Powered By Blogger
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą podróże w czasie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą podróże w czasie. Pokaż wszystkie posty

środa, 29 stycznia 2025

Co się dzieje na Tribeczu?

 


František Kovár

 

Zapytałem sztuczną inteligencję: Jakie są historie deformacji czasu na Tribeču?

Opowieści o deformacji czasu w górach Tribeč często opierają się na subiektywnych doświadczeniach osób, które tam się wybrały. Te historie mogą obejmować:

Zniknięcia na krótki czas: Jednym z najczęstszych opisów jest to, że ktoś idzie na krótki spacer lub wycieczkę i nagle dowiaduje, że spędził w lesie dużo więcej czasu niż myślał. Np. ktoś kto planował chodzić godzinny spacer wróci dopiero po kilku godzinach bez poczucia, że chodziłby dłużej.

Zwiększona prędkość upływu czasu: Wręcz przeciwnie, wydaje się, że czas szybko minął. Ludzie często donoszą, że wydawało się, że byli w lesie zaledwie kilka minut, a tak naprawdę nie było ich godzinami.

Zatrzymanie się czasu: Niektórzy twierdzą, że wydawało im się, jakby w niektórych częściach Tribeč stanął w miejscu. Na przykład, gdy wybrali się na wycieczkę, postrzegali otoczenie jakby było w innym czasie, gdzie nic się nie zmienia, a po powrocie stwierdzili, że otaczający ich świat trwa w normalnym tempie.

Dezorientacja i missing time (utrata czasu): Bardzo powszechne są historie ludzi, którzy gubią się w lesie, a kiedy udało im się odnaleźć drogę powrotną, odkryli, że czas, o którym nie mieli pojęcia, że może to wynikać z tego, że gęsty las może zakłócać orientację i powodować wrażenie, że czas płynie inaczej.

Historie z przeszłości: Są też opowieści historyczne, np. o leśnych alpinistach czy myśliwych, którzy wrócili z lasu czując, że minął zaledwie krótki czas, a rodziny lub przyjaciele czekali na nich znacznie dłużej.

Historie te często opowiadane są w kontekście legend i mistycyzmu otaczającego góry Tribeč. Podobnie jak w innych tajemniczych miejscach na świecie, doświadczenia te są w dużej mierze subiektywne i mogą na nie wpływać różne czynniki

Czynniki psychologiczne: Stres, niepokój lub odwrotnie, poczucie spokoju i relaksu w naturze mogą zakłócać postrzeganie czasu.

Czynniki fizyczne: Odwodnienie, głód czy fizyczne wyczerpanie mogą również zdeformować postrzeganie czasu.

Wpływy geologiczne: Często wspominane są teorie anomalii magnetycznych lub innych zjawisk geologicznych, które mogłyby wpłynąć na człowieka, choć bez potwierdzonych naukowo dowodów.

 

Jakie jeszcze paranormalne historie występują w Tribeč?

 

Góry Tribeč są pełne historii poruszających się pomiędzy paranormalnymi doświadczeniami a lokalnymi legendami. Oto niektóre z nich:

Zaginięcia i znalezienia: Oprócz znanych przypadków zaginięcia, takich jak zaginięcie Stefana Samshala w 1929 czy Waltera Fischera w 1939 roku, pojawiają się też opowieści o ludziach, którzy znaleźli się w zupełnie innym stanie niż można by się spodziewać. Niektóre znaleziono bez pamięci, inne z historiami, które wydawały się zupełnie nierealne.

Leśne stworzenia i duchy: Tribeč znany jest również z opowieści o różnych leśnych stworzeniach. Na przykład legenda o Leśnej Pannie (znanej również jako Wróżka, Leśna Nimfa lub Leśna Pani), która rzekomo mieszka w lasach i uwodzi podróżników. Są też opowieści o duchach, które straszą w miejscach starych zamków i pałaców w okolicy, np. w zamku Topolčiankach.

Dźwięki i światła: Niektórzy turyści i miejscowi mówią o dziwnych dźwiękach, których nie da się wytłumaczyć, takich jak płacz dziecka, głosy wołające po imieniu, czy dźwięki kroków tam, gdzie nikogo W nocy w lesie pojawiają się też niezwykłe światła czy świecące przedmioty.

Portale czasu i światy równoległe: Oprócz deformacji czasu mowa jest też o miejscach, w których mogłyby istnieć portale do innych czasów lub światów. Historie te często związane są ze zaginięciami lub osobami pojawiającymi się w nieznanych częściach lasu, które nie pokrywają się z ich poprzednią lokalizacją.

UFO i Kosmici: Tribeč ma też swoją formę historii o UFO. W przeszłości mówiono o obserwacjach niezidentyfikowanych obiektów latających nad górami, a nawet o spotkaniach z istotami pozaziemskimi.

Tajemnicze przedmioty i artefakty: W Tribeču znajdują się również tajemnicze artefakty, które nie mają wytłumaczenia, takie jak nieznane symbole wyryte w skałach czy znaleziska przedmiotów, które tam nie należą według zapisów historycznych.

 

I z ostatniej chwili:

 

Artykuł z 2 listopada 2006 r.

Nitrianska policja w rejonie „czworokąta bermudzkiego” notuje siedem przypadków zaginięcia osób, które zaginęły w Tribeczu. Jak informuje Renáta Horuháková z Dyrekcji Rejonowej PZ w Nitrze prawie wszystkie zaginione osoby zaginęły w górach Tribeč. „Poszli na grzyby lub na piesze wędrówki i nigdy nie wrócili” – mówi. Policja nie znalazła zaginionych w górach Tribeč żywych lub martwych. Na listę dziwnie zaginionych osób nie natknęliśmy się nawet w archiwum policji. Jak informuje Jozef Kromerinský, zastępca dyrektora Wydziału Poszukiwań w Prezydium Policji RP, czynne poszukiwania zaginionych prowadzone są od 20 lat... https://hnonline.sk/.../155343-bermudsky-stvoruholnik-v...

 

Moje 3 grosze

 

Powyższe zestawienie dobitnie pokazuje na to, że mamy tutaj do czynienia ze zjawiskami związanymi z Czasem. To jest raczej oczywiste i poza dyskusją. Pozostaje tylko udzielić odpowiedzi na pytanie: kto/co powoduje te zakłócenie przepływu czasu w tych górach?

Odpowiedź wydaje się być prosta – to Ufiaści i Ich urządzenia latające znane jako UFO. Osobiście jestem zdania, że UFO to tak naprawdę urządzenia poruszające się zarówno w przestrzeni i czasie. Jestem pewien, że ten, kto zamierza podróżować w Przestrzeni MUSI także podróżować w czasie chociażby dlatego, żeby mógł cofnąć się potem do punku startu albo powrócić do punktu startu w realnym czasie, po upływie kilku minut czy kilku godzin. Każdy błąd w nawigacji czasowo-przestrzennej skutkuje pojawieniem się chronoklazmu. I to właśnie obserwujemy badając dawne epoki geologiczne czy niektóre wydarzenia historyczne. Pisał o tym Michael Cremo i cały legion innych autorów, więc nie będę się powtarzać.

Inną możliwością jest to, że w tych górach mogą znajdować się bazy Obcych, które oddziaływają na ludzi i ich przyrządy. To jest również prawdopodobne.       

 

Przekład ze słowackiego - ©R.K.Fr. Sas - Leśniakiewicz

wtorek, 14 stycznia 2025

CE3/CE-III-A nad Miami

 


Albert Rosales

 

Lokalizacja: Miami, FL

Data: styczeń 1994 r.

Godzina: wieczór

Opis incydentu:

12-letnia dziewczynka bawiła się na zewnątrz ze swoją kuzynką. Biły się właśnie o krzesło, gdy nagle zaczęło ono wibrować. Odsunęły się od niego i zauważyły ​​unoszący się przed nimi UFO. Znajdowało się między przyczepami kempingowymi około 10 stóp nad ziemią. Zobaczyła w środku trzy obce postacie, które dla dziewczynki wyglądały jak „dwoje dorosłych i jedno dziecko”. Zauważyła również coś, co wyglądało na czarne „superkomputery” z mnóstwem przycisków. Mniejszy obcy pomachał, a z dna statku spadła wiązka światła i obie dziewczynki wbiegły do ​​środka domu krzycząc. Następnego ranka na drodze, gdzie unosił się UFO, znajdował się wypalony krąg. Nie było żadnego dźwięku i nie pamięta, ile czasu minęło, ale ulice były wyasfaltowane. Opisała UFO jako ciemny, srebrny obiekt w kształcie dysku z dużymi, przezroczystymi oknami, miał „żarówki”, które migały czerwonym, niebieskim, zielonym, żółtym i białym światłem. Wspomina również pewną noc w swoim pokoju w domu, kiedy to się wydarzyło, spała, gdy obudziły ją dźwięki czegoś, co uważała za samolot. Za oknem w jej pokoju świeciło światło i pamięta, że ​​widziała coś stojącego u stóp łóżka, po czym zemdlała.

Dodatek HC

Źródło: MUFON CMS

Typ: A

Komentarze: Podróżnicy w czasie?

Przekład z angielskiego - ©R.K.Fr. Sas – Leśniakiewicz

czwartek, 4 lipca 2024

Przybysz z innego Czasu

 


Wiktor Bumagin

 

Wydawałoby się, że wędrowców w Czasie można spotkać jedynie na stronach powieści SF. A właśnie, że nie: jeden taki przybysz z Przyszłości stał się więźniem naszych czasów i żył w ubiegłym wieku w naszym kraju. Nazywał się Jewgienij Josifowicz Gajduczok (lub Hajduczek – uwaga tłum.). Za jego przyczyną, znany badacz Wadim Czornobrow (przewodniczący Grupy Badawczej Kosmopoisk) i dziennikarka Jekatierina Gołowina przeprowadzili w jego sprawie dziennikarskie śledztwo. 

 

Fatalna przygoda

 

Jewgienij Iosifowicz pochodził z XXII wieku. Będąc jeszcze bardzo młodym dzieckiem, postanowił ukraść wehikuł czasu i zabrać go na przejażdżkę do egzotycznej starożytności. Zabierając do kompanii dziewczynę, dla której pięknych oczu to wszystko się w zasadzie zaczęło, pędził przez światy i stulecia. Ale nie odleciał daleko. W latach trzydziestych XX wieku doszło do wypadku kradzionego pojazdu. Zdumieni i przerażeni młodzi ludzie szybko zorientowali się, że uszkodzona maszyna będzie w stanie unieść tylko jednego z nich i nie wiadomo, czy starczy jej energii, aby dostać się do XXII wieku. Nie mieli wielkiego wyboru, dlatego dwunastoletni chłopiec wepchnął ryczącą dziewczynkę do przedziału i każąc jej wrócić z pomocą, wysłał ją w Przyszłość. Przynajmniej w razie kolejnego wypadku byłaby znacznie bliżej swojego stulecia i dalej od barbarzyńskich epok, takich jak nasza.

Nie czekał na pomoc. Wkrótce młody wędrowiec został adoptowany przez życzliwych ludzi, a chłopiec zaczął opanowywać nowe życie - którego, jak sam powiedział, początkowo po prostu go nienawidził. Dopiero gdy po raz pierwszy w życiu jechał na rowerze, zdał sobie sprawę, że i to może mieć swoje małe radości...

W wieku 15 lat Jewgienij wstąpił do biblioteki w Leningradzkim Domu Książki i pracował jako sprzedawca na wydziale literatury nauk ścisłych i technologii. Jednak pomimo tak specyficznej specjalizacji znał Borysa Oleinika, Jurija Lebiedinskiego, Borysa Korniejewa, Olesę, Bułhakowa, Bernesa, Szulżenkę i dobrze znał Marszaka. I pewnego dnia - co za ironia losu! – rozmawiał z autorem „Wehikułu czasu”, legendarnym H.G. Wellsem.


Prognosta


Być może ci humanitarni znajomi wpłynęli na jego przyszły los - Jewgienij wstąpił na wydział reżyserii szkoły teatralnej. Skąd kilka lat później trafił prosto na Syberię: doskonale pamiętał, kim był Stalin ze swoich szkolnych zajęć z historii, ale nie nauczył się jeszcze trzymać gęby na kłódkę. Cela obozowa była wypełniona po brzegi „politycznymi”; główny kontyngent składał się z niepiśmiennych mężczyzn i wkrótce mądry facet znalazł drogę do zbawienia. Co wieczór strażnik przynosił do celi stertę wycinków gazet – na bibułki. I każdego wieczoru mieszkańcy obozu cierpliwie czekali, aż uczeń ułoży pełnoprawne fragmenty tej mozaiki i rozpocznie „informację polityczną”. Po kilku miesiącach był już dobrze zorientowany w „temacie dnia” i palił jak lokomotywa razem ze wszystkimi.

Znajomość historii Jewgienia dobrze mu służyła - pamiętając prawdziwe cele Stalina i Hitlera, z łatwością potrafił czytać „między wierszami”. Pomogły także umiejętności artysty - w przeciwieństwie do palenia, każdy w jego stuleciu potrafił chociaż trochę rysować. Już wkrótce Gajduczok stał na czele redakcji obozowej i zaczął wydawać hasła, plakaty i gazety ścienne o spójnej ideologicznie treści. Ogólnie rzecz biorąc, dwa lata później reputacja tego, kto zdał sobie sprawę, ujrzał światło i odkupił się przez pracę, dotarła do właściwych ludzi, a na wpół wykształcony student został zwolniony.

Wolność okazała się jednak względna – rozpoczęła się wojna zimowa z Finlandią, a były więzień został powołany do wojska. Służbę rozpoczął w Baku, w batalionie obsługi lotniczej. Wszyscy obawiali się wówczas, że Wielka Brytania zacznie bombardować kaukaskie pola naftowe, ale Gajduczok, pamiętając z historii sojuszu brytyjskiego, przekonywał, że „Churchill nie odważyłby się, a Stalin na to nie pozwolił” i zapewnił odpowiednią ideologiczne podstawę tej sprawy. Znajomość „momentu współczesnego” pomogła przetrwać pamiętną niedzielę 1941 r. Rankiem 22 czerwca, kiedy cały korpus oficerski był jeszcze w szoku, sierżant Gajduczok wygłaszał już dla żołnierzy wykład na temat „niemieckiego bestialskiego faszyzmu”. Został więc instruktorem politycznym. Nawiasem mówiąc, miał opinię doskonałego analityka - szkolny kurs historii nadal pomagał. „Obliczanie” dalszych posunięć walczących stron stało się jego podpisem.

Po wojnie podróżnik w czasie osiadł w jednym z regionalnych ośrodków na grzbiecie Miedwiedickim, na granicy obwodów Saratowa i Wołgogradu. Tam był dyrektorem Domu Kultury, stworzył i kierował muzeum historii lokalnej, którego unikalną kolekcję zwiedzano nawet z zagranicy. Co ciekawe, w latach 70. i 80. XX w. w jednej z sal muzeum wisiała długa „taśma czasu” – wielometrowy zwój papieru przedstawiający najważniejsze wydarzenia z historii świata od epoki kamienia do… XXI wieku włącznie. Jewgienij Iosifowicz zmarł w 1991 roku w wieku 76 lat, dwa wieki przed swoimi narodzinami.

 

Istnieją dowody

 

Naturalnym pytaniem, które pojawia się u każdego czytelnika, jest kwestia dowodów. Nie mogą one jednak znaleźć się w tej historii, być może także dlatego, że osoba znajdująca się w Przeszłości nie ma prawa w jakikolwiek sposób wpływać na bieg historii, niezależnie od tego, jak zła by ona nie była. Dlatego Gajduczok nie przedstawił ani telefonu holograficznego, ani fotonowej maszynki do mielenia mięsa jako dowodu swojego egzotycznego pochodzenia. Nie ujawnił też szczegółów technicznych urządzenia, na którym doszedł do naszego wieku – „wszystko ma swój czas!” A jednak niektóre szczegóły, które wyszły na jaw w rozmowach z jego bliskimi i znajomymi, a także informacje otrzymane nie tak dawno temu wskazują, że cała ta historia mogła mieć miejsce.

Kilka lat po śmierci Gajduczka odnaleziono jednego z jego kolegów, który pamiętał kilka epizodów, w których ich instruktor polityczny zachowywał się jak naturalny jasnowidz. Na przykład na kilka dni przed wybuchem wojny powiedział swoim przyjaciołom, którzy przygotowywali się do wyjazdu, że „w niedzielę nie będą mieli na to czasu”. A kilka dni później, gdy jeden z nich, uważając go za wróżbitę, dosłownie zadręczał Gajduczka pytaniami o datę zwycięstwa, podał także tę cenną datę. Po czym natychmiast stracił reputację proroka - wszyscy byli zbyt pewni naszego błyskawicznego zwycięstwa. Kolega żołnierz również potwierdził fenomenalne zdolności analityczne swojego instruktora politycznego.

Podobną „przenikliwość” Gajduczok wykazywał się w swoich czasach, „przepowiadając” prezydenturę Jelcyna, upadek ZSRR, konflikt ormiańsko-azerbejdżański, Gruzję, Czeczenię i Jugosławię. Było to w czasach, gdy wszyscy w słowie „pieriestrojka” nadawali jedynie znaczenie naprawczo-budowlane. Jednak w te dziwne proroctwa również nie wierzono.

Córka Jewgienija Josifowicza pokazała Jekaterinie Gołowinie jedno z dzieł ojca - około 20 plakatów wykonanych w stylu „Okna wzrostu”, czyli rysunku z poezją. Zebrał je w jeden album i zatytułował go bardzo wymownie: „Nasze miasto w XXI wieku”. Najciekawsze jest to, że niektóre z jego ilustrowanych przepowiedni już powoli zaczynają się spełniać. Córka Gajduczka pamiętała także dziwne bajki, które opowiadał jej ojciec w dzieciństwie. Fabuła tych opowieści przyniosłaby sławę każdemu pisarzowi science-fiction. Jednym z bajecznych wspomnień z tamtych czasów jest krasnolud ubrany w skafander kosmiczny. O jakich skafandrach kosmicznych można było mówić pod koniec lat czterdziestych, na podstawie praktyki, tak naprawdę nie wiadomo.

Według serdecznych przyjaciół Gajduczka czasami „łapał” i wdawał się w opowieści o tym, jak Ziemia wygląda z kosmosu, jak zmienia się percepcja astronauty podczas poruszania się po bezmiarze Wszechświata, jak Kosmici dostosowują się do naszych warunków i wiele więcej. „Marzyciel” – powiedzieli niektórzy. „Przerażające” – mówili inni. „No cóż, odmówiłem!” - jeszcze inni podziwiali. Ale może po prostu sobie przypomniał?

W swoich rozmowach Jewgienij Josifowicz wspomniał także, dlaczego po wojnie osiedlił się w tym mieście na grzbiecie Miedwiedickim. Według niego to ciche, słabo zaludnione miasteczko do XXII wieku zamieni się w największą metropolię-port kosmiczny skupiającą się na podróżach w Czasie. Według niego to właśnie w tym mieście powstanie nowy Petersburg: stary w Przyszłości znajdzie się pod wodą i zostanie pospiesznie ewakuowany w te stepowe rejony.

Wreszcie tajemnicze pochodzenie Jewgienija Josifowicza Gajduczki potwierdziła jasnowidzka Tatiana Wiktorowna Carewa. Ze zdjęcia zauważyła, że ​​miał zupełnie inną strukturę energetyczną niż współcześni ludzie. Powiedziała Jekaterinie Gołowinie: Wniknął w wiele Coś związanego z Czasem Z energiami Czasu.

 

Moje 3 grosze 


Podróże w Czasie są możliwe, na razie na papierze, ale w Przyszłości zapewne zostanie wymyślona odpowiednia technologia. Ale nie o tym chciałem powiedzieć. Chciałbym w kontekście materiału Wiktora Bumagina przypomnieć inny artykuł A. Piestowa na temat podróży w Czasie, a dotyczący tajemnicy szpiega Pokrowskiego, który opublikowałem na łamach „Nieznanego Świata” i moim blogu na stronie: https://wszechocean.blogspot.com/search?q=tajemnica+pokrowskiego, w dniu 10.VII.2016 roku.

O co chodzi? Chodzi o to, że w 1946 r. NKWD ujęło osobnika, który posiadał przy sobie zafoliowaną legitymację o treści: «Strefy ścisłej odpowiedzialności dowództwa NATO. Murmańsk. Norweska Strefa Okupacyjna. Dowód tożsamości. POKROWSKIJ (imię i patronimik). Data urodzenia – 1 marca 1972 roku. Miejsce urodzenia – Marmansk, Rosja. Wydano dnia takiego-to-a-takiego 2008 roku, przez komendanturę miasta Murmańska. Ważne do dnia takiego-to-a-takiego 2009 roku...» i z kolorowym zdjęciem. Ciekawe, nieprawdaż?

W takim kontekście wydaje się oczywistym, że Rosjanie nie chcieli takiego rozwoju sytuacji politycznej w Federacji Rosyjskiej i wywołali wojenną awanturę na Ukrainie, a następnie z całym NATO… Jak na razie trwa krwawa łaźnia na Ukrainie i wojna hybrydowa przeciwko Polsce i krajom bałtyckim. Putin przestraszył się na serio i pragnie zmienić rzeczywistość wracając do status quo ante 1914 a.D. I chyba o to właśnie mu chodzi, gdyż w przeciwnym  wypadku grozi mu proces à la Norymberga i podział matuszki-Rossiji na szereg mniejszych państw. A tego polityczne jastrzębie na Kremlu sobie bynajmniej nie życzą, bo Rosja przestanie być supermocarstwem atomowym i przestanie zagrażać Europie i światu…  

 

Przekład z rosyjskiego - ©R.K.F. Sas - Leśniakiewicz

 

 

 

niedziela, 11 grudnia 2022

Incydent na Times Square

 


Eva Soukupová

 

Zagadkowy przypadek Rudolpha Fentza: czy na Times Square zmarł wędrowiec w Czasie? 

 

Pewnego wieczoru w czerwcu 1950 roku na środku ruchliwego skrzyżowania na Times Square w Nowym Jorku ginie nieznany pieszy. Poszukując jego tożsamości, policja ze zdziwieniem odkrywa, że ​​jest to człowiek, który zaginął bez śladu 74 lata temu.

Mężczyzna ma około trzydziestu lat, nosi prastare ubrania i buty z charakterystycznymi sprzączkami, takie jak noszone sto lat temu, i wygląda na bardzo zdezorientowanego. Mówi się, że błąkał się bez celu po drodze w najbardziej ruchliwej części Nowego Jorku, jakby był pijany.

Co w wielu częściach świata nie jest zupełnie niezwykłą sceną i tutaj również cała nieprzyjemna sytuacja mogłaby się zakończyć i zostać zapomniana do następnego dnia. Ale wędrując przez skrzyżowanie, nieszczęśnik beztrosko wkracza przed taksówkę, która go potrąca i niestety zabija.

Ale dla policji poszukiwanie tożsamości zmarłego staje się nieoczekiwanie trudnym zadaniem. Mężczyzna nie ma przy sobie żadnych dokumentów. Jednak w jego kieszeniach znajduje się kilka przedmiotów, które, podobnie jak jego ubrania, nie odpowiadają czasowi.

Czy mężczyzna mógł zniknąć z jakiegoś historycznego przedstawienia? W takim razie to co najmniej dziwne, że nikt go nie szukał przez cały ten czas. Nie ma śladu po jego pochodzeniu, miejscu zamieszkania czy rodzinie.

Czy ten człowiek nie miał żadnych znajomych, za którymi będzie tęsknił przez kilka następnych dni?

 


Artefakty z przeszłości

 

Policja musiała rozpocząć śledztwo mając jedynie minimum wskazówek.

Ustalono, że nieznany zmarły miał przy sobie w chwili śmierci bardzo stare rachunki wystawione gdzieś w latach 70. Za konia i mycie powozu ze stajni, która okazała się już nieistniejąca, oraz list z Filadelfii z czerwca 1876 r.

W pobliżu ciała znaleziono również wizytówkę z adresem i nazwiskiem Rudolpha Fentza. Sprawą zajmuje się kapitan Hubert V. Rihm z jednostki ds. osób zaginionych NYPD. Ale nawet jemu przez długi czas nie udaje się ustalić tożsamości zmarłego.

Kiedy udaje się pod adres podany na wizytówce, zastaje na niej osoby, które nigdy nie widziały mężczyzny odpowiadającego rysopisowi i nigdy nie słyszały nazwiska Rudolph Fentz. Jego nazwisko nie figuruje nawet w książce telefonicznej i równie niemożliwe jest odnalezienie ewentualnych krewnych.

W nadziei, że policyjna baza danych coś znajdzie, od mężczyzn pobiera się odciski palców, ale nie znaleziono żadnego dopasowania. Jakby Rudolph Fentz nigdy nie istniał! Czy wizytówka zmarłego to fałszywa wskazówka?

 

W końcu sukces

 

Rihm znajduje się w ślepym zaułku, a jego frustracja rośnie. Jednak po kilku tygodniach odnosi częściowy sukces, gdy w książce telefonicznej z 1939 roku natrafia na nazwisko Rudolph Fentz Jr.

Detektyw natychmiast udaje się pod wskazany adres. Trop prowadzi go do starszej pani, która twierdzi, że jest wdową po mężczyźnie o tym nazwisku. Ta pani zaczyna opowiadać historię, która dodaje jeszcze dziwniejszy wątek do wciąż nierozwiązanej sprawy.

Twierdzi, że ojciec jej zmarłego męża zniknął w 1876 roku, kiedy Fentz Jr. był jeszcze małym chłopcem.

Powiedział, że wyszedł na spacer i już nie wrócił. Czy to możliwe, że to ten sam Rudolph Fentz, który pojawił się 74 lata później na Times Square?

 

Wszystko się zgadza!

 

Mówiono, że Fentz miał 31 lat, kiedy zniknął, a jego opis rzeczywiście pasował do niezidentyfikowanego ciała w nowojorskiej kostnicy. W 1876 r. władze podobno rozpoczęły masowe poszukiwania zaginionego, ale bez powodzenia. Zniknął bez śladu.

Zaintrygowany tymi nowymi informacjami Rihm udaje się do archiwum, aby sprawdzić raporty o zaginionych osobach z 1876 roku.

Ku swemu zdumieniu odkrywa, że ​​mężczyzna o imieniu Rudolph Fentz zniknął podczas wieczornego spaceru tego roku i nigdy nie został odnaleziony, tak jak powiedziała mu starsza pani.

Opis Fentza w dniu jego zniknięcia dokładnie pasował do tajemniczego mężczyzny. Ubrania, które miał na sobie, również pasowały. A załączone zdjęcie mogłoby zamknąć całą sprawę w mgnieniu oka.

Oczywiście oznaczałoby to, że policja musiałaby oficjalnie potwierdzić, że mężczyzna pojawił się na Times Square po porwaniu go w 1876 roku! Czy władze mogłyby zrobić coś takiego?

Rihm, obawiając się, że nikt mu nie uwierzy, porzucił ten pomysł. Jednak nie zapomniał i później opowiedział swoją historię, by później wywołać gorące dyskusje.

 


Czy historia jest prawdziwa?

 

Oprócz tych, którzy ponownie dyskutują o możliwych szczelinach czasoprzestrzennych, w tym przypadku pojawiają się również głosy tych, którzy nazywają to czystą fikcją.

Amerykański publicysta i okultysta Brent Swancer jest również ostrożny.

- Jakkolwiek niewiarygodnie brzmi ta historia, istnieją niestety dowody na to, że jest to przynajmniej częściowo fikcja, jeśli nie całkowicie fikcja – ostrzega on.

Bardzo podobną historię wydrukował w 1951 roku magazyn „Collier's”. Krótka historia pisarza science fiction Jacka Finneya (1911–1995) zatytułowana „Boję się”, opowiada o wydarzeniu niemal identycznym z historią Rudolpha Fentza.

Uważa się jednak, że historia jest czystą fikcją. Niemniej jednak historia jest następnie opowiadana przez wielu autorów jako prawdziwe wydarzenie.

Czy Finney napisał swoją fikcję tak dobrze, że zmylił wszystkich swoich kolegów, czy też była to prawdziwa historia człowieka, który zniknął i pojawił się ponownie 74 lata w przyszłości?

 

Moje 3 grosze

 

Obawiam się, że ta historia jest jedną z wielu. Do takich chronoklazmów dochodziło niejednokrotnie i ich ofiarami padali nie tylko ludzie, ale także zwierzęta czy różne przedmioty, których w danym czasie nie było i być nie powinno! Tak jak zielonych dzieci z Anglii czy Kaspara Hausera albo Jacquesa hr. de St. Germaina.

W mojej pracy pt. „UFO i Czas” (Tolkmicko 2011) postawiłem hipotezę odnośnie obserwacji i CE z NOL-ami, a pojawianiem się kryptyd. Klasycznym przykładem jest tu Nessie czy australijskie Yowies. Tam, gdzie pojawiają się kryptydy, tam obserwuje się UFO. Zakładam, że UFO są po prostu czasolotami, które przemieszczając się w Czasie przypadkowo porywają ze sobą różne obiekty – w tym ludzi i zwierzęta. W ten sposób mogły dotrwać do naszych czasów Latimerie i inne ryby – np. rekin Megalodon i cała menażeria opisana przez dr. Bernarda Huevelmansa w jego książkach.  Uważam więc, że ma ona sens i jej prawdziwość jest wcale wysoka.

 

Źródło - https://enigmaplus.cz/zahadny-pripad-rudolpha-fentze-zemrel-na-times-square-cestovatel-v-case/?fbclid=IwAR0ZfLb5h3sbUa-bOQGdIGaJ7nkyJf8_YJi_wbkv7Gjm1jm3qfbJx3yhuTA

Przekład z czeskiego - ©R.K.F. Sas - Leśniakiewicz

 

sobota, 12 lutego 2022

Pociągiem do Przeszłości

 


Michaił Doroszkow

 

Dawniej w związku z moją pracą często jeździłem w delegacje, najczęściej pociągiem. I właśnie w czasie jednej z takich podróży przydarzył mi się ten dziwny incydent.

W czasie jednej z takich podróży pociągiem obudziłem się około godziny 5-tej rano. Spojrzałem w okno – jechałem na dolnej kuszetce – i zdębiałem. W świetle wschodzącego dnia ujrzałem zrujnowane miasto. Wrażenie było takie, jakby je właśnie zbombardowano, jak w czasie wojny. Pośród zrujnowanych domów ujrzałem kilka samochodów wojskowych, a przy tym starych, jakie widziałem na filmach dokumentalnych z Wojny Ojczyźnianej. Zauważyłem także kilka czołgów T-34. W jednym miejscu stał namiot z czerwonym krzyżem, a obok niego siedział na ławce żołnierzyk w uniformie czerwonoarmisty z tejże II Wojny Światowej.

Doszedłem do wniosku, że tam właśnie kręcono jakiś historyczny film o wojnie. Ale potem, kiedy już dojechałem na miejsce przeznaczenia, to wyjaśniło się, że żadnych filmów na tamtym miejscu nie kręcono. Co więcej, w tym czasie nasz pociąg przejeżdżał przez duże miasto i żadnych ruin tam nie było i być nie mogło. Być może w jakiś sposób ujrzałem to miasto w Przeszłości jak ono wyglądało w czasie wojny?

Szkoda, że wszyscy pasażerowie w tym czasie spali i żaden z nich nie ujrzał tego widowiska. Być może to miasto widzieli maszyniści, ale nie udało mi się do nich dotrzeć…

 


Moje 3 grosze

 

I faktycznie, maszyniści mogli coś widzieć w tym czasie na tym odcinku szlaku kolejowego. A takie incydenty zdarzają się także i u nas i coś takiego też przeżyłem w grudniu 1975 roku, w czasie wyjazdu na ferie świąteczne. Jechałem wraz z nieżyjącym już kolegą Heńkiem K. z Wrocławia do Katowic, a potem dalej już sam do Krakowa i do Jordanowa.

To było 21 albo 22-go grudnia. Wyjechaliśmy z Wrocławia Głównego o ok. godziny 15-tej pociągiem do Opola, a potem przesiedliśmy się do pociągu osobowego do Katowic. Niestety, nie doczytaliśmy tego, że pociąg ten jedzie nie przez Kędzierzyn-Koźle i Gliwice ale przez Tarnowskie Góry via Ozimek, Kolonowskie, Zawadzkie, Żędowice i Tworóg, co uświadomił to nam konduktor! W większości szlak biegnie tam przez masywy leśne Borów Stobrawskich.

Pociąg wlókł się nieznośnie z niewielką prędkością. Stukot kół sprowadzał senność, i po jakimś czasie ogarnęła nas drzemka. Jednak od czasu do czasu rzucaliśmy okiem za okno gdzie powoli przesuwały się senne stacyjki. Gdzieś w połowie drogi pociąg znów wjechał w las. I naraz ujrzeliśmy widok drzew zasypanych śniegiem i oświetlonych z góry srebrzystą księżycową pełnią. Była to typowo styczniowa, wilcza pełnia. Poczuliśmy lodowaty chłód bijący z tej oświetlonej księżycem przestrzeni, choć na zewnątrz była temperatura nieco ponad zerem. Musiało tam być co najmniej -10°C, jak nie niżej.

Przejechaliśmy może 2-3 km i naraz wszystko wróciło do normy. Drzewa pociemniały, księżyc zgasł za ciemnymi chmurami. Pociąg wtoczył się na kolejną stacyjkę i dalej już było tak jak we Wrocławiu – ciepławo, mokro i paskudnie. Około 22-giej byliśmy w Katowicach. Pożegnałem się z Heńkiem i wsiadłem do pociągu do Krakowa – elektrycznej jednostki, a potem do Zakopanego z Krakowa-Płaszowa. W domu byłem około trzeciej w nocy.

Wtedy wytłumaczyłem to sobie tym, że być może przejechaliśmy jakąś strefę spływu chłodniejszego powietrza, jakiegoś downburst’u i późniejszego zmrozowiska, które utrzymało śnieg na gałęziach drzew, no ale ten księżyc? Po raz drugi ujrzałem wschodzący Srebrny Glob nad Beskidami – był w fazie III kwadry, a zatem wtedy nie mogłem do widzieć i to koło dziewiątej wieczorem! Czyli co? – przejechaliśmy jakąś dziurę w Czasie? A jeżeli tak, to gdzie wiodła – w Przeszłość czy w Przyszłość? I najważniejsze – jak zauważyła to moja siostra – co by się stało, gdyby pociąg się zatrzymał w tej chłodnej strefie?

NB, po raz drugi spotkałem się z podobnym zjawiskiem badając miejsce lądowania UFO w rejonie Olsztyna k./Częstochowy i na górze Golgocie k./Spytkowic w powiecie Nowy Targ. W obu przypadkach mieliśmy do czynienia z przesunięciem w czasie o ok. pół roku. Niestety, nie mieliśmy możliwości ustalenia w którą stronę biegła strzałka czasu. Czy UFO, które tam widziano było w stanie zmienić lokalnie czas i to o kilka miesięcy do przodu lub do tyłu? Czyżby więc nasz pociąg dostał się w pole działania sił z UFO? Być może, ale nie zauważyłem żadnego missing time, więc mogło to być jakieś inne zjawisko. Może byliśmy przez kilka minut w jakimś równoległym świecie, w którym panowała ostra zima i pełnia Księżyca? Pytania można mnożyć. No cóż – nasze lasy kryją jeszcze niejedną zagadkę, która prędzej czy później się nam objawi.      

 

Źródło – „Niewydumannyje Istorii” nr 32/2021, s. 25

Przekład z rosyjskiego - ©R.K.F. Leśniakiewicz

piątek, 3 lipca 2020

Krakowska kapsuła czasu


Kapsuła czasu na tle gmachu Muzeum Narodowego

Od wielu lat praktykowane jest wysyłanie w przyszłość różnych przedmiotów w kapsułach czasu. W Jordanowie taka kapsuła znajduje się w budynku Sądu Miejskiego – dzisiaj Poczty Polskiej. W 1959 roku taką kapsułą czasu stała się książka pod redakcją Stanisława Aleksandrzaka pt. „Przygody z tej i nie z tej Ziemi, czyli świat za wiele, wiele lat” (Nasza Księgarnia, Warszawa 1961), w której zamieszczono rysunki, krótkie opowiadania i malowanki ukazujący świat Przyszłości w 2059 roku. Taką cezurą był jednak rok 2000, w którym świat miał być miejscem przyjaznym dla ludzi, loty w Kosmos powszedniością, mieszkanie na dnie Wszechoceanu i planetach - czymś normalnym i codziennym. Komputery i roboty miały ułatwiać życie ludziom, którzy wreszcie uwolnieni od ciężkiej pracy mogli realizować swe marzenia i założone cele - ale przede wszystkim ekspansję w Kosmos. Energia jądrowa i termojądrowa miała służyć całej Ludzkości. Atom miał być źródłem postępu i dobrobytu. 







Opis niektórych artefaktów z kapsuły czasu

Mamy rok 2020 i możemy sobie porównać, które z tych wszystkich marzeń zostało zrealizowanych… Raczej niewiele, poza burzliwym rozwojem informatyki i robotyki, które to roboty rzeczywiście coraz bardziej zastępują człowieka.



Kolejna kapsuła czasu znajduje się w Krakowie przed Muzeum Narodowym. Zgromadzono w niej m.in. teksty i rysunki wykonane przez krakowskie i nie tylko dzieci oraz młodzież. Czytając załączone opisy zawierające próbkę ich twórczości zauważyłem przede wszystkim spadek optymizmu. Młodzi ludzie -– owszem – opisują Przyszłość -–ale już nie w takich różowych barwach, jak ich rówieśnicy z 1959 roku. Przeważa troska o Ziemię i o Człowieka. Troska o to, czy technika nie zabije człowieka w człowieku. Czy nie sprowadzi nas do roli biologicznych automatów. Czy Ziemia nie zostanie doszczętnie zatruta i czy nie grozi nam wojna nuklearna i termojądrowy Armagedon?

No, cóż - do 2059 roku pozostało nam już niewiele - cztery dekady bez roku, w czasie których może się stać wszystko z nuklearnym i/albo chemiczno-biologicznym Holokaustem włącznie. I wszystko to zależy tylko i wyłącznie od  nas 

niedziela, 10 marca 2019

Kosmici czy ludzie z Przyszłości?


Czy tak właśnie będziemy wyglądać w dalekiej Przyszłości?

Dina Kuncewa


Na uniwersytecie Akdeniz w Antalyi (Turcja), otwarto Katedrę Ufologii i Egzopolityki pod kierownictwem Erhana Kolbasiego. To właśnie tutaj, w przedsionku Kontaktu będą szkolić studentów na międzyplanetarnych dyplomatów.

Dzisiaj wielu ludzi wierzy w istnienie Kosmitów, chociaż uczeni jak dotąd nie odkryli w widocznej przestrzeni wokół Ziemi ani jednej zamieszkałej planety. Tym niemniej media wciąż publikują opowiadania o spotkaniach z Przybyszami z Kosmosu. A do tego ci ostatni bardzo aktywnie mieszają się do naszego życia…


Olbrzym w szarym garniturze


Mieszkanka miasta Nowoczeboksarska – Nadieżda Fiedotowa pewnego razu leżała w szpitalu, gdzie przeżyła śmierć kliniczną i OOBE. No i zamiast szpitalnego namiotu kobieta ocknęła się w jakimś dziwnym pomieszczeniu z owalnym sufitem. Wokół niej stali mężczyźni ogromnego wzrostu. Jeden z nich odezwał się do niej i zaproponował jej pójście z nimi. Ale Nadieżda nie chciała.
Wtedy jej rozmówca powiedział, że spotkają się z nią znowu za kilka lat

- I wtedy zabierzemy ciebie z nami na zawsze – powiedział on.

Wygląd tego mężczyzny, który z nią rozmawiał, wbił się kobiecie w pamięć na zawsze. Był on najniższym z całego towarzystwa, chociaż jego wzrost wynosił co najmniej dwa metry. Jego twarz była ludzka i nawet sympatyczna, tylko jego głowa była całkiem łysa. Nos prosty, wargi jakieś takie nieproporcjonalnie małe i wyglądające jak kreski.


Jaki mają cel dokonywane przez Nich badania ludzi?

Potem Fiedotowa uznała, że się jej to wszystko przyśniło. W dwa miesiące później, po wypisaniu jej ze szpitala, Nadieżda stała na przystanku autobusowym. I naraz zobaczyła, jak drogę przechodzi mężczyzna, będący jej znajomym. Był on bardzo wysokim, z całkowicie łysą głową i w niczym się nie wyróżniającym szarym garniturze… Kiedy ten człowiek zbliżył się do przystanku, ich spojrzenia się spotkały i rozpoznała jego usta jak wstążeczki. To był dokładnie ten sam olbrzym z jej „snu”…  I najdziwniejsze było to, że on także rozpoznał Nadieżdę! Uśmiechnął się lekko i kiwnął ręką przechodząc obok niej…


Nocne odwiedziny


A pewnego Władimira pewien nieznajomy, który pojawił się znikąd, odwiódł od samobójstwa.

Stało się to na początku lat 90-tych ubiegłego wieku. Dla wielu te lata były trudne. Władimir od dwóch lat nie płacono pensji, jego żona pracowała w szkole za kopiejki. Władimir dorabiał naprawiając aparaturę radiową, ale to nie przynosiło stabilnych dochodów.

Pewnego razu mężczyzna ów zasiedział się w kuchni do późnej nocy próbując naprawić przyniesiony mu magnetofon. Przychodziły nań czarne myśli: pracuje a pensji nie płacą, jest tylko obciążeniem dla rodziny… I w pewnej chwili Władimir zdecydował, że będzie mu lepiej odebrać sobie życie, a żonie i synowi będzie lżej… A na razie poszedł spać: jutro będzie gotowy na zmianę.

Nocne wizyty

Tak więc Władimir rozebrał się i legł w pościeli, a jego ciało skuła jakaś ociężałość, jakby jakiś paraliż… I naraz ujrzał on, jak do pokoju wchodzi jakiś mężczyzna. Było ciemno, więc nie mógł rozpoznać jego rysów. Nie oglądając się na gospodarza, „gość” podszedł do okna i powiedział sarkastycznie:
- Aleś wymyślił, tak skończyć ze sobą.
I zaczął opowiadać Władimirowi, co się stanie z nim w dalszym ciągu. Na koniec powiedział:
- Na mnie już czas, bo to mnie ukarzą – „gość” podszedł do Władimira, ucałował go w czoło ze słowami – Nie bój się, wszystko obróci się na dobre – i wyszedł z pokoju.[1]

Władimir porzucił myśl o samobójstwie i wkrótce wszystko zaczęło się naprawiać. Później żałował, że nie spisał sobie wszystkiego, co się z nim wtedy działo. A z czasem szczegóły wizyty zaczęły się zacierać w pamięci…


Agenci pozaziemskiej cywilizacji


Znany badacz anomalnych zjawisk Aleksiej Prijma w swej książce „XX wiek. Kronika niewyjaśnionego. Od tajemnicy do tajemnicy” opisuje zdarzenie z Giennadijem Kosuszenko z Odessy.

W dniu 14.I.1990 roku, Giennadij był sam w domu – żona z synem pojechali do rodziny i tam nocowali. Kosuszenko oglądał w telewizji ostatnie wydanie wiadomości.
- Naraz wszystkie przedmioty w pokoju: szafy, krzesła, kanapa – zaczęły jakby wyparowywać – wspomina on. – To było straszne i niepojętne. Usiłowałem złapać za poręcz znikające w powietrzu ciężkie krzesło. Dłoń przeszła na wylot przez drewno!

Ciało Giennadija otoczył mleczny obłok i naraz w odległości dwóch kroków od siebie ujrzał on mężczyznę – na pierwszy rzut oka zwyczajny człowiek, 40-latek. Nieznajomy patrzył na niego z uśmiechem. Strach minął, a w duszy zapanował jakiś lodowaty spokój. Przybysz odezwał się do niego i choć Giennadij doskonale słyszał jego głos, to usta tego człowieka się nie poruszały.

Obcy powiedział, że Giennadij nie jest w ogóle Ziemianinem, ale mieszkańcem innej planety i że jego szczególnym zadaniem jest „kontrolowanie agenta nieziemskiej cywilizacji”. Na początku Przybysz zainteresował się tym, jak Kosuszenko czuje się w „ziemskim ciele”? Ten odpowiedział, że wszystko jest normalnie. Po tym nieznany mężczyzna znikł, zaś mgła zaczęła się rozwiewać…

Zastanowiwszy się nad tym, Giennadij doszedł do wniosku, że:
1.      jemu się nie wydawało, zdarzenie było realne;
2.    takich agentów jak on na Ziemi jest dużo.

Tylko dlaczego oni o tym nie wiedzą i nawet tego nie podejrzewają? Kasują im pamięć? Tylko w jakim celu? I jakie mają zadania?


Zastygły świat


Na jednej ze stron internetowych została opublikowana historia opowiedziana przez niejakiego Chana Levina.
- Pewnego razu przebywałem w bajkowej rzeczywistości – stwierdził on.  

Tego dnia Chan wyszedł do domu swego przyjaciela mieszkającego na jego ulicy. Naraz zobaczył na trotuarze dwie kobiety z wózkami dziecięcymi. Na pierwszy rzut oka wyglądały normalnie, ale kiedy nieznajome podeszły bliżej, młodzieniec zrozumiał, że jest z nimi coś nie tak. Po pierwsze – obie miały jasne i krótkie włosy, po drugie – ich twarze nie miały żadnego wyrazu i przypominały twarze robotów…

Chociaż dziecko w jednym z wózków głośno płakało, to żadna z kobiet nie zwracała nań jakiejkolwiek uwagi. One nawet nie rozmawiały ze sobą. Poza tym Chan zauważył, że obie panie idą dokładnie synchronicznie – krok w krok – co znów kojarzyło mu się z robotami.

A lotem Levin mrugnął i wszystko dookoła się zmieniło. Świat stał się bezbarwny, jak na ekranie czarno-białego telewizora, a wszystkie obiekty na ulicy zamarły na swych miejscach. Samochody zastygły na drodze, a jeden z nich nawet zawisł w powietrzu nad asfaltem.

Chan wyjął swój smartfon, by utrwalić to wszystko, ale telefon nie działał, chociaż był niedawno naładowany…

Nie pojmując tego, co się działo, młodzieniec przeszedł ulicę. Na drugiej stronie wszystko też wyglądało jak „zamrożone”. Spojrzał na niebo i zauważył, że nawet obłoki były nieruchome.
- Naraz poczułem silne i przemożne pragnienie powrotu na tamtą stronę i dotknięcia ręki której z tych dziwnych kobiet z dziećmi – wspomina Chan Levin – nie mam pojęcia skąd mnie to naszło, jakby coś opanowało moje ciało i zmysły. Powróciłem więc i dotknąłem ręki tej kobiety. A ona odepchnęła mnie ze słowami: „Co do diabła ty robisz?”

I naraz wszystko wróciło do normy. Rozległ się płacz dziecka, świat stał się kolorowy, wszystko się ruszyło… Kobiety z wózkami odeszły, a Chan wyjął smartfon z kieszeni i ujrzał, że zegarek wskazuje godzinę 12:32. Taki czas był także wtedy, gdy świat stał się czarno-biały: Levin zapamiętał, że wyjął telefon by zadzwonić do przyjaciela. Jednakże był on absolutnie pewien tego, że upłynęło co najmniej 5-10 minut!

Potem przypomniało mu się, że kiedy dotknął ręki kobiety z wózkiem, to jej skóra była bardzo zimna, jak w lodówce. Jedyne wyjaśnienie, jakie przyszło mu do głowy, to że obie kobiety były robotami, a do tego z innej planety, a wózki z dziećmi to była jedynie „maskirowka” – maskowanie taktyczne. I w jakiś sposób one mogły przenieść Chana ze sobą w inną Rzeczywistość.

Oni...

Przybysze, ale skąd?


We wszystkich wyżej opisanych zdarzeniach ludzie byli przekonani, że udało się im spotkać z Kosmitami. No tak, w niektórych sytuacjach Obcy sami powiedzieli im o tym. Ale gdzie są dowody?

Także w żadnym z tych przypadków nie zaobserwowano pojawienia się jakichś nietypowych aparatów latających w rodzaju Latających Talerzy – UFO.[2] Natomiast Kosmici owi byli bardzo podobni do ludzi – przynajmniej zewnętrznie. A na dodatek Oni mogą widzieć Przyszłość, zatrzymywać czas, przenosić się do innej Rzeczywistości… Być może, są to „goście” z innego wymiaru albo z naszej Przyszłości?

Mówi się, że już-tuż-tuż może być skonstruowana maszyna czasu. Na pewno nasi potomkowie będą podróżować w Czasie, żeby zmieniać Przeszłość, „przyglądać” się swym przodkom, by tamci – nie daj Bóg – nie napytali sobie biedy… Oczywiście wszyscy pamiętamy o prawach związków przyczynowo-skutkowych, ale kto powiedział, że naszego życia już ktoś nie koryguje? Być może Chan Levin był mimowolnym świadkiem takiej właśnie „korekty”?

Możliwe, że Przybyszom z Przyszłości lepiej jest się przedstawić jako Kosmitom niż wyjaśniać kim są naprawdę, bowiem pozwala Im to uniknąć wielu niepotrzebnych pytań i wyjaśnień i siać panikę wśród ludzi.


Moje 3 grosze


W mojej pracy pt. „UFO i Czas” (Tolkmicko 2011) przyjąłem podobne założenie, a mianowicie – Obcy z Kosmosu są w ogóle ludźmi z innego Czasu, którzy badają swoją Przeszłość, która dla nas jest Teraźniejszością. Stąd np. fenomeny „fal UFO” poprzedzających jakieś ważne wydarzenia w skali narodów, krajów i nawet całej naszej planety.

Nie podzielam poglądu Autorki, że Oni dokonują jakichś zmian Rzeczywistości, choć niektóre wydarzenia noszą znamiona takowej. Przykładów w historii jest aż nadto: zamachy na Hitlera, niektóre przewroty wojskowe, nieoczekiwane wynalazki wyprzedzające swe czasy, itd. itp. – o czym pisał Stanisław Lem w swych „Dziennikach gwiazdowych”. Te wszystkie dziwne rzeczy mogły być skutkiem chronoklazmów właśnie! Chodzi Im bowiem nie o korektę Przyszłości w Przeszłości, ale o utrzymanie istniejącego status quo czy nawet status quo ante. Czemu to robią? – na to pytanie usiłowałem odpowiedzieć w moim Referacie Wrocławskim z 2008 roku (=> zob. - https://wszechocean.blogspot.com/2011/06/referat-wrocawski.html) do którego odsyłam zainteresowanych, albo w powołanej tu pracy „UFO i Czas”.

Seks z Kosmitami? A może z naszymi dalekimi potomkami? Ta możliwość jest o wiele bardziej prawdziwa niż opowieści o jurnych Kosmitach...

Mój przyjaciel Daniel Laskowski z kolei w swych „Opowieściach łotrzykowskich” widzi to jeszcze inaczej. Opisuje on mianowicie w swych opowiadaniach i powieściach hipotetycznych spotkania ludzi z Przybyszami z Innego Czasu, Kosmitami i nawet z kolejnymi awatarami istot żyjących na innych planetach na Ziemi i to wszystko w jednym miejscu i czasie… Kto wie, czy nie ma on racji twierdząc, że na Ziemi mają miejsca takie właśnie spotkania i taka właśnie wymiana informacji z dwóch, trzech czy nawet czterech i więcej stron, a nasza planeta jest jednym ze strategicznych miejsc w skali Galaktyki! To też jest możliwe i to nawet bardzo. To dostrzegł jeszcze w XX wieku Mistrz Lucjan Znicz-Sawicki.

Cóż, mogę tylko powiedzieć za moim wielkim imieninnikiem senatorem Robertem Kennedym: People have usually dreamed about usualy things and asked – why? I have allways dreamed about unusually things and asked – why not? Czemużby nie? W starciu z fenomenem UFO każda myśl, każda idea może być prawdziwa – nawet ta najmniej prawdopodobna. Ale uwaga! – nie traćmy zdrowego rozsądku i krytycznego spojrzenia, bowiem Oni będą nas wyprowadzać na manowce i wpuszczać w maliny… - i to nieraz.



Opinie KKK

Cześć

Dzięki za ciekawe artykuły. Czytam wszystkie i coraz bardziej chce mi się spotkać z "obcymi' byle byli przyjaźnie nastawieni :-D. Chce się wierzyć, że życie to nie tylko średnio 70 lat egzystencji w celu rozmnażania się, ale coś dużo więcej. W sumie mamy kawał mózgu niewykorzystanego, DLACZEGO nie wiemy jak go wykorzystać? 
(K A ZE K)


Źródło – „Tajny XX wieka” nr 42/2018, ss. 32-33
Przekład z rosyjskiego - ©R.K.F. Leśniakiewicz
Ilustracje: "Tajny XX wieka" (Rosja) i CBPDV (Brazylia)             




[1] Czyżby była to istota będąca jego Aniołem Stróżem? Przynajmniej na to wygląda…
[2] Były to tzw. CE0 lub CE-III-E czyli Bliskie Spotkania Zerowego Rodzaju z EBE (ALF, humanoidów, ahumanoidów) bez udziału pojazdu latającego UFO.