Powered By Blogger
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą technologie nuklearne. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą technologie nuklearne. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 30 grudnia 2021

Instalacje nuklearne w USA contra UFO

Pisząc naszą wspólna książkę na temat katastrof nuklearnych zwróciłem uwagę na dziwną zależność pomiędzy nimi a Nieznanymi Obiektami Latającymi. Oczywiście wcześniej zrobił to Robert Duvall, Kiyoshi Amamiya i Robert Hastings, którego opracowania odbiły się głośnym echem w ufologicznym światku. Oczywiście nie odkrywam Ameryki twierdząc, że Obcy interesują się naszymi urządzeniami jądrowymi tak cywilnymi jak i wojskowymi.

Rozmieszczenie stanowisk broni A i H na terytorium USA

Mapka szczególnej aktywności UFO na terytorium USA

Obaj powołani autorzy i ich naśladowcy oraz kontynuatorzy twierdzą, że Oni interesują się naszymi instalacjami nuklearnymi ze względu na swoje bezpieczeństwo. Podobnie zresztą jak niestety nieżyjący już ppłk USAF dr Koloman von Keviczky, który twierdził wprost, że Oni obawiają się naszego odwetowego ataku nuklearnego w przypadku Ich napadu na Ziemię. Nie sądzę, by tak właśnie Oni sobie to zaplanowali – inwazja na Ziemię jest dobra w Hollywood, ale czy będzie opłacalna w skali całej planety? Oczywiście taka możliwość istnieje, ale poważnie w to wątpię. Rachunek ekonomiczny obowiązuje tak samo w całym Kosmosie i konto MA powinno równać się kontu WINIEN. To jest kwestia opłacalności takiego przedsięwzięcia. No chyba że Obcy będą mieli technologię taniego napędu ponadprogowego, gdzie:

v > c

lub nawet

v >> c

i wtedy rzeczywiście – możemy się Ich obawiać. Ale jak na razie nie znamy możliwości osiągnięcia prędkości progowej c, więc możemy spać spokojnie -  Oni nie przylecą.

Jest jednak druga strona medalu. W książce „UFO i Czas” (Tolkmicko, 2011) postawiłem hipotezę, że Oni są po prostu naszymi dalekimi pra-pra-pra-prawnukami, którzy z biegiem czasu zdegenerowali się do postaci Szaraków – wątłych istot z długimi rękami i nogami oraz ogromnymi (w stosunku do reszty ciała) głowami, w których największa część jest zajęta przez wielki mózg. I właśnie owi pra-potomkowie badają swoją Przeszłość, a naszą Teraźniejszość już to w celach historycznych, już to w celu odrodzenia się własnego (a tak naprawdę naszego) zdegenerowanego gatunku. Patrząc na to, co dzieje się na Ziemi jestem coraz bardziej przekonany o tym, że rodzaj ludzki będzie degenerował się wskutek zatrucia środowiska chemiczną, biologiczną i radioaktywną trucizną i proces ten stanie się nieodwracalny. Co więcej, istoty ludzkie stracą możliwość prokreacji i będą się mogły rozmnażać tylko i wyłącznie sztucznie – pozaustrojowo i przy pomocy klonowania. Przerażająca perspektywa, ale potwierdzona przez świadków i ofiary CE.

I dlatego ludzie postanowili skorzystać z możliwości chronomocji i co za tym idzie dokonać wielkiego powrotu do dawnej postaci – naszej, jaka mamy teraz, w XIX, XX i na przełomie XX i XXI wieku, kiedy jeszcze ludzie nie mieli tak spapranego genotypu... Wszelkie latające spodki są po prostu chronolotami czyli pojazdami poruszającymi się w Czasie. Stąd właśnie te wszystkie porwania, badania, pobieranie próbek od ludzi, roślin i zwierząt – i towarzyszące im obserwacje Nieznanych Obiektów Latających. Oni po prostu chcą wrócić do najbardziej optymalnej postaci fizycznej istot ludzkich. Ot i cała tajemnica UFO.

I to wyjaśnia także, dlaczego UFO pojawiają się w okolicach ziemskich instalacji nuklearnych. To oczywiste, bo Oni chcą obserwować procesy, które doprowadziły Ich do takiego stanu fizycznego, w jakim się znajdują. Poza tym muszą wiedzieć, co i jak ich napromieniowało i zatruło. Stąd obecność UFO w atmosferze i USO w hydrosferze naszej planety.

Muszę powiedzieć, że Oni mogą tylko te procesy obserwować, bo każda ingerencja może skończyć się dla Nich fatalnie – przypominam o efekcie motyla. Każda zmiana w naszej Rzeczywistości spowoduje nieobliczalne zmiany Ich Rzeczywistości. Ale czy jest tak do końca?

Jest w historii wiele przykładów na Ich ingerencję w nasze sprawy – chociażby sprawa wyczyszczenia tuneli i sztolni w kompleksie Riese w Górach Sowich. Mówi się, że wszystkie urządzenia wywieźli stamtąd Niemcy i potem Rosjanie. I wszystko byłoby OK., gdyby nie drobiazg – nie ma żadnego dokumentu mówiącego co tam było i co tam wytwarzano czy badano. Nikt nic nie wie, jak w czeskim filmie, i wszystko jest w domyśle i przypuszczeniach. Wszystko staje się zrozumiałe, jeżeli przyjmiemy założenie iż Ludzie z Przyszłości usunęli wszystkie urządzenia i dokumenty dotyczące Riese po to, by ludzie z naszej Rzeczywistości nie byli w stanie powtórzyć i rozwinąć osiągnięć nazistowskich uczonych, którzy pracowali przede wszystkim na chronomocją. To oczywiste – Oni nie życzyli sobie, byśmy sięgnęli także po możliwość przemieszczania się w Czasie, gdyż to zmieniłoby Rzeczywistość – naszą i Ich. A do tego Oni nie mogli dopuścić… 

piątek, 30 kwietnia 2021

UFO dezaktywuje arsenały nuklearne

 


Obiekty rakietowe w Stanach Zjednoczonych zostały naruszone, a nawet wyłączone, podczas incydentów, w których UFO pojawiły się w wysoce bezpiecznych bazach wojskowych, według Luisa Elizondo, byłego oficera wywiadu, który wcześniej służył jako dyrektor tajnego śledztwa Pentagonu w sprawie incydentów UFO.

 

Elizondo podzielił się tą informacją kilka dni temu podczas konferencji prasowej zorganizowanej na zlecenie kilku głównych organizacji informacyjnych.

- Najbardziej niepokojące są incydenty związane z naszymi urządzeniami jądrowymi. Wydaje się, że istnieje bardzo wyraźna zbieżność między UFO, związaną z nimi działalnością i naszą technologią nuklearną - powiedział Elizondo dla przedstawicieli mediów w zeszłym tygodniu.

- Niezależnie od tego, czy chodzi o napęd, systemy uzbrojenia czy inne technologie. I to jest niepokojące do tego stopnia, że ​​w rzeczywistości niektóre z naszych zdolności nuklearnych zostały dezaktywowane przez te pojazdy. Więc, wiecie, ponownie, umieśćmy to w kontekście technologii zagranicznego przeciwnika: gdyby Rosja lub Chiny miały możliwość zablokowania naszego ataku nuklearnego lub arsenału obronnego, byłoby to już bardzo znaczące. Bardzo niepokojące - kontynuował.

 

- UFO są aktywnie zainteresowane naszą technologią nuklearną - powiedział Elizondo, kiedy Gadi Schwartz, reporter NBC News, poprosił go o wyjaśnienie jego wypowiedzi na temat interakcji między statkami kosmicznymi a energią jądrową. - Byłem świadkiem wielu niezwykłych rzeczy. Niestety, tych, które są poufne, nie będę omawiać ani udostępniać.

 

Na początku lat 70. prezentujący trzy generacje pocisków obrony powietrznej Nike, L-R Ajax (1953), Hercules (1958) i Zeus (1960), na początku lat 70. Hercules i Zeus posiadały możliwości przenoszenia głowic nuklearnych. (Źródło: Adam Glickman / Underwood Archives / Getty Images)

- Ale powiedziałem już wcześniej: mamy filmy, które trwają około 20, 25 minut. W innych przypadkach te rzeczy znajdują się 15 metrów od kokpitu samolotu, co jest bardzo niewiarygodne. Ale to powiedziawszy, nie mogę wchodzić w szczegóły na ich temat, ale to, co mogę powiedzieć, dotyczy tych, którzy się wynurzyli - powiedział Elizondo. Podkreśla, że ​​jest to niezwykle niepokojące, gdy incydenty dotyczą instalacji jądrowych.

 


- Żeby wyjaśnić, czy chcesz powiedzieć, że nasze możliwości nuklearne, czy to uzbrojenie, czy jakaś elektrownia jądrowa, zostały już wyłączone przez coś, czego nie potrafimy wyjaśnić? - zapytał reporter. Elizondo odpowiedział:

- Istnieją absolutne dowody na poparcie poglądu, że UFO są poważnie zainteresowane naszymi arsenałami i już w przeszłości ingerowały w niektóre z naszych możliwości nuklearnych. To jest fakt.

To nie pierwszy raz, kiedy słyszeliśmy o UFO dezaktywujących arsenały nuklearne, ale potwierdzenie od byłego oficera wywiadu z pewnością dodaje większej wagi raportom.

 

Moje 3 grosze

 

Zainteresowanych tematem odsyłam do mojej pracy „UFO i atom”, Tolkmicko 2010, w której zamieściłem przekłady materiałów Roberta Duvalla i Roberta Hastingsa na temat interakcji UFO z ziemskimi instalacjami nuklearnymi. Poza tym interesujące materiały o tej tematyce znajdują się także na tym blogu.

 

Źródło - https://ufo.com.br/noticias/elizondo-confirma-que-ufos-ja-desativaram-arsenais-nucleares-anteriormente.html?fbclid=IwAR28yt5emcmwkKjweEEcJc6a8jEvmP21fIxmPkhw8-_hBi-VhQxeNbJ_6N4

Przekład z portugalskiego - ©R.K.F. Leśniakiewicz

czwartek, 18 czerwca 2020

Radioasteroidy: tajemnicze obiekty kosmiczne




Od pewnego czasu nurtuje mnie pewne zagadnienie, a mianowicie – jeżeli w Kosmosie znajdują się pozostałości po wybuchach gwiazd Supernowych i Hipernowych, z których później powstają gwiazdy i ich układy planetarne – a znamy ich coraz więcej – zawierające wszystkie pierwiastki naturalne, od wodoru po uran, to siłą rzeczy naturalne byłoby, gdyby poza znanymi nam meteoroidami kamiennymi, żelazno-kamiennymi i żelaznymi oraz żelazno-niklowymi w kosmosie znajdowały się także asteroidy wykazujące znaczną ilość pierwiastków z grupy lantanowców i aktynowców oraz z dolnej części Tablicy Mendelejewa. Innymi słowy mówiąc, zawierające pierwiastki ziem rzadkich – RRE.[1]

Układ Słoneczny liczy sobie jakieś 4,6 - 4,3 mld lat istnienia i większość z tego zdążyła się rozpaść i uległa przemianom jądrowym w inne pierwiastki – np. w nieradioaktywny ołów. Czas półrozpadu izotopów uranu liczy się w miliardach lat i np. T1/2 dla 238U*[2] = 4,468 mld lat. To czas porównywalny z wiekiem Ziemi. Ponieważ tempo rozpadu pierwiastków jest stałe, to możemy łatwo obliczyć ile czasu upłynęło od powstania złoża do chwili obecnej. Na tym polega tzw. „zegar uranowy”.

OK., a teraz kolejne pytanie: skoro asteroidy są gruzem po budowie, to czy nie powinny się w nich znajdować wszystkie cięższe i radioaktywne pierwiastki: technet (Tc), polon (Po), astat (At), radon (Rn), frans (Fr), rad (Ra), promet (Pm), aktyn (Ac), tor (Th), proaktym (Pa), uran (U), neptun (Np) i pluton (Pu). To są te pierwiastki naturalne.

Istnieją dwa transuranowce. Pierwszym z nich jest neptun – Np, a jego najtrwalszym izotopem jest 237Np* o okresie półtrwania T1/2 = 2,144 mln lat, co jest czasem bardzo krótkim w stosunku do wieku Ziemi wynoszącego ok. 4,5 mld lat. Z tej przyczyny pierwotny neptun z okresu powstawania Ziemi uległ praktycznie całkowitemu rozpadowi i nie występuje obecnie w skorupie ziemskiej. Śladowe ilości neptunu 237Np* i 239Np* są znajdowane w przyrodzie jako produkty rozpadu pochodzące z reakcji jądrowych zachodzących w rudach uranu, np. w wyniku bombardowania 238U* neutronami powstałymi przy spontanicznym rozszczepieniu 235U*. Maksymalny stosunek 237Np* do uranu w jego rudach osiąga około 0,000.000.000.01 : 1. Podstawowym źródłem neptunu (podobnie jak innych transuranowców) w biosferze są wybuchy jądrowe w atmosferze. 239Np* został wykryty w glebie w pobliżu miejsc testów broni jądrowej oraz w ściekach i osadach z elektrowni atomowych. Na podstawie analizy wyników dotyczących globalnego opadu promieniotwórczego oszacowano, że zostało wytworzone 2500 kg 237Np*, co jest porównywalne do masy wytworzonego tą samą drogą plutonu, tj. 4200 kg 239Pu* i 700 kg 240Pu*. Zawartość 237Np* na Ziemi wzrasta, co jest efektem wytworzenia i rozprzestrzenienia przez człowieka różnych krócej żyjących izotopów promieniotwórczych, ulegających przemianom jądrowym prowadzącym do neptunu.


Drugim naturalnym transuranowcem jest pluton – Pu. Otrzymywany jest sztucznie, aczkolwiek stwierdzono występowanie jego śladowych ilości w rudach uranu. Występuje tam w postaci izotopu 239Pu*, powstającego jako produkt naturalnych reakcji jądrowych, oraz cięższego 244Pu*. Ten izotop ma okres połowicznego rozpadu ponad 80 milionów lat i jest najcięższym z pierwotnych nuklidów występujących na Ziemi. W wyniku atmosferycznych i podwodnych prób jądrowych, prowadzonych intensywnie w latach 60. XX wieku, a mniej intensywnie do lat 80., do środowiska zostały wprowadzone znaczne ilości plutonu, o aktywności rzędu 1,016 kBq. Wprowadzone do stratosfery drobne cząstki zawierające pluton opadały systematycznie na powierzchnię Ziemi tworząc tzw. globalny opad promieniotwórczy. W chwili obecnej cały rozproszony w atmosferze pluton znajduje się na powierzchni Ziemi, w powierzchniowej warstwie gleby (co jest wynikiem silnego wiązania przez substancje organiczne), gdzie podlega procesom migracji i resuspensji (unoszeniu do przypowierzchniowej warstwy atmosfery). Niewielkie ilości plutonu (w porównaniu z opadem globalnym) wprowadziła do środowiska katastrofa w Czarnobylu. W odróżnieniu od opadu globalnego, opad czarnobylski miał charakter bardzo niejednorodny, tzn. na pewnych obszarach (np. Polska północno-wschodnia) występowały niewielkie powierzchniowo tereny o szczególnie dużej zawartości plutonu. Było to związane z opadaniem cząstek zawierających pluton w wyniku wystąpienia np. miejscowych opadów atmosferycznych. (Wikipedia)

Pozostałe transuranowce od ameryku (Am) do oganessonu (Og)[3] są radioaktywne i ich T1/2 są bardzo krótkie. Wszystkie one zostały stworzone syntetycznie w reaktorach jądrowych.

W moim referacie o śladach Pozaziemian na innych ciałach niebieskich[4] pisałem o możliwości znalezienia na Księżycu, Marsie czy asteroidach śladów działalności którejś z poprzednich ziemskich cywilizacji lub Obcych działających w rejonie Układu Słonecznego. A dokładniej chodziło mi o pozostałości czy artefakty zawierające radioizotopy o długim T1/2. Znalezienie jakiegokolwiek śladu tego rodzaju byłoby twardym dowodem na istnienie poprzednich cywilizacji lub obcej penetracji. Bezdyskusyjnym.

Jest jednak druga strona tego medalu, a mianowicie mogą istnieć asteroidy zbudowane z wymienionych wyżej pierwiastków i ich związków, które cały czas wydzielają promieniowanie α, β, i γ oraz neutrony w trakcie rozpadów ciężkich jąder atomowych. Jak na razie nie napotkaliśmy na takie, ale to wcale nie oznacza, że ich nie ma. Z drugiej strony ich obecność zapewne byłaby doskonale widoczna na zdjęciach nieba w podczerwieni, bowiem przemiany jądrowe rozgrzewają obiekty i powinny być one widoczne w zakresie promieniowania termicznego. Tak to wygląda w teorii.

W praktyce jeszcze takowe nie zostały znalezione.

A jednak w atmosferze Ziemi dzieje się coś, co pozwala myśleć właśnie o istnieniu radioaktywnych asteroidów – radioasteroidów. Niedawno pisałem o wydarzeniach w 1946 roku, kiedy to w obserwatorium Puy du Dome pod Paryżem zaobserwowano nad miastem dziwną, radioaktywną chmurę, która wisiała na wysokości 6600 metrów. I co najciekawsze, wisiała ona tak od trzech miesięcy!



Radioaktywna chmura nad Paryżem


Tak już nawiasem mówiąc, to w kontekście wydarzeń w Hynnam przypomina się dziwna obserwacja dokonana we Francji przez obserwatorium na Puy du Dôme. Tak pisze o tym Loren E. Gross:
Wieści z Paryża, które dotarły w dniu 11 sierpnia 1946 r., mówiły o jeszcze dziwniejszych zdarzeniach nad Starym Kontynentem. Francuskie obserwatorium astronomiczne  w Puy du Dôme opublikowało oświadczenie, że nad stolicą Francji zalega dziwna chmura o niezwykłym składzie chemicznym. Wisi ona na wysokości 6.600 metrów od około trzech tygodni. Specjalne samoloty z aparaturą kontrolno-pomiarową na pokładach ponad dwudziestokrotnie przelatywały przez chmurę w celu uzyskania jak największej ilości danych o jej składzie chemicznym. Różne pogłoski łączyły tę chmurę z amerykańskimi testami jądrowymi na atolu Bikini.  Pojawiła się też inna zagadka, która na szczęście nie przedostała się do wiadomości publicznej - otóż uczeni doszli do wniosku, że radioaktywne obłoki mogą być równie efektowną bronią masowego rażenia [BMR], jak wybuchy atomowe. Nie oskarżano Rosjan o to, że rozsiewali oni radioaktywne cząstki w atmosferze przy pomocy rakiet, bowiem ich technika i prace nad substancjami promieniotwórczymi stały wtedy na niskim poziomie i nie mogli zbudować bomby A.[5]

Zagadka nierozwiązana do dziś dnia.

Doniesienie jest z dnia 11.VIII.1946 roku, a zatem znajdowała się ona tam od maja 1946 roku. Czy mogły ją spowodować amerykańskie testy jądrowe na Pacyfiku? Spójrzmy na to chronologicznie:
·         Jesień 1943 – niemiecki test urządzenia jądrowego (~10 kt TNT) w rejonie Homla, Białoruś.
·         4.III.1945 – test bomby A (>10 kt) na więźniach KL Dora w Ohrdruf k./Gotha
·         Marzec 1945 – niemiecki test urządzenia jądrowego (~10 kt) na Rugii, Niemcy
·         16.VII.1945 – amerykański test urządzenia Gadget (~20 kt) w ramach operacji Trinity na Jordana de Muerte, NM.
·         6.VIII.1945 – zrzut bomby A Little Boy (15 kt) na Hiroszimę.
·         9.VIII.1945 – zrzut bomby A Fat Man (21 kt) na Nagasaki.   
·         12.VIII.1945 – hipotetyczny zrzut bomby A Mother’s Breath (~20 kt) w okolicy Hynnam, Korea.
·         Maj 1946 – nad Paryżem pojawia się radioaktywny obłok.
·         30.VI.1946 – test bomby A Able (23 kt) w ramach operacji Crossroads na atolu Bikini.
·         24.VII.1946 – test bomby A Baker (23 kt) w ramach operacji Crossroads na atolu Bikini.
·         11.VIII.1946 – media podają informację o radioaktywnym obłoku nad Paryżem.

Tak więc  uczeni założyli, że mieliśmy do czynienia z jakimiś pozostałościami po amerykańskich testach nuklearnych. I wszystko byłoby OK., gdyby nie mały drobiazg: a mianowicie – czy obłok mógłby się zatrzymać i wisieć nad jednym miejsce nad Ziemią przez trzy miesiące non-stop???

A może to nie były amerykańskie testy jądrowe, a pozostałości po niemieckich? Nazistowscy uczeni byli o krok od skonstruowania bojowej bomby A, której wektorem miały być pociski rakietowe A-4/V-2, i to jest pewnik. Cały problem tkwił tylko w miniaturyzacji bomby A – te amerykańskie były wielkimi, czterotonowymi potworami, od których większymi były tylko pięciotonowe brytyjskie bomby trzęsienia ziemi lub bomby sejsmiczneTallboy i Grand Slam o masie 5 ton.

NB, w roku 2016 i 2017 nad Europą zaobserwowano obłoki radioaktywnych cząstek izotopu rutenu - 106Ru*. Sprawa jest dość tajemnicza i tak opisał ją portal TVN-Meteo:

W ostatnim tygodniu września doszło do wypadku w instalacji nuklearnej w Rosji lub Kazachstanie - ogłosił w czwartek francuski Państwowy Instytut Bezpieczeństwa Radiologicznego IRSN. Świadczy o tym izotop promieniotwórczy ruten-106, który na początku października wykryto nad Europą, w tym także nad Polską.


Ruten-106 nad Polską. Nie wiadomo, skąd się wziął


Nad Europą, w tym nad Polską, wykryto niewielkie ilości izotopu promieniotwórczego ruten-106. Poinformowała o tym Państwowa Agencja Atomistyki, zaznaczając jednocześnie, że stężenie jest niewielkie i nie powoduje zagrożenia dla zdrowia. Póki co nie wiadomo jednak, skąd substancja wzięła się w powietrzu.

Jak informuje w piątek w komunikacie Państwowa Agencja Atomistyki, izotop ten był wykrywalny na precyzyjnych urządzeniach pomiarowych przez około dwa tygodnie na przełomie września i października. Po tym okresie jego stężenie spadło i obecnie izotop ten nie jest wykrywany.

Zapewnia też, że wykryte stężenie rutenu-106 nie ma i nie miało żadnego wpływu na zdrowie mieszkańców Polski.

Ruten-106 jest izotopem promieniotwórczym wykorzystywanym m.in. w leczeniu nowotworów, często podczas zabiegu brachyterapii oka. Zabieg polega na tym, że źródło zawierające ten izotop zostaje umieszczone w pobliżu guza nowotworu (na przykład na oku pacjenta w postaci specjalnej płytki-aplikatora) i swoim oddziaływaniem uszkadza komórki rakowe - czytamy w komunikacie PAA.

Instytut francuski wykluczył możliwość awarii reaktora atomowego, wskazując, że chodzi tutaj zapewne o zakład przerobu paliwa jądrowego lub placówkę medycyny nuklearnej. Jak podkreślił, obłok nie spowodował w Europie żadnego zagrożenia dla ludzkiego zdrowia ani dla środowiska.

Według komunikatu IRSN, nie można było dokładnie określić miejsca emisji promieniotwórczej substancji, ale biorąc pod uwagę sytuację meteorologiczną przypuszcza się, że leżało ono między górami Uralu i rzeką Wołgą. Może to wskazywać na Rosję lub ewentualnie Kazachstan - zaznaczył przedstawiciel instytutu.

- Rosyjskie władze oświadczyły, że nic im nie wiadomo o wypadku na ich terytorium - powiedział Reuterowi dyrektor IRSN Jean-Marc Peres. Dodał, że instytut nie nawiązał jeszcze kontaktu z władzami kazachskimi.

Peres przypomniał, że w ostatnich tygodniach IRSN i kilka innych europejskich instytutów ochrony radiologicznej notowało w powietrzu atmosferycznym wyższy poziom rutenu-106 - promieniotwórczego izotopu będącego produktem rozszczepiania atomów w reaktorach jądrowych. Izotop ten w przyrodzie nie występuje, a ze względu na wynoszący nieco ponad rok okres połowicznego rozpadu wykorzystywany jest w medycynie.

IRSN ocenia, że do atmosfery wydostała się duża ilość rutenu-106, od stu do 300 TBq, i gdyby we Francji wydarzył się wypadek na podobną skalę, niezbędne byłoby ewakuowanie bądź ukrycie ludzi w promieniu kilku kilometrów od miejsca emisji. Zdaniem Peresa, ruten-106 wydostał się prawdopodobnie z zakładów przerobu paliwa jądrowego lub z ośrodka medycyny nuklearnej. Awaria reaktora atomowego nie wchodzi tutaj w grę, gdyż pojawiłyby się wtedy także inne izotopy promieniotwórcze. Międzynarodowa Agencja Energii Atomowej (MAEA) ustaliła ponadto, że przed zaistnieniem skażenia w atmosferę ziemską nie wszedł żaden sztuczny satelita zawierający radioaktywny ruten.

Stacje obserwacyjne w większości państw europejskich zarejestrowały na początku października wysoki poziom rutenu-106 w powietrzu, przy czym od 6 października poziom ten zaczął się trwale obniżać.[6]


Jednak radioasteroidy?


Zakładam więc, że wszystkiemu winne są radioaktywne asteroidy, które od czasu do czasu wpadają w atmosferę Ziemi i tam spalają się tworząc radioaktywne obłoki.

Uzasadnię to tym, że skoro asteroidy stanowią gruz po budowie Układu Słonecznego albo szczątki zniszczonych protoplanet, to siłą rzeczy muszą zawierać także pierwiastki z drugiej połowy Tablicy Mendelejewa.

Inna, bardziej egzotyczna wersja tej hipotezy zakłada, że być może są to szczątki jakichś urządzeń jądrowych zbudowanych na asteroidach w czasach poprzednich cywilizacji, które teraz spadają na Ziemię. Tym można wytłumaczyć obecność sztucznie wytworzonych radioizotopów, jak 106Ru* i innych. Problem tkwi jednak w tym, że ruten-106 rozpada się dość szybko wedle formuły reakcji:

106Ru* => β- + 106Rh

zaś czas połowicznego rozpadu T1/2 = 373d35h24m.

I raz jeszcze przypominam, że jest to izotop syntetyczny, możliwy do produkcji tylko i wyłącznie w reaktorach jądrowych – czyli że w Naturze nie występuje.
Można tylko zgadywać, kto i kiedy go wyprodukował, ale to już jest temat z innej ballady…


(Fragment nieopublikowanej jeszcze książki R. Leśniakiewicza i St. Bednarza pt. Piekielne katastrofy nuklearne)
Ilustracje - kadry z serialu "Doctor Who"



[1] Od słów Rare Earth Elements.
[2] Asteryskiem oznaczono izotopy niestabilne.
[3] Nazwa proponowana.
[5] R. Leśniakiewicz – „Powojenne losy niemieckiej Wunderwaffe”, WiS2, Warszawa 2008.

sobota, 2 grudnia 2017

ŚLADY POZAZIEMIAN W KOSMOSIE I NA ZIEMI




- Chciałbym wam zakomunikować pewien dziwny fakt - rzekł na koniec. - Ja jeden, jak może pamiętacie, dotykałem bomby atomowej - tej jedynej, którą rentgenowaliśmy. Jak wykazała analiza mikrochemiczna, na prawej rękawicy mego skafandra pozostał bardzo drobny ślad trycenturu...
Stanisław Lem – „Obłok Magellana”



Cała nasza archeoastronautyka, czy też, jak kto woli - paleoastronautyka czy paleoufologia - poszukuje śladów Obcych i Kontaktu z Nimi na Ziemi. I słusznie, boż jak na razie stan techniczny naszej astro- i kosmonautyki nie zezwala nam na poszukiwania śladów pobytu Obcych na innych planetach Układu Słonecznego. Jak dotąd, człowiek zawędrował dopiero na Księżyc, dokonał tam kilku lądowań i... wycofał się z wielkoskalowych badań tego ciała niebieskiego, a szkoda!

Niektórzy zwolennicy spiskowej teorii dziejów są zdania, że Amerykanie znaleźli na Księżycu ślady Obcej Cywilizacji Naukowo-Technicznej (dalej CNT) i dlatego ludzie już nie latają na Księżyc, by nie kusić licha... - czego zresztą nie potrafię zrozumieć. Czyżby NASA i co za tym idzie rząd USA - przestraszyły się wszystkich możliwych i niemożliwych implikacji tego faktu? Czyżby selenonauci znaleźli jednak jakieś ślady obcej bytności na powierzchni naszego naturalnego satelity? Zastanówmy się, jakie to mogły być ślady.

Kopiąc się w źródłach z lat 60. i 70. w opisach eksploracji Księżyca przez Amerykanów natrafiłem na ciekawa wzmiankę o radioaktywnej skałce, którą oznaczono jako „Rock-13”. Podobnież „Rock-13” była od 50 do 300 razy bardziej radioaktywna, niż wynosiło tło naturalnego promieniowania skał Księżyca![1]  To dziwne, skąd na Księżycu taka radioaktywność - czyżby otwarte złoże transuranowców. Nie udało mi się dowiedzieć niczego więcej na temat „Rock-13” z Mare Tranquillitatis, zatem mogę przypuszczać, że sprawa została przez NASA utajniona... - jak wiele innych niewygodnych dla uczonych faktów. A może to nie była żadna skałka, tylko... wrak pojazdu kosmicznego Obcych??? - jak przedstawia to rysunek naszych węgierskich kolegów z „UFO Magazínu”.

Jeżeli na Srebrnym Globie znajdują się radioaktywne skałki, to czy nie są one być może jakimiś pozostałościami po czyichś [czyich!? - na wszystkie Żółte Psy Kosmosu!] atomowych instalacjach? Jeżeli analizy wykazały, że znajdują się tam izotopy i izomery pierwiastków o liczbach atomowych od 58 do 71 - lantanowce i od 90 do 106 - aktynowce, to znak bez ochyby, że zostały one tam wyprodukowane przez Kogoś, bowiem pierwiastki takie mogą powstać tylko i wyłącznie w reaktorach jądrowych - a szczególnie izotopy i izomery. A to może oznaczać tylko jedno: ktoś już na Księżycu przed nami był! I dlatego właśnie ów znamienny fakt został przez NASA utajniony!

Srebrny Glob w ogóle jest ewenementem, bo spójrzmy tylko na osobliwości jego orbity, to od razu rzuca nam się w oczy to, że odstaje od reszty ciał tego rodzaju w Układzie Słonecznym. Także trzy inne księżyce dwóch innych ciał niebieskich: Marsa i dużej planetoidy 134340 Plutona[2], wykazują dziwne właściwości. Pluton po zdegradowaniu go do planety karłowatej wcale nie zmienił się pod względem ilości księżyców – ma ich pięć. Oczywiście „prawdziwym” księżycem jest Charon, natomiast Nix, Hydra, Kerberos i Styx to małe okruchy skalne wychwycone przez Plutona w czasie orbitowania wokół Słońca…[3]


Wszystkie „normalne” księżyce w Układzie Słonecznym obiegają swe planety po niemal kołowych orbitach o minimalnym mimośrodzie - e i z nachyleniem orbity do równika planety - n wynoszącym 0°. Jakby ktoś miał jakoweś wątpliwości co do niezwykłości takiego Phobosa [Fobosa], to niech sobie obejrzy zdjęcie jego powierzchni. No i co? No co tam robi jakiś czarny monolit, którego obecność wychwyciły kamery sondy Mars Global Surveyor?... Czyżby spełniła się literacka wizja Arthura C. Clarke’a zawarta w „2001: Odysei kosmicznej”?


Co do Marsa, to spójrz Czytelniku na rekonstrukcję kompleksu piramid i figur na Cydonii. Jeżeli to jest dziełem przypadku, to w takim  razie piramidy Gizech, Nubii czy Meksyku też nimi są i cała rzecz nie jest warta strzępienia języka po próżnicy...

Ze swej strony proponuję, by w czasie penetracji geologicznej i petrograficznej skał Księżyca, Marsa i innych planet typu ziemskiego - w tym asteroidów i księżyców Jowisza - poza Europą, która wydaje się być pokryta wodnym wszechoceanem, szukać tych wszystkich izotopów i izomerów, które wymieniam w poniższej tabeli:

Izotop/izomer
T1/2 (lata)
Typ rozpadu
Udział procentowy
10Be
1,6 x 10^6
B-

14C
5730
B-

26Al
7,2 x 10^5
B+ we

36Cl
3 x 10^5
B-

40K
1,25 x 10^9
B-
0,0117
41Ca
10^5
we

50V
3,9 x 10^7
B- we
0,25
53Mn
3,7 x 10^6
we

60Fe
10^5
B-

59Ni
7,6 x 10^4
we

79Se
6 x 10^4
B-

81Kr
2,1 x 10^5
we

87Rb
4,9 x 10^10
B-
27,83
93Zr
1,5 x 10^6
B-

92Nb
3 x 10^7
we

94Nb
2,4 x 10^4
B-

93Mo
3,5 x 10^3
B-

97Tc
2,6 x 10^6
we

98Tc
4,2 x 10^6
B-

99Tc
2,13 x 10^5
B-

107Pd
6,5 x 10^6
B-

115In
4,4 x 10^14
B-
9,57
126Sn
10^5
B-

123Te
1,3 x 10^13
we
0,903
130Te
2,4 x 10^7
?
33,8
129I
1,6 x 10^7
B- we

135Cs
3 x 10^6
B-

137La
6 x 10^4
we

138La
1,06 x 10^11
B- we

144Nd
2,1 x 10^15
?

146Sm
1,03 x 10^8
a

147Sm
1,08 x 10^11
a
15,0
148Sm
7 x 10^15
a
11,3
149Sm
10^16
a
13,8
150Gd
1,8 x 10^6
a

154Dy
3 x 10^6
a

166mHo
1000
B-

182Hf
9 x 10^6
B-

186Os
2 x 10^15
a
1,58
202Pb
5,3 x 10^4
we

205Pb
1,51 x 10^7
we

208Bi
3,68 x 10^5
we

210mBi
3 x 10^6
a

226Ra
1600
B-

229Th
7,3 x 10^3
a

230Th
7,54 x 10^4
a

232Th
1,4 x 10^10
a

231Pa
3,27 x 10^4
a

233U
1,59 x 10^5
a

234U
2,45 x 10^5
a

235U
7,04 x 10^8
a

236U
2,34 x 10^7
a

238U
4,46 x 10^9
a

236Np
1,2 x 10^5
B+ we

237Np
2,14 x 10^6
a

239Pu
8,3 x 10^7
a sr

243mAm
7 x 10^3
a

245Cm
8,5 x 10^3
a

246Cm
4,78 x 10^3
a

247Cm
1,56 x 10^7
a

248Cm
3,4 x 10^5
a sr

250Cm
7,4 x 10^3
a sr

247Bk
1,4 x 10^3
a

251Cf
890
a


Uwagi: a = rozpad typu alfa z wyrzuceniem cząstek α (4He); B+ - rozpad typu beta z wyrzuceniem z jadra szybkiego antyelektronu β+; B- - rozpad beta minus z wyrzuceniem z jądra szybkiego elektronu β-; we = wychwyt elektronu; sr = samorzutny rozpad.

Dlaczego akurat te? Odpowiedź jest prosta - dlatego, że te ciała chemiczne odznaczają się następującymi osobliwymi właściwościami:
·        Są one radioaktywne, a niektóre z nich nawet bardzo silnie.
·        Ich czas połowicznego zaniku (T1/2) wynosi od tysiąca do kilku miliardów lat.
·  Wszystkie, z małymi wyjątkami, są wytwarzane sztucznie w reaktorach jądrowych i nie występują w stanie naturalnym!

Co z tego wynika? Otóż wynika to, że gdyby w trakcie analiz znaleziono choć jeden izotop któregokolwiek w wyżej wymienionych pierwiastków, to znaczyłoby, że został on przez Kogoś wyprodukowany!...

Co więcej, gdyby była tego większa ilość, to określałoby to możliwości danej CNT. Wytworzenie kilku gramów czy nawet miligramów pewnych izotopów wymaga ogromnych nakładów energii i czasu!

W kilku publikacjach poruszyłem możliwość istnienia w naszym Układzie Słonecznym jednej czy nawet kilku Sond Bracewella. W jednym z artykułów wskazałem na kometę Kohoutka, jako możliwego „gościa” z Kosmosu. Sondy te - postulowane już w latach 60. przez Australijczyka - prof. dr Ronalda Bracewella byłyby wysyłane z siedliska CNT czy nawet Super CNT we wszystkie zakątki Galaktyki, z zadaniem wyszukania innych CNT i nawiązanie z nimi otwartego kontaktu. Taki gwiazdolot można zamaskować jako kometę i wprowadzić go do układu planetarnego, gdzie sonda prowadziłaby swą misję eksploracyjno-kontaktową, aż do nawiązania otwartego kontaktu. Mogłoby się to odbywać etapami, wedle następującego schematu:
·        Obserwacja zdalna niejawna.
·        Obserwacja i dozór bliski, niejawny.
·        Kontakt niejawny.
·        Dozór jawny.
·        Kontakt jawny z wybranymi przez Nich przedstawicielami CNT.
·        Jawny i otwarty Kontakt z całą CNT, albo...
·        ... unieszkodliwienie sił i środków militarnych bądź nawet zniszczenie CNT w przypadku ujawnienia przez nią wrogich zamiarów i kroków wojennych...[4]

Zasadniczo taki scenariusz Kontaktu z innymi CNT jest możliwy. Nie jest to mój pomysł, bo zaczerpnąłem go z powieści będącej trzecią częścią „trylogii proximiańskiej” Krzysztofa Borunia i Andrzeja Trepki – „Kosmiczni bracia”, w której odważnie i wizjonersko przedstawili problem kontaktów tak z Obcymi CNT, jak i przybyszami z dalekiej Przeszłości i Przyszłości naszej własnej rasy! Wnoszę do tego jedynie maleńką poprawkę: otóż początkowe fazy Kontaktu będą realizowały roboty, bowiem najracjonalniejszym i najtańszym się wydaje eksploracja przestrzeni kosmicznej przy pomocy rozumnych maszyn lub neuromatów. Zwłaszcza te ostatnie - będące kombinacją maszyny i żywej istoty - cyborgami - doskonale nadają się do tego zadania. Wizję pędzącej z prędkością 0,75c rakiety Gea z powieści Stanisława Lema – „Obłok Magellana” można śmiało zastąpić wizją sondy kosmicznej poruszającej się z prędkością >0,25c, ale wyposażonej w nieśmiertelną praktycznie załogę rozumnych maszyn, które po dotarciu do docelowego układu planetarnego mogą rozpocząć działania eksploracyjno-rozpoznawcze. 

Jak się wydaje, kometa Kohoutka - 1973f [1973XII] - była tylko z pozoru „zwyczajną” kometą, boż nie spełniła pokładanych w niej nadziei na „kometę stulecia” - świeciła tylko z jasnością zaledwie +1m,5 czyli jak pośledniejsza gwiazda naszego nieba... - a wszystkie obliczenia mówiły o jasności rzędy co najmniej -5m,00! I co ciekawsze - nie udało się nawet uzyskać radarowego obrazu jej jądra. Znaczy się „kometa stealth”?

Drugi zawód w ostatnich czasach sprawiła nam Kometa Milenijna, alias C/1999 S4 [LINEAR] - która odkryta we wrześniu 1999 roku miała okazać swój świecący warkocz i głowę o jasności co najmniej -4m,00 na przełomie lat 2000/2001 - stąd nazwa. Niestety, jak w przypadku komety Kohoutka, kometa Linear również wystawiła nas do wiatru... A może Komuś zależało na tym, by Ziemianie nie dowiedzieli się, jak wyglądają naprawdę jądra tych komet? Bo co zobaczyliby zamiast porowatej bryły skalnej oblepionym brudnym śniegiem? - stalowy czy tytanowy kadłub kosmolotu???...


Co do komet, to nie sprawiły nam zawodu jasne komety z lat 1995-97 - chodzi o kometę C/1996 B2 Hayakutake i kometę C/1995 O1 Hale-Boppa. Obie były jasne, a pierwsza z nich ponoć przybyła do nas spoza Układu Słonecznego. Ciekawe, że informacja ta została szybciutko wycofana z agencyjnego serwisu, podobnie, jak informacja o Meteorycie Grenlandzkim. Okazało się bowiem, że hipoteza i pozaukładowym pochodzeniu komet i meteorytów jest herezją XX wieku w astronomii i za jej głoszenie można stracić posadę w obserwatorium astronomicznym.  Traf chciał, że w dniu 18 stycznia 2000 roku, na terytorium Yukonu w Kanadzie spadł meteoryt TAG [Tagish Lake]. Badania wykazały, że nie jest to zwykły meteoryt, ale okruch materii, który pochodził z dysku akrecyjnego Protosłońca sprzed 4,5 mld lat, albo z innego układu planetarnego... Skoro mogą do nas przylatywać komety i meteory z innych układów planetarnych, to dlaczego nie kosmoloty z załogami auto- i neuromatów???

W Układzie Słonecznym istnieje jeszcze jedno ciało astronomiczne, które podejrzewam o to, że może być bracewellowską sondą Obcych. Jest to Planetoida Kovala albo 2060 Chiron. Asteroid ten znajduje się na niemal kołowej orbicie pomiędzy orbitami Jowisza i Saturna, z aphelium wnoszącym 13,7 AU. Planetoida ta charakteryzuje się tym, że choć ma orbitę asteroidy, to nie należy do żadnej z „rodzin” jowiszowych czy saturnowych asteroidów, ale porusza się całkowicie samodzielnie! Na dodatek stwierdzono ze zdumieniem, że 2060 Chiron ma średnicę około 200 km i... otoczkę pyłową jak kometa! Czyżby to była tylko kometa złapana przez pole grawitacyjne Jowisza lub Saturna i wepchnięta na tak dziwną orbitę pomiędzy nimi?...

Następnym dziwnym ciałem niebieskim (czy tylko?) jest planetoida oznaczona jako 1991 DA/5335 Damocles. Tajemniczym jest to, że 5335 Damocles porusza się po wydłużonej orbicie z peryhelium = 1,5 AU i aphelium = 19 AU - czyli od punktu pomiędzy orbitami Ziemi i Marsa aż pod orbitę Uranu! Gdybym miał za zadanie umieścić stację badawczo-nasłuchową i szpiegowską, która miałaby kontrolować cały Układ Słoneczny, to umieściłbym ją właśnie na Damoclesie. A może Ktoś to już wykorzystał???...

Z powrotem na Ziemię. Oczywiście na Ziemi też jest wiele śladów Obcej obecności lub obecności dawnych CNT. Pisało na ten temat już wielu, ja tylko przypomnę trzy artefakty, które dowodzą wprost tego, że poza nami na Ziemi jest jeszcze nieznany Ktoś...

Pierwszym z nich jest znany Czytelnikom „Nieznanego Świata” tzw. „radio-artefakt koszycki”, którego odnaleziono w niezwykłych okolicznościach w słowackich Košicach, w sierpniu 1996 roku, a który znikł w niewyjaśnionych okolicznościach - najprawdopodobniej wykradziony i wywieziony do Rosji, przez służby specjalne tego kraju. Sprawę dla polskiego Czytelnika opisał dr Miloš Jesenský na łamach „Nieznanego Świata” i w książce „Bogowie atomowych wojen” (Ústi nad Labem, 1998, przekład mój) ów dziwny radio-artefakt miał postać niewielkiej skrzynki z ciemnego metalu, która pokryto napisami w nieznanym języku. NB, litery inskrypcji były łacińskie, ale sam język, którego użyto nie przypominał żadnego z języków używanych w Europie...

Dr Jesenský pisze o tym, że owa skrzynka była silnie radioaktywna i porażeniu promienistemu uległo kilka osób, które miały z nią jakikolwiek kontakt. Wraz z Bronisławem Rzepeckim z „Czasu UFO” i Marianem Książkiem zwiedziliśmy koszyckie katakumby i podziemia we wrześniu 1996 roku, w drodze na II Międzynarodową Konferencję Ufologiczną w Debreczynie na Węgrzech. Wrażenie było przygnębiające, bo przy okazji zaliczyliśmy miejskie więzienie, izbę tortur i kilka kilometrów ciasnych i dusznych korytarzy pod centrum miasta. Czuło się historię tego miasta i ciała astralne ludzi, którzy żyli tu przedtem...

W czasie IX Środkowoeuropejskiego Kongresu Ufologicznego w Koszycach pod koniec listopada 2000 roku, miałem okazję poznać red. Miroslava Sambora z „Košickiego Večeru”, który zapytany o aferę z „koszyckim radio-artefaktem” powiedział mi, że była to tylko historia medialna, mająca na celu podniesienie nakładu KV i nic za tym się nie kryje. OK., ale dlaczego w takim razie miejsce, w którym ponoć znajdowała się tajemnicza szkatułka, zostało bardzo dokładnie odcięte od świata poprzez zamurowanie wszystkich wiodących doń przejść, co widzieliśmy na własne oczy? Tego już pan redaktor nie umiał wyjaśnić... Komu - na wszystkich Braci Dobrze Czyniących - zależało na tym, byśmy nie dotarli do tego miejsca? Bo rzecz jest niezwykła, a skrzynka musiała zawierać coś silniej promieniotwórczego, niż zwykła ruda uranu czy toru lub radu.  Być może skrzynka została wyprodukowana na terytorium Imperium Rzymskiego i w Koszycach znajdowała się od czasów jego panowania, czyli od I wieku p.n.e. Sam napis wykonano literami łacińskimi, ale w języku Awarów, Łużyczan czy Celtów, których wpływy tam się krzyżowały w owym czasie. Co zawierała? Nie rudę uranu czy toru, ale np. 239Pu+IV - który używa się do produkcji bomb jądrowych. Jego T1/2 wynosi 24.400 lat, a zatem mógł on pochodzić jeszcze z poprzedniej cywilizacji - np. z platońskiej Atlantydy, lub z czasów Kontaktu antycznych bogów-astronautów z Ziemianami. Kto wie, czy takim radio-artefaktem nie była także biblijna Arka Przymierza i legendarny Święty Graal!? Oba te artefakty religijne miały w sobie świętą MOC, która to MOC wcale nie musiała się objawiać tak, jak pokazują to nam hollywoodzkie szmiry - z hukiem, trzaskiem i łomotem - a całkiem cicho, podstępnie i śmiertelnie... Bo przed promienistą śmiercią wtedy nie było żadnego ratunku. Dziś także...

Kolejnym radio-artefaktem jest fragment dziwnego czegoś, znalezionego nad rzeką Waszka w Republice Komi w WNP. Jest to dziwny spiek lantanu, ceru i kilku innych pierwiastków, który mógł być wytworzony jedynie sztucznie... Uczeni rosyjscy wiążą jego pochodzenie ze spadkiem Meteorytu Tunguskiego. Pisano już o tym znalezisku niejednokrotnie, więc nie będę się już rozpisywał na ten temat.

Trzecim radio-artefaktem jest formacja skalna zwana El Enlandrillado na pograniczu peruwiańsko - chilijskim. El Enladrillado po hiszpańsku oznacza tyle, co szachownica. Są to dwie potężne platformy skalne, odkryte w 1968 roku. Znajdują się one na wysokości 3.200 m n.p.m. i zajmują obszar około 700 m2. Bloki kamienne zawierają pewną ilość tlenku uranu - nie jest tego wiele: 0,0124% i promieniują z intensywnością około 32,6 kBq/m2. Tyle podaje Arnold Mostowicz za Simone Weisbard.[5]  A zatem otwarte złoże smółki uranowej? Ba! - ale na dodatek kontrolowane przez UFO - jak podaje S. Weisbard - które pokazują się tam nader często... Myślę, że jest to kolejne wyzwanie dla „nieznanoświatowych” eksploratorów w rodzaju Romana Warszewskiego!

NB, jedynym miejscem, do którego można porównać El Enlandrillado jest naturalny (czy aby???) reaktor jądrowy w Oklo w Gabonie. Działanie tego „naturalnego urządzenia jądrowego” jest proste i polega na tym, że kiedy w szczeliny w złożu rud uranowych wpływa woda, to zaczyna to reakcję łańcuchową - bo woda zatrzymuje neutrony inicjujące reakcję łańcuchową. Kiedy temperatura się podniesie i woda odparuje, reakcja zatrzymuje się samoczynnie. I tak w koło Macieju od tysięcy lat. Problem polega na tym, że ruda w Oklo wydaje się być... sztucznie wzbogacona! - tzn. stosunek zawartego w niej uranu-235 do uranu-238 jest zupełnie inny, niż we wszystkich innych złożach świata. Jak podaje to dr Jesenský - wynosi on nie 3 : 97, ale aż 17 : 83! Pytanie za 64.000 € brzmi: kto i kiedy wzbogacił gabońskie rudy w uran-235??? Natura? - ale jaki fizykalny mechanizm za tym stoi? Tego właśnie nie wie nikt... Gdyby ten stosunek był inny, to „naturalny reaktor jądrowy” w Oklo nie działałby.  Ale czy ten reaktor jest stuprocentowo naturalny? - pozwolę sobie wątpić...[6]

Czy możemy się spotkać z takimi znaleziskami w Kosmosie? Moja odpowiedź brzmi: TAK. Czegoś takiego powinniśmy się spodziewać, bo skoro Obcy przebywali lub jeszcze nadal przebywają w Układzie Słonecznym, to powinny po Nich pozostać jakieś artefakty, zaś znalezienie chociaż jednego z nich powinno wywrócić nasze pojęcia o historii Ziemi i nawet Układu Słonecznego!... Rzecz w tym, czy uczeni i politycy będą mieli tyle odwagi, by to przyznać? Strach przed zmianami i utratą lukratywnych posadek jest silniejszy od chęci poznania prawdy...

Ekspansja człowieka rozumnego w Kosmos może doprowadzić do sytuacji opisanej w „Obłoku Magellana”, kiedy to załoganci Gei odnajdują w układzie planetarnym Proximy sztuczny księżyc Amerykanów - NB, St. Lem przewidział już w latach 50. amerykański program SDI/NMD „High Frontier” czyli „Wojny Gwiezdne” - na którym poza zwłokami ludzi i bombami atomowymi, znaleźli oni mikroślady trycenturu (pierwiastka chemicznego o liczbie atomowej 300 - dziś nazwano by go Trinilnilum - symbol Tnn), nazwanego w późniejszych wydaniach - nie wiedzieć czemu - astronem, a nieznanego na Ziemi w XX wieku... - co było wyraźną wskazówką, że Ktoś ten sztuczny księżyc zwiedzał. Kto wie, czy kiedy za kilkadziesiąt lat Ludzkość nie odzyska swych sond Pioneer-10 i Pioneer-11, to nie znajdzie na nich śladów obcej penetracji???... Nie zapominaj Czytelniku, że zostawiono tam dokładny adres Ludzkości w Kosmosie!

W tej beczce miodu jest jeszcze łyżeczka dziegciu, bowiem ostatnimi czasy zdarzało się, że niemal na naszych oczach zostały zniszczone pewne artefakty, czemu dałem wyraz pisząc swe ,,Memorandum # 1/1999" poświęcone właśnie tej sprawie. Istnieje dobrze zorganizowana opozycja w stosunku do nich, która założyła sobie za cel ich zniszczenie lub ukrycie przed uczonymi i opinią publiczną. Artefakty takie, jak np. kule na Kysucach, kamienna kula z Żabna, zostały zniszczone w wyniku quasi-spontanicznego zrywu ludzi. Piszę quasi-spontaniczny, bo był on doskonale przygotowany i ukierunkowany, a za nim stali konkretni ludzie. Kto? Tego możemy się tylko domyślać, bo spektrum jest dość szerokie: od Masonerii oraz radykalnych i fundamentalnych odłamów Kościoła katolickiego z jednej strony do służb specjalnych Rosji, USA i Izraela z drugiej strony. Mogą to także być sfrustrowani uczeni, którzy boją się zmian z wiadomych względów... - i chociaż jestem przeciwny lansowaniu spiskowej teorii dziejów, to w tym przypadku wierzę w jakiś wredny spisek - spisek tchórzy, którzy nie potrafią znieść myśli, że poza nami na tej planecie był/jest Ktoś Inny. Typowy przykład ksenofobii w wymiarze kosmicznym! Rzecz w tym, że to nic nikomu nie da, a jedynie opóźni poznanie przez nas prawdy, do której Ludzkość tak czy inaczej dojdzie, w co głęboko wierzę. A zatem szukajmy najpierw wokół siebie, a potem poza planetą.

Jordanów, 19.II.2001 r.




[1] Zob. „Astronomia popularna”, Warszawa 1972.
[2] Pluton od dnia 24.VIII.2006 roku decyzją MUA zmienił status z planety na planetę karłowatą.
[3] Dopisane w 2017 roku, ,kiedy są już znane wyniki wyprawy sondy kosmicznej New Horizons.
[4] K. Boruń & A. Trepka w Kosmicznych braciach ujęli to nieco inaczej: a - nadzór niejawny, b - nadzór jawny bezkontaktowy, c - nadzór jawny z próbami kontaktu, d - działanie odstraszające, e - działania obronne z ostrzeżeniem oraz f - działania obronne bez ostrzeżenia. Różnice te wynikają z innej interpretacji znanych mi faktów ufologicznych, których powołani Autorzy nie mogli znać w chwili pisania swej książki. Podziwiam Ich nieprawdopodobną wręcz intuicję, z jaką przewidzieli problemy Kontaktu z Obcymi, z wyczuciem, którego nawet nie ma sam St. Lem w swych powieściach z tego okresu, tj. lat 50. XX wieku.
[5] Zob. A. Mostowicz – „My z Kosmosu”, Warszawa 1977.
[6] Zob. M. Jesenský – „Bohové atomových válek”, Ústi n./Labem 1998 – przekład mój – zob.: http://hyboriana.blogspot.com/2012/07/bogowie-atomowych-wojen-1.html i nast.