Powered By Blogger
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pociągi-widma. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pociągi-widma. Pokaż wszystkie posty

sobota, 23 listopada 2024

Prezentacja naszej nowej książki

 


W dniu wczorajszym (22.XI) w Sali Widowiskowej jordanowskiego MOK miała miejsce prezentacja najnowszej książki trzech autorów: Stanisława Bednarza, dr. Miloša Jesenský’ego i Roberta Leśniakiewicza pt. „Pociągi widma i widma w pociągach”.



Autorzy wraz z moderatorem dyskusji panem Zbigniewem Godyniem

Książkę tą napisaliśmy mając w pamięci niesamowitą prozę polskiego – niesłusznie zapomnianego autora Stefana Grabińskiego, którego ongi nazywano polskim Edgarem Allanem Poë czy Howardem P. Lovecraftem, a to ze względu na wyjątkowo mroczny klimat jego opowiadań i powieści grozy. Szczególnie opowiadania z tomu „Demon ruchu” tchną grozą, a ich akcja toczy się na kolei. I właśnie do tego nawiązuje nasza książka, z tym że przedstawiamy tam już to historie autentyczne, już to legendy miejskie z widmami, duchami, upiorami, wilkołakami, UFO oraz Kosmitami w roli głównej.  


Okładki wydań amerykańskich

Publiczność dopisała pomimo paskudnej, zimowej pogody. Dyskusja była ciekawa i wszyscy znakomicie się bawili. Przy okazji dowiedzieliśmy się o jeszcze innych przypadkach spotkań z istotami z tej i nie z tej Ziemi… Może zamieścimy je w drugim wydaniu? Nadmieniam, że ta książka miała dwa wydania w USA, które ukazały się nakładem wydawnictwa Royal Hawaiian Press na Hawajach, a poza tym wywołała pewien rezonans u naszych południowych sąsiadów, którzy też zainteresowali się jej tematyką…  

Zob. także: https://www.powiatsuski24.pl/wydarzenia/jordanow/pociagi-widma-w-jordanowskim-centrum-kultury/77j 

wtorek, 14 marca 2023

Pociągi-widma, widma w pociągach (10)

 


Zaginiony pociąg 


Pociąg wjechał do tunelu i już nie wyjechał. Gdzie się podział? Tego nie potrafił nikt wyjaśnić…

Przedsiębiorstwo kolejowe podstawiło jak na owe czasy bardzo nowoczesny pociąg. Jakież to było zdumienie, kiedy pociąg wjechał do tunelu i już z niego nigdy nie wyjechał. Ta zagadka nie została wyjaśniona do dziś dnia, jednakże istnieje kilkanaście teorii, które jednak są sprzeczne z rozumem… 

Stało się to latem 1911 roku i było to uroczyste wydarzenie. Przedsiębiorstwo kolejowe Zanetti zaprezentowało swój bardzo nowoczesny pociąg z potężną lokomotywą, za którym podążały trzy luksusowe wagony. Pociąg miał bardzo wygodne siedzenia, duże okna zachęcające do oglądania, słowem wszystko co powinien mieć pociąg zapraszający na przejażdżkę. I rzeczywiście była to jazda pełna wrażeń. Ale nie do końca w dobrym tego słowa znaczeniu.

14 lipca tego roku miał odbyć się pierwszy przejazd, obejmujący trasę między Rzymem a Mediolanem. Goście, wśród których były znane osobistości włoskiego show-biznesu i wysokiej rangi oficjele, degustowali przysmaki przygotowane na pokładzie. Na dodatek mieli muzykę na żywo. To była nie tyle przejażdżka pociągiem, co bardziej program rozrywkowy, podczas którego poruszało się między dwoma wspomnianymi miastami. W tym czasie na pokładzie znajdowało się łącznie 106 osób.

Pomiędzy regionem Emilia-Romania a Lombardią znajduje się tunel o długości około kilometra, przez który musiał przejechać pociąg jadący tą linią. I na to właśnie czekał ten nowoczesny pojazd firmy Zanetti. Kilku mieszkańców przyszło zobaczyć, jak pociąg wjeżdża do tunelu, którzy byli bardzo zainteresowani i nie chcieli przegapić okazji, aby zobaczyć pociąg w całej jego okazałości na własne oczy.

Pociąg wjechał do tunelu z całą elegancją i przy głośnych okrzykach gapiów. Jednak taki aplauz nie wybuchł po drugiej stronie tunelu. Niestety tłum czekający na przeciwległym końcu tunelu na przyjazd pociągu miał pecha. Pociąg nie wyjechał z tunelu. Widzowie po pewnym czasie uznali to za dziwne, więc niektórzy z nich postanowili zajrzeć bezpośrednio do tunelu, aby dowiedzieć się, co stało się z pociągiem i dlaczego nadal nie przyjechał. Ale w całym tunelu nie znaleźli żadnego pociągu. Po prostu zniknął. Było tylko dwóch bardzo zdezorientowanych pasażerów siedzących na torach i nie mówiących ani słowa. Dopiero po dwóch dniach opowiedzieli, co im się przydarzyło w pociągu. Opowiedzieli historię o dziwnym szumie, który usłyszeli przed wejściem do tunelu. Że otoczył ich biały dym, a pasażerowie pociągu zaczęli krzyczeć. Bali się, że pociąg się pali. Otworzyli więc drzwi jednego z wagonów i razem wyskoczyli.

Włoska spółka kolejowa próbowała zamieść incydent pod dywan. I tak się praktycznie stało. Przez kolejne lata incydent popadł w zapomnienie bez wyjaśnienia. Tunel zyskał złą sławę i został trwale zamknięty w 1915 roku oraz zniszczony przez bombę podczas I wojny światowej.

Od czasu do czasu pojawiały się opowieści o tym pięknym pociągu, który od czasu do czasu widywano na starych stacjach lub opuszczonych torach na całym świecie, często w miejscach, w których doszło do tragedii. Widziano go także w Czarnobylu tuż przed wybuchem w elektrowni atomowej. (???)

Ale to wszystko tylko przypuszczenia i twierdzenia osób, które nie były w stanie przedstawić żadnych dowodów na to, że faktycznie widziały pociąg. Skupmy się na faktach. W średniowiecznych kronikach znalezionych w mieście Modena jest mowa o rydwanie, z którego wydobywały się kłęby dymu. Miał się składać z trzech części, jakby wagonów, w których siedzieli ludzie ze strzyżonymi i ogolonymi głowami i twarzami, jakich wówczas nie widziano, a wszyscy ubrani na czarno.

W 1992 roku Wasilij Leszczaty, członek Akademii Nauk Ukrainy i przewodniczący Komisji ds. Zjawisk Paranormalnych, odkrył dokument pochodzący ze stolicy Meksyku. Był to tekst napisany przez miejscowego psychologa.

W treści dokumentu stwierdzono, że w latach czterdziestych XX wieku w jego klinice hospitalizowano 104 obywateli Włoch, którzy wykazywali oznaki dezorientacji i powtarzali, że dotarli do tego miejsca, miasta Meksyk, pociągiem, jadąc z Rzymu do Mediolanu. Psycholog zdiagnozował wtedy przypadek masowej histerii. Co stało się później z hospitalizowanymi pacjentami, nikt nie wie, gdyż była to jedyna ich metryka.

Czy to możliwe, że to właśnie ta grupa pasażerów z pociągu firmy Zanetti odjechała w 1911 roku? Jeśli rzeczywiście jest w tym ziarno prawdy, to przejście przez tunel oznaczało, że pasażerowie musieli przenieść się nie tylko w przestrzeni, ale także w czasie. Czy coś takiego jest w ogóle możliwe?

Opracowano na podstawie informacji o zniknięciu pociągu firmy Zanetti w źródłach włoskich.

Źródło: https://medium.seznam.cz/clanek/traveler-vlak-vjel-do-tunelu-a-uz-z-nej-nevyjel-kam-se-podel-to-nedokazal-nikdo-nikdy-vysvetlit-4078?fbclid=IwAR2EC6YC6wUg_D19ysB6k7DjMZphVVhd_Dh2awLTJZ5H4KkkegWAsDCgWmE&timeline--pageItem=4659

Przekład z czeskiego - ©Robert Leśniakiewicz

niedziela, 4 grudnia 2022

Pociągi-widma i widma w pociągach (9)

 


Eva Soukupová

 

Spontaniczna podróż w Czasie

 

Przypadek spontanicznego przemieszczenia się w czasie: w pociągu pojawił się powóz z XVIII wieku!

Dziwaczna historia zarejestrowana w Anglii w 1912 roku opisuje niezwykły przypadek spontanicznej i z pewnością niechcianej podróży w Czasie. Tajemniczy pasażer - człowiek z przeszłości - nagle pojawił się i zniknął w pociągu jadącym do Londynu.

Na szczęście dla bohatera jego mimowolna podróż w Czasie trwa tylko przez krótki czas, ale wciąż jest głęboko przerażony tym doświadczeniem. Co jest zrozumiałe, bo biedny woźnica z XVIII wieku został spontanicznie i bez najmniejszego ostrzeżenia przeniesiony w przyszłość odległą o prawie dwa wieki.

 

Dziwny pasażer

 

Rutynowa podróż pociągiem z Londynu okazała się niesamowitym przeżyciem dla kilku pasażerów, którzy wsiedli do pociągu jadącego do Glasgow w Szkocji w 1912 roku. Nagle w jednym z wagonów pojawił się starszy mężczyzna, który już przyciągał uwagę.

Nie tylko dlatego, że był staromodnie ubrany, a jego ubrania bardziej przypominały XVIII-wieczne ubrania, ale także z powodu jego wyrazu twarzy. Jego wykrzywiona twarz wyrażała czyste przerażenie. "Gdzie ja jestem? Gdzie ja jestem? - wymamrotał nieznany mężczyzna.


Kilku pasażerów przypuszczało, że może to być osoba z jakąś formą dysfunkcji poznawczych.

Być może z otępieniem lub chorobą Alzheimera, co nie jest takie rzadkie u osób starszych i od czasu do czasu tacy chorzy gubią się i idą w nieznane, gdzie potem błąkają się zdezorientowani, mimo że są niemal nieustannie pilnowani przez swoje rodziny.

Czy tak może być? Mężczyzna w pociągu wydaje się naprawdę zdezorientowany i nie ma najmniejszego pojęcia, gdzie jest ani co tu robi.

- Jestem Pimp Drake, stangret z Chatham. Gdzie ja się znalazłem? - powtarza.

 

Jazda piekielną maszyną

 

Czujni pasażerowie próbują choć trochę uspokoić wzburzonego mężczyznę, podczas gdy inni szukają konduktora. A kiedy wraca z nim, mężczyzny nie ma już w pociągu. Zniknął równie nagle i dziwnie, jak się pojawił.

Na siedzeniu, na którym go posadzili, pozostał tylko bicz i rękawiczki, które trzymał w dłoni.

Etnografowie, czyli znawcy folkloru i zwyczajów poszczególnych kultur, skupiający się na obszarze Wielkiej Brytanii, na którym doszło do zdarzenia, potwierdzają następnie, że zarówno bat, jak i rękawiczki mają prawie 200 lat, a w miejscach, gdzie pociąg przejeżdżał, kiedy pojawił się ten człowiek, rzeczywiście istnieje osada o nazwie Chatham.


A kiedy badacze podążają tym tropem, okazuje się, że człowiek o imieniu Pimp Drake rzeczywiście się tu urodził i nawet lokalna kronika wspomina o nim, opisując jego niezwykłe przeżycie.

- Pimp Drake ujrzał diabelski rydwan buchający ogniem i dymem, który nagle go pochłonął, a później wyrzucił. Te słowa z pewnością opisują pociąg, w którym znalazł się woźnica. Czy zapis potwierdza, że ​​200 lat temu miało miejsce spontaniczne przesunięcie czasu?

 

Moje 3 grosze

 

Kolejna relacja mówiąca o tym, że na szlakach kolejowych dzieją się dziwne rzeczy z rodzaju „pociągi widma – widma w pociągach”. To był właśnie przykład na relację z rodzaju „widma w pociągach”. Wierzę w to, bowiem sam przeżyłem kilka przygód tego rodzaju.

Jak wiadomo, zdarzenia takie mają miejsce wszędzie tam, dokąd sięgają żelazne szlaki kolei po których krążą pociągi wożące ludzi i towary. Pisałem już o tym na tym blogu, więc nie będę się powtarzał. Jak widać istnieje pewien rodzaj zaburzeń czasoprzestrzennych, który generuje takie dziwne zjawiska. Czy jest to uwarunkowane ułożeniem na ziemi sieci szyn, które otwierają jakieś portale do innych wymiarów Czasu, czy może ma to związek z ruchem po szynach, przemieszczaniem się mas i efektami relatywistycznymi? Wprawdzie te ostatnie występują przy prędkościach >0,5 c, ale nie jest powiedziane, że jest tak do końca… Wszak UFO poruszają się z mniejszymi prędkościami czy wręcz stoją w powietrzu czy na ziemi i pozostawiają po sobie ślady przesunięć w Czasie. Pociąg to czasami ogromna masa jadąca z prędkością 100 i więcej km/h i tak na dobrą sprawę nikt nie badał tego, czy ta przesuwająca się po szynach masa nie generuje np. fal grawitacyjnych? To tylko taki pierwszy lepszy przykład tego, jakiego rodzaju zjawiska możemy spotkać (nie mówię spotykamy, mówię możemy spotkać) na żelaznych szlakach…

 

Źródło - https://enigmaplus.cz/pripad-spontanniho-propadu-v-case-ve-vlaku-se-objevil-koci-z-18-stoleti/?fbclid=IwAR1GiYOTuc-gG0g75TTWwUCa-fuk1pvNsEjddtA29ZjzbZE0GaYIi3wLZCY

Przekład z czeskiego - ©R.K.F. Sas - Leśniakiewicz

niedziela, 7 czerwca 2015

Pociąg-widmo w pętli czasu



Nikołaj Walentinow


Według najbardziej wiarygodnej wersji zagłady pancernika Noworosyjsk uważa się eksplozje dwóch min pozostałych na akwenie zatoki po wojnie. Liczba ofiar tej katastrofy – 617 ludzi, w tym ratowników z dwóch okrętów eskadry.

Pociągi-widma. Jeżdżą one bez jakiegokolwiek rozkładu jazdy, pojawiają się znikąd i znikają w drodze do nikąd… Dokąd? Jedni mówią, że do świata równoległego, inni – w pętlę czasu, trzeci zaś – wprost do Piekieł. Ale tego nie wie nikt. Te pociągi nie stają na stacjach, nie zabierają pasażerów. A jeżeli komuś uda się wskoczyć na schodki przejeżdżającego obok peronu wagonu – ten zniknie bez śladu wraz z pociągiem-widmem…


Mgła w tunelu


W dniu 14.VI.1911 roku, rzymska kompania kolejowa i firma Sanetti prowadziły kampanię reklamową pokazując nowy typ spacerowego pociągu. Polegała ona na bezpłatnym przejeździe dla ludzi z establishmentu, ludzi znanych i bogatych. I tak z rzymskiego dworca kolejowego odjechał trzywagonowy zestaw. Znajdowało się w nim 100 pasażerów i 6 członków obsługi. Wycieczkowiczom postanowiono pokazać miejscowe atrakcje. Osobliwą z nich był superdługi jak na owe czasy, bo kilometrowej długości tunel, przebity w skałach Lombardii. Publiczność bawiła się doskonale, piła gratisowego szampana, dzieliła się wrażeniami…  

Przed tym szczytem myśli inżynieryjnej pociąg przyhamował, wyrzucił kłęby czarnego dymu i wjechał w tunel – i… znikł bez śladu.

A i owszem, dwóch pasażerów poczuwszy się źle postanowiło wyskoczyć z niego w ostatniej chwili. Jeden z nich signor Sadgino opisał dokładnie szczegóły jego zniknięcia w „Corriere di Roma”:
Usłyszałem naraz jakiś niezwykły huk. Za czarnym dymem z parowozu pojawił się znikąd mlecznobiały tuman mgły, który wypełzł z paszczy tunelu. Owa mgła dosłownie okryła i owinęła się wokół parowozu, a potem pokryła pierwszy wagon. To mnie przeraziło. Wyskoczyłem z wagonu i padłem na ziemię, kiedy pociąg był jeszcze w ruchu. Zauważyłem kątem oka, że wraz ze mną wyskoczył jeszcze jeden pasażer. Obaj uderzyliśmy w ziemię, a co było dalej – nie pamiętam.

Dokładne zbadanie i wizja lokalna w tunelu niczego nie dały: nie znaleziono żadnych śladów, które byłyby w stanie podać jakieś wyjaśnienie zniknięcia pociągu. Wydarzenie to nabrało szerokiego rozgłosu. Przerażeni Rzymianie unikali podróży tą linią kolejową, a sam tunel, na zbudowanie którego przeznaczono niemało środków, przyszło zamurować. W czasie II Wojny Światowej wpadła tam ciężka bomba lotnicza i obruszyła strop, co definitywnie zamknęło dostęp do tunelu.

[Cała ta sprawa dokładnie przypomina jedno z opowiadań grozy Stefana Grabińskiego – „Ślepy tor”, w którym także dochodzi do zniknięcia pociągów z pasażerami gdzieś na ślepych torach w międzywojennej Polsce. Autor podaje mistyczne wyjaśnienie tego fenomenu, według którego zniknięcia pociągów powoduje opuszczenie i złowroga magia ślepych, porzuconych torów i bezruch na nich… - przyp. tłum.]


Diabelski pojazd


We włoskiej średniowiecznej kronice, prowadzonej w jednym z klasztorów w Modenie, mówi się o dziwnym, fantastycznym wydarzeniu. Pewnego razu do ścian klasztoru powoli podjechał ogromny żelazny pojazd. Przypominał on owalny powóz z kominem i za nim ciągnęły się jeszcze trzy mniejsze. Na dodatek z komina walił w górę dziwnie ciemny, czarny dym. Straszny to był widok – nie inaczej, jak to był jakiś diabelski powóz! W klasztorze wybuchła panika, mnisi ukryli się w kościele i zaczęli odprawiać modły odganiające wroga rodzaju ludzkiego. A w tym samym czasie, z koszmarnego pojazdu wyszli dwaj wysłannicy diabła – mężczyźni z gładko ogolonymi twarzami, ubrani w czarne, jakby przykrótkie ubrania. Oni próbowali dostać się do klasztoru, ale mocne antaby na drzwiach i modlitwy do Maryi Panny nie pozwoliły na takie świętokradztwo i zbezczeszczenie świętego miejsca.

Kronika ta uchowała się w miejscowości Casta Sole, w unikalnej kolekcji dawnych rękopisów, zebranych przez wiele pokoleń rodu… Sadgino. A dzisiejszy jej właściciel jak raz był potomkiem jednego z pasażerów, którzy wyskoczyli z feralnego pociągu. I naraz go oświeciło, a cóż jeśli ten „diabelski pojazd”, opisany w kronice był niczym innym, jak zagubionym w Czasie pociągiem Sanetti? Signor Sadgino chciał dokładnie zaznajomić się ze średniowiecznym tekstem, ale niestety było to niemożliwe: rękopis został stracony bezpowrotnie w czasie silnego trzęsienia ziemi, które miało miejsce w rejonie Messyny, na chwilę przed kłopotami, w które wpadł ten Włoch. Nie jest wykluczone, że znikniecie tego pociągu nie jest związane z następstwami tego trzęsienia ziemi.


Włosi w meksykańskiej „psychuszce”


Lekarz-psychiatra Jose Saxino, mieszkający w Meksyku w latach 40. XIX wieku, prowadził dokładne notatki lekarskie ze swej praktyki. A oto jedna z jego notatek:  
Do miejskiej przychodni przywieziono 104 osoby. Diagnoza – masowe zamroczenie umysłu, a na dodatek – jednakowe u wszystkich! Arcyrzadkie zjawisko! Pacjenci zachowywali się nieadekwatnie, nie rozumiejąc, kiedy zwracano się do nich. Ale to szybko się wyjaśniło, że to nie byli Meksykanie, ani Hiszpanie. Okazało się, że to Włosi! Niewiarygodna sprawa, bo żaden z tych Włochów nie znajdował się na liście pasażerów jakiejkolwiek kompanii żeglugowej. Sprawdziłem. Ale najdziwniejsze było to, że wszystkie 104 osoby twierdziły, że do Meksyku przybyło… pociągiem! I to nie byle skąd, ale z samego Rzymu! Nasi miejscowi głupcy zaczęli twierdzić, że to znak od Boga – posłańcy z Wiecznego Miasta. Ale przecież to niemożliwe – pociągi nie jeżdżą po wodzie! 

Dalsze losy pasażerów tego zagadkowego pociągu nie są znane. Czy przez całą resztę życia trzymano ich w psychiatryku. Najprawdopodobniej pozostali oni w Meksyku i założyli tam rodziny. A co im pozostało: przecież nie mogli wrócić do swoich czasów pół wieku do przodu!


Przekleństwo Czarnego Księcia


Dnia 29.X.1955 roku, zwrotniczy Pietr Grigoriewicz Ustimienko dyżurujący na rozjeździe w okolicy Bałakławy ujrzał jadący w jego kierunku niezapowiedziany pociąg, jadący na dodatek tam, gdzie nie było szyn. A oto, co opowiedział on pisarzowi Nikołajowi Czerkaszinowi:
Przecieram oczy, pomyślałem i zdziwiłem się – przecież pociągi nie mogą jechać poza torami – a on jedzie: parowóz i trzy wagony pasażerskie, a wszystkie jakieś nie nasze, jakoś wyglądające na przedwojenne, a może i jeszcze wcześniejsze. Jedzie on bez świateł od strony góry Gasfortu – czysty pociąg-widmo! I naraz słyszę, jak zwrotnica się przestawiła. Zdążyłem tylko opuścić szlabany. No moja sprawa maleńka – odpowiadam za przejazd – u mnie wszystko w porządku, a resztą niech się zajmują mądrzejsi ode mnie.

I tego samego dnia na redzie portu wojennego w Sewastopolu eksplodował pancernik Noworosyjsk. Jak są powiązane te dwa wydarzenia?

W XIX wieku pod górą Gasfort znajdował się cmentarz, gdzie pochowano włoskich żołnierzy, którzy zginęli przy szturmie Sewastopola w czasie Wojny Krymskiej. Potem przez cmentarz przeprowadzono linię kolejową od Bałakławy, ale po rewolucji w 1917 roku została rozebrana ze względu na nierentowność. Znaczy się pociąg-widmo jechał po widmowych szynach, które kiedyś tam istniały realnie. W maju 1955 roku, na włoskim cmentarzu została barbarzyńsko i bezmyślnie wysadzona w powietrze przepiękna kaplica, a dusze poległych, przerażone eksplozją, pozostały bez niebieskiego wsparcia. Czy to nie po nie przyjechał tajemniczy pociąg?

Wysadzony w powietrze pancernik Noworosyjsk był włoskim okrętem noszącym dumne imię Giulio Cesare, który w 1948 roku został przekazany Radzieckiej Marynarce Wojennej jako reperacja. Ale Valerio Borghese – 
[a właściwie kmdr-por. Junio Valerio Scipione Ghezzo Marcantonio Maria dei principi Borghese – dowódca legendarnej formacji ludzi-żab (X Flotylli MAS) z Supermariny – przyp. tłum.]
– znany pod pseudonimem Principe NeroCzarny Książę – po wojnie został wierny Mussoliniemu i jego poglądom. Zorganizował on partię Czarny Porządek i rzucił on przekleństwo, że żaden włoski okręt nie zostanie rosyjskim.

Byłoby trudno obwinić go o zatopienie Nowosybirska, bowiem Borghese  od 10 lat był w odstawce. Ale… to on był tym drugim pasażerem, który wyskoczył z wagonu fatalnego pociągu przed tunelem! I takie niezwykłe  przeplecenie się losów nie może być prostym przypadkiem. Przekleństwo Czarnego Księcia splotło się z męką strwożonych wysadzeniem ich kaplicy, dusz i – w rezultacie – zatopieniem pancernika.

[Należy tutaj wspomnieć, że rzeczona tragedia pociągnęła za sobą śmierć 611 radzieckich marynarzy, którzy zginęli głównie wskutek niedbałej i spóźnionej akcji ratowniczej. W ogóle to wypadek ten przypomina inną tragedię pancernika Imperatrica Marija, który wydarzył się w dniu 7.X.1916 roku niemal w tym samym miejscu, a której powodem była eksplozja komory amunicyjnej. Zginęło wtedy 398 rosyjskich marynarzy – uwaga tłum.]

Okręt liniowy Noworosyjsk ex Giulio Cesare


Maszyna Czasu


Sieć dróg żelaznych to najbardziej rozległy twór zbudowany przez Ludzkość na całej naszej planecie. Metalowa sieć pokrywająca niemal wszystkie kontynenty bezsprzecznie wpływa na pole geofizyczne Ziemi – a co za tym idzie także na jej chronalne (czasowe) procesy, tzn. na bieg Czasu. Drogi żelazne to są swoiste maszyny, które przenoszą ludzi nie tylko w przestrzeni, ale także w Czasie. Są to ogromne, najbardziej przedłużone zderzacze, wstęgi Möbiusa, na których można wpaść z jednej Rzeczywistości w inną, z jednego Czasu do innego.

Potężne trzęsienie ziemi z epicentrum w rejonie Messyny, które miało miejsce nieco przed zniknięciem pociągu w Rzymie, spowodowało nie tylko powstanie pęknięć i szczelin w skalnym podłożu – ale także w chronalnym polu. „Dziura w Czasie” skoncentrowała się nad górskim tunelem i mogła przenieść pociąg z naszej zwyczajnej trójwymiarowej przestrzeni do czterowymiarowej, gdzie Czas (chronalne pole) pomimo swego trwania, przybiera nową charakterystykę – głębię. Dlatego właśnie ów pechowy zestaw wypadł ze swego wektorowego Czasu, zaczął się swobodnie przemieszczać w Przyszłość jak i w Przeszłość, ale jego ruch był ograniczony zasięgiem linii kolejowych. Oznacza to, ze mógł się on pojawić tylko tam, gdzie kiedyś leżały lub jeszcze leżą szyny, albo tam, gdzie je położą w Przyszłości.

[Zastanawiające jest to, jak taki pociąg-widmo daje sobie radę ze zmianą rozstawu szyn z torów europejskich (1435 mm) na tory w Rosji (1520 mm) czy Półwyspie Iberyjskim (1668 mm). Czyżby miał do dyspozycji jakąś widmową stację z możliwością dokonania tej zmiany??? – uwaga tłum.]

Tak zatem pod Bałakławą pociąg-widmo jechał po torach z 1855 roku, które położyły wojska angielskie, zaś do Meksyku mógł on zajechać po magistrali, która zostanie położona dopiero w XXI wieku, łącząca Azję z Ameryką wielką drogą żelazną przez Czukotkę i Alaskę. Zabłądziwszy w polu chronalnym, pociąg-widmo usiłuje wrócić do Rzymu strasząc swoim pojawianiem się dyżurnych ruchu na wszystkich stacjach wszystkich krajów. 


Moje pytanie:

Czy to właśnie nad strukturą Czasu pracują teraz w CERN?

…i odpowiedź:

Po pierwsze, podanie nazwy CERN jedynie w tytule w ramach jednozdaniowej hipotezy nie przedstawionej w artykule jest moim zdaniem nad wyrost. Gdyby o tym porozmawiać głębiej to i owszem, nawet bardzo chętnie, jednak nie tak daleko skaczą nawet siedmiomilowe buty. (Mea culpa, jeśli i moje wywody przyprawiają o podobny szpagat, ale zazwyczaj staram się ujmować myśli wzdłuż osnowy tematyki bądź tendencji, a nawet czasem jedynie nastroju). CERN zatem odstawiam na boczny tor...
Samych zdarzeń z pociągiem i tak zwanych zbiegów okoliczności nie będę podważał, wszak brak dowodu to nie dowód braku, a osobiście nie mam tu poglądów, by stać się apologetą. Co mnie za to mocno uderzyło, to ostatnie linie pod tytułem Maszyna Czasu.
Drugie primo zatem: ów rozdział to zbiór tez czy propozycji rozumienia naszkicowanego wyżej tematu, więc tryb oznajmujący jest rażącym zagraniem w stylu New Age. Primum non nocere - trzeba bardzo uważać.
Niech mi będzie wolno wypunktować zaczerpnięte nie wiadomo skąd tezy, które niejeden czytelnik odbierze bardzo impresyjnie i uzna za własne, zapewne na zasadzie uznania czyjejś mądrości jako wyższej.
1. Szyny/sieć kolejowa zaburza pole geofizyczne (pojedynczy atom generalnie też, ale bez przesady);
2. pole czasowe jest zaburzane przez sieć klejową (robi się arcyciekawie...);
3. sieć kolejowa to maszyna (tu strzał w dziesiątkę), która przenosi ludzi w czasie (chyba nie jest tu mowa o dylatacji, ale o jakimś magicznym działaniu);
4. sieć kolejowa to zderzacz (hadronów?);
5. sieć kolejowa to sieć wstęg Mobiusa (powoli boli mnie brzuch, głowa zaczęła wcześniej);
6. dzięki sieciom kolejowym można przenosić się do różnych rzeczywistości(tak - socjo-kulturalno-geofizycznych), do innych czasów (nie sposób zaprzeczyć, jeśli dać koniom wyobraźni wodze);
7. trzęsienie ziemi spowodowało powstanie rozpadliny w czasie (jako hipoteza - atrakcyjne);
8. w kwestii podziału rzeczywistości na wymiary istnieje jeszcze niezgoda, ale jeśli nasze 3D ma czas bez głębi(?), a 4D ma czas z głębią, to co to w ogóle ma się do tematu przenoszenia w czasie za pomocą kolei? Nie przedstawiono niczego konkretnego, niczego logicznie uzasadnialnego - czyste dywagacje okraszone filozoficznym płaszczem wyemancypowanych słów, które figlują w tym artykule jak najęte. Brak przedstawienia szkieletu mechaniki działań (czyżby wspomnienie wstęg Mobiusa coś miało wyjaśnić, coś uzasadnić?)
Poza tym, i to jest najważniejsze w tym punkcie, nasze 3D jest opisywane jako statyczne ukształtowanie 'warstwa' po 'warstwie' w skali Plancka, w którym to środowisku zmiana 'płaszczyzn' 3D daje wrażenie 4D, i tak naprawdę żyjemy w 4D!!! Pop-kultura uczy niedokładnie mówiąc o 3D, stąd wnioskuję, iż pierwotny autor zwyczajnie pofolgował sobie w konstruowaniu wniosków, co okrasił robiącym wrażenie słownictwem, dorabiając tym samym filozofię do faktów.
9. nie przeszkadza podróżującym w czasie pociągom brak odpowiedniego rozstawu torów, nawet brak szyn, ale zaraz... im to przeszkadza, bowiem są jednak ograniczone 'chronalnym' występowaniem torów jako torów w ogóle (teraz odczuwam sensacje w brzuchu).

Nikolaju, Nikolaju, pewnieś dobry człowiek, lecz nie pisz już na haju! 
(Smok Ogniotrwały)


Tekst i ilustracje – „Tajny XX wieka” nr 45/2014, ss. 20-21

Przekład z j. rosyjskiego – Robert K. Leśniakiewicz ©                 

sobota, 7 lipca 2012

BAM: Legendy „budowy stulecia” (1)

 Schemat systemu Kolei Transsyberyjskiej - kolorem zielonym oznaczono BAM 
Mapa ZSRR z 1986 roku na której nie ma zaznaczonej BAM. Relief terenu wskazuje na skalę tego przedsięwzięcie i stopień trudności przy budowaniu tego szlaku kolejowego. No i pracując w takim terenie i w takich surowych warunkach pogodowych można spodziewać się każdego niezwykłego zjawiska...


Siergiej Kożuszko



Od Bajkału do Amuru położymy magistralę kolejową – te słowa popularnej w latach 70. masowej pieśni radzieckiej były znane każdemu obywatelowi ZSRR. Za czasów Gorbaczowa, pod naciskiem cenzury A. Makarewicz zmienił tekst pieśni „Rozmowa w pociągu” („Rozgowor w pojezdie”), po linijce Wagonowe spory – to ostatnia sprawa było kiedy więcej nie było czego pić – zastąpiono na: i kaszy na nich nie ugotujesz



BAM na kościach



Wiosną 1972 roku zaczęło się kopanie pierwszych kilometrów i przygotowanie pod budowę słynnej Bajkalsko-Amurskiej Magistrali Kolejowej – BAM, którą od dwóch lat obwołano czołową budową Komsomołu. Tysiące romantyków-ochotników przybyło ze wszystkich stron naszego ogromnego kraju do Wschodniej Syberii, aby stać się współuczestnikiem tego gigantycznego projektu.



A jednak mało kto wiedział, że już 40 lat wcześniej miała miejsce próba budowy BAM i tylko Wielka Wojna Ojczyźniana[1] pokrzyżowały plany rządu radzieckiego.



Jeszcze w 1926 roku pododdziały Wojsk Kolejowych RKKA[2] zaczęły prowadzić rozpoznanie topograficzne przyszłej trasy BAM – niezwykle ważnej w planie strategicznym arterii transportowej, bowiem istniało realne zagrożenie ze strony szybko militaryzującej się Japonii. Zaś po upływie sześciu lat wyszło postanowienie Rady Komisarzy Ludowych ZSRR, zgodnie z którym budowę tej drogi żelaznej powierzono Wydziałowi Specjalnemu OGPU.[3] Jesienią 1938 roku został powołany do życia Bamłag, w skład którego weszło sześć podobozów. I tak w surowych warunkach klimatycznych, bez specjalnego wyposażenia i środków technicznych, specjalny kontyngent zaczął „budowę stulecia”.



Wszystkie wątpliwe „przyjemności” tego miejsca przyszło dobrze poznać marszałkowi Związku Radzieckiego Konstantemu Rokossowskiemu, filozofowi P. Fłorieńskiemu, pisarzowi J. Dąbrowskiemu, ierejowi[4] Ukraińskiej Cerkwi Prawosławnej A. Usienkowi i tysiącom innych „zeków”, z których wielu zakończyło swoją ziemską drogę na niewielkim odcinku magistrali pomiędzy wsiami Bam i Tynda.



Jeden z ekstrasensów z Komsomolska na Amurze Jurij Wasilewicz Paramonow, który w latach 1972-1973 pracował na najstarszych odcinkach BAM pomiędzy stacjami Bam i Tajszet (kiedyś zbudowanych przez łagierników, ale w 1942 roku rozebranych) wspomina, jak bardzo ciężką była aura tych miejsc, spowodowaną przez śmierć tysięcy niewolników-budowniczych. Młodemu jeszcze wtedy człowiekowi wydawało się, że widzi postacie ludzkie, że krzyczy sama ziemia przesycona potem i krwią „zeków”. J. Paramonow uważa, że mnogie legendy o widmach, duchach i innych zjawiskach pokazujących się na wielkiej budowie wcale nie były wymysłem skorej do żartów młodzieży budującej BAM.



Pociąg-widmo



Jedną z najbardziej znanych i rozpowszechnionych bajek wśród budowniczych BAM w latach 70. była legenda o pociągu-widmo. Opowiadają o nim także miejscowi Buriaci, którzy nieraz widzieli parowóz mknący po przesiekach i zmarzłych bagnach, i to wszystko bez jednego dźwięku. Najstarsi mieszkańcy tajgi ze wsi położonych w pobliżu magistrali wspominali historię, jak to w 1940 roku więźniowie z łagru nr 23/5, pracujący na odcinku pomiędzy Kiczerą a Janczukanem, wzniecili bunt i uciekli porywając parowóz z trzema wagonami, którym zamierzali uciekać na północny-wschód, by ukryć się w lasach Jakucji. Kierownictwo Bamłagu do walki ze zbiegami rzuciło lotnictwo, które zbombardowało pociąg i tory kolejowe. Jednakże już w dwa lata później, kiedy zrezygnowano z budowy i łagry opustoszały, tajemniczy pociąg-widmo zaczął pokazywać się w tych krajach. No i uszkodzona kolejka wąskotorowa mistycznym sposobem okazała się działającą, o czym się przekonali naocznie ludzie z brygady Dymitra Zareczniewa w 1973 roku. Ku zdumieniu budowniczych, linia wąskotorówki zagubiona w tajdze znajdowała się w doskonałym stanie: drewniane podkłady były świeżo nasycone pachnącym ostro kreozotem. Ani szyny ani śruby nie były pokryte rdzą, poza tym szyny były odpolerowane od góry, jakby po nich codziennie przejeżdżały setki zestawów. Założenie, że ta wąskotorówka była wykorzystywana na początku lat 70. przez radzieckie wojskowe specsłużby do podwożenie supertajnych ładunków do ultratajnych obiektów nie znalazło potwierdzenia: linia ta prowadziła dosłownie do nikąd, wiodąc przez 26 km pomiędzy wysokie, porosłe cedrami hełmy.[5] Kto utrzymywał i konserwował zapomnianą przez Boga i ludzi linię kolejową w idealnym stanie do eksploatacji – pozostaje zagadką… Do dziś dnia.



Tunele do innych światów



W czasie budowania BAM musiano w niezwykle złożonych warunkach klimatycznych i geograficzno-geologicznych przerzucić 142 duże i małe mosty, przebić 8 tuneli, w związku z którymi budowniczowie opowiadają wiele dziwnych historii. I tak w czasie przebijania Bajkalskiego tunelu zasłynął on tym, że z głębokich pionowych szczelin w górotworze wylatywały świecący żółto-ogniste kule. W końcu budowniczowie stwierdzili, że istnieje ciekawa zależność: po 1-1,5 godziny od pojawienia się tych kul następował silny wyciek wód podziemnych, które z trudem wypompowywano.



Zasadnicza trudnością przy budowie tunelu (najwyższego na całej linii) na odcinku Witim – Czar Kodarskij stało się… widmo, które nawet miało swą nazwę Białego Szamana. Ten odcinek BAM jest znany ze swej aktywności sejsmicznej i zdarzają się tam trzęsienia ziemi o sile 4-5˚R. Swym pojawieniem się Biały Szaman literalnie ostrzegał budowniczych przed nadchodzącym kataklizmem!



Najbardziej tajemniczym tunelem, wedle opowiadań budowniczych, jest najdłuższy w Rosji Siewieromujskij Tunnel, który przebijano przez ćwierć wieku. Pomimo skrajnych trudności, dosłownie na każdym kilometrze tunelu trzeba było stosować najnowsze i niezwykłe technologie budowania, przynosił on swym budowniczym coraz to nowe niespodzianki. I tak w 1979 roku, na zachodnim odcinku doszło do obrywu stropu, wskutek czego zginęło 30 robotników, a kilka innych osób zostało zamurowanych za kamiennym obwałem. Kiedy zakończono operację poszukiwawczo-ratowniczą, jeden z robotników opowiedział, że kiedy usiłował samodzielnie wydostać się ze strefy zawału i dojść do niszy w granitowej skale, naraz natknął się na ogromne, zielone od pleśni, metalowe drzwi. Wszystkie próby ich otwarcia spełzły na niczym.



W 1980 roku, w czasie prac wykończeniowych, na ósmym kilometrze doszło do obwału ścian tunelu, który to obwał obnażył szeroki korytarz, który wiódł w głąb górskiego grzbietu. Według opowiadań robotników, z czarnej czeluści dobiegły do nich dziwne dźwięki przypominające stuk młotków. Już potem, jak dziwny korytarz zasypano gruzem skalnym i zalano szybko tężejącym betonem, kierownictwo przedsiębiorstwa Bamtonnielstroj wyjaśniło ten fakt wysoka koncentracja w tunelu gazu radonu (Rn), który mógł wywołać u robotników… złudzenia akustyczne!



Strachy z Czarciego Mostu



Do roku 2000, póki nie był oddany do eksploatacji Siewieromujskij Tunel, ruch kolejowy przez górski brzeg przeprowadzono przez Siewieromujską Obwodnicę, na której znajduje się słynny Cziertow Most – wysoka i kręta, dwutorowa estakada, śmiało przerzucona nad doliną rzeki Itykit.



Wiadomo, że nawet dzisiaj maszynisty pociągów towarowych wyjeżdżających na Czarci Most żegnają się na wszelki wypadek – bo tak złożoną i skomplikowaną wydaje się być droga i to na odcinku, na którym pociągi poruszają się z prędkością nie większą niż 20 km/h. Poza tym kolejarze odprawiają takie rytuały dlatego, by na szlaku nie spotkać diabłów, które wedle legend, zamieszkują te okolice.



Starzy maszyniści zapewniają, że ogoniaste i porośnięte włosami, z rogami na głowie istoty od czasu do czasu pojawiają się na szlaku przed jadącym powoli zestawem, a czasem nawet skaczą na lokomotywę, wskakują na dach elektrowozu i urządzają tam sobie pląsy…  



Wkrótce po rozpadzie ZSRR, w prasie zaczęły pokazywać się artykuły na temat tego, że budowa BAM nie była uzasadniona ekonomicznie, nie jest rentowna i ze nie ma przed nią przyszłości. Przez jakiś czas życie na „budowie stulecia” spowolniło, ale po roku 2000 zainteresowanie BAM powróciło ze zdwojoną siłą. Pojawił się nawet projekt dwukrotnego zwiększenia przepustowości BAM – arterii kolejowej – która byłaby w stanie, jak twierdzą analitycy, w sposób znaczący wzmocnić ekonomikę kraju i dać życie tym słabo zagospodarowanym ale niezmiernie bogatym rejonom naszego kraju.



Pociągi widma i Zielony Pociąg



Opowieści o BAM tchną XIX-wieczną romantyką książek Verne’a i opowiadań grozy Grabińskiego. Dlatego z przyjemnością załączam je do cyklu kolejowego. Oczywiście każdy szlak kolejowy ma swe legendy i dobrze byłoby wreszcie zebrać je wszystkie do jednego zbioru, który byłby niezmiernie interesujący nie tylko dla psychologów, etnografów czy historyków, ale także dla ufologów. Jak widać, także i pozaziemskie siły interesują się naszymi kolejami…



W 1980 roku ukazało się niezwykle sympatyczne i zarazem interesujące opowiadanie Władimira Szczerbakowa pt. „Zielony pociąg”, które – poza wątkami wspominkowymi – zawiera także bardzo ciekawą myśl – ideę Zielonego Pociągu, czegoś w rodzaju pociągu widma, ale w najnowocześniejszym wydaniu. A oto ono:



Władimir Szczerbakow



ZIELONY POCIĄG



Budowniczym bajkalsko-amurskiej magistrali poświęcam



POLAR



Nurkując pod kołdrę — z obłoków nasz samolot splanował na maleńki placyk przed polarem. Dopiero co pod skrzydłem były tundra i morze, a nad nami skąpe linie polarnej zorzy. Tundra w szreni, morze w torosach, rzadkie latarnie na przybrzeżnych sopkach, pierwsze zręby osiedla… Tam się droga kończyła. Pod polarem — miastem pod dachem — zaczynała się.



Bezszumnie jak nocny ptak przeniósł się nasz samolocik wzdłuż nasypu, w bladym blasku polarnej nocy, ponad białymi grzbietami śnieżnych zasp, a pod nami, jakby przez morską toń, to przebijały się ogieńki spawania pod budującym się mostem, to pojawiały kopuły nowych aluminiowych domów, otoczonych jelenimi zaprzęgami (domy zostały dopiero co przywiezione i na naszych oczach zaczęto je stawiać). Bardziej na południe, to znaczy ku polarowi, zanurzyliśmy się w purpurową przeręblę zachodzącego słońca. Stąd, z południa, szedł i szedł dzień, rytmicznie i niespiesznie, z miesiąca na miesiąc przybierając na sile.



Nitka magistrali jeszcze nie jest zaznaczona świetlnymi sygnałami, biegiem mknących lokomotyw, na razie milczą struny jej stalowych zwrotnic i niebieskie oczy latarń jeszcze nie spotykają sznura wagonów pod stacją. Lecz kto wie, może za miesiąc, dwa, wrócimy do połam już pociągiem?



Dziś wypróbowaliśmy jeden z ostatnich odcinków drogi. Najbardziej wysunięty na południe — jest już prawie gotowy. Rozmyślając o tym zabieramy się z samolotu na spotkanie z wiatrem i mrozem, śnieg kłuje w policzki aż do progu naszego wielkiego domu. Nie spieszymy się. Szkoda — nam się rozstawać z modrzewiami i cedrami, z jasnymi brzozami, z jelenim tropem i pierwszym nieoczekiwanym zapachem stajałego śniegu. Czekamy, niech odleci samolot. Głosu motoru nie słychać, białoskrzydła maszyna tak cicho uniosła się w niebo ponad zębatym grzbietem tajgi, że aż ktoś zażartował:



— Jak zielony pociąg…



— A jaki jest ten zielony pociąg? Może to bajka? — pyta Lena Rugojewa, i zapamiętuję jej oczy takimi, jakimi je widzę w ten wieczór: są ciemne, świetliste i trochę figlarne, w ich głębi, gdy się dobrze przypatrzeć, można niespodziewanie odkryć błyskający ognik radości.



Achwo Lijes, marzyciel i myśliciel z dalekiej Karelii, bez mrugnięcia odpowiada:



— Widziałem go, i mój ojciec także.



— No i co, zielony?



— Jak kiedy. Latem zielony, zimą niebieski. Nie nazywają go tak przecież z powodu koloru. Jeśli mu niepotrzebne ani zielone światła, ani zielona ulica i jeśli może przebiec kędykolwiek, nawet po nie ukończonych drogach, bez zwrotnic, bez świateł drogowych, nocą czy dniem, w zamieć i burzę, to się pytam: jak go można nazwać?



I Achwo zaczyna opowieść o zielonym pociągu: jak nieraz przenosi się tuż-tuż, szybki i prawie niewidoczny, ale on, Achwo, dobrze go widział i zauważył nawet ludzi w prześwitach okien.



Już go nie słuchają, a Lena otrzepuje gałązką śnieg z wysokich futrzanych butów i śmieje się głośno, nie z Achwa oczywiście. Mam ochotę ją zapytać, patrzę jej w oczy i nagle zapominam pytania.



…Polar. Pod przejrzystą i niewidzialną kopułą — ogród. Piach i sosny, jodły, cedry, jabłonie. Ptaki — drozdy, cedrówki, dzwońce — zorientowały się szybko, nawet nie lecą na południe, zimują pod dachem… Idziemy aleją wzdłuż jeziora. Woda jest tak przezroczysta, że aż widać płetwy ryb. Każdy powrót z trasy to jakby podróż do podzwrotnikowego pasa, choć oddziela nas od końcowego punktu magistrali tylko sześćset czy siedemset kilometrów (to nie jest odległość dla syberyjskiej przestrzeni). Kiedy ruszą pociągi, zbudują jeszcze jeden polar. Droga obdarzy Północ południowym ciepłem, wprowadzamy elektryczność nie do nowych domów, lecz do ogromnego miasta; jeszcze trochę, a tchną gorącem złote węgliki kominków i setki cudo-pieców przygotują jednocześnie wieczerzę nowym osiedlom.



Kto wie, może legenda o zielonym pociągu będzie się tułała razem z nami? Może kiedyś usłyszy ja Czukotka, potem Wyspy Nowosyberyjskie, Ziemia Północna. I niech się horyzont chowa za torosami, droga mimo to pobiegnie nad Oceanem Lodowatym. A my będziemy wracać ze zmiany ot tak, zwyczajnie jak dziś, zostawiając za sobą nowe, wciąż nowe kilometry magistrali…



Jest nas czternastu. Brygada. Przed nami otwierają się na oścież drzwi polaru.







Odjazd Leny był czymś niespodziewanym dla wszystkich. W chwili nieuniknionej rozmowy zatliła we mnie słaba iskierka nadziei: a może zostanie z nami? (Wcześniej czy później wszyscy się przeniesiemy do



Niżniejańska i dalej — tam także pobiegnie droga, więc czy warto się śpieszyć?).



— Tak, tam teraz ciężko — zgadza się Lena — ale za to interesująco.



— A tu?



— Tu także. Lecz proszę zrozumieć — zapewnia gorąco — wielu ludziom dotrze się pracuje na jednym miejscu, innym… Ale po co ja to mówię, czyż pan tego nie wie?



Wiem. I po cichu jej zazdroszczę. Też chciałbym pojechać na długo na wybrzeże, mieszkać nie w polarze, lecz w domu z bierwion, ciągnąć przez tundrę nową drogę, budować miasto-port na Wyspie Wrangla. Tym bardziej, że nasza praca zbliża się ku końcowi…Lena ma dłonie duże, ciepłe, ruchy zawsze spokojne, płynne — czy rozlewa herbatę, czy zbiera jagody, czy ustawia przyrządy na trasie w śnieżyce lub deszcz. Nigdy nie dostrzegłem w niej śladów zdenerwowania.



A tym razem z pewnym zdziwieniem zauważyłem mimowolnie, że palce jej drżą, a głos stał się trochę ostry i gwałtowny, i było to sprzeczne z moimi wyobrażeniami, jakich o niej nabrałem w ciągu półtora roku pobytu w tajdze. Czyżby wątpiła, że mogę to zrozumieć? I ledwie pomyślałem o tym, a już uchwyciłem w niej nieoczekiwaną zmianę. Jakby odczytała moje myśli — ręce jej stały się jak dawniej spokojne, budzące zaufanie, trochę powolne. — Dziwna jest pani, Leno, otóż to. Poczekałaby pani na nas. Myśli pani, że nie chciałbym — na Północ? A w ogóle to zazdroszczę. Cóż. Proszę jechać. Zresztą i tak się wkrótce — spotkamy. Dogonimy panią.



— Pewnie, że dogonicie — cieszy się Lena — będą na was czekała. Przyjmiecie mnie?



Patrzę pytająco na nią.



— Och, źle powiedziałam? Proszę sobie wyobrazić, że nie odchodzę od was, tylko po prostu wyjeżdżam na delegację czy coś takiego.



— Będziemy tak uważać — zgadzam się. — Proszę powiedzieć, co pani myśli o zielonym pociągu?



To pytanie wybiegło z moich ust przypadkowo, sam nie wiem czemu. Przez moment, przez jeden tylko moment ładne palce rąk Leny, jakby zgubiły nagle punkt oparcia, szarpnęły się w górę. Opuściła głowę, a gdy ją podniosła, ciemne błyszczące oczy były jak przedtem spokojne, a gesty niespieszne.



— Pójdę już. Wpadnę jeszcze pożegnać się… — Lena jakby odgadła, że moje pytanie było przypadkowe i wcale nie potrzebowało odpowiedzi.



…Jeszcze na trasie ustrzeliliśmy trochę cedrówek. Przemrożonymi na wskroś ptakami można było niczym maczugami i pałkami uzbroić całe plemię. Za to nelma, syberyjski łosoś, była świeża, tylko usnęła, ta ogromna ryba, na razie leciała z nami w samolocie i na — wet nie zdążyła dobrze ostygnąć w chłodni z powodu swoich baśniowych wprost rozmiarów. Sprawczyni pożegnalnej uroczystości dostała skądś rokitnikowego wina — i stół był gotów. Żegnaliśmy ją według zwyczajów przyjętych w tajdze, zresztą i na trasie zdarzało nam się przygotowywać cedrówki na rożnie i gotować rybną zupę z tajmeniowymi ogonami.



Aż po drugą stronę kopuły drzemała przedwiosenna tajga. Wczesny zachód słońca rozrzucał po śniegu pierwsze iskry ciepła.



CDN.



[1] II Wojna Światowa, która dla ZSRR zaczęła się 22 czerwca 1941 roku.
[2] Raboczo-Kriestianskaja Krasnaja Armia – Robotniczo-Chłopska Armia Czerwona.
[3] Objedinionyje Gosudarstwiennoje Politiczieskoje Uprawlienie - radziecka policja polityczna, późniejsze NKWD/NKGB/KGB.
[4] Kapłan. 
[5] Wzgórza o obłych kształtach podobne do hełmu czy kasku.