Powered By Blogger
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą skarby. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą skarby. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 5 maja 2026

Tajemnica pod fundamentami: Kiedy dom strzeże skarbu, o którym nikt nie wie

 


František Kovár

 

Większość z nas szuka spokoju, kupując lub budując dom. Pragniemy miejsca, w którym świat się zatrzymuje i gdzie możemy odetchnąć z ulgą. Ale moja dobra przyjaciółka znalazła coś innego. Znalazła dom z własną „historią” – i z mieszkańcami, którzy odmawiają wyprowadzki, mimo że nie można ich znaleźć w żadnym biurze.

Ta historia nie jest fikcją. To prawdziwe doświadczenie mojej przyjaciółki, którą znam osobiście, a wydarzenia, które rozgrywają się w tym domu, są częścią jej codziennej rzeczywistości.

 

Kroki w pustym korytarzu

 

Wszystko zaczęło się niepozornie. Od sporadycznego skrzypienia podłogi, którego nie można było przypisać osiadaniu budynku. Odgłosy z korytarza, gdy wszyscy już spali. Odgłosy kroków, które mają swój ciężar, swój rytm i swój cel.

Dla sceptyka to „stare rury” lub „przeciągi”. Dla mojej przyjaciółki, która spędza noce w tym domu i ma wrażliwą intuicję, to jasny przekaz: Nie jesteś tu sama. Osobiście miałam okazję słuchać, jak opowiada o tych chwilach, a towarzyszące im dreszcze są więcej niż realne.

 

Co trzyma dusze w naszym świecie?

 

Pytanie „dlaczego?” nie pozostawiło jej obojętnej. Dzięki wrażliwym osobom odkryto fascynujący fakt. W domu (a raczej pod nim) są dwie istoty. Nie są złe ani agresywne. Są po prostu… przywiązane.

Powodem ich obecności jest rzekomy skarb.

Słysząc to słowo, od razu wyobrażamy sobie skrzynię pełną złota. Jednak w kontekście duchowym „skarb” oznacza coś znacznie głębszego. To przedmiot z tak silnym związkiem emocjonalnym, że stał się kotwicą.

• Czy były to oszczędności życia, które właściciel ukrył przed wojną?

• Czy były to rodzinne klejnoty, które miały zapewnić byt następnemu pokoleniu?

• A może to „nieistotny” przedmiot osobisty dla nas – medalion lub fotografia – który dla tych dwóch dusz stanowił cały ich świat?

 

Strażnicy Niewidzialnego

 

Te dwie dusze pełnią dziś funkcję strażników. Ich kroki wokół domu nie są próbą straszenia, ale raczej niekończącym się patrolem wokół miejsca, gdzie spoczywa ich sekret. Pod warstwami betonu i gliny, pod nowoczesną podłogą współczesnego życia, kryje się coś, co nie daje się zapomnieć.

Ta historia przypomina nam, że nasze domy mają swoją własną pamięć. Czasami idziemy korytarzami i nie mamy pojęcia, że ​​metr niżej tętni czyjaś historia historia miłości, strachu lub sekretu, który był tak ważny, że przekroczył nawet granicę śmierci.

 

Świadectwo zamiast konkluzji

 

Moja przyjaciółka nauczyła się żyć ze swoimi „współlokatorkami”. Szanuje ich przestrzeń, a one szanują jej. Może pewnego dnia ziemia się otworzy i skarb da o sobie znać. Ale do tego czasu pod jej domem pozostaje nierozwiązana tajemnica, strzeżona przez ślady kroków z przeszłości.

Znam tę historię z pierwszej ręki i wiem, że rzeczywistość bywa o wiele bardziej dziwaczna niż jakikolwiek film.

Czy zastanawialiście się kiedyś, co kryje się pod waszym domem? A co, jeśli te dziwne dźwięki w nocy nie są dziełem starego drewna? Podzielcie się swoimi doświadczeniami w komentarzach.

 

Moje 3 grosze

 

Wierzę w istnienie fizyczne tzw. duchów chociaż jestem materialistą dialektycznym. Po prostu dlatego, że miałem okazję widzieć i słyszeć materializację już to ludzi i zwierząt, które odeszły z tej Rzeczywistości, już to zjawisk z nimi związanych. I to nie w czasie seansów spirytystycznych czy we śnie, ale w realnej Rzeczywistości, którą ogarniamy naszymi zmysłami. I to nie będąc osobą sensytywną. Dlatego też jestem przekonany, że nasze życie nie kończy się w momencie śmierci ciała fizycznego, a ciało astralne przenosi się do innego nośnika i cały cykl trwa nieprzerwanie.

Co do duchów i skarbów, to radzę przeczytać zajmującą książkę dr. Jacka Kolbuszewskiego pt. „Skarby króla Grigoriusa”, w której zajmuje się on m.in. powyższą tematyką. Dość powiedzieć, że wzmianki o duchach strzegących skarbów pisano w tzw. „spiskach” w XVII, XVIII i XIX wieku. Oczywiście w większości z nich były duby smalone przeznaczone dla spragnionego cudowności czytelnika, ale w kilkunastu przypadkach wskazywały one na konkretne lokalizacje występowania rud i kruszców lub drogich kamieni szlachetnych i półszlachetnych. Warto przeczytać – polecam!

Opracował - ©R.K.Fr. Sas - Leśniakiewicz

wtorek, 14 października 2025

Skarby w Polsce II



1.      WIEJKOWO – grobowiec króla Wikingów na wyspie Wolin.

2.      BONIN – 4300 srebrnych denarów (3.5 kg srebra)

3.      CHWARSZCZANY – ukryty skarb Templariuszy

4.      DARŁOWO – złoty jednorożec, skarb króla Danii

5.      BAŁTYK – tajemniczy ładunek na MS Wilhelm Gustloff – czy Bursztynowa Komnata?

6.      BISKUPIN – artefakty kultury łużyckiej

7.      ZATOKA GDAŃSKA – złoto Bałtyku, bursztyn + tameczne wraki

8.      SUSZ –artefakty z epoki brązu

9.      SKRWILNO – skarb: 2 kg naczyń ze złota i 5 kg naczyń ze srebra.

10. CHORZELE – artefakty celtyckie z Łysej Góry

11.  MAMERKI – Bursztynowa Komnata w bunkrach Himmlera

12. EŁK – 680 srebrnych monet z XVII wieku

13. ŁÓDŹ – 400 zabytkowych artefaktów po żydach

14. GÓRNY ŚLĄSK – „czarne złoto”, czyli węgiel kamienny a w nim różne dziwne artefakty…

15. KRAKÓW – fortuna Jagiellonów, którą prawdopodobnie wywiozła do Włoch królowa Bona Sforza a potem rozkradli Habsburgowie

16. PUŁAWY – kolekcja Czartoryskich rozkradziona przez Niemców

17. WIELICZKA i BOCHNIA – sól kamienna polskie „białe złoto”!

18. TRZCINICA – 160.000 zabytków na terenie starego grodu z epoki brązu

19. NIEDZICA – legendarny skarb Inków na niedzickim zamku

20. ŻAGAŃ – 47 skrzyń Talleyrandów

21. ZŁOTORYJA – złotonośna bonanza, otwarte złoże złota

22. SZKLARSKA PORĘBA – Szczelina Jeleniogórska: skarby ukryte przez Niemców pod koniec II Wojny Światowej + kamienie szlachetne i półszlachetne znajdowane w Karkonoszach

23. WAŁBRZYCHZłoty Pociąg, poniemiecki skarb ukryty gdzieś w tunelach Riese…

24. LUBIN – czerwone złoto – rudy miedzi + innych metali nieżelaznych w tym srebra, złota i uranu

25. ŚRODA ŚLĄSKA – jeden z największych i najwartościowszych skarbów znaleziony na Dolnym Śląsku i w Polsce!

26. ZAMEK KSIĄŻ i GÓRY SOWIE – jedna z największych tajemnic XX wieku: skarby i artefakty po II Wojnie Światowej.

Wg „Polska mapa skarbów” w „Świat wiedzy” nr 10/2025, ss. 14-23

środa, 16 stycznia 2019

Niespodzianki Neptuna




Władimir Władimirow


Według znanego nurka Harry’ego Reisenberga, który poświęcił swe życie szukaniu skarbów pod wodą, na dzień dzisiejszy pod wodą znajdują się złoto, srebro, kamienie i inne cenne rzeczy o wartości 600.000.000 USD!

Poszukiwanie podwodnych skarbów w ciągu ostatnich dziesięcioleci stał się całkiem dochodowym biznesem. W Rosji u źródeł poszukiwań stał inż. morski Władimir Siergiejewicz Jazykow. Jakież to niespodzianki przygotował poszukiwaczom podmorskich skarbów bóg mórz Neptun?


„Black Prince”


- Feliksie Edmundowiczu, mnie przywiodła do was bardzo ważna dla naszego młodego państwa sprawa – rozpoczął swoją mowę obywatel, który kilka tygodni starał się o przyjęcie go przez wszechwładnego szefa OGPU Dzierżyńskiego.

Rzecz miała miejsce w 1923 roku. Żeby otrzymać audiencję u Żelaznego Feliksa, musiały być po temu bardzo ważkie przyczyny. I okazało się, że rzeczywiście takimi one były.
Gospodarz gabinetu kiwnął głową.
- Moi pomocnicy mówili mi o was, towarzyszu Jazykow, ale ja chciałbym usłyszeć o sprawie – jak to się mówi – z pierwszych ust. Siadajcie i dokładnie zreferujcie mi wasze stanowisko.
Przybyły odkaszlnął nerwowo i zaczął energicznie referować sprawę, z którą przyszedł.
- 2 listopada 1854 roku, na redzie Bałakławy wskutek straszliwego sztormu zatonął angielski parowiec SS Black Prince. Zginęła cała załoga nieszczęsnego statku, a na dnie znalazła się kasa z żołdem w złocie dla angielskich wojsk ekspedycyjnych. Tak więc proponuję, Feliksie Edmundowiczu, zorganizować pracę nad wydobyciem złota z morskich głębin przy pomocy nurków i specjalnej techniki. Wydatki na te prace są nieporównywalnie mniejsze niż wartość skarbu, i tak na to teraz należałoby patrzeć. Oczywiście wszelkie cenne rzeczy zostaną przekazane Skarbowi Państwa i będą przekazane na potrzeby naszego robotniczego narodu, o czym nie wątpię.

Po reakcji głównego czekisty widać było, że rzecz go zainteresowała. Feliks Edmundowicz wstał, pochodził po gabinecie nad czymś myśląc, a potem odrzekł:
- Prześlijcie dokładną informację na ten temat na moje nazwisko, w której wyszczególnicie wszystko, co będzie potrzebne dla tej ekspedycji. Mam na myśli niekonwencjonalne wyposażenie techniczne, specjalistów do jego obsługi i finansowe środki na ich wykonanie. Mam nadzieję, że wykonacie tą potrzebną i pożyteczną dla kraju pracę. Z mojej strony zrobię wszystko, żeby wam pomóc w jej wykonaniu.

Dzierżyński dotrzymał słowa, i wkrótce na świecie pojawiła się nowa organizacja – Ekspedycja Prac Podwodnych Specjalnego Znaczenia – EPRON. Do dyspozycji Jazykowa skierowano 30 doświadczonych specjalistów od podnoszenia statków i pracy nurków, którzy pragnęli podnieść skarb z wraku Black Prince’a.

Prace przedłużały się do 1926 roku. Z inicjatywy Jazykowa włączono do nich nawet specjalistów z Japonii. W tym czasie cieszyli się oni reputacją najlepszych i najbardziej doświadczonych podwodników. Podpisano z nimi kontrakt, na mocy którego wydobyte złoto podzielono 50/50 z Japończykami. Ale nie bacząc na rozmach i chęć wydobycia ładunku, zdobyczą fanatycznych poszukiwaczy znaleziono jedynie 7 złotych monet z epoki wiktoriańskiej. Trzy z nich dostało się Japończykom.


A złota nie było!


Żeby jakoś powetować sobie gigantyczne wydatki, została rozpuszczona pogłoska: samego Black Prince’a nurkowie nie znaleźli i dlatego współcześni nurkowie wciąż mają nadzieję na znalezienie tego załadowanego złotem wraka. Chociaż w latach 80-tych ub. stulecia nasi historycy definitywnie ustalili: złota na pokładzie Black Prince’a nigdy nie było. Potwierdziły to dokumenty brytyjskiej Admiralicji.

Szef ekspedycji Jazykow wcale nie ukrywał, że jego wizyta u Dzierżyńskiego miała na celu nie tyle szukanie mitycznego złota, ale utworzenie w kraju samodzielnej służby ratownictwa okrętowego, a także wszelkich innych prac podwodnych.

Będący fanatykiem swego dzieła, Jazykow osiągnął swoje. Dzięki jego odważnym przedsięwzięciom zaszedł poważny skok jakościowy w badaniach morskich głębin. Należy odnotować, że EPRON nie ograniczał się tylko do praktycznej działalności, ale operatywnie włączał się do prac naukowych. Inżynierowie, technicy i konstruktorzy zaprojektowali nasze podwodne aparaty ratunkowe pod egidą EPRON-u. najpierw posługiwali się nimi nurkowie-amatorzy, a w czasie Wielkiej Wojny Ojczyźnianej czyli II Wojny Światowej stały się one standardowym wyposażeniem piechoty morskiej.

Potężnym impulsem do podwodnych poszukiwań skarbów stało się wynalezienie przez Jeana Jacquesa Cousteau i Emile Gagnana akwalungu. Lekki, kompaktowy i wszechstronnego użytku aparat nieporównywalnie powiększył możliwości swobodnego nurkowania. Od razu znalazł on zastosowanie do poszukiwań i eksploracji wraków zatopionych statków i wydobywania z nich cennych ładunków. Nowy rodzaj podwodnej działalności otrzymał nazwę rock diving - swobodnego nurkowania. Szybko okazał się być bardzo niebezpiecznym sportem i szybko zwiększała się ilość jego ofiar – nurków ekstremalnych.

Ofiarą swobodnego nurkowania stał się ukochany syn J.J. Cousteau – Philippe Cousteau. On zginął w 1956 roku w czasie badań wraka zatopionego liniowca pasażerskiego SS Andrea Doria. 









Dzikie nurkowania


Podwodne poszukiwania skarbów to kosztowna zabawa. Samo wyposażenie swobodnego nurka kosztuje jakieś 3000 EUR, a podwodny wykrywacz metali, mieszalnik gazów i kompresor – dalszych 8000 EUR. Ale to nie zatrzymuje fanatyków swobodnego nurkowania. Szczególnie irytujący są dzicy nurkowie-poszukiwacze, którzy po barbarzyńsku pozyskują z wraków wszystko, co ma jakąś wartość. Najbardziej dostępnym dla naszych nurków Morze Czarne, ale jego dno zostało dokładnie oczyszczone w latach 60-tych XX wieku przez specjalistów wojskowych. Oni podnieśli wszystko, co było cenne z tych wraków statków zatopionych w okrutnych czasach wojny.

Statki drewniane, które zatonęły w czasach Wojny Krymskiej w 1854 roku, były zasypane kamiennymi bałwanami, które zrzucano na nie w czasie anty-dywersyjnych działań podjętych po tajemniczym zatonięciu pancernika Noworosyjsk, otrzymanego w ramach reparacji od Włoch[1] . Uważano, że miny pod kadłub pancernika podłożyli włoscy płetwonurkowie-dywersanci. Wysocy rangą wojskowi wysnuli hipotezę, że dywersanci ukryli się w pozostałościach okrętów wojennych, co posłużyło im jako baza do działań dywersyjnych.[2] W ten sposób Morze Czarne nie jest czymś interesującym dla współczesnych podwodnych eksploratorów.


Mistyczny trójkąt


Nie ma nic dziwnego w tym, że poszukiwacze skarbów zwrócili swą uwagę na egzotyczne kraje, gdzie znajdują się obiekty dla wykazania się męstwem, przebiegłością i mistrzostwem. Nurkowie-poszukiwacze wcale nie kryją się z tym, że pragną sławy i bogactwa dzięki znalezionym i wydobytym skarbom.

Ich nadzieję rozbudzają historie o poszukiwaczach, którym się powiodło. I tak np. roku 1985, pionier biznesu podwodnych poszukiwań Mel Fisher podniósł skarb złożony ze złotych monet z pokładu hiszpańskiego galeonu Nuestra Seniora de Atocha, który zatonął u amerykańskich brzegów w okolicach portu Florida Keys, FL w 1622 roku. Wartość znaleziska była oceniana na 400 mln USD. W 2015 roku amerykańska kompania „Odyssey”[3] , która od wielu lat specjalizuje się w poszukiwaniach zatopionych statków[4] , odkryła w Atlantyku tajemniczy galeon, na pokładzie którego znajdowało się 500.000 dziwnych monet, a także sztabki złota i srebra. Masa skarbu wynosiła 17 ton. Przybliżona wartość skarbu wynosiła 500 mln USD.  

Monety wydobyte przez Amerykanów z głębiny wedle ekspertów miały wielką wartość dla kolekcjonerów.

Współwłaściciel kompanii „Odyssey” – Greg Stemm oświadczył, że miejsce znalezienia skarbu znajduje się poza wodami terytorialnymi jakiegokolwiek państwa, a zatem nie należy do jakiegokolwiek kraju.

Drogocenny ładunek przewieziono do USA. Aby go zapakować potrzeba było 100 plastykowych kontenerów.

Eksperci uważają, że monety podniesione z dna oceanu znajdowały się na pokładzie statku towarowego, który uległ katastrofie morskiej w odległości 40 mn/72 km na SW brzegów Anglii w XVII wieku.

Interesujące fakty były przedstawione w 1973 roku przez angielski „Rejestr Żeglugowy Lloyda”. Wedle statystyk tego towarzystwa, do początków 1974 roku zatonęło ogółem 60.000 handlowych i rybackich jednostek o wyporności >100 RT. Są to jedynie przybliżone dane, zebrane przez jedno towarzystwo asekuracyjne.

Szczególną uwagę Anglików przyciągają cmentarzyska statków – wrakowiska, znajdujące się w takich miejscach jak mistyczny Trójkąt Bermudzki, przylądek Hatteras, zatoka Vigo i zatoka Zuider See.[5] Te cmentarzyska statków można nie bez kozery nazwać podwodnymi Klondyke’ami[6] .

Dla nurków nie chcących ryzykować życiem dla skarbów, obrotni biznesmeni organizują wyprawy do sztucznych podwodnych skarbów na sztucznych wrakowiskach. Oni umieszczają w wodzie zużyte wagony tramwajowe, autobusy, stare czołgi i inne pojazdy wojskowe, a potem kierują w głębiny grupy turystów-płetwonurków, pod kierownictwem instruktorów maja one pełną możliwość rozkoszowania się podmorskimi pejzażami i przy pomocy aparatów fotograficznych i kamer uwiecznić siebie na tle zatopionej barki czy czołgu.


Źródło – „Tajny XX wieka” nr 31/2018, ss. 12-13
Przekład z rosyjskiego - ©R.K.F. Leśniakiewicz          



[1] Pancernik Noworosyjsk ex Giulio Caesare. Uzbrojenie: 10 x 320 mm, 12 x 120 mm, 8 x 100 mm plot, 12 x 37 mm plot, 12 wkm x 13,2 mm plot. Okręt zatonął w dniu 28/29.X.1955 roku z powodu tajemniczego wybuchu w części dziobowej, z 1236 osób załogi zginęło 611 oficerów i marynarzy. Ostateczny raport z dnia 17.XI.1955 roku stwierdzał, że najbardziej prawdopodobną przyczyną katastrofy była eksplozja pod dnem pancernika niewytrałowanej niemieckiej miny dennej z czasów II wojny światowej. Ponieważ dochodzenie pozostawiło bez odpowiedzi niektóre kwestie, sprawa zatonięcia pancernika Noworossijsk jest wciąż pożywką dla różnych teorii spiskowych. Pojawiają się np. twierdzenia, że za tą katastrofą stali brytyjscy lub włoscy płetwonurkowie-dywersanci, a ich celem miało być wywołanie wybuchu atomowego w porcie w Sewastopolu (w komorach amunicyjnych okrętu miały być przenoszone pociski artyleryjskie z ładunkami nuklearnymi) lub że była to prowokacja KGB (Wikipedia). 
[2] Coś takiego pokazano w jednym z filmów o agencie 007 – Jamesie Bondzie, który działał z takiej bazy we wpółzatopionym statku znajdującym się w awanporcie Hong Kongu.
[3] Odyssey Marine Exploration angażuje się w eksplorację głębin oceanów za pomocą innowacyjnych metod i najnowocześniejszych technologii zapewniających dostęp do najważniejszych zasobów na całym świecie. Naszym głównym celem jest odkrywanie, opracowywanie i wydobywanie minerałów głębinowych. Odyssey wykonuje także usługi morskie dla klientów prywatnych i rządów. (https://www.odysseymarine.com/)
[4] Obecnie przedsiębiorstwo to zaangażowało się w poszukiwania malezyjskiego Boeinga 777-200ER w lotu MH-370, który zaginął bez śladu w do dziś niewyjaśnionych okolicznościach w dniu 8.III.2014 roku.
[5] Obecnie jezioro Ijsselmeer.
[6] Miejscowość Klondyke, podobnie jak Nome czy Teller na Alasce była znana w czasie alaskańskiej gorączki złota, z tego względu jej nazwa stała się synonimem wielkiego bogactwa.

wtorek, 14 sierpnia 2018

Skarby w jaskiniach




Walerij Kukarenko

W amerykańskich jaskiniach Luray Caves, VA,  stworzono unikalny instrument muzyczny – organy ze stalaktytów. 37 stalaktytów podłączono do tradycyjnych organów i gra się na nich przy pomocy tradycyjnej klawiatury.

Na całej Ziemi znajduje się mnóstwo różnorakich jaskiń, a w wielu z nich nie stanęła noga człowieka. Niektóre są rozciągnięte na dziesiątki kilometrów, maja podziemne jeziora i rzeki, głębokie przepaści i przełomy, wielkie sale, poplątane labirynty korytarzy i badanie ich nie jest takie proste. Z wieloma z nich są związane legendy. Mówią tam, jak w bajce o Ali Babie i 40 rozbójnikach, o ukrytych w nich niesłychanych skarbach.


Bogactwa Mata-Tasz


Wedle legendy, dawno temu wojownicy armii Niebieskiego Cesarstwa przypuścili atak na co bogatsze miasta Azji Środkowej – Samarkandę i Bucharę. Naładowani cenną zdobyczą, w drodze powrotnej postanowili przezimować w rejonie jeziora Rangkul w Tadżykistanie (N 38°28’24” – E 074°15’03”; 3783 m n.p.m.), w dolinie z pięknymi pastwiskami dla ich koni. Aby odetchnąć po długim marszu, rozbili obozowisko u podnóża 500-metrowej turni. Chińczycy nie wiedzieli, że w tych miejscach, na wysokości 4500 m n.p.m. pogoda jest nieprzewidywalna. Wkrótce ostro się oziębiło, spadł tak głęboki śnieg, że konie nie mogły dostać się do trawy i zaczęły padać z głodu. Potem nie było mowy o odpoczynku i perspektywa zimowania w tym miejscu okazała się być niebezpieczna.

Pewnej nocy grupa najbardziej zdesperowanych wojowników zabrawszy część zrabowanych skarbów i najsilniejsze konie, porzuciła towarzyszy i uciekła przez przełęcz. A żeby nie było za nimi pogoni, to przecięli żyły na końskich nogach i do rana te już nie żyły. Wojownicy widząc, że padli ofiarami zdrady, postanowili ukryć to, co im pozostało tam, gdzie niełatwo byłoby to wydobyć – w jaskini Mata-Tasz, do której wejście znajdowało się na przewieszonej skale na wysokości 200 m.


Mięsna drabina


Chińczycy znaleźli sposób, jak się tam dostać. Oni poćwiartowali końskie trupy na kawałki, które potem przymocowali do skały, a na silnym mrozie mięso szybko przymarzało do skalnej powierzchni. Wspinając się coraz wyżej, wojacy zrobili drabinę do wejścia do jaskini, no a potem przenieśli do jaskini swoją zdobycz, zaś sami osiedlili się w drugiej jaskini. Wejście do niej było jeszcze wyżej, przy samym grzbiecie skalnym, ale wejść tam było lżej. Chińczycy mieli nadzieję tam przezimować, ale zginęli z głodu i zimna. Z wiosną pocieplało i kawałki mięsa odpadły od skały przez co jaskinia stała się niedostępna. Kiedy wiał silny wiatr, to wydmuchiwało z niej a to bogato szamerowany chałat, to jakiś srebrny puchar czy inną drogocenną rzecz.

Wielokrotnie próbowano wydobyć ten skarb z jaskini. Jedna z nich mówi o dwóch próbach, które się powiodły. Ponoć w zimie jeden z miejscowych wyrżnął całe swoje bydło i tak jak Chińczycy, po kawałkach mięsa dostał się do wejścia do jaskini, ale wewnątrz jaskini coś go nastraszyło tak, że uciekając odpadł od skały i się zabił.

Drugą próbę podjął jakiś Tadżyk przyszły alpinista. Wykorzystując wszelkie nierówności skały on także wspiął się do samego wejścia do jaskini i zajrzał do niej, ale odpadł. Przed śmiercią zdążył on opowiedzieć zebranym wokół niego miejscowym, że pośród worków i juków ujrzał on tam straszne, czarne zwierzę. Poszła fama, że skarbów strzeże sam Szatan i potem już nikt nie ryzykował wejścia do jaskini. Powiadają, że jakieś 50 lat temu wiatr wywiał z niej wszystkie skarby – ale jakie – tego nie wie nikt.


Droga pod ziemią


Niektórzy odważni zabierali się do wejścia do jaskini, w której znaleźli śmierć chińscy wojownicy. Znaleźli w niej jedynie popiół od ogniska i kupki ludzkich kości. Mówi się, że był tam korytarz łączący ją z jaskinią ze skarbami, a także początek podziemnej drogi do Afganistanu, którą można byłoby poprowadzić cała karawanę. Tak więc speleolodzy i awanturnicy próbowali dostać się do Mata-Tasz tą drogą. Idąc długim wąskim korytarzem, gdzie latały stada nietoperzy i gasły lampki olejowe, śmiałkowie szli trzy dni, póki nie natknęli się na wielką ludzką czaszkę, na widok której w przerażeniu podali tyły. Inni znów spotkali siedzącego w modlitewnej pozie człowieka, zaś jeszcze inni – niewidocznego zwierza. Jaskinię tą zaczęli nazywać Sejkyrauu-unikjur co oznacza „zaczarowana jaskinia”.

Dzisiejsi speleolodzy przebywający kilka dni w Sejkyrauu-unikjur opowiadali, że jest to ogromna jaskinia, z wieloma salami, korytarzami i studniami, i że panuje w niej luty chłód. Badaczom udało się zejść 500 m w dół szerokim korytarzem. Znaleźli w nim powróz z sierści jaka, znaczy się w legendach miejscowych ludów mówiono o rzeczywistych wydarzeniach. Na tych terenach występują często trzęsienia ziemi i obwały i niektóre korytarze są zawalone oberwanymi skałami.

Dzisiaj do podnóża skały, gdzie w jaskini Mata-Tasz są ukryte skarby, doprowadzona jest droga i idący nią z nadzieją patrzą na wejście do niej. A nuż wypadnie z niej coś cennego?


Magiczne słowa


Nieopodal kwitnącej uzbekistańskiej Doliny Fergańskiej, w głuchym wąwozie okrążonym przez góry znajduje się jaskinia tajemnic – Kan-i-Gut czy Kanigut (N 40°00'45" - E 070°20'47"; 1607 m n.p.m.) – jedna z największych jaskiń labiryntowych w Azji Środkowej.[1] Znajdują się w niej olbrzymie sale, przepaście ciągnące się kilometrami, i setki poplątanych korytarzy, niezliczone przeplecenie wąskich przejść ze śladami dawnych robót górniczych pożytecznych kopalin i ludzkich kości. O tej jaskini pisał ongi słynny lekarz i podróżnik Abu Ali al-Husayn Abd Allah ibn al-Hassan ibn Ali ibn Sina alias Avicenna jak o miejscu, w którym starożytni mędrcy ukrywali złoto i nałożyli na nie zaklęcie.[2] Niemało poszukiwaczy skarbów zginęło w tej jaskini. Według legend, zamieszkuje w niej smok oraz człowiek z łukiem i strzałami zabijający każdego, kto ośmieli się tam wejść i zabrać skarb. W tych miejscach zdarzają się obwały, tak że jeżeli nawet były tam jakieś skarby, to wydobyć ich się już nie da. I dlatego trzeba znać słowa przeciwzaklęcia, które zdejmie ze złota zaklęcie mędrców Starożytności.


Guano i nie tylko


W jaskiniach RPA miliony nietoperzy z wieku na wiek pozostawiały na spągach jaskiń swe odchody czyli guano – nawóz ceniony bardziej od złota.

Ale w tych jaskiniach są inne cenne rzeczy. Mówi się, że w tych jaskiniach wodzowie wojujących plemion ukrywali złoto i diamenty. Od czasu do czasu wodzowie ginęli w walkach i zabierali tajemnicę złota ze sobą do grobu.

Jeżeli pojedziemy po autostradzie z Nelspruit w Transwaalu[3] to dojedziemy do farmy Sadvalas-kraal, niedaleko od której znajduje się jaskinia ze skarbami. Ona jest nazywana Som-Tjoba – od imienia wodza narodu Swazi (Suazi), który ukrywał się tutaj ze swymi wojownikami, bydłem i ziarnem przed swymi wrogami. Wspinaczka od podnóża góry do wejścia do jaskini trwa godzinę. W jaskini jest słodkowodne jezioro i podziemna rzeka. Jaskinia była idealnym ukryciem, którego wrogowie długo nie mogli zdobyć, chociaż wojownicy Swazi nieraz ją atakowali. Ale pewnego razu jaskinię opanowano i ludzi wycięto w pień. Pośród miejscowych krążyły legendy o ukrytych przez wodza Swazi skarbach w głębi jaskini, o diamentach i garnkach ze złotem.

W 1924 roku, do jaskini przyjechało dwoje białych ludzi z furgonami i zezwoleniem władz na wydobywanie guano. Jednakże kiedy usłyszeli oni od miejscowych o niebezpieczeństwach czekających na poszukiwaczy skarbów, to… zabrali się z powrotem do domu. Być może oni wcale nie przybyli po guano. Więcej ich nikt nie widział…


Źródło – „Tajny XX wieka” nr 5/2018, ss. 12-13
Przekład z rosyjskiego i angielskiego - ©R.K.F. Leśniakiewicz                 



[1] Wikipedia pisze, że jest to chroniony obszar Natury znajdujący się na północnym stoku Turkiestańskiego Grzbietu w Regionie Batken w Kirgistanie. Jaskinia ta jest w zasadzie kompleksem 18 pieczar, głębokich studni, wąskich przejść i tuneli. Jej długość wynosi ponad 1 km. Od VI do XI wieku jaskinia służyła jako kopalnia żelaza i ołowiu. (Wikipedia)
[2] Avicenna sam był alchemikiem i uprawiał „królewską sztukę” oraz parał się magią.
[3] Prowincja Mpumalanga.