Powered By Blogger
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą przestępczość. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą przestępczość. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 30 grudnia 2019

NL Jordanów 20191227: Światło na stoku




Realizując mój Projekt Tatry zwróciłem uwagę na pojawiające się od czasu do czasu dziwne światła w górach. Światła te nie miały nic wspólnego z działalnością człowieka, choć przypominały światła elektrycznych lamp samochodowych – żarowych czy jodowych. Czasami są to całe snopy światła – skolimowane jak promienie lasera… Osobiście odnotowałem kilka takich przypadków, które opisałem w moich materiałach.

Niedawno właśnie zaliczyłem coś podobnego. Niby nic, światło na stoku, ale…

TYP INCYDENTU: NL
MIEJSCE: Góra Kamionka k./Jordanowa,  N 49°38'57” - E 019°49'48”, 521 m n.p.m.
DATA: 27.XII.2019 r.
CZAS: ok. 18:00 CET
CZAS TRWANIA: ok. 15 min.
ILOŚĆ OBIEKTÓW: 1
ŚWIADKOWIE: nie było
ZDJĘCIA: nie było
PRAWDOPODOBNE WYJAŚNIENIE: jest ich kilka:
·        samochód terenowy albo quad lub skuter śnieżny;
·        złodzieje drewna;
·        kłusownicy;
·        pasterze owiec;
·        turyści;
·        mieszkańcy pobliskiego przysiółka Przykice.

Warunki pogodowe były następujące:

TEMPERATURA POWIETRZA: -1°C
WILGOTNOŚĆ POWIETRZA: 80%
WIATR: słaby z N-NW
CIŚNIENIE ATMOSFERYCZNE: 1029 hPa
ZACHMURZENIE: całkowite
WIDZIALNOŚĆ: słaba (pora nocna, słaby opad śniegu)
SMOG: CAQI 40

Zacznę od tego, że nie mógł to być samochód, ciągnik czy quad – one nie mają jednego światła. Mógłby to być skuter śnieżny, ale była zbyt cienka pokrywa śnieżna wynosząca 5-7 cm. Poza tym światło to tkwiło w miejscu – nie poruszało się.

Oczywiście mogli to być złodzieje lub kłusownicy, ale czy afiszowaliby się w tak ostentacyjny sposób? Oczywiście to też jest możliwe, bo złodzieje kradli zawsze drewno czy choinki, ale robili to po cichu i bez zbędnego światła. Pasterze owiec? Nie wiem, co by tam robili, bowiem owce sprowadzono w dolinę już jesienią, więc może turyści? Nie ma tam żadnego szlaku turystycznego, więc raczej ta możliwość odpada, zresztą co mieliby tam do oglądania w nocy? Nocną panoramę Jordanowa? Okoliczni mieszkańcy? Być może, ale w takie zimowe wieczory porządni ludzie siedzą w domach i nie włóczą się po lesie i w górach.

Niestety, spadły potem śnieg zasypał ewentualne ślady i nie było sensu szukać czegokolwiek. A zatem nie pozostało mi nic innego, jak odnotować w moich annałach…



Opinie z KKK


W kwestii zdjęcia i świateł, czy nie wchodzą w grę jacyś przemytnicy, drony, bądź błędni turyści, raca, ewentualnie piorun kulisty? W przypadku tego ostatniego, raczej podążałby linią sił pola elektrycznego, jeśli natomiast owo światło było stacjonarne, nawet nie migotało, mogło to być parę rzeczy, począwszy od UFO (trzymam się definicji, nie misnomeru), przez światło dookólne z przenośnej latarni (rzucam pomysłami), światło drona, na kimś trzymającym mocną latarkę w odpowiednim kierunku skończywszy. Jeśli dobrze rozumiem, to światło widać było przez gęsty opad śniegu, było nieruchome, mocne i okrągłe? Smocza kula. Narodził się nowy smok.

A tak naprawdę, i bez żartów, warto dalej obserwować to miejsce jakiś czas. (Zaraz mi się przypomniało, jak pewna osoba napisała do Ciebie, Robercie, po wizycie na widmolandzkim blogu, że zaczęła obserwować niebo pod wpływem moich tekstów, i tak sobie myślę, że warto mieć otwarte oczy cały czas). (Smok Ogniotrwały)


O ile dobrze pamiętam, to pisałeś o takich światłach na górach – chodziło o góry Pennine na Wyspach Brytyjskich i dolinę Hessdalen w Norwegii. Osobiście jestem zdania, że mieliśmy do czynienia jednak z jakimiś ludźmi: kłusownikami bądź złodziejami, którzy bezczelnie uprawiali swój niecny proceder, a znając udolność naszych orłów z policji wiem, że dobrzy są do łapania emerytów na przekraczaniu ulicy poza pasami czy parkujących w niedozwolonym miejscu, ale w przypadku łapania złodziei i raubszyców są ciency. Tak samo jest ze Strażą Leśną. Sam pamiętasz, co pisałeś w „Projekcie Tatry”? – w czasie spotkania z przestępcami w górach można zarobić kulkę w łeb czy nożem w plecy, dlatego wszyscy rozsądni ludzie unikają takich sytuacji. (Daniel Laskowski)


Cóż w naszych i jak wiemy nie tylko górach dzieją się rzeczy różne na pozór dziwne dla zwykłego człowieka. Ale wystarczy posłuchać co opowiadają ludzie połączyć w całość jak puzzle i będziemy mieli niezły obraz całej sytuacji która się dzieje pod naszymi oczami. Nie będę pisał że to UFO ,chociaż w sumie definicja UFO to nic innego jak nazwa czegoś czego nie rozumiemy... (Piotr Mtipio)


Eeeee to zapewne misiu świeci przykładem 😉 (Leszek Ostoja-Owsiany)

poniedziałek, 16 kwietnia 2012

Ludzie znikają z pokładów liniowców…

 MV Disney Wonder
 Państwo Coriamowie...
...i ich córka Rebecca

Caroline Graham



Rodzice pracownicy, która znikła z brytyjskiego statku wycieczkowego na początku 2011 roku spotkali się z ministrami by żądać od nich wprowadzenia praw chroniących obywateli Zjednoczonego Królestwa od przestępstw na morzu. Mike i Ann Coriamowie, których 24-letnia córka Rebecca Coriam znikła z wartego 580 mln GBP statku MV Disney Wonder w marcu, spotkają ministra żeglugi Mike’a Penninga by domagać się od wartego miliardy funtów przedsiębiorstwa żeglugowego należytego uregulowania sprawy bezpieczeństwa na morzu.



Pan Coriam z Chester powiedział:

- Nasza córka znikła z pokładu statku sześć miesięcy temu i nawet nie przybliżyliśmy się do tego, co właściwie się z nią stało. Ludzie odbywający wakacyjne podróże morskie są uspokajani i utrzymywani w fałszywym poczuciu bezpieczeństwa, bowiem są oni w miejscu, gdzie spełniają się ich marzenia o szczęśliwych wakacjach. W rzeczy samej, ilość ludzi, którzy zaginęli z pokładów statków wycieczkowych nie jest podawana do publicznej wiadomości przez kompanie żeglugowe, bo to psuje im reputację. Przestępstwa są zmiatane pod dywan, a incydenty te nie są wyjaśniane dokładnie.  



Panna Coriam była zatrudniona jako młodszy pracownik na MV Disney Wonder na czas tygodniowego rejsu z Los Angeles do Meksyku, kiedy znikła w niewyjaśnionych okolicznościach. Ostatni raz widział ją jeden z kolegów, w dniu 22 marca, i powiedział on, że wyglądała na czymś zaniepokojoną. Alarm podniesiono, kiedy następnego dnia nie zgłosiła się do pracy.  



Rebecca była na pokładzie MV Disney Wonder, gdzie znajdowało 2400 pasażerów i 945 osób załogi – i tylko jeden policjant prowadził śledztwo w tej sprawie! Pan Coriam powiedział, że nie był on przygotowany na spekulacje na temat plotek, które pojawiły się w Internecie, iż jego córka popełniła samobójstwo skacząc za burtę statku po awanturze z przyjacielem.



Kompanie żeglugowe wniosły skargę, że nie ma żadnej międzynarodowej organizacji policyjnej zajmującej się przestępczością na morzu, a ciężar prowadzenia śledztwa spada na policję kraju, do którego statek zawija lub gdzie jest zarejestrowany – często w takich krajach jak Bermudy czy Panama – czy jak w przypadku MV Disney Wander – Bahamy.[1] Mówi Pan Coriam:

- Kiedy zatelefonowałem na Bahamy z zapytaniem o postępy śledztwa, to powiedziano mi, że jest ono „w trakcie”.



Tylko jeden policjant na Bahamach prowadzi śledztwo w sprawie mojej córki. I to mimo tego, że na pokładzie statku znajdowało się 2400 pasażerów i 945 załogantów. To jest po prostu niemożliwe, by jeden człowiek mógł przeprowadzić takie śledztwo. To jest farsa od samego początku…



Zgodnie z informacjami od grupy International Cruise Victims Association (ICV) – powołanej do życia przez amerykańskiego biznesmena Kendalla Carvera po tym, jak jego córka zaginęła z pokładu wycieczkowca – od roku 1995 z pokładów statków zaginęło bez wieści 165 osób, w czym aż 12 w tym (11 listopada 2011) roku!



ICV odnotowała swój pierwszy sukces. Ostatnio prezydent USA Barack Obama podpisał Cruise Vessel Security and Safety Act który nakłada na armatora obowiązek zgłaszania faktu zniknięcia osoby ze statku do FBI i USCG.[2]



Pan Carver mówi:

- Nasza kampania trwa już kilka lat, ale armatorzy wydają miliony dolarów na lobbing przeciwko nam. Aktualnie FBI i USCG mają uprawnienia do prowadzenia śledztwa w tego rodzaju sprawie, bez względu na to, gdzie dany statek jest zarejestrowany.



Superintendent Paul Rolle z Królewskiej Policji Bahamskiej, który prowadzi śledztwo w sprawie Coriamównej powiedział:

- Jestem cały czas w kontakcie z rodziną Coriamów i nie mam żadnych komentarzy.



Rzecznik Disney Cruise Lines mówi, że:

- Nasze serca są z Coriamami. Podzieliliśmy się wszystkim, czym mogliśmy, ale wiele szczegółów jest wciąż objęte tajemnicą śledztwa przez policję i tylko oni mogą to zrobić dla rodziny.



Inni zaginieni



Niewysoka, rudowłosa, 40-letnia Merrian Carver znikła w roku 2004 w czasie rejsu na Alaskę na pokładzie MV Mercury należącego do Celebrity Cruises.

Merrian Carver


Jej ojciec Kendall, który powołał do życia ICV powiedział, że:

- Steward z jej kabiny, który zameldował o jej zniknięciu, zrobił o na drugi dzień i pomimo tego jej rodziny nie powiadomiono ani niczego w tej sprawie nie zrobiono. A po ukończeniu rejsu jej rzeczy spakowano do czarnego plastykowego worka i oddano… na cele dobroczynne!  



Pan Carver wydał 50.000 GBP na prywatne śledztwo stwierdził, że jej los nadal pozostaje tajemnicą.

- Istnieje poważny problem odpowiedzialności finansowej kompanii żeglugowych – mówi on. – Walczę z liniami żeglugowymi odkąd Merrian zniknęła. Jej śmierć nie została nigdy wyjaśniona, jej ciała nie znaleziono. Kiedy wchodzisz na statek, wchodzisz na obcą ziemię i jesteś zdany na łaskę i niełaskę policji kraju, najczęściej Trzeciego Świata, gdzie statek jest zarejestrowany.

Rama Forman


Rama Forman – 48-letnia obywatelka UK zamieszkała w Szwajcarii, która miała swój dom w Hampstead, w północnym Londynie, znikła z pokładu MV Silver Cloud z linii Silversea na Morzu Arabskim w 2004 roku. Jej siostra Roya, która także mieszka w północnym Londynie powiedziała:

- Rama miała w swym życiu wszystko. Planowaliśmy wielkie uroczystości ku uświetnieniu jej powrotu do domu. No i ona znikła ze statku w nocy 9/10 listopada. Stwierdzono, że jej nie ma, kiedy statek stanął w indyjskim Mumbaju (Bombaju), który był ostatnim portem tego rejsu. Balkonowa kabina Ramy była zamknięta od wewnątrz. Jej bagaż był nienaruszony, ale cała jej biżuteria znikła. Indyjska policja przybyła na pokład i powiedziała, że nie ma żadnych śladów walki w jej kabinie, ani żadnych oznak „brzydkich zabaw”. I sprawę zamknięto. Ale moja siostra nie miała żadnych powodów, by popełnić samobójstwo i nigdy nie myślała o tego rodzaju czynie. Najbardziej bolesnym jest to, że nie wiadomo, co się z nią stało. Wciąż ją opłakuję.



John Halford – lat 63, zaginął bez wieści z thomsonowskiego statku MV Spirit na Morzu Czerwonym na początku tego roku (2011).

John Halford


Zaginął on gdzieś pomiędzy godziną 23:45 EAT dnia 6 kwietnia a godziną 07:30 EAT dnia 7 kwietnia, wcześniej widziano go pijącego drinki w cocktail barze.



Żona Pana Halforda – Ruth, która nie towarzyszyła mu w czasie tej podróży, powiedziała że jej mąż był „szczęśliwy, nie znajdował się w depresji i zadowolony z tego rejsu… ale czekał na powrót do domu, do mnie i do dzieci.”



Ojciec trojga dzieci zaginął wkrótce przed srebrną rocznicą swego ślubu. Jego żona powiedziała:

- To jest straszne dla naszych dzieci. Staramy się trzymać razem i nie porzucać nadziei, ale to jest bardzo trudne…



Co mogło się stać?



To jest właśnie to pytanie. W przypadku Rebeki Coriam mogło dojść po prostu do morderstwa na tle uczuciowym. Ciało wyrzucono za burtę i pożarły je rekiny. Zbrodnia niemal doskonała.



Nieco inaczej mogło być w przypadku pozostałych tu wymienionych ofiar. Merrian Carver mogła być porwana i zamordowana dla okupu – wszak jej ojciec jest znanym biznesmenem.



Rama Forman mogła ulec wypadkowi. Wystarczyło że wyszła na balkon i nieopatrznie wychyliła się. Silniejsza fala, jakiś przechył statku i poleciała za burtę. Wpadła w odkosy dziobowe statku czy pod śruby, albo po prostu utopiła się, a jej ciało padło pastwą rekinów. Podobnie rzecz mogła się mieć z Johnem Halfordem, który w stanie wskazującym na spożycie alkoholu poczuł się źle i wyszedł na pokład, a następnie po prostu wypadł za burtę z wiadomym skutkiem.



To są wyjaśnienia zgodne z brzytwą Occhama – to znaczy najprostsze i najbardziej prawdopodobne. Ale czy do końca prawdziwe?



Trochę fantazji



A teraz popuśćmy wodze fantazji i załóżmy, że jednak nie był to jakikolwiek przypadek, ale celowe działanie. Do czego zmierzam? Może te osoby, które tajemniczo znikły na morzu, nie były w ogóle ludźmi? Może były to Istoty z Oceanu, które wróciły do swego środowiska po odbyciu misji szpiegowskich na kontynentach? Może byli to tzw. Progresorzy (tu ukłon w stronę Arkadego i Borysa Strugackich) z innych cywilizacji pozaziemskich, którzy pełnili różne misje na Ziemi? A czemużby nie? Skoro wierzymy w istnienie UFO i Ufonautów, skoro wierzymy w to, że jesteśmy przedmiotem na razie utajnionej formy Kontaktu, to dlaczego Oni rozgrywając z nami swoją grę nie zastosowali właśnie tego rodzaju przedsięwzięć? Bracia Strugaccy w swych powieściach – podobnie jak w Polsce Krzysztof Boruń i Andrzej Trepka – rozpracowali teorię i praktykę Kontaktu w najszerzej pojmowanym kontekście spotkania dwóch cywilizacji na równym i różnych poziomach rozwoju.



Jest jeszcze trzecie wyjście – złowrogie, diabelskie siły Trójkąta Bermudzkiego i innych obszarów śmierci na akwenach Wszechoceanu. Jako racjonalista odrzucam wszelkie diabelstwa, ale być może w grę wchodzą nieznane nauce oddziaływania gry pól elektrycznych, elektromagnetycznych czy grawitacyjnych na psychikę człowieka, które doprowadzają ludzi podatnych na ich działanie do depresji i w rezultacie np. do szaleństwa czy nawet do samobójstwa? A do tego jeszcze wydobywający się z wód oceanu metan i inne lotne węglowodory oraz siarkowodór który potrafi oszołomić i przytruć nie tylko człowieka, ale także walenie – tracące potem orientację i wyskakujące na plaże. Myślę, że to też jest jakieś wyjaśnienie…



Źródło – Mail Online 11.09.2011 r.



Przekład z j. angielskiego i komentarz –
Robert K. Leśniakiewicz © 
Zdjęcia - Internet                      



[1] Są to tzw. „kraje taniej bandery”. NB, większość polskich statków morskich jest zarejestrowane na Bahamach. 
[2] Straż Przybrzeżna USA.

niedziela, 15 kwietnia 2012

Turyści, którzy zniknęli na oceanie

MV Oasis of the Seas (Foto - Anna Milewska)
Igor Walentinow



Największym na świecie wycieczkowcem jest liner MV Oasis of the Seas – jego długość wynosi 361 m, szerokość 66 m, załoga liczy 2100 ludzi, w 2704 kabinach mieści się 6360 pasażerów. Statek jest pięciokrotnie większy od legendarnego RMS Titanic!



Od czasu do czasu słyszy się, że w czasie rejsów komfortowymi oceanicznymi linerami bez śladu znika któryś z turystów, a policja nie jest w stanie znaleźć żadnego śladu zaginionego. Śledczym pozostaje się jedynie domyślać, co tam zaszło…



Kabina zamknięta od wewnątrz



Jeden z niedawnych epizodów tego rodzaju – zniknięcie 24-letniej Rebeki Coriam z pokładu wycieczkowca MV Disney Wonder, który wykonywał rejs spacerowy z USA do Meksyku. Na statku znajdowało się  2500 pasażerów i około 1000 załogantów. Pewnego dnia Rebeka nie wyszła ze swej kabiny. Wszystkie jej rzeczy znajdowały się na swoich miejscach, a bulaj był zamknięty. Poszukiwania dziewczyny były bezowocne, i to co się z nia stało, pozostaje tajemnicą…
Rebecca Coriam (Foto - Intertnet)

W czasie rejsu liniowca MV Spirit zaginął bez wieści 63-letni John  Halford. Miało to miejsce, kiedy statek z 1500 pasażerami na pokładzie znajdował się na Morzu Czerwonym.
John Halford (Foto - Internet)
Na innym statku MV Royal Iris jak kamień w wodę przepadł mieszkaniec Tel Awiwu, 79-letni Michael Yankelevich. O jego zniknięciu dowiedziano się dopiero, kiedy statek powrócił do Hajfy. Policyjne śledztwo utknęło na niczym.



W roku 2004, załoga turystycznego statku MV Mercury odbywającego rejs przy brzegach Alaski nie doliczyła się 40-letniej Merrian Carver. Cały jej bagaż pozostał nienaruszony, w jej kabinie…



W tymże roku z pokładu dużego statku MV Silver Cloud wyparowała bez śladu 48-letnia obywatelka Szwajcarii Rama Forman. Kiedy statek przepływał Morze Arabskie, Rama zadzwoniła do swej siostry zamieszkałej w Bombaju i powiedziała jej, że jest bardzo zadowolona z rejsu. Zniknięcie Ramy Forman zauważono dopiero po zawinięciu statku do portu w Bombaju. Jej kabina była zamknięta od wewnątrz, a Ramy w niej nie było. Indyjska policja okazała się bezsilna wobec tej zagadki.



I to jest bardzo niepełna lista osób zaginionych w czasie turystycznych rejsów.



Muzyka niedługo grała…



Począwszy od roku 1995, na całym świecie oficjalnie zarejestrowano 165 takich przypadków niewyjaśnionego zniknięcia ludzi z pokładów wycieczkowców. Ale do roku 1995, nie prowadzono takich statystyk, a według danych jednej z londyńskich kompanii ubezpieczeniowych, w czasie II połowy XX wieku, w czasie turystycznych i pasażerskich rejsów zaginęło bez wieści i w niewyjaśnionych okolicznościach około 10.000 ludzi. Zaś za cały XX wiek liczba ta może sięgać nawet 50.000 osób.



Śledztwa w sprawie wydarzeń, które zaszły tak daleko od brzegów były bardzo trudnymi. Ojciec zaginionej Merrian Carver stracił dziesiątki tysięcy dolarów na usługi prywatnych detektywów i ufundował nagrodę w wysokości 200.000 USD temu, kto dowie się czegoś o losach jego córki, ale tajemnica ta pozostaje tajemnicą do dziś dnia.



Specjaliści uważają, że winnymi tych zniknięć mogą być tzw. „wielkie fale” (jest to zjawisko tzw. „dziewiątej fali” – uwaga tłum.). Przyczyna ich powstawania jest na razie niejasna. W czasie całkiem normalnego falowania oceanu naraz pojawia się fala, wielokrotnie przewyższająca pozostałe. Dawniej takie wały wodne niejednokrotnie przewracały statki, ale dzisiaj przelewają się tylko przez pokłady stanowiąc realne zagrożenie dla pasażerów i załogi. Szczególnie niebezpieczne są takie fale w nocy, kiedy trudno je zauważyć. Wielbiciele samotnych nocnych spacerów mogą być narażeni na niebezpieczeństwo z ich strony.



W historii żeglugi znana jest tragedia jaka miała miejsce na pokładzie SS Selena, odbywającego rejs z Nowego Jorku na Kubę. Późnym wieczorem, w samym środku zabawy na przystrojonym flagami i kolorowymi światłami pokładzie, nieoczekiwanie potężna fala uderzyła w statek i zmyła z pokładu orkiestrę i bawiących się tam ludzi!…



W ciemnościach nocy…



Na początku lat 60. angielskie gazety rozpisywały się na temat historii studentki Amalii Gonzales-Fernandez, która popłynęła w wycieczkowy rejs na jednym z „pasażerów”.  Jak się potem wyjaśniło, śliczna Kreolka wpadła w oko pewnemu arabskiemu szejkowi, który płynął także tym liniowcem. Szejk był znajomym armatora, który w zmowie z kapitanem zorganizował „tajemnicze zniknięcie” Amalii. Po wejściu statku do Port Saidu, śledztwem w sprawie zniknięcia dziewczyny zajmowała się egipska policja, ale bezowocnie. Przeszukanie kabiny, a także całego statku spełzły na niczym.



Po dziesięciu latach Amalię rozpoznał jej rówieśny kolega, który przyjechał do Jordanii. Dziewczyna zrazu nie chciała z nim rozmawiać, ale w końcu przyznała się, że przez ten cały czas była nałożnicą szejka w jednym z krajów Bliskiego Wschodu. Obchodzono się z nią dobrze, a i ona w końcu przywykła i oswoiła się ze swym nowym życiem, przeszła na islam i nie chciała już wracać do Europy.



Ale nie wszystkie tego rodzaju historie kończyły się tak szczęśliwie. W 1951 roku, brazylijska policja rozbiła gang gwałcicieli i morderców, który działał na wielkim wycieczkowcu SS Las Mañanas, który kursował pomiędzy Karaibami a Rio de Janeiro. Wszyscy bandyci byli członkami załogi. Oni wypatrywali pośród turystek ładne dziewczęta, nocą zakradali się do ich kabin, usypiali je i przenosili do specjalnego pomieszczenia, gdzie gwałcili je przez cały rejs. Przed wejściem do portu docelowego, zabijali je, a ciała wyrzucali do morza na karmę dla ryb…



Historia żeglugi w XX wieku zna dziesiątki podobnych epizodów. W 1919 roku, w czasie masowej emigracji do Ameryki załoga statku SS Deux Etoiles, kursującego pomiędzy Francją a Nowym Orleanem i z powrotem – porywała młode pasażerki. Nocą niejawnie przewozili je łodzią na ląd, gdzie sprzedawano je do domów publicznych, zaś rodzicom wyjaśniano, że nieostrożne dziewczyny spacerowały po pokładzie, skąd zmyły je fale.



U końca lat 20., na statku SS Ventana, w czasie pasażerskich rejsów z Kadyksu na Kubę, za każdym razem znikały 2-3 dziewczyny. W końcu tym zjawiskiem zainteresowała się amerykańska policja. Okazało się, że załoga statku wraz z samym kapitanem porywali dziewczyny i sprzedawali je do burdeli.



Konie… do wody



W niemałym procencie zniknięcia na morzu są spowodowane przez handlarzy i szmuglerów narkotyków. W 1988 roku, wśród 500 pasażerów eleganckiego wycieczkowca MV Edelweiss znajdowało się kilku Brazylijczyków wyglądających stosunkowo biednie. Ale najważniejsze było to, że nie interesowały ich ani uroki morza, ani rozrywki. Kiedy liner przybył do portu przeznaczenia w Lizbonie, pewien spostrzegawczy pasażer zwrócił uwagę na to, że tych dziwnych ludzi nigdzie nie ma. Oni nie zeszli na ląd. Pasażer ów poinformował o wszystkim policję. Strażnicy porządku przeszukali cały statek i nikogo nie znaleźli. Dokładne śledztwo wykazało, że ci Brazylijczycy na pokładzie jednak byli. Oni kupili bilety i odpłynęli ze wszystkimi, ale po drodze zniknęli w tajemniczy sposób.



Potem portugalska policja ustaliła cały łańcuch powiązań, dzięki któremu potężna rzeka kokainy z Południowej Ameryki wpływała do Europy. Narkotyk był przewożony w polietylenowych workach przez tychże Brazylijczyków. Nocą, kiedy statek był na morzu, narkokurierów (tzw. „konie” – uwaga tłum.) spuszczono w łódce za burtę, którą to ekipę podjęła na pokład szybka łódź dealerów narkotykowych. Nie odróżniała się niczym od dziesiątków tego rodzaju łodzi, które codziennie wypływały w morze na połowy ryb. Od biedaków-Brazylijczyków odbierali kokainę, a ich samych wyprawiali na dno. A rano łódź z rybą i narkotykami na pokładzie normalnie wracała do portu, jakby nigdy nic i nie zwracała uwagi pograniczników i celników.



Takie operacje handlarzy narkotyków miały miejsce nieraz, a ich ofiarami byli biedni Latynosi, którzy za drobna opłatą zgadzali się przewieźć trefny towar przez ocean i płynąć w komfortowym statku pasażerskim. O tym, co czekało ich na końcu tej podróży oczywiście ci ludzie nic nie wiedzieli…



Osobno należałoby przypomnieć o zaginionych, którzy niby to popełnili samobójstwo. Po dogadaniu się z kapitanem statku można rzeczywiście zniknąć dla całego świata, ukryć się w skrytce w kabinie i przepadną. A na ladzie policji mówi się, że delikwent popełnił samobójstwo. Tym sposobem zmiany osobowości posługiwali się hitlerowcy z ODESSA uciekający do Ameryki Południowej pod koniec i po II Wojnie Światowej. „Utopiwszy” na morzu potem „wskrzeszali” się z nowymi dokumentami w Paragwaju czy Argentynie…



Zgodnie z prawem międzynarodowym, sporawa zaginięcia osoby na morzu jest badana przez policję kraju docelowego, do którego przybija statek. Najczęściej kończy się to na przeszukaniu statku i rozpytaniu czy przesłuchaniu pasażerów i załogi. Według słów zaginionej Rebeki Coriam śledztwo w sprawie zaginięcia jego córki przekształciło się w farsę.

- Turystyczne kompanie nie są zainteresowane zwracaniem uwagi na te ciemne sprawy – mówi osierocony rodzic – i wydają ogromne pieniądze, by je tuszować.



Komentarz fachowca



Poprosiłem o komentarz Panią Annę Milewską, która od wielu lat pływa właśnie na wycieczkowcach niemal po całym świecie. Pisze ona:




Aby powyższy tekst nie odstraszał przypadkiem turystów od wybrania się w rejs, należy pokreślić, że dzisiejsze statki pasażerskie, technologia, oraz nade wszystko - panujące na nich prawo i zasady, są nieporównywalne z tym, co działo się choćby w latach 60tych, nie mówiąc już nawet o wcześniejszych.





Pierwszy przykład - trudno by było, aby dziewczyna - czy to pasażerka czy z załogi, została porwana przy pomocy samej załogi czy kapitana. Na statkach, na których pracuję od około 8 lat jest ok. 60 narodowości wśród samej tylko załogi, a mimo to można się czuć całkowicie bezpiecznie. Niezależnie od pozycji, narodowości, kultury, każdy przed kontraktem przechodzi trening, badania medyczne, rozmowy kwalifikacyjne i tak dalej. Jego nazwisko, życiorys, miejsce zamieszkania, status prawny, zostaje zarejestrowane i poddane analizie. A jak już dostaje kontrakt, w pierwszym tygodniu pobytu na pokładzie przechodzi treningi dotyczące między innymi "zero tolerance policy" - a więc uczy się zasad obowiązujących w dzisiejszym cywilizowanym świecie, takich jak absolutny zakaz dyskryminacji ze względu na rasę, religię, płeć, czy orientację seksualną. Wszystko to razem powoduje, że ludzie, którzy ostatecznie decydują się na kontrakt, szukali tu pracy a nie okazji do przestępstwa, do tego jeszcze tak ciężkiego. Naturalnie, że wyjątki istnieją od każdej reguły, jednak specyfika życia na dzisiejszym statku czyni tego typu akty przemocy niemal niemożliwymi. Na statkach są kamery, ochrona, ćwiczenia alarmowe, każdy członek załogi jest praktycznie osobą publiczną. Szczególnie amerykańskie kompanie są na sexual harrasment uczulone - kilka lat temu w Royal Caribbean Cruise Lines, za jeden akt zbyt nachalnego podrywania kelnerki w crew barze, wysoki rangą oficer stracił pracę.





Znacznie większe zagrożenie płynie z lądu. W zeszłym roku, w meksykańskim mieście Cozumel, polska skrzypaczka zdecydowała się umówić na "romantyczną randkę" z kelnerem z lokalnego hotelu, popularnego wśród załogi statku, gdzie pracowała. Dziewczyna została zaatakowana na tle seksualnym, podczas próby samoobrony uderzona w głowę i wrzucona do wody na obrzeżach wyspy. Podobnie na Jamajce albo Belize, lepiej nie ruszać się poza terminal bez zorganizowanej wycieczki - przykro to mówić, ale mieszkańcy owych terenów najchętniej by turystów ograbili i pomordowali.





Wielkie fale również nie stanowią problemu dla statków pasażerskich wielkości dzisiejszych. A jakby już się jakaś zdarzyła i przypuśćmy, ktoś się wybrał na spacer w nocy na open deck, powiedzmy, na trzecim czy czwartym pokładzie, czyli stosunkowo nisko nad wodą, to ponownie - są kamery, zmycie pechowca z pokładu zostałoby nagrane.





Poważniejszą sprawą są samobójstwa. Jak się ktoś w nocy zdecyduje skoczyć za burtę, to nie ma rady. Jednakże i tutaj, kamery powinny uchwycić. Chyba, że ktoś jest na tyle uważny, aby przestudiować dokładnie każdy odcinek statku i wyszukać sobie "ślepy" punkt gdzie akurat ich nie ma, o co akurat potencjalnego samobójcę trudno podejrzewać.





Warto oczywiście byłoby zbadać statystyki "niewyjaśnionych zniknięć pasażerów" ze statków pasażerskich od lat 80 tych po dzień dzisiejszy - porównanie ich z wcześniejszym okresem niewątpliwie dałoby klarowniejszy obraz sytuacji. Tylko, czy takie statystyki są w ogóle prowadzone?




Z tego, co mi wiadomo – tak, ale… No właśnie – są one utajnione, bowiem z jednej strony stanowią tajemnicę handlową – a z drugiej, wciąż trwają dochodzenia „w sprawie”, więc siłą rzeczy są one niejawne. Oczywiście jedno jest pewne – armatorom i biurom turystycznym bardzo zależy na dobrym imieniu, co przekłada się na konkretne pieniądze, więc przekłada się to także na dwie rzeczy, które pragną turyści i pasażerowie: bezpieczeństwo i luksus podróży. Chyba że w grę wchodzi jeszcze inny czynnik, który wymyka się jakiejkolwiek kontroli, ale jaki? Bo chyba nie złe moce Trójkąta Bermudzkiego i innych Mórz Diabelskich…?



Do tego tematu jeszcze powrócimy.





Źródło – „Tajny XX wieka” nr 51/2011, ss. 30-31



Przekład z j. rosyjskiego –

Robert K. Leśniakiewicz ©