Powered By Blogger

wtorek, 8 marca 2016

Wszechocean pełen plastyku




Apel Avaaz:


Przyjaciele i Przyjaciółki! 


 Wyniki najnowszego badania szokują: do 2050 roku w oceanach będzie więcej plastiku niż ryb.
 Zaśmiecamy naszą planetę w przerażającym tempie. Czytając o tym, można stracić wiarę w ludzkość. Ale z drugiej strony są ludzie tacy jak Terry, Christina i Chris – troje przyjaciół, którzy postanowili temu zaradzić, gdy usłyszeli, że na Pacyfiku unosi się olbrzymia plama śmieci: wyspa częściowo rozdrobnionych odpadków, dwukrotnie większa od Francji.
Wspólnie wynaleźli proste rozwiązanie: SeaVax, statek zasilany energią słoneczną, który w ciągu roku może wessać aż 22 tysiące ton tworzyw sztucznych. Wystarczyłoby kilka takich statków, aby w 10 lat usunąć z Pacyfiku całą tę olbrzymią plamę śmieci.
 To wspaniały przykład zaradności, z jaką potrafimy zmierzyć się z największymi wyzwaniami naszych czasów. Ten niezwykły projekt nie ruszy jednak bez naszego wsparcia. Powstał już pierwszy model SeaVax. ale zbudowanie pełnowymiarowej jednostki, która rozpocznie wielkie odkurzanie Pacyfiku, wymaga funduszy. Za cenę jednego posiłku lub filiżanki kawy każda i każdy z nas może przyczynić się do realizacji tego zamierzenia.. Przekaż , aby nie tylko wesprzeć budowę statku SeaVax, ale także urzeczywistnić wiele innych ambitnych projektów oczyszczenia oceanów z masy śmieci: 

v Przekaż 40 zł, aby usunąć z oceanu 7 kg tworzyw sztucznych – ponad 70 tysięcy kawałków plastiku!
v Przekaż 100 zł, aby usunąć z oceanu 17 kg plastiku – ponad 170 tysięcy kawałków plastiku!
v Przekaż 300 zł, aby usunąć z oceanu 50 kg tworzyw sztucznych – ponad 500 tysięcy kawałków plastiku!
v Przekaż 500 zł, aby usunąć z oceanu 83 kg tworzyw sztucznych – ponad 830 tysięcy kawałków plastiku! 

 W grudniu odwiedziłem samotną wysepkę u wybrzeży Wietnamu i Kambodży. Zobaczyłem tam rajski krajobraz. Ale gdy wiatr powiał od oceanu, całą powierzchnię wody pokrył gruby kożuch śmieci. Było tam wszystko: od opakowań po słodyczach po kawałki styropianu. Odrażający, apokaliptyczny widok.
Nas takie śmietnisko napawa obrzydzeniem, ale dla drogocennego ekosystemu oceanu to wyrok śmierci. Cierpią ryby, delfiny, wieloryby i wszystkie żywe organizmy. Szczególnie groźne są drobiny rozpadającego się plastiku, które zatykają zwierzęce pyszczki, tchawice i skrzela.
 SeaVax to przełomowy projekt: bezzałogowy statek zasilany energią słoneczną, który wsysa pływające w oceanie drobiny plastiku. Jest wyposażony w specjalne czujniki dla ochrony oceanicznej fauny. Właśnie takie pomysły są nam dziś niezbędne. Jeśli pomożemy zrealizować je w pełnej skali, wykażą swoją skuteczność i usłyszy o nich cały świat. Dzięki temu zyskamy dodatkowy, silny argument, naciskając na rządy naszych państw, by na poważnie zajęły się oczyszczaniem środowiska.
Nie ma na świecie większej społeczności zdolnej do zbierania funduszy niż Avaaz. Pod tym względem nasz ruch jest zupełnie wyjątkowy. Dzięki nam marzenie trojga wynalazców może stać się rzeczywistością. Dzięki nam światło dzienne ujrzy wiele innych wspaniałych projektów. Dzięki nam cała ludzkość może odzyskać nadzieję. Za cenę przeciętnego posiłku możesz pomóc usunąć z oceanu nawet 170 tysięcy kawałków plastiku!
 Oczywiście: samo czyszczenie oceanów nie wystarczy. Musimy jeszcze przestać je zaśmiecać. Oto, co nasza społeczność mogłaby zrobić dzięki zgromadzonym funduszom: 

•Wspomagać projekty, które ograniczą ilość odpadów wyrzucanych do oceanów w krajach produkujących najwięcej śmieci.
·        Wyszukiwać inne ambitne pomysły na oczyszczanie oceanów przy użyciu nowych technologii.
·        Organizować społeczne akcje sprzątania plaż i wybrzeży, aby śmieci nie wypływały do oceanów.
·        Naciskać na władze krajowe i lokalne, aby wprowadziły ograniczenia lub zakazy stosowania tworzyw sztucznych – jak w San Francisco, gdzie niedawno zakazano sprzedaży wody w plastikowych butelkach.
Ruch Avaaz współtworzył zwycięskie kampanie na rzecz utworzenia największych na świecie rezerwatów oceanicznych: na wyspach Chagos na Oceanie Indyjskim oraz na Pacyfiku. W kilku miastach pomogliśmy doprowadzić do zakazu używania plastikowych toreb. Zmobilizujmy się jeszcze raz. Wyprowadźmy statek SeaVax na szerokie wody i zainspirujmy ludzi na całym świecie, by wspólnie wypracowali rozwiązanie problemu śmieci zasypujących oceany. Niech odraza, jaką wzbudza w nas wielka plama śmieci na Pacyfiku, stanie się impulsem do pozytywnego działania, które przywróci naszym oceanom życie i piękno.

 Z nadzieją i wdzięcznością za naszą niezwykłą społeczność,

Ricken wraz z całym zespołem Avaaz


 Dowiedz się więcej: 


·        Gazeta Wyborcza: Wyprodukowaliśmy tyle plastiku, że moglibyśmy zafoliować nim całą kulę ziemską http://wyborcza.pl/1,75400,19572725,wyprodukowalismy-tyle-plastiku-ze-moglibysmy-zafoliowac-nim.html  
·        National Geographic: Jak pokonać dryfujące w oceanie śmieci? Jest pomysł na rozwiązanie http://www.national-geographic.pl/ludzie/jak-pokonac-dryfujace-w-oceanie-smieci-jest-pomysl-na-rozwiazanie  
·        Eco Watch: Słoneczny statek-odkurzacz może oczyścić ocean z 24 tysięcy ton plastiku rocznie (tekst w j. angielskim) http://ecowatch.com/2016/02/19/seavax-vacuum-ocean-plastic/  
·        Washington Post: Do 2050 roku w oceanach będzie więcej tworzyw sztucznych niż ryb (tekst w j. angielskim) https://www.washingtonpost.com/news/morning-mix/wp/2016/01/20/by-2050-there-will-be-more-plastic-than-fish-in-the-worlds-oceans-study-says/  
·        BBC: Oceany pełne plastiku. Co wiemy o zanieczyszczeniu? (tekst w j. angielskim) http://www.bbc.com/news/science-environment-34414710  
·        Guardian: Pierwsze rzetelne dane o zanieczyszczeniu oceanów odpadami z tworzyw sztucznych (tekst w j. angielskim)


A także na tym blogu:

poniedziałek, 7 marca 2016

Misja do Otchłani





Oleg Fajg


NASA zaproponowała wszystkim, którzy mają na to ochotę, dostarczenie ich nazwisk za granice Układu Słonecznego. Dysk z tymi nazwiskami został zamontowany w sondzie kosmicznej New Horizons. Są tam nazwiska 800.000 Ziemian. 

W dniu 14.VII.2015 roku, o godzinie 11:49 GMT, stacja kosmiczna New Horizons dotarła w pobliże – 12.500 km od powierzchni – Plutona – onegdaj najdalszej planety Układu Słonecznego, dzisiaj zdegradowanej do obiektu transneptuńskiego, albo do planety karłowatej, znanej teraz jako 134340 Pluton. 


10 lat w królestwie zimna i mroku


Znajdując się w odległości ponad 4,5 mld km od Ziemi, sonda przeprowadziła sesję zdjęciową karłowatej planety. Wedle programu, aparat ten miał do wykonania 150 badań naukowych i pomiarów powierzchni Plutona i przestrzeni kosmicznej w jego sąsiedztwie.

W gruncie rzeczy właściwie powinno się mówić o systemie Pluton – Charon, a przecież poza badaniami reliefu i osobliwości geologicznych Plutona, pomiarów jego temperatury zbadania właściwości i składu atmosfery – zakłada się także badanie jego satelitów. W pierwszej kolejności – S/1978 P1/Pluton I/Charona.

Zgodnie z programem, w czasie bliskiego przelotu koło Plutona bezpośrednia łączność sondy z Ziemią była wyłączona, ale wszystkie siedem przyrządów naukowych na pokładzie stacji kosmicznej  pracowało bez przerwy. Wybór takiego trybu pracy sondy przede wszystkim objaśnia się przede wszystkim oszczędnością prądu dla tychże przyrządów robiących zdjęcia, robiących pomiary, badania samej planetoidy i jej otoczenia. 

Aktualnie (sierpień ub. roku – przyp. tłum.) trwa przekazywanie uzyskanych danych na Ziemię. Obliczono, ze przekazanie wszystkich danych naukowych i telemetrycznych będzie trwało około 16 miesięcy. 

Astrofizycy cieszą się na nowe odkrycia związane z dalekimi rubieżami Układu Słonecznego.


Wystrzał z grawitacyjnej procy


Historia podróży sondy New Horizons w dalekie kąty Układu Słonecznego faktycznie zaczęła się od unikalnego manewru grawitacyjnego. Pluton porusza się na bardzo dziwnej orbicie, której nachylenie do płaszczyzny ekliptyki jest bardzo duże (17,16°) i przecina się z płaszczyzną orbity Neptuna. Dlatego też jego odległość od Słońca waha się od 30 do 40 AU. (1 AU = 150 mln km), natomiast jeden obrót wokół Słońca trwa ok. 250 lat. 

W lutym 2007 roku, kosmiczny aparat przybliżył się do Jowisza i otrzymał potężny impuls od pola grawitacyjnego tego gazowego olbrzyma, odleciał od Słońca z ogromną prędkością – 50.235 km/h czyli ok. 13,954 km/s. Był to rekordowy lot dla sondy kosmicznej, który rozciągnął się na dziesięciolecie. Dokładne badanie systemu Plutona zaczęły się na 5 miesięcy przed jego randez-vous z sondą kosmiczną. Dane te pozwoliły na przeprowadzenie korektury lotu, i na trzy miesiące przed bliskim spotkaniem, sonda zaczęła z odległości 100 mln km robić kartograficzne zdjęcia Plutona i Charona. A na miesiąc przed spotkaniem zaczęły się całodzienne obserwacje. Astronomowie pragnęli dowiedzieć się, czy Pluton ma jeszcze jakieś satelity i pierścienie z odłamków lodu i skał. Na szczęście tych kosmicznych raf mogących zaszkodzić posłańcowi Ziemi nie było. Po przeprowadzeniu manewru „grawitacyjnego kopa” sonda miała jeszcze połowę paliwa na dokonanie korektur lotu. 

Dzięki projektowi Nowe Granice, w skład którego wchodzi i projekt New Horizons po raz pierwszy uczeni dotarli do granic Układu Słonecznego.

[To znaczy dotarli do granicy układu planetarnego Słońca, bowiem prawdziwa granica Układu Słonecznego leży poza Pasem Kuipera i Obłokiem Oorta – czyli w odległości ok. 2 ly od Słońca – uwaga tłum.] 

Astronomowie – planetolodzy mają nadzieję na znalezienie odpowiedzi na wiele pytań na pochodzenie i budowę Układu Słonecznego. Wszak Pluton i jego księżyce mają w sobie informacje na temat pierwotnej materii będącej budulcem, z którego powstał nasz kosmiczny dom.



Zagadkowy karzełek


Planetoida 134340 Pluton to jedno z większych ciał niebieskich w Układzie Słonecznym, do którego jeszcze nie zbliżył się żaden ziemski aparat kosmiczny. Dlatego też wąziutki strumień informacji może się wreszcie przekształcić w szeroką rzekę nowych odkryć. Tak wiec już widać, że powierzchnia planetoidy jest czerwonawo-brązowawa, i dlatego zaczęto ja porównywać do Marsa. Wyjaśniło się, że Pluton jest w średnicy o 80 km większy, niż to uważano wcześniej, a jego biegun północny jest pokryty czapą polarną z lodu azotowo-metanowego. A tak w ogóle, to Pluton przypomina śnieżkę z brudnego lodu i sprasowanego śniegu z niewielkim kamiennym jądrem. 

Sonda odkryła gigantyczne, trzykilometrowe kamienno-lodowe wzniesienia nieopodal niższej części formacji zwanej Serce Plutona. Wskazuje to na istnienie jakiejś aktywności geologicznej na powierzchni karłowatej planety, ale na razie niczego pewnego nie można powiedzieć. Lód wydaje się być całkiem miękki do formowania wysokich i dużych hałd i kup kamieni. Być może jest to młode geologicznie uformowanie, podobne jak na satelitach planet-gigantów. Tam to są ślady działania sił pływowych planet gigantów, ale jaka była przyczyna powstania ich na Plutonie?

Na północnej hemisferze karłowatej planety, uczeni odkryli lodową równinę, pokrytą swoistymi łuskami z lodu i przypominającą kształtem serduszko. Uczeni nazwali to Serce Plutona - Tombaugh Regio – na cześć odkrywcy tej planetoidy Clyde Tombaugha. Na pokładzie sondy znajdowała się kapsuła z prochami tego astronoma, który zmarł w 1997 roku w wieku 90 lat. Mało brakowało, a odkrywca Plutona by dożył startu sondy New Horizons. 

Średnica „północnego reliefu” sięga 1600 km, a jego część nazwana – też nieformalnie – Sputnik na cześć pierwszego sztucznego satelity Ziemi wystrzelonego w 1957 roku. W tej chwili planetolodzy gorąco dyskutują na temat powstania tego plateau setki milionów lat temu. Wiadomo tylko, że nie ma żadnych geologicznych procesów na tej planetoidzie, a wiek równin wynosi około 100 mln lat. 

Nowe odkrycia przyniosła także atmosfera Plutona. Ona okazała się nieoczekiwanie dużą, rozpościerająca się na 1600 km. Jej skład okazał się być chemicznie bardzo bogatym, przy czym wierzchnie warstwy składają się z azotu (N2), zaś niższe składają się z dużej ilości metanu (CH4) i ciężkich węglowodorów. 

Pluton nie ma swego pola magnetycznego, tak więc jego atmosfera jest niszczona przez wpływ wiatru słonecznego i promieniowania UV od Słońca. Wedle ocen uczonych, w każdej sekundzie z atmosfery Plutona ucieka około tony gazu, co jest o wiele więcej, niż na Marsie, który przeżywa analogiczne problemy. 




Do pozaplanetarnych głębin Nieznanego


Przeleciawszy obok Plutona, New Horizons poleciał dalej. Po drodze przyjrzano się satelitom Plutona, a potem przestawił się na duże asteroidu z Pasa Kuipera – tzw. kuiperowce. Jakie małe asteroidy wpadną w pole widzenia kamer sondy, zadecyduje się jeszcze w czasie lotu. 

Pas Kuipera został odkryty w latach 90.  XX wieku i został tak nazwany na cześć przepowiadającego jego istnienie w 1952 roku, amerykańskiego astronoma Gerarda Kuipera. Uważa się, że tam może znajdować się co najmniej 70.000 dostatecznie dużych obiektów, które mogą być porównywalne z Plutonem. 

Znany amerykański astrofizyk Freeman Dyson uważa, że na niektórych kuiperowcach może zostać odkryte życie. Według niego, będzie się ono rozwijać w podlodowych oceanach, zaś wielokilometrowe lody będą pełniły rolę „lodowej sfery Dysona” utrzymującej wewnętrzne ciepło.

[Wydaje się, że coś podobnego do Sfery Dysona znajduje się już w Kosmosie, a konkretnie w układzie gwiezdnym KIC-8462852. Szczegóły znajdzie Czytelnik w tym blogu, zob. http://wszechocean.blogspot.com/2015/10/kic-8462852-cud-gwiezdny.html - uwaga tłum.]
 
Ciekawe, że w międzyplanetarnej odysei New Horizons bierze udział ostatni stopień rakiety nośnej. I chociaż – w odróżnieniu od kosmicznego aparatu – stopień ten jest tylko „martwym kawałem żelaza”, nieruchomym i niefunkcjonalnym – to stanie się on ludzkim artefaktem lecącym w galaktyczną dal. 

[A może po prostu – podobnie jak w czasie wypraw księżycowych programu Apollo – człon ten pozostał po to, by Ktoś go sobie dokładnie obejrzał? Obawiam się, ze to była przyczyna, dla której go pozostawiono – uwaga tłum.]  


Tekst i ilustracje – „Tajny XX wieka” nr 33/2015, ss. 4-5
Przekład z j. rosyjskiego – Robert K. Leśniakiewicz © 
Fot.: NASA

niedziela, 6 marca 2016

Czy odkryto ultra-zimnego brązowego karła?





Ian O’Neill


To właśnie teleskop Keck II na Hawajach, a nie należący do NASA Kosmiczny Teleskop Podczerwieni Spitzera być może odkrył brązowego karła spośród wszystkich odkrytych brązowych karłów, o czym doniosły „Discovery News” w ubiegłym tygodniu (początek marca 2011 roku).

Keck II namierzył obiekt CFBDSIR J1458+1013B – brązowego karła odległego o 75 ly od Ziemi, o masie 6-15 razy większej od masy Jowisza, zaś obserwacje wykazały, że ten bardzo ciemny obiekt musi mieć temperaturę poniżej 100°C/212°F/373 K – czyli temperaturę wrzącej wody.

To odkrycie ma bardzo ważne konsekwencje dla fizyki planet i gwiazd, ponieważ brązowe karły nie są ani planetami ani gwiazdami – są obiektami stanowiącymi pomost pomiędzy planetami i gwiazdami. Z tej przyczyny, że brązowe karły nie mają masy wystarczającej do zapłonu reakcji termojądrowej w swych jadrach, dlatego są często nazywane „niedorobionymi gwiazdami”.

Tak więc odkryty przez Spitzera „ultra-zimny” brązowy karzeł zainteresował uczonych jeszcze bardziej. Brązowy karzeł odkryty przez Spitzera znajduje się 63 ly od Ziemi, zaś jego masa przekracza 7 razy masę Jowisza – natomiast jego temperatura wynosi zaledwie… 30°C/86°F/281 K! Ten brązowy karzeł o pokojowej temperaturze nosi oznaczenie WD 0806-661B.


Interesujące, że WD 0806-661B orbituje wokół białego karła (oznaczonego WD 0806-661) i może być uważany za egzoplanetę. Ale jego orbita jest odległa odeń na 2500 AU - czyli 2500 razy dalej, niż Ziemia od Słońca. Żeby to była planeta, to musiałaby orbitować dalece bliżej białego karła.

Jednakże istnieje jeszcze jedna możliwość. Ten biały karzeł był kiedyś gwiazdą o masie dwukrotnie większej od naszego Słońca. Białe karły stanowią pozostałość po starych gwiazdach, które wyczerpały swe zasoby paliwa i umarły. 

Nawiasem mówiąc, nasze Słońce też czeka podobny los za jakieś 4 mld lat. kiedy wyczerpie swe zasoby wodoru, spuchnie ono do stadium czerwonego olbrzyma, pochłaniając Ziemię, zaś potem odrzuci ono swe zewnętrzne warstwy, pozostawiając białego karła świecącego w jądrze czegoś, co nazywamy mgławicą planetarną. 

Modele przewidują, że Słońce straci część swej masy i wskutek tego planety przejdą na szersze orbity. Czy to się właśnie przydarzyło WD 0806-661B? Czy to właśnie przydarzyło się planecie krążącej wokół słońca o masie dwukrotnie większej od naszego? Potrzebne są dalsze pomiary - rzecz oczywista. 

Odkrycia obiektów CFBDSIR J1458-1013B i WD 0806-661B (jeżeli jest to brązowy karzeł) są bez p[precedensu – one mogłyby reprezentować populację niskotemperaturowych brązowych karłów, które mają charakterystykę bardziej planetarną niż gwiezdną.

One są tak chłodne, ze para wodna w ich atmosferach może się skraplać tworząc obłoki i opady wody. Brązowe karły, na których mogą powstawać takie rzeczy zalicza się do klasy widmowej Y. brązowe karły o klasie widmowej Y istnieją na razie w teorii, ale te dwa obiekty właśnie pasują do tejże klasy Y i są dwoma pierwszymi kandydatami.  


Słowo od tłumacza


Przyznam, że ta informacja ucieszyła mnie niezmiernie. Okazuje się bowiem, że w Kosmosie istnieją duże ciała niebieskie o temperaturach porównywalnych z ziemskimi, a to stanowi pierwszy stopień do tego, by istniało tam życie organiczne. Ba! – życie organiczne i to takie, które mogłoby być tam zaszczepione z Ziemi! -  a to z kolei byłby pierwszy stopień do terraformowania tychże ciał niebieskich i dostosowania ich do potrzeb ludzi.

Druga sprawa, to możliwość istnienia tam endemicznego życia – wszak nie zapominajmy, że na Ziemi życie istnieje przy otworach źródeł hydrotermalnych na lądzie (gejzery, wulkany błotne) i na dnie Wszechoceanu (tzw. kominów-palaczy). A zatem podróżując tam należy się poważnie liczyć właśnie z taką możliwością! Może nie będą to od razu istoty rozumne, ale mogą to być jakieś wielokomórkowce czy nawet odpowiedniki ziemskich mięczaków czy stawonogów…

I wreszcie po trzecie – jeżeli-ultra chłodne brązowe karły i całkiem wygasłe gwiazdy (klasy TT – jak postulował to prof. Iwan Jefriemow – czyli gwiazdy żelazne)są zjawiskiem powszechnym, to być może właśnie one stanowią pokaźną część masy galaktyk, a co z kolei odpowiadałoby ciemnej materii, która ponoć istnieje i jest nieuchwytna. Gdyby każdy układ planetarny w Galaktyce miał właśnie takiego ciemnego towarzysza – albo nawet i kilku – to pojecie ciemnej materii byłoby niepotrzebne. Podobnie jak z poczerwienieniem galaktyk – może ono wynikać z oddalania się galaktyk od siebie, a może być tylko efektem przesunięcia ich widm ku czerwieni wywołane wydłużaniem się fal elektromagnetycznych na ogromnych odległościach i co za tym idzie – zmniejszaniem się ich częstotliwości. A to z kolei zakłada, że Wszechświat jest nieskończony i statyczny… - a jego dzisiejszy obraz jest tylko złą interpretacją danych.  


Oczywiście powyższe jest to (przynajmniej na razie) naukowa herezja, ale… Jeszcze parę lat temu naukową herezją było stwierdzenie, że może dochodzić do wymiany materii pomiędzy Obłokami Oorta sąsiadujących ze sobą układów planetarnych – np. Układu Słonecznego i układu planetarnego Alfy Centaura/Tolimana. A dzisiaj taka możliwość jest już brana na całkowicie serio, bowiem istnieją dowody na coś takiego – w postaci rezultatów badań komet, których skład chemiczny jest całkowicie różny od komet słonecznych. Takim przykładem może być kometa C/1996 B2 Hayakutake, w której składzie była zwiększona ilość deuteru oraz rodników cyjanowych (ponad 1000 razy więcej), co wskazuje na to, ze kometa ta może pochodzić spoza Układu Słonecznego. Podobnie rzecz się miała ze słynnym Meteorytem Grenlandzkim z dnia 7.XII.1997 roku. Jego skład chemiczny tak dalece odbiegał od składu znanych nam meteorytów, że sądzi się, że przybył on spoza Układu Słonecznego. (zob. „Tunguski Meteoryt Alla Polacca” - http://wszechocean.blogspot.com/2011/07/tck-tunguski-meteoryt-alla-polacca-4.html.) Uczony, który wyraził tą myśl rychło stracił pracę…  

Mój optymizm wynika z tego, że (cytuję Michaela Crichtona) życie ma to do siebie, że zawsze znajdzie sposób na obejście niesprzyjających warunków – jak to udowodniło już nieraz. 

I dlatego stawiam na brązowe karły…!     
                

Z publikacji: “Discovery of a Candidate for the Coolest Known Brown Dwarf,” Luhman et al., 2011, ApJL. doi: 10.1088/2041-8205/730/1/L9, wg “New Scientist”
Przekład z j. angielskiego – Robert K. Leśniakiewicz ©
Ilustracje - NASA

sobota, 5 marca 2016

Kolejny komunikat z Fokarium






W dniu wczorajszym, o godzinie 16:02 foka Agata urodziła swojego ślicznego szczeniaczka!

 
A zatem już koniec miotu 2016 w helskim Fokarium. Teraz trzeba czekać do czerwca, kiedy młode foczki na literę „O” zostaną wypuszczone z nadajnikami GPS na szyjach. Będzie można je śledzić na stronie internetowej Stacji Morskiej Uniwersytetu Gdańskiego i WWF - http://wedrowkifok.wwf.pl/.