Powered By Blogger
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą panspermia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą panspermia. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 27 lutego 2022

Dowiedziono istnienia panspermii

 


Iva Jelínková (SAVPJ)

 

W 2015 roku po świecie krążył niepozorny raport, który niespodziewanie popadł w zapomnienie bez należytej uwagi opinii publicznej. Badania przeprowadzone na Wydziale Biologii i Biotechnologii Uniwersytetu w Sheffield wykazały, że elementy biologiczne nie tylko mogą, ale także przemieszczają się w przestrzeni kosmicznej, najprawdopodobniej stając się nosicielami przyszłego życia. To dowód na kosmiczne pochodzenie biologicznych mikrometeorytów w stratosferze naszej planety.

Balon ze specjalnie przystosowanym próbnikiem do przechwytywania próbek ze stratosfery był wielokrotnie wypuszczany w stratosferę, w szczególności na wysokość od 23 do 27 km nad powierzchnią Ziemi. Został zmodyfikowany, aby wyeliminować pobieranie próbek pochodzących z Ziemi, a tym samym przechwytywać tylko próbki pochodzące z kosmosu.

Zebrane jednostki biologiczne (BE) mają niezwykłą morfologię i generalnie nie są reprezentatywne dla znanych organizmów lądowych. Analiza składu chemicznego (EDX) szerokiego zakresu BE pokazuje, że wszystkie BE zawierają tylko węgiel (C) i tlen (O), a nie cząstki nieorganiczne utworzone przez pierwiastki takie jak krzem (Si), wapń (Ca) i żelazo (Fe). Od początku naukowcy wierzyli, że to nie cząstki wejdą do stratosfery z Ziemi, ale że cząstki pochodzą z kosmosu. Istnieje jednak możliwość, że miały one prehistoryczne pochodzenie i powróciły na Ziemię po podróży kosmicznej. Z wyjątkiem pojedynczego fragmentu okrzemek, są to niezwykłe BE, których nie można zidentyfikować. BE są często kojarzone z kraterami uderzeniowymi spowodowanymi przez nieorganiczny pył kosmiczny z kosmosu. Niektóre BE również stworzyły kratery uderzeniowe do pobierania próbek węgla, co ponownie sugeruje, że przybywają na Ziemię z kosmosu. BE lub materia nieorganiczna, na której się znajdują, przekracza 5 µm (mikronów), co jest granicą wielkości, powyżej której cząstki z troposfery nie mogą zostać przetransportowane do stratosfery. Warto również zauważyć, że zebrano głównie pył stratosferyczny pochodzenia pozaziemskiego, więc jest mało prawdopodobne, aby zebrany BE pochodził z Ziemi.

Poniżej znajdują się zdjęcia niektórych z bardziej znanych próbek BE. We wszystkich przypadkach wyświetlane próbki przekraczają 5 µm i większość z nich jest skanowana za pomocą analizy EDX. Urządzenie do pobierania próbek pozyskało je podczas łącznie trzech lat balonowania w stratosferę (Wielka Brytania - Cheshire, West Yorkshire i Derbyshire w latach 2013-2015).

We wszystkich przypadkach próbki zostały zwrócone na Ziemię nieuszkodzone i całkowicie nienaruszone. Próbnik wraz z mechanizmem szuflady, który może być automatycznie otwierany i zamykany na wybranej wysokości, posiada również kamerę wideo, dzięki której otwarcie i zamknięcie szuflady na próbki może być wyświetlane, potwierdzane i rejestrowane. Urządzenie do pobierania próbek było chronione przed wypadaniem cząstek z samego balonu pokrywą. Przed uruchomieniem wnętrze szuflady zostało dokładnie oczyszczone, przedmuchane powietrzem i na koniec przemyte alkoholem. Skaningowy mikroskop elektronowy umieszczono wewnątrz szuflady, górną powierzchnią skierowaną na zewnątrz, tak że po otwarciu szuflady wszelkie cząstki w stratosferze, z którą się związały, można było później usunąć do badania pod skaningowym mikroskopem elektronowym. Warstwa ochronna na powierzchni została usunięta tuż przed uruchomieniem, aby zapobiec zanieczyszczeniu cząstkami biologicznymi. Po pobraniu aparat został przetransportowany do laboratorium i otwarty w warunkach uniemożliwiających narażenie na pył zanieczyszczający, a próbki w podobny sposób przeniesiono pod osłoną do skanera E/M.

Wcześniej wykonywano osobny lot kontrolny do stratosfery, gdy szuflada nie była otwierana, ale przestrzegano wszystkich innych procedur pobierania próbek. Nie znaleziono ciał stałych (za pomocą SEM), co wskazuje, że wylot pozostał szczelny i nie był wystawiony na działanie cząstek na poziomie gruntu lub w jego pobliżu na żadnej wysokości do stratosfery. Wyniki te pokazują również, że skrupulatne procedury stosowane w celu zapobiegania skażeniu na poziomie gruntu okazały się skuteczne i do takiego zanieczyszczenia nie doszło.

Jedna z najciekawszych BE (potocznie nazywana „cząsteczkami smoka”), którą wyizolowaliśmy ze stratosfery. Oczywiste jest, że zdjęcie nie pokazuje żadnej znanej ziemskiej struktury biologicznej.

Struktura przypominająca kolbę (która zapadła się podczas obróbki SEM) jest pokazana na rycinie 6 z wyraźną szyjką i czymś, co przypomina rzęski otaczające ujście szyjki macicy.










 Rysunek 7 przedstawia fragment okrzemki, który został wyizolowany w odległości 25-27 km od Ziemi. Ten obraz wywołał największą krytykę, że ten fragment okrzemek musiał zostać sprowadzony do stratosfery z Ziemi przez jakiś nieznany mechanizm, który jest w stanie przenosić do stratosfery cząstki większe niż 5 µm. Odpowiedzią na tę krytykę jest - jeśli taki mechanizm istnieje, dlaczego nie ma ziaren pyłku, zarodników grzybów lub cząstek trawy (lub innego łatwego do zidentyfikowania przykładu z Ziemi?)

Ryc. 8 przedstawia kulę, z której śluzowaty materiał wycieka po uderzeniu spowodowanym przez kulę uderzającą w pokrytą węglem część do pobierania próbek. Materiał śluzowy składa się tylko z C i O (węgla i tlenu), podobnie jak materiał włóknisty pod powierzchnią kuli. Powierzchnia kuli wykonana jest z tytanu (Ti) z niewielką domieszką wanadu (V). Naukowcy doszli do wniosku, że kula jest bogata w tytan i pokryta włóknami biologicznymi oraz zawiera śluzowaty materiał biologiczny. Ta liczba jest kluczowa, ponieważ wyraźnie pokazuje, że kula musi dotrzeć do stratosfery z dużą prędkością, z jaką zderzyła się z materiałem próbki, więc musiała wylecieć z kosmosu (w przeciwieństwie do „leniwie” poruszających się cząstek unoszonych z Ziemi dowód kosmicznego pochodzenia).

Jednostka biologiczna pokazana na ryc. 9 składa się tylko z C i O. Jest to złożona struktura biologiczna z wyraźnymi „spiralnymi” zarodnikami. Ta BE jest szczególnie ważna, ponieważ uderzenie spowodowało jej ekspozycję (straciło opakowanie, najprawdopodobniej zostało zamknięte w cząsteczce lodu).

Rycina 10 przedstawia niezwykłą, przypominającą pajęczynę jednostkę biologiczną wyizolowaną na wysokości między 23-25 ​​km (potocznie nazywaną cząstką duch). Powierzchnia pajęczyny jest wyraźnie pomarszczona, jakby wcześniej była poszerzona, co sugeruje że struktura ta jest zapadnięta podobnie do balonu, który mógł być wcześniej napompowany cieczą lub gazem, spekuluje się, że taki „balon” mógł być przymocowany do innej części ciała i funkcjonować jako urządzenie unoszące się na wodzie.

Biologiczna jednostka w kształcie dzwonu pokazana na rycinie 11 jest trudna do interpretacji.

Rysunek 12 przedstawia gwiazdową BE, która wydaje się składać z liści połączonych ze sobą komórek, przy czym liście mają średnicę zmniejszającą się w kierunku najwyższego punktu. Niektóre komórki w najwyższym punkcie są połączone jakby mostkami światłowodowymi. Stwierdzono, że ten BE zawiera niewielkie ilości sodu (Na). Jednak naukowcom nie udało się stworzyć podobnej struktury.

Wyniki wszystkich trzech udanych lotów próbkowania stratosfery wykazały, że w stratosferze występują niezwykłe BE. Z wyjątkiem fragmentu okrzemki znalezionego w pierwszym pobraniu, żadna z tych BE nie jest wyraźnie reprezentatywna dla znanego siedliska lądowego.

Na podstawie powyższego naukowcy są przekonani, że te biologiczne byty nie są przenoszone z Ziemi do stratosfery, ale przybywają na Ziemię z kosmosu.

Jednym z kluczowych ustaleń, które wspierają ten pogląd, jest brak pozostałości pyłku lub trawy na odcinkach pobierania próbek. Pyłki i szczątki trawy pokrywały poza tym całą zewnętrzną część pudełka do pobierania próbek (patrz rysunek 2 poniżej), ale żadnego nie znaleziono wewnątrz nienaruszonego pudełka po powrocie na ziemię na spadochronie.

Jednak według obecnych naukowców cząstki większe niż 5 µm nie mogą przejść przez tropopauzę do stratosfery.

Wreszcie naukowcy są przekonani, że dowody wskazują na rosnącą liczbę jednostek biologicznych izolowanych ze stratosfery, z których część została tutaj opisana, pochodzi z kosmosu, prawdopodobnie z komet.

 

Moje 3 grosze

 

A zatem nihil novi sub sole. Hipoteza Svante Arrheniusa znalazła swe potwierdzenie, a i wierzenia w to, że komety przynoszą zarazę – także! Zresztą to było wiadome od zawsze. Kometa na niebie wróżyła nieszczęścia, że wspomnę tylko to, co ongi pisał prof. Kacper Stanisław Ciekanowski w swym traktacie:

Kometa iest wapor, zimny y suchy, tłusty y lipki, mocą Gwiazd z Ziemię wyciągniony poza Sphaerę Ognia, tamże zapalony y bieg swoy wkoło Ziemię odprawuiący wraz z trzecią Powietrza Krainą. […] 

Osiem złośliwych efektów kometa przynosi, 

a to Wiatr, niepłodność, narody cne powietrzem kosi 

Powódź, wojny, ziemi straszne się trzęsienie 

Śmierć wodzów i bogatych, królestw w proch zniesienie. 

Za czym trzeba dobroci boskiej z nieba żebrać 

By raczyła gwiazd złości tu od nas odebrać. 

A przepuścić na karki krnąbrne otomańskie 

Na meczety, hardość i błędy pogańskie. […]

Osobliwie troiakiego rodzaju zwykł był się rodzić Kometa: to iest z Ogonem, kiedy materya exhallacyi wyciągnie się na długo y spuści się na dół, kiedy exhallacya w pośrzodku iest gęstsza, a w cirkumferencyei subtelnieysza. […]

Kometa znaczy śmierć Monarchów, Królów y Wodzów […] Kometa znaczy Powietrze znaczy Woynę. Komety wywieraią złość na Podmiesięczne rzeczy.

(Kasper Stanisław Ciekanowski - „Abryz Komety z astronomiczney y astrologiczney uwagi pod meridianem krakowskim od dnia 29 Grudnia roku 1680 aże do pierwszych dni Lutego 1681 wyrachowany”, Kraków 1682)

To „powietrze”to morowe powietrze czyli epi- i pandemie rozmaitych chorób zakaźnych. Dlaczego uważamy że nasi przodkowie byli głupsi od nas? Wszak prof. Ciekanowski opisał związek pojawiania się komet z różnymi nieszczęściami na Ziemi. Nie mogli wiedzieć o tym, że komety mogą być prawdziwymi siewcami życia w Układzie Słonecznym, bo nie mieli pojęcia o mikrobiologii. Ale słusznie zauważyli, że taki związek istnieje. Komety są siewcami życia ale i śmierci. Podejrzewam, że słynna pandemia grypy „hiszpanki” H1N1 z lat 1918-1919 ma być może związek z przelotem słynnej komety P1/Halley w 1910 roku, ale niekoniecznie. Być może inna kometa przelatująca przez Układ Słoneczny jest winna tej pandemii… Niestety I Wojna Światowa przeszkodziła obserwacjom astronomicznym przez pięć lat i trudno jest wskazać „winnego”.

Tak czy inaczej – panspermia jest faktem i musimy pogodzić się z myślą, że niektóre z plag w rodzaju grypy, lassy, eboli i innych infekcji wirusowych nie powstały na naszej planecie, ale spadły na nią z Kosmosu. A co będzie, jak w okolice Ziemi przypałęta się kometa spoza Układu Słonecznego i posieje swoimi mikrobami? Wszak znamy co najmniej dwa przypadki przelotu przez Układ Słoneczny kometopodobnych ciał niebieskich: 1I/’Oumuamua oraz 2I/Borisov. Co przyniosły nam one spoza Układu?  - tego dowiemy się za parę lat…

A nie zapominajmy, że istnieje również teoria o panspermii kierowanej, za którą stoją jakieś Obce Istoty, których powołaniem jest rozsiewanie życia wszędzie tam, gdzie jest ono możliwe i znajduje warunki do przetrwania i rozwoju. W jej świetle Kosmos wprost kipi życiem. I wcale to nie jest takie fajne, jak się nam to wydaje. Będziemy musieli nauczyć się leczyć i wytwarzać szczepionki przeciwko różnym plagom z Kosmosu, a to wcale nie będzie takie proste…  

 

Źródła:

·        https://www.researchgate.net/publication/274956493_Biological_Entities_Isolated_from_Two_Stratosphere_Launches-Continued_Evidence_for_a_Space_Origin

·        https://www.savpj.com/news/existence-panspermii-prokazana/?fbclid=IwAR2OsPv0FYxL2TzSlWh2o7LxOedEDfMnySmHFRSDiKeYfabV7gor9vjYCbM

Przekład z czeskiego - ©R.K.F. Leśniakiewicz

wtorek, 27 października 2020

Punkt Nemo i jego tajemnice (2)

 

Wyspa Pitcairn

Kosmiczny cmentarz…

 

Nie, to po prostu zrzutowisko dla zużytych, nieaktywnych satelitów i stacji kosmicznych. Uważam, że coś takiego ma większy sens, niż deorbitowanie ich w dowolnych miejscach na Ziemi, co mogłoby zagrozić ludziom spadkiem szczątków czy nawet radioaktywnym skażeniom, jak to miało miejsce w przypadku radzieckiego satelity RORSAT/Kosmos-954 w 1978 roku w Kanadzie.

 

Point Nemo, ziemski wodny cmentarz statków kosmicznych

 

„Punkt Nemo” to wodny cmentarz dla tytanowych zbiorników paliwa i innych kosmicznych śmieci

Jednym z miejsc, w których chiński kosmiczny kosmos Tiangong-1, skierowany na Ziemię i wymykający się spod kontroli, prawdopodobnie nie uderzy w niedzielę, jest opuszczonym miejscem na południowym Pacyfiku, w którym miał się rozbić.

Oficjalnie nazywany „oceanicznym punktem niedostępności”, ten wodny cmentarz tytanowych zbiorników paliwa i innych kosmicznych śmieci jest lepiej znany kosmicznym fanom jako Punkt Nemo, na cześć fikcyjnego kapitana łodzi podwodnej Juliusza Verne'a.

Point Nemo znajduje się dalej od lądu niż jakakolwiek inny punkt na świecie: 2688 kilometrów (około 1450 mil) od Wysp Pitcairn na północy, jednej z Wysp Wielkanocnych na północnym zachodzie i Wyspy Maher - części Antarktydy - na południu.

Punkt Nemo - cmentarzysko satelitów i stacji kosmicznych: 1 - Najbardziej odległe miejsce od stałego lądu. 2 - Niezbyt bogate życie w morzu. 3 - Nazwa pochodzi od kapitana Nemo, bohatera powieści Julisza Verne'a. 4 - MIR o masie 120 ton spadł tam w 2001 roku. 5 - ISS może tam skończyć swój lot w 2024 roku. 6 - Znajdują się tam szczątki ponad 260 satelitów, w większości rosyjskich. 

- Najbardziej atrakcyjną cechą kontrolowanej deorbitacji do Punktu Nemo jest to, że nikt tam nie mieszka - powiedział Stijn Lemmens, ekspert ds. Śmieci kosmicznych z Europejskiej Agencji Kosmicznej w Darmstadt w Niemczech.

- Przypadkowo jest również niezbyt zróżnicowany biologicznie. Dlatego wykorzystuje się go jako wysypisko - „kosmiczny cmentarz” byłby bardziej uprzejmym określeniem - głównie dla statków towarowych - powiedział AFP.

Powiedział także, że około 250 do 300 statków kosmicznych - które w większości spłonęły, gdy wyryły korytarz w ziemskiej atmosferze - zostało tam pochowanych.

Zdecydowanie największym obiektem, który spadł z nieba i rozbił się w Point Nemo w 2001 roku, było laboratorium kosmiczne MIR, które ważyło 120 ton.

- Jest obecnie rutynowo używany przez (rosyjskie) kapsuły Progress, które trafiają tam i z powrotem do Międzynarodowej Stacji Kosmicznej (ISS) - powiedział Lemmens.

Masywny, 420-tonowy ISS ma również spotkanie z przeznaczeniem w Punkcie Nemo w 2024 roku.

W przyszłości większość statków kosmicznych będzie „zaprojektowanych do zagłady” z materiałów, które topią się w niższych temperaturach, co znacznie zmniejsza prawdopodobieństwo ich ponownego wejścia na Ziemię i uderzenia w powierzchnię Ziemi.

Na przykład NASA i ESA przechodzą z tytanu na aluminium w produkcji zbiorników paliwa.

Chiny wystrzeliły Tiangong-1, pierwsze załogowe laboratorium kosmiczne, w Kosmos w 2011 roku. Miało to być kontrolowane, ale inżynierowie naziemni stracili kontrolę nad ośmiotonowym statkiem w marcu 2016 r. W marcu 2016 r. było jego zejście w kierunku ognistego końca.

Szanse, że ktokolwiek zostanie trafiony przez szczątki Tiangong-1, są znikomo małe, według ESA, mniej niż jeden na 12 bilionów.

Nawiasem mówiąc, „Nemo” oznacza „nikt” po łacinie.[1] 

 

I jeszcze jeden materiał na temat oceanicznego cmentarzyska statków kosmicznych. Pisze Harry Petit:

 

NASA ma „kosmiczny cmentarz” ukryty pod morzem, gdzie zakopane są setki martwych statków kosmicznych - i znajduje się w najdalszym miejscu od ludzkiej cywilizacji

 

GŁĘBOKO na południowym Pacyfiku znajduje się cmentarz setek upadłych statków kosmicznych.

Punkt Nemo, po łacinie „nikt”, jest głęboki na około 4000 metrów i dalej od lądu niż jakikolwiek inny punkt na Ziemi, co czyni go idealnym miejscem do rozbijania niedziałających rakiet i satelitów.

Co najmniej 260 statków kosmicznych - głównie rosyjskich - zostało tam spalonych przez NASA i inne agencje kosmiczne od czasu ich pierwszego użycia w 1971 roku.

Zdecydowanie największym było rosyjskie laboratorium kosmiczne MIR, 120-tonowa plątanina metalu, która spadła na Punkcie Nemo w 2001 roku. Uważa się, że Międzynarodowa Stacja Kosmiczna wyląduje tam około 2024 roku.

Miejsce to pomaga zapobiegać gromadzeniu się niebezpiecznych śmieci kosmicznych na orbicie, które mogą zderzyć się z przyszłymi satelitami i startami rakiet.

- Mniejsze satelity spłoną, ale kawałki większych przetrwają i dotrą do powierzchni Ziemi - napisał astronom dr David Whitehouse dla BBC. - Aby uniknąć katastrofy na zaludnionym obszarze, są one sprowadzane w pobliże punktu niedostępności oceanicznej.

Point Nemo znajduje się pomiędzy Australią, Ameryką Południową i Nową Zelandią w punkcie oddalonym o ponad 1600 mil od lądu

Nikt nie mieszka w pobliżu i nie ma tu dużo dzikiej przyrody, co czyni go idealnym wysypiskiem śmieci kosmicznych - głównie nieużywanych pojazdów towarowych.

Opuszczony region był wcześniej nazywany „kosmicznym cmentarzem” przez naukowca Europejskiej Agencji Kosmicznej Stijna Lemmensa.

Aby wylądować w Punkcie Nemo, inżynierowie muszą dokładnie określić czas opadania swoich pojazdów, aby uderzyły w wodę.

 

1 - Radziecka stacja kosmiczna Era MIR: długość - 19 m, masa 130 t, powrót - 2001 rok. 2 - Sześć japońskich statków transportowych: długość - 9,2 m; masa - 10,5 t; powrót - 2009, 2011, 2012, 2013, 2015 i 2016. 3 - Sześć rosyjskich stacji kosmicznych "Salut": długość - 20 m; masa - 18,6 t; powroty - 1971-1991. 4 - Ponad 140 rosyjskich statków transportowych o różnych wielkościach i masie; powroty od lat 70-tych do dziś dnia. 5 - Pięć pojazdów transportowych z ESA: długość - 9,8 m; masa - 10,5 t; powroty - 2008, 2011, 2012, 2013 i 2014 rok.   

Statki kosmiczne rozpadają się, gdy ponownie wchodzą w atmosferę, co oznacza, że ​​lądują jako tysiące małych kawałków na południowym Pacyfiku.

Według dr Holgera Kraga, szefa Biura Odpadów Kosmicznych Europejskiej Agencji Kosmicznej, pojazdy mogą rozprzestrzeniać się na obszarze o długości tysiąca mil.

Pojazdy rozpadają się na tysiące kawałków, zanim uderzą w wodę.  Na zdjęciu statek Europejskiej Agencji Kosmicznej Jules Verne podczas ponownego wejścia na pokład przed lądowaniem w Point Nemo w 2008 roku

Co jest pochowane w Point Nemo?

Lista statków kosmicznych, które wylądowały w Punkcie Nemo obejmuje:

·        Rakieta SpaceX

·        Pięć statków towarowych Europejskiej Agencji Kosmicznej, w tym zautomatyzowany pojazd transferowy Jules Verne

·        Sześć japońskich statków towarowych HTV

·        Ponad 140 rosyjskich jednostek zaopatrzeniowych

·        Sześć rosyjskich stacji kosmicznych Salut

·        Stacja kosmiczna MIR z czasów radzieckich

 

Deorbitacja statku zaopatrzeniowego w Punkcie Nemo

- Nie wiemy dokładnie, gdzie upadają, ponieważ jest to odległe miejsce - powiedział dr Krag w wywiadzie dla „Daily Mail”. - Jest może tylko dziesięć fragmentów, które przetrwały ponowne wejście, rozrzuconych na setki mil.

Statki kosmiczne deorbitowane na Nemo obejmują rakietę SpaceX, pięć statków towarowych Europejskiej Agencji Kosmicznej i sześć japońskich statków towarowych HTV.

 

MSK/ISS

Ponad 140 rosyjskich pojazdów zaopatrzeniowych również spotkało swój los na odległych wodach Nemo.

 Uważa się, że Międzynarodowa Stacja Kosmiczna ISS spadnie na wody Nemo w 2024 roku.[2] 

 

I tyle byłoby mądrości objawionych w mediach. Jest jeszcze ciekawy film na ten temat pt. „Ciekawostki ze świata: kto zamieszkuje głębię oceanu”[3]  w którym rzucono hipotezę na temat słynnego dźwięku „bloop”, który mógł być spowodowany przez cielący się lodowiec, albo… nieznane nauce kryptydy w rodzaju supergłowonogów (najinteligentniejszych mieszkańców Wszechoceanu) czy Mozazaurów albo Megalodonów – przybyszów z Przeszłości naszej planety. I to wcale nie jest takie niemożliwe. Chociaż w tym rejonie Wszechoceanu mamy zimny Dryf Wiatrów Zachodnich, to przydenne warstwy wody są ogrzewane przez gorące źródła podmorskiego ryftu na granicy dwóch płyt tektonicznych: Antarktycznej i Pacyficznej. Mechanizm ten został ukazany w powieści Steve Autena pt. „Meg”, w której gigantyczny rekin Megalodon żył sobie wygodnie ukryty pod termokliną w Rowie Mariańskim.

I jeszcze jeden aspekt, prawie na czasie – mimowolnej panspermii. Mimowolnej w odróżnieniu od normalnej i kierowanej. O ile ludzie boją się tego, co groźne i wielkie, ja obawiam się czegoś jeszcze gorszego – przybyszów z mikroświata. Jak już tutaj powiedziano – w rejon Punktu Nemo wpadają szczątki statków kosmicznych, i to już od 1971 roku. Czy nie jest niemożliwe, że wraz z nimi spadają do ziemskiej atmosfery jakieś mikroorganizmy czy spory jakichś istot wyższego rzędu, które napotkawszy sprzyjające warunki mogą się rozwinąć w głębinach Pacyfiku? Może nawet są to organizmy zabrane z Ziemi i zmutowane na stacji kosmicznej w rodzaju MIR-a. A tak à propos tego ostatniego, to na jego pokładzie za panelami ściennymi kabin i kokpitu znaleziono doskonale prosperujące kolonie mikroorganizmów – bakterii i grzybów, które przystosowały się do warunków panujących na stacji kosmicznej, w tym promieniowania i zerowej grawitacji. No bo kto wie, czy właśnie te wszystkie groźne wirusy: grypy, SARS, COVID-19, birds- i swine flu nie zostały zawleczone z Kosmosu i rozwleczone po całej Ziemi przez wiatry i prądy morskie? Wszak istnieje związek pomiędzy pojawieniami się komet a epi- i pandemiami różnych chorób, które dziesiątkowały ludność świata od zarania Ludzkości i nie bez kozery ludzie obawiali się ogoniastych gwiazd, co atoli jest już inną sprawą.     

czwartek, 26 marca 2020

Kamień Hypatia




W Egipcie znaleziono zagadkowy kamień, który nie pochodzi ani z Ziemi ani z Układu Słonecznego.

Na południowym-wschodzie Egiptu uczeni odkryli na skraju pustyni kamień, który zawiera mieszaninę mikroelementów, jakich nie znaleziono w innych meteorytach, ani nigdzie indziej w Układzie Słonecznym. Eksperci z Uniwersytetu Johannesburg (RPA), którzy zrobili jego analizy doszli do wniosku, że jest on starszy od naszego Słońca.  

Nazwano go Hypatia, na cześć staroegipskiej filozofki Hypatii, która żyła w Aleksandrii i tamże została zamordowana przez fanatycznych chrześcijan podburzonych przez biskupa Cyryla. Kamień ów zawiera także diamenty. Uczeni twierdzą zatem, że powstał on w chłodnym regionie Kosmosu. Odznacza się minimalną ilością krzemu, czym odróżnia się od innych pozaziemskich obiektów, które z biegiem czasu spadły na naszą planetę.

Uczeni wskazywali także na obecność wielkiej ilości związków chemicznych węgla, jako na fakt godny uwagi. Te związki chemiczne, tzw. policykliczne węglowodory aromatyczne[1] były głównym składnikiem międzygwiezdnych mgławic, które istniały o wiele wcześniej niż nasz Układ Słoneczny.

To i jeszcze wiele innych godnych uwagi odkryć w Kamieniu Hypatia dowodzi, że składa się on z materiałów, które istniały już wcześniej, nim się zrodziło nasze Słońce i miliardy innych gwiazd.

W związku z tym kamieniem jest jeszcze coś niewyjaśnionego. Nikt nie jest w stanie powiedzieć, jak dostał się on na naszą Ziemię, wydaje się, że Ktoś go do nas wysłał. To pozostaje wielką zagadką.

W Wikipedii pod hasłem Hypatia stone czytamy co następuje:

Hypatia jest małym kamieniem, o którym niektórzy sądzą, że jest fragmentem jądra kometarnego, chociaż przeciwstawia się fizycznie akceptowalnym modelom hiperszybkiego przetwarzania materii organicznej. Hypatia została odkryta w grudniu 1996 roku przez Aly A. Bakarata na N 25°20’ i E 025°30’ wprost w pobliżu ciemnego, szklisto-popielnego materiału, który jest porównywalny do formy Szkliwa Pustyni Libijskiej.[2]




Badania dokonane przez naukowców z RPA – Jana Kramersa i Georgy Belyanina z Uniwersytetu Johannesburg wskazują na to, że Hypatia zawiera mikroskopijne diamenty. Z powodu obecności kilku anomalnych rozkładów izotopowych nieznanych we wcześniejszym związku, niektórzy uważają, że materiał Hypatii jest oczywiście pochodzenia pozaziemskiego, chociaż zwolennicy odrzucają znaczące zanieczyszczenie ziemią w czasie impaktu i przejścia przez atmosferę. Dalsze spekulacje z porównawczych podsumowań statystycznych potwierdzają, że Hypatia jest reliktowym fragmentem hipotetycznego ciała meteorytowego, o którym przypuszczano, że wytworzył chemicznie odmienne libijskie szkło pustynne. Jeśli to skojarzenie się utrzyma, to Hypatia mogła spaść na Ziemię około 28 milionów lat temu. Jej niezwykła chemia skłoniła do dalszych spekulacji, że Hypatia mogła poprzedzać tworzenie się Układu Słonecznego.

W 2018 roku, Georgy Belyanin z Uniwersytetu Johannesburg i jego koledzy znaleźli w nim składniki zawierające poli-aromatyczne węglowodory i węglik krzemu (SiC) związane z uprzednio nieznanym fosforkiem niklu (Ni3P, Ni5P2, Ni12P5, NiP2, Ni5P4, NiP, NiP3). Inne obserwacje potwierdzające pozaziemskie pochodzenie dla próbek Hypatii obejmują stosunki krzemu do węgla nieporównywalne ze średnimi ziemskimi lub tymi z dużych planet, takich jak Mars lub Wenus. Niektóre próbki pyłu międzygwiezdnego pokrywają się z rozkładami Hypatii, chociaż chemia elementarna Hypatii również pokrywa się z niektórymi rozkładami naziemnymi.


Moje 3 grosze


Wbrew pozorom nie ma co uważać tego za jakąś wielką sensację. No bo po pierwsze - skoro Kosmos istnieje 13-14 mld lat, to siłą rzeczy na Ziemię powinien spadać materiał z wcześniejszych faz rozwojowych Universum. To jest oczywiste.

Po drugie – takie odłamki materii meteorytowej powinny znajdować się na Ziemi i innych planetach, bowiem Słońce wraz z nimi okrąża jądro Galaktyki, a zatem w ciągu 4 mld lat istnienia Układu Słonecznego takiej materii powinno się zgromadzić znacznie więcej.

Po trzecie – jak dowiodły tego wydarzenia z ostatnich lat, materia spoza Układu Słonecznego dostaje się w perymetr jego oddziaływania grawitacyjnego i co za tym idzie spadać na planety i Słońce lub przelatywać przez Układ Słoneczny i lecieć dalej w Kosmos. Kto wie, czy właśnie w ten sposób nie są roznoszone na nich zarodki życia w Kosmosie? Nie zdziwiłbym się, gdyby na kometach czy asteroidach odkryto wirusy czy cyjanobakterie…

A zatem jak uważam, tak właśnie być powinno! Panspermia zwykła i kierowana, przepływ materii pomiędzy układami planetarnymi różnych gwiazd ma swe uzasadnienie i Hypatia jest na to dowodem.  


Opinie z KKK


Robert, oni znaleziska amatorów mają głęboko w d... Zachłystują się wyłącznie swoimi, a i pokazać trzeba, że za coś bierze się kasę. Ja znalazłem już ze 20 lat temu coś takiego, zrobiłem własnym sumptem analizy i wyszło to samo co w ich kamieniu ale moim zupełnie nie potrafiłem kogokolwiek zainteresować. To jest swego rodzaju mafia. (Avicenna)


Robert! Na pewno warto. (Robert Zabielny)


Źródła:
·        Wikipedia
Przekład z czeskiego i angielskiego - ©R.K.F. Leśniakiewicz



[1] Złożone z pierścieni benzenowych – C6H6.
[2] Szkło pustynne, szkliwo libijskie, szkliwo pustyni libijskiej, ang. Libyan Desert Glass (LDG) lub Szkło Edeowie – w 1932 r. zostało znalezione na obszarze Pustyni Libijskiej o promieniu prawie 100 km oraz w południowej Australii zielonożółte fragmenty zeszklonej krzemionki.(Wikipedia)