Powered By Blogger
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą UAO. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą UAO. Pokaż wszystkie posty

piątek, 20 marca 2026

CE1 z UAO

 


Emile Kelly Gauthier 

 

Kolejna relacja o Bliskim Spotkaniu z UAO:

Oto moja historia:

„Służyłem jako marynarz, a później bosman na pokładzie USS Tuscaloosa LST 1187 przez 4 lata, od 1976 do 1980 roku. Jeśli dobrze pamiętam, była zima 1979 roku, a okręt samotnie pływał po Morzu Południowochińskim z prędkością około 17 węzłów, czyli naszą typową prędkością rejsową.

Byłem bosmanem wachtowym, a była połowa wachty, około 2:30 nad ranem. Morze było jak tafla szkła i widać było tylko gwiazdy. Obserwator na mostku sygnałowym zadzwonił i powiedział, że widzi coś świecącego w wodzie przed statkiem. Ponieważ była to odpowiednia pora i nic innego się nie działo, OOD [oficer pokładowy], JOD [młodszy oficer pokładowy] i ja wzięliśmy lornetki, żeby się przyjrzeć.

Wszyscy to zobaczyliśmy i spojrzeliśmy na siebie ze zdumieniem. Okazało się, że to pięć dużych, długich obiektów w kształcie witamin [podane poniżej wymiary wskazywałyby na „kapsułki” witaminowe, ustawionych w linii w przeciwnych kierunkach, co oznaczało, że przepłyną prosto pod naszym kilem.

Miały około 30 metrów długości i 12 metrów szerokości, a odległość między nimi wynosiła około 18 metrów. Świeciły typową jasną, bioluminescencyjną zielenią i początkowo myśleliśmy, że to jakieś morskie stworzenie, ale gdy pierwszy z nich przepłynął pod rufą statku, straciliśmy moc i sterowność, żyroskop i kompas zaczęły wariować, a chronometry i zegarki naręczne przestały działać! To skłoniło wachtowego do wezwania posłańca po kapitana, którego kabina znajdowała się kilka kroków dalej.

Kiedy kapitan dotarł na mostek, przednia część pierwszego obiektu znajdowała się pod mostkiem, a my zwisaliśmy za burtę, żeby się rozejrzeć. Kapitan wydał sternikowi polecenia, ale koło sterowe nie reagowało, a ludzie w maszynowni nie potrafili wyjaśnić, dlaczego straciliśmy moc.

Nie było pulsowania, żadnych zmian kształtu, żadnych wypustek ani płetw. Tylko gładkie, ciche, świecące romboidalne kształty poruszające się bez wysiłku bezpośrednio pod naszym kadłubem w przeciwnym kierunku.

W jakiś sposób statek po prostu powoli sunął nad nimi, a my po prostu gapiliśmy się na nie, gdy przepływały pod nami, jednocześnie wyrażając swoje opinie na temat tego, co to do cholery było...

Na mostku obok mnie siedział kapitan, OOD, JOD, sternik, operator EOT2, człowiek na pokładzie Skunk3, posłaniec i kwatermistrz. Nie pamiętam, czy sternicy lub EOT mieli okazję to zobaczyć, ale na pewno CO [dowódca], XO [oficer wykonawczy], OOD, JOD, dwóch obserwatorów, co najmniej jeden sygnalista, QM [kwatermistrz] i ja, wszyscy mieliśmy bardzo dobry widok.

O tej godzinie na pokładzie statku nie spało więcej niż 25 osób i prawdopodobnie nie więcej niż około 10, które widziały to, co my widzieliśmy.

Wydawało się, że minęło nam kilka minut, zanim przepłynęliśmy nad nimi, a były wystarczająco szerokie i głębokie, że można je było zobaczyć z obu stron statku. Kapitan był dość spokojny, a my byliśmy nimi oczarowani, wirującymi kompasami, żyroskopami i zatrzymanymi zegarami. Pierwszy oficer chciał iść na pomost bojowy, ale kapitan z jakiegoś powodu odmówił i po prostu patrzyliśmy, jak przepływają. Obserwatorzy mieli doskonały widok, a kiedy obserwator na rufie zameldował, że ostatni właśnie minął, włączono zasilanie, kompas i żyroskop wróciły do ​​pozycji wyjściowej, a wachty i zegarki znów zaczęły działać…

Kapitan zebrał nas w grupkę i poprosił, żebyśmy nie rozmawiali o tym, co się stało.

Kwatermistrz zapytał kapitana, jak ma dokonać wpisu do dziennika pokładowego, po czym udali się do kabiny dowódcy na pogawędkę, w której nie miałem udziału, ani nie mogłem później przeczytać dziennika.

Nie przypominam sobie żadnych późniejszych rozmów z żadnym z pozostałych świadków ani nikogo, kto wspominałby o tym, że ich wachty trochę się spóźniają…

Komentarze:

·        Philip Larsen - Dzięki za udostępnienie

·        Heidi Raab Antoni - Wiesz, że „oficjalne” wyjaśnienie jest takie, że to była Wenus. Naprawdę ci wierzę! Jakież to musiało być niesamowite przeżycie!!

Opracował - ©R.K.Fr. Sas - Leśniakiewicz

niedziela, 18 grudnia 2022

Podwodne UFO uszkodziło radziecki okręt podwodny w 1984 roku

 

Podwodne UFO - USO...

Naukowcy od dawna uważali, że Kosmici żyją pod wodą i żyli tam jeszcze przed pojawieniem się ludzi. Widzieliśmy liczne doniesienia o dziwnych obiektach latających schodzących do zbiorników wodnych i ukrywających się w bezmiarach oceanów i mórz. Te latające obiekty są również wystrzeliwane w niebo bezpośrednio ze zbiorników wodnych. Temat podwodnych UFO nie jest więc nowy w świecie ufologii.

Oto relacja kmdr. Aleksieja Korżewa, dowódcy okrętu podwodnego, który twierdzi, że miał wiele spotkań z tajemniczymi obiektami pod wodą. Niedawno opowiedział epizod z 1984 roku, w którym jego okręt podwodny napotkał na coś, co uważał za USO. Należy zauważyć, że nie jest on jedyną osobą, która przerywa milczenie i informuje opinię publiczną o różnych spotkaniach z USO pod powierzchnią morza.

Te podwodne obiekty UFO są znane jako niezidentyfikowane obiekty zanurzone (OSI). Ponieważ był to bojowy patrol, okręt podwodny podążał bardzo specyficzną trasą. Chociaż w tym rejonie miało nie być już okrętów podwodnych, sonar pokazał, że w tym rejonie znajdowały się dwa niewyjaśnione obiekty. Dwa zagadkowe obiekty poruszały się teraz z tak dużą prędkością, że ich ruch znacznie przekraczał maksymalną prędkość, z jaką mogą płynąć okręty podwodne.

Wyczuwając to zagrożenie, sonarzysta szybko zwrócił uwagę członków załogi, wskazując na obiekty. Według sonaru podwodne UFO poruszały się z imponującą prędkością do 300 kilometrów na godzinę. Mimo to szybko zmieniały kierunek, nie zawracając sobie głowy zwalnianiem. Członkowie załogi byli zdumieni, że USO robi rzeczy, w które ich oczy nie mogły uwierzyć.

USO znajdowały się w górnych warstwach wody w jednej minucie, a głębiej w dolnych warstwach wody w następnej. Aby lepiej przyjrzeć się dziwnej eskorcie, Alex podjął decyzję o wypłynięciu na powierzchnię. Teraz okręt był na powierzchni. Kapitan wraz z dwoma oficerami wyszli na zewnątrz okrętu i stali teraz na mostku. Próbowali dowiedzieć się, czym były te obiekty, a także ich pochodzenie i intencje.

Gdy zastanawiali się, co dalej robić, w następnej chwili wydarzyło się coś, co nimi wstrząsnęło. Tajemniczy samolot wystrzelił pionowo z wody. Obiekt był duży, ale nie przekraczał 5 metrów. Wszyscy oficerowie na mostku nie mogli zapamiętać wszystkich szczegółów NOL-a, ponieważ leciał przed nimi z bardzo dużą prędkością.


Kmdr Aleksiej Korżew

Biorąc pod uwagę wszystkie fakty, dowódca doszedł do wniosku, że znaleziony właśnie statek jest pochodzenia pozaziemskiego i nie jest statkiem szpiegowskim z innego kraju. Teraz USO zaczęło emitować zielonkawe światło, docierające ze wszystkich kierunków. Kapitan wydał rozkaz natychmiastowego schronienia się w okręcie i jak najszybszego rozpoczęcia zanurzenia w oceanie.

UFO ponownie szybko zeszło do wody i skierowało jedną ze swoich wiązek na okręt podwodny, który ruszył w pościg. Zielone światło było teraz skierowane w stronę okrętu i weszło do jego wnętrza. Zielony promień światła w tajemniczy sposób wyłączył całe wyposażenie okrętu. Wszyscy członkowie na pokładzie usłyszeli dźwięk, który brzmiał, jakby używali noża do kartonów.

Członkowie załogi twierdzili, że USO próbowało zniszczyć ich okręt, zatapiając go. Podczas całego incydentu członkowie na pokładzie byli przerażeni i dla nich było to wyjątkowe przeżycie, którego nie chcieli przeżyć jeszcze raz. Aleksiej Korżew otwarcie przyznaje, że nie wiedział, co zrobić w tej konkretnej sytuacji.

Powiedział dalej, że on też był przerażony, ponieważ cały sprzęt na okręcie został wyłączony na przerażającej głębokości 160 metrów. Ale to wszystko wydawało się być ostrzeżeniem, ponieważ sprzęt uruchomił się ponownie po kilku minutach, a USO zanurkował na dno oceanu w zawrotnym tempie. Aleksiej twierdził, że dziwny USO był statkiem Obcych próbującym zeskanować technologię i sprzęt używany na łodzi podwodnej.

Obserwacje OSI (Niezidentyfikowanych Obiektów Zanurzonych) sięgają bardzo dawna, a ich natura była różnie spekulowana jako wyimaginowana, mechaniczna, tajna rządowa lub pozaziemska. Istnieje szansa, że wszystko to jest wytworem bujnej wyobraźni byłego kapitana okrętu podwodnego.

Jednak jego oświadczenia są potwierdzone przez jego członków załogi. Znane nazwisko w dziedzinie ufologii, dr Władimir Ażaża z Rosji, również pracował nad podwodnymi spotkaniami z UFO i zgodnie z jego ustaleniami pięćdziesiąt procent spotkań z UFO jest związanych z oceanami, a ponad 15 procent z jeziorami. Więc znowu zwiększa to wiarygodność tego oświadczenia.

 

Moje 3 grosze

 

A zatem nihil novi sub Sole, takie wydarzenia miały miejsce od czasów spuszczenia pod wodę pierwszej jednostki tego typu. Zjawiska te znają dobrze Amerykanie, Francuzi, Brytyjczycy… takąze Polacy mają w tym swój udział, jako że zagadka zaginięcia bez wieści ORP Orzeł  w czasie bojowego patrolu w  maju lub czerwcu 1940 roku.

Dlaczego o tym wspominam? – otóż ORP Orzeł był w tym okresie najnowocześniejszą jednostkę polskiej marynarki wojennej operującą na Bałtyku i to lepszą od konstrukcji niemieckich i brytyjskich.

Tajemnica zaginięcia Orła wciąż jest nieodgadniona i pogłębia się z każdą nową próbą odnalezienia jego wraku. Tak pisze o tym Wikipedia:

 Hipotezy co do przyczyny zatonięcia zweryfikować można odnajdując wrak lub na podstawie danych z wojennych archiwów brytyjskich. Poszukiwania okrętu prowadzone są od wielu lat. Prowadziły je zarówno okręty Marynarki Wojennej, jak i ekspedycje cywilne.

·        W roku 2006 okręt hydrograficzny MW ORP „Heweliusz” przeprowadził trałowania w rejonie wskazanym w raportach Admiralicji jako prawdopodobne miejsce zatonięcie „Orła” (57°00N 03°40E część obszaru pola minowego 16b i 16a), jednak bez skutku[86][174]. Rejon pól minowych 16b i 16a eksplorowała również w poszukiwaniu Orła” ekspedycja „Orzeł BalexMetal”. W jej ramach 27 lipca 2008 roku z portu gdyńskiego wypłynął statek badawczy – katamaran RV IMOR z robotem do prac podwodnych i 16-osobową załogą, złożoną z polskich fachowców i członków Morskiej Agencji Poszukiwawczej. Poszukiwania, które trwały do 7 sierpnia 2008 roku, obejmowały obszar o wymiarach 20 na 20 Mm w okolicach cieśniny Skagerrak na Morzu Północnym. W trakcie ekspedycji przeszukano z wykorzystaniem sonaru, zdalnie sterowanego robota podwodnego i nurków obszar o powierzchni 866 km². Na pozycji zatonięcia ORP „Orzeł”, przyjętej w raportach Admiralicji Brytyjskiej (57°00 N 03°40 E, tj. w rejonie dawnych niemieckich pól minowych 16B i 16A), nie odnaleziono wraku polskiego okrętu podwodnego.

·        W lipcu 2010 roku ORP „Heweliusz” przeszukał na Morzu Północnym akwen około 250 km² w rejonie przypuszczalnego zaginięcia ORP „Orzeł”, lecz wraku zaginionego okrętu nie odnaleziono. Kolejną próbę odnalezienia wraku okrętu podjęto na przełomie roku 2012/2013. Pod koniec roku 2012 specjaliści z Biura Hydrograficznego Marynarki Wojennej razem z hydrografami brytyjskimi w ramach współpracy w obrębie NATO wyznaczyli na Morzu Północnym akweny, przez które mógł przepływać „Orzeł” w czasie swej ostatniej misji. Brytyjczycy udostępnili również własną bazę danych o lokalizacji wraków. Na tej podstawie wytypowano kilkanaście wraków do dokładniejszego sprawdzenia. W roku 2013 polski niszczyciel min ORP „Czajka” w czasie drogi powrotnej z Belfastu, gdzie pełnił służbę w zespole przeciwminowym NATO, dokonał, z wykorzystaniem robota podwodnego „Ukwiał”, wstępnych oględzin jednego z wraków, który został zidentyfikowany jako okręt podwodny. W celu weryfikacji tego odkrycia na Morze Północne wypłynął na początku czerwca 2013 roku okręt ratowniczy Marynarki Wojennej ORP „Lech” z misją rozpoznania wraku. Na pokład zabrał hydrografów i nurków. Wrak miał być sfilmowany, dokładnie zmierzony i poddany szczegółowym oględzinom. Analiza zebranych danych wykazała, iż nie jest to „Orzeł”. Wrak odkryty i zbadany podczas ekspedycji ORP „Lech” w czerwcu 2013 roku to brytyjski okręt podwodny klasy J – HMS „J6”, omyłkowo zatopiony 15 października 1918 roku wskutek bratobójczego ognia ze statku-pułapki, szkunera HMS „Cymric” na pozycji przybliżonej 54°59N 1°00E.

·        Poszukiwania wraku ORP „Orzeł” od 2014 roku prowadzi również inicjatywa zespołu nurków, historyków i hydrografów pod nazwą „Santi – odnaleźć »Orła«”. W dniach 30 maja – 5 czerwca 2014 roku w trakcie ekspedycji na Morzu Północnym zespół prowadził poszukiwania w rejonie patrolowania „A1”. Przeszukano obszar o promieniu około 15 Mm, sprawdzono 12 wraków, jednak wraku „Orła” nie odnaleziono.

·        W dniach 10–17 maja 2015 roku II ekspedycja grupy „Santi – odnaleźć »Orła«” przeszukała obszar około 150 km² w rejonie ataku samolotu RAF (3 czerwca 1940) na niezidentyfikowany okręt podwodny. Sprawdzono 8 wraków, w tym dwóch okrętów podwodnych, wraku „Orła” jednak nie odnaleziono.

·        W dniach 23 maja – 3 czerwca 2016 roku przeprowadzona została III ekspedycja grupy „Santi – odnaleźć »Orła«”, tym razem grupa eksplorowała obszar storpedowania przez U-Boota „obcej jednostki”. Wraku jednostki nie znaleziono.

·        W dniach 20 maja – 9 czerwca 2017 roku przeprowadzona została IV ekspedycja grupy „Santi – odnaleźć »Orła«”. Przeszukano 1090 km² wokół domniemanego ataku brytyjskiego samolotu. Wraku „Orła” nie znaleziono.

·        V ekspedycja grupy „Santi – odnaleźć »Orła«” planowana początkowo na koniec września 2018 została przesunięta na rok następny z powodu pogody. Poszukiwania obejmą obszar w rejonie położonym 100 mil od Szkocji i 200 mil od wybrzeży Danii i kontynuowane w ramach weryfikacji hipotezy tzw. „friendly fire”, według której 3 czerwca 1940 roku okręt padł ofiarą bratobójczego ataku lotnictwa brytyjskiego. Zarówno przedstawiciele Marynarki Wojennej, jak i członkowie projektu „Santi – odnaleźć »Orła«” deklarują, że poszukiwania prowadzone będą aż do odnalezienia wraku okrętu.

Wraku nadal nie odnaleziono… 

Jak widać, zagadka ta wciąż nią pozostaje. Czyżby polski okręt podwodny został porwany przez Obcych? Pytanie: jakich Obcych? Z głębin Kosmosu? A może z głębin Wszechoceanu? Obie te możliwości są równoprawne, jako że NIE WIEMY, co się naprawdę stało z Orłem.

A może okręt został porwany przez ekipę radzieckiego NKWD lub GRU? Czemużby nie? ORP Orzeł uciekając Sowietom z Tallinna szpetnie sobie z nich zadrwił, a że Stalin nie puszczał płazem takich rzeczy, a jak już to napisałem, Orzeł był jednym z najnowocześniejszych okrętów swoich czasów, więc agenci GRU mogli porwać nasz okręt i doprowadzić go do bazy w Murmańsku, Archangielsku czy Kronsztadzie… Pytanie tylko, czy tam dopłynęli. Jeżeli nie, to być może ORP Orzeł spoczywa gdzieś na trasie do tych portów i tam należałoby go poszukać. 

 

Źródło - https://top10hitnews.com/2022/12/15/underwater-ufos-disabled-a-soviet-submarine-in-1984/?fbclid=IwAR0pLdTLr5598poCU0DAzKyMwrb3EUF5YQUFWEJB3pBrQQuzxQwvZ0yRJLM

Przekład z angielskiego - ©R.K.F. Sas - Leśniakiewicz

środa, 22 grudnia 2021

UAO w Pacyfiku

 


Albert Rosales

 

Lokalizacja: Pacyfik

Data: 1936 (przybliżona)

Czas: pora dzienna

 

Rosyjski cywilny statek transportowy SS „Maria” z Leningradu przemierzał Ocean Spokojny. Pewnego dnia, niespodziewanie oficer wachtowy zauważył przed dziobem i na kursie statku dziwny aparat na wodzie wyglądający z daleka jak statek wynurzający się z oceanu.

Nie widać było na nim znaku życia na pokładzie tego „statku” i nie odpowiadał on na radiowe wezwania z „Marii”. Po pewnym czasie obserwacji dziwnego statku, kapitan „Marii” rozkazał spuścić na wodę małą łódź wiosłową w celu dokładnego przyjrzenia się, czym ten obiekt był. Pięciu marynarzy zbliżyło się do obiektu, a reszta załogi obserwowała jak łódź zbliżyła się od obiektu i marynarze wyszli na jego pokład. Po chwili, dziwny „statek” zaczął poruszać się z coraz większą prędkością, i znikł za kłębami mgły.

Próba podążenia za nim i przechwycenia „statku” okazała się daremna i po kilku godzinach poszukiwań i oczekiwania kapitan „Marii” polecił jego statkowi płynąć pierwotną trasą. Gdy statek kilka dni później powrócił w ten rejon, kapitan nakazał załodze podążać tą samą poprzednią trasą. Zbliżając się do miejsca poprzedniego niespodziewanego spotkania, oficer wachtowy rzucił okiem na dziwną łódź, niepodobną do żadnej normalnej łodzi, jaką kiedykolwiek widział.

Była ona wykonana z przeźroczystego materiału. Znajdowali się w niej trzej z pięciu marynarzy wysłanych na rozpoznanie nieznanego obiektu.

Kiedy „Maria” podpłynęła do łodzi jeden z marynarzy zaczął krzyczeć i skoczył do wody. Pomimo intensywnych poszukiwań jego ciała nie znaleziono i najwidoczniej zatonęło w głębinie. Pozostali dwaj zostali wzięci na pokład i wydawali się być szczęśliwi, że znów są wśród swoich.

A oto zdumiewająca historia, którą opowiedzieli.

Kiedy zostali zabrani na pokład dziwnego statku, byli otoczeni przez dziwne istoty, ubrane w ciemne błyszczące stroje, wyglądające jak płetwonurkowie. Ich kończyny były tylko podobne do ludzi, z małymi błonami błoniastymi między palcami.

Obcy wymienili między sobą spojrzenia (oczywiście komunikując się za pomocą telepatii), a nie werbalnie. Czasami wymieniali gesty. Obcy następnie powiedzieli ludziom, że nie ma odwrotu, i poprosili, aby z nimi zostali. Dwóch marynarzy natychmiast się zgodziło, następnie zostali oddzieleni od reszty i nigdy więcej ich nie widziano.

Pozostała trójka została uwięziona w odosobnionym pomieszczeniu, gdzie według ich oceny spędzili około 2 dni. Wkrótce i w nieznany sposób trzej mężczyźni znaleźli się na pokładzie dziwnej łodzi, z zapasem dziwnego jedzenia przypominającego tabletki w przezroczystych kieszeniach, które obcy zaoferowali im również na pokładzie dziwnego statku.

Wystarczyło zjeść 1 lub 2 takie tabletki, żeby nie odczuwać głodu. Jeden z mężczyzn (ten, który później wskoczył do wody) odmówił zjedzenia tabletek i podczas gdy reszta spała, zmęczył się bezowocnymi obserwacjami oceanu i chwycił obce zapasy wrzucając je do wody. Pozostali bez jedzenia przez 1 dzień, ale nie odczuwali głodu.

Następnie zauważyli „Marię” zbliżającą się do ich miejsca. Kiedy „ocalonych” zabrano na pokład i „Maria” zaczęła oddalać się od tego obszaru, dziwna łódź została nagle otoczona falami i zatonęła w oceanie.

Załoga na pokładzie nie była w stanie zabrać na pokład dziwnej łodzi, ponieważ nie miała się do czego przyczepić. Po powrocie do Leningradu kapitan „Marii” wysłał raport do Ministerstwa.

Kapitan i dwóch pozostałych marynarzy zostali wezwani do Ministerstwa i przesłuchani. Jeden z marynarzy został uznany za psychotyka, drugi odmówił dalszej współpracy.

Kapitan był bardzo wytrwały w swoich zeznaniach, odnosząc się do dziennika zegarka i stwierdzając, że wszystko zostało dokładnie udokumentowane. Ale później został zmuszony do wycofania się i przyznania, że nic się nie wydarzyło. Wkrótce kapitan został przeniesiony na inny statek.

 

Moje 3 grosze

 

A co na to NKWD i GRU? Przecież to ich problem! Coś pływa w wodach Wszechoceanu i to poza ich kontrolą! Nie do pomyślenia wprost! Dlatego jest to wszystko niezbyt wiarygodne. Za mało danych, które umożliwiłyby ustalenie czasu i miejsca, a przecież to właśnie jest najważniejsze w tej całej historii.

W rzeczonej sprawie zwróciłem się do dr. A.A. Anfałowa, który na moje zapytanie przesłał mi następującą odpowiedź:

 

Oczywiście pomogę,

- ale niestety nie wiem nic więcej o przypadku SS „Maria”.

Oczywiście pomogę w sprawach obserwacji USO. […]

 

No wielka szkoda, ale skorzystam z okazji i postaram się dowiedzieć czegoś więcej na temat obserwacji USO – szczególnie w Morzu Czarnym. Dr Anfałow mieszkał wiele lat na Krymie w Symferopolu i zna dobrze ten akwen i rozgrywające się tam przypadki obserwacji i incydentów z UFO, USO i radzieckimi okrętami i samolotami Floty Czarnomorskiej.

Ciekawe, że podobny opis możliwości technicznych Wodnych Ludzi można znaleźć w powieściach Daniela Laskowskiego na stronach – www.hyboriana.blogspot.com.  

I wreszcie mogli to być Obcy z Kosmosu. Wszechocean pokrywa prawie ¾ powierzchni naszej planety, więc siłą rzeczy mogli Oni być bardziej zainteresowani tym, co zachodzi w nim, niż tym, co się dzieje na lądach. Nie wiemy, jakie są Ich priorytety i w jakim środowisku powstali. Jeżeli w oceanicznym, to wszystko jest zrozumiałe. To Ich naturalne środowisko i najbardziej Ich interesowało, a ludzie i ich cywilizacja to taki nieważny dodatek do Wszechoceanu… - no bo tak czy owak, Wszechocean jest dominującą rzeczą na naszej planecie i na nim skupili swój wysiłek badawczy.

 

Źródło: Inżynier Lew A. Popow, cytując akta dr. Feliksa U. Zigela i dr. Antona A. Anfałova.

Komentarze: Albert S. Rosales – „The Voyage of the SS Maria”

Przekład z angielskiego - ©R.K.F. Leśniakiewicz

 

piątek, 22 października 2021

Tragedia MF "Estonia" – nowe teorie

 


Te wydarzenia wstrząsnęły całym światem. W nocy 27/28.IX.1994 roku, na Bałtyku doszło do zatonięcia rorowca MF Estonia z niemal 1000 ludźmi na pokładzie. Po raz któryś siły Natury okazały swoją potęgę. Statek poszedł na dno. Ale czy powodem tej tragedii był tylko sztorm. Na ten temat pisałem już na tym blogu. A jednak okazuje się, że światło dzienne ujrzały nowe fakty…


Ale to nie koniec sprawy

 

Nie tak dawno w TV pojawił się norweski serial pt. „Estonia – katastrofa na morzu” (2020) w którym pokazano tą katastrofę z zupełnie innej strony – od strony świadków, rodzin ofiar i dziennikarzy śledczych nie uwikłanych w polityczne rozgrywki.

Szczególnie ciekawym jest odcinek 5 pt. „Zejście pod wodę”, w którym ukazano wyprawę niemieckiego statku MV Fritz Reuter, kierowaną przez dziennikarza śledczego i reżysera w jednej osobie Henrika Evertssona, który zbadał wrak przy użyciu robota DSV. Nawiasem mówiąc, doradcą i konsultantem wyprawy był Jakub Olszewski, którzy zaliczył już dwie wyprawy do wraku. Należy wyjaśnić, że Niemcy nie są sygnatariuszami układu o miejscu pochówku ofiar katastrofy promu Estonia, podobnie jak Norwedzy, co umożliwia im swobodne badania tej tragedii. A wyniki badania są szokujące…

 

Kto staranował Estonię?

 

To wszystko było do czasu, kiedy zanurkowano do wraka promu w dniach 21-22.IX.2019 roku, pod czujnym okiem fińskich strażników granicznych na okręcie FSG Turva, którzy zezwolili na oględziny wraku. Z powodu głębokości i zimnej wody użyto tam robota DSV, który opłynął wrak Estonii i wykonał dokumentację fotograficzną.

DSV sfilmował dwie dziury wycięte w bakburcie w 1996 roku przez nurków z firmy Rockwater. Obrócenie się wraku o 10° na bakburtę pozwoliło na oględziny sterburty częściowo zagrzebanej w miękkiej bałtyckiej glinie. Oględziny te przyniosły sensacyjne odkrycie wielkiej dziury o wymiarach 1,2 x 4 m w odległości 1/3 długości statku od dziobu promu na wysokości odbojnicy przy basenie i saunie. Teraz staje się zrozumiałe, czemu Estonia tak szybko poszła na dno, jak stwierdził to inż. Linus Andersson.

W filmie przytoczono także opinie dwóch specjalistów od katastrof morskich – kmdr por. Franka Børresena z norweskiej Marynarki Wojennej i prof. Jørgena Amdahla, którzy jednogłośnie orzekli, że dziura ta powstała wskutek kolizji promu z niezidentyfikowanym obiektem pływającym – przy czym prof. Amdahl stwierdził, że z jego obliczeń wynika iż Estonia została uderzona z siłą 500-600 ton, a zatem mógł to być statek o masie 1000 ton poruszający się z prędkością 4 kts albo statek o masie 5000 ton poruszający się z prędkością 1,2 kts. A zatem nie mogła to być oderwana furta dziobowa o masie zaledwie 55 ton, która nie nosiła żadnych śladów zderzenia z burtą promu, poza śladami zderzenia z jego gruszką dziobową. Dziury nie mógł wybić w burcie promu jakiś pływający pień czy coś w tym rodzaju, to niemożliwe!

A zatem jakaś rafa? Odpowiedź brzmi – nie! Na tym akwenie nie ma podwodnych skał. Dno jest zbudowane z polodowcowych glin zwałowych i jest przykryte miękkimi glinami bałtyckimi. Skał tam nie ma. Ta hipoteza została definitywnie odrzucona. A zatem…?

 

Zeznania świadków…

 

… ocalałych z katastrofy Estonii mówią o tym, że przechył promu poprzedzony był dwoma dziwnymi dźwiękami przypominającymi huk eksplozji materiału wybuchowego lub uderzenia w burtę promu. To powtarza się we wszystkich zeznaniach – Nota bene, których nikt nie wziął na serio i nikt nie uwzględnił w dochodzeniu!

Szczególnie ciekawe jest zeznanie Karla Erica Reintamma, który jako jeden z pierwszych wydostał się na pokład promu, spojrzał na wodę po prawej stronie, i… w wodzie zauważył duży, długi i szeroki pływający obiekt, który się poruszał. Czy był to okręt podwodny? Tego nie wie. Nie służył w wojsku, więc nie ma pojęcia, ale jest całkowicie pewien, że coś tam było i było jaśniejsze od ciemnej wody… Prof. Amdahl nawet stwierdził, że mógł to być niewielki okręt podwodny klasy Kobben, którego parametry odpowiadają jego obliczeniom wielkości i masy obiektu, który zderzył się z MF Estonia.

Czym były te dwa huki? Osobiście uważam, że pierwszy był skutkiem zderzenia Estonii z tym tajemniczym obiektem, zaś drugi towarzyszył oderwaniu się dziobowej furty na kardek. Początkowo prom zaczął nabierać wodę prawą burtą, a potem zaczęła dodatkowo wlewać się doń woda z kardeku. Ponieważ zalało większość pomieszczeń z prawej strony, prom przechylił się na sterburtę i obrócił się o 120° w prawo, w rezultacie czego osiadł na gliniastym skłonie i pod wpływem swego ciężaru oraz dodatkowych 10.000 ton kamieni i piasku obrócił się o następne 10 stopni w prawo, dzięki czemu została odsłonięta sterburta i jej uszkodzenia.

Sama oderwana furta nie mogła zatopić tak dużego promu typu ROPAX[1] jak Estonia. Pamiętam w grudniu 1981 roku, na parę dni przed stanem wojennym, do portu Świnoujście powrócił polski prom MF Wawel z dziurą w dziobowej furcie uchylnej na pokład samochodowy.[2] Całe szczęście, że morze było spokojne i prom mógł płynąć z prędkością 5 kts. Kapitan Wawela stwierdził, że nawet w przypadku wysokiej fali nic by się nie stało, bo wystarczyło zamknąć i uszczelnić wszystkie luki tak, że parę ton wody znalazłoby się jedynie na kardeku, co nie groziło stabilizacji jednostki. Ale ze względu na bezpieczeństwo prom wrócił do kraju bez pasażerów i jedynie z załogą szkieletową. Podejrzewam, że to samo należałoby zrobić na Estonii, by nie doszło do jej zatopienia w przypadku wyrwania furty dziobowej. Znalezienie dziury w burcie tej ostatniej diametralnie zmieniło sytuację i tragedia była nieunikniona.

 

Położenie wraka MF Estonia na dnie morskim


Urwana furta dziobowa promu

Tajemnicza dziura w sterburcie MF Estonia, która spowodowała szybkie zatonięcie promu...

Schemat położenia wraku promu na stoku moreny: Głębokość w metrach, stok moreny, muł - czarny osad denny

Okręt podwodny?

 

Zeznanie Karla Erica Reintamma zdaje się na to jednoznacznie wskazywać. Rzecz wydaje się być jasna – prom został staranowany przez okręt podwodny, a zatem czy MF Estonia została celowo staranowana przez nieznany okręt podwodny, z zamiarem jej zatopienia? Czy było to zbrodnicze zatopienie? Ale przez kogo i w jakim celu? Żeby odpowiedzieć na te pytania należy się cofnąć w czasie do początków lat 80-tych ubiegłego wieku – do samego apogeum Zimnej Wojny.

W tych latach, w skandynawskich wodach Bałtyku, pojawiły się tajemnicze okręty podwodne – takie normalne i miniaturowe. Były one obserwowane na wszystkich akwenach terytorialnych Danii, Norwegii, Finlandii a osobliwie najwięcej w Szwecji. Tam widziano je nawet na wodach wewnętrznych. Oczywiście media podsycały atmosferę niepewności i zagrożenia, wszystkie służby były na stand-by, zaś okręty ZOP czesały wody przybrzeżne okładając pociskami i torpedami każdy podejrzany cel. Pisałem już o tym niejednokrotnie i nie będą się powtarzał. Z tego wszystkiego schwytano jeden radziecki okręt podwodny, który wszedł do bazy szwedzkiej marwojki w Karlskronie i tam osiadł na rafach. I to był jedyny jej „sukces”. Napisałem to słowo w cudzysłowie, bo gdyby okręt nie wszedł na skały, to guzik by go mieli…

Ale psychoza strachu przez Rosjanami pozostała, choć wcale nie jest powiedziane, że były tam tylko rosyjskie okręty podwodne. Jednostki podwodne NATO także się tam kręciły i jedna z nich spowodowała kolizję z kutrem rybackim.

Zastanawiąjące jest także to, że do układu w sprawie wraka Estonii przystąpiła Wielka Brytania. Odnosi się wrażenie, że Anglikom zależy także na tym, by prawda o tej tragedii nie wyszła na jaw. Ciekawe dlaczego? Żywię brzydkie podejrzenie, że Anglicy wiedzą dokładnie, co tam się stało i kto wie, czy Estonia nie zderzyła się z brytyjskim okrętem podwodnym, który w tym czasie patrolował sektor u wybrzeży Finlandii…

NB, Finowie również meldowali obserwacje tajemniczych jednostek w swych wodach terytorialnych i mogli poprosić o pomoc Brytyjczyków lub inny kraj NATO w zwalczaniu tej plagi. Mogli to być Norwedzy, mogli to być Niemcy. Polska i kraje bałtyckie należą do NATO dopiero od 1999 roku, zatem nie mogą być brane pod uwagę. Zresztą czym Polacy mogliby wesprzeć Finów? Mamy jeden stary okręt klasy Kilo i od 2002 roku trzy równie stareńkie norweskie Kobbeny, które raczej już nie nadawały się do tej roboty, a które teraz idą na złom…

Co mogę powiedzieć? Czy było to zbrodnicze zatopienie? Tak, to mogło być zbrodnicze zatopienie. Chodziło o to, by ukryć coś przed światem i żeby to coś nie przedostało się na Zachód. Nie wiem, co to być mogło – autorzy filmu twierdzą, że były to jakieś komponenty elektroniczne nowej rosyjskiej broni masowej destrukcji albo wprost jakiś egzemplarz, który wywiad NATO świsnął w Rosji. To, że to było zbrodnicze zatopienie dowodzi także to, że prom został staranowany, a nie potraktowany miną albo torpedą.

Rzecz polega na tym, że miny i torpedy zostawiają ślady: osmaliny, odłamki, szczątki obudowy, po których można dojść do producenta, a co za tym idzie także do użytkownika. Gdyby doszło do storpedowania Estonii przez okręt podwodny Federacji Rosyjskiej, to nie byłoby żadnego podpisywania umowy, ale Skandynawowie podnieśliby wrzask o rosyjskim piractwie, itd. itp. Gdyby to strzelali Brytyjczycy, byłoby dokładnie to samo ze strony rosyjskiej. To oczywiste – wystarczy przypomnieć sobie wydarzenia z 20.X.1981 roku. A tym czasem cicho, sza! - i czeski film – nikt nic nie wie…

Czas. Katastrofa wydarzyła się w nocy,  pomiędzy godziną 01:20 – 01:30 EEST, a zatem wtedy, kiedy większość pasażerów udała się na spoczynek. Na wachcie pozostali jedynie dyżurujący załoganci. Idealny czas do dokonania masowego mordu na niczego nieświadomych ofiarach… I właśnie dlatego należałoby zdefiniować cel tych morderców. Czy był to ładunek promu, ludzie nim podróżujący czy może załoganci? Na to właśnie należałoby poszukać odpowiedzi.

 

Nieznany wrak?

 

Istnieje możliwość, że Estonia nadziała się na jakiś dryfujący wrak, który po zderzeniu poszedł na dno. Brzmi to możliwie, ale w takim przypadku ów tajemniczy wrak musiałby być znaleziony – jak nie na powierzchni, to na dnie, ale zawsze. Ale czy poruszał się on z własną prędkością w granicach 4 kts?

Jak na razie tego tajemniczego wraka nie znaleziono, a zatem hipoteza ta ma słabe umocowanie w rzeczywistości…

 

USO/UAO?

 

Jest jeszcze jedna możliwość – Nieznany Obiekt Podmorski, który zderzył się z Estonią i ją zatopił. Przypomina to niektóre wydarzenia z akwenów Trójkąta Bermudzkiego i Morza Diabelskiego. A przede wszystkim fikcyjne wydarzenia opisane przez Juliusza Verne’a w powieści „20.000 mil podmorskiej żeglugi” (1869-1870), której punktem startowym były autentyczne wydarzenia, które miały miejsce do i w 1866 roku – chodzi o obserwacje „uciekającej skały” czy przypadku uszkodzenia statku SS Scotia  i kilku innych - zainteresowanych odsyłam do tej powieści, która mimo tylu lat jest wciąż aktualna i działa na wyobraźnię!

Otóż można postawić tezę, że Estonia została staranowana właśnie przez taki obiekt. Wedle opowieści świadków, którzy go widzieli – nie przypominał on okrętu podwodnego i co ciekawe – był on widoczny na falach mimo panujących ciemności. Współczesne okręty podwodne raczej robią wszystko, co w ich mocy (i ich konstruktorów przede wszystkim) by być niewidzialne w morskich toniach jak i na powierzchni wody. Maluje się je na szaro lub czarno specjalnymi farbami antyradarowymi. Kadłuby pokrywa się antysonarową gumą. Jednostki cywilne maluje się na biało lub pomarańczowo-żółto i to odblaskowymi farbami. A zatem czyj to był statek? Obcych z Kosmosu? Wodnych Ludzi – mieszkańców Wszechoceanu? Kogoś, kogo jeszcze nie znamy?... To może tłumaczyć szczelną zasłonę tajemnicy i chęć ukrycia prawdy przez rządy krajów bałtyckich. No bo nie wiem, czy mieszkańcy tych krajów, w tym i Polski, byliby zadowoleni wiedząc, że w ich wodach terytorialnych pałętają się jednostki Obcych czy Wodnych Ludzi, których zamiary są co najmniej niejasne – zważywszy fakt dokonanej masakry u fińskich brzegów.

Z drugiej strony Oni mogą zawsze nam wypomnieć to, co w swej głupocie zrobiliśmy z Morza Bałtyckiego, a słowa takie jak „kloaka” czy „ściek” są bardzo, ale to bardzo łagodne i nieadekwatne. Nie mówiąc już o tym, że w Bałtyku zginęło więcej ludzi, niż gdziekolwiek indziej, że wspomnę wojenne katastrofy okrętów z Operacji Hannibal. Samo tylko storpedowanie Wilhelma Gustloffa pochłonęło więcej ofiar niż katastrofa Titanica! Więc wedle stawu grobla.

Tak już nawiasem, to staje się zrozumiała ta „nadbałtycka solidarność”. Rządy pragną ukryć fakt obcej penetracji Bałtyku, stąd to całe porozumienie w sprawie miejsca pochówku ofiar katastrofy.

Chciałbym jeszcze przypomnieć, że nie tak znowu daleko od miejsca katastrofy znajduje się coś, co nazwano Bałtycką Anomalią - BSA[3] Niektórzy twierdzą, że jest to jakaś budowla Obcych ukryta w głębinach Zatoki Botnickiej. Jak na razie nie wiadomo dokładnie, co to jest. Najgorsza jest znaczna głębokość, na której BSA się znajduje. Nurkowanie do niej jest bardzo trudne i nieprędko dowiemy się, co to jest…

A zatem co robić? Przede wszystkim wdrożyć ponowne śledztwo w sprawie i to ze wszystkimi szykanami. Przebadać dokładnie wrak Estonii i znaleźć wszelkie trefne towary, które przewożono w tym fatalnym rejsie. To jest dokładnie to, co można – na razie – zrobić. No i wreszcie mówić prawdę.

I jeszcze z ostatniej chwili:

 

Rząd Szwecji zadeklarował, że umożliwi ponowne zbadanie wraku promu Estonia

 

Statek zatonął na Bałtyku we wrześniu 1994 roku, zginęły wtedy 852 osoby.

Z wnioskiem o przeprowadzenie nowych oględzin jednostki wystąpiła szwedzka państwowa Komisja Badań Wypadków. Minister spraw wewnętrznych Mikael Damberg powiedział wczoraj, że rząd rozpatrzy opcję dostosowania przepisów prawa tak, aby umożliwić badanie wraku. Miejsce katastrofy chroni przed penetracją przyjęte przez Szwecję, Estonię i Finlandię prawo zakazujące nurkowania.

- Pojawiło się wiele nowych informacji o tym, jak wygląda obecnie wrak promu. Dlatego uważam, że potrzeba ostatecznie wyjaśnić przyczyny katastrofy - powiedział szwedzkiemu radiu Bengt Runestedt, syn jednej z ofiar.

We wrześniu wyemitowano w jednej z komercyjnych stacji telewizyjnych film dokumentalny, w którym pokazano nigdzie wcześniej nieudokumentowaną, dziurę w kadłubie statku. Autorzy filmu sugerują, że prom Estonia mógł zatonąć w wyniku uderzenia przez okręt podwodny.

Według oficjalnego raportu przyjętego w 1997 roku przez rządy Szwecji, Estonii oraz Finlandii, przyczyną zatonięcia jednostki było oderwanie się furty dziobowej co spowodowało przedostanie się wody na pokład samochodowy.[4] 

 

Opinia ufologa

 

Już w październiku 2021 roku poprosiłem o opinię na ten temat szwedzkiego ufologa Clasa Svahna, który odpowiedział mi co następuje:

Jest tak wiele opinii i tak mało faktów dotyczących Estonii. Poczekam na analizę, która jest w tej chwili prowadzona. Ale do tej pory nic nie wskazuje na to, że statek zderzył się z czymś innym. Pracowałem tej nocy (napisałem jeden z pierwszych artykułów o katastrofie na świecie) i pogoda była okropna. Ludzie, z którymi rozmawiałem, mówią, że na pokładzie samochodowym często widywano wodę, a prom był kiepsko utrzymany. Zobaczymy, co powie prowadzone obecnie śledztwo.

 No cóż – trzymam za słowo. Jak na razie, to śledztwo tkwi w martwym punkcie i na jego wyniki przyjdzie nam jeszcze długo poczekać…  


Od Czytelnika

 

Dzień dobry, jestem niestałym czytelnikiem, fanem teorii spiskowych, uwielbiającym historie typu "jaskinia księżycowa".

Kiedyś napisałem do red. Witkowskiego i byłem mile zaskoczony rzeczową odpowiedzią na, w sumie mało znaczącą, sugestię dotyczącą piramidy "Wielkiej".

Dlaczego piszę?

Temat "promu", celowo nie używam nazw własnych, wiadomo hahaha systemy..., rzadko się pojawia w publikacjach "z pogranicza nauki".

Ot, nieszczęście. Katastrofa.

Mam znajomego, podobnie jak Pan związany w przeszłości był z "mundurem", ja nigdy, ale tak się złożyło, że mieszkając "tutaj" posługujemy się w rozmowach naszych łamanym językiem naszych wschodnich "sąsiadów" - z jego punktu widzenia i wschodnich, i południowych. W różnych opowieściach z końca ubiegłego wieku (przepraszam za ogólniki ale łatwo faceta zidentyfikować, jeśli podam szczegóły), w różnych zatem historiach z "rejonu wschodniego Bałtyku" z lat 90tych pojawia się "Wielki Brat" i czasem jest to zrozumiałe wyłącznie dla osób pochodzących z krajów na wschód od Odry.

Do rzeczy. Przy okazji różnych zdarzeń przy "wychodzeniu braci" z naszych państw okazywało się, że niektóre urządzenia pozostawały na miejscu, a nawet bywało tak, że próba przekroczenia granicy (w stronę "do właściciela") kończyła się blokadą z prostego faktu odmowy udzielenia informacji "co jest ładunkiem" - służby graniczne i inne już nie były przyjazne jak wcześniej. Otóż przy takiej "historii" znajomy zakończył ją mniej więcej w taki sposób.

"Do dzisiaj nikt nie wie gdzie te trzy *** się znajdują, a z kraju nie wyjechały.

...wiesz, a potem prom zatonął"

Byłem w lekkim szoku, pomimo różnych innych opowieści, głównie o mniejszej skali. Co zrozumiałe.

I teraz przeczytałem Pana artykuł/wpis ...no cóż, wygląda na to, że to nie miało prawa dopłynąć do Szwecji (ja nawet nie wiem dokąd prom płynął, do Szwecji?)

Mogę oczywiście dodać ogólnikowo (bo co ja wiem?) jakiś szczegół ale ani nie znam typu, ani oznaczeń czy modelu. Po prostu zbieżność opowieści z różnych absolutnie źródeł, którą mogę zasygnalizować. Więc Kosmitów raczej wykluczamy... (A.P.)

 

Szanowny Panie,

 

- dziękuję bardzo za głos w tej sprawie i zainteresowanie tym tematem.  To raczej oczywiste, że "Estonia" została celowo zatopiona. Przez Rosjan? - być może. Jest w tym wszystkim małe ale wredne "ale", a mianowicie - nie sądzę, by Ruskim udało się przekupić czy w inny sposób zmusić rządy krajów bałtyckich - poza Niemcami i Norwegią - do zmowy milczenia nad wrakiem "Estonii". W takim przypadku Szwedzi pierwsi podnieśli by wrzask, że Ruscy ich przekupują i byłby smród na cały świat. Duńczycy zresztą też. No i Polska z jej chorą rusofobią także. Maciarewicz et consortes od razu by to wykorzystali propagandowo. Ale Maciarewicz w tej kwestii siedzi cicho...Tu musiało być jednak coś innego - co? Możemy się tego domyślać. W tym przypadku hypotheses non fingo, bo mamy za mało danych wyjściowych, a dane brzegowe też nie są pewne. Pewne jest tylko to, że MF "Estonia" leży na dnie Bałtyku.

 

Z poważaniem -

---

Robert K.F. Leśniakiewicz 


 Opracował - R.K.F. Leśniakiewicz



[1] ROPAX - w zasadzie odmiana promu pasażersko-samochodowego, ze zwiększoną przestrzenią ładunkową i zmniejszoną powierzchnią pomieszczeń publicznych i kabin dla pasażerów; ROPAX’ami czasem błędnie nazywane są „typowe” promy pasażersko-samochodowe; ROPAX’y wykształciły się z „normalnych” promów pasażersko-samochodowych, gdy po zniesieniu w żegludze między krajami Unii Europejskiej tracić na znaczeniu zaczęły na wielu liniach przewozy pasażerskie, a jednocześnie wzrastały przewozy towarowe – na niektórych liniach wprowadzano (jako dodatkowe lub jedyne, na miejsce dotychczasowych pasażersko-samochodowych) jednostki czysto towarowe, na innych „klasyczne” promy pasażersko-samochodowe były i nadal są (połowa pierwszej dekady XXI wieku) zastępowane statkami typu ROPAX. (Wikipedia)

[2] Ówczesne promy typu RORO miały dwie furty: dziobową i rufową, co umożliwiało szybki załadunek i rozładunek jednostki.

[4] Źródło – Radio Szczecin z dnia 19.XII.2020 r.