Powered By Blogger
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kosmita. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kosmita. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 22 października 2017

Czaszka Kosmity?


Kilka dni temu otrzymałem email od Pani Justyny z Frankfurtu nad Menem, która przysłała mi dwa zdjęcia i następujący list:

Witam serdecznie  Panie Robercie, 

Od kilku tygodni staram sie znaleźć właściciela tej czaszki i mam z tym problem 😊 Znalazłam ją przypadkowo w lesie zbierając grzyby, zrobiłam parę zdjęć ale pozostawiłam ją na miejscu bo myślałam, że jest zwyczajna czaszka jakiegoś leśnego liska, [ale] okazało się że lis ma inną czaszkę. Pytałam myśliwych  i nikt nie potrafi mi pomoc w tym zadaniu. Obejrzałam wszystkie możliwe czaszki zwierząt leśnych, domowych, dzikich. I nic. Z moich dotychczasowych wniosków wyciągnęłam 2 teorie, że zwierze to należy do drapieżnych bo oczodoły są skierowane na wprost, nie na boki. Niestety brak pokrywy czaszki i szczęki nie ułatwia zadania ale niestety tylko tą część znalazłam. Zastanawia mnie brak nosa i te dwie dziurki przy zakończeniu oczodołu oraz wgłębienia w rogach oczodołów. Czyż nie jest to dziwne? Pozwalam na wstawienie tych zdjęć na Pana stronie. Miejsce znalezienia to Niemcy Zachodnie region Hesja, Frankfurt am Main. Las znajduje się na Bibere Berg. Obok strumienia Biber. Być może ktoś z pasjonatów pana bloga odkryje dla mnie tą tajemniczą zagadkę. Dziękuję!

Pozdrawiam Justyna


Niestety, ja też nie wiem, czyja to czaszka być może, nie jestem zoologiem czy anatomem i dla mnie może to być nawet czaszka Kosmity. Sprawę przekazuję dr Milošowi Jesenský’emu, który jest bardziej kompetentny ode mnie w tych sprawach.


Być może któryś z Czytelników jest w stanie zidentyfikować właściciela tej pozostałości? Bardzo prosimy o odpowiedź!



Odpowiedzi Czytelników


To nie jest czaszka, to jest miednica (dr Miloš Jesenský)

Dziwnie to wygląda – widać, że ktoś już ją nadpoczął. To chyba nie jest czaszka, tylko coś innego (Daniel Laskowski)

Moim zdaniem nie jest to żadna czaszka. Już sam kształt kości w ogóle nie przypomina czaszki, a te otwory nie wyglądają na oczodoły. Ponadto w czaszce raczej nie występują po bokach panewki stawowowe, a tam przynajmniej po jednej stronie widać panewkę. To nie czaszka, tylko kość miednicza. Kształtem i wielkością podobna jest do miednicy psa, więc może było to pies, lis, wilk lub podobne zwierzę.
Proszę porównać np. z tym zdjęciem: https://www.anatomystuff.co.uk/media/ca ... -skele.jpg, tylna część szkieletu.

Z porównania widać, że leżała w lesie odwrócona "do góry nogami", być może dlatego skojarzyła się pani Justynie z czaszką. (Nadir)

czwartek, 9 maja 2013

KOGO ZJEDLI ROSYJSCY RYBACY?


Przypomniała mi się głupawka puszczona przez niektóre nasze media i tzw. "ufologów", a że jest szczególnie smakowita, to przypomnę ją Czytelnikom, a szczególnie Pozytywnym Foczarzom z Facebooku: 


Aleksander Serdjuk

Nie tak dawno temu, w połowie lutego 2007 roku, światowe media obiegła sensacyjna historia o wyłowieniu przez rosyjskich rybaków niezwykłej istoty z wód Morza Azowskiego: Tułów stworzenia błyszczał, jakby był natarty jakąś tłustą substancją albo woskiem. Waga tego stworzenia wynosiła około 100 kg. A oto, co na ten temat pisze się w rosyjskim tygodniku „Kalejdoskop NLO” nr 12/2007 z dnia 19 marca 2007 roku.


Sensacyjny news


O tej historii napisali początkowo w „Komsomolskiej Prawdzie” i w internetowej „Prawda on-line”, a stamtąd informacja ta poszła w świat, do wielu agencji informacyjnych. Mówiło się, że rosyjscy rybacy złapali w Morzu Azowskim w okolicach Rostowa jakieś człekopodobne stworzenie, długo deliberowali nad nim, aż wreszcie zjedli to dziwo!

Oczywiście naród zażądał wyjaśnień. Jak to tak! Czemu nie pokazali tego uczonym!? A co z tego, jak był to Przybysz z Innej Planety??? A my zachowaliśmy się, jak ci Aborygeni, którzy zjedli Cooka! Jednym słowem ta historia wraz z jedynym zdjęciem wywołała szeroki rezonans w świecie. Od razu też pojawili się sceptycy, którzy rezolutnie zauważyli: skoro rybacy nie potrafili odróżnić rai od Przybysza z Kosmosu, to co to za rybacy???

Ale news zamieszczony na stronie internetowej Prawda.ru tak był zatytułowany: „Rybacy zjedli Kosmitę”. I podano tam pełne i konkretne dane: rybacy byli ze wsi Semibałki, a złapane przez nich stworzenie miało 2 metry długości wraz z ogonem. Trofeum to zostało złapane po sztormie. A co to było? – a kto tam wie! Przypominało to trochę rekina, z wyglądu. Albo jesiotra. A także – na upartego – jakiegoś Kosmitę. Waga tego morskiego dziwoląga wynosiła jakieś sto kilogramów.


Tułów stworzenia błyszczał tak, jakby był on posmarowany jakąś tłustą substancją albo woskiem. Jego waga wynosiła około stu kilogramów. Któryś z rybaków miała komórkę z aparatem fotograficznym i sfotografował to morskie dziwo. W krótkim czasie te zdjęcia obiegły prasę. Na nich doskonale widoczna jest głowa, tułów i długi ogon tego zadziwiającego egzemplarza.  – napisano w „Komsomolskiej Prawdzie”.

A dlaczego rybacy doszli do wniosku, że wyłowili Kosmitę? A dlatego, że kiedy dziwne stworzenie wpadło w ludzkie ręce, zaczęło wydawać dźwięki przypominające pisk i zaczęło przewracać oczami. Do tego ci, z którymi rybacy się skonsultowali, (już po zjedzeniu zdobyczy), też okazali się nie w kursie dzieła. Tak, kierownik oddziału badań zjawisk anomalnych w Azowie – Andrzej Gorodowoj wieloznacznie napomknął tylko, że od dawna wiadomo, że istnieją legendy o Rusałkach zamieszkujących Morze Azowskie, ale ani razu nie były one potwierdzone przez specjalistów od ZA, chociaż my nie odrzucamy możliwości istnienia innych form Rozumu w Morzu Azowskim.

Zastępca dyrektora rostowskiego ZOO – Aleksander Lipowicz – stwierdził, że czegoś podobnego nie widział w swym życiu. Bardzo ciekawy okaz – dodał on.


Dziwny stwór i UFO?


Już 11 lutego 2007 roku na niektórych urologicznych stronach internetowych rybaków złośliwie zapytywano: „No i jak tam smakował wam Kosmita?” i smacznie rozpisywali się o tym, jak to rosyjscy rybacy się nagłodowali, czym można wytłumaczyć ich postępowanie… Tym bardziej, że za granicą artykuł ten już poszedł pod tytułem „Rosyjscy rybacy złapali piszczącego Kosmitę i zjedli go”. I tylko gdzieś tam napomykano, że Kosmita przypominał rekina. A i to było kłamstwem, bowiem w Morzu Azowskim nie ma tych ryb. Jeden z rybaków przyznał, że smak mięsa tego stworzenia był całkiem dobry.

No bo czego Zachód mógł się spodziewać po rosyjskich barbarzyńcach? Tylko czegoś takiego… Zaś nieopatrzne słowa Andrzeja Gorodowoja o istniejących w Morzu Azowskim formach rozumnego życia dolały jeszcze oliwy do ognia, i choć „anomalszczyk” stwierdził, że zdobycz rybaków nie ma żadnego związku z rozumnymi istotami spoza naszej planety, to i tak to nie pomogło.

A przecież trzeba dodać do tego, że ludzie mieszkający w Rostowskiej Obłasti od dawna obserwowali tam Nieznane Obiekty Latające. I tak UFO nad Rostowem zaobserwowała niejaka pani Ludmiła Gorjaczewa, która twierdzi, że NOL-e latają od czasu do czasu nad tymi krainami i specjalnie wystawiają się przed obiektywy aparatów fotograficznych i kamer.

W styczniu 1988 roku, Irina Subbotina zaobserwowała w Rostowskiej Obłasti nie tylko kręgi świetlne, ale nawet Obcych. Podobny incydent zdarzył się jej jeszcze raz, także w lecie.

W roku 1992, na jednym ze wzgórz w Rostowskiej Obłasti wylądowało UFO i w próbkach ziemi pobranych z miejsca lądowania znaleziono znaczne ilości manganu, co było niezwykłe.

Oczywiście wspomniano tutaj w tym kontekście także to, co wydarzyło się w Woroneżskiej Obłasti, w dniu 27 września 1989 roku, kiedy top grupa dzieci widziała trzymetrowego i trójokiego Przybysza, który wykonywał jakieś tam prace na miejscu Lądowania. Mało tego, Przybysz strzelił czymś w jednego z naocznych świadków. I tak dalej, i temu podobnie…

To wszystko za granicą połączono w całość i w najlepszej wierze wypuszczono w świat informację, że w Rostowskiej Obłasti i po sąsiedztwie dzieją się nieprawdopodobne rzeczy. – No i co z tego? – zadali sami sobie pytanie. Czy oznacza to, że schwytana przez rybaków istota powinno a priori być uznana za Kosmitę?



I to byłoby na tyle…


No i to byłoby na tyle, sądząc po zdjęciach zamieszczonych na zagranicznych stronach internetowych, to wcale nie był żaden Kosmita, a sądząc po wyglądzie była to „morska mandolina” czyli raja – rodzaj płaszczki.

Te ostatnie bywają różne: zielonkawe, metaliczne i plamiste. Ten podrząd płastugowatych ryb liczy 16 rodzin i około 350 gatunków. I jeżeli rostowscy rybacy twierdzą, że złapane przez nich stworzenie mierzyła dwa metry i ważyło centnar, to nie ma się czemu dziwić – wszak zdarzają się płaszczki o długości 6 m i masie do 1,5 tony, szczególnie w oceanach, gdzie wiodą one przydenny tryb życia. Płaszczki zamieszkują także w Morzu Czarnym, które poprzez Cieśninę Kerczeńską ma połączenie z Morzem Azowskim. Mają one kształt mniej czy bardziej płaski albo romboidalny, dzięki czemu nazywa się je – przez podobieństwo do strunowych szarpanych instrumentów muzycznych – „rybami-gitarami” czy „rybami-mandolinami” – w Anglii i USA, zaś w Australii – „rekin-banjo”, we Francji – „morskie skrzypce”.

„Gitarowe płaszczki” prowadzą przydenny tryb życia, powoli pływają albo leżą na gruncie, w którym mogą się nawet zakopać. Są tak mało aktywnymi, że pozwalają się nawet złapać za ogon. W czasie pływania wykorzystują one ogony jako źródło napędu, a nie płetwy piersiowe, jak czynią to inne raje. Żywią się małymi rybami, rakami i małżami i innymi mieszkańcami dna.

No i zapytywano, co to za twarz widoczna na zdjęciach? To już jest proste do wyjaśnienia. Taki wygląd mają płaszczki, które są blisko spokrewnione z rekinami, których wloty nosowych otworów są podobne do oczu – i tak też sądziła większość publiczności. Nie da się wykluczyć, że ktoś popracował nad tymi „oczami” przy pomocy komputerowego  Photoshopu…

I już zupełnie na koniec – niektóre odmiany płaszczek – tzw. drętwy elektryczne – „morskie koty” są niebezpieczne dla człowieka. (Tak np. drętwa elektryczna Torpedo może wytworzyć prąd stały o napięciu >400 V, którego uderzenie jest w stanie powalić wołu – przyp.. tłum.) Tak więc rybacy z Semibałki wyszli obronną ręką ze spotkania z „Kosmitą”, a mogło być gorzej!...


Przekład z j. rosyjskiego –
Robert K. Leśniakiewicz ©