Powered By Blogger

piątek, 20 marca 2026

CE1 z UAO

 


Emile Kelly Gauthier 

 

Kolejna relacja o Bliskim Spotkaniu z UAO:

Oto moja historia:

„Służyłem jako marynarz, a później bosman na pokładzie USS Tuscaloosa LST 1187 przez 4 lata, od 1976 do 1980 roku. Jeśli dobrze pamiętam, była zima 1979 roku, a okręt samotnie pływał po Morzu Południowochińskim z prędkością około 17 węzłów, czyli naszą typową prędkością rejsową.

Byłem bosmanem wachtowym, a była połowa wachty, około 2:30 nad ranem. Morze było jak tafla szkła i widać było tylko gwiazdy. Obserwator na mostku sygnałowym zadzwonił i powiedział, że widzi coś świecącego w wodzie przed statkiem. Ponieważ była to odpowiednia pora i nic innego się nie działo, OOD [oficer pokładowy], JOD [młodszy oficer pokładowy] i ja wzięliśmy lornetki, żeby się przyjrzeć.

Wszyscy to zobaczyliśmy i spojrzeliśmy na siebie ze zdumieniem. Okazało się, że to pięć dużych, długich obiektów w kształcie witamin [podane poniżej wymiary wskazywałyby na „kapsułki” witaminowe, ustawionych w linii w przeciwnych kierunkach, co oznaczało, że przepłyną prosto pod naszym kilem.

Miały około 30 metrów długości i 12 metrów szerokości, a odległość między nimi wynosiła około 18 metrów. Świeciły typową jasną, bioluminescencyjną zielenią i początkowo myśleliśmy, że to jakieś morskie stworzenie, ale gdy pierwszy z nich przepłynął pod rufą statku, straciliśmy moc i sterowność, żyroskop i kompas zaczęły wariować, a chronometry i zegarki naręczne przestały działać! To skłoniło wachtowego do wezwania posłańca po kapitana, którego kabina znajdowała się kilka kroków dalej.

Kiedy kapitan dotarł na mostek, przednia część pierwszego obiektu znajdowała się pod mostkiem, a my zwisaliśmy za burtę, żeby się rozejrzeć. Kapitan wydał sternikowi polecenia, ale koło sterowe nie reagowało, a ludzie w maszynowni nie potrafili wyjaśnić, dlaczego straciliśmy moc.

Nie było pulsowania, żadnych zmian kształtu, żadnych wypustek ani płetw. Tylko gładkie, ciche, świecące romboidalne kształty poruszające się bez wysiłku bezpośrednio pod naszym kadłubem w przeciwnym kierunku.

W jakiś sposób statek po prostu powoli sunął nad nimi, a my po prostu gapiliśmy się na nie, gdy przepływały pod nami, jednocześnie wyrażając swoje opinie na temat tego, co to do cholery było...

Na mostku obok mnie siedział kapitan, OOD, JOD, sternik, operator EOT2, człowiek na pokładzie Skunk3, posłaniec i kwatermistrz. Nie pamiętam, czy sternicy lub EOT mieli okazję to zobaczyć, ale na pewno CO [dowódca], XO [oficer wykonawczy], OOD, JOD, dwóch obserwatorów, co najmniej jeden sygnalista, QM [kwatermistrz] i ja, wszyscy mieliśmy bardzo dobry widok.

O tej godzinie na pokładzie statku nie spało więcej niż 25 osób i prawdopodobnie nie więcej niż około 10, które widziały to, co my widzieliśmy.

Wydawało się, że minęło nam kilka minut, zanim przepłynęliśmy nad nimi, a były wystarczająco szerokie i głębokie, że można je było zobaczyć z obu stron statku. Kapitan był dość spokojny, a my byliśmy nimi oczarowani, wirującymi kompasami, żyroskopami i zatrzymanymi zegarami. Pierwszy oficer chciał iść na pomost bojowy, ale kapitan z jakiegoś powodu odmówił i po prostu patrzyliśmy, jak przepływają. Obserwatorzy mieli doskonały widok, a kiedy obserwator na rufie zameldował, że ostatni właśnie minął, włączono zasilanie, kompas i żyroskop wróciły do ​​pozycji wyjściowej, a wachty i zegarki znów zaczęły działać…

Kapitan zebrał nas w grupkę i poprosił, żebyśmy nie rozmawiali o tym, co się stało.

Kwatermistrz zapytał kapitana, jak ma dokonać wpisu do dziennika pokładowego, po czym udali się do kabiny dowódcy na pogawędkę, w której nie miałem udziału, ani nie mogłem później przeczytać dziennika.

Nie przypominam sobie żadnych późniejszych rozmów z żadnym z pozostałych świadków ani nikogo, kto wspominałby o tym, że ich wachty trochę się spóźniają…

Komentarze:

·        Philip Larsen - Dzięki za udostępnienie

·        Heidi Raab Antoni - Wiesz, że „oficjalne” wyjaśnienie jest takie, że to była Wenus. Naprawdę ci wierzę! Jakież to musiało być niesamowite przeżycie!!

Opracował - ©R.K.Fr. Sas - Leśniakiewicz