Powered By Blogger
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą artefakty. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą artefakty. Pokaż wszystkie posty

sobota, 29 maja 2021

Na progu Nieznanego (5)

 


Czarna księga


Chcę się z wami podzielić historią, którą usłyszałam w dzieciństwie od mojego dziadka Anatolija. Opowiadam więc w jego imieniu.

 

Duch pięknego młodzieńca

 

To wydarzyło się przy końcu 1976 roku. Po ukończeniu szkoły uczyłem się w Szkole Mechaniki Lotniczej, tak że ze szkolnymi kolegami się nie komunikowałem. Ale pod koniec 1977 roku zadzwoniła do mnie była koleżanka szkolna, z którą chodziłem do jednej klasy, Łarissa. Bardzo się tym zdziwiłem – nie przyjaźniłem się z nią, więc skąd dostała mój numer telefonu? Ojciec jako ważny pracownik zakładów chemicznych dopiero co dostał telefon.

Następnego dnia zapytałem Łarissę, kiedy nieoczekiwanie spotkałem ją na przystanku.

- Teraz wiem już dużo – roześmiała się ona. – Możesz nie wierzyć, ale ja mogłam zaprzyjaźnić się z duchem.

Pomyślałem, że ma coś nie w porządku z głową i powiedziałem jej to wprost, ale ona tylko zachichotała.

- Babcia zostawiła mi swoją czarną księgę i teraz ją czytam. Tam stoi napisane, że nam, całej naszej paczce pomaga duch wysokiego, pięknego młodzieńca!

Niczego nie rozumiałem, ale potem zadzwoniłem do naszego szkolnego starosty – Rinato. Ten powiedział, że Łarissa i jej przyjaciele chcą zostać aktorami i oto grają przed wszystkimi. Gdybym wiedział, czym to się wszystko zakończy…! 

 

Zatrucie gazem

 

W rok później, jakoś tak na początku nowego 1978 roku, znów zadzwoniła do mnie Łarissa. Jej głos był przepełniony nieopisanym strachem.

- To on, ten duch, on nas wszystkich zabije, powiedz… - i w słuchawce rozległ się sygnał końca połączenia.

Wezwałem milicję, chociaż obawiałem się, że Łara mnie rozgrywała. Ale w mieszkaniu Łarissy znaleźli czworo młodych ludzi – paczkę dziewczyn i chłopców marzących o aktorskiej sławie. Wszyscy oni zatruli się gazem. Czemu do tego doszło? – czy miało tam miejsce zbiorowe samobójstwo, czy też nieszczęśliwy wypadek? – nikt do tego nie doszedł.

Do dziś dnia z drżeniem wspominam tą historię. Być może Łarissa potrafiła wywołać ducha, i czy śmierć dziewczyny i jej przyjaciół była przezeń spowodowana? Ja zrozumiałem jedno: Jeżeli czegoś nie potrafisz wyjaśnić, to wcale nie oznacza, że czegoś takiego nie ma i być nie może.

Od tego czasu zupełnie przeszło mi zainteresowanie czarną magią. Za jej zajmowaniem się możemy słono zapłacić – śmiercią.


Walentyna A. Iwanowa

 

Źródło: Tajny XX wieka, nr 33/2019, s. 25

Przekład z rosyjskiego - ©R.K.F. Leśniakiewicz

środa, 26 maja 2021

Na progu Nieznanego (3)



 Nierozmienialny „tysiak”

 

Rusłana Kowskaja

 

Pamiętacie epizod z kultowej powieści braci Strugackich Poniedziałek zaczyna się w sobotę, w którym bohater popada w kłopoty z milicją dzięki nierozmienialnej kopiejce? Na pewno wielu z was słyszało legendę o tzw. nierozmienialnym rublu. Mnie w życiu udało się zetknąć się z czymś podobnym!

 

Rzadkie imię

 

Cztery lata temu (2015 r.), ja – studentka V roku nauki w Instytucie Języków Obcych wracałam po wykładach do domu. Szłam i głęboko się zamyśliłam patrząc pod nogi. I naraz zauważyłam jak wśród jesiennych liści błysnął zielenią banknot. Podniosłam go i zaczęłam oglądać. Tysiącrublówka. Na jego skraju, równym pismem, czerwonym tuszem napisano: Dla Rusłany.

Rzecz w tym, że mam na imię Rusłana i bardzo zdziwił mnie taki zbieg okoliczności, bo może imię jest bardzo rzadkie. Pomyślałam: może ktoś postanowił mnie rozbawić? Rozejrzałam się wokół siebie w poszukiwaniu znajomej twarzy, ale nic podejrzanego nie zauważyłam. Zaczęło padać, ludzie się spieszyli, i nikt nie zwracał na mnie uwagi.

Zatrzymałam tego tysiaka dla siebie. Pomyślałam – A co mi tam, czemu miałby przepaść? Kupiłam sobie za niego w kosmetycznym wodę toaletową, o której dawno marzyłam, ale nie mogłam sobie na nią pozwolić z powodu braku finansów. Wtedy wynajmowałam mieszkanie i na wszystkim oszczędzałam, by mieć na czynsz – tak więc rzadko pozwalałam sobie na wydatki.

 

Poprzez 1000 km

 

Wiosną świętowałam swe urodziny. Dostałam od gości prezenty, w tym kopertówki. Jakież to było moje zdziwienie, kiedy w jednej z kopert znalazłam tą samą tysiącrublówkę.

- Dostałam ją jako resztę w supermarkecie i od razu zdecydowałam, że podaruję ją tobie – powiedziała przyjaciółka, od której dostałam tą kopertę.

- No i wróciła do mnie – pomyślałam wtedy.

Tym razem moją cenną imienną tysiącrublówkę wydałam w czasie letniego wyjazdu do Soczi, gdzie pracowałam w dziecięcym wakacyjnym obozie. Wydałam i zapomniałam, a zimą znów w niepojęty sposób wróciła do mnie! Dorabiałam sobie jako korepetytorka języka angielskiego z uczniami w ich domach. i oto pewnego razu ojciec jednego z moich podopiecznych rozliczył się ze mną przy pomocy takiego właśnie, „mojego” tysiaka! Byłam skrajnie zdumiona i zainteresowana, czy nie odpoczywał on w lecie z rodzina na południu. Pokręcił przecząco głową i powiedział, że już od dawna nigdzie nie jeździł. Przyjrzałam się dokładnie banknotowi: nie było żadnych wątpliwości – to była dokładnie ta sama tysiącrublówka! Po prostu niewiarygodne! Ona wróciła do mnie pokonując tysiąc kilometrów! Wtedy zdecydowałam, że nie będę jej wydawać i pozostawię ją sobie na pamiątkę.

 

Na przedniej szybie

 

Upłynął rok, kiedy byłam odwiedzić przyjaciółkę, do mieszkania, które zajmowałam włamali się złodzieje. Oni zabrali stareńki laptop, aparat fotograficzny i nawet kuchenkę mikrofalową. Rzecz jasna zabrali też wszystkie pieniądze, jakie miałam, i oczywiście mojego tysiaka. Niestety, nie udało się złapać tych złoczyńców.

Wkrótce zdecydowałam się pojechać do Moskwy. Mieszkała tam moja siostra-bliźniaczka, która od dawna zapraszała mnie do siebie. Pomogła mi zaczepić się w biurze tłumaczeń. Pracy było dużo, płacili za nią całkiem przyzwoicie, dlatego też w ciągu roku spełniłam swoje marzenie i wzięłam kredyt na zakup samochodu. I tak oto, zupełnie niedawno, po pełnym pracy dniu, siadam za kierownicę i widzę – na szybie, pod wycieraczką znajduje się jakiś papierek. Okazało się, że była to znajoma tysiącrublówka z podpisem Dla Rusłany. Nie wierzyłam własnym oczom!

Ciekawa jestem, jak długo nie będzie się ze mną rozstawać mój nierozmienialny tysiak? Chociaż jestem pewna, że jak jego kiedyś tam wydam, to on i tak do mnie wróci…

 

Źródło: Niewydumannyje Istorii, nr 52/2019, s.18

Przekład z rosyjskiego - ©R.K.F. Leśniakiewicz

piątek, 22 marca 2019

Meksyk: Przybysze z jeziora Cuitzeo


Terakotowe figurki prehistorycznych gadów ze swymi jeźdźcami z kolekcji Julsruda (Meksyk, Acambaro) i jeden z kamieni z Ica

Rolf Meisinger


Głównymi składnikami meksykańskiej zupy posole jest specjalnie obrobiona kukurydza i mięso. U Azteków i innych miejscowych plemion zupa ta była rytualna, a mięso w niej – ludzkie…

Jakież to sensacyjne znaleziska trafiają się raz za razem w Meksyku ostatnimi laty? Kamienne i terakotowe figurki – wydawałoby się – nie tylko świadczące, a już wprost dowodzące regularnych kontaktów pomiędzy naszymi dalekimi przodkami a przedstawicielami pozaziemskich cywilizacji. Mózg wzbrania się obserwując poszczególne „kadry” nieznanej nam rzeczywistości. Kiedy rozmywają się granice pomiędzy „naszymi” a „obcymi”. Kiedy bok o bok z dawnymi Ziemianami pracowali, kochali, niszczyli i znów tworzyli nieznane dla nas światy, przybysze z innych planet.


Zmieniony światopogląd


Po raz pierwszy w Europie o zagadkowych artefaktach powiedziano na Konferencji Alternatywistów w Saarbrücken w 2011 roku. Niektóre artefakty przedstawił publiczności Klaus Dona – austriacki pisarz i popularyzator teorii o odwiedzinach Ziemi w przeszłości przez przedstawicieli pozaziemskiego rozumu. Klaus – organizator głośnej wystawy „Unsolved Mysteries” w 2001 roku, gdzie było wystawionych ponad 500 zagadkowych obiektów z muzeów całego świata, których pochodzenie i przeznaczenie pozostaje niewyjaśnione. Np. kamienna tablica z wyrytymi na niej rysunkami kilku UFO, przy czym w jednym z nich półleży ubrany w skafander Obcy Przybysz z migdałowymi oczami.

Większość znalezisk wywracających do góry nogami nasze światopoglądy, zostały znalezione w głównej mierze przez huaqueros – nielegalnymi poszukiwaczami antyków w Ameryce Pd. - w czasie ich nielegalnych wykopalisk w Centralnym Meksyku: w stanach Michoacán, Jalisco, Aguascalientes i San Luis Potosi.

Informacje o nich przychodzą także i z innych części tego kraju (ogółem z 12 stanów). W liczbie stanowisk archeologicznych figurują takie miejsca jak: wzgórze El Toro i wzgórze Sierra Antiguo w stanie Jalisco. Fenomenalne artefakty zostały wykopane także na jednej z wysp na jeziorze Cuitzeo – N 19°55’ i W 101°00’, w stanie Michoacán.

Artefakt z brzegów jeziora Cuitzeo

Oczywiście człowiekowi, który nie uczestniczył w odkryciu tego czy innego obiektu, trudno jest uwierzyć w ich realność. Ale autentyczność niektórych z nich potwierdza się, kiedy przy wyciągnięciu ich z ziemi była jakaś osoba postronna, nie wchodząca do kręgu huaqueros, którzy z wiadomych przyczyn pracują bez świadków. A poza tym artefakty były poddane analizie laboratoryjnej, a ich wiek ustalono naukowymi sposobami. Tak więc jedna z mozaikowych masek, przekazana do laboratoryjnej analizy przez Klausa Donę w 2012 roku była datowana na VII tysiąclecie p.n.e., zaś wiek innego artefaktu wynosił 14.000 lat!

No ale jeżeli tylko oddzielne znaleziska uważać za autentyczne (wedle pogłosek w prywatnych kolekcjach znajduje się kilkanaście tysięcy sztuk takich artefaktów), to naukowe spojrzenie na daleką przeszłość jak i ustalenia powstania człowieczeństwa nie zostanie zahamowane… Przecież ich istnienie w naszym świecie (zakładając, że są one autentyczne) wywraca to, co było nam znane o przeszłości Mezoameryki! Patrząc na nie, ma się ochotę zadać pytanie: Czy współcześni uczeni znów odrzucą tak istotne argumenty na temat alternatywnej historii człowieka!? Tak już się zdarzało w stosunku np. do odrzuconych przez naukę kamieni z Ica i (figurek) jaszczuro-podobnych stworzeń z Acambaro.


Czarne kamienie z Ica i figurki z Acambaro


Przypomnijmy – kamienie z Ica to wygładzone bryły kamienia i niewielkie kamyki, na powierzchni których zostały wyryte rysunki często stojące w jawnej sprzeczności ze współczesnymi wyobrażeniami o życiu dawnych mieszkańców Andów. I tak np. złożone operacje chirurgiczne transplantacji serca czy trepanacji czaszki. Albo starcia ludzi z dinozaurami. Pierwsze egzemplarze pojawiły się na czarnym rynku w Peru w latach 60-tych. A pierwszą kolekcję zaczął tworzyć w miasteczku Ica (stąd nazwa tych kamieni) dr Javier Cabrera. Pokryte dziwnymi rysunkami kamienie znajduje się także i dzisiaj. Ilość tych znalezisk – wedle różnych ocen – wynosi nawet 50.000 egzemplarzy. Jednakże oficjalna nauka widzi w tym tylko podróbki jakichś miejscowych oszustów mimo tego, że wiek tych znalezisk został ustalony naukowo.

Figurki z Acambaro – to kolekcja glinianych statuetek, zebrana przez meksykańskiego archeologa-amatora niemieckiego pochodzenia – Waldemara Julsruda. Pierwsze z nich odkryto już w 1945 roku w okolicy miasteczka Acambaro. Znaleziska stanowią terakotowe figurki prehistorycznych jaszczurów, wymarłych przedstawicieli mezoamerykańskiej megafauny, podobnych do bajkowych smoków. Wiele terakotowych dziwolągów przypomina bagiennego potwora Mogdaana z popularnego w swym czasie filmu przygodowego „Wodzowie Atlantydy” („Warlords of Atlantis”, USA – Wielka Brytania, 1978).

W najlepszych swych latach Julsrud zebrał prawie 40.000 egzemplarzy (po śmierci właściciela lwia część kolekcji przepadła!)[1], ale naukowi krytycy zobaczyli w tych statuetkach tylko pamiątkową tandetę tutejszych wieśniaków, którym jakiś Europejczyk podpowiedział sposób na wzbogacenie się poprzez wytwarzanie falsyfikatów.[2] 


Ofiara z Kosmitki


Mnie zawsze zdumiewała złożona ikonografia majańskich i azteckich reliefów. Tak w nielicznych dotrwałych do naszych czasów egzemplarzach fresków i w kodeksach majańskich (hieroglificznych rękopisach). Cierpliwości uczonych mężów, rozszyfrowujących ich zaplątane kompozycje, można tylko pozazdrościć. Przecież zrozumieć, co tam jest wyobrażone i od czego zacząć, stawiając hipotezy naukowe – to autentyczna syzyfowa praca! Pamiętam, jak znajdując się w Chichen Itza oglądałem fasadę zagadkowej budowli La Iglesia, usiłowałem znaleźć tam bożka Baka: wojownika, żółwia, kraba i morskiego raka… Mówiąc krótko, jeżeli się nie wie, że one tam są, znaleźć je jest bardzo trudno. A oto na rysunkach, znajdujących się na niewiarygodnych znaleziskach z Meksyku, wszystko to jest rozpoznawalne.

Rzeźba z jeziora Cuitzeo „Ofiarowanie Pozaziemianki” z (najprawdopodobniej) białego nitrytu z wstawkami obsydianu

Jako malarz z wykształcenia mogę zapewnić, że pokazane tutaj  w formie rysunków przykłady tamtejszej sztuki są godne najwyższej pochwały. Widoczna jest nie tylko różnica w stylach, ale to są także dostatecznie złożone, doskonale przemyślane i całkowicie efektywne kompozycje. Weźmy np. zachwycającą statuę z kolekcji artefaktów z jeziora Cuitzeo. Według słów właściciela, jej wysokość wynosi 102 cm, długość 80 cm i waga 120 kg.

Przed nami scena Ofiarowania. Do tego kapłan-rzeźnik przystawił obsydianowy nóż do serca… Kosmitki!

Dla wielu z naszych współczesnych podobna sytuacja wydaje się być niewiarygodna. I to właśnie dlatego uczeni nie chcę przyjmować takie znaleziska za dobrą monetę. I nie badają ich uważając je za podróbki.[3] A oto jak brzmi odpowiedź na ten temat, na oficjalne pytanie zadane przez badaczy-dyletantów:
- Przedstawione na artefaktach wyobrażenia UFO i Pozaziemian ukazują przedstawienia i obrazy Obcych uformowane przez współczesną popkulturę.
Na co alternatywni badacze chórem odpowiadają, że właściwie nie wiadomo, co pojawiło się pierwsze…

Do tego czasu kastę kapłańską  w dawnym Meksyku wyobrażaliśmy sobie jako takich krwiożerczych dziwaków, pomazanych krwią ofiar, ogłuchłych od krzyków umierających. Obraz ten przede wszystkim utrwaliły w naszej świadomości mało wiarygodne awanturnicze powieści i takież filmy.[4] Do tego pisarze-romaniści i twórcy hollywoodzkich superprodukcji w swych fantazjach opierają się o relacje hiszpańskich kronikarzy z czasów Konkwisty.[5] Ci ostatni twierdzili, że w dni wielkich świąt, wrogowie złapani do niewoli (najpierw Majowie a potem Aztekowie i wszyscy ich sąsiedzi z regionu) byli mordowani rytualnie setkami. Unurzani po kolana we krwi stali się maniakalnymi mordercami z amerykańskich horrorów i tylko tym się zajmujący – wyrzynaniem niewinnych ofiar na cześć swoich bogów.


Wąż i jaguar


O właśnie – bogowie! Wedle poglądów najbardziej znanego ideologa teorii paleokontaktów Ericha von Dänikena, za bogów nasi dalecy przodkowie uważali Przybyszów z Innych Planet. Obcy zademonstrowali Ziemianom swoją moc i potęgę, a właściwie to swoją wyższą technikę, założyli podstawy kultów religijnych, które rozwinęli potomkowie pierwszych kontaktowców. Tak więc komu kłaniał się naród, przedstawicielem kogo w kompozycji rzeźby Ofiarowanie Kosmitki był ów kapłan? Czy bogobojny człowiek, a ów kapłan na takowego wygląda, mógłby podnieść rękę na tego, do kogo kierował swe modlitwy?

A może to wcale nie jest ofiarowanie? Być może ten kapłan nie zamierza pozbawić Pozaziemiankę życia, a chce ją tylko nastraszyć? Coś w rodzaju: - jak ty jeszcze raz będziesz się ścigać Vimaną, ścinając czubek naszej głównej piramidy, to ci nawet twój tatulek z Syriusza nie pomoże… „Złota młodzież” przedpotopowych czasów wcale nie różniła się od naszej…

Ale tak na poważnie, to kontemplacja tego arcydzieła wcale nie budzi przerażenia. Twarz tego kapłana wcale nie jest zła. Tak jak i u jego ofiary, poza złożonymi rękami, nie ma jakichś przesłanek jej cierpienia. Co to takiego, czyżby nieumiejętność współczesnego nam rzeźbiarza-samouka przekazania nam koszmaru z głębi wieków? Albo realny, nieskażony przez konkwistadorów, obraz przeszłości w której na naszej planecie obok siebie działali przedstawiciele rasy ziemskiej i pozaziemskiej?

[Należy podkreślić jeszcze jedną rzecz. Nie mogło to być przedstawienie egzekucji rytualnej ofiary, bowiem istniała cała procedura tejże. Ofiarę odurzano narkotykami a potem kładziono na specjalnym kamieniu tak, by klatka piersiowa i przepona była maksymalnie wysunięta ku górze. Kapłan pojedynczym ciosem przecinał brzuch ofiary pod łukiem żebrowym, co powodowało wysunięcie się serca z rany na zewnątrz. Kapłan następnym ciosem noża wycinał serce i wrzucał je do specjalnego pojemnika na nuhatl – kwiaty wojny… Osobiście uważam, że chodzi tutaj o coś innego, a mianowicie o … seks. Kapłani wszystkich religii cieszący się uprzywilejowaną pozycją społeczną mogli uprawiać seks z Pozaziemiankami w celu, który wyłożyłem w opracowaniu „UFO i Czas”. Mówiąc najkrócej w celu biologicznej odnowy rodzaju ludzkiego zdegenerowanego przez wojny, skażenie środowiska, eksperymenty genetyczne, itd. w dalekiej Przyszłości. W tym kontekście nóż w ręku kapłana jest tylko jego atrybutem, jak np. piorun w ręku Zeusa… – uwaga tłum.]

Nakrycie głowy kapłana ma kształt skalpu jaguara z długimi kłami. Obie figury oplata wąż z otwartą paszczą, który zastygł za plecami Pozaziemianki.

Całkiem zajmujące są te detale, nieprawdaż? Tak więc przed nami przedstawiona jest symbolika przeciwstawnych sobie, dwóch dawnych kultur? – z których jedna za swego przodka uważała mitycznego jaguara, a druga zwyczajnego węża…


Kontakty z Przybyszami


Ale to jeszcze nie wszystko, a i owszem – na artefaktach z jeziora Cuitzeo znajdują się jeszcze ciekawsze i nieprawdopodobne grafiki. I tak np. ta, na której przedstawiono detalicznie wnętrze statku kosmicznego Szaraków – jednej z domniemanych ras Kosmitów, których najczęściej kojarzy się ze zdarzeniami porwań ludzi! Mało tego, nieznany kamieniarz postarał się pokazać tych humanoidalnych Kosmitów w czasie przeprowadzania operacji chirurgicznej na człowieku (sądząc po charakterystycznych ozdobach na głowie jest to indiański kapłan albo wódz!). pacjenta położono na czymś w rodzaju ołtarza przypominającego słynną Bramę Słońca w Tiahuanaco. W ręce jednego z Szaraków znajduje się przedmiot podobny do noża. Pozaziemianie aktywnie gestykulują, dosłownie kłócą się o to, gdzie zrobić cięcie. Na drugim planie znajduje się Przybysz w otoczeniu najróżniejszych (być może celowo zebranych do kupy!) symboli. Jest tam słońce i piramida schodkowa, ludzkie czaszki, i ET (czyli Pozaziemianie – przyp. aut.), a także aztecka maska i inne rzeczy. I cała ta skomplikowana kompozycja jest otoczona przez ogromnego węża. Czy jest to przedstawienie Quetzalcoatla – pierzastego węża, jednego z głównych bogów z azteckiego panteonu?

Seks Pozaziemianina z Ziemianką. Wymiary płyty 50 x 60 cm, ciężar 35 kg. Materiał (prawdopodobnie) dekoracyjny marmur z wstawkami z jaspisu i nitrytu

I jeszcze jeden kuriozalny wprost artefakt, który podpada pod ograniczenie wiekowe. Na pierwszym planie widać stosunek płciowy pomiędzy Szrakiem a Ziemianką. Na lewo od nich widzimy jeszcze jednego Kosmitę. On albo Ona jest jak Baba Jaga na stęporze[6] trzyma w obu rękach joystick dziwnego aparatu latającego. Najwidoczniej chce uniknąć konfrontacji z nagim Indianinem, który wyciąga doń ręce. Na drugim planie rozgrywa się niemniej ciekawa scenka… A wszystko to rozgrywa się wokół latającego spodka ozdobionego reliefem w kształcie (znowu!) węża, którego skóra jest pokryta hieroglifami.

Niestety, zrozumieć to, co pokazano na tych wszystkich kamiennych płytach się po prostu nie da. No i nie jest realnym stworzenie jakichś wniosków i teorii na temat ich pochodzenia, autentyczności i wieku.


Niewiarygodna przeszłość


Ostatnimi czasy, wyznawcy alternatywnej historii z różnych krajów często podróżują do samego serca Meksyku. Spotykając się z miejscowymi poszukiwaczami entuzjastami oni wymieniają się najnowszymi informacjami i rezultatami swoich poszukiwań. A jak się uda, to udają się z huaqueros na wykopaliska, gdzie uczestniczą w wydobywaniu coraz to nowszych „nieprawidłowych” artefaktów.

Po powrocie do domu, oni jeszcze długo nie są w stanie się otrząsnąć po tym, co tam widzieli i przeżyli. I ochoczo dzielą się nagromadzoną wiedzą, wygłaszając wykłady i organizując seminaria dla tych, którzy się tym interesują. I oczywiście – podobnie jak autor tego artykułu – mają nadzieję tam powrócić, gdzie pod kamiennymi wzgórzami czekają na lepsze czasy ukrywają się niewiarygodne artefakty jeszcze bardziej niepojętej Przeszłości.

Kamienna płyta 1 x 1 m, waga 105 kg. Eksperymenty nad ludźmi na pokładzie UFO? 
  
[Jeżeli to wszystko jest prawdą, to powyższe stanowi dowód wprost na prawdziwość mojej hipotezy na temat akcji odnowienie Ludzkości, która w ciągu wielu stuleci zdegenerowała się do poziomu Szaraków – potężny mózg i marne ciałko. Te wszystkie porwania, uprowadzenia, badania, sekcje i seks z Obcymi prowadzi właśnie do odnowienia genotypu zdegenerowanych przedstawicieli gatunku Homo sapiens sapiens i stworzenia wariantu Homo sapiens super. Możliwość podróży w Czasie dała Ludzkości szansę na odnowienie swego gatunku i dlatego ci, których nazywamy Kosmitami czy Obcymi są po prostu ludźmi i nikim innym więcej! – uwaga tłum.]


Źródło – „Tajny XX wieka” nr 46/2018, ss. 20-22
Przekład z rosyjskiego - ©R.K.F. Leśniakiewicz 
Rysunki autora



[1] Tak jak wiele innych artefaktów nie pasujących do wypracowanych teorii i dogmatów naukowych.
[2] Zob. antologia „Z powrotem na Ziemię” (Warszawa 1980), w której polscy luminarze nauki rozprawiają się z tezami Ericha von Dänikena. Jest to nader pouczająca lektura, bo pokazuje jak ortodoksyjna nauka broni swych czasami wstecznych poglądów. Warto ją przeczytać, chociażby po to, by zapoznać się z argumentacją tzw. „prawdziwej” nauki. Hipoteza o falsyfikatach jest wyjątkowo przednią brednią, jako że musiałaby je wytwarzać cała fabryka pracująca w systemie ciągłym przez parę lat…
[3] Czyli artefakty wytworzone współcześnie przez współczesnych im ludzi.
[4] Jak np. „Apocalypto” , reż. Mel Gibson, 2006.
[5] „Apocalypto” nakręcono w oparciu o tekst Popol Vuh oraz przekazy hiszpańskich misjonarzy, jak również antropologów, takich jak René Girard.
[6] Rosyjskie Baby Jagi i wiedźmy do latania używały poza miotłami także stęporów.

niedziela, 6 stycznia 2019

Kamienne torebki antycznych bogów




Jelina Pogonina

Wedle „Księgi rekordów” Guinessa, najdroższą w świecie jest kobieca torebka z domu jubilerskiego Mouawad. Zrobiono ją ze złota i 4518 brylantów o całkowitej wadze 381,92 K i wartości 3,8 mln USD!

Uczeni z całego świata usiłują rozwiązać kolejną zagadkę historyczną. Na antycznych rzeźbach i bareliefach ukazujących bogów z różnych światowych cywilizacji, znajduje się jeden i ten sam element, przypominający coś w rodzaju damskiej torebki z uchwytem. A do tego odnosi się to do kultur, które według wszelkich danych, nigdy nie kontaktowały się ze sobą. Jakie było przeznaczenie tego przedmiotu i dlaczego jego wyobrażenie starannie ukazywali ludzie zamieszkujący przeciwległe strony świata?


Kolumny dla świątyń


Po raz pierwszy uwagę na dziwną torebkę zwrócił uwagę w czasie wykopalisk zespołu świątynnego Göbekli-Tepe znajdującego się na terytorium dzisiejszej Turcji. Prace prowadziła grupa archeologów pod kierownictwem niemieckiego badacza Klausa Schmidta.

Göbekli-Tepe (co w przekładzie z tureckiego oznacza „wypukłe wzgórze”) znajduje się w regionie południowo-wschodniej Anatolii, nieopodal miasta Sanliurfa. Jest to jeden z najstarszych kompleksów megalitycznych świata i liczy on sobie ok. 12.000 lat (dla porównania: słynne Stonehenge jest datowane jedynie na III tysiąclecie p.n.e.). Składa się ono z dwóch dziesiątków zabudowań sferycznej formy, które znajdują się pod ogromnym wzgórzem.

Miejscowi chłopi zaczęli brać ziemię z tego chełmu[1] – i odkryli w jego głębi kamienne bloki  z rysunkami. Po tym do pracy przystąpili archeolodzy.

Badacze ustalili, że cały kompleks miał kultowe znaczenie. Jego trzy warstwy kulturowe odnoszą się do Neolitu (X-IV tysiąclecie p.n.e.) charakteryzuje początek życia osiadłego i przejściem do gładzonych kamiennych narzędzi pracy. Innymi słowy mówiąc, to właśnie wtedy na Ziemi pojawiły się pierwsze rzeźbione wyobrażenia.

Archeolodzy pod kierownictwem Schmidta zaczęli wykopaliska w trzeciej, najstarszej warstwie kulturowej kompleksu. Odkryto tam kamienne bloki z wyrzeźbionymi wyobrażeniami – najprawdopodobniej kolumny świątynne. Są one ozdobione wyrzeźbionymi na nich zwierzętami i ptakami (lwami, bykami, dzikimi świniami, lisami, gryfami, itd.)

Jeden z odkrytych przez nich bloków otrzymał nazwę „kamień ścierwojadów”. Na nim wyrzeźbione były sępy, ale nad nimi trzy wizerunki przypominające damską torebkę! O czym to mówi, i jaka była ich rola w dawnych kultach religijnych epoki Neolitu, można tylko przypuszczać.






Kilka tysięcy lat wcześniej


Czytelnik zapewne zapyta: no i co z tego? A czemuż by to dawni ludzie nie mogli wyrzeźbić wizerunku torebki przypominającej współczesną? Co jest w tym tajemniczego i zagadkowego?

Odpowiedź jest prosta: podobnych torebek w tym czasie być nie mogło! Tak czy owak, ich istnienia nie potwierdza żadne archeologiczne znalezisko.[2]

Jeszcze u ludzi pierwotnych istniał zwyczaj przenoszenia ze sobą różnych przedmiotów: kamiennych noży, resztek żywności, itd. Do tego celu używano skór ubitych zwierząt, w które zawiązywano te rzeczy. Węzełki uwiązywano do kijów, które z kolei noszono na ramieniu. Transport ten był obowiązkiem kobiet, zaś w tym czasie mężczyźni polowali i chronili plemiona.

Nieco później do takich węzełków mocowano rzemienie i tym sposobem stały się one plecakami noszono je na plecach i ozdabiano je mchem, kamykami czy zębami zwierząt.

Najdawniejsza z takich toreb została znaleziona na lodowcu Similaun w Alpach[3] a jej wiek wynosi 4,5 - 5,5 tys. lat. Skórzana płachta naciągnięta na drewniany stelaż – to pozwalało na wygodne przenoszenie ciężarów na plecach.
Jeszcze jedną taką torbę znaleziono na terytorium dzisiejszych Niemiec jakieś 2500 lat p.n.e. – tzn. ona też liczy sobie 4500 lat. Jest to plecak z jednym rzemieniem ozdobiony psimi zębami.

Można też wspomnieć grecki mit o Perseuszu, który zabił złego potwora – Meduzę Gorgonę. Przedtem bohater chytrze zdobył u trzech wiedźm Graj skrzydlate sandały, hełm-niewidkę, i torbę w kształcie worka, do której włożył potem ściętą głowę Gorgony. O torbie z rączką a nie o plecaku w mitologicznym przekazie nie ma ani słowa.

Mniej więcej taki kształt damska torebka uzyskała w I tysiącleciu p.n.e. – o czym świadczą znaleziska archeologiczne w Dolinie Nilu i Mezopotamii.

Ale jakim sposobem ich wizerunki mogły pojawić się na kilka tysięcy lat wcześniej?


Meksykańskie Atlanty


Najdziwniejszym i najciekawszym jest fakt, że takie właśnie torebki są także u innych dawnych miejscach kultowych na naszej planecie.

I tak np. w La Venta – centrum cywilizacji Olmeków – żyjących tam ok. 3500 lat temu na terytorium dzisiejszego Meksyku, archeolodzy znaleźli kilka niewysokich – do 35 m wysokości – piramid, piwnice, rytualne placyki, ołtarze, posagi bogów i inne obiekty historyczne. A wśród nich kamienną stelę z wyobrażeniem Quetzalcoatla – pierzastego węża symbolizującego wolność. Bóg ten dzierży w ręku absolutnie taką samą torebkę, którą widzimy na znalezionym w Turcji „kamieniu sępów”!

To tutaj właśnie, w Meksyku, 65 km od Ciudad de Mexico, znajdują się ruiny dawnego miasta Tula – stolicy drugiego przedkolumbijskiego państwa – cywilizacji Tolteków. Ono istniało później, niż państwo Olmeków – już na początku naszej ery. Kilkadziesiąt lat temu, na miejscu ich głównego osiedlenia znaleziono cztery wielkie kamienne figury, które nazwano Atlantami, a które to były kolumnami podtrzymującymi dach świątyni Gwiazdy Porannej. Rzeźby te wyglądają na wojowników, na ich głowach znajdują się hełmy, a w rękach znane już nam torebki!




W czasie rozkwitu cywilizacji Tolteków już istniały damskie torebki z rączką, ale nie na terytorium Mezoameryki! No i w żadnym wypadku nie powinni się nimi posługiwać wojownicy!

Szwajcarski pisarz Erich von Däniken zwrócił uwagę uczonych na to, że na piersiach meksykańskich Atlantów znajduje się coś, co przypomina jakieś urządzenia techniczne. On uważa, że wraz z torebką w ręku to może być jakieś nieznana nam broń – a najprędzej otrzymana od Przybyszów z Kosmosu.[4]

Inny badacz, meksykański inżynier Geraldo Levet uważa, że nie jest to broń, ale instrument działający jak hiperboloid, którym można było ciąć kamienie, zaś w torebce znajdował się panel kierowania. Wedle miejscowego specjalisty, takie technologie mogły Toltekom i innym ludom być przekazane przez Istoty Pozaziemskie.[5]


Obciążniki z rytualnymi rytami


Rzeźby bogów (Przybyszów, Kosmitów) z torebkami w rękach znajdywano także w innych miejscach na Ziemi – na terytorium dzisiejszej Armenii (gdzie w I tysiącleciu p.n.e. istniało państwo Urartu), w Indonezji (torebki są tam wyrzeźbione na niewielkich kultowych figurkach kamiennych sporządzonych w II tysiącleciu p.n.e.).

Ten przedmiot można zobaczyć także w ręce rzeźby Gilgamesza, władcy sumeryjskiego miasta-państwa Uruk, który żył tam na przełomie XXVII-XXVI w p.n.e., a także na rzeźbach i płaskorzeźbach z jeszcze późniejszych czasów w Babilonii i Egipcie.

Wychodzi na to, że takie torebki były znane różnym narodom z różnych epok. Ponadto – istnieje cały szereg znalezisk archeologicznych, które są rzeźbami w kształcie takichże właśnie torebek. Ich wiek wynosi 3000 lat. Uczeni sądzą, że były to po prostu… odważniki lub obciążniki. Ale przy tym mogły one mieć jakieś sakralne znaczenie.


Symbol świątyni czy teczka z papierami?


Na co mogą wskazywać te kamienne akcesoria w rękach bogów? Najprostsze wyjaśnienie to takie, że torebki te służyły do zbierania płodów rolnych i jagód, a następnie były symbolami żywności, którą bogowie różnych narodów obdarowywali ludzi. No tak, ale skoro się nimi posługiwali, to czemu pośród archeologicznych znalezisk nie ma takich torebek, które trzymali oni w rękach?

Angielski archeolog Barry Kemp z Uniwersytetu Cambridge, badający staroegipską architekturę świątynną, wysunął ciekawą teorię. Według niego, pierwsze świątynie były po prostu konstrukcjami typu namiotowego, zrobione ze skór zwierzęcych. Ich dolna część była kwadratowa, zaś górna zagięta na kształt kopuły. Takim sposobem wyglądała ona jak współczesna torebka damska z rączką, znajdującą się w ręku boga i symbolizuje poświęconą mu świątynię. Wprawdzie niejasnym pozostaje pytanie: a po co bóg miałby nosić symbol swej świątyni w ręce? I najważniejsze: torebki te mało co odróżniają się jedna od drugiej, przecież takie przedmioty produkuje się w wielu kształtach i fasonach. Innymi słowy mówiąc, świątynie różnych bogów nie są podobne do siebie, więc czemu te kamienne torebki są standardowo jednakowe?

Istnieje hipoteza, że są to symbole związane z Przybyszami z Kosmosu, którzy kiedyś tam przybyli na naszą planetę i przekazali ówczesnym ludziom swoją wiedzę. Wszak legendy o mądrych istotach przybyłych z nieba są znane wszystkim narodom. Tak więc zagadkowe torebki mogą być czymś w rodzaju laptopów lub portfeli, w których mogłyby być trzymane zapisy czy rysunki, plany i szkice. Tak więc staje się zrozumiałe, czemu trzymają je w rękach bogowie i dlaczego po przekazaniu nam wiedzy je zabrali ze sobą i odlecieli w Kosmos.


Moje 3 grosze


Sprawa tych zagadkowych torebek może mieć jeszcze co najmniej dwa aspekty:
1.      Torebki i dziwne ubiory mogą być urządzeniami technicznymi – czymś w rodzaju aparatury osobistej, którą miały istoty wyżej stojące od ludzi przebywający na naszej planecie z innego świata, albo z innego Czasu. W obu przypadkach aparatura ta miała za zadanie chronić te Istoty przed wpływami środowiska: składem atmosfery, promieniowaniem słonecznym, promieniowaniem po Wielkiej Wojnie Bogów-Astronautów, mikroorganizmami i innymi tego rodzaju zagrożeniami. Byłyby to w takim razie systemy podtrzymywania i ochrony życia tych Istot.
2.    Torebki mogłyby być także naczyniami pojemnikami do przenoszenia… somy. Od najdawniejszych kultur ludzie używali różnego rodzaju środków chemicznych do odurzania się w czasie obrzędów religijnych. Służyły do tego celu rozmaite wyciągi, wywary i przetwory z roślin i grzybów. Napój soma był świętym środkiem otrzymywanym z tych ostatnich. Był on czymś absolutnie świętym i używać go mogli tylko kapłani. Szerzej na ten temat pisze Carl de Borhegyi w artykule „Łamanie grzybowego kodu”[6], w którym pisze on o użyciu grzybów do celów religijnych w Mezoameryce.

- Niniejsze badanie przedstawia naoczny dowód, że zarówno halucynogenny grzyb Amanita muscaria jak i grzyb psilocybowy były wielbione i czczone w starożytnej Mezoameryce niczym bogowie. Te święte grzyby były tak sprytnie zakodowane w sztuce religijnej Nowego Świata, "Ukryte na Samym Widoku", że przed badaniem niniejszym praktycznie umknęły wykryciu.

Moje badanie, rozpoczęte w 1996, zainspirowane było teorią, po raz pierwszy zaproponowaną ponad pięćdziesiąt lat temu przez mojego ojca, świętej pamięci archeologa Majów Dr Stephan'a F. de Borhegyi, mówiącą, że rytuały grzyba halucynogennego były centralnym aspektem religii Majów. Teorię tę oparł na identyfikacji kultu kamiennego grzyba, który pojawił się na wyżynach gwatemalskich i pacyficznym obszarze przybrzeżnym około 1000 p.n.e. wraz z kultem trofeum głowy, związanym z ludzką ofiarą i mezoamerykańską grą w piłkę. Teorię tę wsparł solidnym zbiorem dowodów archeologicznych i historycznych.

Badanie to jest wyłącznie mą własną pracą i wciąż przechodzi opracowywanie i weryfikację przeglądową, a ostatecznie będzie opublikowane w dwóch książkach, zatytułowanych "Łamanie Kodu Grzyba", oraz "Soma w Amerykach", z mniejszą ilością zdjęć niż wersja online, i będzie podzielone na rozdziały. Na dole części II badacze znajdą obszerną bibliografię uwzględnionych i przytoczonych prac.

Żadna publikacja, z tego co wiem, czy to online czy drukiem nie przedstawiła do tej pory zaszyfrowanych wizerunków w sztuce prekolumbijskiej, sztuce Starego Świata, i gorąco zachęcam wszystkich zainteresowanych poszukiwaczy ogólnej koncepcji tematyki do szybkiego przejrzenia obrazków i strony, a następnie powrócenia do przedmiotu zainteresowania. Określone obrazki lub tematykę można odszukać stosując do odnalezienia "Control F".  – pisze on we wstępie.

A co z tego wynika? A to, że skoro grzyby były taką świętością w Antyku, to może istniała określona procedura ich zbierania i przetwarzania oraz używania, do czego służyły urządzenia techniczne, czyli te „torebki”? wszak mogli to robić tylko bogowie, ergo dlatego właśnie przedstawiano ich tak, a nie inaczej…?

Oczywiście to tylko hipoteza, ale skoro potrzeba nam hipotez szalonych, to czemuż by nie?

Źródło – „Tajny XX wieka” nr 31/2018, ss. 8-9
Przekład z rosyjskiego - ©R.K.F. Leśniakiewicz   


[1] Wzgórze o regularnej, wypukłej formie.
[2] Na upartego mógłby to być jakiś koszyk, ale trudno przypuścić, by antyczni bogowie chodzili na grzyby? Choć z drugiej strony mogliby zbierać jakieś halucynogeniaki by wyrabiać z nich boski napój – somę.
[3] W Austrii w dolinie Ötztal.
[4] Polecam Czytelnikowi doskonały, sensacyjno-szpiegowski techno-thriller Marka Rudnickiego pt. „Remedium 111”, w którym przedstawia on podobną hipotezę odnośnie „torebek” w rękach antycznych bogów.
[5] Niekoniecznie, mogły one być wytworem wyższej, ziemskiej cywilizacji – np. Atlantydy czy Mu.