Powered By Blogger
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą śmieci. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą śmieci. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 8 marca 2016

Wszechocean pełen plastyku




Apel Avaaz:


Przyjaciele i Przyjaciółki! 


 Wyniki najnowszego badania szokują: do 2050 roku w oceanach będzie więcej plastiku niż ryb.
 Zaśmiecamy naszą planetę w przerażającym tempie. Czytając o tym, można stracić wiarę w ludzkość. Ale z drugiej strony są ludzie tacy jak Terry, Christina i Chris – troje przyjaciół, którzy postanowili temu zaradzić, gdy usłyszeli, że na Pacyfiku unosi się olbrzymia plama śmieci: wyspa częściowo rozdrobnionych odpadków, dwukrotnie większa od Francji.
Wspólnie wynaleźli proste rozwiązanie: SeaVax, statek zasilany energią słoneczną, który w ciągu roku może wessać aż 22 tysiące ton tworzyw sztucznych. Wystarczyłoby kilka takich statków, aby w 10 lat usunąć z Pacyfiku całą tę olbrzymią plamę śmieci.
 To wspaniały przykład zaradności, z jaką potrafimy zmierzyć się z największymi wyzwaniami naszych czasów. Ten niezwykły projekt nie ruszy jednak bez naszego wsparcia. Powstał już pierwszy model SeaVax. ale zbudowanie pełnowymiarowej jednostki, która rozpocznie wielkie odkurzanie Pacyfiku, wymaga funduszy. Za cenę jednego posiłku lub filiżanki kawy każda i każdy z nas może przyczynić się do realizacji tego zamierzenia.. Przekaż , aby nie tylko wesprzeć budowę statku SeaVax, ale także urzeczywistnić wiele innych ambitnych projektów oczyszczenia oceanów z masy śmieci: 

v Przekaż 40 zł, aby usunąć z oceanu 7 kg tworzyw sztucznych – ponad 70 tysięcy kawałków plastiku!
v Przekaż 100 zł, aby usunąć z oceanu 17 kg plastiku – ponad 170 tysięcy kawałków plastiku!
v Przekaż 300 zł, aby usunąć z oceanu 50 kg tworzyw sztucznych – ponad 500 tysięcy kawałków plastiku!
v Przekaż 500 zł, aby usunąć z oceanu 83 kg tworzyw sztucznych – ponad 830 tysięcy kawałków plastiku! 

 W grudniu odwiedziłem samotną wysepkę u wybrzeży Wietnamu i Kambodży. Zobaczyłem tam rajski krajobraz. Ale gdy wiatr powiał od oceanu, całą powierzchnię wody pokrył gruby kożuch śmieci. Było tam wszystko: od opakowań po słodyczach po kawałki styropianu. Odrażający, apokaliptyczny widok.
Nas takie śmietnisko napawa obrzydzeniem, ale dla drogocennego ekosystemu oceanu to wyrok śmierci. Cierpią ryby, delfiny, wieloryby i wszystkie żywe organizmy. Szczególnie groźne są drobiny rozpadającego się plastiku, które zatykają zwierzęce pyszczki, tchawice i skrzela.
 SeaVax to przełomowy projekt: bezzałogowy statek zasilany energią słoneczną, który wsysa pływające w oceanie drobiny plastiku. Jest wyposażony w specjalne czujniki dla ochrony oceanicznej fauny. Właśnie takie pomysły są nam dziś niezbędne. Jeśli pomożemy zrealizować je w pełnej skali, wykażą swoją skuteczność i usłyszy o nich cały świat. Dzięki temu zyskamy dodatkowy, silny argument, naciskając na rządy naszych państw, by na poważnie zajęły się oczyszczaniem środowiska.
Nie ma na świecie większej społeczności zdolnej do zbierania funduszy niż Avaaz. Pod tym względem nasz ruch jest zupełnie wyjątkowy. Dzięki nam marzenie trojga wynalazców może stać się rzeczywistością. Dzięki nam światło dzienne ujrzy wiele innych wspaniałych projektów. Dzięki nam cała ludzkość może odzyskać nadzieję. Za cenę przeciętnego posiłku możesz pomóc usunąć z oceanu nawet 170 tysięcy kawałków plastiku!
 Oczywiście: samo czyszczenie oceanów nie wystarczy. Musimy jeszcze przestać je zaśmiecać. Oto, co nasza społeczność mogłaby zrobić dzięki zgromadzonym funduszom: 

•Wspomagać projekty, które ograniczą ilość odpadów wyrzucanych do oceanów w krajach produkujących najwięcej śmieci.
·        Wyszukiwać inne ambitne pomysły na oczyszczanie oceanów przy użyciu nowych technologii.
·        Organizować społeczne akcje sprzątania plaż i wybrzeży, aby śmieci nie wypływały do oceanów.
·        Naciskać na władze krajowe i lokalne, aby wprowadziły ograniczenia lub zakazy stosowania tworzyw sztucznych – jak w San Francisco, gdzie niedawno zakazano sprzedaży wody w plastikowych butelkach.
Ruch Avaaz współtworzył zwycięskie kampanie na rzecz utworzenia największych na świecie rezerwatów oceanicznych: na wyspach Chagos na Oceanie Indyjskim oraz na Pacyfiku. W kilku miastach pomogliśmy doprowadzić do zakazu używania plastikowych toreb. Zmobilizujmy się jeszcze raz. Wyprowadźmy statek SeaVax na szerokie wody i zainspirujmy ludzi na całym świecie, by wspólnie wypracowali rozwiązanie problemu śmieci zasypujących oceany. Niech odraza, jaką wzbudza w nas wielka plama śmieci na Pacyfiku, stanie się impulsem do pozytywnego działania, które przywróci naszym oceanom życie i piękno.

 Z nadzieją i wdzięcznością za naszą niezwykłą społeczność,

Ricken wraz z całym zespołem Avaaz


 Dowiedz się więcej: 


·        Gazeta Wyborcza: Wyprodukowaliśmy tyle plastiku, że moglibyśmy zafoliować nim całą kulę ziemską http://wyborcza.pl/1,75400,19572725,wyprodukowalismy-tyle-plastiku-ze-moglibysmy-zafoliowac-nim.html  
·        National Geographic: Jak pokonać dryfujące w oceanie śmieci? Jest pomysł na rozwiązanie http://www.national-geographic.pl/ludzie/jak-pokonac-dryfujace-w-oceanie-smieci-jest-pomysl-na-rozwiazanie  
·        Eco Watch: Słoneczny statek-odkurzacz może oczyścić ocean z 24 tysięcy ton plastiku rocznie (tekst w j. angielskim) http://ecowatch.com/2016/02/19/seavax-vacuum-ocean-plastic/  
·        Washington Post: Do 2050 roku w oceanach będzie więcej tworzyw sztucznych niż ryb (tekst w j. angielskim) https://www.washingtonpost.com/news/morning-mix/wp/2016/01/20/by-2050-there-will-be-more-plastic-than-fish-in-the-worlds-oceans-study-says/  
·        BBC: Oceany pełne plastiku. Co wiemy o zanieczyszczeniu? (tekst w j. angielskim) http://www.bbc.com/news/science-environment-34414710  
·        Guardian: Pierwsze rzetelne dane o zanieczyszczeniu oceanów odpadami z tworzyw sztucznych (tekst w j. angielskim)


A także na tym blogu:

czwartek, 29 marca 2012

WSZECHOCEAN: KLĘSKA ROZUMU (4)



Efekty tsunami i Pacyficzny Vortex

Na tą serię zdjęć i komentarzy do nich zwrócił mi uwagę Pan Albert Rosales z Miami, który także interesuje się wpływem człowieka na środowisko oceaniczne. Tym razem chodzi o inwazję śmieci i odpadów, które zostały zmyte z japońskich brzegów w czasie Wielkiego Tsunami z dnia 11 marca 2011 roku. Zdjęcia te i komentarze potwierdzają przedstawioną wcześniej teorię powstania Wielkiej Pacyficznej Plamy Śmieci. I tak:

1.      Zdjęcia opublikowane przez kanadyjskie MON ukazuje japoński statek rybacki, który został porwany przez Wielkie Tsunami z roku 2011, a który to „ghost ship” zauważono dryfujący w odległości 150 mi/277,8 km od południowych wybrzeży Haida Gwaii, Kolumbia Brytyjska, Kanada, w dniu 20 marca 2012 roku. Zgodnie z MON, uważa się, że statek nie jest zdolny do żeglugi, co orzekła kanadyjska Straż Przybrzeżna. MON potwierdza także, iż zarówno obserwacja z powietrza, jak i inspekcja na pokładzie statku wskazuje na to, że nie ma na nim żywego ducha. (Reuters/MON Kanady)
2.    To zdjęcie wykonano 13 marca 2011 roku przez US Navy i ukazuje japoński domek dryfujący po Oceanie Spokojnym, po gigantycznym tsunami o sile 9°R. Uczeni szacują, że ocean niesie 3-4 mln ton z 20 mln ton szczątków, które powstały po tym trzęsieniu ziemi i tsunami. 1-2 mln ton to są drewniane fragmenty konstrukcji, kutry rybackie i inne szczątki z nadbrzeżnych miast Japonii. Są one cały czas w wodzie i są niesione przez Pacyfik przez prądy morskie. 1 – 5% z nich zostanie wyrzucone na brzegi Hawajów, oraz stanów Alaska, Oregon i Waszyngton. (AP Photo/US Navy)  
3.    To zdjęcie wykonano we wtorek, 21 lutego 2012 roku, a ukazuje ono sterty odzieży leżącej na ziemi w pobliżu zniszczonej trzęsieniem ziemi i tsunami miejscowości Rikuzentakata w Japonii. (AP Photo)
4.    Na tym zdjęciu z  dnia 24 lipca 2012 roku, szczątki leżą całymi stertami, po tym jak tsunami zmyło i spłukało miasteczko Namie w Japonii pokrywając jego szczątkami okoliczne pola. (AP Photo)
5.     Te szczątki sfotografowano w rejonie zrujnowanego reaktora nr 6 w Fukushima I EJ (Dai-ichi, w Okuma, prefektura Fukushima) w północno-wschodniej Japonii, należącego do koncernu TEPCO. Zdjęcie wykonano we wtorek, 28 lutego 2012 roku. Trzęsienie ziemi i tsunami spowodowało katastrofę jeszcze gorszą od katastrofy w Czarnobylu z kwietnia 1986 roku.  (AP Photo)  Co do skażeń, to 21 marca 2011 Międzynarodowa Agencja Energii Atomowej (MAEA) podała, że dostępne dane pomiarów dokonanych w promieniu 16–58 km od elektrowni wskazywały na istnienie skażenia radioaktywnego na poziomie 0,2 – 0,9 MBq na metr kwadratowy (skażenie substancjami emitującymi promieniowanie beta i promieniowanie gamma). 23 marca 2011 poinformowano, że w jednym kilogramie gleby pobranej w miejscowości położonej w odległości 40 km na północny zachód od elektrowni odkryto promieniotwórczy cez-137 (czas połowicznego zaniku ok. 30 lat) o aktywności 163 kBq. 24 marca 2011 roku podano, że w odległości 16 kilometrów na południe od elektrowni stwierdzono obecność promieniotwórczego jodu-131 (czas połowicznego zaniku ok. 8 dni) w ilości 19,1 razy przekraczającej dopuszczalne normy. 25 marca 2011 Międzynarodowa Agencja Energii Atomowej (MAEA) podała, że pomiary dokonane w promieniu 34–62 km od elektrowni wskazywały na istnienie skażenia na poziomie 0.07 – 0.96 MBq na metr kwadratowy (skażenie substancjami emitującymi promieniowanie beta i promieniowanie gamma). 27 marca 2011 poinformowano, że na terenie elektrowni, w podziemnej części budynku turbin koło reaktora nr 2, w jednym centymetrze sześciennym znajdującej się tam skażonej wody stwierdzono jod-134 o aktywności 2,9 GBq, jod-131 o aktywności 13 MBq, a także cez-134 i cez-137 o aktywności 2,3 MBq. Zgodnie z początkowymi szacunkami rządu Japonii podczas całej awarii wydostał się cez-137 o aktywności 15 PBq. Badacze, którzy później uwzględnili także skażenie poza Japonią, obliczyli, że ta aktywność wynosiła 36 PBq. Dla porównania w czasie katastrofy czarnobylskiej do środowiska naturalnego przedostał się cez-137 o aktywności 85 PBq. Zgodnie z raportem TEPCO z października 2011 roku w ciągu pierwszych 100 godzin awarii uwolnił się neptun o aktywności 7,6 PBq. 25 i 26 marca 2011 polska Państwowa Agencja Atomistyki opublikowała komunikaty, w których poinformowała, że na terenie Polski stężenie jodu-131 wynosi kilkudziesiąt mikrobekereli na metr sześcienny powietrza. Były one miliony razy niższe niż w czasie trwania awarii elektrowni jądrowej w Czarnobylu i nie zagrażały zdrowiu ludności ani środowisku naturalnemu. 2 kwietnia 2011 polskie Centralne Laboratorium Ochrony Radiologicznej podało, że pierwsze warstwy powietrza znad elektrowni Fukushima, zawierające niewielkie ilości radionuklidów pochodzenia sztucznego (głównie promieniotwórczego jodu-131), dotarły nad Polskę ok. 23 marca 2011. Od chwili pojawienia się nad Polską mas powietrza znad elektrowni stężenia izotopów pochodzenia sztucznego w powietrzu systematycznie rosły; stężenie jodu-131 zanotowane w dniach 28–30 marca 2011 wynosiło kilka milibekereli (mBq) na metr sześcienny powietrza (najwięcej w Łodzi: 8,3 ± 0,14 mBq/m3). Była to wartość wyższa, niż zalecana przez amerykańską Environmental Protection Agency (EPA), która uznaje za takowe stężenie jodu-131 w powietrzu poniżej 2,1 x 10-13 Ci/m3, czyli 7,8 mBq/m3. W innych polskich miastach, w których wykonano pomiary, stężenie utrzymywało się poniżej tego poziomu. Stężenie jodu-131 nie stwarzało zagrożenia, gdyż nawet najwyższe zanotowane w Polsce stężenie 8 mBq/m3 oznaczało zaledwie 0,008 rozpadu radioaktywnego jodu na sekundę w metrze sześciennym powietrza. Byłoby to około 0,00003 mSv, gdyby człowiek oddychał takim (tzn. nie zawierającym innych substancji promieniotwórczych, naturalnie występujących w atmosferze) powietrzem przez 5 dni, co stanowi dawkę 80 000 razy mniejszą od średniej rocznej dawki naturalnej (2,4 mSv/rok). 1 kwietnia 2011 stężenie jodu-131 zmniejszyło się, co mogło oznaczać, że powietrze z największą ilością substancji promieniotwórczych opuściło terytorium kraju. Było ono wtedy dziesiątki tysięcy razy niższe niż w czasie awarii elektrowni atomowej w Czarnobylu. (Wikipedia)
6.    Na tym zdjęciu wykonanym w piątek, 10 lutego 2012 roku i opublikowanego przez Word Press Photo ukazane są skutki trzęsienia ziemi i tsunami w Chiba. Widoczna na zdjęciu Chieko Matsukawa pokazuje świadectwo swej córki, które znalazła w ruinach swego domu w Higashimatsushima (prefektura Miyagi). Zdjęcie to zajęło 1. miejsce w konkursie Word Press. (AP Photo/AFP)
7.     Te trzy zdjęcia ukazują postępy procesu oczyszczania i rekultywacji ziemi po tsunami w Wakabayashi k./Sendai. Lewe zdjęcie zrobiono 16 marca 2011 roku, środkowe 2 czerwca 2011 roku, a trzecie w dniu 3 września tegoż roku. (AP Photo/Kyodo Press)
8.    Statek wyrzucony na brzeg przez fale tsunami w dniu 11 marca 2011 roku, leżący w ruinach miejscowości Kesennuma na północy Japonii, zdjęcie z 17 marca 2011 roku. (Reuters)
9.    Ratownicy przeszukują ruiny wokół buddyjskiej świątyni po dziewięciostopniowym trzęsieniu ziemi w okolicy plaży Rikuzentakata (prefektura Iwate) w dniu 19 marca 2011 roku.  (AFP/Kyodo Press)



Jak widać z tego materiału, Północnopacyficzny Vortex zostanie zasilony potężną ilością nowych odpadów i śmieci, co spowoduje kolejne ofiary wśród zwierząt – ale kogo to obchodzi?

Jak na razie ludzi martwi tylko to, że zostaną zapaskudzone plaże – bo to uderzy w przemysł turystyczny kilku krajów…

Przekład z j. angielskiego i komentarz –
Robert K. Leśniakiewicz © 

środa, 28 marca 2012

WSZECHOCEAN: STAN KLĘSKI ROZUMU (3)

 Plastykowe opakowania dryfujące w morskiej wodzie stanowią śmiertelne zagrożenie dla zwierząt morskich (Greenpeace)
 Hawajska plaża z tym, co wyrzuca na nią morze... (Greenpeace)
... i sterty opakowań plastykowych, z którym nie za bardzo wiadomo, co zrobić... (Greenpeace)


Śmiercionośny wir śmieci

Tak to właśnie można przetłumaczyć to angielskie określenie tego fenomenu: the trash vortex. Jest to akwen wielkości Teksasu na Północnym Pacyfiku, w którym znajduje się 6 kg plastiku na każdy 1 kg planktonu, który wraz z innymi powoli degradującymi się śmieciami, wiruje powoli w kierunku ruchu wskazówek zegara, wypełniony martwymi rybami, ssakami morskimi i ptakami, które wpadły w jego pułapkę. Pewne plastyki w tym bałaganie nie rozłożą się w czasie życia wnuków i prawnuków ludzi, którzy je tam wrzucili.

Cienka warstwa plastykowych śmieci w oceanie została zabrana z plaż. Plastykowe odpady zabijają morskie zwierzęta, które biorą je za coś do jedzenia. Powodem tego stanu rzeczy jest trwałość i chemiczna odporność plastyku, co stwarza problem w środowisku morskim. Około 100 mln ton plastyku jest produkowanych w ciągu roku, a 10% z tego kończy swój żywot w morzu. Około 20% z tego pochodzi ze statków i platform wiertniczych, pozostałe są z lądu.

Wędrując wzdłuż plaż na całym świecie i po brzegach obmywanych wodami Wszechoceanu znajdujemy wiele polietylenowych i plastykowych toreb, butelek, kontenerów, plastykowych naczyń, polistyrenowych pakietów, kawałków pianki poliuretanowej, polipropylenowych sieci rybackich i kawałków lin. Do tego jeszcze drogowe pachołki, zużyte zapalniczki, opony samochodowe i szczoteczki do zębów – i inne rzeczy wyrzucane po zużyciu na ląd lub do wody, a które są wyrzucane na brzegi przez wiatry i fale.

Te właśnie rzeczy zebrały się w pacyficznym Hawajskim Vortex’e[1], Słowo „śmieci” jest ujęte w cudzysłów. Te rzeczy stanowią widoczny sygnał o wiele większego problemu. Te zbiorowiska plastyków nie rozkładają się jak naturalny materiał biologiczny. Pod wpływem słońca, wiatru i fal, plastykowe przedmioty nie rozkładają się chemicznie, ale powoli rozpadają się mechanicznie na drobne elementy.

Pojedyncza 1-lirowa butelka może się rozpaść na wiele mniejszych fragmentów, które mogą pokryć powierzchnię 1 mili plaży na całym świecie. Te małe cząsteczki łączą się w małe plastykowe kulki, które są nowym rodzajem zanieczyszczenia wody oceanicznej, i tworzą coś w rodzaju kolonii ukwiałów. Te „nowoczesne ukwiały” są zbierane z plaż przez wolontariuszy, a są znajdywane nawet tam, gdzie działanie wiatrów i fal jest stosunkowo słabe.

„Wschodni Szlak Śmieci”

Północnopacyficzny, subtropikalny wir zajmuje wielką powierzchnię Oceanu Spokojnego, a w którym woda kręci się powoli, w ruchu zgodnym z kierunkiem ruchu wskazówek zegara. Wiatry tam są słabe. Prądy wodne zmuszają wszelkie pływające przedmioty do środkowego sektora wiru. Znajduje się tam kilka wysp, na które materiał ten jest wyrzucany. Tak więc osiągnięto tam zdumiewające stężenie ilości śmieci plastykowych na jednostkę objętości, które wylicza się w ilości 6 kg śmieci na 1 kg masy planktonu. A wszystko to na obszarze wielkości Teksasu kręci się powoli w kierunku ruchu wskazówek zegara. Dlatego też wir ten jest nazywany „Azjatycka Trasa Odpadkowa”, „Wir Śmieci” czy też „Wschodni Szlak Śmieciowy”. 

Nie byłoby w tym jeszcze niczego złego, bowiem plastyki nie mają żadnych trujących właściwości. Najgorsze jest to, ze większe plastykowe przedmioty są zjadane przez zwierzęta, które mylą je z ich naturalnym pożywieniem. Wiele ptaków morskich i ich piskląt jest znajdowanych już martwymi, bowiem ich żołądki i wola są zapchane średnio-dużymi kawałkami plastyku jak zakrętki od butelek, plastykowymi zapalniczkami czy gumowymi balonikami. Na Hawajach znajdowano martwe żółwie morskie z tysiącami drobnych przedmiotów plastikowych w żołądkach i jelitach. Oblicza się, że wskutek tego śmierć poniosło ponad 1.000.000 ptaków morskich oraz 100.000 ssaków morskich i żółwi! Zginęły one właśnie wskutek spożycia plastykowych przedmiotów…  

Zwierzęta mogą mylić swe pożywienie z plastykowymi kawałkami sieci czy liną. Nawet małe meduzożerne zwierzęta mogą zjadać małe kawałki przeźroczystego plastyku czy opakowań unoszących się w wodzie.

Chemiczne gąbki

To jest złowrogi wir dla wszystkiego, co żyje. Plastyki mogą tworzyć coś, co można nazwać „chemiczną gąbką”. Mogą one koncentrować większość szkodliwych i toksycznych zanieczyszczeń, jakie znajdują się w wodach Wszechoceanu: trwałych organicznych zanieczyszczeń – tzw. POP. Tak zatem jak zwierzęta zjedzą takie kawałki plastyków, to wchłoną ogromną ilość wysoko toksycznych środków chemicznych.

Północnopacyficzny Vortex jest jednym z pięciu wielkich oceanicznych wirów i jest możliwe, że Pacyficzny Wir Śmieci jest tylko jednym z wielu tego rodzaju w innych oceanach. Najbardziej znanym z nich jest Morze Sargassowe, w którego wodach też stwierdzono znaczną koncentrację plastykowych odpadów.

Oceaniczni „autostopowicze”

Pływające plastyki są także groźne dla oceanicznych ekosystemów na jeszcze inny sposób, a mianowicie poprzez transport fito- i zooplanktonu na swej powierzchni na inne akweny Wszechoceanu. Tak zatem te rośliny i zwierzęta mogą być przenoszone na ogromne odległości od swych naturalnych siedlisk. Tak więc „oceaniczni autostopowicze” mogą zająć nowe siedliska i wypierać żyjące w nich gatunki.   

Oczywiście nie wszystkie plastyki pływają. W rzeczy samej około 70% z wyrzuconych do morza plastyków idą na dno. Jak obliczają holenderscy uczeni, w Morzu Północnym znajduje się około 110 przedmiotów plastykowych na 1 km2 dna, co oznacza sumarycznie 600.000 ton w całym Morzu Północnym. Ten plastyk pokrywa dno morza i jest w stanie zabić w nim całe życie.

Wyrzucanie do morza plastykowych odpadów powinno być jak najszybciej skończone. Na poziomie personalnym powinniśmy przestać używać plastykowych opakowań i kupować rzeczy w plastykowych torbach, kontenerach, itd. itp. To samo dotyczy także załóg statków, platform wiertniczych, rybaków i innych ludzi morza, którzy nie powinni zanieczyszczać morza plastykami. Jest to zagrożenie równe w swej skali skażeniu wód oceanicznych, nadmiernym połowom, zmianom klimatycznym, a które jesteśmy w stanie przerwać w celu uchronienia bioróżnorodności i chronić ją bardziej efektywnie.

Uwagi od tłumacza

Niepokoje reprezentujących Greenpeace autorów tego artykułu są całkowicie zasadne. Problem plastyków w wodach Wszechoceanu (a do tego dodałbym także wszystkie wody wewnętrzne: rzeki, jeziora, zalewy, stawy, itd.) jest już ogromny, bowiem dostrzeżono go za późno. Chociaż z drugiej strony właśnie istnienie Morza Sargassowego powinno naprowadzić uczonych na ten problem i to już w latach 60. i 70. XX wieku.

Osobiście nie sądzę, by zbyt wiele plastyków znajdowało się na Morzu Sargassowym, a to dlatego, że w krajach Afryki używa się ich niewiele. Ale już na Południowym Atlantyku problem może być poważny, bowiem tam może następować spływ śmieci RPA i Namibii z jednej strony, a z drugiej z Paragwaju, Urugwaju, Argentyny i Brazylii, gdzie opakowań plastykowych używa się dużo i coraz więcej…

Tak czy inaczej – zagrożenie dla środowisk morskich istnieje i jest coraz większe. I trzeba coś z tym zrobić, póki jest jeszcze czas…

A tak swoją drogą, czy istnieje jakiś związek pomiędzy plastykowymi potokami śmieci z Chin i Japonii, a tajemniczym, wybuchowym rozwojem populacji meduz kostkowych i meduz Nomura? Oto jest pytanie, na które trzeba poszukać odpowiedzi – i to bardzo szybko. W przeciwnym bowiem wypadku, to właśnie meduzy będą władały Wszechoceanem, do którego człowiek nie będzie miał już żadnego dostępu…

Ale to już jest temat z innej ballady.        


Przekład z j. angielskiego –
Robert K. Leśniakiewicz ©   


CDN. 


[1] W oryginale użyto nazwy Pacyfic Vast Trash Vortex – co można przetłumaczyć jako Pacyficzny Wir Śmieciowo-Odpadowy.  

wtorek, 27 marca 2012

WSZECHOCEAN: STAN KLĘSKI ROZUMU (2)

 Plaża pacyficzna pokryta plastykowymi śmieciami... ("Tajny XX wieka)
 ... i szczątki albatrosa, który zginął w wyniku połknięcia plastykowych odpadów ("Tajny XX wieka")
 Wysepka ze śmieci - widok od dołu... ("Tajny XX wieka")
... i cały dom zmyty przez tsunami z brzegów Japonii ("Tajny XX wieka")


Wielka Pacyficzna Plama ze śmieci

Igor Wołozniew

Współczesna rewolucja technologiczna zamieniła Wszechocean w jedno gigantyczne śmietnisko. Historycznie tak się stało, że wszystkie wysokorozwinięte regiony planety znajdują się na jego brzegach, a to oznacza ogromną ilość odpadów i śmieci – komunalnych i przemysłowych – która dostaje się w jego wody. Prądy morskie skupiają je w „śmieciowe wyspy”, które dryfują do czasu, kiedy znajdą spokojne miejsce, w którym zbijają się w „śmieciowe kontynenty”.

Śmietnik Oceanu Spokojnego

Największy ze „śmieciowych kontynentów” znajduje się na północy Oceanu Spokojnego, pomiędzy Alaską a Hawajami. Żartobliwie nazywa się go Wielką Pacyficzną Śmieciową Plamą (przez analogię do Wielkiej Czerwonej Plamy na Jowiszu – uwaga tłum.).

Dokładne rozmiary Plamy nie są znane. Wedle przybliżonych ocen, jej powierzchnia wynosi mniej więcej połowę terytorium USA – czyli jakieś 4,69 mln km2 – jak nie więcej, zaś na akwenie Plamy pływa ponad 120.000.000 ton różnych śmieci. W głównej mierze jest to plastik, który w odróżnieniu od naturalnych substancji, nie rozpada się przez setki lat. (Czas półrozkładu plastyków: T1/2 ≈ 500 lat! – przyp. tłum.)

Plama ta znajduje się w tzw. strefie sztilu ograniczonej ze wszystkich stron Północnopacyficznym prądem morskim. (Właściwie prądami morskimi: Północnopacyficznym, Kalifornijskim i Północnorównikowym – zob. mapka – przyp. tłum.) zbiera on wszystkie śmieci z przybrzeżnych wód Chin, Japonii, USA i Kanady, a następnie przemieszcza je do swego centrum, gdzie już pozostają w martwej strefie. Centrum to jest swego rodzaju śmietniskiem Oceanu Spokojnego (znajduje się ono na 30°N - 145°W – przyp. tłum.). Przez całe stulecia zbiera się tutaj wszelki chłam: zwłoki zwierząt, wodorosty, drewno, szczątki statków, itd. Od gnijących szczątków woda jest zapełniona szkodliwymi bakteriami i siarkowodorem – i dlatego życie w niej jest ubogie. Nie ma tutaj ptaków, wędrownych ryb, ssaków morskich. Statki i okręty starają się omijać ten akwen, na którym króluje smród i wieczny sztil…

Pływające butelki, pakiety i opakowania plastykowe zaczęły wpadać w pacyficzną strefę sztilu już w latach 50. Stopniowo masy plastyczne zaczęły stanowić lwią część i w tej chwili stanowią one 90% całej masy Plamy. Według ekologów, największa część tych wszystkich śmieci pochodzi z USA, Japonii i Chin. Obliczono, że odpady z Zachodniego Wybrzeża USA przemieszczają się na akwen Plamy w czasie 5 lat, a od wybrzeży Wschodniej Azji w czasie 1,5 – 2 lat. Tempo zanieczyszczania Oceanu Spokojnego przez te trzy kraje jest takie, że powierzchnia Plamy podwaja się co każde 10 lat.

Plama ta w swej konsystencji przypomina zupę – jej główna masa nie znajduje się na powierzchni, ale pływa na głębokości ≥1 m opuszczając się aż do strefy przydennej. (Pacyfik w tej strefie jest głęboki na ok. 5000 m, zaś największa głębia wynosi aż 6182 m – uwaga tłum.) Trudno powiedzieć, ile się tam skupiło plastykowego szlamu. Z tej właśnie przyczyny Plamy nie dostrzega się z satelitów. Pokłady śmieci można zauważyć tylko z pokładu statku, albo w czasie nurkowania z akwalungiem.

Plastyk, z którego w większej części jest utworzona Plama nie rozkłada się, ale rozpada na małe drobinki. Są one brane za plankton przez wielu mieszkańców morza i dusi ich. W ten sposób śmiercionośny plastyk włącza się do łańcuchów pokarmowych. Obliczono, że taki plastyk w Oceanie Spokojnym corocznie staje się przyczyną zgonu miliona ptaków morskich i 100.000 morskich ssaków. Ilość ryb morskich, które zginęły od tego „plastykowego planktonu” jest trudna, jak niemożliwa, do określenia.

Śmietnisko i efekt cieplarniany

Wody Wielkiej Pacyficznej Śmieciowej Plamy przedstawiają idealne środowisko do bytowania i rozwoju niektórych gatunków bakterii, najczęściej cyjanobakterii istniejącymi nie tylko tam, ale wszędzie, gdzie woda jest zanieczyszczona przemysłowymi i komunalnymi odpadami. Jednakże na akwenie Plamy biomasa tych jednokomórkowców jest anomalnie wysoka.

Cyjanobakterie (inaczej sinice – dop. tłum.) zatruwają wodę neurotoksynami, które są szkodliwe dla ludzi i zwierząt. W ciągu kilku ostatnich lat, na naszej planecie obserwuje się wybuchowy wzrost populacji tych mikroorganizmów. Spowodowały go dwie największe rzeki: Mississippi i Jangcy-ciang, które w każdym roku wlewają do Wszechoceanu miliony ton związków azotowych, którymi żywią się cyjanobakterie.

Profesor Wei Cziun-kai z Uniwersytetu Georgia (USA) i jego koledzy ustalili, że rozrastająca się masa sinic prowadzi nie tylko do nasycenia dwutlenkiem węgla wód Wszechoceanu, ale także zmniejszenia zdolności jego absorpcji z atmosfery. Tak więc według poglądów tych uczonych, Wielka Pacyficzna Śmieciowa Plama wnosi swój niemały wkład do nasilenia efektu szklarniowego, prowadzącego do globalnego ocieplenia.

Śmieci atakują plaże

Istnienie Wielkiej Pacyficznej Śmieciowej Plamy zostało przewidziane już w 1988 roku, w raporcie amerykańskiej National Ocean and Atmosphere Administration – NOAA. Prognozę opracowano na podstawie ilości plastyku dryfującego w powierzchniowych wodach północnej części Oceanu Spokojnego w latach 1985 - 1988. Jednakże za  odkrywcę Plamy uważa się amerykańskiego jachtsmena Charlesa Moore’a. W 1995 roku postanowił on popłynąć jachtem na Hawaje, a żeby było krócej, to popłynął z Alaski na południe prosto jak strzelił. Po upływie pewnego czasu, Moore zrozumiał, że wpłynął na autentyczne śmietnisko.
- Przez cały tydzień woda wokół mnie była pełna plastykowego chłamu – opowiadał młody żeglarz. – Nie wierzyłem oczom: jak ludzie mogli tak zaśmiecić tak ogromny akwen? Płynęliśmy i płynęliśmy przez to śmietnisko i zdało się, że końca temu nie było widać…

Pływanie pośród setek ton odpadów wywarło na Amerykaninie tak silne wrażenie, że całe swoje życie poświęcił walce o czystość Pacyfiku. Z początku specjaliści odrzucali tezy zawarte w jego wykładach, nie biorąc je na serio. O dryfujących po oceanach śmieciowych wyspach oczywiście wiedzieli, ale żaden z nich nie widział w tym jakiegokolwiek problemu. Ale problem – jak to mówią – sam zastukał do drzwi. Gdzieś około roku 2005, zimowe sztormy zaczęły wyrzucać na plaże wysp Niihau i Kauai (HA) ogromne ilości śmieci, które zabiły dużą ilo0ść ptaków i żółwi morskich. Tak właśnie w te dni, kiedy ocean wyrzucił na plaże Hawajów kolejny swój ładunek odpadów, przybył tam robić swój film Pierre Cousteau – syn znanego francuskiego oceanografa Jacquesa Yvesa Cousteau. Mówi się, że na widok tych gór śmieci Pierre Cousteau omal nie dostał zawału. Historia ta wywołała sporo szumu, i od tej pory działalność Moore’a i jego stronników uzyskała w Ameryce znaczną popularność i rozgłos. Nareszcie zaczęto słuchać tego, co mówił…

W oceanie pływały całe domy…

Swój wkład w powiększenie śmieciowego „kontynentu” dołożyło w znacznej mierze ostatnie japońskie trzęsienie ziemi. Tsunami, które po nim nastąpiło w dniu 11 marca 2011 roku, zmyło do morza kilkaset milionów ton śmieci i odpadów. Z nich ponad 20.000.000 ton popłynęło na otwarty ocean…
 Wielka Plama śmieci powstała wskutek specyficznego układu prądów morskich tworzących tzw. Hawajski Vortex, w którym kumulują się pływające śmieci... (NOAA)
...prądy powierzchniowe na tej części Pacyfiku sprzyjają powstaniu strefy sztilu i w rezultacie utworzeniu się Hawajskiego Vortex'u (NOAA)

Uczeni z Pacyficznego Centrum Naukowo-Badawczego Uniwersytetu Hawajskiego opracowali komputerowy model rozprzestrzeniania się tego paskudztwa. I tak pod koniec września 2011 roku, dryfująca plama śmieci znalazła się w tym miejscu oceanu, na które wskazały wyliczenia – w okolicy atolu Midway.

O dryfującej plamie zanieczyszczeń, odpadów i śmieci zameldował jako pierwszy rosyjski statek RV Pallada. Przepływał on wśród morza śmieci w dniach 21 – 28 września 2011 roku. Według relacji załogantów Pallady, w wodzie poza ogromna ilością małych przedmiotów znajdowały się także samochody, kontenery i naczepy a także całe domy – najwidoczniej te spośród 200.000, które zmyło tsunami. Poza tym niemało tam było lodówek, telewizorów i zmywarek. Ale dużych przedmiotów w rodzaju chłodziarek czy telewizorów w biegiem czasu było coraz mniej.

Posługując się danymi uzyskanymi przez załogę RV Pallada, uczeni z Hawajskiego Uniwersytetu skorygowali swój model. Wedle skorygowanych obliczeń, pojawienie się tego paskudztwa w rejonie Wysp Hawajskich należy oczekiwać nie na wiosnę 2012 roku, ale już w zimie 2011/2012 roku. Przepiękne plaże Hawajów czeka katastrofa ekologiczna. A po kilku latach dosięgnie ona zachodnich wybrzeży USA.

Na szczęście dla Amerykanów mieszkających na Zachodnim Wybrzeżu, śmieci nie zatrzymają się u nich. Północnopacyficzny prąd morski poniesie je dalej na północ (w rzeczywistości na południe, zob. mapka – uwaga tłum.), potem znowu na zachód i na koniec połączy je z Wielką Pacyficzną Śmieciową Plamą. A potem do tej Plamy wleje się radioaktywna woda z rozbitych reaktorów jądrowych Fukushima I EJ…

I najgorsze – nikt nie wie, co z tą Plamą zrobić i jak z nią walczyć. Znajduje się ona na wodach międzynarodowych, a to znaczy, że to paskudztwo jest niczyje. Moore i inni ekolodzy nawołują do ograniczenia produkcji plastyków i przejście na materiały biologiczne. Ale jego apele idą w powietrze, a ogromna jadowita meduza Wielkiej Pacyficznej Śmieciowej Plamy wciąż się rozrasta…

Źródło – „Tajny XX wieka” nr 49/2011, ss.8-9

Przekład z j. rosyjskiego –
Robert K. Leśniakiewicz © 


CDN.