piątek, 16 sierpnia 2013

DOLMENY: Prehistoryczne mauzolea czy bramy do innego świata?



Władimir Kożemiakin


Dolmeny – dolmen w przekładzie znaczy to tyle, co „kamienny stół” – to gigantyczne grobowce, które rozsiane są w górach Zachodniego Kaukazu. Zbudowano je z ogromnych głazów o masie od 3 do 30 ton w okresie pomiędzy IV a II tysiącleciem p.n.e. Zorientowano je według stron świata. Prezentowany materiał pochodzi z rosyjskiego czasopisma „Argumenty i Fakty” nr 33/2003.


We wnętrzu dolmenu jest cicho, chłodno i szaro. I tak jakoś spokojnie przez kontrast z jaskrawym i hałaśliwym otoczeniem tego architektoniczno-historycznego pomnika. Turyści i zwiedzający oblepili go jak termity. Mówią, że w dolmenach nie wolno przebywać zbyt długo, bowiem panuje tam niesprzyjająca aura, a poza tym – mówiąc językiem archeologów – jest tam „kostnica”. Jak zatem można medytować w grobie?

Pewien moskiewski archeolog opowiada o takim wydarzeniu: kiedyś zastał w dolmenie młodą kobietę, która siedziała w pozycji lotosu i z zamkniętymi oczami nad czymś rozmyślała, on zapytał ją – Jak pani może? Przecież tutaj leżą pozostałości ludzkich szkieletów na głębokości 60 cm, w tym czaszki!... Ale teraz dolmeny już nie są uważane jedynie za mauzolea i grobowce, lecz postrzega się je na bardziej życiowym poziomie.

Spostrzeżenie drugie: oddzielenie od rzeczywistości. Zwiedzający i wycieczkowicze, turyści na zewnątrz oglądają megalityczną budowlę, a ty siedząc w środku jesteś jak w innym świecie.


Cham w grobowcu


 Kompleks dolmenów w dolinie rzeki Żannie w okolicy kurortu Gelendżiku, należy do żelaznego punktu wycieczek. Upał, dziesięć autokarów na parkingu, ścieżką w góry w dwie strony idą dorośli i dzieci. Turyści fotografują się na tle ruin, przeciskają się przez wąskie przejścia, aby poczuć aurę. Z zewnątrz dolmen jest podobny do domku z kart, bardzo masywnych i grubych – vide zdjęcia – który zaraz może się zapaść. Kamienne ściany z dawna ornamentyką popstrzono napisami w rodzaju: „Byłem tutaj...”, natomiast od środka wygląda to zupełnie inaczej. Z zewnątrz słychać słowa: - Patrz, patrz – co to za cham wlazł do środka? Ale to wszystko mało mnie porusza. Trudno obcować z Wiecznością w tłumie, ale nie w dolmenie – to wykluczone. Siedzę w kucki w megalitycznej budowli i czuję, jak przez skórę przenika energia. Dolmen ten, jak to napisano w turystycznym folderze, nazywa się Dolmenem Natchnienia. Każdemu według jego gustu: jest to dolmen Spełniania Życzeń, jest Powodzenia, Szczęścia, Osiągnięcia Zamierzonego Celu, Siły Macierzystej, itd. itp. Macierzyńska siła nie jest mi potrzebna. A przecież czuję wyraźnie przepływ jakiejś siły. Dolmeny, tak jak piramidy Azteków i stare klasztory zawsze znane były, jako miejsca występowania jakiejś siły – miejsca mocy – gdzie spod ziemi w Kosmos, a może na odwrót, przenikają jakieś energie. Mówi się, że w dolmenach można zajść w ciążę, ale nie od Ducha Świętego, a także osiągnąć poprawę swego zdrowia, jeśli się ma z nim problemy.

Mój przewodnik – pracownik Muzeum Historyczno-Krajoznawczego w Gelendżiku o imieniu Borys mówi, że w samej rzeczy energetyka dolmenowa to w rzeczywistości autosugestia, psychoterapia, wiara w cuda. W każdej grupie wycieczkowej znajdują się 2-3 osoby, które należą jak nie do okultystycznych sekt zafascynowanych dolmenami, to pragnących „podładować się”, uwolnić się od chorób, kłopotów, poprawić swój los – ludzie ci pragną od postawionych obok siebie kamiennych płyt tego, co dałaby im wizyta u lekarza czy w cerkwi. Wychodzę z dolmenu: jakiś mężczyzna i dwie kobiety długo stoją przyłożywszy głowy do kamiennej płyty, omal nie całując jej, jak ikonę. Ktoś z obserwujących ich mówi scenicznym szeptem: - Przyłóż pupkę do dolmenu, a wyleczysz sobie hemoroidy. To iluzja!

„Domek zdrowia”


Borys mówi, że dolmeny wybudowali przodkowie dzisiejszych Adygów – uciekinierów z północnej Syrii. Według oficjalnej hipotezy, dolmeny – to grobowce dla znaczących członków rodu, miejsce odprawiania najświętszych obrzędów kultowych. Chociaż istnieje i druga hipoteza, że megality te stawiano w zupełnie innych celach – dla obrzędów, których sens został zagubiony, czy z samego początku tam po prostu mieszkano, jak w ziemiankach, a potem zaczęli chronić je w celach kultowych. Tak pojawiły się Miasta Umarłych – dolmenowe nekropolie. Najstarsze megality liczą sobie po 5.000 lat. One są rozrzucone na ogromnej przestrzeni – od Abchazji do Morza Azowskiego – wszystkiego 30.000 egzemplarzy, ale zarejestrowano tylko 2.000 sztuk. Narody Kaukazu nazywają ich Domami Karłów, pieczarami, Dawnymi Domami Mogilnymi, Kostnicami, zaś Rosjanie – Chatami Bohaterów – bowiem nie zapominajmy, że kiedyś drogą od Tuapse do Gelendżiku szedł sam Herakles (Herkules) ze swymi towarzyszami i gdzieś tutaj właśnie wisiał Prometeusz...

W czasie II Wojny Światowej zakwaterowane na wybrzeżu Morza Czarnego wojska radzieckie posługiwały się dolmenami jak tarczami strzeleckimi: strzelano do nich z haubic, obrzucano granatami. Linia frontu przebiegała tutaj do Noworosyjska. A teraz wśród dolmenów rozkwitają farmersko-chłopskie gospodarstwa rolne. Handel trwa do ostatniego wieczornego autobusu: dekoracyjne dolmeny w miniaturze, bawełna, miód. Jakiś chłop ze złotym krzyżem na nagim torsie wskazuje palcem na pocztówkę – Dajcie no mi ten „domek zdrowia”! To o dolmenie o nazwie Domek Zdrowia – jest i taki.

Członkowie okultystycznej sekty Anastazjowców obiecują wyleczenie wszystkich chorób, w tym AIDS i BSE-CJD. Na sąsiednich straganach muzyka kontemplacyjna, gliniane piramidki zdejmujące  negatywną energię z komputerów i instrumenty dla transowej muzyki. Zamówisz – upieką ci szaszłyk i podpłomyk pod piwko...

Można się spierać na temat energii i mistyki dolmenów. A to one w planach biznes-projektu wyszły najjaśniej!



Stare przysłowie mówi, że najlepiej i najwięcej zarabia się na ludzkiej głupocie. Nie mam pretensji o to, że ludzie zarabiają na innych ludziach, którzy stracili wiarę w sens i cel współczesnej nauki i zeszli na manowce przeróżnych sekt i po prostu obrotnych cwaniaków, którzy na nich zarabiają. Komercjalizacja zjawisk paranormalnych zawsze nie wychodziła na dobre tym ostatnim, bowiem kupczenie w świątyniach zawsze kończyło się deprecjacją ich sacrum. Dlatego właśnie Jezus Chrystus wyrzucił przekupniów ze świątyni. Nie podobało się to tym, którzy robili tam interesy, i ukrzyżowali Go. To samo dzieje się teraz, kiedy światem rządzi tylko jeden bóg – Mamona... Ludzie oczekują cudu na miejscach, które kiedyś były cudownymi dlatego, że uważano je za święte. Teraz, kiedy zbrukała je wojna i ludzka chciwość po prostu nie można ich za takowe uznać. I cudów nie ma. Cuda wymagają skupienia i ciszy. Cuda wymagają kontemplacji i koncentracji sił ducha. Tego stanu nie sposób osiągnąć wśród czeredy turystów, sekciarskiego bla-bla-bla oraz krzyków przekupniów i handlarzy...

Dolmeny, menhiry i inne megality wznoszono dlatego, że wierzono, iż obudzą one moce, które były wykorzystywane w czasach panowania cywilizacji Atlantydy, Atlantyki i innych sprzed tysięcy i milionów lat. Megality są tylko ślepymi i bezwolnymi   n a m i a s t k a m i   rzeczywistych narzędzi, które ożywiała rzeczywista życiodajna energia, służąca ludziom. Próżno jej szukać teraz, wśród tłoku czeredy ogłupiałych istot, które zdegenerowały się w ciągu tysiącleci od upadku Poprzednich Cywilizacji. Megality są tylko tym how, ale Ludzkość w ciągu tysiącleci zagubiła know – i obawiam się, że jej nie odzyska tak długo, jak długo nauka nie wróci do badania naszych korzeni, do świtu Ludzkości i postara się zrozumieć naszą Przeszłość. Bez tego nie ma co nawet marzyć o uruchomieniu megalitów i zmuszenia ich do mówienia. - Nie ma takiej siły, nawet siły atomu, która zmusi je do mówienia – jak napisał Thor Hayerdahl w „Aku-Aku”. I miał rację, bo tu potrzebny jest Rozum, a nie niszczycielska siła, a cała bieda w tym, że w tym świecie XXI wieku Rozumu mało, a Siły wciąż zbyt wiele...

Przekład z j. rosyjskiego i komentarz –


Robert K. Leśniakiewicz ©