Powered By Blogger

sobota, 24 stycznia 2015

Energie i orby

Te dwie foty zrobiłem w Skomielnej Czarnej, zimą 2005/2006. Przedstawiają one dziwne "energie" i "orby", które udało mi się uchwycić na zdjęciach. Do tego widać jakieś dwie widmowe postacie stojące - jedna przy drzwiach samochodu od strony pasażera i druga za samochodem. 



Fanów tych fantastycznych obiektów rozczaruję - to nie żadne "energie" i "orby", ale para z mojego oddechu i śnieżynki. Co do postaci, to realna jest tylko ta pierwsza, druga jest wytworem wyobraźni pobudzonej fantastycznymi kształtami rozwiewających się oparów... Prawda, jak interesująco wygląda para wodna na 15-stopniowym mrozie i oświetlona światłem fotograficznego flesza? I tak właśnie jest w zdecydowanej większości przypadków tych fotograficznych cudeniek, którymi epatują nas niektórzy "badacze"...

Podobne efekty optyczne stwarzają również dymy z ognisk, papierosów czy innych źródeł. Bardzo ładne "orby" dają krople deszczu, owady, oczy sów i innych nocnych zwierząt, które zawierają chryzopsynę. Więc uważajmy, by się nie pomylić... 

piątek, 23 stycznia 2015

Duchy gór Kaukazu

Kaukaski krajobraz


Jurij Suprunienko, Margarita Troicyna


W języku lezginskim do nazwania orła i wątroby używa się jednego słowa – liek’. To jest związane z dawnym obyczajem wystawiania ciała umarłych na zjedzenie orłom, które najpierw dobierały się do wątroby umarłego.

Historia Kaukazu obrosła w legendy. Właśnie tam, wedle greckich mitów, znajdowała się tajemnicza kraina Kolchida. Jeżeli mamy wierzyć współczesnej mitologii, to góry Kaukazu zamieszkują Kosmici, Śnieżni Ludzie i nawet… bogowie! Ale Przybyszami z Kosmosu czy potworami nikogo już nie zdziwisz, ale żywe duchy i bóstwa pomagające ludziom – to jak na razie egzotyka.


Gojące łzy Maszuku


Rosyjscy poeci niejednokrotnie opiewali Kaukaz, zachwycali się jego urodą i ogromem. Jednym z nich był M. J. Lermontow, zabity w pojedynku, u podnóża góry Maszuk. Ale jest ona jeszcze sławniejsza ze względu na swe lecznicze wody. Właśnie z tym zjawiskiem są związane jej nazwy. Według podania dawno, dawno temu mieszkała tam błękitnooka piękność o imieniu Maszuko, która kochała młodego dżygita. Jej ukochany zginął w czasie jakiejś walki i ból Maszuko był tak silnym, że ona skamieniała i przekształciła się w górę. A łzy, które wylewała dziewczyna za swym ukochanym, wytrysnęły spod ziemi w postaci źródeł. I mają one czarodziejską moc…

Świadectwa o uleczalnej mocy wód Maszuku korzeniami swymi sięgają w daleka przeszłość. Arabski podróżnik Ibn Battuta z XVI wieku opowiadał o pięciu górach i znajdujących się tam źródłach gorącej wody, w której kąpali się Turcy. Jedna z nich, sąsiadująca z Maszukiem nazywała się Besztau (Pięciogórze). Pogłoski o „bohaterskiej wodzie” rozprzestrzeniają się daleko poza granice kraju.

Jednymi z pierwszych, doceniających leczniczą moc maszuckich źródeł byli żołnierze z Twierdzy Konstantynowskiej, którą wybudowano u podnóża góry w 1780 roku. Kąpiel w gorących źródłach zastępowało tradycyjną rosyjską banię. Właśnie dzięki takim kąpielom znikały problemy z reumatyzmem i chorobami skórnymi. Do Gorących Wód – jak zaczęto nazywać powstałe tam miasteczko – później przemianowane na Piatigorsk – pociągnęli kuracjusze ze wszystkich stron Rosji. W 1803 roku, car Aleksander I wydał dekret O uznaniu kaukaskich wód za lecznicze i miejsca tego za ważne miejsce dla gospodarki. I do dziś dnia ludzie jadą tam w nadziei na pozbycie się chorób, a może nawet jak car w bajce Jerszowa „Konik garbusek” uzyskać drugą młodość po kąpieli w żywej wodzie.

Typowy kaukaski dolmen


Kamienna czułość


A ci, którzy mają nadzieję nie tyle na cielesne, ale na duchowe odrodzenie, mogą udać się do jednej z osobliwości Kaukazu – do dolmenów. Niemało ich spotyka się w miejscy zejścia się dwóch rzek: Pszady i Doguab, jakieś 40 km od miejscowości Gielendżik, za Michaiłowskim Przełomem. Budowle w kształcie wielkich pudełek czy skrzynek nakrytych płaskimi płytami, zbudowano 2-4 tys. lat temu.

[Na temat kaukaskich dolmenów opublikowałem następujące materiały, zob.  http://wszechocean.blogspot.com/2013/08/dolmeny-prehistoryczne-mauzolea-czy.html oraz http://wszechocean.blogspot.com/2014/05/mistyka-soczi.html - przyp. tłum.]

A jest ich tutaj około 2500! Wzdłuż wybrzeża Morza Czarnego można spotkać dolmeny płytowe, całkowicie osadzone w skałach, budowle z kombinacji kamiennych płyt i bloków, położonych w dwa i więcej rzędy.

Każdy dolmen ma swój indywidualny kształt, a nawet imię. Mówi się, że każdy z nich ma swój własny ładunek energii. Dolmen „Chan” na ten przykład, wzmacnia zdrowie i mobilizuje obronne siły organizmu. Dolmen „Czułość” jest uważany za żeński. Jego duch pomaga we wszystkim, co jest związane z macierzyństwem i dziećmi. Dolmen „Maja” ochrania przed nieszczęśliwą miłością, daje szczęście w małżeństwie, pomaga przyciągnąć serce ukochanego człowieka. Dolmen „Tor” pomaga w osiągnięciu celu swej drogi.



Chatki bogów...


Chatka boga


Do tego nawet miejscowi nie są w stanie wiarygodnie odpowiedzieć na pytanie o przeznaczenie dolmenów. Na Kaukazie znajdują się inne dawne pomniki otoczone czcią. I tak np. pogańskie sanktuarium Riekom, położone w Ciejskim Wąwozie. Tutaj już od dawien dawna kłaniano się i przynoszono ofiary bogowi Uastyrdżi, opiekunowi mężczyzn. Kobietom był tam wstęp wzbroniony.

Drewniany dom zbudowano z sosnowych bierwion został złożony bez użycia ani jednego gwoździa – tradycyjnym dawnym sposobem – na zastrzał. Zaś na dachu znajdują się dekoracyjne blaty z pogańską symboliką. Wewnątrz na ścianie znajduje się półka z czaszkami zwierząt ofiarnych: reniferów, baranów czy turów. Tutaj także znajduje się drewniana czasza z monetami i banknotami.
Podanie głosi, że Uastyrdżi postanowił wznieść dla Osetyńców sanktuarium z „wiecznego drzewa” – modrzewia. Rósł on na drugim końcu górskiego grzbietu. Tak więc bóg nakazał swym wołom przejść przez lodowiec i przynieść drzewa. Opowiadają o tym, że drzewa same padały na wozy. Ale po przybyciu na miejsce, wozy same się rozładowały i cudownym sposobem na polanie wyrósł budynek świątyni.

Osetyńscy wojownicy pozostawiali w świątyni złamane strzały i groty, w miedzianych kotłach warzono piwo dla górskich duchów. Przed pierwszym starciem na wojnie, spełniali oni obrzęd zbratania – łamali dwie strzały poczym stawali się braćmi krwi.

Osetyńskie sanktuarium Riekom

Uważano, że sute ofiary zostawione w Rekomie przyniosą władcom błogosławieństwo bogów. Tradycja ta dochowała się do dziś dnia. Obecnie to święte miejsce jest odwiedzane w czasie wielkich świąt osetyńskich, np. w dzień urodzonych rok temu mężczyzn – Kehcgenen. A młodzi ludzie odbywają pielgrzymkę do tego miejsca przed pójściem do wojska. Mówią, że spełnia się wiele próśb, które tam są zanoszone…  

Niestety, w 1995 roku drewniany budynek spłonął od uderzenia pioruna. Poszedł chyr, że to była przestroga: współczesne pokolenie zapomniało o swych bogach i duchach, i pogrążyło się w grzechu.

Ekipa entuzjastów zabrała się za odtworzenie świątyni na podstawie zachowanych szczątków. Przed rozpoczęciem budowy pościli przez cały tydzień, a każdy dzień zaczynali od modlitw. Zachowano drewnianą technologię budowy, ale budować im przyszło z sosny – modrzewie w górach dzisiaj prawie nie występują.

A potem, żeby uśmierzyć gniew boga Uastyrdżi, Osetyńcy corocznie w czerwcu obchodzą w rejonie sanktuarium święto, poświęcone temu bogu. Warzą piwo, ubijają zwierzęta ofiarne, weselą się, spiewają, tańczą, strzelają z łuku, siłują się na rękę. […]

Badacze spierają się o datowanie pomnika. Niektórzy odnoszą ją do kultury kobańskiej, egzystującej 1000 lat przed naszą erą.

[Kultura kobańska - kultura epoki brązu rozwijająca się od połowy II tysiąclecia p.n.e. do IV wieku p.n.e. w centralnej części Przedkaukazia. Podstawą gospodarki było pasterstwo, głównie owiec. Wykorzystywane były również konie o czym świadczą znajdowane pochówki końskie na cmentarzyskach tej kultury. Bardzo ważną rolę odgrywała również metalurgia brązu, której prężne ośrodki pozwoliły na zachowanie odrębności tej kultury mimo presji ze strony koczowniczych ludów Kimmerów i Scytów. Pochówki w tej kulturze charakteryzują się ułożeniem w pozycji skurczonej na boku, składane w skrzyniach kamiennych lub jamach obłożonych kamieniami. W grobach mężczyzn składane były najczęściej pasy z brązu z wytłaczanym ornamentem, zdobione sztylety, topory wojenne. Wyposażenie grobów kobiet składało się głównie ze zdobionych pasów z brązu, spiralnych naramienników, naszyjników z brązowych i karneolowych paciorków oraz szpil do spinania odzieży (Wikipedia) – uwaga tłum.]

Ale według danych z analiz drewna modrzewiowego, sanktuarium Riekom nie mógł powstać wcześniej, niż w XII wieku.

Pomnik Prometeusza w Soczi postawiony na miejscu, gdzie według muitu przykuł go łańcuchami rozgniewany Zeus...


Elbruski Prometeusz


Elbrus (5642 m n.p.m.) jest sławny także z tego, że zamieszkuje tam nie kto inny jak słynny starogrecki bóg Prometeusz. (Prometeusz był jednym z Tytanów – przyp. tłum.) Jak to możliwe?

Nazwa góry pochodzi od perskiego słowa Alborz, które pojawia się już w świętej „Aveście”. Niektórzy uczeni także uważają, że jest to także góra Ałatyr’ – w rosyjskiej sakralnej tradycji – góra-bohater. Jej dawna nazwa brzmi jeszcze Ałatawr – a słowo tawr (łac.: taurus) – jak wiadomo, po grecku znaczy byk. Byk także dla słowiańskich pogan symbolizował boga Welesa. Plemiona Słowian-Rusów wierzyły, że góra Ałatyr’ to ołtarz u tronu Najwyższego. A na jej stokach znajduje się ziemski Raj i Piekło – po słowiańsku Irij i Pekło. Tak czy owak, Elbrus jest tą górą, u podnóża której – wedle podania – książę Kij syn Aria (praojciec Ariów) i wnuk słonecznego boga Jara, założył dawne miasto Kijów/Kijar, jeszcze przed matką wszystkich miast rosyjskich – Kijowem/Kyjiw na Ukrainie. W słowiańskiej mitologii Kijar – to święte miasto, duchowa stolica świata, coś w rodzaju himalajskiej Szamballi…

To właśnie na tej górze – jeśli wierzyć przekazom – był rozpięty Ogniebog (ten, który podarował ludziom ogień). Rosjanie nazywali go Welesem, Simargłem i Finistem, Irańczycy – Ognieperim Simurgiem, Hindusi – Agni Promati (ten, który grzeje), a antyczni Grecy – Prometeuszem.  
          
Ale najbardziej rozpowszechniona jest legenda o bogu, mającym postać ogromnego ptaka (u Słowian to Finist – Sokół Jasny, którego doskonale znamy z rosyjskich baśni narodowych, zaś u Persów jest to ptasie bóstwo – Simurg). Co się zaś tyczy Prometeusza, to Ajschylos twierdzi, że ten Tytan był przykuty do skał w górach Skifii. A Cicero przypisuje bohaterowi słowa o tym, że jego krew lśni na stokach Kaukazu.

Czy Elbrus ma jakieś powiązania z grecką mitologią, sądzić trudno. Jednak w 1838 roku, rosyjski historyk W. W. Passiek pisał w „Oczierkach Rossiji”, że:
Jak dotąd prawie wszystkie nasze góralskie narody wierzą w duchy gór. Abchazowie opowiadają, że na szczycie góry Elbrus jest straszna przepaść, w której rozlegają się jęki i dźwięczenie łańcuchów, tam leży przykuty olbrzym…

Zaś specjalista od historii Kaukazu – N. Dubrowin – opublikował rezultat swych badań folklorystycznych zapisów. W nim mówi się, że:
Na wysokiej śnieżnej górze, na samym jej szczycie znajduje się ogromny, kulisty kamień, na którym siedzi starzec z brodą sięgającą nóg, którego ciało porosło długimi włosami, paznokcie u rąk i nóg ma bardzo długie i podobne są do długich szponów. Jego czerwone oczy jarzą się jak rozpalone ognie. Na szyi, w pasie i na rękach i nogach znajduje się łańcuch, którym jest przykuty od niepamiętnych czasów…

Istnieje jeszcze jedno podanie – o bohaterze Samo, prarodzicu kaukaskich narodów, który pokonał potwora Zahhakę. Przypomnimy także jeszcze jeden mit grecki – o Tezeuszu i Minotaurze. Znowu tawr!

W nasze dni góra jest znana z tego, że wciąż krążą wokół niej Latające Talerze. I tak w okresie 18-22.II.1989 roku mnóstwo ludzi obserwowało świecące się obiekty o różnych kształtach, wylatujące z Elbrusu. Kierownik Laboratorium Elektrodynamiki Państwowego Uniwersytetu Kabardino-Bałkarskiego W. I. Ałtuchow także wysunął hipotezę, że na górze znajduje się jedna z „baz UFO”. Oczywiście przedsięwzięto próby odnalezienia miejsc lądowania tych NOL-i, ale wszystkie one pozostały bezowocne.

[Kaukaz kryje także tajemnice związane z Ubogimi Rycerzami Świątyni – Templariuszami, którzy w XII wieku dotarli także na terytorium dzisiejszej Gruzji, gdzie stworzyli także swe komandorie. Dzisiejsi mieszkańcy Kaukazu wspominają tych przybyszów sprzed wieków i ubierają się nawet podobnie do nich. I podobnie jak oni wspominają św. Graala… Także Heinrich Himmler i jego uczeni z czarnego zakonu SS także poszukiwali na tych terenach wejść do środka Ziemi i artefaktów po wielkiej antycznej cywilizacji, co miałoby przyspieszyć zwycięstwo III Rzeszy. Polecam przeczytanie artykułów na stronach:  http://wszechocean.blogspot.com/2013/03/wedrowki-swietego-graala.html a także http://wszechocean.blogspot.com/2013/01/sw-graal-czy-tego-szuka-hitler-na.html - uwaga tłum.]    


Tekst i zdjęcia – „Tajny XX wieka” nr 33/2014, ss. 32-33

Przekład z j. rosyjskiego – Robert K. Leśniakiewicz ©

środa, 21 stycznia 2015

Zabajkalskie bagienko



Siergiej A. Piszczulin z Szełopugina, Zabajkalski Kraj


Jest w naszym kraju miejscowość, którą nazywają Szamanką. Tam znajduje się bagienko. Z pozoru wygląda jak małe śródleśne jeziorko, jakieś 10 m średnicy. Wydawałoby się, że niczego w nim osobliwego nie ma, takich tysiące mamy na Zabajkalu. Ale to tak się wydaje na pierwszy rzut oka!

Kiedy zbliża się wieczór, to do tego bagna zbliżać się było straszno – jego dno wyglądało jak krater – przy czym jego głębokość była niezmierzona. Miejscowi chłopi rzucili tam trzydziestometrowy sznur z obciążeniem – dna nie dosięgli, bo obciążenie sznura nie osłabło. Woda w bagnie zawsze była biaława, być może wapienna i bardzo zimna. Nie było w niej żadnych zwierzątek i żyjątek, tylko jej powierzchnia była pokryta jakąś dziwną buro-zieloną roślinnością. Od czasu do czasu, Bóg wie z jakiej głębiny, wylatywały długie łańcuszki baniek jakiegoś bezwonnego gazu.

Nie byłem tam wiele lat. Od tego czasu z młodnika wyrosły drzewa, a wszystkie kępy porosły olchami, dlatego też długo krążyłem, zanim nie trafiłem na to fantastyczne bagienko. Przyznaję, że będąc tam samemu czułem się nieswojo. Nie opuszczało mnie uczucie, że ktoś mnie intensywnie obserwuje.

Postałem na brzegu jeziorka, obszedłem je dookoła, sfotografowałem ze wszystkich stron. Nawet nie zdawałem sobie sprawy, jaka niespodzianka czeka mnie w domu! Kiedy zacząłem przeglądać zdjęcia, to okazało się że na wszystkich ośmiu zdjęciach bagienka, zrobionych z różnych ujęć, znajduje się ciemna plama, podobne do kłębu czarnego dymu. Wyglądało to tak, jakby znajdował się on na wysokości 3 m nad wodą, dokładnie nad środkiem tego niezwykłego zbiornika wodnego. Zobaczcie sami…


Tekst i zdjęcie – „Tajny XX wieka” nr 33/2014, s.24

Przekład z j. rosyjskiego – Robert K. Leśniakiewicz ©

wtorek, 20 stycznia 2015

W przeczuciu III Wojny Światowej

Wizja III Wojny Światowej?


Marina Chwyłja


Niektórzy pątnicy po przybyciu do Jerozolimy zaczynają się zachowywać jak święci albo prorocy lub natchnięci Bożą mocą. Na coś takiego jest nawet specjalny termin – syndrom jerozolimski.

Ludzkość wojuje ze sobą od wieków – o terytoria, żywność, zasoby naturalne…  Ale do XX wieku wojenne ambicje ograniczały się tylko do lokalnych konfliktów. I i II Wojna Światowa otworzyły puszkę Pandory. Zgodnie z postulatami ezoteryków, jeżeli coś powtarza się dwa razy to tworzy normę i powtórzy się po raz trzeci. Stosy I i II Wojny Światowej rozpaliły się w Europie, a pożar Trzeciej – według astrologów i proroków wszystkich czasów – zapłonie na Wschodzie.


Dożyjemy do roku 2027


Interpretatorzy tekstów średniowiecznego (już renesansowego, bowiem Renesans we Francji zaczął się pod koniec XV wieku – przyp. tłum.) francuskiego astrologa Michaela de Nostre Dame alias Nostradamusa (1503-1566) naliczyli w jego pracach co najmniej 12 proroctw dotyczących III Wojny Światowej. W jednym z nich ukazano nawet datę jej początku:


W siódmym miesiącu roku 1999
Z nieba zstąpi wielki książę zgrozy
Obali on wielkiego króla Angolmois
Ale przedtem i potem szczęśliwie będzie rządził Mars


Dopatrują się oni w tym dwóch przepowiedni: pierwsze trzy linijki mówią o jakimś wydarzeniu, na glebie którego na świecie pojawi się jakaś osoba obarczona wielką misją. Ostatnia linijka mówi natomiast o wojnie (Mars to planeta wojny), która się zacznie przed i skończy po tym wydarzeniu.

[Problem polega na tym, że to proroctwo zawarte w „Centuriach” jest różnie tłumaczone, co daje szerokie pole interpretatorom tych przepowiedni, i tak u Leszka Szumana w „Tajemnicach astrologii” czytamy:

W roku 1999 i w siódmym miesiącu
Nadleci z nieba straszny król
Opanuje kraj terrorem
Będzie szczęśliwie rządził przed i po wojnie
Centuria X,72

U sir Brinsleya Le Poer Trencha w „Operacja Ziemia” zaś brzmi to tak:

W roku 1999 i w siódmym miesiącu
Z nieba przybędzie potężny Król
Ponownie powstanie wielki Król Jacquerii
Przed nim i po nim będzie rządził Mars.

Jak widać rozbieżności są znaczne i można je sobie interpretować, jak tylko dusza zapragnie. Według tłumaczy „Centurii” istnieje aż 14 wersji tego czterowiersza! I jest w czym wybierać… – uwaga tłum.]

Z punktu widzenia chronologii, proroctwo to można by było nazwać chybionym, ale jeżeli obejrzymy się wstecz i wspomnimy rok 1999, to wszystko staje na swoim miejscu.

11 sierpnia miało miejsce pełne zaćmienie Słońca. W kalendarzu juliańskim, którym posługiwał się jasnowidz, data ta brzmi 28 lipca – czyli siódmego miesiąca. A kim zatem jest król Angolmois? Większość badaczy skupia się na francuskim mieście Angôuleme. Jednakże jest małe „ale”, bowiem jego nazwa brzmi Angôuleme w odróżnieniu od Anglomois u Nostradamusa.

W związku z tym powstała hipoteza, że słowo to jest anagramem (przestawianką sylab) i w takim przypadku rozszyfrowuje się ono bardzo prosto: kiedy wstawi się literę M z szóstej pozycji na pierwszą w wyrazie – otrzymujemy słowo MongoloisMongolski.

W czasach Nostradamusa Mongolią albo Wielką Tatarią zwano we Francji Wielkie Księstwo Moskiewskie, znajdujące się wtedy na skraju cywilizowanego świata, które niedawno uwolniło się od tatarsko-mongolskiego jarzma.
Co więc takiego miało miejsce w 1999 roku w Rosji? Na dwa dni przed zaćmieniem słońca, w dniu 9.VIII.1999 roku, stanowisko premiera objął Władimir Putin. To pasuje do tematyki wojny: dwie wojny czeczeńskie przed i po jego dojściu do władzy.

Tymczasem na arenie międzynarodowej miała miejsce operacja wojskowa NATO przeciwko Związkowej Republice Jugosławii, która trwała od 24.II do 10.VI.1999 roku. Być może to właśnie ona stała się iskrą, która zapaliła płomienie pożaru III Wojny Światowej.

[Trudno tej operacji nie nazwać konfliktem światowym, w który było zaangażowane 26 krajów z trzech kontynentów, na co już wskazywałem pisząc moja pracę „Projekt Tatry” w 2000 roku – uwaga tłum.]

Potem zapłonęły Irak, Libia i Syria…  

Podobnie jak w Mezopotamii – dzisiejsze terytorium Iraku – Nostradamus prorokował straszne wydarzenia: Dwadzieścia i siedem lat będzie się dłużyć krwawa wojna.

Sądząc z tego wszystkiego, sami tego nie wiedząc, żyjemy już w toku działań Trzeciej Wojny Światowej, i jeżeli założyć, że jej korzenie tkwią w przełomie XX i XXI wieku, to wedle Nostradamusa nie zakończy się ona do 2027 roku.


Przepowiednie Grigorija Rasputina


Można różnie odnosić się do postaci Grigorija Rasputina (1869-1916), ale w jego przepowiedniach i proroctwach można znaleźć różne świadectwa o nadchodzącej III Wojnie Światowej:

Po drogach Europy popełzną trzy głodne żmije pozostawiające po sobie popiół i dym, mają one jeden dom – i to miecz, i znają tylko jedno prawo – przemoc. Ale przeciągnąwszy Ludzkość przez kurz i krew, one same zginą od miecza.

Dwie żmije już przepełzły po Europie: I i II Wojna Światowa. Gdzieś przyczaiła się i czeka na swój czas ta Trzecia – najbardziej podstępna.
Być może będzie to – według tegoż Rasputina – na ziemiach pomiędzy dwoma rzekami (znów Irak), albo w palmowym ogrodzie (Egipt, Arabia Saudyjska) lub tam, gdzie kwitną lilie (Francja – ma trzy złote lilie na białym tle w swoim średniowiecznym herbie).

[Jak dotąd wszystkie wymienione wyżej miejsca są punktami zapalnymi islamskiego terroryzmu – czego dowodzą ostatnie wypadki we Francji i Belgii oraz powstanie ISIS – terrorystycznego państwa islamskiego – uwaga tłum.]

I jeszcze jedna wizja:

Z Zachodu przybędzie krwiożerczy książę, który ujarzmi ludzi bogactwem, a ze Wschodu – drugi książę, który ujarzmi ludzi ubóstwem. I będą wojny jak letnie burze, powalające drzewa i rozorujące wsi. I będzie tak do tego czasu, póki się nie okaże, że słowo Boże jest jedno, jedyne, choć napisano je w wielu językach. I od tej pory będzie jeden stół, tak jak jednym będzie chleb.


Syria jeszcze nie padła…


Bułgarska jasnowidząca Wanga także prorokowała wojnę pomiędzy wszystkimi narodami, przepowiedziała Ludzkości długie i ciężkie czasy konfliktów religijnych, a szczególnie wrogości pomiędzy muzułmańskim Wschodem a chrześcijańskim Zachodem.

Według prorokini, wojna zacznie się od padnięcia Syrii, a potem rozleje się ona na terytorium Rosji i Zachodniej Europy.

[Wygląda więc na to, że sprawdzi się wizja bezpiecznej Polski, którą przedstawił o. Klimuszko w 1980 roku. Twierdził on, że Polska będzie bezpieczna przez kolejnych 50 lat, czyli gdzieś do roku 2030 i to w czasach, w których wokół niej będą szalały wojny i katastrofy żywiołowe – uwaga tłum.]

Rolę zbawcy świata, podobnie jak w czasie II Wojny Światowej przeznaczona jest dla Rosji. Po tym zwycięstwie stanie się ona Supermocarstwem i będzie kierowała nowym światowym porządkiem. Po zakończeniu wojny na Ziemi zapanuje nowa religia i rozpocznie się tysiące pokojowego rozwoju i odrodzenia duchowego.

Tutaj możemy zaobserwować zbieżność z przepowiedniami astrologa Siergieja Wrońskiego, które ukazały się jeszcze w końcu lat 90. ub. wieku na nieuchronność Trzeciej Wojny Światowej, której ogniskiem stanie się rejon Zatoki Perskiej.

[Podobnie rzecz się ma z przepowiedniami astrologów i przepowiadaczy przyszłości z Europy Zachodniej, którzy przewidują III Wojnę Światową jako konflikt z islamem w Azji i Europie Zachodniej, i powstaniem po niej nowego systemu religijnego i rozwoju duchowego – nowego porządku świata w kolejnej epoce zodiakalnej – Epoce Wodnika. Polecam polskiemu Czytelnikowi pracę dr Leszka Szumana – „Tajemnice astrologii” (d. „Astrologia i polityka”, Warszawa 1992)  – uwaga tłum.]

On uważał, że Saddam Husain rozsiał w całym świecie arabskim bakterie czerwonej dżumy, która spowoduje wybuch wojny. No, ale po III Wojnie Światowej nastąpi tysiącletni okres pokoju


Na progu wojny


Według prognoz Pawła Głoby, światowy kryzys ekonomiczny rozpoczęty w 2008 roku będzie trwał do 2020 roku. Ten okres będzie najcięższym w czasie ostatnich 70 lat, a skumulowane naprężenia i napięcia mogą zakończyć się tylko wojną, a w 2014 roku Ludzkość stanie na jej progu. Nastąpi podstawowa zmiana politycznej mapy świata i zasadnicza zmiana geopolitycznego rozkładu sił.

Najbardziej niepokoi astrologa przebywanie Uranu z znaku Barana, co prowokuje permanentne wojny na Wschodzie i arabskie rewolucje. One rozpoczną stopniowe przenoszenie się w kierunku Rosji i w najbliższych latach także do Azji Środkowej.

A co się tyczy daty rozpoczęcia III Wojny Światowej, to wg wersji Pawła Głoby, to albo ją już przeskoczyliśmy, albo od marca 2014 roku (właśnie ta data często ukazywała się astrologom) ona już nadchodzi.

W związku z tym, staje się interesującą przepowiednia jednego z pierwszych rosyjskich astrologów Wasyla Niemczina, przepowiadającego wojnę światową po tym, jak 44 rządzącym zaoceanicznym mocarstwem będzie „czarny człowiek”. I został nim Barack Obama.


Apokalipsa


Petersburski astrolog Siergiej Szestopałow uważa, że aktualnie istniejący świat zbliża się do swego końca. Od 2014 do 2016 roku Ludzkości przyjdzie żyć pod panowaniem Plutona otwierającego Apokalipsę. Ale wbrew powszechnemu poglądowi, nie oznacza on końca świata, ale kres starego i powstanie nowego świata

Z ludzkich oczu spadnie wreszcie kurtyna, i ludzie zobaczą wszystko w prawdziwym świetle. Narody przestaną wierzyć politykom (już nie wierzą – sic!) oszukaństwo i pazerność elit stanie się widoczna dla ludzi, i nikt nie będzie się na to godził.

Jednocześnie nastąpi przejście od piątej – aryjskiej, do szóstej rasy człowieka – teosam. Praktycznie wszyscy ludzie nowej rasy będą mieli możliwości paranormalne, takie jak prekognicja i jasnowidzenie.

[Takie PSI-właściwości posiadało wielu ludzi, ale zostali oni wytępieni lub znacznie przetrzebieni przez zbrodniczą działalność Świętej Inkwizycji w Średniowieczu i Odrodzeniu, tak więc właściwie będzie to powrót do korzeni, od których usiłowało odciąć Ludzkość chrześcijaństwo – uwaga tłum.]

Zmiany nastąpią także w obszarach moralności i etyki. Rasa aryjska odznaczała się skłonnościami do wojowania i złożonym stosunkiem do moralności. Dla pokojowych ze swej natury teosów ideały moralności będą świętymi.

Nowa era w historii Ludzkości zacznie się w 2017 roku. Ogromną rolę w tym odegrają naukowe odkrycia tanich i praktycznie niewyczerpanych źródeł energii. To pozwali wreszcie zlikwidować problem głodu, świeżej wody i cały szereg problemów (bytowych). Zmieni się życie Ludzkości.

[Początek Ery Wodnika według różnych astrologów zaczyna się – wg Wikipedii - od:
·        roku 1844 (David Williams),
·        początku ery industrialnej w XIX wieku (Marcia Moore, Mark Douglas),
·        przejęcia całkowitej kontroli nad planetą (Vera Reid),
·        ekspansji religii podobnej do tej ze Średniowiecza (Robert Zoller),
·        wykorzystania energii jądrowej w II połowie XX wieku (Neil Spencer),
·        powstanie nowych rewelacyjnych technologii i wynalazków (Louis MacNeice),
·        kluczowych punktów historii jak np. Rewolucja Francuska (1789) czy rewolucja obyczajowa lat 60. (Ray Grasse),
·        roku 3573 (Rudolf Steiner),
·        roku 1433 (Terry Mac Kinnel),
·        dnia 11.XI.1991 roku (Śri Singh Sahib Harbhajan Singh Khalsa Yogiji),
·        i wreszcie dnia 26.II.1890 (August Vandekerkhove).
Jak więc widać – rozrzut jest dość znaczny i obejmuje niemal 2000 lat – uwaga tłum.]

I jeszcze jedna wizja Siergieja Szestopałowa. Nie wolno mieszać Apokalipsy (z greckiego: objawianie, odkrywanie, ujawnianie) z Armagedonem (ostateczną wojną pomiędzy światłem a ciemnością, dobrem a złem). Armagedon zaczął się 31.X.1931 roku, zaś 5 grudnia tegoż roku w Moskwie wysadzono w powietrze Cerkwię Chrystusa Zbawiciela. II Wojna Światowa i obozy koncentracyjne stały się efektem wydarzeń zachodzących na cienkim planie. Główne i decydujące starcie wygrały siły światła w październiku 1949 roku. Po tym wszystkim wojen w skali globalnej być nie powinno. Możliwe są lokalne starcia, polowania na oddzielne „wilcze stada”.

Pomnik Nostradamusa w Salon-de-Province


Cała nadzieja w kosmicznych siłach?


W tym także kluczu dotyczącym Trzeciej Wojny Światowej, wypowiadała się także filozofka religii Elena Roerich. W jednym ze swych listów z 1950 roku, stwierdziła ona, że nie będą użyte bomby atomowe, bo oznaczałoby to koniec naszej planety. Jej zdaniem, od wojny światowej odwiodą Ludzkość wpływy kosmicznych sił. Rosja będzie chroniona i będzie krajem zwycięskim: tak jest zapowiedziane i nakreślone w gwiezdnych runach. I wszyscy ci, którzy podzielą jej zwycięstwo.

Być może jest i nadzieja, która pozostaje w puszce Pandory? Przecież zgodnie z starogreckim mitem, po wyjściu z niej wszystkich plag i biedy, puszka zamknęła się – i pozostała w niej tylko Nadzieja.

A na zakończenie powrócimy do tego, od czegośmy zaczęli – do proroctw Nostradamusa. Zainteresowanym jego twórczością dotyczącym Trzeciej Wojny Światowej polecam jeszcze jeden jego mistyczny czterowiersz, w którym on wykorzystując astrologiczną symbolikę wieszczy:

Kosa zjednoczy się ze stawem w Strzelcu
W jego najwyższym punkcie
Dżuma, głód i śmierć ze zbrojnych rąk,
Wiek zbliża się do swego odnowienia.

Udało się rozszyfrować to proroctwo. Sądząc z tego wszystkiego, chodzi tutaj o koniunkcję Saturna (atrybut: kosa, sierp) i Uranu (staw), w samym końcu konstelacji Strzelca. Taka sytuacja panowała w dniu 13.II.1988 roku, i nie powtórzy się w ciągu następnych 500 lat.

[Według innej interpretacji podanej przez dr Leszka Szumana w „Astrologii i polityce”, chodzi tutaj koniunkcję Saturna i Uranu w północnych sektorach Skorpiona i taka sytuacja będzie miała miejsce latem 2016 roku, co jednocześnie wyznacza początek Ery Wodnika – uwaga tłum.] 


Tekst i ilustracje – „Tajny XX wieka” nr 33/2014, ss. 20-21

Przekład z j. rosyjskiego – Robert K. Leśniakiewicz ©  

poniedziałek, 19 stycznia 2015

Nocne Światło nad Beskidem Wyspowym


Kilka dni temu zaliczyłem ciekawą obserwację UFO w postaci Nocnego Światła. Ów obiekt poruszał się bardzo nisko nad horyzontem i wyglądał jak dość jasna gwiazda, a widoczny był nieopodal szczytu góry Luboń Wielki (1022 m n.p.m.) w Beskidzie Wyspowym. A oto dane o tej obserwacji:

TYP INCYDENTU: NL
MIEJSCE: Jordanów -  49°3857N - 019°4948E
DATA: 16.I.2015 r.
GODZINA: 17:40 CET/16:40 GMT
CZAS TRWANIA: ok. 5 minut
ILOŚĆ OBIEKTÓW: 1
ŚWIADKOWIE: 1
ZDJĘCIA: nie było
PRAWDOPODOBNE WYJAŚNIENIE: możliwy samolot lecący ze wschodu a potem na południe

Warunki pogodowe były następujące:

TEMPERATURA POWIETRZA: +1,4°C
WILGOTNOŚĆ POWIETRZA: 45%
WIATR: słaby wiatr halny z S-SW
CIŚNIENIE ATMOSFERYCZNE: 1001 hPa
ZACHMURZENIE: ¾ - 7/8 pokrycia nieba
WIDZIALNOŚĆ: dobra, w przerwach pomiędzy chmurami widoczne gwiazdy

Góra Luboń Wielki znajduje się na kierunku na wschód od Jordanowa. Obiekt przypominający świecącą białym kolorem gwiazdę ok. +2 mag., znajdował się początkowo na wysokości 3/4° na lewo i do góry od czerwonego światła ostrzegawczego dla samolotów umieszczonego na maszcie przekaźnika TV obok Schroniska PTTK. W czasie ok. 5 minut przemieścił się początkowo w lewą stronę, a następnie równie powoli poleciał w kierunku czerwonego markera i znikł, i nie wiem czy za chmurami czy znikł w ogóle.

Obserwacja ta jest o tyle ciekawa, że:

1.     W tej okolicy nie widuje się przelotów samolotów, a jeżeli nawet, to są to przeloty w kierunku z południa na północ i vice-versa.
2.     Obiekt ten był widoczny jako światło stałe, nie migające, w przypadku samolotu zawsze obserwuje się błyski stroboskopów;
3.     Nie mogła to być żadna gwiazda, bowiem na tej wysokości nad horyzontem gwiazd tak słabych się nie obserwuje, szczególnie przy takich warunkach pogodowych (zachmurzenie).
4.     Nie mogła to być ISS czy jakiś sztuczny satelita Ziemi, bowiem było już dwie godziny po zachodzie Słońca, zaś ISS nie leci z kierunku wschodniego na zachód, tylko odwrotnie.


Osobiście stawiam na jakiś samolot czy śmigłowiec, aczkolwiek w następnych dniach media nie podały żadnych informacji na temat prowadzonych akcji ratowniczych na terenie Beskidu Wyspowego. W każdym razie obserwację tą odnotowuję, jako obserwację NL.