Powered By Blogger

piątek, 6 listopada 2015

Mumia na „Titaniku”

Sala egipska w British Museum


W związku z wzrastającym zainteresowaniem historią zatonięcia RMS Titanic, stara opowieść o przekleństwie mumii będzie tu przypomniana. Zgodnie z jedną wersją, pewien staroegipski faraon był szmuglowany do Ameryki przez pozbawionego skrupułów handlarza dziełami sztuki. Zamierzał on sprzedać ów sarkofag znanemu muzeum w Nowym Jorku za 500.000 USD, a następnie podzielić się łupem z hienami cmentarnymi, które splądrowały grób królewski tego faraona.

Wydaje się, że bóg Anubis nie był z tego zadowolony i wydaje się, że bogowie Egiptu nie życzyli sobie, by ich ziemskie pozostałości były sprzedawane nawet za najwyższe ceny. Tak wiec bóg Anubis zatopił Titanika, zaś mumia powędrowała na dno oceanu, by znaleźć tam miejsce wiecznego spoczynku.

W innych historiach, mumia nie jest królewską, ale należała do kapłanki lub księżniczki (jedno nie wyklucza drugiego – przyp. tłum.) Amen-Ra. Jeszcze w innych historiach mumia została uratowana w łodzi ratunkowej i przybyła do Nowego Jorku, a kto podróżował obok niej oczywiście został w jakiś sposób poszkodowany przez jej przekleństwo. Jedna z wersji mówi o tym, że próbowano zorganizować powrót mumii do Egiptu na pokładzie statku SS Empress of Ireland, który zatonął, więc dokonano drugiej próby na pokładzie SS Lusitania, którą storpedowali Niemcy.


Klątwa królowej Haczepsut


Philipp Vandenberg pisał o klątwie[1] w swej książce pt. „The Curse of The Pharaohs” (1973) na s. 16:

Na pokładzie RMS Titanic było 2200 pasażerów, 40 ton ziemniaków, 12.000 butelek wody mineralnej, 7000 saszetek kawy, 35.000 jajek – i egipska mumia, którą lord Canterville transportował z Anglii do Nowego Jorku.

Mumia ta była doskonale zachowanym ciałem prorokini, która cieszyła się wielką estymą w czasach rządów faraona Amenhotepa IV – faraona-heretyka, który zmienił swe imię na Ichnaton/Echneaton.jej grób znaleziono w Tell-el-Amarna. Była tam zbudowana dla niej mała świątynia zwana „Świątynią Oczu”.

Ta żeńska mumia została wyposażona w zwyczajne amulety i artefakty. Amulet z inskrypcją Obudzenia z nieprzytomności w której śpicie i patrzy wam w oczy triumfując, kiedy wszystko co zrobiono przeciwko niej pozostanie za jej głową. Czyż nie jest to wskazówką, że szczątki prorokini podlegały szczególnej ochronie?
Mumie umieszczono w drewnianej pace i ze względu na jej wartość nie została ona umieszczona w ładowni Titanika, ale w pomieszczeniu za mostkiem kapitańskim. Wielu uczonych, którzy pracowało z mumiami wykazuje oczywiste objawy umysłowej dezorganizacji. Czy kapitan Smith także spojrzał w te fatalnie promieniujące oczy mumii? Czy mógł być także ofiarą klątwy?

Charles Pellegrino dodaje więcej szczegółów tego wydarzenia w „Unearthing Atlantis” (1991), ss. 298-299:

Mówi się, że w roku 1910, brytyjski egiptolog Douglass Murray był jednym z tych, którzy odczuli skutki klątwy królowej Haczepsut. Pewien amerykański łowca skarbów zbliżył się do niego w Kairze oferując na sprzedaż jedną część z wielowarstwowej trumny mumii królowej Haczepsut. Amerykanin ten zmarł zanim zdążył zrealizować czek od Murray’a. W trzy dni później broń eksplodowała Murray’owi w prawej ręce odrywając mu jej część. Wdała się gangrena i trzeba było odjąć przedramię do łokcia. Jadąc do Anglii wraz z sarkofagiem, otrzymał on depeszę o tym, ze dwóch jego najbliższych przyjaciół i dwóch służących nagle zmarło. Tuż po przyjeździe do Anglii poczuł moc przesądu i dał artefakt na przechowanie swej dziewczynie, z którą zamierzał się zaręczyć. Dziewczyna wkrótce zmarła na wyniszczającą chorobę. Później zmarła jej matka. Jej adwokat przekazał artefakt z powrotem Murray’owi, który szybko przekazał go British Museum.  British Museum miało nadmiar sarkofagów, tak więc postanowiono wymienić go na kości dinozaurów z Montany, które znajdowały się w Muzeum Historii Naturalnej w Nowym Jorku. Zanim sporządzono umowę, dyrektor Działu Egipskiego i fotograf z British Museum zmarli. Królowa Haczepsut zaczęła tracić swój powab. Kuratorzy muzealni załadowali go do paki i wyprawili na pierwszy lepszy statek . i w dniu 10.IV.1912 roku statek wypłynął z Southampton do Nowego Jorku. Haczepsut popłynęła do Ameryki na pokładzie RMS Titanic

William Thomas Stead


W. S. Stead


Niektóre źródła mówią, że ta legenda pochodzi z prasy i jej wydań z dni poprzedzających tragedię – oczywiście ukazała się w gazetach w tym czasie. A może zostało to wymyślone już na deskach pokładu Titanika? Jeden z pasażerów statku, William Thomas Stead był nie tylko dziennikarzem, ale także wyznawcą mistycyzmu i spirytualizmu oraz bywalcem u znanych mediów. Przed podróżą, Stead został ostrzeżony przez swego przyjaciela spirytystę, niejakiego pana Penny, by nie wypływał na ocean, bo jego statek zatonie. Stead przekazał tą informację kilku przyjaciołom po obiedzie, w czasie trzeciego wieczoru podróży – tj. w dniu 12 kwietnia, i okrasił tą historię wcześniejszym opowiadaniem o klątwie mumii związanej ze „skrzynią mumii” wystawionej w British Museum (i aktualnie trzymanej w tym muzeum jako eksponat nr 22542.


Mumia królowej Haczepsut


Eksponat #22542


Po zatonięciu Titanika (Stead zginął w katastrofie), kilku z ocalałych słuchaczy będących przy stole Steada, powtórzyło tą opowieść, która została przekręcona i dopasowana do sytuacji. W ten sposób właśnie narodziła się melodramatyczna legenda o przeklętej mumii, nie o wieku trumny, która pokutuje do dnia dzisiejszego. Pobieżna weryfikacja faktów nie przyniesie żadnych rezultatów. Żadnej mumii nie było na pokładzie Titanika!

Ta tzw. przeklęta „skrzynia mumii” czy aktualnie drewniana „deska mumii” czy wewnętrzna pokrywa trumny (oznaczona jako EA 22542) znajduje się w Sali 62 British Museum. Pokrywa ta jest z Teb i sadząc po kształcie i stylu dekoracji jest datowana na przełom XXI i XXII Dynastii. Niektóre z publikacji British Museum opisuje wieko jako należące do „kapłanki Amen-Ra” bazujących na założeniu, że kobieta tej rangi mogłaby być zatrudniona w świątyni tego właśnie boga [Amona Ra]. Dzięki donacji pani Warwick Hunt z Holland Park w Londynie, (w imieniu pana Arthura F. Wheleera) w lipcu 1889 roku, została ona wystawiona w muzeum w roku następnym. Mumia została zapakowana do skrzyni w czasie I i II Wojny Światowej ale – poza krótkim wyjazdem do Australii w 1990 roku – nie opuszczała ona muzeum. Wciąż opowiadane są historie o przekleństwie mumii, pomimo faktu, że nie ma na to żadnego dowodu.                 


Przekład z j. angielskiego – Robert K. Leśniakiewicz ©


Komentarze z KKK


Witam

Titanic i tak by się rozpadł .....z mumią czy bez , z górą czy bez góry.......ktoś dał d...y w konstrukcji  mówiąc najprościej ..... ilość węgla jaka była w zawartości stali była gwoździem do trumny tego kolosa .......ktoś zaoszczędził i po pierwsze dał poszycie zdecydowanie za cienkie jeśli chodzi o grubość blachy i o zbyt dużej zawartości węgla o ile pamiętam .....jak  na taką jednostkę. 
Im większa zawartość węgla, a w konsekwencji udział twardego i kruchego cementytu , tym większa twardość stali.
Twardość ,ale nie plastyczność !.....i to go załatwiło  w pierwszym rejsie ......prawdopodobnie bliźniacze jednostki Titanica po tym dramacie wzmocniono , ale raczej według nieoficjalnych źródeł....... biorąc pod uwagę rozmiar dramatu celowo kreowany legendy aby ukryć najprostszą - ludzką chciwość ........nie będę pisał dalej co mam na myśli .....


Pozdrawiam! - Artur Pieprzyk





[1] P. Vandenberg jest autorem innej książki o klątwie – chodzi o „Das Flucht der Copernicus” w której to powieści przedstawia klątwę, jaką rzucił Mikołaj Kopernik na jedno ze swych odkryć. Jaka szkoda, że książka ta nie ukazała się dotąd w języku polskim…

czwartek, 5 listopada 2015

UFO z wąwozu



Aleksandra N. Boriskina (Sasowo, Riazańskaja Obł.)


Naraz rodzina chroni w pamięci historię spotkania z UFO. Te UFO najpierw widziała moja córka 16 lat temu we wsi Darino – N 54°23’34” – E 042°21’43”, Rejon Kadomski, Riazańska Obłast’.

Teraz mieszkamy w mieście Sasowo, w odległości 36 km od Darino. A szesnaście lat temu mieszkaliśmy na wsi, która znajdowała się z daleka od dróg i magistrali kolejowych. No i na dodatek na skraju wąwozu. Wąwóz był głęboki na 10-12 m i rozgałęziony – otaczał nasz dom z trzech stron. Wielkie drzewa rosły na jego skrajach i stokach aż do dna, gdzie płynie wartki strumień.

Lokalizacja miejsca obserwacji UFO we wsi Darino (GoogleEarth)

Latem 1996 roku, moja córka wracała z klubu. Odprowadzał ją jej rówieśny kolega. Doszli razem do rogu naszego domu, stali i rozmawiali. I naraz oboje zobaczyli, jak z wąwozu podnosi się coś zwiększające swoją wielkość, jak balon oświetlony z jednej strony i w aureoli już to mgły już to dymu. Obiekt przypominał ogromne jajo. Wokół była grobowa cisza: psy nie szczekały, kury i koguty milczały. UFO cicho płynął nad wąwozem i nad drzewami dotykając ich wierzchołków.

Wiatru nie było, ale korony drzew gięły się jakby pod ciężarem tego UFO. Obok naszego domu znajdował się budynek miejscowego szpitala, a dalej zaczynała się duża wieś Kotielno. Koliste jajo zaczęło się oddalać i jakby tajać, lecąc w kierunku szpitala i wsi. Po jakimś czasie przepadł i znikł bez śladu.

I znów usłyszeli oni dźwięki nocy i nawet zawiał wiaterek. Córka i jej przyjaciel rozejrzeli się, skomentowali to widowisko i rozeszli się do domów. Rankiem córka opowiedziała mi o wszystkim, co widziała ze swym chłopakiem. A ja byłam bardzo niezadowolona, że nie wyszłam wtedy na ulicę.


Źródło – „Tajny XX wieka”, nr 20/2015, s. 24

Przekład z j. rosyjskiego – Robert K. Leśniakiewicz ©    

środa, 4 listopada 2015

Księżniczka, która zatopiła „Titanica”

RMS Titanic


Walerij Nikołajew


W 1974 roku archeolodzy stwierdzili, że mumia faraona Ramzesa II się psuje. Wywieźli ją do Francji wyposażywszy w normalny, współczesny egipski paszport, gdzie w rubryce „zawód wykonywany” napisali „król (zmarły)”.

Jeden z moich znajomych odnosi się do archeologów z wielkim uprzedzeniem, przezywając ich „hienami cmentarnymi”. I jest on w tym nieodosobniony. Ograbianie mogił od niepamiętnych czasów i we wszystkich kulturach uznawano za jedno z najstraszniejszych przestępstw. Hieny cmentarne ryzykowały poniesienie najsroższych kar za naruszanie spokoju prochów przodków. Przekonał się o tym bohaterowie awanturniczego horroru Stevena Sommersa pt. „Mumia”. Odkryli oni stary grobowiec, z którego wypuścili siły Zła, które taiły się w ciele głównego kapłana Egiptu – Imhotepa – którego za popełnione przestępstwo przeklęto i pochowano żywcem. „No, ale przecież to w kinie” – powiecie. Ale w życiu są „biali” i „czarni” archeolodzy, z uporem rozkopujący dziwne kurhany i odkrywający grobowce, nie patrząc na konsekwencje niejednokrotnie płacą za swą nieostrożność najwyższą cenę.




Fatalny los


Około 3000 lat temu, ciało zmarłej egipskiej księżniczki Amen-Ra zostało złożone w drewnianej trumnie i pochowane w grobowcu na brzegu Nilu – w Luksorze. W 1890 roku, pewni poszukiwacze, których śmiało można porównać do „czarnych” archeologów, odkopali jej pozostałości. Swoje znalezisko, „hieny cmentarne” postanowiły sprzedać czwórce bogatych angielskich turystów, których zły los skierował na miejsce wykopalisk. Anglikom tak się spodobał kolorowy sarkofag, że zdecydowali się na zakupienie go. Rzucili losy o to, komu przypadnie ten skarb. Wygrany zapłacił kilka tysięcy funtów szterlingów i wysłał sarkofag do hotelu. A potem ten sam Anglik nie wiedzieć czemu skierował się w stronę pustyni – i przepadł na zawsze w jej piaskach. Drugiego uczestnika losowania następnego dnia postrzelił w rękę z fuzji służący Egipcjanin. Kończynę przyszło amputować. Trzeci powróciwszy do Anglii stwierdził, że został bankrutem przegrawszy wszystkie swe udziały na giełdzie. Czwarty ciężko zachorował, stracił pracę i skończył na tym, że zaczął sprzedawać zapałki na ulicy.

Nie wiadomo, co się stało z tym, który odkopał grobowiec. Historia milczy także o tym, jak grobowiec księżniczki Amen-Ra znalazł się w Anglii. Tam artefakt zmienił kilku właścicieli, przy czym wielu z nich zginęło w niewyjaśnionych okolicznościach. A oto, co zapisał w swym pamiętniku jeden z nich:
Kiedy próbowałem zajrzeć w oczy mumii, a dokładniej w to miejsce, gdzie one kiedyś były, to w pewnym momencie zaczęło mi się wydawać, że zabalsamowane ciało zdradza oznaki życia – jego wygląd emanował taką nienawiścią, że krew mi zastygała w żyłach…

I wreszcie ten amator mocnych wrażeń zdecydował się odsprzedać złowrogi sarkofag pewnemu londyńskiemu biznesmenowi, który pragnął go do dopełnienia swej kolekcji egipskich artefaktów. Ciało sprzedającego wkrótce znaleziono w jakimś zaułku z nożem w sercu. A u nabywcy wkrótce zaczęła się w życiu czarna seria: troje jego krewnych zginęło w wypadku drogowym, zaś jego dom zgorzał do cna (sarkofag przy tym w ogóle nie ucierpiał) Biznesmen zrozumiał, że te wszystkie wydarzenia są związane z mumią, na którą najwidoczniej rzucono przekleństwo, i podarował ją British Museum.   

Mumia fatalna 


Jatka w British Museum


Pod koła powozu, którym wieziono sarkofag z mumią wpadł jakiś przechodzień i otrzymał poważne zranienia. Potem jeden z pracowników Muzeum, który zaniósł ten ładunek do magazynu, potknął się na schodach, przewrócił się i złamał nogę. Jego kolega, będący w dobrym zdrowiu, wkrótce zmarł  w ciągu kilku dni.

Sarkofag został umieszczony w egipskim oddziale Muzeum. I tutaj właśnie obudzony duch księżniczki zaczął działać w swym pełnym wymiarze. Widzieli to nocni stróże, którzy słyszeli jak to w nocy ktoś w trumnie stuka, woła i płacze. Te odgłosy doprowadzały do utraty zmysłów. A rankiem pracownicy wchodząc do ekspozycji egipskiej widzieli eksponaty, które były pozdejmowane ze swych miejsc i porozrzucane po sali… Kiedy jeden stróż zmarł w czasie nocnego dyżuru, jego zastępca szybko się zwolnił z pracy. A potem jedna ze sprzątaczek zmiatająca kurz z sarkofagu pozwoliła sobie strzepnąć kurz na twarz z sarkofagu – i wkrótce jej syn zmarł na odrę.

Kierownictwo muzeum postanowiło więcej nie kusić losu i przeniosło sarkofag do magazynu. Ale i tak wkrótce potem, jeden z pracowników poważnie zachorował, a odpowiedzialny za przeniesienie sarkofagu został znaleziony martwym za stołem roboczym.

Po stolicy rozpełzły się plotki o złym duchu, który nawiedził British Museum. Pewien młody reporter postanowił zarobić na zdjęciach budzącego grozę sarkofagu. Wywoławszy film i zrobiwszy odbitki stwierdził on, że ze zdjęcia patrzy na niego jakaś potworna twarz. Wstrząśnięty tym młody człowiek, jeszcze tego wieczoru zastrzelił się u siebie w domu.


Zło pozostaje złem


Potem przez jakiś czas muzea pozbywały się złowrogiego eksponatu i wreszcie sprzedano go do prywatnej kolekcji. U nabywcy od razu zaczęła się seria nieszczęść. Wreszcie zabrał mumię na poddasze. Dom ten odwiedziła pewnego razu znana teozofka i okultystka Helena Bławatska. Zaraz po wejściu doń wpadła w trans. Powróciwszy do siebie zwiedziła cały dom w poszukiwaniu niezwykle silnego źródła Zła i na koniec weszła na poddasze, gdzie odkryła sarkofag. Gospodarz zapytał ją:
- Czy może pani wygnać precz tego złego ducha?
- Złych duchów nie można przegnać – odpowiedziała Bławatska – Zło pozostaje Złem na zawsze. Tutaj niczego nie da się zrobić. Radzę panu pozbyć się tego Zła jak tylko się da najszybciej.

Ale wykonanie tej rady wcale nie było takie proste. Sława złowieszczego artefaktu tymczasem rozpełzła się w całym cywilizowanym świecie i nikt się nie chciał z nim wiązać.

Ale w końcu znalazł się taki śmiałek, a okazał się nim lord Canterville – angielski arystokrata, znany kolekcjoner. Był on bardzo oczytanym człowiekiem i wiedział o tym, że na sarkofag rzucono potężne przekleństwo, które uderzy w każdego, kto ośmieli się naruszyć spokój księżniczki. Ale chęć posiadania dawnego artefaktu okazała się silniejsza od strachu. Lord miał nadzieję, że jeżeli nie będzie otwierać sarkofagu, to przekleństwo nie będzie go dotyczyć.


Trzy katastrofy morskie


I rzeczywiście, przez pewien czas lord Canterville posiadał swój skarb bez żadnych następstw. A następnie zdecydował się on na wystawienie tego sarkofagu w Nowym Jorku. Zabukował sobie kajutę na pokładzie najlepszego w świecie liniowca, pasażerskiego transatlantyku, zaś sarkofagowi przynależało miejsce w przedziale towarowo-bagażowym. I wszystko byłoby OK., gdyby nie to, że ów statek nazywał się RMS Titanic

[Na ten temat pisze także Daniel Laskowski w swym opowiadaniu pt. „Tajemnica Horheberis” – zob. http://xxx-przygoda.bloog.pl/id,351742636,title,TAJEMNICA-HORHEBERIS-1,index.html – uwaga tłum.]

Jak wiadomo, w nocy 14/15.IV.1912 roku, zatonął on po zderzeniu z górą lodową – według oficjalnej wersji – i zabrał ze sobą w głębiny ponad 1500 osób. A co z mumią? Wiemy na pewno, że ona nie zatonęła. Znaleźli się świadkowie, którzy widzieli, jak lord Canterville zabrał ją ze sobą do szalupy ratunkowej, nie patrząc na protesty innych pasażerów. Inni zaś twierdzą, że zauważyli ten sarkofag pływający na powierzchni oceanu wśród przedmiotów pochodzących z kadłuba Titanika.

[Wszystko byłoby OK., gdyby nie drobiazg. Na listach pasażerów Titanika 1, 2 i 3 klasy nie znalazłem nikogo o nazwisku Canterville/Kanterville lub nawet zbliżonym – zob. https://en.wikipedia.org/wiki/Passengers_of_the_RMS_Titanic - przyp. tłum.]

Jakby to nie było, w 1914 roku księżniczka Amen-Ra przypomniała światu o sobie. Nowym właścicielem sarkofagu stał się bogaty Kanadyjczyk z Montrealu. Szybko zorientował się, jak niebezpiecznym jest ten artefakt i zdecydował się wyprawić mumię ponownie do Anglii statkiem o nazwie RMS Empress of Ireland. Jednakże w dniu 29.V.1914 roku, wkrótce po wyjściu z portu, ów parowiec zderzył się z norweskim węglowcem SS Storstad. W rezultacie zginęło 1029 osób. 



Tragedia SS Empress of Ireland

Sam Kanadyjczyk ocalał. Zrozumiał wtedy, że duch księżniczki nie uspokoi się, póki mumia nie wróci do swego miejsca pochówku w Luksorze. No i zdecydował on zwrócić mumię ziemi egipskiej. Statek, na pokład którego wszedł wraz ze swym niebezpiecznym ładunkiem, w dniu 1.V.1915 roku wyszedł z Nowego Jorku. Po sześciu dniach zaatakował go niemiecki U-boot. Wystrzelona przezeń torpeda posłała parowiec na dno wraz z 1200 osobami. Statkiem tym była RMS Lusitania




RMS Lusitania tonie

Kanadyjczyk znów to przeżył, ale przez całe życie dręczyły go wyrzuty sumienia, że przez jego lekkomyślność tylu ludzi straciło życie.

Nie patrząc na wszystkie wysiłki lekarzy i uczonych nie udało się wyjaśnić z właścicielem, co stało się z mumią. Najprawdopodobniej sarkofag pozostał w kadłubie zatopionego parowca i obecnie znajduje się na morskim dnie gdzieś niedaleko od wybrzeży Irlandii. I nie daj Boże, by jakiś poszukiwacz skarbów spróbował wydobyć go na powierzchnię! Wszak przekleństwo księżniczki Amen-Ra pozostaje w mocy do dziś dnia, póki ona nie powróci do Luksoru.


Moje 3 grosze


Jako racjonalista i materialista dialektyczny oczywiście wykluczam wszelkiego rodzaju działania nadprzyrodzone, klątwy,  przekleństwa i inne temu podobne cudowności. Mogło być wiele różnych przyczyn śmierci tych ludzi i opisanych wydarzeń. Ale jest jeszcze jedna, dziwna i zarazem ciekawa okoliczność, która nie wygląda na zwykły przypadek czy zbieg okoliczności.

No bo popatrz Czytelniku na zamieszczone tu ilustracje: trzy statki toną z trzech różnych powodów: RMS Titanic – zderzenie, a raczej otarcie się o górę lodową; RMS Empress of Ireland – zderzenie z SS Storstad, zaś RMS Lusitania – trafienie torpedą wystrzeloną z U-20. A teraz pytanie: Jaka jest cecha wspólna tych trzech katastrof?  

Odpowiedź brzmi – wszystkie te statki zostały ugodzone w prawą burtę, i wszystkie poszły na dno przegłębiając się na dziób i sterburtę!

I jeszcze jedna dziwna ciekawostka: w identyczny sposób, po najechaniu na minę, w dniu 21.XI.1916 roku, na pozycji N 37°4205 - E 024°1702(Morze Egejskie) w ciągu 55 minut na dno poszedł sister-ship Titanika – HMHS Britannic! Co ciekawsze – mina eksplodowała w przedniej części prawej burty! Na szczęście udało się uratować niemal wszystkich członków załogi i personelu szpitalnego. Przypadek? Jeżeli tak, to bardzo, bardzo dziwny!

W podobny sposób, poszedł na dno w dniu 26.VII.1956 roku, jeszcze inny transatlantyk – włoski pasażerski liniowiec SS Andrea Doria, który zatonął po kolizji radarowej ze szwedzkim statkiem SS Stockholm. I znów (kolejny przypadek???) dziobnica szwedzkiego statku wbija się w prawą przednią część burty włoskiego liniowca, który poszedł na dno na pozycji N 40°30’ – W 069°52’ (50 mn od latarni morskiej Nantucket). Włoski statek poszedł na dno w dostatecznie długim czasie, by uratować niemal wszystkich pasażerów i członków załogi.

Wszystkie te katastrofy dają do myślenia, bo możemy mówić zatem raczej o klątwie Titanika, a nie jakiejś tam mumii. Tylko… - skąd wzięła się klątwa Titanika, bo od niego wszystko się zaczęło?

Zacznę od tego, że ten statek nie został ochrzczony! Nie rozbito mu o dziobnicą butelki szampana, czy choćby wody morskiej!

Jego horoskop – wedle czeskiej astrolożki Zošy Klinkorovej – był także nieciekawy i nie wróżył mu niczego dobrego, podobnie jak horoskopy zdecydowanej większości jego pasażerów.

Kolejna przesłanka: jak głosił slogan reklamowy, nawet Bóg nie byłby w stanie go zatopić – co samo w sobie stanowi bluźniercze wyzwanie.

Poza tym transportowano na jego pokładach przynajmniej dwa niebezpieczne artefakty: mumię księżniczki Amen-Ra i figurę Szatana – jak głosi popularna pogłoska.

No i wreszcie załoga była niezgrana, niedotarta, jej ukompletowanie niepełne, oficerowie pozamieniani funkcjami, a taki zespół może popełnić o wiele więcej błędów, niż ludzie, którzy już ze sobą pływali. I te błędy zostały popełnione!

OK., ale to dotyczy Titanica, a co z resztą statków? Co Wy na to Czytelnicy?    


Tekst i ilustracje – „Tajny XX wieka”, nr 20/2015, ss. 20-21 i Internet
Przekład z j.rosyjskiego – Robert K. Leśniakiewicz ©   

niedziela, 1 listopada 2015

Rakiety versus bolidy



W dniu wczorajszym nad północną Polska pojawiły się dwa jasne bolidy, które zaobserwowano na niebie. Jak twierdzą świadkowie, były one bardzo jasne i ich kolor był zielonkawy. Tak opisały to portale internetowe:


Niecodzienne zjawisko na polskim niebie


Niecodzienne zjawisko na polskim niebie. Około godziny 19-stej pojawił się na nim ogromny rozbłysk światła.
Jak mówi Informacyjnej Agencji Radiowej Karol Wójcicki z Centrum Nauki Kopernik był to gigantyczny, zielono-żółty bolid. Ślad po nim utrzymywał się na niebie przez 30-40 sekund.
Karol Wójcicki dodaje, że zjawisko miało związek z wtargnięciem w atmosferę nad Polską niewielkiej bryły skalnej. W tej chwili nie wiadomo, co to był za obiekt i czy był związany z przelatującą w pobliżu Ziemi asteroidą. (Onet.pl)


Potężny rozbłysk meteorytu widziany nad Polską


Kilka minut po godzinie 19 pojawił się duży błysk, który rozświetlił całe niebo - informują użytkownicy Twittera. - Podobno był to meteoryt - piszą internauci. Zjawisko rozbłysku było widziane w wielu regionach Polski.
Za duży na spadająca gwiazdę, za mały na kometę. Internauci snują domysły na temat widzianego zjawiska, które w godzinach wieczornych było widziane nad Polską i Czechami. Zamieszczają też nagrane filmy i zdjęcia z telefonów komórkowych.
Karol Wójcicki z Centrum Nauki Kopernik mówi, że był to gigantyczny, zielono-żółty bolid. Ślad po nim utrzymywał się na niebie przez 30-40 sekund. Według niego zjawisko miało związek z wtargnięciem w atmosferę nad Polską niewielkiej bryły skalnej.


Wielka asteroida przeleciała tuż obok Ziemi

Jedni się przestraszyli, inni wypowiadali życzenia, a niektórzy - choćby ze względu na zachmurzone niebo - nie widzieli nic. Meteoryt pojawił się na północnym niebie. Nie wiadomo co to był za obiekt i czy ma coś wspólnego z przelatującą dziś nieopodal naszej planety asteroidą. W kosmosie są miliony ciał niebieskich. Praktycznie każdego dnia spada coś na Ziemię. Rocznie w naszą atmosferę wpada nawet 500 takich obiektów.

Meteoryt to drobna część ciała niebieskiego. Wpadając w atmosferę ziemską, przelatuje przez nią z początkową prędkością ok. 20 km/s, a na skutek oporu powietrza wyhamowuje na wysokości 20–40 km, rozgrzewając się i świecąc. Obiekty świetlne widoczne na naszym niebie nazywane są meteorami (WP.pl)


Tymczasem poza tym w Halloween straszyła nas asteroida. Przypomina trupią czaszkę i minęła Ziemię o włos:


CZY PRZETRWALIBYŚMY, GDYBY W NAS UDERZYŁA?

Asteroida przeleci tuż obok Ziemi, przypomina trupią czaszkę.
Przestrzeń kosmiczną przemierza wiele okruchów skalnych. Mają one różne wielkości - od kilku metrów do kilkudziesięciu kilometrów. W sobotę wieczorem w dość bliskiej odległości od Ziemi przeleciała asteroida o średnicy kilkuset metrów. Gdyby uderzyła w Ziemię, mogłaby unicestwić obszar o powierzchni Polski.

Asteroida postraszy nas w Halloween. Jest nieobliczalna

Jak donosi NASA, 31 października asteroida przeleci obok Ziemi. To będzie największe zbliżenie od 2006 roku.
Według NASA w Halloween asteroida 2015 TB 145 minęła nas o włos. Ten "włos" to 499 tysięcy kilometrów. Dla porównania odległość pomiędzy Ziemią a Księżycem wynosi niecałe 400 tysięcy kilometrów. Taka sytuacja nie miała miejsca od 2006 roku.

Wielkość ma znaczenie

Zaczęły się rodzić pytania, co by było, gdyby asteroida 2015 TB 145 uderzyła w Ziemię. Scenariuszy jest wiele. Skala zniszczeń zależałaby od struktury i wielkości obiektu kosmicznego, a także od tego, pod jakim kątem weszłaby w ziemską atmosferę. Proste symulatory pomagają wyobrazić sobie skalę takiej katastrofy.

Zniszczenia w ogromnej skali

W piątek trzynastego pewien kosmiczny obiekt trafi w Ziemię. Jest się czego bać?
W piątek 13 listopada czeka na Ziemi wyląduje „coś” z Kosmosu. Astronomowie zacierają ręce na spotkanie z obiektem.
Tomasz Rożek na swojej stronie „Nauka. To lubię” podaje kilka możliwości. Jeśli obiekt miałby mniej niż 25 metrów, to po prostu spaliłby się w naszej atmosferze, a na Ziemię doleciałyby niewielkie jego okruchy, tak jak było w Czelabińsku. Asteroidy do 150 metrów średnicy uderzają w Ziemię średnio raz na 20 tysięcy lat. Powodują zniszczenia promieniu kilkuset kilometrów kwadratowych.
Jeśli w Ziemię uderzyłby obiekt o wymiarach 600 metrów (co zdarza się raz na 200 tysięcy lat), na całej planecie powstałoby tsunami, a zniszczony obszar można by było porównać do obszaru Polski. Takich właśnie zniszczeń moglibyśmy się spodziewać, jeśli asteroida 2015 TB145 uderzyłaby dziś w Ziemię.
Jeśli byłaby ona większa, oprócz zniszczeń, na naszej planecie doszłoby do odczuwalnych zmian klimatycznych, a atmosfera byłaby bardzo zanieczyszczona. Rożek szacuje, że aby unicestwić naszą planetę, musiałby w nią uderzyć obiekt o średnicy powyżej 10 tysięcy metrów.

Niestandardowa orbita

Asteroida 2015 TB145 została zauważona przez NASA na początku października. Dlaczego tak późno? Asteroida znajduje się na dość niestandardowej orbicie i nawet największe komputery Agencji nie były w stanie dokładnie wyliczyć drogi, po której asteroida będzie się poruszała. Z tego powodu NASA obiekt uznała za niebezpieczny, jednak w końcu przyznała, że naszej planecie ona nie zagraża. Asteroida przeleciała obok Ziemi z prędkością 125.500 km/h (34,86 km/s). Jej rozmiar szacowany jest na ok. 600 m.

Niczym trupia czaszka

Na portalach społecznościowych krąży ciekawe zdjęcie. Ukazuje asteroidę 2015 TB145, która przypomina trupią czaszkę. Ciekawy zbieg okoliczności akurat w Halloween. Pokazują je nawet specjaliści z NASA.


A teraz z nieco innej beczki, tylko pozornie odbiegające od zasadniczego tematu. Wszystko to powyższe brzmi bardzo ciekawie, ale jest jeszcze jeden dziwny aspekt tych wydarzeń, a mianowicie:


Ćwiczenia rosyjskich sił zbrojnych, odpalono wiele pocisków rakietowych


W siłach zbrojnych Federacji Rosyjskiej przeprowadzono planowe ćwiczenia sprawdzające systemy dowodzenia - poinformował resort obrony Rosji. Podczas tych manewrów zostało odpalonych wiele pocisków, w tym rakiety międzykontynentalne Topol.

Ćwiczenia miały na celu weryfikację niezawodności przepływu rozkazów i sygnałów w całej pionowej strukturze dowodzenia, od narodowego centrum dowodzenia obroną Federacji Rosyjskiej, po stanowiska dowódcze związków taktycznych i jednostek wojskowych.

Z okrętów podwodnych Floty Północnej K-117 Briańsk i Floty Pacyfiku K-223 Podolsk, znajdujących się na morzu Barentsa i Ochockiego, wystrzelono rakiety balistyczne. Z okrętu Flotylli Kaspijskiej, korwety Wielikij Ustiug wystrzelono podczas tych ćwiczeń pocisk manewrujący Kalibr.

W ramach ćwiczeń z kosmodromu w Plesiecku odpalono międzykontynentalne rakiety balistyczne Topol. Z bombowców strategicznych Tu-160 wystrzelono pociski manewrujące do celów naziemnych na poligonach Pemboj (Republika Komi) i Kura (Kamczatka).

Z operacyjno-taktycznego systemu Iskander odpalono pocisk manewrujący do celu na poligonie Kapustin Jar. (WP.pl)


No właśnie. Czyż nie jest to ciekawe, że te manewry dziwnie zbiegły się w czasie w przelotem w bliskiej odległości asteroidy 2015 TB145? Bo to, że zaobserwowane nad Polska bolidy są towarzyszami tej asteroidy to jest więcej, niż pewne. Dlatego sądzę, że manewry te mogły być nie tyle demonstracją siły, ile próbą możliwości obronnych przed zagrożeniem z Kosmosu.

Nie zapominajmy, że to właśnie na terytorium Rosji spadło Tunguskie Ciało Kosmiczne, Meteoryt Sichote-Aliński, Meteoryt Mamski, Meteoryt Czelabiński… - jest się czego bać. Uderzenie 500-600 metrowej asteroidy 2015 TB145 zamieniłoby w perzynę obszar co najmniej 300.000 km2 – czyli co najmniej tyle, co Polska i byłoby większym kataklizmem, niż eksplozja Tunguskiego Ciała Kosmicznego.

Czy zaobserwowane meteory należały do asteroidy 2015 TB145, czy do któregoś z rojów promieniujących w tym okresie? W Noc Walpurgii promieniują roje:

v Pd. Taurydy (STA) – 15.IX – 26.XI, Vg* = 27 km/s, N** = 7
v Pn. Taurydy (NTA) – 19.IX – 1.XII, Vg = 29,2 km/s, N = 7
v Nocne Andromedydy (?) – 25.IX – 12.XI, Vg = 23,2 km/s
v Pegazydy (?) – 29.X – 12.XI, Vg = 11,2 km/s
v Październikowe Arietydy (OAR) – 1-31.X, Vg = 28 km/s, N = 5
v Orionidy (ORI) – 2.X – 7.XI, Vg = 66,4 km/s, N = 30

Polscy meteorytolodzy sądzą, że należały one do roju Północne Taurydy, a zatem związane były one z tzw. Kompleksem Taurydów, a dokładniej z asteroidą 2004 TG10.

Tak czy inaczej, w czasie wieczornych spacerów patrzmy w nocne niebo, a może znów uda się nam zobaczyć ciekawe zjawisko przelotu bolidu.

Poza tym oczywiście będą przeloty ISS i towarzyszących jej obiektów Flock i innych. Potrzebna będzie lornetka. Życzę przyjemnych obserwacji szczególnie, że atmosfera nad Polską będzie czysta i pogoda bezchmurna do 4.XI, a i potem też ma być ładnie… 



Opinie z KKK


A ja miałem okazję i szczęście widzieć ten o 19.10. Był niesamowity. 
Piękny widok. 
Bądźmy czujni. 
Pozdrawiam (Leszek Ostoja-Owsiany)

Kosmiczny Łapaczu Kamieni
Czy Walpurgia to nie ostatnia noc kwietnia? Poza tym, w piątek po 21:00 widziałem nad Wieluniem meteor niedużej jasności, który wleciał w atmosferę pod ostrym kątem z kierunku północnego. Pamiętam, że miał jakąś barwę, ale nie jestem w stanie retrospektywnie potwierdzić, że była ona zielonkawa. Niemniej coś widziałem. A może była to któraś z sióstr Brunhildy, śpiesząca ku Ziemi Walkiria? (Smok Ogniotrwały)


Smoku Ogniotrwały,
Walpurga była mniszką z Dewonu, która pomagała św. Bonifacemu w chrystianizacji Germanów. A noc to wspomnienie powstania Kościoła Szatana. No i w tą noc odbywają się sabaty czarownic na Łysej Górze. (Arystokles)

Cześć,
Dziękuję za info. Byłem świadkiem tego zjawiska. Znajdowałem się wtedy w pokoju i w oknie na kierunku północnym pojawiło się "to coś" na dosłownie kolka sekund, przemierzyło "obszar okna" w kierunku ze wschodu na zachód. Pomyślałem - ot duży meteoryt, niemniej jednak zastanawia mnie ta poświata, zdecydowanie zielona, jaskrawo zielona. Muszę zestawić to zdarzenie z innymi faktami, które miały miejsce na tej planecie...
Pozdrawiam!  (Hermokrates)

Dzięki!
Nawiasem mówiąc, to czy przypomina Ci to coś znanego z literatury? Przypomnij sobie: John Wyndham i "Dzień Tryfidów"!
Pozdrawiam!  (Arystokles)




"Gazeta Krakowska", 2.XI.2015 roku, s. 8

ASTRONOMIA. Meteor przeleciał nad naszym niebem. To niezwykłe zjawisko wielu przypłaciło palpitacją serca. Eksperci uspokajają - zagrożenia nie było.

Niezwykłe zjawisko można było obserwować w sobotę (31.X). Po godzinie 19 w wielu regionach Polski na niebie pojawił się olbrzymi rozbłysk.
- Gdy podniosłem wzrok, zobaczyłem na północnym niebie gigantyczny rozbłysk. Ten meteor miał zielono-żółtą barwę, pozostawił po sobie ślad na blisko 30-40 sekund - zachwyca się Karol Wójcicki z warszawskiego Centrum Nauki Kopernik.

Jak ustalono, to tzw. bolid, czyli ciało niebieskie o dużej jasności. Pochodził z roju meteorów o nazwie Taurydy Północne. 

Są bardzo rzadkie. Efekt płomienia powstaje, gdy przez atmosferę przechodzi obiekt nie tak mały, jak w przypadku zwykłego meteoru (czyli przeważnie wielkości ziarnka piasku), lecz większy, często kilku lub kilkunastocentymetrowy.

Kiedy tak duży obiekt wpada w atmosferę Ziemi, a zwykle dzieje się to przy prędkości kilkudziesięciu kilometrów na sekundę, jego powierzchnia nagrzewa się do temperatury kilku tysięcy stopni.

Powodem wzrostu temperatury jest silne sprężanie powietrza tuż przed czołem bolidu, a nie samo tarcie. jego przelotowi niejednokrotnie towarzyszy grom dźwiękowy. (AIP)

-----
* - Prędkość względem Ziemi.
** - Ilość błysków na godzinę.