Powered By Blogger
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą "Titanic". Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą "Titanic". Pokaż wszystkie posty

wtorek, 16 kwietnia 2024

112 lat temu na Atlantyku…

 


Stanisław Bednarz

 

Pamięci tych, którzy utonęli. A tej nocy niebo było tak wygwieżdżone. 15 kwietnia 1912 roku, podczas dziewiczego rejsu na trasie Southampton- Cherbourg – Queenstown (dziś Cork) - Nowy Jork, RMS Titanic – brytyjski transatlantyk otarł się o górę lodową i zatonął.

W chwili wodowania był drugim po bliźniaczym Olympicu największym parowym statkiem pasażerskim na świecie. Cały kadłub został podzielony na 16 oddzielnych pomieszczeń z systemem zamykania grodzi wodoszczelnych. Opinia publiczna uważała statek za niezatapialny. Opinię tę rozpowszechniało przedsiębiorstwo, które wyprodukowało grodzie wodoszczelne. Problemem były szalupy. Ostatecznie pojawiło się tylko 20 szalup mogących pomieścić jedynie 1100 osób, czyli połowę osób.

Statek przewyższał wystrojem i luksusem każdą inną jednostkę. Punktualnie w południe 10 kwietnia 1912 statek wypłynął. Wieczorem 14 kwietnia 1912 temperatura morza była bliska 0 stopni, a księżyc był w nowiu. Ostrzeżenia o górach lodowych były odbierane przez kilka ostatnich dni.

O godzinie 23:40 marynarze z bocianiego gniazda, zauważyli na wprost statku odcinający się na rozgwieżdżonym niebie czarny zarys – górę lodową. Od zauważenia góry lodowej do momentu kolizji minęło około 37 sekund.

Od samego początku mechanizm powstania uszkodzeń kadłuba wzbudzał kontrowersje. Początkowo powszechnie przyjmowano teorię „rozdarcia”, która stwierdzała, że ostre krawędzie lodu rozdarły poszycie statku . Obecnie obowiązuje teoria „wadliwych nitów”. Podczas zderzenia z górą lodową arkusze blachy poszycia wytrzymały, ale równocześnie nity je łączące uległy zniszczeniu. W rezultacie pomiędzy arkuszami blachy powstały szczeliny, przez które woda dostała się do kadłuba.

Początkowo nikt nie zdawał sobie sprawy z powagi sytuacji. Na oględziny statku niezwłocznie wybrał się kapitan Smith wraz z konstruktorem statku Andrewsem. Kiedy wrócili na pokład, stwierdzono, że statek zatonie w ciągu około półtorej godziny. Dopiero czterdzieści pięć minut od zderzenia rozkazano przygotować szalupy i umieszczać w nich kobiety i dzieci.

Na rozkaz kapitana orkiestra Wallace’a Hartleya zaczęła grać – miało to zapobiec panice. O fakcie, że dla połowy ludzi brak miejsca w szalupach, wiedziało jedynie kilku osób. Objawy paniki można było zauważyć dopiero między godziną pierwszą a drugą w nocy. Wtedy już gołym okiem było widać nienaturalne pochylenie statku.

Statkiem, który był najbliżej i odpowiedział na wezwanie, była RMS Carpathia, która do Titanica miała 58 mil morskich (około 4 godzin).

Ostatnie dwie szalupy zostały zwodowane o 02:10. Statek ciągle nabierał wody, osiągając przegłębienie przekraczające 30 stopni. Wszystkie elementy górnego pokładu zaczęły się zsuwać, powodowało to , że ludzie ześlizgiwali po deskach do oceanu.





O godzinie drugiej w nocy, przestał pracować generator prądu - statek spowiły ciemności. O 02:17 rufa odłamała się od przedniej części przed trzecim kominem. Dziobowa część statku, która nabrała wody, natychmiast poszła na dno. Rufa unosiła się na wodzie jeszcze przez kilka chwil. Zniknęła pod wodą o godzinie 02:20 15 kwietnia 1912.

Wrak statku osiadł na dnie Atlantyku, na głębokości ok. 4000 m. Rozbitków, którzy uratowali się w szalupach, wzięła na pokład Carpathia, o godzinie 04:00 nad ranem. Spośród 2228 pasażerów i załogi zginęło ponad 1500 osób . Przeżyło katastrofę tylko około 730.

W łodziach Titanica było miejsce dla ponad 1100 osób, ale wiele z nich było częściowo pustych… Dopiero w dalszej fazie wypadku łodzie odpływały pełne. Do strat w ludziach należy również zaliczyć ofiary paniki w trakcie ucieczki. Niektórzy mężczyźni usiłowali przedrzeć się do szalup przed kobietami m.in. dyrektor linii Bruce Ismay zakradł się potajemnie. Oficerowie zastrzelili 13 takich mężczyzn.

Wrak Titanica odnaleziono 1 września 1985 na głębokości 3802 m. W latach 1987-2004 wydobyto z wraku ponad 5500 przedmiotów. Ostatnią osobą pamiętającą katastrofę była Lillian Asplund – Amerykanka, która w chwili tragedii miała 5 lat, zmarła 6 maja 2006 roku Zawsze w połowie kwietnia koło Nowej Funlandii odbywają się pochody gór lodowych, tak było jest i będzie.

 

Moje 3 grosze

 

Należałoby tu jeszcze wspomnieć żenującą sprawę pomówienia kapitana Stanleya Lorda z amerykańskiego statku SS Californian o zlekceważenie powagi sytuacji i nieudzielenie pomocy rozbitkom z Titanica. Dopiero dokładna analiza zeznań naocznych świadków pozwoliło na ustalenie, że statkiem, który nie udzielił pomocy Titanicowi nie był Californian, ale brytyjski SS Mount Temple pod kapitanem Moore. Kapitan Stanley Lord został wreszcie oczyszczony z zarzutów i zrehabilitowany. Szkoda tylko, że tak późno…

I jeszcze jedno – wrak Titanica został odnaleziony na pozycji N 41°4355 - W 049°5645 w 1985 roku przez badacza głębin morskich i oficera US Navy kmdr dr Roberta „Boba” Duane Ballarda, przy okazji badania wraku amerykańskiego okrętu podwodnego SSN USS Scorpion.

niedziela, 16 kwietnia 2023

Jeszcze o „Titanicu”


 

Stanisław Bednarz

 

A tej nocy niebo było tak wygwieżdżone. Wczesną nocą 15 kwietnia 1912 roku, podczas  dziewiczego rejsu na trasie Southampton - Nowy Jork, RMS Titanic – brytyjski transatlantyk  otarł się o górę lodową i zatonął. W  chwili wodowania  był   drugim po  bliźniaczym Olympicu największym parowym statkiem pasażerskim na świecie. Cały kadłub został podzielony na 16 oddzielnych pomieszczeń z systemem zamykania grodzi wodoszczelnych. Opinia publiczna uważała statek za niezatapialny. Opinię tę rozpowszechniało przedsiębiorstwo, które wyprodukowało grodzie wodoszczelne. Problemem były szalupy. Ostatecznie pojawiło się tylko 20 szalup mogących pomieścić jedynie 1100 osób, czyli połowę osób.

Statek  przewyższał  wystrojem i luksusem każdą inną jednostkę. Punktualnie w południe 10 kwietnia 1912  statek wypłynął. Wieczorem 14 kwietnia 1912 temperatura morza była bliska 0 stopni, a Księżyc był  w nowiu.

Ostrzeżenia o górach lodowych były odbierane przez kilka ostatnich dni.  O godzinie 23:40  marynarze z bocianiego gniazda,  zauważyli na wprost statku odcinający się na rozgwieżdżonym niebie czarny zarys – górę lodową. Od zauważenia góry lodowej do momentu kolizji minęło około 37 sekund.

Od samego początku mechanizm powstania uszkodzeń kadłuba wzbudzał kontrowersje. Początkowo powszechnie przyjmowano teorię „rozdarcia”, która stwierdzała, że ostre krawędzie lodu rozdarły poszycie statku.

Obecnie obowiązuje teoria „wadliwych nitów”. Podczas zderzenia z górą lodową arkusze blachy poszycia wytrzymały ale równocześnie nity je łączące uległy zniszczeniu. W rezultacie pomiędzy arkuszami blachy powstały szczeliny, przez które woda dostała się do kadłuba. Początkowo nikt nie zdawał sobie sprawy z powagi sytuacji. Na oględziny statku niezwłocznie wybrał się kapitan Edward Smith wraz z konstruktorem statku. Kiedy wrócili na pokład, stwierdzono, że statek zatonie w ciągu około półtorej godziny. Dopiero czterdzieści pięć minut od zderzenia rozkazano przygotować szalupy i umieszczać w nich kobiety i dzieci…

Na rozkaz kapitana orkiestra zaczęła grać – miało to zapobiec panice. O fakcie, że dla połowy ludzi brak miejsca w szalupach, wiedziało jedynie kilku  osób. Objawy paniki można było zauważyć dopiero między godziną pierwszą a drugą w nocy. Wtedy już gołym okiem było widać nienaturalne pochylenie statku. Statkiem, który był najbliżej i odpowiedział na wezwanie, była Carpathia, która do Titanica miała 58 mil morskich (około 4 godzin). Ostatnie dwie  szalupy zostały zwodowane  o 02:10.

 Statek ciągle nabierał wody, osiągając przegłębienie  przekraczające 30 stopni. Wszystkie  elementy górnego pokładu zaczęły się zsuwać, powodowało to, że ludzie  ześlizgiwali po deskach  do oceanu. O godzinie drugiej w nocy, przestał pracować generator prądu - statek spowiły ciemności. O  02:17 rufa odłamała się od przedniej części przed trzecim kominem. Dziobowa część statku, która nabrała wody, natychmiast poszła na dno.  Rufa unosiła się na wodzie jeszcze przez kilka chwil. Zniknęła pod wodą o godzinie 02:20 w dn. 15 kwietnia 1912.

Wrak statku osiadł na dnie Atlantyku, na głębokości ok. 4000 m.

Rozbitków, którzy uratowali się w szalupach, wzięła na pokład Carpathia,  o godzinie 04:00 nad ranem. Spośród 2228 pasażerów i załogi zginęło ponad 1500  osób. Przeżyło katastrofę tylko około 730. W łodziach Titanica było miejsce dla ponad 1100 osób, ale wiele z nich było częściowo pustych… Dopiero w dalszej fazie wypadku łodzie odpływały pełne…

Do strat w ludziach należy również zaliczyć ofiary paniki w trakcie ucieczki. Niektórzy mężczyźni usiłowali przedrzeć się do szalup przed kobietami m.in. dyrektor linii Bruce Ismay zakradł się potajemnie. Oficerowie zastrzelili 13 takich  mężczyzn.

Wrak Titanica odnaleziono 1 września 1985 na głębokości 3802 m. W latach 1987-2004 wydobyto z wraku ponad 5500 przedmiotów. Ostatnią osobą pamiętającą katastrofę  była Lillian Asplund – Amerykanka, która w chwili tragedii miała 5 lat, zmarła 6 maja 2006 roku. 

Są alternatywne teorie. Jedna z nich  opowiada o tym, że zatonięcie było starannie przygotowane i zaplanowane w celu wyłudzenia gigantycznego odszkodowania. Oprócz tego istnieje szereg teorii upatrujących przyczyn zatonięcia statku w klątwie przewożonej mumii, mistyfikacjach, malwersacjach i niepopartych faktami powiązaniach numerów i zdarzeń. Każda katastrofa jak wiemy  obrasta irracjonalnymi legendami. Zawsze  w połowie  kwietnia koło Nowej Funlandii odbywają się pochody gór lodowych, tak było i w 1912 i w 2017 o czym donosiła prasa przed kilkoma dniami.

wtorek, 29 września 2020

RMS „Titanic” vs. zorza polarna?

 


Na temat katastrofy transatlantyku RMS Titanic napisano już niemal wszystko, a mimo tego zawsze znajduje się coś nowego. Meteorolożka Marzena Rabczewska na swym blogu podała niedawno bardzo ciekawą hipotezę dotyczącą katastrofy tego ogromnego statku, a która sprowadza się do tego, że za kolizją i zatonięciem Titanica stoi… zorza polarna! A oto ten osobliwy materiał:

 

Potężna burza magnetyczna przyczyniła się do katastrofy Titanica

 

Burza geomagnetyczna mogła naprowadzić transatlantyk na górę lodową .

Zorza polarna rozbłysnęła na niebie nad Północnym Atlantykiem 15 kwietnia 1912 r. – w noc zatonięcia RMS Titanic. Ostatnie badania nad przyczyną katastrofy słynnego transatlantyku wskazują, że potężna burza geomagnetyczna z zorzą polarną mogły zakłócić systemy nawigacyjne i komunikacyjne oraz utrudnić działania ratownicze, pośrednio przyczyniając się do katastrofy, podczas której zginęło 1500 osób.

Świadkowie, którzy przeżyli katastrofę, opisywali kolorowe światła zorzy polarnej w regionie, gdzie Titanic zderzył się z górą lodową, a jeden z obserwatorów zeznał, że „zorza polarna była tej nocy bardzo silna” – napisała Mila Zinkova, niezależna badaczka pogody i fotograf, w nowym badaniu opublikowanym w internetowym wydaniu czasopisma „Weather”.

Zorze polarne powstają podczas silnych burz słonecznych, kiedy Słońce wyrzuca z dużą prędkością strumienie naelektryzowanego gazu, które pędzą w kierunku Ziemi. Kiedy naładowane cząsteczki i energia zderzają się z ziemską atmosferą, niektóre przemieszczają się wzdłuż linii pola magnetycznego, gdzie oddziałują z gazami atmosferycznymi, świecąc na zielono, czerwono, fioletowo i niebiesko – wyjaśnia NASA. Według NASA naładowane cząsteczki są w stanie zakłócać sygnały elektryczne i magnetyczne, przyczyniając się do przepięć.

Burza słoneczna (zwana również burzą geomagnetyczną) była wystarczająco silna, aby wytworzyć zorzę polarną i wpłynęła na kompasy oraz bezprzewodową komunikację na Titanicu oraz pobliskich statkach. Nawet niewielkie zakłócenie mogłoby wystarczyć, aby skazać statek na katastrofę – poinformowała Zinkova w badaniu.

Zorza polarna była doskonale widoczna, kiedy Titanic tonął. James Bisset, drugi oficer RMS Carpathia (statek, który uratował ocalałych z Titanica) napisał w swoim dzienniku podczas feralnej nocy z 14/15 kwietnia 1912 roku:

- Nie było księżyca, ale aurora borealis migotała jak promienie księżyca wystrzeliwane z północnego horyzontu.

We wpisie dokonanym pięć godzin później Bisset zauważył, że wciąż widział „zielone promienie” zorzy polarnej, kiedy Carpathia zbliżała się do szalup ratunkowych Titanica – zauważa Zinkova.

Ocaleni wypowiadali się, że około godziny 3 nad ranem czasu lokalnego dostrzegali zorzę polarną z szalup ratunkowych.

- Światło wyginało się w łuk na północnym niebie, a kolorowe serpentyny sięgały w kierunku gwiazdy polarnej” – napisał ocalały z Titanica, nauczyciel Lawrence Beesley.

W tym samym czasie, kiedy naładowane cząstki burzy słonecznej generowały ładny pokaz na niebie, kompas Titanica, na którym polegał kapitan, mógł zawirować. Odchylenie zaledwie 0,5 stopnia wystarczyłoby, aby skierować statek z dala od bezpiecznego miejsca i ustawić go na śmiertelnym kursie kolizji z górą lodową – twierdzi Zinkova w badaniu.

Sygnały radiowe tej nocy również były również „dziwaczne” – donosili operatorzy z liniowca RMS Baltic (Baltic był jednym ze statków, które odpowiedział na wezwanie pomocy Titanica, ale RMS Carpathia dotarła tam pierwsza). Według Zinkovej, sygnały SOS wysyłane przez Titanica do pobliskich statków nie zostały usłyszane, a odpowiedzi nie zostały odebrane.

- Oficjalny raport o zatonięciu Titanica sugerował, że amatorscy entuzjaści radia spowodowali zakłócenia, zagłuszając fale radiowe, a tym samym uniemożliwi dokładne rozpowszechnianie sygnałów alarmowych na inne statki w pobliżu – napisała. - Jednak w tamtym czasie mieli niepełną wiedzę o wpływie burz geomagnetycznych na jonosferę i zakłóceniach komunikacji. Uważam, że trwająca umiarkowana do silnej burza geomagnetyczna w pobliżu zorzy polarnej miała negatywny wpływ na otrzymanie dokładnych sygnały SOS-ów z pobliskich statków – dodała.

- Jeśli zakłócenia geomagnetyczne spowodowane burzą słoneczną rzeczywiście w miały miejsce, mogłoby to wpłynąć na wszystkie aspekty tragedii, w tym na błędy nawigacyjne, które spowodowały zderzenie Titanica z górą lodową i nieudaną komunikację SOS, która opóźniła przybycie statków ratowniczych – napisała Zinkova.

Chociaż Titanic zatonął ponad sto lat temu, opowieść o tej fatalnej podróży i jej tragicznym zakończeniu wciąż intryguje i fascynuje. Przedmioty odzyskane z tego fatalnego dnia mają wysokie ceny na aukcjach, np. menu na lunch z 14 kwietnia sprzedano w 2015 za 88 tys. USD. Chociaż sława statku pozostaje niezmienna, sam wrak szybko się rozpada. Kiedy zespół odkrywców odwiedził Titanica w sierpniu 2019 roku po 14-letniej przerwie odkryli, że część prawej burty statku – gdzie znajdowało się wiele pomieszczeń pierwszej klasy – została zniszczona przez potężne prądy oceaniczne, mikroby zżerające metale i sól.[1]


Wszystko jest OK., ale czy na pewno? Hipoteza jest bardzo ciekawa, tym niemniej ma swe słabe strony, a mianowicie:

·        Radiotelegrafiści z TitanicaPhillips i Bride – utrzymywali cały czas łączność z oddalonym o prawie 500 mn Cape Race i nadawali tam prywatne telegramy od i dla pasażerów Titanica.  Bez problemów. Kiedy R/O z Californiana chcący ostrzec Titanica o polu lodowym odezwał się na ich częstotliwości, to Philips kazał mu się zamknąć. Na takie dictum Cyril Evans po prostu wyłączył radio i poszedł spać… - z wiadomym fatalnym skutkiem. Californian stał w dryfie o 20 mn/~31,6 km od tonącego Titanica, a zatem z pokładu Titanica nie można było dostrzec świateł pozycyjnych Californiana i vice-versa. Musiał to być jakiś niezidentyfikowany statek, który stał w dryfie, a potem popłynął na zachód. Do dziś dnia nie wiadomo, jaka to była jednostka…

Mapka sytuacyjna katastrofy "Titanica" - uwidoczniono na niej pozycje najbliższych statków, które pospieszyły mu na ratunek

Nie wiem, skąd pani Zinkova wytrzasnęła informację o płonących na niebie światłach zorzy polarnej. Było wręcz odwrotnie – zeznania wszystkich świadków twierdzą, że noc była ciemna, bezksiężycowa, a tylko na bardzo czarnym niebie świeciły gwiazdy. To oczywiste, bowiem Titanic znajdował się w centrum wyżu – ponad 1040 hPa, który dał spokojną, bezwietrzną pogodę z CAVU.  I to właśnie zdecydowało o tym, że Titanic poszedł wprost na górę lodową – nie przewrócony growler, nie jakiś kawał lodu, ale na pełnowymiarowego iceberga – z prędkością 21,5 kts czy nawet 25 kts w egipskich ciemnościach. Góra lodowa dopiero ukazała się obserwatorom w odległości ok. 400 m od statku, jako ciemniejszy kontur na tle płonących gwiazd.

·        Co było potem – wiadomo: marynarze Fleet i Lee uderzyli w dzwon i powiadomili oficera wachtowego - VI oficera Moody’ego na mostku, że na kursie znajduje się góra lodowa. I oficer Murdoch natychmiast ocenił sytuację i przełożył rączkę telegrafu maszynowego na CAŁĄ WSTECZ, jednocześnie wydając rozkaz LEWA NA BURT, chcąc ominąć górę lodową. Oczywiście zdawał sobie sprawę, że statek uderzy w przeszkodę, bowiem droga hamowania Titanica wynosiła ponad 7,77 km przy maksymalnej prędkości… Poza tym samo wykonanie skrętu było bardzo trudne – statek ważył ponad 66.000 ton, poruszał się szybko, zaś jego płetwa sterowa była za mała do szybkiego wykonania tak gwałtownego manewru. Skutek mógł być tylko jeden – kolizja.

·        Kolejna sprawa – radiowe wezwanie o pomoc. R/O z Titanica początkowo nadał sygnał CQD MGY – come quick danger i sygnał wywoławczy statku. Dopiero potem przypomniano mu, że niedawno został wprowadzony inny sygnał – SOS – save our souls i nadawał już SOS MGY oraz pozycję statku. Niestety – pierwsza pozycja była niewłaściwa, dopiero ta druga była skorygowana. Na wezwanie odpowiedziały sąsiadujące statki, z wyjątkiem SS Californian. Ale znowu – żaden z nich nie miał kłopotów z łącznością.

·        Z tego, co podaje autorka wynika, że zorzę polarną zaobserwowano dopiero około godziny 03:00 ADT/07:00 UTC-GMT – czyli już po tym, jak Titanic poszedł na dno o godzinie 02:20 ADT/06:20 UTC-GMT.

·        Czy zorza polarna miała jakiś wpływ na nawigację? Raczej nie. Nie było jeszcze radionawigacji ani radiolokacji, więc nie ma problemu z zakłóceniami propagacji fal radiowych. Problemem było to, że obserwatorzy na bocianim gnieździe nie mieli lornetek – a mieć powinni. I to lornetki rozjaśniające o dużej średnicy soczewek obiektywów. Takich nie mieli – miały zostać zakupione dopiero w Nowym Jorku. Kolejnym błędem był brak obserwatora na oku czyli na dziobie statku, który prędzej mógłby ujrzeć górę lodową na tle nieba. Wygwieżdżonego, ale ciemnego, bez ogni zorzy polarnej.  

 

A zatem hipoteza ta nie trzyma się znanych faktów. Gdyby niebo było jaśniejsze i/albo świecił bodaj sierpik Księżyca (który wzszedł dopiero nad ranem) czy zorza polarna (która pokazała się po godzinie 03:00 ADT), albo gdyby wiał choćby słaby wiatr powodujący falowanie, Titanic bez problemów dopłynąłby do portu przeznaczenia w Nowym Jorku. Niestety, tak się nie stało i wszystkie czynniki stworzyły piekielną machinę egzekucyjną, która pozbawiła życia ponad półtora tysiąca ludzi…   



[1] Źródło: „Live Science”.

piątek, 22 listopada 2019

Dziwne losy HMHS „Britannic”


HMHS "Britannic"

Stanisław Bednarz


Katastrofa Titanica była bardzo głośna i znana, natomiast katastrofa bliźniaczego RMS Britannic okryła zasłona zapomnienia. Zatonął on 21 listopada 1916 roku na Morzu Egejskim. Był to brytyjski parowy statek pasażerski, jeden z trzech transatlantyków typu Olympic, do którego należały także Titanic i Olympic. Zatonął 21 listopada 1916 r.

Początkowo miał się nazywać Gigantic jednak po katastrofie Titanica w 1912 roku nazwę zmieniono na mniej pretensjonalną Britannic. Zwodowany 26 lutego 1914. Po wybuchu I wojny światowej niegotowy jeszcze Britannic zostały zarekwirowany na potrzeby wojska. Statek przekształcono w statek szpitalny, przez okres 3 miesięcy kursował na trasie Anglia-Irlandia-Francja. Dziewiczy rejs Britannica przypadł na 23 grudnia 1915 roku. Britannic wypłynął z Liverpoolu do Neapolu. Po drodze zatrzymał się także w Moudros na wyspie Lemnos. Do Southampton przypłynął 9 stycznia 1916 roku. Do 6 listopada 1916 wykonał jeszcze trzy takie rejsy.

W ostatni rejs wypłynął 12 listopada 1916 roku z Southampton do Lemnos.

  • 15 listopada minął Cieśninę Gibraltarską, a 17 listopada dotarł do Neapolu.
  • Zła pogoda zatrzymała statek w tym mieście do 19 listopada; później wyruszył do Grecji.
  • 21 listopada 1916 roku o 8:12 rano Britannic wpadł na minę postawioną przez niemiecki okręt podwodny SM U-73 i zatonął w ciągu 55 minut.
  •  Britannic przechylił się na sterburtę i odłamał się od dziobu. Wrak osiadł na dnie o 9:07. Jego pozycja to N 37°42′05″ - E 024°17′02″. Liczba ofiar była niewielka ze względu na wystarczającą liczbę szalup, bliskość lądu i stosunkowo ciepłe wody Morza Egejskiego.
  • O 10:00 na miejsce katastrofy dopłynął krążownik HMS Scourge i uratował rozbitków. Na statku było około 1300 ludzi, a zginęło 30, większość wskutek wciągnięcia przez wciąż pracujące śruby statku.


Wrak Britannica odkrył Jacques Cousteau w 1975 roku niedaleko greckiej wyspy Kos. Wrak jest w dobrym stanie, spoczywa na głębokości 133 metrów.
Tragedia parowca doczekała się ekranizacji w filmie „Britannic” w 2000 roku. Wspomnijmy zatem też o Olympicu, który doczekał się złomowania w 1935 roku. Chlubą załogi było staranowanie i zatopienie niemieckiego U-Boota U-103. Po zakończeniu wojny w poszyciu statku odkryto dziurę spowodowaną uderzeniem torpedy, która nie wybuchła. Na pasażerski szlak transatlantycki powrócił w 1920 roku.

Na początku 1934 roku został przetransferowany do konsorcjum Cunard. Wkrótce później, nocą 15 maja w gęstej mgle przeciął na pół i zatopił amerykański latarniowiec Nantucket nr 117, powodując śmierć 7 z 11 członków załogi (4 osoby zginęły na miejscu, a 3 rozbitków zmarło później z powodu ran). Po tym wydarzeniu, w 1935 roku Olympic został wycofany z obsługi pasażerskiej i przeznaczony na złom. Niektóre elementy dekoracyjne z transatlantyku trafiły do hoteli i pubów, w większości w Londynie.


Moje 3 grosze


Przypomnę także film z 2000 roku pt. „HMHS Britannic” w reżyserii Briana Trencharda-Smitha, w gwiazdorskiej obsadzie (Amanda Ryan, John Rhys-Davies, Jacqueline Bisset, Edward Atterton) ukazujący prawdopodobne przyczyny zatonięcia tego transatlantyku (niemiecki sabotaż).

Statek jest znany, to fakt. Ale nie tak jak „Titanic”. W jednym z artykułów do „Nieznanego Świata” pisałem o podobieństwie losów „Titanica”, „Britannica” i „Lusitanii”. Otóż wszystkie te statki zatonęły wskutek uszkodzeń prawej burty, w części dziobowej. „Titanic” uderzył w lód, „Britannic” wskutek eksplozji w magazynie bunkrowym, zaś „Lusitania” oberwała torpedą. Natomiast inny liniowiec - „Empress of Ireland” został uderzony w część dziobową prawej burty przez statek SS „Storstad” i też poszedł na dno rzeki św. Wawrzyńca.
Cała ta sprawa została opisana w artykule „Księżniczka, która zatopiła Titanica” - https://wszechocean.blogspot.com/2015/11/ksiezniczka-ktora-zatopia-titanica.html.

niedziela, 18 marca 2018

Kto miał interes w zatopieniu „Titanica”?




Alžběta Šemrová


Był w swoim czasie największym parowcem świata. Jego luksusowe wnętrza oczarowały śmietankę towarzyską. Jednakże „statek ze snu” poszedł na dno po zderzeniu z górą lodową. Niektóre świadectwa wskazują na to, że nie mogła to być zwyczajna katastrofa. Czy RMS Titanic został zatopiony wskutek zbrodniczego sabotażu?


W ciemnościach nocnych rozlega się pluskanie wioseł szalup ratunkowych z Titanica. Jest godzina 01:40 NDT, kiedy jedna z ocalałych podróżnych – Anne White ujrzała u rufy tonącego statku silne światło.

Jej świadectwo potwierdzili także i inni uratowani, którzy nie podzielili losu w przybliżeniu 1514 osób – pasażerów i załogantów, którzy utonęli bądź zamarzli w wodzie Północnego Atlantyku.

 RMS Titanic w pełnej krasie w porcie w Cherbourg...
...i jego ostatnie zdjęcie po opuszczeniu portu w Queenstown

Gdzie był SS Californian?


Mimo tego, że prawie 700 ludzi z parowca uratowało przybycie statku SS Carpathia, to idzie tu o jedną z największych katastrof morskich w historii żeglugi morskiej. Do kogo należało to dziwne światło? Czy mogły to być reflektory z Californiana, który zatrzymał się w pobliżu, ale z powodu wyłączenia radiostacji i mylnego rozpoznania flar wystrzelonych z Titanica, marynarze w tą straszną noc 14/15.IV.1912 roku nie popłynęli na pomoc tonącym?

Wnętrze kabiny klasy I

Tajemniczy statek


Co naprawdę stało za zagładą luksusowego parowca?

Czy to była tylko lekkomyślność załogi?

Do katastrofy poza niedopatrzeniami na mostku kapitańskim Titanica dołożyły się także wady konstrukcyjne statku. Ale czy nie rozegrało się to trochę inaczej? Przecież statek po uderzeniu w górę lodową nawet się nie zachwiał. Dlaczego? Badacze jeszcze 40 lat temu zakładali, że do zatonięcia doszło wskutek rozdarcia prawej burty. Ale zespół badawczy amerykańskiego oceanografa Roberta Ballarda odkrył dopiero w latach 80. XX wieku, na poszyciu statku wiele mniejszych dziur! Czy potwierdziło to otarcie się Titanica o górę lodową, jak sądzi większość ekspertów?

Titanic szedł na dno przez dość długi okres czasu.

Czy doszło do eksplozji?

Według świadków, niektórzy członkowie załogi zachowywali się tak, jakby mieli interes w zagładzie parowca. Pasażerowi zwrócili uwagę na rozluźnienie załogantów. Kapitan Smith i jego oficerowie jak najbardziej zlekceważyli ostrzeżenia o górach lodowych. Dlaczego? Jedna z kobiet znajdująca się w szalupie B miała usłyszeć w czasie tonięcia „statku marzeń” odgłos podobny do huku wybuchu!

Czy był to odgłos rozpadającej się konstrukcji statku, czy też o huk eksplozji?

Istnieje możliwość, że chodziło o zbrodniczy sabotaż.


Szalupy z Titanica

Zbrodnia utopiona w falach


RMS Titanic wedle zwolenników teorii konspiracyjnych, zatopił przy pomocy bomby pod linią wodną, piekielny amerykański właściciel przedsiębiorstwa White Star Line – John P. Morgan (1837-1913). A chodzi tutaj o potężne oszustwo ubezpieczeniowe. Innymi sabotażystami mogą być ludzie konkurencji White Star Line, niektórzy wrogowie potężnych ludzi na pokładzie (samych milionerów było ponad 50!), a nawet rządy USA lub Wielkiej Brytanii.

J.P. Morgan

Wydaje się więc, że zatopienie Titanica było zbrodnią, ale pozostanie ona na zawsze utopiona w morzu. Czy za zagładą Titanica stoi oszustwo ubezpieczeniowe?


Moje 3 grosze


Na temat tej możliwości pisano już na tym blogu, zob. - http://wszechocean.blogspot.com/2017/04/rms-titanic-tytaniczny-przekret-1.html - w którym rozpatrywana jest cała ta sprawa. Osobiście uważam, że Titanic rzeczywiście miał na pokładzie bombę – bombę w postaci pożaru magazynu bunkra, który nie został ugaszony, a który nadwerężył konstrukcję statku.

Zbrodniczym sabotażem było wysłanie w morze statku z niewyszkoloną, niezgraną załogą, bez lornetek, bez przeszkolenia w zakresie ratownictwa i z przekonaniem, że statek jest niezatapialny. To bodaj jest najgorszą rzeczą, która uśpiła czujność wszystkich: kapitana, załogi i pasażerów. Nawet w tą bajkę uwierzył sam konstruktor. Prawda wygląda tak: pośpiech, lekkomyślność i żądza pieniądza – oto prawdziwe przyczyny tej tragedii. I raczej nie ma żadnych innych.

A przekręty? Te miały miejsce już później, ale to już inna ballada.   


Przekład z czeskiego – ©R.K.F. Leśniakiewicz

sobota, 14 kwietnia 2012

SPRAWA NR 022/X - Interterranie i tajemnica "TITANICA" (2)




Dziwne aspekty katastrofy.
Badacze tego incydentu zwracali zawsze uwagę na to, że po zderzeniu – a właściwie otarciu się o górę lodową – na pokłady Titanica posypał się lód. Otóż Titanic wcale nie musiał zderzyć się z górą lodową – mógł on zostać uderzony przez USO, które spowodowało wyrzut na jego pokłady kawałków lodu pływającego wokół góry lodowej. W tym kontekście ciekawie brzmi stwierdzenie pewnego pasażera Titanica, co pokazał Jean Negulesco, który w chwilę po kolizji powiedział: Nie, to nie my w nią uderzyliśmy, ale to ona nas... - jeszcze do tej odzywki wrócimy. Tymczasem proszę przypomnieć sobie opis zderzenia fregaty USS Abraham Lincoln z Nautiliusem kapitana Nemo z powieści Verne’a – tuż po uderzeniu ostrogą w burtę, na pokład USS Abrahama Lincolna zwaliły się dwie trąby wodne, które zmyły do wody prof. Aronnaxa, jego służącego Conseila i Neda Landa... Takie trąby wodne mogły wyrzucić kawałki kry na pokłady Titanica, a także mógł to być efekt eksplozji kotła w kotłowni nr 1. Zderzenie się masy kilkudziesięciu tysięcy ton, rozpędzonych do prędkości niemal 40 km/h   m u s i a ł o b y   zaowocować potężnymi efektami akustycznymi, nie wspominając już o silnym wstrząsie. Pamiętam, jak w 1985 roku, nasz prom MF Pomerania wyrżnął w molo Bazy Promów Morskich PŻB w Świnoujściu, w pewien mglisty dzień. Z betonowego postumentu sygnału świetlnego sypnęła ulewa szczątków, snop iskier wystrzelił na trzy metry w górę, rozległ się wrzask obcieranego metalu poszycia, a prom zatrząsł się febrycznie od uderzenia i zmiany kierunku pracy śrub, kiedy maszyny dały „całą wstecz”, a stery strumieniowe usiłowały odepchnąć dziób Pomeranii od kei... Łoskot był od tego, jak wszyscy diabli, a przecież Pomerania miała zaledwie 13.000 BRT i poruszała się z prędkością 1 – 1,5 kts! Wstrząs i huk zderzenia słyszeli wszyscy w promieniu wieluset metrów, i wszyscy słyszeli gwałtowny zryw maszyn pracujących na rewersie. Wszystko skończyło się na rozwaleniu postumentu czerwonego światła sygnałowego, otarciu blach promu, strachu podróżnych i klątwach kapitana... A na Titanicu?
Rzecz leży w ogromnej masie statków. Titanic poruszał się z prędkością 21,5 kts – czyli 39,82 km/h – i tylko kilka osób czuje wstrząs i słyszy słaby wybuch. A zatem krawędź lodowa była tak ostra, że cięła burtę statku, jak nóż do konserw, NB tego właśnie porównania użył Józef Conrad-Korzeniowski – albo I oficer Murdoch   n i e   d a ł   „całej wstecz” i „ster lewo na burt”! W ciągu tych fatalnych 37 sekund od momentu dostrzeżenia przeszkody do momentu uderzenia w nią, statek musiałby zareagować na oba te manewry, które zamanifestowałyby się wstrząsami o wiele silniejszymi, niż zarejestrowane. Te 37 sekund oznacza, że w momencie dostrzeżenia góry lodowej Titanic znajdował się w odległości 407 m od niej... To mniej, niż pół kilometra. Co to oznacza? – mianowicie to, że   n i e   b y ł o   czasu  na jakikolwiek manewr! 66-tysięcznik, to nie kajak, który można zatrzymać i skręcić na dystansie dwóch metrów – jego droga hamowania liczy się w kilometrach. Titanicem nie dało się po prostu wykręcić jak kajakiem. Jego tytaniczna bezwładność obróciła się przeciwko niemu... Podejrzewam, że nawet gdyby Titanic miał stery strumieniowe, to nie byłyby one w stanie zboczyć nim wystarczająco z kursu w którąkolwiek stronę, by uniknąć otarcia o górę lodową i jej wystające ostrogi. Rzeczywiście, najlepszym wyjściem byłoby dać „całą wstecz” i uderzyć dziobnicą w lód. W najlepszym przypadku zalałoby dwa dziobowe przedziały. W najgorszym być może udałoby się osadzić Titanica na lodzie i w ten sposób utrzymać go na czas wystarczający do ewakuacji ludzi z wraku – czyli przez cztery godziny, do przybycia Carpathii. Oczywiście teraz możemy sobie gdybać. Murdoch musiał podjąć decyzję w ułamku sekundy i ją podjął. Inna rzecz, że była ona najgorsza z możliwych...
Wolf Schneider podaje jeszcze jeden ciekawy fakt, który jakoś umknął uwagi badaczom tej katastrofy. Pisze on mianowicie, że: Titanic zderzył się z górą lodową z prędkością 15 m/s – koniec cytatu. Przeliczyłem i wyszło mi, że w chwili zderzenia Titanic poruszał się z prędkością nie 21,5 kts, jak podaje się oficjalnie we wszystkich źródłach, ale aż 29,15 kts – czyli pełne 54 km/h!... Wygląda na to, że komuś jednak zamarzyła się Błękitna Wstęga Atlantyku i gnał statek z prędkością ówczesnego niszczyciela idącego do ataku torpedowego. Bardzo chciałbym wiedzieć, skąd Schneider wytrzasnął te 15 m/s!?...
Kurs „statku-widma”.
Wróćmy do „statku-widma”, widzianego z pokładów Titanica i Californiana. „Statek-widmo” idzie kursem z NE-E na SW do godziny 23:40. Potem staje w dryfie i... obraca się o 180°, jakby chciał zawrócić. Następnie uruchamia maszynę i o godzinie 02:05 idzie kursem na SW poprzez ławicę dryfującego paku lodowego i o godzinie 02:40 jego światła   z n i k a j ą !
Najciekawsze jest to, że kierował się on na błędną pozycję podaną po sygnale CQD MGY[1]. Wyglądałoby zatem na to, że ów statek szedł na pomoc tonącemu Titanicowi po odebraniu   p i e r w s z e g o   sygnału, a następnie wyłączył radiostację i nie usłyszał   d r u g i e g o   sygnału SOS MGY z prawidłową pozycją. A to stawia wszystko na głowie i artykuł Schneidera nie wyjaśnia niczego, a gmatwa tą sprawę jeszcze bardziej.
Rodzi się tutaj następne pytanie: czy statek X był tym USO, który spowodował katastrofę? Statek ten zwrócony był do Californiana lewą burtą – bowiem widziano jego czerwone światło pozycyjne, a nie prawą jak Titanic, w przeciwnym wypadku byłoby widoczne światło zielone. To oznaczało z kolei, że statek X stał w godzinach 23:40 – 01:10 dziobem w kierunku Prądu Labradorskiego, który spychał wszystkie dryfujące na oceanie statki z prędkością 2 kts na południe. Takie właśnie nienormalne zachowanie się „statku-widma” sprawia, że nie sądzę, by był to statek z tego świata... – jeżeli odrzucimy Spiskową Teorię Dziejów.
Nawet gwiazdy nie sprzyjały Titanicowi...
Pomijając wszelkie dywagacje na temat ochrzczenia tego transatlantyku wyzywającym mianem Titanic, co dla niektórych już było samo w sobie bluźnierstwem należy dodać, że statek ten nie miał nawet chrztu morskiego! Jest to obrządek uroczystego nadania imienia jednostce pływającej polegający na wypowiedzeniu uroczystej formułki nadania imienia i rozbicie o burtę, lub wylanie na burtę, butelki szampana, wina, soku z winogron czy wody morskiej. Tego właśnie nie zrobiono, a zatem statek był już przeklęty na samym początku...
Czeska pisarka i astrolożka Zoša Klinkorová sporządziła horoskop tego statku i najważniejszych momentów jego „życia”. Wszystkie aspekty tego horoskopu wskazują na to, że Titanic już od samego początku był unlucky ship i jego rejs   m u s i a ł   się skończyć tragedią...
Zacznijmy od horoskopu współwłaściciela i głównego udziałowca White Star Lines Johna Piermonta Morgana, który był wielkim mistykiem i bez szczegółowego horoskopu nie zaczynał czegokolwiek. Jak widać, tym razem gwiazdy zawiodły także i jego...
Z horoskopu właściciela statku i samego statku wynika, że już w chwili położenia stępki został wydany wyrok, który został wykonany w trzy lata później... To jest bardzo fatalny układ planet i gwiazdozbiorów zodiakalnych.

Czy można w to wierzyć? Kto chce, to niech wierzy, kto nie chce, to nie. Jeden fakt pozostaje bezspornym – czy były takie czy inne układy gwiazd, planet i domów horoskopu – Titanic leży teraz na dnie Atlantyku i powoli zamienia się w kopiec rdzewiejącego żelastwa...

Wodni Ludzie.

Nie wierzę w taki wpływ gwiazd na ludzkie życie i istnienie wytworzonych przez niego maszyn, a więc przejdźmy do tematu Wodnych Ludzi. Oni rzeczywiście istnieją, czego dowodzą tajemnicze wydarzenia, które rozgrywały się – i nadal rozgrywają – na wszystkich akwenach świata. Wodnym Ludziom poświęcił swój pierwszy bestseller pt. „Hawajski wir” słynny amerykański pisarz powieści sensacyjno-marynistycznych Clive Cussler. Ciekawa rzecz, bo ich siedzibę umiejscawia on tam, gdzie teraz znajduje się Północnopacyficzna Plama Śmieci i Odpadów, o której pisałem wcześniej…
Telewizja Polska kilka lat temu wyemitowała niesamowity film na temat m.in. Wodnych Ludzi, a ja napisałem potem artykuł do „Nieznanego Świata”. Wyglądałoby zatem na to, że we Wszechoceanie istnieje rasa rozumnych istot przypominających ludzi i od czasu do czasu tychże ludzi porywająca. Tak przynajmniej twierdzi Robin Cook w swej książce pt. „Uprowadzenie”, w której pisze on, że pochodzą oni z Interterry – legendarnej krainy podziemnej tak namiętnie poszukiwanej przez SS-Reischführera Heinricha Himmlera i jego specjalistów-speleologów w czasie II Wojny Światowej, a którą można utożsamiać z tajemniczą Szamballą czy Aghartą albo Atlantydą. Czy te istoty można posądzić o manipulację w wyniku której Titanic zatonął w swym dziewiczym rejsie? Oczywiście! Oni wiedzieli, jakie słabości ma ten statek i jakie ma możliwości. Taka wiedza to połowa sukcesu. Aby osiągnąć drugą połowę, wystarczyło podciągnąć górę lodową na kurs Titanica i czekać, aż się z nią zderzy, co się stało. A może nawet jej pomogli zderzyć się z Titanicem – stąd właśnie spostrzeżenie, groteskowe, ale wbrew pozorom prawdopodobne – że statek został uderzony górą lodową, a nie na odwrót. Ten statek X, to właśnie była jednostka Interterran, która śledziła z oddali rozwój wypadków. A jego załoga mogła nim nawet sterować...
Co było celem tej operacji? Oczywiście zmiana istniejącej rzeczywistości. Podobnie zresztą postąpiono na początku lat 50. ubiegłego wieku, kiedy to zatopiony został inny pasażerski liniowiec SS Andrea Doria. Jak to było możliwe, by dwa nowoczesne liniowce, posiadające radar i inne urządzenia nawigacyjne, widzące się nawzajem! – staranowały się niemal u wejścia do portu w Nowym Jorku!!!???... Pytanie godne Hamleta! Oczywiście zwalono winę na radar i wymyślone naprędce zjawisko zaburzeń propagacji fal radiowych na tym akwenie, zwane polaryzacją fal radarowych. Nie wyjaśnia to niczego, a już najmniej to, dlaczego dziób MS Stockholm rozpruł burtę Andrea Dorii i posłał go na dno...  Kto wie, jak potoczyłyby się dzieje świata, gdyby nie doszło do tych dwóch katastrof morskich? I kilku innych, pomniejszych, ale równie tajemniczych też... Możemy teraz tylko gdybać, bo jesteśmy mądrzy po szkodzie – dobre i to.
Zagłada Titanica wyszła Ludzkości na dobre, stając się przestrogą przed nadmiernym zaufaniem w swe własne możliwości z jednej strony, zaś z drugiej stając się potężnym bodźcem do rozwoju udoskonalanych z dnia na dzień systemów nawigacji, wykrywania i ostrzegania przed górami lodowymi, sztormami czy innymi dopustami Bożymi na akwenach całego Wszechoceanu. Pozwoliło to uniknąć wielu powtórek z tej tragedii.
A jednak statki wciąż toną...
* * *
Czy to koniec tajemnic?
Te słowa napisałem dawno temu, w 2001 roku. Od tego czasu wiele się zdarzyło, ale nad tą katastrofą wisi wciąż zasłona tajemnicy. Tak naprawdę największymi morskimi hekatombami była zagłada niemieckich statków pasażerskich z uciekinierami z Pomorza Gdańskiego – a były to:
v    MV Goya (55°12’ N – 018°18’ E, 6000 ofiar),
v    MV Wilhelm Gustloff (55°07’27” N – 017°42’14,6” E, 9600 ofiar)
v    SS General von Steuben (54°41’ N – 016°51’ E, 4900 ofiar), które zostały zatopione przez Rosjan. Do tego należy dodać jeszcze
v    SS Cap Arkona (4300 ofiar) - nawiasem mówiąc statek, który miał zagrać rolę Titanica w nazistowskim filmie propagandowym! - oraz...
v    SS Thielbeck (2800). Każdy z nich przewoził pasażerów i więźniów obozów koncentracyjnych, z których niewielu zdołało się uratować z lodowatych wód Bałtyku.
Obecnie usiłuje się przedstawić tych Niemców jako niewinne ofiary okrutnych Rosjan, którzy celowo i z premedytacją te statki zatopili. Nie mówi się tylko o tym, że była o konsekwencja wojny światowej sześć lat wcześniej rozpętanej przez Niemców. Prawda jest taka, że ludzie ci zostali wystawieni na ataki Rosjan przez hitlerowskich zbrodniarzy wojennych, którzy nakazali ewakuację drogą morską doskonale wiedząc o tym, że szlaki morskie są opanowane przez Rosjan... 
Ale tragedia Titanica miała miejsce jeszcze w czasie pokoju i dlatego jest ona taka przejmująca i straszna. Autor książeczki pt. „Tajemnica Titanica” („Fakt – Historia”, Warszawa 2012), w rozdziale pt. „Czego się nigdy nie dowiemy” wymienia zagadki związane z tą katastrofą, i tak:
v    Nie wiadomo, dlaczego kapitan Edward Smith zlekceważył radiodepesze m.in. z SS Baltic ostrzegające o pływających lodach i wprowadził z pełną prędkością statek na akwen najeżony górami lodowymi?
v    Dlaczego radiotelegrafiści i oficerowie wachtowi Titanica zlekceważyli nadchodzące informacje o pływających lodach?
v    Co spowodowało Bruce’a Ismaya do nakłaniania kapitana Smitha do podniesienia prędkości statku? Czy chodziło tylko o splendor czy o coś jeszcze?
v    Czy statkiem X widzianym symultanicznie z Titanica i SS Californian był norweski statek wielorybniczy, czy jeszcze jakiś inny?
v    Dlaczego ów statek nie udzielił pomocy Titanicowi, tylko odpłynął po godzinie 02:20?
v    Jak to się stało, że marynarze na oku i bocianim gnieździe nie mieli ani jednej lornetki???
v    Do dziś dnia nie wiadomo, kto był prawdziwym bohaterem akcji ratunkowej i czy rzeczywiście strzelano do pasażerów?
v    Czy prawdą jest, ze na pokładzie Titanica transportowano mumie egipskie i posąg Szatana, co miało wpływ na bezpieczeństwo statku?
v    Dlaczego i wskutek czego RMS Titanic wyszedł w swój dziewiczy rejs bez jakiejkolwiek ceremonii chrztu morskiego?
v    Jaki był ostatni utwór grany na Titanicu przez orkiestrę Wallace’a Hartleya?
v    Nie wiadomo, ilu właściwie ludzi zginęło w tej katastrofie? Szacunki wahają się pomiędzy 2208 a 2228 osobami.
v    Do niedawna tajemnicą były uszkodzenia kadłuba, które doprowadziły do zagłady Niezatapialnego. Dzisiaj wiadomo, że pod naciskiem lodu puściły nity łączące blachy i powstało 6 wąskich otworów, przez które do kadłuba statku dostała się woda zaburtowa…
To tylko kilka z nich, które w dalszym ciągu nurtują historyków i łowców sensacji.
I jeszcze słowo o innych katastrofach na morzu, których rozmiary są porównywalne z tą tragedią:

1.         29 maja 1914 roku – wskutek zderzenia z norweskim drewnowcem SS Storstad na Rzece św. Wawrzyńca zatonął brytyjski RMS Empress of Ireland – zginęło 1014 osób.
2.         7 maja 1915 roku – RMS Lusitania została storpedowana przez okręt podwodny U-20 i poszła na dno z 1198 osobami.
3.         24 lipca 1915 roku – w kanale u brzegów Chicago zatonął rzeczny statek SS Estland z 848 osobami.
4.         21 listopada 1916 roku – prawdopodobnie wskutek wpadnięcia na minę zatonął sister-ship Titanica – RMS potem HMHS Britannic. Zginęło 30 osób. Teoria spiskowa głosi, że statek zatonął wskutek sabotażu lub ataku niemieckiego U-boota. 
5.         24 października 1918 roku – wszedł na mieliznę w pobliżu Alaski kanadyjski statek SS Princess Sophia, który potem zatonął z 343 osobami – przeżył ponoć tylko pies…
6.         3 marca 1921 roku – malajski statek SS Hong Moh płynąc z Singapuru do Chin wpadł na skały i potem zatonął z około 1000 pasażerów.
7.         17 lipca 1947 roku – statek SS Ramdas tonie u wybrzeży Indii – 10 mil od Bombaju, zginęło 625 osób.
8.         3 grudnia 1948 roku – chiński statek SS Kigaya zatonął niedaleko Szanghaju. Zginęło od 2750 do nawet 3920 osób. Statek zatonął wskutek wejścia na starą japońską minę w czasów wojny.
9.         11 czerwca 1948 zatonął także duński statek SS Køpenhagen na którym życie straciło 140 pasażerów. Statek wyleciał w powietrze na minie u wybrzeży Jutlandii.
10.    26 września 1954 roku – japoński prom MF Toya Maru zatonął w cieśninie Tsugaru z 1159 osobami na pokładzie. Powodem zatonięcia była burza wywołana cyklonem Marie.
11.    26 lipca 1956 – tego dnia miała miejsce słynna katastrofa włoskiego liniowca SS Andrea Doria, który uległ kolizji (tzw. zderzenie radarowe) ze szwedzkim statkiem MS Stockholm, w wyniku czego na obu jednostkach zginęły 52 osoby w tym 6 na Stockholmie. Włoski liniowiec poszedł na dno. A nam pozostała po tym wydarzeniu piosenka Wojciecha Kordy i Niebiesko-Czarnych…
12.    8 grudnia 1966 roku – grecki statek SS Heraklion zatonął na Morzu Egejskim wraz z 200 osobami.
13.    27 stycznia 1981 roku – pożar na indonezyjskim statku MV Tamponas II spowodował śmierć 580 osób.
14.    31 sierpnia 1986 roku – radziecki statek TSS Admirał Nachimow zderzył się ze statkiem MS Wasiew, wskutek czego zginęło 448 osób.
15.    1986 rok – w Bangladeszu tonie MF Shamia, wraz z 600 osobami…
16.    6 marca 1987 roku – kolejna słynna katastrofa brytyjskiego statku RO-RO MF Herald of Free Enterprise, w której zginęły 193 osoby. Przyczyną katastrofy była niedomknięta furta pokładu samochodowego (cardeck).
17.    20 grudnia 1987 roku – po zderzeniu z tankowcem MT Vector doszło do pożaru na filipińskim statku MF Doña Paz. Zginęło 4375 osób!
18.    6 kwietnia 1990 roku – w pożarze wywołanym przez piromaniaka zginęło 158 pasażerów na norweskim MF Scandinavian Star płynącego z Norwegii do Danii.
19.    1991 rok – egipski prom MF Salam Express zderzył się z rafą wskutek czego zginęło ok. 470 osób.
20.    19 stycznia 1993 roku – tragedia polskiego promu MF Jan Heweliusz na akwenie Zatoki Pomorskiej. Zginęło 55 osób. Statek ten cieszył się złą sławą – i przed katastrofą zaliczył 28 wypadków na trasie Świnoujście – Ystad.
21.    Luty 1993 roku – w pobliżu Haiti zatonął MF Neptune, zginęło 1715 osób…
22.    28 września 1994 roku – znowu SOS na Bałtyku. Tej nocy zatonął estoński rorowiec MF Estonia. Zginęło 852 osoby – jest to największa pokojowa katastrofa morska na Bałtyku. Powodem była najprawdopodobniej uchylona furta na cardeck. Wokół tej tragedii narosło wiele teorii spiskowych, według których był to rosyjski sabotaż albo celowy zamach przemytników materiałów rozszczepialnych, narkotyków, itd.
23.    1996 – indonezyjski statek MF Gurita poszedł na dno wskutek sztormu. Zginęło 340 osób.
24.    1999 rok – na Morzu Południowochińskim zatonął MF Harta Rimba wraz z 325 pasażerami.
25.    2000 rok – sztorm zatopił MF Cahaya Bahari i zginęło ponad 500 osób.
26.    26 września 2002 roku – senegalski statek MF Le Joola zatonął w sztormie wraz z 1863 ofiarami.
27.    Nocą 2/3 lutego 2006 roku – na Morzu Czerwonym zatonął egipski statek MF al-Saalam Boccaccio 98 – zginęły 994 osoby. Przyczyny katastrofy – nieznane.
28.    21 czerwca 2008 roku – filipiński MF Princess of the Stars został przewrócony przez tajfun i wywołane przezeń fale. Zginęło 690 osób.
29.    11 lipca 2011 roku – tego dnia na Wołdze zatonął rzeczny statek pasażerski MV Bułgaria, w katastrofie zginęło 122 pasażerów w tym 28 dzieci.
30.    13 stycznia 2012 roku – u wybrzeży Ligurii zatonął włoski wycieczkowiec MV Costa Concordia. Statek wszedł na skały wskutek błędu nawigacyjnego i brawury kapitana statku. Zginęły bądź zaginęły 32 osoby.
Wymieniłem tylko większe tragedie, które miały miejsce w historii żeglugi po katastrofie Titanica. Większość z nich spowodował tzw. „czynnik ludzki”: lekkomyślność załogi, błędy nawigacyjne, zbyteczna brawura czy po prostu zwyczajny pech. Do tego można doliczyć działanie z nasileniem złej woli, jak to miało miejsce w kilku przypadkach, czy wręcz działania zbrodnicze…
Nie ma co w to mieszać układów gwiazd, czy czynników irracjonalnych. To buta i głupota człowieka była i jest najczęstszą przyczyną tych strasznych katastrof. Sama Natura pokazuje nam miejsce w porządku Wszechświata, Jej siły wymierzają nam ciosy na ślepo, ale Ona z nami gra fair. To my się mylimy i te nasze pomyłki kosztują nas bardzo drogo. Tak, jak w przypadku Titanica i innych tragedii, o których powyżej…

MV Balmoral płynie śladem RMS Titanic...
W dniu 10 kwietnia 2012 roku z Southampton w ślad za RMS Titanic popłynął wycieczkowiec MS Balmoral, którego również gnębi pech. Ma on na pokładzie 1309 pasażerów z 20 krajów, czyli dokładnie tyle, co nieszczęsny Titanic. 12 kwietnia musiał zawrócić do Irlandii z powodu choroby uczestnika rejsu. Po ewakuacji jest o jednego mniej, a Balmoral jest nieco spóźniony, ale jego kapitan obiecuje, że zdąży do soboty dotrzeć w rejon, gdzie Titanic zderzył się z górą lodową i zatonął. A zatem żeby zdążyć będzie musiał pójść ze zwiększoną prędkością – jak sto lat temu RMS Titanic…
Czyż nie jest to kolejnym wyzwaniem losu?


[1] Skrót od: Come Quick Danger (przybądźcie natychmiast – niebezpieczeństwo) MGY było kodowym symbolem Titanica.