Powered By Blogger
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą mitologia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą mitologia. Pokaż wszystkie posty

sobota, 17 października 2015

Tajemniczy mieszkańcy bagien

Bagna - tajemnicza i straszna kraina, w której wszystko jest możliwe...


Jelena Łjakina


Największe bagno w świecie to rosyjskie Bolszoje Wasiugańskoje Bołoto. Jego powierzchnia sięga 55.000 km². Ale za najbardziej błotnisty kraj uważa się Finlandię. Jej nazwa – Suomi – w przekładzie oznacza „kraj błot”.

Przez całe wieki ludzie nie lubili błot. I chociaż one mamiły człowieka smacznymi i zdrowymi jagodami, służyły schronieniem w przypadku napaści wroga, to jednak ich niebezpieczne topiele zawsze czatowały na miłośnika jagód, by go wciągnąć tam na zawsze. A do tego ich rzadka i śliska masa skrywa ogromna ilość zagadek. Nie na darmo podania wielu narodów „zasiedlały” bagna siłą nieczystą, a ludzie starali się trzymać od nich z daleka…


Powstanie topieli


Najdawniejsze bagna, ich zdradliwe topiele, zapach stojącej zgniłej wody, szare i wyschłe drzewa, dryfujące drewno, powodowały u człowieka strach i obrzydzenie. Nie jest wykluczone, że nieprzyjemny widok i niebezpieczeństwo czające się w tych miejscach odegrały swoją rolę w żartobliwych opowieściach o ich powstaniu.

Tak więc jedna z legend opowiada o tym, że dawno temu na naszej całej planecie przelewały się fale ogromnego oceanu i nie było ani skrawka lądu. No i kiedy Bogu znudziło się patrzeć na „morski pejzaż”, zdecydował On stworzyć ziemię. Ale pracę Stwórcy pilnie śledził Czart, i kiedy się odwrócił, to Nieczysty ukradł niewielki kawałek ziemi i schował go w ustach. Zakończywszy tworzyć ziemską twardziznę, Wszechmogący postanowił upiększyć swe dzieło i po chwili ląd porosły trawy, kwiaty i drzewa. Zieleń zaczęła także rosnąc w ustach diabła i zatykać i przerastać jego gardło, policzki i podniebienie. Czart zaczął kichać i ziemia z jego ust rozleciała się w różne strony. Jednakże zmoczona śliną Szatana ziemia była nieczystą i tam, gdzie ona upadła pojawiły się błota. Od tego czasu stwórca bagien wziął je pod swe panowanie i zasiedlił je wszechmogącym Złem.

Drugie podanie opowiada nam o tym, że starodawnych czasach bagien na Ziemi w ogóle nie było. Na twardej ziemi znajdowały się zielone lasy i łąki przeglądały się w oczach jezior, wypełnionych czystą i krystaliczna wodą. W tych czasach, w pewnej wsi mieszkała wszechmogąca wiedźma, która miała jedynego syna. I pewnego razu syn czarownicy gdzieś przepadł. Długo szukała go zrozpaczona matka, póki nie znalazła jego ciała na brzegu jeziora. Okazało się, że ten młodzieniec dzięki swej nieroztropności utopił się w tym jeziorze, a ono w odpowiedzi na rozpacz matki wyniosło jego ciało na brzeg. Ten gest nie zmniejszył gniewu czarownicy, opłakując syna rzuciła przekleństwo na jeziora, które topiły ludzi i od tej pory ich krystaliczne wody stały się zgniłe, a ich równe powierzchnie zaciągnęły się różnymi paskudztwami. Ale bogowie widząc co się dzieje ukarali także przybitą bólem matkę. Zgodnie z legendą, czarownica zamieniła się w kamień i stała przez kilka wieków na skraju błot, które kiedyś było jeziorem, w którym utonął jej syn.

Jednakże nie wszystkie narody odnoszą się do bagien negatywnie. Tak więc dawni Chantowie i Mansyjczycy uważali, że onegdaj cała Ziemia była ogromnym bagnem – „ciekłą wodą”. I to właśnie ono zrodziło twardą ziemię, rośliny, zwierzęta i człowieka.

Jakby to nie było, błotne topiele do dziś dnia wzbudzają w ludziach uczucie strachu i zabobonnego lęku, wciąż są uznawane za miejsca przebywania sił nieczystych.


Nikt nie chce dobrowolnie udać się w głąb bagien...


Czur mienia!


Jeżeli wierzyć starym przekazom, to do błot i bagien ciągną wszelkie siły nieczyste bez wyjątku. Jednakże niektórzy przedstawiciele sił nieczystych mają w trzęsawiskach swe „szczególne miejsce”.

„Szefuje” wszelkim mieszkańcom bagien Bołotnik (Błotnik, Błotniak, Bołotniak), który jest pełnoprawnym właścicielem trzęsawisk. Nieszczęśni podróżni, którzy zabłądzili na bagna ukazuje się on jako nagi starzec z nalaną twarzą, ogromnym brzuchem i żabimi łapami. Ostro odróżnia się on od swych „kolegów” z bagien – Leśnych, Wodników i Banników – co objawia się jego szczególnym „poczuciem humoru”, przy pomocy którego drwi z ludzi, którzy nieopatrznie weszli do jego królestwa. Niejednokrotnie przykrywa plecy bagienną trawą i nadstawia ją idącemu człowiekowi. Jak tylko człowiek nastąpi na tą kępę, opór ustępuje i człowiek wali się w bagno, zaś Błotnik łapie ofiarę za nogi i wciąga w błoto.

Jest jeszcze druga metoda działania Błotniaka – jego zdolność do reinkarnacji. W dawnych czasach on wychodził do ludzi, którzy przychodzili do lasu na grzyby i jagody, w postaci błogosławionego starca-pustelnika obwieszonego łańcuchami. Starzec prowadził z grzybiarzami zbawiające duszę rozmowy i zapraszał niczego nie podejrzewających ludzi do swej leśnej chatki-pustelni. W takim przypadku ludzie musieli dobrze się wsłuchać w to, co on mówił, bowiem Bołotnik nigdy nie może wypowiedzieć imienia Najwyższego. Wychwyciwszy tą okoliczność, ofiara powinna głośno krzyknąć czur mienia! (zaklęcie ochronne przed nieczystymi siłami, odpowiednik łacińskiego noli me tangere!nie dotykaj mnie! – uwaga tłum.) albo uczynić ręką znak krzyża, a wtedy dziwny mnich bez śladu rozpływał się w powietrzu. Człowiek, który nie był spostrzegawczy, szedł ochoczo za staruszkiem i szybko znalazł się w samym środku topieli, zaś zamiast dobrodusznego staruszka ukazywało mu się ohydne, błotniste monstrum i zarykiwało się przeraźliwym rechotem.


Bagienne boginki


Niemniej niebezpieczną jest Wiedźma Błotnica – pierwsza piękność pośród żeńskich sił nieczystych. Trzeba powiedzieć, że realne zagrożenie Błotnica – piękna dziewczyna z gęstymi, brązowymi włosami i wielkimi niebieskimi oczami – stanowi dla mężczyzn lubiących płeć przeciwną i niewiernych jej. Błotnica spędza dni siedząc pośrodku bagien na wielkim kwiecie lilii wodnej w oczekiwaniu na swą ofiarę i prężąc pod długą szatką swe płetwonogie łapki – jedyny niedostatek swej cudnej urody. (To taka jakby Świtezianka z ballady wieszcza Adama, która też mami mężczyzn swym wyglądem – przyp. tłum.)

Na wiarołomnych mężczyzn Bołotnica ma wiele pułapek. Może ona zaśpiewać swym chwytającym za serce głosem, który słysząc grzybiarze i myśliwi jak zauroczeni idą za mamiącym głosem nie widząc okrążającej ich coraz bardziej topieli. Może się zdarzyć Błotnica jako nieszczęśliwa dziewczyna, która zabłądziła na trzęsawiskach i proszącej o pomoc silniejszego mężczyzny…

Kiedy ofiara jest już w jej mocy, wtedy przybiera ona swą prawdziwą postać. W jednej chwili zmienia się ona z błękitnookiej pięknej kobiety w kościstą ohydną babę z wielkim pyskiem wypełnionym ostrymi zębami. Ogląda ona krytycznie otumanionego jej czarami mężczyznę, i jeżeli się jej podoba, to będzie on żyć w jej siedzibie na samym dnia trzęsawiska. Ten, który się jej nie spodoba, zostaje zamieniony w pień drzewa i gnije on potem przez długie lata leżąc pośrodku bagna.

Najbardziej znaną błotną istotą nieczystą od wieki wieków jest Kikimora – wątła i bezczelna damulka mająca donośny głos. Zgodnie z przekazami, Kikimorami stają się dziewczynki przeklęte przez swe matki do chwili narodzin, albo umarłe przed chrzcinami. Nieczysta siła unosi te dzieci w błotne tonie, gdzie podlegają złowrogiej przemianie. Przez pewien czas, młodzieńcze Kikimory wybierają sobie małżonka. Jeżeli dziewczynie trafi się domator, to ona przenosi się do ludzkiego domu, w którym po cichu wprowadza swoje porządki. Kikimora, która „przeszła się” za mąż za „leśnego” (w rosyjskiej mitologii bajkowa człekopodobna istota zamieszkująca w lesie, duch lasu, jego gospodarz – uwaga tłum.) pozostaje mieszkać w bagnie. Tam ona wałęsa się po mokradłach i moczarach, strasząc podróżnych głośnym krzykiem i demonicznym chichotem, albo też ozdabiając siebie futrami zwierząt utopionych w bagnie, futrem albo wodorostami. Czasami Kikimora zabawia się kosztem zbłądzonego w lesie podróżnego, któremu skacze na plecy z wysokiej jodły i przez całą noc każe się mu nosić. Można się uratować od takiego niespodziewanego „podarunku” wykonawszy prawą ręką znak krzyża i/albo poprzez odmówienie jakiejkolwiek modlitwy.

Tajemnicze ogniki na bagnach okazały się być samozapalnym gazem...


Śpiew i światła na bagnach


Szczególnym strachem napawają ludzi od stuleci „śpiewające” błota. Przez długi czas jednym z takich „muzykalnych” bagien były błota rozpościerające się wokół miasta Czerepowiec (N 59°08’ – E 037°55’). Jeszcze w XIX wieku było tam niemało świadków, którzy odchodzili od zmysłów od ciężkich, przeciągłych dźwięków, które dochodziły ze strony bagien. Przekazy głoszą:

Bagna „śpiewają” dlatego, że ich duchy „kradną” głosy ludzi zbierających na bagnach torf i jagody. Nieopatrzni jagodziarze opowiadali, że idąc po bagnistych ścieżkach nie mogli oni powiedzieć ani słowa i po przejściu kilku kroków znów odzyskiwali dar mowy. Wiedzący ludzie opowiadali, że śpiew jest potrzebny bagnom, by zaciągnąć w nie ludzi, przyciągając je czarodziejskimi dźwiękami. Tak czy nie, powiedzieć trudno, ale zgodnie z danymi – w XVII – XVIII wieku na drodze przebiegającej obok bagien zginęło niemało kupców, jadących do miasta na jarmark. A do tego ich wozy z towarami znajdowano nieopodal bagna w stanie nienaruszonym, co oczywiście wykluczało napad rabunkowy.

Interesującym jest fakt, że po latach 40. XX wieku Czerepowieckie bagno nieoczekiwanie „zamilkło”. Być może ono rozproszyło swoją złą siłę albo po prostu przyczaiło się w oczekiwaniu na kolejne ofiary.

Za drugą zagadkę trzęsawisk przez długi czas uważano błędne ogniki – ogniki bagienne. Błękitnawe, niebieskawe iskierki mrugające nad toniami bagien zrodziły niemało hipotez o swym pochodzeniu. Według jednej z nich, były to dusze nieochrzczonych młodzieńców i ludzi, którzy się utopili, którzy wpadli w szpony Błotnika. Wykonując rozkazy swego pana, miotają się one nad bagnami, przyciągając w ich tonie nowe ofiary. Inne podania nazywają błędne ogniki duszami zabitych wojowników pilnujących skarbów ukrytych w złowrogich trzęsawiskach.

Jednakże wszystkie te legendy upadły w starciu z postępem nauki, który udowodnił, że ogniki na bagnach to nic innego, jak samozapłon fosforku wodoru (fosforowodoru – PH3 – gaz silnie trujący, którego śmiertelne stężenie wynosi 10 ppm i łatwopalny – przyp. tłum.), który wydzielają zwłoki ludzi i zwierząt rozkładające się w trzęsawiskach. (Wraz z fosforowodorem w powietrzu spalają się także metan – CH4 i siarkowodór – H2S będące produktami rozkładu materii organicznej w bagnie, które także są gazami toksycznymi i halucynogennymi – co może wytłumaczyć niektóre osobliwości zaobserwowane przez ludzi na bagnach, ich lęki i dezorientację prowadzącą ich do zguby. NB, gazy te mogą być również odpowiedzialne za masowe samobójstwa ssaków morskich, które usiłują ujść przed zatruciem na plaże… - uwaga tłum.)


Wasiuganskije Bołota - największe bagno świata w dorzeczu rzeki Ob


„Spiżarnia słońca”


Nie wykluczone, że z biegiem czasu bagna pokażą swe wszystkie sekrety przed nauką. Ale tymczasem zdarza się, że spowodują śmierć ze strachu jakichś zabłąkanych tam wędrowców. Wszak są jeszcze żywe podania o tym, że jak lubią zbierać się na bagnach wszelkiego rodzaju siły nieczyste, żeby odetchnąć od trudów czynienia Zła i raczyć się niewiarygodnie dobrym piwem, które potrafią uwarzyć tylko Błotnice.

Ale wszystkie legendy o mieszkańcach bagien nie zmniejszyły liczby mieszkańców błotnych przestrzeni. Przecież ich bogate w pokłady torfu, wspaniałe naturalne plantacje smacznych jagód i leczniczych ziół na wieki zrobiły z bagien sojuszników człowieka – rzeczywistą „spiżarnię słońca”.


Tekst i ilustracje – „Tajny XX wieka” nr 14/2015, ss. 34-35

Przekład z j. rosyjskiego – Robert K. Leśniakiewicz ©         

czwartek, 12 kwietnia 2012

„Wielka Niedźwiedzica” czyli wielkie cmentarzysko w Uniradze k/Stężycy na Pomorzu




Zofia Piepiórka

Był słoneczny wrześniowy dzień 1995 roku, gdy pierwszy raz wybrałam się do Uniradze, aby zobaczyć kamienne kręgi i kurhany. Od 1993 roku niezależnie od naukowców badałam kamienne kręgi w Odrach, a następnie w Węsiorach, dlatego spodziewałam się znaleźć coś ciekawego. Nigdy tam nie byłam i towarzystwo sąsiad Stanisław U. - który również chciał to zobaczyć - było jak najbardziej wskazane. Dojechaliśmy do Stężycy, a dalej w lewo koło UG i dalej wzdłuż lasu. Skręciliśmy w   pierwszą leśną drogę w lewo i jechaliśmy chyba 5 km, gdzie co kawałek w gąszczu drzew przy drodze widziałam różnej wielkości głazy. Pomyślałam: To musi być coś wielkiego. Dojechaliśmy do leśniczówki, gdzie zostawiliśmy samochód. Na nasz widok wyszła żona leśniczego. Zapytaliśmy czy wie gdzie są kamienne kręgi? Odpowiedziała, że tutaj nie ma kamiennych kręgów, ale jest stare cmentarzysko kurhanowe. Poza tym zbyt dużo na ten temat nie wiedziała, ale wspomniała, że badali je w latach 70-tych naukowcy z Gdańska i że dalsze badania będą prowadzone przez innych naukowców, ale kiedy, tego nie wiedziała. Stwierdziła - Tam nie ma nic ciekawego, ale dlaczego  interesujecie się tymi kurhanami? Gdy wspomniałam, że badam kamienne kręgi w Odrach stała się rozmowniejsza, gdyż pracowała dla „Dziennika Bałtyckiego” w Kościerzynie. ( Po jakimś czasie spotkałyśmy się w redakcji i rozmawiałyśmy o moich badaniach w Odrach, a potem napisała na ten temat artykuł.)

Ruszyliśmy w pobliski stary i rzadki las bukowy do najbliższych kurhanów. Szukaliśmy kamiennych kręgów, ale wszędzie widoczne były tylko niewielkie rozkopane kurhany i jakieś resztki kamieni.  Krążyliśmy po lesie dobre 2 godziny, ale kamiennych kręgów nigdzie nie było widać! Już mieliśmy wracać, ale poszłam jeszcze pod górę, gdzie rosły gęste krzewy i świerki. Gdy się przedarłam przez zarośla zobaczyłam ten sam stary las bukowy, a w nim kilkanaście metrów dalej stały… trzy nieduże kamienne kręgi prawie na skraju lasu! Krzyknęłam do Stacha: Znalazłam! Chodź zobaczyć! Stachu od razu pobiegł do najbliższego kręgu, a ja stałam w tym samym miejscu patrząc z niedowierzeniem… A jednak są! W końcu powoli podeszłam i dotykałam kamieni obwodowych o wys. ok. 0.80 cm. Środek kręgu wypełniony był oryginalnym „płaszczem” z bruku kamiennego, który miał wys. ok. 0.5 m, a więc żaden archeolog go nie badał! Kamienny krąg miał śr. ok. 10-12m.  W odległości ok. 20 m od niego był następny kamienny krąg podobnej wielkości, a za nim następny. Te trzy kamienne kręgi stały w linii prostej, ale w odległości ok. 30 m dalej – kilkanaście metrów odbiegający od tej linii w lewo - stał czwarty krąg. Nie miałam kompasu i nie widziałam słońca, więc nie potrafiłam określić kierunku tej linii. Sprawdziłam czy przebiega przez nie pasmo kosmiczne Złote. Okazało się, że trzy kamienne kręgi stoją na paśmie Złotym, tak samo jak kamienne kręgi w Odrach, a to znaczyło, że wskazują kierunek astronomiczny letni. Gdy sprawdzałam pasma kosmiczne w tym czasie Stachu szukał innych kamiennych kręgów. W końcu podszedł i powiedział: tam dalej nic nie ma, są tylko kurhany, a niżej jest duży wykop. Poszliśmy do tego wykopu. Był długi na kilkanaście metrów i głęboki na ok. 1m. Na jego brzegach były wały z ziemi. Wyglądało to jak wykop artyleryjski z czasów wojny lub pozostałość po wykopaliskach archeologicznych. Przebywaliśmy tam ok. godziny i mieliśmy już wracać, ale poszłam jeszcze w górę na skraj lasu bukowego, aby zobaczyć co tam jest. Za lasem, aż po szczyt góry było pole uprawne, a na nim wschodzące oziminy. Było słońce, ciepło, jasno i jakoś uroczyście… Podeszłam kilkadziesiąt metrów w górę skąd był rozległy widok na dolinę. Stałam w zamyśleniu myśląc o kamiennych kręgach w lesie. Czy są jeszcze jakieś inne na tym terenie? Jakie to było odwzorowanie? Wiedziałam już, że w Odrach w ustawieniu kamiennych kręgów są odwzorowane Hiady, a co było tutaj? To co zostało tutaj z jakiegoś odwzorowania, to niewielki procent z tego co było na tym rozległym terenie i chyba już nie da się tego zrozumieć… O wielkości tego obszaru i tych kamiennych kręgów świadczyły resztki kamieni, które mijaliśmy jadąc drogą przez las do leśniczówki. Większość kamieni już dawno została zabrana do budowy domów i dróg, tak jak w Odrach. Patrzyłam bezwiednie na północ… Nagle poczułam dziwną energię i dotarły do mnie dziwne dźwięki… coś jak płacz dziecka lub małego zwierzątka.  Rozglądałam się myśląc - co to jest??  Skąd to dochodzi? Może z doliny? Ale dźwięki jak echo dochodziły z daleka… tam gdzieś na horyzoncie, gdzie patrzyłam. Co tam jest? Podszedł Stachu patrząc chwilę w milczeniu w tym samym kierunku, ale w końcu zapytał:

- Co tak patrzysz? Coś tam ciekawego widzisz?

Nie potrafiłam jemu powiedzieć co czuję… Zapytałam:

- Co tam jest? Jaki to kierunek…?

Stachu rozejrzał się i po chwili odpowiedział:

-Tam jest północ, chyba Gdańsk…

- Gdańsk? - zapytałam z niedowierzeniem. Wyksztusiłam: Tam coś jest… To ma związek z tymi  kamiennymi kręgami. Jakieś kamienne kręgi, ale gdzie…

Nie wiedziałam, że nieświadomie będę je szukać wiele lat, że je znajdę i wtedy zrozumiem co kryje las w Uniradze… Płacz „dziecka” był jedyną wskazówką.

Wróciliśmy do samochodu. Na podwórku czekała na nas pani redaktor ciekawa wyników naszych poszukiwań. Opowiedzieliśmy, że znaleźliśmy 4 kamienne kręgi, ale aby to badać potrzeba dużo czasu i pieniędzy, bo ten obszar jest wielki. Dużo większy niż ten w Odrach, gdzie jest 16 ha, a tutaj jest  chyba ok. 40 ha.

W czasie kolejnych dwóch lat byłam tam jeszcze pięć razy z przyjaciółmi, ale nie znaleźliśmy innych kamiennych kręgów. Potem badałam różne kamienne kręgi – w Węsiorach, Leśnie, Grzybnicy, Rosnowie, Hajnówce, Babim Dole, itd., ale przede wszystkim w Małych Stawiskach!

Do Uniradze wróciłam po latach, gdy w 2006 roku odszukałam „dziecko” „Wielkiej Niedźwiedzicy”! „Dziecko” – „Małą Niedźwiedzicę” odkryłam w lesie w Zaskoczynie niedaleko Gdańska. Nikt nie wiedział, że tam są jakieś kamienne kręgi i w dodatku na podobnym obszarze  - o powierzchni ok. 40 ha. Tego nie można nie zauważyć! Nigdzie nie widziałam tak rozległego skupiska kamiennych kręgów i kurhanów, jedynie w Uniradze. O odkryciu natychmiast powiadomiłam archeologów w Muzeum Archeologicznym w Gdańsku. To co potem się działo to jakiś horror…! Gdy przekazałam im sprawozdanie z odkrycia oraz redakcjom w Trójmieście, archeolodzy natychmiast ocenzurowali wszelkie publikacje na ten temat oraz nie chcieli rozmawiać ani ze mną, jak również z wójtem Gminy Trąbki Wielkie – panem Błażejem Konkol. Trwało to jeszcze trzy lata, zanim znalazłam sposób i  opiekuna dla tych kamiennych kręgów, czyli AWSiT w Gdańsku. Ale zanim to się stało okoliczni nowi mieszkańcy nadal bezkarnie wywozili kamienie z kręgów jak z kopalni kamieni i nikt im w tym nie przeszkadzał! Zrobiłam zdjęcia wielkiej ilości wrzecionowatych kamieni w jednym z pobliskich domów i pokazałam wójtowi. Wójt rozpoznał dom swojego… radnego Gminy!!! W tym czasie nie było żadnego archeologa ani dziennikarza, aby powstrzymać ten bezkarny proceder dewastacji najstarszego zabytku w Polsce i Europie! A co ja z tego miałam? Urągania, wyzwiska… Była też ustna umowa, ale Panowie… wzięli pieniądze z UE na promocję i ochronę tego bezcennego Kamiennego Testamentu i „zapomnieli” o umowie, nie licząc się z moim zdaniem, bo kim jestem? Ale ja nie zapomniałam… To co zrobili świadczy o braku wiarygodności w większych sprawach.

 A co robią archeolodzy? Oni teraz będą badać te megality co najmniej 50 lat w całej powadze i majestacie nauki na najstarszym i największym cmentarzysku w Polsce… za pieniądze podatników. Rząd Polski podobno nie ma pieniędzy, ale na ich „badania” są pieniądze, bo oni najlepiej wiedzą co z tym trzeba zrobić…

Jestem wizjonerką oraz badaczką megalitów od 1993 roku. Znalazłam to niezwykłe „dziecko” „Wielkiej Niedźwiedzicy”, które w ten sposób pokazało mi gdzie „leży matka” i to w tym wszystkim jest najważniejsze, ale to historia na kolejne, długie opowiadanie o starych Kaszubach.

                                               **********

*Uniradze (nazwa w j. kaszub. Ùniredzé) –  położona w województwie pomorskim, w powiecie kartuskim, w gminie Stężyca. Położona na Kaszubach, na Pojezierzu Kaszubskim na obszarze Kaszubskiego Parku Krajobrazowego i Szwajcarii Kaszubskiej przy turystycznym szlaku Wzgórz Szymbarskich. W latach 1975-1998 miejscowość administracyjnie należała do województwa gdańskiego.

Uniradze - wg danych z 31 grudnia 2011 r. miało 4 stałych mieszkańców, ale… stanowiska archeologiczne i grodziska na tym terenie świadczą o bogatej przeszłości. Pierwsze ślady osadnictwa pochodzą z epoki brązu. Na terenie Parku Krajobrazowego jest wiele takich stanowisk, ale z punktu widzenia turysty, walory krajoznawcze posiadają tylko niektóre z nich. Na szczególną uwagę zasługuje cmentarzysko kurhanowe koło leśniczówki Uniradze (gmina Stężyca). Zajmuje ono kilkuhektarowy obszar i jest to największe takie cmentarzysko w Polsce. Znajduje się tu co najmniej trzy tysiące kurhanów i grobów od ciałopalnych do szkieletowych. Część z nich datuje się na II tysiąclecia p.n.e.

Kurhany w leśnictwie Uniradze

(Fragmenty z tekstu Beaty Beczek oraz „Gazety Kartuskiej”)

Cmentarzysko kurhanowe położone jest w kompleksie leśnym w leśnictwach Uniradze i Przewóz (obręb leśny Wieżyca), w malowniczej rynnie Jeziora Raduńskiego w pobliżu wsi Zgorzałe.

Jego wielkość wskazuje na to, że byli na nim chowani mieszkańcy większego obszaru. Również podania ludowe o cmentarzysku sugerują, że miało ono olbrzymie znaczenie.

Kurhany są kamiennymi mogiłami o średnicy 1-1,5 m i obecnej wysokości do 0,5 m - wykorzystywanymi do chowania zwłok od ok. 1000 r. p.n.e., aż po wprowadzenie chrześcijaństwa. W jednym kurhanie znajduje się kilka, a czasami nawet kilkanaście pochówków.

Pierwsze badania tego cmentarzyska były prowadzone w okresie międzywojennym przez J. Delektę. ( W tym samym okresie w Odrach prowadził badania archeologiczne dr. J. Kostrzewski.) Badania te wówczas ujawniły, że kurhany pochodzą z czasów wczesnego średniowiecza, a odkryte groby są bogato wyposażone, natomiast szczątki ludzkie były zachowane w doskonałym stanie.

W 1985 roku kurhany w dwóch oddziałach zostały zinwentaryzowane przez prof. inż. Jerzego Fellmana z Politechniki Gdańskiej mieszczące się w liczbie 600.

We wrześniu 1995 roku rozpoczęłam tam swoje pierwsze poszukiwania i badania.

W 2001 roku grupa archeologów pod kierunkiem prof. M. Ziółkowskiego z Zakładu Antropologii Historycznej Instytutu Archeologii Uniwersytetu Warszawskiego przeprowadziła inwentaryzację kurhanów na cmentarzysku. W literaturze naukowej szacuje się, iż ta nekropolia liczy 1000 – 1500 kurhanów. Profesor Ziółkowski twierdzi jednak, że liczba ta jest raczej bliższa 3000. Tylko w jednym oddziale naliczył 690 kurhanów, a w innych ponad 300. W chwili obecnej uważa się, że jest to największe cmentarzysko kurhanowe w Polsce, a nawet w tej części Europy.

Na cmentarzysku są cztery rodzaje kurhanów związane z różnymi „momentami” czasowymi, pochodzą z X-XI wieku, jeden ze znalezionych może nawet pochodzić z epoki brązu (II tysiąclecie p.n.e.). Wraz z prof. M. Ziółkowskim badania nad kurhanami prowadzi dr Arkadiusz Sołtysiak – antropolog. Wiele sobie obiecują po dalszych badaniach znalezionych szkieletów. Stosunkowo najwięcej jest tych z wczesnego średniowiecza. Szczegółowe badania szkieletów, a następnie porównanie wyników badań z wynikami z innych części kraju mogły by dostarczyć informacji na temat różnic populacji i kierunków migracji człowieka. W czasie prac prowadzonych przez prof. M. Ziółkowskiego natknięto się na większe kurhany o wysokości 3 m i 20 m średnicy, szacowane na początek epoki brązu lub końca neolitu (II tysiąclecia p.n.e.). Grobowce te nie zostały jeszcze zbadane, ale przewiduje się nowe prace wykopaliskowe w najbliższych latach.

Z wywiadu z prof. Ziółkowskim:

 „Na dzień dzisiejszy już wiemy, że kurhanów, których udało się nam „dotknąć ręką”, jest na obszarze dwóch leśnictw: Uniradze i Przewóz, ponad 2650. Bardzo dokładna prospekcja została przeprowadzona tylko w czterech oddziałach, w innych wykonaliśmy ją szacunkowo. Biorąc poprawkę na to, że szczegółowa inwentaryzacja zawsze przynosi dokładniejsze wyniki oraz na fakt, że niestety prawdopodobnie w przeszłości wybierano kamień z tych kurhanów do budowy domów, możemy tu mówić spokojnie o liczbie 3500-4000 kurhanów, które znajdują się lub do niedawna znajdowały na tym obszarze. Do liczby 2650,  które zostały dokładnie zinwentaryzowane, należy dodać szacunkową wielkość rzędu 1000-1400 tych, które jeszcze prawdopodobnie tam są lub zachowały się po nich pozostałości. Reasumując, można spokojnie uznać, że jest to największe cmentarzysko kurhanowe w tej części Europy. Kurhany zachowały się na terenie leśnym i prawdopodobnie było ich znacznie więcej, nawet więcej niż te szacunkowe cztery tysiące, o których mówiłem. Mogły się znajdować na byłych terenach leśnych, które potem karczowano i przeznaczano pod uprawę. Jest to jedno, wielkie cmentarzysko. A co jest w tym ciekawego? Ciekawe jest to, dlaczego wybierano na pochówek akurat ten teren? Co było tak niezwykłego w tym miejscu? Czy było to miejsce jakiegoś szczególnego kultu? Dlaczego nie ma kurhanów w innych lasach oddalonych o kilkanaście kilometrów, na przykład mirachowskich, a w tym miejscu występuje aż tak ogromne ich nagromadzenie?”

 Odpowiem na pytania pana prof. Ziółkowskiego!

 Były tam kamienne kręgi rozmieszczone na wielkim obszarze o podobnej powierzchni jak w Zaskoczynie k/Gdańska. Pozostały już tylko kurhany! Co zrobili w czasie tych lat archeolodzy, aby uratować te kamienne kręgi?!

Czytamy - „Lokalizacja jednego z największych cmentarzysk kurhanowych w Polsce w sąsiedztwie szczytu Wieżycy wskazuje na wyjątkowość tego najwyższego wzniesienia na Pomorzu Gdańskim. Prace badawcze archeologów nad odkryciem wszystkich tajemnic historycznych cmentarzysk kurhanowych zlokalizowanych na terenie Nadleśnictwa Kartuzy są regularnie prowadzone od kilku lat.”  Hahaaaaaa… Można już tylko się śmiać! Do tak wielkiego zniszczenia doszło dzięki zacofanej teorii naukowej o Gotach i ich cmentarzyskach na Pomorzu, ale tak jest tylko w Polsce, bo w innych krajach już dawno wycofano się z tego typu teorii i dzięki temu „dokopują” się do rozumu. A tutaj niespodzianka dla archeologów… Wstępne badania wskazują na II tys. p.n.e. Więc czyim dziełem są kamienne kręgi? To oczywiście obala dotychczasowe teorie naukowe o Gotach. Czyżby więc ta cała awantura z odkryciem największego kompleksu kamiennych kręgów koło GDAŃSKA miała na celu li tylko ukrycie prawdy o twórcach kamiennych kręgów przez samych archeologów z obawy o własne autorytety naukowe? Wszystko na to wskazuje, dlatego nie przebierali w środkach - co miałam okazję doświadczyć…

                                               ***********

Na terenie wszystkich kamiennych kręgów jakie badałam w Polsce zawsze są jakieś kurhany. Podobnie jest na terenie Stonehenge w Wielkiej Brytanii, w Skandynawii i w całej Europie.

Wokół wszystkich starych kościołów również są cmentarze.

 Kamienie z kręgów w Uniradze już dawno zostały wykorzystane do budowy domów i dróg czy pięknych ogrodów okolicznych mieszkańców - podobnie jak to robili w ostatnich latach okoliczni mieszkańcy  Zaskoczyna – gdyż nikt z archeologów nie interesował się tym co tam się dziej.

Obecnie interesują się tymi cmentarzyskami równie wszelakiej maści psychotronicy, gdyż od lat nastała moda na „miejsca mocy” dzięki Leszkowi Mateli oraz prezesowi Stowarzyszenia Badań Kamiennych Kręgów - E. Leciejowi. Robią różne diotyczne obrzędy i rytuały, a także koncerty gongów tybetańskich, chodzenie po ogniu, medytacje, itd. To, że są to kamienne kręgi dla nich nie ma znaczenia, nic z tego nie rozumieją i nie badają, ale o tym co tam się dzieje dziennikarze będą pisać, bo to jest ważne… Dla kogo? Chyba dla archeologów, gdyż dzięki temu podtrzymują ich zacofane teorie  o Gotach. Reszta jest milczeniem…

 Z moich badań wynika, że kamienne kręgi to PLAN Baz Kosmicznych dla Polski, ale to naukowców oraz psychotroników – zwolenników religii wschodnich - nie interesuje. A co ich interesuje? Jak odpowiedzą, to będziecie wiedzieć o co chodzi.

Plan kamiennych kręgów, a jednocześnie Baz Kosmicznych Wielkiej Niedźwiedzicy został prawie w całości zniszczony. Od wielu lat badam teren Kościerzyny z wielu powodów. Jednym z nich jest herb miasta, gminy i powiatu. Na najstarszych herbach widnieje NIEDŹWIEDŹ, który stoi przy drzewie z jedną gałęzią na której jest pięć liści dębu. Na najnowszych herbach miasta niedźwiedź odchodzi od drzewa. Zawsze zastanawiało mnie skąd zaczerpnięto inspirację do takiego symbolu na tym terenie? Czyżby wiedzieli o tych Bazach Kosmicznych już od dawna? Mnie w tym wszystkim najbardziej intrygowało DRZEWO, które ma symboliczny związek z „Radioźródłem 3c 123 na Kaszubach”.

Dlatego, że od wielu lat również badam teren Kościerzyny wiem, że jest tam pięć Baz Kosmicznych. Jest tam jedna z baz Wielkiej i Małej Niedźwiedzicy oraz Hiad, Węża i Oriona. Gdzie? Dwie z tych baz pomogła mi zlokalizować znajoma z Gliwic Ewa W. -  podczas pobytu w Kościerzynie w marcu 2012 roku, ale nie miejscowi psychotronicy – zwolennicy religii wschodnich. Oni nie mają pojęcia na czym dosłownie „siedzą”. Ale jakie to ma znaczenie dla sprawy kamiennych kręgów odwzorowanych w lesie Uniradze i Zaskoczynie? To mapa gwiazdozbiorów i Baz Kosmicznych w Polsce oraz starych miast które zostały zniszczone z powodu kataklizmów. Muszę dodać, że z moich badań wynika iż teren „Radioźródła 3c 123 na Kaszubach oraz Kościerzyna - na północ, a na południe Stara Kiszewa - to teren olbrzymiego miasta wielkości Trójmiasta, które istniało tutaj w czasach Pierwszej cywilizacji… ale do tego tematu wrócę innym razem. Wszystko to zostało zniszczone, tylko gwiazdozbiory się nie zmieniły oraz bazy kosmiczne w ziemi.

O gwiazdozborach

W gwiazdach Małej i Wielkiej Niedźwiedzicy nasi przodkowie doszukiwali się różnych figur związanych z jakimś mitem lub przedmiotem znanym z codziennego życia. Dla ludów żyjących na obszarach dzisiejszego Kazachstanu gwiazdy Wielkiej Niedźwiedzicy były koniem, a Małej Niedźwiedzicy - lejcami. Natomiast dawnym Słowianom gwiazdy obu konstelacji przypominały dzban, a ludom Mezopotamii, Persji i Grecji - niedźwiedzie. W Polsce, podobnie jak w Chinach, najczęściej jasne gwiazdy Wielkiej i Małej Niedźwiedzicy nazywane były Wielkim i Małym Wozem

Wielka Niedźwiedzi - Ursa Maior

Wielka Niedźwiedzica (łac. Ursa Maior, dop. Ursae Maioris, skrót UMa) – gwiazdozbiór okołobiegunowy nieba północnego, a zarazem trzecia co do wielkości konstelacja nieba. W Polsce jest widoczna przez cały rok.

Najjaśniejsze gwiazdy Wielkiej Niedźwiedzicy tworzą charakterystyczny i łatwy do odszukania na niebie układ Wielkiego Wozu (zwanego w niektórych krajach „Wielką Chochlą” lub „Wielkim Rondlem”), którego „dyszel” jest jednocześnie „ogonem” niedźwiedzicy.

Nazwa gwiazdozbioru nawiązuje do greckiego mitu o uwiedzionej przez Zeusa nimfie Kallisto, która po śmierci z rąk Artemidy została przemieniona w niedźwiedzicę i umieszczona na firmamencie. Zazdrosna Hera uprosiła bogów, by niedźwiedzica nie mogła się kąpać w oceanie i przez cały czas bez odpoczynku wędrowała w kółko po niebie.

Wielka Niedźwiedzica jest jednym z najdawniej nazwanych gwiazdozbiorów. Zarówno ludy Eurazji, jak i Ameryki Północnej, rozpoznawały w tej konstelacji kształt niedźwiedzia. Oznacza to, że gwiazdozbiór ten musiano nazwać jeszcze przed zniknięciem lądowego połączenia pomiędzy Syberią i Alaską, co najmniej 15 000 lat temu.

Gwiazdozbiór ten widnieje też na fladze stanowej Alaski oraz fladze Czirokezów.

Najjaśniejszą gwiazdą w tym gwiazdozbiorze jest ε UMa (Alioth), o jasności zmiennej od 1,68 do 1,78 mag.

Inne jasne gwiazdy:

α UMa (Dubhe) jasność 1,8 mag

β UMa (Merak), jasność 2,4 mag

γ UMa (Phekida), jasność 2,4 mag

δ UMa (Megrez), jasność 3,3 mag

η UMa (Benatnash), jasność 1,85 mag

ζ UMa, gwiazda wielokrotna, układ składający się z sześciu gwiazd, w tym Mizara (2,3 mag), będącego gwiazdą poczwórną, i powiązanego z nim grawitacyjnie Alkora[2] (4 mag), będącego gwiazdą podwójną, którego dostrzeżenie gołym okiem bywa trudne, choć jest możliwe dla osób o dobrym wzroku.

Uwagi Jest jednym z obiektów, które znalazły się na najstarszej papierowej mapie nieba pochodzącej z jaskiń w Dunhuang.

Mała Niedźwiedzica - Ursa Minor

Mała Niedźwiedzica (łac. Ursa Minor, dop. Ursae Minoris, skrót UMi) – słabo widoczna, ale mimo to ogólnie znana konstelacja okołobiegunowa, ze względu na Gwiazdę Polarną (α UMi), leżącą +/- 1 stopień od północnego bieguna nieba i na końcu tzw. Małego Wozu.

Na niebie północnym „pomaga” odnaleźć kierunek bieguna niebieskiego, tak jak Krzyż Południa ułatwia znalezienie bieguna południowego.

Siedem najjaśniejszych gwiazd nazywanych jest Małym Wozem. Często mylone z Plejadami w gwiazdozbiorze Byka.

Najjaśniejsze gwiazdy

Gwiazda Polarna (α UMi, zwana także „Cynosurą”) jest żółtym nadolbrzymem leżącym około 430 lat świetlnych od Słońca. Jest równocześnie gwiazdą zmienną z typu cefeid o amplitudzie zmian jasności 0,1 mag. i okresie 4 dni.

Kochab (β UMi), jasność 2,1, pomarańczowy olbrzym w odległości ok. 95 l.ś.

Pherkad (γ UMi) ma jasność 3,1, barwy niebiesko-białej, odległość od Ziemi 230 l.ś.

δ UMi, jasność 4,4, barwy niebiesko-białej, oddalona o 140 l.ś.

ε UMi, jasność 4,2, żółty olbrzym oddalony o 200 l.ś., gwiazda zmienna zaćmieniowa o okresie 39,5 dnia i amplitudzie 0,1 mag.

ζ UMi, jasność 4,3, barwy biało-niebieskiej, oddalona o 110 l.ś.

η UMi, jasność 5,0, barwy białej, oddalona o 91 l.ś.

 Mała Niedźwiedzica, zwana również Małym Wozem, już od kilku wieków ma wyjątkowe znaczenie praktyczne ze względu na swe położenie wśród gwiazdozbiorów nieba północnego. W naszym tysiącleciu, aż do wynalezienia kompasu, Gwiazda Polarna była ważnym punktem orientacyjnym dla karawan pustynnych, żeglarzy i podróżników, przemierzających nie zamieszkane obszary. Nawet dzisiaj, w czasach nowoczesnych przyrządów nawigacyjnych, nadal pozostaje podstawową gwiazdą, określającą kierunek na północ. Obecnie północny biegun świata jest oddalony od Gwiazdy Polarnej o 58'. Jednak, jak wszystko we wszechświecie, i ta wartość nie jest stała. W wyniku precesji osi ziemskiej, co 13 tysięcy lat, Gwiazda Polarna przestaje być Gwiazdą Północną na rzecz Wegi. Zataczając okręgi na niebie, północny biegun Ziemi wskazuje co raz, to inną gwiazdę. I tak na przykład w czasie budowy wielkich piramid egipskich Gwiazdą Północną był Thuban.

Gwiazda Polarna (Polaris, Alrucaba, Cynosura) - najjaśniejsza gwiazda konstelacji. Jest to cefeida o żółtym zabarwieniu, której jasność zmienia się regularnie w okresie 3,97 dnia. Ten nadolbrzym ma objętość około miliona razy większą niż nasze Słońce, a pod względem mocy promieniowania przewyższa je aż 12 tysięcy razy. Gwiazda Polarna znajduje się w odległości 1087 lat świetlnych i jest układem pięciokrotnym, co oznacza, iż plamka, którą widzimy na niebie, w rzeczywistości składa się z 5 gwiazd. Starożytni Grecy, dla których Polaris była pięknym światłem nieba północnego, nazywali ją Phoenice. Trzecia nazwa gwiazdy pochodzi od arabskiego słowa al-rakaba - jeźdźcy.

Kochab - olbrzym o barwie pomarańczowej, odległy o 105 lat świetlnych. Nazwa pochodzi z arabskiego kaukab šamali - gwiazda północna, pierwotnej nazwy Gwiazdy Polarnej.

Pherkad - w tym miejscu na niebie znajdują się dwie gwiazdy Pherkad Maior i Pherkad Minor. Nie oznacza to jednak, że gwiazda ta jest podwójna, gdyż jej składniki nie są ze sobą fizycznie powiązane, jak to ma miejsce np. w przypadku Gwiazdy Polarnej. Pherkad Maior jest odległy od Ziemi o 181 lat świetlnych i w rzeczywistości jest gwiazdą podwójną. Natomiast światło gwiazdy Pherkad Minor biegnie do nas 251 lat. Obie gwiazdy Arabowie znali jako jedną o nazwie 'achfa al farqadain, co znaczy ciemniejsze z dwóch cieląt. Maior znaczy po łacinie większy, minor - mniejszy.

Pochodzenie nazwy

Według mitologii greckiej gwiazdozbiór przedstawia Arkasa – syna zamienionej w Wielką Niedźwiedzicę nimfy Kallisto i Zeusa. Małemu niedźwiadkowi zrobiło się bardzo smutno, kiedy patrzył, jak żeglarze nie mogą znaleźć drogi do domu i błąkają się po morzu. Wszedł na nieboskłon, aby pokazać im drogę ogonkiem. Mama (Wielka Niedźwiedzica) dołączyła do malca, aby się nim opiekować.                                               

Przypisy: *Wikipedia, „Gazeta Kartuzka”,
Foto - Internet

piątek, 25 listopada 2011

SPRAWA 001/X - MAGIA W STAROŻYTNYM EGIPCIE (1)




 

W podziemiach piramid Wielki Set śpi zwinięty;

W cieniu grobowców pełza jego lud przeklęty...
Z bezdennych otchłani wznoszę swe wołanie:
Ześlij mi sługę gniewu, o łuskowaty Panie!

Robert E. Howard - „Feniks na mieczu"

Miloš Jesenský

Wielu klasycznych pisarzy uważało Egipt za źródło powstania wiedzy magicznej. Starożytność jego cywilizacji, ogrom świątyń i piramid, tajemniczy bogowie ze zwierzęcymi głowami, zagadkowe hieroglify, rytuały przeznaczone dla zmarłych i boska aura faraonów, stworzyły mamiącą i cudowną atmosferę Egiptu, która dla wyznawców okultyzmu nigdy nie znikła w pomroce zapomnienia.

 Richard Cavendish - „Historia magii”

---oooOooo---

Termin magia pochodzi najprawdopodobniej od perskiego słowa oznaczającego siłę, władzę albo wielkość - co wedle innych zbliżonych definicji można pojmować także jako aktywność zmierzającą do osiągnięcia celów, a które to czynności nie są wyjaśnialne na zasadzie związku przyczynowo-skutkowego - zaś innymi słowami mówiąc w znaczeniu praktycznym - jest to działalność człowieka na poza-fizycznym poziomie. Taką też definicję będziemy mieli w pamięci, kiedy będziemy mówić o magii praktykowanej w starożytnym Egipcie od czasów najdawniejszych, ginących w pomroce dziejów, aż do czasów hellenistycznych, tj. od roku 3000 do roku 30 p. n. Chrystusa. 
Sam przedmiot badań możemy analizować, wedle prac Františka Lexy, w trzech zasadniczych grupach:

v    Magia na potrzeby życia codziennego;
v    Magia na potrzeby życia pozagrobowego;
v    Magia na potrzeby łączności naszego świata ze światem sił pozagrobowych, w którego realność antyczni Egipcjanie święcie wierzyli.

Szczególnie interesującą dla nas jest ten ostatni rodzaj magii, w której różne zaklęcia i wersety z „Księgi Zmarłych” uznawane jako pomoce nawigacyjne w podróży duszy ludzkiej poprzez świat umarłych, nie dadzą się nijak porównać z praktykami staroegipskiej nekromancji, w czasie których wedle tradycji, były wywoływane duchy zmarłych ożywiane mumie i uruchamiane były najstraszliwsze pozagrobowe siły i moce,  a co straszy teraz naiwnych z ekranów kin i telewizorów w kiczowatej szmirze made in Hollywood...

Przesłanie z państwa Ozyrysa


O, sędziowie i uczeni, urodzeni i sławni i wszyscy ostatni ludzie, którzy wstąpicie kiedykolwiek do tego grobu, podejdźcie bliżej i słuchajcie mojej opowieści! - czytamy z napisu na grobowcu żony Taimhotepa w Aleksandrii. 30-letnia małżonka Wielkiego Księcia Memfisu, która w 42 r. p.n.e. odeszła na tamten świat, mówi o cierpieniu  w ciemnym państwie wiecznego zapomnienia i smutek emanujący z jej słów dobiega do nas nawet po tylu stuleciach:
Na co zdają się lata, przez które nie żyjemy na Ziemi? Kraj Zachodu jest krainą snu i ciemność ciężko spoczywa na tych, którzy się tam dostali. Cienie ich cierpią i nie mogą liczyć na to, by ujrzeli swych braci. Nie widzą swych ojców, ani swych matek, daremnie rozglądają się za swymi małżonkami i dziećmi.
Woda życia, która jest na ziemi, należy się każdemu, ale moim udziałem tutaj jest pragnienie. Woda sama przypływa do tego, który jest na ziemi, ja jestem spragniona, choć woda jest tuż obok mnie, dlatego nie wiem, gdzie ona jest, odkąd przybyłam do tego smutnego ustronia. Daj mi cieknącą wodę, albo wskaż drogę wiodącą ku wodzie, nadstaw ma twarz ku północnemu wiewowi wiatru nad brzegiem rzeki, proszę, abyś wybawił moje serce od tego utrapienia.
Śmierć woła każdego. „Chodź do mnie” - to imię śmierci. Wszyscy, których do siebie woła, idą ku niej, choć serca ich pełne są strachu. Nie ma ani boga, ani człowieka, który odważyłby się na nią spojrzeć. Ma ona w swych rękach to co wzniosłe i proste, a nikt jej nie może się oprzeć. Jej ręka spocznie na każdym, na kim zechce: odbiera dzieci matce, na próżno chce uciec jej starzec. Wszyscy proszą ją o litość, ale ona nikomu nie odpuści - nie przychodzi do tego, który ją wzywa, nie słucha tego, kto się do niej modli, ani tego, który ją wielbi.
„Pieśń harfiarza”, która powstała na dwadzieścia stuleci przed napisem na grobie Taimhotepa, mówi nam jeszcze, że: Z tamtego świata jeszcze nikt nie wrócił. Nikt nie może powiedzieć, jak martwi wyglądają i czego im trzeba. Pamiętaj, że nikomu nie jest dane zabrać ze sobą swój majątek. A z tych, którzy tam odeszli - nikt już nie powraca.
Te słowa wydają się szczególnie dziwne w porównaniu z kultem zmarłych, który rozwinął się w starożytnym Egipcie. W kulturze, w której dobro osób zmarłych było stawiane na pierwszym miejscu, o przemijającym ziemskim życiu musimy poszukać prawdy w magicznych tekstach, a nie w zapisanych pieśniach żałobników.

Powrót z tamtego świata

Jak to wynika z różnych cytatów ze staroegipskich magicznych papirusów, dusze osób zmarłych nie tylko wracały z zaświatów, ale istniały konkretne wyobrażenia o ich wyglądzie. Sprawiedliwy i szlachetny człowiek stawał się po swej śmierci Promieniującym duchem przebywającym w towarzystwie bogów i zapewniał on ich pomoc i opiekę nad swymi żyjącymi bliskimi, a także tym, którzy odpowiednimi rytuałami zyskali jego przychylność. Duch złego człowieka nazywany martwym duchem był wykluczony z obiegu pośmiertnego życia i przebywał na skraju pustyni, gdzie jako złowroga istota wkraczał do ludzkich siedzib i tam się na ludziach srodze mścił - wchodząc w ciała żywych powodował padaczkę, szaleństwo czy choroby zakaźne.
O możliwości spontanicznego powrotu zmarłych bogów i duchów mówi znana historia o faraonie Tutmozisie IV władającym w latach 1413-1405 p.n.e. Granitowa stela znaleziona między łapami Sfinksa mówi, że kiedy faraon zdrzemnął się w południe pod tą ogromną rzeźbą zmęczony polowaniem, objawił mu się we śnie bóg Haremachet, który rozkazał mu oczyszczenie Sfinksa z pokrywających go warstw piasku, co Tutmozis bez wahania rozkazał wykonać. 
W opowiadaniu o cudownym uzdrowieniu księżniczki Bentreshe, faraon Ramzes II z XIX Dynastii zwany Ramzesem Wielkim (ok. 1290-1224 r. p.n.e.) udał się ze swoją prośbą do posągu tebańskiego boga Księżyca Chonsa, który odpowiedział mu skinieniami głowy i słowami. W staroegipskich hieroglificznych inskrypcjach bardzo często pojawia się tematyka kontaktów faraonów z bogami, co najlepiej udowadnia opowiadanie o narodzinach, młodości i koronacji królowej Hatshepsut z XVIII Dynastii (1490-1468 r. p.n. Chr.) z rozbudowanej przestrzennie świątyni w Der el-Bahr.

Tajemnice nekromancji

Wywoływanie duchów zmarłych, ściślej zwane nekromancją, jest dokładnie opisane w demotycznych, magicznych księgach z muzeów Londynu, Leidy i Luwru. Znajdziemy tam całe przepisy, w jaki sposób przywoływać nie tylko bogów i świetliste duchy, ale także złe i demoniczne istoty, dusze zatracone. Nekromancja powstała dzięki chęci poznania rzeczy ukrytych, teraźniejszych, przeszłych i przyszłych - co wynika z samej jej nazwy. Nekromancja pozwala na przyjmowanie rozkazów z innego świata i wydawanie rozkazów istotom w nim przebywającym. Wszystkie te czynności, oczywiście, były głęboko zrytualizowane.
Wiedza starożytnych Egipcjan o istnieniu, wyglądzie i działalności demonów była o wiele bardziej złożoną, niż wiedza europejskich magów na przełomie Średniowiecza i Odrodzenia. Z pisemnych i rzeczowych źródeł wiemy, że było ich ponad 200. Imion wielu z nich zapomniano, bowiem ich imion nie można było zapisywać i wymawiać, na zasadzie „nie wywołuj wilka z lasu”... 
Wszystkie demoniczne istoty były obdarzone nadprzyrodzoną siłą i poza czarodziejskimi różdżkami, amuletami i inną magiczną bronią, można je było przegonić przy pomocy ognia. Z pomiędzy tych, które złowrogich stworów można wspomnieć te, których imiona związane są z ich fizycznymi właściwościami: Czerwonooki, Ślepogłowy, Białozęby, Dalekokroczący, Czaszkogłowy, itp. Osobną podgrupę stanowią demony towarzyszące bogini wojny Sachmet, którzy w każdym roku rozsiewali w Egipcie mór. Jednak najwięcej informacji zostało na temat podziemnych demonów opisanych w tekstach „Księgi zmarłych”. Niektóre z nich strzegły bram podziemnego królestwa przed „nieczystymi”, inne zaś krążyły po podziemnym państwie Ozyrysa i w tej ciemnej krainie jedzeniem ich były ciała zmarłych, zaś napojem - ich krew.
Ze złymi duchami zazwyczaj egipski mag się nie zadawał, a kiedy się zbliżyły, to używał zwierciadła by je odegnać, zaś kiedy weszły do ciała jakiejś osoby, wypędzał je - co nie było prostą i łatwą czynnością.

Magiczne teksty i zaklęcia

Podstawową czynnością w magicznej działalności (i to nie tylko w Egipcie) było zaklinanie służące przywołaniu, opanowaniu i odwołaniu z powrotem na plan astralny istot z zaświatów. Najstarszym i najprostszym czarodziejskim środkiem, który zrodził się wraz z językiem mówionym, było zaklęcie. Wygłaszanie jego tekstu, już to z pamięci, już to z zapisu miało zawsze brzmienie rozkazujące, wzmacniane jeszcze dodatkowo odpowiednią wokalizacją i gestykulacją. I tak najstarsze zaklęcia występowały tylko w formie rozkazu - nakazu czy zakazu - później łączono je z innymi tekstami i używano także do innych celów. Czarodziejskie zaklęcia były często ściśle utajniane i tak poza ich właścicielem nikt nie mógł ich używać, czy nawet przeczytać, inaczej traciły moc.
Bolesław Prus w swej powieści, niejednokrotnie podaje  przykłady takich magicznych formuł:
Ojcze niebieski, łaskawy i miłosierny, oczyść duszę moją... Ześlij na niegodnego sługę swoje błogosławieństwa i wyciągnij wszechmocne ramię na duchy buntownicze, abym mógł okazać moc Twoją...
Oto znak, którego dotykam w waszej obecności. Otom jest  - ja - oparty na pomocy bożej, przewidujący i nieustraszony... Otom jest potężny i wywołuję was i zaklinam... Przyjdźcie tu, posłuszne w imię Aye Saraye, Aye Saraye...[...]
W imię wszechmocnego i wiekuistego Boga... Amorul, Tanecha, Rabur, Latisten... […]
W imię prawdziwego I wiecznie żyjącego Eloy, Archima, Rabur, zaklinam was i wzywam... Przez imię gwiazdy, która jest słońcem, przez ten jej znak, przez chwalebne i straszne imię Boga żywego...
„Faraon”, tom 1, rozdz. XX

Ta księga, to jedna wielka tajemnica. Nie dopuść do tego, by widziało ją oko człowieka , ponieważ to jest szkodliwe dla niej, kiedy przeczyta ja ktoś obcy. Ukrywaj tę księgę! - czytamy w siódmym ustępie XII rozdziału „Księgi zmarłych”. W jej tekstach są opisane wszystkie efekty, które można osiągnąć stosując jej zaklęcia, mówi się o pochodzeniu i znalezieniu czarodziejskich papirusów - jak to ukazuje np. fragment z Papirusu Londyńskiego z przełomu XIII/XII wieku p.n.e.:
Księgę tę objawiono w sali świątyni w Chebjete, a dostała się ona tajemną mocą bogini do rąk bibliotekarza świątynnego. Ziemia była pogrążona w ciemnościach, a Księżyc świecił na tą księgę, gdziekolwiek by ona nie była.
Imperatywny charakter zaklęcia wzmagał się wraz z upływem czasu. Wydaje się być czymś naturalnym, że faraon będący zastępcą jedynego Boga na ziemi, nakazuje pomniejszym bogom w czasie rytuału pogrzebowego, by odstąpili część swej mocy duchowi jego zmarłego ojca - co Bolesław Prus opisał bardzo dokładnie w trzecim tomie  „Faraona”, w rozdziałach IV i V, jednakże o znacznym upadku religijności świadczy fakt, że czarodzieje z czasów rzymskich zwracał się do bogów już tylko w sprawach dotyczących marnego żywota ziemskiego. Przyczyny tego stanu rzeczy możemy jednak widzieć w procesach, które zgubnie wpłynęły na egipskie życie religijne: obce kulty, rywalizacja pomiędzy faraonami a kapłanami, napływ mniejszości narodowych, zakulisowe walki o władzę i niezrozumiałe dla prostego ludu rytuały religijne. Do tego należałoby dodać jeszcze rozwój czarodziejskich i nekromantycznych praktyk, czarnej magii i negatywistycznych kultów bogini Amemait - postrachu wszystkich zmarłych, demona Apopa, wroga Słońca w kształcie ogromnego węża Sutecha (Seta, Setha) znanego jako „ucieleśnienie wszelkiego zła”, „złoczyńcy pomiędzy bogami”, Kuka - boga ciemności „którego władza już się skończyła”, itd.

Powstanie kultu Seta

Kult Seta istniał rzeczywiście, nie tylko na papirusach. Jeden z przyczynków do jego powstania opisuje Bolesław Prus w roku 1895, który w „Faraonie” tak opisuje dramatyczny przełom w życiu kapłana Samentu, który spowodowany był znalezionym przezeń szkieletem prawiekowego gada w podziemnych jaskiniach półwyspu Synaj:
Kiedy miałem dwadzieścia pięć lat, byłem kapłanem Ozyrysa...
- Ty?... - zdziwił się Ramzes.
- Ja, i zaraz powiem, dlaczego wstąpiłem do służby Seta. Wyprawiono mnie na półwysep Synaj, aby tam wybudować małą kaplicę dla górników. Budowa ciągnęła się sześć lat, a ja zaś mając dużo wolnego czasu włóczyłem się między górami i zwiedzałem tamtejsze pieczary.
Czego ja tam nie widziałem! ... Korytarze długie na kilka godzin; ciasne wejścia, przez które trzeba było pełzać na brzuchu; izby tak ogromne, że w każdej zmieściłaby się świątynia. Oglądałem podziemne rzeki i jeziora, gmachy z kryształów, jaskinie zupełnie ciemne, w których nie było widać własnej ręki, albo znowu tak widne, jakby w nich świeciło drugie słońce...
Ile razy zbłąkałem się w niezliczonych przejściach, ile razy zgasła mi pochodnia, ile razy stoczyłem się w niewidzialną przepaść!... Bywało, żem po kilka dni spędzał w podziemiach żywiąc się prażonym jęczmieniem, liżąc wilgoć z mokrych skał, niepewny, czy wrócę na świat.
Za to nabrałem doświadczenia, wzrok zaostrzył mi się i polubiłem te piekielne krainy. [...] Gmachy ludzkie są kretowiskami wobec niezmiernych budowli wzniesionych przez ciche i niewidzialne duchy ziemi.
Raz jednak spotkałem rzecz straszną, która wpłynęła na zmianę mojego stanowiska.
Na zachód od kopalni Synaj leży węzeł wąwozów i gór, wśród których często odzywają się podziemne grzmoty, ziemia drży, a niekiedy widać płomienie. Zaciekawiony wybrałem się tam na czas dłuższy, szukałem i dzięki niepozornej szczelinie odkryłem cały łańcuch olbrzymich pieczar, pod których sklepieniami  mogłaby się pomieścić najwyższa piramida.
Kiedy się tam błąkałem, doleciał do mnie silny zapach zgnilizny, tak przykry, że chciałem uciec. Przemógłszy się jednak wszedłem do pieczary, skąd pochodził, i zobaczyłem...
Racz wyobrazić sobie, panie, człowieka, który ma nogi i ręce o połowę krótsze niż my, ale grube, niezgrabne i zakończone pazurami. Dodaj temu kształtowi szeroki, z boków spłaszczony ogon, na wierzchu powycinany jak grzebień koguci; dodaj do tego bardzo długą szyję, a na niej - ptasią głowę. Nareszcie ubierz tego potwora w zbroję pokrytą na grzbiecie zagiętymi  kolcami...
Teraz pomyśl, że figura ta stoi na nogach, rękoma i piersiami oparta o skałę...
- To coś bardzo brzydkiego - wtrącił faraon - Zaraz bym to zabił...
- To nie było brzydkie - mówił kapłan wstrząsając się. - Bo pomyśl panie, że ten potwór był wysoki jak obelisk...
Ramzes XIII zrobił gest niezadowolenia.
- Samentu - rzekł - zdaje mi się, żeś swoje pieczary zwiedzał we śnie...
- Przysięgam ci, panie, że mówię prawdę. - Tak jest, ten potwór w skórze gada, okryty kolczastą zbroją, gdyby leżał na ziemi, miałby wraz z ogonem z pięćdziesiąt kroków długości... Pomimo trwogi i odrazy kilkakrotnie wracałem do jego jaskini i obejrzałem go sobie najuważniej...

---oooOooo---

Wybacz  mi Czytelniku tę dygresję, ale muszę tutaj dodać coś od siebie, a mianowicie - Bolesław Prus z niesamowitą intuicją przewidział to (a może miał po temu jakieś konkretne dane - kto wie? - to kolejna tajemnica XIX wieku), iż zostanie udowodniony w XX wieku fakt kontaktów ludów z basenu Morza Śródziemnego z dinozaurami. Prof. dr Bernard Huevelmans w swej biblii kryptozoologów pt. „Na tropie nieznanych zwierząt” (Warszawa 1963) w pełni potwierdza istnienie niektórych dinozaurów w czasach rozkwitu Egiptu, Babilonu czy Asyrii.
NB, słynny fiński pisarz Mika Valtari w swej kultowej powieści „Egipcjanin Sinuhe” także opisuje spotkanie głównego bohatera z tajemniczym gadem morskim, w podziemiach minojskiej Krety, którą to scenę literalnie zerżnął z „Faraona”. Za Bolesławem Prusem poszedł cały legion autorów powieści, nowel i opowiadań grozy, że wspomnę tylko H. Ph. Lovecrafta czy jego następcę R. E. Howarda oraz E. A. Poë, a na japońskich twórcach potworów z filmów Inoshiro Hondy i Takao Okawary skończywszy. Powróćmy jednak do opowieści Samentu o Godzilli z Synaju:

---oooOooo---

- Więc on żył?
- Nie. To był już trup, bardzo dawny, ale tak zachowany, jak nasze mumie. Utrzymała go wielka suchość powietrza, a może i nieznane sole ziemi.
Było to moje ostatnie odkrycie - ciągnął Samentu. Nie wchodziłem już do jaskiń, alem dużo rozmyślał. Ozyrys - mówiłem - tworzy wielkie istoty: lwy, słonie, konie... - zaś Set rodzi węża, nietoperza, krokodyla... Potwór, którego spotkałem, jest na pewno tworem Seta, a ponieważ przerasta wszystko, co znamy pod słońcem, więc Set jest mocniejszym bogiem, niż Ozyrys...
„Faraon” tom 3, rozdz. VIII

Tak więc wygląda na to, że właśnie wtedy Ozyrys przegrał swoją walkę z Setem...

Kult Voodoo w krainie piramid

Szczególną kategorię czarodziejskich praktyk tworzyła kreacja zastępczego ciała, która służyła zwłaszcza w praktykach czarnej magii. Starożytni Egipcjanie sądzili, że jak czarownik stworzy woskową podobiznę człowieka, to na zasadzie pars pro toto jest w stanie przenosić swe oddziaływanie poprzez woskową podobiznę na konkretnego człowieka.
Jedna z najstarszych z dotychczas odkrytych wzmianek o magicznych rytuałach z woskowymi laleczkami, mających na celu uśmiercenie ofiary, pochodzi z inskrypcji na trumnach z okresu Średniego Państwa. Charakterystyczne przykłady pochodzą także z okresu Nowego Państwa, oraz epoki króla Aleksandra II (323-310 p. Chr.).
Zabrał się do czarowania, aby wywołać i sprowadzić nieszczęście - czytamy w papirusie Rollina - Sporządził kilka figurek bogów i ludzi z wosku, aby potem tych ludzi przyprawić o zeschnięcie członków i dał je Rabbekameowi, którego boski Re nie dopuścił do ustanowienia naczelnikiem domu.
Ten cytat jest niezmiernie ważnym dla naszych dalszych rozważań, bowiem należy do grupy zabytków piśmiennych informujących nas o haremowym spisku wymierzonym przeciwko Ramzesowi III (1188-1157 p.n.e.), ostatniemu wspaniałemu władcy Nowego państwa. Przeciwko niemu wystąpili wtedy niektórzy magowie, którzy zwrócili przeciwko niemu i jego pretorianom swą czarnomagiczną sztukę.
Pentiboon, który był zarządcą majątku, tak mu powiedział: <<Przynieś mi księgę, która dodałaby mi czarodziejskiej siły i władzy>> - czytamy w Papirusie Lee -  I on przyniósł mu czarodziejską księgę z biblioteki faraona Vesermaat-Re-meri-Amona, wielkiego boga, swego pana, i poszedł on zastosować boską siłę dla ludu swego. Urzędnik El-rem wykonał ludzkie figurki z wosku i odprawiał nad nimi różne czary i zaklęcia. I spuścili obaj na ludzi chorobę i mór i inne nieszczęścia.

Magowie przeciwko faraonowi

Jak to wiadomo z sądowego Papirusu Turyńskiego, sprzysiężenie to zostało ujawnione i śledztwo zostało przeprowadzone przez sąd. Jednego czarownika stracono w okrutny sposób, zaś drugiego zmuszono do popełnienia samobójstwa:
Prawdą było to, że zamierzał on wykonać te wszystkie zbrodnie i inne niegodziwości, o które go posądzano. Prawdą było to, co zamierzał dokonać wraz z innymi winowajcami, wzbudzając gniew i odrazę wszystkich bogów i wszystkich bogiń. Wykonano na nim najcięższą karę śmierci, o którym zadecydowali bogowie.
Były to ciężkie śmiertelne grzechy i zbrodnie na cały świat, których on się dopuścił - to było na temat drugiego maga - kiedy zaś mu udowodniono, że to on się ich dopuścił, sam podniósł na siebie rękę i się uśmiercił.
Sprawa ma jeszcze drugie dno, bo jak można było panującemu czarami zaszkodzić, czy nawet go czarami uśmiercić, to z drugiej strony czarami można go było także chronić.
Zrobiono z wosku figurki wszystkich żywych lub nieżywych przeciwników i wrogów faraona i ich imiona wypisano na nich zieloną farbą - pisze o tym w księdze poświęconej demonowi Apopowi - potem wkłada się je do skrzynki, pluje na nie, a następnie depce lewą „nieczystą” nogą, kłuje nożem, a potem wrzuca do płonącej słomy, którą potem gasi się moczem dojrzałej kobiety. A potem napisane imiona demona Apopa i wszystkich nieprzyjaciół faraona - oby żył wiecznie! - czy to żywych czy to martwych rzuć na ziemię i depcz po nich lewą nogą!

CDN.