Emile Kelly
Gauthier
Kolejna relacja o
Bliskim Spotkaniu z UAO:
Oto moja historia:
„Służyłem jako
marynarz, a później bosman na pokładzie USS Tuscaloosa LST 1187 przez
4 lata, od 1976 do 1980 roku. Jeśli dobrze pamiętam, była zima 1979 roku, a
okręt samotnie pływał po Morzu Południowochińskim z prędkością około 17 węzłów,
czyli naszą typową prędkością rejsową.
Byłem bosmanem
wachtowym, a była połowa wachty, około 2:30 nad ranem. Morze było jak tafla
szkła i widać było tylko gwiazdy. Obserwator na mostku sygnałowym zadzwonił i
powiedział, że widzi coś świecącego w wodzie przed statkiem. Ponieważ była to
odpowiednia pora i nic innego się nie działo, OOD [oficer pokładowy], JOD
[młodszy oficer pokładowy] i ja wzięliśmy lornetki, żeby się przyjrzeć.
Wszyscy to
zobaczyliśmy i spojrzeliśmy na siebie ze zdumieniem. Okazało się, że to pięć
dużych, długich obiektów w kształcie witamin [podane poniżej wymiary wskazywałyby
na „kapsułki” witaminowe, ustawionych w linii w przeciwnych kierunkach, co
oznaczało, że przepłyną prosto pod naszym kilem.
Miały około 30 metrów
długości i 12 metrów szerokości, a odległość między nimi wynosiła około 18
metrów. Świeciły typową jasną, bioluminescencyjną zielenią i początkowo
myśleliśmy, że to jakieś morskie stworzenie, ale gdy pierwszy z nich przepłynął
pod rufą statku, straciliśmy moc i sterowność, żyroskop i kompas zaczęły
wariować, a chronometry i zegarki naręczne przestały działać! To skłoniło
wachtowego do wezwania posłańca po kapitana, którego kabina znajdowała się
kilka kroków dalej.
Kiedy kapitan dotarł
na mostek, przednia część pierwszego obiektu znajdowała się pod mostkiem, a my
zwisaliśmy za burtę, żeby się rozejrzeć. Kapitan wydał sternikowi polecenia,
ale koło sterowe nie reagowało, a ludzie w maszynowni nie potrafili wyjaśnić,
dlaczego straciliśmy moc.
Nie było pulsowania,
żadnych zmian kształtu, żadnych wypustek ani płetw. Tylko gładkie, ciche,
świecące romboidalne kształty poruszające się bez wysiłku bezpośrednio pod
naszym kadłubem w przeciwnym kierunku.
W jakiś sposób statek
po prostu powoli sunął nad nimi, a my po prostu gapiliśmy się na nie, gdy
przepływały pod nami, jednocześnie wyrażając swoje opinie na temat tego, co to
do cholery było...
Na mostku obok mnie
siedział kapitan, OOD, JOD, sternik, operator EOT2, człowiek na pokładzie
Skunk3, posłaniec i kwatermistrz. Nie pamiętam, czy sternicy lub EOT mieli
okazję to zobaczyć, ale na pewno CO [dowódca], XO [oficer wykonawczy], OOD,
JOD, dwóch obserwatorów, co najmniej jeden sygnalista, QM [kwatermistrz] i ja,
wszyscy mieliśmy bardzo dobry widok.
O tej godzinie na
pokładzie statku nie spało więcej niż 25 osób i prawdopodobnie nie więcej niż
około 10, które widziały to, co my widzieliśmy.
Wydawało się, że
minęło nam kilka minut, zanim przepłynęliśmy nad nimi, a były wystarczająco
szerokie i głębokie, że można je było zobaczyć z obu stron statku. Kapitan był
dość spokojny, a my byliśmy nimi oczarowani, wirującymi kompasami, żyroskopami
i zatrzymanymi zegarami. Pierwszy oficer chciał iść na pomost bojowy, ale
kapitan z jakiegoś powodu odmówił i po prostu patrzyliśmy, jak przepływają.
Obserwatorzy mieli doskonały widok, a kiedy obserwator na rufie zameldował, że
ostatni właśnie minął, włączono zasilanie, kompas i żyroskop wróciły do pozycji wyjściowej, a wachty i zegarki
znów zaczęły działać…
Kapitan zebrał nas w
grupkę i poprosił, żebyśmy nie rozmawiali o tym, co się stało.
Kwatermistrz zapytał
kapitana, jak ma dokonać wpisu do dziennika pokładowego, po czym udali się do
kabiny dowódcy na pogawędkę, w której nie miałem udziału, ani nie mogłem
później przeczytać dziennika.
Nie przypominam sobie
żadnych późniejszych rozmów z żadnym z pozostałych świadków ani nikogo, kto
wspominałby o tym, że ich wachty trochę się spóźniają…
Komentarze:
·
Philip Larsen - Dzięki za udostępnienie
·
Heidi Raab Antoni - Wiesz, że „oficjalne” wyjaśnienie jest takie, że to była
Wenus. Naprawdę ci wierzę! Jakież to musiało być niesamowite przeżycie!!
Opracował - ©R.K.Fr.
Sas - Leśniakiewicz

