemnic, które przykuwają do nas z głębi Kosmosu, kwestionując nasze zrozumienie i rozpalając naszą wyobraźnię.

 

Oryginalne źródło: https://anciently.net/the-enigmatic-object-in-earths-orbit-a-cosmic-observer-18728/?fbclid=IwAR16MCp4ktDe39y2pvUCxAX2DMrgfRDWHIQLzuuAJESgiUia-uD_W54YuI0

Przekład z angielskiego - ©R.K.F. Sas - Leśniakiewicz



[1] W literaturze obiekt ten zwie się także Czarnym Baronem, Czarnym Księciem czy Ciemnym Rycerzem.

[2] Obiekt koorbitalny – ciało niebieskie, poruszające się wraz z drugim, znacznie masywniejszym ciałem, po orbicie synchronicznej wokół grawitacyjnie dominującego ciała w centrum układu.

czwartek, 23 listopada 2023

Kosmiczne UFO nad Słowacją?

 


Najpierw pociągi kosmiczne, teraz świecące czerwone kule na niebie: eksperci są przerażeni pochodzeniem tajemniczych zjawisk.

Do tajemniczych zjawisk, które ludzie mogą obserwować na niebie, dodano jasne czerwone kule. Dla każdego ten obraz rodziłby pytania. Ich pochodzenie Cię zaskoczy.

Czy Ty też zauważyłeś coś tajemniczego na niebie? Wyślij nam zdjęcia na adres tip@novycas.sk  lub WhatsApp 0918 620 001!

Wszechświat jest pełen niezbadanych tajemnic. Jednak za niektórymi tajemnicami nieba stoi tylko człowiek. Tak jest w przypadku pociągów kosmicznych, które regularnie mogą obserwować także ludzie ze Słowacji. Za ich pochodzenie odpowiedzialna jest firma Space X. Są to satelity Starlink, które mają zapewnić ludziom na Ziemi szybki zasięg Internetu. Kiedy firma wystrzeliwuje je w przestrzeń kosmiczną, tworzą gromadę przypominającą pociąg gwiezdny.

Czytelnik zaobserwował ciekawe zjawisko.

Widok nocnego nieba przestraszył wielu Słowaków: tajemnicze obiekty świetlne nie pozwalają im zasnąć! Nie pojawili się po raz pierwszy

Firma jest także winna innego tajemniczego zjawiska, które ostatnio regularnie obserwują astronomowie. Jest to świecące czerwone światło w kształcie kuli. Jak wyjaśniono na portalu Imeteo.sk, zjawisko to spowodowane jest spalaniem silników rakietowych Space X w jonosferze. Astronomowie w Teksasie obserwują czerwone kule, znane również jako zorza Space X, regularnie 2 do 5 razy w miesiącu. Kiedy się pojawią, są widoczne gołym okiem przez 10 minut.

Eksperci niepokoją się zjawiskami, za które odpowiedzialne jest społeczeństwo, ponieważ mogą one mieć wpływ na astronomię obserwacyjną. Okazuje się, że satelity zrujnowały obserwację naturalnego wszechświata, co powszechnie pokazują zdjęcia robione z Ziemi. Dodatkowo jednak część ekspertów Space.com ostrzega, że ​​satelity również mogą mieć niekorzystny wpływ na wykrywanie niebezpiecznych asteroid.

W kwietniu tego roku firma zadbała o jeszcze jedno ciekawe zjawisko. Była to jasna spirala, którą na niebie zaobserwowali mieszkańcy Alaski. Eksperci wyjaśnili wówczas, że rakiety Space X na dużych wysokościach wypuściły paliwo, które zamieniło się w kryształki lodu i utworzyło chmurę. Czasami ta chmura może wyglądać jak spirala. Dzięki odbiciu światła od kryształów spirala jest widoczna także dla ludzi.

 

Moje 3 grosze

 

Gdyby żył Mikołaj Kopernik, to z całą pewnością by rzekł: „Ziemię ruszyłem, Słońce wstrzymałem – tłoku w Kosmosie nie przewidziałem.” Tłok w Kosmosie jest signum temporis XXI wieku i w zasadzie był nie do uniknięcia. Coraz więcej zastosowań ma technika kosmiczna i teledetekcja, o łączności nie wspominając. To wszystko załatwiają nam satelity…

I jeszcze tak à propos spirali widzianych tu i ówdzie na niebie, to są one wynikiem prób rakietowych, a nie działań Obcych, o których od czasu do czasu się pisze… Nie jest tajemnicą, że coraz więcej państw należących do klubu kosmicznego wysyła swe pojazdy na orbitę wokółziemską, a że nie wszystkie się do tego nadają, to już ich sprawa…  

Źródło: „Novi Čas” - https://www.cas.sk/clanok/2869739/najskor-vesmirne-vlaciky-teraz-ziarive-cervene-gule-na-oblohe-odbornici-su-z-povodu-zahadnych-javov-zhrozeni/?fbclid=IwAR0rP8prf0GP9NcJhlJKX2zH5D6aUhl8jmAwUTj3cYFjvAJ9HqsXxF9D_14

Przekład ze słowackiego - ©R.K.F. Sas - Leśniakiewicz

piątek, 6 października 2023

Obiekt DD/RV/UOO(?) nad Jordanowem

 


W dniu dzisiejszym mieliśmy okazję zaobserwować ciekawe zjawisko na jordanowskim niebie, a mianowicie – przelot gwiazdopodobnego, świetlistego obiektu latającego. A cały incydent wyglądał następująco:

 

TYP INCYDENTU: DD/RV/UOO(?)

MIEJSCE: Jordanów, N 49°38’57” - E 019°49’48”, 490 m n.p.m.

DATA: 6.X.2023 r.

CZAS: 08:27 – 08:35 CEST

CZAS TRWANIA: 8 minut

ILOŚĆ OBIEKTÓW: 1

ŚWIADKOWIE: 1 + 1

ZDJĘCIA: nie zrobiono

PRAWDOPODOBNE WYJAŚNIENIE: Być może był to sztuczny satelita Ziemi, który miał duże anteny od których odbijały się promienie słoneczne. 

 

Warunki pogodowe były następujące:

 

TEMPERATURA POWIETRZA: +11°C

WILGOTNOŚĆ POWIETRZA: 71%

WIATR: z kierunku NW, słaby

CIŚNIENIE ATMOSFERYCZNE: 1025 hPa

ZACHMURZENIE: małe

WIDZIALNOŚĆ: doskonała

SMOG:  AQI 43 (mały)

OPIS INCYDENTU:

W dniu 6 października 2023 r. idąc ulicą Mickiewicza w Jordanowie, ujrzałem na niebie, na wysokości ok. 70° nad zachodnim horyzontem jaskrawy, gwiazdopodobny obiekt, bardzo powoli przemieszczający się z kierunku N-NW na S-SE. Obiekt ten od czasu do czasu rozbłyskiwał nieregularnie i przygasał niemal do granicy widzialności. W pierwszym odruchu sądziłem, że jest to jakiś samolot, ale po kilkuminutowej obserwacji zmieniłem zdanie. To „coś” poruszało się bardzo wolno, o wiele wolniej od samolotów pasażerskich przelatujących właśnie w tym czasie w okolicach Jordanowa. Obiekt ten poruszał się znacznie wyżej od ławicy Cirrostratusów, która także sunęła z północy ku południowi. O godzinie 08:34 obiekt przeleciał ok. 5° poniżej Księżyca w III kwadrze i po minucie znikł nam z pola widzenia.

Być może był to balon meteo czy zwiadowczy lecący na dużej wysokości – którą oceniliśmy na 20-30 km nad ziemią, którego jedna strona była pokryta srebrzystą barwą w celu ochrony przed przegrzaniem. To by tłumaczyło silny odblask na jego powierzchni. Obserwowaliśmy ten obiekt przez lornetkę 10 x, ale niewiele to dało. Obiekt był nadal niemal punktowym źródłem światła.  

Alternatywą mógłby być jakiś duży sztuczny satelita Ziemi z dużymi antenami i panelami baterii słonecznych. Być może widzieliśmy satelitę BlueWalker 3, który – wg. mediów:

 2 października 2023 Międzynarodowa Unia Astronomiczna ogłosiła, że BlueWalker 3 jest nowym najjaśniejszym obiektem na nocnym niebie. Przyćmił w ten sposób wszystkie gwiazdy, planety oraz Międzynarodową Stację Kosmiczną.

Być może na pierwszy rzut oka nie wydaje się to poważnym problemem, ale jednak naukowcy biją z jakiegoś powodu na alarm. Chodzi o zjawisko zanieczyszczenia świetlnego, które utrudnia prowadzenie obserwacji astronomicznych z powierzchni Ziemi. BlueWalker 3 jest tak jasny, że uniemożliwia zobaczenie części obiektów, stanowiących przedmiot zainteresowania badaczy.

Wraz z dalszą realizacją projektu i wysyłaniem kolejnych satelitów problem ten będzie się tylko pogłębiał. Tymczasem warto pamiętać, że projekt AST SpaceMobile to nie jedyna tego typu konstelacja, którą zobaczymy na nocnym niebie. Chociażby wspomniane wcześniej satelity Starlink, które są może znacznie mniejsze, a i tak stanowią poważne utrudnienie dla astronomów i astrofotografów.

Jest on wyposażony w ogromną antenę o powierzchni 64 m², a zatem dającej słonecznego „zajączka” widzialnego nawet w świetle dziennym. Niestety, ten „zajączek” powinien emitować flary – podobnie jak satelity Iridium. W opisywanym przypadku obiekt ten emitował światło nieregularnie, co mogło być spowodowane nieregularnością jego obrotu albo niespokojnymi ruchami górnych warstw atmosfery.

Jak na razie nie wiemy, co to było.   

wtorek, 12 maja 2020

Kolejna tajemnicza misja X-37B



US Space Forces przygotowują start zagadkowego, bezpilotowego rakietoplanu.

US Space Forces oznajmiły we środę (6 maja), że przygotowują swoją drugą z kolei misję. Miałaby się ona rozpocząć w dniu 16.V.2020 roku, a kluczową rolę będzie pełnił w niej bezpilotowy wahadłowiec Boeing X-37B. To ten sam, którego wystrzelono w kosmos w dniu 7.IX.2017 roku i przebywał na orbicie przez rekordowych 780 dni. Informacje o tym, co tam przez ten czas robił są ściśle tajne, która to okoliczność spowodowała powstanie wielu różnych teorii spiskowych.

Ale teraz jest inna sytuacja. Wedle portalu CNET, X-37B miałby dostarczyć na orbitę naukowego satelitę FalconSat-8, który jednak będzie prowadzić badania dla US Navy i NASA. Konkretnie chodzi o te dwa projekty badanie wpływu promieniowania kosmicznego na nasiona roślin – to dla NASA, i test narzędzi służących do przemiany promieniowania słonecznego na mikrofale – to dla Naval Research Laboratory.
- Będzie to pierwsza misja X-37B, w czasie której moduł serwisowy będzie służył do eksperymentów – powiedział Randy Walden, dyrektor Air Force Rapid Capabilities Office w czasie konferencji prasowej.

Tyle Czesi, a co o tym Amerykanie?

Wydział Air Force Rapid Capabilities Office we współpracy z Siłami Kosmicznymi USA jest gotowy do wysłania szóstej misji próbnego pojazdu orbitalnego (OTV-6) X-37B w dniu 16 maja, z kosmodromu na Cape Canaveral, FL. Departament Sił Powietrznych nadal przesuwa budowę tarczy aerodynamicznej dla X-37B i będzie się opierał na współpracy z partnerami do tego eksperymentu w czasie szóstej misji.
- W dzisiejszych czasach elektroniki systemy kosmiczne śledzą burze, lokalizują unieruchomionych kierowców, transakcje kartami kredytowymi ze znacznikiem czasu i monitorują przestrzeganie traktatów - powiedziała sekretarz sił powietrznych Barbara Barrett. - Demonstrując innowacyjność działu, ta misja X-37B obejmie więcej eksperymentów niż jakiekolwiek wcześniejsze misje. Ta premiera pokazuje także współpracę działu, która przesuwa granice dla systemów kosmicznych wielokrotnego użytku.  

Możliwość przetestowania nowych systemów w kosmosie i ściągnięcie ich na Ziemię jest unikalna dla programu X-37B i pozwala USA rozwinąć bardziej skuteczne i efektywne możliwości w kosmosie niezbędne do osiągnięcia przewagi w dominacji przestrzeni kosmicznej.
- Zespół X-37B nadal stanowi przykład takiego rodzaju wąskiego, elastycznego i przyszłościowego rozwoju technologii, którego potrzebujemy jako naród w dziedzinie opanowania przestrzeni kosmicznej - powiedział szef operacji kosmicznych US Space Forces, gen. John „Jay” Raymond. - Każdy start stanowi kamień milowy i postęp w zakresie tego, jak budujemy, testujemy i wdrażamy możliwości kosmiczne w szybki i elastyczny sposób.

Boeing X-37B pozostaje zasobem Departamentu Sił Powietrznych; jednak amerykańskie Siły Kosmiczne są odpowiedzialne za start, operacje na orbicie i lądowanie.
- Ten lot jest doskonałym przykładem zintegrowanych operacji między USAF, Siłami Kosmicznymi i partnerami rządowymi i przemysłowymi - powiedział szef sztabu sił powietrznych gen. David Goldfein. - X-37B nadal przełamuje bariery w rozwoju technologii pojazdów kosmicznych wielokrotnego użytku i jest znaczącą inwestycją w rozwój przyszłych zdolności kosmicznych.

Będzie to pierwsza misja X-37B, w której użyje się modułu serwisowego do wykonywania w nim eksperymentów. Moduł serwisowy jest przystawką na rufie pojazdu, która umożliwia przeniesienie dodatkowego eksperymentalnego ładunku na orbitę.
- Ta szósta misja jest wielkim krokiem programu X-37B – powiedział pan Randy Walden – dyrektor i oficer wykonawczy programu. – Będzie to pierwsza misja X-37B, w której użyje się modułu serwisowego do eksperymentów. Włączenie modułu serwisowego do tej misji umożliwia nam dalsze rozszerzanie możliwości statku kosmicznego i przeprowadzanie większej liczby eksperymentów niż w przypadku poprzednich misji.

Misja wyprowadzi na orbitę także FalconSat-8 – małego satelitę należącego do USAF Academy, a sponsorowany przez Air Force Research Laboratory, w celu przeprowadzenia kilku eksperymentów na orbicie. FalconSat-8 jest platformą edukacyjną, która wyniesie 5 eksperymentów dla USAFA. Na dodatek dwa eksperymenty NASA zostaną załączone do studiów nad promieniowaniem i innymi efektami radiacji na płytki materiałów i nasiona używane do produkcji żywności. I wreszcie US Naval Research Laboratory będzie przekształcał promieniowanie słoneczne w radiowe promieniowanie mikrofalowe, które będzie przekazywane na Ziemię.
- Niecierpliwie oczekujemy powrotu X-37B na orbitę i przeprowadzenia wielu eksperymentów na orbicie dla USAF i partnerów w tej misji – powiedział ppłk Jonathan Keen kierownik programu X-37B.

Program X-37B zakończył swą piątą misję w październiku 2019 roku, lądując po 780 dniach przebywania na orbicie, podwyższając ilość dni spędzonych na orbicie do 2865 dni, albo 7 lat i 10 miesięcy.



Moje 3 grosze

Oczywiście program badawczy NASA jest nastawiony na długotrwałe loty dalekodystansowe – już nawet nie do innych planet, ale poza granice Układu Słonecznego. To jest długofalowy projekt podboju i kolonizacji innych obiektów kosmicznych: planet, księżyców i sztucznych stacji badawczych na asteroidach…

Niepokoi zaś eksperyment z przetwarzaniem promieniowania słonecznego na mikrofale i przesyłanie ich na Ziemię. Niepokoi dlatego, że brzmi to jak reaganowskie groźby Gwiezdnych Wojen, w których mają być wykorzystane bronie ścieśnionej energii: lasery i wiązki promieniowania mikrofalowego, które z wysokości orbity mogłyby literalnie grillować siłę żywą nieprzyjaciela i niszczyć jego elektronikę. Jak widać Amerykanie nie wyrzekli się tych obłędnych planów i spirala zbrojeń w kosmosie rozkręca się nadal i bez przeszkód.


Jakby mało było nieszczęść na Ziemi… 


I jeszcze `a propos:

Testy rosyjskiego pocisku przeciwsatelitarnego? MSZ odpowiada na oskarżenia USA

Waszyngton, oskarżając Rosję o przeprowadzenie testów pocisku przeciwsatelitarnego, próbuje uzasadnić własne plany rozmieszczenia broni w kosmosie – powiedziała rzeczniczka rosyjskiego MSZ Maria Zacharowa.
Wcześniej dowódca Sił Kosmicznych USA John Raymond oskarżył Rosję o przetestowanie 15 kwietnia 2020 roku pocisku przeciwsatelitarnego bezpośredniego przechwytywania.
- Nie mogę zignorować wypowiedzi dowódcy sił kosmicznych USA Raymonda o rzekomym teście rosyjskiego pocisku przeciwsatelitarnego z bezpośrednim potencjałem przechwytywania na niskiej orbicie Ziemi 15 kwietnia. Najwyraźniej mamy do czynienia z ukierunkowaną kampanią zainicjowaną przez Waszyngton, zmierzającą do zdyskredytowania rosyjskich działań kosmicznych i naszej inicjatywy pokojowej, mającej na celu zapobieżenie wyścigowi zbrojeń w kosmosie - powiedziała Zacharowa.
Jak podkreśliła, takie antyrosyjskie ataki są niczym więcej niż, podejmowaną przez Stany Zjednoczone próbą odwrócenia uwagi społeczności międzynarodowej od realnych zagrożeń w kosmosie i uzasadnienia podejmowanych przez nie kroków, zmierzających do rozmieszczenia broni w kosmosie i zapewnienia dodatkowych funduszy na te cele.
Zacharowa dodała, że Moskwa jest gotowa omówić działalność w kosmosie z udziałem zainteresowanych resortów i organizacji z obu stron. A platformą do przeprowadzenia takiego dialogu mogłaby być grupa robocza ds. kosmosu. Rosja i USA uzgodniły jej utworzenia na spotkaniu w Genewie w połowie stycznia.

Wcześniej wiceminister spraw zagranicznych Rosji Siergiej Riabkow powiedział, że Moskwa i Waszyngton porozumiały się w sprawie utworzenia grupy roboczej ds. kosmosu, strona rosyjska czeka na odpowiedź USA na propozycję kontaktów.    

Opinie z KKK


Robert, przypominam Ci, że takie próby z bronią mikrofalową trwają już od kilku lat, że wspomnę tylko pękające żaby czy ropuchy w duńskim Løssby czy pękające termometry we włoskiej Aoście, o czym pisałem w jednym z moich opowiadań. W to można wliczyć także masowe padnięcia ptaków i zagadkową śmierć wielorybów i delfinów… (Daniel Laskowski


Źródła:

Przekład z czeskiego i angielskiego - ©R.K.F. Leśniakiewicz

sobota, 10 listopada 2018

Księżyc: sztuczne kratery poimpaktowe




Wiele statków kosmicznych uderzyło w powierzchnię Księżyca w czasie ostatnich kilku dekad eksploracji księżycowej. Te impakty mają dwie kategorie:
v krater impaktowy utworzony przez statek kosmiczny lecący pod dużym kątem na prostej trajektorii z Ziemi i…
v …krater impaktowy spowodowany przez obiekt schodzący z orbity wokółksiężycowej pod ostrym kątem w stosunku do powierzchni Księżyca.

W tym materiale rozpatrujemy kratery utworzone przez sondę księżycową Ranger i czwarty stopień Apollo 16 S-IVB.

Statek kosmiczny Ranger[1] miał masę ok. 370 kg, uderzył z prędkością ok. 2,62 km/s i utworzył krater o średnicy 14-15 m. Czwarty stopień statku kosmicznego Apollo 16 S-IVB miał masę ok. 14.000 kg i spadając z prędkością 2,62 km/s wybił krater o średnicy ok. 35 m.

Impakty te są stosunkowo unikalne a to ze względu na niską gęstość objętościową impaktorów: 28 i 700 kg/m³ biorąc pod uwagę stopień S-IVB i Ranger.[2] Kratery wybite przez impakty Rangerów są podobne do innych księżycowych „morskich” kraterów, w których proces wyrzutu materii był utrudniony przez leżące poniżej warstwy bazaltów. Kratery utworzone przez uderzenia stopni S-IVB miały nieco inny mechanizm interakcji z regolitem i bazaltem, niż w przypadku Rangerów. Wyrzuty materii i promienie związane z tymi kraterami są asymetryczne i wskazują, że pole przepływu wykopu zmieniało się z czasem i nie było symetryczne względem kierunku trajektorii.

Ostro widzące kamery ze statku kosmicznego NASA dostrzegły miejsce końcowego spoczynku części jednej z rakiet, które dostarczyły astronautów na Księżyc ponad 43 lata temu po tym, jak ten stopień rakiety spadł na powierzchnię Srebrnego Globu.

Należący do NASA Lunar Reconaissance Orbiter – LRO wreszcie znalazł krater utworzony przez impakt stopnia S-IVB z misji Apollo-16 z kwietnia 1972 roku – ogłosili urzędnicy z NASA w ub. miesiącu.


Ów astroblem, którego średnica wynosi 130 ft/40m znajduje się na Mare Insularum (Morze Wyspowe), ok. 160 mi/250 km na SW od krateru Kopernika – jednej z najbardziej widocznych i znacznych obiektów na tarczy Srebrnego Globu – oświadczyła ekipa sterująca LRO i LROC.[3]  

Miejsce to znajduje się na południu Mare Imbrium (Morze Deszczów), które jest najlepiej widoczne jako ciemny obszar na tarczy Księżyca w kwadrze. „Morze” to jest ciemną bazaltową równiną, którą utworzyły długotrwałe erupcje wulkaniczne.



Stopień S-IVB jest trzecim członem wielkiej rakiety Saturn V, która dostarczyła astronautów na Księżyc. Począwszy od misji Apollo-13 w 1970 roku, stopnie te były zrzucane na powierzchnię Księżyca. Wcześniejsze misje Apollo umieściły tam sejsmometry, co pozwoliło uczonym na bliższe zbadanie wnętrza naszego naturalnego satelity, w powierzchnię którego uderzały te człony.

Miejsca spadków stopni rakiet nośnych wyliczono na podstawie danych ze starych namiarów. LRO, który krążył wokół Księżyca od 2009 roku, odkrył miejsca, gdzie twardo lądowały S-IVB z wypraw Apollo-13, 14, 15 i 17. Ale nikt nie wiedział, gdzie spadł człon z misji Apollo-16, ponieważ kontakt z nim urwał się po chwili od odczepienia się od statku powrotnego. Jak teraz to ustalono, miejsce uderzenia Apollo-16 S-IVB znajduje się 19 mi/30 km od miejsca, które było przewidziane przez systemy śledzenia w tym określonym dniu.

Katery wybite przez S-IVB są o wiele płytsze niż dziury wybite przez komety czy asteroidy.
- Kratery te, które wybiły boostery są niezwykłe ze względu na to, że zostały uformowane przez pociski o bardzo małej gęstości lecące ze stosunkowo małą prędkością – 2,62 km/s czyli 5800 mph albo 9432 km/h – napisali ludzie z LROC.  – Taki booster jak S-IVB można porównać do pustej puszce po napojach uderzającej w powierzchnię Księżyca, jako metalową skorupę o bardzo małej masie (całe paliwo zostało zużyte na wysłanie astronautów na Księżyc i jego zbiorniki były puste). W chwili zderzenia, większość energii posła na zniszczenie boostera i dlatego stworzył on taki płytki krater.


Moje 3 grosze


Myślę, że idea poszukiwania sztucznych astroblemów na Księżycu ma sens, a to dlatego, że przy okazji będzie można znaleźć także ślady lądowania Obcych czy nawet – jak na tych obrazkach – ślady katastrof obcych statków kosmicznych. I to z zamierzchłych epok geologicznych!


Nieprawdopodobne? A jednak!

Księżyc liczy sobie jakieś 4 mld lat. O ile wierzyć astronomom i planetologom, nigdy nie miał on atmosfery, a zatem jej niszczące działanie możemy spokojnie odłożyć ad acta. Oczywiście w grę może wchodzić erozja próżniowa, ale jej postępy są minimalne, w statki kosmiczne buduje się z najodporniejszych materiałów, ergo ich wraki powinny przetrwać na powierzchni Srebrnego Globu całe eony… teraz należy poszukać właśnie czegoś takiego, jak sztuczne kratery poimpaktowe i voilà! – możemy znaleźć dowód na istnienie rozumnego życia pozaziemskiego… Coś à la Czarny Monolit z kultowej powieści Arthura A. Clarka. Tak już nawiasem, to metoda ta by się sprawdziła wszędzie tam, gdzie nie ma atmosfery i hydrosfery. 4 mld lat to szmat czasu i w czasie ich trwania na pewno przyleciał tu niejeden kosmolot z żywą czy mechaniczną załogą. Może jakiś uległ tu katastrofie? Może przybyła po niego misja ratownicza? Wszelkie działania tego rodzaju zostawiają ślady, które konserwuje próżnia… - tylko trzeba ich poszukać, a nasza technika już to umożliwia.



Powyższe nie tylko dotyczy wraków statków kosmicznych, dotyczy to wszelkich śladów obcego pobytu w Układzie Słonecznym. I jak sądzę, takich śladów będziemy poszukiwać. Oczywiście ultra-ortodoksyjni naukowcy w życiu nie przyznają się do tego, ale oni też będą ich szukali. Choćby po to, by temu zaprzeczyć… A zatem największe odkrycia są wciąż przed nami!                     

Źródła –
Przekład z angielskiego - ©R.K.F. Leśniakiewicz




[1] Niestety nie wiadomo, o którego Rangera chodzi. Misje Ranger 1-6 skończyły się niepowodzeniami. Misje Ranger 7-9 skończyły się twardym lądowaniem na powierzchni Księżyca: Ranger 7 spadł na Mare Cognitum (S 10°,35 – E 339°,42); Ranger 8 spadł na Mare Tranquilitatis (N 02°,67 – E 24°,65) zaś Ranger 9 spadł do krateru Alphonsus (S 12°,83 – E 357°53). 
[2] Dla porównania średnia gęstość Ziemi to 5500 kg/m³ zaś Księżyca 3300 kg/m³.
[3] Lunar Reconaissance Orbiter Camera – kamera fotograficzna LRO.

piątek, 12 października 2018

Oni mieli szczęście…


Załoga Sojuza MS-10: Aleksiej Owczynin i Nick Hauge

W dniu wczorajszym na kosmodromie Bajkonur w Kazachstanie, o godzinie 11:40 MSK/10:40 CEST doszło do startu rakiety ze statkiem kosmicznym Sojuz MS-10 z dwuosobową załogą: Aleksiej Owczynin i Nick Hauge (USA), którego miejscem przeznaczenia była stacja kosmiczna MSK/ISS. Wszystko szło ładnie i – jak to się mówi – pięknym porządkiem do 8. minuty po starcie. Wówczas doszło do awarii silnika i odpalenia kapsuły ratunkowej z kosmonautami. Rakieta eksplodowała, zaś kapsuła ratunkowa opadła na Ziemię w odległości ok. 25 km od Żezkazganu w Kazachstanie. Obu załogantom Sojuza nic się nie stało.

Start Sojuza MS-10 i kolewjne fazy lotu aż do oddzielenia sie kapsuły ratunkowej...



Lot Sojuza MS-10 do 8-mej minuty...


...i jego fragmentacja po eksplozji 

Jak dotąd jest to pierwszy tego rodzaju przypadek, że wskutek awarii rakiety nośnej nie doszło do śmierci astronautów! Zazwyczaj w takich przypadkach dochodziło do tragedii, że wspomnę choćby tragedię promu kosmicznego Challenger, który eksplodował zaraz po starcie z Cap Canaveral w dniu 28.I.1986 roku. Czy kosmonauci mieli fart? – zapewne. Ale w takim przypadku zadecydowała technika. I to ona ich uratowała. Dla mnie to jest kolejny ważny i wielki krok człowieka w Kosmos.     


Opinie z KKK

Tak, to był pewnego rodzaju cud, ale tylko dzięki geniuszowi techniki (Avicenna)

Dokładnie tak. Oczywiście u nas to jest nie do pojęcia, że coś takiego obchodzi się bez wsparcia np. JP2... (Daniel Laskowski)


Zdjęcia - Al Jazeera