Powered By Blogger

poniedziałek, 6 lipca 2020

Srebrzyste obłoki nad Jordanowem – wreszcie!



Od wielu dni po różnych portalach internetowych krążą zdjęcia i relacje o obserwacjach tzw. samoświecących czy bardziej uczenie luminescencyjnych obłoków zwanych także obłokami srebrzystymi – z ang.: silver clouds.


Te ciekawe chmury znajdują się na najwyższym piętrze chmur i występują na pułapie 80 km nad powierzchnią Ziemi. Są to cząstki pary wodnej i żelaza – stanowiących pozostałość po rojach meteorów wpadających w atmosferę naszej planety. Obserwuje się je tylko nad północną hemisferą, a to dlatego, że gros rojów meteorytowych znajduje się na północnej półkuli nieba.











A oto metryczka wczorajszej obserwacji:

TYP INCYDENTU: obłoki luminescencyjne
MIEJSCE: Jordanów -  N 49°38'57” - E 019°49'48”
DATA: 5.VII,2020
CZAS: 21:40 – 22:10 CEST
CZAS TRWANIA: ok. 30 min.
ILOŚĆ OBIEKTÓW: 2 ławice chmur na AZ = 10° i 340°, H = 20-30°
ŚWIADKOWIE: 6 osób
ZDJĘCIA: 25

Warunki pogodowe były następujące:

TEMPERATURA POWIETRZA: +20°C
WILGOTNOŚĆ POWIETRZA: ok. 60%
WIATR: słaby z kierunku N.
CIŚNIENIE ATMOSFERYCZNE: 1013 hPa
ZACHMURZENIE: 0.0
WIDZIALNOŚĆ: CAVU – doskonała.
SMOG: minimalny - CAQI 20

Obserwowaliśmy początkowo słabo widoczne obłoki w zenicie i na kierunku zachodnim – AZ = 270°, a potem w miarę zapadania ciemności widoczne były doskonale dwie ławice srebrzystych obłoków nad Pasmem Babiogórskim i górą Przykiec, przy doskonałej przejrzystości powietrza. Wykonałem ogółem 25 zdjęć, z czego 4 odrzucono jako nieudane.














Poza tym udało mi się sfotografować wschód Księżyca i Jowisza w koniunkcji.


W ogóle widoczny tej nocy był także Saturn – w koniunkcji z Księżycem i Jowiszem w konstelacji Strzelca i Koziorożca, Mars w Rybach i Wenus w Byku. Niestety – Merkury ze Słońcem znajduje się w Bliźniętach, więc nie jest widoczny w blasku naszej dziennej gwiazdy. Mam nadzieję, że jeszcze nieraz tego lata zobaczymy takie widowisko.

piątek, 3 lipca 2020

Krakowska kapsuła czasu


Kapsuła czasu na tle gmachu Muzeum Narodowego

Od wielu lat praktykowane jest wysyłanie w przyszłość różnych przedmiotów w kapsułach czasu. W Jordanowie taka kapsuła znajduje się w budynku Sądu Miejskiego – dzisiaj Poczty Polskiej. W 1959 roku taką kapsułą czasu stała się książka pod redakcją Stanisława Aleksandrzaka pt. „Przygody z tej i nie z tej Ziemi, czyli świat za wiele, wiele lat” (Nasza Księgarnia, Warszawa 1961), w której zamieszczono rysunki, krótkie opowiadania i malowanki ukazujący świat Przyszłości w 2059 roku. Taką cezurą był jednak rok 2000, w którym świat miał być miejscem przyjaznym dla ludzi, loty w Kosmos powszedniością, mieszkanie na dnie Wszechoceanu i planetach - czymś normalnym i codziennym. Komputery i roboty miały ułatwiać życie ludziom, którzy wreszcie uwolnieni od ciężkiej pracy mogli realizować swe marzenia i założone cele - ale przede wszystkim ekspansję w Kosmos. Energia jądrowa i termojądrowa miała służyć całej Ludzkości. Atom miał być źródłem postępu i dobrobytu. 







Opis niektórych artefaktów z kapsuły czasu

Mamy rok 2020 i możemy sobie porównać, które z tych wszystkich marzeń zostało zrealizowanych… Raczej niewiele, poza burzliwym rozwojem informatyki i robotyki, które to roboty rzeczywiście coraz bardziej zastępują człowieka.



Kolejna kapsuła czasu znajduje się w Krakowie przed Muzeum Narodowym. Zgromadzono w niej m.in. teksty i rysunki wykonane przez krakowskie i nie tylko dzieci oraz młodzież. Czytając załączone opisy zawierające próbkę ich twórczości zauważyłem przede wszystkim spadek optymizmu. Młodzi ludzie -– owszem – opisują Przyszłość -–ale już nie w takich różowych barwach, jak ich rówieśnicy z 1959 roku. Przeważa troska o Ziemię i o Człowieka. Troska o to, czy technika nie zabije człowieka w człowieku. Czy nie sprowadzi nas do roli biologicznych automatów. Czy Ziemia nie zostanie doszczętnie zatruta i czy nie grozi nam wojna nuklearna i termojądrowy Armagedon?

No, cóż - do 2059 roku pozostało nam już niewiele - cztery dekady bez roku, w czasie których może się stać wszystko z nuklearnym i/albo chemiczno-biologicznym Holokaustem włącznie. I wszystko to zależy tylko i wyłącznie od  nas 

czwartek, 2 lipca 2020

112 lat temu…




Stanisław Bednarz


Dziś będzie o największej eksplozji w historii pisanej człowieka spowodowanej obiektem z kosmosu.

Mój kalendarz 112 lat temu 30 czerwca 1908 r. o 7:14 rano nad rzeką Podkamienna Tunguzka w środkowej Syberii doszło potężnej eksplozji. Wybuch powalił około 9 milionów drzew w promieniu 40 km. Widoczny był z odległości 650 km, a słyszany niemal dwukrotnie dalej. Wydarzenie to zarejestrowały sejsmografy na całej kuli ziemskiej. Jeszcze przez trzy dni na terenie Europy obserwowano tzw. białe noce…

W Londynie w środku nocy można było czytać gazetę. Rosyjskie magnetometry zwariowały pokazywały drugi biegun północny. Dokładny czas eksplozji zarejestrowało obserwatorium meteorologiczne w Irkucku. Kierownik stacji Arkady Woznesieński został zasypany doniesieniami o ognistej kuli", „świetlnym słupie", spadającym słońcu", trzęsieniu ziemi tak silnym, że gosposia popa spadła z ławki"… Na podstawie tych informacji wyliczył trajektorię lotu obiektu oraz miejsce eksplozji. Epicentrum znajdowało się 60 km od osady Wanawara. Na szczęście była to prawie bezludna okolica. Można było tam spotkać jedynie rzadko rozrzucone osady rdzennych mieszkańców Syberii Ewenków.

Z katastrofy cudem ocalał tunguski szaman. Przebywał 20 km od epicentrum w strefie największych zniszczeń. Opowiadał, że naokoło nagle poczerwieniało", rozległ się huk i stracił przytomność: W 1927 dopiero 19 lat po wybuchu sowieckie środowisko akademickie postanowiło wysłać pierwszą poważną ekspedycję naukową w rejon Podkamiennej Tunguzki. Badania zostały przeprowadzone przez Leonida Kulika.

Uczony ów wyraził przypuszczenie, iż na obszar Syberii spadł gigantyczny meteoryt, zbudowany z żelaza i niklu. Chcąc znaleźć dowody na poparcie tej tezy, Kulik długie lata prowadził badania w strefie torfowisk. Poszukiwania ekspedycji Kulika zakończyły się niepowodzeniem nie znaleziono żadnych pozostałości meteorytu lub krateru uderzeniowego, zawdzięczamy jej jednak sporą ilość materiału fotograficznego.






Zdaniem czechosłowackiego astronoma Ľubora Kresáka, stanowi to dowód, iż przyczyną katastrofy tunguskiej był meteoroid, którym był oderwany fragment Komety Enckego.

W 1990 roku w rejon katastrofy udała się ekspedycja naukowa składająca się z badaczy rosyjskich, bułgarskich, francuskich i szwedzkich, oraz Chorwata Korado Korlevicia. Ten ostatni, po dziesięciu dniach pobierania próbek ziemi, oznajmił, że wyrobił sobie pogląd na przyczynę i przebieg katastrofy tunguskiej. Zdaniem Korlevicia wybuch spowodowany został zderzeniem Ziemi z meteorytem o wielkości porównywalnej z drapaczami chmur – popiół i piasek stopiły się, tworząc tektyty szklane kuleczki, odnalezione przez ekspedycję Kulika. Powstała fala uderzeniowa rozchodziła się równolegle do powierzchni ziemi, co wyjaśnia dlaczego zniszczenia lasów na powierzchni 2150 km² miały nieregularny kształt, który widziany z góry przypominał motyla.

W czerwcu 2007 roku, dwóch naukowców z Uniwersytetu Bolońskiego, oświadczyło, że odnalazło krater… Według nich kraterem uderzeniowym jest jezioro Czeko znajdujące się 8 km na północny zachód od wyznaczonego dotychczas epicentrum, a więc w kierunku zgodnym z zeznaniami świadków zdarzenia oraz kierunku załamania drzew. Na jego dnie włoscy badacze natrafili na sprasowane osady denne, będące prawdopodobnie pozostałościami meteorytu… Odkrycie Włochów skrytykował doktor Gareth Collins z Londynu. Stwierdził, iż niecka zbiornika nie ma cech charakterystycznych dla krateru pouderzeniowego, a w jego pobliżu rosną ponad stuletnie drzewa W książce Alfreda Szklarskiego Tajemnicza wyprawa Tomka katastrofa tunguska uratowała od śmierci głównych bohaterów (zmuszając do ucieczki wrogich im Kozaków).


Moje 3 grosze


Gwoli ścisłości należy dodać, że Tunguskie Ciało Kosmiczne i jego upadek był punktem wyjściowym drugiej powieści Stanisława Lema „Astronauci”, w której była to katastrofa pozaziemskiego kosmicznego aparatu szpiegowskiego z Wenus, który wpadł w atmosferę ziemską, eksplodował (a była to eksplozja jądrowa) i pozostała po nim jedynie rolka taśmy magnetycznej z zapisem z misji szpiegowskiej.

Tak nawiasem mówiąc, to mój dziadek – Franciszek Baranowicz – widział upadek TCK z okolic Bajkału, a później był świadkiem upadku Meteorytu Łowickiego w nocy 11/12.III.1935 roku. Twierdził on, że były to dwa zupełnie różne zjawiska (pomijając skalę).

Zainteresowanym polecam następujące opracowania:
·        Antologia – „Bolid Syberyjski” -  http://hyboriana.blogspot.com/2012/01/bolid-sybreyjski-0.html i dalsze;
·        Hugh Carman – „ZBIERAJĄC METEORYTY - zacznij od swego podwórka...” - http://hyboriana.blogspot.com/2012/08/centrum-badan-ufo-i-zjawiskanomalnych.html i dalsze;
·        Peter Krassa – „Największa zagadka stulecia” - http://hyboriana.blogspot.com/2013/03/najwieksza-zagadka-stulecia-0.html  i dalsze.